Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 10 gru 2017, 16:25 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31126
Żadnych imigrantów muzułmańskich

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem do europarlamentu z Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pozew przeciwko Polsce, Węgrom i Czechom w związku odmową przyjęcia uchodźców. Z czym mamy do czynienia?
– To jest kolejna próba wymuszenia m.in. na Polsce decyzji wbrew zdaniu obywateli, ale przede wszystkim badanie gruntu na przyszłość, a mianowicie jak zostałaby odebrana i czy możliwe byłoby – raz jeszcze – przyjęcie decyzji o relokacji imigrantów. Na razie po upływie czasu obowiązywania poprzedniego rozporządzenia postanowiono nie wracać do procedury przymusowej relokacji, ale – jak widać – wciąż trwają próby, aby podtrzymać żywot tamtej koncepcji. Fakty są jednak takie, że narzucony z góry obowiązek przyjmowania uchodźców już nie istnieje, ponieważ program relokacji z 2015 r. wygasł we wrześniu tego roku. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu będziemy przedstawiać nasze racje. Najważniejsze jest jednak to, że imigrantów muzułmańskich z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu w Polsce co do zasady nie będzie. Żadne państwo członkowskie Unii Europejskiej nie ma obowiązku podejmować działań z narażeniem bezpieczeństwa oraz życia i zdrowia swoich obywateli.

A zatem na razie mamy sondowanie przez karanie, i to tylko niektóre państwa?
– Widać wyraźnie, że są to działania motywowane chęcią rewanżu, i to nie tylko ze strony Komisji Europejskiej, ale również ze strony sfrustrowanego regionalnego potentata gospodarczego, jakim są Niemcy, które próbują w ten właśnie sposób odreagować swoje problemy wewnętrzne związane chociażby z niemożnością skonstruowania rządu.

Frans Timmermans, uzasadniając pozew, mówił o problemach z miejscami dla uchodźców przed zimą i o pogarszających się warunkach w Libii, ale tak naprawdę nie przedstawił żadnych podstaw prawnych przyjmowania, żadnych argumentów…
– Frans Timmermans nie rozumie nic z tego, co robi i mówi. Tezy, które wygłasza, czasem nawet z pamięci, co powoduje dodatkowy zamęt, przygotowują mu inni, zaś on sam pozostaje tubą propagandową. Jego działanie ogranicza się do woli czy chęci zrobienia czegoś wbrew Polsce. Najlepiej widać to na posiedzeniach Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, kiedy zabiera głos, atakując Polskę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to działanie sfrustrowanego polityka, którego partia w Holandii ma tak niskie notowania, że prawdopodobieństwo przedłużenia sprawowania urzędu wiceszefa KE przez Timmermansa jest bliskie zeru. Sam Frans Timmermans oraz ludzie mu podobni, zajmujący wysokie stanowiska w Brukseli, jednak nie pochodzące z wyborów, ale będące wynikiem politycznych targów i układanek politycznych w wyższych sferach, robią wszystko pod dyktando swoich mocodawców, licząc, że to przedłuży im polityczny byt.

Polsce, Węgrom i Czechom zarzuca się, że nie wykazały żadnego zaangażowania czy solidarności wobec imigrantów.
– O tym, że nie chcemy i nie będziemy przyjmować imigrantów muzułmańskich, decydują kwestie bezpieczeństwa. Nie możemy i nie będziemy płacić za błędy Niemiec czy Francji, które najpierw – w dobrze pojętym własnym interesie ekonomicznym – ochoczo otwierały swoje granice dla imigrantów muzułmańskich jako taniej siły roboczej, a kiedy ta polityka zbankrutowała, kiedy zagrożenie zamachami wzrasta, to próbują odpowiedzialnością podzielić się z innymi państwami, stwarzając również tam niebezpieczeństwo. Na to zgody nie ma i nie będzie. Jednocześnie wskazujemy, że Polska wbrew nieprawdziwej retoryce nie jest zamknięta na imigrację, czego dowodem jest fakt, iż w naszym kraju aktualnie mieszka i pracuje dwa miliony Ukraińców. Spora ich część to uciekinierzy przed inwazją rosyjską na wschodzie Ukrainy. Otwierając granice dla tych ludzi, nie czynimy z tego żadnego problemu. Tymczasem elity brukselskie, atakując Polskę, grożąc nam karami, wydają się tego faktu nie dostrzegać. Co więcej, w swojej narracji usiłują przekłamywać fakty, przedstawiając Polskę jako kraj nieczuły na ludzką krzywdę.

Dlaczego nie dostrzega się, że Polska w sposób humanitarny pomaga m.in. ofiarom wojny w Syrii? Dlaczego fakt, iż chcemy wspomagać ofiary konfliktów w miejscu ich pochodzenia, nie jest akceptowany?
– To jest kolejny dowód na to, że nie chce się dostrzegać merytorycznych argumentów świadczących na naszą korzyść, za to chętnie przedstawia się argumenty nieprawdziwe wyssane z palca. Zresztą trzeba też mieć świadomość, kto zgodził się na przymusową relokację i przyjęcie do Polski imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Zrobił to rząd Platformy i PSL, kiedy funkcję premiera sprawowała Ewa Kopacz. Gdybyśmy wtedy nie złamali solidarności Grupy Wyszehradzkiej, sytuacja dzisiaj mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, nie musiałoby nawet dojść do głosowania w tej sprawie. Natomiast mieliśmy do czynienia z rządem szkodników, który wyraził zgodę na tego typu rozwiązania, które po pierwsze zagrażają bezpieczeństwu państw członkowskich, a po drugie są sprzeczne z traktatami unijnymi.

Co na ten temat mówi prawo unijne?
– Prawo unijne jest w tym aspekcie jednoznaczne, mianowicie kwestia polityki azylowej na poziomie unijnym nie może być regulowana bez zgody państw członkowskich. I to niektórzy zachodnioeuropejscy politycy na własne życzenie zafundowali swoim społeczeństwom poważny kłopot. W Polsce bomby na ulicach nie wybuchają, za to we Francji jest permanentny stan wyjątkowy, formalnie zniesiony 1 listopada, choć przepisy odbierające niektóre prawa obywatelskie przeniesiono na stałe do prawa, które obowiązuje już ustawicznie. Ograniczenia praw obywatelskich, które zostały w ten sposób wprowadzone, są więc już czymś stałym i „normalnym” we Francji. W Niemczech z kolei nawet już się nie podaje, kto, gdzie, kiedy i kogo zasztyletował, zgwałcił, okradł, bo napady, rozboje dokonywane przez imigrantów są na porządku dziennym. Obecnie na jarmarkach bożonarodzeniowych w Niemczech place, gdzie zlokalizowane są stoiska, odgradzane są potężnymi betonowymi blokami w świątecznych opakowaniach z wstążkami kamuflującymi zawartość. Przecież to jakiś obłęd. Jak pisała Zofia Nałkowska w motcie do „Medalionów” – „ludzie ludziom zgotowali ten los” i znowu są to Niemcy.

Czym byłoby przyjęcie, nawet symbolicznej, liczby uchodźców?
– To byłoby stworzenie wyłomu precedensu, który mógłby zostać wykorzystany przeciwko nam. W Polsce nie ma potrzeby przyjmowania imigrantów ekonomicznych z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu. Zresztą wszystkie działania tych, którzy chcieli nam podesłać imigrantów muzułmańskich, były działaniami podejmowanymi w złej wierze. Te osoby selekcjonowano w taki sposób, że później okazywało się, iż mają one po kilka paszportów, kilka tożsamości, co więcej – są rodzinnie powiązane z osobami, w stosunku do których są poważne zastrzeżenia czy wręcz podejrzenia o działalność przeciwko bezpieczeństwu. Biorąc to pod uwagę, właściwie nie mieliśmy wyboru w tym, kogo przyjmować, a wszystkie osoby, które nam proponowano, zostały zweryfikowane negatywnie, zdyskwalifikowane albo ze względu na naruszenie przez nie prawa, albo ze względów bezpieczeństwa. Poza tym taki wyjątek mógłby się stać regułą, nie ma więc żadnego powodu, żeby tworzyć wyłomy. Jeśli przyjęlibyśmy jednego to, dlaczego nie pięciu. Jak pięciu, to dlaczego nie pięćdziesięciu. A jak pięćdziesięciu, to dlaczego nie pięciuset, a potem jeszcze więcej. To by się nigdy nie skończyło. Proszę mieć także świadomość, że liczba przyjętych imigrantów w krótkim czasie zwiększa się w tempie logarytmicznym poprzez łączenie rodzin, ściąganie znajomych itd. Sprawa jest zatem prosta: jeśli wiemy, że coś jest złe, to tego nie robimy.

Jak wygląda procedura takiego pozwu oraz czy i co ewentualnie nam grozi?
– Owszem, są przewidziane jakieś kary finansowe, ale do tego daleka droga. Natomiast warto się zastanowić nad tym, co groziłoby nam w przypadku realizacji takiego rozporządzenia. Wówczas groziłyby nam wybuchy na dworcach kolejowych, lotniskach, rozboje w biały dzień, gwałty, przemoc. Innymi słowy – to wszystko, z czym obecnie się spotykamy w Niemczech czy we Francji. Na to zgody nie ma i być nie może.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... skich.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 26 sty 2018, 08:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31126
Samorząd czy separatyzm?

Komu i dlaczego zależy na powstaniu Autonomii Śląska i dzieleniu Europy na regiony

Ruch Autonomii Śląska podejmuje kolejne działania w celu przekształcenia unitarnego charakteru państwa polskiego w kierunku regionalizacji. Służyć temu ma powstanie Śląskiej Partii Regionalnej.

Idea regionalizmu znalazła w Polsce swoich zwolenników już w pierwszych latach III RP – w programie Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego przewodniczącym był Donald Tusk. W 1992 roku inny lider KLD Jan Krzysztof Bielecki oświadczył, że przyszły kształt Europy powinien być oparty na zasadzie federalizmu i regionalizmu, a Polska jutra może podzielić się na Mazowsze, Wielkopolskę, Górny Śląsk i Dolny Śląsk.

3 marca 1993 roku w Sejmie poseł Władysław Reichelt mówił: „W przyszłej Europie państwa narodowe, doprowadziwszy do scalenia kontynentu, usuną się na dalszy plan, a pierwszy rząd zajmą regiony. Sprawy dotyczące Europejczyków będą rozstrzygane niemalże w ich domu – w Bawarii, w Walii, na Śląsku, w Wielkopolsce […] Polityczna mapa Europy, czy tego chcemy, czy nie, nie jest jeszcze tworem skończonym. Przyszłe jej wydanie będzie zawierać w miejscu Hiszpanii Baskonię, Nawarrę, Katalonię, w miejscu Polski Mazowsze, Kujawy, Warmię, Mazury, Wielkopolskę i obydwa Śląski. Tak zjednoczony kontynent uwolni się od wszelkich konfliktów, w jakie popadały narodowe państwa zrodzone przez XIX wiek. Powróci poczucie wspólnoty i barwna różnorodność”.

W marcu 2015 roku przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska Jerzy Gorzelik na kongresie tej organizacji zapowiedział powstanie pierwszej w Polsce partii regionalnej – Śląskiej Partii Regionalnej, której filarami miały być środowiska Związku Górnośląskiego i mniejszości niemieckiej. Pierwszym celem ŚPR miało być uzyskanie przedstawicielstwa w sejmiku województwa.

Projekty Ruchu Autonomii Śląska
Dwa lata później wiceszef Ruchu Autonomii Śląska i członek zarządu sejmiku śląskiego Henryk Mercik i Grzegorz Franki, prezes Związku Górnośląskiego, ogłosili powstanie Śląskiej Partii Regionalnej. W październiku 2017 roku złożone zostały do Sądu Okręgowego w Warszawie dokumenty w celu rejestracji partii. Jednak wkrótce z udziału w tej inicjatywie wycofali się działacze Związku Górnośląskiego, oświadczając, że nie będą swoimi nazwiskami legitymizować działań partii regionalnej, która staje się polityczną formułą RAŚ. Stawia to pod dużym znakiem zapytania możliwość realizacji tego projektu.

Sprzeczności występują też w prezentowanych oficjalnie zasadach programowych Śląskiej Partii Regionalnej. Stanowić je mają samorządność, tożsamość, dialog, innowacyjność. Z kolei na jednym ze spotkań aktywistów ŚPR w Katowicach profesor Zbigniew Kadłubek przekonywał, że niezbędnym fundamentem programowym powinna być świeckość, która pozwoli na „wyjście z kręgu kościelno-ambonowego […] bez arcybiskupów i mszy za Śląsk”. Słowa te – będące w sprzeczności z wartościami Ślązaków przywiązanych do wiary – zostały bardzo przychylnie przyjęte przez uczestników spotkania. W ostatnim czasie działacze RAŚ podejmują działania na rzecz „europeizacji kwestii śląskiej” polegającej na upowszechnianiu przekazu o etnicznej/narodowej odrębności Ślązaków i wynikającego stąd prawa do autonomii.



„Europeizacja kwestii śląskiej”
Przed wyborami do niemieckiego Bundestagu 24 września 2017 roku w piśmie RAŚ „Jaskółka Śląska” apelowano o wsparcie do niejakiego Roberta Starosty. Starosta, który w dzieciństwie z rodziną opuścił Polskę i osiedlił się w Bawarii, jest przewodniczącym Initiative der kulturellen Autonomie Schlesiens. W wywiadzie dla „Jaskółki Śląskiej” zadeklarował, że jako „pierwszy przesiedleniec Bundestagu” zajmie się „wzmacnianiem demokracji w Polsce, szczególnie dotyczącej poszanowania praw samorządów”. Zapowiedział, że będzie „poprzez Berlin naciskał Brukselę” w tej kwestii. Chce się skoncentrować na wsparciu osób deklarujących narodowość śląską, które nie mogą liczyć na pomoc Warszawy ani Berlina. Zapowiadał wsparcie dla niemieckiej kultury na Śląsku, a także pomoc dla członków mniejszości niemieckiej. „Jaskółka Śląska” zachęcała do głosowania wszystkich mieszkańców Śląska posiadających niemiecki paszport.

Na razie RAŚ dla „europeizacji kwestii śląskiej” znalazł wsparcie w kręgach separatystycznych partii i ruchów europejskich głoszących etnonacjonalizm. Wyrazem tego było przyjęcie – na wniosek RAŚ – rezolucji na zakończenie zjazdu Wolnego Sojuszu Europejskiego w Katowicach 1 kwietnia 2017 roku.

Separatyści z różnych krajów opowiedzieli się za przeprowadzeniem na Górnym Śląsku referendum niepodległościowego w przypadku „próby wyjścia Polski z Unii Europejskiej”. Wśród sygnatariuszy rezolucji znalazła się Republikańska Lewica Katalonii, partia, która należała do najaktywniejszych sił, które podjęły w ubiegłym roku akcję na rzecz oderwania Katalonii od Hiszpanii.

Podczas kryzysu związanego z podjętą próbą secesji Katalonii RAŚ wyrażał solidarność z separatystami i apelował do władz Królestwa Hiszpanii, aby „respektowały prawo Katalończyków do samostanowienia”. Wyrażono również nadzieję, że wydarzenia te mogą być początkiem europejskiej „wiosny regionów”.

W jednym z oświadczeń RAŚ opowiadał się za „umiędzynarodowieniem konfliktu” związanego z referendum, a kwestii katalońskiej nie można traktować jako wewnętrznej sprawy Hiszpanii. Unia Europejska powinna wypracować procedury rozwiązywania konfliktów krajów z regionami. Według Gorzelika, kryzys hiszpański potwierdza, że w Polsce potrzebna jest Śląska Partia Regionalna, aby prowadzić „dialog pomiędzy Śląskiem a Warszawą”.

Wbrew historycznej prawdzie
Ruch Autonomii Śląska konsekwentnie, zapewne bardziej na użytek opinii międzynarodowej, używa sformułowania „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie obozy pracy” lub „polskie komunistyczne obozy koncentracyjne” w odniesieniu do obozów zarządzanych po II wojnie światowej przez komunistyczne władze.

6 stycznia 2017 roku RAŚ wydał oświadczenie, w którym zakwestionowano wyrok sądowy zobowiązujący portal Newsweek do sprostowania fałszywych tez zawartych w tekście omawiającym książkę Marka Łuszczyny „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Sąd uznał za niedopuszczalne stosowanie w książce określenia „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do miejsc odosobnienia i kaźni zorganizowanych i administrowanych przez władze komunistyczne w 1945 roku i w następnych latach.

W maju 2017 roku Ruch Autonomii Śląska wystosował do prezydenta Andrzeja Dudy apel o uwzględnienie – w zapowiadanym na listopad, w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, referendum w sprawie zmiany Konstytucji – postulatu przyznania prawa do autonomii regionalnej wszystkim województwom. Zwrócił się też do prezydenta o ogłoszenie wyborów do Sejmu Śląskiego (w granicach województwa sprzed 2 października 1938 roku), a to z uwagi na nielegalne – zdaniem RAŚ – zniesienie przez władze komunistyczne samorządu śląskiego.

Dr Krzysztof Kawęcki

http://www.naszdziennik.pl/mysl/193907, ... atyzm.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 13 lip 2018, 07:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31126
Obecność rotacyjna kartą przetargową

Obrazek

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W Brukseli zakończył się szczyt NATO. Co w jego efekcie możemy uzyskać? Jaka jest szansa na stałą obecność wojsk amerykańskich w Polsce i – co ważne – czy i na ile jesteśmy na to gotowi?
– Gotowi to jesteśmy, przynajmniej deklaratywnie. Taką deklarację złożył obecny szef MON Mariusz Błaszczak. Zdaje się, była nawet mowa o kwotach, jakie polski rząd ma zamiar przeznaczyć na ewentualne stworzenie takiej amerykańskiej bazy. To jest – powiedziałbym – pewna próba wyjścia, skoro nie możemy się doprosić stałych baz NATO w Polsce. Proszę też wziąć pod uwagę, że taka baza, o ile by powstała, byłaby efektem porozumienia czy umowy pomiędzy dwoma państwami, czyli między Stanami Zjednoczonymi i Polską. Co ważne, do takiej umowy nie potrzeba zgody wszystkich członków NATO. Wydaje się, że strona polska próbuje zrealizować ten cel właśnie tą drogą. Tak czy inaczej stała baza amerykańska w Polsce to byłoby coś ważnego. Jednak biorąc pod uwagę sposób działania prezydenta Donalda Trumpa, do końca nie możemy powiedzieć, co się wydarzy.

Podczas szczytu w Brukseli doszło do spotkań prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa i to – jak słyszeliśmy – z inicjatywy amerykańskiej. Czy to jest dowód, że Amerykanie widzą w Polsce swojego sojusznika w Europie, czy może bardziej zależy im na interesie – mam na myśli dostawy ciekłego gazu ziemnego LNG?
– Przypomnijmy sobie ubiegłoroczną wizytę prezydenta Trumpa w Polsce i jego słynne przemówienie. Już wtedy pojawiły się głosy, że Trump atakowany z różnych stron na gruncie amerykańskim, a także zagranicznym, wybrał Polskę i wizytę w Warszawie jako miejsce, gdzie spotka się z entuzjazmem i uznaniem. Tak jakby chciał się ogrzać w blasku sympatii Polaków do Stanów Zjednoczonych. Zastanawiałem się wtedy, czy i jakie będą konsekwencje tej wizyty i wypowiedzianych słów, bo to przemówienie w Warszawie prezydenta Trumpa było rzeczywiście piękne, dobrze skonstruowane i widać było, że ktoś, kto je przygotowywał, znał dobrze historię Polski i potrafił poruszyć różne wrażliwe struny w naszych sercach. Jednak poza konsekwencjami emocjonalnymi ważniejsze były konkrety, czyli na ile Stany Zjednoczone zaangażują się we wschodnią flankę NATO i uznają Polskę za swojego głównego partnera i czy przełoży się to na stałą obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Przypomnę tylko, że Stany Zjednoczone, jeśli uznają, że dany kraj w świecie odgrywa istotną rolę z punktu widzenia polityki amerykańskiej i celów, jakie Biały Dom chce osiągnąć, to takie państwo jest wzmacniane militarnie – również przez gotowość Waszyngtonu do wsparcia finansowego obszaru militarnego – nawet dużymi kwotami, tak jak to miało miejsce w przypadku Izraela czy Egiptu. Byłem ciekaw, czy za tymi słowami prezydenta Trumpa pójdą jakieś kroki ze strony amerykańskiej.

Na co konkretnie Pan liczył?
– Miałem cichą nadzieję, że Amerykanie mogą być zainteresowani tym, żeby Polska miała solidną obronę przeciwrakietową. To sprawiłoby, że kontrakt dotyczący zakupu systemu Patriot, który dla takiego państwa jak Polska jest ogromnym wydatkiem, zostanie w jakimś stopniu zrekompensowany przy amerykańskiej pomocy. Jak wiadomo, te moje i nie tylko moje nadzieje przynajmniej na razie się nie ziściły. Natomiast pojawia się inna kwestia, pytanie, czy i na ile zamierzenia, jakie realizuje prezydent Donald Trump, są zgodne z oczekiwaniami jego otoczenia, a zwłaszcza całego kompleksu militarno-przemysłowego i jak to się będzie układało. Inną kwestią jest spotkanie Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem i reakcje ze strony państw azjatyckich, które pokazują pewne zaskoczenie nie tyle spotkaniem, ile deklaracjami, które wygłosił prezydent Stanów Zjednoczonych odnośnie do porozumienia. Niewiadomą jest także brak harmonogramu działań dotyczących denuklearyzacji Pjongczangu, co może wskazywać, że i w tym obszarze mogą być problemy. Wątpliwości dotyczą także tego, w jakim kierunku to porozumienie będzie zmierzało, zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się spotkanie prezydenta Trumpa z Władimirem Putinem. Pytanie, czym tym razem poczęstuje czy też zaskoczy nas prezydent Trump.

No właśnie w poniedziałek w Helsinkach Trump spotka się z Władimirem Putinem. Czym może się skończyć to spotkanie Putin – Trump i czy od tego może zależeć powstanie stałych baz amerykańskich w Polsce?
– Tu, jak sądzę, chodzi o coś więcej. Mianowicie porównując amerykańskich prezydentów Roosevelta i Reagana zastanawiałem się, jakie racje zachodziły między polityką amerykańską a tym, co nas dotyczyło. Okazuje się, że jeden i drugi budował mocną pozycję Stanów Zjednoczonych w świecie i zarówno jednemu, jak i drugiemu się to udało. Niestety, Roosevelt nie dbał przy tym o interesy Polski, dlatego na sojuszu z Amerykanami wyszliśmy jak Zabłocki na mydle. Z kolei Ronald Reagan, który uczynił Stany Zjednoczone najpotężniejszym państwem świata, prowadząc swoją politykę, sprawił, że Polska zyskała suwerenny byt. To był jeden z elementów polityki prezydenta Reagana. Na tych dwóch przykładach widać, że zawołanie, które wypowiedział w kampanii Donald Trump: „Make America Great Again” (Uczyńmy Amerykę znów wielką), nie zawsze musi oznaczać coś pozytywnego dla Polski. W związku z tym pojawiają się wątpliwości, które nas niepokoją i tego najbardziej się obawiam. Chodzi o to, że jakby nie spojrzeć, to nasze bezpieczeństwo narodowe jest de facto uzależnione od tego, co zrobią zagraniczne ośrodki polityczne, na które tak naprawdę nie mamy żadnego wpływu. Jaki bowiem wpływ mamy na prezydenta Trumpa i na to, jaki kierunek polityki obierze? Pewnie taki sam, jaki miał premier Mikołajczyk na prezydenta Roosevelta. I tego typu wątpliwości czy obawy będą się pojawiały, dlatego osobiście stoję na stanowisku, że gwarancje bezpieczeństwa, które mamy, w pewnym momencie mogą się okazać bezwartościowe.

Co robić, aby nie znaleźć się na lodzie?
– Przede wszystkim musimy zabrać się za własną obronność, co zresztą cały czas podnoszę, tyle że jest to rzucanie grochem o ścianę.

Czy Trump, widząc postawę głównych państw Unii Europejskiej: Niemiec czy Francji, może próbować „dogadać się” z Putinem?
– Oczywiście, że tak, a przynajmniej może postraszyć takim scenariuszem. Stany Zjednoczone mają jeden podstawowy problem, któremu na imię Chiny i niebezpiecznie rosnąca siła Pekinu. Nieżyjący już prof. Zbigniew Brzeziński w jednej z ostatnich swoich książek – podnosząc ten temat – mówił, że Chiny rosną w potęgę i można sobie wyobrazić, że w przywództwie światowym zastąpią Stany Zjednoczone. I jeżeli Waszyngton nie chce do tego dopuścić, to musi sobie znaleźć sojuszników, partnerów, z którymi będzie możliwe powstrzymanie chińskiej ekspansji w świecie. Idąc tym tokiem rozumowania, Brzeziński wskazywał tutaj na Rosję jako sojusznika czy partnera Stanów Zjednoczonych. Kiedy słyszę, że Zachód próbuje nawiązać jakieś partnerskie stosunki z państwem, z którym jako Polska mamy smutne doświadczenia historyczne, to przyznam, że skóra mi cierpnie na myśl, co z tego może wyniknąć dla nas, dla Polski.

Jakie konsekwencje z tego układania się mocarstw mogą wyniknąć dla Polski?
– Minister Mariusz Błaszczak powiedział, że wszystkie kwestie przed szczytem NATO w Brukseli zostały ustalone, a to oznacza zacieśnienie stosunków i umocnienie kierunku, który został zarysowany podczas poprzednich szczytów Sojuszu Północnoatlantyckiego w Newport i w Warszawie. Jeżeli tak się rzeczywiście stanie, to bardzo dobrze. Natomiast widać, że prezydent Donald Trump strofuje europejskich sojuszników, zwłaszcza Niemców, którzy robią interesy m.in. gazowe z Rosją, a nie chcą płacić 2 proc. PKB na obronność. Przy tym Trump używa Polski jako pałki do stukania po głowie Niemcom, wskazując nas jako wzór członka NATO, a zarazem jako kraj, który nie poddaje się polityce gazowej Moskwy.

Taka postawa Trumpa może świadczyć o koncepcji amerykańskiej dotyczącej silniejszego zakorzeniania się w Europie w oparciu o Polskę?
– Nie można tego wykluczyć. Zarazem może to być gra biznesowa, w której używa się takiego argumentu, aby osiągnąć mocniejszą pozycje w negocjacjach. Ale na razie trudno powiedzieć, jakie plany ma Donald Trump. Podobnie wygląda to z rotacyjną obecnością wojsk amerykańskich, bo kiedy usłyszałem, jak były dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie, gen. Ben Hodges – człowiek, który deklaruje się jako przyjaciel Polski – mówi, że baza amerykańska czy NATO-wska jest u nas niepotrzebna, bo to osłabi jedność Sojuszu i może zdenerwować Rosjan, a jednocześnie ten sam generał stwierdza, że dobrze byłoby, aby flankę wschodnią NATO rotacyjnie rozszerzyć, sprowadzając więcej wojska nie tylko do Polski, ale też do innych państw nadbałtyckich, a także na teren Gruzji czy Ukrainy, które do NATO nie należą, to pytanie, czy właśnie takie działania nie zdenerwują Rosjan. Odpowiedź brzmi oczywiście „tak”, ale wydaje się, że obecność rotacyjna to jest pewna karta przetargowa, z której w każdej chwili będzie się można wycofać. Pytanie tylko za jaką cenę. Jednocześnie ten przykład pokazuje, że tego typu gry cały czas się toczą.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... rgowa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /