Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 155 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Jak się okrada, a wręcz grabi Polskę i Polaków
PostNapisane: 10 paź 2017, 08:42 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Nie dajemy się okradać

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem do Europarlamentu z Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na wniosek szefa liberałów Guy'a Verhofstada 19 października w komisji sprawiedliwości odbędzie się kolejna debata na temat Polski, a w połowie listopada na sesji plenarnej Parlament Europejski ma się zająć Polską w kontekście procedury praworządności prowadzonej przez KE…
– Autorzy tego typu wniosków zakiwali się do tego stopnia, że nawet nie dostrzegają swojej śmieszności, a poziom buty jaki osiągnęli nie pozwala im złapać dystansu do tego, co robią. Ta dyskusja – owszem – ma się odbyć, ale jest to już wydarzenie bardziej natury obrzędowej i nie należy przypuszczać, że coś konkretnego z tego wyniknie.

Nie trzeba być ekspertem, żeby dostrzec stan wyjątkowy we Francji, w Hiszpanii napiętą sytuację w Katalonii, gdzie – jak słyszymy – rząd wysyła dodatkowe siły wojska…
– We Francji mamy obecnie do czynienia z daleko idącą – groźną dla demokracji i praw człowieka – sytuacją, bowiem Zgromadzenie Narodowe (niższa izba parlamentu) przyjęła ustawę przenoszącą do powszechnie obowiązującego prawa tymczasowe reguły stanu wyjątkowego. Co za tym idzie, do konstytucji na stałe mają zostać wpisane przepisy umożliwiające policji i kontrwywiadowi wewnętrznemu, na używanie specjalnych środków, co według autorów ma uniemożliwić prowadzenie działalności terrorystycznej. De facto w przypadku podejrzenia o terroryzm oznacza to m.in. możliwość przeprowadzania rewizji zarówno w dzień, jak i w nocy, nakładania przymusowego aresztu domowego bez wcześniejszego nakazu sądowego, a także zakaz organizowania zgromadzeń bez potwierdzenia sądu, a więc posługiwanie się na co dzień środkami, na które zezwalał tylko stan wyjątkowy. Protestują obywatele i organizacje pozarządowe, w sprzeciwie wobec wprowadzania autorytarnych reguł podała się do dymisji francuska minister sprawiedliwości. To pokazuje, że we Francji mamy do czynienia z daleko idącym ograniczeniem praw obywatelskich, ale jak widać, te oczywiste restrykcje nie powodują oburzenia i refleksji ze strony Komisji Europejskiej.

Tymczasem z uporem maniaka grilluje się Polskę…?
– Żeby kogoś grillować, to ta forma obróbki musi jeszcze na kimś robić wrażenie. Tymczasem sytuacja wygląda tak, że te połajanki, ta cała wroga, a tak naprawdę granicząca ze śmiesznością retoryka nie robi już na nikim wrażenia, łącznie z nami. Tak jak wspomniałem wcześniej, mamy do czynienia z pewnym obrzędem, co ciekawe – sprawowanym przez osoby, które wiarę pozostawiają daleko poza swoją działalnością publiczną. Życie nie znosi jednak pustki i widać muszą do swojej działalności wprowadzać świeckie obrzędy – jednym z nich jest atakowanie Polski.

Jak informuje szef delegacji Platformy w PE Janusz Lewandowski – europosłowie mają debatować o Polsce na sesji plenarnej, po uchwaleniu przez polski Sejm prezydenckich projektów dotyczących Sądu Najwyższego oraz Krajowej Rady Sądownictwa. Kto odpowiada za ataki na Polskę?
– Obrzędy związane z atakowaniem Polski nie miałyby miejsca, gdyby nie paliwo, którym ta atmosfera jest podgrzewana, a której źródło tkwi w Warszawie. To atakowanie Polski nie miałoby miejsca, gdyby nie szamani współczesnej targowicy, którzy suflują tego rodzaju tematy. Nie oszukujmy się, przecież Guy Verhofstad też nie żyje tego typu problemami na co dzień, ale od czasu do czasu otrzymuje wytyczne z prośbą, aby się zajmować tematami Polski, co daje mu też możliwość zaistnienia. Jest to zatem transakcja wiązana. Tak czy inaczej nie przykładałbym większej wagi do tej formy usiłowań represjonowania, bo licząc te wszystkie debaty o Polsce, to planowana na listopad jest już bodajże piąta, a jeśli chodzi o dyskusje na komisjach to tego już nawet nikt nie liczy.

Co sądzi Pan o rozdźwięku między Timmermansem a wydawałoby się bardziej wyważonym Junckerem, który zaprasza polską premier i premierów Grupy Wyszehradzkiej na spotkanie. Jak rozumieć ten dysonans?
– To jest wszystko gra. Mamy złego i dobrego policjanta, ale tak naprawdę cały czas jest to ta sama „służba”, która atakuje Polskę.

Polska to jednak nie jedyny cel ataków KE, która przechodzi do drugiego etapu procedury o naruszenie unijnego prawa wobec Węgier…
– Procedura dotyczy węgierskiej ustawy o organizacjach pozarządowych finansowych z zagranicznych środków. Mamy więc próbę okładania tych, którzy nie zgadzają się ze słuszną linią europejskiej władzy, z brukselskimi elitami. Jednakże tego typu działania nie powodują większych negatywnych implikacji dla Węgier. Gospodarka węgierska cały czas się rozwija, rośnie też zasobność portfeli obywateli tego kraju. Jeszcze lepiej sytuacja ma się w przypadku Polski, gdzie odnotowujemy wzrost PKB, ratingi Polski rosną, dziura budżetowa maleje, wynagrodzenia rosną, spółki państwowe idą w górę, bezrobocie systematycznie spada i to w sposób bezprecedensowy w historii wolnej Polski. Ponadto po ośmiu latach rządów koalicji PO – PSL, kiedy mieliśmy nagminne „dojenie” państwa, dziś nie dajemy się okradać, jesteśmy państwem suwerennym i dzielimy się owocami wzrostu gospodarczego z obywatelami, a nie z zagranicznymi koncernami, jak to było jeszcze do niedawna. To wszystko pokazuje, wbrew temu, co usiłują wmówić Polakom, nieustannie pielgrzymujący do Brukseli przedstawiciele tzw. totalnej opozycji, że Polska ma się dobrze i trzeba naprawdę złej woli, żeby tego nie widzieć.

Jaki jest poziom obecnych elit europejskich, skoro prezydent Francji Emmanuel Macron podczas wizyty w ośrodku szkoleniowym w Egletons w Nowej Akwitanii mówi do bezrobotnych, że zamiast robić burdel powinni rozejrzeć się za pracą?
– Stację pn. Żenada przejechał ekspresem.

Nie przeszkadza mu to jednak forsować federalistycznych wizji i tworzenia superpaństwa europejskiego z udziałem najbogatszych krajów. Czy nie czas najwyższy przyhamować te zapędy?
– We Francji zapędy Macrona są powoli wyhamowywane. To jest prezydent, który w sposób bezprecedensowy utracił, można powiedzieć roztrwonił i to w bardzo krótkim czasie – zaufanie własnego społeczeństwa. Po pierwszych stu dniach rządów jego poparcie spada na łeb na szyję, bo ponownie na urząd prezydenta Macrona wybrałoby tylko 14 proc. Francuzów.

Co zatem sprawiło, że tak niedawno otrzymał mandat zaufania Francuzów?
– Podczas ostatnich wyborów Francuzi zostali postawieni w dość niekomfortowej sytuacji wyboru pomiędzy dwoma kandydatami, z których – tak naprawdę – żaden nie był szczytem marzeń i oczekiwań. Dekompozycji uległa cała, dotychczasowa scena polityczna we Francji, gdzie w zasadzie nie ma formacji – od prawicy do lewicy, która nie byłaby skompromitowana. W efekcie nie kto inny jak właśnie Emmanuel Macron został prezydentem Francji – państwa o bogatej historii, tradycji, państwa znaczącego, ale jednocześnie samodegradującego się poprzez słabość przywództwa, które – owszem – w momencie wyborów posiadało mandat demokratyczny. Jednak dzisiaj, kiedy niewiele ponad trzy miesiące od wyborów prezydent ma zaledwie 14 proc. poparcia, to można rzec, że jest uprawniony tylko i wyłącznie do administrowania, a nie do rządzenia państwem.

Tyle tylko, że o ile we Francji Macron administruje, to w UE chce wyraźnie rządzić, narzucając pozostałym państwom własną wizję Europy…
– Rzeczywiście tak to wygląda. Kiedy np. był z wizytą w Bułgarii, to pozwolił sobie na krytykę Polski. Zresztą Bułgarzy byli wówczas bardzo zdeprymowani tym faktem, że Macron wykorzystał wizytę w ich kraju, na obszarze Trójmorza, do krytykowania Polski. Nic zatem dziwnego, że w odpowiedzi w tamtejszych kuluarach dyplomatycznych pojawiło się stwierdzenie, że jeden Napoleon już wystarczy. Ten człowiek nie ma dobrej passy, słabo mu idzie na krajowym i coraz gorzej na zagranicznej scenie. Tymczasem Francja znajduje się w fatalnej kondycji finansowej i gospodarczej i jest – można powiedzieć – cieniem dawnych osiągnięć politycznych i kulturowych. Żeby te problemy przywództwa oraz złej kondycji gospodarki dotyczyły Polski, to moglibyśmy się martwić, ale Francja to problem Francuzów, nie nasz..

Ten kryzys przywództwa jest chyba zmorą czołowych państw Unii?
– Żyjemy w świecie relacji międzynarodowych, gdzie jeśli ktoś ma problemy wewnątrz własnego państwa, wówczas usiłuje się realizować na zewnątrz. Egoistyczna polityka prowadzona przez Francję i Niemcy, objawiająca się najpierw otwarciem granic dla imigrantów, a następnie dokonania ich selekcji pod kątem zdolności do pracy i zatrzymania ich jako taniej siły roboczej, a reszty upchania po innych krajach, zbankrutowała. Podobnie wygląda polityka Macrona dotycząca pracowników delegowanych. To nic innego jak łamanie jednej z podstawowych swobód UE – wolności przepływu usług. Wygląda na to, że musimy się przyzwyczaić, że żyjemy w takim, a nie innym otoczeniu. Mamy demokrację i miejmy świadomość, że to nie my będziemy wybierać władze w innych krajach, natomiast naszym zadaniem jest troska o własne interesy, bo nikt tego nie zrobi za nas, co więcej – inni naszą bezczynność i uległość, tj. sytuację, która miała miejsce w latach rządów PO – PSL, z kretesem wykorzystają i zadbają o swoje sprawy naszym kosztem.

W Brukseli czy Strasburgu spotyka się Pan z politykami i europarlamentarzystami innych państw. Jak oni oceniają obecne elity przywódcze Europy?
– W Europie nie jest dobrze: Brexit, kryzys imigracyjny, problemy separatyzmu, jak ostatnio w Hiszpanii, ale największym problemem jest to, że w odpowiedzi nie ma żadnego rozwiązania. Natomiast da się zauważyć pewną konsternację, czasem irytację, zażenowanie, a czasem wręcz arogancję, która jest wynikiem nerwowości. Kiedy się źle dzieje, wówczas jest poszukiwanie – na siłę – przeciwnika czy wroga, ale to są wszystko stare, sprawdzone i znane mechanizmy. Unia instytucjonalna jest w stanie kryzysu, żeby nie powiedzieć rozkładu. Jean-Claude Juncker czy znany skądinąd „król Europy” (Donald Tusk), ale także inni, którzy sami siebie wykreowali na samozwańczych liderów UE czy Niemcy i Francja, nie mają żadnej recepty na rozwiązanie poważnych problemów i co gorsza – wcale jej nie szukają. Można odnieść wrażenie, że dla nich im gorzej Unia funkcjonuje, tym bardziej chcieliby utrzymywać ten stan. Ale nie oszukujmy się, że z czegoś, co jest nieświeże, nawet po zafoliowaniu i owinięciu błyszczącym sreberkiem da się zrobić zdrowy produkt.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... radac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jak się okrada, a wręcz grabi Polskę i Polaków
PostNapisane: 25 paź 2017, 17:19 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Co jest dla eurokratów ważniejsze: zboczona ideologia czy ekonomiczne poddaństwo nowych członków UE?

Janusz Szewczak: Kraje starej Unii Europejskiej zarobiły na Polsce przszło bilion zł! UE nie jest dla nas opłacalna.

Wiara Patriotyzm i Sztuka Numer 9/2017

Fragment rozmowy z Januszem Szewczakiem, posłem i przewodniczącym Sejmowej Podkomisji do spraw instytucji finansowych. Całość ukazała się w aktualnym wydaniu miesięcznika Wpis:

Leszek Sosnowski, Miesięcznik Wpis: Przez ostatnie lata uświadamiano całemu polskiemu narodowi, że Unia Europejska jest dla nas zbawieniem – przede wszystkim ekonomicznym i gospodarczym, ale także światopoglądowym. Chodziło (i chodzi) o stworzenie wrażenia, iż bez Unii nie byłoby w naszym kraju nowych dróg, szkół, szpitali, zakładów pracy, odrestaurowanych zabytków itd.

Janusz Szewczak: Unia Europejska przeszła w fazę utopijną, co m.in. dowodzi prof. Krzysztof Szczerski w swojej najnowszej książce, zatytułowanej nomen omen „Utopia Europejska”. Oderwanie się od rzeczywistości osób zarządzających Unią jest coraz bardziej ewidentne. Na dodatek obecnie mamy w jej szeregach do czynienia z rodzajem spisku przeciwko Polsce i Węgrom, spisku, który ma swoją inspirację w Berlinie, a także w kręgach skrajnej lewicy europejskiej.

Powoli okazuje się, że spisek wymierzony jest także przeciwko innym, mniejszym od nas krajom.

Całkiem możliwe, ale na razie te dwa są napiętnowane szczególnie. Spisek ten został zawiązany w Komisji Europejskiej z inicjatywy Niemiec, a Francja czy Holandia w osobie Timmermansa są tylko pomagierami. Atakuje się nas głównie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że nie dało się polskiego społeczeństwa przerobić na tzw. społeczeństwo otwarte (bardzo zwodnicze określenie) zgodnie z regułami i interesami George’a Sorosa, gdzie królują genderyzm i multi-kulti. Nawet po 2004 r., kiedy to Polska wstąpiła do Unii Europejskiej.

Nie dało się, ale już było blisko. Gdyby nie zwycięstwo PiS przed dwoma laty, mogło być zupełnie inaczej.

Zgadzam się z tym. Niemniej jednak okazało się, że społeczeństwa polskie i węgierskie zbyt mocno są przywiązane do wartości chrześcijańskich, do wolności, idei narodowych, tradycji.

A przede wszystkim pragną suwerenności, a nie poddaństwa.

Właśnie. Drugim powodem zawiązania spisku przeciwko Polsce i Węgrom są pieniądze. Półkolonialny system utrzymywany wobec gospodarek polskiej i węgierskiej, ale także wobec mniejszych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, choćby w sektorze bankowym czy sektorze wielkich sieci handlowych, pozwalał na łupienie i rabowanie tych narodów z dochodów podatkowych, budżetowych.

Wyjaśnijmy, na czym polega ten półkolonialny system.

Unia Europejska była dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, pomyślana tylko jako propagandowa forma pomocy, o czym wspomniałeś, dając trafny przykład tablic przy inwestycjach z udziałem pieniędzy unijnych. W rzeczywistości ta finansowa pompa ssąco-tłocząca miała być skierowana tylko w jedną stronę. Tzn. Niemcy, Francja, Belgia, Holandia i inne kraje Europy Zachodniej miały za bezcen przejmować wartościowe elementy naszego majątku narodowego.

My w zamian mieliśmy radować się świadomością, że dzięki temu jesteśmy w końcu prawdziwymi Europejczykami…

Wielu jest do dziś oszołomionych tą świadomością. W rzeczywistości „wyprzedawczyki” z poprzednich ekip rządzących, pokroju Janusza Lewandowskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego czy Leszka Balcerowicza, pozbywały się najwartościowszego, najbardziej dochodowego majątku narodowego. Wylicza się, że ta wyprzedaż osiągnęła gigantyczny rozmiar ok. biliona złotych [to jest tysiąc miliardów. MD] .

Bo pamiętajmy, że następowało przejmowanie nawet całych monopoli rynkowych, takich jak dostarczanie wody czy energii elektrycznej, sieci handlowych, rynku ubezpieczeń, rynku mediów, niemal wszystkie banki wpadły w zagraniczne ręce. Chodziło i chodzi o zyski dużych koncernów zagranicznych, głównie przecież z krajów tzw. starej Unii. Powiązane to było także z przestępczością polegającą na wyłudzeniach VAT-owskich.

Mówisz – system półkolonialny. Przedstawiciele unijni, jak i przedstawiciele naszej dawnej władzy widzą tę sprawę inaczej. Mówią, że przyjechali do nas bogaci inwestorzy i zainwestowali tu duże pieniądze, zaszczepili tu swoje myśli, technologie i innowacje – w przeciwnym razie nadal tkwilibyśmy w jakimś marazmie gospodarczo-finansowym. Tacy byli dla nas łaskawi, że w ciągu ostatnich 10 czy 11 lat wytransferowali z Polski ok. 540 mld zł w różnych walutach. Rocznie bowiem wypływa z Polski ok. 50 mld zł.

To są legalne zyski, a więc odprowadzanie dywidend, opłaty za doradztwo prawne, consulting, rebranding itd.

Powiedzmy jednak otwarcie – to są zyski nie z naszych firm, ale z firm obcych, które na naszym terenie tylko działają.

Otóż to: udostępniliśmy im teren, i to nie dziewiczy, ale uzbrojony, zagospodarowany, z infrastrukturą. Udostępniliśmy fachowe kadry, do kształcenia których państwo polskie dopłacało i dopłaca. Przykładów świadczących o tym, jak ta stara Unia zorientowana była tylko na siebie (czytaj: na Niemcy) jest bardzo wiele, a gwarantowali im to bezwolni przedstawiciele eurokratów, a więc członkowie rządu Platformy i PSL-u. Weźmy choćby niezwykle drogie autostrady wybudowane za kwotę ok. 100 mld zł; 30 proc. tych pieniędzy rozkradziono i zmarnotrawiono, a 30 proc. wróciło do starych, bogatych krajów strefy euro, bo one były głównymi inwestorami. Roboty wykonywały polskie podmioty, te jednak w większości pobankrutowały, bo nikt im nie płacił za wykonawstwo i materiały, gwarancji państwowych nie było. Koniecznie trzeba zwrócić też uwagę, że autostrady te oraz drogi szybkiego ruchu budowane były głównie na północy i zachodzie kraju, w strefie zainteresowań niemieckich. Nie szły ani na wschód, ani na południowy wschód – na Podlasie czy Lubelszczyznę, a Podkarpacie zostało praktycznie odcięte od europejskich połączeń. Dopiero teraz to się zmienia. Wielka nadzieja we wschodniej autostradzie międzynarodowej Via Carpatia – to są jednak dopiero plany.

Czyli do podanych wcześniej 540 mld wytransferowanych z Polski trzeba by doliczyć drugie tyle?

Owszem, należałoby doliczyć kolejne 500–600 mld z transferów nielegalnych. Pochodzą one nie tylko ze wspomnianych oszustw z karuzel VAT-owskich, wyliczonych na ok. 200–250 mld przez jedną z sieci audytorskich, oczywiście zagranicznych, działających w Polsce. Myślę, że gdyby to liczyła polska firma, wyszłoby więcej. Banki musiały wiedzieć o tych wyłudzeniach na wielką skalę, bo skoro na konto jakiegoś podmiotu wpływało 50 czy 100 mln z urzędu skarbowego, z tytułu zwrotu VAT-u, a 15 minut później ten podmiot przelewał całą tę kwotę na jakieś konto na Kajmanach czy w Panamie, to należało podejrzewać, że tak gigantyczne pieniądze muszą dotyczyć podobnie gigantycznej transakcji finansowej.

Czy banki są zobligowane informować o takich sytuacjach urząd skarbowy?

Tak, oczywiście. Do karuzel VAT-owskich należałoby doliczyć kolejne 200–250 mld z tytułu niepłacenia podatku CIT, czyli podatku od przedsiębiorstw. Do tej pory 60 proc. firm działających w Polsce CIT-u nie płaciło.

Jakim cudem nie płacili? Gdybym ja, jako Biały Kruk, choć raz nie zapłacił…

Nie jesteś wielkim koncernem zagranicznym, bankiem czy potężną firmą ubezpieczeniową, więc nie możesz sobie na to pozwolić. Nasze rodzime firmy ścigane były przez urzędy skarbowe bezlitośnie i obchodzono się z nimi bez żadnych skrupułów. Zagraniczne giganty natomiast unikały płacenia podatków dzięki tzw. optymalizacji podatkowej, czyli metodom prawnym umożliwiającym obejście płacenia podatków, ale też przez zwyczajne manipulacje czy tzw. kreatywną księgowość.

Przypuszczam także, że przez korupcję.

Ależ oczywiście, że tak.

Do tego dochodzą też oszustwa na podatku akcyzowym od towarów objętych akcyzą, a więc na benzynie, papierosach, alkoholu. Na paliwach skala oszustw była wręcz gigantyczna; ich wartość sięgała rocznie ok. 20 mld zł. Podobnie było z hazardem. Tak więc do biliona strat z powodu wyprzedaży majątku narodowego musimy dodać kolejny bilion z tytułu transferu zysków legalnych i nielegalnych oraz oszustw i wyłudzeń. Przychodzi jednak czas rozliczeń, miejmy nadzieję, że przyjdzie także czas kar, w tym finansowych. Ostatnio duża sieć portugalska handlowo-hurtowa, Eurocash, dobrowolnie, sama z siebie, postanowiła oddać 120 mln zł podatków należnych budżetowi państwa.

(…)

Mnie się wydaje, że firmy ubezpieczeniowe przygotowały się już do oddawania tych pieniędzy, gdy na początku tego roku na olbrzymią skalę podniosły składki ubezpieczeniowe na samochody. Wygląda na to, że zabezpieczały sobie wpływy na poczet zwrotu pieniędzy zagrabionych poliso-lokatami.

Wystąpiły do UOKiK-u, że są w stanie dobrowolnie trochę oddać.

Trochę? Skoro Ministerstwo Sprawiedliwości tak dobrze działa i są oficjalne opracowania państwowe, które mówią, że oszukali ludzi na 50 mld zł, to dlaczego nie ma sprawy w sądzie?

Bo jest to jeszcze decyzja natury politycznej. Decyzje muszą zapaść na najwyższym szczeblu.

Przepraszam, jeśli jest przestępstwo, to decyzja ma zapadać na najwyższym szczeblu, czy po prostu ma działać prawo?

Ja też jestem zwolennikiem tezy, że nie wolno legalizować bezprawia i że tam, gdzie jest wina, tam powinna być i kara. Analogiczna sytuacja jest z tzw. frankowiczami.

Kara to jedno, ale chodzi przede wszystkim o zwrot tego, co zostało zagrabione.

Nawet z karnymi odsetkami – tak jest w normalnych relacjach biznesowych. Ale nie wszyscy, jak widać, tak sądzą. Nierozwiązany jest również problem tzw. kredytów frankowych – bo to, co proponuje pan prezydent Duda, niczego niestety nie załatwia; to jest tzw. mieszanie zimnego mleka, które nie będzie z tego powodu cieplejsze. Tu też chodzi o wielkie sumy, dużo większe niż wyliczają banki i przekazują na wiarę doradcom prezydenta.

(…)

Przytoczę tu przykład austriacki – dosłownie z ostatnich dni – jak powinno postępować państwo. Otóż tamtejsze banki zwrócą Austriakom do końca tego roku 360 mln euro, czyli ok. 1,5 mld złotych (w kraju pięć razy mniejszym od Polski). Tamtejszy Sąd Najwyższy uznał, że bankierzy wprowadzili niegodziwe oprocentowanie od kredytów. Niegodziwe, tak to określono, czyli za wysokie. Banki nad Dunajem ani słowem nie protestują, tylko przepraszają. I grzecznie zwracają. Tłumaczą się, że nastąpiła pomyłka w obliczeniach, że oni nie chcieli nikogo oszukać. Tam jakoś nikt banków się nie boi.

Silna i skuteczna władza, silne państwo i jego instytucje, o jakich mówimy i do jakich chcemy dążyć, to takie, które nie pozwalają sobie na dominację, zastraszanie, presję czy szantaż ze strony jakiegokolwiek lobby finansowego, bez różnicy – krajowego czy zagranicznego. W Stanach Zjednoczonych jeśli bank dokonał oszustw, to płaci 8–10 mld dolarów kary na początek i jeszcze prosi, żeby dalej nie grzebać w jego papierach.

W „Banksterach” pisałem o gigantycznych karach dla zagranicznych banków w USA, w tym niemieckich czy francuskich; obecnie kwota ta wynosi ok. 380 mld dol. Pomimo tego bankom tym dalej opłaca się w Stanach Zjednoczonych funkcjonować. To wprost niesamowite. W Polsce jednak te same banki pozostają bezkarne.

(…)

Faktem jest, że stanęliśmy w obliczu konfrontacji gospodarczej z najsilniejszymi, a ci okazują wobec nas bezwzględność, a nie solidarność z nami.

Moim zdaniem jest to geostrategiczne nasilenie konfrontacji zwłaszcza ze strony Niemiec, które postanowiły straszyć tych, którzy wydają im się słabi; „(…) nie możemy tak po prostu wjechać dziś do Polski czołgami”, mówi otwarcie Elmar Brok, deputowany z CDU. Albo Schulz, były kandydat na kanclerza, obwieszcza, że Polskę trzeba siłą przymusić do pewnych działań.

W podobnym tonie wypowiada się ostatnio również Merkel. Niemcy zawsze są zgodni, gdy chodzi o przyduszenie gospodarcze innych.

Bardzo się obawiam, gdy Niemcy zaczynają innych, a zwłaszcza Polskę, uczyć praworządności czy idei solidarności. Jakoś nie wykazali solidarności europejskiej wobec budowy Nord Stream II, drugiej nitki gazociągu. Nie wykazali solidarności z nami, gdy Komisja Europejska zmuszała Polskę do likwidacji naszych stoczni przy jednoczesnym dofinansowywaniu stoczni niemieckich.

I przy jednoczesnym przejęciu tych zleceń, które miały polskie stocznie.

Polska jest dziś przeszkodą w realizacji niemiecko-rosyjskich układów biznesowych. Trzeba wiedzieć, że eksport niemiecki do Rosji w pierwszej połowie 2017 r., a więc w czasie obowiązywania sankcji, wzrósł o 30 proc.! Mało tego, niemiecki biznes i niemieccy politycy rozważają wprowadzenie sankcji gospodarczych wobec USA i firm amerykańskich – nic lepszego nie mogłoby się przytrafić Rosji.

(…)

Tak samo jest z kwestią imigrantów, którzy de facto są potrzebni Niemcom czy Francuzom jako siła robocza, bo tej coraz bardziej im brakuje. Żeby jednak samemu nie uchodzić za nowoczesnych handlarzy niewolników, zarzucają innym, że się z nimi nie solidaryzują w… miłosierdziu.

[Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w.

Paweł Stachnik, ks. Waldemar Cisło ]

Co trzy minuty gdzieś na świecie ginie jeden chrześcijanin; nie umiera naturalną śmiercią; ginie męczeńsko za to, że nie chciał wyrzec się Pana Jezusa. Świat z tego powodu nie lamentuje, wielcy politycy nie protestują, organizacje pozarządowe tego nie zauważają. Śmierć chrześcijanina - niemal zawsze z rąk muzułmanów – nie oburza mass mediów. Co innego nieszczęścia wyznawców islamu – to powinno nas poruszać.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że kary i ataki ze strony UE spadają na nas przede wszystkim z powodu naszej odmowy przyjmowania migrantów ekonomicznych, bo nie chcemy zagrożeń terrorystycznych, społecznych i kulturowo-cywilizacyjnych. Choć pomagamy jak nikt inny tam na miejscu, gdzie wojna trwa i gdzie są ludzie jeszcze bardziej potrzebujący pomocy, to akurat te działania nie mieszczą się w niemieckiej koncepcji rozwiązywania tego problemu. Unijni eurokraci pomstują na nas także z innego powodu, choć ten powód raczej się przemilcza.

Otóż Polska nie spieszy się z przyjęciem wspólnej waluty euro, a w zasadzie odmawia jej przyjęcia, bo okazała się ona niezwykle niebezpieczna dla narodowych gospodarek, poza niemiecką. Jest bardzo kosztowna i na pewno już w pierwszym okresie po jej zaakceptowaniu musielibyśmy wyzbyć się prawie 100 mld euro rezerw walutowych naszego Narodowego Banku Polskiego. Bank narodowy w ogóle przestałby istnieć. Największym posiadaczem euro są Niemcy, a więc znalazłszy się w strefie euro, podlega się tym samym jeszcze przemożniejszej ich dominacji. Rodzi się poza tym pytanie, co byłoby w tej sytuacji z polskim złotem. Bo choć mamy go tyle, co kot napłakał – 103 tony, to jedna z najmniejszych rezerw wśród krajów europejskich – to jednak trochę go jest. Wielka część polskiego złota w czasie II wojny światowej i po wojnie zniknęła.

(…)

Nie wiadomo, co jest dla eurokratów ważniejsze: zboczona ideologia czy ekonomiczne poddaństwo nowych członków UE? Jedno służy drugiemu.

Moim zdaniem mogą przeważyć argumenty geopolityczne i geostrategiczne. Niemcy, Francuzi czy Holendrzy obserwują kolosalne zmiany zwłaszcza w Polsce, są nimi totalnie zaskoczeni i czują skalę konkurencji. Będą tę konkurencję wszędzie wycinać, ponieważ jest to już realne zagrożenie dla ich kolosalnych zysków. Chciwość rządzi tymi krajami, ciągle im mało.

To prawda. Obowiązujące koncepcje ekonomiczne zakładają permanentny wzrost przychodów, nawet w krajach już bardzo bogatych. Niczym nie wolno hamować, nawet na chwilę, nieustannego kumulowania zysków.

A poza tym Polska jest dla Niemców pewną zaporą w interesach z Rosją, a one się poprawiają mimo sankcji. Na dodatek teraz Polacy mogą zażądać reparacji wojennych… Stąd wyjątkowo ostre i brutalne ataki na rząd, na Kościół i środowiska patriotyczne, które w Polsce są prowadzone obecnie już nie tylko piórami medialnych siepaczy. Media w Niemczech odsłoniły przyłbicę i co zobaczyliśmy – zawistne i chciwe twarze. Straszą nas nawet usunięciem z Unii.

Straszą, ale ostatnią rzeczą, jaką eurokraci chcieliby naprawdę zrobić, byłoby usunięcie nas z UE. Gdyby po Wielkiej Brytanii wyszła z Unii jeszcze Polska, 40-milionowy kraj, wielki rynek, to czym byłaby ta Unia? Wróciliby do początku, tylko zamiast zdrowych zasad i wartości chrześcijańskich staliby na chorych fundamentach genderyzmu.

Ja widzę Unię chylącą się ku upadkowi. Nie tylko z powodu demoralizacji europejskich elit, ich bezmyślności, bezkarności, postaw antychrześcijańskich. W przypadku Wielkiej Brytanii Unia też twierdziła: jak wam się nie podoba, możecie wyjść. Nie pomyśleli tylko, że ten ich szantaż może się zrealizować. A się zrealizował. Nie wiadomo jeszcze, jak zakończy się Brexit. Moim zdaniem Brytyjczycy wściekną się w pewnym momencie i żadnych 40 czy 60 mld euro Brukseli oddawać nie będą. Postawią twarde, zaporowe warunki i odwrócą swój sojusz gospodarczy w kierunku USA, a prawdopodobnie także Polski.

My zaś musimy sobie postawić pytanie, czy Unia naprawdę nam się opłaca, a jeśli tak, to jak długo jeszcze? Jeśli Unia się nie zmieni, nie powróci do koncepcji Europy ojczyzn, to runie. Są mądrzy ludzie w Europie, także w Polsce, którzy to widzą, jednak na razie się ich tępi. Trzeba się zatem dobrze pilnować, aby gruzy Unii nas nie przywaliły, aby nie było tak jak po II wojnie światowej, której sprawca, choć obrócił w ruinę tyle krajów, w tym Polskę, wyszedł z gruzowiska najbogatszy.

https://swiato-podglad.pl/janusz-szewcz ... -oplacalna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jak się okrada, a wręcz grabi Polskę i Polaków
PostNapisane: 17 lis 2017, 09:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/11/1 ... nych-umow/

Prywatni zarządcy autostrad tylko w 2016 r. otrzymali od państwa aż 1,55 mld zł! A wszystko na podstawie tajnych umów!
Posted by Marucha w dniu 2017-11-13 (poniedziałek)

Nóż w kieszeni się otwiera, kiedy człowiek czyta takie informacje. Okazuje się, że w 2016 roku z Krajowy Fundusz Drogowy przekazał zarządcom płatnych autostrad w Polsce kwotę aż 1 mld 555 mln zł! To o 177 mln więcej niż wpływy z całego systemu Viatoll za 2016 rok!
Wszystko to dzieje się na bazie tajnych umów, których ani Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, ani sami koncesjonariusze nie chcą ujawnić. Powód? – Umowy te mają rzekomo zawierać informacje o „charakterze gospodarczym”, a na ich ujawnieniu „mogłaby skorzystać konkurencja” (sic!).
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że opłaty jakie pobierane są na bramkach za wjazd na autostradę A1 (odcinek Toruń – Gdańsk) oraz za wjazd na autostradę A2 (odcinek Świecko – Nowy Tomyśl) są w całości przekazywane do… polskiego państwa.
Mimo, że poborcą opłat są prywatne spółki zarządzające tymi odcinkami autostrad, to wszystkie środki z tego tytułu trafiają na konto Krajowego Funduszu Drogowego (KFD). Na czym zatem zarabiają spółki zarządzające tymi odcinkami? Otóż na wypłacanej przez KFD tzw. „opłacie za dostępność”.
Problem w tym, że wypłacana prywatnym koncesjonariuszom przez państwo polskie „opłata za dostępność” jest kilkukrotnie większa niż kwoty, jakie koncesjonariusze przekazują do KFD za opłaty pobierane od kierowców na bramkach.
W 2013 roku skumulowana kwota opłat jakie KFD zapłacił za dostępność wspomnianych odcinków wyniosła nieco ponad 1,2 mld zł. W 2014 roku było to już 1,271 mld zł!
Tymczasem, według informacji podanych przez „Gazetę Wyborczą”, spółki „GTC” (koncesjonariusz A1 na odcinku Toruń – Gdańsk) i „AWSA II” (koncesjonariusz A2 na odcinku Świecko – Nowy Tomyśl) przekazały we wspomnianym 2014 roku na konta Funduszu jedynie 132 mln zł z tytułu opłat pobranych od kierowców na bramkach.
Warto dodać, że „opłata za dostępność” wypłacona prywatnym zarządcom odcinków autostrad w 2016 roku była jeszcze większa i wyniosła 1,555 mld zł. Kwota ta okazała się być o 177 mln zł wyższa od wszystkich wpływów z ViaTolla za cały 2016 tok!
Jak to możliwe, że prywatni zarządcy otrzymują od polskiego państwa aż tak gigantyczne „opłaty za dostępność”? Niestety, nie jest nam dane poznać w szczegółach mechanizmu naliczania tych opłat, bowiem rządy SLD i PO-PSL zdecydowały się utajnić treść umów, jakie były podpisywane ze spółkami GTC i AWSA II.
Sieć Obywatelska Watchdog Polska poskarżyła się nawet do sądu na odmowę ujawnienia treści tych umów (które powinny być jawne, choćby z powodu gigantycznych kwot publicznych pieniędzy, jakie są co roku przekazywane na konta prywatnych firm). Niestety Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę w części wnoszącej o udostępnienie umów, stwierdzając, że „zachodzi przypadek ograniczenia konstytucyjnego prawa dostępu do informacji publicznej, (…) ze względu na określoną w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji ochronę wolności i praw podmiotów gospodarczych”.
Innymi słowy – sąd uznał, że „deal stulecia” nadal musi być tajny, bowiem konkurencja dla spółek GTC i AWSA II (ktokolwiek nią jest?) mogłaby jeszcze na takim ujawnieniu przypadkiem skorzystać. Oto cała esencja postkolonialności III RP.

http://niewygodne.info.pl/artykul8/0411 ... h-umow.htm

No i czego zazdrościsz, głupi lemingu? Trzeba było samemu założyć spółkę i pobierać od państwa ciężkie pieniądze za „udostępnianie” czegoś, co jest dostępne a co do ciebie nie należy.
Mamy tu ewidentny i przekonujący dowód, że firmy prywatne zarobią tam, gdzie państwo traci. Zamknąć buzie, socjaliści!
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jak się okrada, a wręcz grabi Polskę i Polaków
PostNapisane: 06 gru 2017, 09:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/12/0 ... ie-54-mln/

Jak kraść to miliony: Wyłudził 425 mln zł. Sąd w wyroku nakazał mu zwrócić jedynie 54 mln!
Posted by Marucha w dniu 2017-12-04 (poniedziałek)

Ta historia pokazuje, jak bardzo opłacało się w Polsce kraść na wielką skalę. Nawet bowiem, gdy kogoś łapali, to wymierzane przez sądy kary były nieproporcjonalnie niskie.
Józef Jędruch w latach 90-tych założył spółkę Colloseum, która stała się platformą do gigantycznych wałków. W toku swojej przestępczej działalności biznesmen wyłudził łącznie 425 mln zł. Co istotne – orzekający prawomocnie w sprawie Jędrucha sąd nakazał mu zwrócić jedynie 54 mln zł, a dodatkowo złagodził mu karę więzienia (z 8 do 6 lat). Jak kraść to miliony!
Józef Jędruch uchodził za „złote dziecko” śląskiego biznesu. W 1996 roku, jako 24-letni student prawa, założył Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjne (KFI) Colloseum. Początkowo firma ta handluje samochodami. Z czasem rozwija swoją działalność i zaczyna handlować wierzytelnościami. W tej też branży Jędruch zaliczył największe wałki.
Pod koniec lat 90. Będziński Zakład Elektroenergetyczny (BZE) był winien Polskim Sieciom Elektroenergetycznym (PSE) setki milionów złotych za dostarczoną energię elektryczną. Nagle pojawia się KFI Colloseum, które rozpoczyna negocjacje w sprawie obsługi tych wierzytelności oraz podejmuje temat oddłużenia BZE.
Jędruch oraz główny księgowy BZE wpadają na „genialny” plan. Poprzez wystawianie weksli bez pokrycia „wykupują” od PSE dług BZE. Następnie część tego długu umarzają, a resztę – tj. ok. 345 mln zł – z czasem odzyskują od BZE.
O sprawie szybko zrobiło się głośno, a Jędruchowi z tego powodu grunt zaczął palić się pod nogami. W 2002 roku postanawia zbiec z Polski, aby uniknąć aresztowania. W lipcu 2003 roku Jędruch zostaje zatrzymany w Izraelu, gdzie próbował zdobyć obywatelstwo tego kraju (by przyspieszyć proces uzyskiwania obywatelstwa, a tym samym uniknąć ekstradycji, wziął nawet ślub z obywatelką Izraela). [Może się zakochał? – admin]
Zostaje przewieziony do Polski i trafia do aresztu, gdzie spędzi kolejne cztery lata i siedem miesięcy. W 2007 roku zostaje zwolniony z aresztu. Okazuje się bowiem, że 80-letnia Amerykanka wpłaca w jego imieniu gigantyczną kaucję w wysokości 3 mln zł.
Proces w sprawie wyłudzenia 425 mln zł na szkodę Będzińskiego Zakładu Elektroenergetycznego (BZE) oraz Polskim Sieciom Elektroenergetycznym (PSE) rozpoczął się w 2006 roku, a ostatecznie – prawomocnym wyrokiem sądu apelacyjnego – zakończył się w lutym 2013 roku. W orzeczeniu tym sąd nakazał Jędruchowi zwrócić jedynie 54 mln zł! Ponadto złagodził mu wysokość kary więzienia orzeczoną w pierwszym wyroku z 2011 roku. Zamiast 8 lat „paki” Jędruch otrzymał tylko 6 lat.
Miało to wielkie znaczenie w kontekście tego, że twórca KFI Colloseum już 4 lata i 7 miesięcy spędził w areszcie, który to okres policzono mu w poczet kary więzienia. W efekcie powyższego Jędruch, tuż po ogłoszeniu wyroku przez sąd apelacyjny, mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie (odbył już 2/3 kary) i do więzienia już nigdy nie wrócił.
Ta historia pokazuje, jak bardzo opłacało się w Polsce kraść na wielką skalę. Kara 4 lat i 7 miesięcy więzienia oraz nakaz zwrotu tylko 54 mln zł za wyłudzone 425 mln zł, to bardzo korzystny deal. Też wszedłbym w to w ciemno.

Źródło:
Szef Colloseum był oszustem. Finał największej afery gospodarczej w historii Górnego Śląska (Wyborcza.pl)
http://wyborcza.pl/1,76842,13385662,Sze ... afery.html
Afera Colloseum (AferyFinansowe.pl)
http://www.aferyfinansowe.pl/afery-w-po ... colloseum/

http://niewygodne.info.pl/artykul8/0414 ... loseum.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jak się okrada, a wręcz grabi Polskę i Polaków
PostNapisane: 03 wrz 2018, 18:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Platforma zadłużyła także przyszłe pokolenia

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na co szczególnie powinna zwrócić uwagę komisja śledcza ds. wyłudzeń VAT, która rozpoczyna swoją działalność?
– Ważnym kryterium jest tutaj – niestety – czynnik czasu. Wiemy bowiem, że taka komisja śledcza może działać tylko w danej kadencji Sejmu, a ta, jak wiemy, kończy się jesienią przyszłego roku. Pozostaje więc niewiele ponad rok kalendarzowy, w związku z czym komisja będzie musiała po pierwsze zwrócić uwagę na sprawy generalne. Stąd – dobrze, że zaczęła od głównych świadków, od tych, którzy mogą mieć i chyba mają zarówno większą wiedzę na temat nieprawidłowości w obrębie konstrukcji i poboru podatku VAT w latach, które są przedmiotem zainteresowania komisji śledczej ds. VAT. Stąd pierwsi świadkowie wezwani przez komisję: – prof. Witold Modzelewski i były minister finansów Jan Vincent Rostowski i dalej byli ministrowie sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski i Andrzej Czuma, a także były prokurator generalny Andrzej Seremet. Można powiedzieć, że na pierwszy ogień pójdą – oczywiście poza prof. Modzelewskim – najwyżsi przedstawiciele struktur, które powinny były zapobiegać przestępstwom podatkowym i ścigać tych, którzy się ich dopuszczali.

To pierwszy etap, a kolejne?
– Kolejnym etapem powinno być wyodrębnienie kilku być może więcej spraw modelowych, dla całej tej VAT-owskiej afery. Trzeba bowiem powiedzieć, że w odróżnieniu od wszystkich innych afer, którymi się zajmowały komisje śledcze w III RP i wszystkich afer finansowych III RP w ogóle, afera VAT składa się nie z jednej sprawy czy nawet kilkudziesięciu, ale z tysięcy spraw. To jest afera, na którą złożyła się działalność rozmaitych grup przestępczych począwszy od małych, średnich, dużych, polskich, zagranicznych, również mieszanych pod względem obywatelstwa. Polska bowiem niczym magnes przyciągała – do niedawna – przestępców podatkowych. Byliśmy wręcz dla nich rajem. Niesprawność naszego aparatu skarbowego i celnego, luki w samych przepisach, opieszałość wymiaru sprawiedliwości to wszystko sprawiało, że przestępcy podatkowi mogli się u nas czuć bezkarni. Wreszcie niska jakość naszych służb na poziomie codziennego, operacyjnego funkcjonowania, to wszystko przyciągało, wręcz umożliwiało rozrost afery VAT i powodowało rozrost tego przestępczego procederu do rozmiarów wielu set miliardów złotych i to na przestrzeni zaledwie kilku lat.

Jakie pytania powinny paść podczas przesłuchań?
– Takich pytań jest cała masa. Przede wszystkim powinny paść pytania, gdzie w obliczu przestępstw był pion analityczny służb skarbowych, gdzie był wywiad, którym służba skarbowa także dysponuje? Dlaczego za przestępstwa opływające na gigantyczne kwoty karano w sposób – powiedzieć – delikatny, to byłby eufemizm, a bardzie pasuje tu określenie symboliczny? Dlaczego nie wprowadzono rozwiązań, które były znane zarówno w Polsce jak i zagranicą – zagranica w sposób praktyczny, a u nas przygotowane już dawno? Wspomnę tylko o jednolitym pliku kontrolnym, do którego ustawa była przygotowana jeszcze w czasach rządów koalicji PO – PSL, ale jakoś nie znalazło to zastosowania w praktyce. Pamiętajmy też o ustawie o krajowej administracji skarbowej, która także była przygotowana w latach 2006-2007, ale po wyborach parlamentarnych i objęciu władzy przez Platformę została schowana głęboko do szafy i to na osiem lat. Tymczasem służby: celna, skarbowa działały zupełnie odrębnie jak palce jednej ręki zamiast tak jak dzisiaj to się dzieje być zaciśnięte w pięść i być wymierzone w przestępców podatkowych.

Czy to ograniczenie czasowe pracy komisji do roku czasu – jak Pan wcześniej zauważył, bo tyle pozostało do końca obecnej kadencji Sejmu, wystarczy aby wyjaśnić, dlaczego w Polsce za rządów PO – PSL była taka duża luka VAT-owska oraz wskazać i ukarać winnych?
– To będzie bardzo trudne zadanie, bowiem będzie wymagało nie tylko pracy, ale efektywnej pracy. Chodzi o skupienie się na odpowiednich wątkach, nie wszystkie z nich możemy dzisiaj wskazać. Część z pewnością wypłynie w toku przesłuchań i analiz, które będzie prowadziła komisja. Myślę jednak, że nie wszystko zależy od kierowanej przez posła Marcina Horałę komisji śledczej, która musi zostać wsparta nie tylko ekspertami i zapleczem techniczno-biurowo-organizacyjnym zapewnionym przez Kancelarię Sejmu, ale przede wszystkim musi być ona wsparta informacjami – nie surowymi, ale już odpowiednio przetworzonymi, przez służby specjalne, prokuraturę, aparat skarbowy i jeśli te instancje dostatecznie szybko i sprawnie zasilą komisję śledczą ds. wyłudzeń VAT w dobrze przygotowane materiały, to będzie ona w stanie dojść – i nie mam, co do tego wątpliwości, do konkretnych wniosków, nawet w tym stosunkowo krótkim okresie, jaki jej wyznacza czas kadencji Sejmu. Ale warunkiem jest, że państwo polskie zadziała na zasadzie – wszystkie ręce na pokład. Komisja musi być zatem wzmocniona nie tylko organizacyjnie – jak już powiedziałem, nie tylko merytorycznie, jak stwierdziłem, ale także, i co do tego nie ma wątpliwości, że komisja musi być chroniona, i to bardzo ściśle.

Co ma Pan na myśli, mówiąc o ochronie członków komisji śledczej?
– Z całą pewnością będą próby podrzucania fałszywych tropów członkom tej komisji, być może pojawią się też próby zastraszania, korumpowania. Niestety tak już jest, że w sprawach, gdzie mowa jest o dużo mniejszych kwotach, ludzie posuwają się do bardzo niecnych działań, tymczasem tutaj mówimy o aferze, która swoim rozmiarem przerasta wszystkie inne afery finansowe razem wzięte, jakie znamy z najnowszej historii Polski. Były grupy przestępcze, które na przestępstwach VAT-owskich zarabiały miliony złotych dziennie. Część tych pieniędzy oczywiście się rozpłynęła, część z przestępców uciekła zagranicę, ale nawet tam nie wszystko da się ukryć, czy się schować, dlatego jest bardzo wielu ludzi, którym zależy na niesprawności działania komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT oraz innych służb. Zresztą trzeba powiedzieć, że prace komisji śledczej to jest tylko jeden z odcinków wspólnego frontu, na którym jest dzisiaj państwo polskie w walce z przestępcami podatkowymi, którzy okradali nas do niedawna na nieprawdopodobną skalę.

O jakiej skali strat możemy mówić?
– Z osławionych 262 miliardów złotych – wyliczonych przez firmę PwC, podane później do wiadomości także przez Ministerstwo Finansów można by sfinansować przez 10 lat program „Rodzina 500+”, wybudować setki kilometrów autostrad, wydatnie dozbroić polską armię innymi słowy, zmienić naszą rzeczywistość. Możemy zatem powiedzieć, że przestępcy podatkowi nie byli – przynajmniej nie w pierwszej kolejności – wrogami budżetu państwa, co wrogiem nas wszystkich uczciwych podatników oraz uczciwych przedsiębiorców, bo będąc dla nich nieuczciwą konkurencją, mogli konsumentowi oferować towary czy usługi znacznie taniej. Bogacili się w sposób nieprawdopodobnie szybki, nieuczciwie i dzisiaj trzeba zrobić wszystko, nie tylko żeby ich rozliczyć, co da się zrobić. Być może też da się część pieniędzy ściągnąć do budżetu państwa, bo ci podatkowi przestępcy pozostawili po sobie całą masę śladów. Proszę zwrócić uwagę, karuzele VAT-owskie, czyli te najbardziej zaawansowane przestępstwa, to są tygodnie, nawet miesiące działań – tylko w pojedynczym przypadku, to są konta bankowe, to są rejestry sądowe, bo mówimy przecież o legalnie – przynajmniej na papierze – działających firmach. Są to wreszcie ludzie nie tylko z Polski, ale też z zagranicy, więc można liczyć też na pomoc i wsparcie odpowiedników naszych służb w innych państwach europejskich. Ci przestępcy pozostawili po sobie mnóstwo śladów, więc należy ich ścigać nie tylko po to, żeby ich ukarać i odzyskać do budżetu państwa część zagrabionych pieniędzy, ale też po to, żeby dać przykład na przyszłość, żeby ci, którzy chcieliby pójść tą drogą, bali się na nią wkraczać, żeby bali się podejmować tej przestępczej działalności.

O jakich ludziach, jeśli chodzi o przestępców podatkowych, mówimy?
– Są to różne kategorie ludzi, począwszy od bezwzględnych przestępcach w białych kołnierzykach, ale również o tradycyjnych przestępcach mafijnych rodem z lat 90. ubiegłego stulecia, którzy już po 2000 roku zajmowali się przestępczością podatkową, która dawała znacznie większe zyski niż tradycyjna – nazwijmy to – przestępczość mafijna. Tak czy inaczej komisja śledcza ds. wyłudzeń VAT musi zacząć intensywnie pracować, państwo musi ją wszelkimi siłami wzmocnić. Czasu zostało niewiele i szkoda, że ta komisja dopiero teraz startuje, ale myślę, że lepiej późno niż wcale.

Jako jeden z pierwszych ma zostać przesłuchany były minister finansów Jan Vincent Rostowski, który widząc,, jak pieniądze z VAT wyciekają, zamiast uszczelnić system, to podnosił podatki. Czy z ekonomicznego punktu widzenia były to racjonalne działania?
– To, co zrobił minister Jan Vincent Rostowski, było działaniem wręcz irracjonalnym. W czasach rządów koalicji PO – PSL byliśmy – jak się okazuje – gdzieś za wierzchołkiem krzywej Laffera, a prościej rzecz ujmując, nasza gospodarka – ta jej uczciwa część przedsiębiorców i podatników – była tak obciążona podatkami, że każda kolejna podwyżka kończyła się spadkiem wpływów do budżetu, a nie wzrostem, tak jak zakładał to minister Rostowski. Tak było np. w przypadku podatku akcyzowego. Natomiast w przypadku VAT-u także wpływy ze wzrostu o jeden punkt procentowy stawki podstawowej nie były proporcjonalne do wzrostu gospodarczego Polski ogółem. W latach 2008-2015 polskie PKB urosło łącznie o 40 proc., podczas gdy wpływy z VAT-u zaledwie o 20 proc. To pokazuje dysproporcję wzrost stawki VAT do 23 proc., a przy tym jeszcze likwidacja szeregu preferencji choćby w przypadku ubranek dziecięcych, gdzie stawka wzrosła VAT na te artykuły w ciągu kilkunastu miesięcy wzrosła z 7 do 23 proc. Te działania powodowały skutki odwrotne od oczekiwanych i cóż wobec tych twardych faktów ma dzisiaj powiedzieć Jan Vincent Rostowski. Nie stać go jednak na szczerość, na powiedzenie prawdy i uczciwe przyznanie się do winy i wygląda na to, że obrał linię pójścia w zaparte i należy się spodziewać, że będzie ją podtrzymywał w swojej retoryce. Ale to jest nie do obrony, co jest widoczne gołym okiem i to nawet dla laika.

Dlaczego Rostowski nie reagował, mimo iż wielu analityków ostrzegało, że to zła droga, że luka podatkowa rośnie?
– Rzeczywiście rozmaitej maści analitycy, związki zawodowe służby celnej, firmy konsultingowe nawet zagraniczne ostrzegały, biła na alarm Komisja Europejska i właściwie ze wszystkich stron mówiono nam, że luka podatkowa w Polsce jest ponad przeciętnie duża jak na europejskie standardy. Alarmowano, że luka ta się powiększa i że tracimy rocznie dziesiątki miliardów złotych, a więc kwoty często równe połowie, a nawet większej części rocznego deficytu budżetowego, a mimo tych ostrzeżeń nie podejmowano działań stosunkowo prostych, które można było podjąć. Oprócz wprowadzenia jednolitego pliku kontrolnego wystarczyło przecież podnieść kary za najbardziej rażące przestępstwa podatkowe, wystarczyło zmienić metodologię doboru podmiotów do kontroli skarbowej, czy wprowadzić inne narzędzia. Te zostały wprowadzone po 2016 roku i przyniosły taki oto skutek, że dzisiaj bez wzrostu obciążeń podatkowych budżet państwa ma się znacznie lepiej, deficyt spada, wpływy ze wszystkich kategorii rosną i to rosną w sposób nieporównywalny z latami rządów koalicji PO – PSL.

Straty były nie tylko w sferze podatku VAT, ale także na innych podatkowych frontach…

– Dokładnie, bo chociaż wiele uwagi poświęcamy podatkowi VAT, to są przecież cztery główne kategorie podatkowej od najważniejszej, czyli VAT, akcyza, CIT i PIT. Tylko w przypadku CIT-u zanotowaliśmy wzrost – w ciągu zaledwie dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości – o sześć miliardów złotych, podczas gdy w ciągu ośmiu lat rządów Platformy wpływy z tego podatku wzrosły zaledwie o siedemset milionów. Tak więc dziewięciokrotnie więcej wynosi wpływ z podatku CIT i to w ciągu tylko dwóch lat rządów PiS w porównaniu do ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL. Takich porównań jest znacznie więcej. To pokazuje, że skala zjawiska okradania państwa była tak ogromna – z jednej strony, a z drugiej bezczynność organów państwa była tak porażająca i tak niewytłumaczalna, że trudno przypuszczać, że tylko niekompetencja wysokich urzędników i polityków zaważyła na istnieniu afery, o której rozmawiamy. Myślę, że logika nakazuje stwierdzenie, że był tu także element celowości.

Był zatem parasol ochronny nad tego typu działalnością przestępczą?
– Myślę, że ten parasol ochronny był nie tylko ze strony wysokich polityków czy urzędników, być może też ze strony części funkcjonariuszy służb specjalnych. Niestety, kolejna wielka afera bardzo charakterystyczna w swojej konstrukcji w stosunku do innych tego rodzaju spraw III RP począwszy od roku 1989 i 1990, tyle że na znacznie większą skalę. Zostaliśmy okradzeni my wszyscy jako społeczeństwo, bo później musieliśmy się wszyscy zrzucić na to wszystko, co zostało ukradzione, co więcej – na część będą się musiały składać także przyszłe pokolenia Polaków, które zostały zadłużone za rządów koalicji PO –PSL na rekordowe kwoty.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/ekonomia-gospod ... lenia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 155 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /