Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 465 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 21 paź 2014, 12:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Wpadka zwana sukcesem?

Dr Martin Bożek

Politycy PO zeszłotygodniowe zatrzymania dwóch osób podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Ro- sji przedstawiają jako wielki sukces. A przecież świadczą one o braku profesjonalizmu polskich służb. Neutralizowanie szpiegów przy pomocy procesu karnego to ostateczność. Trafnie ujął to John Le Carré: „Gdy do więzienia idzie szpieg, najbardziej przegrał ten, kto go złapał. Agent ujawniony to agent stracony”.

Z informacji, które pojawiły się w przestrzeni medialnej, a których źródłem są anonimowi oficerowie ABW, wynika, że obaj zatrzymani znajdowali się pod obserwacją polskich służb od roku. Czy w tym czasie ABW lub SKW – w celu „wyprowadzenia” przeciwnika w pole lub przewerbowania rosyjskich agentów – stosowały dezinformację lub kombinację operacyjną? A może próbowały podjąć grę kontrwywiadowczą z ich mocodawcami? O tym „anonimowe” źródła z Rakowieckiej i Oczki milczą. I będą „profesjonalnie” milczeć, zasłaniając się świętą tajemnicą, za którą polskie służby skrywają wszystkie swoje wpadki i niepowodzenia. (Tak jak w przypadku afery podsłuchowej, gdzie tajemnicę wykorzystuje się do ukrycia współpracy głównego podejrzanego ze służbami!).

Jest także jasne, że rok to za mało, aby nasz kontrwywiad mógł zaplanować i przeprowadzić z powodzeniem operację skierowaną przeciwko rosyjskim służbom.

Trzeba też mieć świadomość, że obaj podejrzani to ostatnie i najsłabsze ogniwo szpiegowskiego procederu. Zbigniew J. zajmował się „promocją obronności” w klubach garnizonowych, a prawnik Stanisław S. próbował zostać wolontariuszem w Ministerstwie Gospodarki. Kontrwywiad, mówiąc kolokwialnie, „wyszedł” na nich, ponieważ kontaktowali się z nimi rosyjscy oficerowie-dyplomaci. To oczywiste. I tu nasuwają się kluczowe pytania: Czy polski kontrwywiad ustalił wszystkie kontakty oficerów-dyplomatów? Ilu w ten sposób rosyjskich szpiegów namierzył, a ilu pozostało niezauważonych? Dlaczego nagłośnił zeszłotygodniowe zatrzymania szpiegów?

W tym konkretnym przypadku działania kontrwywiadu potwierdzają bowiem lansowaną od momentu wybuchu afery podsłuchowej przez polityków PO tezę o zagrożeniu rosyjskim. Wszystko zaś podlane jest sensacyjnym sosem: o „wzmożonej aktywności rosyjskiego wywiadu na terenie Polski” związanej z kryzysem na Ukrainie, o znalezionych w mieszkaniach zatrzymanych szpiegów listach z nazwiskami polskich polityków i dziennikarzy wytypowanych do werbunku, o penetracji przez rosyjskie służby sektora energetycznego i chemicznego w Polsce.

Tak jakby tej aktywności nie było wcześniej. Nie było prób przejęcia przez Rosjan polskich spółek energetycznych (Lotos) czy chemicznych (Grupa Azoty). Jakby Rosjanie nagle odkryli, że Polska zawsze była głównym orędownikiem niepodległej Ukrainy zorientowanej prozachodnio i że polskie społeczeństwo nigdy nie zaakceptuje odejścia od tego dogmatu.

Kreowanie obrazu rzeczywistości, w której skala inwigilacji państwa polskiego ze strony służb rosyjskich jest niewyobrażalna, czemuś i komuś ma służyć. Beneficjentami są zarówno rządzący, jak i podległe im służby. Zgodnie z rzymską maksymą: Is fecit, cui prodest (Ten uczynił, kto odniósł korzyść).

Chyba nie wszyscy już zapomnieli, że w czerwcu br. zaczął się kolejny wielki kryzys rządu Platformy spowodowany wybuchem tzw. afery podsłuchowej. I warto też pamiętać, że stojący ówcześnie na jego czele premier Donald Tusk szybko ogłosił – najpierw na konferencji prasowej, później w Sejmie – że afera podsłuchowa to próba zamachu stanu i „dobrze zorganizowane przestępstwo”, inspirowane i reżyserowane przez rosyjskie służby. Było to klasyczne PR-owe zagranie. Chodziło o odwrócenie uwagi opinii publicznej od kompromitujących treści rozmów ministrów rządu Tuska, nagranych w warszawskich restauracjach i upublicznionych w mediach. Poza tym szło również o konsolidowanie tej opinii wokół rosyjskiego zagrożenia.

Do operacji pod kryptonimem „odwracanie uwagi” szybko przystąpiły służby. Zaczęły od udowadniania tezy premiera Tuska. Prym wiodła w tym ABW, ale i pozostałe służby robiły, co mogły, aby złapać Rosjan za rękę. Aż w końcu się udało.

Co ciekawe, materiał dowodowy wskazujący na ich przestępczy proceder trafił do prokuratury dwa miesiące temu. Służby przekazały go zatem nieco ponad miesiąc od wybuchu afery podsłuchowej. Z realizacją procesową, czyli zatrzymaniami szpiegów, musiano jednak poczekać, aby nie zakłócać niespodziewanego fetowania awansu Donalda Tuska do Brukseli. Potem nie wypadało przeszkadzać premier Ewie Kopacz w konstruowaniu nowego gabinetu. Aż wreszcie nic już nie stało na przeszkodzie, aby operacja „odwracanie uwagi” znalazła swój szczęśliwy finał.

http://www.naszdziennik.pl/wp/104425,wp ... cesem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 24 paź 2014, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Burmistrz uczcił esesmanów

Drzewkiem pamięci i pamiątkową tablicą burmistrz Działdowa uhonorował dwóch esesmanów.

Skandal z uczczeniem przez burmistrza Działdowa Bronisława Mazurkiewicza dwóch funkcjonariuszy ludobójczej formacji wydostał się na światło dzienne podczas ostatniej rady miasta. Sprawę ujawnił członek Klubu Radnych Działdowskiej Prawicy i nauczyciel historii Grzegorz Mrowiński.

– Uhonorowany przez burmistrza drzewem pamięci Herbert Koschowitz to członek SS. Był on strażnikiem obozu koncentracyjnego w Działdowie, m.in. brał udział w aresztowaniach Polaków i ich egzekucjach. Natomiast drugi uhonorowany napisem na tablicy – Jan Gerlach – to również członek SS, który brał udział w niemieckich łapankach na Polaków i w likwidacji getta żydowskiego w Mławie – relacjonuje Grzegorz Mrowiński.

– Podczas sesji rady publicznie wyraziłem sprzeciw skierowany do burmistrza, iż te osoby, które były zbrodniarzami wojennymi, nie powinny być upamiętnione, a ich nazwisk nie może być w przestrzeni publicznej – mówi Mrowiński.

Herbert Koschowitz, na prośbę jego syna Jurgena, został decyzją burmistrza upamiętniony posadzeniem w parku miejskim drzewka pamięci z imienną tabliczką. Drzewo rośnie przy Alei Męczenników, która została zbudowana przez więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego w Działdowie. Drugiego esesmana, Jana Gerlacha, upamiętniono wpisem na tablicy, na której wyraża się wdzięczność przedstawicielowi rodziny Gerlachów za pokrycie kosztów wykonania jednej z miejskich budowli.

– Esesman Jan Gerlach był zajadłym wrogiem Polaków. W Działdowie żadnej tablicy poświęconej członkom tej rodziny być nie powinno – mówi Grzegorz Mrowiński.

Obaj uhonorowani esesmani, mieszkający przed wojną w Działdowie, które po traktacie wersalskim znalazło się w granicach II Rzeczypospolitej, już nie żyją. Przed 1939 r. mieli polskie obywatelstwo.

O niegodnych upamiętnieniach zawiadomili radnego Mrowińskiego sami mieszkańcy miasta, którzy pamiętają, kim byli Koschowitz i Gerlach.

– W celu weryfikacji informacji o tych dwóch osobach zwróciłem się o pomoc do Instytutu Pamięci Narodowej. Otrzymałem tam do wglądu listę zbrodniarzy niemieckich z Działdowa sporządzoną przez władze miasta w roku 1947. Na tej liście są nazwiska obu esesmanów z adnotacją, że „bili i mordowali Polaków” – zaznacza Grzegorz Mrowiński.

Burmistrz Bronisław Mazurkiewicz utrzymuje, że nie znał przeszłości dwóch esesmanów, których wykreował na bohaterów.

– Kiedy sadziliśmy z Jurgenem Koschowitzem to drzewko dla pamięci jego rodziców, nie miałem pojęcia, że jego ojciec był w SS. Podobnie nie wiedziałem o zbrodniczej przeszłości Jana, jednego z członków rodziny Gerlachów – tłumaczy się burmistrz Działdowa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Tym usprawiedliwieniom nie daje wiary radny Mrowiński.

– Burmistrz wymawia się, że nie znał przeszłości osób, które uhonorował drzewem pamięci i tablicą. Trudno mi w to jednak uwierzyć, tym bardziej że w okresie PRL pracował w MO, więc na pewno ma doświadczenie i kwalifikacje w weryfikowaniu przeszłości ludzi – kontruje historyk.

Podczas ostatniej sesji rady miasta na postawione mu w tej sprawie zarzuty Bronisław Mazurkiewicz odparował, że decyzja o upamiętnieniach była aktem dobrej woli, podjętym na rzecz polsko-niemieckiego pojednania. W rozmowie z nami podtrzymał to twierdzenie.

– Kiedy podawałem ten argument, mówiłem w kontekście nienawiści, jaka jest jeszcze u nas niestety do Niemców. A przecież trzeba działać w kierunku pojednania polsko-niemieckiego, jesteśmy razem w Unii Europejskiej. Już nasi biskupi w roku 1968 [w rzeczywistości w 1965 r. – przyp. red.] pisali do biskupów niemieckich „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – podnosi burmistrz.

W Działdowie pamięć o nazistowskich zbrodniach jest żywa, gdyż podczas II wojny światowej funkcjonował tu niemiecki obóz koncentracyjny. Hitlerowcy zamordowali w nim około 15 tys. osób, w tym więźniów specjalnych, czyli 50 katolickich duchownych. Zgładzono tu 2 biskupów, 47 księży i 1 kleryka. Wśród ofiar byli m.in. błogosławiony ks. abp Antoni Julian Nowowiejski – biskup płocki, błogosławiony ks. bp Leon Wetmański – biskup pomocniczy diecezji płockiej. Więźniarką tego obozu była błogosławiona s. Mieczysława Kowalska (Maria Teresa od Dzieciątka Jezus). Jednak wygląda na to, że nie tę kartę z historii miasta jego władze chcą eksponować – najbardziej promowane na oficjalnej stronie internetowej miasta jest Interaktywne Muzeum Państwa Krzyżackiego w Działdowie.

Upamiętnienie osób niegodnych w Działdowie nie jest niestety jedynym takim przypadkiem w Polsce. Zdarzało się to również innym samorządom. Przypomnijmy, że w lipcu 2009 r. decyzją władz Białegostoku na jednej ze ścian miejskiego kina Forum umieszczono tablicę upamiętniającą Dawida Kaufmana, głównego twórcę sowieckiej propagandy dokumentalnej. Kaufman, który urodził się w domu stojącym niegdyś w miejscu, gdzie dziś znajduje się kino, miał ogromny udział m.in. w „lukrowaniu” sowieckich zbrodni w swoich propagandowych filmach.

W związku z sytuacją, do jakiej doszło w Działdowie, Stowarzyszenie Patria Nostra z siedzibą w Olsztynie wystąpiło do parlamentarzystów Warmii i Mazur z prośbą o przygotowanie regulacji obligującej samorządowców przed uczczeniem w przestrzeni publicznej danej osoby do zasięgnięcia informacji o niej m.in. w IPN czy w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

– To powinien być obowiązek prawny – uważa mec. Lech Obara, prezes Stowarzyszenia, którego członkami są m.in. więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych. Uczczenie dwóch oprawców z takiego obozu śmierci w Działdowie zabolało ich szczególnie mocno.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... manow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 31 paź 2014, 06:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Czerwony burmistrz z Pułtuska

Burmistrz Pułtuska Wojciech Dębski (PiS) z żelazną konsekwencją celebruje uroczystości „wyzwolenia” miasta przez Armię Czerwoną.

W Pułtusku czas stanął w miejscu. Uroczystości zakończenia II wojny światowej wyznaczono starym stylem na 9 maja.

Na oddawanie hołdu Sowietom ciągane są dzieci ze szkół prowadzonych przez miejski samorząd.

– Rozumiem, na Wszystkich Świętych można skromnie zapalić znicz, ale nie rozumiem, dlaczego miałyby tam ciągnąć całe sznury urzędników, władze miasta, powiatu i wszystkie organizacje – zwraca uwagę oburzona Grażyna Prewencka-Gucwa, emerytowana nauczycielka, która już rok temu protestowała przeciwko takiemu zachowaniu burmistrza. „Cała elita szacownego grodu Pułtusk oddała hołd bohaterom niezwyciężonej Armii Czerwonej z wdzięczności, że tego właśnie dnia 1945 roku pobiediła germanca i oswobodziła spod okupacji niemieckiej nasze miasto” – napisała wtedy w liście otwartym.

Włodarz Pułtuska Wojciech Dębski, sprawujący władzę od kilku kadencji, kandydował co prawda z lokalnego komitetu Samorządowe Porozumienie Ziemi Pułtuskiej, ale jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości.

Krytycy działań władz miasta na czele z burmistrzem zwracają uwagę, że taka sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie. – Tak było rok temu i w tym roku, i z okazji zakończenia wojny, dnia zwycięstwa – wyliczają. – Mnie to oburza jako mieszkankę tej gminy, taka postawa, taka dwulicowość – mówi Prewencka-Gucwa.

Rok temu burmistrz wraz ze starostą pułtuskim zapraszali w „68. rocznicę wyzwolenia” Pułtuska „na uroczystość złożenia kwiatów na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich”. W tym roku, niewątpliwie po głosach krytyki, takiego zaproszenia na stronie miasta już nie było, ograniczono się do strony powiatu. A i burmistrz wycofał się z osobistego stawiennictwa.

– W tym roku nie uczestniczyłem w złożeniu kwiatów – zaznacza Dębski. – Ale był jego zastępca, również z PiS – wskazuje Prewencka-Gucwa. Kilka miesięcy temu burmistrz wraz ze starostą zapraszali na uroczystości 69. rocznicy zakończenia II wojny światowej nie 8 maja, ale starym sowieckim wzorem 9 maja przy pomniku Walki i Męczeństwa.

Pułtuszczanie wytykają również burmistrzowi, że nie wziął m.in. udziału w ubiegłorocznych uroczystościach z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych, wysyłając swojego zastępcę.

Za to do udziału w imprezach na sowieckim cmentarzu z okazji „wyzwolenia” miasta zmuszana jest młodzież szkolna, ze szkół podstawowych i średnich. – Przedstawicielom władz towarzyszyła młodzież pod opieką nauczycieli – zwraca uwagę Prewencka-Gucwa, wskazując na negatywny przykład dla młodych ludzi. – Udział młodzieży w tych uroczystościach, moim zdaniem, może spowodować u niej pewien dysonans poznawczy. Niedawno obchodzona była rocznica stracenia przez Niemców żołnierzy AK. Po wojnie za samą przynależność do tej organizacji podczas okupacji hitlerowskiej groziły represje ze strony aparatu bezpieczeństwa. Ten aparat przyniosła na swoich bagnetach Armia Czerwona. Więc młody człowiek może się zastanawiać, czy jednocześnie można czcić pamięć ofiar i ich katów – podkreśla emerytowana nauczycielka.

Schizofrenia urzędnika
Burmistrz broni się stwierdzeniami, że chciał jedynie uczcić młodych, wręcz niewinnych żołnierzy sowieckich, którzy tu zginęli.

– Uważam, że złożenie kwiatów na grobach młodych chłopców – w kolejne rocznice ich śmierci – którzy traktowani byli przez swoich dowódców jak – nie mówiąc w przenośni, ale dosłownie – mięso armatnie i są w jakimś sensie ofiarami stalinizmu, nie jest czymś niewłaściwym – tłumaczy Dębski. – Składając kwiaty, nie oddajemy hołdu Związkowi Radzieckiemu i jego zdobyczom, ale młodym chłopcom, którzy zginęli na naszej ziemi – dodaje.

– Tu chodzi o daty, a nie o żołnierzy, których można wspomnieć we Wszystkich Świętych, datę „wyzwolenia” 17 stycznia i obchodzenie dnia zwycięstwa 9 maja – zwraca uwagę Prewencka-Gucwa.

IPN ostrzega
– Zajęcie terytorium Polski poprzez Armię Czerwoną było początkiem drugiej okupacji i jeżeli ktokolwiek w dalszym ciągu mówi o wyzwoleniu, to jest to w moim mniemaniu niezgodne z prawdą historyczną i z tym, co większość obywateli polskich może nie tyle wie, ale wiedzieć powinna – podkreśla dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik pionu edukacji warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Historyk zaznacza, że – owszem – należy rozdzielić „kwestię działań represyjnych prowadzonych przez wyspecjalizowane formacje sowieckie od momentu wkroczenia Armii Czerwonej na terytorium Polski wobec całej społeczności polskiej, a zwłaszcza tej części zaangażowanej w działalność niepodległościową, od walk frontowych szeregowych żołnierzy Armii Czerwonej, którzy w sporej części nic wspólnego nie mieli bądź też nie zdążyli mieć”. Ale dodaje, że represje sowieckie były konsekwencją wcześniejszego zajęcia Polski przez Armię Czerwoną.

– Zalecałbym każdemu daleko idącą wstrzemięźliwość przy eksponowaniu tego typu rocznic i przy okolicznościowych wystąpieniach – podkreśla Łabuszewski.

Poseł broni Dębskiego
Burmistrza broni popierający jego kandydaturę w obecnych wyborach samorządowych poseł PiS Henryk Kowalczyk. – Nie byłem na cmentarzu żołnierzy radzieckich na tych uroczystościach, owszem burmistrz tam wieńce składa, nie wiem, czy zawsze, ale jego poglądy są zdecydowanie patriotyczne. Te uroczystości mają charakter oficjalny, wypada w nich uczestniczyć, wypada być – podkreśla Kowalczyk.

Według posła, głosy krytyki, jakie się podnoszą wobec burmistrza, to wynik trwania kampanii samorządowej. – W tej chwili zrobił się drugi komitet wyborczy, uważają się za większych patriotów niż Prawo i Sprawiedliwość – mówi Henryk Kowalczyk.

Prewencka-Gucwa, która zaznacza, że nie jest w tym „drugim” komitecie, krytykuje również wystąpienia historyków z Akademii Humanistycznej w Pułtusku podczas tego typu uroczystości, którzy wskazują „na potrzebę okazywania szacunku tym, co oddali życie za naszą wolność”. – Obecność burmistrza w takim momencie przy złożeniu wieńców może być niezręcznością, ale to tylko do tego mogło się sprowadzać – uważa Kowalczyk. Sam Dębski tłumaczy, że te wystąpienia „jednego z pułtuskich historyków” były utrzymywane jedynie w tonie upamiętniania tych „młodych” żołnierzy radzieckich.

Poseł jednak przyznaje, że jest problem z poglądami prezentowanymi przez wykładowców Akademii. – Mamy na terenie Pułtuska Akademię Humanistyczną. Jej rektorem jest człowiek, który kandydował z list SLD do Senatu i chciał swego czasu zapraszać Jaruzelskiego – wskazuje poseł Kowalczyk.

– Po pierwsze, Armia Czerwona nie przybyła tu, aby nas wyzwolić. Pułtusk, Różan i inne miejscowości w Polsce leżały na drodze do Berlina, którego zdobycie było celem Stalina – podkreśla Prewencka-Gucwa, zwracając uwagę, że np. rok temu historyk nie przytoczył bynajmniej zbrodni Armii Czerwonej, o czym mówi m.in. wydawnictwo IPN sprzed kilku lat dotyczące ziemi pułtuskiej pt. „Powiat Pułtusk w pierwszej dekadzie rządów komunistycznych”. Stanowi ono pokłosie sesji naukowej, na rozpoczęciu której tenże sam burmistrz Dębski mówił, iż jej celem jest odkłamanie przeszłości i oddanie hołdu Żołnierzom Wyklętym.

„W tych materiałach znajdujemy informacje na temat skutków oswobodzenia naszych terenów przez Armię Czerwoną. 1 kwietnia 1945 roku w Nunie k. Nasielska pod gąsienicami sowieckiego czołgu zginęło 10 osób, w tym kilku- i kilkunastoletnie dzieci. 8 listopada 1944 roku Sowieci aresztowali 13-letniego chłopca, syna nauczyciela z Zator. W tym czasie, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Pułtuska, NKWD zamordowało szefa Organizacyjnego Okręgu II NSZ (z obwodem Pułtusk) Edmunda Kozarzewskiego oraz Jadwigę Pietrzak, komendanta Pomocniczej Służby Kobiet Okręgu II NSZ. W październiku 1945 roku żołnierze sowieccy zastrzelili na szosie mieszkańca Świercz, Mikołaja Sokolnickiego. Do tego kilku mieszkańców ziemi pułtuskiej aresztowanych i wywiezionych do łagrów w Orszy lub Borowiczach” – wskazywała w liście otwartym Prewencka-Gucwa. „Materiały ze wspomnianej sesji zawierają 22 nazwiska ofiar zbrodni sądowych oraz 61 nazwisk osób, które zamordowano skrytobójczo, zmarłych w aresztach i więzieniach. Byli to głównie żołnierze AK, ROAK, WiN i NSZ” – dodała.

Mała „Łączka”
Na jednej z sesji wyjazdowych niesławnego Wojskowego Sądu Rejonowego z Warszawy skazano na wielokrotną karę śmierci Jana Kmiołka „Wira” i Stanisława Kowalczyka, którzy brali udział w akcji rozbicia ubeckiego więzienia w Pułtusku 25 listopada 1946 r., z którego uwolniono kilkudziesięciu więźniów politycznych.

Szkoda, że tak jak o cmentarz żołnierzy sowieckich władze Pułtuska nie dbają o miejsca pochówku Żołnierzy Niezłomnych.

– Pułtusk również ma swoją „Łączkę”. Czy nie należałoby odszukać miejsca zakopania ciał straconych partyzantów i pochować ich z należnym szacunkiem? Kazimierz Rasiński, Antoni Wiśniewski (z Lipnik Starych), żołnierze NSZ straceni 13 stycznia 1947 roku. Ponoć pochowani na cmentarzu parafialnym w Przewodowie. Im żadna władza nie składa wieńców – ubolewa Prewencka-Gucwa. Do tego dochodzą setki aresztowanych, torturowanych, więzionych mieszkańców ziemi pułtuskiej. To są właśnie skutki „wyzwolenia” przez Armię Czerwoną – dodaje.

– W Akademii Humanistycznej 6 listopada będzie spotkanie kandydatów na burmistrza Pułtuska i zamierzam zadać tam pytanie każdemu na temat polityki historycznej w regionie – zapowiada nauczycielka.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tuska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 19 lis 2014, 13:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
I kto mi powie, ze ludzie z PO są zdrowi psychicznie?

"Przekaz dnia" Schetyny: PO wcale nie przegrała

Platforma Obywatelska wreszcie znalazła optymalne wyjaśnienie porażki z Prawem i Sprawiedliwością w wyborach samorządowych. „Przekaz dnia” jest dziełem Grzegorza Schetyny, który we wczorajszej porannej rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu Zet powiedział:
- Powodem był brak mobilizacji elektoratu Platformy Obywatelskiej, że nie wszyscy stwierdziliśmy, że to są ważne wybory i potrzebna jest stuprocentowa aktywność i obecność przy urnach.
Bardzo prosta koncepcja: byliśmy tak przekonani o kolejnym zwycięstwie (zwłaszcza po aferze madryckiej Adama Hofmana i jego towarzyszy, która powinna znacznie osłabić głównego rywala), że część naszych sympatyków nie pofatygowała się do urn. Tymczasem Jarosław Kaczyński zachował się w nieprzewidywalny sposób:
- Ta decyzja, którą pozbył się swoich najbliższych współpracowników wzmocniła jego pozycję i wpłynęła na lepszy wynik PiS, tak było, tak się wydaje, że to paradoksalnie nie pomogło Platformie a PiS - wyjaśnił Schetyna w Radiu Zet.
W domyśle jest oczywista konstatacja: gdyby do wyborów poszli wszyscy głosujący na PO, nakryliby czapkami PiS, bo przecież nie można nawet przypuszczać, że większość Polaków woli antysystemową, nieodpowiedzialną i fanatyczną partię od układnego, rozsądnego i umiarkowanego ugrupowania.
No i wszystko jasne: rzekome zwycięstwo PiS to tak naprawdę jedna wielka złuda.
Brawo, Panie Grzegorzu, tak trzymać, a kolejne sukcesy Platformy Obywatelskiej są pewne jak „amen” w pacierzu.

http://bukojer.salon24.pl/616419,przeka ... -przegrala


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 20 lis 2014, 22:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Wróciło nowe

„Gdybyśmy mieli blachę zarzucilibyśmy świat konserwami. Ale nie mamy mięsa” - ta stara anegdotka z propagandy i nowomowy PRL-u znów pasuje do opisu polskiego państwa i coraz więcej z nas zastanawiając się jak rozwiązać jakiś publiczny problem dochodzi do przygnębiającego wniosku, że bagno zalega od piwnicy po sam sufit. Państwo naprawdę jest dziś tak chore że przestało funkcjonować.

Kiedy słuchałem kilka dni temu konferencji prasowej szefów PKW to odniosłem wrażenie że ci ludzie żalą się publicznie że stali się ofiarą władzy. Opowiadali bowiem jak patologiczny system zamówień publicznych, niezrozumienie ze strony rządu czy zła logistyka zamówień publicznych uniemożliwiły im sprawne wdrożenie systemu informatycznego i przeprowadzenie wiarygodnych wyborów. Najzabawniejsze w tym wszystkim jednak jest to, że dokładnie z tymi samymi patologiami państwa tzw zwykli obywatele: przedsiębiorcy, pacjenci czy lekarze zmagają się od siedmiu lat, tyle tylko że okradanie i gnojenie obywateli nikogo dotychczas nie wzruszało. Tym razem sytuacja wymknęła się spod kontroli bo po tyłku – choć głównie wizerunkowo, dostała władza.

Jak się dowiedzieliśmy na zaprojektowanie i wdrożenie systemu na którym opiera się cała machina wyborcza, państwo przeznaczyło niecałą połowę tego, ile kosztowało wymyślenie loga ze sprężynką. Ot, troszkę więcej niż dwie miesięczne pensje członka zarządu Orlenu. Ale co tam Orlen – to inny świat, nie dla gawiedzi, no powiedzmy że prywatna firma informatyczna biorąca na swoje barki informatyzację wszystkich wyborów w państwie dostała o „stówkę” mniej niż wyniosła sama premia dla faceta który w ramach publicznego kontraktu zarządzał budową stadionu narodowego.

Co prawda od lat słyszymy, że to co prywatne to lepsze i tańsze niż państwowe, ale niemal za każdym razem okazuje się że zasada ta jest przez ekipę władzy, która miała to hasło na sztandarach, używana głównie do tego żeby owych „prywaciarzy” skubać na każdym kroku i brać za to gigantyczne premie. Co prawda, jak twierdzi minister Sawicki, powołując się na równie wiarygodną Ewę Kopacz, szefostwo PKW istotnie wnioskowało o dodatkowe pieniądze, ale nie na lepszy system informatyczny, ale na podniesienie swoich pensji. Ktoś więc znów kłamie, ale jak to się stało w Polsce normą, i tak nie wiadomo kto i pewnie nigdy się już tego nie dowiemy.

Ciekawsze jest jednak to, jakie żale wylewali szefowie PKW na wspomnianej konferencji. Otóż ich zdaniem biurokracja zamówień publicznych nie pozwoliła im wystarczająco wcześnie przeprowadzić przetargu, zbyt niska kwota nie pozwoliła im ściągnąć i wyłonić lepszej firmy, a formalności spowodowały takie opóźnienie że systemu nie udało się już dograć i dopracować.

Tak na marginesie, dziś rano, w wiadomościach radiowej „Trójki” słyszałem, że ze szpitala specjalistycznego we Wrocławiu zwolniło się kilku lekarzy onkologów. Jak powiedział jeden z nich, nie byli już w stanie patrzeć bezradnie jak umierają ich pacjenci bo od miesięcy przedłuża się jakaś biurokratyczna procedura przetargowa na leczenie metodą termiczną przerzutów do wątroby. Kolejka pacjentów wydłużyła się do przeszło 700 osób, które umrą jeśli publiczne urzędasy nie pospieszą się ze skrupulatnym rozstrzygnięciem przetargu. Sprawa trafiła już do Marszałka Województwa, a ten niewątpliwie „pochyli się nad problemem”. Ci lekarze zwolnili się z pracy bo nie byli w stanie stać bezradnie i patrzeć w oczy swoim pacjentom. Choć przecież nie byli winni temu że biurokratyczna gangrena paraliżuje dziś państwo. Władza publiczna, czy poszczególni ministrowie nie mają tego typu refleksji, nawet jak ludzie masowo bankrutują, emigrują czy nawet umierają bo nie wdrożono jakiegoś przepisu albo uchwalono wadliwą ustawę.

I przyznam szczerze, że choć drażnią mnie trochę nawoływania do „polskiego majdanu” to coraz częściej tracę już wątpliwości że tą hołotę ludzie w końcu rozgonią i nie będą potrzebowali do tego żadnego politycznego lidera.

Problemy na które żaliła się PKW w tym tygodniu, od lat są też przecież chlebem powszednim niemal w każdym przetargu publicznym na rynku budowlanym. Ceny spadają do poziomów dumpingowych, procedury administracyjne przedłużają się tak długo że nie wystarcza już czasu na rzetelne wykonanie zlecenia, a potem władza bohatersko przyznaje sobie premie za puszczenie wykonawcy „w skarpetkach” karami za przekroczenie terminu. To norma niemal w każdym samorządzie, niemal w każdym zamówieniu publicznym. Czy kogoś to dotychczas skłoniło do refleksji? O dymisji oczywiście nie wspominam bo nie chcę się narazić na śmieszność. Jak się skończy tym razem? Jak zawsze. Młodzi informatycy którzy się odważyli zaryzykować i sięgnąć po publiczny ochłap będą latami spłacali kary finansowe, Czapicki zniknie z przestrzeni publicznej a potem sporządzi się „protokół zniszczenia” i jakieś ministerialne urzędasy z końcem roku dostaną kilkadziesiąt tysięcy złotych premii za „rozwiązanie problemu”. Tak działa od lat polskie państwo i naprawdę trzeba być albo ślepym albo idiotą żeby tego jeszcze nie dostrzegać.

Ale jest jeszcze przecież tzw opinia publiczna. Ludzie patrzą, myślą, zastanawiają się czy na tym nie stracą. No to się ludziom zrobi ludziom mętlik informacyjny i sprawa prosta. Na przykład wciągu dwóch dni puści się im cztery sprzeczne informacje: że wybory wygrała największa partia opozycyjna, że w sondażach druzgocącą przewagę ma partia rządząca, że wybory z druzgocącą przewagą wygrała partia koalicyjna i że Prezydent RP uważa że niezadowolenie z przebiegu wyborów to zła wola. Przyznam szczerze, że ostatnio taką paranoję widziałem w Polsce jak zaprzyjaźnione media rządowe trzymając mocno kciuki czekały do północy czy katarski inwestor zapłaci za stocznie. Ala taka już uroda Polski za rządów Platformy – jak jest chryja to się ludziom publicznymi komunikatami robi z mózgu sałatę i sprawa załatwiona. Władza może znów łączyć a nie dzielić i przestrzegać przed nieodpowiedzialną opozycją która jątrzy.

Biurokratyczna gangrena, która została wprowadzona do podporządkowania sobie społeczeństwa i zaskarbienia elektoratu wśród administracji publicznej przy okazji skandalu w wyborach samorządowych obróciła się przeciwko swoim. Choroba, którą celowo zainfekowano państwo, niechcący wymknęła się spod medialnej kontroli.

Że co, że twierdzenie iż zrobiono to celowo jest niesprawiedliwe? Ależ jest uzasadnione i to bardzo czytelnie. Jeśli komuś nie są w stanie otworzyć oczu kosmicznie wysokie premie w sektorze publicznym, a szczególnie tam gdzie w ostatnich latach nadmuchano biurokrację do poziomów strajku włoskiego, to przypomnę choćby przygotowywane obecnie nowe zapisy Kodeksu Budowlanego. Otóż kary za jakąkolwiek samowolę budowlaną będą bardziej dotkliwe niż za kradzież albo pobicie. Tak żeby nikt się nie odważył zbudować sobie na własną rękę ganku czy wiatrołapu przy własnym domu, żeby dzieciom nie wiało po nogach. Bo inaczej go państwo puści z torbami. Urzędnik musi wiedzieć, wyrazić zgodę, przybić pieczątkę. Brak zgody urzędnika będzie karane bardziej surowo niż przestępstwo. Jakoś tak przypadkowo przygotowywano te zapisy od kilku lat.

Trudno powiedzieć że dobrze się stało – ale niewątpliwie, to o czym wszyscy od lat wiedzieli – to że pasożytnicza biurokratyczna gangrena paraliżuje życie obywateli, przynajmniej przebiło się przez kontrolowane przez władzę publiczne media.

http://waw75.salon24.pl/616728,wrocilo-nowe


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 02 gru 2014, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Temu najbiedniejszemu nawet ciepło z domu próbuje się zabrać. Takie rozwiązania o ile są sensowne można wprowadzać nie administracyjnie, ale poprzez stopniowe dochodzenie do tego celu.
Drogą powinien być rozwój nowych technik grzewczych i taki stan zamożności obywateli, aby wymiana nie była dla nich przytłaczającym obciążeniem.
Inną sprawą jest to czy w Polsce bogatej w węgiel są potrzebne rozwiązania rujnujące ją gospodarczo.


Smog do kasacji

Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzy dwie skargi kasacyjne dotyczące uznania za nieważną uchwały zakazującej palenia węglem w krakowskich domach.

Kraków jest pierwszym miastem, w którym zakaz stosowania paliw stałych, w tym węgla, do ogrzewania domów wprowadził sejmik województwa. Ta decyzja była motywowana chęcią podjęcia walki ze smogiem. Gród Kraka jest dziś jednym z bardziej zadymionych miast w kraju. Uchwałę unieważnił jednak wojewódzki sąd administracyjny, uznając, że prawo ochrony środowiska, z którego wynikają kompetencje sejmiku w tym zakresie, nie pozwala na różnicowanie kwestii stosowania paliw w zależności od celu. Uchwale sejmiku WSA zarzucił pogwałcenie zasad praworządności, równości i wolności prowadzenia działalności gospodarczej.

Z taką oceną nie zgodził się Zarząd Województwa Małopolskiego i stowarzyszenie Krakowski Alarm Smogowy. Efekt: złożenie do naczelnego sądu administracyjnego odrębnych skarg kasacyjnych. Zarząd województwa utrzymuje, że wprowadzany zakaz palenia węglem jest wynikiem dbałości o zdrowie mieszkańców Krakowa, co należy do obowiązków władz samorządowych. Argumentem ma być też okoliczność, że zarząd poprzez Konwent Marszałków wystąpił do Sejmu o wprowadzenie zmian w przepisach, które wyeliminują wątpliwości, jakie podniósł WSA w związku z interpretacją prawa ochrony środowiska. Trudno jednak zakładać, by NSA podzielił argumentację odnoszącą się do nieistniejącego prawa.

W praktyce do czasu rozpatrzenia skarg uchwała antysmogowa obowiązuje. A to sprawia, że w nowych budynkach nadal nie wolno instalować pieców na paliwa stałe. Obecna niepewność nie ma większego znaczenia dla właścicieli domów, w których tradycyjne piece węglowe funkcjonują od lat, bo w takim przypadku zakaz zacznie obowiązywać 1 września 2018 roku – o ile NSA przychyli się do skargi kasacyjnej. Mimo tych zawirowań w Małopolsce wciąż dofinansowywana będzie wymiana starych palenisk węglowych na nowoczesne piece. W Krakowie działa też program osłonowy (do 2022 roku) przewidujący dopłaty dla osób, które ponoszą wyższe koszty w związku z rezygnacją z ogrzewania mieszkań węglem na rzecz gazu, energii elektrycznej lub oleju opałowego.

Uchwałę antysmogową zaskarżyły do WSA dwie osoby, uznając, że stanowi ona naruszenie konstytucyjnych zasad równości obywateli i swobody działalności gospodarczej. Jak wskazywano, sam zakaz nie przyniesie miastu korzyści w zakresie jakości powietrza, za to uderzy w osoby gorzej sytuowane, dla których zmiana paliwa np. na gazowe pozostaje poza możliwościami portfela. Zakaz, jak dowodzono, krzywdzi również tych mieszkańców Krakowa, którzy z własnej inicjatywy zainwestowali w nowoczesne kotły na paliwa stałe, ponosząc przy tym koszty, które nie mogą być zrefundowane w ramach wprowadzonego niedawno programu.

Problem krakowskiego smogu ciągnie się latami. Już 14 lat temu Najwyższa Izba Kontroli na forum sejmowej Komisji Ochrony Środowiska wskazywała, że gdy chodzi o jakość powietrza, problemem jest brak norm dla paliw dostępnych dla odbiorców indywidualnych, czyli mówiąc wprost, chodzi o palenie w domach tanim węglem niskiej jakości. Obecnie sytuacja o tyle się zmieniła, że takie tanie paliwo sprowadzane jest na polski rynek także z Rosji. Warto też przypomnieć, że przy okazji rządowej kampanii antysmogowej (mówiącej o zakazie palenia węglem po 2020 r.) górnicza „Solidarność” zwracała uwagę, że sezonowy wzrost zanieczyszczenia powietrza to nie problem stosowania węgla, ale wynik zubożenia społeczeństwa, które z niedostatku wrzuca do pieców śmieci. Związek sugerował wówczas, aby nie zakazywać stosowania paliwa węglowego, lecz inwestować w kotły grzewcze o wysokiej sprawności.

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... sacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 18 gru 2014, 22:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Pietrzak: Nasza rzeczywistość jest chora

Rozmowa z satyrykiem, pieśniarzem Janem Pietrzakiem.
Stefczyk.info: W Pałacu Prezydenckim odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego ws. afery marszałkowej. W tle sprawa likwidacji WSI. Nad biografią Bronisława Komorowskiego wciąż ciążą związki z WSI, ale do dziś nie zostało to wyjaśnione do końca. Jak Pan to ocenia?
Jan Pietrzak: Nie znam szczegółów tego przesłuchania, ale czytałem książkę Wojciecha Sumlińskiego „Z mocy bezprawia”. Z tej lektury wyłania się bardzo skomplikowana postać prezydenta Bronisława Komorowskiego. To jeden z oszustów we władzach. Niestety mamy we władzach mnóstw ludzi, którzy idą po władze, ale za plecami mają jakieś świństwa, kłamstwa, oszustwa, zaniechania, ukryte wątki. Nie wiem dlaczego tak jest. Większość ludzi idących do władzy jest umoczona w haniebną przeszłość. Nie wiem, dlaczego się tak dzieje. Ubolewam, że Polacy tego nie widzą.
Może nie wiedzą? Czy w Pana ocenie to może stać za akceptacją?
Wydaje się, że nie o to tu chodzi. Pamiętam przypadek Wałęsy. O nim rzeczywiście nie było wiadomo nic, gdy po raz pierwszy wybrano go na prezydenta. W tej sytuacji trudno mieć do kogokolwiek mieć pretensje. Prawda była w tym przypadku ukryta. Co innego jednak w sprawie Komorowskiego. Tu jest wszystko wiadomo. Wiadomo było, jaką rolę prezydent odegrał w sprawie smoleńskiej, jak się ukrywa. Jednak mimo tego ma ogromne poparcie. Można zadać jedynie dramatyczne pytanie, czy ta rzeczywistości ma jakiś sens. Jeśli prezydent po ostatnich wyborach wpadł w straszną panikę i wymyślał ludziom, oczekującym rzetelnych wyborów, wskazując, że są w „odmętach szaleństwa”, to jest w nim coś chorego. Taki człowiek nie powinien być prezydentem.
Dlaczego?
On ludzi, domagających się uczciwości, przezywa i wyzywa. Wzywa na pomoc prezesów najważniejszych sądów w Polsce, którzy również nie mają nic przeciwko temu, że trzy miliony głosów było nieważnych. To oznacza, że wybory były nieważne, bo skoro odebrano praw wyborcze tak dużej liczbie Polaków, to znaczy, że głosowanie jest nieważne. Jednak mimo tego prezydent i ci sędziowie uważają, że wszystko jest w porządku.
Media również podtrzymują ten obraz świata. Czy to ważne dla utrzymania w mocy fałszywej narracji?
Trzy wielkie telewizje w każdej sprawie związanej z oszustami i kłamcami w każdym przypadku są po stronie złodziej. One są zawsze po jednej stronie. Rzeczywistość nasza jest chora. A przypadek polskiego prezydenta w tej sprawie jest charakterystycznym obrazkiem.
Rozmawiał Stanisław Żaryn

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 2507647573


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 22 gru 2014, 09:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Z czym jest zgodna Konstytucja?

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego (po dwóch latach!), zgodnie z którym ustawa o podwyższeniu wieku emerytalnego jest zgodna z Konstytucją, wywołał falę krytyki, nie tylko pojedynczych osób, ale milionów. A liczba niezadowolonych będzie rosła, ponieważ w powszechnym, czyli ludzkim odczuciu wyrok ten jest niesprawiedliwy, zarówno wobec mężczyzn jak i szczególnie kobiet.

Ze strony oburzonych padają różne argumenty, ale problem w tym, że te argumenty z punktu widzenia obowiązującego w Polsce prawa nie mają znaczenia. One mają znaczenie z punktu widzenia elementarnego poczucia sprawiedliwości i zdrowego rozsądku. Ale kto powiedział, że porządek prawny w naszym kraju jest oparty o zdrowy rozsądek i elementarne poczucie sprawiedliwości? Nikt, bo przecież porządek prawny oparty jest o Konstytucję. I to wobec Konstytucji trzeba zadać pytanie: z czym jest zgodna Konstytucja? Odpowiedź brzmi zaskakująco: z niczym. Konstytucja jest bowiem pierwszą ustawą w porządku prawa, czyli tzw. ustawą zasadniczą. Przed nią nie ma nic. Ta Konstytucja nie odwołuje się ani do Boga, jako źródła prawa, ani do ludzkiej natury w ramach prawa naturalnego. Ona sama jest czymś pierwszym.

Skąd się w takim razie wzięła? Może z jakiegoś innego objawienia, z jakiegoś nadrozumu, który czyta fundamentalne zasady sprawiedliwości. Nic podobnego. Konstytucja jest wynikiem woli większości, tej większości, która w roku 1997 głosowała za jej przyjęciem. Ale dziwna to była większość. Wprawdzie ZA głosowała większość biorących udział w referendum (52, 71 %), ale tych biorących w referendum było mniej niż połowa (42, 82%). A to oznacza, że Konstytucję przegłosowała mniejszość społeczeństwa, bo tylko ok. 20 %, czyli jedna piąta!

Przegłosowała więc nie tylko mniejszość, ale zdecydowana mniejszość, więc trudno dziś mówić, że większość społeczeństwo przyjęła tę Konstytucję, bo przyjęła zdecydowana mniejszość, a tylko dzięki magicznym procedurom i zasadom mniejszość posiada u nas moc większości.

Co więcej, do głosowania ZA przyjęciem Konstytucji potrzebne były głosy, a nie rozumy, potrzebna była wola, urabiana przez medialną propagandę, jakie to jest wielkie osiągnięcie ta Konstytucja. Dziś widzimy, jak wielkie: zgodnie z Konstytucją możemy tracimy suwerenność, a pracować będziemy musieli nawet do 101 lat. Dlaczego nie?

Ratunkiem na te rożne pułapki konstytucyjne byłby zdrowy rozsądek i poczucie sprawiedliwości wśród sędziów TK, a nie formalizm. Ale o to, jak widać, jest bardzo trudno. Wypada więc powtórzyć za Rzymianami: summum ius summa iniuria! Najwyższe prawo największa niesprawiedliwość!

Konstytucja nie zastąpi prawego sumienia, a wola czy to większości, czy mniejszości, czy takiej właśnie dziwnej „większej mniejszości” nie zastąpi natury i Dekalogu. Jeśli szukamy sprawiedliwości, musimy wracać do autentycznych źródeł i zasad prawa, a szczególnie muszą wracać sędziowie.

http://www.naszdziennik.pl/wpis/896,z-c ... tucja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 24 gru 2014, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
O dwóch takich co „obalyly” komunę

W zalewie afer, z jakimi ostatnio mieliśmy do czynienia, to o czym napiszemy zapewne Czytelników nie powali i zbytnio nie zbulwersuje. Oto dziennikarze odkryli, że posterunek policji w malowniczo położonej nad jeziorem wsi Charzykowy na Pomorzu został wyposażony jak hotel, a w pokojach znalazły się tam nawet szerokie wygodne małżeńskie łoża. Wszystko na to wskazuje, że wydanie miliona złotych publicznych pieniędzy, które pochłonęła ta inwestycja miało na celu nie tyle poprawę bezpieczeństwa okolicznych mieszkańców ile stworzenie miejsca luksusowego wypoczynku dla wybrańców w mundurach.
Bywają jednak sytuacje, że w placówkach służących bezpieczeństwu obywateli, także temu zdrowotnemu, takie wydatki, szczególnie na małżeńskie łóżka mogłyby być uzasadnione. Oto szczęśliwy, a może złośliwy los sprawił, że w tym samym miejscu i czasie, czyli w szpitalu Akademii Medycznej w Gdańsku znaleźli się „bohaterowie” Magdalenki oraz okrągłego stołu, gen. Czesław Kiszczak i kapral rezerwy Lech „Bolek” Wałęsa. Pierwszy trafił tam na badania mające rozstrzygnąć czy stan zdrowia bandyty i zdrajcy pozwala na stawiennictwo w sądzie zaś drugi miał pecha, gdyż złamał nogę wychodząc z kościoła. Najwidoczniej Matka Boska w klapie miała już dość faryzeusza. Obie ofiary spotkały się z wielkim zainteresowaniem salonowych mediów i szczerze okazywanym im współczuciem ze strony „najwyżej cenionych dziennikarzy”. Tylko czekamy aż ogłoszą, że uraz Wałęsy to odroczona o 25 lat konsekwencja słynnego historycznego skoku przez płot. Jednym słowem „Bolek” znowu cierpi za naród.
I teraz wróćmy do tego wiejskiego hotelu-posterunku. Czy nie byłoby dobrze, aby również w każdym polskim szpitalu tak na wszelki wypadek znalazł się pokój wyposażony w szerokie małżeńskie łoże w razie takich nieprzewidzianych zbiegów okoliczności, z jakimi mieliśmy do czynienia w Gdańsku? Przecież one niosą ze sobą wielkie historyczne przesłanie i niezwykle emocjonalny ładunek. Wyobraźmy sobie, jaki byłby to piękny widok, gdyby jakiś Durczok, Pochanke, Kraśko, Tadla czy Gugała połączyli się podczas głównych wydań wiadomości z gdańskimi korespondentami i pokazali Polakom „naszych ojców demokracji”, którzy „obalyly komunę” i leżą dzisiaj zgodnie w jednym małżeńskim szpitalnym łóżku? A może byłby to kolejny dowód na to, że III RP pochodzi z nieprawego łoża?

http://kokos.salon24.pl/622143,o-dwoch- ... yly-komune


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 31 gru 2014, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Demostenes z PSL

O tym, że wicepremier Janusz Piechociński lubi się wyrażać równie barwnie jak bezsensownie, pisałem już tutaj kilkakrotnie. Nie spodziewałem się jednak, że po jego sławetnym przemówieniu z okazji 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej, kiedy osiągnął szczyty werbalnej grafomanii, zdoła osiągnąć podobne wyżyny i stężenie bełkotu (tym razem politycznego, a nie patriotycznego).

Ze skruchą przyznaję, że nie doceniłem nieograniczonych możliwości Piechocińskiego, który tak oto komentował na łamach „Rzeczpospolitej” przyjęcie do klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego byłych posłów Twojego Ruchu:

„PSL demotywuje środowiska skrajnej antyreligijnej, antychrześcijańskiej, nierozumnej lewicy i wzmacnia siły odpowiedzialnego środka. Oni wszyscy zostali kiedyś ochrzczeni i z Kościoła katolickiego nigdy nie wystąpili. Przed świętami Bożego Narodzenia doszli do wniosku, że czas w sobie poszukać optymizmu i radości życia. Owieczka marnotrawna jest najbardziej wartościowa. Ci politycy dorośli i zrozumieli, że szacunek dla demokracji musi być również szacunkiem dla tradycji, z której się wyrasta. Rok 2015 będzie rokiem niepewności, również dla Polaków, więc warto budować wspólnotę. Z radością patrzyłem, jak brali na święta <Historię polskiego ruchu ludowego>...”

Wszelki komentarz zbyteczny.

http://lubczasopismo.salon24.pl/alexy/p ... enes-z-psl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 03 sty 2015, 13:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/22810 ... +Najnowsze)

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania interweniuje ws. kalendarza z Żydem. „Przyczynia się do dyskryminacji mniejszości narodowej”
opublikowano: 2015-01-02 14:31:05 · aktualizacja: 2015-01-02 15:33:56


To też przejaw antysemityzmu? (fot. Konradm/CC/Wikimedia Commons)


Gazeta Michnika zaczęła bić na alarm w reakcji na sprzedawanie kalendarza przedstawiającego Żyda z pieniążkiem, który oferowała m.in. Poczta Polska.
Prof. Małgorzata Fuszara po publikacji dziennika Adama Michnika postanowiła przyjrzeć się sprawie.
Ten kalendarz propaguje negatywny stereotyp Żyda jako osoby bogatej i chciwej, a przez to przyczynia się do dyskryminacji mniejszości narodowej
— powiedziała gazecie Michnika Fuszara.
W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele poznańskiej gminy żydowskiej, którzy nazywają to „sianiem nienawiści”.
Przecież to przedwojenne antysemickie klisze, które wykorzystywane były do nagonki na Żydów. Apeluję do wszystkich, żeby takiego kalendarza nie kupować. To może tylko zaszkodzić stosunkom polsko-żydowskim
— mówi Alicja Kobus, szefowa poznańskiej filii Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich.
Poczta Polska nie ma zamiaru tłumaczyć się z powodu kalendarza i odsyła do producenta, Pawła Rebzdy. Ten z kolei odpiera zarzuty. Właściciel Agencji Reklamowo-Poligraficznej Avanti z Podkowy Leśnej zapowiedział jednak, że w kolejnych latach kalendarz z Żydami nie będzie już dystrybuowany przez jego firmę.
Czy kalendarz przedstawiający Żyda „na szczęście”, który jest drukowany gdzieś w Podkowie Leśnej, może mieć antysemicki przekaz? To kwestia do długich dyskusji. Tylko czy jest to sprawa godna zainteresowania przedstawiciela rządu?

gah/portal Michnika

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl
autor: Zespół wPolityce.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 30 mar 2015, 06:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Kogo partia wskaże?

Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 28 marca 2015

Ajajajajajajaj! Widać coraz wyraźniej, że prędzej czy później każdego to spotka. I jak zwykle wszystko przewidział jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński – bo jakże inaczej rozumieć te nieśmiertelne strofy: „Nie pomogły zastrzyki, recenzje i pomniki i kwaśne mleko (…) Wszyscy stanęli kołem z czołem bardzo wesołem, bracia, kuzyni i szacowne to grono orzekło unisono: dobrze tak świni!” - jeśli nie jako profetyczną wizję oskarżenia pana redaktora Tomasza Lisa o antysemityzm? W kierowanym przez pana redaktora „Newsweeku” jakaś Schwein podała informację, że teść forsowanego przez Prawo i Sprawiedliwość kandydata na prezydenta, pana Andrzeja Dudy, jest Żydem, a pani kandydatowa – Żydówką. Zawrzał na takie dictum oburzeniem nie tylko pan prezes Jarosław Kaczyński, ale również – pan red. Tomasz Terlikowski. Najwyraźniej obydwaj muszą uważać, że bycie Żydem jest czymś nieprzyzwoitym, podobnie jak, dajmy na to, bycie syfilitykiem.

Inaczej, niż wydawca „Newsweeka”, niemiecki koncern Axel Springer. Wydawca „murem” stanął za panem redaktorem Lisem, uznając oskarżanie go o antysemityzm za „absurdalne”. I słuszna jego racja, bo to, czy oskarżenie jest absurdalne, czy karygodne, zależy od tego, kto o czyimś żydowskim pochodzeniu informuje i z jakich pozycji. Raz na zawsze wyjaśnił to Herman Goering oznajmiając, że „o tym, kto jest Żydem – ja decyduję”. Na podobnie nieubłaganym stanowisku stanęło w 1968 roku ścisłe kierownictwo PZPR, co w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnił Antoniemu Zambrowskiemu współtowarzysz w więziennej celi: „nie ten Żyd, co Żyd, tylko ten, kogo partia wskaże!”

Odnosi się to również do antysemitów. Nauka nie poszła w las, bo oto pan prof. Jacek Leociak i Instytutu Badań Literackich PAN i Centrum Badań nad Zagładą Żydów „oburza się”, że ktoś ośmielił się zarzucić „Newsweekowi” antysemityzm. „Jeśli „Newsweek” pisze, że prof. Kornhauser jest z pochodzenia Żydem, nie ma w tym grama antysemityzmu – wywodzi pan prof. Jacek Leociak. - Jeśli napisze to pan Karnowski, albo pan Stanisław Michalkiewicz, to jest to już ewidentnie antysemickie”. Warto tedy przypomnieć, że Polska Akademia Nauk powstała w 1951 gwoli roztoczenia nad nauką politycznego oraz policyjnego nadzoru – i od tamtej pory nic się nie zmieniło – oczywiście z wyjątkiem bajek, jakie opowiadają zatrudnieni w PAN utytułowani politrucy. Gdyby pan prof. Leociak pracował w IBL PAN w roku 1968 to przypuszczam, że ćwierkałby zgodnie z mądrościami ówczesnego etapu. Teraz jednak, to co innego – więc i on ćwierka, jak się należy.

Ludowe przysłowie powiada: „ksiądz w kościele robi, to z kościoła żyje”. Podobnie można powiedzieć, że pan prof. Leociak żyje z holokaustu, które to słowo pisze zresztą dużą literą. Przyczyny takiej rewerencji wyjaśnił już dawno Wojciech Dzieduszycki opowiadając o pewnym kupcu, który dorobił się na handlu wołami i od tamtej pory słowo: „wół” zawsze pisał dużą literą. Odnotowuję tedy z satysfakcją utrzymującą się ciągłość w nauce polskiej, a właściwie – europejskiej, bo dzięki panu prof. Jackowi Leociakowi możemy utwierdzać się w przekonaniu, że czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty. Jednocześnie w czynie społecznym i z ostrożności procesowej – bo nigdy nie wiadomo, jaki rozkaz dostaną niezawisłe sądy – chciałbym przypomnieć uniwersalną formułę, która może przydać się również panu red. Lisowi – że jeśli nawet został antysemitą, to stało się to „bez jego wiedzy i zgody”. Skoro z tej formuły korzystają konfidenci, to dlaczegóż nie mogliby antysemici? „I panowie chorują – czemuż lwy nie mogą?”

Na koniec nie mogę oprzeć się spostrzeżeniu, że najważniejszą przyczyną klangoru, jaki rozległ się po publikacji „Newsweeka” nie jest żaden „antysemityzm”, tylko ryzyko ujawnienia ważnej tajemnicy państwowej. Na jej trop znowu naprowadza nas literatura, a konkretnie - „Towarzysz Szmaciak” Janusza Szpotańskiego. Czytamy tam o niejakim sekretarzu Wardędze, komuniście starej daty, co to „jeszcze samego znał Stalina”. Ten Wardęga bardzo krytykował Gnoma, to jest – Władysława Gomułkę między innymi za to, „że chłopom daje on nawozy, zamiast powsadzać ich do kozy, przez co nasz główny cel – kołchozy - w odległą przyszłość się oddala”. Krytyka - krytyką, ale „w przedziwnej analogii z Gnomem Wardęga miał Żydówkę żonę”. To dokładnie tak samo, jak w przypadku pana Andrzeja Dudy i pana prezydenta Komorowskiego. Czyż w tej sytuacji możemy zapomnieć o spiżowej wskazówce klasyka demokracji Józefa Stalina, że w demokracji, zwłaszcza takiej młodej, jak nasza, jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest to, kto przygotowuje alternatywę polityczną dla wyborców? A wiadomo, po czym poznać, czy alternatywa została przygotowana prawidłowo. Po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane. Publikacja „Newsweeka” mogła zwrócić uwagę opinii publicznej na ten trop i myślę, że stąd te nerwy.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3355


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 09 kwi 2015, 18:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Czy to na pewno te czarne skrzynki i z tego kokpitu?

Prokurator Seremet się chwali, że prokuratura ma dwa różne stenogramy rozmów w kokpicie. Tylko dwa?

1. Te czarne skrzynki nie spoczywały ćwierć wieku w andyjskim lodowcu, skute mrozem, z wyczerpanymi do cna bateriami.
Nie leżały latami na dnie oceanu, prasowane ciśnieniem słupa wody.
Nie rozerwał ich wybuch ani powyginał, bo wedle oficjalnej wersji żadnego wybuchu nie było.
Wyciągnięto je zaraz z bagna, całe i nienaruszone.
Dlaczego zatem nie można ich odczytać?
Dlaczego raz słychać jedno, a drugi raz co innego, zależy, kto ucho przyłoży?
Dlaczego prokuratura ma dwa stenogramy, MAK ma stenogram trzeci, a komisja Millera czwarty?
Dlaczego raz słychać generała Błasika, drugi raz nie słychać, trzeci raz słychać, czwarty raz nie słychać?
Dlaczego jest tyle zaszumień, które odszumieć tak trudno?

2. Jak sięgam pamięcią wstecz, do znanych mi opisów katastrof lotniczych – czasem był problem ze znalezieniem czarnych skrzynek. Ale jak już się znalazły, to problemów z odczytaniem na ogół nie było. Z katastrofy w Kabatach w 1987 roku stenogram był jeden, jasny od początku do końca, do tego strasznego – cześć, giniemy...
Z katastrofy na Okęciu w 1980 roku nie było stenogramu, bo wszystko padło i nic się nie nagrało.
Z wieloma innymi katastrofami było podobnie – albo był zapis, albo go nie było. Nie znam przypadku, żeby z tego samego kokpitu w tym samym czasie zapisywały się na taśmę różne rozmowy. Nie znam się zbyt dobrze na fizyce, ale bez jakiegoś gwałtownego załamania się czasoprzestrzeni takie różne zapisy tej samej rzeczywistości są chyba niemożliwe.

3. To przecież nie jest film „Przypadek” Kieślowskiego, z różnymi zapisami życia tego samego bohatera, zresztą jedna z wersji też kończy się katastrofą lotniczą. To nie był film, to był real, więc czarne skrzynki miały prawo i obowiązek zapisać jedne i te same rozmowy, jedne i te same wydarzenia.
Nie mogły raz zapisać generała Błasika, drugi raz go nie zapisywać.
Skoro więc prokuratura ma dwa różne stenogramy, skoro inne stenogramy ma Anodina, a jeszcze inne Lasek – to rodzi się pytanie:
Czy to aby na pewno te czarne skrzynki i czy na pewno z tego kokpitu?

Wpis dostępny na blogAID

Mec. Janusz Wojciechowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kpitu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 28 kwi 2015, 07:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Pedagogika wstydu

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 26 kwietnia 2015

Wypowiedź dyrektora FBI Jakuba Coneya, w której oskarżył Polaków o udzielanie złym nazistom pomocy w holokaustowaniu Żydów, wywołała burzę w szklance wody. Wszyscy, oczywiście z panem prezydentem Komorowskim na czele, byli strasznie oburzeni. Ostatni raz takie powszechne oburzenie zapanowało w naszym nieszczęśliwym kraju w związku z „niegramatycznym tangiem” pod tytułem „Przeleć mnie”. Jak głosiły słowa piosenki - „wszyscy uczeni byli tangiem oburzeni, kazali zmienić wszystkie słowa wszystkich tang”. To początkowe oburzenie wkrótce potem opadło, gdy okazało się, że nie chodzi o żadne ekscesy, a przelecianym pragnie być „świat daleki”. Słowem - wszystko skończyło się jak należy, to znaczy – wesołym oberkiem. W przypadku wypowiedzi dyrektora Coneya burza w szklance wody była znacznie większa, więc oburzyli się nie tylko „uczeni” ze sławnym „profesorem” Władysławem Bartoszewskim, ale również, a może przede wszystkim – Umiłowani Przywódcy, na czele z panem prezydentem Komorowskim, który najwyraźniej zapomniał, że 10 lipca 2011 roku wysłał do uczestników uroczystości w Jedwabnem list zawierający słynne zdanie, że „naród polski” powinien uświadomić sobie, że był również „sprawcą”. Oczywiście sprawcą zbrodni II wojny światowej. Jeśli takie rzeczy wypisuje w listach prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, zażywający w dodatku reputacji historyka, to cóż ma myśleć, a zwłaszcza – cóż ma mówić dyrektor FBI? Toteż nic dziwnego, że nie tylko swojej opinii nie odwołał, ale ją w całej rozciągłości podtrzymał. Podtrzymał – chociaż skrytykowany został przez Amerykański Komitet Żydowski, a także – przez samego pana doktora Szewach Weissa, byłego ambasadora Izraela w Warszawie, który nawet wysunął pomysł odwołania dyrektora Coneya z zajmowanego stanowiska.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę właśnie na stanowisko, jakie pan Jakub Coney zajmuje. Jest dyrektorem FBI, a więc jednej z dwóch formacji amerykańskiej razwiedki i z tego tytułu coś tam przecież musi wiedzieć. Na przykład – że rząd Stanów Zjednoczonych nieustannie wywiera na Polskę naciski, by ta jak najszybciej zadośćuczyniła żydowskim roszczeniom majątkowym, szacowanym na 60, a może nawet 65 miliardów dolarów. Dyrektor Coney musi też wiedzieć, że jednym z elementów tego nieustającego nacisku jest tzw. „pedagogika wstydu”, której Polacy poddawani są co najmniej od roku 1990, kiedy to żydowskie organizacje przemysłu holokaustu wysunęły przeciwko „narodowi polskiemu” dziwaczny zarzut, że w obliczu holokaustu zachował się „biernie”. Zarzut dziwaczny, bo oskarżyciele nie wskazywali, co właściwie naród polski miałby zrobić ponadto co zrobił, by nie zasłużyć na taką recenzję.

Potem, w ramach zapowiedzianej przez ówczesnego sekretarza Światowego Kongresu Żydów Izraela Singera operacji „upokarzania Polski na arenie międzynarodowej”, nastąpiła eskalacja tych oskarżeń; w roku 2001, podczas uroczystości w Jedwabnem, „naród Polski” został oskarżony o „współudział”, a 10 lat później – o „sprawstwo” samodzielne. Uprzejmie uważam, że FBI nie mogło o tym wszystkim nie wiedzieć tym bardziej, że agenci tej organizacji, podobnie jak agenci CIA, w „pedagogice wstydu” prawdopodobnie bezpośrednio lub pośrednio uczestniczą – na przykład nakręcając odpowiednio swoich konfidentów nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w Polsce. Zatem jeśli nawet Amerykański Komitet Żydowski dzisiaj protestuje, a pan doktor Weiss domaga się nawet dymisji, to dyrektor Coney najprawdopodobniej wie, że to tylko takie przekomarzania, bo skoro Amerykański Komitet Żydowski i pan doktor Weiss żydowskie roszczenia majątkowe wobec Polski popierają, to muszą też godzić się na operację rozmiękczania polskiego oporu właśnie „pedagogiką wstydu”, w której oskarżenia Polaków o zbrodnie II wojny światowej pełnią ważną funkcję. Jeśli zatem oficjalnie protestują, to nie jest wykluczone, że w ukryciu zacierają ręce, iż w „pedagogice wstydu” wziął udział taki ważny dygnitarz. A ponieważ niegrzecznie byłoby zakładać, że FBI nie wie o sprawach, które dzieją się w ukryciu, zatem prawdopodobnie wie i o tym zacieraniu rączek. W takim razie dlaczego dyrektor Jakub Coney miałby się przejmować protestami nawet żydowskimi, a tym bardziej – polskimi?

Protestami polskimi może by się przejmował, gdyby na przykład pociągałyby za sobą ryzyko utraty polskich głosów dla jakiegoś kandydata w wyborach. Na razie jednak takiego ryzyka nie ma, bo na skutek braku polskiego lobby politycznego w USA, tamtejsi polityczni ambicjonerzy uzyskują polskie głosy za darmo, a nawet za mniej, niż darmo, bo uzyskują je nawet wtedy, gdy uczestniczą w antypolskiej „pedagogice wstydu”. Zatem jeśli nie musi się przejmować protestami polskimi w USA, to tym bardziej – protestami polskim w Polsce – bo cóż Polacy w Polsce mogą mu zrobić? Oto pan Andrzej Duda odgraża się, że „pozwałby” dyrektora Coneya za jego wypowiedź. „Pozwałby” go – ale go nie pozywa. Niechby tylko spróbował, to zaraz by mu przypomniano, skąd wyrastają mu nogi. „Kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”, a w tej sytuacji ani żadnych przeprosin, ani żadnego „pozywania” nie będzie.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3375


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń absurdu
PostNapisane: 30 kwi 2015, 05:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Wrażliwość krokodyla, pamięć akwariowej rybki

Katastrofa smoleńska jest wykorzystywana do gier politycznych, wmawia się ludziom, że to był zamach, ale przez te pięć lat nieudolności prokuratury można zwątpić w działanie państwa – napisała w „Gazecie Wyborczej” Monika „Stokrotka” Olejnik. Jak wiemy punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jako, że ja od zawsze znajduję się po przeciwnej stronie barykady niż Monika Olejnik to oczywistym jest, że sprawę widzę zupełnie inaczej. Śmiało mogę napisać, że katastrofa smoleńska jest wykorzystywana do gier politycznych, wmawia się ludziom, że nie było żadnego zamachu, ale przez te pięć lat nieudolności prokuratury można zwątpić w działanie państwa.

Problem z Moniką Olejnik jest taki, że ona przez te pięć lat jakie minęły od tragedii nigdy nie dążyła do tego by w sposób merytoryczny - oczywiście wykorzystując swoje dziennikarski pseudo talenty- obalić teorię zamachu. Ona z pełną premedytacja zajmowała się tępieniem ludzi, którzy hipotezę zamachu traktowali poważnie, tak jak to czynią wszyscy na świecie eksperci badający przyczyny katastrof lotniczych. Hipoteza zamachu jest zawsze i wszędzie rozpatrywana i badana na równi z innymi. Oczywiście z wyjątkiem Polski i Rosji.
Żeby nie być gołosłownym podam typowe przykłady tak zwanego dziennikarstwa „Stokrotki”.
- To kto nam zabił prezydenta? Ruscy? - zapytała szyderczo w Radiu Zet Joachima Brudzińskiego z PiS, obsadzając go na dzień dobry w roli oszołoma.
Kiedy w 2013 roku podczas maratonu w Bostonie doszło do terrorystycznego zamachu podczas którego zdetonowano dwie bomby, zabijając 3 osoby i 264 raniąc, tak napisała na swoim profilu na Facebooku: Dwa wybuchy - w Bostonie, a nie w Smoleńsku. Internauci od razu ostro zareagowali na ten wpis nie pozostawiając na Olejnikowej suchej nitki. Oberwało się jej za wyjątkowa podłość, cynizm i robienie sobie jaj w obliczu wielkiej ludzkiej tragedii.
Monika Olejnik słynie w celebryckim światku z posiadania olbrzymiej kolekcji damskiego obuwia. Idę o zakład, że nie ma w niej ani jednej pary butów wykonanych za skóry krokodyla. Po co one komuś kto sam jest tak gruboskórny, jakby od stóp do głów pokryty był skórą aligatora albo kajmana.

W tym samym tekście w „Gazecie Wyborczej” Olejnik pisze: Paliwo smoleńskie kręci się od pięciu lat, wypełza z każdego kąta, bo wszystkim jest do czegoś potrzebne. […] Nie uspokajają też biskupi. Bp Antoni Dydycz grzmiał nawet podczas homilii: "Zabroniono nam nawet myśleć o zamachu". Kto biskupowi zabrania?
No proszę, nie dość, że skóra jak na aligatorze to jeszcze pamięć akwariowej rybki, która jest zdolna zapamiętać jedno okrążenie akwarium. Czy szanowna „Stokrotka” już zapomniała jak politycy obozu zdrady i, „autorytety” oraz służąca im dziennikarska psiarnia ścigali każdego kto ośmielił się tylko zasugerować możliwość dokonania zamachu? Jak można zapomnieć polowanie, w którym samemu biegło się w nagonce z wywieszonym jęzorem na czele rozwścieczonej sfory? Przecież każda wątpliwość czy podejrzenie o dokonanie zamachu kończyły się medialnymi listami gończymi rozsyłanymi za „chorymi z nienawiści oszołomami”.

Monika Olejnik żali się na działania prokuratury, ale nie dajmy się zwieść. Ona pisze: Wkurzające jest to, że w prawie 40-milionowym kraju mamy prokuraturę wojskową, która jest bezradna w sprawie zakończenia śledztwa. Jej chodzi tylko o to aby śledztwo zostało już zamknięte oczywiście tak, aby cała odpowiedzialnością obarczyć tych, którzy zginęli i bronić się już nie mogą. To jest także próba ocalenia własnej skóry oraz wszystkich tych, którzy od samego początku stanęli w jednym szeregu z mordercami i wersją rosyjskiej generalicy Anodiny z MAK. Jedno wam powiem bando sprzedajnych sługusów władzy. Przyjdzie taki czas, że wasze pociechy ze wstydu będą masowo zmieniać nazwiska obawiając się, że przyzwoici ludzie mogą skojarzyć ich z wami, czyli skundlonymi mamusiami i tatusiami.

http://kokos.salon24.pl/643141,wrazliwo ... owej-rybki


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 465 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /