Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 30 sie 2013, 21:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.fronda.pl/a/grzywna-i-sad-za ... 29907.html

Wściekłość niebywałą budzą ci Polacy, którzy zamiast grillować, chlać wódę albo tarzać się w błocie na owsiakowych imprezach, czczą polskich bohaterów. Szlachetna polska młodzież wywołuje pianę na ustach wrogów Polski.

Kopia artykułu:

Grzywna i sąd za uczczenie pamięci o Powstaniu Warszawskim. Nielegalne zgromadzenie czy nadgorliwość policji?
Dodane przez: MBW | 6.08.2013, 12:04 | komentarzy: 21 | odsłon: 2944

Obrazek

Trzem narodowcom z Częstochowy grozi kara grzywny, a wkrótce staną przed sądem. Ich „winą” jest to, że w dniu 1 sierpnia w pobliżu pomnika Nieznanego Żołnierza rozwinęli transparent z napisem „Wszechpolacy Pamiętają – Bohaterów Wysławiają”. Interweniowała policja.
Portal Narodowcy.net podaje relację z wydarzenia w Częstochowie, powołując się na naocznego świadka zajścia. „Wczorajsze obchody zaczęły się o godzinie 17:00, kiedy to odbyła się Msza Św. w intencji Bohaterów Powstania Warszawskiego w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny. Następnie zaplanowano uroczysty przemarsz z kościoła, pod Pomnik Nieznanego Żołnierza. W momencie, gdy zaczęła się formować kolumna marszowa, nasi działacze dołączyli do niej, po czym rozpoczęli rozkładanie samodzielnie zrobionego transparentu z napisem "Wszechpolacy Pamiętają - Bohaterów Wysławiają". W czasie tej czynności, trzech działaczy, wraz z transparentem zostało zaciągniętych pod kordon policji, w ,,celu wylegitymowania''. Wylegitymowanie to jednak nie doszło do skutku, gdyż działacze zostali umieszczeni w radiowozie i przewiezieni na Komendę Miejską Policji w Częstochowie. Na miejscu, dowiedzieliśmy się, że nie posiadamy zgody organizatora marszu na rozpostarcie naszego transparentu. Na mocy art. 63a Kodeksu Wykroczeń, wobec dwóch z nas skierowano wniosek do sądu o nałożenie grzywny w wysokości 500 złotych, trzeci działacz - z racji swojej niepełnoletności - odpowie przed Sądem Rodzinnym z tego samego artykułu” - czytamy na portalu Narodowcy.net.
Nieco inaczej przebieg wydarzeń wygląda w relacji rzeczniki częstochowskiej policji podinp. Joanny Lazar, na którą powołuje się „Wyborcza”. „Policjanci z Komisariatu I Policji zabezpieczali uroczystość rocznicy Powstania Warszawskiego. Podczas rozpoczęcia uroczystości, po przekazaniu informacji, iż grupa zgromadzonych na placu Biegańskiego młodych osób wyciąga transparenty, na miejsce skierowano policjantów z oddziałów prewencji. W tym czasie uczestnicy zgromadzenia opuścili plac Biegańskiego . Jednak po zakończonej mszy, gdy uczestnicy uroczystości szykowali się do przemarszu do alei Sienkiewicza, trzech młodych ludzi, skandując hasła, wywiesiło transparent. Wobec takiej sytuacji w związku z naruszeniem artykułu 63a Kodeksu wykroczeń, dwóch 23-letnich mieszkańców naszego regionu i towarzyszący im 16-latek, zostali przewiezieni do Komisariatu I Policji. Dwaj 23-letni mężczyźni usłyszeli zarzuty popełnienia wykroczenia przeciwko porządkowi i spokojowi publicznemu, osoby te dobrowolnie poddały się karze. Trzeci z uczestników -16-latek - został przekazany rodzicom. Nieletni odpowie przed Sądem Rodzinnym i dla Nieletnich. Dodatkowo - jak zapowiada rzeczniczka komendy miejskiej - policjanci przyjrzą się również zapisom z monitoringu z placu Biegańskiego, czy nie doszło tam do nielegalnego zgromadzenia” - wyjaśnia Lazar.

Zdaniem narodowców, została przekroczona kolejna granica. „Jeżeli dojdziemy do kuriozalnej sytuacji, w której policja będzie bezkarnie wyciągać ze zgromadzeń młodych patriotów, na oczach setek ludzi właśnie w ten sposób ich poniżać i karać za to, że chcieli oddać cześć naszym Bohaterom, zamiast w tym czasie np. spędzać czas na bezmyślnym oglądaniu telewizji, będziemy musieli wyciągnąć z tych faktów konkretne wnioski i coraz odważniej walczyć o nasze prawa” - uważa Adam Andruszkiewicz, wiceprezes Młodzieży Wszechpolskiej.
Dodaje, że w ostatnim czasie narodowcy coraz częściej doznają różnego rodzaju represji i zapewnia: „Nie pozwolimy, aby nasi Koledzy zostali ukarani za transparent widoczny za zdjęciu. Nigdy nie będzie naszej zgody, na gaszenie patriotyzmu i samodzielnego myślenia w młodym pokoleniu, za pomocą aparatu policyjnego. Na to, naszego biernego przyzwolenia nie ma i nie będzie”.

MBW/Wyborcza/Narodowcy.net


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 31 sie 2013, 05:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Asindziej napisał(a):
Wściekłość niebywałą budzą ci Polacy, którzy zamiast grillować, chlać wódę albo tarzać się w błocie na owsiakowych imprezach, czczą polskich bohaterów. Szlachetna polska młodzież wywołuje pianę na ustach wrogów Polski.

Skoro już postanowiono naszą Ojczyznę zlikwidować, to widok Polski świadomej samej siebie i odradzającej się jest dla nich nie do przyjęcia.
Tyle pracy, a efekt przeciwny....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 26 wrz 2013, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Totalitaryzm w Polsce był i ... jest nadal...

Skazał mnie Michnik

W procesie byłego szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej generała Mariana R. zeznawał Leon Chrościcki. Jako siedemnastolatek – za sprawą R. – trafił do obozu pracy w Jaworznie. Pod wyrokiem skazującym podpisał się Stefan Michnik.

Marian R. to 93-letni były prokurator wojskowy, którego pion śledczy IPN oskarżył o niedopełnienie obowiązków związanych z przedłużaniem więźniom aresztów w latach 50. Według aktu oskarżenia w latach 1951-1954 R. doprowadził do bezprawnego pozbawienia wolności 17 więźniów politycznych, członków organizacji niepodległościowych, takich jak Oddziały Pomocnicze Armii Krajowej, Obrońcy Korony, a następnie Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”. Niektóre z tych osób były wykorzystywane jako świadkowie oskarżenia w sfingowanych procesach politycznych.

Wczoraj przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie zeznawał liczący dziś 80 lat Leon Chrościcki. Za sprawą m.in. oskarżonego o nadużycia byłego prokuratora wojskowego jako 17-letni chłopak trafił do obozu pracy w Jaworznie, gdzie odbywał karę, pracując niewolniczo w kopalni „Komuna Paryska” (od 2001 r. KWK „Jan Kanty”). Była to kara za udział w młodzieżowej organizacji niepodległościowej.

Za Obrońców Korony

Po wojnie Chrościcki działał w młodzieżowej organizacji konspiracyjnej, odradzało się przedwojenne harcerstwo. – To było coś! To była enklawa, ale potem tego zabrakło – mówił przed sądem Chrościcki. Jak podkreślał, byli jeszcze wtedy w wojsku kapelani i dość swobodnie można było wypowiadać swoje zdanie.

– Po jakimś czasie, w 1949 r., taka możliwość się skończyła – relacjonował. Dlatego młodzież zaczęła tworzyć własne organizacje. Jedna z nich powstała w podwarszawskim Rembertowie.

– Stworzyliśmy organizację Obrońcy Korony. Chodziło o obronę korony na godle narodowym. Potem ją zmieniliśmy na „Wolność i Niepodległość”. Istniała ona kilka miesięcy. Potem została namierzona i nastąpiły aresztowania – opowiadał przed sądem świadek.

Nie pamiętał, kiedy i w jakich okolicznościach został aresztowany. Zanim to się stało, pod przymusem wcielono go do Służby Polsce, w której młodzież wykorzystywano do różnego rodzaju prac. Chrościcki trafił do podszczecińskiego PGR.

– Tak się złożyło, że mnie powołano w okresie wakacji. Tam zostałem w jakimś PGR zatrzymany i przewieziony do Warszawy, do więzienia karno-śledczego, owianego złą sławą tzw. Toledo na Pradze Północ, w którym UB i NKWD przetrzymywały żołnierzy WiN, AK i NSZ – mówił.

Razem z Chrościckim zatrzymano jego kolegów z organizacji. Świadek nie pamięta, na jakiej podstawie został aresztowany. Wczoraj sędzia ppłk Robert Gmyz okazał mu dokument z decyzją o aresztowaniu podpisany przez Mariana R. Wczoraj świadek go nie rozpoznał.

– Trudno powiedzieć, czy go spotkałem. Po takim czasie… tyle lat – tłumaczył, rozkładając ręce i oświadczając, że nie pamięta, czy osobiście zetknął się z Marianem R.

– Metody te [bicie – przyp. red.] stosowali oficerowie śledczy. Ale jestem przekonany, że prokuratorzy wiedzieli o tych metodach, choć sami przesłuchań nie prowadzili. Traktowali nas jak bydło, nie miałem możliwości zgłosić prokuratorowi, że stosowano wobec mnie niedozwolone metody śledcze – zaznaczył.

Leon Chrościcki przeszedł bardzo brutalne śledztwo. Potem sąd, w składzie którego zasiadał Stefan Michnik (brat Adama Michnika), skazał go na 5 lat więzienia. Opuścił je na mocy amnestii. Za każdy rok przymusowej pracy w kopalni zaliczono mu dwa lata więzienia. W latach 90. Sąd Najwyższy uchylił wyrok.

Kilka miesięcy po opuszczeniu więzienia kara pozbawienia praw publicznych uratowała go wprawdzie przed poborem do wojska (m.in. uniemożliwiała złożenie przysięgi), ale znów trafił do kopalni węgla pod pretekstem odbywania zasadniczej służby wojskowej.

Bez skruchy

Odpowiadający z wolnej stopy Marian R. został nie tylko oskarżony o bezzasadne przedłużanie okresów aresztowań. Zdaniem prokurator Małgorzaty Kuźniar-Ploty, uczestniczył też w prześladowaniach osób wcześniej działających na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, o odmiennych poglądach politycznych, którym bezzasadnie przypisywano usiłowanie obalenia przemocą ustroju.

W sprawie R. jest 14 pokrzywdzonych – osób, wobec których stosowano areszty, lub ich najbliższych. R., któremu grozi do 10 lat więzienia, nie przyznaje się do zarzutów. Marian R. to dziś starszy pan z laseczką. Wczoraj próbował zagadywać świadka i towarzyszące mu osoby.

– Pan pracował na kopalni, a kto mi dziś zapłaci za to, że muszę chodzić po tych schodach? – zagajał po rozprawie. Bez kompleksów usiłował nawiązać kontakt z człowiekiem, którego wsadził do więzienia.

Marian R. od 1945 r. służył w UB, a potem trafił do prokuratury wojskowej. W latach 60. został generałem, uzyskał tytuł doktora nauk prawnych. Od 1956 r. do sierpnia 1968 r. był naczelnym prokuratorem wojskowym PRL. W latach 1978-1981 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.

W latach 80. został dyrektorem generalnym URM. W stanie wojennym był m.in. wiceszefem Centralnej Komisji do Walki ze Spekulacją oraz przewodniczącym Centralnej Komisji Specjalnego Postępowania Porządkowego.

Joanna Żelazko w książce „Ludowa sprawiedliwość. Skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi 1946-1955” wymienia, że Marian R. był oskarżycielem w procesie oddziału żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego działających na terenie powiatu sieradzkiego, w którym prosił sąd o wymierzenie kary śmierci dla Władysława Ograbka i jego sześciu współtowarzyszy.

Brał on również udział w sesjach wyjazdowych Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, np. 13 stycznia 1947 r. w Ostrowi Mazowieckiej oskarżał Władysława Kornelewskiego ps. „Grunt”, „Orlicz”, żołnierza Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, oraz jego adiutanta Henryka Olczaka ps. „Lew”, skazanych następnie na karę śmierci. Skazani zostali niemal natychmiast zamordowani, nie mając nawet możliwości wystąpienia o ułaskawienie.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... chnik.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 09 kwi 2014, 14:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/04/08/ ... w-zgierzu/

Oświadczenie Ruchu Narodowego w Zgierzu ws. wydarzeń wokół spotkania z R N w Zgierzu
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-04-08

4 kwietnia w Zgierzu, w sali konferencyjnej Parku Kulturowego „Miasto Tkaczy” odbyło się spotkanie z Ruchem Narodowym. Spotkało się ono z akcją protestacyjną środowisk skrajnie lewicowych przeciwko rzekomemu wspieraniu przez Urząd Miasta Zgierza „neofaszystowskiej propagandy”.
To nie pierwsze takie wybryki środowisk lewicowych. W ubiegłym roku podobnymi metodami usiłowano zablokować organizację przez Klub imienia Romana Dmowskiego spotkań z profesorem Janem Żarynem i redaktorem Stanisławem Michalkiewiczem.
Akcję plakatową wymierzoną w narodowców firmowała organizacja „Młodzi Socjaliści”. Organizacja ta nie kryje swoich odwołań do symboli komunistycznych (logo tej organizacji to czerwona gwiazda), zaś w 2010 roku wyrażała „zaniepokojenie – wprowadzonym do Kodeksu Karnego – zakazem posiadania oraz rozpowszechniania treści i nośników symboliki komunistycznej”.
Jednocześnie sekretarz krajowy Młodych Socjalistów, a jednocześnie lider listy „Zielonych” do europarlamentu – Mateusz Mirys – produkuje następujące enuncjacje: „władze miasta nie widzą nic niestosownego w goszczeniu osób, które otwarcie szerzą antysemityzm, rasizm i szowinizm”, okraszając to bredniami o „niszczeniu wielokulturowej historii Zgierza” (sic!).
Jeżeli pan Mirys i jemu podobni raczyli pochylić się nad działaniami Ruchu Narodowego, a zwłaszcza jego zgierskich struktur, to dostrzegliby, że nie szerzą one „antysemityzmu, rasizmu
i szowinizmu”. Chyba, że za szerzenie takowych uznać czczenie Żołnierzy Wyklętych (wykład prof. Żaryna), Polskiego Państwa Podziemnego (Marsz Polski Walczącej) czy też najzwyczajniejsze w świecie spotkanie z liderami prawicowej siły społeczno – politycznej, na którym przedstawiano też program działań samorządowych (mowa o oprotestowanym wydarzeniu).
Ruch Narodowy w Zgierzu oświadcza, że dalsze kalumnie ze strony ludzi bez honoru, którzy odwołują się do najgorszych, zbrodniczych tradycji komunizmu i stosują stalinowskie metody propagandowe, spotka się ze zdecydowaną odpowiedzią środowisk narodowo – patriotycznych. Nie pozwolimy, aby demony systemu, którego demontaż rozpoczął się w 1989 roku, powracały do naszego miasta.

Zgierz, 8 kwietnia 2014 roku
Za: Ruch Narodowy w Zgierzu

Kamil Klimczak
Przewodniczący Klubu im. Romana Dmowskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 02 cze 2014, 06:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Zgorszenie

Od kilku dni trwa festiwal hagiografii sowieckiego namiestnika odpowiedzialnego za kilkudziesięcioletnie zniewolenie Narodu i zbrodnie na Polakach. Właśnie rozpoczął się jego kolejny akt. Słowa nienawiści wobec tych wszystkich, którzy nie godzili się na uroczysty, państwowy pogrzeb człowieka o takiej przeszłości w narodowej nekropolii. Resortowe dzieci, resortowe media, resortowa III RP znów stanęły na pierwszej linii ideologicznego frontu. Propagatorzy moralnego zepsucia zasłużeni w atakach na Kościół, narodową tożsamość, zachwycający się świętokradczym motłochem, „świeżością jego ekspresji”, gdy plugawił krzyż na Krakowskim Przedmieściu latem 2010 r., teraz odsądzają od czci i wiary ludzi, dla których honory oddane zbrodniczemu dyktatorowi były publicznym zgorszeniem.

Żyjemy w świecie odwróconych pojęć i znaczeń słów, który z wielką siłą narzucają nam największe media oraz środowiska opiniotwórcze kreujące się nie tylko na znawców prawdy, ale i dobrego smaku. Ludzie wywodzący się z komunistycznych rodzin i środowisk, sięgających swym rodowodem KPP, mają czelność wyzywać od stalinowców ludzi broniących prawdy. To doskonała ilustracja, że dyskusja z nimi pozbawiona jest sensu, dla nich bowiem fakty nie mają żadnego znaczenia, ich odpowiedzią są jedynie epitety i obelgi.

Pogrzeb Jaruzelskiego pokazał nam w całej okazałości rzeczywistość III RP, czyli zmutowanej PRL, fasadowego państwa, z elementami sterowanej demokracji, w nowych, bardziej kolorowych dekoracjach. Prawdę o istocie tej transformacji starano się długo ukrywać.

4 czerwca zaleje nas potok słów o obaleniu PRL, komunizmu, wolności. Będą to tylko puste frazesy. Państwo, które nie potrafi osądzić zbrodniarzy i zadośćuczynić ofiarom, nie rozróżnia tych, którzy dławili wolność, od tych, którzy za nią oddawali życie, skazuje się na hańbę, i niech nie oczekuje szacunku. Budowa państwa polskiego, które potrafi odróżnić Witolda Pileckiego i bohaterów z Łączki od komunistycznego dyktatora służącego Moskwie, to pierwsze i największe wyzwanie, przed jakim staje teraz Naród. Wyzwanie na całe pokolenie, szczególnie dla młodych.

dr Jarosław Szarek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zenie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 21 cze 2014, 06:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
W tej wojnie nasz wróg wykorzystuje nasze najniższe instynkty, aby nas samych zwrócić przeciw sobie.
Nasz wróg lewacki jest chytry i podstępny i zdeterminowany, aby naszą kulturę i nas samych zniszczyć.


Bluźnierstwo jest bezprawiem

Organ władzy powinien stać na straży porządku. Świadomość popełnienia przestępstwa, jakim jest bluźnierstwo, zobowiązuje władze do informowania organów ścigania
Małgorzata Jędrzejczyk

Epatujący pornografią, lubieżnymi scenami spektakl „Golgota Picnic”, którego pokaz zaplanowano w ramach Malta Festival w Poznaniu 27 czerwca, ma być wystawiony przy niemym przyzwoleniu władz miasta. Przedstawienie ukazuje Chrystusa jako degenerata, egoistę, odpowiedzialnego za całe zło na świecie, pod Jego adresem padają liczne wulgaryzmy. Aktorzy występujący nago kpią z męki Chrystusa. To część faktów, które kwalifikują tę pseudosztukę jako przestępstwo.

Bluźniercze przedstawienie sprzeniewierza się Konstytucji RP i godzi w art. 53 ust. 1, który mówi o tym, że Konstytucja gwarantuje każdemu wolność sumienia i religii w życiu prywatnym i publicznym. W konsekwencji prezydent Poznania, mając świadomość zagrożenia obrazoburczymi czynami, jest zobowiązany do powzięcia środków zmierzających do zapobieżenia im. Obliguje go do tego ważny interes społeczny, a także m.in. art. 304 par. 2 kodeksu postępowania karnego, który zobowiązuje władze samorządowe do informowania organów ścigania w razie powzięcia wiedzy o przestępstwie ściganym z urzędu. Wobec tych faktów nie możemy pozostać obojętni. W dzisiejszym „Naszym Dzienniku” zamieszczamy wzór protestu do prezydenta miasta Poznania.

Obrazoburcze sceny spektaklu, w których szydzi się z dogmatów wiary katolickiej, w myśl art. 196 kodeksu karnego naruszają wolność sumienia i wyznania. Jak zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” konstytucjonalista, specjalista prawa wyznaniowego ks. prof. Józef Krukowski, organ władzy powinien stać na straży porządku. A poprzez umyślne zezwolenie na obrazoburcze przedstawienie staje się współsprawcą przestępstwa zniewagi i obrażania uczuć religijnych chrześcijan. – Nie wolno popełniać czynów, które naruszają porządek publiczny, a prezydent ma stać na czele porządku publicznego. Jeśli więc spektakl się odbędzie, to prezydent stanie się świadomym i dobrowolnym współsprawcą czynu zabronionego pod sankcją karną, co określa art. 196 kodeksu karnego – podkreśla ks. prof. Krukowski.

Tymczasem prezydent Poznania Ryszard Grobelny w niedawno wydanym stanowisku, odpowiadając na protesty przeciwko wystawieniu spektaklu ,,Golgota Picnic”, stwierdza, że jako prezydent miasta „nie posiada narzędzi prawnych, które administracyjnie zobowiązywałyby jakiegokolwiek organizatora wydarzenia artystycznego, czy protestu, do jego odwołania”. Owszem, wyraża w nim obawy o bezpieczeństwo uczestników tego wydarzenia, które może być zagrożone falą protestów. Umywa jednak ręce od odpowiedzialności za wystawienie spektaklu. I w tym samym oświadczeniu zasłania się wyjaśnieniem, że „samorząd i jego organy nie są upoważnione do pełnienia roli recenzenta wydarzeń artystycznych i stosowania wobec ich twórców cenzury prewencyjnej”.

Prezydent ma również świadomość, że „w odbiorze wielu uczestników tych wydarzeń spektakl godzi w tradycyjne poznańskie wartości i odbierany jest tym samym jako prowokacja”.

Jak więc wytłumaczyć jego opieszałość i zaniechanie działań?

– W mojej ocenie, możemy mówić o postawie piłatowej, w której ważne jest postawienie „Panu Bogu świeczki a diabłu ogarka” – odpowiada w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. bp Wiesław Mering, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego. – Piłat przez historię jest negatywnie oceniany. Gdyby miał więcej odwagi i poczucia sprawiedliwości, to nie doszłoby do utożsamienia go z symbolem tchórzostwa i wygodnictwa – dodał.

O zapobieżenie popełnieniu przestępstwa w czasie pseudospektaklu „Golgota Picnic” na policję trafił również wniosek Ruchu Społecznego „Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę”. Jego sygnatariusze motywują, iż planowany spektakl, prezentując treści pornograficzne i obrażające uczucia religijne, sprzeniewierza się prawu. I wobec tego żądają zabezpieczenia porządku publicznego poprzez nakaz wstrzymania przedsięwzięcia. Domagają się także od policji zabezpieczenia śladów w związku z podejrzeniem przygotowania do popełnienia przestępstwa z artykułu 202 i 196 kk, które to odnoszą się do rozpowszechniania pornografii oraz obrazy uczuć religijnych.

http://www.naszdziennik.pl/wp/82758,blu ... awiem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 03 lip 2014, 13:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://orwellsky.blogspot.com/2014/07/d ... -rzym.html

Miłośnicy lesbijstwa, mordercy dzieci nienarodzonych i kidnaperzy zabierają się za "ochronę" znaku Polski Walczącej. Wiadomo o co chodzi - każdy, kto będzie sprzeciwiał się zbrodniczej polityce, posługując się przy tym znakiem Polski Walczącej będzie ten znak "bezcześcił".

Kopia artykułu:

O ochronie znaku Polski Walczącej
Środa, 2 lipca 2014 (22:10)

Senatorowie podczas debaty nad ustawą o ochronie znaku Polski Walczącej nie zgłosili poprawek. W ustawie przewidziano karę grzywny za znieważanie słynnej kotwicy znanej z okresu Powstania Warszawskiego.
Podczas debaty senator Jarosław Obremski (niezrz.) pytał, czy ochrona znaku Polski Walczącej będzie oznaczała m.in. obowiązek uzyskania zgody na korzystanie z niego. „Czy w czasie jakichś manifestacji, w czasie świąt narodowych będzie możliwość także używania znaku, czy to już będzie podpadać pod ściganie z urzędu?”- pytał senator.
W odpowiedzi sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert podkreślił, że ustawa nie zamyka nikomu drogi do używania Znaku Polski Walczącej. „Ta ustawa w bardzo precyzyjny sposób przypomina, że jest coś takiego w polskim prawodawstwie jak przeciwdziałanie znieważaniu znaku ogólnonarodowego. Nie ma tam słowa o tym, że ktokolwiek musi uzyskać zezwolenie na używanie tego znaku” - tłumaczył.
Według Kunerta podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia „dość łatwo można rozróżnić godne używanie tego znaku od używania niegodnego, a niestety często stanowiącego tegoż znaku znieważenie”.
W ustawie zapisano, że „znak Polski Walczącej, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej”. Zapisano również, że „otaczanie znaku Polski Walczącej czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej”.
Kolejny artykuł ustawy mówi o tym, że „kto publicznie znieważa znak Polski Walczącej, podlega karze grzywny”. Ustawa przewiduje też, że do postępowania w sprawach dotyczących ochrony znaku stosuje się przepisy kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

AN, PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 19 lip 2014, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/3443- ... i-mu-5-lat

W wolnej Polsce za taki czyn byłaby nagroda państwowa.

Kopia artykułu:

Bronił godności Ojca Świętego, teraz grozi mu 5 lat!
piątek, 18 lipca 2014 10:03 Biuro Prasowe KSD

Według prokuratury obrońca godności św. Jana Pawła II jest wandalem!
Były poseł Witold Tomczak w 2000 r. stanął w obronie godności Ojca Świętego Jana Pawła II. Po wieloletnim śledztwie prokuratura uznała Tomczaka za wandala, i teraz toczy się przeciwko niemu proces, wokół którego panuje porażająca zmowa milczenia.
Sprawa sprzed czternastu lat dotyczy instalacji przedstawiającej powaloną postać Papieża Polaka przygniecionego meteorytem. Do profanacji doszło w Galerii Narodowej Zachęta - utrzymywanej z naszych podatków. Ta skandaliczna ekspozycja wzbudziła zrozumiałe oburzenie wśród Polaków.
"Jako poseł Rzeczypospolitej Polskiej nie mogłem w tej sytuacji pozostać biernym - usunąłem 60 kilogramowy głaz - meteoryt przygniatający postać papieża. Uczyniłem to po bezskutecznych, wcześniejszych interwencjach parlamentarnych" - powiedział w rozmowie z Prawy.pl były poseł, który obecnie - za czyn sprzed czternastu lat - sądzony jest niczym pospolity przestępca!
WYWIAD z Witoldem Tomczakiem na portalu Prawy.pl: http://www.prawy.pl/z-kraju/6273-wedlug ... t-wandalem

--
Biuro Prasowe
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 20 lip 2014, 08:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/07/19/ ... smarkaczy/

Po złych moherach, czas na „smarkaczy”
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-07-19

Obrazek

Lewackie media znalazły nową grupę, z której można bezkarnie kpić. Nie są to już moherowe berety, nie są to małomiasteczkowi kato-talibowie, ale wielkomiejskie nastolatki – młodzież, która nie chciała pozwolić na odłączenie kolegi od aparatury podtrzymującej życie.


W jednym z wrocławskich szpitali lekarze zdecydowali o zaprzestaniu utrzymywania przy życiu siedemnastoletniego Kamila – ofiary wypadku samochodowego. Medycy stwierdzili u niego tzw. śmierć mózgu. Pozostałe funkcje życiowe chłopca nie zanikły. Matka pacjenta nie zgodziła się wiec na odłączenie go od aparatury. Przypomniała, że jest jeszcze szansa by go uratować. Wszak to nie lekarze powinni decydować o tym, kiedy czyjeś serce ma przestać bić. Tymczasem chcieli pobrać narządy Kamila, na co wcześniej zgodził się jego ojciec.

Okazuje się jednak, że w naszym „demokratycznym państwie prawa”, matka nie ma prawa do odmówienia lekarzom prawa do odłączenia syna od aparatury. Kobieta powiadomiła więc znajomych syna, którzy natychmiast przyjechali do szpitala. Grupa nastolatków czuwała przy łóżku przyjaciela, nie dopuszczając do niego lekarzy. Protestowali również pod szpitalem, przynieśli transparenty na których napisano m.in. „Morderstwo w majestacie prawa” i „Handel organami zamiast ratowania życia”.

Na młodych ludzi natychmiast, niczym hieny, rzucili się lewaccy dziennikarze. „O co chodzi nastolatkom pod szpitalem we Wrocławiu?” – pyta zdumiony publicysta „Newsweeka”, „Śmierć Kamila na żywo, czyli fanatyzm religijny wstrzymuje lekarzy” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

Relacje prasowe nie podają, by ktokolwiek z młodych ludzi powoływał się na racje religijne. Mówią tak: - My nie wierzymy, że jest szansa na wybudzenie Kamila. My to wiemy! Przecież nieraz słyszy się o tym, że ktoś się wybudza z wieloletniej nawet śpiączki. Dziennikarze orzekli jednak, że skoro lekarze zdiagnozowali „nieodwracalną śmierć mózgu”, to protestujący młodzi ludzie muszą być „fanatycznymi katolikami”. Natychmiast znaleziono również „ekspertów”, potwierdzających, że protesty nastolatków to „przypadek wykorzystany przez religijnych fanatyków do wzniecania zamętu i chaosu”. Jakby to kogoś nie raziło, TVN24 uwypuklił na swej stronie internetowej opinię jednego z transplantologów, który nazwał protestujących „niewyedukowanymi smarkaczami”.

Po przysłowiowych już moherach nierozumiejących subtelności procedury in-vitro i kato-talibach sprzeciwiających się aborcji niepełnosprawnych dzieci, mamy do czynienia z kreowaniem nowej grupy godnej pogardy i nienawiści. Tym razem odpada przeciwstawienie tej grupie „młodych, wykształconych z wielkich miast” – protestowała była bowiem licealna młodzież z Wrocławia.

To nie pierwszy w ostatnich tygodniach cios w młodych ludzi myślących o świecie inaczej niż „Gazeta Wyborcza” o media o podobnej proweniencji. Niedawno mocno dostało się także „niedojrzałym wyborcom Korwin-Mikkego chcącym walczyć z ‘lewactwem’”. Gazeta Michnika drży, widać bowiem, że 25 lat tumanienia Polaków nie przyniosło upragnionego skutku – młode pokolenie nie przyjmuje bezrefleksyjnie nauczania z ulicy Czerskiej.

Krystian Kratiuk

Read more: http://www.pch24.pl/po-zlych-moherach–czas-na–smarkaczy-,24262,i.html#ixzz37wITDmQB


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 30 lip 2014, 13:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/2102346.Znak-Polski- ... -chroniony

Znak Polski Walczącej prawnie chroniony

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał w środę ustawę o ochronie Znaku Polski Walczącej. Kotwica malowana na murach podczas okupacji i powstania warszawskiego będzie teraz chroniona przez prawo.


Teraz będzie można ścigać młodzież za wymalowanie Znaku Polski Walczącej na ścianie zgodnie z prawem - wcześniej policja ścigała bezprawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 31 lip 2014, 11:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=15950

Dziś dowiaduję się, że walczyliśmy o prawa gejów – uczestniczka powstania warszawskiego komentuje umieszczenie tęczy na powstańczych gadżetach
lip 30, 2014 Admin Humor 0

Dziś dowiaduję się, że walczyliśmy o prawa gejów – uczestniczka powstania warszawskiego komentuje umieszczenie tęczy na powstańczych gadżetach.

Warszawska tęcza wywołuje wiele kontrowersji. Ale sama jej obecność w eksponowanym miejscu Warszawy nie wystarcza władzom. Teraz wizerunek tęczy znalazł się na… powstańczych gadżetach!

Dorota Łosiewicz w serwisie wPolityce.pl pisze:

Babcia moich przyjaciół, Pani Wanda, jak co roku dostała od miasta stołecznego „gadżety” upamiętniające rocznicę Powstania Warszawskiego. Tym razem była to m.in. torba i „Informator obchodów 70 rocznicy Powstania Warszawskiego” z dopiskiem: „Prezydent Miasta St. Warszawy zaprasza na uroczystości”.

Na torbie widniał…. symbol tęczy z Placu Zbawiciela.

„Dziś dowiaduję się, że walczyliśmy o prawa gejów” – skomentowała Pani Wanda.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 03 sie 2014, 16:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/07/19 ... kulture-1/

Zamach na polską kulturę (1)
Posted by Marucha w dniu 2014-07-19 (sobota)

Obrazek
„Dziady” w reżyserii Konrada Swinarskiego – 1971 (fot. Teatr Stary)


Poszukiwanie odpowiedzi na pytania o porządek świata i sens istnienia, o to, w jaki sposób ludzie mogą przyjaźnie i twórczo między sobą współżyć, jest wciąż aktualne, bo jest nieodłączną częścią ludzkiego myślenia. Obok filozofii i religii, współczesna sztuka może być również przejawem takiego poszukiwania.
Awangardowa twórczość może służyć człowiekowi do spojrzenia na nowo na problemy egzystencji, poszerzania myślowych horyzontów, do odkrywania jej nowych obszarów.
Jednak dzisiaj niektórzy „odważni” artyści, jej „misjonarze” uważają inaczej – w swoim działaniu niszcząc granice arogancji. Babrając się w swym egoistycznym samouwielbieniu, krzyczą bezwstydnie, że przekraczają tabu i granicę poznania. Bezczelnie i despotycznie narzucają swoje ideologiczne, cyniczne wizje, jako jedynie słuszne drogi do jakiegoś „postępu”, traktując swoją twórczość, jak jakąś krucjatę! Zadufani i butni chcieliby, aby co najmniej część tradycji rozsypywała się w pył, by ostawała się tylko taka, którą zdołają po swojemu zdeformować.
Zniszczyć to, co przeszłe, tradycyjne, inne, to cel ich tworzenia. Nie przyjdzie im do głowy, ze jeśli taki bardzo nowoczesny, ale egoistyczny człowiek pozostanie bez przeszłości, bez mądrości z przeszłości, bez doświadczeń, może pogubić się, zatracić sens swojej ludzkiej wędrówki, doprowadzić do katastrofy…
Telewizja, teatr, tak zwane galerie sztuki współczesnej, to miejsca, gdzie toczy się walka z naszymi wartościami kulturowymi, historycznymi, narodowymi i wreszcie religijnymi. Czynione jest to przede wszystkim w celu zdyskredytowania tradycyjnego światopoglądu, ale też w celu rozgłosu i propagowania własnej osoby. Jeśli ktoś nie ma rzeczywistego talentu, to sfera publiczna go nie zauważy, chyba że doprowadzi do skandalu. Te wybryki pseudoartystów, plugawiących przede wszystkim symbole chrześcijańskie czy uczucia patriotyczne, są coraz częstsze i coraz bardziej obrzydliwe, jak miało to miejsce kilka miesięcy temu w Teatrze Starym.
Teatr Stary w Krakowie (pamiętający czasy Stanisława Koźmiana czy swojej patronki), a dokładnie Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, przez lata uznawany był za pierwszą scenę w Polsce. Przyciągał tłumy widzów i wielkich artystów. Większość spektakli tam wystawianych stawało się wydarzeniem artystycznym, zwłaszcza od czasów Władysława Krzemińskiego, czy później Zygmunta Hübnera, którzy nie tylko bardzo starannie dobierali repertuar i świadomie łączyli klasykę ze współczesnością, lecz również angażowali znakomitych aktorów, stawiających publiczności bardzo istotne kwestie.
To za dyrekcji Hübnera pojawiły się na jego scenie legendarne przedstawienia Konrada Swinarskiego: „Nie-Boska Komedia” Zygmunta Krasińskiego, „Dziady” według Adama Mickiewicza i „Wyzwolenie” – Stanisława Wyspiańskiego z niezapomnianymi kreacjami Jerzego Treli. Sztuki Swinarskiego budowały polską tożsamość w latach 60. i 70. XX wieku, wywoływały dyskusje, prowokowały widzów i krytyków, słowem teatr ten był rzeczywistym „sumieniem świata” – jak określił kiedyś teatr Jan Paweł II.
Pod koniec 2013 r. w czasie spektaklu wybuchł – chyba pierwszy raz w jego historii – skandal. Najpierw niektórzy widzowie zaczęli wychodzić, a w końcu publiczność przerwała spektakl „Do Damaszku” według Strindberga (w reżyserii Klaty), krzycząc : Hańba! Hańba! Dość!
Zorganizowani przez Stanisława Markowskiego, fotografa, dokumentalistę i wykładowcę w Krakowskiej Szkole Teatralnej protestujący, nie dali się sprowokować do ordynarnej kłótni, choć sytuacja na scenie była wulgarna. Byli również świadomi obecności wozów policyjnych przed teatrem [sic! - admin], bowiem dyrektor wiedział o planowanym proteście. Pytali aktorów, jak mogli tak nisko upaść? Spektakl Klaty uderza w te sfery, dla których stworzona została ta sztuka, czyli rozważań o granicy miłosierdzia Bożego, o nawróceniu i życiu po śmierci.
„Doszliśmy do wniosku, że miara się przebrała, że to nie jest tak naprawdę narodowy teatr” – powiedział w rozmowie z portalem pch24.pl Stanisław Markowski. „Na deskach tego teatru powinny być odgrywane sztuki, które wzbogacają widzów o coś, a nie służą jedynie skandalowi. Tymczasem zmierza to do rynsztoku… Było tu wiele patologii, psychodelicznej i satanistycznej muzyki. Na granicy kiczu i perwersji znalazła się gra Krzysztofa Globisza i Doroty Segdy, skądinąd dobrych aktorów, znanych z wielu świetnych spektakli i filmów. … Globisz w roli psa odgryza sobie rękę i ją wypluwa, albo wykonuje ruchy frykcyjne mające udawać kopulację z czaszkami czy z sarkofagiem, w którym leży trup. Z kolei Dorota Segda na scenie obrzydliwie gra kopulację ze swoim scenicznym bratem” – opowiada Markowski. „Teatr to nie rynsztok. Nie mogliśmy milczeć”.
Każdy, nawet najbardziej szokujący środek wyrazu się broni w momencie, gdy stoi za nim jakiś zamysł twórczy, pewna inteligencja, która pobudza do myślenia. Tymczasem w tej sztuce jest żenująca pustka intelektualna i estetyka narkotycznego. Skoro intelektu nie staje, to reżyser bawi się w cyrk, żeby ukryć pod pseudoartystycznym bełkotem własną niemoc i pustkę (Witold Gadowski).
Według Markowskiego, zorganizowany protest miał doprowadzić do tego, by aktorzy poczuli się wreszcie zawstydzenie oraz do zwrócenia uwagi opinii publicznej negatywnymi zmianami, jakim ulega teatr i zachęcił widzów w teatrach całej Polski, którzy są świadkami podobnych sytuacji, do ostrego reagowania.
Rzeczywiście, niedługo potem siedmioro aktorów z Anną Polony (która na znak protestu odeszła definitywnie z teatru) i Anną Dymną odmówiło udziału w próbach w innym skandalicznym widowisku, noszącym tytuł „Nie – Boska Komedia” (reżyserował je Olivier Frljić), które oczywiście nie miał nic wspólnego z inscenizacją genialnego dzieła narodowego wieszcza, lecz było jedynie pretekstem do rzucania obelg na Krasińskiego-wieszcza oraz na Polaków-„antysemitów”. Miał być np. śpiewany Hymn „Jeszcze Polska nie zginęła” po polsku i po rosyjsku… na melodię Deutschland Deutschland uber alles!, który poprzedza scenę gwałtu zbiorowego na jednej z postaci. W efekcie tego odejścia przerwano jednak próby przed planowaną na początku grudnia 2013r., premierą (relacja „Dziennika Polskiego”).
Zdaniem Anny Polony (która w spektaklu Swinarskiego grała Orcia), szkalowanie imienia wybitnego reżysera, współtwórcy wielkości Starego Teatru, w celu stworzenia, pod szyldem „Nie-Boskiej Komedii”, klasycznego dramatu, jakiegoś współcześnie prowokującego wydarzenia, jest czynem niegodnym artysty. Przypisywanie inscenizacji Swinarskiego antysemickiej wymowy to ogromne nadużycie. Swinarski nie był antysemitą, miał wśród Żydów wielu przyjaciół, reżyserował również w Tel Awiwie Przecież by tam nie jeździł, a przede wszystkim by go nie zapraszali. [A nawet gdyby był antysemitą, to i co z tego? Każdy ma prawo lubić albo nie lubić kogo mu się żywnie podoba - admin]
Bogdan Zdrojewski, ówczesny Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego (sic!), finansujący z budżetu te kloaczne, antypolskie pomysły, nie widział w działaniach dyrektora nic złego i oczywiście bronił Klaty i jego „prawa do indywidualnej twórczości”. Jak widzimy, wojna może się odbywać nie tylko na polu bitwy. Może dotyczyć to również naszego codziennego życia w obronie tych wartości, dla których inni przelewali swoją krew.
Nie pierwszy to przypadek wulgaryzacji sztuki. Odnośnie zaś ostatnich skandali wokół tego teatru, najlepiej chyba podsumowuje go poniższy fragment Listu Protestacyjnego krytyka teatralnego, pani Elzbiety Morawiec, który został wręczony Sebastianowi Majewskiemu (zastępcy dyrektora ds. artystycznych) publicznie, tym razem po zakończeniu czytania tekstu „Zamach na Swiniarskiego”:
„Zanim zaczniecie swój happening, proszę o wysłuchanie paru słów od byłego kierownika literackiego Starego Teatru. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby z waszego afisza wyczytać dokąd zmierzacie. Śledztwo w sprawie śmierci Konrada Swinarskiego pod Damaszkiem. Konrad Swinarski, którego wielkość z bezprzykładnym brakiem kultury staracie się zniszczyć w tym teatrze – to zaledwie pretekst. Konrad Swinarski zbudował wielkość tego teatru i żadne wasze happeningi nie są w stanie jej zniszczyć. Po nim została wielkość, w tych murach, po was zostaną ruiny”.
Przed Warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej z kolei demonstrowano przeciwko skandalicznej profanacji Krzyża. Modlono się o uszanowanie Krzyża w naszej Ojczyźnie, który dla ludzi wierzących jest znakiem wiary i miłości Boga do człowiek! Bezpośrednim przedmiotem protestu, zorganizowanego m.in. przez Ruch Światło Życie oraz Akcję Katolicką, był zaprezentowany tam film Jacka Markiewicza „Adoracja”, który przedstawia nagiego mężczyznę ocierającego się genitaliami o figurę Chrystusa. Krzyż pochodzi ze zbiorów Muzeum – jest średniowiecznym zabytkiem. Ta haniebna produkcja to element wystawy „British British Polish Polish: sztuka krańców Europy w latach 90. i dziś”. CSW w Warszawie – film Jacka Markiewicza uważa za „dzieło historyczne”.
Posłanka Małgorzata Sadurska z Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski, pełną odpowiedzialnością za tę hańbę obarczyła ministra Zdrojewskiego:
„Po to ustanawia dyrektora, żeby pilnował tego nurtu, jakiego życzy sobie jego organizator, w tym wypadku Państwo Polskie, czyli minister kultury i dziedzictwa narodowego. Krzyż jest fundamentem polskiej tożsamości, polskiej kultury i polskiego rozumienia rzeczywistości i cywilizacji zachodniej i wszyscy, którzy tego nie rozumieją, nie mogą zarządzać rzeczywistością polską, bo ich miejsce – jak widać – jest dopiero w szkole podstawowej”.
Należy w pełni zgodzić się z protestującymi, że ten film jest największą profanacją najważniejszego symbolu religijnego, jakim jest Krzyż. Oburzające jest więc dopuszczenie przez CSW, jednostki utrzymywanej z pieniędzy podatników, ekspozycji godzących w uczucia religijne katolików. Niedopuszczalne jest zasłaniając się ekspresją twórcy, przyzwalanie na wulgarne bluźnierstwa.

Maria Rozesłańska

Myśl Polska, nr 29-30 (20-27.07.2014)

http://mysl-polska.pl/node/153




http://marucha.wordpress.com/2014/08/02 ... kulture-2/

Zamach na polską kulturę (2)
Posted by Marucha w dniu 2014-08-02 (sobota)

Zamachy na polska duszę zaczęły się dużo wcześniej. W 1994 r. Robert Rumas, osiem figur Chrystusa i Matki Boskiej przygniecionych ogromnymi, okrągłymi workami foliowymi wypełnionymi wodą rozłożył na Długim Targu w Gdańsku. Zszokowani przechodnie zniszczyli instalację i w spontanicznej procesji zanieśli figury świętych do pobliskiego kościoła. („Termofory”, 1994).
W 2000 roku na jubileuszowej wystawie w Zachęcie kilku posłów zniszczyło rzeźbę Maurizia Cattellana „La nona ora”, przedstawiającą papieża Jana Pawła II powalonego na ziemię meteorytem, a Daniel Olbrychski cięciem szablą, wniesioną do galerii pod płaszczem, pociął pracę Piotra Uklańskiego „Naziści” (zdjęcie aktora składało się na fryz fotosów słynnych aktorów w hitlerowskich mundurach).
Pod koniec 2001 roku w gdańskiej Galerii Wyspa Dorota Nieznalska wystawiła instalację zatytułowaną „Pasja”. Na pracę składał się film pokazujący mężczyznę ćwiczącego na siłowni oraz równoramienny krzyż, w który wmontowana była fotografia męskich genitaliów. Przez kolejne ponad osiem lat toczył się proces przeciwko artystce oskarżonej o obrazę uczuć religijnych wskutek złożenia doniesienia do prokuratury dwojga posłów LPR, Roberta Strąka i Gertrudy Szumskiej, oraz osoby prywatnej.
W lipcu 2003 r. roku Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał artystkę za winną obrazy uczuć religijnych i znieważenie publiczne krzyża jako przedmiotu czci religijnej. Została skazana na sześć miesięcy ograniczenia wolności, ale złożyła apelację i proces powtórzono. Sama artystka mówiła, że za granicą jest postrzegana przez pryzmat procesu, że „pochodzę z takiego dziwnego kraju, w którym stawia się przed sądem artystów!”. Jednak nie odważyła się wystawić jeszcze obrzydliwszych wizji, co planowała.
W 2010 roku ostatecznie Sąd Okręgowy w Gdańsku uniewinnił Nieznalską, uznając, że wieszając zdjęcie męskiego penisa na krzyżu na wystawie „Pasja” w ogóle nie miała zamiaru obrazić niczyich uczuć religijnych, bo… tak konsekwentnie twierdziła! Sąd bowiem uznał, że w świetle Konstytucji oraz art. 196 Kodeksu karnego, obrazić uczucia religijne można tylko w zamiarze bezpośrednim (nie zaś w zamiarze ewentualnym lub przez lekkomyślność), bo przy innym rozumieniu tego przepisu ograniczałoby to gwarancję wolności twórczości artystycznej. Ponadto sąd podważył związek przyczynowy między instalacją, znaną tylko z telewizji osobom składającym zawiadomienie o przestępstwie (posłowie weszli do galerii, gdy ekspozycja była już pospiesznie pakowana). Gdzieś na marginesie uzasadnienia wyroku podkreślono, że nie było protestów ze strony hierarchów…
Słusznie prokurator skomentował orzeczenie trzeciej władzy, zadając retoryczne pytanie: „Co więc można uczynić, żeby w końcu sąd uznał to za obrazę uczuć religijnych Polaków?” Swoją drogą, jakie byłoby rozstrzygnięcie sądu, gdyby tę fotografię powiesiła na Gwieździe Dawida albo na szyi Mahometa?
Podobnie było w sprawie Nergala (Adama Darskiego). Po sześciu latach procesu Sąd Okręgowy uznał, że drąc Pismo Święte na jednym z koncertów w Gdyni, nie zbezcześcił najważniejszego (obok Krzyża) symbolu chrześcijaństwa i nie obraził niczyich z obecnych uczestników koncertu, uczuć religijnych (czyżby byli tam wyłącznie sataniści i masoni?), co wystarczyło by go uniewinnić i zignorować poczucie religijne Polaków, którym znany był ten fakt bluźnierstwa.
Ostatnio głośno protestowano przeciwko „Golgocie picnic”, której skandalizujący argentyński współautor, Rodrigo Garcia, został zaproszony na Malta Festival Poznań. Autorzy przedstawiają Chrystusa jako zadufanego w sobie egoistę i antyspołecznego oszusta, patrona kościoła promującego molestowanie nieletnich! Aktorzy szydzą z katolicyzmu i atakują go jawnie i kpią ze śmierci krzyżowej Zbawiciela!
Około dwóch lat temu ta sztuka była wystawiana w Paryżu. Efektem były protesty, kilkanaście osób znalazło się w areszcie. Niektórzy mieli sprawy w sądzie. Nawet francuski Kościół zareagował. W Polsce protesty początkowo odniosły skutek. „Sztuka” została wycofana z festiwalu. Została podjęta decyzja o odstąpieniu od publicznej obrazy Męki Pańskiej. Komentatorka telewizyjna ubolewała, że – w odróżnieniu od innych narodów, jeszcze do takiego spektaklu nie dojrzeliśmy .
I oby nigdy to nie nastąpiło. Wtórowała jej oczywiście „Gazeta Wyborcza”, piętnując odwołanie spektaklu jako „ograniczenie swobody ekspresji”. W takim duchu krzyczą również tzw. „autorytety” w rodzaju Andrzeja Wajdy, Agnieszki Holland Krystyny Jandy, Jana Klaty (!) czy Jerzego Owsiaka, podkreślając prawo artystów do wolności twórczej (jak cyt. wyżej sąd w Gdańsku), argumentując że przecież protestujący nie widzieli sztuki, a swą wiedzę czerpią tylko z internetu (więc nie powinni czuć się obrażeni) oraz że dążą do cenzury prewencyjnej!
Już po kilku dniach okazało się jednak, że to nie koniec bluźnierstwa i szyderstwa, bowiem nagle okazało się, że czytanie tekstu tego wytworu nastąpić miało. m.in. w Teatrze Rozmaitości oraz w Centrum Kultury Żydowskiej przy ul. Chmielnej w Warszawie („ Dzień judaizmu?”), w Krakowie, Bydgoszczy i Gdańsku. W kraju rozlewa się coraz większa fala protestów….
Być może zamiar „twórców” był podobny do intencji szewca Herostratesa, który w starożytności dla sławy ważył się podpalić świątynię Artemidy w Efezie. Niezależnie jednak od motywacji autorów tych, nie tylko teatralnych, skandali, ma rację Anna Morawiec, pisząc dalej w Liście:
„We własnym, wirtualnym świecie żyjecie w przekonaniu, że jesteście buntownikami, kontestatorami. Nic błędniejszego. Płyniecie zgodnie z obowiązującą falą, która w Europie niszczy wartości i fundamenty tożsamości europejskiej. Jako klasyczni oportuniści podpisujecie się pod dewizą premiera Tuska: „polskość to nienormalność”. Ale nienormalność to właśnie wy. Wasza „normalność” to rechot nad tragedią Swinarskiego, rechot nad tragedią smoleńską. Rechot nad poszukiwaniem prawdy”.
A czy nie jest tak, że wbrew głoszonym hasłom o wolności, pod pozorem uprawiania sztuki, trwa i nasila się coraz bardziej agresywny proces bluźnienia i opluwania Kościoła, Krzyża, Pisma Świętego – najświętszych wartości dla ludzi wierzących? Zachodnim sponsorom, korowcom i ich akolitom, od 25 lat nie jest już potrzebny kościelny certyfikat dla odróżnienia, kto „nasz? Czy wysoki sąd (złożono już bowiem stosowne zawiadomienie do Prokuratury Generalnej) i tym razem również wyda wyrok uniewinniający bluźnierców – pseudoartystów?
Czy i teraz będzie bronił kulturowych i religijnych wandali i ich prawa do „wolności artystycznego wyrazu”, bo będą się zapierać, że bezpośrednio nie mieli plugawych zamiarów?
Ks. prof. Waldemar Chrostowski twierdzi, że jest to długo przygotowywana i dobrze opłacona kolejna zmasowana akcja przeciwko Kościołowi i wierze katolickiej. Bluźnierczy spektakl jest tu tylko wybiegiem i wytrychem… Świat nauki, kultury, w tym teatr – obok środków publicznego przekazu, stały się areną antyewangelizacji – zmagania się o duszę tego świata, o duszę człowieka („Nasz Dziennik”, 28 2909. b.r.). „Walka toczy się o pozbawienie nas kultury, której religia stanowi warstwę zasadniczą, będąc jednocześnie jej spoiwem” (o .prof. Albert Krapiec).
Jakże trafnie określił tę sytuację prof. Karol Estreicher („Historia sztuki w zarysie”, PWN 1984, s.9):
„Kant oddzielił kategorie etyczne od estetycznych. To on pierwszy udowodnił, że piękno i dobro nie muszą iść w parze, że są od siebie niezależne. Odkrycie to – którego przyjęcie nastąpiło w XX wieku – zdawało się nie naruszone i trwałe: dzieło sztuki przedstawiające grzech, krzywdę lub fakt nieetyczny, słowem zło, mogło być piękne, oddziaływać estetycznie. Tak stały sprawy do lat sześćdziesiątych naszego wieku. Artyści wyciągnęli z tego dla siebie wnioski korzystne; całkowitej swobody obyczajowej i praw sprzeciwu moralnego. A zaczęło się od żartów, od drażnienia rzekomo małomieszczańskich obyczajów, skończyło zaś na narkotykach, zbrodniach, mordach.
Co było zabawą dadaistów i surrealistów w 1920 r., w pięćdziesiąt lat później stało się groźnym społecznie ruchem otumanionej młodzieży, snującej się po drogach i miastach świata. Jakiż stąd wniosek? Dziwny, ale nie pozbawiony racji. Że choć prawa etyczne nie wpływają na wartość dzieła sztuki, to jednak sztuka jako zjawisko społeczne, jako przekaz myśli, musi prawa etyczne szanować, gdyż inaczej staje się szkodliwa, a artyści mają te same co wszyscy obowiązki moralne”.
Można tylko dodać, że wielu spośród tej właśnie otumanionej, lewackiej młodzieży z 1968r., od dłuższego już czasu dzierży w Europie ster rządów… „demokratycznych. Prof. Bronisław Łagowski napisał kiedyś wprost, że przywódcy demokracji poprzez „demokratyzację geniuszu” zasługują na… Norymbergę za sprymitywizowanie kultury, wulgaryzację języka, splugawienie filmu, teatru i innych sztuk widowiskowych – za zniszczenie sztuki.
W Europie coraz częściej uchwalane są prawa stojące w jawnej sprzeczności z prawem naturalnym i Dekalogiem. Za ich prawomocnością stoi wyłącznie kryterium ilościowe (parlamentarna większość). Można więc mieć poważne wątpliwości, czy prawo, którego normatywna wartość opiera się na Konstytucji RP i ustawach zwykłych, uchwalonych w wyniku woli większości w Sejmie i Senacie (prawo pozytywne), jest wystarczającym gwarantem sprawiedliwości i ładu moralnego.
Wykładnia przepisów stosowana przez sądy i doktrynę prawa – wbrew wzmiance w preambule ustawy zasadniczej o Polakach wierzących w Boga – praktycznie nie sięga do obiektywnych norm prawa naturalnego (Dekalog), niezależnych od zasady demokratycznego państwa prawa (art.2 Konstytucji). W ten sposób demokratyczna wola nie licząca się z Dekalogiem, prowadzi do absurdalnych konsekwencji (wystarczy posłuchać telewizyjnych komentatorów sprawy prof. Bogdana Chazana, krzyczących o prymacie prawa nad… sumieniem przy dylemacie zabicia dziecka). A przecież demokracja – jako tylko jeden z możliwych ustrojów politycznych – nie uzasadnia sama siebie, a ludzkie prawo nie jest ostateczną podstawą ani moralności ani prawdy…
„Tak jak nie można demokratycznie ustalić ani obalić żadnej tezy naukowej, tak samo nie można demokratycznie znieść ani Dekalogu ani zasad prawa naturalnego. Zarówno prawda, jak i dobro moralne, przekraczają bowiem kompetencje jakiegokolwiek ludzkiego prawodawcy. Próby przekraczania tych kompetencji podejmowane były od niepamiętnych czasów. I zawsze niosły za sobą dla człowieka tragiczne konsekwencje … Jeśli prawo nie będzie czerpać z Dekalogu, będzie prowadziło do zbrodni. Bo sama wola ludzka – jako źródło prawa – może prowadzić do wielu aberracji, czego przykładem jest sowiecki bolszewizm czy nazistowskie Niemcy. Naziści, którzy mordowali ludzi na szeroka skalę, podczas procesów norymberskich, też usprawiedliwiali się tym, że postępowali zgodnie z obowiązującym prawem. A mimo to ich osądzono i skazano na śmierć. Na podstawie czego? Na podstawie prawa naturalnego, które jest w duszę ludzką” („Przestańcie się lękać” – z abp. Stanisławem Wielgusem rozmawia Sebastian Karczewski”, ss. 65 -66).
Lecz tych pierwszych w Polsce zasadniczo nie osądzono w ogóle. Wręcz przeciwnie. Dziś wielu z nich uchodzi za wybitne moralne (!) autorytety, a pogrobowcy już nie żyjących, narzucają nam coraz ostrzejszą dyktaturę relatywizmu lub co najmniej zasadę podwójnych standardów.
CDN

Maria Rozesłańska
Myśl Polska, nr 31-32 (3-10.08.2014)

http://mysl-polska.pl/node/170




http://marucha.wordpress.com/2014/06/15 ... arlatanow/

Zawód: wróżbita. Polacy w szponach szarlatanów.
Posted by Marucha w dniu 2014-06-15 (niedziela)

Obrazek

Kod 5161 to nie kryptonim tajnej operacji wojskowej, to także nie szyfr otwierający sejf, to fachowe oznaczenie zawodu… wróżbity. W Polsce ok. 100 tys. osób trudni się magią i ezoteryką, zaś wróżbiarski rynek szacowany jest na 2 mld złotych!
Jak informuje Departament Rynku Pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, „zawód wróżbity jest zawodem ujętym w klasyfikacji zawodów i specjalności regulowanej rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 27 kwietnia 2010 r. w sprawie klasyfikacji zawodów i specjalności dla potrzeb rynku pracy oraz zakresu jej stosowania i posiada kod zawodu 5161 02”.
Zawody wróżbity i bioenergoterapeuty ministerstwo po raz pierwszy wpisało na stosowną listę już w 2009 r., kiedy resortem kierowała minister Joanna Fedak z PSL. Widać zabrakło jej zdrowego „chłopskiego” rozsądku, by pomysł rejestracji tych procederów jako zawodów potraktować tak, jak na to zasługiwał, czyli wyrzucić do kosza.
Pod numerem 5161 klasyfikacja zawiera oficjalną, precyzyjną definicję obowiązków, od których nie mogą się uchylić przedstawiciele zawodu określanego jako „Astrolodzy, wróżbici i pokrewni”. Przepisy stwierdzają:
„Astrolodzy, wróżbici i pokrewni badają wpływ poszczególnych planet Układu Słonecznego i gwiazd stałych na środowisko ziemskie, opowiadają o wydarzeniach z przeszłości i przewidują przyszłe zdarzenia w życiu osobistym, korzystając z metod astrologicznych, w oparciu o cechy charakterystyczne dłoni klienta, wylosowane karty lub inne techniki, oraz ostrzegają i dają rady dotyczące przyszłości”.
W rubryce „Zadania zawodowe” czytamy:
„Zadania wykonywane przez astrologów, wróżbitów i osoby praktykujące pokrewne techniki zazwyczaj obejmują: studiowanie wpływu konstelacji gwiazd i innych zjawisk na życie ludzkie; sporządzanie horoskopu urodzeniowego stanowiącego psychofizyczny portret człowieka w celu samopoznania, określenia pola możliwości i ukierunkowania w życiu; opracowywanie prognozy w zakresie wybranych spraw, problemów, predyspozycji i zdarzeń odnoszących się do jednostki, ogółu, danej chwili, roku lub wieku; przewidywanie przyszłych zdarzeń; określanie charakteru i przeznaczenia człowieka poprzez interpretację liczb wynikających z ważnych dla niego dat, imienia i innych danych; określanie korzystnego czasu dla różnych ludzkich wydarzeń, takich jak: zawarcie małżeństwa, wyruszenie w podróż, zawarcie transakcji, objęcie stanowiska; udzielanie porad dotyczących zaginionych osób lub rzeczy; przestrzeganie i doradzanie w zakresie możliwego rozwoju wydarzeń; doradzanie klientom różnych środków ostrożności celem uniknięcia nieszczęśliwych przypadków itp.”.

Naukowe wróżenie z fusów?

Widać wyraźnie, że cała sprawa, która jeszcze niedawno byłaby uznana za zwykły kawał, przez Rząd RP potraktowana została całkiem na serio, ba, ze śmiertelną powagą!. Wielce pouczające może być dokonanie porównania, w jaki sposób ewoluowały zapisy dotyczące wróżbitów w „Klasyfikacji zawodów i specjalności” od 2009 do wersji z 2011 r. W klasyfikacji z 2009 wróżbita „Świadomie wykorzystując wrodzone uzdolnienia do działania w obszarze zjawisk nadprzyrodzonych”(podkreślenie autora). W dokumencie z 2011 określenie „nadprzyrodzone” już się nie pojawia, czytamy w nim o „studiowaniu” i „określaniu” czy „badaniu”.
Można odnieść wrażenie, że na naszych oczach resort nadał profesji wróżbity naukowy charakter. Nie dziwią zatem liczne protesty środowisk naukowych, które już w 2009 roku potępiło projekt wpisania wróżbitów na listę zawodów. Frapujące jest także miejsce zajmowane przez „zawód wróżbity” w opisywanej klasyfikacji. Sąsiaduje on bowiem z kodem 5162, pod którym opisano zadania zawodowe „osób do towarzystwa”. Nie wiedzieć czemu kolejne miejsce zajmują pracownicy zakładów pogrzebowych…
Skoro zatem – zgodnie z ministerialnymi wytycznymi – wróżbita zajmuje się badaniem i studiowaniem, to nic nie stoi na przeszkodzie, by móc się nauczyć tej profesji. Co prawda nie ma jeszcze techników, czy szkół wyższych dających możliwość zdobycia takiego zawodu, jednak ilość szkoleń wróżek i wróżbitów jest dość pokaźna. Aby zostać dyplomowanym przepowiadaczem przyszłości należy jedynie ukończyć dziewięciomiesięczny kurs, za który trzeba zapłacić blisko 1,4 tys. złotych.

Rosnący rynek czarów i szarlatanerii
Zapotrzebowanie na usługi wróżbiarskie jest wielkie, co potwierdza rynek rosnący z roku na rok. Widzowie w Polsce mają do dyspozycji dwa kanały tematyczne w telewizji, liczne infolinie, możliwość zamówienia codziennego horoskopu. Co ciekawe, programy przygotowywane przez ezoterycznych „ekspertów” pojawiają się również w stacjach „mainstreamowych” dostępnych w ramach naziemnej telewizji cyfrowej. Późną nocą w TVN można zobaczyć – zgodnie z informacją zawartą na internetowej stronie stacji – program „Sekrety magii”. Przez 80 minut „wróżki odpowiadają na pytania widzów”. Program ten pojawia się także na antenie TVN 7.
Miłośnicy ezoteryki mają także okazję wymienić doświadczenia podczas licznie organizowanych targów. Odbywają się one m.in. w Krakowie, Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, Łodzi. Czego mogą oczekiwać przybywający na targi? „Do Państwa dyspozycji będą radiesteci, bioenergoterapeuci, masażyści, kręgarze, egzorcyści i wróżki. Ponadto będzie można nabyć szeroki asortyment preparatów ziołowych, książek, zdrowej żywności, minerałów, naturalnych kosmetyków i wszystkiego, co służy do pielęgnacji naszego ciała i duszy” – czytamy w zapowiedzi już wkrótce rozpoczynających się targów w Warszawie.
Interesujące są ewidentne związki środowisk zajmujących się tzw. medycyną naturalną z różnego rodzaju pracownikami sektora wróżbiarskiego. Jeszcze bardziej intrygująca jest zapowiedź obecności na targach osób zajmujących się egzorcyzmami. Można bowiem z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że nie będą to osoby duchowne.
Bez wątpienia, skoro mamy do czynienia z tak dużą podażą ezoterycznych „usług” musi to być powiązane ze sporym na nie popytem. Według Katolickiej Agencji Informacyjnej około 7 mln Polaków korzysta z usług wróżbiarzy i bioenergoterapeutów. Dlaczego aż tyle? Na to pytanie odpowiada KAI ksiądz ks. Bogdan Bartołd, wieloletni duszpasterz akademicki, obecnie proboszcz katedry warszawskiej.
- Człowiek współczesny charakteryzuje się tym, że nie chce brać odpowiedzialności za swoje życie i nie chce korzystać z daru wolności. Efektem tego jest poszukiwanie prostych odpowiedzi, niewymagających wysiłku, dotyczących naszej egzystencji – mówi ks. Bartołd. – Jeśli nam się coś nie udaje, żeby się nie stresować łatwiej nam przyjąć, że jesteśmy zdeterminowani, nie mamy, więc wpływu na nasze życie, gdyż «wszystko jest zapisane w gwiazdach». Czarny kot, Jowisz, Saturn czy krokodyl w buszu determinuje wypadki naszego życia, a jednocześnie szukamy namiastek – nadzieję, że coś nam się w życiu uda, ale bez większego wysiłku. A wróżbici i magowie wchodzą w pustkę aksjologiczną i chaos, które otaczają współczesnego człowieka – stwierdza duchowny.

Kto nie modli się do Boga, modli się do diabła
Katechizm Kościoła Katolickiego nie pozostawia wątpliwości, co do szkodliwość „ezozainteresowań” – zakazuje zabobonu i bezbożności, gdyż pierwsze przykazanie zabrania oddawania czci innym bogom poza Jedynym Panem. Równie kategorycznie Katechizm odnosi się do wróżbiarstwa. W kanonie 2116 stwierdza się, że wszystkie formy wróżbiarstwa, korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnienie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium, noszenie amuletów, są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i nad ludźmi, a jednocześnie są pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Wszystkie te praktyki są sprzeczne z czcią i szacunkiem należnych wyłącznie Bogu i nic ich nie usprawiedliwia – nawet szlachetne intencje, np. chęć zapewnienia komuś zdrowia. „Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich”.
Odrzucający coraz gwałtownie naukę Jezusa Chrystusa współczesny świat chce być uważany za ostoję racjonalizmu, swego rodzaju „świątynię rozumu”. Upiornym paradoksem jest fakt, że wraz z postępującą ateizacją i pozorną drogą do „oświecenia”, następuje coraz większe zwrócenie się ku irracjonalizmowi i hołdowania zabobonom. Nie ma w tym nic zaskakującego, doskonale spuentował to francuski pisarz katolicki Leon Bloy stwierdzając, że „kto nie modli się do Boga, modli się do diabła”. Przekonani o swojej nowoczesności postępowcy odrzucający chrześcijaństwo – ze względu na jego rzekome wstecznictwo i ciemnotę – oddają się krańcowo irracjonalnym „rozrywkom” takim jak horoskopy, czy kabała. Wszystko dobre, byle nie chrześcijańskie – zdają się wołać.
Ezobiznes ma także swoich „pożytecznych idiotów”. Tabuny mniej lub bardziej znanych celebrytów obnoszą się ze swoją fascynacją wróżbiarstwem. Na łamach wysokonakładowych magazynów opowiadają o uzależnianiu życiowych decyzji od tego, co powie wróżka. Na ich szyjach i rękach dyndają symbole ezoteryczne. Także i oni ponoszą odpowiedzialność za gwałtowny wzrost popularności usług wróżbiarskich.
Snujący się po naszym kraju, jak i po całym świecie smród ezoterycznego szaleństwa ma bez wątpienia zapach siarki. Stworzenie z przejmowania dusz dochodowego biznesu to kolejna odsłona szatańskiej aktywności.
Największym sukcesem „ojca kłamstwa” jest upowszechnianie przekonania, że wszystko to jest żartem, zaś branie na poważnie wróżbiarstwa jest głupotą. Żarty się jednak skończą, gdy przyjdzie zapłacić rachunek. Bardzo słony rachunek.

Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/zawod--wrozbita--po ... 583,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 09 sie 2014, 11:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Słowo do rządzących

Czy mamy nie pamiętać:

o rycerzach spod Grunwaldu,

o obrońcach Jasnej Góry,

o husarii spod Wiednia? Czy tak po prostu mamy zapomnieć:

o żołnierzach dwudziestego roku

i tragicznego września,

o warszawskich powstańcach,

o tylu, tylu imiennych

i bezimiennych bohaterach,

którzy Ojczyznę kochali

bardziej niż swoje życie? Na Boga!

„Wy, którzy Rzeczpospolitą władacie”,

nie podcinajcie korzeni,

z których wszyscy wyrastamy;

powstrzymajcie się od głupich osądów

naszych ojczystych dziejów,

nie gaście Ducha Narodu!


Władysław Pytlak, Wesoła

http://www.naszdziennik.pl/wp/90335,listy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 10 sie 2014, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/39107

O podpaleniu tęczy i Janie Zamoyskim
Dział: Opinie » autor: Michał Pluta » data: sob, 09-08-2014

Straszne rzeczy dzieją się w Polsce. Oto w Warszawie ktoś podpalił tęcze zboczeńców ustawioną na placu Zbawiciela i odnawianą za każdym razem z fanatycznym uporem gdy znajdzie się paru śmiałków, którzy puszczą owo cudo z dymem.
Trzeba docenić i podziękować tym ludziom, którzy walczą z panowaniem zboczeńców w sferze publicznej. Pewnie będą musieli swoje odsiedzieć, ale tak to już w III RP jest, że zdrajca i złodziej siedzi w rządzie, a tych, którzy podskakują władzy, władza zamyka do więzień. Inna sprawa, że trzeba byłoby pomyśleć o pomocy prawnej dla tych ludzi, komu bliżej do Warszawy kto tam się zna na tzw. prawie niech próbuje pomóc.
Wiadomo, że ta tęcza, niezależnie jaki kit będą nam wciskać, jest symbolem zboczeńców. I coś mi się wydaje, że pełni podobną rolę do tej, jaką kiedyś pełnił Pałac im Stalina, ma jasno wskazywać, kto panuje teraz nad Wisłą. I jak tu się dziwić, że takie „instalacje artystyczne” czy jak to się nazywa, ludziom się nie podobają, a nawet, skoro tyle razy była podpalana (nawet w telewizorze „dziennikarze”, którzy przecież korzystają z pomocy oficerów prowadzących nie mogli doliczyć czy pięć czy sześć razy, to skąd ja, zwykły śmiertelnik mam wiedzieć), to można powiedzieć, że i prowokują.
Warto zauważyć, że niedawno piłkarz trzecioligowej drużyny na stadionie Polonii Warszawa po meczu tak ułożył palec wskazujący i kciuk, że utworzyły literę L. Został za to zatrzymany przez policję a sąd raz dwa wymierzył mu karę 1500 zł. Zdaje się, że chodziło o to, że prowokował kibiców Polonii elką Legii. Jeżeli sąd byłby konsekwentny, a nie działał na zamówienie zwierzchników, to ukarałby tych, co postawili tęczę na Placu Zbawiciela i tych, którzy po każdym podpaleniu tęczę odnawiają.
Wychodzi na to, że jednym wolno prowokować i to za nasze pieniądze, a drugiemu nie wolno nawet palców ułożyć tak, jakby chciał. I to w samym środku Unii Europejskiej, tej strefy wolności i dobrobytu. Widać taka ma być ta wolność i dobrobyt. Wolność i dobrobyt dla członków organizacji promujących zboczenia (i to za nasze pieniądze odebrane w formie podatków przez władzę), a inni mają celę i więzienny chleb.
Natychmiast straszna afera zrobiła się w straży miejskiej. Gdy podpalano tęczę samochód ze strażnikami miejskimi oddelegowanymi aby bronić tęczy bardziej niż niepodległości, nie interweniował. Tak przynajmniej wynika z relacji „dziennikarzy”. Toczone jest w tej sprawie energiczne śledztwo przez wydział wewnętrzny czy tam inne gestapo, a strażnikom grożą okrutne konsekwencje.
Gdyby tak pilnowali Szczerbca i ktoś go podprowadził, odwrócili się plecami i udawali, że nie widzą, jak bandyci leją starowinkę, albo gdy sami wlepiają mandat niewinnemu człowiekowi to pewnie pani rzeczniczka straży miejskiej wytłumaczyłaby pospólstwu, że wszystko jest w porządku, prawo nie zostało złamane, postępowali zgodnie z procedurami. Ale widać ta tęcza jest stokroć ważniejsza niż Szczerbiec itd.
Takie będą Rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie - powiedział czy też napisał kanclerz i hetman wielki koronny Jan Zamoyski, który sam jest znakomitym przykładem wskazującym, że wykształceniem i rozumnością w normalnych czasach można coś tam osiągnąć i służyć Polsce. Jak podaje Wikipedia pan Jan studiował w Paryżu, Strasburgu i Padwie. Napisał jakąś pracę, pewnie dużo czytał itd. Po powrocie nad Wisłę dobrze radził sobie w świecie polityki, bo i był sekretarzem ostatniego Jagiellona i trybunem szlacheckim i kluczową osobą w Polsce w okresie panowanie Batorego i co by dużo gadać, on decydował kto będzie królem Polski i na elekcji i na polu bitwy, bo przecież pogromił wojska arcyksięcia Maksymiliana pod Byczyną.
Trzeba zauważyć, że gdy Batory oddał mu buławę koronną to i w dziedzinie przynależnej Marsowi dał sobie radę, mimo, że wcześniej jakoś do wojaczki go nie ciągnęło. Dowodził pod Pskowem, podporządkował Polsce Mołdawię i Wołoszczyznę, dziarsko zabrał się za odzyskiwanie Inflant, gdy zajęli je Szwedzi, no i pod tą Byczyną tak nie lubianego przez siebie Habsburga pobił. Świadom był znaczenia nauki, z własnej kiesy wyciągnął gotowiznę i ufundował Akademię Zamoyską. A sam Zamość kazał porządnie ufortyfikować, co przydało się w okresie buntu kozaków pod wodzą Chmiela. I jeszcze jedno, został jednym z najbogatszych ludzie w Polsce.
A teraz o tym czego chcą twory spod znaku tęczy. Po wprowadzeniu nowego, ulepszonego podręcznika do wychowania seksualnego w Niemczech tu i ówdzie zaprotestowali rodzice. Zrobili wiec, ktoś tam przemawiał itd. Na to pojawiała się kontrmanifestacja zboczeńców. Owi osobnicy krzyczeli: wasze dzieci będą takie jak my. Nie ma co się łudzić, tu nie chodzi o parę sztucznych kwiatków na paru łukowatych patykach, ale o narzucenia woli zboczeńców normalnym ludziom.
Chciałbym, żeby w Polsce młodzi ludzie po odbyciu „procesu edukacyjnego” byli nie tylko równie dobrze przygotowani do udziału w życiu publicznym jak był w swoim czasie przygotowany Jan Zamoyski, ale przede wszystkim, aby dzięki wykształceniu potrafili radzić sobie z nowymi zadaniami, problemami, wyzwaniami, które mogą się w każdej chwili ich życia i istnienia państwa i narodu polskiego pojawić. Ale widać władze chcą, żeby było jak najwięcej zboczeńców.
Skoro edukacja w III RP jest na katastrofalnie niskim poziomie a rządzący nie tylko pozwalają na propagowanie zboczeń to jeszcze dają na ten cel pieniądze, to widać takie są intencje tych szubrawców. Po co nam taka władza?

Autor: Michał Pluta


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna z duchem narodowym Polaków
PostNapisane: 14 paź 2014, 14:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=83737

Wymordowano nam elity i nie pozwolono wyrosnąć nowym. Teraz próbuje się Polaków upodlić, by stali się tak obrzydliwym narodem, jakim są Niemcy i Żydzi. Wtedy będziemy "normalni".

Kopia artykułu:

Zychowszczyzna kontra historia
Opublikowano 11 października 2014, autor: emka

Jak przemądrzali publicyści próbują zrobić z Polaków kolaborantów, zdrajców i cyników.
Witryny sieciowych księgarń i kiosków pełne są dziś materiałów służących do budowy nowego porządku historycznego.
Gdy ponad dwa lata temu młody dziennikarz „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze” Piotr Zychowicz opublikował książkę „Pakt Ribbentrop–Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki”, wydawało się, że to jednorazowa prowokacja, która znajdzie uznanie wyłącznie wśród konsumentów tabloidów. Okazało się jednak, że zapotrzebowanie na cudowne projekty, które mają zrewidować polską historię i uchronić nas przed kolejnymi klęskami, jest zjawiskiem szerszym.
Witryny sieciowych księgarń i kiosków pełne są dziś materiałów służących do budowy nowego porządku historycznego. W dziejach III RP chyba tylko wyborcza idea Donalda Tuska: „Nie róbmy polityki, budujmy stadiony”, miała porównywalną promocję. Po debiutanckiej cegle Zychowicz zdążył już dostarczyć na rynek dwa następne pustaki: „Obłęd ’44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie” i „Opcja niemiecka, czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z Trzecią Rzeszą”. Solidny bloczek betonowy pt. „Jakie piękne samobójstwo. Dlaczego Polacy walczyli o swoje zniewolenie?” dorzucił Rafał Ziemkiewicz. O atrakcyjne opakowanie materiałów zadbał z kolei Sławomir Cenckiewicz – jedyny w tym gronie zawodowy historyk, bezkrytycznie wychwalający samowolę budowlaną w tygodniku „Do Rzeczy”.
Główne tezy rewizjonistów brzmią: w 1939 roku Polska powinna była zawrzeć sojusz z III Rzeszą, decyzja o wywołaniu powstania warszawskiego była zbrodniczą głupotą, w świecie międzynarodowej polityki musimy kierować się cynizmem, a nie takimi abstrakcyjnymi wartościami jak prawda czy honor. Na hipotetyczny zarzut, że porozumienie z Hitlerem byłoby „sojuszem z diabłem”, Ziemkiewicz odpowiada: „Tak, oczywiście. I co z tego? Poza jedną jedyną Polską jakoś nikt wtedy zawieraniem sojuszu z diabłem się nie brzydził”. Wyjątkowość niezłomnej postawy Polaków podczas wojny ma być więc argumentem przeciwko nim. Cnota zostaje uznana za grzech, wierność wartościom europejskiej cywilizacji – za zawstydzający anachronizm. Zychowicz i jego koledzy starają się nas przekonać, byśmy raz na zawsze zapomnieli o ideałach. W zamian obiecują niekończące się pasmo zwycięstw. Trafnie podsumował te rojenia Piotr Gursztyn, pisząc w „Do Rzeczy”, że zdaniem rewizjonistów, „wszystko da się przewidzieć, sąsiedzi i partnerzy są od nas głupsi i dadzą się ograć jak w każdym dowcipie o Polaku, Rusku i Niemcu”.
Najbardziej klarowna reakcja na rewizjonistyczne brednie nastąpiła jednak na długo przed pojawieniem się zychowszczyzny. W październiku 1941 roku Ignacy Matuszewski pytał retorycznie na łamach londyńskich „Wiadomości”: „Dlaczego taka prosta i taka logiczna rzecz, jak, nieunikniony rzekomo, wybór »albo Rosja, albo Niemcy« – nie nastąpił, choć miał mniej więcej tysiąc lat czasu, by się stać? Czemu, do diabła, Polska w ciągu tysiąca lat ani przez godzinę nie poddała się dobrowolnie kierownictwu niemieckiemu czy rosyjskiemu? Czemu nigdy nie weszła »in close association« z tym lub tamtym z tych sąsiadów? (…) Przypisanie tego tylko przekornemu charakterowi Polaków – jest doprawdy zbyt płytkie”.
W artykule „Wola Polski” Matuszewski dowodził, że Polska nie mogła sprzymierzyć się z sąsiednimi mocarstwami, bo od początku swego istnienia należy do innej wspólnoty. Cywilizacyjna i duchowa przepaść wobec Rosji jest oczywista. Ale i Niemcy „na wschodzie zawsze były tym, czym są dzisiaj Niemcy hitlerowskie dla świata”. „Nie tylko z sadyzmu niszczy się bez potrzeby Zamek królewski w Warszawie, nie tylko z barbarzyństwa czyni się z królewskiej sypialni św. Jadwigi na Wawelu miejsce odchodowe dla żołdactwa. (…) Naród niemiecki nie chce być członkiem wspólnoty zachodnioeuropejskiej – gdyż musiałby w niej zasiadać »inter pares«. Dlatego musi tę wspólnotę zamordować”. Materialistyczne potęgi, jak Anglia czy Francja, które zdradziły kulturę Zachodu, gwałcąc wierność słowu, świętość sojuszniczego kontraktu, wyszły z wojny uświnione, ale zwycięskie. Polska za dochowanie wierności płaci najwyższą cenę do dzisiaj. To prawda. Czy jednak mamy pewność, że gdybyśmy w porę zaprzedali duszę diabłu, dopuszczono by nas do wspólnego koryta? Obawiam się, że w naszej sytuacji geopolitycznej cynizm nie jest gwarancją sukcesu. Choćby w głębi kontynentu sól zwietrzała, my wciąż musimy być ośrodkiem chrześcijańskiej cywilizacji, żeby istnieć. A swoją drogą: jak nisko trzeba upaść, żeby tęsknić do wegetacji w oborze?
Pisał kiedyś Gilbert Keith Chesterton: „Doszedłem do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzyło mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tych osobnikach, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski”.
Wielkoduszność i męstwo. Taka jest nasza misja, której – we własnym interesie – musimy pozostać wierni. Dzięki Bogu, mężowie stanu II RP z Józefem Beckiem na czele oparli się pokusie podpisania sojuszu z Hitlerem. Gdyby to zrobili, dziś nie byłoby już polskiej duszy. Ani – tym bardziej – polskiego państwa.
Felieton z tygodnika „Gość Niedzielny” nr 41/2014

za: wojciechwencel.blogspot.com
http://wojciechwencel.blogspot.com/2014 ... toria.html

Prof. Jan Żaryn vs. Piotr Zychowicz o Powstaniu Warszawskim. Gośćmi spotkania byli prof. Jan Żaryn (redaktor naczelny miesięcznika „wSieci Historii”) i red. Piotr Zychowicz (redaktor naczelny miesięcznika „Historia Do Rzeczy)”, a poprowadził je red. Stanisław Michalkiewicz.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /