Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 22 cze 2013, 06:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Dlaczego wpuszczam gender na KUL

Z ks. prof. dr. hab. Antonim Dębińskim, rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Krzysztof Losz

Dlaczego Katolicki Uniwersytet Lubelski postanowił podnieść ideologię do rangi przedmiotu nauczania? Powstaje wrażenie, jakoby gender było równorzędną dyscypliną naukową wobec innych, np. filozofii?
– Wrażenie, o którym mowa, powstaje na skutek prostego nieporozumienia. Nauczanie o jakimś zjawisku nie podnosi tego zjawiska do rangi dyscypliny naukowej. Jest zasadnicza metodologiczna różnica między nauczaniem czegoś a o czymś. Kiedy nauczamy czegoś, traktujemy to jako prawdziwe i godne przyjęcia. Kiedy nauczamy o czymś, przedstawiamy wyniki analizy, ujawniamy założenia i wskazujemy na konsekwencje. Jednocześnie wyposażamy studentów w narzędzia do podjęcia racjonalnej z nimi debaty. Tytułem przykładu: przedmiot patologia społeczna nie jest ani propagowaniem, ani zachętą do patologicznych zachowań, ale jest analizą zjawiska patologii społecznej. To samo dotyczy takich przedmiotów jak przestępczość zorganizowana czy alternatywne ruchy religijne. Analogicznie należy potraktować wykład o ideologii gender. Jest ona silnie obecna w dyskursie publicznym i nie należy jej lekceważyć, ale analizować po to, byśmy mogli skutecznie przygotować młodzież uniwersytecką do jej oceny i polemizowania z nią.

I to jest wystarczający powód, by KUL zdecydował się na umieszczenie w programie studiów wykładów „Gender: feminizm, queer studies, men’s studies”?
– Po pierwsze, chodzi o jeden wykład, a więc nieuprawnione jest tu użycie liczby mnogiej, a po drugie, wykład ten został umieszczony w programie nie wszystkich studiów, a jedynie w programie jednego, określonego kierunku studiów – teksty kultury i animacja sieci. Co więcej, jest to wykład fakultatywny, a więc do wyboru. Jego wstępny program zakłada poinformowanie studentów o założeniach tych nurtów metodologii badań literackich, które punktem wyjścia czynią kategorię gender, traktowaną jako kategorię społeczno-kulturową.

Wiedza umożliwia podjęcie polemiki. Aby dojrzała dyskusja z różnymi zjawiskami kulturowymi była w ogóle możliwa, aby była możliwa ich obiektywna krytyka, konieczne jest uprzednie gruntowne poznanie tych zjawisk. Rolą uniwersytetu jest nie tylko zdobywanie i głoszenie prawdy, ale i jej aktywna obrona. Udawanie, że pewnych zjawisk nie ma, nie sprawi, że one znikną. Przeciwnie – może sprawić, że zaczną niepostrzeżenie władać w kulturze. Dojrzała, a więc i odważnie pojęta ludzka racjonalność, wymaga, by zjawiska nie tylko ocenić, ale i podać argumenty stojące za ich oceną, a więc ukazać ich założenia i konsekwencje. To właśnie szczególnie na katolickim uniwersytecie spoczywa obowiązek takiej obrony prawdy.

Prowadzenie tych wykładów jest związane ze zobowiązaniami, jakie podjęła uczelnia, czy np. takie studia to część grantu z MEN, czy z funduszy unijnych, jakie otrzymał KUL?
– Nie. Prowadzenie tego wykładu nie jest związane ze zobowiązaniami uczelni wobec MEN czy funduszy unijnych. Jest elementem przygotowanego w rzetelny i obiektywny sposób programu studiów i ma służyć naukowej analizie zjawisk istotnych. Zadaniem uniwersytetu katolickiego – o czym już mówiłem – jest przygotowanie absolwentów do twórczego, krytycznego oraz dojrzałego uczestniczenia w życiu społecznym i pełnienia w nim ważnych ról. Absolwenci powinni rozumieć zróżnicowane zjawiska kulturowe czy społeczne i umieć na nie reagować. Należy wykorzystać cały aparat naukowy, by pokazać ich istotę oraz ich konsekwencje.

Kto będzie prowadził te zajęcia ze studentami?
– Tak jak już informowaliśmy, zajęcia zostaną powierzone do przeprowadzenia osobom kompetentnym, zajmującym się zawodowo współczesną teorią badań literackich i kulturowych, a przy tym odpowiedzialnym, z dydaktycznym doświadczeniem. Wykładowcami będą pracownicy Instytutu Filologii Polskiej KUL z Katedry Teorii i Antropologii Literatury, którzy powyższą problematykę uwzględniają w wykładach na temat współczesnych badań literackich i kontekstów kulturowych literatury. Nie będą to osoby spoza uniwersytetu. Decyzje o obsadzie danych zajęć zapadają w roku poprzedzającym rok akademicki (w tym wypadku będzie to wiosna 2015 roku), w którym wykład jest przewidziany (a ten 30-godzinny wykład przewidziany jest w roku akademickim 2015/2016).

Ideologia gender, poza tym, że jest ideologią, jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła katolickiego. Co więcej, jej celem jest walka z Kościołem. Czy katolicka uczelnia jest więc odpowiednim miejscem do prowadzenia takich wykładów?
– Zdecydowanie tak. Katolicka uczelnia jest miejscem odpowiednim do opisywania i analizowania zjawisk, które są obecne w dyskursie publicznym. Powiem więcej – katolicka uczelnia ma obowiązek prowadzić naukową analizę takich zjawisk. Badanie zjawisk kulturowych z perspektywy chrześcijańskiej, z perspektywy nauki Kościoła pozwala – a nawet nakazuje – uwzględnić ich moralny i duchowy aspekt, nakazuje także ocenić je z punktu widzenia integralnego dobra człowieka. Podnoszone zarzuty, że uczelnia chce promować ideologię gender, są absolutnie bezpodstawne. Czy fakt, że na kierunku teologia odbywają się wykłady, na których mówi się o szatanie, oznacza, że teologia propaguje satanizm? Oczywiście nie.

Efektem „genderowych” wykładów na KUL może być wrażenie, że ta ideologia nie jest wcale taka groźna. Ta inicjatywa może okazać się w praktyce działaniem, które uwiarygodni gender w katolickim środowisku.
– KUL, jak powiedziałem wcześniej, nie organizuje wykładów propagujących gender. Wykład, o którym mówimy, jest wykładem o ideologii gender w przestrzeni literatury. Na jakiej podstawie można twierdzić, że akademicki wykład, będący obiektywną, a nawet krytyczną analizą pewnej ideologii, uwiarygodnia tę ideologię w katolickim środowisku? Gdybyśmy tak rozumowali, to należałoby uznać za takie uwiarygodnianie również sympozjum zorganizowane w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu w marcu tego roku, zatytułowane „Rewolucja genderowa”. Pytanie sugeruje, że obranie pewnej ideologii za przedmiot wykładu czy sympozjum, rodzi przeświadczenie, że owa ideologia nie jest groźna. Tymczasem w wielu przypadkach wybór takiego tematu wskazuje, że dana ideologia została uznana za groźną, a przez to społecznie ważną. Dlatego też wykłady czy sympozja o groźnych zjawiskach organizuje się nie po to, by je propagować w katolickich środowiskach, ale po to, by środowiska te na nie odpowiednio uczulić i przygotować. Nie jest to sianie zamętu, ale wręcz przeciwnie – porządkowanie.

Uczelnia będzie współpracować z Ośrodkiem „Brama Grodzka – Teatr NN”, znanym z propagowania homoseksualizmu i feminizmu. Dlaczego wybór padł akurat na instytucję współpracującą z ostentacyjnie antykatolickim środowiskiem „Krytyki Politycznej”?
– Uczelnia w zakresie kierunku teksty kultury i animacja sieci będzie współpracować z kilkoma instytucjami: z Ośrodkiem „Brama Grodzka – Teatr NN”, z Instytutem Książki, z „Zeszytami Literackimi” oraz innymi podmiotami. Współpraca z instytucjami zewnętrznymi jest wymogiem, jaki stawia przed nami ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym w przypadku studiów o profilu praktycznym, a takim ma być proponowany kierunek. Nie wiem natomiast, na jakiej podstawie pada stwierdzenie, że Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” jest znany z propagowania homoseksualizmu i feminizmu. Jest to samorządowa instytucja kultury znana ze swej bogatej działalności dokumentacyjnej wielokulturowej i wieloreligijnej historii miasta.

W czasach PRL wykładano na KUL marksizm, ale był to warunek postawiony przez komunistyczne władze, żeby uczelnia mogła przetrwać. Teraz uniwersytet z własnej woli będzie przekazywać studentom antykatolickie treści…
– W pytaniu zawarte są dwa założenia i obydwa mijają się z prawdą. Po pierwsze, wykłady z marksizmu były na KUL nawet wtedy, gdy nie było takiej konieczności. Na przykład w latach siedemdziesiątych prowadzony był wykład – dziś już legendarny – pt. „Materializm dialektyczny” w ramach wybranych zagadnień z filozofii współczesnej, jako analiza przedmiotowa i polemika (ostatni wykład odbył się w roku akademickim 1986/1987). Po drugie, wykłady nie odbywały się tylko ze względu na przymus, ale na konieczność dziejową. Bo jeżeli nie KUL miał analizować marksizm i z nim polemizować, to kto? Takie jest zadanie uniwersytetu, by poszukując pełnej prawdy o rzeczywistości, zmierzył się przy pomocy naukowych narzędzi logiczno-metodologicznych także z niewygodnymi ideami oraz zjawiskami. Prowadzenie wykładu na temat jakiejkolwiek idei MUSI oznaczać, że jest się jej ZNAWCĄ, ale bynajmniej automatycznie NIE OZNACZA, że jest się jej WY – ZNAWCĄ jako prawdy. Dotyczy to marksizmu, ideologii gender, postmodernizmu, metody in vitro itd. Stawianie znaku równości między znawcą i wyznawcą jest nieuprawnione.

Czy to oznacza, że absolwenci KUL po odbyciu dotychczasowych studiów nie są przygotowani do konfrontacji z ideologiami feminizmu, homoseksualizmu i innymi lewackimi teoriami?
– I tu mamy do czynienia z nieporozumieniem. Nie ma kierunku ani programu studiów pod nazwą „gender studies”, ale kwestii gender dotyczy jeden przedmiot do wyboru, w ramach proponowanego w obecnej rekrutacji kierunku studiów teksty kultury i animacja sieci. KUL jest uniwersytetem klasycznym, a więc splata się w nim funkcja badawcza, edukacyjna i formacyjna. Każdy student przechodzi przez kurs logiki, etyki, historii filozofii, nauki społecznej Kościoła oraz wykład o roli Biblii w kulturze. Poprzez te zajęcia KUL daje narzędzia przygotowujące do analizowania różnych idei, koncepcji, ideologii. Studia dają jednak nie tylko przygotowanie ogólne, ale i specjalistyczne. Stąd ci, którzy mają się zajmować określonym fragmentem rzeczywistości, powinni znać szczegółowo zarówno idee, jak i stojące za nimi argumentacje, tak by nawiązać równorzędną polemikę. Nie da się takiej polemiki prowadzić na dużym stopniu ogólności. Tytułem przykładu: oprócz wykładów z etyki ogólnej prowadzi się przecież wykłady z etyki dla inżynierów czy informatyków. Medycyna ogólna też nie przygotowuje do przeprowadzenia operacji neurologicznych, choć również można by zapytać, czy absolwenci medycyny nie są przygotowani do leczenia ludzi. To właśnie po to oferuje się kursy szczegółowe, by absolwent był jeszcze lepiej przygotowany do wyzwań, które stawia przed nim współczesność.

Dziękuję za rozmowę.
Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... a-kul.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 28 cze 2013, 05:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Z Baumanem na KUL

Duchowym patronem Ośrodka Brama Grodzka, od nowego roku akademickiego partnera naukowego KUL, jest major Zygmunt Bauman, funkcjonariusz komunistycznego aparatu represji.

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II planuje cykl wykładów z ideologii gender. We współpracy z Bramą Grodzką. Gender na początku roku bardzo mocno skrytykował Benedykt XVI, akcentując jej pseudonaukowy i sprzeczny z chrześcijańską antropologią charakter oraz mówiąc o „oczywistym i głębokim błędzie teorii i podporządkowanej jej rewolucji antropologicznej”.

Nic zatem dziwnego, że do rektora uczelni ks. prof. Antoniego Dębińskiego z prośbą o wyjaśnienia zwrócił się ks. bp Wiesław Mering. Kapłana zaniepokoiły doniesienia prasowe na temat nowej oferty wykładów pod szyldem „Gender: feminizm, queer studies, men’s studies”.

„Uprzejmie proszę o pilne wyjaśnienie sprawy, a zwłaszcza o odpowiedź, czy program został przygotowany we współpracy z Ośrodkiem Brama Grodzka – Teatr NN, czyli środowiskiem bliskim ’Krytyce Politycznej’ i skrajnej lewicy. Będę zobowiązany za dołączenie programu planowanych wykładów” – napisał ksiądz biskup.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ksiądz rektor oświadczył, że nie wie, „na jakiej podstawie pada stwierdzenie, że Ośrodek ’Brama Grodzka – Teatr NN’ jest znany z propagowania homoseksualizmu i feminizmu”. Rektor woli widzieć ten ośrodek jako „samorządową instytucję kultury, znaną ze swej bogatej działalności dokumentacyjnej wielokulturowej i wieloreligijnej historii miasta”.

Okazuje się jednak, że duchowym patronem „samorządowej instytucji kultury” jest mjr Zygmunt Bauman, którego sowiecką przeszłość boleśnie obnażyła akcja kibiców Śląska Wrocław i działaczy NOP na Uniwersytecie Wrocławskim.

Z pewnością ciekawie zabrzmi fragment jego biogramu, jaki zamieścił na swojej stronie internetowej Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN.

Okres służby Baumana w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego opisuje tak: „Po zakończeniu wojny dywizję w całości wcielono do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a Zygmunt Bauman został instruktorem w wydziale polityczno-wychowawczym. (…) Pod koniec 1947 roku został skierowany do wydziału propagandy Zarządu Politycznego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gdzie, jak wspomina: ’Odtąd byłem już do końca skrybą-biuralistą’” – czytamy w biogramie „filozofa”.

„Obietnica zapewnienia równości godnej pracy dla wszystkich w zupełności wystarczyła, by dziewiętnastolatkowi, który ledwo co wyszedł z lasu, zawrócić w głowie” – przytacza wypowiedź Baumana portal Bramy, wskazując, że to Bauman był ofiarą systemu, ponieważ został zdemobilizowany z wojska w 1953 r., a za pretekst bezpośredni do usunięcia z KBW posłużyła „sprawa lekarzy” i jego oczywisty dla przełożonych „syjonizm”.

– To „jednostka kultury”, która tylko teoretycznie zajmuje się historią Lublina. W praktyce robi to na kanwie multikulturalizmu, na siłę promując historię Lublina przez pryzmat mniejszości narodowych jako beneficjent miejskich czy wojewódzkich lub ministerialnych programów – mówi o Bramie Grodzkiej Piotr Mazur, sekretarz lubelskiego Oddziału Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.

Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN sam siebie określa jako instytucję budującą „krajobraz kulturowy swojego miejsca (Lublin, Lubelszczyzna), w autorski sposób opowiadając o jego dziedzictwie kulturowym i historycznym. Obraz jest rzeczywiście bardzo „autorski”.

Pod szyldem przywracania wielokulturowego wymiaru historii miasta, w którym podpisano Unię Lubelską, akt cementujący istnienie wielokulturowej I Rzeczypospolitej kryje się dość dyskretna sieć powiązań z inicjatywami propagującymi homoseksualizm, ideologię gender, feminizm, anarchizm, lewactwo i tzw. kulturę niezależną. Instytucja nie jest oczywiście niezależna od dotacji publicznych, czerpie z kasy Lublina. Kroplówką podtrzymującą te inicjatywy przy życiu są pieniądze podatników.

Stereotyp płci

Kilka lat temu Brama Grodzka zorganizowała „Wykład o stereotypach płci w uprzedzeniach antysemickich” prof. Christiny von Braun, która – jak czytamy – „od lat zajmuje się niebezpiecznymi fobiami wobec kobiet, Żydów i gejów”, a jako wieloletnia dziekan Wydziału Filozofii Uniwersytetu Humboldtów kieruje Instytutem Kulturoznawstwa i Collegium Doktoranckim „Płeć jako kategoria wiedzy”.

Trzy lata temu ośrodek gościł Klub „Krytyki Politycznej” z debatą o „fobiach społecznych: rasizmie, antysemityzmie, mizoginii i homofobii”. Rok temu organizował debatę z udziałem Magdaleny Środy i Tomasza Kitlińskiego, uczestnika akcji „Niech nas zobaczą”, promującej homoseksualizm.

Z kolei w styczniu 2011 r. odbyło się spotkanie z Karoliną Szymaniak i Anną Szybą „na temat kultury jidysz i jej statusu we współczesnym świecie, twórcach i odbiorcach żydowskiej literatury i sztuki oraz o tym, co ma wspólnego jidysz z gender studies”.

Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN, za misję swojego życia uznał przedstawienie historii Lublina przez pryzmat historii tamtejszych Żydów przemieszanej z ideologią współczesnej neokomunistycznej lewicy. Cała działalność ośrodka wpisuje się w trwający od wielu lat i lansowany przez „Gazetę Wyborczą” trend zwany pedagogiką wstydu. Jej efektem jest m.in. rozpowszechnianie przekonania o współodpowiedzialności Polaków za gehennę Żydów podczas ostatniej wojny.

Tropiąc ksenofobię

Kilka lat temu na łamach „Rzeczpospolitej” Pietrasiewicz mówił: „Są wśród nas i ludzie ewidentnie ksenofobiczni. Ale pocieszam się, że w inny sposób myśli dziś młode pokolenie. Oni zupełnie inaczej patrzą na dawne stosunki polsko-żydowskie.

Wiele dobrego uczyniła debata na temat Jedwabnego, w tym zwłaszcza ta toczona na łamach ’Rzeczpospolitej’. Zmierzyliśmy się z niebywale czarnym fragmentem naszej historii. To spowodowało, że staliśmy się bardziej dojrzali”.

Rok temu w mieszkaniu Pietrasiewicza ktoś wybił szybę. Nie wiadomo kto, ale szef Bramy Grodzkiej uważa, że to „faszyści”. W rozmowie z „Krytyką Polityczną” oznajmił, że „dźwięk tłuczonego szkła, który wypełniał noc kryształową, to symbol rodzącego się faszyzmu”.

„Czułem, że doświadczam dokładnie tego samego, co czuli wtedy ludzie, którym wybijano szyby w domach i sklepach. Jak czytam to, co się działo w II Rzeczpospolitej w latach 30., to mam poczucie, że zataczamy koło. Znowu powstała sytuacja sprzyjająca ekstremizmom, znowu szuka się kozła ofiarnego”.

Z „Krytyką Polityczną” pod rękę

Syn Tomasza, Szymon, to założyciel Przestrzeni Inicjatyw Twórczych „Tektura” i Pracowni Sztuki Zaangażowanej Społecznie „Rewiry”.

Brama Grodzka, „Tektura” i „Krytyka Polityczna” wspólnie organizują różnego rodzaju inicjatywy. Na stronie internetowej „Krytyki Politycznej” również można znaleźć bardzo ciepłe słowa na temat panów Pietrasiewiczów. Jak czytamy, „cieszą się szacunkiem i przyjaźnią niemal wszystkich lubelskich twórców kultury, zarówno tych działających na poziomie instytucjonalnym, jak i poza nim”.

Ośrodek Brama Grodzka często reklamuje imprezy odbywające się na squacie „Tektura”. Młody Pietrasiewicz kilka lat temu podpisał się pod listem otwartym kierowanym do byłego rektora katolickiego uniwersytetu ks. prof. dr. hab. Stanisława Wilka.

„Z niepokojem i zasmuceniem przyjmujemy informacje o wypowiedziach niektórych pracowników naukowych KUL dotyczących zakończonego właśnie w Lublinie Międzynarodowego Festiwalu Transeuropa – festiwalu promującego idee praw człowieka i poszanowania tych praw. Jego lubelska edycja poświęcona była prawom kobiet, mniejszości seksualnych, narodowych i etnicznych, a także kwestiom ekologii i wolności sztuki” – ubolewali autorzy listu, uprzejmie donosząc, że znany m.in. z łamów „Naszego Dziennika” dr Marek Czachorowski określił imprezę mianem festiwalu sodomitów i „sodomskiego maratonu”, na który „udały się zastępy sodomitów”.

„Nazywając zatem bohaterów i uczestników festiwalu „sodomitami”, nie tylko jest oszczerczy, ale zdradza przy tym niekompetencję w dziedzinie swoich badań” – pisali autorzy protestu.

Młody Pietrasiewicz angażował się ostatnio w tzw. kampanię równościową polegającą na wydrukowaniu serii biletów komunikacji miejskiej z komiksami przedstawiającymi kibiców Motoru Lublin, wśród których były postacie osób czarnoskórych, żydów oraz homoseksualistów.

Projekt oficjalnie zatwierdzony przez miasto Lublin w liczbie 40 tys. biletów trafił do sprzedaży. Ale po listownym proteście kibiców cały nakład wycofano. W proteście przeciw tej decyzji podpisali się wtedy m.in. Jan Tomasz Gross, Magdalena Środa, Robert Biedroń czy Kazimiera Szczuka.

Osoby zaangażowane w działalność Ośrodka Brama Grodzka jednocześnie aktywnie działają w typowo lewackich formacjach, takich jak Studnia Pamięci, Homo Faber, Kolektyw Tektura oraz Amnesty International Lublin. Organizują wystawy, pikiety antyfaszystowskie itp. Kolektyw Tektura wspierał m.in. działania Koalicji 11 Listopada, która zorganizowała blokadę Marszu Niepodległości w 2011 r. w Warszawie, wspólnie z niemieckimi antyfaszystami, którzy bili Polaków na ulicach miasta przy biernej postawie policji.

Zawód: lewicowy aktywista

Brama Grodzka to kuźnia kadr młodej lewicy lubelskiej. Wychowankami afiliowanej przy NN Akademii Obywatelskiej są m.in. Piotr Choroś, Piotr Skrzypczak, były etatowy pracownik ośrodka Brama Grodzka, aktywista Amnesty International i współzałożyciel Stowarzyszenia Homo Faber.

Ta ostatnia organizacja ściśle współpracująca z ośrodkiem kierowanym przez Tomasza Pietrasiewicza to typowy przedstawiciel homoseksualnego lobby. Jego zadaniem jest „przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na płeć, poglądy polityczne, rasę, kolor skóry, pochodzenie narodowe i etniczne, religię, język, wiek i orientację seksualną”.

Skrzypek portretuje się jako trener prowadzący szkolenia z: „praw człowieka, antydyskryminacji, z wdrażania polityki gender mainstreaming, z tworzenia i pracy organizacji pozarządowych”.

„Co tak właściwie robię w Homo Faber? Patrząc historycznie, przede wszystkim przypadła mi (wraz z Piotrem Chorosiem) rola założyciela Homo Faber. I uważam to za zaszczyt. To naprawdę fajne uczucie wstawać rano i z radością iść do pracy (czy to w ogóle można nazwać pracą?)! Polecam to uczucie wszystkim, którzy zastanawiają się, co robić w życiu – róbcie to, co lubicie, realizujcie marzenia, a z pewnością wam się uda” – wyłuszcza Skrzypczak.

Piotr Choroś to z kolei „trener umiejętności miękkich (prawa człowieka, gender mainstreaming, przeciwdziałanie dyskryminacji)” i jednocześnie od dwóch lat pracuje w Urzędzie Miasta Lublin na stanowisku głównego specjalisty ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... a-kul.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 29 cze 2013, 05:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Cały czas mam wątpliwości

Z JE ks. bp. Wiesławem Meringiem, przewodniczącym Rady ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Paulina Gajkowska

Jak Ksiądz Biskup odebrał stanowisko księdza rektora Antoniego Dębińskiego w kwestii nowego kierunku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na którym ma być wykładana ideologia gender?
– Po pierwsze, chciałbym podkreślić, że cieszę się, iż między innymi pod wpływem moich pytań został zauważony i poruszony głośno ważny temat. W moim przekonaniu, katolicki charakter lubelskiej uczelni jest czymś niezwykle cennym i ważnym. Wszystko, co ten katolicki rys może w jakikolwiek sposób zaciemniać czy przysłaniać, jest nie do zaakceptowania. Zawsze tak myślałem: jako student KUL, potem absolwent i teraz jako biskup. Dyskusja uaktywniona w pewnym sensie po moim liście, w którym zwróciłem się do księdza rektora z szeregiem pytań, pozwoli, jak sądzę, stopniowo wiele rzeczy wyjaśnić. Pragnę jednocześnie zaznaczyć, że nigdy nie podejrzewałem KUL o to, że będzie propagował ideologię gender.

Kontrowersje i obawy wynikają z faktu pomysłu współpracy przy tworzeniu nowego kierunku z ośrodkami antykatolickimi?
– Tak, mój niepokój budzą ludzie, którzy mają się tym zajmować, a dokładnie instytucja, w oparciu o którą KUL zamierza budować nowy kierunek. Żadna z prób tłumaczenia czy usprawiedliwiania tego faktu podjęta przez władze uczelni nie uspokaja niestety moich wątpliwości. Nie jestem pewien, czy zostaną wybrani właściwi ludzie. Mamy znakomitych specjalistów, którzy o zagrożeniach ideologii gender potrafią mówić w sposób kompetentny i właściwy. Gdybym wiedział, że właśnie taki naukowiec miałby prowadzić pod krytycznym kątem wykład z ideologii gender, nie miałbym żadnych wątpliwości ani obaw. Takiej pewności niestety nie mam. Kolejną sprawą, o której warto powiedzieć, jest kwestia przyznania się do błędu. Odnoszę wrażenie, że ten przedmiot był przygotowywany poza społeczeństwem katolickim. Uniwersytet nie ma obowiązku pytać każdorazowo, czy może wprowadzać takie, a nie inne zajęcia – nie musi o to pytać ani biskupa, ani katolickiej opinii publicznej. Od początku jednak ta sprawa była prowadzona niezręcznie. Brakuje jednoznacznego stwierdzenia, że będzie to omówienie krytyczne, a nie indoktrynacja. Nie ma zgody na tezy głoszone przez gender, ponieważ jest to nurt jadowicie i skrajnie antychrześcijański. Tak groźnej, wytoczonej przeciwko naszej cywilizacji ideologii jeszcze nie było. Stanowi ona kompensację wszystkich najbardziej niebezpiecznych nurtów, z którymi mamy do czynienia od wielu dekad, a w sposób szczególny i zintensyfikowany od 1968 roku. Liczę na to, że środowisko KUL, które nie jest wcale jednolite, jeśli chodzi o ocenę wprowadzenia tego przedmiotu, wymoże na władzach, aby sprawa została wyjaśniona. Ufam, że uda się znaleźć ścieżkę, dzięki której zyskamy pewność, iż wykład będzie miał charakter krytycznej oceny zjawiska gender.

W obronie zasadności pojawienia się przedmiotu gender na uczelni katolickiej przytaczany jest argument wskazujący na obecność wykładów z marksizmu w czasach PRL, których celem ostatecznie nie była obrona ani legitymizacja podwalin myśli komunistycznej.
– Pamiętam dobrze te wykłady, ponieważ na nie uczęszczałem. Do dziś mam podpisy w moim indeksie z zaliczeń. Różnica jednak jest taka, że w tamtych czasach nie miałem najmniejszych wątpliwości, że nie biorę udziału w indoktrynacji, ale uczestniczę w tych zajęciach, aby dowiedzieć się, czym w istocie jest marksizm i jak należy sobie z nim radzić. Jeśli KUL doprowadzi do sytuacji, w której nie będziemy zmuszani artykułować naszych obaw, ponieważ zostaną one rozwiane poprzez konkretne kroki podejmowane przez władze uczelni, problem zniknie. Domyślam się, że trudno przyznać się do błędu i wycofać z zamiarów. Jednak w tej sytuacji jest to konieczne, aby oczyścić całą sprawę i nadać jej właściwy ton.

Czy uczelnia, której zależy na tym, aby zachować swój katolicki profil i budowaną przez lata tożsamość opartą na tradycji chrześcijańskiej, może – w jakimkolwiek celu – inicjować współpracę ze środowiskami, które jawnie przeciwstawiają się nauce Kościoła i odcinają od korzeni naszej cywilizacji?
– W takich sprawach głoszę zawsze czytelne poglądy. Otóż jest to niebezpieczny „flirt” ze złym duchem. Katolik nie może równocześnie popierać bieli i czerni, prawdy i fałszu. Nie da się połączyć w jedną sensowną całość takiego „tańca upiorów”. W swoich celach ideologia gender jest mroczna, zła i nieczysta i nie możemy wchodzić z nią w jakąkolwiek formę współpracy. Wyjście z tej niewygodnej być może dla władz uczelni sytuacji jest proste: przyznać się, że nie to było celem, że doszło do niezrozumienia intencji, i naprawić całą sprawę, formułując na nowo kształt wykładu.

Jakie zagrożenia niosłoby wprowadzenie indoktrynacji ideologii gender na katolickiej uczelni? Oczywiście, mamy cały czas nadzieję, że do niej nie dojdzie.
– Skutki byłyby rozległe i bardzo niebezpieczne dla umysłów młodych ludzi pragnących poznać prawdę. Uniwersytet, który rozmywa już samą decyzją o wykładzie tworzonym we współpracy z antykatolickimi ośrodkami swoją katolicką tożsamość, wprowadza w błąd swoich studentów i pracowników, jak również katolicką opinię publiczną. Powoduje niepokój i zamęt. Natomiast dążenie do prawdy, dobra i piękna zakłada wewnętrzny spokój, skupienie i pewność, że praca naukowa przebiega tak, jak powinna. Ponadto podjęcie takiej decyzji może prowadzić do głębokich podziałów w środowisku katolickim związanym z uczelnią. To, co jest katolickie, musi pozostać katolickie, nie możemy iść pod żadnym pozorem na układy ze złem. Mówili o tym bł. Jan Paweł II, Benedykt XVI i mówi obecnie Franciszek. Już święty Paweł poucza nas, abyśmy unikali nawet pozorów zła. W sytuacji, o której dyskutujemy już od kilku tygodni na łamach „Naszego Dziennika”, najwidoczniej musiał być jakiś pozór zła, skoro tak wielu ludzi wyraża głośno swoje wątpliwości i rozterki z nią związane. Dlatego teraz do władz KUL należy całą sprawę w sposób przejrzysty wyjaśnić i naprawić, aby obawy i zamęt ustąpiły miejsca prawdzie.

Dziękuję za rozmowę.
Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 02 lip 2013, 18:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zdziczałe bolszewickie gendery w natarciu....

Kolejny bezpardonowy atak „Newsweeka” na Kościół

Tym razem tygodnik „Newsweek” uderza w ks. abp. Henryka Hosera, biskupa warszawsko-praskiego. „Z in vitro walczy jak diabeł ze święconą wodą, o ludobójstwie w Rwandzie milczy jak zaklęty, choć mógłby o tym wiele powiedzieć” – czytamy w tygodniku.

Mamy tu do czynienia z nawrotem mentalności komunistycznej walki z Kościołem i Bogiem do końca – powiedział w audycji „Aktualności Dnia” w Radiu Maryja prof. Piotr Jaroszyński. Artykuł powstał nie bez przyczyny – dodał profesor.
- On jest napisany po to, żeby uderzyć w ks. abp. Henryka Hosera, dlatego że bardzo jednoznacznie – w sposób racjonalny – pokazuje na czym polega zło zapłodnienia in vitro, i dlaczego dla katolików in vitro jest nie do przyjęcia. Przypomnijmy słuchaczom, że ks. abp. Henryk Hoser jest z wykształcenia lekarzem i uprawiał ten zawód zanim został misjonarzem, który udał się do Rwandy gdzie swoją wiedzę i doświadczenie medyczne mógł z pożytkiem okazywać parafianom tam mieszkającym. Proszę zwrócić uwagę, że mamy tu do czynienia z kimś kto jest bardzo kompetentny, zarówno od strony teologicznej jak również od strony medycznej. W związku z tym, jeżeli jako ks. abp zabiera głos – w sposób tak bardzo wyraźny – to nie ma co się dziwić, że media, które są podporządkowane tej ideologii antyludzkiej i temu biznesowi; przepuszczą atak na ks. abp. – akcentował prof. Piotr Jaroszyński.

W artykule wykorzystano 21-letni pobyt ks. abp. Henryka Hosera w Rwandzie, który obejmował okres strasznej wojny, zwanej ludobójczą – zauważa prof. Jaroszyński.
Profesor podkreśla, że cała perfidia tego ataku polega na tym, żeby za ludobójstwo – jakie miało miejsce w Rwandzie – obarczyć Kościół Katolicki, bł. Jana Pawła II i ks. abp. Henryka Hosera.
- Tutaj widać, że bezczelność – nie tylko autora, ale także zleceniodawców, którzy zwrócili się do autorki, żeby taki artykuł napisała – przekracza wszelkie granice. Dlatego jeżeli ktoś chce czytać artykuły tego rodzaju, to musi być uzbrojony w pewną metodologię czytania tego typu artykułu, żeby nie ulec manipulacjom, które są właściwie w każdym zdaniu. To jest tak pokrętnie zmanipulowane, że ktoś gdzieś coś powiedział. Przecież wiadomo, kto był w Rwandzie, poza misjonarzami polskimi. Oni przez lata swoją pracą, narażając swoje zdrowie, swoje życie służyli tym ludziom. Pomagali im w tak strasznych warunkach konfliktu, który sięga historycznie wielu lat wstecz. To się nie zaczęło nagle. Natomiast mamy do czynienia teraz z próbą narracji, że to Kościół Katolicki jest odpowiedzialny za to ludobójstwo, a nie ten konflikt, który już od dziesiątek lat był między Hutu i Tutsi. Trzeba pamiętać o tym, że za tym konfliktem stoją rozgrywki różnych tajnych organizacji – dodaje prof. Piotr Jaroszyński.
RIRM
http://www.radiomaryja.pl/informacje/ko ... a-kosciol/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 03 lip 2013, 06:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Atak w stalinowskiej stylistyce

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, etykiem, rozmawia Sławomir Jagodziński

W „Newsweeku” zamieszczony został artykuł atakujący stojącego na czele Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP ks. abp. Henryka Hosera. Czy to nie próba zastraszenia księdza arcybiskupa, który znany jest ze zdecydowanego i merytorycznego wypowiadania się na temat zła in vitro?
– Artykuł jest wyjątkowo perfidny. Już w samym lidzie zestawia dwa fakty – zdecydowaną postawę księdza arcybiskupa wobec in vitro w Polsce i jego rzekome milczenie wobec ludobójstwa w Rwandzie. Takie zestawienie ma charakter wyjątkowo manipulacyjny. Po pierwsze, stawia jako fakt opinię niczym niepotwierdzoną, opinię, która ma charakter oszczerstwa. Nie bardzo przy tym wiadomo, czy ks. abp Hoser miał milczeć wówczas, gdy przebywał w Afryce, czy zarzuca mu się to, że milczy teraz. Powiedzmy tak, że jeśli przemówi, to wtedy zarzuci mu się, iż milczał w czasie rzezi Ormian albo milczał na temat Kurdów. Problem w tym, że ks. abp Hoser nie jest zwierzchnikiem Kościoła w Rwandzie. Jego głos natomiast ma dotyczyć Kościoła w Polsce i spraw, które dotyczą Polaków, w tym jego wiernych. Jednak to, co najbardziej szokuje, to sam fakt zestawienia ludobójstwa w Rwandzie z głosem arcybiskupa wobec in vitro. Choć w pewnym sensie, zapewne niezamierzonym przez autorkę, ma to uzasadnienie: in vitro jest elementem kultury śmierci.

Nie jest chyba przypadkiem, że artykuł ukazał się w dniu inauguracji rządowego programu refundacji in vitro?
– Dzień inauguracji rządowego programu refundacji in vitro powinien przejść do historii, z racji wypowiedzi pana ministra Arłukowicza, jako dzień leminga propagandzisty. Minister, który jest lekarzem, twierdzi, że in vitro jest programem leczenia, a opinie specjalistów na temat wad wrodzonych w wyniku tego procederu są demonizowaniem. Zapewne w szkole propagandy uczą tego, że kłamstwu winien towarzyszyć osobowy atak (w tym wypadku atak na księdza arcybiskupa). Taki atak odwodzi bowiem opinię publiczną od nonsensów propagandy.

Niewątpliwie ks. abp Hoser, który jest lekarzem, to dziś postać niewygodna dla określonych środowisk wprowadzających w błąd opinię publiczną w tematach bioetycznych. Czy ten artykuł nie przypomina komunistycznych tekstów propagandowych, w których „sięgano głęboko do życiorysu”, manipulowano faktami, podawano kłamliwe interpretacje wydarzeń, aby kogoś oskarżyć, skompromitować?
– Jestem przekonany, że będzie można poddać analizie porównawczej ten atak medialny z atakami z czasów propagandy stalinowskiej. Nawet podstawowe elementy w biografii księdza arcybiskupa podane w artykule propagandowym przypominają stylistykę stalinowską. Arcybiskup wszak to syn kułaków, walczących z prawowitą władzą o zagrabioną im ziemię. To człowiek, który wzbogacił się na cudzej krzywdzie (to znaczy krzywdzie złodziejskiego systemu…). I tak dalej… A nad tym wszystkim unosi się jedynie słuszna doktryna o „leczeniu” niepłodności za pomocą reprodukcji, manipulacji, uśmiercania zarodków, macic w leasingu i temu podobnych zabiegów rzekomo leczniczych.

W publikacji obok ks. abp. Hosera zaatakowany został też bł. Jan Paweł II. To też nie jest przypadek, bo właśnie podejmowane są decyzje w sprawie kanonizacji Papieża Polaka.
– Bez sensu jest szarganie osoby bł. Jana Pawła II, który uczył nas, wierzących, kultury życia i Ewangelii życia. Może lepiej, by tacy pismacy gazetowi na miarę swego potencjału intelektualnego pisali np. o tym, w jakiej bluzce pojawiła się na sali Katarzyna W. Trzeba mierzyć zamiary na możliwości i siły. A te widać są ze słabe…

Rozumiem, że można nie poj-mować nauczania Kościoła, ale w przypadku artykułu, o którym mówimy, to nie jest brak rozumienia, ale manipulacja. Usiłuje się bowiem przeciwstawić nauczanie Kościoła nauczaniu księdza arcybiskupa. Autorka artykułu pisze: „Kościół może poprzeć prawo pozostające w niezgodzie z jego nauką, jeśli stworzy ono szansę na polepszenie istniejącego stanu rzeczy. A że w kwestii in vitro Polska nie miała żadnego ustawodawstwa, to każde nowe prawo można było uznać za poprawę”. Oczywiście, zgodnie z tą logiką, to jeśli w Polsce nie ma prawa dotyczącego klonowania, to każde prawo, nawet dopuszczające w jakimś stopniu klonowanie, będzie rzekomo świetnym rozwiązaniem. To absurd.

Dziękuję za rozmowę.
Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... styce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 31 lip 2013, 12:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/artykuly/58037-swia ... tyce.pl%29

Świat oczyma Wandy Nowickiej: "Brzuch Polki nie należy do niej, tylko do księdza, polityka, prokuratora, czy lekarza"
opublikowano: 15 lipca, 17:24 | ostatnia zmiana: 15 lipca, 17:24

Wanda Nowicka, wicemarszałek, czy też jak to ona woli "wicemarszałkini"Sejmu, na łamach tygodnika "Przekrój" wykłada swoją życiową i polityczną filozofię. I trzeba przyznać, że taka skoncentrowana dawka wojującego feminizmu – może zrobić wrażenie.
Bo czym jest wedle Nowickiej światopoglądowy spór o aborcję?
Naprawdę niewiele osób chyba jeszcze wierzy, że w kwestii aborcji na przykład chodzi o coś więcej niż o kontrolę nad kobietami, nad ich decyzjami reprodukcyjnymi i seksualnymi. Konserwatyści nie mogą znieść tego, że współcześnie seks oddzielił się od prokreacji. Oni nie mogą się pogodzić z tym, że kobieta może uprawiać seks, co więcej – może z seksu czerpać przyjemność, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji reprodukcyjnych
- przekonuje była działaczka Ruchu Palikota.
I dalej "obnaża" rzekome motywy kierujące politykami o konserwatywnych poglądach.
Większość polityków, przeciwstawiając się związkom partnerskim, in vitro czy aborcji, tak naprawdę robi to cynicznie i koniunkturalnie, dla osiągnięcia partykularnych interesów, szczególnie po to, by przypodobać się Kościołowi. Ideologia jest dla nich instrumentem kontroli i formatowania społeczeństwa na jedną modłę. Wszyscy mamy myśleć i mówić to samo, nie ma miejsca na autonomię i wolność wyboru. Nie ma akceptacji dla inności, odmienności i różnorodności. Politykom marzy się jednorodne, posłuszne społeczeństwo, bo takim łatwiej rządzić
Nowicka usiłuje też wyjaśnić pokrętne meandry teorii płci wedle filozofii gender:
Płeć biologiczna jest zasadniczo niezmienna, choć zdarzają się wyjątki. Natomiast gender, czyli płeć społeczno-kulturowa, tj. role społeczne, które dana kultura przypisuje określonej płci, zakłada sterowaną i kontrolowaną przez człowieka możliwość zmiany
- dowodzi. I wyprowadza wniosek.
Ta wpisana w gender możliwość zmiany budzi tak ogromny lęk w elitach politycznych, które nie chcą żadnych zmian w rządzonym przez nich świecie, gdzie wszystko jest naturalne, dane raz na zawsze, i to najlepiej przez Boga. Koncepcja gender podważa stałość i niezmienność porządku świata, w którym żyjemy, i uświadamia nam, że zmiana może być wprowadzona przez nas samych.
Tradycyjnie Wanda Nowicka ubolewa też nad smutnym losem polskich kobiet. Oczywiście tyko pod jednym kątem:
Brzuch Polki nie należy do niej, tylko do księdza, polityka, prokuratora, czy lekarza
- martwi się Wanda Nowicka. I zarzuca polskiemu państwu, że zapewnia rodzicom zbyt dużą władze rodzicielską.
Narzuca to patriarchalne społeczeństwo, w którym dzieci są własnością rodziców, należą do rodziców, którzy sprawując nad nimi całkowitą władzę, chcą je kontrolować i podejmować za nie decyzje. Ta kontrola ma się przejawiać m.in. w tym, żeby chronić je przed tym, co zdaniem rodziców jest źródłem niebezpieczeństwa
- mówi Nowicka. A wszystko to w kontekście niedostatecznej, jej zdaniem, edukacji seksualnej w szkołach.
Na koniec stwierdza zaś:
Polska nie jest krajem przyjaznym dla kobiet i długo nie będzie. Kobiety nie mają pełni praw ani możliwości. Ale zmiana w końcu przyjdzie i przyjdzie właśnie od kobiet, które zaczynają rozumieć, że nie mogą liczyć na rządzących. Widzą, że muszą wziąć władzę w swoje ręce i urządzić ten kraj po swojemu.
Jak tak poczytać te wynurzenia i deklaracje to nasuwa się nieodparte wrażenie, że podobne wygłaszali kiedyś komuniści, którzy w końcu przyszli i urządzili parę krajów "po swojemu". Wprowadzili taki "porządek świata", którego odbudowywanie trwa do do dziś. Pozostaje więc mieć nadzieję "seksmisja" marszałek Nowickiej pozostanie "bytem wirtualnym". Dla dobra kobiet. Mężczyzn zresztą też.

ansa/ Przekrój


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 30 wrz 2013, 15:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.fronda.pl/a/iv-przykazanie-t ... 30337.html

99% mediów mają w swych rękach bestie, które tylko zewnętrznym wyglądem przypominają ludzi. Klucz do wolności Polski to wyrwanie mediów z rąk bestii i przekazanie ich w ręce Polaków.

Kopia artykułu:

IV przykazanie to szantaż moralny, czyli „co dzieci mają zrobić ze starymi rodzicami”?
Dodane przez: Tomasz P. Terlikowski | 28.08.2013, 8:19 | komentarzy: 39

IV przykazanie to szantaż moralny, czyli „co dzieci mają zrobić ze starymi rodzicami”? „Co dzieci mają zrobić ze starymi rodzicami?” - zastanawia się tygodnik „Polityka”. A na tak postawione pytanie aż ciśnie się na usta odpowiedź, że mogę ich wyrzucić na bruk albo zabić...Już sam uprzedmiotawiający język prowadzi nas kierunku takiej odpowiedzi.
Tygodnik z litością pochyla się nad ciężkim losem dzieci, które zamiast podróżować, korzystać z życia, zajmować się samorealizacją muszą zajmować się rodzicami, i którzy mają tego dość... Dla nich ma wiele sympatii. Brak jej natomiast dla tych, którzy przypominają, że rodzice też oddali rodzicom niemało dobra. Ich Ewa Wilk określa mianem „moralnych rygorystów”, a przypominanie o IV przykazaniu to dla niej forma moralnego szantażu.
I w zasadzie tych kilka zdań pozwalają krótko i dosadnie ocenić ten tekst. Jest on, i trzeba to powiedzieć wprost, efektem zwierzęcego myślenia. To zwierzęta są bowiem skoncentrowane wyłącznie na potomstwie, i one lekceważą obowiązek wdzięczności, który leży u podstaw przykazania „czcij ojca swego i matkę swoją”. Ludzie tym właśnie różnią się od zwierząt, że są w stanie spojrzeć się wstecz i uznać, że ciążą na nich obowiązki wobec tych, którzy ich wychowali. Ta wdzięczność i związane z nią obowiązki leżą u podstaw każdej ludzkiej cywilizacji. Tam gdzie ich nie ma, nie ma też moralności i kultury. Są zagryzające się i lekceważące zwierzęta. I właśnie do takiej kultury aspiruje najwyraźniej „Polityka”.

Tomasz P. Terlikowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 07 paź 2013, 19:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
To nie jest zezwierzęcenie, gdyż zwierzęta z natury są troskliwymi rodzicami. To najzwyklejsze zdziczenie, wyzbycie się uczuć wyższych niż własny narcyzm, egoizm, wygoda. To przerażająca redukcja własnego człowieczeństwa, to przyznanie się do bycia potworem. Bestia musi czasami pokazać że ma ludzką twarz i wówczas musi publicznie wydobyć z siebie łzy płaczu nad losem cierpiących zwierząt.

Zezwierzęcenie

Dwa dni przed sejmowym głosowaniem, które otwierałoby drogę do przywrócenia prawa do życia chorym dzieciom Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt sporządził stanowisko dotyczące sytuacji bezdomnych psów w Rumunii i ich masowej rzezi. Rozpoczyna się ono wzniośle brzmiącym zdaniem: "Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą.". Zastanawiające jest to, że przytłaczająca większość tych posłów nie dopatrzyła się podobnych atrybutów u zabijanych 6-miesięcznych chorych dzieci, które nie tylko nie są rzeczami, a są istotami żyjącymi zdolnymi do odczuwania cierpienia. Przede wszystkim zaś są one LUDŹMI.

Kiedy czytamy dalej treść stanowiska zespołu padają słowa dotyczące tego, że w Rumunii "zamordowano" daną liczbę psów. Tymczasem kiedy Kaja Godek, reprezentując ponad 400 tysięcy obywateli mówiła w Sejmie o tym, że dzieci są zabijane w majestacie prawa usłyszała od Marszałek Kopacz, że ma nie używać słów "zabijanie" czy "mordowanie" w odniesieniu do dzieci.

Powszechnie wiadomo, że o ludziach mówi się, że umierają, a o psach, że zdychają. Jeżeli więc język polski ma ewoluować w tym kierunku, że doprowadzenie do śmierci psa staje się "morderstwem", to o zabijaniu dzieci należałoby mówić wyłącznie w kategoriach "ludobójstwa".

Tego jednak nie usłyszeliśmy od posłów, którzy jednego dnia wołali o zakaz "eksterminacji" zwierząt, dając dwa dni później zielone światło dla eksterminacji ludzi.

http://www.stopaborcji.pl/index.php/701-zezwierzecenie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 07 paź 2013, 20:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
To nie jest zezwierzęcenie, gdyż zwierzęta z natury są troskliwymi rodzicami. To najzwyklejsze zdziczenie, wyzbycie się uczuć wyższych niż własny narcyzm, egoizm, wygoda. To przerażająca redukcja własnego człowieczeństwa, to przyznanie się do bycia potworem. Bestia musi czasami pokazać że ma ludzką twarz i wówczas musi publicznie wydobyć z siebie łzy płaczu nad losem cierpiących zwierząt.

Zezwierzęcenie


Tak się zastanawiam kto tą hołotą w Sejmie polskim steruje ? I jedno tylko przychodzi mi na myśl : że to chyba banda opętańców zasiada w ławach sejmowych. I tak sobie myślę, czy egzorcysta w Sejmie to nie byłaby zwykła konieczność ? Ci ludzie, którzy siedzą w ławach sejmowych całkiem postradali rozum. Nie wiem co nimi kieruje, ale na pewno nie jakieś ludzkie uczucia. Tych już dawno chyba nie mają.

No ale ci ludzie zostali przez kogoś wybrani.

Jakie społeczeństwo - taki rząd, taki Sejm, i takie ustawy i zarządzenia.

Wszystko ma swoje konsekwencje - także nasze wybory nie są bez konsekwencji. Pan Bóg wyraźnie nam pokazuje, jakich to baranów wybieramy do rządzenia (nie obrażając tych, co dokonali właściwego wyboru).

Może ktoś nie zgodzić się z moim tokiem rozumowania, ale weźmy dla przykładu Węgry - tam Węgrzy w ostatnich wyborach dokonali najwłaściwszego wyboru. Lepiej wybrać chyba nie można było.

A u nas ? Media mediami, ale przecież mamy jeszcze swój rozum, nie wszyscy dajemy się ogłupiać marks-mediom.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 15 paź 2013, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ta forma zdziczenia przypomina nam okres wczesnego Hitlera w Niemczech. Bojówki, presja, jednokanałowość myślenia, walka z prawdą, z przyzwoitością, niszczenie dorobku kultury, zaprzeczanie rozumowi.....
Co nas czeka dalej?......


Osaczanie arcybiskupa

Dziennikarze TVN przekraczają kolejne granice – uniemożliwili ks. abp. Henrykowi Hoserowi uczestniczenie w debacie różańcowej, jaka miała się odbyć u Ojców Dominikanów w Warszawie na Służewie.

Tuż przed debatą, 4 października, w której miał wziąć udział ks. abp Hoser wraz z Janem Budziaszkiem, jeszcze przed spotkaniem u Ojców Dominikanów dziennikarze TVN domagali się rozmowy z ordynariuszem warszawsko-praskim. Organizatorzy spotkania nie wyrazili na to zgody. Dziennikarze TVN nie przyjęli jednak do wiadomości tej odmowy.

– Grupa reporterska wypadła z krzaków i próbowała zmusić księdza arcybiskupa do wywiadu – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” o. Stanisław Przepierski OP, organizator debaty.

Mimo wyraźnego komunikatu ks. abp. Hosera, który wskazał, że aby przeprowadzić wywiad, należy się wcześniej umówić, chociażby z tego względu, że miejsce na chodniku nie jest do tego najlepsze, dziennikarze nie odpuszczali. Nie pozwolono im przekroczyć furty klasztornej, ale za to jeden z reporterów – Wojciech Bojanowski wszedł na salę wykładową. Dziennikarz znany jest skądinąd z różnych kontrowersyjnych zachowań. Jakiś czas temu uczestniczył jako zakamuflowany student w wykładach w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu i napisał potem oszczerczy artykuł na temat uczelni.

Ojciec Stanisław Przepierski zauważył dziennikarza siedzącego z tyłu sali, podszedł do niego i poprosił o pokazanie akredytacji. Mając na uwadze, że zachowanie reportera nosiło znamiona prowokacji, gospodarz spotkania poprosił go o wyjście. Ten przez kilkanaście minut lekceważył prośby organizatora. To z kolei wzbudziło irytację uczestników spotkania. W chwili, gdy ks. abp Hoser wchodził do sali, dziennikarz przesiadł się do pierwszego rzędu.

– Poinformowałem zebranych, że mamy „gościa specjalnego” z TVN i zapowiedziałem, że nie rozpocznę spotkania, dopóki nie opuści on sali – wyjaśnia dominikanin. Niestety, Bojanowski nie zamierzał wychodzić. Jako że atmosfera stawała się coraz bardziej napięta, ks. abp Hoser zaproponował, aby spotkanie przełożyć na inny termin. Ostatecznie piątkowe spotkanie odbyło się bez udziału księdza arcybiskupa.

Kiedy po decyzji opuszczenia sali sekretarz ordynariusza warszawsko-praskiego udał się po samochód, żeby podjechać przed furtę, dziennikarze TVN ruszyli za nim, wkraczając na prywatny teren klasztoru Dominikanów.

Komentując zachowanie reporterów stacji TVN, prof. Piotr Jaroszyński, kierownik Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, podkreśla, że wszystko sprawia wrażenie, iż zostali oni oddelegowani przez swoje szefostwo na tzw. odcinek walki z Kościołem.

– Chodzi przede wszystkim o osaczenie tych hierarchów, którzy publicznie jednoznacznie przeciwstawiają się legalizacji metody zapłodnienia in vitro oraz ideologii gender. To są obecnie dwa priorytety opanowującego Polskę neototalitaryzmu, stąd ci, którzy się temu przeciwstawiają, uznani są za „wrogów klasowych” czy „wrogów postępu”, których należy prześladować, dyskryminować, nękać, szydzić, szkalować etc. – mówi.

– Do grona takich szlachetnych i odważnych postaci polskiego Kościoła należy dziś ks. abp Henryk Hoser i dlatego właśnie poddawany jest nieustannej nagonce medialnej ze strony środowisk lewicowo-liberalnych, które nienawidzą wyrazistego polskiego Kościoła, gdy zabiera głos w sprawach nie tylko religijnych, ale i moralnych. Tym bardziej więc jako katolicy musimy stanąć murem w obronie naszego arcybiskupa – dodaje.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... skupa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 20 lis 2013, 09:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
OŚWIADCZENIE

Artur Górski Poseł na Sejm RP

W dniu 13 listopada br. w godzinach wieczornych miał miejsce incydent w szpitalu, w którym leczę się na białaczkę. Po korytarzu oddziału kręcił się młody mężczyzna, który poproszony przez pielęgniarkę o opuszczenie oddziału z powodu późnej pory, odmówił zastosowania się do tej prośby. W pewnej chwili, gdy pielęgniarki były zajęte swoimi czynnościami, podbiegł do sali szpitalnej, w której leżę, i zrobił mi kilka zdjęć przez szybę zamkniętych drzwi, a następnie wybiegł z oddziału. W konsekwencji jedno z tych zdjęć zostało opublikowane w dniu 19 listopada br., w dzienniku „Super Express”.

W wyniku powyższej sytuacji zostałem narażony na poważny stres, który nie tylko zakłócił mój sen tej nocy, ale także naraził moje zdrowie. Robiąc takie zdjęcia w sytuacji intymnej i publikując jedno z nich bez mojej wiedzy i zgody, naruszono moją prywatność i moją godność. Zostałem pokazany w sytuacji choroby, czego sobie zdecydowanie nie życzyłem.

Oświadczam, że w związku z wyżej zaistniałą sytuacją mam zamiar oddać sprawę do Sądu przeciwko redaktorowi naczelnemu gazety „Super Express” i jej wydawcy, gdyż domaga się tego zwykła ludzka przyzwoitość. Hieny dziennikarskie – bo inaczej nazwać ich nie można – powinny ponieść finansowe konsekwencje swoich niegodnych działań.

Apeluję zarazem do innych mediów, aby zgodnie potępiły takie działanie, hołdujące dziennikarskiej sensacji, bazującej na ludzkim nieszczęściu i poważnej chorobie. Jakie jeszcze granice przyzwoitości przekroczy brukowiec dla kilku więcej sprzedanych egzemplarzy?

http://www.naszdziennik.pl/wp/60080,oswiadczenie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 03 gru 2013, 14:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2013/11/30/ar ... jewskiego/

Artur Łoboda: „Wolność artystyczna” wedle Zdrojewskiego
30 LIS 2013 O 13:49

Obrazek
Foto: Bogdan Zdrojewski – tak zwany Minister Kultury i czegoś tam


Słowo artysta oznaczało kiedyś osobę o ponadprzeciętnych zdolnościach i wielkim doświadczeniu warsztatowym.
Mówiło się wręcz, że „człowiek taki ma dar od Boga”.
Kiedy po przewrocie 1917 roku Bolszewicy niszczyli wszelkie przejawy kultury – to nadali artyście nową rolę – agitatora politycznego.
Z tego powodu zanegowali fundamentalne umiejętności warsztatowe ludzi sztuki.
Od tej pory artysta nie musiał nic umieć, ale miał spełniać ważną rolę społeczną. Oczywiście rolę naznaczoną przez komunistyczną partię.
Gdy przypatrzymy się współczesnej polityce kulturalnej Platformy Obywatelskiej to ujrzymy miernoty intelektualne, a przede wszystkim warsztatowe, które promuje się jako „wybitnych artystów”.
Ich zadaniem jest – podobnie jak w wypadku komunistów – zburzenie fundamentalnych norm kultur.
Pod rządami Bogdana Zdrojewskiego wykreowana została grupa psychopatów – nie posiadających ŻADNYCH kwalifikacji z dziedziny kultury.
To powiązani z antypolskim środowiskiem „Krytyki politycznej” – chorzy umysłowo ludzie, którzy zamiast do muzeów powinni trafić do psychiatry.
Ich strategia autopromocji polega na znalezieniu zagranicznego idioty – by ten pozytywnie wyraził się o dokonaniach tych pseudoartystów, a potem głoszą wszędzie, że posiadają „międzynarodową sławę”.
Z racji faktu prowadzenia „Kalendarium imprez kulturalnych w Krakowa” – obserwuję działania niektórych instytucji podległych Zdrojewskiemu.
Pewnego dnia dotarła do nas zapowiedź rzekomej „akcji artystycznej” jakiegoś psychola, który podjął się unikalnej w skali światowej „sztuki” wymiany wycieraczek.
Przedstawiony został jako „wybitny polski artysta”.
Następny nius – po kilku tygodniach – opatrzony został informacją, że to „artysta o międzynarodowej sławie”.
Pewnie zna go kilku zagranicznych idiotów, o czym głosi – wielokrotnie przytaczany wiersz Mariana Hemara:

„Samym instynktem głupoty
odnajdują się wzajem.
Rozumieją się wspólnym
językiem i obyczajem.
I hasłem, które wola
z ochotą raźna i raczą:
kretyni wszystkich krajów
łączcie się! więc się łączą.”


Bolszewicy doskonale wiedzieli, że pełną władzę da im zniszczenie tradycyjnej kultury Rosji.
Dokonali zagłady kultury tego kraju i stworzyli instytucję „artysty” – agitatora.
Tak zwany Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego doskonale wie, że kultura była zawsze przetrwalnikiem Ducha Narodu i niejednokrotnie zarzewiem buntów przeciwko tyranii.
Dlatego z całą zawziętością zwalcza kulturę Narodu Polskiego – wprowadzając do podległych mu jednostek wszelkie przejawy patologii.
W swojej bezczelności bredzi o jakiejś „ochronie wolności artystycznej”.
W sierpniu 2012 roku napisałem artykuł „Plan zniszczenia polskiej kultury”
http://zaprasza.net/a.php?article_id=31921
Nie mając jeszcze pełnej wiedzy o polityce Platformy Obywatelskiej – wobec polskiej kultury – poprzedziłem swoje wnioski opisem działań Balcerowicza, by przez analogie wskazać najważniejsze kierunki antypolskiej i antykulturalnej polityki Rządu Tuska.
Niestety, większość czytelników zwróciła uwagę na oczywiste dziś przestępstwa Balcerowicza, a pominęła najbardziej aktualny problem – niszczenie Kultury Narodu Polskiego.
Cel takiej polityki jest jednoznaczny – likwidacja tego Narodu, albo przynajmniej marginalizacja jego roli.
Patriotyczne pochody w Święto Niepodległości – są manifestacją przywiązania do polskiej kultury.
Dlatego Zdrojewski premiuje zadymiarzy z „Krytyki Politycznej”, którzy nie tylko atakowali fizycznie to zgromadzenie, ale w każdej możliwej formie plują na polski patriotyzm – nazywając go „faszyzmem”.
Z naszych podatków wyasygnował Zdrojewski ogromne pieniądze na kreowanie medialnej wizji jakiegoś „polskiego antysemityzmu”.
Po takich działaniach Polacy mają wszelkie przesłanki by zostać antysemitami. A mimo wszystko zachowują powściągliwość i nawet w syjonistycznych rankingach znajdujemy się na samym końcu „światowych antysemitów”.
Pozwolę sobie na wskazanie podstawowych wytycznych w polityce kulturalnej Bogdana Zdrojewskiego, a więc polityce Platformy Obywatelskiej.
Finansowane są:
1. Przejawy patologii, które burzą tradycyjny model rodziny i fundamentalne doświadczenia społecznego rozwoju ludzkości.
2. Wydarzenia szkalujące Polaków i deprecjonujące polski patriotyzm.
3. Wszelkie próby poszukiwania rzekomego – „polskiego antysemityzmu” i „polskiego faszyzmu”.
4. Pod różnymi pozorami finansowane jest zaplecze polityczne Platformy Obywatelskiej, które realizuje jakieś „programy badawcze”, a te w żaden sposób nie zostaną wykorzystane.
Trudno w wydarzeniach finansowanych przez Zdrojewskiego doszukać się przejawów rzeczywistej kultury – warsztatu artystycznego, czy humanizmu.
Jeżeli ktoś z Państwa spotkał się z takim przypadkiem to bardzo proszę o jego wskazanie.
Z pewnością zamieszczę informacje o takich wyjątkach.
W związku z wydarzeniami w Narodowym Teatrze Starym – w Krakowie, Bogdan Zdrojewski stwierdził: dopuszczalne są różne formy wyrażania sprzeciwu wobec repertuaru, wobec określonych propozycji artystycznych, ale także sama wolność artysty musi być szczególnie chroniona, bo jest wartością absolutnie nadrzędną”.
A jak tą wolność widzi „Zdrojewski”?
Dokładnie tak – jak robiły to stalinowskie zbiry.
Za pośrednictwem współczesnych „Wojskowych Sądów Rejonowych”, czyli tajnych „zespołów sterujących” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – całkowicie blokuje wszelkie przejawy kultury polskiej.
Polscy artyści nie mają dostępu do muzeów i galerii wystawienniczych, a tym bardziej do środków publicznych.
W muzeach prezentuje się psychopatów i degeneratów.
Myślą Państwo, że Wajda byłby dziś sławny – gdyby nie dostał od komunistów dyplomu uczelni, a potem ogromnych pieniędzy na produkcję filmów? (Wajda nie ma nawet matury)
Wajda realizował program polityczny PZPR i dlatego dziś puszy się ze swoich dokonań.
Ale ludzie naprawdę zdolni – byli przez komunistów wykluczeni z kultury.
Podobnie czyni neostalinowiec – Bogdan Zdrojewski.
Na szczęście mamy dziś do dyspozycji Internet, który pobudza kulturowo Polaków.
Dlatego dwa lata temu Zdrojewski chciał zablokować tą możliwość rozwoju kultury – poprzez próbę wprowadzenia ACTA.
Tak naprawdę wygląda u Zdrojewskiego pojęcie „wolności artystycznej”.
Artysta i teoretyk kultury

Artur Łoboda
Fundacja Promocji Kultury
fundacja.zaprasza.eu

27 listopad 2013

Przeczytaj więcej tekstów Artura Łobody > > > TUTAJ
http://www.polishclub.org/?s=Artur+Loboda

POLISH CLUB ONLINE, 2013.11.30


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 14 gru 2013, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
A co jest dowcipne dla ministra we w żoncie Tuska?

Życzenia jak złorzeczenia

Opłatek sejmowy: Radosław Sikorski gratuluje pełnomocnikowi rodzin smoleńskich „przegranej” sprawy dowodu Tomasza Merty. Widząc konsternację prawnika, wypala, że to żart.

Okazuje się, że traumatyczna dla rodziny sprawa związana z zaginionymi rzeczami po wiceministrze kultury to dla szefa polskiej dyplomacji powód do prostackich żartów.

Czwartkowy wieczór: poseł Bartosz Kownacki, pełnomocnik Magdaleny Pietrzak-Merty i poseł PiS, przychodzi na spóźnioną kolację.

– W pewnym momencie mój stolik minął minister Sikorski. Powiedział do mnie: „Moje kondolencje”. Prawdę mówiąc, nie bardzo wiedziałem, o co chodzi. I tak mu też odpowiedziałem. Na co pan minister Sikorski stwierdził, że miał na myśli umorzoną sprawę Merty. Odpowiedziałem mu więc, że ta sprawa to przede wszystkim porażka MSZ i nie widzę tu żadnego powodu do chluby. Na co pan minister stwierdził, że nie znam się na żartach. Wtedy odpowiedziałem, że nie wydaje mi się, by w sprawach Smoleńska w ogóle można było żartować – relacjonuje Kownacki.

– Cynizm i szyderstwo to broń, którą najchętniej posługuje się Sikorski wobec tych, którzy ucierpieli na skutek błędów i zaniechań ze strony jego urzędników po katastrofie smoleńskiej. Razi niepojęta, nieukrywana radość pana ministra zamiast świadomości, że sprawa rzeczy po panu ministrze Mercie to tak naprawdę klęska MSZ. Bez względu na to, czy sprawa ta została przez prokuraturę umorzona, czy też nie. Pan minister najwyraźniej kpi sobie ze spraw poważnych –ocenia incydent mecenas.

Świadkiem zajścia był Mariusz-Orion Jędrysek, poseł PiS.

– Rzeczywiście, miała miejsce taka sytuacja. Minister Sikorski zgryźliwie zaczepił posła Kownackiego, rzucając mimochodem pewne uwagi. Nawet nie zatrzymał się przy stoliku, przy którym obaj siedzieliśmy. To Bartosz zachował się jak trzeba, wstał i podszedł do ministra Sikorskiego – opowiada poseł.

Zachowanie Radosława Sikorskiego szokuje rodziny ofiar.

– Drwina z katastrofy smoleńskiej stała się pewnym obyczajem, normą dla obozu rządzącego. Zachowanie ministra Sikorskiego wpisuje się w tę poetykę – mówi wdowa po Tomaszu Mercie.

– Rozpatrując to w sferze prywatnej, zachowanie pojedynczych osób jest bolesne. Groźne jest jednak o tyle, o ile jest symptomem kondycji naszego państwa: mam tu na myśli funkcjonowanie prokuratury i MSZ – dodaje Magdalena Pietrzak-Merta.

– Cynizm i szyderstwo – tak określiłabym zachowanie pana Sikorskiego. Pamiętajmy też, że to właśnie on informował jako pierwszy, że winni katastrofy są piloci – przypomina Ewa Błasik, wdowa pod dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeju Błasiku.

Sikorski grał z Kremlem

Radosław Sikorski w gruncie rzeczy nie ma się z czego cieszyć. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w uzasadnieniu drugiego umorzenia śledztwa dotyczącego tzw. cywilnego wątku organizacji wizyt w Katyniu w kwietniu 2010 r. wytknęła szereg błędów i uchybień właśnie w działaniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i polskiej ambasady w Moskwie.

Chodziło o bezpodstawne przedłużanie notyfikacji wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 r., co zdaniem prokuratury było najbardziej jaskrawym przykładem nieprawidłowości ze strony MSZ. Prokuratura ustaliła, że resort został poinformowany o prezydenckich zamiarach udziału w obchodach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej bezpośrednio w Rosji na początku roku, 27 stycznia 2010 roku. Jednak przez prawie dwa miesiące MSZ nie wystąpiło z notyfikacją. Zamiast tego Sikorski sugerował prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu udział w uroczystościach 9 maja w Moskwie.

„Pomimo że Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało powiadomione o zamiarze udziału Prezydenta w obchodach 70. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej w dniu 27 stycznia 2010 r., notyfikacja nastąpiła dopiero 16 marca 2010 r., co umożliwiło stronie rosyjskiej (wypowiedzi Ambasadora Władimira Grinina i Dyrektora Siergieja Nieczajewa) zasadne w tym okresie twierdzenie, iż nic nie wiedzą o planowanym udziale Prezydenta RP w uroczystościach katyńskich, a także opóźniło przygotowania do uroczystości w Kancelarii Prezydenta” – stwierdziła prokuratura.

Istotny był też element wizerunkowy. Według prokuratury, takie postępowanie ze strony MSZ mogło wywołać wrażenie „opieszałości” polskich służb dyplomatycznych, a nawet wrażenie „ignorowania” przedstawicieli najwyższych urzędów. Zdaniem śledczych, MSZ dopuściło się także całej serii innych uchybień. Pracownicy polskiej ambasady w Moskwie wykazali „olbrzymią” opieszałość w uzyskaniu zgód dyplomatycznych na przelot samolotów specjalnych w dniach 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Nie nadzorowała tego centrala MSZ i dopiero dzień przed wylotem znane były ich numery.

Zamiast Wydziału Protokolarnego MSZ załatwianiem zezwoleń na przelot samolotów zajmowała się ambasada. Resort spraw zagranicznych wiedział też o stanie lotniska w Smoleńsku – MSZ wskazywało kancelarii premiera, że wizyta w Katyniu może się odbyć z wykorzystaniem tego właśnie lotniska. Śledczy wytknęli też zaniedbania ze strony działalności Ambasady RP w Moskwie. Ustalono, że kilkoro jej pracowników nie miało przed kwietniem 2010 r. jasno określonego zakresu swoich obowiązków, co oczywiście mogło rzutować na ich pracę.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zenia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 28 gru 2013, 11:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Genderopatia jest ciężką chorobą, objawiającą się niewrażliwością na człowieka, na jego atrybuty, na piękno, na ład moralny, duchowość, na ponad doczesny wymiar życia. Genderopata to osobnik kojarzący siebie z możliwościami jakie dają człowiekowi zabawy z genitaliami i czerpiący z tych zabaw cały urok życia. Czyż nie jest to zdziczenie? W ZOO między małpami możemy dojrzeć podobne zachowania.

Wulgarny aborcyjny manifest

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

Sprawa Katarzyny Bratkowskiej, feministki, wykładowcy gender studies na Uniwersytecie Warszawskim, która deklarowała wolę zabicia w Wigilię dziecka nazywanego przez nią zygotą, właściwie nie wymaga komentarza. Całe działanie Bratkowskiej jest bowiem komentarzem do wyznawanej przez nią ideologii. Jednak warto w święto dzieci zamordowanych przez Heroda – Młodzianków Męczenników na ten manifest aborcyjny zwrócić uwagę.

Kiedy 5 grudnia br. wygłosiłem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu wykład pt. „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”, dwa dni później przedstawicielki poznańskich gender studies wystosowały list do minister Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, zarzucając „rosnącą agresję księży Kościoła Katolickiego wobec feministek/feministów, osób zajmujących się problematyką gender”. Pani minister błyskawicznie odpowiedziała stosownym oświadczeniem z 12 grudnia, podkreślając, że według katolickich krytyków pojęciu gender „przypisuje się nieprawdziwe znaczenia i próbuje udowadniać, że gender to niszczenie rodziny, seksualizacja dzieci, dowolność wyboru płci czy odrzucanie macierzyństwa”.

Pani Bratkowska wypowiedziała sobą – z niezwykłą ekspresją – manifest będący komentarzem do tego dyskursu i sporu. Jej manifest brzmi: „ależ tak, ze swej istoty radykalny feminizm oraz ideologia gender są odrzuceniem macierzyństwa, niszczeniem rodziny i pogardą dla człowieczeństwa”. Ten manifest został wsparty dodatkowo przez jej kolegę z gender studies w Warszawie, dr. hab. Jacka Kochanowskiego, prymitywnie i prostacko orzekającego o wartości życia poczętego (sugestia napisana na Twitterze, by Bratkowska „wyskrobaną zygotę” „zapeklowała w słoju” i wysłała do kanonizacji).

Jest w całej tej przerastającej wartościowanie (jak bowiem nazwać to wszystko – nieludzkie? wulgarne? bestialskie?) sprawie aspekt nad wyraz interesujący. Otóż Katarzyna Bratkowska, odpowiadając ojcu Kramerowi na jego propozycję adopcji dziecka nienarodzonego, opisuje dość wnikliwie relację kobiety i potomka w kategoriach macierzyństwa: „Mam w sobie potężny sprzeciw wobec mówienia przez kogokolwiek poza matką o tym, że od początku ciąży mamy do czynienia z dzieckiem. Tak wolno mówić tylko kobiecie w ciąży”. Oczywiście jest tutaj radykalny subiektywizm – to tak, jakby tylko Bratkowska mogła o sobie powiedzieć: jestem Bratkowska, ale już jej rodzicom czy znajomym nie wolno byłoby tego orzec. Niemniej, w tym absurdalnym subiektywizmie Bratkowska widzi możliwość określenia przez kobietę relacji prenatalnej jako macierzyńskiej. Zdaje się nawet przypisywać jej tę możliwość jako prawo, szlachetne zobowiązanie. Tak jakby przez moment dotarło do niej to, co oczywiste. Ale tylko przez moment. Bo ostatecznie dla niej i tak zdaje się nie mieć znaczenia obiektywna prawda o tym, czy poczęte życie jest człowiekiem, czy nie. Świat kreowany przez przedstawicieli gender jest bowiem irracjonalny, odrzuca obiektywizm i rozum. Przez to jest to świat radykalnie antychrześcijański, wrogi człowiekowi.

Autor jest etykiem, kierownikiem Zakładu Katolickiej Nauki Społecznej UAM w Poznaniu, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/63678,wul ... ifest.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zdziczenie
PostNapisane: 28 gru 2013, 12:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Nie obrażajmy małp - one stoją na zdecydowanie wyższym poziomie niż genderowcy. Wiedzą, kto samiec, a kto samica. Genderowcom bardzo daleko jeszcze do małp i wątpliwe, by zdołali małpom kiedykolwiek dorównać.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /