Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 08 maja 2012, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Niewypał czy świadoma zmiana polityki edukacyjnej?

"Radziecki" biuletyn IPN

Przez 11 lat Biuro Edukacji Publicznej IPN wydawało "Biuletyn IPN" - popularnonaukowy miesięcznik poświęcony najnowszej historii Polski, czyli okresowi zapisanemu w ustawie o IPN (lata 1939-1989). Każdy numer przynosił różnorodny materiał - w treści i w formie. Przez wiele miesięcy do każdego numeru dołączano też bezpłatnie płytkę z ciekawym filmem dokumentalnym. Nie tylko zresztą dokumentalnym. "Biuletyn" podarował swoim czytelnikom m.in. DVD ze spektaklami TVP o rotmistrzu Witoldzie Pileckim i o Danucie Siedzikównie "Ince". Te filmy nauczyciele chętnie wykorzystują w pracy edukacyjnej i wychowawczej, poszukują ich, wymieniają się z kolegami. "Biuletyn" miał format książkowy, można go było postawić na półce i sięgnąć do niego w razie potrzeby, by wykorzystać na lekcji czy z własnej ciekawości. Były więc wywiady ze znawcami poszczególnych problemów (redakcja starała się profilować tematycznie każdy numer), były źródłowe artykuły ukazujące ciekawe epizody, często zupełnie nieznane, z dziejów okupacyjnych i z powojennego oporu zbrojnego i społecznego przeciwko sowietyzacji Polski, były relacje i dokumenty historyczne z omówieniem, recenzje książek historycznych, kronika najważniejszych wydarzeń w IPN.

Były też mankamenty. Kolejne numery nie ukazywały się regularnie, często były podwójne, nieco opóźnione. Zainteresowani mieli trudności z ich nabyciem, zwłaszcza na terenie IPN, gdzie dystrybucja wydawnictw własnych jest od dawna wyjątkowo nieudolna, szczególnie po ustawowej likwidacji Gospodarstwa Pomocniczego IPN. Można było temu zaradzić, zobowiązując licznych pracowników Biura Edukacji Publicznej IPN w poszczególnych oddziałach do składania propozycji do "Biuletynu", ale specjalnie o to nie dbano, zostawiając często redaktorów samym sobie. Oni i tak w tej sytuacji doskonale sobie radzili: najpierw Barbara Polak, potem Jan Ruman.

I oto ktoś (?) doszedł do wniosku, że ten IPN-owski "Biuletyn" - nazywany "flagowym periodykiem IPN" - jest "za mało atrakcyjny", "za mało kolorowy" i w ogóle "za mało konkurencyjny" (tak jakby ktokolwiek badał - przy tym nieudolnym systemie dystrybucji - jego "atrakcyjność"!). Postanowiono zlikwidować "Biuletyn IPN" i zamienić go na kolorowe pisemko, jakich wiele w empikach. Wymyślono "atrakcyjny" i "nowoczesny" tytuł "Pamięć.pl". To był pierwszy poważny błąd. Tytuł funkcjonujący na rynku 11 lat ma swoją wymierną wartość i takich rzeczy się po prostu nie robi, to jest amatorszczyzna! Ktoś się w ostatniej chwili zreflektował i dodał słowa "Biuletyn IPN" jako nadtytuł - ledwie jednak widoczny i bez większego znaczenia. Skoro bowiem zmienił się format i cały layout (wzorzec typograficzny), taka wstawka nie jest żadnym nawiązaniem do tego, co było.
Nowym redaktorem został Andrzej Brzozowski - mediewista z redakcji "Mówią wieki", współautor kontrowersyjnego podręcznika dla klasy I szkół ponadgimnazjalnych "Ku współczesności. Dzieje najnowsze 1918-2006". Na stronie tytułowej tego podręcznika - jako wydarzenie symboliczne i pewnie uznane za najważniejsze w tej naszej "współczesności" - pokazano rozbieranie muru berlińskiego (kiedy już na to pozwolono...), a nie Wielki Sierpień 1980. Zważywszy, że to polski podręcznik, szokujące! W środku równie szokująca afirmacja jednej z gazet, uczestników debaty politycznej w dzisiejszej Polsce, i skandaliczne, niezgodne z kanonami podręcznika zadanie dla ucznia, który ma udowodnić, że "Gazeta Wyborcza" jest "najbardziej poczytną, atrakcyjną dla szerokiej publiczności polską gazetą". Polityczny pijar w podręczniku!

Pamięć, ale jaka?

Brzozowski pisze we wstępie do "Pamięci.pl", że "jednym z podstawowych obowiązków IPN jest przechowywanie narodowej pamięci (...), a także jej pielęgnowanie i upowszechnianie". Kiedy ktoś mówi o zadaniach IPN, to należy się spodziewać, że powołuje się na ustawę o IPN (rok 1998, z późniejszymi zmianami). Tylko że ustawa precyzuje to inaczej niż Brzozowski: mamy zachować nie tyle enigmatyczną, abstrakcyjną "pamięć narodową". Mamy zachować pamięć "o ogromie ofiar, strat i szkód poniesionych przez Naród Polski w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu". Mamy też pokazywać "patriotyczne tradycje zmagań Narodu Polskiego z okupantami, nazizmem i komunizmem" oraz "czyny obywateli dokonywane na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i w obronie wolności oraz godności ludzkiej". Do tego dochodzi "obowiązek ścigania zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości i zbrodni wojennych" oraz "powinność zadośćuczynienia przez nasze państwo wszystkim pokrzywdzonym przez państwo łamiące prawa człowieka" (chodzi o odszkodowania i unieważnienia wyroków "sądów" komunistycznych, wydanych na ludzi, którzy działali na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego). To wszystko znajdziemy w preambule IPN-owskiej ustawy. Niedostrzeganie tych wszystkich ustawowych zadań i ograniczanie ich do samej pamięci, potraktowanej "filozoficznie", jest grzechem pierworodnym, wyzierającym z każdej strony nowego periodyku.
Jak Brzozowski rozumie to "przechowywanie pamięci", dowiadujemy się już z następnego zdania: "Każdy ma prawo do własnej części pamięci narodowej". To cytat z wywiadu z prof. Andrzejem Paczkowskim, który Brzozowski przyjmuje jako "swoiste credo" nowego periodyku. Ten wywiad jest niewątpliwie najważniejszym materiałem w pierwszym numerze "Pamięci.pl", jest kluczem do zrozumienia jego koncepcji i uzasadnieniem tytułu "Pamięć.pl". Już sam tytuł wywiadu jest bardzo niepokojący: "Pułapki pamięci". Jakie pułapki mogą się kryć w pamięci o "ogromie ofiar, strat i szkód poniesionych przez Naród Polski"? Okazuje się, że największa pułapka to

damnatio memoriae

Ten łaciński termin znaczy dosłownie "potępienie pamięci" i odnosi się do starej praktyki usuwania z dokumentów, tablic czy pomników nazwisk i wizerunków osób skazanych na zapomnienie z powodów ideologicznych, bieżących politycznych etc. Praktyki znane od starożytności, szczególnie dramatyczne i brutalne w wykonaniu totalitarnych państw socjalistycznych XXwieku: Rosji bolszewickiej i Niemiec czasów Adolfa Hitlera. Wystarczy przypomnieć takie symboliczne wydarzenia, jak zniszczenie przez Niemców Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie, "aresztowanie" pomnika Jana Kilińskiego w Warszawie czy "zniemczenie" Mikołaja Kopernika. Po stronie sowieckiej mieliśmy totalną dewastację wszelkich śladów polskości na zaanektowanych Kresach, a po wojnie zmanipulowanie symboliki i treści Grobu Nieznanego Żołnierza oraz zaśmiecenie przestrzeni publicznej Polski sowieckiej memoriałami afirmującymi jawnych wrogów polskiej państwowości - takich jak Feliks Dzierżyński czy Julian Marchlewski - wiezieni do Polski w taborach armii agresora, jako przyszli rządcy "polskiej republiki rad" - i cały legion enkawudowsko-ubeckich utrwalaczy władzy sowieckiej w Polsce.


Dywagacje przy fajeczce

Fragment wywiadu z prof. Paczkowskim na temat damnatio memoriae wprawił mnie w osłupienie, potem w przygnębienie: "Tę technikę stosują wszyscy. Także III RP. Była ulica Juliana Marchlewskiego, a teraz jest Jana Pawła II, nie ma już ulicy Marcelego Nowotki, nie ma pomnika Feliksa Dzierżyńskiego"... Okazuje się, że dla prof. Paczkowskiego i autorów wywiadu - Andrzeja Brzozowskiego i Andrzeja Zawistowskiego - dramatyczne, utrudniane skutecznie przez postkomunistów działania Instytutu Pamięci Narodowej i rozumiejących problem działaczy samorządowych, by oczyścić polską przestrzeń publiczną od wrogich memoriałów upokarzających Polaków i pamięć naszych bohaterów - to tylko jeden z przejawów odwiecznej damnatio memoriae. Tylko tyle?! Profesor Paczkowski znany jest z zamiłowania do dywagacji, górskich wędrówek i fajki. Mam nadzieję, że te dziwne uwagi traktował właśnie jako dywagacje przy fajeczce, a nie jako wytyczanie fundamentów pod nowy periodyk IPN.


Pamięć narodowa czy śmietnik?

Inaczej potraktowali to redaktorzy "Pamięci.pl", obrazując nieszczęsne dywagacje dwiema ilustracjami z Pałacu Stalina w Warszawie: jedna pokazuje kamienną postać sprzed pałacu, trzymającą w lewej ręce dzieła Marksa, Engelsa i Lenina. Autorzy zauważają puste miejsce po skutym czwartym nazwisku "Stalin" i dają to jako przykład "damnatio memoriae w XXwieku". Druga ilustracja pokazuje fasadę pałacu z napisem "Pałac Kultury i Nauki" z uwagą, że neon i blacha skrywają dalszy ciąg nazwy: "im. J. Stalina". Problem nie polega na skrywaniu i na damnatio. Problem polega na tym, że w centrum Warszawy stoi ohydna architektonicznie i obca polskiej tradycji sowiecka rudera, symbol sowieckiej dominacji nad powojenną Polską, i nikomu to nie przeszkadza, choć mamy wymowny przykład z przeszłości: Polaków pierwszych lat odrodzonej Rzeczypospolitej stać było na trudną decyzję o wyburzeniu cerkwi św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim, choć był to obiekt sakralny. Ale ważniejsze było to, że "złote garby" były w ówczesnej świadomości symbolem rosyjskiego zniewolenia Polaków. Przedwcześnie zmarły poeta Edward Słoński (zm. 1926) marzył: "Połóżcie mi na trumnie, jak szablę pod obrazkiem, ostatnią cegłę z gruzów cerkwi na Placu Saskim"... Nie spotkałem się w "wolnej" Polsce, po roku 1990, z podobnymi marzeniami... "Pamięć.pl" z takim "filozoficznym" podejściem do problemu na pewno by to uznała za "damnatio".


Zagubienie "świętej Sprawy"

Od XIXwieku funkcjonuje w polskiej tradycji i literaturze pojęcie "świętej Sprawy" ("słusznej Sprawy"), używane często w publicystyce konspiracyjnej czasu wojny, m.in. kilkakrotnie w ostatnim rozkazie gen. Leopolda Okulickiego z 19 stycznia 1945. Żaden Polak nie musiał nigdy pytać, co to znaczy. Polski narodowy instytut pamięci musi tę "świętą Sprawę", oznaczającą niepodległy byt państwa polskiego, traktować jako najważniejszy punkt odniesienia. To wynika nie tylko z preambuły ustawy. IPN nie jest jednym z wielu instytutów naukowych; nie jest jednym z wielu ośrodków uniwersyteckich. Nie jest żadną "korporacją" (jak mi niedawno wmawiał pewien wysoki urzędnik IPN, tłumacząc, że IPN "nie jest już tym, czym był na początku"!). Należy do sektora administracji publicznej specjalnej i ma szczególne zadania wobec państwa i jego obywateli. Dywagacje o pamięci i damnatio memoriae są ciekawe, ale pod warunkiem, że nie przekładają się w taki prymitywny sposób na politykę historyczną IPN. Nadają się świetnie do pogawędki przy grillu.

Kalendarium - musztarda po obiedzie

Pierwszy numer "Pamięci.pl" ukazał się pod koniec kwietnia. Więc po co komu kalendarium za kwiecień? Pismo popularnonaukowe IPN powinno zapowiadać ważne rocznice na kolejny miesiąc, by zwrócić na nie uwagę rodaków. By ich na przykład namawiać do eksponowania flagi narodowej 2 i 3maja. By zwrócić uwagę na beatyfikację Jana PawłaII (1 maja) i jej znaczenie dla nas wszystkich. By zwrócić uwagę na rocznice śmierci Józefa Piłsudskiego i Władysława Andersa (12 maja), rocznicę urodzin Karola Wojtyły (18 maja) i rocznicę zdobycia Monte Cassino (18 maja). Po co komu musztarda po obiedzie? Ale w takim potraktowaniu sprawy dostrzegam również niechęć przed jakimkolwiek formowaniem czytelnika, przed eksponowaniem zdarzeń, które miały (mają) charakter państwowotwórczy (słowo wyśmiewane w czasach Polski sowieckiej) i związane są w jakikolwiek sposób ze "świętą Sprawą".
Braku w kwietniowym numerze przypomnienia o drugiej rocznicy śmierci prezesa Janusza Kurtyki nie potrafię nawet skomentować, trudno było w to uwierzyć...

"Radziecka" poprawność

Już po ukazaniu się pierwszego numeru "Pamięci.pl" dowiedzieliśmy się, że podczas narady redakcyjnej redaktor Andrzej Brzozowski usiłował przekonać pracowników, iż należy "ujednolicić" pisownię w biuletynie: nie "sowiecki", lecz "radziecki", nie "Sowiety", lecz "Związek Radziecki", nie "ZSRS", lecz "ZSRR". Rzecz o tyle interesująca, że wersji "sowiecki" używa konsekwentnie w swych publikacjach prezes Łukasz Kamiński i większość pracowników IPN - zarówno ci, którzy zajmują się badaniami naukowymi, jak i edukatorzy. Szokujące jest uzasadnienie wniosku Brzozowskiego: "sowiecki" ma "negatywne konotacje" i jest "nieprzychylne wobec Rosji"! Jakich "konotacji" chciałby Brzozowski dla nazwy państwa, które tylko w latach 1937-1941 zamordowało 11 mln swoich obywateli (według prof. Natalii Lebiediewej)?! Dlaczego utożsamia Rosję z Sowietami? Czy nie powinniśmy raczej robić wszystko, by uświadamiać Rosjanom wspólnotę cierpienia w systemie komunistycznym? Co za dziwne kryterium ta "konotacja"? O kryterium językowym nawet szkoda gadać. Słowo "sowiecki" pod względem językowym jest neutralne stylistycznie i jest zakotwiczone w polskiej tradycji językowej. Słowo "radziecki" w tym znaczeniu to propagandowy neologizm o dodatnim (nie neutralnym!) zabarwieniu stylistycznym, bo takie były wymogi propagandy Polski sowieckiej. To jednak temat na osobny artykuł, skoro problem znów powrócił, i to za sprawą redaktora periodyku IPN! Przykre.


"Z tej mąki chleba nie będzie"

- napisał w swej druzgocącej recenzji pierwszego numeru "Pamięci.pl" dr hab. Sławomir Cenckiewicz, były pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN, autor licznych publikacji w "Biuletynie IPN". Obawiam się, że ma rację. Najrozsądniejsze, co mógłby w takiej sytuacji zrobić prezes IPN dr Łukasz Kamiński, to wycofać się z tej awantury, która może mieć fatalny wpływ na "image" IPN w oczach ludzi gotowych bronić IPN przy każdym ataku na jego działalność, a nawet samo istnienie. Mam nadzieję, że prezes Łukasz Kamiński podejmie taką trudną decyzję, naprawiając szkody wyrządzone Instytutowi przez nieodpowiedzialnych ludzi z Biura Edukacji Publicznej, do którego należy merytoryczny nadzór nad wszystkimi publikacjami IPN. Jeśli tak się nie stanie, może się sprawdzić zapowiedź S. Cenckiewicza: "Od tej pory, zanim ktoś Państwu zarekomenduje kupno publikacji sygnowanej przez IPN lub wezwie do doraźnej obrony Instytutu jako narodowego dobra (...), trzeba będzie zachować zdrowy rozsądek, bo tam też już nastały "nowe czasy" i jeszcze "nowsze" obyczaje"...
Dałby Bóg, by te gorzkie słowa się nie sprawdziły. Mam nadzieję, że pierwszy numer "Pamięci.pl" jest raczej niewypałem i odejdzie szybko w... niepamięć. Czekamy niecierpliwie na 134. numer "Biuletynu IPN".

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 31 maja 2012, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Obama już zrozumiał, inni nie - Marek Magierowski

Lewica proponuje rezygnację z polityki historycznej. Ale upaja się nią, gdy można uderzyć w Polskę i Polaków - pisze publicysta

Sformułowanie „polskie obozy śmierci" w ustach przywódcy najpotężniejszego państwa na świecie to już nie jest zwykła gafa, przejęzyczenie czy błąd w teleprompterze. Czym innym jest pomyłka niedouczonego redaktora „The New York Timesa", a czym innym monstrualny blamaż prezydenta Stanów Zjednoczonych. Szczególnie, jeśli „polskie obozy śmierci" wybrzmiewają w takich okolicznościach: Jan Karski został pośmiertnie uhonorowany najwyższym amerykańskim odznaczeniem cywilnym właśnie za to, że poinformował świat o zbrodniach dokonywanych w Europie Środkowej przez konkretnych sprawców.

Co ciekawe, w krótkiej notce biograficznej o Janie Karskim zamieszczonej na stronie internetowej Białego Domu jest także mowa o „okupacji" - nie niemieckiej jednak, lecz „nazistowskiej" ("under Nazi occupation"). Ktoś musiał się więc wysilić, aby do tekstu nie wkradło się słowo „German", które akurat w tym wypadku byłoby jak najbardziej stosowne.

Premier Tusk i minister Sikorski zareagowali szybko i stanowczo, domagając się od amerykańskich władz przeprosin. I była to reakcja właściwa. Aczkolwiek niektórzy obserwatorzy mówili o przesadnej nerwowości i niepotrzebnym „wzmożeniu patriotycznym" prawicowych polityków i publicystów. „Te reakcje są nie tyle histeryczne, ile idiotyczne" - powiedział prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zaznaczył wprawdzie, że trzeba o sprawie głośno krzyczeć, ale stwierdził też, że prezydent USA uległ „językowemu stereotypowi". Według niego Obama, mówiąc o „polskich obozach", miał na myśli ich geograficzne położenie.

Niemniej w dyplomacji powinno się używać języka, który nie pozostawia miejsca na domysły. Żaden poważny polityk nie pozwoli sobie na użycie zestawienia „tybetańskie represje", by potem tłumaczyć, iż chodziło mu o „geograficzne umiejscowienie" prześladowań dokonywanych przez chińskich komunistów. Żaden poważny polityk nie określi Hołodomoru mianem „ukraińskiej akcji" czy, tym bardziej, „ukraińskiego ludobójstwa". Żaden poważny polityk nie nazwie pacyfikacji Lidic z czerwca 1942 roku „czeską rzezią" tylko dlatego, że miała ona miejsce na terenie Czech.

I jeszcze jeden, współczesny przykład: proszę sobie wyobrazić prezydenta Polski, który mówi o „amerykańskich zamachach z 11 września 2001 r.". Czy urzędnicy Departamentu Stanu siedzieliby wtedy cicho? Czy ambasada USA machnęłaby ręką, uznając, że nie ma powodu do histerii?

Kompleksy tylko u nas

„Machnijmy na to ręką" - proponuje wielu komentatorów. Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej" twierdzi wręcz, że trwająca od lat batalia o wyrugowanie „polskich obozów śmierci" z medialnego obiegu to zawracanie głowy. Lewica od dłuższego czasu postuluje, by zrezygnować z prowadzenia polityki historycznej, gdyż obnaża ona rzekomo nasze narodowe kompleksy.

Jeżeli polityka historyczna ma świadczyć o narodowych kompleksach, to znajdziemy co najmniej kilka narodów dużo bardziej zakompleksionych od nas. Anglicy dbają o to, byśmy pamiętali o bohaterskiej obronie Londynu przed niemieckimi (przepraszam: nazistowskimi) nalotami, a nie o tym, że ich marynarze strzelali do rozbitków z Kriegsmarine. Francuzi „histerycznie" czczą bojowników Résistance, ale jakoś niechętnie opowiadają o pociągach pełnych Żydów wyjeżdżających z Vichy.

Paradoksalnie polska lewica upaja się polityką historyczną, kiedy można dzięki niej wskazać Polaków (najlepiej wszystkich) jako winnych tej czy innej masakry. Sięganie w przeszłość, analizowanie mniej czy bardziej wiarygodnych świadectw oraz interpretowanie pojedynczych słów ma wtedy głęboki sens. Marcin Wojciechowski z „Gazety Wyborczej" pisał w lutym br.: „Za sprawą filmu Pawła Siegera «Polskie obozy koncentracyjne» wraca dyskusja o obozach pracy w latach 1945 - 1949. (...) Część historyków i publicystów - zwłaszcza z prawicy - protestuje przeciwko określeniu «polskie obozy». Zgadzam się, że trzeba walczyć z taką zbitką w odniesieniu do hitlerowskich obozów koncentracyjnych podczas wojny (...). Ale po wojnie Polska była już państwem. Niesuwerennym, ale jednak państwem. (...) Uchylanie się od terminu «polskie obozy koncentracyjne» z okresu powojennego jest więc niepoważne. (...) Zbrodni komunistycznych dokonywali najczęściej Polacy. Szeregowymi wykonawcami nie byli przysłani z Moskwy oficerowie, lecz ludzie - często różnej narodowości, w tym żydowskiej - ale utożsamiający się z Polską, mający polskie dokumenty, nazwiska, mówiący po polsku. Najwyższy czas mieć odwagę to przyznać, a nie stroić się wiecznie w piórka ofiar.

Proszę zwrócić uwagę: Wojciechowski nie pisze już o „położeniu geograficznym", tylko o narodowości sprawców. To były „polskie obozy", gdyż katami byli Polacy.

Chwała i ciężar

Niekiedy mamy do czynienia z przypadkami kuriozalnymi, gdy „obóz postępu" broni... innych narodów przed „szowinizmem" polskiej prawicy. Gdy kilka lat temu Jarosław Kaczyński stwierdził, że „gdyby nie agresja niemiecka w 1939 r. Polska liczyłaby dziś 66 mln mieszkańców", lewica zawrzała, oskarżając szefa PiS, iż obraża kanclerz Merkel. Pozostaje zagadką, dlaczego wówczas Sławomir Sierakowski, Włodzimierz Cimoszewicz et consortes nie stwierdzili po prostu: „Machnijmy na to ręką".

Odpowiadając Wojciechowskiemu: my nie musimy się stroić w piórka ofiar, bo nimi po prostu byliśmy. I nawet najsprytniejsze manipulacje Jana Tomasza Grossa tej prawdy nie wypaczą. Owszem, nosimy też w sobie ciężar przedwojennego getta ławkowego, Jedwabnego, Kielc, nie zapomnieliśmy o wszystkich tych Żydach, którzy zostali wydani na śmierć przez Polaków. Wciąż nie zmienia to jednak faktu, iż byliśmy ofiarami tamtej wojny, że wywołali ją Niemcy, i że obozy koncentracyjne nie były „polskie".

Barack Obama chyba już to zrozumiał. Jeżeli szef „Krytyki Politycznej" nie jest w stanie tego zrozumieć, nic na to nie poradzę.

Autor jest publicystą „Uważam Rze"

http://www.rp.pl/artykul/884426.html?p=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 04 cze 2012, 05:58 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7565
Lokalizacja: Podlasie
Pierwszy proces za "polskie obozy"

Używanie sformułowania "polskie obozy koncentracyjne" poza granicami RP może być karane przez polskie sądy. Pierwszy taki proces ruszy 13 września - dowiedział się "Nasz Dziennik". Pozwany to niemieckie wydawnictwo Axel Springer.

Sprawa jest możliwa dzięki przełomowemu wyrokowi Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2010 r., który - powołując się na prawodawstwo Unii Europejskiej - uznał m.in., że polski wymiar sprawiedliwości może osądzać czyny niedozwolone popełnione przez osoby zamieszkujące inne państwo członkowskie, jeżeli szkoda powstała na terytorium Polski. O to właśnie zabiegał w swojej walce sądowej Zbigniew Osewski, który zapoznał się z artykułem pt. "Podróż Asafa dookoła świata" napisanym przez Miriam Hollstein w jednym z listopadowych numerów "Die Welt" z 2008 roku. Użyte w nim sformułowania "polnische Konzentrationslager Majdanek" wywołało oburzenie mieszkańca Świnoujścia, którego rodzina padła ofiarą niemieckich represji m.in. w obozie w Essen.
W uzasadnieniu sąd zwrócił uwagę, że niemieckojęzyczny dziennik "Die Welt", wydawany przez Axel Springer Aktiengesellschaft z siedzibą w Berlinie, jest sprzedawany także w Polsce, poza tym ukazuje się w wersji internetowej, a to oznacza, że domniemane naruszenie dóbr osobistych miało miejsce na terytorium Polski. Tym samym sprawa trafiła do rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Mieszkaniec Świnoujścia domaga się od Axel Springer zamieszczenia przeprosin w głównych polskich dziennikach oraz zadośćuczynienia w wysokości 500 tys. zł z wpłatą tej kwoty na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Marii Konopnickiej w Świnoujściu.
Zawiadomienie o rozprawie, która odbędzie się 13 września, otrzymał już pełnomocnik Osewskiego mec. Lech Obara. Jak wskazuje, w lutym 2011 r. na witrynie internetowej "Die Welt" ponownie ta sama autorka - Miriam Hollstein użyła sformułowania "polski obóz zagłady". - Redaktorzy tego pisma później przepraszają, ale - jak widać - nie wywołuje to głębszych refleksji i żadnej poprawy postępowania. Toteż niewiele to pomaga. Powinniśmy powstać z kolan i nie cieszyć się przeprosinami, ale zwyczajnie występować do sądu - podkreśla adwokat. W jego ocenie, postanowienie sądu otworzyło drogę prawną oznaczającą, że każdy poszkodowany w ten sposób przez unijne środki masowego przekazu może wytoczyć proces przed polskim sądem. - Zostało rozstrzygnięte, że jest to właściwość polskiego prawa i naszych sędziów - zauważa mecenas.
Ale Axel Springer nie zamierza poddać się bez walki. Spółka partnerska adwokatów Góralski & Góralska reprezentująca ten niemiecki koncern medialny skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o wydłużenie terminu do złożenia pisma przygotowawczego do dnia rozprawy. Adwokat Karolina Góralska wnosi jednocześnie w swoim piśmie ze stycznia 2012 r. "o oddalenie powództwa w całości oraz o zasądzenie od powoda na rzecz pozwanego kosztów zastępstwa procesowego według norm przypisanych". Uwzględnienie wniosku pełnomocnika Axel Springer może prowadzić do przedłużenia procesu, ponieważ strona pozywająca mogłaby się zapoznać z treścią pisma przygotowawczego dopiero w dniu rozprawy - 13 września. Tymczasem ta również musi mieć odpowiedni czas na ustosunkowanie się do stanowiska Góralskiej. Oznaczałoby to, że proces zostanie odroczony o kolejne miesiące. - Pełnomocnik Axel Springer poprosił o zezwolenie na udzielenie odpowiedzi na nasz pozew aż do dnia rozprawy. W związku z tym zwróciliśmy się do sądu, żeby zobowiązał pozwanego do ustosunkowania się do naszego powództwa w ciągu 6 miesięcy, co jest wystarczająco długim terminem - zaznacza mec. Obara. Filip Rakiewicz, prawnik specjalizujący się w problematyce ochrony dóbr osobistych, autor studium "Poczucie tożsamości narodowej jako dobro osobiste w świetle polskiego prawa cywilnego" opublikowanego w kwartalniku "Studia Prawa Prywatnego" [nr 2 i 3-4/2011 - przyp. red.], potwierdza, że formułowanie i rozpowszechnianie wypowiedzi o obozach zagłady w taki sposób, który czyni choćby nawet niezamierzone sugestie o rzekomym polskim udziale w ich tworzeniu i w zbrodniach tam dokonanych, narusza dobra osobiste wszystkich Polaków. - Dobra te są szczególnie cennymi wartościami, pozostającymi pod ochroną prawa, związanymi nieodłącznie z osobą ludzką, a należą do nich m.in. godność, prywatność, dobre imię, a także poczucie tożsamości narodowej - mówi Rakiewicz. Dodaje, że część dziennikarzy tłumaczy stosowanie w prasie sformułowań o "polskich obozach" stwierdzeniem, że są to tylko tzw. skróty myślowe. - Argumentacja ta jest z gruntu błędna i razi naiwnością. Nikt przecież nie określa np. obozu założonego przez Niemców w Oświęcimiu "żydowskim obozem koncentracyjnym", a poza tym zwroty o "polskich obozach" są wykorzystywane w niejednokrotnie uproszczonych materiałach prasowych najczęściej bez wyjaśnienia, że chodzi wyłącznie o lokalizację geograficzną. Co jednak istotniejsze, formuła "polski obóz koncentracyjny" i podobne stanowią zaprzeczenie rzetelnego opisu przedstawianego zjawiska. Jej rozpowszechnianie pozostaje w sprzeczności z prawnym obowiązkiem postępowania zgodnie z etyką zawodową nakazującą prawdziwe przedstawianie rzeczywistości - kwituje prawnik.

Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po25.txt

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 01 wrz 2012, 15:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/35266-po ... outcampseu

Z takiego to m.in. powodu rządy w Polsce szykanują IPN.

Kopia artykułu:

Podaj dalej! Rusza portal IPN o niemieckich obozach zagłady i obozach koncentracyjnych w okupowanej Polsce truthaboutcamps.eu
opublikowano: dzisiaj (1 września 2012), 12:58

Inicjatywa warta wsparcia, pochwały i popularyzacji. Rusza portal IPN o niemieckich obozach zagłady i obozach koncentracyjnych w okupowanej Polsce truthaboutcamps.eu
1 września, w dniu rocznicy agresji Niemiec na Polskę, Instytut Pamięci Narodowej uruchamia pod adresem truthaboutcamps.eu witrynę edukacyjną poświęconą niemieckim obozom zagłady i obozom koncentracyjnym stworzonym przez Niemcy na ziemiach polskich. Witryna jest dostępna w językach angielskim i polskim. Portal został przygotowany przez historyków z IPN przede wszystkim z myślą o odbiorcach zagranicznych. Wciąż bowiem pojawiają się w światowych mediach i oficjalnych wystąpieniach wypowiedzi o "polskich obozach śmierci". Jest to nie do przyjęcia – są to wypowiedzi nieprawdziwe. Pełną i jedyną odpowiedzialność za stworzenie "fabryk śmierci" ponoszą Niemcy.

IPN portal on German death camps and concentration camps in occupied Poland is launched at truthaboutcamps.eu
On September 1, marking the anniversary of German invasion of Poland, the Institute of National Remembrance launches an educational portal at truthaboutcamps.eu on German death camps and concentration camps in occupied Poland. The portal is available in English and Polish. It was prepared by IPN historians specially for foreign readers, because both in international media and in official statements one can find the term "Polish death camps". This is unacceptable. Such statements are untrue.
The sole responsibility for the establishment of "death factories" lies with Nazi Germany.

gim, IPN


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 05 wrz 2012, 11:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/dyrektor-muzeum-ii ... 012/09/04/

Takimi metodami zbrodnicze narody żydowski i niemiecki dzielą Polaków, wmawiając, że jedni walcząc o Polskę byli dobrzy, a drudzy źli.

Kopia artykułu:

Dyrektor Muzeum II WŚ: „Świadomie bym wykluczył NSZ z tradycji demokratycznego państwa polskiego(…)”
WRZESIEŃ 4, 2012 O GODZINIE 12:00

Obrazek

Oświadczenie Związku Żołnierzy NSZ w związku z kompromitującą wypowiedzią dyrektora Muzeum II Wojny Światowej dotyczącą Narodowych Sił Zbrojnych.
20 września 2012 roku przypada siedemdziesiąta rocznica powołania Narodowych Sił Zbrojnych. Związek Żołnierzy NSZ organizuje uroczystości rocznicowe pod patronatem kierownika Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Tymczasem ze strony przedstawiciela władzy publicznej padły w tym roku słowa budzące zasadniczy sprzeciw, w której to sprawie wystosowujemy to oświadczenie.
Prof. Paweł Machcewicz, doradca Prezesa Rady Ministrów oraz dyrektor powstającej instytucji publicznej – Muzeum II Wojny Światowej, wykluczył Narodowe Siły Zbrojne z polskiej tradycji niepodległościowej. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (2 kwietnia br.) powiedział: „uważam, że powinniśmy nawiązywać do tradycji AK, ale już stawianie na jednej płaszczyźnie NSZ i AK, co się dzieje ostatnio, jest niedopuszczalne. AK była wojskiem polskim w kraju, częścią państwa podziemnego. NSZ była formacją partyjną, która walczyła przeciwko Niemcom i Sowietom, ale nie uznawała instytucji polskiego państwa podziemnego. Była także spadkobiercą faszyzującej, antysemickiej tradycji ONR, antydemokratycznej, o cechach totalitarnych. Świadomie bym ją wykluczył z tradycji demokratycznego państwa polskiego, mimo że jej członkowie walczyli o niepodległość Polski i ponosili ofiary”.

Wyrażamy sprzeciw wobec tej prowokującej i prowokacyjnej wypowiedzi, w szczególności ze względu na funkcje publiczne pełnione przez autora powyżej cytowanych słów. Jednocześnie wyjaśniamy i informujemy:
- Narodowe Siły Zbrojne powstałe 20 września 1942 roku jako „formacja ideowo-wojskowa Narodu Polskiego” (Deklaracja NSZ) były formacją zbrojną podporządkowaną politycznie ruchowi narodowemu w ten sam sposób, w jaki równolegle działające Bataliony Chłopskie były formacją zbrojną podporządkowaną politycznie ruchowi ludowemu, a obie zasługują na analogiczne traktowanie i zasłużony szacunek, a nie „wykluczanie z tradycji demokratycznego państwa polskiego”;
- główny trzon Narodowych Sił Zbrojnych uczestniczył w akcji scaleniowej z Armią Krajową, której efektem był rozkaz Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju gen. Tadeusza Komorowskiego ps. „Bór” z 31 marca 1944 roku zawierający słowa: „Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych! Witam Was w szeregach Armii Krajowej. Mam głębokie przeświadczenie, że oddziały Narodowych Sił Zbrojnych wnoszą do zjednoczonego wysiłku Kraju wartościowy wkład obywatelski i żołnierski (…) Swą karnością, zdyscyplinowaniem, wyszkoleniem żołnierskim i obywatelskim, a przede wszystkim gotowością do ofiar sięgnijcie po najwyższą nagrodę – Wolność i Wielkość Ojczyzny”;
- Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Kazimierz Sabbat (bezpośredni poprzednik śp. Ryszarda Kaczorowskiego) wydał 1 stycznia 1988 roku dekret o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych, stwierdzając: „żołnierze tej części Narodowych Sił Zbrojnych, która, ze względu na stanowisko jej czynników kierowniczych, nie została scalona z Polskimi Siłami Zbrojnymi – Armią Krajową, i którzy brali udział w walkach z okupantami w latach 1939-1945, spełnili swój obowiązek narodowy i żołnierski wobec Rzeczypospolitej Polskiej”;

Wobec powyższych jednoznacznych dokumentów stwierdzamy, iż, wbrew zafałszowaniom historycznym autorstwa dyrektora powstającego Muzeum II Wojny Światowej, Narodowe Siły Zbrojne uznawały Polskie Państwo Podziemne, choć bywały w opozycji do jego władz oraz jego instytucji, czego dowodem była misja Stanisława Żochowskiego i Tadeusza Salskiego do Londynu w celu nawiązania bezpośredniego kontaktu z Naczelnym Wodzem i rządem na wychodźstwie
Dobrymi przykładami powyższego jest np. współpraca na odcinku wywiadowczym, gdzie NSZ-owska sieć informacyjna „Zachód” w części wchodziła w skład ZWZ-AK, z kolei centralna komórka wywiadu antykomunistycznego NSZ pracowała na rzecz wywiadu politycznego Delegatury Rządu, a do Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa (podziemnej policji) przydzielony został zespół wywiadowczy okręgu Warszawa-Miasto NSZ, a przykłady takie można by mnożyć.
Narodowe Siły Zbrojne gromadziły w dużej mierze osoby związane z nurtami politycznymi niepodległej Polski, w szczególności ze Stronnictwem Narodowym (przede wszystkim w latach 1942-44) oraz Obozem Narodowo-Radykalnym (głównie po roku 1944), który wydał wielu zasłużonych działaczy niepodległościowych takich, jak np. ks. Jan Salamucha (kapelan AK na warszawskiej Ochocie zabity w powstaniu warszawskim), mec. Witold Bayer (pracujący na rzecz Departamentu Prawnego Delegatury Rządu) czy wreszcie Jan Bytnar – legendarny „Rudy” z „Kamieni na Szaniec” wywodzący się z Grup Szkolnych ONR, działających w warszawskim Liceum im. Stefana Batorego.
Współtworzący profil ideowy Narodowych Sił Zbrojnych ONR był ani mniej, ani więcej demokratyczny niż wiele formacji politycznych owego czasu, jak choćby Obóz Zjednoczenia Narodowego, będący w latach trzydziestych główną siłą obozu sanacyjnego współtworzącego zaraz później Związek Walki Zbrojnej i Armię Krajową, co uwidacznia stronniczość i iluzoryczność ocen dyrektora Muzeum II Wojny Światowej.

Wobec wszystkich powyższych faktów wzywamy profesora Pawła Machcewicza do rewizji swego stanowiska, uznania autorytetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju oraz przeproszenia żołnierzy i spadkobierców ideowych Narodowych Sił Zbrojnych za słowa niegodne polskiego historyka.

dr Mariusz Bechta, Rada Historyczna przy ZŻNSZ
Sebastian Bojemski, Rada Historyczna przy ZŻNSZ
prof. Marek J. Chodakiewicz, Rada Historyczna przy ZŻNSZ
Przemysław Czyżewski, Grupa Rekonstrukcji Historycznych NSZ
dr Rafał Dobrowolski, prezes Okręgu Lubelskiego ZŻNSZ
Rafał Drabik, Rada Historyczna przy ZŻNSZ
Zygmunt Goławski, Kustosz Pamięci Narodowej 2012
Michał Gruszczyński, Grupa Rekonstrukcji Historycznych NSZ
dr Ksawery Jasiak, , Rada Historyczna przy ZŻNSZ
kpt. Konstanty Kopf, prezes Okręgu Małopolskiego ZŻNSZ
Zbigniew Kuciewicz, prezes Zarządu Głównego ZŻNSZ
dr Wojciech Muszyński, , Rada Historyczna przy ZŻNSZ
płk. Jan Podhorski, przewodniczący Rady Naczelnej ŻŻNSZ
Jan Sapijaszko, Grupa Rekonstrukcji Historycznych NSZ
Rafał Sierchuła, , Rada Historyczna przy ZŻNSZ
dr Bohdan Szucki, honorowy prezes ZŻNSZ
Karol Wołek, sekretarz Zarządu Głównego ZŻNSZ
Artur Zawisza, wiceprezes Zarządu Głównego ZZNSZ
Leszek Żebrowski, , Rada Historyczna przy ZŻNSZ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 14 wrz 2012, 13:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.radiomaryja.pl/informacje/pr ... -historie/

Przegrana bitwa o historię

Sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży opowiedziała się za odrzuceniem projektu PiS nowelizacji ustawy o systemie oświaty dotyczącego nauczania historii. W myśl nowej podstawy programowej w II i III klas liceum w wymiarze podstawowym, historia jako odrębny przedmiot zanika i jest zastępowana przez luźne bloki tematyczne, stąd nowy projekt PiS.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 01 paź 2012, 10:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/31552

Żydzi dyktują nam politykę historyczną, mówią nam, jak mamy czcić swoją historię. Jak czcimy powstania narodowe, to wtedy mówią o polskim masochiźmie, bo tym wedle żydów jest wspominanie narodowych klęsk. Gdy mówimy o zwycięstwach, to zaraz wynajdują, że te zwycięstwa są niehonorowe, haniebne, że Polska zdobywająca Moskwę to imperialiści itd., itp.

To oczywiście kłamstwa - Polska toczyła wojnę sprawiedliwą, walcząc o utraconą na skutek moskiewskiej agresji Ziemię Smoleńską. Powodzenie wojenne i zwycięska bitwa pod Kłuszynem dała Polsce Moskwę i kłamstwem jest mówienie, że była to polityka imperialistyczna, bo nie było mowy o podboju Rosji przez Polskę. Hetman Żółkiewski wykorzystał znakomite zwycięstwo i zawarł z bojarami układ, wedle którego carem Rosji miał zostać syn polskiego króla Władysław. Oznaczało to unię personalną obu mocarstw, gdyż po śmierci swego ojca Władysław zostałby także władcą Rzeczypospolitej. Ugodę złamał król Zygmunt, bo ten chciał moskiewskiego tronu dla siebie, by wspólnymi siłami Rzeczypospolitej i Rosji mógł odzyskać dziedziczny tron Szwecji. To sprawiło, że wojska polskie i litewskie w Moskwie stały się wojskami okupacyjnymi. Wojna trwała dalej i skończyła się odzyskaniem przez Polskę części ziem, które wcześniej Rosja zdobyła na skutek swojej agresji.

Pragnący zniszczenia Polaków żydzi biją się w nasze piersi i wmawiają nam, że próbując odzyskać straty, postępowaliśmy niehonorowo, niegodnie, chcą wzbudzić poczucie winy za coś, z czego należy być dumnym. Bo tak właśnie zabija się narody - sprawia się, że członkowie narodów przestają być z siebie dumni. Polak który nie jest dumny z tego, że jest Polakiem, jest już na pograniczu "rezygnacji z polskości", o co tak głośno nawołuje Palikot. Niegdyś toczyliśmy z wrogami walkę zbrojną. Dziś ta walka jest głównie mentalna, bo walczymy z mordercami ludzkich dusz, którzy jednak od czasu do czasu chętnie mordują też i ludzkie ciała, co w Polsce widzimy ostatnio pod postacią plagi "samobójstw".

Kopia artykułu:

Polonofobia i bicie się w piersi

Kiedy Polacy czczą przegrane powstania źle. Kiedy przywołują sukcesy swojego oręża też źle. W „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst, w którym pada postulat: „Nie świętujmy plugawych zwycięstw!”.
Historyk i politolog Łukasz Adamski jest koordynatorem projektów badawczych w Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. W tekście, jaki się ukazał w „Gazecie Wyborczej”, krytycznie się odniósł do pomysłu rekonstrukcji na krakowskiej Starówce „hołdu ruskiego”, jaki w roku 1611 złożył na warszawskim Sejmie królowi Zygmuntowi III Wazie oraz królewiczowi Władysławowi zrzucony z moskiewskiego tronu Wasyl IV Szujski wraz z braćmi.
Według Adamskiego, wyprawa wojsk Rzeczypospolitej na Moskwę to jedna z najbardziej niechlubnych kart w dziejach Polski. A to dlatego, że po dziś dzień Rosjanie odbierają hołd Szujskiego jako upokorzenie swojego kraju przez silniejsze mocarstwo. Polacy w ich oczach postrzegani są jako naród imperialny.
Tekst Adamskiego jest cenny z jednego powodu: próbuje pokazać, jak na nas patrzą inne narody, które my z kolei odbieramy jako agresorów. Bez politycznej empatii trudno o mądrą politykę zagraniczną. Tyle że nie sposób przypuszczać, że w przypadku tego tekstu chodzi wyłącznie o ten aspekt.
Można się głośno zastanawiać nad tym, ile słuszności tkwi w stwierdzeniu, że „celebrowanie zwycięstw w niesprawiedliwych wojnach jest bez wątpienia gorsze niż oddawanie czci przegranym bohaterom słusznej sprawy”, zwłaszcza że omawiany przypadek trudno jednoznacznie uznać za wojnę niesprawiedliwą. Rzeczpospolita była od wielu lat skonfliktowana z państwem, które nieraz wykazywało się brutalnością (za przykład niech służy masakra Nowogrodu Wielkiego) i bynajmniej nie powstrzymywało się przed ekspansją w kierunku zachodnim.
Ale Adamski idzie dalej i przestrzega przed „skłonnościami do triumfalizmu czy nacjonalistycznej egzaltacji, obcymi zasadom chrześcijaństwa i tradycyjnym wartościom polskiej kultury narodowej”. To daleko posunięty rewizjonizm historyczny i próba dokonania postmodernistycznej dekonstrukcji na szczątkach świadomości Polaków. Bo przecież nie oszukujmy się, współczesnym Polakom brakuje zdrowego poczucia dumy narodowej. I jeśli wpadają w egzaltację, to właśnie dlatego. Na zasadzie odreagowania pewnego zbiorowego skarłowacenia. Owo skarłowacenie szczególnie się posunęło w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, po kawarnawale Solidarności.
Tymczasem chrześcijaństwo nie namawia do tego, żeby w imię swoiście pojętej miłości bliźniego oddawać własną ojczyznę wrogiemu państwu. Bliźni bowiem nie jest kategorią polityczną, lecz religijną oraz moralną.
Dobrze, że Adamski wskazuje źródła polonofobii na Wschodzie (każdy naród powinien mieć odwagę zdobywać się na taką refleksję: Rosjanie na temat rusofobii, Niemcy - germanofobii, Żydzi - antysemityzmu itd., a nie wzdragać się przed takimi zjawiskami jak przed ślepymi, irracjonalnymi siłami).
Jednak w przypadku Polaków to nie może być po raz kolejny alibi dla nieuzasadnionego wbijania ich w poczucie wstydu. Zwłaszcza że Rosjanie po dziś dzień czczą jako swojego narodowego bohatera pacyfikatora warszawskiej Pragi, Aleksandra Suworowa.

Autor: Filip Memches


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 01 paź 2012, 11:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://info.wiara.pl/doc/1309897.Urodziny-Debu-Bartka

Urodziny Dębu Bartka

Około tysiąca gości uczestniczyło w niedzielę w Zagnańsku (Świętokrzyskie) w urodzinach Dębu Bartek. Można było dowiedzieć się o ponad milenijnym jubilacie, a także jak chronić rośliny.


Dbałość o nasze legendy wzmacnia Polskę. A oto winno chodzić w polityce historycznej - by wykorzystywać historię dla umocnienia duchowego Polaków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 01 paź 2012, 15:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/37415-po ... tyce.pl%29

Pola Chwały - „Diariusz z kampanii moskiewskiej”
opublikowano: wczoraj, 23:22

W sobotę 29 września w centrum Krakowa odbył się happening historyczny pod nazwą „Diariusz z kampanii moskiewskiej” zorganizowany przez krakowski oddział Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej.

Wydarzenie było elementem Pól Chwały, których kolejna edycja miała miejsce w ostatni weekend września w Niepołomicach. „Diariusz z kampanii moskiewskiej” poprzedziły wielotygodniowe przygotowania, w które włączyli się członkowie Stowarzyszenia Pospolite Ruszenie Szlachty Ziemi Krakowskiej koordynujący przebieg samej inscenizacji. Happening był przypomnieniem historii wojny polsko-moskiewskiej z początku XVII wieku.

Uczestnicy spotkania przeszli z Rynku Głównego ulicą Grodzką na Bulwar Czerwieński. Pochód nawiązywał swą formą do znanych z historii i tradycji Krakowa przemarszów oraz tryumfalnych wjazdów miejskich. W kolejnych punktach grupy rekonstruktorów odtworzyły poszczególne elementy kampanii moskiewskiej Stanisława Żółkiewskiego. Widzowie mogli przenieść się w realia początku XVII wieku i poznać szczegóły działań polskiej armii dowodzonej przez hetmana. Happening rozpoczęło wezwanie żołnierzy do zaciągu do armii ruszającej na Carstwo Rosyjskie, powitanie Stanisława Żółkiewskiego oraz formowanie kolumny w takt wybijanego na bębnach rytmu. Na kolejnym przystanku odtworzono epizody z oblężenia Smoleńska. Została przedstawiona musztra wojsk cudzoziemskich, obrady i podpisanie układu między poselstwem moskiewskim a królem Zygmuntem III oraz ćwiczenia w strzelaniu i walkach na szable. Dalej formujący się korpus wyruszył pod dowództwem Żółkiewskiego na spotkanie z nadciągającą armią Dymitra Szujskiego. W następnym punkcie zademonstrowano dyscyplinę w obozie oraz scenę sądu hetmańskiego, po czym wojsko ruszyło pod Kłuszyn. Ostatnim etapem inscenizacji było przedstawienie błyskotliwego zwycięstwa Stanisława Żółkiewskiego nad wojskami moskiewskimi, którego komentarz stanowiły fragmenty diariusza samego hetmana. Punkt kulminacyjny stanowiło odtworzenie sceny hołdu ruskiego, złożonego królowi przez pojmanych carów Szujskich w 1611 roku w Warszawie. Po inscenizacji zgromadzeni mogli posłuchać prof. Andrzeja Nowaka, który przypomniał znaczenie kampanii moskiewskiej oraz przybliżył okoliczności hołdu ruskiego.
Happening miał na celu przypomnienie jednego z najchwalebniejszych wydarzeń w historii Polski, poprzez które dowiedliśmy swej siły, ale i mądrości-zawartej w projektach politycznych Stanisława Żółkiewskiego. To właśnie postać hetmana, jego plan ugody z rosyjskim bojarstwem oraz unii z Moskwą opartej na zasadzie „wolni z wolnymi, równi z równymi” stała się inspiracją dla organizatorów do urządzenia happeningu. Pamięć o zwycięskiej kampanii przez dziesiątki lat była tłumiona: najpierw w czasach zaborów, a później w okresie komunistycznych rządów. Dlatego tak ważne jest, by ten wielki polski tryumf powrócił do świadomości społeczeństwa, ponieważ nic tak nie buduje narodowej tożsamości jak wspomnienie wielkich zwycięstw.

Krakowska inscenizacja spotkała się z dużym zainteresowaniem turystów oraz mieszkańców miasta. Na Rynek Główny ściągnęły tłumy obserwatorów, które podążyły w tym niezwykłym pochodzie za armią Żółkiewskiego. Jeden z widzów przyznał, że pokonał ponad 200 km, by móc obejrzeć rekonstrukcję, a także podziękował organizatorom za przypomnienie tej właśnie pięknej karty z historii Polski. Członkowie stowarzyszenia zapowiadają kolejne przedsięwzięcia, których celem będzie podnoszenie świadomości historycznej wśród społeczeństwa, co jest jednym z najważniejszych celów ich działań.

Martyna Dziubałtowska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 15 paź 2012, 12:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/33830-koszalin-ucz ... a-lupaszke

W Polsce prowadzone są dwie, przeciwstawne sobie polityki historyczne - propolska prowadzona przez Polaków, upamiętniająca naszych bohaterów narodowych, oraz antypolska prowadzona przez rządzących Polską Niemców i żydów, która promuje antypolską propagandę w świecie, stawia w Polsce pomniki bolszewikom, niszczy pomniki upamiętniające polską historię, tępi czczenie przez Polaków swojej historii, prześladuje polskich kibiców za to, że składają kwiaty pod pomnikami polskich bohaterów, szykanuje osoby czczące żołnierzy wyklętych. Także na uroczystość w Koszalinie władza zamiast swych przedstawicieli przysłała policję i tajniaków, by zastraszali ludzi robiąc im fotografie.

Kopia artykułu:

Koszalin uczcił majora "Łupaszkę"

Członkowie Komitetu Upamiętnienia w Koszalinie Żołnierzy V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej odsłonili tablice z nazwą ronda, którego patronem jest major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka".

Podczas ceremonii, w której uczestniczyło kilkadziesiąt osób, w tym kombatanci i członkowie Grupy Rekonstrukcyjnej „Gryf” odtwarzającej oddział mjr. „Łupaszki”, z tablic informujących o patronie zdjęto biało-czerwone wstęgi. Odczytano też fragment odezwy, jaką w 1946 r. mjr „Łupaszka” wystosował do mieszkańców Koszalina.

„Major Zygmunt Szendzielarz +Łupaszka+ i jego żołnierze byli pierwszymi w naszym mieście, którzy rozpoczęli walkę z systemem komunistycznym. Byli pierwszymi, którzy położyli fundament w naszym mieście pod niepodległą Polskę, która kilkadziesiąt lat później mogła zaistnieć” – powiedział w niedzielę przewodniczący Komitetu Upamiętnienia w Koszalinie Żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK Marcin Maślanka.

Komitet utworzyło 11 organizacji, w tym koszaliński oddział Światowego Związku Żołnierzy AK, Związku Inwalidów Wojennych, Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana" i Stowarzyszenie im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 18 paź 2012, 10:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spolecze ... mpaign=rss

Nawiązywanie do tradycji przedrozbiorowych to właściwa droga dla Polski i Polaków - na tej bazie można wszystko odbudować. Polską politykę historyczną realizują tylko Polacy bez pomocy urzędów państwowych. Ale to już polska tradycja, dzięki której nawet nie mając władzy Polacy potrafią dbać o swoją pamięć.

Kopia artykułu:

Białystok: II Dzień Tradycji Rzeczypospolitej
Opublikowano: Środa, 17 października 2012 o godz. 20:08:54

Fundacja Obowiązek Polski serdecznie zaprasza wszystkich mieszkańców Białegostoku i okolic na II Dzień Tradycji Rzeczypospolitej, który odbędzie się w najbliższą niedzielę, 21 X 2012 roku.

Dzień Tradycji Rzeczypospolitej to inicjatywa organizowana przez lokalnych pasjonatów historii Polski, która na stałe wpisała się w kalendarz wydarzeń kulturalnych stolicy Podlasia. Głównym punktem obchodów będzie uroczysta banderia konna oraz inscenizacja sejmiku szlacheckiego wraz z kazaniem profesjonalnego aktora teatralnego, który wcieli się w rolę największego kaznodziei I Rzeczypospolitej – ks. Piotra Skargi, patrona roku 2012. Ponadto po zakończeniu Sejmiku, nastąpi powołanie Podlaskiej Chorągwi Husarskiej.
Uroczysta banderia konna dotrze na plac przed kościołem Zmartwychwstania Pańskiego na Wysokim Stoczku o godz. 12.00, zaś rozpoczęcie inscenizacji i kazania nastąpi po Mszy Świętej o godz. 12.30. Przewidujemy również pokazy walk z użyciem polskiej szabli bojowej czy honorowe salwy armatnie.
Poniżej prezentujemy szczegółowy program uroczystości:
Godz. 11:40 – Koncentracja wojska (Plac przed kościołem św. Kazimierza)
Godz. 12:00 – Banderia Husarii, jazdy lekkiej i jazdy staropolskiej
(Przejście od kościoła św. Kazimierza do kościoła Zm. Pańskiego
na Wysokim Stoczku)
Godz. 12.30 - Uroczysta Msza święta w parafii Zm. Pańskiego
Godz. 13:30 – Sejmik Szlachecki (plac przed kościołem Zm. Pańskiego)
Salwy armatnie, strzelnicze, popisy szermiercze, mowy, zwady etc.

Kazanie ks. Piotra Skargi - "O miłości ku Ojczyźnie…"
Powołanie Podlaskiej Chorągwi Husarskiej
Serdecznie zapraszamy!
Adam Andruszkiewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 23 paź 2012, 11:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/38888-wn ... tyce.pl%29

wNas.pl: „Przy odmowie dofinansowania filmu o Dywizjonie 303 powiedziano, że Polakom nie jest potrzebne rozdmuchiwanie kolejnego mitu narodowego.”

Rzekomo polskie, a w rzeczywistości okupacyjne władze kpią sobie z nas. Pilnują, by żaden Polak nie wzbogacił się za bardzo, niszczą nasz przemysł, tamują rozwój gospodarczy, a obok tego łupią nas niemiłosiernie, zgarniając ponad 50% PKB. W tych warunkach Polacy nie są w stanie zebrać środków na realizowanie dzieł upamiętniających naszą historię.

Oczywiście rzekomy brak środków to kłamstwo, ponieważ głód filmów historycznych jest w Polsce stały i ogromny, toteż każdy niezakłamany film historyczny to jednocześnie gwarantowany sukces finansowy.



http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie ... mpaign=rss

Polacy jednak znaleźli sposób na tworzenie filmów sławiących polską historię.

Kopia artykułu:

Rekonstruktorzy historyczni mają dość...
Dodane przez wachmistrz_Soroka
Opublikowano: Sobota, 20 października 2012 o godz. 17:05:33

Mają dość ciągłego narzekania na to, że nie ma pieniędzy na filmy historyczne i sami zaczynają eksperymentować, tworząc kilkuminutowe klipy z własnych środków.

Są to produkcje bardzo nisko nakładowe, jednak dzięki temu, że nie trzeba inwestować w kostiumy i gaże dla statystów, czy aktorów, za znikomo małe pieniądze powstają filmiki dość ciekawe, a przy tym na przyzwoitym poziomie. Spotykają się one z entuzjastycznym przyjęciem pasjonatów historii i to nie tylko w Polsce.
Najnowszym tego przykładem jest udostępniony wczoraj videoclip rekonstruktorów z Gniewu, zatytułowany „Gniew husarii”.
Do obejrzenia tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=AyJdeSslnys

Może właśnie tędy wiedzie droga do zmiany sytuacji, którą w swoim artykule „O kolonizacji Europy Środkowej” opisała Ewa Thompson? Stwierdziła tam:
„Kraje skolonizowane nie uczestniczą w tworzeniu swojego wizerunku, bo ich narracja do świata nie dociera.”

Żyjemy w czasach dominacji kultury obrazkowej. Książki trafiają do nielicznych. A książki o naszej historii, z uwagi na barierę językową, jedynie wyjątkowo mają szansę przebić się do ogólnoświatowego czytelnika. Tłumaczeń na obce języki jest niewiele, co oznacza, że nasza narracja historyczna jest poza Polską niemal nieznana. Na filmy podobno nas nie stać. Bardzo nieliczne wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Przełamaniem tego impasu mogą być właśnie takie produkcje, jak „Gniew husarii”. Dostępne na całym świecie dla każdego, kto korzysta z internetu i nie wymagające znajomości języka polskiego. Obraz i muzyka mówią same za siebie. Z braku pieniędzy (czy też woli ich wydania?) na wysokobudżetowe filmy fabularne i dokumentalne, pozostaje cieszyć się, że chociaż pasjonaci poszczególnych epok tworzą coś, co światowemu odbiorcy w atrakcyjny sposób przybliża nasze historyczne dziedzictwo.

Dr Radosław Sikora


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 24 paź 2012, 15:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

Czy Polacy odzyskają swą historię?

Arnold Böcklin (1827-1901), Klio (muza historii, 1875)."Kto panuje nad przeszłością, rządzi przyszłością" - przypominał kilka lat temu prof. Janusz Rulka w artykule pod takimże tytułem, opublikowanym w "Naszym Dzienniku" z dnia 10-12.11.2006 roku. Podstawowe konstatacje Autora dały się zamknąć w trzech punktach: 1. Polacy nie mają pełnego dostępu do Prawdy o własnej przeszłości; 2. manipulacja historią trwa, a "nasze wielkie środowisko historyków milczy!"; 3. edukacja historyczna wymaga świadomej polityki historycznej.

Zgadzając się w pełni z tymi stwierdzeniami, podkreślić należy, że prawda o przeszłości jest potrzebna narodowi po to, by mógł on w ogóle istnieć, by patrząc wstecz, na swe sukcesy i porażki, na mądrość i głupotę swych Przodków - mógł identyfikować się z dobrymi działaniami i je naśladować, a owoce złych działań potraktować jako ostrzeżenie przed powtarzaniem starych błędów. Nauka historyczna nie dająca narodowi możliwości wyciągnięcia korzystnych dlań wniosków, albo podsuwająca mu zgubne morały
- jest nic nie warta, albo wręcz szkodliwa.

Jeśli czujemy się członkami narodu polskiego i chcemy nasz naród tworzyć teraz i w przyszłości, to musimy sami nad sobą panować: nad krajem, nad ziemią i jej bogactwami, nad instytucjami państwowymi i społecznymi, nad życiem gospodarczym i kulturalnym, nad mediami i finansami, a zwłaszcza nad naszą własną edukacją. "Trzeba, ażeby Polacy sobą rządzili, a nie, żeby ktoś nimi rządził!" - powiedział w 1922 roku Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, Stanisław Wojciechowski.

Ta zasada winna obowiązywać także w odniesieniu do edukacji historycznej i polityki historycznej. Jako naród polski, musimy zapanować nad własną przeszłością i sami sprawować rządy dusz w Polsce m.in. za pomocą prawdy o tym, co było dla nas niegdyś dobre, a co złe.

Nie łudźmy się - nie zdefiniuje dla nas tej prawdy "nasze wielkie środowisko historyków", bo to przede wszystkim nie jest środowisko "nasze". Historycy, podobnie jak dziennikarze, byli ustanowieni u zarania władzy komunistycznej do wypełnienia zadań propagandowych postawionych przez Komunistyczną Partię Związku Radzieckiego (za pośrednictwem PZPR) i wywiązywali się z tych zadań znakomicie. Przez dziesiątki lat aparat oświatowy Polski Ludowej wyprodukował tysiące historyków, którzy profesurę mogli otrzymać częstokroć tylko w jeden sposób: poprzez gorliwą służbę Partii komunistycznej i tworzenie zafałszowanych wizji przeszłości.

Co gorsza, wielu spośród prominentnych przedstawicieli "środowiska historycznego" nie przynależało do narodu polskiego i serwowało naszej młodzieży własne etniczne "prawdy", zabarwione socjalistycznym sosem. Po tzw. upadku komunizmu ONI bynajmniej nie zniknęli: tak jak i w innych kluczowych dziedzinach życia dokonali "transformacji", czyli przepoczwarzenia w Europejczyków, przekazując jednocześnie pałeczkę swym dzieciom, wnukom, czy starannie wyselekcjonowanym wychowankom.

Skostniały system hierarchii i awansów naukowych powoduje, że ONI nadal uczą polskich studentów, wydają książki, zalewają periodyki swymi artykułami, okupują Polskie Towarzystwo Historyczne, media elektroniczne i szereg największych wydawnictw. Są nie do ruszenia, mimo że - jak pisał prof. Rulka - nie obchodzi ich polityka historyczna, ani polski interes narodowy i państwowy w zakresie historii.

W tej sytuacji nasza nadzieja spoczywać musi na grupie tych historyków-Polaków, którzy nie hołdowali nigdy antysuwerennościowym trendom politycznym i zachowali wolę przekazania Polakom jasnej i wspólnej wykładni dziejów.

Tej wspólnej narodowi prawdy historycznej, pisanej przez Polaków dla Polaków, ciągle nie ma. Wchodząc do pierwszej lepszej księgarni, oglądając programy telewizyjne, korzystając z internetu, słuchając wykładów w szkołach - natrafiamy na poplątanie z pomieszaniem, w którym nie sposób się już rozeznać. Starsi mają zakodowane prawdy z epoki stalinowskiej, młodsi - z epoki Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego, a ludzie w średnim wieku wiedzą o przeszłości to, co mówiono im za Gierka.

Postpiłsudczycy gloryfikują Piłsudskiego, endecy obstają za Dmowskim; Powstanie Warszawskie jedni widzą jako czyn wspaniały, inni jako niewybaczalną głupotę. Zwolennicy sojuszu z USA stawiają pomniki Kuklińskiemu, przeciwnicy nazywają go zdrajcą; "okrągły stół" jest dla jednych oszustwem, a dla innych zwycięstwem Solidarności. Jednym słowem, panuje w opisie naszych dziejów przeraźliwy chaos, który nie uczy, lecz zniechęca, i to zarówno do naszej historii, jak i do samej idei Polski i polskości.

Od końca XVIII wieku nie mamy wspólnej, polskiej wykładni dziejów opartej na Prawdzie, lecz historyczne wersje tworzone w celu indoktrynacji społeczeństwa przez masonów, okupantów, zaborców i rządzące z obcego nadania kliki, albo przez historyków-patriotów, tworzących - z różnych pozycji - narodowe mity. Ideologizacja nauki historii i podporządkowanie jej politycznym trendom trzymającym nas w danej w chwili za gardło - jest faktem od przeszło 200 lat.

Szkoły pod zaborami nie wyrządziły przy tym tak wielkich szkód, jak szkoły PRL-u i dzisiejsze, ponieważ w XIX wieku nie było powszechnego obowiązku szkolnego (poza zaborem pruskim, 1825) i wolno było edukować dzieci prywatnie, w domach (jeszcze w II RP nauczanie domowe było zrównane prawnie z nauczaniem szkolnym). Natomiast wiek XX, to "walka o duszę dziecka polskiego", która w warunkach przymusu szkoły państwowej i totalnego upolitycznienia życia społecznego, a potem powszechnej manipulacji za pomocą mediów elektronicznych - musiała przynieść totalne zniekształcenie i zaśmiecenie świadomości historycznej żyjących obecnie pokoleń.

Jeśli więc pragniemy odbudować jedność narodu, to musimy najpierw dać narodowi wspólny fundament. Fundamentami państwa są: ziemia, religia i narodowość - jak przypomniał Jan Paweł II w 1983 roku w Niepokalanowie. Fundamentem narodowości jest świadomość własnej tożsamości, a podstawą tej świadomości - znajomość własnych dziejów.

Dlaczego wspólna znajomość? - Bo naród ma być jeden, wspólny, a więc wspólne - mimo różnic środowiskowych, stanowych - ma być spojrzenie na przeszłość i wnioski z niej wypływające. Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby, a zatem nie można tworzyć i kontynuować narodu, opierając się na jakiejś syntezie historycznych doświadczeń różnych narodowości i grup posiadających tożsamość ponadnarodową. Żeby być suwerennym narodem, trzeba mieć własną historię. Dlatego dzieje Polaków powinni pisać Polacy, i taka jedna, wspólna historia powinna być wykładana w polskich szkołach i udostępniana dorosłym pod naszym polskim godłem.

"Trudno jest historii dociec prawdziwych prawd" (Napoleon), ale trzeba to robić. W przeciwnym razie będziemy nadal tkwili w zaklętym kręgu "ignorancji historycznej", aż do zatraty narodowości! A kiedy ją utracimy, nasze wnuki nie będą już Polakami, lecz jakimiś Synkretystami. I nie będzie już Polski, tylko jeden wielki Pluralizm.

P.S. Ostatnie głodówki i akcje protestacyjne przeciwko ilościowemu rugowaniu historii ze szkół nie mogą nam przysłaniać faktu, że od dawien dawna rugowana jest przede wszystkim Prawda historyczna i podmieniana na takie wersje, które odpowiadają aktualnie panującym trendom cywilizacyjno-politycznym, niekoniecznie mającym coś wspólnego z cywilizacją łacińską-personalistyczną i z polityką propolską.

Mikołaj Mikołajewicz Ge (1831-1894), "Cóż to jest prawda?" Chrystus przed Piłatem (1890).

Wszystko jest bez sensu,
Wszystko pogmatwane,
Jak te winorośle,
Gąszcze cmentarniane.
(Jarosław Iwaszkiewicz)


Grzegorz Grabowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 25 paź 2012, 13:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=62259

Poczwórny fałsz – ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Aktualizacja: 2012-10-23 9:04 pm

70. rocznica Krwawej Niedzieli będzie testem na wiarygodność nie tylko PO, ale i całej III RP

Znalazłem na stronach internetowych IPN informację o możliwości dofinansowania z budżetu państwa filmu dokumentalnego o dokonanej przez UPA zagładzie kresowych wiosek. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie! Po tylu latach milczenia i chowania głowy w piasek zarówno przez polityków (z małymi wyjątkami), jak i twórców kultury. Jednak w tej informacji zmroziło mnie sformułowanie: “tzw. rzeź wołyńska”. Czemu tak poważna instytucja używa pokrętnego określenia, na dodatek poprzedzając go dwuznacznym skrótem? Czy któryś z pracowników IPN mógłby bez żadnych konsekwencji użyć określenia np. tzw. Holokaust czy tzw. Zbrodnia Katyńska? Wątpię, bo w pierwszym przypadku byłby skarcony przez ambasadę Izraela i “Gazetę Wyborczą”, a w drugim przez środowiska prawicowe.

Określenie “rzeź” nie tylko jest eufemizmem, ale i zawiera fałsz. Zgodnie z zasadami ustalonymi przez Rafała Lemkina, polskiego prawnika, który po wojnie pracował na rzecz ONZ, jedynym właściwym terminem jest “ludobójstwo”. Dlatego prokuratorzy IPN właśnie nim się posługują, prowadząc śledztwa w sprawach zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Jak słusznie zauważył jeden z profesorów, pojęcie “rzeź” może dotyczyć “zabijania kaczek i kur, a nie istnień ludzkich”. Vide: opis spustoszeń w kurniku, jakich w “Panu Tadeuszu” dokonała szlachta najeżdżająca Soplicowo.
Drugim fałszem jest przymiotnik “wołyńska”. Zagłada dotyczyła bowiem nie tylko tej krainy, ale i województw lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego, a nawet fragmentów poleskiego, lubelskiego i krakowskiego. W sumie jednej trzeciej terytorium II RP. Trzecim fałszem jest sprowadzanie tych wydarzeń do roku 1943. Otóż eksterminacja ludności kresowej zaczęła się już w 1939 r. Mój śp. ojciec, Jan Zaleski, opisał w swoim pamiętniku wymordowanie przez członków Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich polskich rodzin (wraz z kobietami i dziećmi) w osadzie Kołodne k. Monasterzysk w powiecie buczackim. Miało to miejsce w nocy z 17 na 18 września1939 r., kiedy to wojsko polskie wycofało się do Rumunii. Podobne mordy, także opisane przez ojca, miały miejsce w lipcu 1941 r., kiedy to wycofały się wojska sowieckie. Kolejne mordy działy się za okupacji niemieckiej oraz za ponownej (po lipcu 1944 r.), sowieckiej. Obaj bowiem okupanci w jednakowy sposób sprzyjali ludobójstwu. Mordowanie naszych rodaków przez UPA trwało do 1946 r.

Czwartym fałszem jest sprowadzenie zagłady tylko do Polaków. Otóż banderowcy i członkowie ukraińskich formacji kolaboranckich zabijali też polskich obywateli innych narodowości. Przede wszystkim Żydów, biorąc w ten sposób czynny udział w Holokauście. Zachęcam do przeczytania przetłumaczonej niedawno na język polski książki brytyjskiego pisarza i filmowca Christophera Hale pt. “Kaci Hitlera. Brudny sekret Europy” (Znak, Kraków 2012 r.). Nacjonaliści zabijali także Ormian, Cyganów, Czechów, a także tych Ukraińców, którzy ratowali Polaków. Nawiasem mówiąc, polski establishment, zafascynowany pomarańczową pseudo-rewolucją, o tych bohaterskich Ukraińcach pamiętać nie chce. W ramach “oczyszczania krwi” wybijano także rodziny polsko-ukraińskie. 6 bm. w Łężycy k. Zielonej Góry poświęciłem tablicę dla upamiętnienia 5-letniej Stasi Stefaniak, córki Polaka i Ukrainki, zabitej wraz z rodzicami przez banderowców. Tablicę tę, dedykowaną wszystkim polskim dzieciom zamordowanym na Kresach, ufundował Piotr Szelągowski z Poznania. Ów młody człowiek nie ma żadnych korzeni kresowych, ale jako miłośnik historii stara się upamiętnić te ofiary, które ludzie zakłamani i cyniczni chcą skazać na zapomnienie.

Czy powstanie jakiś film dokumentalny o tych wydarzeniach? Pokaże to zbliżająca się 70. rocznica Krwawej Niedzieli na Wołyniu. Wówczas przekonamy się, czy w kraju rządzonym przez wychowanków Bronisława Geremka i Adama Michnika zwycięży prawda czy też fałsz i “zamiatanie pod dywan”. Będzie to autentyczny test na wiarygodność nie tylko PO, ale i całej III RP.

Na koniec powrócę do swojego zeszłotygodniowego felietonu pt. “Czkawka”. Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia ustanowiona przez Episkopat Polski i rozdająca nagrody Totus przeprosiła wydawnictwo “Fronda” za oszczerstwa. Chwała Panu!

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Gazeta Polska, 24 października 2012 r.

Za: ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski blog (23-10-2012)
http://www.isakowicz.pl/index.php?page= ... 8&nid=6909


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polityka historyczna
PostNapisane: 29 paź 2012, 08:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Na straży polskich interesów

Dziś trzeba stworzyć politykę historyczną, która wyzwoli prawdę o przeszłości z bełkotu uwsteczniającego nas w rozwoju cywilizacyjnym, z wielości prawd i równoprawnych narracji. Coś na kształt ruchu egzekucyjnego, gromadzącego obywateli Polski szesnastowiecznej w walce o odzyskanie praw i przywilejów dławionych przez bezprawne roszczenia oligarchów.

Niedawno w Magazynie "Naszego Dziennika" poruszono ważny problem polskiej polityki historycznej. Do zawartych tam uwag warto dorzucić spostrzeżenia na temat konieczności prowadzenia polityki historycznej dla tzw. Ziem Odzyskanych, uwzględniającej specyfikę tych terenów.

Chodzi o fakt, że obszar ten, choć słowiański, to jednak od średniowiecza zniemczany przez kolonistów, później należący do państwa pruskiego, a następnie Niemiec, dostał się po IIwojnie światowej w granice sowieckiego protektoratu, zwanego od 1952 r. Peerelem, rządzonym przez polskich namiestników na podstawie otrzymanego od Moskwy jarłyku.

Namiestnicy wyznaczali lokalnych kacyków otaczających się prowincjonalnym dworem. Wśród dworzan byli również historycy. I to oni właśnie oraz ich młodsze klony piszą dziś historię tych ziem po 1945 r., równie zakłamaną jak ich życiorysy.

Postkomunistyczna polityka historyczna
Kto nie wierzy, niech sięgnie po Encyklopedię Szczecina i przeczyta życiorysy obecnych "mentorów" młodych adeptów historii, zawdzięczających swoje wyniesienie do rangi lokalnej elity posłuszeństwu ludziom z Komitetu Wojewódzkiego PZPR - nie znajdzie tam stwierdzenia, że byli członkami (często funkcyjnymi) partii komunistycznej, natomiast dowie się, że przed 1989 r. byli... działaczami politycznymi, społecznymi, gospodarczymi. Krótko mówiąc - państwowcami.

Jeżeli ktoś nie daje wiary, że ponad dwadzieścia lat po rozwiązaniu PZPR może kwitnąć nadal historiografia partyjna, a jej kontynuatorami są nie tylko ludzie, których najpiękniejsze lata młodości i zaangażowania w pracę ideowo-polityczną przypadły na czasy Gomułki i Gierka, ale również historycy młodzi bądź w średnim wieku - proponuję przejrzeć prace poświęcone dziejom najnowszym Pomorza Zachodniego, którymi dzielą się ze społeczeństwem regionu historycy Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego.

Włodarze Szczecina propagują dla Pomorza Zachodniego szczególną politykę historyczną: przeszłości nie mamy, więc wybierzmy przyszłość i budujmy aquaparki dla turystów z Berlina. Historia pisana przez postkomunistów i ich klony nie kłóci się z pomysłami szczecińskich "młodych, wykształconych z wielkich miast".

Ta część establishmentu zachodniopomorskiego, która winna stać na straży polskich interesów na tym obszarze (historycy, politolodzy, politycy), jest, mówiąc oględnie, intelektualnie nieistotna.

A w dodatku w wielu wypadkach za wartości najwyższe uznająca święty spokój, pełną kiesę oraz pławienie się we własnym sosie, którego ostrą przyprawą jest wzajemna adoracja. Niezwykle podatna na to, co Zdzisław Krasnodębski nazwał "wykręcaniem umysłu": "Ci, którzy uzyskują władzę nad nami, kształtują nasze wyobrażenia o świecie, narzucają nam kategorie, w jakich myślimy, oraz system wartości sprzeczny z naszymi wyobrażeniami".

I z naszymi interesami politycznymi i duchowymi, można dodać. Natomiast przyjęcie ich, zwłaszcza z pocałowaniem przyjacielskiej ręki zza Odry, łączy się z kojącą świadomością, że szacunku, jako rezoner idei wymyślonych przez nie naszych geopolityków, to może nie zaznam (choć mogę ją wymusić), ale biedy też nie.

Niedawno Przemysław Żurawski vel Grajewski pisał w "Naszym Dzienniku", jakie awanse czekają na tych, którzy zgodzili się na rolę potakiwaczy dla niemieckich wyborów i decyzji politycznych ("Nagroda za klientyzm", 13 września); refleksje dotyczyły wprawdzie szczebla centralnego, ale równie dobrze można rozważania autora odnieść do prowincji. Pokora wobec centrów decyzyjnych położonych za granicą też zgodna jest z naukami, jakie regionalni mentorzy młodych odebrali w gabinetach Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

W czasach Peerelu Szczecin był twierdzą społecznych protestów przeciwko władzom komunistycznym. Dziś na tym terenie zwyciężają partie, którym Peerel nie wadzi, a słowo "zdrada", jeżeli je w ogóle stosują - to tylko wobec tych, którzy narazili się sitwom.

Partia nakreśla ambitne cele
W mieście powstaje Centrum Dialogu Przełomy, będące integralną częścią Muzeum Narodowego w Szczecinie. Na oficjalnej stronie internetowej muzeum znajdziemy tekst informujący o zadaniach i celach Centrum.

Wynika z niego, że wystawa dziejów Pomorza Zachodniego zbudowana będzie z czterech punktów węzłowych: "genezy państwowości polskiej na Pomorzu Zachodnim w 1945 roku oraz trzech kulminacji oporu społecznego w latach 1970, 1980 i 1988 - rozumianych jako kluczowe doświadczenia wspólnotowe na drodze do społeczeństwa obywatelskiego. W tych ramach jest miejsce dla ukazania ówczesnych racji politycznych wielu stron [podkr. R.K.]".

Dalej czytamy, że celem wystawy nie jest narzucanie interpretacji, ale sprowokowanie sporów wokół historii Pomorza Zachodniego. A poza tym: "Obecna świadomość metodologiczna nauk historycznych zakłada wielość narracji, których uzgodnienie może nie być osiągalne".

Jak to bywa przy tego typu postmodernistycznej gadce, słowa nie opisują rzeczywistości, tylko starają się nami manipulować: nie przesądzajmy, nie czyńmy żadnych założeń, "prawd twardych", bo są prostą drogą do budowania społeczeństwa represyjnego, po czym... przesądzamy, zakładamy, tworzymy "łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy", kiedyś z diamatu, teraz politpoprawności. A tych, którzy zwrócą na to uwagę, nazwiemy inkwizytorami, moherami, a w porywach nawet talibami.

Przyjąć, że w 1945 r. rodziła się państwowość polska czy w ogóle państwowość - wszak niektórzy socjologowie uważają, że Peerel nie tylko nie był Polską, ale również nie wypełniał definicji państwa - jak też uznanie, że w czasach przełomu tworzyliśmy jakąś wspólnotę będącą w stanie razem (z PZPR) odbierać doświadczenia "na drodze do społeczeństwa obywatelskiego", to uruchomić katarynę, która już będzie mówić za nas: z różnych stron historycznego podziału szliśmy do tego samego celu - III RP, "demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej".

To przyznać, że racje rotmistrza Pileckiego były tyle samo warte co Humera, że Polska z testamentu "Warszyca" nie może rościć pretensji do bycia lepszą od tej opisanej w konstytucji z 1952r., a I sekretarz KW miał swoją rację i palący gmach KW mieli swoje racje.

Przyznać, że w 1980 i 1988 roku też rację mieli jedni i drudzy. A największą ci, którzy - jak wspomniani mentorzy nowych pokoleń historyków - siedzieli cicho, węsząc cierpliwie, skąd wiatr wieje. W tej narracji racje zdrajców, tchórzy i lokajów oraz niezłomnych, dzielnych i niepokornych niczym się nie różnią.

Tomasz Macaulay, przewodniczący Komitetu Oświaty Publicznej Korony Brytyjskiej, uzasadniając wprowadzenie reformy szkolnictwa w Indiach w 1835 roku, stwierdził: "Przy naszych ograniczonych środkach niemożliwością jest kształtowanie całej populacji. Na razie powinniśmy się zająć uformowaniem klasy, która mogłaby służyć za tłumacza pomiędzy nami a milionową rzeszą rządzonych przez nas ludzi. Niech to będzie klasa z krwi i koloru skóry indyjska, lecz angielska w upodobaniach, moralności, opiniach i rozumowaniu".

Krótko mówiąc, sir Macaulayowi chodziło o stworzenie z wybranych tubylców korpusu sierżantów cywilizacji pośredniczących między autochtonami a kadrą oficerską kolonizatorów.

Reformę szkolnictwa, w której historia ojczysta stała się kulą u nogi młodym i wykształconym, już przeprowadziliśmy, wytyczne dla polityki historycznej już mamy, sierżantów gotowych na skinienie "białej rasy" pleść politpoprawne dyrdymały również. Czekamy tylko na kolonistów.

Ruch egzekucyjny w nauce historycznej
Należy podnieść znaczenie Szczecina - uświadomić mieszkańcom miasta i kraju, a nade wszystko sąsiadowi z Zachodu, że jesteśmy tu, bo wywalczyliśmy sobie te ziemie walką z komunizmem: krew Polaków wylana w 1970 r., męstwo lat 1980-1981, walka i ofiary stanu wojennego uzasadniają w sposób absolutny i bezsporny naszą obecność nad Odrą i Bałtykiem.

Dzięki naszemu zaangażowaniu i poświęceniu w walce z nasłanymi z "moskiewskiego chanatu" nadzorcami runął mur berliński, mogło dojść do zjednoczenia narodu niemieckiego, Europa mogła odetchnąć od trwogi przed komunizmem i wojną atomową.

Wywalczyliśmy sami sobie te ziemie. W sposób heroiczny, pokojowy. I dlatego tu jesteśmy i będziemy. A nie dzięki sowieckim czołgom i pepeszom - jak to próbują wciskać niewolnicze dusze, które wychynęły z cienia Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Szczecinie.

Nie może być tak, że do miasta wjeżdża się Trasą im. Piotra Zaremby, pieszczocha władzy ludowej. Do Szczecina winno się wjeżdżać promenadą bohaterów Grudnia ´70 i Sierpnia ´80. Awitać przybyszów powinien olbrzymi monument upamiętniający ofiary komunizmu i niezłomnych walczących z reżimem. I on winien się stać centrum urbanistycznym miasta i punktem odniesienia dla wszelkich dyskusji o dziejach zachodniopomorskich.

Cała filozofia architektury Szczecina powinna zostać podporządkowana upamiętnieniu i należytemu uhonorowaniu bohaterów wydarzeń Grudnia i Sierpnia oraz wcześniejszych ofiar UB i Informacji Wojskowej. Bo wbrew kłamstwom ówczesnej propagandy komunistycznej i współczesnej propagandy postkomunistycznej to właśnie z nich, z polskich bohaterów, naszych zachodniopomorskich konfederatów, jesteśmy. Bo jak śpiewał Jan Krzysztof Kelus, bard Polski walczącej w latach 70. i 80. z władzą komunistyczną: "Odważnym wszystkim pokłon niski, pogarda dla kanalii".

Dr Robert Kościelny, historyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/13635,n ... resow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /