Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 09 wrz 2011, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Prof. A. Nowak: Brońmy się przed dyktaturą półcelebrytów

Prof. Andrzej Nowak w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" nie kryje swego krytycyzmu wobec zjawisk politycznych zachodzących w naszym kraju. "Polska jest zagrożona utrwaleniem monopolu władzy partii, która wydaje się konsekwentnie rozmijać z interesem politycznym wspólnoty polskiej i elementarnymi zasadami obywatelskiej wolności. Jest to teraz największe niebezpieczeństwo dla Polski" - mówi profesor. - Obecna struktura władzy, wspierana przez znaczącą większość mediów elektronicznych, umacnia się i tworzy sytuację całkowitej bezkarności rządzących.

Ten obóz "nie cechuje się żadną specyficzną ideologią - twierdzi rozmówca - ale reprezentuje to, co historycznie nazwano 'bagnem', tzn. skłonnością do 'nicnierobienia' i folgowania wszelkim najgorszym instynktom. To jest swoiste zapraszanie społeczeństwa do degradacji". Trzeba więc bronić się, by zahamować te procesy.

By odsunąć Platformę od władzy, trzeba konsekwentnie przekonywać społeczeństwo do swych idei i celów. Należy podawać przykłady, które trafią do wyobraźni większości wyborców. Nie jest to trudne, bo rząd PO - w większości ministerstw - jest wyjątkowo niekompetentny i nieudolny. Na początek można zająć się ministrem Cezarym Grabarczykiem, który doprowadził do totalnego bałaganu na polskich drogach i na kolei.

Należy też przeciwstawić się dyktaturze półcelebrytów (estabiliszmendów - powiedziałby Jan Pietrzak), by powstrzymać postęp barbaryzacji społeczeństwa. Należy wyraźniej mówić NIE specowi od 'dorżnięcia watahy' ministrowi R. Sikorskiemu, uprawiającemu politykę zagraniczną w twitterze. Także Donaldowi Tuskowi, gdy stwarza mity o zielonej wyspie, polityce miłości czy naszej pozycji lidera w Europie.

Jest jednak problem. To jest wielki problem: Jak dotrzeć do wyborców, którzy swą wiedzę o otaczającym ich świecie czerpią głównie za pośrednictwem telewizji. Owszem, jest wiele konserwatywnych portali w internecie, obejmujących swym zasięgiem setki tysięcy osób, które zresztą już są aktywne i oddane słusznym celom. Ilość telewidzów jest jednak nieporównywalnie większa.

Prof. Andrzej Nowak podaje przykłady akcji podważania kłamstw telewizji, ale nie przekonał w tej sprawie autora notki. Jak dotrzeć do większości wyborców, gdy mainstreamowe media są na usługach władzy, jest polskim węzłem gordyjskim, który trudno przeciąć.

http://zygmuntbialas.salon24.pl/340860, ... celebrytow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 28 wrz 2011, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Czy mamy świadomość tego jak bardzo w ostatnich latch zdziczała polska scena polityczna?
Sytuacja budzi grozę i przerażenia. Polska to przecież nasza Ojczyzna, a rządzą nię zwykłe typki spod ciemnej gwiazdy. Króluje tandeta i antykultura. Przewodzi nam .... nihilizm.
A gdzie w tym wszystkim, w tej całej naszej tragedii jesteśmy my Polacy?
Na obrzeżach, tylko na obrzeżach dziejącej się historii?


Liberalni "reżyserzy" polskiej sceny politycznej tak ją zaklinowali, aby zawsze rządzili "nasi"

Profilowanie polityki

Wielu polityków traktuje scenę polityczną nie jako przestrzeń do realizacji wielkich celów, ale jako płaszczyznę gry przypominającej hazard. Nie chodzi o to, aby zrealizować jakąś wizję przyszłości Polski, ale żeby wygrać, zaistnieć na scenie politycznej i móc ogłosić sukces. Poglądy są wtórne, politycy je zmieniają w zależności od zmieniającej się koniunktury. Przykłady można mnożyć. Janusz Palikot niegdyś sponsorował konserwatywny tygodnik, by dziś być liderem skrajnej lewicy. Joanna Kluzik-Rostkowska była główną twarzą PiS, by dziś odgrywać analogiczną rolę w Platformie Obywatelskiej. Barwy polityczne zmienił również Bartosz Arłukowicz (z SLD na PO) itd. Tak zwane transfery polityczne dowodzą, że politycy często nie mają własnych poglądów, a ich celem jest jedynie być w grze.
Wirtualizacja polskiej polityki powoduje, że ci, którzy chcą wpłynąć na bieg wydarzeń w Polsce, starają się tworzyć własne ugrupowania. Po prostu trzeba nauczyć się mechanizmów, które rządzą polityką w dobie współczesnej. Scena polityczna przypomina coś w rodzaju wielkiej wagi. Im więcej na niej ugrupowań reprezentujących dany kierunek polityczny, tym większe prawdopodobieństwo zrealizowania konkretnych postulatów. Doskonale zrozumieli ten mechanizm mocodawcy Janusza Palikota. Jego ugrupowanie głoszące skrajnie lewackie hasła zyskuje dziś niewiarygodne poparcie medialne, łącznie z pompowanymi sondażami. Dzieje się tak dlatego, że najprawdopodobniej Palikot ma mocne odniesienia do zachodnioeuropejskich ugrupowań Nowej Lewicy. Aby dokonać w Polsce rewolucji kulturalnej, konieczne jest funkcjonowanie w parlamencie partii jednoznacznie głoszącej hasła proaborcyjne i prohomoseksualne. SLD, ze względu na swoje obciążenia postkomunistyczne, przestał nadawać się do realizacji tych rewolucyjnych idei. "Nowoczesny" Palikot - jak najbardziej.
Na prawej flance sceny politycznej dominuje Prawo i Sprawiedliwość, starające się przed laty definiować jako ugrupowanie pluralistyczne (od Marka Jurka, po Joannę Kluzik-Rostkowską). Jednakże brak na prawej flance partii, która mogłaby odgrywać rolę "skrajnej prawicy", powoduje, że w sposób naturalny tak jest postrzegane PiS. W tej sytuacji, ze względu na prosto rozumianą psychologię społeczną, bardzo trudno jest tej partii sięgnąć po elektorat centrowy - ze względu na przypisywanie PiS łatki "skrajnej prawicy". Porównując scenę polityczną w Polsce do niemieckiej, można stwierdzić, że brakuje po prostu obok CDU czegoś w rodzaju CSU - partii jednoznacznie odwołującej się do tradycji konserwatywno-narodowej. Jest to niezwykle ważne od strony wizerunkowej. Istnienie takiego bytu politycznego absolutnie wytwarzałoby wrażenie, że PiS jest partią centrową, co dawałoby szybką możliwość przejęcia elektoratu głosującego na PO ze względu na strach wywoływany medialnie. Po prostu istnieje olbrzymia grupa ludzi o słabo sprecyzowanych poglądach, która chce głosować na centrum. Jak bardzo jest to wykorzystywane na polskiej scenie politycznej, wystarczy się przyjrzeć strategii Platformy. Politycy tej partii uciekają dziś od nagłaśniania oficjalnych sondaży, dających im zdecydowane zwycięstwo (przynajmniej wirtualnie, tzn. sondażowo). Wręcz przeciwnie, starają się twierdzić, że PiS i PO idą "łeb w łeb" i jeśli wyborcy centrowi nie zmobilizują się, to PiS wróci do władzy i rozliczy (czytaj: zablokuje) wszystkie inwestycje. W ten sposób marketingowcy PO chcą na tyle przestraszyć ludzi, by ci, mimo niezadowolenia z rządów Platformy, poszli na wybory i poparli partię Donalda Tuska jako "mniejsze zło". Gdyby na prawej flance istniała silna, narodowa, eurosceptyczna partia, takie straszenie byłoby nieskuteczne.
Jeśli zatem Palikot dostanie się do Sejmu, będzie w stanie bardzo szybko przechylić polską scenę polityczną jeszcze bardziej na lewo. Bynajmniej nie dlatego że otrzyma duże poparcie, ale dlatego że będzie uczestniczył w oficjalnej grze medialnej jako podmiot, który waży na scenie politycznej. Bardzo trudno będzie dla niego znaleźć przeciwwagę bez istnienia jednoznacznie prawicowej alternatywy, o wyraźnym obliczu ideowym, która pełniłaby funkcję konsekwentnej prawicy. Jest to dziś dość duży problem dla polityków myślących w kategoriach interesu narodowego. Liberalni "reżyserzy" polskiej sceny politycznej tak bowiem ją zaklinowali, aby zawsze rządzili "nasi". Nadzieję lokuje się w tym, co stało się na Węgrzech, a więc w wielkim wzburzeniu społecznym, które spowodowałoby odrzucenie szkodliwych rządów lewicowych.

Prof. Mieczysław Ryba

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 06 paź 2011, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
PIS nienawistnie zrywa swoje plakaty?

Jaka jest ta kampania w ostatnich godzinach przed wyborami? Politycy PO się przebudzili i nagle zaczęli się kręcić, jeżdżą od telewizji do radia i z powrotem. Do Tuskobusu i na debatkę. I tak w kółko. Innowacją jest to, że tam, gdzie oczekiwana byłaby informacja o działaniach rządu występuje poseł, a tam, gdzie wiadomo, że chodzi o ostrą pollityczną pyskówkę, to idzie minister, np.- żeby efekt zaskoczenia był większy - taki od finansów! Chociaż dobrym standardem na świecie jest to, że ministrowie finansów, z dbałości o stabilność finansów państwa, nie wchodzą w żadne polityczne bijatyki, nie wystawiając na szwank wizerunku i autorytetu poważnych instytucji państwa. W efekcie nie było i nie ma żadnego rozliczenia, bilansu rządów PO.

Poza tym ta "modernizująca kraj" PO środki stosuje tradycyjne, anachroniczne. Jest więc pełno wielkich billboardów, których miało nie być, plakatów i ulotek z kandydatami, często wkładanych do skrzynek pocztowych, a w internecie pełno komentarzy nowych "dyżurnych" lemingów. W telewizji pojawiają się coraz bardziej agresywne spoty PO, których też podobno miało nie być, jak ten ze zdjęciami ze sprowokowanymi "obrońcami Krzyża" i z tej wyjątkowej awantury na stadionie w Bydgoszczy. Ten spot akurat uderza mnie bezpośrednio, bo jestem jednym z tych "spod Krzyża", popychanym, obrażanym niecenzuralnymi wyrazami i prowokowanym. Solidaryzuję się także z kibicami, których policja prowokuje demonstracjami siły, jak też różnymi słownymi zaczepkami. Jestem więc sprowadzany do poziomu stadionowych chuliganów, jakichś kryminalstów, dna! Wiernemu wyborcy PO zbiera się na nudności, gdy tylko widzi samą nazwę "Prawo i Sprawiedliwość".Nie daj Boże, by jakichś kandydat zastukał do drzwi takiego "miłośnika" PO!

Ostatnio zastanawiałem się, dlaczego w śródmieściu Warszawy nie ma w ogóle plakatów Prawa i Sprawiedliwości? Kiedy się dzisiaj przeszedłem po południu ulicami, zobaczyłem, że te plakaty są zrywane i niszczone. PO-wcy wyżywają się w walce z plakatami, ze zdjęciami młodych kandydatów Prawa i Sprawiedliwości! Oczywiście, nie powiedzą nam o tym nic w żadnym z centralnych mediów i nie ocenią takich czynów jako prymitywnej chuliganerii, aktów nienawiści i agresji, mianem brudnej kampanii. Nie, nie, ale jeśliby cokolwiek na ten temat powiedziano, to tyle, że Prawo i Sprawiedliwość ze ślepej nienawiści do PO samo sobie zrywa plakaty, by potem czynić takie oszczercze zarzuty, czyż nie?

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/3 ... je-plakaty


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 07 paź 2011, 11:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
To Tusk sprowadził polską politykę do poziomu rynsztoka.

Józef Piłsudski używał bardzo dosadnych słów w stosunku do oponentów politycznych, którzy działali wówczas na szkodę Polskiej Racji Stanu. Dziś tych słów należałoby użyć w stosunku do Tuska i całej jego świty podejmujacej żenujące decyzje w poolityce zagranicznej jak i wewnątrzkrajowej. Te znamienne słowa przewijały się nieraz w notkach jak i komentarzach na salonie i nie zamierzam ich powtarzać. Z okazji trwającej kampanii wyborczej chcę zwrócić szczególną uwagę na poziom prowadzonej debaty publicznej. Od początku swojego urzędowania na stanowisku Premiera Rządu RP, Tusk , zamiast nawiązać merytoryczną dyskusję z główną partią opozycyjna jaką stała się PiS, zaczął ją zwalczać. Zdawałoby się, że polityk, który od kilku lat porusza się na polskiej scenie politycznej powinien znać zasady funkcjonowania państwa demokratycznego, w praktyce okazało się, że mocno pomyliło się społeczeństwo polskie dając mu mandat do rządzenia. Pan Tusk nie sprostał wymogom jakie postawiło przed nim 40 milionowe państwo na XXI wiek i zaczął rządzić jak zwykły aparatczych ze średniego szczebla urzędasa administracji państwowej. Szykany, pomówienia, uliczny język stały się narzędziami całej "elity" rzadzącej. W tej konwencji niewybrednych słów Marszałek Sejmu, Komorowski, Premier Tusk i jego większość ministrów na czele z karierowiczem Sikorskim, zaczęli atakować Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dla Premiera Tuska, zniszczenie Prezydenta Kaczyńskiego stało się priorytetem jego premierostwa, do tego stopnia , że ustanowił "rzecznika" tylko i wyłącznie do tego celu. Jego wybór padł na typa z Biłgoraja, który dał poznać się jako ekstremalny degenerat z penisem i świńskim łbem w rękach. Od tego czasu cała nasza polityka została opanowana przez niewybredne kłótnie. Propagatorem i "upowszechniaczem" chamstwa w Sejmie stał się V-ce marszałek z ramienia PO, prof. Stefan Niesiołowski. Jego chamski słowotok i samo zachowanie jest niegodne nie tylko polskiego Sejmu ale nawet na bazarze zwróciłby uwagę wszystkich meneli.

Na potrzeby tej rynsztokowej polityki Tuskoland zaczął tworzyć autorytety we wszystkich dziedzinach życia. Podli ludzie do uprawiania rządowej chućpy znaleźli się (i znajdują) "naukowcy"....artyści..."dziennikarze"....reżyserzy i ci "reżyserzy", którzy mają trudności w używaniu języka polskiego...."działacze", którzy wykuli swój "autorytet" we współpracy z SB. I tak ten cały KONCERN RZĄDOWO-MEDIALNY sprowadził polskie życie społeczne do rynsztola.

Takiego zdziczenia i lekceważenia w Polsce nie było, ale nie był też tylu zdrajców naraz utrzymujących solidarność w podłości i niszczeniu życia w naszym państwie. Wielu z byłych działaczy "Solidarności" miało jakieś tam zasługi i traktuje je niczym LICENCJĘ na bycie łajdakiem dziśiaj.

Tragedia Smoleńska i mord polityczny w Łodzi to EFEKT tej rynsztokowej polityki prowadzonej przez LIDERA PO Pana Donalda Tuska. Najwyższy czas aby zatrzymać tą degenerację państwa Polskiego i powiedzieć Panu Tuskowi i jego bandzie STOP ! Zróbmy to 9 października w lokalach wyborczych.

http://sophia.salon24.pl/351045,to-tusk ... -rynsztoka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 11 paź 2011, 07:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Dzicz w sejmie....:

Reprezentacja Ruchu Palikota w Sejmie stanowi nową formę legitymizacji antychrześcijańskiego radykalizmu w polskim życiu publicznym

Czysta antycywilizacja w Sejmie

Nigdy dość przypominania, że rządy Platformy Obywatelskiej cztery lata temu rozpoczynały się deklaracjami niechęci względem katolickiego Radia Maryja. To wtedy błyskawicznie i bez zważania na elementarne reguły odebrano WSKSiM dotację na odwiert geotermalny. Kadencja Sejmu i rządu kończyła się ponownym podniesieniem analogicznych tematów. Zaczął spełniać się dawno przewidywany na tych łamach czarny scenariusz polegający na wykorzystaniu procesu cyfryzacji telewizji do wykluczenia katolików z tej sfery społecznej komunikacji. Symboliczny charakter miała także nieobecność Donalda Tuska na beatyfikacji Jana Pawła II. Już wtedy realizował ogłoszony nieco później program "nieklękania przed księżmi".
Już przy pierwszych nieprzyjaznych aktach zwracano uwagę, że budują one szerszą, antychrześcijańską atmosferę w kręgu świeckiej władzy publicznej. Jakże mylili się ci, którzy sądzili, że to specyficzna sytuacja dotycząca jedynie redemptorystów z warszawskiej prowincji i ich świeckich współpracowników. Klimat antyklerykalizmu, ale także agresji wobec symboli religijnych, obecności wiary w życiu publicznym narastał w odniesieniu do katolicyzmu jako takiego. Atmosfera duchowej mobilizacji, którą przyniósł okres żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej, beatyfikacje ks. Jerzego Popiełuszki i Jana Pawła II zmobilizowały tylko krajowe i zagraniczne centra antyewangelizacji.

Hodowanie Palikota
Wewnątrz Platformy nabierała kształtu i mocy poczwarka "palikotyzmu". Łagodne sankcje partyjne dla lubelskiego skandalisty nie stanowiły przeszkody dla jego działalności. Przez długi czas można się było domyślać realizacji scenariusza polegającego na przejęciu przez Platformę elektoratu lewicy. PO miała jawić się jako partia posiadająca nurt zainteresowany radykalną "świeckością" państwa i rewolucją kulturową spod znaku dewiacji seksualnych. Względnie dobry wynik Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich dowiódł nieskuteczności tej strategii. Wówczas rozmachu nabrało tworzenie nowej formacji politycznej Palikota.
Byłoby jednak naiwnością sądzić, że opisywane procesy były wyłącznie skutkiem cynicznych zabiegów wokół utrzymania lub zdobycia władzy. Oblicze społeczne zachodu Europy kształtuje tzw. nowa lewica. Jej poprzedniczki - ideologie modernistyczne, stanowczo coś twierdziły i zmierzały do wprowadzenia nowego porządku poprzez przemoc (komunizm, narodowy socjalizm) albo rewoltę kulturową (socjaldemokracja). Nowe wcielenie choroby cywilizacji zachodniej przyjęło już postać czystej antycywilizacji. Jej programem jest demontaż więzi społecznych, a nie ich zmiana na lewicową modłę. Benedykt XVI nazwał to dyktaturą relatywizmu. Ekspansja tej zarazy docierała stopniowo do różnych aspektów kultury polskiej. W rolę sztuki zaczęła wchodzić stopniowo antysztuka (podarta Biblia i krzyż z puszek wsparte wyrokiem sądowym), nauki - antynauka (studia genderowskie), moralności - antymoralność (PR, czyli kłamstwo w życiu społecznym, prawodawstwo antyrodzinne), religii - antyreligia (satanizm, powszechność sądu: wszystkie religie są równie dobre). Głównymi kanałami inwazji antykultury były przez dwadzieścia lat media i system edukacji (zdominowany mentalnie na pewnym poziomie przez "Gazetę Wyborczą"). To właściwe podłoże umożliwiające sukces wyborczy Ruchu Palikota. Jest on antycywilizacyjnym stronnictwem politycznym i jako taki bezwzględnie powinien być traktowany przez opinię publiczną identyfikującą się z chrześcijańsko-klasyczną kulturą polską.

Wyborcza legitymizacja rewolty
Reprezentacja Ruchu Palikota w Sejmie stanowi nową formę legitymizacji antychrześcijańskiego radykalizmu w polskim życiu publicznym. Walka z odrodzeniem się syndromu chadecko-endeckiego leżała już u podstaw układu zawartego przy Okrągłym Stole. Światopoglądowy bój toczył się w latach 90., w okresie największych wpływów "Wyborczej". Nurt "świeckości" i permisywnej "europejskości" miał także reprezentację polityczną w ramach przepoczwarzających się partyjnych ekspozytur "salonu" i postkomunistów, a także Samoobrony. To antychrześcijańskie przesłanie było jednak zawsze załącznikiem do łatwo dającej się zidentyfikować grupy zupełnie innego interesu: postkorowskiej lewicy laickiej (UW), uwłaszczonej nomenklatury (SLD) czy osób wykluczonych ekonomicznie w III RP (Samoobrona). Poprzez sukces wyborczy Palikota po raz pierwszy zbudowany na negacji Dekalogu program uzyskuje legitymizację, stając się stronnictwem politycznym w Polsce.
Ten dramatyczny przełomowy moment w życiu publicznym jest asumptem do szczególnego rachunku sumienia dla katolików. Jak do tego doszło? Dlaczego katolicka opinia publiczna jest nieskuteczna w zaszczepianiu społeczeństwa przed chorobą zapateryzmu? Jakie znaczenie miała dla takiego obrotu sprawy nieprawdopodobna wręcz nadreprezentacja w dyskursie publicznym "Kościoła otwartego" niespotykająca się z ortodoksyjnym sprostowaniem. Jak często zabrakło nam odwagi, męstwa i determinacji w obronie Kościoła?

Prognozy i wyzwania
W czasach gdy nie rozprawiano tyle o tolerancji, wykluczeniu społecznym itp., antycywilizacyjne jednostki i społeczności były kwitowane jednym słowem: margines. Janusz Palikot to nietypowy przypadek człowieka, który osiągnąwszy w życiu osobistym wiele, dobrowolnie stał się "człowiekiem z marginesu" i z "marginesu" ulepił swój ruch, jego program i listy wyborcze.
"Palikotyzm" jako autentyczny destrukcyjny radykalizm powinien spotkać się z bezwzględnym ostracyzmem. Dla naszej cywilizacji jest bowiem tym samym, czym antysemityzm dla opiniotwórczych kręgów lewicowego Zachodu i części Bliskiego Wschodu. Bojkot wszystkiego, co ze sobą niesie, bez względu na umizgi, po które PR-owsko niejednokrotnie sięgnie, może być jedynym skutecznym środkiem powstrzymania relatywistycznej kulturowej równi pochyłej. Jak niegdyś dekomunizacja, tak dziś depalikotyzacja jest poza tym jedynym sposobem okazania miłosierdzia osobom uwikłanym w antycywilizacyjną rewoltę społeczną. "Abstynencja" od udziału w życiu publicznym to pierwszy krok do nawrócenia dla społeczników, którzy oddali się na służbę antydekalogowi.
"My chcemy dobra Kościoła. Produktem naszych działań jest czyste dobro. (...)
Wyprowadzenie religii ze szkół, rozdzielenie państwa od Kościoła, likwiduje miliony konfliktów i jak najbardziej wyjdzie Kościołowi na dobre. (...) Dlatego nie chodzi o walkę, ale o to, aby w służbie Kościoła coś dla tego Kościoła zrobić". Doskonale znane przesłanie publicystów tzw. Kościoła otwartego odnajdujemy w powyborczy poranek jako... samointerpretację Ruchu Palikota. Specjalista od "marketingowego zaklinania rzeczywistości", jak sam o sobie mówi, i współtwórca sukcesu wyborczego antychrześcijańskiego rokoszu Piotr Tymochowicz odbiera nie tylko przywództwo Grzegorzowi Napieralskiemu, ale także ulubione zajęcie publicystom "Tygodnika Powszechnego". Jest nim ratowanie Kościoła przed nim samym, troska, aby "ten kraj nie był skansenem średniowiecza", uprawianie "antyklerykalizmu, który nie jest antyklerykalizmem" (cytaty z wywiadu dla Onet.pl z 10.10.2011).
Intelektualne igraszki specjalistów od dialogu z satanistami sprzysiężone z odwiecznym prostackim antyklerykalizmem zaowocowały dzięki determinacji Palikota wytworzeniem reprezentacji politycznej ruchu dechrystianizacyjnego w Polsce. Jego parlamentarna obecność rozpoczyna się od przysięgi wytrwania w walce o świeckość państwa. Otwierają się dwa warianty: udziału Ruchu Palikota w rządzie i jego pozostania w opozycji. Oba są bardzo niekorzystne. W rządzie koalicyjnym z udziałem partii antychrześcijańskiej ministrem edukacji będzie Magdalena Środa, osoba afiszująca się ze swoim pogardliwym stosunkiem do Biblii. Palikot w opozycji nie cofnie się przed żadną postacią antycywilizacyjnego radykalizmu. Pozbawi także PiS wyłączności w roli znaczącej i widocznej w debacie publicznej opozycji.
W powyborczy poranek w kawiarni, gdzie piszę te słowa, mimochodem słyszę przy sąsiednim stoliku rozmowę dwudziestoletnich wyborców Palikota. Rozważają, czy naprawdę zalegalizuje "prochy". Powątpiewają, ale cieszą się, że może skutecznie wykluczyć "obciachową masakrę", którą symbolizuje dla nich PiS... To doskonałe przypomnienie, że odpowiedź na "palikotyzm" w życiu publicznym nie może być tylko negatywna. Pozytywne, ale i stanowcze działanie doskonale oddaje hasło: krucjata. Nie obawiał się po nie sięgnąć ks. kard. Stefan Wyszyński, ogłaszając społeczną krucjatę miłości. Tym słowem posługuje się zainspirowany przez Jana Pawła II ruch łączący radykalną abstynencję z działalnością pro-life i obroną chrześcijańskiego obyczaju. W obliczu komunizmu ks. kard. Karol Wojtyła podkreślał, że zmasowanej dechrystianizacji trzeba przeciwstawić intensywną chrystianizację. We współczesnej Polsce oznacza to ewangelizację, która nie sprowadzi się do rozmywającego dialogu; odbudowę kultury chrześcijańskiej, nie sprowadzającą się do udekorowania laickiego status quo religijnym gestem; przywracanie obyczaju chrześcijańskiego w codzienności modelowanej przez "Dzień dobry TVN" i seriale. Oznacza również aktywny udział w polityce uwzględniający nie tylko godziwość celów i środków, ale także skuteczność działań.

Radosław Brzózka teolog, filozof

--------------------------------------------------------------------------------
Autor jest redaktorem naczelnym lubelskich "Zeszytów Społecznych KIK" oraz wortalu Realitas.pl. Współpracuje z Instytutem Edukacji Narodowej.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 11 paź 2011, 07:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Do Naiwnych Patriotów

„Decyzje ludu musimy odrzucić nie tylko, dlatego, że są zazwyczaj obrzydliwe, i nie, dlatego, że są popularne, lecz dlatego, że roszczą sobie pretensje do bycia suwerennymi. „ Nicólás Gómez Dávila.

Po druzgocącym zwycięstwie demokracji nastał czas podsumowań i refleksji

Nieprzypadkową i spodziewaną rzeczą jest dostanie się do sejmu ludzi głęboko wierzących. Dominują futuryści, dla których wiara w przyszłość… Oto, co nam podpowiada definicja:

„Założeniem futuryzmu było „patrzenie w przyszłość”, odrzucanie przeszłości i tradycji. Futuryzm w swoim żywiołowym manifeście proponował unicestwienie akademii, bibliotek i muzeów, winnych jego zdaniem, utrzymywania i utrwalania kultury przestarzałej i niedołężnej, a przez to szkodliwej i niebezpiecznej. Futuryści zawładnęli w pełni sferą estetyki. Wierzyli w profetyczną rolę artysty, którego uznawali za prawdziwego przewodnika duchowego i demiurga nowego społeczeństwa.”

Dzisiejsi futuryści nie wyburzają do końca gmachów kultury, lecz wstawiają tam nowe eksponaty typu świński ryj i penis, które jak możemy się domyślać będą występować także w przyszłości.

Nie jest trudno w tłumie wybrańców odszukać głównego profana, który z ruchu nazywanego przez złośliwców „Ruchem podtarcia Palikota” uczynił awangardę pop polityki. Jego wyznawcy, przyjaciele i pracownicy są ludźmi głęboko wierzącymi.Typowym przykładem wiary niezmąconej i krystalicznej jest Robert Leszczyński, który w dniu wyborów w Hummerze Salonu24 dokonał swoistego wyznania wiary przypominając, że „Zwierzchnik sił zbrojnych był pijany na pokładzie samolotu już o godz. ósmej z minutami” na pytanie skąd to wie odpowiedział, że wierzy rosyjskiej Prokuraturze i dlaczego ma nie wierzyć? Zaiste wiara ludzka może nie tylko góry przenosić.

Także tradycyjny nurt futurystyczny trzyma się nienajgorzej zdobywając pierwsze miejsce.

Dzisiejsi futuryści zawładnęli sferą narracji. Oba nurty futurystyczne prą do przodu w imię pogłębiania i zacieśniania, lecz przede wszystkim w kierunku.

Próżne jest, więc wasze zgrzytanie zębami i retoryczne figury typu:

„Głupota wygrała. Chamstwo weszło na salony. Nastał czas Chamów.”

Z dwóch rodzajów wiary wiara w zabobon demokracji jest dla osłów a futuryzm praktyczny jest dla hien.

A gdyby ktoś chciał zgłębić tajemnicę hodowli lemingów, założyć hodowlę i otrzymać dotację - służę uprzejmie krótką refleksją.

http://czarnalimuzyna.salon24.pl/352856 ... -patriotow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 11 paź 2011, 11:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Wielkim futurystą był Adolf Hitler, o czym świadczy słynny kulturkampf. Nikt nie dokonał większych zbrodni na ludzkości, jak ci właśnie futuryści, czyli Hitler, Stalin, Mao albo PolPot. Wiemy więc, jaką przyszłość szykują nam futuryści, patrząc na dzieła ich poprzedników.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 11 paź 2011, 18:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.obnie.pl/index.php?option=co ... &Itemid=27

Kanclerz Kurii Biskupiej w Legnicy, ks. Józef Lisowski swoim "wypasionym" autem-zarejestrowanym na Caritas - potrącił młodego mężczyznę. Ten w szpitalu spędził kilka tygodni i powoli dochodzi do siebie. "Zyskałeś nowe życie" - napisał ksiądz w mailu swojej ofierze. Ale z obiecanej pomocy wyszły nici!

I jak tu się dziwić, że takie metody szerzenia Chrześcijaństwa tworzą zwolenników Palikota. Nawet GW nie jest potrzebna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 12 paź 2011, 10:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Harmoszka i kapelusz

Zuzanna Kurtyka wynik wyborów oceniła bardzo oryginalnie: „Społeczeństwo wygrało z Narodem”.

Myślę, że owe leszcze tym społeczeństwem zwane już zauważyły, że zapowiadany nowy rząd pozostanie rządem starym, a realistyczny budżet tak zachwalany do ostatniej chwili przez magistra Vincenta, z dnia na dzień stał się nierealistyczny i trzeba go nowelizować.
Co robi w Rosji zatwardziały zwolennik Putina, kiedy z renty nie starcza mu na leki? Bierze harmoszkę, schodzi do stacji metra, wykłada na peron kapelusz i opłacając się stróżom prawa odgrywa jakieś sentymentalne kawałki nie tracąc oczywiście nic z miłości i szacunku dla swojego wyjątkowego przywódcy.
Kiedy przychodzi czas kolejnych wyborów robi sobie krótką przerwę by ponownie oddać głos na maładca Putina.

Polacy wybrali właśnie najoryginalniejszy sejm w swojej historii. Włosi mieli pierwszą w Europie gwiazdę porno, jako parlamentarzystkę, my mamy pierwszą posłankę-posła transseksualistkę. Ponadto do wybrańców narodu dołączył pracodawca zatrudniający mordercę księdza Popiełuszki i aborcjonistka, która publicznie wyrażała żal i wstyd, że papież Jan Paweł II wywodził się z polskiego narodu.

Te kilkanaście tygodni zwłoki z powołaniem nowego rządu to czas, aby polactwo oswoiło się właśnie z tym sprytnie wyhodowanym i medialnie dokarmianym nowym koalicjantem, Palikotem.
Ciekawe czy trzepotanie rzęsami nad szklistym katolickim wzrokiem wystarczy Gowinowi by przekonać tubylców do tej zbawiennej dla kraju decyzji?

http://kokos.salon24.pl/353303,harmoszka-i-kapelusz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 13 paź 2011, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Polska schodzi na przysłowiowe "psy".

Przedewszystkim przepraszam te szlachetne zwierzęta, które w naszym życiu spełniają rolę niezawodnych przyjaciół. Przepraszam również ich właścicieli, którzy w swojej miłości do tych zwierząt, gotowi będą zwymyślać mnie za to niezbyt pochlebne umieszczenie słowa "pies" w tytule notki.

Inspiracją do napisania tych kilku słów prawdy, był , jak się wielu domyśla, wynik wyborów. Tak jak w przyrodzie, tak w naszym, polskim społeczeństwie prawo do życia mają wszyscy. Czy jednak wszyscy powinni decydować o rządzeniu i kierowaniu państwem ? Wychodząc z założenia, że wielu z nas nie może w tych procesach brać udziału, chociażby ze względu na stan zdrowia, w tym choroby psychiczne, wybieramy naszych przedstawicieli, którzy powinni własnie pamiętać o tych ludziach niepełnosprawnych. Są jednak również ludzie niepełnosprawni "inaczej" . Mam tu na myśli, wszelkiego autoramentu przestępców kryminalnych, ludzi o różnych dewiacjach, zakłócających ich osobowość, ludzi, których postępowanie na granicy prawa i bezprawia jest znane w środowiskach. Czy oni powinni brać udział w czynnym rządzeniu państwem ?

Jak się okazuje w praktyce, wielu wyborców nie zna tego prawa dokładnie i zamiast oddać głos na kogoś szlachetnego....mądrego, kto będzie reprezentował ich interesy, głosuje własnie na cwaniaka, dewianta, oszusta i kryminalistę. Takim "sabaczym chodem" do "władzy" doszedł Palikot i cała sfora różnego rodzju cwaniaków. Co to oznacza ? Ni mniej ni więcej, tylko to, że w polskim Sejmie będzie więcej kłótni i bylejakości niż miało to miejsce w dotychczasowej praktyce. Mieliśmy v-ce marszałka sejmu, ktory zachowywała się jak pastuch na łące, teraz dojdzie 40 palikocich "rozbójników" , którzy z polskiego Sejmu zrobią "cyrk". Tacy cwaniacy i kołtuneria szlachecka ze swoim " liberum veto " sprzedała już Polskę dla ościennych mocarstw w niezbyt odległych czasach historycznych, jest obawa, że aktualne "libertyństwo" z domieszką palikociej "kołtunerii" sprzeda nas w 100 %-ową zależność od agresywnych gospodarczo sąsiadów, a więc Niemiec i Rosji. Jesteśmy na "dobrej drodze" , bo w ramach Unii Europejskiej ta niezależność Polski jest odbierana nam powoli, ale systematycznie i z premedytacją. Zmniejsza się własność strategiczna państwa, wiele zakładów, z woli obcych włascicieki przenoszona jest poza teren Polski, rośnie sieć zachdnioeuropejskich marketów, ktore nie płacąc podatków, drenują nasze kieszenie i zyski za pośrednictwem swoich Banków działających u nas przekazują do Banków-Matek na ich rodzimym terenie. Czy nie potwierdza to słów Jarosława Kaczyńskiego, że stajemy się kondominium Niemieckim i Rosyjskim ?

Przykłady można mnożyć. Sądzę jednak, że tych kilka znamiennych przykładów wyraźnie wskazuje, że Polska traci prestiż i znaczenie na arenie międzynarodowej a obniżenie rangi Sejmu jeszcze bardziej nas pognębi w aktualnej kryzysowej sytuacji.

http://sophia.salon24.pl/353366,polska- ... owiowe-psy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 13 paź 2011, 20:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Sodomici przeciwko wolności

Teraz jest rozkaz, że tolerancja polega na akceptacji, więc tylko patrzeć, jak w ślad za kryminalizacją „mowy nienawiści” pojawi się następna inicjatywa ustawodawcza zmuszająca wszystkich normalnych ludzi do wychwalania sodomitów i gomorytek, a każdego, kto się przed wygłaszaniem tych peanów migał, wezmą w swoje obroty niezawisłe sądy. Okazuje się, że zasiadający w Komisji Trójstronnej biłgorajski filozof może znaleźć się w sytuacji ucznia czarnoksiężnika, który wyzwoli żywioły jeszcze bardziej demoniczne od Nergala, uchodzącego przecież za delegata Belzebuba na Polskę, a w każdym razie - na województwo pomorskie.

---------------------------------------------------------------------------------------

Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie aż tak niepokoiliśmy się wyborami. Scena polityczna po wyborach w zasadzie się nie zmieniła; nadal zewnętrzne znamiona władzy będą spoczywały w drapieżnych rękach tych, którym Siły Wyższe powierzyły je jeszcze w Magdalence, a którzy w zależności od potrzeby etapu zmieniają partyjne szyldy, kiedy stare już się dostatecznie zużyją i spłowieją. Jedyną nowością na tym firmamencie jest Ruch Palikota, byłego gwiazdora Platformy Obywatelskiej, który w pewnej chwili ze sponsora pobożnego i konserwatywnego tygodnika „Ozon” stał się politycznym ramieniem Nergala, uchodzącego w wielu środowiskach za przedstawiciela Belzebuba na Polskę, a w każdym razie - na województwo pomorskie.

Zanim jednak to nastąpiło, Janusz Palikot został członkiem Komisji Trójstronnej, w której zasiadają osobistości o sporym ciężarze gatunkowym w światowej polityce. Co wśród nich robi Janusz Palikot, to znaczy - na jakiej zasadzie owe osobistości uznały, że ktoś taki może być ich kolegą - trudno zgadnąć. Rzecz w tym, że inne osobistości z Polski, które w Komisji Trójstronnej zasiadają, dość łatwo przypisać do wyraźnego klucza. Taka dajmy na to, pani Rapaczyńska, zasiada w Komisji z klucza, jak to mówią - korzennego, to znaczy z powodu korzeni, jakimi może się poszczycić, albo jak kto woli - wykazać. Ale już pan dr Olechowski, czy Marek Belka takich korzeni nie mają, podobnie jak Dariusz Rosati, czy Jerzy Baczyński, którzy w Komisji Trójstronnej też zasiadają. Ale pan dr Olechowski, podobnie jak prof. Belka, czy prof. Rosati mogą za to wylegitymować się pięknymi pseudonimami operacyjnymi, jakimi - zapewne „bez ich wiedzy i zgody” - obdarzyły ich PRL-owskie tajne służby.

„Zachodzim w um z Podgornym Kolą, co ciągnie go do naszych dam. Przecież to barachło i chłam. A może oni takie wolą?” - zastanawiała się w poemacie „Caryca i zwierciadło” Caryca Leonida nad skłonnością Henry Kissingera do sowieckich dam. Może - kto wie - ekscytuje się on również konfidentami? Zresztą nie musi to wcale wynikać z jakiejś wstydliwej skłonności. Obecność polskich konfidentów w Komisji Trójstronnej, podobnie jak w Klubie Bilderberg, stanowi przecież znakomitą poszlakę wskazującą, iż wszyscy poważni ludzie na świecie doskonale wiedzą, że rzeczywistą władzę w naszym nieszczęśliwym kraju sprawuje bezpieka, a nie żaden z naszych Umiłowanych Przywódców. To tylko „młodzi, wykształceni z wielkich miast” myślą, że z tymi wyborami to wszystko naprawdę.

Zresztą mniejsza z nimi, bo przecież chodzi o Janusza Palikota. A on na jakiej zasadzie tam trafił? Ani Żyd, ani konfident... chociaż - czego to ludzie nie gadają? No gadają, owszem - ale jakby tak słuchać, co ludzie gadają, to gdzie byśmy zaszli? Bo przecież na członkach Komisji Trójstronnej nie mogła chyba zrobić wrażenia fortuna Janusza Palikota. Z taką fortuną to może on zadawać szyku w naszym nieszczęśliwym kraju, ale dla tuzów z Komisji Trójstronnej to nie jest żaden cymes zwłaszcza, że podobno mecenas Roman Giertych jako pełnomocnik żony sporo piórek zdążył już z pawiego ogona powyskubywać. Zagadka to zatem niesłychana, podobnie jak udział pana red. Baczyńskiego, czy przewielebnego ojca Macieja Zięby, który... ach, mniejsza z tym. Są na świecie rzeczy, które nie śniły się filozofom i jedną z nich jest właśnie udział w Komisji Trójstronnej Janusza Palikota, który zresztą sam też jest filozofem, co prawda biłgorajskim, niemniej jednak dyplomowanym.

Więc Januszu Palikotu udało się w swoim Ruchu zgromadzić różne osobliwości, niekiedy tak wielkie, że dla niektórych trudno było nawet dobrać jakaś parę, stąd formacja ta może stać się pepinierą dla wszelkich możliwych sodomii i gomorii, podobnie jak pisma Emmanuela Kanta miały być prolegomeną do wszelkiej możliwej metafizyki. To może by nie było nic złego, bo zgromadzenie wszystkich sodomitów i gomorytek w jednym klubie parlamentarnym można by uznać za swego rodzaju czynność porządkującą, zwłaszcza, że sodomici ani gomorytki z zasady nie powinny się rozmnażać, chyba, że przez pączkowanie , więc pewnie dlatego spostrzegawczy i prawdziwie męski Leszek Miller pociesza się, że Ruch Palikota jest partią jednego sezonu.

Więc, jak powiadam, nawet podgarnięcie na kupkę tych wszystkich sodomitów i gomorytki nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że zamierzają oni wykorzystać swoją chwilową pozycję w establishmencie do ograniczenia w naszym nieszczęśliwym kraju wolności słowa. Wynika to wyraźnie z deklaracji przywódcy nadwiślańskich sodomitów, pana Roberta Biedronia, że oprócz zwalczania bezrobocia chciałby się on w parlamencie zająć kryminalizacją „mowy nienawiści”, a więc - wprowadzeniem zakazu wszelkiej krytyki sodomitów i gomorytek pod rygorem odpowiedzialności przed niezawisłym sądem. Kto wie, może dzięki temu uda mu się, przynajmniej częściowo ograniczyć bezrobocie, skoro na przykład pozatrudnia bezrobotnych przy szpiegowaniu osób podejrzewanych o posługiwanie się „mową nienawiści”?

W ten oto sposób do tematów tabu, jakie już to na drodze ustawowej, już to na drodze orzecznictwa sądowego, albo pragmatyki policyjnej wprowadzono w naszym nieszczęśliwym kraju, a więc - kłamstwa oświęcimskiego, kłamstwa jedwabieńskiego, kłamstwa konfidenckiego, kłamstwa wałęsowskiego, kłamstwa michnikowskiego oraz terroryzmu stadionowego, dojdzie jeszcze jeden - w postaci zakazu sprzeciwiania się sodomitom, kto wie, czy nawet w sytuacji wskazującej na molestowanie?

Jak bowiem z swoim czasie oświecił mnie pewien pan redaktor, tolerancja w dzisiejszych czasach nie polega już na cierpliwym znoszeniu czegoś, czym się brzydzę, co uważam za szkodliwe czy niebezpieczne, ale w imię wyższych wartości, na przykład - miłości bliźniego, czy pokoju społecznego cierpliwie znoszę obecność takich zjawisk w życiu publicznym - oczywiście do momentu, dopóki taki obrzydliwiec nie zaczyna ograniczać mojej wolności wypowiadania na ten temat swojej opinii. Teraz jest rozkaz, że tolerancja polega na akceptacji, więc tylko patrzeć, jak w ślad za kryminalizacją „mowy nienawiści” pojawi się następna inicjatywa ustawodawcza zmuszająca wszystkich normalnych ludzi do wychwalania sodomitów i gomorytek, a każdego, kto się przed wygłaszaniem tych peanów migał, albo przynajmniej ociągał, wezmą w swoje obroty niezawisłe sądy. W takiej perspektywie ocena Ruchu Palikota musi być już znacznie surowsza. Okazuje się, że zasiadający w Komisji Trójstronnej biłgorajski filozof może znaleźć się w sytuacji ucznia czarnoksiężnika, który wyzwoli żywioły jeszcze bardziej demoniczne od Nergala, uchodzącego przecież za delegata Belzebuba na Polskę, a w każdym razie - na województwo pomorskie.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2229


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 14 paź 2011, 16:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
RZĄDZI NAMI WYAWANSOWANY MARGINES SPOŁECZNY

Tuż po 10 kwietnia 2010 roku pożarłam się ze znajomym, który twierdził, że nawet jeśli mam rację i to był zamach, to pasażerowie sami się o to prosili. Bo trzeba być idiotą, żeby wsiadać do ruskiego samolotu i lecieć do Rosji wiedząc doskonale, że Ruscy to bandyci.

Kiedy po raz pierwszy podjęłam ten wątek rok temu, sądziłam, że w niektórych Polakach udało się zaszczepić moralność charakterystyczną dla tzw. knajactwa. Ażeby nie było wątpliwości. - knajactwo jest to zachowanie ludzi z marginesu społecznego.

Ileż razy słyszymy: - Sami się prosili, żeby ich okraść, po co się popisywali bogactwem? -Sami się prosili, żeby ich zamordować, oszukać, okraść...
Bo według knajactwa winna jest zawsze ofiara, nie napastnik.

Jednak przez ten rok zmieniłam zdanie.

Bo skoro żelazny elektorat PO i RPP głosuje głównie na mafiosów w typie Rycha, Zdzicha i Mira, z dawnych agentów SB, czy WSI, z sowieckiej agentury poutykanej w administracji, energetyce, sądownictwie, mediach i gdzie się da, z feministek, z pederastów, z lesbijek, z trans-seksualistów, z satanistów, z wojujących ateistów, z wojujących zwolenników i zwolenniczek aborcji i in vitro, no i oczywiście więźniów - czyli właśnie istot, które określamy mianem marginesu społecznego, to jaką niby moralność ma wyznawać to towarzystwo?

W nich naprawdę nie trzeba zaszczepiać moralności knajackiej, bo oni należą do marginesu społecznego i to zapewne od pokoleń.
To są właśnie potomkowie swołoczy, którą nam Sowieci w 1944 roku dowieźli, żeby nas mordowała w katowniach UB.
To jest towarzystwo dewiantów przez lata finansowanych przez ichnią agenturę.
To jest towarzystwo z tzw. awansu społecznego forowane przez okupanta zgodnie z zasadą doboru negatywnego.

Przecież właśnie zgodnie z knajacką moralnością zwolennik PO zamordował pracownika łódzkiego biura PIS, Marka Rosiaka, bo czuł moralne prawo ostatecznego rozprawienia się z PIS.

Zgodnie z knajacką moralnością policjanci przejechali radiowozem kibica, bo „kibole to bandyci”. W uzasadnieniu podali, że zabity miał 2,7 promila alkoholu we krwi. Jak rozumiem, pijanego kibica wręcz należy zabić?

Zgodnie z knajacką moralnością kamerzysta TVN24 w lokalu wyborczym w Gdyni kopnął, po czym uderzył w twarz inwalidkę, b. żołnierza AK, bo była mężem zaufania z ramienia PIS.

Musimy zdać sobie wreszcie sprawę z tego, że ci, którzy nami rządzą, ci, którzy nas faszerują medialną papką - to swołocz, której – gdybyśmy żyli w normalnym państwie – nikt by ręki nie podał.
I to nie tylko w obawie, że ukradnie nam zegarek.
Przede wszystkim dlatego, że nie posiada zdolności honorowej.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 14 paź 2011, 17:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
SEKS W KOŚCIELE !!!

Wanda Nowicka ma być kandydatką partii Ruchu Palikota na wicemarszałka Sejmu. Tak! Tak! Ta sama, która zasłynęła z wypowiedzi, że wstydzi się, iż Papież jest Polakiem.

Kurczę! To są już naprawdę kwadratowe jaja!

Bo nie dość, że chcą nam krzyż wyrzucić z Sejmu, to mając świeżo w pamięci słynny plastikowy gadżet pana Palikota aż się boję pomyśleć, na co w naszym narodowym godle mogą zmienić orła.

Mam też pytanie do potencjalnej Pani Marszałek:

Czy mógłbym od pani, pani Wando uzyskać odpowiedz, kiedy mniej więcej mogę się spodziewać, że będzie można w kościele potańczyć na rurze??? No? Quando quando pani Wando?

A purpuratom Pieronkowi i Nyczowi gratuluję sukcesu w reformie Kościoła.

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

http://salonowcy.salon24.pl/353957,seks-w-kosciele


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 17 paź 2011, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Barbarzyńcy są już na Kapitolu

Szok dla opinii katolickiej, jakim okazało się wejście do parlamentu - i to jako trzecia siła polityczna kraju - osobliwej zbieraniny Janusza Palikota, wyraził się już trudną do ogarnięcia liczbą komentarzy, analiz i prognoz. Nie ma przeto potrzeby po raz kolejny prezentować portretów, i tak już nadto wyeksponowanych przez zachwycone nimi media, okazów tej menażerii; wystarczy spuentować to celną, jak zwykle, konstatacją Nicolása Gómeza Dávili, iż ceną za absolutną wolność jest nieograniczona wulgarność. Rozpatrując natomiast sens polityczny tego, co się stało, trzeba wyjść od faktu naocznie oczywistego: po raz pierwszy w historii wolnej Polski częścią establishmentu politycznego stało się ugrupowanie, którego podstawowym, jeśli nie jedynym, wyróżnikiem jest otwarta i bezbrzeżna nienawiść do Chrystusa, do krzyża, do wiary i cywilizacji chrześcijańskiej.

Powrót neobolszewizmu
Jak scharakteryzować tę formację pod względem ideologicznym? Bez wątpienia jest ona reprezentatywna dla tego, co w świecie nazywa się nową lewicą, będącą także sui generis neobolszewizmem - z akcentem na "neo-", albowiem jest ona pod wieloma względami inna niż bolszewizm "klasyczny". Oczywiście pozostaje też niemało punktów wspólnych. Gdyby np. prof. Magdalena Środa, wysuwana przez RPP na stanowisko ministra oświaty, została nim naprawdę, to byłaby to wręcz prosta repetycja edukacyjnej polityki osławionej Aleksandry Kołłontajowej. Trudno też zapomnieć, że dewizą "starego" bolszewizmu (ze wszystkimi tego potwornymi konsekwencjami praktycznymi) była maksyma Lenina, iż religia to "gorzałka dla ludu". Mimo to mamy do czynienia z nową jakością.
Stara lewica ukształtowana została przez czysto materialistyczny i ekonomistyczny paradygmat dialektyki marksowskiej, której kanonem było przeświadczenie o prymacie materialnej "bazy" (czyli "stosunków produkcji") nad kulturową "nadbudową", co pociągało za sobą wiarę w to, że zmiana na poziomie "bazy" musi pociągać za sobą przeobrażenie "nadbudowy".
Niestety (dla komunistów), rzeczywistość bezlitośnie falsyfikowała tę szarlatańską pseudonaukę. Własność prywatną "zniesiono" lub przynajmniej zepchnięto na margines, ale "burżuazyjna" kultura - i to przede wszystkim jej "dusza", czyli religia - uparcie nie chciała "obumierać". Jako że tej oczywistości nie dało się zakryć naprędce wymyślanymi prostackimi trikami w rodzaju "dryfowania nadbudowy", co bardziej inteligentni komuniści zaczęli dawać ucha koncepcjom wypracowanym przez neomarksistowską tzw. szkołę frankfurcką oraz - samodzielnie - przez włoskiego komunistę Antonia Gramsciego. W jednym i w drugim wypadku oznaczało to iście rewolucyjną przemianę marksistowskiego paradygmatu. Gramsci dokonał tego samego, co ongiś Marks z Heglem, to znaczy odwrócił kolejność rzeczy, uznając, iż decydujące o powodzeniu rewolucji są właśnie przemiany w "nadbudowie". Zaproponował zatem metapolityczną strategię przejmowania przez rewolucjonistów władzy kulturowej, sprawowanej w mediach, edukacji, życiu kulturalnym, a nawet w Kościele (przez inspirowanie modernistycznych tendencji "odnowicielskich"), uznając - zupełnie słusznie - że zdobycie władzy nad umysłami przyniesie trwałą hegemonię rewolucjonistów w świecie polityki i gospodarki również. Frankfurtczycy z kolei zauważyli, że uważana dotąd przez marksistów za główną siłę uderzeniową rewolucji klasa robotnicza wcale nie jest nastawiona rewolucyjnie, jeśli tylko dostrzega szansę poprawienia swojej kondycji metodami pokojowymi i prawnymi, mentalnie zaś jest na wskroś "burżuazyjna", to znaczy myśli głównie o tym, aby zapewnić sobie względny chociaż dobrobyt i własność jak najbardziej osobistą. Wymaga to zatem znalezienia innego, "zastępczego" niejako proletariatu, zdolnego do przeprowadzenia rewolucji. Wzrok frankfurtczyków padł zatem na te grupy społeczne, które choć marginalne ilościowo, partycypują egzystencjalnie (w przeciwieństwie do robotników) w opiniotwórczej sferze "nadbudowy", jak bohema artystyczna, nisko wynagradzani (więc rozgoryczeni) intelektualiści, wreszcie wszelkiego rodzaju dewianci, w tym seksualni. Łączyło się to z takim samym jak u Gramsciego odkryciem, że o sile oporu starego porządku nie decydują w stopniu podstawowym struktury ekonomiczne, lecz właśnie zasady, tradycje, a choćby i tylko nawyki "burżuazyjnej" (czyli normalnej) kultury. To ją zatem należy zniszczyć.
O ile dawny bolszewizm lokował swoje (i tych, których pragnął za sobą pociągnąć) apetyty w tej części "siedliska" - jak mówi Platon - owej pożądliwej części duszy, jaką stanowi "brzuch" (żołądek), o tyle bolszewizm nowej lewicy umieszcza je w "podbrzuszu". Dlatego ze wszystkich potencjalnych grup owego "zastępczego" proletariatu szczególnym zainteresowaniem cieszy się właśnie dewiacyjny seksualnie margines społeczeństwa.

Rewolucyjny marsz przez kulturę
W tej zatem perspektywie należy postrzegać sens wyborczego triumfu formacji Janusza Palikota. W naszych realiach jest to ten sam moment zwrotny "czasu osiowego" historii, który na Zachodzie miał miejsce mniej więcej ćwierć wieku temu: początek przejścia nowej lewicy z etapu marszu przez instytucje władzy kulturowej do etapu "podboju państwa" i narzucenia całemu społeczeństwu, poprzez kaganiec ustaw i wymaganych zachowań, swoich "wzorców kulturowych". A jest to jednocześnie ostateczna "zmiana warty" pomiędzy wstępującą lewicą nową a odchodzącą w niebyt lewicą starą ("postkomunistyczną").
Można wszelako zauważyć, że niektórzy komentatorzy zdają się jednak bagatelizować znaczenie tego faktu, jakim jest wprowadzenie przez Ruch Poparcia Palikota aż 40 posłów do legislatywy. Argumentują oni, iż w tej zbieraninie dziwolągów albo ludzi znikąd nie ma, może poza samym przywódcą, nikogo z doświadczeniem politycznym i zdolnego do prowadzenia polityki, że ruch ten nie ma - poza prowokacyjnymi postulatami antyreligijnymi i obyczajowymi - żadnego programu, że nie jest on w stanie znaleźć w Sejmie większości koniecznej do ich przeforsowania, przeto okaże się efemerydą, która nie przetrwa jednej kadencji, tak samo jak poprzednio Samoobrona, którą zresztą w swojej istocie jest, tylko w wersji adresowanej do "młodych, wykształconych". Sądzę, że takie lekceważące podejście to gruby i krótkowzroczny błąd.
Po pierwsze, nawet gdyby te przepowiednie okazały się (oby!) prawdziwe, zło już się stało. Barbarzyńcy są już nie tylko w murach miasta: wdarli się na Kapitol. To fakt nieodwracalny, jak również to, że głosząc tak ekstremistyczne hasła, uzyskał poparcie prawie półtora miliona głosujących, a co jeszcze gorsze - głównie w najmłodszym przedziale wiekowym wyborców. Te wyniki dowodzą poważnej zmiany kulturowej w społeczeństwie. Grozę owej przemiany można uzmysłowić sobie także, dokonując prostego porównania w tej materii dwóch skrajnych punktów historii Polski pokomunistycznej. Otóż dwadzieścia lat temu w debacie nad kształtem ustroju poczesne miejsce zajmował - zgłaszany przez Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe - postulat wzięcia za punkt wyjścia dla przyszłej konstytucji memoriału konstytucyjnego Episkopatu Polski z 1946 roku. Memoriał ów zawierał czystą, tradycyjną naukę Kościoła o państwie chrześcijańskim i miał poważną szansę stać się fundamentem ustrojowym III Rzeczypospolitej, gdyby poparła go również ta partia, której obecna następczyni uważa się za polityczną reprezentację katolików, wtedy zaś mianowała się chadecją i głosiła, że integralizm katolicki jest "najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski". Dzisiaj nie tylko nie ma w Sejmie żadnej partii, która by miała taką wizję ustroju, ale za chwilę nastąpi cała seria prowokacji w postaci propozycji ustaw o wprost antychrześcijańskim i niszczącym wszelki ład moralny obliczu oraz karczemnych zachowań o profanacyjnym i bluźnierczym charakterze. Wiadomo przecież, że na samym wstępie czeka nas awantura o krzyż na sali sejmowej.
Po drugie, nawet jeśli w tej kadencji ugrupowaniu Palikota nie uda się przeforsować wszystkich swoich postulatów, zwłaszcza w tak skrajnej postaci, w jakiej je głosi, to i tak wprowadzenie ich do debaty publicznej w ciele ustawodawczym jest ogromnym sukcesem rewolucji. Tematy takie jak "związki partnerskie", "prawo" do aborcji, wyrzucenie religii ze szkół itp. zostaną "oswojone" już nie tylko jako wybryki publicystyczne czy na "manifach" ulicznych, ale jako przedmiot czynności legislacyjnych. Co więcej, mogą one przejść choćby na razie tylko w bardziej "rozcieńczonej" wersji, co będzie dogodnym punktem wyjścia do bardziej radykalnych rozwiązań w następnym etapie rewolucji.

Problem nie tylko w Palikocie
Wiele tu zależy przecież od stanowiska centrowego "bagna" obecnej, a zapewne i przyszłej koalicji rządowej, która jest coraz bardziej "otwarta" na życzenia lewicy. Może się zatem okazać, że rewolucję moralno-obyczajową i "antyklerykalną" przeprowadzi, w nieco łagodniejszej postaci, nie hałastra Palikota, tylko zdopingowany przez nią szerszy obóz "postępu". Koniec końców nie Palikot jest najważniejszym problemem, ale wielce prawdopodobna erupcja "palikotyzmu" rozlewającego się w przestrzeni publicznej.
Niebezpieczeństwa zatem nie wolno lekceważyć i trzeba jasno widzieć, gdzie jesteśmy: na progu wojny cywilnej, wojny, której nie wolno nie przyjąć, skoro została nam wydana przez cywilizacyjnych najeźdźców, bo w przeciwnym wypadku Polska katolicka zgnije i zginie.

Prof. Jacek Bartyzel,
filozof polityki Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 20 paź 2011, 07:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Wszystkie maski Palikota

Janusz Palikot na listach wyborczych swojego ugrupowania umieścił m.in. byłego funkcjonariusza SB, współpracownika Jerzego Urbana, osobę podejrzewaną o współpracę z komunistyczną bezpieką i zarazem redaktora antykościelnego pisemka, które promowało Grzegorza Piotrowskiego, mordercę ks. Jerzego Popiełuszki. Jednak jeszcze kilka lat temu ten sam Janusz Palikot atakował Zytę Gilowską, zarzucając jej pracę na rzecz PRL-owskich służb specjalnych. Media sugerowały, że oskarżenia prof. Gilowskiej są intrygą funkcjonariuszy służb specjalnych, w tym kontekście wymieniano również Wojskowe Służby Informacyjne.
Zagadką jest również, dlaczego Janusz Palikot tak łatwo przeistoczył się z konserwatywnego biznesmena, sponsorującego prawicowe pismo, w anarchizującego lewaka walczącego z krzyżem. Nawet przychylne mu media podawały, że pije dużo wina, w czasie weekendu nawet butelkę dziennie. Tłumaczył, że od kiedy to robi, łatwiej akceptuje siebie.
Kim jest więc Janusz Palikot?

Zafascynowany Michnikiem, Kuroniem i Wujcem
Janusz Palikot urodził się w 1964 r. w Biłgoraju. Z tego samego regionu pochodzi również Henryk Wujec, wieloletni polityk Unii Demokratycznej i Unii Wolności, a obecnie doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Palikot nie krył, że był zafascynowany lewicową opozycją z lat PRL, zwłaszcza Adamem Michnikiem, Jackiem Kuroniem i Henrykiem Wujcem, czyli tzw. lewicą laicką. W ostatniej książce wyznał, że ukształtowała go "GW", zawsze głosował na UW, podzielał lęki Adama Michnika i było dla niego zaszczytem, kiedy go poznał. Z drugiej strony mógł liczyć na pozytywne teksty w "GW", zwłaszcza w okresie, kiedy był biznesmenem.
Wujca miał poznać jeszcze w latach 80.: "Jak wielu moich kolegów, w liceum zapatrzony byłem w KOR, czyli w Kuronia, Michnika i Wujca właśnie. Nasze kontakty były sporadyczne i dopiero w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zżyliśmy się bardziej".
Z kolei sam Wujec wspominał, że Palikota poznał dopiero po "wyborach kontraktowych": "Będąc posłem w 1989 roku, dowiedziałem się, że działa tam jakiś prężny biznesmen, a ponieważ wiedziałem, jak bardzo istotne było w tamtym czasie wspieranie rodzącej się przedsiębiorczości - postanowiłem się z nim spotkać. Ów biznesmen udzielał się również w Biłgorajskim Towarzystwie Gospodarczym - ściągał do Biłgoraja nowych inwestorów, poszukiwał nowych myśli gospodarczych. (...) W tamtym okresie współpraca z Palikotem i jego działalnością gospodarczą odpowiadała mi. Pozytywnie wpływał na innych, udało mu się ściągnąć kapitał niemiecki i włoski".

Pod okiem SB
Opozycyjne poglądy spowodowały, że na początku lat 80. zainteresowała się nim SB. W tygodniku "Polityka" Palikot wspominał, że nie dał się złamać i niczego nie podpisał: "Nocne przesłuchania z lampą świecącą w oczy. W celi wybite okno, a na dworze siarczysty mróz. Trudno było wytrzymać".
Trochę inaczej ten okres przedstawił w swojej książce "Płoną koty w Biłgoraju": "(...) W grudniu dostałem instrukcję, aby podpisać dokument o podporządkowaniu się prawu stanu wojennego i działać dalej. Tak też zrobiłem. W konsekwencji zostałem ponownie zatrzymany i aresztowany i trafiłem na komendę w Zamościu, gdzie brutalnie zmuszano mnie do podpisania deklaracji współpracy z SB, grożąc celą z wodą po kolana, nasyłając facetów - stare ubeckie metody - którzy mieli napędzić mi strachu. Nie będę ukrywał, bałem się, ale jednak niczego nie podpisałem; po prostu miałem szczęście, bo po czterech dniach SB przestało się mną interesować, po tym jak zmusiło do współpracy mojego kolegę. Bezpieka liczyła, że przy jego pomocy rozpracuje naszą siatkę. Uniknąłem więc hańby dzięki temu, że on się załamał. Jednak kolega przyznał mi się, że podpisał zobowiązanie do współpracy, ja zaś namówiłem go, by powiedział o tym również innym, i to go ocaliło - nikt go nie potępiał za słabość".
Jednak rok temu "Gazeta Polska" ujawniła, że według dokumentów zachowanych w IPN Palikot już 17 grudnia 1981 r. własnoręcznie napisał tzw. lojalkę, że nie będzie "podejmował działań sprzecznych z postanowieniami dekretu o stanie wojennym". Według katalogów IPN został zarejestrowany 14 grudnia 1981 r. "jako osoba rozpracowywana w ramach SOR kryptonim "Apel"" (nr rej. 61 27). W styczniu 1982 r. podpisał zobowiązanie: "Ja niżej podpisany Janusz Palikot zobowiązuję się do zachowania w ścisłej tajemnicy treści prowadzonych rozmów oraz utrzymywanych kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa. Palikot Janusz".
W latach 90. Palikot podczas wielu rozmów z "GW" nie ujawnił faktu podpisania zobowiązania do zachowania w tajemnicy rozmów z SB. Wspominał tylko, że był represjonowany: "W 1982 r. w liceum w Biłgoraju dyrekcja odmówiła samorządowi uczniowskiemu wpływu na oceny ze sprawowania. Zaprotestowaliśmy, po czym wyrzucono nas ze szkoły".
Jednak po 1989 r. nie przeszkadzało mu, że wokół niego znalazły się osoby z komunistycznych służb specjalnych.

Przepustka do Warszawy i do fortuny
"GW" w stylu hagiograficznym opisywała życiorys Palikota: "Był początek stanu wojennego. Komendant milicji w Zamościu stał przed panią Palikotową i stukając palcem w środek dłoni, wołał: "Tu mi włosy wyrosną, jeśli pani syn skończy studia!". 17-letni Janusz właśnie wyleciał z liceum w Biłgoraju za ulotki i działalność w samorządzie uczniowskim. W zamojskim więzieniu przesłuchiwano go do trzeciej w nocy, grożono celą z wodą po kolana. Dostał wilczy bilet na całe Zamojskie, a zgodnie z przepisami stanu wojennego nie mógł opuszczać województwa. (...) Za pół litra wódki kupił przepustkę do Warszawy".
W Warszawie miał kłopoty ze znalezieniem szkoły. Rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, po dwóch latach przeniósł się na wydział filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Studia ukończył w 1987 r., w tym samym roku po raz pierwszy się ożenił. Został pracownikiem naukowym w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, zaczął pisać doktorat.
"GP" podała, że dokumenty IPN - korespondencja jednostki SB w Biłgoraju z zarządem WSW - wskazują, że Palikot w 1987 r. był kandydatem do Szkoły Oficerów Rezerwy.
W PAN pracował przez półtora roku, porzucił filozofię na rzecz biznesu. Jeszcze w czasie studiów rozpoczął działalność gospodarczą. Jego kolejne kroki w biznesie opisywała "GW": "Jeszcze w Warszawie zaczął z kolegami od drobnego biznesu. Handlowali, czym popadło. Zegary z Tajlandii, telewizory, palety, lodówki, jogurty, napoje w kartonach".
W 1988 r. razem z kolegą założył spółkę AKT. Jego wspólnikiem był Krzysztof Klein, student historii na KUL. Spółka archiwizowała dane w przedsiębiorstwach państwowych, potem zajęła się produkcją palet drewnianych. Ten ostatni pomysł Palikot zaczął realizować pod wpływem dyrektora jakiejś firmy. Kiedy usłyszał, że pochodzi on z okolic Puszczy Solskiej, zaproponował interes: "Firma miała trudności z kupnem drewna. Ja za ich pieniądze kupowałem od znajomych chłopów drewno i produkowałem europalety, na których oni transportowali swoje wyroby. Zarabiałem kilkanaście urzędniczych pensji. Biznes upadł wraz z końcem komuny, kiedy drewno można było już kupić na wolnym rynku".
Przełom lat 80. i 90. to czasy gwałtownej transformacji ustrojowej, kształtowania podstaw nowego systemu, powstawania wielkich fortun i wyodrębnienia nowych elit. Również u Palikota były to lata ciągłych zmian, szukania kapitału i wspólników, tworzenia kolejnych firm, podbijania rynku. Kolejne przekształcenia w spółkach Palikota skwapliwie odnotowywała "GW", która przedstawiała lubelskiego przedsiębiorcę jako osobę sukcesu i wzór do naśladowania.
Razem z kolegą, który wrócił ze Stanów Zjednoczonych, założył sieć sklepów (zaczynali z pokaźną jak na tamte czasy sumą 20 tysięcy dolarów): "Wystartowaliśmy od sklepu, potem była sieć delikatesów. Pieniądze inwestowaliśmy w rozlewnie win".
Potem z dziewięcioma wspólnikami (w przyszłości akcjonariuszami spółki Ambra) Palikot założył spółkę Kram, która handlowała artykułami spożywczymi i przemysłowymi. W 1991 r. powstała polsko-włoska spółka Kram-Canelli, która produkowała wina musujące. Wspólnik włoski miał w niej 20 proc. udziałów.

Interesy z Niemcami i Rosjanami
W 1994 r. Palikot wraz ze wspólnikami z Kram-Canelli utworzył w podbiłgorajskiej Woli Dużej spółkę akcyjną Amber. Ponad jedną czwartą udziałów otrzymała niemiecka firma Faber, trzeci co do wielkości producent win w Europie. Niemcy wnieśli kapitał w wysokości 6 mln marek niemieckich, technologię podwójnej fermentacji oraz dostęp do rynku w Europie. Ambra przejęła ok. 20 proc. polskiego rynku win oraz 33 proc. rynku win musujących.
W 1996 r. Ambra otworzyła rozlewnie win musujących w Kałudze pod Moskwą oraz w czeskim Jabloncu. Szacowano, że rocznie można sprzedać w Rosji ponad miliard butelek. Rosjanie uzyskali znak towarowy Ambry, technologię produkcji wina musującego. W Kałudze miało być rozlewane najpopularniejsze wino Ambry - Dorato.
Przez cały czas Palikot dążył do zbudowania silnej firmy na rynku alkoholi, przejęcia innych spółek z tej branży, tak aby stać się potentatem. W latach 90. Ambra nawiązała współpracę z łódzką spółką Cin-Cin, która należała do Andrzeja Pawelca, prezesa łódzkiego klubu sportowego Widzew. Pod koniec rządów AWS Palikot uczestniczył w prywatyzacji lubelskiego Polmosu.

Polowanie z Komorowskim
W tamtym czasie stronił od działalności politycznej, chociaż posiadał liczne znajomości wśród polityków, zwłaszcza członków UD i UW. Jednym z nich był Bronisław Komorowski.
Swoje bliskie kontakty z Komorowskim opisał w 2007 r. na swoim blogu: "Bronka poznałem bodaj w 1994 roku podczas sylwestra w leśniczówce w Lasach Janowskich. Byliśmy potem na wielu prywatnych wyprawach i spędziliśmy razem ostatnich pięć sylwestrów. Z tych wszystkich wydarzeń najbardziej niezwykły był nasz wspólny pobyt w Rosji i polowanie na głuszca. To było dobre 300 km od Moskwy, w kierunku na Białoruś, jak sobie przypominam - w marcu 1997 lub 1998 roku. (...) Dawne KGB podesłało nam na wieczór jakiegoś niby-sąsiada, który raczył nas wódką i próbował wyciągać na debaty polityczne. W pewnym momencie powiedział prowokacyjnie: mówcie, co chcecie, ale Polska to prostytutka! Jak Rosja była silna - to była z Rosją, kiedy silna stała się Ameryka, to poszła za Ameryką. I patrząc na nas dodał: tylko się nie gniewajcie, ja wam tylko prosto mówię, co myślę...
Bronek czujnie nie dał się sprowokować, zaczął coś swoim zwyczajem mądrze i historycznie tłumaczyć. Ja zaś w pewnym momencie powiedziałem: to i ja ci coś powiem - Rosja to było, jest i będzie gówno. Gawno! Tylko się nie gniewaj, wiesz, bo ja tak tylko po prostu ci mówię... co myślę. I tak sobie we trójkę gaworzyliśmy, budując przyjaźń polsko-postradziecką. I popijając jakimś bimbrem z soku z sosny" - pisał Palikot. Fakt, że Bronisław Komorowski (w przeszłości były wiceminister i minister MON) polował w rosyjskich lasach, nie był ujawniany przez szereg lat.
W ostatniej książce Palikot przedstawił trochę inny przebieg tego polowania - gości z rosyjskich służb specjalnych miało być dwóch. Podał w niej również inną datę nawiązania kontaktów z obecnym prezydentem. Palikot stwierdził, że poznał Komorowskiego w noc sylwestrową z 1996 na 1997 r. we wspomnianej leśniczówce. W 2010 r. Palikot aktywnie wspierał byłego szefa MON w wyborach prezydenckich, z drugiej strony mógł liczyć na wsparcie Komorowskiego nawet w trudnych dla siebie chwilach.

Na salonach wśród najbogatszych i najważniejszych
Przez wiele lat Palikot nie udzielał się w życiu politycznym. Był członkiem wielu organizacji gospodarczych. Działał w Loży Zamojskiej Business Centre Club. W 1996 r. BCC przyznało mu wyróżnienie - Lider Polskiego Biznesu ´96.
Od połowy lat 90. tygodnik "Wprost" umieszczał Palikota na liście najbogatszych stu Polaków.
Zagadką jest, w jaki sposób Palikot znalazł się w gronie Komisji Trójstronnej (The Trilateral Commission), wpływowej instytucji założonej w 1973 r. przez Dawida Rockefellera. Komisja określana jest mianem "nieformalnego rządu światowego". Grupuje zwolenników tzw. globalizmu. Należeli do niej wpływowi politycy, przedsiębiorcy, naukowcy, dziennikarze z Europy, Ameryki i Japonii. Jej członkami byli np. prezydenci USA Jimmy Carter i Bill Clinton, Henry Kissinger. Wśród członków Komisji byli lub są w dalszym ciągu m.in. Andrzej Olechowski, Jerzy Baczyński, Jerzy Koźmiński, Wanda Rapaczyńska, Zbigniew Wróbel oraz właśnie Janusz Palikot. W jaki sposób przedsiębiorca z Lubelszczyzny uzyskał dostęp do najważniejszych osób na świecie?

Maska konserwatysty
Przez wiele lat Palikot starał się przedstawiać jako konserwatysta, przywiązany do tradycji, szanujący wartości. "Dziennik" pisał, że jeszcze kilka lat temu budował wizerunek człowieka z rodu, którego korzenie sięgają Francji. Stylizował się na ziemianina, chadzał w angielskich marynarkach, zakładał stylowe apaszki. W Jabłonnie pod Lublinem kupił dawny dwór, w którym podobno był ośrodek szkoleniowy MSW. Zatrudnił angielskich specjalistów, żeby odrestaurowali 300-letni park przy dworku, chwalił tradycyjne życie na wsi. Pielęgnował życie rodzinne.
Sponsorowanie przez Palikota konserwatywnego tygodnika "Ozon" mieściło się w granicach ukształtowanego wizerunku. Redaktorem naczelnym był Grzegorz Górny, szef kwartalnika "Fronda". Z tego środowiska pochodziło również kilku innych publicystów. Jednak wizerunek konserwatysty legł w gruzach, kiedy Palikot znalazł się w Sejmie.

Teczka Gilowskiej, zaplanowana akcja WSI?
Dopiero w lutym 2001 r. oficjalnie włączył się do życia politycznego, znalazł się w grupie inicjatywnej PO okręgu lubelskiego.
Do wielkiej polityki wkroczył w 2005 r., kiedy zdobył mandat posła PO z okręgu lubelskiego.
Po wejściu do Sejmu zrezygnował z funkcji w należących do niego firmach. Rok później został szefem Platformy województwie lubelskim. Przejęcie władzy związane było ze skandalem wokół materiałów SB na temat profesor Zyty Gilowskiej, która w rządach PiS była wicepremierem.
Paweł Gilowski, syn wicepremier, mówił "Dziennikowi": "Wiem, że mama miała taką ogólną wiedzę, że Janusz Palikot chodzi i coś tam opowiada, że mama była agentką".
15 stycznia 2006 r. w czasie rozmowy z lokalnym politykiem PO Palikot mówił, że Gilowska wkrótce będzie miała kłopoty lustracyjne: "Ja mam taką informację (...), że w tym tygodniu mają ujawnić teczkę o tajnym współpracowniku o pseudonimie "Beata"". Rozmówca Palikota nagrał spotkanie, potem przekazał prasie.
Tymczasem dwa dni po tej rozmowie Rzecznik Interesu Publicznego wezwał wicepremier Gilowską na przesłuchanie. Skąd więc Palikot wiedział o wszczęciu tej sprawy?
Dla Gilowskiej nagranie rozmowy Palikota było dowodem, że oskarżenie jej o współpracę z SB było zaplanowaną prowokacją. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tzw. szantażu lustracyjnego. Palikot twierdził, że powtarzał krążące plotki.
Gilowska oznajmiła, że już w 2004 r. jeden z generałów służb specjalnych ostrzegał ją przed taką prowokacją. Media sugerowały, iż akcja mogła być przygotowana przez ludzi związanych z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Faktem jest, że delegaturą ABW w Lublinie przez lata kierował były oficer WSI.

Skandalista z Platformy
W okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości Palikot zmienił publiczny wizerunek - ze zwolennika tradycyjnych wartości przeistoczył się w skandalizującego polityka, łamiącego kolejne społeczne tabu. Przybrał rolę "etatowego skandalisty" Platformy.
Lubelski poseł PO walczył z politykami prawicy, ośmieszał śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, niszczył bariery moralne. Podobną rolę odgrywał po przejęciu władzy przez PO. Niejednokrotnie w momentach przesilenia politycznego Palikot wszczynał nową awanturę. W ten sposób odwracał uwagę społeczeństwa od rzeczywistych problemów rządu Donalda Tuska, obniżał autorytet śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i atakował opozycję.
W książce "Daleko od miłości" autorzy wskazali, że jeden z brutalnych ataków Palikota - tzn. wpis w jego blogu na temat rzekomego nadużywania alkoholu przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego - pojawił się nieprzypadkowo, bo właśnie tuż przed zwołanym przez prezydenta posiedzeniem Rady Gabinetowej w sprawie służby zdrowia, żeby odwrócić uwagę od sytuacji w służbie zdrowia. Akcje Palikota były akceptowane przez kierownictwo Platformy, zresztą do sierpnia 2010 r. był członkiem władz partii, m.in. wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego.
Oficjalnie Palikot był przywoływany do porządku i symbolicznie karany, ale w kuluarach składano mu gratulacje za kolejne ataki na PiS i śp. prezydenta Kaczyńskiego. W czerwcu 2009 r. "Dziennik" opisał jedno ze spotkań liderów PO: "Przyszła wiadomość, że poparcie dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego spadło do najniższego poziomu w historii. Tusk skomentował: "Zawdzięczamy to temu człowiekowi" i wskazał na Palikota. Janusz dumnie wypiął pierś".
Władze PO tolerowały jego skandaliczne zachowania, także po katastrofie smoleńskiej, kiedy brutalnie atakował rodziny poległych polityków (np. śp. Przemysława Gosiewskiego).

Walka z chrześcijaństwem
Jesienią 2010 r. Palikot zarejestrował Ruch Palikota, potem zrezygnował z członkostwa w klubie PO, w styczniu 2011 r. złożył mandat poselski. Zaczął budować swoją partię, przygotowywać się do wyborów parlamentarnych. Przez długi czas nikt się nie spodziewał, że jego ugrupowanie odniesienie sukces. Oceny zmieniły się latem 2011 r., kiedy Palikot uzyskał poparcie części środowiska postkomunistycznego, tej najbardziej wrogiej Kościołowi, tradycyjnym wartościom i prawicowej opozycji - Jerzego Urbana oraz pisemek "Nie" i "Fakty i Mity". Na listach wyborczych znalazły się osoby pracujące w tych tytułach (tzn. Andrzej Rozenek i były ksiądz Roman Kotliński) oraz byli funkcjonariusze SB - kandydatem Ruchu Palikota z województwa podlaskiego był Michał Mackiewicz, który przyznał się, że w latach 70. pracował w SB (za: http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID =/20111002/REGION/338599626).
Palikotowi nie zaszkodziły również liczne informacje o możliwych nieprawidłowościach finansowych, zatargach z byłymi współpracownikami, śledztwie CBA, kłopotach z podziałem majątku, oskarżenia byłej żony o wyprowadzeniu części majątku itd.
W 20-letniej historii III RP partia Palikota jest ewenementem, niewielu ugrupowaniom udało się w okresie kilku miesięcy przeskoczyć z 1 proc. poparcia do ponad 10 procent. Fakt, że Palikotowi udało się wprowadzić do Sejmu 40 posłów, dowodzi, iż środowisko, które go wspiera, posiada duże możliwości organizacyjne.
Pierwszy postulat tej partii - żądanie usunięcia krzyża - jest namacalnym dowodem, że polityczna walka z Kościołem, chrześcijaństwem wciąż trwa.

Piotr Bączek publicysta

--------------------------------------------------------------------------------
Autor był członkiem komisji weryfikacyjnej WSI, a do grudnia 2007 r. szefem Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /