Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie
http://polskie-forum.pl/

Przestrzeń absurdu
http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=3&t=1359
Strona 31 z 31

Autor:  Aerolit [ 05 gru 2017, 17:36 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Plotki o rekonstrukcji, czyli kto się sprawdza tego odsunąć

Dotknęła nas znów jedna z większych bolączek życia społecznego w Polsce, od komuny po dziś dzień. A starsi i mądrzy ludzie mówili nawet, że zatruwała ona społeczeństwo i za IIRP, choć nie w aż tak ostrej formie (ten temat jednak tutaj zostawmy, gdyż chyba większość żyjących i tak nie jest w stanie już tego ocenić). Kolesiostwo, egoizm, nepotyzm, utrącanie i niszczenie ludzi zdolnych, dobrych, wybijających się i odnoszących sukcesy. Bo ktoś zazdrości, bo niech mu się we łbie nie przewróci, bo trzeba go (ją) załatwić – dla zasady (przecież nie może być, że jakiś „on” – a jeszcze gorzej jakaś „ona” - a nie „ja”). Bo trzeba zrobić miejsce dla kuzynki premiera, dla kochanki dyrektora, dla „człowieka” jakiegoś partyjnego intryganta, który nagle poczuł wiatr w żaglach i uznał, że oto właśnie wybiła właściwa godzina.

I tak wszędzie i zawsze. I dlatego też między innymi młodzi ludzie wyjeżdżają mając dosyć. I dlatego ludzie niegdyś idealistyczni walą w końcu wszystkim, bo z czasem dostrzegają bezsensowność swych działań, trafiających w próżnię. I dlatego ludzie coraz częściej odwracają się od polityki, bo widzą, że na kogo i na co by nie zagłosowali i w co by się nie zaangażowali, to na koniec i tak ujrzą jakąś chytrą mordę partyjnego intryganta z tylnych ławek, który wszystkich ogra i niszcząc po drodze dorobek czy to kolegów czy konkurencji rozsiądzie się z zadowoleniem w jakimś wygodnym fotelu.

I właśnie dlatego też od pewnego czasu pojawiają się w eterze natrętne plotki o odsunięciu od stanowiska Premier Beaty Szydło mimo że nie istnieją żadne rozumowe przesłanki, żeby ją od czegokolwiek odsuwać. Od wczoraj wszystko wyszło z ram zwykłych plotek a zaczęło być ubierane w formę „przecieków z Nowogrodzkiej”. Ani ja ani nikt inny z głupiego ludu wyborczego – za jaki najwyraźniej mają nas autorzy tych zakulisowych intryg - nie jesteśmy w stanie ocenić na ile te plotki/przecieki są prawdą. Prawdopodobnie coś w nich jest, bo tym razem sprawa wygląda dość poważnie.

Więc jeżeli jest to prawdą, to można powiedzieć jedno – wyborcy po raz kolejni zostali zrobieni na szaro. I nie wiem, w jaki sposób pomysł czy – nie daj Boże – już konkretne posunięcie zamiany na stanowisku Premiera RP zostanie nam wytłumaczone. Czy ktoś będzie nam próbował wmawiać, że odsunięto Panią Premier, bo się sprawdziła? Czy będą nam kłamliwie wmawiać, że odsunięto, bo się nie sprawdziła, skoro jeszcze kilka dni temu wszystko było dobrze i „się sprawdzała”? Czy będą padać inne argumenty, że np.”pan minister x ściągnie nam tu inwestycje”? (Przecież pan x mógł ściągać te inwestycje zagraniczne do tej pory zajmując się gospodarką, PBS na pewno nie była osobą hamującą czy odstraszającą jakiekolwiek inwestycje). A może padnie argument, że jacyś tam panowie ministrowie mieli problem z Panią Premier. (Tak? To dlaczego w takim razie nie pozwolono odsunąć nieudacznych ministrów, wyjąwszy oczywiście ministrów z klucza koalicyjnego, bo z tymi się nie da, to oczywiste). A może po prostu usłyszymy znów, że my, wyborcy, jesteśmy głupi i nie powinniśmy się w to wtrącać, bo partia i media zaprzyjaźnione wiedzą lepiej, jak już ktoś pięknie kilka tygodni temu odpowiedział na moją notkę w obronie Pani Premier przed szalejącymi intrygantami.

Więc odpowiem na to wszystko jedno, z zastrzeżeniem, że to nie są durne plotki – ja też mam tego dosyć. I nie tylko ja – niedawno pisałam tutaj, że po awanturach rozpętanych wokół Prezydenta Dudy Pani Premier to jedyny polityk na szczycie, z którego zadowoleni są chyba wszyscy wyborcy (i nie tylko, bo dobre zdanie ma o niej w ogóle coraz więcej ludzi). To ktoś w rodzaju „wspólnego mianownika” dla wszystkich zwolenników rządzącej partii. I jeżeli wywalicie ze stanowiska Beatę Szydło, najlepszego Premiera RP po ’89 roku, to bawcie się dalej w swoje przepychanki sami. Nie, nie, oczywiście nie oznacza to, że będę komukolwiek przeszkadzać czy że skumam się z jakąś PO czy z czymś jeszcze gorszym, jak wiecznie insynuują to tutaj i w innych miejscach jacyś „jedynie słuszni”. Po prostu będę miała najzwyczajniej dosyć jak i coraz więcej ludzi i na pewno nie będę poświęcała mojego czasu na popieranie jakiegoś intryganckiego żmijowiska. Owo żmijowisko zapewne świetnie poradzi sobie samo beze mnie i bez wielu tych wszystkich fantastycznych ludzi, których tu poznałam i którzy włożyli wiele pracy w odsunięcie od władzy sitwy z PO-PSL i w wyborcze zwycięstwo osób uczciwych i pracowitych, mających na względzie wspólne dobro Polski i Polaków. Właśnie takich jak Pani Premier Beata Szydło, którą tutaj wspieraliśmy dwukrotnie w jej wyborczych zmaganiach – raz jako szefową kampanii wyborczej Prezydenta Dudy a następnie jako kandydatkę na Premiera RP w wyborach do Sejmu.

Szanowni Państwo – to nie jest moje pożegnanie z publicystyką polityczną, to tylko zapowiedź, że w okresie adwentowym postaram się nie zajmować wygryzającymi się buldogami i wieprzami. Ze względu na szczególność i specyfikę tego okresu nie będę im oczywiście życzyła, żeby się wreszcie pozagryzali do końca i zostawili nas i naszą Ojczyznę w spokoju, życzę im jedynie, żeby jakaś dobra siła oświeciła i odmieniła ich pokrętne dusze i umysły. A sama postaram się w tym okresie skupić moją uwagę na innych tematach.

https://www.salon24.pl/u/leonarda/82701 ... go-odsunac

Autor:  Aerolit [ 10 gru 2017, 21:21 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Coca Cola

Szanowni Państwo!

Podział na zwolenników tej czy innej partii bardzo często nie ma żadnych merytorycznych uwarunkowań. Są jej zwolennicy, lub przeciwnicy, bo są i mało kto zadaje sobie jeszcze pytanie: dlaczego? Dzieje się tak, ponieważ ta kwestia została już wcześniej rozwiązana i nie warto do niej wracać. Takie spostrzeżenie nasunęło mi się gdy uświadomiłam sobie zwolenników i płomiennych przeciwników Coca Coli.
Za komuny napój ten był tylko w Pewexach za dolary. A przy tym pocztówki, na przykład z Londynu, pokazywały olbrzymie neony reklamujące ten napój. Były tak widoczne, że nadawały się na anty reklamę kapitalizmu jako takiego. Zohydzić Coca Colę, to jak zohydzić kapitalizm. Ruszyła anty kampania i odniosła skutek, wcale jednak nie zamierzony, bo tymczasem ustrój się zmienił i zniechęcanie do kapitalizmu straciło sens.
Dlaczego się nad tym rozwodzę? A no dlatego, że niekiedy brak mi argumentów uzasadniających tezę, która wydaje się słuszna (lub niesłuszna). Dzieje się tak, gdy władza podejmuje jakąś nową decyzję bez wyjaśnień, co ma na celu. Opozycja totalna krytykuje wszystko totalnie i tym bym się nie przejmowała, ale wolałabym znać argumenty naszego rządu, np. w sprawie niedomagań służby zdrowia, albo skąd się biorą muzułmanie w Warszawie.

Pozdrawiam i do następnej soboty

Małgorzata Todd

http://mtodd.pl/?wysija-page=1&controll ... er_id=1531

Autor:  Aerolit [ 19 sty 2018, 21:49 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Droga do czystego powietrza w miastach prowadzi nie tylko poprzez ograniczenie spalin samochodowych, ale np. poprzez ograniczanie smogu papierosowego. A bezsensowne fajerwerki, jak strasznie zasmradzają miasta.
Trzeba nam mądrych rozwiązań. Rozwińmy branżę samochodów elektrycznych. Ludzie sami zaczną je nabywać, jeżeli im nie postawimy granicy cenowej. Z czasem problem smogu sam się rozwiąże.
Jednak nawet prąd potrzebny do tych samochodów potrzebuje dymiących elektrowni, potrzebuje akumulatorów, które też wydalają z siebie różne toksyczne substancje.
Tu potrzebny jest spokój i zdrowy rozsądek. Trzeba wyznaczyć kierunek zmian i wdrażać go w życie, a nie narzucać ludziom, Bogu ducha winnym za obecny stan samochodów, kar pieniężnych za to że muszą w tym tak zorganizowanym (nie przez nich) świecie egzystować.


Nowe podatki dla kierowców mają zapewnić czyste powietrze w miastach. PiS-ie! Nie tędy droga!

Jadwiga Emilewicz, nowa minister przedsiębiorczości i technologii, przyznała wczoraj, że rząd PiS popiera pomysł wprowadzenia dodatkowych opłat dla kierowców za możliwość wjazdu autem do centrum miasta w maksymalnej wysokości 30 zł. Opcja taka ma być przewidziana w ustawie o elektromobilności. Chodzi o zniechęcenie kierowców do używania samochodów, dzięki czemu powietrze w centrach miast miałoby być czystsze. Nie wiem kto w PiS wpadł na ten pomysł, ale jest on bezdennie głupi. Podnoszenie podatków pod pozorem ekologii to najgorsze możliwe rozwiązanie.

Ustawa o elektromobilności ma dać samorządom lokalnym możliwość wprowadzenia dodatkowej opłaty za wjazd samochodem z silnikiem spalinowym do centrum miasta. Problem w tym, że opłata za jednorazowy wjazd będzie mogła wynieść nawet do 30 zł!

Co się stanie, gdy takiej opłaty nie uiścimy, a do centrum miasta jednak wiedziemy? Odpowiedź jest prosta - zapłacimy jeszcze więcej. Gdy zostaniemy złapani na "gorącym uczynku", to czeka nas kara grzywny do 500 zł.

Jeżeli rząd PiS chce rzeczywiście rozwiązać problem smogu w dużych miastach, to nie powinien utrudniać życia zwykłym kierowcom i nakładać na nich obowiązek płacenia nowych podatków. Zamiast wprowadzać w życie kolejną daniną publiczną, która będzie drenować kieszenie Polaków, o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby promowanie za pomocą ulg i zwolnień podatkowych tych, którzy zdecydowaliby się na zakup pojazdu nisko lub zero-emisyjnego, albo świadomie i z premedytacją przesiedliby się z własnych aut do komunikacji miejskiej. Jeśli ekologia ma być forsowana to lepiej robić to za pomocą finansowych zachęt (wspomniane ulgi), a nie kar (nowe opłaty i grzywny).

Pisałem nie tak dawno, że PiS może dziś przegrać tylko sam ze sobą. Branie od kierowców dodatkowej kasy za możliwość wjazdu samochodem do centrum miasta z pewnością przybliża partię Jarosława Kaczyńskiego do takiej właśnie porażki.

Źródło: 30 zł za wjazd do centrum miasta? Minister Emilewicz: Zapraszam do transportu publicznego (DoRzeczy.pl)

Autor:  Aerolit [ 23 sty 2018, 17:50 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Hipokryzja takich decyzji polega głównie na tym, że widzimy, bądź chcemy widzieć fragment całości.
Skoro do głosu dochodzi wrażliwość na zwierzęcią krzywdę, to czemu akurat atakujemy hodowle futerkowców.
A co z bestialstwem hodowlanym w przypadku zwierząt rzeźnych, a co z bestialstwem hodowlanym na fermach jajczarskich, a co z naszą wrażliwością na komfort zwięrzęciego żywota, gdy wariujemy z fajerwerkami, a zwierzęta nie wiedzą gdzie mają się skryć? A zatruwanie ziemi środkami ochrony roślin i odpadami przemysłowymi, a co z zatruwaniem wód, a co ze zwierzętami podczas prób nuklearnych itd?
A w końcu co z ludźmi, których traktuje się analogicznie do zwierząt? (Np. przepędza się ich z własnych mieszkań, bo ktoś wyżej postawiony zapragnął jeszcze bardziej się nachapać.)
Nie jestem zwolennikiem zabijania zwierząt dla jakiś tam ludzkich celów, ale czy tędy prowadzi droga do wzrostu ludzkiej świadomości, a za tem i do wzrostu ludzkiej wrażliwości? Czy tylko wystarczy zakazać?


Heglowskie ukąszenie europosłów

Prawica stawia na porządek. Lewica porządku nie znosi, zwłaszcza tego boskiego lub – jak kto woli – naturalnego, który dobro człowieka stawia ponad życiem zwierząt i nakazuje mu „czynić sobie ziemię poddaną”. Prawica dąży też do prawdy i w oparciu o nią chce budować świat. A lewica?

Dziś w Parlamencie Europejskim grupa prawicowych polskich europosłów, wespół z już otwarcie nieprawicową organizacją „Otwarte klatki”, inauguruje wystawę pt. „Niech futra przejdą do historii”. Problem w tym, że narracja, na której oparty jest postulat zakazu hodowli zwierząt na futra, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Jak pokazują liczne kontrole państwowych inspekcji (m.in. NIK, Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Ochrony Środowiska czy Inspekcji Budowlanej), zwierzęta na fermach traktowane są i karmione przyzwoicie. Nic w tym dziwnego, bo w przeciwnym razie finalny produkt w postaci ich okrywy włosowej byłby złej jakości i nie nadawał się do sprzedania na rynku. Futerkowce zabija się też w sposób bardzo humanitarny w porównaniu z innymi zwierzętami hodowlanymi. Są one usypiane za pomocą gazu.

Właścicielami ferm w naszym kraju są Polacy, jak twierdzi Główny Inspektor Weterynarii – w 98 proc. przypadków. Co więcej, po 2000 r. nie powstała w Polsce ani jedna czysto zagraniczna ferma i zaledwie jedna z udziałem kapitału holenderskiego. A więc to bzdura, jakoby zachód, nie chcąc hodowli u siebie, przenosił je do Polski.

Nieprawdą jest też, że hodowla zwierząt futerkowych to działalność antyśrodowiskowa. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze, futerkowce, żywiąc się produktami ubocznymi pochodzenia zwierzęcego, utylizują je w sposób najbardziej ekologiczny z możliwych. Po drugie, hodowle są źródłem naturalnego nawozu. Po trzecie, futra łatwo poddają się procesowi rozkładu, w odróżnieniu od ich syntetycznych odpowiedników.

Zakazy hodowli zwierząt futerkowych wcale nie są uchwalane masowo, a jedynie w krajach, które nigdy tej branży u siebie nie rozwinęły. Wyjątek jest jeden – Holandia. Ale nawet tam wprowadzono vacatio legis dłuższe niż proponuje się polskim rolnikom. Poza tym nie jesteśmy ani krajem tak bogatym jak Holandia, ani – dzięki Bogu – tak przesiąkniętym lewicową i antychrześcijańską ideologią.

Zresztą, wbrew temu, co twierdzą pseudoekolodzy, światowy rynek skór futerkowych ma się dobrze, a ich produkcja nie wykazuje tendencji spadkowej.

Przykładów jak powyższe można podawać dużo. Bo lewicowy światopogląd to mieszanka zwykłych kłamstw i utopii, na które – jak widać – dają się od czasu do czasu nabierać skądinąd przyzwoici ludzie.

Dr Marian Szołucha

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... oslow.html

Autor:  Aerolit [ 31 sty 2018, 10:13 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Za PRL-u strajkujący robotnicy wywalczyli sobie w 1980 r. wszystkie soboty wolne.
Dziś po niemal 40 latach w "cudownej" III RP pracownicy muszą walczyć o wolne niedziele.
Kiedy byliśmy bardziej zniewoleni w PRL-u, czy w III RP.
W PRL-u zniewolenie dotyczyło jedynie intelektu i po trosze psychiki i ducha.
W III RP mamy zniewolone ciała, umysły, serca, wyobraźnię, charakter, psychikę, ducha....


Więcej niedziel

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę ograniczającą handel w niedzielę.

– To jest moment solidarności tych, którzy nie pracują w handlu i mają wolną niedzielę, z tymi, którzy w handlu pracują i nie mieli wolnej niedzieli. Tym ludziom ona się należy – podkreślił Andrzej Duda.

Prezydent podziękował wczoraj „Solidarności” za inicjatywę ustawodawczą. Słowa podziękowania skierował również do Elżbiety Rafalskiej, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. – Dziękuję za mądre wprowadzenie tej ustawy. Konsumenci i przedsiębiorcy przyzwyczaili się do zakupów w niedzielę. Będą zmuszeni zmienić specyfikę swojego działania. Proszę, aby podeszli do tego ze zrozumieniem – zaznaczył Andrzej Duda.

Ustawa nie zakazuje natychmiast handlu w każdą niedzielę, jest wprowadzana etapami. – Wierzę, że przywracamy normalność, ustawa daje możliwość wyrównywania szans. Podpiszę ją z wielką satysfakcją – podkreślił prezydent. Jak przypomniał, projekt był wspierany przez Episkopat, miał ogromne poparcie społeczne. Z kolei minister Elżbieta Rafalska wskazała, że ustawa przywraca niedzielę rodzinie.

Godne traktowanie
– Na tę chwilę czekaliśmy długo. Milion dwieście tysięcy pracujących w handlu czekało na ten moment. Jestem bardzo wzruszony, że w tak uroczystej formule złożył pan podpis, panie prezydencie. Ostatnim tak ważnym dla nas podpisem było przywrócenie wieku emerytalnego, za co również dziękujemy – mówił Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Jak przypomniał, ścieżka dojścia do ustawy była długa. „Solidarność” prowadziła dialog z rządem i na komisjach sejmowych. – Bardzo dziękuję za ten kompromis. Pan prezydent nigdy nie miał wątpliwości, że trzeba ograniczyć handel w niedzielę. Chciałbym się zwrócić do przedsiębiorców. Radzę im skupić się na poprawie warunków pracy w handlu, bo wspólnie z inspekcją pracy będziemy pilnować, aby przepisy były respektowane – mówił Piotr Duda. – Teraz będziemy się starać, aby kolejne grupy zawodowe mogły spędzać niedziele ze swymi rodzinami – dodał. W jego przekonaniu, podpisana wczoraj ustawa to „dopełnienie programu ’500+’”.

Szereg wyjątków
Ustawa nie zakłada wprowadzenia wszystkich wolnych niedziel od razu. Od 1 marca do 31 grudnia 2018 r. będą obowiązywały dwie niedziele handlowe w miesiącu – pierwsza i ostatnia. W 2019 r. – jedna – ostatnia niedziela w miesiącu będzie robocza. Dopiero w 2020 r. od handlu mają być wolne wszystkie, poza kilkoma niedzielami handlowymi w roku: dwiema poprzedzającymi święta Bożego Narodzenia, jedną przed Wielkanocą i czterema ostatnimi: stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia.

W ustawie zapisano też szereg wyjątków od zakazu handlu o podobnym charakterze jak obowiązujące dzisiaj w przypadku zakazu handlu w niektóre święta. Mimo zakazu czynne mogłyby być np. małe sklepy, gdzie za ladą osobiście stanie właściciel, a handel byłby możliwy np. na stacjach benzynowych czy dworcach.

Od złożenia projektu w Sejmie przez „Solidarność” do podpisania przez prezydenta minęło półtora roku.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dziel.html

Autor:  Aerolit [ 09 mar 2018, 10:13 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Szanujcie nas

Obrazek

Z jednej strony tzw. obrońcy praw zwierząt szermują argumentem o rzekomym niezadowoleniu społeczności lokalnych niemal wszędzie tam, gdzie lokowane są fermy. Z drugiej sama branża – pewnie po trosze właśnie ze względu na nie najlepszy PR – chwali się zaangażowaniem w niezliczone inicjatywy społeczne. Jak więc jest faktycznie z modnym ostatnio CSR (ang. Corporate Social Responsibility) u polskich hodowców?

Parę dni temu, głównie w mediach społecznościowych, gruchnęła wieść – zwykli Polacy wzięli sprawy we własne ręce i niejako w zastępstwie Polskiej Fundacji Narodowej, bez wsparcia jakichkolwiek oficjalnych czynników, zorganizowali międzynarodową akcję obrony dobrego imienia naszego narodu wobec kampanii oszczerstw na temat relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej. Całe przedsięwzięcie rozpoczął poruszający filmik z udziałem aktora. Powstał profil na Twitterze. Dziesiątki ciężarówek z hasłem „Respect Us” (ang. Szanujcie Nas) wyruszyły z Polski na europejskie drogi. Uruchomiono szereg działań, które zostały szybko zauważone przez media w kraju i za granicą.

Mało kto jednak do dzisiaj wie, że wspomnianym aktorem był amator – Marek Miśko, dyrektor w Polskim Przemyśle Futrzarskim, pierwsze ciężarówki zaangażowane w akcję należą do firmy Futrex, a środki na materiały wyłożył z własnej kieszeni Szczepan Wójcik, hodowca i prezes Fundacji Wsparcia Rolnika „Polska Ziemia”.

Nawet przy największej podejrzliwości i złej woli trudno zakładać, że było to rozmyślne wykorzystanie nośnego medialnie tematu do rozgrywki polityczno-biznesowej. Po pierwsze, sam Marek Miśko w podobne patriotyczne przedsięwzięcia zaangażowany jest od wielu lat. Po drugie, na materiałach kampanii „Respect Us” nie pojawiają się żadne nazwy ani logotypy organizacji branżowych. Po trzecie, nie jest to pierwsza inicjatywa non profit finansowana przez hodowców zwierząt futerkowych.

By nie być gołosłownym, warto przypomnieć relacje właścicieli ferm ze społecznościami lokalnymi. Naukowcy ze stołecznej SGGW oraz dwóch krakowskich uniwersytetów – rolniczego i ekonomicznego wyliczyli w jednym ze swoich badań (a i to zaledwie na przykładzie powiatu goleniowskiego i okresu 2013-2016) dwadzieścia – wybranych spośród wielu więcej – przedsięwzięć prospołecznych wspartych finansowo przez rolników z branży futerkowej. Przykłady – remont i umeblowanie oddziału dziecięcego szpitala w Szczecinie (573 tys. zł), szczepienia zwierząt bezdomnych w Goleniowie (52 tys. zł), remont odcinka drogi gminnej we wsi Leszczno (300 tys. zł), darowizna na Wiejski Festiwal Sztuki w Strzelewie (100 tys. zł), budowa boiska sportowego dla szkoły podstawowej w Goleniowie (400 tys. zł) itd.

A protesty mieszkańców przeciw hodowlom? Dość wspomnieć, że pojawiają się – nie w takiej zresztą znowu dużej liczbie – wcale nie w miejscach, gdzie fermy już istnieją, ale tam, gdzie dopiero mają powstać. Największy jest wszakże strach przed nieznanym, zwłaszcza gdy znajduje się tylu chętnych gotowych go podsycić.

Dr Marian Szołucha

https://naszdziennik.pl/ekonomia-gospod ... e-nas.html

Autor:  Aerolit [ 18 cze 2018, 12:16 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Jak drzewiej nad Wisłą football fetowano

Obrazek
A ja tam kibicuję " Nieznanym bohaterom Gazety Wyborczej " Tu podczas Olimpiady w Berlinie.


No i mamy kolejną wojenkę. Tym razem futbolową. To żaden precedens, bo historia odnotowała już takie wojny. I to całkiem poważne. Mnie chodzi o naszą prywatną, naszą nadwiślańską wojnę futbolową. Okazuje się, że michnikowy zaciąg kompletnie pozbawiony jest dystansu do świata, do zdarzeń wg niego niepojętych, do sportu i polityki. Ale czy można się temu dziwić kiedy na przestrzeni zaledwie 6 lat ( zakres pamięci leminga to 7 lat ) funduje się lemingowi tak skrajne oceny tego samego zjawiska ? Przecież on to powinien pamiętać ? To dystans zaledwie 6 lat !!
Głosy prasy polskiej przed i podczas trwania w Polsce Mistrzostw Europy AD 2012
Gazeta Wyborcza - " ... w największe sportowe spektakle – igrzyska, mundiale i Euro – ludzkość zabawia się ponad sto lat, ale Polska nie zorganizowała żadnego. Ba, dużego turnieju futbolowego nie gościł żaden kraj byłych demoludów. Jesteśmy z Ukrainą pierwsi, Euro 2012 symbolicznie podsumowuje proces wydziwigania się z komunistycznej zapaści "

Redaktor naczelny „Polityki” - „Euro 2012 to także największa operacja wizerunkowa nowej Polski, w której, chcąc nie chcąc, uczestniczyć będzie bezpośrednio spora część naszego społeczeństwa: organizatorzy rozgrywek i stref kibica, wolontariusze, hotelarze, taksówkarze, kelnerzy, kierowcy, kibice reprezentacji, przechodnie. Przecież Euro to jest narodowa impreza. Ma być naszą wizytówką. I przy tej okazji powinna być na masową skalę reklamowana w takich telewizjach, jak właśnie BBC czy CNN. Przecież ich programy, ich reklamy oglądają setki milionów ludzi. Ktoś w rządzie mógłby pomyśleć, żeby promować Polskę jako nowoczesny, zmieniający się kraj”

... i dalej niezawodna „Gazeta Wyborcza " na swoim ulubionym koniku - " Piłka nożna to piękna gra, jest wyprana z ideologii. Żąda rywalizacji według jasnych reguł, wynagradza długotrwały wysiłek treningu. I stanowi pretekst, by choć na chwilę zjednoczyć ostro podzielonych – w czasie gry nawet lud smoleński i ci, którzy zdradzili o świcie, będą mieli wspólne marzenia "
Newsweek Polska, wstępniak redaktora naczelnego " Teraz fajna Polska "
" Nie mielibyśmy tego święta gdyby nie ukraiński bogacz, który według ludowych podań kupił od UEFA odpowiednią ilość głosów. Pozdrawiam w tym miejscu pana Surkisa i mu dziękuję " ( ! ! ! jakaż piękna pochwała korupcji w ustach dzisiejszego obrońcy państwa prawa i konstytucji )

" Nowoczesne stadiony, gościnni mieszkańcy, piękne dziewczyny, a do tego
rozpływające się w ustach pierogi i żur” – tak wyglądała wówczas Polska

" Wszyscy jesteśmy drużyną narodową "

16 czerwca 2012 - lanie spuszczone przez Czechów - " Polacy nic się nie stało ! Polacy nic się nie stało ! "
Co zostało dziś z tej atmosfery ukochana dziatwo karmiona mlekiem z piersi Michnika ?
" Nic nie zostało ! Polacy, nic nie zostało ! "


Jandy jeno ból i jęk się niesie nad losem opłakanym naszej umęczonej Ojczyzny

" Ja mówię o polskich kibicach, którzy przy byle sukcesie dostają irracjonalnego obłędu i manię wielkości, ja tego nie mogę słuchać. Zwycięstwo jest dla mądrych, gdybyśmy zwyciężyli, to nie dałoby się wytrzymać już dalej w tej euforii zwycięstwa "

https://www.salon24.pl/u/siukumbalala/8 ... l-fetowano

Autor:  Aerolit [ 21 lis 2018, 19:16 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Pół miliona w MN, a teraz ... nowelizacja Ustawy o SN

W Marszu Niepodległości szło około pół miliona ludzi. A teraz Sejm projektuje nowelizację Ustawy o Sądzie Najwyższym.


Niech przemówią fragmenty projektu:

Inicjatywa ustawodawcza została zainspirowana przede wszystkim:

zastrzeżeniami, także natury konstytucyjnej, dotyczącymi kształtu przepisów o przejściu sędziów w stan spoczynku podnoszonymi przez różne środowiska w kraju, w tym niektóre organy władzy publicznej (zob. np. zob. Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 2 sierpnia 2018 r., sygn. akt III UZP 4/18);
krytyką obowiązujących rozwiązań prawnych podnoszoną przez instytucje Unii Europejskiej, w tym także w związku z toczącym się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE postępowaniem ze skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce, związanym z procedurami przechodzenia w stan spoczynku;
koniecznością podjęcia środków w celu wykonania nałożonego na Polskę zobowiązania wynikającego z postanowienia Wiceprezesa TSUE z dnia 19 października 2018 r., sygn. C-619/18 w związku z przejściem sędziów w stan spoczynku na podstawie ustawy o Sądzie Najwyższym z 2017 r.

I dalej:

Celem projektowanego aktu ma być więc przede wszystkim:

usunięcie stanu niepewności co do momentu przejścia w stan spoczynku przez sędziego ze względu na osiągnięcie określonego wieku;
pozbawienie władzy wykonawczej wpływu decydowania o tym, czy dany sędzia może po osiągnięciu określonego wieku nadal sprawować czynnie swój urząd;
powrót do cezury 70 lat jako wieku przechodzenia w stan spoczynku przez sędziów Sądu Najwyższego i odpowiednio sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego – dla sędziów którzy objęli stanowisko przed dniem wejścia w życie projektowanej ustawy;
umożliwienie sędziom Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy przeszli w stan spoczynku na podstawie ustawy o Sądzie Najwyższym z 2017 r. powrót do pełnienia funkcji sędziego, a także funkcji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego oraz prezesów izb Sądu Najwyższego.

I jeszcze to:

Projekt ustawy wywołuje pozytywne skutki społeczne.

Skrócone vacatio legis związane jest z koniecznością jak najszybszego usunięcia stanu niepewności prawnej. Standardowy 14 dniowy okres wejścia w życie ustawy ma na celu zapewnienie obywatelom możliwości zapoznania się i dostosowania do nowego prawa. Projektowane przepisy mają natomiast zastosowanie wobec określonego kręgu podmiotowego i są korzystne wobec tych osób. Tym samym spełnione zostały wyznaczone przez Trybunał Konstytucyjny kryteria skrócenia vacatio legis.

Cały dokument (druk sejmowy Nr 3013) jest tutaj:

orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/8DE3F529D761CAF0C125834C0029D80F/%24File/3013.pdf

Poseł Piotrowicz już ogłasza, że to mądra strategia:

Wiemy doskonale, że w polityce liczy się skuteczność i czasami trzeba zrobić jeden krok do tyłu, aby zrobić dwa kroki do przodu.

.......................

Czasami słyszę pytania, dlaczego nie realizujemy polityki w sposób tak twardy i zdecydowany jak czyni to Wiktor Orban, warto w tym miejscu wspomnieć, że on się cieszy znacznie większym poparciem społecznym.

Źródło: wpolityce.pl/polityka/422083-nasz-wywiad-piotrowicz-wyjasnia-przyczyny-zmian-w-sn

A ja myślę, że największy sukces odnieśli: Kukiz15 i Prezydent. Mieli "najlepsze" projekty, więc w efekcie nie będzie żadnej reformy wymiaru sprawiedliwości. Gratulacje, Panowie.

Teraz opozycja przy wsparciu zagranicy zaatakuje na nowo nowy KRS i Izbę Dyscyplinarną SN. Być może skutecznie. Na pociechę pan Piotrowicz opowie nam o skuteczności "kroków w tył".

Politycy chcą się zresztą gremialnie ewakuować do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście, w naszym interesie.

No to tyle na dzisiaj.

https://www.salon24.pl/u/konserwatysta1 ... stawy-o-sn

Autor:  Aerolit [ 28 lis 2018, 10:38 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Kto jest winny podwyżkom cen prądu? Politycy na usługach ekologistów

Tak jak obligatoryjnym elementem systemu komunistycznego była nacjonalizacja i kolektywizacja, tak samo obowiązkową częścią eurokracji poza dotacjami jest zwalczanie globalnego ocieplenia poprzez redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery oraz nadmierne opodatkowanie paliw. Niestety, i jedno, i drugie ma swoje daleko idące negatywne konsekwencje.

Można wymienić wiele czynników, które kształtują zbyt wysokie – jak na kieszenie Polaków – ceny energii elektrycznej. Przyczynia się do tego brak liberalizacji i prywatyzacji branży energetycznej i górniczej, a co za tym idzie, brak konkurencji rynkowej i zbytnia ingerencja ze strony polityków, która ma negatywny wpływ na oba sektory. Nieudolne zarządzanie w warunkach oligopolu podnosi z jednej strony ceny węgla (o ok. 30 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat), a z drugiej same koszty wytwarzania energii. Sytuacji nie polepsza fakt, że węgiel jest towarem wyjątkowo mocno obciążonym różnorakimi podatkami. Jednak gwałtowny wzrost hurtowych cen energii elektrycznej w ostatnim czasie bezpośrednio wynika przede wszystkim ze wzrostu cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla, które w ciągu ostatniego 1,5 roku podniosły się o 300 proc. – Oczywiście wzrost kosztów CO2 będzie tym czynnikiem dominującym, jak również zmiennym w czasie, ponieważ ceny hurtowe zmieniają się niemal codziennie w jedną lub w drugą stronę – mówi Piotr Ludwiczak, kierownik Biura Prasowego Grupy Enea. – Cenę warunkuje uwolniony handel emisjami przez podmioty finansowe w Europie, które traktują handel emisjami jako kolejne źródło dochodu – wyjaśnia poseł Kukiz’15 Krzysztof Sitarski, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Energii i Skarbu Państwa.

Tak więc prawda jest taka – czego nie chcą wprost przyznać niektórzy politycy – że gdyby nie było unijnej polityki energetyczno-klimatycznej, której celem jest eliminacja podstawowego surowca w polskiej energetyce, to nie byłoby problemu podwyżki cen energii elektrycznej w Polsce. W ten sposób Unia Europejska idzie po trupach i wymusza na Polsce szybką transformację w kierunku budowy instalacji opartych o odnawialne źródła energii, mimo tego, że w przypadku Polski jest to koszt niemożliwy do udźwignięcia przez gospodarkę i osoby prywatne. Niestety, Brukseli to nie interesuje. – Unia Europejska jest nastawiona totalnie na dekarbonizację. Brnie w tym kierunku, bo w interesie państw zachodnich jest zlikwidowanie energetyki opartej na węglu. Ze względu na specyfikę polskiego rynku energii i w pewnym stopniu osamotnienie nas w tej kwestii jesteśmy troszeczkę nie na przegranej pozycji, ale w trudnej sytuacji – uważa poseł Sitarski. – Europejski rynek obrotu emisjami zwiększa koszt wytwarzania energii w Polsce, która jest uzależniona od energetyki konwencjonalnej – dodaje.

Leśnie gospodarstwa węglowe
Polskie władze mają pomysł, jak rozwiązać ten patowy konflikt z Brukselą. – Wielofunkcyjna i zrównoważona gospodarka leśna, która będzie elementem neutralności klimatycznej. To projekt „Leśne gospodarstwa węglowe”. Chodzi o kompensację skutków wytwarzania energii elektrycznej przez energetykę konwencjonalną poprzez zwiększanie zdolności lasów przez nasadzanie odpowiednich gatunków drzew i można w ten sposób wykreować zdolność pochłaniania przez lasy w naszym państwie emisji CO2 – tłumaczy poseł Sitarski. Jednak Unia Europejska musiałaby się na to zgodzić, co nie jest takie oczywiste.

Na razie rząd obiecał, że częściowo będzie rekompensował zbyt wysokie rachunki za prąd. – Minister energii zapowiadał początkowo ochronę najuboższych energetycznie gospodarstw domowych. Teraz deklaruje wolę wyrównania wzrostu kosztów wszystkim gospodarstwom domowym, a także małym i średnim przedsiębiorcom – mówi Daria Kulczycka, dyrektor Departamentu Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan. – Rozmawiałem z ministrem Tchórzewskim i na ten moment nie ma jeszcze decyzji, czy dopłata będzie indywidualna dla każdego odbiorcy bądź koszty będą refinansowane dla sprzedawców zobowiązanych w momencie wystawiania faktów dla odbiorców. Duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością jest niepodejmowanie różnicowania ze względu na dochody odbiorców indywidualnych – ministerstwo bierze pod uwagę wszystkich bez względu na dochód, bo różnicowanie rachunków i koszty z tym związane zabrałyby cały efekt finansowy tej koncepcji – doprecyzowuje poseł Sitarski, dodając, że w grę wchodzi kwota 2 mld zł, które musi znaleźć minister na program dopłat do rachunków indywidualnych. Niestety, rekompensaty oznaczają, że koszt absurdalnej unijnej polityki klimatyczno-energetycznej zostanie przesunięty z barków indywidualnych odbiorów energii na podatników, czyli de facto poniosą go te same osoby, tylko w nieco inny sposób. Zamiast w rachunkach za prąd – zapłacą w podatkach. A rząd PiS przy okazji będzie się chwalił na lewo i prawo, jakim to jest dobroczyńcą Polaków, bo „za nich” reguluje koszt podwyżki, co jest zwykłą manipulacją. No ale mało kto będzie rozumiał te „szczegóły”?

Polska jest członkiem Unii Europejskiej, więc zamiast rynku mamy centralne sterowanie i interwencjonizm państwowy, poprzez który politycy głęboko sięgają do kieszeni Polaków, by wdrażać swoje urojone pomysły. Sztuczne utrzymywanie i dotowanie produkcji energii z tzw. źródeł odnawialnych zniekształca sygnały rynkowe, które w normalnych warunkach mówiłyby, czy długoterminowe inwestowanie w OZE ma ekonomiczny sens, czy też nie. Działania na tym rynku są wyłącznie wymuszane prawnie lub są reakcją na wprowadzenie czy anulowanie programów dotacyjnych i ulg podatkowych.

Tymczasem nie mają one większego sensu nawet z punktu widzenia oficjalnego celu, czyli walki z tzw. globalnym ociepleniem. Nawet gdyby emisje przez ludzi dwutlenku węgla do atmosfery miały wpływ na ocieplanie się klimatu, co nie zostało naukowo udowodnione, to i tak redukcja tego gazu przez Unię Europejską nawet do zera w niewielkim tylko stopniu poprawiłaby sytuację. Otóż jak informuje oficjalna strona organizatora szczytu klimatycznego COP 24 w Katowicach, „Unia Europejska odpowiada jedynie za ok. 11% globalnych emisji CO2 i udział ten stale maleje. Nawet więc, gdyby zredukowała swoje emisji do zera, to bez globalnego porozumienia, negatywne procesy nie zostaną zatrzymane”. Jednocześnie doszłoby do zarżnięcia niektórych gospodarek Unii. Opartej na energii atomowej Francji czy Litwy nie, ale na energii węglowej Polski czy Czech – już tak.

Winowajcą unijna akcyza
Ceny prądu w dużej mierze nie zależą od nas, choć wzrost nastąpił na własne życzenie i jest rezultatem dobrowolnego członkostwa w Unii Europejskiej. Z kolei ceny paliw uzależnione są od dwóch czynników: ceny ropy na rynkach światowych, która – podobnie jak prawa do emisji CO2 – jest bardzo zmienna oraz wysokiego opodatkowania, które wymusiła na Polsce również Bruksela. Po ostatnich obniżkach cen ropy naftowej na rynkach światowych koszt tego surowca stanowi teraz mniej niż 30 proc. ceny benzyny i oleju napędowego, które tankujemy na stacjach benzynowych. Natomiast najwięcej w cenie paliwa jest podatków – aktualnie w benzynie ok. 52 proc., a w oleju napędowym 46 proc. I to wynika z unijnej dyrektywy.

Problem polega na tym, że w przy aktualnym kursie euro polska akcyza od benzyny bezołowiowej jest na minimalnym poziomie unijnym (359 euro za 1000 l), jednak już w przypadku oleju napędowego akcyza jest niższa niż unijne minimum (330 euro za 1000 l). W związku z tym dopiero dołożenie opłaty paliwowej powoduje, że opodatkowanie diesla lekko, bo o 7 gr przekracza unijne minimum. Tak więc będąc w zgodzie z unijnymi regulacjami, ceny paliw w Polsce mogłyby być tylko troszkę niższe – o kilka groszy opłaty paliwowej i w sytuacji obniżenia VAT do 15 proc. Wtedy – przy aktualnych cenach ropy – benzyna i olej napędowy na stacjach mogłoby być tańsze o około 30-40 groszy na litrze. Ale nie można też zapominać o wynikającym z unijnych regulacji obowiązku dodawania do paliw biokomponentów, który również podnosi ich cenę oraz najnowszym „prezencie” PiS – opłacie emisyjnej od paliw, która zacznie obowiązywać od nowego roku.

Warto byłoby wziąć przykład z Filipin. Otóż kiedy w maju br. rosły ceny ropy na rynkach światowych, tamtejszy rząd ogłosił możliwość zawieszenia pobierania akcyzy. No ale Filipiny mogą tak działać, bo są państwem suwerennym, a nie członkiem Unii Europejskiej.

Tak więc, żeby w Polsce móc realnie obniżyć opodatkowanie paliw, najpierw trzeba by opuścić Unię Europejską. Żądanie znacznej obniżki opodatkowania paliw równa się de facto żądaniu polexitu.

W ostatnich tygodniach mamy do czynienia, co prawda, z niewielkimi, ale jednak spadkami cen na stacjach benzynowych. Nie ma w tym zasługi ani Unii Europejskiej, ani polskiego rządu, a wyłącznie jest to skutek niższych cen ropy na rynku światowym – od początkowych dni października cena baryłki ropy obniżyła się o 1/3. A tymczasem na 26 listopada – wzorem Francji, Belgii czy Bułgarii – zaplanowano protesty przeciwko… rosnącym cenom paliw. O co chodzi, skoro w ostatnim czasie spadają ceny benzyny i oleju napędowego? Czyżby był to jednak protest polityczny, wymierzony w rząd, wymyślony w związku z wygaszaniem konfliktu z Brukselą na tle reformy sądownictwa? Dla przypomnienia, w 2012 r. za rządów premiera Donalda Tuska ceny 95-oktanowej benzyny sięgały 5,9 zł/l. Nie przypominam sobie protestów z tamtego czasu.

Tomasz Cukiernik

https://www.pch24.pl/kto-jest-winny-pod ... 395,i.html

Autor:  Aerolit [ 05 gru 2018, 15:17 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Niemota na tropie afery Kaczyńskiego

W Polsacie, jak nie chciano mu za bardzo dokuczyć, mówiono: niemota. Jako naczelny Rzeczpospolitej udowadnia, że dawne złośliwości były dalece niewystarczające. Notowania rynkowe dziennika jakie są, każdy widzi. Kontent, czyli zawartość treściowa, miałka jak mało kiedy. Horyzonty żenujące. Po prostu nuda i zdziecinnienie.

Ale za to komentarze naczelnego sążniste jak publicystyka Urbana. Tu wreszcie niezmierzone ego autora ma szansę rozkwitać w pełni. I cóż my czytamy tym razem? Temat z górnej półki, a jakże. Fatalna kondycja Ruchu. Autor marszczy brwi, bo sprawa jest poważna, ale jako prawdziwy erudyta widzi temat szeroko, historycznie, w kontekście 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, bo Ruch zakładali Gebethner z Mortkowiczem 100 lat temu. Jest i pasaż po historii firmy w PRL-u i na koniec prywatyzacja, a więc rok 2006.

Tu wreszcie intelekt autora wspina się na swoje wyżyny. Bo kto był wtedy premierem? Oczywiście Jarosław Kaczyński. To więc on jest opowiedzialny, bo to wtedy zaczęło się wszelkie zło. Od Kaczyńskiego. A kiedy Ruch zaczął mieć największe problemy? Za aktualnych rządów PiS. Nie żartuję, taki wywód każdy może przeczytać w dzisiejszej Rzepie. Autor też nie żartuje. Nie potrafi.

I z tą swoją śmiertelną powagą kreśli brawurową puentę, która, jak kamień filozoficzny, ma być remedium na wszystkie problemy Ruchu. Niech zapłaci państwo! Nie genialne? Zazdroszczę dziennikarzom Rzepy. Jaśniej słońce świeci tylko poddanym Kim Ir Sena.

https://www.salon24.pl/u/jan-muranowski ... czynskiego

Autor:  Aerolit [ 21 gru 2018, 16:12 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Genderowy szantaż Kaczyńskiego

Dopóki rządzi PiS, dopóty w Polsce nie będzie homoseksualnych „małżeństw” oraz politycznie poprawnej cenzury – wynika ze słów Jarosława Kaczyńskiego, który w kwietniu roku 2018 podczas spotkania z wyborcami w Trzciance odpowiadał na pytanie o wypowiedzenie genderowej konwencji stambulskiej. Wycofanie się z ratyfikacji dokumentu nie wchodzi jednak w grę, gdyż – zdaniem prezesa PiS – naraziłoby to nasz kraj (a ściślej: rząd) na kolejne ataki ze strony struktur międzynarodowych.

Słowa Kaczyńskiego można streścić w zdaniu: albo PiS, albo „tęczowa” dyktatura. Genderowej konwencji władza nie wypowie, gdyż nie chce kolejnego starcia z Zachodem, no ale przecież – wicie, rozumicie – dopóki rządzimy my, nic konkretnego z konwencji nie wyniknie. Nie trzeba jednak wielkiego wysiłku intelektualnego, by słowa prezesa PiS odczytać jako emocjonalny szantaż. Kolejny zresztą w tej kadencji.

Tego typu szantaż ma miejsce chociażby w temacie aborcji. PiS sabotuje wysiłki obrońców życia, jednocześnie strasząc wizją dzieciobójstwa dostępnego „na życzenie” w sytuacji wyborczego zwycięstwa i przejęcia władzy przez ich największych przeciwników.

Prezes PiS zachowuje się – zarówno w temacie aborcji jak i genderowej konwencji – absurdalnie, gdyż za czasów rządów PO-PSL jego partia próbowała zablokować ratyfikację groźnego, zideologizowanego dokumentu. Dokumentu, z którego płyną realne zagrożenia dla polskich rodzin. Dziś Kaczyński bagatelizuje treść politycznie poprawnej konwencji, choć jeszcze w roku 2014 był jej jednoznacznym przeciwnikiem.

Postawa prezesa PiS przypomina też działania męża, który spędza wszystkie wieczory w barze z kumplami, a zirytowanej taką postawą żonie tłumaczy, że jest wobec niej w porządku, gdyż przed ołtarzem ślubował miłość – a przecież ją kocha, więc nie ma problemu, wierność – i faktycznie nie zdradza jej, a jedynie pije, a także uczciwość – i tu też wszystko jest w porządku, gdyż żona wie z kim i gdzie spożywa trunki. Jednak mimo tych wyjaśnień wszyscy dobrze wiedzą, że nie tego oczekiwała kobieta decydując się na związek z tym mężczyzną, nie tak rozumiała słowa małżeńskiej przysięgi.

Podobnie jest z Kaczyńskim. Deklaruje, że nie wprowadzi „homomałżeństw”, ale nikt nawet takiej możliwości nie brał pod uwagę. Przeciwnie. Oczekiwania co do obyczajowej kontrrewolucji były ogromne, jednak przywódca obozu „dobrej zmiany” i jego oficerowie zawiedli na całej linii. Teraz, na otarcie łez, prezes nonszalancko rzuca narodowi ochłapy: czego chcecie, no może i jest genderowa konwencja, ale przecież nie ma i nie będzie „ślubów” jednopłciowych. No super – może ironicznie odpowiedzieć wyborca. Super prezesie, że przejmując władzę po serii deklaracji dotyczących ochrony tradycyjnego ładu moralnego nie budujesz nad Wisłą drugiej Szwecji lub Holandii. Aż ręce bolą od oklasków, aż w krzyżu łupie od ukłonów.

Problem w tym, że genderowe szantażowanie Polaków przez Kaczyńskiego to jedynie polityczny trik, gdyż w oparciu o konwencję – nawet za rządów PiSu, co to łaskawie nie zalegalizuje „małżeństw’ homoseksualnych – można siać w Polsce „tęczowe” spustoszenie.

Nie tak dawno znany ze skrajnie lewicowych przekonań Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar stanął w obronie „tęczowego piątku” – imprezy propagującej w polskich szkołach homoseksualizm. Argumenty za takimi wydarzeniami i przeciwko kontrolom zarządzonym przez MEN w odpowiedzi na kontrowersyjne warsztaty zamieszczono w tekście na stronie rpo.gov.pl. Wynika z niego, że za źródło legalności tego typu imprez może być uznawana ratyfikowana za rządów PO-PSL konwencja stambulska, której wypowiedzieć boi się Jarosław Kaczyński.

„Obowiązek prowadzenia edukacji antydyskryminacyjnej wynika z wielu wiążących, ratyfikowanych przez Polskę aktów prawa międzynarodowego, m.in. Konwencji o prawach dziecka, Konwencji w sprawie zwalczania dyskryminacji w dziedzinie oświaty, Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej czy Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych” – czytamy.

„Rzecznik Praw Obywatelskich ujawnia: Konwencja stambulska wymaga szkolnych programów #LGBT (#TęczowyPiątek) wbrew woli rodziców” – napisał na Twitterze prezes Ordo Iuris mecenas Jerzy Kwaśniewski komentując tekst z serwisu rpo.gov.pl.

Strategia Jarosława Kaczyńskiego może więc pozwoli zmobilizować elektorat przerażony wizją siania homoseksualnego zgorszenia w polskich szkołach, może i scementuje wokół PiS wyborców mających świadomość, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Mała jednak szansa, by owe działanie ochroniło Polskę przed „tęczowym” totalitaryzmem. Jeśli więc do najbliższych wyborów rządzący nie wypowiedzą genderowej konwencji stambulskiej, głos na Prawo i Sprawiedliwość – tak samo jak na inne partie broniące lewicowego dokumentu – będzie głosem zmarnowanym.

Michał Wałach

https://www.pch24.pl/genderowy-szantaz- ... 924,i.html

Autor:  Aerolit [ 08 sty 2019, 20:55 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Co zakrywa listek figowy?

07.01.2019 09:30
Obrazek
fot. sejmlog.pl


Trudno powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Czy w roku 1994, czy może wcześniej? W roku 1990 środowiska żydowskie w Ameryce zaczęły oskarżać naród polski, że w obliczu holokaustu zachował się „biernie”. Było to dziwaczne, bo oskarżyciele nie mówili, co „naród polski” powinien był zrobić, żeby nie zasłużyć sobie na taka ocenę. Toć i żydowski naród w obliczu holokaustu zachował się biernie, bo stroną aktywną byli przecież Niemcy, to znaczy – jacy tam znowu „Niemcy”! Niemcy były przecież pierwszym krajem okupowanym przez „nazistów”, więc i oni zachowali się „biernie” bo stroną aktywną byli źli „naziści”. Jak nie wiadomo, o co chodzi, tak i w tym przypadku chodziło o pieniądze i już w roku 1994 ośmiu wybitnych amerykańskich polityków napisało list do ówczesnego sekretarza stanu Warrena Christopchera, żeby Departament Stanu ostrzegł państwa Europy Środkowej, że jeśli nie zadośćuczynią majątkowym roszczeniom żydowskim, to stosunki USA z tymi państwami się pogorszą.

Tekst tego listu jakimiś sekretnymi drogami „przeciekł” do „prasy międzynarodowej”, więc bardzo możliwe, że za całą operacją stał żydowski przemysł holokaustu. Państwa środkowoeuropejskie, wśród nich również Polska, uległy temu szantażowi, ale to szantażystów tylko rozzuchwaliło. W rezultacie Polska zaczęła konsultować z Żydami swoje ustawodawstwo. W 1998 roku do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej włączony został art. 55, przewidujący karalność tzw. „kłamstwa oświęcimskiego”, a więc każdej próby publicznego podważania zatwierdzonej do wierzenia wersji historii II wojny światowej, a obozów koncentracyjnych w szczególności. Warto przypomnieć, że w 1998 roku rząd w Polsce tworzyła koalicja Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności, nie bez powodu uważanej za „partię zagranicy”, między innymi z uwagi na wpływy żydowskie. Kiedy w roku 2018 Polska – zresztą konsultując ten zamiar z ambasadoressą Izraela – spróbowała użyć tego samego narzędzia do ochrony własnej reputacji, Żydzi podnieśli klangor aż pod niebiosa, Departament Stanu ostrzegł Polskę, że jak się nie opamięta, to „narazi na szwank swoje interesy strategiczne”, więc rząd „dobrej zmiany” z podwiniętym ogonem się z tej nowelizacji wycofał. A jeszcze wcześniej, bo w roku 2006, ówczesny ambasador Izraela w Warszawie Dawid Peleng ogłosił, że Izrael będzie „bojkotował” Romana Giertycha, który w rządzie premiera Jarosława Kaczyńskiego był ministrem edukacji. W rezultacie Roman Giertych został „przyjacielem Izraela”, co sprawiło, że obecnie nie tylko dobrze mu się powodzi, ale w dodatku zażywa reputacji autorytetu moralnego. Przypadek Romana Giertycha był pierwszą tak ostentacyjną ingerencją żydowską w sferę tak zwanych „spraw wewnętrznych” w Polsce. Niestety nie ostatnią – bo polskie władze państwowe wobec takich zachowań strony żydowskiej wykazują zdumiewającą nieśmiałość. No i mamy kolejną powtórkę, związaną z nominacją na stanowisko wiceministra cyfryzacji posła Adama Andruszkiewicza. Przeciwko tej decyzji wypowiedział się przewodniczący Ligi Antydefamacyjnej Abraham Foxman, a ze specjalnym oświadczeniem wystąpił też Komitet Żydów Amerykańskich, który wyraził swoje „zaniepokojenie” tą nominacją. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak amerykański Departament Stanu znowu zabierze głos i wezwie Polskę do opamiętania – podobnie jak to było zarówno w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, jak i w sprawie śledztwa, jakie prokuratura wszczęła wobec TVN w celu wyjaśnienia, czy uroczystość obchodów urodzin Hitlera w lasach koło Wodzisławia Śląskiego nie została aby zainscenizowana przez funkcjonariuszy tej stacji. Jeśli to jeszcze nie nastąpiło, to być może ze względu na sytuację w samych Stanach Zjednoczonych, gdzie już około miliona funkcjonariuszy rządowych zostało odesłanych na bezpłatne urlopy. Ale kiedy to zamieszanie się skończy, to Departament Stanu na pewno się odezwie, skoro przeciwko nominacji posła Andruszkiewicza zostały poruszone takie Moce. Ciekawe, co wtedy zrobi pan premier Morawiecki. To znaczy wiadomo, co zrobi; to, co mu rozkaże zrobić Naczelnik Państwa, czyli Jarosław Kaczyński. A co mu rozkaże zrobić?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wyjaśnić, dlaczego właściwie pan poseł Andruszkiewicz został wiceministrem cyfryzacji. Chyba nie ze względu na swoje zalety fachowe, bo jest on absolwentem stosunków międzynarodowych uniwersytetu w Białymstoku. Nie jestem też pewien, czy ze względu na swój polityczny potencjał, bo poseł Andruszkiewicz wprawdzie był w ruchu narodowym, ale już tam nie jest, podobnie jak w wielu innych organizacjach politycznych, przez które w międzyczasie przewędrował. Zatem jeśli nominacja posła Andruszkiewicza miałaby być próbą otwarcia się Prawa i Sprawiedliwości na środowiska, które w roku wyborczym PiS chciałoby pozyskać, to byłaby to próba nieudana. Poseł Winnicki ocenił posła Andruszkiewicza bardzo krytycznie, wyrażając nawet żal, że wyszedł on ze środowiska narodowego. Skoro nawet my, biedni felietoniści, to wiemy, to byłoby niegrzecznie przypuszczać, że nie wie tego pan prezes Jarosław Kaczyński. A skoro wie i do tej nominacji przynajmniej dopuścił, jeśli w ogóle jej nie wymyślił, no to musiały go przekonać jakieś argumenty.

Jesteśmy skazani na domysły, ale jeśli już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i się domyślajmy. Ja na przykład się domyślam, że nominacja posła Andruszkiewicza miała na celu wywołanie żydowskiej krytyki, która z kolei wywoła reakcję Departamentu Stanu USA. Pod amerykańskim naciskiem rząd „dobrej zmiany” będzie musiał ustąpić, ale oczywiście nie od razu, tylko po odegraniu przedstawienia desperackiej obrony posła Andruszkiewicza. Takie widowisko z pewnością usposobi życzliwie do PiS wiele osób, a nawet wiele środowisk, które będą miały okazję zobaczenia na własne oczy, jak PiS mężnie staje w obronie suwerenności Polski. Oczywiście w końcu będzie musiał ulec, ale również ta porażka może przysporzyć PiS-owi sympatii, bo Polacy raczej współczują politykom, którzy musieli ulec przemocy. W tej sytuacji pan poseł Adam Andruszkiewicz może pełnić rolę listka figowego, który miałby przykryć jakieś wstydliwe zakątki PiS – na przykład – milczącą zgodę na realizację roszczeń żydowskich wobec Polski. Nominacja, a następnie odwołanie pana Andruszkiewicza ten listek figowy strąci – ale wiadomo, że nie ma większego rozczarowania nad to, kiedy po odsłonięciu listka figowego zobaczy się pod nim figę.

https://prawy.pl/100577-co-zakrywa-listek-figowy/

Autor:  Aerolit [ 22 sty 2019, 18:25 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Tęcza narodowej zgody. Kościół polski po pogrzebie Adamowicza

Kult wspomnienia, którego zgodność z faktami z każdym dniem staje się mniejsza, może stanowić doskonałe narzędzie do kreowania rzeczywistości. Pod jego naporem mogą ugiąć się kręgosłupy nie tylko politycznych uczestników życia społecznego, lecz również tych, którzy swe istnienie opierać mają na tradycji liczącej nie w setkach, a w tysiącach lat. Wystarczy „tylko”, że podążą ścieżką wskazaną im przez liczne grono doradców, nie bacząc iż wielu z nich z taką samą łatwością dobędzie z trzewi zarówno okrzyk „witaj nasz wybawco”, jak i „na krzyż z nim”.

Nienawiść. Ileż to razy słowo to padło w ostatnim czasie. Swoją przeogromną nienawiść do nienawiści wyraziło tak liczne grono polityków, ludzi kultury oraz zastępy tzw. „dobrych ludzi”, iż w zdziwienie wprawia fakt, że na polskim niebie nie zajaśniała na przykład tęcza zgody narodowej.

Brzmi niepoważnie?

Owszem, ale jak na serio brać pokaźną część tych deklaracji, jeśli wygłaszane były przez osoby niemal zawodowo trudniące się podgrzewaniem atmosfery, a większość tego, co do tej pory słyszeliśmy z ich ust zawierało niezgłębione pokłady jadu połączonego z cynizmem. Opary hipokryzji w których od kilku dni tonie publiczny dyskurs są porażające. Najdobitniej ilustruje ten fakt zestawienie nienawistnych, wymierzonych w polskich katolików i Kościół deklaracji artykułowanych przez lewicowo-liberalnych polityków i ich medialnych tub z ich obecnością na uroczystościach pogrzebowych zorganizowanych przez „kler”. Casus poseł Joanny Scheuring-Wielgus stanowi tego najbardziej wyrazisty przykład.

Arcyciekawą ilustracją innego zjawiska, które można określić mianem „dobra i zła nienawiści” pozostanie fakt, iż wystawiający bluźnierczy spektakl „Klątwa” warszawski Teatr Powszechny zdecydował się – po śmierci Adamowicza – na jednorazową zmianę w treści przedstawienia. Otóż na fali powszechnych wezwań do „skończenia z nienawiścią”, zamiast monologu o zbiórce pieniędzy na wynajęcie płatnego zabójcy Jarosława Kaczyńskiego, aktorka zapowiedziała minutę ciszy, by uczcić pamięć zamordowanego prezydenta Gdańska. O żadnych zmianach, nawet jednorazowych, we fragmentach szydzących z krzyża, czy z Jana Pawła II mowy nie było… Warto zauważyć, że obrońca tego bluźnierczego spektaklu, były dyrektor wrocławskiego Teatru Polskiego, również zasiadł podczas pogrzebu Adamowicza w ławach gdańskiej katedry.

Z pewnością na osobną uwagę zasługuję również spektakl „Jurku wróć”. Kiedy to po kilku dniach zastanawiania się podlanego sporą dawką hamletyzowania, dyrygent WOŚP postanowił jednak pozostać za sterem. Oddech ulgi jaki poniósł się wówczas po miastach i wsiach był tyle zaskakujący, co w równej mierze żenujący.

Jednak to nie tylko hipokryzja stanowi dominantę ostatnich dni, z łatwością wypatrzymy również szerzące się objawy głębokiej amnezji. Ulegają jej zarówno politycy, co dziwić może tylko najbardziej naiwnych obserwatorów życia społecznego, ale również, co zaskakuje o wiele bardziej, przedstawiciele duchowieństwa katolickiego.

Ci pierwsi, omotani przez wyniki badań opinii publicznej i koncentrujący swe działania na „tu i teraz” z łatwością wypowiadają słowa, których związek z prawdą pozostaje stosunkowo luźny. Dlatego w niepamięć poszły kwaśne miny, jakie wywoływała kandydatura Pawła Adamowicza wśród pośród prominentnych działaczy PO, która to przecież wystawiła przeciwko włodarzowi miasta nad Motławą własnego człowieka. Przypomnijmy: był nim Jarosław Wałęsa, wielokrotnie powtarzający, że liczne podejrzenia o nieuczciwość Adamowicza kompromitują go jako kandydata Platformy. Jednak to przecież „tylko” polityka…

Dużo bardziej dojmującym obrazem, który z pewnością pozostanie w sercach wielu na bardzo długo, był ceremoniał kościelny pogrzebu Pawła Adamowicza. I nie chodzi jedynie o wspomnianą już ostentacyjną wręcz obecność polityków znanych z antykatolickich tyrad lub odznaczających się daleko posuniętym sceptycyzmem względem moralnej nauki Kościoła. Niejedno katolickie serce zadrżało przecież już wówczas – czego dowody znajdziemy w wielu wpisach internautów – kiedy zapadła decyzja o pochowaniu prezydenta (uczestnika homo-manifestacji oraz zdeklarowanego zwolennika „prawa do aborcji”) w katedrze gdańskiej, lecz to co działo się podczas samych uroczystości pogrzebowych mogło wprawić je w gwałtowne palpitacje.

Zdając sobie sprawę, że zarzut o popełnienie nadużyć liturgicznych, w dobie modernistycznych eksperymentów dokonywanych rękami duchownych i świeckich na ceremoniach kościelnych a nade wszystko na Mszy Świętej, nie robi już na zbyt wielu wielkiego wrażenia, nie można pominąć milczeniem ich nagromadzenia podczas pogrzebu prezydenta Adamowicza. Warto w tym momencie pochylić się bliżej nad chyba najbardziej „medialnym” gestem, czyli dopuszczeniem do Modlitwy WIERNYCH (w tym momencie abstrahujemy od kwestii rytu w jakim była sprawowana Najświętsza Ofiara) duchownych protestanckich, żyda i muzułmanina – a więc NIEwiernych! Ten ostatni odmówić miał zresztą Al-Fatihę czyli modlitwę stanowiącą podstawę Koranu. „Oto Ciebie czcimy i Ciebie prosimy o pomoc. Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, których obdarzyłeś dobrodziejstwami, nie zaś tych, na których jesteś zagniewany, i nie tych, którzy błądzą” – wybrzmiały w bazylice słowa islamskiej modlitwy. Patrząc na transmisję z uroczystości pogrzebowych cisnęło się na usta pytanie: kogo dziś może to jeszcze szokować, kiedy rokrocznie w Kościele katolickim obchodzone są dni judaizmu i islamu, podczas których przechodzą przecież nie takie „numery”. Równie „spektakularną” odsłonę kościelnej części pogrzebu stanowiło rozdawanie Komunii Świętej na rękę.

Jakby tego było mało, przemawiający podczas Mszy Świętej biskupi mówili o potrzebie skończenia z nienawiścią w życiu publicznym – wpisując się tym samym w absurdalną narrację, według której prezydent Gdańska zginął przez poglądy polityczne, a nie został zabity przez pospolitego bandziora wykrzykującego wprost do mikrofonu, iż morderstwo jest jego prywatną zemstą.

Pośród wielu słów wypowiedzianych o Pawle Adamowiczu w mediach głównego nurtu zabrakło tych, które zasługują na szczególną uwagę – a więc na polityczne decyzje podejmowane przez Pawła Adamowicza. A wśród nich odnajdziemy zarówno zdecydowane wsparcie dla ruchów LGBT jak i seksedukacji. Z pewnością taka droga szukania sobie politycznych przyjaciół mogła podobać się lewicowo-liberalnej machinie polityczno-medialnej, lecz jak to się stało, że po śmierci stała się ona niewidoczna dla ludzi Kościoła? Można w tym momencie pokusić się o stwierdzenie, iż wchodzenie w bliższe alianse z politykami demokratycznej proweniencji niemal zawsze wiąże się z ponoszeniem uszczerbku przez kościół instytucjonalny. Wsłuchiwanie się w głos „tego świata” prowadzi raczej ku zgubie (choć oczywiście mogą ją poprzedzać chwile splendoru i poklasku) niż zbliża ku zbawieniu wiecznemu. Należy wyrazić żal, iż Kościół, który z takim zaangażowaniem broni przecież swoich „praw autorskich” do określenia „katolicki” z taką łatwością szafuje tak ważnymi dla wierzących symbolami. Wszelkie włączanie się przez Kościół w doraźne wojenki, po których kurz szybko opada, sprawia, iż jego autorytet spada. Nieważne są w tym przypadku barwy partyjne, a nawet przekonanie, że „moja racja jest najmojsza” gdyż owinięta jest w narodową flagę... Nie może mieć znaczenia także sentymentalne przekonanie, iż wystarczy to, aby „być dobrym człowiekiem”.

Dyrektywa „dobroludzizmu” nijak ma się bowiem do wskazań Dekalogu, choćby najbardziej znany polski youtuber-ewangelizator nie wiadomo jak gorliwie zapewniał, że Paweł Adamowicz jest już na pewno u Boga. Bo niby skąd o tym wie? Czyż nie wykracza nieco poza swoje kompetencje? I czyż nie czyni takim wyzwaniem szkody duszy zmarłego polityka, za którą przecież wciąż należy się modlić?
Już wkrótce kiry żałobne zaczną powoli znikać. Wezwania do zgody znów będą ustępować wojennemu pohukiwaniu. Jedni będą chcieli o sprawie jak najprędzej zapomnieć, inni zechcą kontynuować proces kreowania Pawła Adamowicza na „świeckiego męczennika”, inni skupią się na walce z „mową nienawiści”, wykorzystując gdańską zbrodnię do własnych celów politycznych. Wszystko wróci zatem do względnej „normy”. Tylko polskie duchowieństwo może okazać się tym zaskoczone – uczestnicy pogrzebu Adamowicza (w tym ci którym udzielono Ciała Chrystusa na rękę) z wpiętymi w klapy palt serduszkami nadal będą uznawać wszystkich kapłanów z automatu za pedofili, walczyć z religią w szkołach, wzywać do zabijania nienarodzonych i domagać się radykalnego „rozdziału Kościoła od państwa”.

No chyba, że uda się stworzyć taki kościół jak ten widziany podczas pogrzebu Adamowicza – w którym zdeklarowani niewierni występują jako szczególnie wyróżnieni wierni. W którym postanowiono budować „zgodę” narodową, a nie narodowe nawrócenie.

Łukasz Karpiel

https://www.pch24.pl/tecza-narodowej-zg ... 640,i.html

Autor:  Aerolit [ 02 lis 2019, 20:22 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Lewica całą swoją tożsamość i świadomość, cały swój program, opiera na ideologicznych urojeniach i na absurdach.
Ale nie dziwmy się, bo to tylko lewica....


Lewicowa lustracja – Stanisław Lewicki

Krytyka Polityczna, lewicowe pismo założone przez Sławomira Sierakowskiego bierze się za prześwietlanie życiorysów i powiązań oraz grzebanie w genealogiach działaczy prawicy. Być może zachęciła ich do tego seria książek o „resortowych dzieciach” autorstwa zespołu: Dorota Kania, Jerzy Targalski i Maciej Marosz. Na początek, niejaki Przemysław Witkowski zabrał się za Grzegorza Brauna i od razu odnajduje tam straszne, z lewicowego punktu widzenia, przypadłości i to już od XVII wieku, czyli silne związki z polskością i katolicyzmem.

Tak punktuje ten bagaż pokoleniowy, z jakim ma się zmagać Grzegorz Braun: „Virtuti Militari, Polonia Restituta (bodaj sześć razy), Promethidion, siatkówka z Wojtyłą, śmierć z Trauguttem na Cytadeli, Na nieludzkiej ziemi, AK i „Sokół”, herby, koligacje, przewodzenie partiom w okupacyjnym podziemiu, szefowanie telewizji”. Wśród tych przodków szczególnie poddaje Witkowski krytyce Jerzego Brauna, przedwojennego działacza politycznego i pisarza, który w czasie okupacji był przewodniczącym podziemnego parlamentu — Rady Jedności Narodowej i ostatnim Delegatem Rządu RP na Kraj. Witkowski przypina mu łatkę antysemity, co ma też kompromitować wszystkich, którzy z Jerzym Braunem współpracowali. A zalicza do tej grupy m.in takie osoby: Zofia Kossak-Szczucka, Feliks Koneczny, Jerzy Giedroyc, Cat-Mackiewicz, Stefan Kisielewski, Jerzy Turowicz, Pola Gojawiczyńska, Stefan Jaracz, Juliusz Osterwa, Jan Zachwatowicz, Karol Wojtyła.

Lewicowa pryncypialność nie pozwala odpuścić nikomu, nawet papieżowi. Kogóż tam zatem pan Witkowski zaliczyć może do sprawiedliwych? Tak myślę, że już chyba tylko generał Różański i minister Berman spełnili by jego twarde wymogi względem nietolerancji antysemityzmu, bo już Luna Brystigerowa to pewnie nie miałaby szans, jako że u schyłku życia zaczęła kolaborować z siostrami z Lasek.

Ale Grzegorz Braun nie jest obciążony tylko genetycznie, ale także środowiskowo. Nie dość, że urodził się w Toruniu, co Witkowski zaznacza, ale dorastał we Wrocławiu. A tam byli: „nacjopoganie, naziści, faszyści, nacjonaliści, postpaxowska endekokomuna, monarchiści i korwinoidy”. Trzy ostatnie kierunki miały mieć szczególnie zły wpływ na Grzegorza Brauna. Nietrudno zatem zdiagnozować, że wobec tak wielorakich obciążeń nic dobrego nie mogło wyrosnąć z Grzegorza i dla postępowego świata jest on stracony. Witkowski podkreśla także prorosyjskie uwikłania Brauna co jest przecież, z uwagi na jego kontrrewolucyjność, niejako zrozumiałe. Niezaprzeczalnym dowodem na to, ma być zdjęcie z rosyjskim dziennikarzem Leonidem Swiridowem w Moskwie. Co gorsza, Braun występuje na tym zdjęciu w czapce uszance, co, rzecz oczywista, całkowicie już go pewnie pogrąża.

Z pewnym niesmakiem przyjąłem te książki o „resortowych dzieciach”, gdyż grzebanie w życiorysach przodków, a nade wszystko domyślne obciążanie dzieci za złe zachowania rodziców, nie jest podejściem chrześcijańskim. Z drugiej strony uznaję, że w demokracji obywatele mają prawo posiadać wiedzę o tym skąd wywodzi się elita. Wszelako jednak to co, niejako w odpowiedzi, zaprezentowała lewicowa Krytyka Polityczna prześwietlając Brauna, budzi moje mocno ambiwalentne odczucia. Nie wiem, śmiać się, czy płakać.

Stanisław Lewicki

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Braun zarejestrował komitet wyborczy „Szczęść Boże”
Grzegorz Braun o aferze reprywatyzacyjnej: sprawa żydowskich roszczeń zbliża się do kulminacji
Piewcy „normalnej Polski” przerażeni wynikiem Grzegorza Brauna w wyborach w Gdańsku
Skandal! Nie zarejestrowano kandydatury Grzegorza Brauna na prezydenta Gdańska. „Układ gdański” trzyma się mocno
Grzegorz Braun – Kandydat na Prezydenta RP
Grzegorz Braun wygrał w Strasburgu proces dot. nazwania prof. Miodka agentem SB
Grzegorz Braun złożył wniosek do Sądu Najwyższego. Chodzi o złamanie procedur wyborczych
Komitet Wyborczy Grzegorza Brauna złożył w Państwowej Komisji Wyborczej ponad 125 tysięcy podpisów

http://www.bibula.com/?p=110459

Autor:  Aerolit [ 22 lis 2019, 21:55 ]
Tytuł:  Re: Przestrzeń absurdu

Śmieciowy absurd: Mamy wykonywać pracę za innych (segregacja), za którą dodatkowo musimy płacić coraz więcej!

Z całej Polski napływają informacje o podwyżkach opłat za wywóz śmieci, jakie szykują nam lokalne samorządy. Niekiedy wzrost będzie naprawdę drastyczny, bo sięgający 100-200 proc. Wszystko dzięki przyjętej w 2013 roku ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Nieco upraszczając: w myśl tej ustawy na mieszkańców może być nałożony obowiązek wykonywania bezpłatnej pracy polegającej na segregowaniu odpadów na 5 typów. Mimo wykonywania tej pracy mieszkańcy muszą płacić za wywóz segregowanych śmieci więcej, niż płacili gdy śmieci nie trzeba było segregować.

Przypomnijmy - przyjęta w 2013 roku ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach miała wprowadzić prawdziwą rewolucję w zakresie recyklingu śmieci w Polsce. Ustawa nałożyła na gminy obowiązek przygotowania oraz wdrożenia systemu, który zapewni selektywne zbieranie odpadów, doprowadzi do ograniczenia składowania i w konsekwencji umożliwi jak najlepsze ich zagospodarowanie, zapobiegając nielegalnemu pozbywaniu się śmieci.

Co się jednak stało, gdy ustawa weszła w życie? Otóż samorządy zaczęły ją realizować, ale na swój sposób. Gminy bardzo często nie potrafiły rzetelnie oszacować ilości wytwarzanych na swoim terenie śmieci i asekuracyjnie nakładały na mieszkańców wyższe opłaty. Poza tym z firmami odbierającymi śmieci niejednokrotnie rozliczały się ryczałtem, niezależnie od ilości wywożonych nieczystości. Co prawda zaczęły obowiązywać nowe zasady segregacji odpadów, jednak rynek ich wywozu został praktycznie zmonopolizowany przez działające na danym terenie pojedyncze firmy, które bardzo szybko narzuciły własną politykę cenową, co "przy okazji" dodatkowo wypaczyło wysokość opłat płaconych przez mieszkańców.

Warto odnotować, że po dwóch latach obowiązywania nowej ustawy śmieciowej (2015 r.) NIK wydała krytyczny raport, w którym stwierdziła, iż żaden cel tej ustawy nie został w praktyce zrealizowany. W 2017 r. NIK wydała kolejny krytyczny raport o gospodarowaniu odpadami komunalnymi. Kontrolerzy nie mieli wątpliwości - działania organów administracji publicznej na rzecz prawidłowego zagospodarowania odpadów komunalnych są niedostateczne i nieskuteczne, a nieprawidłowości stwierdzono na wszystkich szczeblach funkcjonowania systemu gospodarki odpadami.

W cywilizowanych krajach na segregacji i recyklingu odpadów można zarobić przyzwoite pieniądze. W Polsce sytuacja wygląda tak, że obowiązek pracy związany z segregacją odpadów na 5 typów wykonywany jest bezpłatnie przez nas samych. Owoce tej pracy trafiają do właścicieli lokalnych firm zajmujących się wywozem i recyklingiem odpadów, którzy jednak za obsługę poszczególnych gmin chcą coraz większych pieniędzy. W efekcie wykonujący nieodpłatną pracę przy segregacji odpadów mieszkańcy gmin muszą płacić coraz większe rachunki (bowiem gminy przerzucają roszczenia firm na mieszkańców). Podwyżki, jakie będą funkcjonowały od przyszłego roku, będą naprawdę drastyczne. W niektórych przypadkach mowa o wzroście rzędu 100 - 200 proc. Powstaje pytanie - czy ten szalony rajd kosztów wykonywania usług komunalnych w końcu wyhamuje?

Źródła informacji:
> Źródło: NIK o zagospodarowywaniu odpadów komunalnych (NIK.gov.pl)
> Źródło: Śmieci mogą nas drogo kosztować (NIK.gov.pl)
> Piotr Grzelak: Zostaliśmy zmuszeni do tak drastycznych podwyżek
(Trojmiasto.pl)

http://niewygodne.info.pl/artykul9/Smie ... oplaty.htm

Strona 31 z 31 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/