Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 25 sty 2011, 19:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2011/01/25 ... -sie-stac-“wizytowka-miasta”/

Władze Kielc starają się o dotację na przebudowę synagogi, która ma się stać “wizytówką miasta”

Zatem w Polsce nie polskie zabytki, którym pozwala się niszczeć, ale żydowskie mają być wizytówkami?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 16 lut 2011, 18:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/44769

Pan Szeremietew przewiduje, jaka będzie zawartość przyszłego (zapewne już ogólnoeuropejskiego) podręcznika historii odnośnie udziału Polski w drugiej wojnie światowej.

Kopia artykułu:

Znak to jakiego czasu?
Romuald Szeremietiew, wt., 15/02/2011 - 21:13

Z przyszłego podręcznika historii: „Drugą wojnę światową wywołała Polska. Powstanie państwa polskiego w 1918 r., po zakończeniu I wojny światowej, naruszyło europejska równowagę sił. Państwo polskie najpierw zajęło siłą ziemie należące do Niemiec, Rosji i Austrii, a następnie rozpętało wojnę z Rosją chcąc jej odebrać Białoruś i Ukrainę. Piłsudski starał się też związać się z Hitlerem, aby przy pomocy Niemiec odebrać Rosji ziemie, których nie zdołał zagrabić w 1920 r. Jednak Hitler chcąc zachować pokój polskie starania odrzucił wybierając sojusz ze Stalinem. Niemcy zdając sobie sprawę z awanturnictwa Polaków, chcieli ich spacyfikować. Sądzili, że przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy i zbudowanie autostrady przez terytorium Polski do Prus Wschodnich otrzeźwi polskie władze. Niestety minister spraw zagranicznych Beck odrzucił umiarkowane postulaty Hitlera. Polska przeprowadziła mobilizację swoje armii. W obawie przed ofensywą polskiej kawalerii na Berlin Niemcy musiały podjąć działania prewencyjne wymuszające na wschodzie pokój. W tej operacji pokojowej Niemcom pomógł Związek Sowiecki. We wrześniu 1939 r. problem polski został rozwiązany. Wówczas Polacy, genetyczni antysemici, swoją wściekłość po przegranej wyładowali na milionach bezbronnych Żydów. Wymordowali ich. Następnie dopuszczając się licznych zbrodni na Niemcach zagarnęli ich ziemie nad Odrą i Bałtykiem skąd wypędzili miliony Niemców. Dokończyli też zbrodni na Żydach rabując ich mienie, a także okradając zwłoki zamordowanych. ...”
Więcej..

Romuald Szeremietiew - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 18 mar 2011, 21:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/46404

Jedwabne - pierwsza z podłych kalumni żydowskich, krzywdzących nie tylko mieszkańców tego miasteczka, ale także cały naród Polski. Zbrodnia dokonana przez specjalną grupę Gestapo bezczelnie i wbrew elementarnej logice przypisana została mieszkańcom miasteczka.

Kopia artykułu:

Jedwabne - oszczerstwa zapłatą za bohaterstwo
avatar użytkownika Michał St. de ZieleśkiewiczMichał St. de Z..., pt., 18/03/2011 - 11:50

Tekst wykładu wygłoszonego przez wybitnego przedstawiciela inteligencji polskiego pochodzenia w USA – prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego (m.in. więźnia Auschwitz i Saksenchausen) w 60 rocznicę Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce w dniu 8 czerwca 2002 r. w Georgetown University Washington, DC.

Tło historyczne
Dziś, kiedy staramy się dojść do prawdy o tragedii w Jedwabnem sprzed sześćdziesięciu lat, wielu z nas odczuwa głębokie rozgoryczenie, obserwując fałszywą politykę przeprosin i skruchy ze strony ludzi, którzy starają się napisać nową wersję historii Polski. To rozgoryczenie jest chyba najgłębsze wśród mojego pokolenia - weteranów nazistowskiego i sowieckiego terroru.
Jest rzeczą jak najbardziej właściwą, żeby pan Miller, polski premier, wspominał z czcią cierpienia Żydów w Polsce i innych krajach. Natomiast w najwyższym stopniu niewłaściwe jest przypisywanie Narodowi Polskiemu zbrodni w Jedwabnem, by w ten sposób oczyścić od tego mordu winnych go Niemców - nazistów, i przy tym jednocześnie wybielać zbrodnie komunistów w Polsce.
Pamiętajmy, że terror sowiecki i niemiecki w Polsce był zapłatą za bohaterstwo, z jakim Naród Polski oparł się i bolszewikom, i nazistom niemieckim. W 1920 roku opór Polski uniemożliwił wybuch rewolucji światowej opartej na siłach rosyjskich i niemieckich pod wodzą Lenina. Następnie w 1939 roku Polska przeszkodziła strategii Hitlera, dzięki której miał on zdominować świat. W czasie okupacji Polacy walczyli bohatersko w armii, lotnictwie i marynarce wojennej, jak również w utworzonym przez siebie największym ruchu oporu w Europie, stworzyli polskie państwo podziemne. Bohaterski opór zbrojny trwał przez pierwsze lata powojennej okupacji sowieckiej.
Terror sowiecki groził Polsce od chwili odzyskania niepodległości, kiedy Polacy toczyli wojny o granice swego odradzającego się państwa. Wtedy, pod dowództwem Józefa Piłsudskiego, najważniejszym polskim zwycięstwem było pokonanie inwazji bolszewickiej w 1920 roku. Lenin usiłował zająć Polskę i rozpętać komunistyczną rewolucję światową w oparciu o Rosję i Niemcy. Miliony Niemców, komunistów, a także ludzi rozgoryczonych przegraną w wojnie światowej, było gotowych poprzeć rząd komunistyczny, który miał odzyskać dzięki Leninowi, nasze Słowiańskie zachodnie ziemie polskie - byłego zaboru pruskiego.
Polskie zwycięstwo zniszczyło plany rewolucji światowej Sowietów, którzy odpłacili się Polakom terrorem i w latach 1939-41 wymordowali więcej obywateli polskich niż Niemcy w tym samym czasie. Około czterech piątych wszystkich zabitych zostało aresztowanych na skutek donosów do NKWD przez miejscowych kolaborantów, głównie żydowskiego pochodzenia. Blisko 22.000 członków elity polskiej zostało wpisanych na listę Ł. Berii* wiosną 1940 roku i wykonano na nich wyrok śmierci.
W styczniu 1939 roku Polska odmówiła przystąpienia do antykominternowskiego paktu. Było to punktem zwrotnym w historii świata, ponieważ Japonia, po zawarciu paktu z Niemcami przeciw Rosji Sowieckiej w 1936 roku, zaatakowała Związek Sowiecki już w 1938 roku, w przekonaniu, że Niemcy z pomocą Polski wkrótce zaatakują Sowiety z zachodu. Hitler, chory na chorobę Parkinsona, spieszył się, żeby dokonać swej misji dziejowej, bo uważał, że nie uda się to żadnemu innemu Niemcowi. Usilnie zabiegał o pozyskanie Polski do ataku na Sowiety. Kluczem Hitlera do zdominowania świata miał być podbój Rosji Sowieckiej, głównie przez siły niemieckie i polskie, atakujące z zachodu, oraz japońskie - ze wschodu. Zdobycie pól naftowych Rosji i Bliskiego Wschodu miało zapewnić Hitlerowi dominację nad światem i dostarczyć paliwa dla jego "zmotoryzowanej maszyny wojennej".
Polska nie tylko odmówiła paktu z Hitlerem, ale już 25 lipca 1939 roku przekazała rozwiązanie niemieckich kodów Enigmy Wielkiej Brytanii i Francji - co, według wypowiedzi amerykańskiego specjalisty D.A. Hatcha w 1999 roku, "stało się kamieniem węgielnym zwycięstwa aliantów nad Niemcami" (Center of Cryptic History, Fort Meade, Maryland). Inwazja Normandii nie byłaby możliwa bez posiadania zdekryptowanej Enigmy przez aliantów.
Jak wiemy, mimo kluczowego polskiego wkładu w zwycięstwo i kolosalnych ofiar, Polska została zdradzona przez Roosevelta i Churchilla w Teheranie i w Jałcie. Polacy nieostrzeżeni przez aliantów wykrwawiali się w beznadziejnym ale Bohaterskim Powstaniu Warszawskim, tracąc kwiat młodzieży. Polska została oddana Sowietom i po pacyfikacji przez NKWD stała się państwem satelickim, podległym Rosji Sowieckiej.
Tragedia w Jedwabnem - archiwa niemieckie i dwa groby
10 lipca 1941 roku Niemcy terrorem poprowadzili Żydów jedwabieńskich na miejsce ich masakry. Zastrzelili około 50 i spalili żywcem około 250 (nie 1.600 czy 1.800, jak doniosła prasa amerykańska na podstawie fałszywych informacji zawartych w książce-paszkwilu na Polskę "Sąsiedzi" J.T. Grossa, który zignorował sowieckie i niemieckie źródła archiwalne).
Niemcy zorganizowali sobie do pomocy volksdeutschów (znanych zdrajców i szpiegów) grupę prymitywnych kryminalistów, miejscowych i z okolicy, oraz niewykluczone, że również kilku "mścicieli". Ci ostatni, jeżeli rzeczywiście wzięli udział, to prawdopodobnie byli przekonani, że niektórzy z Żydów jedwabieńskich narazili ich samych i ich rodziny na ciężkie prześladowanie przez NKWD i zsyłki do Gułagu.
Dodatkową grupę Polaków, groźbą zastrzelenia i ciosami kolb karabinów, Niemcy zmusili do sprowadzenia Żydów do czyszczenia bruku na rynku. Jeszcze żyją świadkowie tej szczegółowo zaplanowanej niemieckiej egzekucji kilkuset Żydów jedwabieńskich 10 lipca 1941 roku. Niemcy zmusili około 300 Żydów do marszu w niby-pogrzebie betonowej głowy Lenina strąconej z pomnika w rynku. Podzielili Żydów na dwie grupy. Pierwsza była złożona z około 50 mężczyzn na tyle silnych, że mogli się rozpaczliwie bronić. Druga składała się z około 250 osób, głównie kobiet, dzieci i starców. Podczas gdy druga grupa zatrzymała się w tyle, pierwszej Niemcy kazali wejść do małej stodoły, do której klucze skonfiskowali poprzedniego dnia, kiedy to opróżnili stodołę z przechowywanych w niej maszyn rolniczych. Kazali Żydom z pierwszej grupy kopać rów w klepisku, by niby tam pochować głowę Lenina. (Gross napisał błędnie, że scena ta odbywała się na cmentarzu żydowskim.) Po wykopaniu rowu Niemcy otworzyli ogień do pierwszej grupy Żydów. Potem prawdopodobnie kazali Polakom pochować zastrzelonych. Głowę Lenina umieszczono na zwłokach w grobie pierwszej grupy ofiar. Następnie Niemcy kazali drugiej grupie wejść do stodoły, którą polali benzyną i podpalili.
Stefan Boczkowski, Roman Chojnowski i pięciu innych świadków zeznało, że widzieli, jak Niemcy palili stodołę pełną Żydów. Niemiecka półciężarówka podjechała z żołnierzami niemieckimi i puszkami z benzyną. Część żołnierzy zeskoczyła, a pozostali podawali im puszki, których zawartość wylali na ściany i podpalili. Płomienie gwałtownie ogarnęły stodołę. Pirotechniczna analiza wskazuje, że Niemcy musieli użyć około 400 litrów benzyny na mniej więcej 100 metrach kwadratowych ścian stodoły, żeby została natychmiast objęta płomieniami, które spowodowały śmierć ofiar. Następnego dnia Niemcy zmusili okolicznych rolników do wykopania rowu wzdłuż stodoły i pogrzebania w nim rozkładających się i wydzielających okropny zapach ciał ludzi z drugiej grupy. (Wysoka zawartość wody w ciele ludzkim wymaga 800 stopni Celsjusza przez około pół godziny, żeby dokonać całkowitego spalenia.)
Ludność miejscowa nie miała wtedy w ogóle benzyny. Ludzie posiadali jedynie małe ilości nafty do lamp. / nafta była na kartki/ . Zapala się ona przy temperaturze ponad 50 stopni Celsjusza. Trudno by było za pomocą nafty wywołać tak nagły pożar, bo po prostu nie pali się ona tak gwałtownie jak benzyna.
Instytut Pamięci Narodowej ustalił w 2001 roku, że ciała ofiar masakry Żydów z 1941 roku są pochowane wyłącznie w wyżej wymienionych grobach. Niestety, ekshumację grobów przerwano na skutek prośby rabina. Kompletne badanie zwłok według zasad medycyny sądowej i procedur kryminalistyki nie zostało dokonane. Tak więc nie wiadomo, ile osób zostało pogrzebanych i jaka była przyczyna śmierci każdej z nich. Na podstawie pojemności obu grobów oceniono w przybliżeniu ilość ofiar na około 200-300 osób.
Z braku kompletnej ekshumacji i dokładnej analizy na podstawie zasad medycyny sądowej jakiekolwiek ostateczne sprawozdanie IPN będzie bezwartościowe, gdyż nie ustalono przyczyny śmierci każdej z ofiar i dokładnej ich liczby. Tylko pełna ekshumacja pozwoliłaby bowiem ustalić w obiektywny sposób, w jakich okolicznościach zginęły ofiary mordu w Jedwabnem. Tak postępuje każdy prokurator czy sąd badający sprawę kryminalną z udziałem ludzkich zwłok (np. przy badaniu grobów katyńskich).
Książka Grossa,"Sąsiedzi" roi się od błędów, takich np. jak twierdzenie, że pierwsza grupa została zamordowana na cmentarzu żydowskim, a nie tam, gdzie ją znaleziono, a mianowicie w stodole. Profesor Jerzy Robert Nowak, autor książki "100 kłamstw Grossa", twierdzi, że faktycznie ustalił większą liczbę błędów niż tych 100 symbolicznie wymienionych w tytule.
M.K. Dziewanowski, profesor historii i autor wielu prac (w tym "Historii Rosji Sowieckiej", wydanie piąte w 1996 r., Princeton Hall), napisał w liście do "New York Times" o książce "Sąsiedzi": "Książka profesora Grossa nie jest poważnym opracowaniem naukowym; jest to raczej tendencyjny pamflet propagandowy pełen nieodpowiedzialnych konkluzji powziętych bez przebadania dostępnych materiałów źródłowych". / tłumaczenie m.z /
Ale trzeba też zaznaczyć, że już została wydana nowa książka "Massacre in Jedwabne, July 10, 1941, before, during and after" autorstwa dr. Marka J. Chodakiewicza, dziekana do spraw akademickich, The Institute of World Politics, w Waszyngtonie. / Masakra w Jedwabnem, 10go Lipca 1941: Wczesniej, Podczas i Pozniej,”
Wydana przez East European Monographs (Monorafie Wschodniej Europy, Boulder Colorado), Udostepniona przez Columbia University Press, New York, 2005

Opisuje ona tło zbrodni, jej przebieg i wykorzystanie dla celów propagandy antypolskiej.
W czasie śledztwa i procesów zbrodniarzy wojennych Niemcy ustalili, że wszystkie masowe egzekucje Żydów w rejonie Łomży (w Radziłowie, Tykocinie, Rutkach, Zambrowie, Jedwabnem, Wiźnie) między lipcem a wrześniem 1941 roku zostały dokonane w podobny sposób przez tę samą grupę gestapo stacjonującą w Ciechanowie. Grupą tą dowodził Hauptsturmfuehrer Hermann Schaper, którego świadkowie rozpoznali w Radziłowie i Tykocinie. Metoda zastosowana przez ludzi Schapera w Jedwabnem była identyczna z wykorzystaną trzy dni wcześniej w Radziłowie. W 1964 roku urzędnik śledczy nazwiskiem Opitz w Ludwigsburgu był pewien, że Schaper dowodził egzekucją Żydów w każdej z wyżej wymienionych miejscowości koło Łomży. Naturalnie Schaper kłamał jak mógł, chcąc uniknąć zasłużonej kary za zbrodnie, mimo że przewodniczący cywilnej administracji niemieckiej rejonu Łomży z czasów wojny, hrabia van der Groeben, zeznał w sądzie pod przysięgą, że Schaper przeprowadził wszystkie egzekucje Żydów w 1941 roku w Łomżyńskiem (włącznie z Jedwabnem).
W 1974 roku sąd niemiecki skazał 68-letniego wtedy Schapera na sześć lat więzienia za morderstwa Polaków i Żydów jako dowodzącego SS-Kommando Zichenau-Schroettersburg (fakty te są cytowane w artykule Alexandra B. Rosino, historyka Holocaust Museum w Waszyngtonie, który został przyjęty do druku w "Polin", tom 16, 2003, oraz w artykule Thomasa Urbana, reportera "Suddeutche Zeitung", "Komando Schapera", "Rzeczpospolita", 1-2 września 2001).
Byłoby rzeczą logiczną, gdyby Instytut Pamięci Narodowej w 2002 roku wystąpił o wydanie Schapera przez władze niemieckie jako oskarżonego albo przynajmniej zażądał przesłuchania go pod przysięgą przez sąd niemiecki. Zamiast tego ludzie z IPN przeprowadzili wywiad pozbawiony wartości w sądowym dochodzeniu, a następnie udostępnili prasie wiadomość, że Hauptsturmfuehrer Hermann Schaper "potwierdził to, co już wiadomo" (nasuwa się pytanie: "A co i w oparciu o jakie dowody tak naprawdę wiadomo").
"Imperium zła" i polityka przeprosin i skruchy
Prezydent Reagan miał rację, że rządy partii komunistycznej stanowiły "imperium zła", które przez blisko pół wieku rządziło Polską za pomocą terroru. Teraz pod nazwą Sojuszu Lewicy Demokratycznej postkomuniści zaczynają zachowywać się jak władcy, którzy obwiniają Naród Polski za zbrodnie dokonane przez komunistów w "imperium zła". Są to oczywiście zarzuty fałszywe.
Zarówno były prezydent Polski A. Kwaśniewski, jak i były premier L. Miller chcą w ten sposób wybielić zbrodnie rządów komunistycznych, w których obaj byli wysoko postawionymi aparatczykami.
To właśnie aparat terroru ich partii zorganizował pogrom kielecki na rozkaz Moskwy w 1946 roku. Wtedy to Ostap Dłuski, kierownik wydziału zagranicznego Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej, napisał 25 września 1946 r. list do komunistycznego ambasadora Polski w Paryżu Stanisława Skrzeszewskiego, żeby ten zorganizował we Francji kampanię oszczerstw i uzyskał publiczne potępienie Polaków za pogrom kielecki *. Była to akcja podobna do dzisiejszej akcji prezydenta i premiera Polski - oskarżania Polaków o udział w zbrodni jedwabieńskiej w 1941 roku. W 1968 roku partia prześladowała Żydów w Polsce na rozkaz J. Andropowa, wówczas szefa sowieckiego aparatu terroru. Elita partii komunistycznej, która sprawowała w Polsce rządy przez 50 lat, znowu jest przy władzy i powiela wypróbowane wcześniej wzorce.
Teraz jest im najwygodniej ukrywać przeszłość, oskarżając Naród Polski o zbrodnie przywódców komunistycznych, którzy gnębili Polaków. Dziś stosują oni "politykę przepraszania i skruchy", czego ostatnim przykładem było oczernianie Polskiego Narodu przez premiera Millera wobec prezesów żydowskich organizacji w Nowym Jorku 10 stycznia 2002 roku. W imieniu Polski przepraszał za zbrodnie dokonane na Żydach przez komunistów i nazistów. Dziś postkomuniści i liberałowie oczerniają Polaków, jakoby mordowali Żydów, podczas gdy najpierw naziści w Jedwabnem, a potem komunistyczni oprawcy w Kielcach, stali z boku i przyglądali się tym zbrodniom bezradnie.
Były prezydent i premier Polski upierają się, żeby przekazać opinii światowej, że Naród Polski pod brutalnym jarzmem nazistów niemieckich jest winien masakry społeczności żydowskiej w Jedwabnem. Naturalnie na użytek krajowy prezydent Kwaśniewski powiedział, że przeprasza Żydów w imieniu swoim i tych ludzi, którzy sobie tego życzą. W rzeczywistości na scenie międzynarodowej znaczyło to po prostu, że głowa państwa przyjęła odpowiedzialność za zbrodnie swego narodu ze wszystkimi prawnymi konsekwencjami tej wypowiedzi.
Trzeba pamiętać, że w czasie uroczystych przeprosin prezydent Kwaśniewski nie wiedział, co faktycznie stało się w Jedwabnem, bo wypowiadał się w czasie, gdy śledztwo było dopiero zapoczątkowane przez organy wymiaru sprawiedliwości. Tym postępowaniem pogwałcił niezależność wymiaru sprawiedliwości i naruszył Konstytucję, która wymaga niezależności władzy ustawodawczej, wymiaru sprawiedliwości i władzy wykonawczej w osobie prezydenta.
Poparcie udzielone J.T. Grossowi przez prezydenta Kwaśniewskiego jest rzeczą skandaliczną, zważywszy na propagandowy charakter "Sąsiadów". Tak na przykład, według Grossa, hitlerowcy starali się bezskutecznie uratować część Żydów jedwabieńskich, ale Polacy im na to nie pozwolili (!!!).
Obarczanie Polaków odpowiedzialnością za okrucieństwa popełnione na Żydach w czasach nazistowskich i sowieckich tworzy w Ameryce obraz nikczemnych Polaków w ohydnym kraju - taki przekaz dominuje obecnie na ekranach telewizji i kin amerykańskich, gdzie Polacy i Polska są przedstawiani w jak najgorszym świetle. Wyrażenie "polskie obozy śmierci" jest używane jako równoznaczne z "nazistowskimi obozami śmierci", z czego wynika dla wielu, że widocznie Polacy byli nazistami. Teraz w telewizji amerykańskiej mówią też o "polskich centrach eksterminacyjnych". Bardzo wiele osób w Ameryce myśli, że Polska walczyła po stronie Hitlera i pomagała mu w zagładzie Żydów. Tak uważają zwłaszcza ci, którzy obowiązkowo musieli brać udział w "Holocaust Studies", w których nie ma mowy o roli policji żydowskiej w gettach oraz Judenratów kontrolowanych przez gestapo i zapewniających "spokojne" transporty swoich pobratymców do obozów zagłady.
Zamiast interweniować przeciwko podobnym oszczerstwom, dyplomaci polscy w Ameryce twierdzą, że czują się osobiście winni za zbrodnię jedwabieńską. Mówią to ludzie przeważnie urodzeni po wojnie, którzy najwyraźniej postępują według poleceń swoich przełożonych. W ten sposób wyrażana przez nich publicznie skrucha "udowadnia" odpowiedzialność Narodu Polskiego za Jedwabne i wzmacnia oszczercze znaczenie przeprosin prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Millera.
Jest to obraz groteskowy w swojej perfidii, pod którym kryje się cel polityczny postkomunistów i ich zwolenników.
Propaganda ta nie wytrzyma konfrontacji z prawdą historyczną. Dziś niestety dominujące w Polsce media w rękach postkomunistów i popierających ich liberałów tak często nie podają prawdy, że nawet powstał termin "przekłamanie" na określenie fałszów i kłamstw propagowanych przez prasę.
W samym Jedwabnem obecne działania "wymiaru sprawiedliwości" budzą duże wątpliwości. Miejscowi ludzie mówią, że kiedy zaczęto ekshumację grobów Żydów zamordowanych 10 lipca 1941 roku w pierwszych trzech znalezionych czaszkach były dziury od kul. Badanie obu grobów zostało natychmiast wstrzymane niby na podstawie "protestu rabina" przeciwko bezczeszczeniu zwłok. W żadnym innym kraju, takim jak USA, Anglia, Francja czy Izrael, nakazana przez organy dochodzeniowe ekshumacja i badania sądowe nie mogłyby pod żadnym pozorem zostać przerwane z powodów religijnych czy innych - służą bowiem poznaniu prawdy. Wydaje się, że ten cel powinien przyświecać także IPN.
Wielu ludzi w Jedwabnem jest przekonanych, że dziury od kul w czaszkach nie były tym, czego szukali prowadzący ekshumację i dlatego też została ona przerwana. Wyłaniający się obraz nie pasował do "historii Grossa" - strzelać mogli tylko obecni tam Niemcy - chyba że wspomniany autor przyjąłby tezę, iż to rozjuszeni nienawiścią Polacy wyrwali broń próbującym chronić Żydów Niemcom i zaczęli precyzyjnie strzelać w głowy swych żydowskich ofiar.
Myślę, że na taką perfidię jednak nie zdobędzie się nawet J.T. Gross. Decyzja pochowania na zawsze dowodów rzeczowych zbrodni w dwu grobach w Jedwabnem zupełnie dyskwalifikuje prowadzone śledztwo, które powinno ustalić liczbę ofiar i przyczynę śmierci każdej z nich na podstawie szczegółowych badań, zgodnie ze sztuką medycyny sądowej.
Prawda nieraz jest bardzo trudna do ustalenia, ale nigdy nie jest tak niedostępna jak wówczas, kiedy jest niewygodna.


*moja wypowiedź o tragedii kieleckiej będzie miała miejsce około 4 lipca. W sześćdziesiątąpiatą rocznicę mordu Żydów przez NKWD

Michał St. de Zieleśkiewicz - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 05 maja 2011, 19:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=37257

Rządzące w Polsce Szwaby nie dopuszczą do powstania Muzeum Historii Polski.

Kopia artykułu:

Ujazdowski o projekcie PO: to koniec Muzeum Historii Polski
Aktualizacja: 2011-05-5 7:42 am

Propozycja ministra Zdrojewskiego dotycząca budowy Muzeum Historii Polski w innym miejscu, niż zakłada to rozstrzygnięty konkurs architektoniczny, „oznacza w praktyce porzucenie najważniejszego projektu muzealnictwa historycznego” – uważa Kazimierz Michał Ujazdowski.
Były minister kultury, członek Komitetu Politycznego PiS, odniósł się do artykułu „Gazety Wyborczej”, w którym napisano: „wybrana lokalizacja nad Trasą Łazienkowską może się jeszcze zmienić. Minister kultury proponuje, by rozważyć inną – Pałac Saski przy pl. Piłsudskiego”.
W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” minister kultury Bogdan Zdrojewski mówi o możliwym ulokowaniu muzeum w innym miejscu: – Od samego początku uważałem, że najlepszy byłby teren po dawnym Pałacu Saskim. Byłem jednak przekonany, że samego obiektu nie należy odbudowywać, bo jego wartość architektoniczna, funkcjonalna, a nawet historyczna nie jest zbyt wielka. Miejsce natomiast jest najwyższej jakości, także emocjonalnej i historycznej. Według mojej oceny w linii dawnego pałacu, w lekkim oddaleniu po lewej i prawej stronie, a także tuż nad Grobem Nieznanego Żołnierza należałoby raczej zbudować obiekt neutralny, rodzaj passe-partout, w którym byłoby i muzeum, i sale pamięci, do tego sale recepcyjne dla wszystkich, w tym gości zagranicznych składających zwyczajowo wieńce na grobie.
- Decyzja ministra Zdrojewskiego kwestionująca rozstrzygnięcie Międzynarodowego Konkursu Architektonicznego na projekt budowy Muzeum Historii Polski w pobliżu Placu na Rozdrożu nad Trasą Łazienkowską oznacza w praktyce porzucenie najważniejszego projektu muzealnictwa historycznego. Odstąpienie od projektu, który zwyciężył w rozpisanym przez ministerstwo Międzynarodowym Konkursie Architektonicznym jest wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności za podjęte publicznie zobowiązanie - podkreślił Ujazdowski.
W jego opinii, „rozważana przez ministra lokalizacja na Placu Saskim nie ma żadnych podstaw prawnych i organizacyjnych i nie może być traktowana jako forma kontynuowania projektu budowy Muzeum Historii Polski”.
- Apeluję o kontynuowanie działań mających na celu budowę muzeum na podstawie koncepcji przyjętej w konkursie i mającej realną lokalizację – napisał Kazimierz Michał Ujazdowski.
Muzeum Historii Polski powołano w 2006 r. Siedziba Muzeum, zaprojektowana przez pracownię Paczowski ET Fritsch Architectes z Luksemburga, miała powstać nad Trasą Łazienkowską. Konkurs architektoniczny został rozstrzygnięty w 2009 r. Budowa gmachu siedziby MHP miała zostać sfinansowana w 80 proc. ze środków unijnych, resztę miał pokryć budżet państwa.
Zaprojektowany przez pracownię Paczowskiego gmach Muzeum Historii Polski miał być budynkiem-mostem, którego konstrukcja złączyłaby brzegi warszawskiej Trasy Łazienkowskiej. Projekt zakładał przykrycie Trasy Łazienkowskiej na odcinku od Muzeum do Placu na Rozdrożu. Gmach miał mieć ok. 20 tys. mkw. powierzchni, z czego ok. 9 tys. mkw. będzie przeznaczone na prezentowanie wystaw.
Muzeum ma za zadanie stworzyć przekrojową prezentację najważniejszych wątków polskiej historii, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnienia powstania, obrony i kształtowania mechanizmów wolności w Polsce – począwszy od demokracji szlacheckiej aż po Solidarność. Muzeum Historii Polski prowadzi już aktywną działalność w tymczasowej siedzibie – organizuje wystawy, konferencje, imprezy miejskie np. popularny „Przystanek Niepodległość”, pikniki historyczne oraz plebiscyty.
Dyrektorem Muzeum Historii Polski jest Robert Kostro.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 05 maja 2011, 19:57 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3319
Asindziej napisał(a):
http://marucha.wordpress.com/2011/01/25/wladze-kielc-staraja-sie-o-dotacje-na-przebudowe-synagogi-ktora-ma-sie-stac-“wizytowka-miasta”/

Władze Kielc starają się o dotację na przebudowę synagogi, która ma się stać “wizytówką miasta”

Zatem w Polsce nie polskie zabytki, którym pozwala się niszczeć, ale żydowskie mają być wizytówkami?

Niestety, po wielkim Oratorium 7 Pieśni Marii w Kielcach, kolejnym sponsorowanym oratorium, miało być poświęcone listom żydówki do chłopaka. "Listy z placu zgody". I powstało.
Owacje na stojąco :shock: i co...padło.
Ambicje twórców sięgały wielkich sal koncertowych, jakie na początku rozświetlił Piotr Rubik.
Miało być odgrywane w wielu miastach, ku uciesze żydowskiego gremium, jednakże jakoś ucichło.

Miałam tam być na premierze, ale jednak nie dane mi było. I potem nawet nie żałowałam.
Cóż, kontrowersyjna Agencja współpracująca wcześniej z Rubikiem organizuje wiele żydowskich koncertów...może nawet głównie...

Zastanawiałam się wówczas dlaczego Wojciech Lubawski nie zorganizuje oratorium poświęconego tak licznym i bolesnym wydarzeniom w Kielcach.
Można by było odbarwić "pogrom kielecki", uwypuklić wiele historii tego terenu.

Nawet kiedyś w rozmowie zasugerowałam Zbigniewowi Książkowi pewien historyczny wachlarz...

Ale z czym do ludzików...
Ważniejsze miłostki jednej żydówki, niż rozpaczliwa historia świętokrzyskiej ziemi.

Cóż, dzięki panu Bogu chociaż za Świętokrzyską Golgotę i w sumie cały Tryptyk Świętokrzyski.
Wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia, jak się panu Bogu udało to w tamtych czasach uruchomić.
Bo dziś, to już chyba nie dałby rady takiego numeru wykręcić.

Właśnie np. Oratorium Polski.
Ja bym już się nawet pokusiła napisać teksty... :mrgreen:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 13 maja 2011, 17:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31715
Komunizm wciąż obecny w polskiej przestrzeni publicznej

Dopóki parlament nie uchwali wreszcie od dawna oczekiwanej przezśrodowiska kombatanckie i niepodległościowe ustawy dekomunizacyjnej, dopóty skazani będziemy na chodzenie w wielu polskich miastach i miasteczkach po ulicach Armii Ludowej, Janka Krasickiego, Zygmunta Berlinga oraz oglądanie pomników ku czci polsko-sowieckiego braterstwa broni tudzież utrwalaczy władzy ludowej.
Pomimo,żeśp. prezes Instytutu Pamięci Narodowej profesor Janusz Kurtyka już trzy lata temu wystosował apel do gmin, w których pozostały jeszcze relikty komunistycznej przeszłości, o pozbycie się ich, efekty są mizerne. Koordynujący akcję dekomunizowania przestrzeni publicznej dr Maciej Korkuć z Krakowskiego Oddziału IPN narzeka na ogromny opór władz samorządowych, które najczęściej powołują się na koszty związane ze zmianami nazw ulic, placów, mostów, instytucji publicznych oraz na niechęć mieszkańców, uważającychże skoro tyle lat mają wpisane w dokumenty określone adresy, to po co przysparzać sobie kłopotów, zmieniając je na nowe.
Wiadomo,że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a oszczędzanie publicznego grosza wystawia dobreświadectwo zarządzającym nim wójtom, burmistrzom i prezydentom, ale z drugiej strony dziwi jednak,że tak wielu Polaków nie dostrzega nic niestosownego w dalszym (choć na szczęście już tylko biernym) kultywowaniu pamięci ludzi i wydarzeń, należących do niechlubnej historii zdrady narodowej.
IPN nie może nikomu w tej materii niczego nakazać, gotów jest natomiast służyć argumentami na rzecz potrzeby usunięcia jakiegoś pomnika lub zmiany nazwy ulicy. Dr Korkuć chętnie wysyła lokalnym samorządom notki biograficzne osób oraz opisy działań organizacji, których pozostawanie w przestrzeni publicznej niepodległej Rzeczypospolitej jest jawnym skandalem. Niestety, usiłowania Instytutu nie zawsze - delikatnie mówiąc - przynoszą pożądane rezultaty.
To bardzo smutne zjawisko społeczne. Całkowicie zrozumiały apel instytucji powołanej do dbania o pamięć narodową jest ostentacyjnie (nie brak bardzo nieprzyjemnych w treści, a nawet formie odpowiedzi jego adresatów) lekceważony przez osoby sprawujące ważne funkcje publiczne w terenie. A są przecież Polsce miasta, które same poradziły sobie z tym problemem już na początku lat 90., kiedy z entuzjazmem zrzucaliśmy komunistyczne jarzmo. Za dobry przykład może posłużyć Kraków, w którym specjalna komisja Rady Miasta pod przewodnictwem dr. Ryszarda Bociana szybko i sprawnie zrobiła porządek z ulicznymi reliktami PRL.
Cóż, w tej sytuacji wypada jedynie cierpliwie poczekać na inicjatywę legislacyjną, która definitywnie, bo urzędowo, przełamie opór wielu samorządów, nie czujących obecnieżadnego dyskomfortu z powodu pielęgnowania na swoich terenachśladów zbrodniczej przeszłości spod znaku sierpa i młota.

http://bukojer.salon24.pl/306215,komuni ... publicznej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 16 maja 2011, 16:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/48438

Rządzące Polską Szwaby prowadzą agresywną wojnę historyczną z Polską.

Kopia artykułu:

Antypolska polityka Komorowskiego, IPN i Instytu Adama Mickiewicza
avatar użytkownika Andy-aandyAndy-aandy, pon., 16/05/2011 - 13:55

Antypolska polityka rezydenta Komorowskiego, IPN oraz Instytu Adama Mickiewicza

Po katastrofie smoleńskiej BBN[i] wycofało się z patronatu nad historycznym filmem dokumentalnym “Co mogą martwi jeńcy”, a Instytut Adama Mickiewicza z jego dofinansowania. Również IPN nie sfinalizował swojej umowy z twórcami filmu… [sic!]

W filmie “Co mogą martwi jeńcy”[ii] autorstwa Anny Ferens przedstawiono sprawę jeńców sowieckich w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku — jakoby eksterminowanych przez Polaków w obozach dla jeńców.

Jak pisał red. Bronisław Wildstein w materiale "Zbrodnia na zamówienie"[iii] film ten „Jest precyzyjnym, a jednocześnie atrakcyjnym filmowo studium manipulacji na ogromną skalę. O nieistniejącej zbrodni uczą się rosyjskie dzieci w szkole, a rządowi publicyści i historycy opisują masowe rozstrzeliwania, których w ogóle nie było.“

Natomiast w materiale „Skąd się biorą renegaci“ Bronisław Wildstein pisał:

"Polskiego chóru, który stanowi pudło rezonansowe moskiewskiej propagandy, nie sposób wytłumaczyć bezpośrednim wpływem Rosji.

Sprawa jest gorsza. Środki jakie uruchamiają Rosjanie, aby realizować swoją międzynarodową politykę, która podporządkowana została imperialnym ambicjom ich warstwy rządzącej, jak wszystkie zasoby na świecie są ograniczone. Nieograniczone jest natomiast zacietrzewienie i głupota w naszym kraju.

Przypuszczalnie duża część działających dziś w Polsce użytecznych idiotów uznałaby za oburzające próby przekupywania ich przez ościenne mocarstwo. Nie, oni tę robotę robią nieomal ideowo, powodowani swoimi urazami, idiosynkrazjami czy odruchami wywołanymi tresurą ze strony ośrodków opiniotwórczych III RP.“[iv]

Rzekome "polskie zbrodnie" na bolszewickich żołnierzach
O tych rzekomych — "polskich zbrodniach" na żołnierzach oraz popierającej tych bandytów ludności cywilnej — wymyślonych przez rosyjskich politycznych oszustów i propagandzistów, wydawane są w Rosji książki udające poważne prace historyczne. Mówił o tym już wcześniej w swoim wykładzie o rosyjskiej polityce historycznej polski historyk, publicysta, sowietolog i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Andrzej Nowak.[v]

Na zakończenie swojego felietonu red. Bronisław Wildstein pisze: „Dla mnie jednak najważniejsza pointa tej opowieści dopisana została w Polsce. Wydawałoby się, że przeciwstawienie się kampanii oszczerstw, którymi są informacje o rzekomych mordach na jeńcach rosyjskich, jest polską racją stanu. Patronat nad filmem Anny Ferens wzięło prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, a Instytut Adama Mickiewicza i IPN miały go dofinansować.

Antypolska polityka władz III RP
Po katastrofie smoleńskiej BBN wycofało się z patronatu, a Instytut Adama Mickiewicza z dofinansowania. Również IPN nie sfinalizował swojej umowy z twórcami filmu.“
Swoją postawę wskazującą na antypolskie chęci fetowania bolszewickich zbrodniarzy, a nie polskich żołnierzy i bohaterów, którzy zginęli w wojnie polsko-bolszewickiej — po raz kolejny wykazał nominowany przez PO prezydent RP ze WSI (Ruskiej).[vi]

Dopiero co mieliśmy na zamówienie tegoż przezydenta z WSI — budowę obrażającego polską godność, okazałego pomnika dla bolszewickich najeźdźcow poległych w słynnej bitwie warszawskiej pod Ossowem w 1920 roku. Natomiast obelisk upamiętujący żołnierzy polskich poległych w tej bitwie jest wyraźnie postrzelany i częściowo zniszczony — a nikt nie ma pieniędzy na jego renowację…[vii]

Taka antypolska polityka historyczna władz w III RP służy przecież wyłącznie rosyjskiej, antypolskiej propagandzie. A wycofanie się tych instytucji państwowych po śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z projektu popierania filmu Anny Ferenc mówi o bolszewickich korzeniach rosyjskiej agentury w rządzie Tuska więcej — niż mogloby powiedzieć cokolwiek innego…

Dotychczas bandy postsowieckich politruków lub pociotków bolszewickich zdrajców Rzeczypospolitej z KPP i sowieckich bandytów z PPR i PZPR — atakowały poległego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego za wszystko, a głównie za Jego wielki patriotyzm, religijność, uczciwość i niezłomność.

Teraz te bandy także atakują Jego politykę historyczną przynosząc kolejne szkody historycznej prawdzie oraz Rzeczypospolitej.



——————————
O komunistycznej, antypolskiej propagandzie w PRL-bis napisałem w notce “Komunistyczna propaganda w III RP o 'Cudzie nad Wisła' i jeńcach rosyjskich”.

[i] BBN — Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jest organem podległym prezydentowi RP. Niestety, obecny urzędujący rezydent w III RP został mianowany przez WSI, mających z kolei swoich szefów na rosyjskim Kremlu...
[ii] Film Anny Ferens “Co mogą martwi jeńcy” TVP1 miał być wyemitowany 17 września 2010, o znakomitej dla widzów godz. 0:50.
[iii] Bronisław Wildstein "Zbrodnia na zamówienie“, “Rzeczpospolita“, http://blog.rp.pl/wildstein/2010/09/12/ ... amowienie/.
[iv] Bronisław Wildstein "Skąd się biorą renegaci", 15-01-2011, "Rzeczpospolita", http://www.rp.pl/artykul/594487_Wildste ... gaci-.html.
[v] Miejsce Polski w rosyjskiej polityce historycznej (1/4) - prof. dr hab. Andrzej Nowak, http://www.youtube.com/watch?v=lXCjpZcr ... r_embedded.
[vi] Słowa “prezydent ze WSI (Ruskiej)“ widocznie „są agresywne“ — a ponieważ zostały użyte w moim komentarzu o antypolskim prezydencie Komorowskim, to komentarz ten nie został zamieszczony na blogu red. Bronisława Wildsteina z 12 września w Rzeczpospolitej…
[vii] O tym obelisku napisałem w notce ”Komorowski i Kunert — a cmentarz polskich żołnierzy w Ossowie", http://salski.salon24.pl/221857,komorow ... -w-ossowie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 04 cze 2011, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/ksiazka-o-weterani ... 011/06/02/

Gdy wysocy urzędnicy państwa polskiego wspomagają kłamliwe opluwanie naszej wspaniałej historii, Polonia propaguje prawdę, przypominając szlachetną postawę Polaków i ich bohaterstwo.

Kopia artykułu:

Książka o weteranie AK podbija USA
KSIĄŻKA, MUZYKA, FILM | CZERWIEC 2, 2011 O GODZINIE 15:21

Okładka bestsellerowej książkiW Stanach Zjednoczonych rekordy popularności bije książka „Quiet Hero: Secrets From My Father’s Past”, opowiadająca o losach Ryszarda Kossobudzkiego. Wspomnienia spisane przez jego córkę, znaną dziennikarkę Ritę Cosby, trafiły właśnie na listę bestsellerów „New York Timesa”.
„Cichy bohater: sekrety z przeszłości mojego ojca” to historia Ryszarda Kossobudzkiego, nastoletniego uczestnika Powstania Warszawskiego, następnie więźnia niemieckiego obozu jenieckiego. Pod koniec wojny udało mu się uciec i przedostać do strefy kontrolowanej przez zachodnich aliantów. Po wojnie wyjechał do USA, gdzie przyjął nazwisko Cosby.
Rita, jego córka, o przeżyciach ojca dowiedziała się dopiero niedawno, gdyż wcześniej nie chciał on podejmować tego tematu. Udało jej się jednak namówić go na przedstawienie tego okresu życia. Razem odwiedzili Polskę, gdzie Kossobudzki spotkał się ze znajomymi z okresu wojny. Autorka, znana dziennikarka, historię ojca umieściła w szerszym kontekście bohaterskiej walki Polaków. Jak powiedziała na jednym ze spotkań promocyjnych:
„Mam nadzieję, że dzięki mojej książce Amerykanie poznają kawałek historii i dowiedzą się o bohaterstwie polskiego narodu. Mój tata nie jest jedynym bohaterem. Było ich wielu”
i dodała:
„Niewielu Amerykanów wiedziało i rozumiało Powstanie Warszawskie i niesamowite poświęcenie Polaków walczących podczas wojny. Będą mogli teraz się dowiedzieć z książki jak przejmująca jest nasza historia i jak powinniśmy być z tego dumni”.
Książka zbiera w USA świetne recenzje i, co najważniejsze, znajduje uznanie wśród licznych nabywców. Cieszy tak znakomita reklama Polski za oceanem.

Mateusz Zbróg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 06 cze 2011, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2011/06/05/at ... iego-trwa/

Kolejny polski historyk szykanowany za głoszenie prawdy o chlubnej przeszłości Narodu Polskiego.

Kopia artykułu:

Atak na historyka prof. Mirosława Piotrowskiego trwa
WALDEMAR GLODEK, 5 CZE 2011 O 7:47

W tekście zatytułowanym "Gry wokół historyka" redakcja "Naszego Dziennika" opisuje charakterystyczną i bulwersującą sytuację w Lublinie:
“Trwa nagonka na prof. Mirosława Piotrowskiego w związku z książką o Narodowych Siłach Zbrojnych na Lubelszczyźnie. Niespożytą aktywnością w dyskredytowaniu Piotrowskiego wykazują się w ostatnich miesiącach dwaj pracownicy naukowi Instytutu Historii KUL – prof. Mirosław Filipowicz i prof. Rafał Wnuk. Wsparcia medialnego i gościnnych łamów udziela regularnie publikująca na ten temat "Gazeta Wyborcza". Czy celem akcji nie jest czasem utrącenie młodego, zdolnego historyka o niezależnych poglądach i przejęcie kierowanej przez niego Katedry Historii Najnowszej KUL?”
"Nasz Dziennik" opisuje, że sprawa zaczęła się latem ubiegłego roku od recenzji książki Piotrowskiego o Narodowych Siłach Zbrojnych na Lubelszczyźnie. Jej autorem jest dr Sławomir Poleszak, który w 2009 r. zastąpił prof. Rafała Wnuka na stanowisku Naczelnika Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie.
Nieoficjalnie mówi się o wsparciu Poleszaka przez grupę profesorów z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, a także że tekst recenzji został przekazany pracownikom Instytutów Historii PAN i KUL oraz że praca nad nim odbywała się w godzinach służbowych zajęć Poleszaka i został on sporządzony wspólnie z innymi pracownikami IPN w Lublinie.
Recenzję konsultowano m.in. z dr. hab. Piotrem Niwińskim – historykiem i pracownikiem Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego.W artykule na ten temat czytamy:
“Trudno nie zapytać w tym miejscu, czy w przygotowywanie recenzji zaangażowani byli także Wnuk i Filipowicz? Przez ponad pół roku pracowało nad nią co najmniej kilkanaście osób. Tak potężna grupa ludzi przejęta szukaniem niedociągnięć książki skłania do poważnego zastanowienia się, kto wydał zlecenie na prezentującego wyraźne i jasne poglądy Piotrowskiego? Komu więc naraził się Piotrowski, że w dyskredytowanie jego książki i dorobku naukowego zaangażowano aż tak dużą grupę naukowców?”
W liczącej 27 stron odpowiedzi na recenzję, którą przygotowało dwoje historyków – dr Ewa Rzeczkowska z KUL i prof. Zbigniew Karpus z UMK, wykazano, że Poleszak zawarł w swoim tekście ponad 70 nieprawdziwych informacji na temat książki i dorobku naukowego Piotrowskiego. Po otrzymaniu odpowiedzi na recenzję Poleszak wycofał swój tekst, zaś Piotrowski poruszony liczbą nieprawdziwych informacji na temat książki i swojego dorobku naukowego oddał sprawę do sądu.
Sąd Okręgowy w Lublinie we wstępnej fazie postępowania uznał racje Piotrowskiego i nakazał skierowanie sporu na salę sądową. W uzasadnieniu postanowienia sądu napisano, że treści zawarte w recenzji Poleszaka nie mają jedynie postaci krytyki naukowej. Sąd stwierdził:
“W sprawie niniejszej mamy więc do czynienia z dwojakim rodzajem argumentów zawartych w recenzji sporządzonej przez Sławomira Poleszaka. Z jednej strony odnoszą się one do faktów historycznych, które w ramach dyskusji naukowej mogą być kwestionowane i oceniane, z drugiej zaś mamy do czynienia z krytycznymi wypowiedziami autora recenzji pod adresem Mirosława Piotrowskiego, które odnoszą się wprost do jego osoby i podlegają badaniu w ramach kryterium prawdy i fałszu.”
Pozytywna dla Piotrowskiego decyzja sądu zaktywizowała Filipowicza i Wnuka. Już dwie godziny po ogłoszeniu orzeczenia zapadła decyzja o napisaniu listu otwartego.
Zawierał on żądanie wycofania przez Piotrowskiego aktu oskarżenia przeciw Poleszakowi. Do akcji wkroczyła "Gazeta Wyborcza" w swoim stylu, organizując kampanię przeciw Piotrowskiemu.
Według "Naszego Dziennika" Wnuk i Filipowicz pełnią też nieoficjalną funkcję "stałych informatorów" "Gazety Wyborczej" i regularnie dostarczają temu medium informacji z posiedzeń Rady Wydziału Nauk Humanistycznych KUL. "Gazetowym" tematem nr 1 stała się kuriozalna sprawa rzekomego "wytupania" Piotrowskiego przez Radę Wydziału w trakcie jej posiedzenia 13 kwietnia 2011 roku.
Mimo że dziekan WNH prof. Krzysztof Narecki i kilku innych uczestników posiedzenia potwierdziło, że żadnego "tupania" nie słyszeli, następnego dnia w ogólnopolskim wydaniu "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł: "Na KUL wytupali profesora Piotrowskiego, europosła PiS". Ponadto dziekan Krzysztof Narecki w rozmowie z dziennikarzem "Gazety Wyborczej" Pawłem P. Reszką również potwierdził, że w trakcie wystąpienia Piotrowskiego na posiedzeniu Rady WNH "tupanie" nie miało miejsca. Wielu uczestników posiedzenia Rady Wydziału przekazywało w prywatnych rozmowach, że w końcu rozumieją, o co tak naprawdę toczy się gra. W tekście "Gazety Wyborczej" znalazło się jeszcze sześć innych nieprawdziwych informacji, których sprostowania "Gazeta" odmówiła. "Gazeta" regularnie odmawia publikacji oświadczeń i sprostowań Piotrowskiego.
"Nasz Dziennik" stwierdza:
“Zastanawia determinacja Filipowicza i Wnuka oraz zaangażowanie "Gazety Wyborczej" w działaniach przeciwko Piotrowskiemu. Zarówno Filipowicz, jak i Wnuk to pracownicy tego samego Instytutu Historii KUL, a więc koledzy Piotrowskiego z sąsiednich pokoi. Czyżby zatrudnienie w KUL w 2008 r. Wnuka, a także plany powierzenia mu katedry o tej samej nazwie i podobnym zakresie zadań badawczych jak istniejąca od wielu lat katedra kierowana przez Piotrowskiego były elementem zaplanowanej gry wokół historyka? Czy celem tej gry nie jest ograniczenie działań, a następnie przejęcie kontroli nad sprawnie działającą Katedrą Historii Najnowszej? Być może nie w smak jest niektórym, że młody i rzutki naukowiec zrobił szybką karierę naukową, a teraz osiąga sukcesy w polityce?”
wu-ka, źródło: Nasz Dziennik
Za: wPolityce.pl, 2011-06-04
Warto zacytowac jeszcze jeden fragment artykule Naszego Dziennika w ktorym autor, Ewaryst Błotnicki przybliza nas do srodowiska skad to “wytupywanie” sie dzialo:
Wśród potępiających znaleźli się m.in.: prof. Emil Horoch, znany w Lublinie piewca "etosu" żołnierzy Armii Ludowej, Jerzy Wojciech Borejsza, syn działacza komunistycznego, szefa pierwszej komórki cenzury w Polsce i bratanek Józefa Różańskiego – jednego z najokrutniejszych ubeckich katów, szefa Departamentu Śledczego MBP, a także prof. Feliks Tych, wieloletni dyrektor Archiwum KC PZPR, były dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma. Prywatnie prof. Tych jest zięciem Jakuba Bermana, jednej z czołowych postaci polskiego stalinizmu

Nasz Dziennik, 3 czerwca 2011, Nr 128 (4059)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 19 cze 2011, 12:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Pogląd jednego z polskich Żydów na naukę, jak widzimy z praktyki, odpowiadający prawdzie:
Nauka to jest towar. Naukowiec to jest ten, co z ten towar żyje. Jeżeli na towar prawdziwy kupca nie ma, a za towar fałszywy jest duży pieniądz, to ja się ciebie pytam: Który towar naukowiec ma produkować?

To wyjaśnia, dlaczego polska historia oficjalna tak bardzo różni się od rzeczywistej na niekorzyść Polski, to wyjaśnia, dlaczego archeolodzy wbrew oczywistym faktom interpretują swoje znaleziska na korzyść germańską, a nie słowiańską, to wyjaśnia, dlaczego w polskiej wikipedii Kopernik nie jest Polakiem, choć z tak ogromnym poświęceniem walczył o polskość Warmii. Wyjaśnia to wiele cudów dokonywanych przez historyków na historii najnowszej, starszej i najstarszej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 21 lip 2011, 21:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2129

Pan Michalkiewicz nie pierwszy raz porusza problem pełnej bezczelnych kłamstw antypolskiej polityki historycznej prowadzonej przez wrogów Polski na obszarze naszego państwa, a także poza granicami Polski.

Kopia artykułu:

„Przyznaj się!”
Komentarz • „Dziennik Polski” (Kraków) • 20 lipca 2011

Historia, jak wiadomo, się powtarza, toteż nic dziwnego, że wobec perspektywy utworzenia na „polskim terytorium etnograficznym” Żydolandu, mamy do czynienia z recydywą stalinowskiej polityki historycznej, która ma Żydolandowi dostarczyć pozorów moralnego uzasadnienia. Pierwotna stalinowska polityka historyczna forsowała tezę o współpracy Armii Krajowej z Gestapo i dlatego rozmaite Romkowskie czy Fejginy łamali akowcom kości i zrywali paznokcie, żeby się do tej kolaboracji przyznali. Dzisiaj kolaboracja z Niemcami uchodzi za szczyt politycznej mądrości, więc chodzi o stopniowe przerzucanie odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej z Niemiec na winowajcę zastępczego - Polskę oraz dostarczenie opinii światowej uzasadnienia narzucenia Polakom kurateli szlachty jerozolimskiej.
Podobnie jak w wieku XVIII, światowa opinia jest przekonywana, że Polaków nie można pozostawić samopas, że trzeba roztoczyć nad nimi polityczną kuratelę - ale już nie dlatego, że nie potrafią sami się rządzić, tylko dlatego, że w przeciwnym razie ZNOWU zrobią coś okropnego. Wykonawcami tej polityki historycznej są nie tylko wynajęci przez wpływowe środowiska żydowskie „światowej sławy historycy” w rodzaju Jana Tomasza Grossa, ale również rzesze kolaborantów, którym ton nadają „maleńcy uczeni” z „Gazety Wyborczej”, pedagogizujący mniej wartościowy naród tubylczy, żeby się przyznał - tym razem do holokaustowania Żydów.
Mimo odmienności tez dawnej i obecnej polityki historycznej, cel pozostaje identyczny, podobnie jak metoda: „przyznaj się”! Niedawno do grona pedagogizujących dołączył nawet JE bp Mieczysław Cisło od dialogu z judaizmem. „Maleńcy uczeni” - wiadomo: liczą na okruszki ze stołu pańskiego. Na co liczy Jego Ekscelencja? Czyżby naprawdę myślał, że upragniona „wiosna Kościoła” nastanie dopiero w Żydolandzie? To już prędzej zmartwychwstaną Romkowski z Fejginem, którym „maleńcy uczeni” właśnie prostują ścieżki.

Stanisław Michalkiewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 22 lip 2011, 14:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2011/07/22 ... pomnieniu/

Rządzący już tysiące razy czynem dowiedli, że Polską nie rządzą Polacy.

Kopia artykułu:

Bohaterowie odchodzą w zapomnieniu
Posted by Marucha w dniu 2011-07-22 (piątek)

Obrazek

Ani Bogdan Klich, ani żaden z jego zastępców nie pofatygowali się na pogrzeb jednego z ostatnich westerplatczyków.
Na pogrzeb jednego z ostatnich obrońców Westerplatte – ppor. Aleksego Kowalika, nie pofatygował się ani minister obrony narodowej, ani żaden z jego zastępców.
W 2009 roku pogrzeb Harry´ego Patcha, ostatniego brytyjskiego weterana I wojny światowej, zgromadził tysiące osób, rząd zaprosił dyplomatów z krajów europejskich, mowę pożegnalną wygłosił gen. Richard Dannatt, szef sztabu generalnego brytyjskiej armii.
- Kowalik był w moim wieku. Służył w innej jednostce, która później przyjechała na Westerplatte. Na jego pogrzebie powinien być ktoś z ministerstwa – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” kpt. Ignacy Skowron, obrońca tranzytowej składnicy broni na Westerplatte w wojnie obronnej 1939 roku.
W krajach zachodnich weteranów wojennych traktuje się jak bohaterów, a ich pogrzeby są ogromnymi uroczystościami patriotycznymi, z udziałem władz państwowych.
Aleksy Kowalik przed wybuchem II wojny światowej pracował na roli. W czasie mobilizacji został przydzielony do 77. Pułku Legionów w Lidzie. Stamtąd 31 lipca 1939 roku skierowano go na Westerplatte. Podczas wrześniowych walk obsługiwał działko przeciwpancerne. Zniszczył m.in. cysternę, za pomocą której Niemcy chcieli spalić obrońców. Po wojnie otrzymał nominację na podporucznika w stanie spoczynku. Został również odznaczony m.in.: Krzyżem Walecznych, Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 10 lipca w wieku 96 lat. Pogrzeb odbył się dwa dni później w Blachowni na cmentarzu przy parafii Najświętszego Zbawiciela.
„Nasz Dziennik” ustalił, że na uroczystości żałobnej zabrakło przedstawicieli Ministerstwa Obrony Narodowej. Nie przyjechał ani szef resortu Bogdan Klich, ani żaden z jego zastępców. Jak wynika z informacji udzielonej nam przez Janusza Sejmeja, rzecznika MON, na pogrzebie ppor. Kowalika obecna była tylko wojskowa asysta honorowa wraz z posterunkami honorowymi, wystawionymi przez żołnierzy 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca.
Zażenowany tym faktem jest Romuald Szeremietiew, były minister obrony narodowej. – Jest to co najmniej nietakt, chociaż nazwałbym to ostrzej – skandalem. Dlatego że obrona Westerplatte jest pewnym symbolem, jeśli chodzi o tradycję wojskową. To był wielki, bohaterski czyn – mówi Szeremietiew.
W opinii Romualda Szeremietiewa, sprawa upamiętnień żołnierzy z Westerplatte jest o tyle ważna, że od pewnego czasu mamy do czynienia z próbami obniżenia rangi tego wydarzenia, poczynając od dowódcy tej placówki mjr. Henryka Sucharskiego.
- Komuś co najmniej nie wystarczyło wyobraźni, ponieważ odejście jednego z ostatnich obrońców Westerplatte jest również pewnym zdarzeniem w wymiarze symbolicznym. Odchodzą ludzie zasłużeni dla Ojczyzny i Polska powinna o nich pamiętać – zaznacza Szeremietiew.
Wskazuje jako przykład pogrzeb w 2009 roku szeregowego Harry´ego Patcha, ostatniego w Wielkiej Brytanii weterana I wojny światowej, który zgromadził tysiące ludzi, dyplomatów z krajów europejskich, a przemówienie wygłosił wówczas m.in. gen. Richard Dannatt, szef sztabu generalnego armii brytyjskiej.
- To było wielkie wydarzenie. Jakiś czas temu uznałem jednak, że nic mnie nie może już zaskoczyć w postępowaniu polskiego ministra obrony narodowej, ale po raz kolejny zostałem zadziwiony – podkreśla Szeremietiew. Według niego, jeżeli na pogrzeb w Blachowni nie był już w stanie przyjechać sam minister Bogdan Klich, to mógł chociaż wydelegować któregoś z wiceministrów.
W opinii kombatantów, obecność wysokiego urzędnika MON lub oficera wyższej rangi byłaby jak najbardziej wskazana. – Kowalik był w moim wieku. Służył w innej jednostce, która później przyjechała na Westerplatte. Powinien ktoś przybyć z ministerstwa na jego pogrzeb – przyznaje kpt. Ignacy Skowron, obrońca Westerplatte.
Generał Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, określa sytuację absencji reprezentantów MON w Blachowni jako przykrą.
- Ministerstwo to ogromna instytucja. Jest tam departament społeczno-wychowawczy i ludzie, którzy się tym zajmują. Ktoś powinien ponieść za to odpowiedzialność. Nie potrafię zrozumieć, że na pogrzebie nie było odpowiednich przedstawicieli. To bardzo przykre. Westerplatczyków można policzyć na palcach jednej ręki – zaznacza gen. Polko. Wskazuje na szacunek, jakim są otoczeni weterani w Stanach Zjednoczonych. – Podczas świąt, uroczystości wojskowych czy na przykład mojej promocji kursu „Rangersów” zawsze głównym zaproszonym nie był wizytujący generał, ale właśnie bohaterowie z dawnych czasów. Myślę, że w Polsce również powinniśmy o nich pamiętać – mówi gen. Roman Polko.
Posłowie opozycji z ubolewaniem przyjmują informację o braku przedstawicieli resortu na uroczystościach. – Smutne jest dla nas wszystkich, że minister nie widział potrzeby obecności w tak ważnej chwili. Bo przede wszystkim o takich ludzi należy dbać. Resort obrony powinien pokazać, że jest razem z rodziną zmarłego, ostatnimi westerplatczykami, tamtym i nowym, młodym pokoleniem – ocenia poseł Marek Opioła (PiS) z sejmowej Komisji Obrony Narodowej. W jego opinii, to bardzo ważny problem, bo odchodzi pokolenie obrońców Ojczyzny z 1939 roku. – Jeżeli nie będziemy o nich pamiętać i znać swojej historii, grozi nam zagłada – kwituje Opioła.
O pogrzebie Kowalika trudno znaleźć jakąkolwiek informację na stronach internetowych MON. Pod datą 12 lipca znajduje się tylko depesza, że Klich pożegnał reprezentantów Wojska Polskiego lecących na V Światowe Wojskowe Igrzyska Sportowe w Rio de Janeiro. Druga natomiast wiadomość z tego dnia dotyczy wizyty w Sztabie Generalnym WP generała broni Davida Rodrigueza, dowódcy Połączonego Dowództwa Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa w Islamskiej Republice Afganistanu.
Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 29 paź 2011, 15:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/814/moskwa-n ... u-ruskiego

Ludzie z Platformy narzekają, że historia Polski to ciągłe powstania, klęski, martyrologia, jęki. No więc proszę - mamy oto 400-lecie hołdu ruskiego. Władca największego obszarowo na świecie mocarstwa korzy się u stóp króla Polski. Wielki triumf - a gdzie jest PO. Gdzie te pompy i utożsamianie się z sukcesami. Skoro powstania i klęski tak dołują, to Polska ma wiele też triumfów, nawet takich, o których inne państwa wciąż tylko marzą i marzą. Bo tylko u stóp polskiej głowy państwa klęczała rosyjska głowa państwa. Nikt poza Polską nie uzyskał w dziejach takiego triumfu nad Rosją. Dlaczego Gronkowiec nie urządza festynów w Warszawie, gdzie przedstawienie na Zamku Królewskim, dlaczego media milczą - ponoć przecież Polska jest dziś wolna, jak nas zapewniają. Minęło równo 400 lat od politycznego triumfu nieznanego wcześniej ani później ludzkim dziejom, a w mediach cisza - i w Polsce, i na całym świecie. Ani be, ani me. Skoro klęsk POwcy nie lubią, to można było sądzić, że chociaż sukcesy polubią. A jednak i polskich sukcesów też nie lubią, i to chyba bardzo nie lubią. Tu już nie mają wytłumaczeń - po prostu jak się nie lubi Polski, to i jej sukcesy się pomija.

Kopia artykułu:

Moskwa nie pozwoliła świętować rocznicy hołdu ruskiego?
PiotrCybulski, 29 października, 2011 - 09:08

W roku 2010 z wielką pompą zorganizowano państwowe obchody 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, w której to szeroko pojęci „nasi”, dali Krzyżakom łupnia. To miało nas przekonać, że my Polacy, pod rządami PO-PSL, potrafimy się cieszyć ze zwycięstw i kultywujemy pamięć historyczną.
Pragnę więc zapytać: Cóż się teraz takiego stało, że w tym roku nie będziemy świętować oficjalnie 400-lecia kolejnego naszego zwycięstwa, tym razem nad Rosją? Krótki łyk historii każe mi o nim przypomnieć. Jest rok 1610. W bitwie pod Kłuszynem Rosja ponosi klęskę. Hetman Żółkiewski, mając pod sobą oddział w liczbie 7000, wygrywa z wojskami rosyjskimi, liczącymi 30000 żołnierzy, dodatkowo wspieranymi przez szwedzki korpus w liczbie 5000. Zajmuje Moskwę na dwa lata, bierze cara w niewolę i przywozi go do Warszawy.
29 października 1611 roku Krakowskim Przedmieściem przejechał pochód, o którym dziś władza jakby kazała nam już nie pamiętać. W charakterze jeńca przejeżdża nim car Wasyl Szujski razem z rodziną. Chwilę później na Zamku Królewskim oddadzą oni królowi Zygmuntowi III Wazie tzw. hołd ruski. Car odda pokłon polskiemu królowi, jego brat Dymitr będzie bił czołem w posadzkę przed polskim królem, a kniaź Iwan będzie zanosił się szlochem. Rosja zostaje upokorzona.
Być może zdaniem polskich władz, zwycięstwo Żółkiewskiego i zajęcie Kremla, nie jest wydarzeniem, które warto upamiętniać. Po cóż niepotrzebnie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia? Jeszcze nam kurek z gazem zakręci. Już wystarczy, że i tak płacimy za niego dwa razy więcej niż inni. Tymczasem ten rosyjski niedźwiedź nie ma takich skrupułów jak my.
Potrafi świętować swoje triumfy i dlatego od 2005 roku hucznie obchodzi dzień Jedności Narodowej, podczas którego Rosjanie świętują wypędzenie z Kremla… kogo? Tak, Polaków. Yhm, przepraszam, powinienem napisać „Polaczków”, bo my dla nich nie Polacy. Polacy mieliby dumę i honor. Polacy by świętowali rocznicę hołdu ruskiego.
Skoro tego nie robią, to znaczy że posłusznie słuchają się dziadka Władimira i wujka Dmitrija i żadnych rocznic hołdu ruskiego nie będą świętować i nie będą o nim pamiętać. Nadal będą Polaczkami, tymi z Polszy, tej Polszy z powiedzenia „kura nie ptica, Polsza nie zagranica”. Przez wiele lat sowieckiej kurateli nad nami, wszystkie miejsca związane z tym wydarzeniem były rugowane i sekowane, także z naszych mózgów. Nie wolno było o tym wiedzieć, mówić, pamiętać.
Tak jest zresztą i dziś. Chcąc poszukać na Wikipedii czegoś o hołdzie ruskim, nie znalazłem nic. To wydarzenie funkcjonuje tam jako… Hołd Szujskich. Sprytne, nie? Przypadek, zbieg okoliczności, szczegół taki. Tak jakby hołd pruski funkcjonował tam jako hołd Hohenzollernów. Zatem, Rodacy, zapomnijmy o hołdzie ruskim, wykreślmy z pamięci i historii to, żeśmy Rosję kiedyś sprali, Moskwę i Kreml zajęli. Bo po co nam hołd Ruski, skoro teraz mamy hołd KomoRuski?.

PiotrCybulski - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 04 mar 2012, 22:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2012/02/27/cz ... c-nazwisk/

Jaką politykę historyczną może prowadzić Polska, gdy przewodniczącym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa jest ideowy, duchowy jak i biologiczny potomek oprawców, potomek ludzi, którzy mordowali i katowali Polaków. Nic dziwnego, że człowiek ten był główną sprężyną projektu uczczenia w Ossowie zwyrodniałych morderców bolszewickich.

Kopia artykułu:

CZERWONY KIEŁ: Zbieżność nazwisk??
WALDEMAR GLODEK, 27 LUT 2012 O 18:57

Obrazek

No i proszę, ile to ciekawych informacji można wyczytać z akt paszportowych. A może okazać się, że są jeszcze jakieś UB-ecko SB-eckie teczki, bo postanowiłem sprawdzić całą familię KUNERTÓW. Inny Andrzej Krzysztof KUNERT znany historyk będąc członkiem Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie został po tragicznej śmierci Andrzeja Przewoźnika w katastrofie smoleńskiej przewodniczącym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Mamy w tym miejscu zbieżność imienia i nazwiska. Ciekawe czy „bohater” tej publikacji jeszcze żyje? Miałby obecnie 77 lat.
Przed pracą w WSI (Wyzsza Szkola Inzynierska – dop. wg) Radom byłem 17 lat pracownikiem naukowym IPPT PAN obecnie staram się o wyjazd naukowy do Moskwy do Rosyjskiej Akademii Nauk.

Przed pracą w IPPT PAN byłem pracownikiem Inst. Tworzyw Sztucznych. Książeczkę Oficera Rezerwy ukradziono mi i obecnie wyrabiana jest nowa. Oficerem Rezerwy byłem od 1965 r. w Nadwiślańskiej Jednostce KBW (nieczytelne).
Poza tem mam dużo przyjaciół w Bożnicy Nożyka w W-wa oraz Żydowskim Inst. Historycznym. Jako naukowiec mam w byłej mojej specjalności polimery szerokie znajomości z ZSRR, Wielkiej Brytanii, NRD, Czechosłowacji, Holandii oraz Izraelu.

Źródło: IPN BU 1005/131207, s. 15

Moskwa, 1987.02.15
AMBASADA
POLSKIEJ
RZECZYPOSPOLITEJ
LUDOWEJ
W ZSRR
Wydział Konsularny
Nr 39-40-87
Towarzysz Janusz SKOLIMOWSKI
Wicedyrektor Departamentu
Konsularnego
Ministerstwa Spraw Zagranicznych
w Warszawie

Dot.: Ob. PRL Krzysztofa KUNERTA, ur. 1935 r.

Ob. Krzysztof KUNERT przybył z wycieczką Orbisu do Moskwy w dn. 23.01.1987 roku. cel wycieczki: zwiedzanie Moskwy, Abakanu, Irkucka, Bracka i Nowosybirska. Ob. K. KUNERT po przybyciu do Moskwy oświadczył pilotowi grupy, iż nie zamierza uczestniczyć w realizacji programu wycieczki, uzasadniając to początkowo stanem zdrowia, a następnie przesłankami politycznymi. Jego zdaniem grupa zdominowana jest przez członków i działaczy „Solidarności" podobnie jak władze PRL.
W czasie pobytu w Moskwie Ob. K. KUNERT codziennie udawał się do Akademii Nauk w ZSRR usiłując nawiązać kontakty z pracownikami naukowymi z deklaracją współpracy w dziedzinie nauki oraz oferując wykorzystanie przywiezionych ze sobą swoich prac.

Próby rozmowy z nim telefonicznie i osobiste, podejmowane przez Dyr. Przedstawicielstwa „Orbisu" w Moskwie w obecności administracji Hotelu „Belgrad", mające na celu skłonienie go do kontynuowania programu wycieczki zakończyły się niepowodzeniem. Odmawiał on kategorycznie rozmów. Zapowiedział przy tym zamiar pozostania w ZSRR. Kilkakrotne próby kontaktu z nim przez pracowników Wydziału Konsularnego nie dały również rezultatów gdyż Ob. K. KUNERT unikał rozmów i jakichkolwiek spotkań. Administracji Hotelu oświadczył, że wręcz nie życzy sobie żadnych kontaktów z przedstawicielami urzędów PRL.

W dniu poprzedzającym wyjazd, Dyr. Przedst. „Orbis" udało się w późnych godzinach wieczornych odbyć z Ob. K. KUNERTEM rozmowę w pomieszczeniach hotelu w obecności dyr. hotelu. Poinformował go wówczas, że dnia 03.02.1987 o godz. 19.00 winien udać się na lotnisko Szeremietiewo II celem odlotu do kraju. Ob. K. KUNERT kategorycznie w obraźliwej formie stwierdził jak poprzednio, że nie chce mieć nic wspólnego z Polakami i do kraju nie wróci. Dnia 03.02.87 r. wycieczka bez Ob. K. KUNERTA odleciała do Polski.

Należy nadmienić, że w/wym. wg relacji pilota wycieczki już na lotnisku w Warszawie organa celne zakwestionowały i zatrzymały przewożone przez Ob. K. KUNERTA materiały pisemne, między innymi w języku idisz. W 2-ch listach napisanych przez niego do Przedst.. „Orbisu" i miejscowego hotelu /pierwszy w języku polskim drugi w angielskim/ oraz notatce pozostawionej recepcji hotelu żądającej podania mu telefonów wymienionych w nazwie prof. Akademii Nauk Moskwy i Leningradu – Ob. K. KUNERT posłużył się innym nazwiskiem a mianowicie Romanow K.N.

Ob. K. KUNERT pozostał na terytorium ZSRR nie posiadając wizy ani jakichkolwiek podstaw prawnych do przebywania w Moskwie. Koszty jego pobytu w hotelu /w wysokości 40 rubli dziennie/ do dnia 4 lutego 1987 r. pokrywał „Orbis". Dalsze koszty obciążyły już Ob. K. KUNERTA, który nie posiadał przy sobie pieniędzy.
Biorąc powyższe pod uwagę Wydział Konsularny poczynił u władz radzieckich starania o spowodowanie opuszczenia terytorium ZSRR przez uciążliwego turystę polskiego, jakim jest Ob. K. KUNERT.

W dniu 12-go lutego br. Wydział Konsularny został poinformowany o zatrzymaniu Ob. K. KUNERTA w celu odtransportowania go na samolot PLL „LOT" odlatującego z Moskwy do Warszawy o godz. 21.00. poinformowano nas również, że Ob. K. KUNERT zachowuje się spokojnie i prosi o pozostawienie go w ZSRR. O zamiarze władz radzieckich odtransportowania go do Polski nie został poinformowany.

Ob. K. KUNERT próbował 2-krotnie opuścić samolot /gdy zorientował się, że odlatuje do Polski/ w czym jednak przeszkodzili mu konwojujący go funkcjonariusze Milicji radzieckiej. Awantur na lotnisku nie urządzał.

O przylocie Ob. Krzysztofa KUNERTA do kraju, punkt graniczny WOP na Okęciu został powiadomiony.
(podpis odręczny)

Źródło: IPN BU 1005/131207, s. 19-21

Kunert Andrzej Krzysztof – ur. 12 października 1952 r. w Warszawie. Dr; historyk, Instytut Historii Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W 1992 założył „Fundację Archiwum Polski Podziemnej 1939-1956”. Specjalizuje się w wydarzeniach II wojny światowej. W latach 1984-1990 był redaktorem w Instytucie Wydawniczym PAX. Był redaktorem naczelnym Wydawnictwa Bellona, pracował następnie w Muzeum Wojska Polskiego. Od 2007 r. jest współwłaścicielem firmy wydawniczej i wystawienniczej „Historia z ograniczoną odpowiedzialnością. s.c.„Napisał m.in. „Polacy-Żydzi” i „Żegota” Rada Pomocy Żydom 1942-1945.

Obrazek

Źródło: http://lustracja.net/index.php/pozostal ... tof-kunert

Autor: Lesław Ma Leszka

Za: http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/0 ... zwisk.html
POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.27


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 20 mar 2012, 20:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31715
Rabies smolenscianum ciąg dalszy

A nie mówiłam, że płemieł ma odchyły ? A mówiłam ! Nawet całkiem niedawno bo przedwczoraj. Nie dość, że je ma to zaraża nimi innych...

Przy okazji ostatniego światełka pamięci (10.03.2012) i w osobnej notce („Państwo polskie zdaje kolejny egzamin”) pisałam o tym, że w Katyniu w tym roku nie będzie żadnych oficjalnych polskich uroczystości rocznicowych. Właśnie przeczytałam na niezalezna.pl kolejną informację, potwierdzającą na amen, że na 72 rocznicę mordu katyńskiego nie wybiera się do Katynia ani szanowny prezydęt RP, ani jeszcze bardziej szanowny płemieł, ani tym bardziej szanowna marszałka „1 metr w głąb” (marszałka, ministra to teraz taka nowa moda na baby POlityczki mówić, ministra „bzzzzz” to nawet sama sobie tego publicznie zażyczyła).

Niby żadna nowość ta wiadomość gdyby nie pewien drobiazg, taka wisienka na torcie i w ogóle majstersztyk. Hmmmm... ale właściwie czego majstersztyk. Chyba tylko postępującego skretynienia, wynikającego z tracenia kontroli nad sytuacją i oderwania od realiów !

Otóż kancelaria szanownego płemieła zapytana przez Redakcję Niezależnej o obchody rocznicy katyńskiej odpowiedziała ni z gruszki, ni z pietruszki - uwaga !!! :

"Gdy zostaną podjęte konkretne decyzje dotyczące udziału premiera Donalda Tuska w obchodach drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej, poinformujemy opinię publiczną."



Cierpiący na rabies smolenscianum (pisałam o tym kiedyś) płemieł pozarażał swą wścieklizną smoleńską całe swoje najbliższe otoczenie. O ministrach i posłach PO to już wiadomo od dawna, ale że i pracowników swej kancelarii ?

Albo dobrze się z tym kryli albo dopadło ich całkiem niedawno, w końcu „nowy” premier to i taka kancelaria...

Wygląda na to, że biednego Bronisława też wścieklizna premiera zahaczyła ogonem bo poinformował Niezależną, że on do Katynia w kwietniu niestety nie pojedzie. „W międzyczasie jeszcze były wybory w Rosji, które w sensie formalnym nie do końca są zakończone i ogłoszone” – raczył się usprawiedliwić, a II rocznicę smoleńską to on spędzi w kaplicy pałacowej.

Hmmmm... i teraz nie wiem – co ma Put... pardon, piernik do wiatraka czyli co mają wybory w Rosji do rocznicy katyńskiej. No i co Bronisław do jasnej anielki w tej kaplicy będzie robił. Krzyżem leżał i biczował się bo świętym chce zostać ? Np. patronem żyrandoli... A może będzie się modlił o zdrowie ? Jeśli tak no to jeszcze jak cię mogę (głowę daję, że w połowie pierwszej Zdrowaśki zaśnie) choć mnie to pachnie zwyczajną rejteradą i Bronisław zwyczajnie boi się wytknąć nosa na Krakowskie lub Powązki z obawy by nie oberwać np. jajkiem, które choć zdrożało ostatnio bo płemieł zamias ozłocić obywateli, ozłocił kurom kupry, to zawsze jakiś hojniś się znajdzie.

Pani marszałka też jeszcze nie raczyła poprzez kancelarię Sejmu poinformować czy raczy własną osobą stanąć w Katyniu czy wyśle swego przedstawiciela. Milczy... Zatem trzeba uznać, że milczenie tym razem jest znakiem potwierdzenia.



Tym razem będzie bez epilogu bo co tu dodać ??? Chyba tylko wyrazić nadzieję, że Rodziny Katyńskie i Rodziny Smoleńskie zdążą na rocznicę zorganizować wyjazd i one będą Ambasadorem Polski na uroczystości 72 rocznicy katyńskiego ludobójstwa...

Może nawet tak lepiej ?


http://niezalezna.pl/25429-prezydent-i- ... waza-katyn


http://contessabalcanese.nowyekran.pl/p ... kuje-czyli

http://contessabalcanese.nowyekran.pl/p ... lenscianum


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /