Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 19 sie 2010, 17:03 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Dymiący nagan - a słowo stało się ciałem?

6 maja 2010 r. w swoim artykule "Dymiący nagan", odnoszącym się do sposobu prowadzenia przez Federację Rosyjską śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, napisałem:

wtemaciemaci.salon24.pl/178536,dymiacy-nagan

Kodycyl archeologiczny: Ewentualne zaoranie, przekopanie, zabetonowanie, (niepotrzebne skreślić) miejsca katastrofy nie pomoże jako antidotum na ewentualną komisję śledczą za 50 lat. Ślady podejrzanych substancji, jeśli się tam znajdują, bedą wykrywalne spektrometrycznie w praktyce do końca świata. To samo dotyczy ewentualnych ekshumacji ofiar przez pokolenie naszych wnuków.

Może natomiast pomóc w udaremnieniu przyszłego śledztwa zdjęcie z obszaru katastrofy całej wierzchniej warstwy gruntu, przynajmniej 1 m w głąb, i jej wywiezienie w jakieś nieujawnione miejsce. Nie zdziwi mnie zatem, jeśli miasto Smoleńsk nagle zacznie budować na tym terenie np. największy na świecie podziemny parking, centrum handlowe na trzy piętra w głąb, albo super-basen kąpielowy o powierzchni kilku hektarów.

Obecnie widzę w sieci kilka sugestii, że Rosjanie podobno postanowili gruntownie przebudować Smoleńsk-Siewiernyj, do 10 kwietnia br. zaniedbane, czwartorzędne lotnisko wojskowe. Na co konkretnie mają zamiar to lotnisko przebudować, nie wiem.
Ponieważ doprawdy ciekaw jestem, czy mam w istocie dar Wernyhory, to czy ktoś zna źródło tych sugestii, lub mógłby je potwierdzić wiarygodnym linkiem, najlepiej rosyjskim?
Z góry dziękuję.

http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ ... sie-cialem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 20 sie 2010, 20:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Pozorowanie śledztwa w Rosji i w Polsce

1. Minęło już ponad 4 miesiące od momentu rozpoczęcia prokuratorskiego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, a do opinii publicznej przedostaje się coraz więcej informacji potwierdzających, że jego prowadzenie zarówno w Rosji jak i w Polsce jest coraz bardziej pozorowane. Co prawda śledztwo prowadzone przez polską prokuraturę w zasadniczej części odbywa się na podstawie materiałów przygotowanych przez prokuraturę rosyjską, a tych co kot napłakał.
Z 5 już wniosków o pomoc prawną skierowanych przez polską prokuraturę do prokuratury rosyjskiej została zrealizowana po tylu tygodniach zaledwie połowa pierwszego. Właśnie dzisiaj szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej przywozi z Moskwy 11 tomów akt, choć znowu nie ma w nich od wielu tygodni oczekiwanych protokołów sekcji zwłok ofiar smoleńskiej katastrofy. Już wczoraj urządzono w Moskwie wręcz uroczyste przekazanie tych dokumentów ale im głośniejsze takie uroczystości tym bardziej jest jasne, że ich zawartość przełomu do śledztwa nie wniesie.

2. Na początku ustalanie przyczyn katastrofy przez rosyjski Komitet Lotniczy (MAK) postępowało dosyć szybko, do momentu kiedy to odpowiedzialnością za doprowadzenie do katastrofy byli obarczani polscy piloci w czym niestety w sposób wprost haniebny uczestniczył polski akredytowany przy MAK, Edmund Klich.
Od momentu jednak kiedy na jaw zaczęły wychodzić poważne zaniedbania po stronie rosyjskiej, tempo prac komitetu wyraźnie osłabło i nawet akredytowany Klich zaczyna publicznie twierdzić, że Rosjanie utrudniają mu dostęp do materiałów z prowadzonego postępowania.
3. Coraz częściej także w Polsce podnoszą się głosy i to wśród najbardziej zainteresowanych ustaleniem przyczyn katastrofy, a więc rodzin ofiar, że prokuratorskie śledztwo to jedna wielka mistyfikacja.
Tak właśnie ostatnio wypowiedziała w jednym z wywiadów Zuzanna Kurtyka wdowa po Prezesie IPN Januszu Kurtyce. Powiedziała ona między innymi „ktoś z prokuratury powszechnej, wytłumaczył mi, ze prokuratorzy pracują według zasady, a zwłaszcza prokuratura wojskowa tak pracuje, iż prokuratorzy wyczuwają, czy jest odgórna intencja prowadzenia porządnego śledztwa, czy jej nie ma. Jeżeli tej intencji nie ma, to śledztwo się wlecze i nic nie robi się w tej kwestii. To właściwie z postępowaniem śledczym w sposób porządny, merytoryczny i z intencją, aby cokolwiek wyjaśnić, nie ma nic wspólnego”.

4. Niestety to co się dzieje w ostatnim okresie w śledztwie zdecydowanie to potwierdza. Po raz trzeci przedstawiciele naszego kraju uczestniczą już w przegrywaniu taśm z czarnych skrzynek. Choć z pierwszej wersji nagrań, sporządzono stenogramy i następnie je upubliczniono ( i wydawano na ich postawie wiele niesprawiedliwych sądów szczególnie dla załogi), do Moskwy jeździł już Minister Jerzy Miller, bo na przekazanych Polsce taśmach ponoć brakowało 16 sekund nagrania.
Teraz w Moskwie szef prokuratury wojskowej i dokonał kolejnego przegrania jak to ujęto w oficjalnym komunikacie fragmentów taśm z czarnych skrzynek. Czy można to wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób, że przy dzisiejszym stanie techniki, dokonuje się przegrań tak ważnego materiału dowodowego już trzeci raz.
5. Ministrowie rządu Tuska i sam Premier podkreślają, że nie mają żadnego wpływu na śledztwo bo prowadzi je niezależna prokuratura. Nie można więc obwiniać rządu za brak postępu w śledztwie To prawda, że ustawowo oddzielono Prokuratora Generalnego od Ministra Sprawiedliwości i wydzielono z resortu prokuraturę tyle tylko, ze pozostały inne zależności.
Tak się dziwnie składa, że właśnie w dniu 15 sierpnia awans na generała brygady otrzymał z rąk Bronisława Komorowskiego szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej prokurator Krzysztof Parulski, który wcześniej przez kilka lat mimo kilku prób tego awansu nie otrzymał. Ten awans przychodzi w momencie kiedy prokuratura wojskowa nie ma specjalnych sukcesów. Ślimaczy się i to od kilku lat prowadzone przez nią postępowanie w sprawie Naghar Kahl (ostrzelanej przez polskich komandosów cywilnej osady w Afganistanie). Także w sprawie śledztwa smoleńskiego trudno mówić o jakiś znaczących sukcesach. Za co w takim razie ten awans.
Pozorowanie śledztwa w Moskwie trwa w zasadzie od jego początku, a w Polsce też jest coraz wyraźniejsze. Dobrze, że Zespół posła Macierewicza nie pozwala rządzącym o tym śledztwie zapomnieć i co kilka dni opinia publiczna otrzymuje kolejne informacje, które najchętniej zostały by przed nią ukryte.

Zbigniew Kuźmiuk

http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 8&Itemid=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 20 sie 2010, 21:24 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 05 sie 2010, 17:08
Posty: 604
Oni udają, że prowadzą dochodzenie w sprawie wyjasnienia "katastrofy" smoleńskiej a my udajemy , że wierzymy im na słowo...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 20 sie 2010, 21:35 
Offline
Dziennikarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 cze 2010, 20:05
Posty: 432
Alka napisał(a):
Oni udają, że prowadzą dochodzenie w sprawie wyjasnienia "katastrofy" smoleńskiej a my udajemy , że wierzymy im na słowo...


Im dłużej żyjemy w tej iluzji, tym bardziej ona staje się wiarygodna. Taki polski Matrix ...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 24 sie 2010, 19:57 
Offline
Dziennikarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 cze 2010, 20:05
Posty: 432
Jest kontynuacja materiałow z Kuriera Chicago:

http://www.kuriercodziennychicago.com/J ... 20bylo.pdf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 04 paź 2010, 15:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
MSZ czekało na TU-154M w Mińsku?

Cóż za rewelacyjna wiadomość podana po pół roku od katastrofy.

„...Na 40 minut przed katastrofą w Smoleńsku Ministerstwo Spraw Zagranicznych było pewne, że samolot prezydenta odleci na lotnisko zapasowe - ustaliła "Rzeczpospolita"..."

„...Polska placówka dyplomatyczna na Białorusi, na pół godziny przed katastrofą, otrzymała wiadomość o możliwym lądowaniu prezydenckiego samolotu w Mińsku. Ambasada miała przygotować przyjęcie delegacji i zorganizować jej transport do Smoleńska...”

Można się tylko domyślać że lotnisko w Mińsku ( oraz w Witebsku ) było „doskonale przygotowane” na przylot rządowego Tupolewa, a wraz z MZS na obu lotniskach oczekiwali funkcjonariusze BOR, którzy „przeprowadzili podobne rozpoznanie” terenu po którym może poruszać się polska delegacja, a w kancelariach odpowiednich służb z pewnością znajdą się odpowiednie dokumenty, potwierdzające podjęcie takich działań.

Nie wiemy jedynie, dlaczego takie rewelacje pojawiają się dopiero po pół roku od katastrofy TU-154M...

Dotychczas pojawiały się różne, sprzeczne informacje dotyczące BOR, w których mowa o dwóch funkcjonariuszach BOR, trzech funkcjonariuszach BOR, o funkcjonariuszach którzy byli w Smoleńsku od 7 Kwietnia, o bohaterskiej obronie zwłok prezydenta Kaczyńskiego przez funkcjonariuszy BOR, których - jak się potem okazało - wcale tam nie było, a także o funkcjonariuszach, którzy przyjechali do Smoleńska pociągiem.

Ilu funkcjonariuszy BOR było obecnych na lotniskach zapasowych w Witebsku i Mińsku?

Jeśli przyjąć hipotezę że załoga Tupolewa mogła wybrać któreś z zapasowych lotnisk to powstaje kolejne pytanie:

W jaki sposób i na którą godzinę przetransportowano by polska delegację na teren uroczystości obchodów 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej?

Zorganizowanie transportu stuosobowej delegacji polskiej w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut jest zadaniem trudnym, a w tym przypadku czas ma znaczenie, przecież uroczystości obchodów 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej nie można było przesunąć na inną godzinę.

Można zaryzykować stwierdzenie że komuś zależało na tym aby polska delegacja nie dotarła do Smoleńska wcale, lub dotarła z dużym opóźnieniem. W przypadku spóźnienia kompromitacja polskiej delegacji w tym Prezydenta RP byłaby z pewnością „na rękę” sporej grupie osób w Polsce, od trzech lat prowadzących zorganizowaną kampanię dyskredytowania i lżenia prezydenta RP.

Niestety cel został osiągnięty i polska delegacja do Katynia nie dotarła.

Komu najbardziej zależało na tym aby polska delegacja nie dotarła do Katynia?

źródło: fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/msz-czekalo-na-tu-154-w-minsku,1539726

http://pluszaczek.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 04 paź 2010, 18:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Ekipie Tuska „nalewa się do uszu”

1. To Rosjanie chcieli rozdzielenia uroczystości w Katyniu na dwie części donosi sensacyjnie tygodnik „ Wprost” od jakiegoś czasu pod kierownictwem „wzorca obiektywizmu” redaktora Tomasza Lisa. Tygodnik dotarł do znajdującej się w aktach śledztwa notatki sporządzonej przez Andrzeja Greczyło z ambasady polskiej w Moskwie ze spotkania sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika z przedstawicielami strony rosyjskiej w sprawie organizacji uroczystości w Katyniu.

Spotkania odbyły się w dniu 18 i 19 lutego. Przewoźnik przedstawił 2 warianty- wspólnych uroczystości i osobnych wizyt Prezydenta i Premiera. Rosjanie zdecydowanie obstawali przy drugim scenariuszu. „Wprost” przedstawiając ten „sensacyjny dokument”wyraźnie bierze udział w odbywającej się od kilku miesięcy w Polsce grze w zacieraniu śladów i myleniu tropów w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Uczestniczy w tym także rzecznik rządu minister Paweł Graś, który w radiu Zet mówi ,że rząd przystał na tą propozycję „bo nie chciał przenosić polskiego piekiełka za granicę” i że Kancelaria Prezydenta takie rozwiązanie zaakceptowała . Panie Redaktorze Lis w polskiej prokuraturze prowadzącej śledztwo w spawie katastrofy pod Smoleńskiem jest trochę więcej dokumentów dotyczących organizacji uroczystości katyńskich z których niezbicie wynika, że było w tej sprawie znacznie gorzej niż donosi Pana gazeta.

To Premier Donald Tusk ściśle współpracując z Putinem najpierw chciał w ogóle wypchnąć Prezydenta Kaczyńskiego z obchodów 70 rocznicy mordu w Katyniu, ale w momencie jak jego PR-owcy zorientowali się (bo w każdej z ważniejszych decyzji podejmowanych przez Tuska najpierw robi się badania opinii publicznej, a dopiero później na ich podstawie decyduje), że to wypychanie spotyka się z coraz gorszym odbiorem Polaków, zdecydował o podwójnych uroczystościach.

2. W sprawie chronologii zdarzeń przypomnę kilka faktów. W dniu 27 stycznia Kancelaria Prezydenta RP wysyła 3 pisma do Ministra Spraw zagranicznych, Sekretarza Rady Pamięci Walk i Męczeństwa i Ambasadora Rosji w Polsce w których informuje,że organizuje uroczyste obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej na cmentarzu w Katyniu.

W dniu 3 lutego, a więc tydzień później w rozmowie telefonicznej Premier Tusk otrzymuje zaproszenie od Premiera Putina do wspólnych obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej i zaproszenie to niestety przyjmuje. O tej pory w mediach sprzyjających rządowi pojawiają się wypowiedzi członków rządu i licznych ekspertów o przełomie w stosunkach polsko-rosyjskich i wpychaniu się Prezydenta Kaczyńskiego na uroczystości w Katyniu, co może tylko zepsuć pięknie układającą się współpracę polsko-rosyjską.

Pojawiają się także wprawdzie nieliczne ale jasno brzmiące ostrzeżenia przed grą dyplomatyczną jaką prowadzi Kreml wobec Polski jak artykuł prof. Antoniego Dudka w „Dzienniku” pod znamiennym tytułem „Putin wplątuje Tuska w misterną grę”.

3. O tym ,że Kreml grał tu z polskim rządem przeciw Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu świadczy wypowiedź ówczesnego ambasadora Rosji w Polsce Wiktora Grinina, który w dnu 20 lutego udzielając wywiadu TVP 1 mówił ,że nic nie wie planowanych obchodach w Katyniu organizowanych przez Kancelarię Prezydenta RP. Nazajutrz po ostrej reakcji Kancelarii Prezydenta Grinin sprostował, że o obchodach z udziałem Prezydenta RP ambasada Rosji została poinformowana tyle tylko ,że nie zna szczegółów tych obchodów.

Ponieważ w odbiorze społecznym gra Tuska z Putinem przeciw Prezydentowi Kaczyńskiemu w sprawie obchodów 70 rocznicy mordu w Katyniu zaczęła przynosić mówiąc językiem klasyka „plusy ujemne”, zdecydowano się w marcu ustami szefa MSZ Radosława Sikorskiego zakomunikować opinii publicznej, „że skoro Prezydent Lech Kaczyński chce pojechać na uroczystości do Katynia to tą wizytę jego rząd zorganizuje”.

4. Notatka ze spotkań w polskiej ambasadzie w Moskwie w dniach 18 i 19 lutego jest konsekwencją ustaleń pomiędzy Tuskiem i Putinem podczas rozmowy telefonicznej z dnia 3 lutego. Takie rozmowy są oczywiście wcześniej przygotowywane kanałami dyplomatycznymi i odbywają z udziałem tłumaczy i są protokołowane. Poznanie treści protokołu z tej rozmowy będzie kluczowe do poznania prawdy o szczegółach gry Tuska i Putina z Prezydentem Kaczyńskim.

No ale „Wprost” do tego protokołu oczywiście dotrzeć nie może. Artykuł we „Wprost' świadczy jednak o jednym, ze papiery z tych poufnych rozmów pomiędzy Tuskiem i Putinem jednak już w prokuraturze są, są także dokumenty pokazujące różne podejście strony polskiej do organizacji wizyt Premiera w dniu 7 kwietnia i prezydenta w dniu 10 kwietnia w Katyniu. Ekipie Donalda Tuska coraz bardziej w związku z tym zaczyna „nalewać się do uszu”. W sukurs idą przyjaciele z zaprzyjaźnionych mediów z sugestiami, że wszystkiemu winni są Rosjanie bo to oni tego albo tamtego chcieli.

Szanowi Państwo dziennikarze tygodnika „Wprost”, w prokuraturze są dokumenty, które mówią ,że paru ministrów polskiego rządu ma w tej sprawie sporo na sumieniu. Z wrodzonej rzetelności dziennikarskiej proszę się tym zainteresować. Panie Ministrze Graś powoli kończy się zacieranie śladów i mylenie tropów w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej.

Pana koledzy z rządu coraz bardziej zaczynają się bać co niezbicie wynika z ich coraz bardziej agresywnych wypowiedzi w mediach pod adresem Jarosława Kaczyńskiego i wszystkich tych, którzy dochodzą prawdy. Wody do uszu waszej ekipy nalało się już tyle,że dalej swobodnie pływać w tej sprawie się już nie da.

http://zbigniewkuzmiuk.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 04 paź 2010, 21:07 
Offline
Redaktor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2009, 19:11
Posty: 808
Strazak powiedzial: "słychać było poloneza Ogińskiego, pełnego wigoru krakowiaka..."..hm znawca krakowiakow wsrod rosyjskich strazakow...ciekawe...

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 04 lis 2010, 10:10 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Niszczenie dowodów ciąg dalszy

Przekazane Polakom aparaty fotograficzne i kamery wideo należące do ofiar katastrofy pod Smoleńskiem noszą ślady ingerencji – wynika z ekspertyzy przeprowadzonej na zlecenie ABW. Portal Niezależna.pl dotarł do osoby, która widziała ten dokument w aktach śledztwa smoleńskiego.

Opinia przeprowadzona na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pochodzi z 13 lipca 2010 r. Badaniu poddano aparaty fotograficzne i kamery wideo zabezpieczone na miejscu katastrofy Tu-154.

Wyniki są szokujące: na przekazanych do badań nośnikach ujawniono pochodzące z czasu po katastrofie ślady ingerencji, w tym celowego niszczenia danych. Np. w części aparatów ofiar gmerano między 17 a 19 kwietnia 2010 r. Kto to robił? Najprawdopodobniej Rosjanie, bo w tym czasie nikt inny nie miał dostępu do znalezionego sprzętu.

Jak stwierdził biegły, któremu ABW zleciła analizę urządzeń, „ingerencja ta mogła nieodwracalnie zatrzeć ewentualne ślady wcześniejszych modyfikacji”. Według naszych informacji, specjalista ten napisał w ekspertyzie także, iż na jednej z kart pamięci
są „widoczne ślady kasowania zdjęć, które prawdopodobnie były zrobione na pokładzie samolotu TU-154”.

W kilku innych aparatach zawarte na nich pliki (zdjęcia) przeglądano i modyfikowano m.in. 11 i 16 kwietnia. Jedno z urządzeń – aparat fotograficzny marki Sony – ma zmieniony plik desktop.ini (12 kwietnia o godz. 16:30), a utworzony sekundę wcześniej plik wykonywalny zdravoo.exe to... wirus komputerowy....

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3663613


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 15 lis 2010, 21:12 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Medialne “zlecenie” na generała Błasika

Jestem miłośnikiem historii i przygotowuje się do upamiętnienia grobów polskich lotników w Anglii w hrabstwie Essex. Będe to robił razem z anglikiem, który ma ogromny szacunek dla polskich pilotów. W tym samym czasie media w Polsce odświeżyły atak na jednego z najbardziej cenionych na zachodzie oficerów polskiego lotnictwa.

Medialne “polowanie” na generała Błasika
http://wiadomosci.onet.pl/raporty/katas ... omosc.html
Dzisiejsze portale internetowe sugerują obecność gen.Błasika w kabinie pilotów i wywieranie nacisków na załogę oraz pilotowanie Tu-154m.
Te portale nie przedstawiają wielu faktów. W tym wpisie chciałbym przedstawić to co jest nagminnie pomijane.
GENERAŁ BŁASIK NIGDY NIE ZAJMOWAŁ MIEJSCE PILOTA W CZASIE LOTU SAMOLOTU.
MEDIALNA "OBECNOŚĆ" GEN.BŁASIKA W KABINIE PILOTÓW.
Na początku maja 2010 roku rosyjska prasa a zaraz za nią polska prasa zaczęły się rozpisywać na temat rzekomych osób spoza załogi, które jakoby miały być obecne w kabinie pilotów.
E.Klich, który słuchał oryginałów taśm powiedział 15 maja 2010.

„…Klich powiedział też, że słuchając nagrań z kabiny pilotów, nie słyszał głosu nikogo spoza załogi. Według doniesień mediów urządzenia zarejestrowały słowa jeszcze jednej osoby, prawdopodobnie dyrektora protokołu dyplomatycznego w MSZ Mariusza Kazany.

- Słuchałem całych rozmów w kabinie i słyszałem bardzo dokładnie rozmowy załogi między sobą, załogi z kontrolerami na ziemi. Natomiast jeśli były jakieś inne rozmowy, to takie rozmowy są w tle. W związku z tym, słuchając bez wyciszenia szumów, ja nie słyszałem innych głosów i tego nie mogę potwierdzić, bo mogę powiedzieć to, co słyszałem – zaznaczył Klich…”

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... anych.html
W maju E.Klich oświadczył, że on uważnie słuchał nagrań rozmów z kabiny pilotów i żadnych innych głosów nie słyszał.
Zmienił zdanie gdy dano mu kartkę papieru z zapisanymi głosami.

„....Rzeczywiście w tle jest piąty głos, ale ja go nie słyszałem, jak przesłuchiwałem oryginalne taśmy - przyznaje Edmund Klich...”

http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczyns ... nId,276588
Generał Błasik
E.Klich nie słyszał jego głosu na oryginałach taśm. Znalazł się on w zapisie stenogramów przekazanych przez komisję MAK.
Nawet według stenogramów głos ten pojawił się tylko raz i w sytuacji, która wskazywała na użycie Intercomu gdzie nawigator zgłasza się mówiąc :” kabina”

08:39:02,2-08:39:08 Nawigator Kabina. Sterowanie przednim podwoziem mamy włączone.Mechanizacja skrzydeł
08:39:07,5-08:39:10,7 Anonim Mechanizacja skrzydła przeznaczona jest do(niezrozuamiale)[głos w tle czytania karty-Gen. Błasik]
Jest to JEDYNE ZAPISANE zdanie, które podobno wypowiedział generał Blasik. Wiele osób czytając ten tekst, który według E.Klicha nie był słyszalny na oryginałach taśm zapisu czarnych skrzynek ma nieodparte wrażenie, że pochodzi z lotów szkoleniowych przy porozumiewaniu się przez Itercom.
Na tym zdaniu które:
E.Klich odsłuchując oryginałów rozmów z czarnej skrzynki NIE SŁYSZAŁ NIKOGO SPOZA ZALOGI.

- W OPUBLIKOWANYCH stenogramach nie tasmach jedyny fragment to 2 minuty przed katastrofą wyglada jak z lotów szkoleniowych gdzie generał tłumaczy jak wygląda mechanizacja skrzydeł. Ponadto przed zwrotem załogi do generała jest zwrot Kabina:... co oznacza, że załoga porozumiewala sie przez Intercom.niektórzy budują mit o obecności gen.Błasika w kabinie z czułymi mikrofonami.
To co generał robił przez 2 minuty w kabinie? milczał?
Nikt się nie przywitał z starszym stopniem oficerem wchodzącym do kabiny?
Nikt z załogi się do niego nie zwracał "generale"?

Generał Błasik umacnial integrację Polska-NATO
Możliwe przyczyny "polowania" są takie, że generał Błasik był jednym z najbardziej cenionych na zachodzie polskim oficerem. W znakomity sposób współpracował z NATO czyli naturalnym przeciwnikiem Rosji.


Ramstein: NATO odsłania tablicę ku czci gen. Błasika
08.09.2010 (IAR) - Amerykanie uhonorowali byłego dowódcę polskich Sił Powietrznych, generała Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia. Tablicę pamiątkową ku czci generała Błasiaka odsłonięto w bazie NATO w Ramstein w Niemczech.

Tablicę odsłonili dowódca sił powietrznych USA w Europie, generał Roger Brady oraz wdowa po generale Błasiku - Ewa Błasik. To właśnie Brady był inicjatorem uroczystości. Odsłaniając tablicę powiedział, że generał Błasik był wiernym przyjacielem i sojusznikiem, który pomagał wzmocnić siły powietrzne NATO. Na tablicy z brązu umieszcono cytat z utworu Jana Kochanowskiego: „A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym co służą ojczyźnie”.

Kilka miesięcy temu generał Brady - jeden z najważniejszych dowódców NATO - oddał hołd generałowi Andrzejowi Błasikowi, przemawiając podczas jego pogrzebu na warszawskich Powązkach.

Ramstein jest największą w Europie bazą NATO.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR), Maciej Wiśniewski, Berlin/łp
Ramstein: NATO odsłania tablicę ku czci gen.Błasika
http://www.dw-world.de/dw/article/0,,5986071,00.html
W bazie wojskowej NATO w Ramstein uczczono dzisiaj pamięć tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem gen. Andrzeja Błasika. O polskim Dowódcy Sił Powietrznych przypominać będzie dąb i tablica pamiątkowa.

Dowódca Sił Powietrznych USA w Europie generał Roger A. Brady dokonał dzisiaj uroczystego odsłonięcia tablicy upamiętniającej generała Andrzeja Błasika. Dowódca polskich Sił Powietrznych zginął tragicznie pod Smoleńskiem wraz z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim w katastrofie samolotu TU-154 z 96 pasażerami na pokładzie.

W uroczystości w Ramstein, największej bazie NATO w Europie, udział wzięła wdowa po generale, Ewa Błasik z córką Joanną i synem Michałem. W ceremonii uczestniczyli także dowódca Połączonego Centrum Operacji Powietrznych w Niemczech (CAOC 2) gen. Friedrich W. Ploeger, dowódca 3. Armii Lotniczej USA w Europie, gen. Frank Gorenc z żoną Sharon. Polskie lotnictwo reprezentował gen bryg. pil. Tomasz Drewniak. Obecnych było także wielu innych przedstawicieli polskich Sił Zbrojnych pracujących w kwaterze NATO w Ramstein.


Generał Roger Brady poświęcił zmarłemu dowódcy zasadzony na terenie kwatery dąb – „w Polsce symbol siły” - zaznaczył. Na tablicy z brązu upamiętniającej tragicznie zmarłego dowódcę polskich Sił Powietrznych umieszczono cytat z wiersza Jana Kochanowskiego


„A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym co służą ojczyźnie”.

Generał Roger A. Brady powiedział, że tablica w kwaterze NATO będzie stale przypominać o wybitnej osobowości generała Błasika i jego dokonaniach dla sojuszu NATO.

„Pragnę gen. Błasikowi szczerze podziękować za jego zdecydowanie i przyjaźń. Jako prawdziwy sojusznik zawsze wspierał nasze wspólne wysiłki mające na celu wzmocnienie sił powietrznych Sojuszu Atlantyckiego” – powiedział gen. Brady.
Dziś w „naszym dzienniku” pojawił sie taki oto tekst,

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po71.txt

(...) Bardzo współczuję pani generałowej Ewie Błasik, że jej mąż od tylu miesięcy jest bezpardonowo i bezpodstawnie atakowany. W mojej ocenie, jest to również celowe działanie rządu, który utajniając prawdę zapisaną w nagraniach z czarnych skrzynek, dopuszcza do obiegu medialnego tzw. przecieki kontrolowane, które bez oparcia na jakichkolwiek dowodach mają winę za katastrofę rządowego samolotu zrzucić na pilotów albo na domniemywane naciski ze strony generała Błasika.

To jest skandaliczne. Rząd polski zamiast informować nas na bieżąco o przebiegu całego postępowania, co zgodnie z konwencją chicagowską nam się należy, przyzwala na takie medialne, szkalujące pamięć ofiar insynuacje. Trwa w najlepsze dezinformacja i w tym miejscu rodzi się pytanie: kto jest zainteresowany, aby w ogóle miała ona rację bytu? Według mnie, to właśnie rząd polski ma w tym jakiś swój cel.

CZYTAJĄC AKTA SPRAWY, NIE ZAUWAŻYŁAM W ANI JEDNYM MIEJSCU, ABY PRZEWINĄŁ SIĘ W TYCH DOKUMENTACH JAKIŚ WĄTEK NACISKU NA PILOTÓW.Te wszystkie medialne spekulacje są bardzo bolesne dla rodzin.(...)
Uzupełnienie:
http://janosik.salon24.pl/240033,zlecen ... iem-glosow
http://ndb2010.salon24.pl/238911,smolen ... ek-papieru

http://ndb2010.salon24.pl/244954,medial ... nt_3499744


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 18 lis 2010, 10:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Rosjanie zabezpieczyli dokumenty... pleśnią

Instrukcje, dokumentacja techniczna oraz inne papiery, jakie znajdowały się na pokładzie Tu-154 M, a które zostały nam z powrotem przekazane przez Rosję, uległy znacznemu uszkodzeniu. Tamtejsze służby nie zadbały o właściwe ich zabezpieczenie - wilgoć, błoto, paliwo lotnicze, a w efekcie powstała pleśń zrobiły swoje - wynika z informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik". Dokumenty znalezione w szczątkach polskiego tupolewa są obecnie w dyspozycji polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy Tu-154M, której szefuje Jerzy Miller. Trafią one do prokuratury wojskowej dopiero po zakończeniu prac komisji i wydaniu przez nią raportu. Prokuratura oficjalnie nie była w stanie powiedzieć, w jakim stanie dokumenty te się znajdują ani czego konkretnie dotyczą. Informacji na ten temat nie udziela też Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, któremu podlega polska komisja - pracuje ona w trybie tajnym. - Nie udzielamy żadnych informacji - zbywa Małgorzata Woźniak, rzecznik resortu.

"Nasz Dziennik" ustalił jednak, że materiały przekazane przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy stronie polskiej za pośrednictwem akredytowanego Edmunda Klicha w dziewięciu kartonowych pudłach, głównie dokumentacja techniczna oraz instrukcje, jakie znajdowały się na pokładzie Tu-154M, nie były należycie zabezpieczone i uległy znacznemu zniszczeniu wskutek oddziaływania paliwa lotniczego, wilgoci i pleśni. Mało tego. Dokumenty nie były w ogóle oczyszczone ani osuszone. - Z tego wynika, że materiał ten był źle przechowywany i źle zabezpieczony - ocenia Bogdan Święczkowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dokumenty takie jak paszporty techniczne, tzw. zajawki, dokumentacja lotnicza, certyfikaty niektórych urządzeń, karta wyważenia, lista kontrolna załogi oraz instrukcja użytkowania w locie znajdują się w stosunkowo dobrym stanie (prawdopodobnie zostały oczyszczone i osuszone). Jak podkreśla Święczkowski, każdy przedmiot znaleziony na miejscu katastrofy powinien zostać we właściwy sposób zabezpieczony, czyli umieszczony w worku papierowym, foliowym lub szklanym naczyniu.Ignacy Goliński, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL), zauważa, że wszystkie dokumenty, jakie znajdowały się na pokładzie samolotu, który uległ katastrofie, powinna zabezpieczyć i zabrać komisja. Materiału nie należy oczyszczać z jakichkolwiek zabrudzeń - powinien on zostać natychmiast skierowany do badań fizykochemicznych w celu odszukania na przykład mikrocząsteczek środków biologicznych, chemicznych lub materiałów wybuchowych. Często bywa tak, że - jak zauważa Święczkowski - w toku tych badań przedmioty te ulegają dodatkowemu uszkodzeniu lub całkowitemu zniszczeniu. Ma to miejsce na przykład podczas badania z zastosowaniem odczynników chemicznych czy biologicznych. Dlatego, dodaje Goliński, zadaniem komisji jest, by wcześniej zrobić kopie badanych dokumentów. Badaniom poddaje się zawsze cały materiał dowodowy. Potem powinien on być przechowywany w warunkach zapobiegających dalszej destrukcji, tak by nie wilgotniał, nie gnił. Jeżeli po zbadaniu materiał dowodowy okaże się istotny dla śledczych, pozostaje on w ich dyspozycji do końca postępowania sądowego. W innym przypadku podlega zwróceniu rodzinie. Jeżeli nie wiadomo, komu go zwrócić, oddaje się go do depozytu sądowego.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po12.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 07 mar 2011, 12:07 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Ruskie sekundy

Dowód nie wprost (dowód apagogiczny, dowód sokratejski, łac. reductio ad absurdum - sprowadzenie do sprzeczności), to forma dowodu logicznego, w którym z założenia o nieprawdziwości tezy wyprowadza się sprzeczność ze zdaniem prawdziwym (założenie nieprawdziwości twierdzenia prowadzi do sprzeczności), co pozwala przyjąć że zaprzeczenie tezy jest fałszywe, a sama teza prawdziwa. Inaczej sposób dowodzenia twierdzeń przez wykazanie sprzeczności między zaprzeczeniem dowodzonej tezy i przyjętymi założeniami.
pl.wikipedia.org/wiki/Dowód_nie_wprost

Założenie:
10 kwietnia 2010 nie doszło do Zamachu, dlatego zapis CVR nie został sfałszowany.



10 kwietnia 2010 roku doszło do Zamachu.

C.N.U.


10:29:58,1 Anonim: On mówi...
10:29:58,3 II pilot: Wysokościomierze 9-9-3 / 7-4-5.

[Teraz, "bracia" czekiści, możecie już zdradzić, co tutaj wycięliście]

10:30:01,4 Nawigator: ILS niestety nie mamy. Kurs lądowania 2-5-9 ustawiony. ARK mamy przygotowane, 310/640, nastrojone. Piątka, szóstka, automat ciągu.
10:30:07,7 I pilot: 7-8.

Źródło:
http://www.youtube.com/watch

http://ostateczne.salon24.pl/284719,ruskie-sekundy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 10 mar 2011, 09:03 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Oko żaby 4

O ile pierwszym Polakiem na Księżycu był moonwalker S. Wiśniewski, o tyle pierwszym Polakiem na okołoksiężycowej orbicie był P. Kraśko, autor, było nie było, pierwszej polskiej książki pt. „Smoleńsk – 10 kwietnia 2010”. Jej recenzję już swego czasu zamieściłem (http://freeyourmind.salon24.pl/209287,s ... la-idiotow), więc do całości tym razem nie mam zamiaru wracać, chodzi mi wyłącznie o odtworzenie „piórem Kraśki”, tego, co się działo w pierwszych „czarnych godzinach” 10 Kwietnia (oczywiście z perspektywy Kraśki właśnie). Jest bowiem kilka intrygujących fragmentów zasługujących na uwagę, a poza tym uzyskujemy w ten sposób widok uzupełniający to, co opowiedział nam moonwalker (http://freeyourmind.salon24.pl/281797,oko-zaby-3).



Książka się zaczyna trochę w reporterskim stylu, choć, niestety, żadnych precyzyjnych godzin wydarzeń autor nie podaje. Nie wiem, czy przez niedbalstwo, czy z przezorności, a przecież tu liczyły się nie tylko godziny, ale i minuty. Być może w telewizji pracują ci szczęśliwcy, co czasu nie muszą liczyć lub też ludzie, co spoglądają na zegarek tylko przed snem:



„Wozy strażackie. Stare, wielkie, zakurzone i ubłocone wozy strażackie. To dla mnie początek wszystkiego, co stało się 10 kwietnia. Przy tej drodze nie było krawężnika ani chodnika, tylko pas ubitej ziemi. I to po nim jechali strażacy, żeby przebić się przez korek, a ich wozy wzbijały tumany kurzu. Nie miałem wtedy pojęcia, dokąd jadą. Pomyślałem, że był jakiś wielki karambol. Ta droga nie prowadziła na lotnisko, tylko do naszego hotelu. Wracaliśmy z centrum miasta. Gdy zobaczyłem sznur samochodów, przyśpieszyłem: „Jeśli są takie korki i coś się stało, lepiej wcześniej wyjechać do Katynia. A najlepiej od razu.””



Zwracam uwagę, że Kraśko jest na mieście tego feralnego przedpołudnia, lecz nic nie wie (znikąd) o tym, co i kiedy się stało (nie wspomina zrazu o żadnej straszliwej mgle). Nie dowiaduje się nawet w recepcji hotelu, gdzie od paru dni mieszkają polscy dziennikarze i inni pracownicy telewizji.



„(...) wszedłem do pokoju Alicji Daniluk-Jankowskiej, która tego dnia była wydawcą programu,właśnie do niej ktoś dzwonił: - Coś się stało z samolotem, awaria.



Z góry zobaczyliśmy więcej. Wozy strażackie skręcały pod stację benzynową i płot z tyłu lotniska.Do pasa startowego był stąd kilometr, do głównej bramy następne dwa. Dlaczego przyjechała tu straż? Zobaczyliśmy limuzyny, które miały przewieźć delegację spod samolotu do Katynia. Też skręciły pod płot, po czym zawróciły w stronę centrum miasta. Pobiegliśmy do wyjścia.W ostatniej chwili ktoś jeszcze krzyknął, że przyszła depesza o ofiarach, mogą być ranni.”



Jest to arcyciekawa sytuacja. Na pobliskim lotnisku doszło rzekomo do wielkiej katastrofy lotniczej „prezydenckiej maszyny”, ale osoby mieszkające w tymże hotelu muszą się o tym, co się stało, dowiadywać z depesz agencyjnych i jakichś telefonów. Można więc podejrzewać 1) albo, że niczego niepokojącego (rumor, huk, trzęsienie ziemi, eksplozja itd.) nikt nie słyszał ani nie widział (w przeciwieństwie do moonwalkera SW, który miał słynne widzenie orzącego skrzydła w rozwiewce mgielnej), albo, że 2) nikogo z ludzi z TVP poza SW nie było wtedy w hotelu, o czym pod koniec mojego posta.



„Przy płocie i przy wozach strażackich było już pełno ludzi: strażacy, milicjanci, ci, którzy pracowali albo mieszkali obok. Nie było jednak żadnej z naszych ekip, żadnej z naszych kamer.”



Przypominam, że to materiały operatora Kraśki poprzedziły w TVP (koło 10.20) emisję materiałów z lądowania pierwszego Polaka na Księżycu. Pamiętajmy jednak cały czas o tym, że ani Kraśko, ani jego operator nic nie widział, a wiedzę o tym, co się stało nabył z opowieści innych osób.



„Wszyscy byli już albo w Katyniu, albo przy filharmonii w Smoleńsku, gdzie miał być później prezydent. Zobaczyłem reporterów z innych stacji, alewszyscy wiedzieli tyle samo: - Samolot skrzydłem zawadził o drzewo.



Pewnie po lądowaniu zjechał z pasa i w nie uderzył. Każdy z nas leciał kiedyś tym samolotem i zdarzały się różne lądowania, lecz coś takiego?”



I teraz proszę o uwagę, bo historia (zapewne przypadkowo, ale wygląda ta koincydencja dość zabawnie) powtarza się tak jak z moonwalkerem:



„Z Warszawy dostałem sms-a już nie o rannych, ale zabitych. Jeszcze bez żadnych liczb.”



Gość jest na miejscu, na lotnisku, gdzie wszystko zaszło, a o tym, CO się stało, dowiaduje się z sms-a z Polski. Czy to jest normalne? Tak czy tak chłopaki ruszają do akcji:



„Niemożliwe, komuś puściły nerwy i podaje niesprawdzone informacje. Po paru minutach przyjechał pierwszy z samochodów Telewizji Polskiej. To Radek Sęp, doświadczony operator (…). Nic nie mówiąc do siebie, zaczynamy biec. (…) Obok jest też nasz producent Marek Czunkiewicz. Przed nami stoi zwarty kordon milicjantów, skutecznie powstrzymuje wszystkich, którzy chcą zobaczyć, co się stało. Gdybyśmy zatrzymali się i zaczęli przekonywać, by nas puścili, nic by z tego nie wyszło, Marek jeszcze w biegu krzyknął: - Ja się na nich rzucę, a wy biegnijcie dalej.



Nie bardzo wiedziałem, co miał na myśli, ale z Radkiem po prostu przyśpieszyliśmy. Marek rzeczywiście rzucił się na milicjantów. Skoczył, przewrócił chyba trzech, jak się potem okazało, dwóch pułkowników.



W różnych miejscach świata widziałem przepychanki reporterów z policją i sam w nich brałem udział, ale pierwszy raz byłem świadkiem czegoś takiego. Chyba nawet Marek nie spodziewał się tego po sobie, a już na pewno nie przewidzieli tego milicjanci. Jednak nie mieli żalu. Przyznali potem, że na naszym miejscu zrobiliby to samo.”



Czyli, jak to się mówi, rozeszło się po kościach – przewróceni pułkownicy (stojący w ruskich kordonach, nawiasem mówiąc, bo na wartach to już ustawiają się generałowie) się otrzepali i ze zrozumieniem pokiwali głowami, no ale to nie koniec przygód naszych dzielnych pracowników TVP.



„Ktoś jeszcze, biegnąc obok, próbował złapać mnie za ramię, ale się wywrócił. Milicjanci szybko uzupełnili wyrwę, jakiej Marek dokonał w kordonie, i nikomu więcej nie udało się przejść. Byliśmy już kilkadziesiąt metrów dalej. Nie dało się biec bardzo szybko, bo zapadaliśmy się w błocie. Dopiero potem sobie uświadomiliśmy, że jeśli my wpadaliśmy w nie w biegu, to jak głęboko siła uderzenia musiała wbić w błoto szczątki samolotu.”



No i faktycznie, wbiła tak głęboko, że nawet dołu nie można było znaleźć. Zwróćmy jednak uwagę na to, co się teraz, tj. w zamieszczonych poniżej fragmentach, dzieje. Kraśko dobiega w okolice znanego nam strażackiego „woza” (pamiętamy migawki z Kraśką użerającym się z jakimś mundurowym) i...?



„Gdy zobaczyli nas milicjanci, którzy byli przy samym wraku, rzucili się w naszą stronę. Zostaliśmy zatrzymani 100 metrów wcześniej.”



Ciekawe dlaczego ruscy milicjanci reagują jak dzikie zwierza na zwykłych polskich ludzi mediów. Pewnie nie chcieli, by dziennikarze widzieli coś przerażającego, bo mogłoby się to odbić na ich psychice. Niezawodna na szczęście okazuje się nowoczesna technologia:



„Dostałem sms-a od kogoś z redakcji Wiadomości: - Według naszego MSZ ekipy ratownicze próbują wydobywać pasażerów.”



Domyślamy się więc, że redakcja „Wiadomości” wie lepiej, co się dzieje na Siewiernym, niż stojący tam Kraśko. Tak zresztą było i z historią moonwalkera, jak wiemy – inni wiedzieli o wiele lepiej od niego, co on widział, spacerując po księżycowej ziemi pośród niezidentyfikowanych obiektów (nielatających).



„Krzyczeliśmy, że to polski samolot, tam są nasi ludzie, nasz prezydent, ale to nic nie dawało. Milicjanci obiecywali, że jak przyjdzie dowódca, to zdecyduje, czy można przepuścić nas dalej. (…) Co jakiś czas przebiegali obok oficerowie, ale wszyscy twierdzili, że to nie oni dowodzą. Przede wszystkimnie chcieli powiedzieć, co się stało.”



Przypominam, stoją ludzie z TVP jakieś 100 m od „miejsca zdarzenia”. Co wiedzą i co widzą? W końcu się dowiadują:



„Jeden tylko odwrócił się i zupełnie spokojnie oznajmił: - Roztrzaskał się, kompletnie się roztrzaskał.



Przez drzewa widzieliśmy coś białego. Nie wiedzieliśmy jeszcze co. Byliśmy 100 metrów od miejsca katastrofy. Wciąż nie wierzyliśmy, że może być aż tyle ofiar.”



Ile? Przecież Kraśko nie podał w tekście do tej pory żadnej liczby. Teraz następuje ciekawa refleksja:



„Myśleliśmy, że nawet, jeśli samolot się rozbił, to większość ludzi się uratowała. Przecież to wielki samolot. (…) Jeśli ten oficer miał rację, „roztrzaskał się” znaczy, że część samolotu jest zgnieciona, ale w kadłubie wciąż są ludzie przypięci pasami.”



Z tego fragmentu można więc wyciągnąć wniosek, że to, co widzieli ze swojej perspektywy nie wyglądało tak poważnie. Nie wyglądało tak zaś zapewne z tego powodu, że nie było żadnego pożaru. Jak czytaliśmy wyżej, MSZ podawał newsa o „wydobywaniu pasażerów”, a co się działo wtedy na Siewiernym?:



„Przy szczątkach widzieliśmy wielu strażaków, milicjantów, ludzi z OMON-u, lecznikogo w białych kitlach. Z boku stało pięć czy sześć karetek pogotowia, nikt jednak nie biegał z noszami. Wszystkie wozy ratownicze miały włączone sygnały, karetki nie. Dziwne. Nie szukają rannych. Zmroziło nas.



Potem obaj mieliśmy podobne skojarzenia. Tak samo było 11 września po zamachu w Nowym Jorku. Lekarze i sanitariusze stali na Manhattanie przed szpitalami, czekając na rannych, ale ich nie było. Byli tylko ci, którzy zdążyli uciec, i ciała tych, którzy zginęli.”



Tylko że na ruskim lotnisku sytuacja trochę inaczej wyglądała niż w Nowym Jorku (jeśli chodzi o akcję ratowniczą), no ale nieważne. W końcu Kraśko z kolegą jakoś docierają na okołoksiężycową orbitę. I zaczyna się wnioskowanie „ze śladów”, tzn. odtwarzanie tego, co się mogło stać, skoro tak a tak wyglądają szczątki.



„Przepychając się z milicjantami, którzy trzymali nas za ręce i co jakiś czas zasłaniali Radkowi obiektyw kamery, przesunęliśmy się kilka metrów w bok. Zobaczyliśmy skrzydło. Urwane skrzydło, odwrócone, z kołami w górze. Radek zrobił zdjęcia, które potem widziałem w serwisach informacyjnych na całym świecie. Dopiero wtedy dotarło do nas, jak jest źle. Jeśli tak leży skrzydło, to nie była awaria, ani wypadek nie zdarzył się po lądowaniu.”



Jak widzimy, Kraśko już wie, że o zamachu nawet nie można myśleć, a jedynie o skali nieszczęścia. Ale dorzuca jakieś nowe, zapewne zasłyszane (bo przecież nie chodził i nie sprawdzał), „okoliczności”:



„Zrozumieliśmy, że to „coś białego”, co widzieliśmy między drzewami, to resztki Tu-154. Z tego miejsca widzieliśmy pas do lądowania. Od skrzydła nie był dalej niż 300-400 metrów. Jak mało zabrakło. Dosłownie sekundy i mogliby się uratować – myśleliśmy. Mgła nie była już tak gęsta, ale chmury wisiały tuż nad głową, wciąż były bardzo, bardzo nisko. Tragedia jednak zaczęła się 800 metrów dalej, po drugiej stronie szosy: gdy samolot ściął fragment wieży obserwacyjnej, piloci próbowali go jeszcze poderwać.”



Jakąż to wieżę obserwacyjną miał ściąć tupolew? Leśną? Zaczyna się wtedy łączenie „z krajem” i mediami, bo Kraśko stopniowo zamienia się przecież w „naocznego świadka” (dokładnie tak jak moonwalker http://freeyourmind.salon24.pl/284554,h ... -lunochoda):



„Chcieliśmy biec, ale nie było o tym mowy. Radek miał cały czas włączoną kamerę i filmował wszystko, co mógł. Zadzwonił telefon. To był Jacek Gasiński (…). Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zacząłem mu bezładnie opowiadać, co się dzieje. Jacek chciał tylko zapytać, czy jesteśmy cali, bo obawiał się, że skoro mieliśmy być tego dnia w Katyniu, byliśmy na pokładzie. Niezwykłym zbiegiem okoliczności tak nie było.Media niemal zawsze lecą. Tym razem zabrakło dla nas miejsca, bo zaproszono wielu członków delegacji. Redakcje wysłały więc swoich ludzi pociągiem, tak jak nas, albo samochodami.Niektórzy przylecieli Jakiem-40 godzinę wcześniej.”



Godzinę wcześniej? Jak-40 ląduje o 7.15, a do katastrofy miało dojść przecież o 8.56 wedle oficjalnych danych. I teraz kolejna istotna uwaga:



„Kiedy do Polski dotarły pierwsze informacje o wypadku samolotu, sądzono, że mowa właśnie o Jaku i zginęli dziennikarze. To, że mógł rozbić się potężny, prezydencki Tu-154 wydawało się po prostu nieprawdopodobne.”



To bardzo zastanawiające, skoro przecież jak-40 z dziennikarzami spokojnie wylądował i informacja o tym MUSIAŁA dotrzeć do Polski. Czy nikt z dziennikarzy nie wysłał sms-a po wylądowaniu? Ba, czy nikt z nich po przesiadce na Okęciu nie zawiadomił nikogo przed wylotem, że zaszła zmiana planów i nie lecą tupolewem?



I za chwilę spotkamy dobrze nam znanego Igora (autora tzw. 3. filmu z Siewiernego), który podaje się za autora filmiku Koli:



„Z daleka widzieliśmy, że coraz więcej reporterów chciało dotrzeć chociaż tu, gdzie byliśmy, i przepychanki z milicjantami były coraz bardziej gwałtowne. Nic nie dały. Marek Pyza ze swoją ekipą wszedł na dach stojącego obok stacji benzynowej salonu Kia. Ściągała ich stamtąd milicja, a po chwili właściciel wpuszczał z powrotem.



To ten człowiek nakręcił komórką jeden z filmów, które pokazywano potem w telewizji. - Byłem tam, nim ogrodzono teren. Uwierzcie, po prostu szczątki porozrzucało w promieniu 150 metrów, może nawet więcej. Nie było nawet wybuchu, tylko wielka chmura pyłu – opowiadał Igor.”



No kto by pomyślał, tylko pył. I tu Kraśko nieco koryguje relację Igora, żeby nie wyglądała zbyt podejrzanie:



„Powierzchnia, na której leżały fragmenty samolotu, była o wiele większa, lecz nikt tego jeszcze nie wiedział.”



Nikt nie wiedział, ale potem już eksperci MAK-u ustalili. Kordony milicjantów i innych mundurowych były potrzebne, zdaniem Kraśki, gdyż lotnisko wojskowe było... nieogrodzone. To też wyjaśniałoby bezproblemowe wtargnięcie moonwalkera do ruskiej zony. Kraśko tak rekonstruuje sytuację z krążeniem wczesnych informacji o tragedii:



„(...) Kilkadziesiąt minut wcześniej (niestety, nie podaje w stosunku do jakiej godziny – przyp. F.Y.M.) Radosław Sikorski odebrał telefon od przedstawiciela MSZ, który czekał na delegację na płycie lotniska. Pierwsza informacja donosiła o wypadku, ale nie o ofiarach.”



Skąd wiedziano o wypadku, skoro nic nie słyszano ani nie widziano? Tu już Kraśko ma wiadomości z drugiej ręki, jak można sądzić:



„Gdy straż wyjechała w stronę wraku (skąd wiedziano, gdzie jest wrak? - przyp. F.Y.M.), pojechał za nią ambasador Jerzy Bahr. Na miejscu zobaczył skalę tragedii i wysłał sms-a do ministra Sikorskiego, że jest niemożliwe, by ktoś mógł przeżyć. (…) - Nikt nie przeżył – półtorej godziny po katastrofie poinformował już oficjalnie gubernator obwodu smoleńskiego.



Po kilku minutach potwierdziła to rosyjska prokuratura, dodając, że „samolot rozbił się w gęstej mgle przy podchodzeniu do lądowania”. Pięć minut później rzecznik polskiego MSZ, nadal nie dowierzając albo nie chcąc uwierzyć w rozmiary tragedii, oświadczył: - Najprawdopodobniej nikt nie przeżył katastrofy...”



Sam Kraśko wraca do chwili „uprzytomnienia sobie, co się stało”. Jest to równie zagmatwany moment jego historii, jak u moonwalkera. Temu ostatniemu, jak pamiętamy, najpierw w paradę weszli blacharze, potem jednak szczęśliwie dokonała się rozwiewka mgły, która pozwoliła mu uzyskać wgląd w rzeczywistość, mimo że „o dwie minuty za wcześnie” wyłączył kamerę, co filmowała mgłę przez parę godzin. Kraśko też ma niesamowite perypetie w „chwili zero” (dosłownie „cały wiruje ten świat”), choć zaczyna skromnie i sentencjonalnie:



„Często pyta się reporterów, co czuli, gdy byli w miejscu tragicznych wydarzeń. Prawda jest taka, że na ogół czuje się niewiele.”



I teraz:



„Za dużo rzeczy dzieje się jednocześnie. Ktoś cię szarpie, ktoś dzwoni, gdzieś biegniesz, myślisz, na co patrzy operator, odbierasz sms-a, coś widzisz niewyraźnie z daleka, zastanawiasz się, co zrobić, żeby być bliżej. Teraz widzieliśmy strzępy metalu i strzaskane konary drzew. Dopiero po jakimś czasie ktoś przytomnie zauważył, że samolot musiał je połamać, spadając.”



Jak dobrze więc, że tylu przytomnych ludzi było w okolicy. Kraśko przywołuje jeszcze jedną zupełnie zaskakującą wiadomość, która dotarła do dziennikarzy w Katyniu niedługo po newsie o awarii:



„Anna Hałas-Michalska pędziła samochodem z Katynia, gdzie była od paru godzin z rodzinami(katyńskimi – przyp. F.Y.M.) (...). Gdy ktoś powiedział, że „tutka” miała awarię, nie wierzyła, jak my w Smoleńsku, że to coś poważnego. Wokół niej rozdzwoniły się telefony. Kolejna informacja: - Samolot się rozbił, ale wszyscy żyją.”



Wspomniałem na początku o hotelu i SW. Kraśko nawiązuje także do materiału i postaci moonwalkera znowu w intrygujący sposób (czy ustalał tę wersję z SW? chyba musiał z nim rozmawiać po całym zdarzeniu):



„Jako jedyny tamtego dnia rano miał zostać w hotelu. Czekał na ekipy, które przyjadą ze zdjęć, by zmontować ich materiał. Miał dużo czasu, wyszedł więc ze swoją prywatną, małą kamerą przed hotel, by sfilmować przylot prezydenta. Była mgła, chmury, nic nie widział, tylko słyszał nad sobą silniki samolotu. W końcu zobaczył nad drogą za bardzo przechylone skrzydło, a potem usłyszał huk i dostrzegł dym. Pobiegł. Nie był pewny, że to ten samolot. Cały czas miał włączoną kamerę. Patrzyłem na to samo(podczas emisji w TVP? W wozie transmisyjnym? – przyp. F.Y.M.) co on kilkadziesiąt minut wcześniej, nim służby otoczyły teren. Pożar wywołany uderzeniem samolotu nie był duży.”



To jednak nie dziwi Kraśki, tak jak i fakt, że pokazana jest jedna z czarnych skrzynek w jednym z pierwszych kadrów księżycowej relacji SW:



„Parę godzin później, gdy usłyszeliśmy oficjalny komunikat, że skrzynek jeszcze nie odnaleziono, wiedzieliśmy, że zlokalizowanie przynajmniej jednej z nich trudne nie będzie.”



I jeszcze jedna myśl trochę podobna do refleksji SW:



„Chociaż staliśmy teraz 200 metrów od szczątków samolotu, wątpię, że od razu do nas dotarło, co się stało, nawet jeśli wszyscy znaliśmy te same fakty.”



I finał:



„O 12.46 agencja ITAR-TASS podała informację, że załoga samolotu była uprzedzona przez białoruskich kontrolerów lotu o złych warunkach pogodowych i otrzymała propozycję lądowania w Mińsku lub Moskwie(nieprawda – przyp. F.Y.M.). Trzy minuty później zastępca biura prasowego gubernatora obwodu smoleńskiego oznajmił, że to piloci Tu-154 podjęli decyzję o lądowaniu (nieprawda – przyp. F.Y.M.). Obsługa lotniska radziła lecieć do Mińska (nieprawda – przyp. F.Y.M.). Telewizja Wiesti-24 mówiła nawet o czterech próbach podejścia do lądowania(nieprawda – przyp. F.Y.M.), co oznaczałoby złamanie przyjętych w lotnictwie procedur. Kolejne godziny i dni korygowały jednak wiele z pierwszych doniesień, począwszy od godziny katastrofy. „8.56” stała się jej symbolem, ale teraz wiemy, że to tylko chwila, gdy na lotnisku zawyły syreny.”



Problem tylko w tym, że na filmie moonwalkera, tym samym filmie, który na własne oczy widział sam Kraśko, a który to film kręcony miał być także o 8.56, żadnej syreny z lotniska nie słychać. Ale to zrozumiałe, bo na Księżycu w ogóle słabo słychać także inne syreny (http://freeyourmind.salon24.pl/284175,d ... the-moon-2). Pocieszające jest natomiast to, że przynajmniej śpiew ptaków się niesie nad księżycowym krajobrazem

(http://freeyourmind.salon24.pl/280500,telefony).


(wszystkie fragmenty ze stron 8-33 książki Kraśki)

http://freeyourmind.salon24.pl/285796,oko-zaby-4


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 11 mar 2011, 16:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://piotrjakucki.salon24.pl/285930,s ... ilcze-oczy

Ci sami pod względem duchowym, jak mordercy, co zabijali Żołnierzy Wyklętych, tak samo traktują zamordowanych w Smoleńsku. Tak samo opluwają ich pośmiertnie błotem, wrzucają do rynsztoka. Sama niepamięć im nie wystarczy - zawsze muszą zbezcześcić swe ofiary.

Kopia artykułu:

Strach ma wilcze oczy

Zabić prawdę o Smoleńsku. Wyeliminować PiS jako opozycję nie przebierając w środkach. Oto w pigułce polityka Platformy Obywatelskiej, która tak się brzydzi Łukaszenką i standardami białoruskimi.
Propagandzie rządowej nie wystarcza powielanie zarzutów rosyjskiego MAK jakoby dowódca sil powietrznych gen. Andrzej Błasik był pijany i wywierał nacisk na kapitana Protasiuka, by ten lądował za wszelką cenę na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. Kłamstwo komisji Anodiny było szyte już tak grubymi nićmi, że nawet tzw. strona polska – mimo całkowitego podporządkowania się Putinowi – zaczęła się dystansować od twierdzeń o „pijanym generale”, czego nie można już powiedzieć o powielaniu insynuacji jakoby generał Błasik był apodyktycznym tyranem, terroryzującym swoich podwładnych, kapitana załogi tupolewa 101 mjr. Arkadiusza Protasiuka nie wyłączając. Minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller do dziś nie potrafi odpowiedzieć na pytanie pos. Jolanty Szczypińskiej, o której tupolew wystartował 10 kwietnia z Okęcia. Uznaje jednak za dowód materiał przedstawiony przez TVN24, o tym że tuż przed odlotem miała miejsce kłótnia pomiędzy gen. Błasikiem a mjr. Protasiukiem, który ponoć z uwagi na warunki pogodowe w Smoleńsku nie chciał wylecieć z Warszawy. Co prawda na materiale wideo nie ma dźwięku a sam obraz jest niewyraźny, ale TVN24 przecież wie lepiej, że gen. Błasik zbeształ Protasiuka używając słów uznanych powszechnie za obraźliwe. A skoro wie TVN to i prokuratura bada ten wątek, podczas gdy jednocześnie dostaje amnezji co do wniosków rodzin o ekshumację zwłok. Jeśli bada – coś jest na rzeczy i taki sygnał ma pójść do opinii publicznej.

Ponieważ w Polsce prokuratura jest niezależna tylko z nazwy, to komisja rządowa ministra Jerzego Millera pewnie wątek rzekomych nacisków na załogę gen. Błasika potraktuje priorytetowo. I całkiem prawdopodobne, że w swoim raporcie (o ile on w ogóle powstanie) presję generała wskaże, jako jedną z głównych obok winy pilotów przyczynę tragedii smoleńskiej. Szef rządowej komisji badającej katastrofę już zapowiedział, że „prawda w sprawie katastrofy będzie bolesna dla Polski, a nie dla konkretnej osoby”. Oznacza to, że oszczerstwa Kremla nie tylko nie zostaną obalone, ale przeciwnie – ich nagromadzenie może być jeszcze większe niż w raporcie MAK.

Wiadomo więc już, że gen. Błasik to „notoryczny pijak”. To jednak za mało dla speców od znieważania zmarłych. Okazuje się, że mjr Arkadiusz Protasiuk to nie żaden doskonały pilot a wyłącznie „szalony aferzysta”. Jeden z ogólnopolskich tygodników przygotowuje właśnie publikację, która ma dowieść, że Protasiuk w 36. specpułku był członkiem tzw. grupy fałszerzy faktur. Mimo, że nie ma żadnych dowodów na to, by Protasiuk w ogóle w tym procederze uczestniczył, a wyroki, jakie zapadły zostały w większości uchylone. To nie przypadek, że kwestię fałszowania faktur na światło dzienne wydobywa minister obrony narodowej Bogdan Klich gdy rząd już dochodzi do ściany w mataczeniu na temat Smoleńska, a jego notowania po opublikowaniu raportu MAK lecą w dół. Trzeba więc za wszelką cenę odwrócić uwagę od odpowiedzialności politycznej rządu i jego ministrów za katastrofę z 10 kwietnia. Protasiuk zginął, więc można go bezkarnie oczerniać, że jako zdesperowany pilot chciał dowieść swoich umiejętności w pilotażu(„Tak lądują debeściaki”), ryzykując lądowanie w skrajnie trudnych warunkach. Manewr miałby zostać doceniony przez dowódcę Sił Powietrznych, co z kolei miałoby zapewnić mu jego wstawiennictwo w sprawie anulowania wyroku.

Szargana jest godność prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nagonka w mediach prowadzona przez polityków PO i SLD ma wbić w podświadomość ludzi, że Lech Kaczyński nie był, wbrew temu co mówi PiS, wzorem patriotyzmu, ale postacią dwuznaczną moralnie. Ułaskawił przecież wspólnika swojego zięcia, by ten mógł spokojnie prowadzić ciemne interesy! Owszem, ułaskawienie miało miejsce, podobnie jak odznaczenie gen. Wojciecha Jaruzelskiego Krzyżem Sybiraka. Czy jednak nie była to krecia robota kogoś z otoczenia prezydenta? Lech Kaczyński miał się przecież ubiegać o reelekcję i wyciągniecie sprawy ułaskawienia szemranego biznesmena byłoby jak znalazł dla przeciwników politycznych w kampanii wyborczej. Jakże łatwo, przy nieustającym ostrzale mediów, byłoby go na dobre zdyskredytować.
Dzisiaj się to robi pośmiertnie w ramach niszczenia opozycji. Kaczyński staje się „prezydentem ułaskawień” podczas gdy fakty mówią co innego. Według danych zamieszczonych na stronie prezydent.pl Bronisław Komorowski między październikiem a grudniem 2010 r. ułaskawił więcej osób niż Lech Kaczyński w całym 2006 roku. Wśród 52 osób są przestępcy skazani m.in. za zabójstwo, znęcający się nad rodziną, uchylający się od płacenia alimentów, oszuści kapitałowi, skazani za kradzieże, fałszowanie dokumentów i groźby karalne. Wśród ułaskawionych są skazani zarówno przez sądy cywilne jak i wojskowe.

O tym cicho, podobnie jak o wyczynach innych lokatorów Pałacu Namiestnikowskiego. Kwaśniewski podczas pierwszej kadencji ułaskawił 3295 osób, Lech Wałęsa - 3454. A Lech Kaczyński do 10 kwietnia 2010 r. skorzystał z prawa łaski niewiele ponad dwieście razy, odmawiając 913 osobom. Te liczby mówią same za siebie.

Lech Kaczyński ułaskawił wspomnianego Adama S. i nikt temu nie przeczy. Chodzi jednak o ciężar gatunkowy sprawy. Adam S. przez niemal 8 lat oszukiwał Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz urząd skarbowy. W zamian za podpisywanie się pod fikcyjnymi listami obecności, wypłacał kilku niepełnosprawnym po 100-200 zł. W ten sposób poświadczał ich rzekomą pracę w jednej z jego firm w Kwidzynie. Dzięki procederowi wyłudził z PFRON ponad 120 tys. zł, a Skarb Państwa naraził na stratę co najmniej 30 tys. zł. Adam S. już na pierwszej i zarazem ostatniej rozprawie przyznał się do zarzucanych mu czynów i zaproponował dla siebie wymiar kary. Wobec braku sprzeciwu pozostałych stron sąd ogłosił wyrok - 1 rok i 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata oraz nakazał przedsiębiorcy zapłatę 30 tys. zł grzywny oraz wpłacenie ponad 120 tys. zł na konto PFRON, z czego Adam S. się wywiązał. Jednak „w papierach” wciąż miał kłopotliwy zapis, z którego wynikało, że jest osobą karaną i dlatego wystąpił z prośbą o ułaskawienie, czyli w tym przypadku jedynie o zatarcie wykonanego przez niego wyroku z akt, a nie np. o wypuszczenie z więzienia podczas odbywania kary za zabójstwo.

Te same media, które robią czołówki i tematy dnia z insynuacji wobec nieżyjącego prezydenta jakoby kierował się prywatą w działalności publicznej i ułaskawił Bóg wie jakiego zbrodniarza, nabierały wody w usta, gdy Lech Wałęsa ułaskawiał bossa mafii pruszkowskiej – Andrzeja Zielińskiego ps. „Słowik” – jednego z najgroźniejszych gangsterów III RP.

Ten sam mainstream robi dziś nieporównanie więcej szumu niż wtedy, gdy prezydent Aleksander Kwaśniewski zastosował prawo łaski wobec Petera Vogla, skazanego na 25 lat więzienia za zabójstwo, który po ucieczce z Polski znalazł pracę w renomowanym szwajcarskim banku Coutts. Jako kasjer polskiej lewicy prał jej pieniądze pochodzące z nielegalnych dochodów. Chodziło o 130 milionów dolarów wyprowadzonych z Polski, jak informował lobbysta Marek Dochnal, przez Bank Turystyczny na przełomie lat 80 i 90. Podobnie Kwaśniewski postąpił z czerwonym baronem Zbigniewem Sobotką, uczestnikiem tzw. afery starachowickiej z czasów SLD, ułaskawionym na zwieńczenie drugiej kadencji.
Motywy platformerskiej nagonki na PiS i ofiary 10 kwietnia mogą być dwa. Z jednej strony rząd Tuska robi wszystko, by opinia publiczna kłamstwo smoleńskie „kupiła” choć w części, uznając winę polskich pilotów oraz naciski ze strony generała Błasika i prezydenta Kaczyńskiego za prawdopodobne.
Pozostaje też sprawa wyborów i przygotowywanie gruntu pod kampanię polityczną. Jeśli Lech Kaczyński nie był kryształowy, to jaki może być jego brat stojący na czele opozycji?

A poza tym na czym ten PiS buduje swój program i autorytet polityczny, skoro ma takie ikony jak aferzysta Protasiuk, pijany generał Błasik, czy uprawiający prywatę Lech Kaczyński.

Chodzi o to, by ludzie przestali się Smoleńskiem interesować. Przecież sam Władysław Bartoszewski na wieść o katastrofie stwierdził, że nic się nie stało.

Roman Giertych, pełnomocnik rodziny jednego z funkcjonariuszy BOR, nagłaśnia w mediach zawartą ugodę ze Skarbem Państwa na kwotę 250 tysięcy złotych. Wychodzi na to, że rząd jest cacy, a rodzinom chodzi tylko o pieniądze.

Cel zabiegów propagandowych rządu, tych wszystkich ataków na poległych pod Smoleńskiem, jest jasny: katastrofa musi ludzi podzielić, a nie złączyć w walce o prawdę tak jak to stało się po 10 kwietnia. I rozmyć kwestię bezspornej politycznej odpowiedzialności rządu Donalda Tuska za śmierć 96 osób. To nie jest jednak szczyt możliwości reżimowych mediów i polityków obozu moskiewskiego.

Im bliżej 10 kwietnia i wyborów tym więcej pojawi się „haków” i faktów prasowych. Strach ma wielkie oczy i obecna władza pójdzie na całość w eliminowaniu opozycji by ta „wyginęła jak dinozaury” (etapem był Smoleńsk). Obrzydliwe te standardy białoruskie, ale jakie użyteczne!
Tylko w ten sposób Tusk i jego otoczenie, jako współwinni tragedii smoleńskiej, mogą nie dopuścić do ewentualnego takiego zwycięstwa PiS, które będzie umożliwiało mu samodzielne rządzenie, a tym samym doprowadzi do ujawnienia prawdy o przyczynach śmierci polskiej elity dowódczej i politycznej z prezydentem RP. Granicą nie jest przyzwoitość i prawda, ale jedynie skuteczność czarnego pijaru, tego na ile można sobie pozwolić w niszczeniu wroga. Na przykład jak daleko można pójść w scedowaniu winy za katastrofę smoleńską na polskich pilotów, by skutek nie był odwrotny od zamierzonego. Czy te wahania nie są powodem zwlekania z publikacją tzw. raportu Millera? Tłumaczenia a to o awarii sprzętu, a to o braku wyszkolonej załogi są tak prawdziwe jak to, że Donald Tusk jest demokratą.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk, zacieranie śladów?
PostNapisane: 13 mar 2011, 17:44 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31454
Lotnisko 2

W jednym z wywiadów przeprowadzonych z dziennikarzami, którzy byli na Siewiernym 10 Kwietnia, a zamieszczonym dawno dawno temu w pierwszej „smoleńskiej” „Misji specjalnej” jeden z dziennikarzy, Paweł Prus z TVP Info mówi: „Największym zaskoczeniem było, że w ogóle to lotnisko tam jest, bo my mieszkaliśmy przez tydzień w hotelu, który znajduje się tuż obok lotniska i nie mieliśmy pojęcia, że to jest lotnisko. Po prostu po drugiej stronie drogi od hotelu był jakiś niewysoki mur, jakaś stara zardzewiała brama, ale tam nie lądował żaden samolot. Nie było jakby żadnego śladu, który mógłby wskazywać, że to jest lotnisko” (od 04'04'' materiału, link poniżej).

Jest owo zaskoczenie dziennikarza o tyle może niezrozumiałe, że po pierwsze: 7 kwietnia na tymże lotnisku miał lądować ze swoją świtą i Tusk, i Putin (dziennikarze nie widzieli tego?, nie byli przy tym?), a po drugie, że tę a nie inną wizytę filmować miał ze swojego legendarnego okna moonwalker Wiśniewski (skąd miał info, że z tamtego kierunku będzie lądowanie to osobna sprawa), choć, jak wiemy, pech sprawił, że Ruscy akurat tę taśmę mu zarekwirowali podczas zatrzymania (w przeciwieństwie do filmu z lądowania pierwszego Polaka na Księżycu). Ale to tylko dlatego zarekwirowali, bo on im ją dał „na wabia”, by uchronić tę drugą. Szerzej kwestię lotniska już kiedyś poruszałem (http://freeyourmind.salon24.pl/273210,lotnisko), więc nie będę już pewnych rzeczy powtarzał, chciałbym zwrócić uwagę na inne tym razem aspekty sprawy.

To fatalne (chciałoby się rzec, katastrofalne) wyposażenie Siewiernego z ruskiego punktu widzenia stanowiło wszak 1) dodatkowe „usprawiedliwienie” tragedii i 2) kamuflaż do przeprowadzonego zamachu. W takich bowiem warunkach (plus leśna operacja gen. Tumana) „oczywiste było”, że samolot w ogóle „za żadne skarby świata nie miał prawa wylądować”. Tym samym piloci tupolewa (twierdzono) nie powinni się byli nawet zbliżać do Siewiernego, a co dopiero myśleć o zejściu na wysokość decyzyjną, tylko od razu pędem gnać na zapasowe lotnisko - a skoro już się tego feralnego przedpołudnia zbliżyli, to sami są sobie i tragedii winni.


Na poparcie tej tezy zresztą już 10 Kwietnia przywoływano wypowiedzi gen. Alioszyna, który przed całym medialnym zagonem z Rosji, bliskiej zagranicy (Polski) i zagranicy prawdziwej zapewniał, że załodze proponowano zapasowe lotniska, usilnie namawiano do odlotu na nie, wprost błagano, by dali sobie spokój z lądowaniem na Siewiernym, ale ci nie dali się przekonać i uparli się, że akurat wylądują. W majowej „Misji specjalnej” (jeśliby ktoś uważał, że przesadzam) przytoczona jest (04'21'' materiału) wypowiedź A. Jewsiena sekretarza gubernatora Smoleńska, który łże w żywe oczy tak: „Nasza służba proponowała załodze samolotu polecieć do Mińska, ale załoga odmówiła, twierdząc, że sama wyląduje w warunkach gęstej mgły.” Wprawdzie potem się okazało, że żadnego śladu NAMAWIANIA czy nakłaniania załogi do przejścia na zapasowe lotnisko w żadnych „stenogramach” (ani z CVR, ani z wieży ruskich szympansów) nie ma, ale kto by się tym przejmował, skoro już w pierwszych minutach po zdarzeniu moskiewscy eksperci ustalili „przyczyny wypadku”.


„Nieistniejące” i niedostępne dla wścibskich Polaków lotnisko pozwalało na swobodne przygotowywanie maskirowki, zwłaszcza że, co wiemy z ustaleń m.in. zespołu Macierewicza, BOR w ogóle nie badał stanu lotniska ani nie dokonywał rekonesansu po tamtym terenie. Ruscy nie zgadzali się na obejrzenie lotniska nawet na parę dni przed przylotem prezydenckiej delegacji. Co mieli do ukrycia? Czy tylko katastrofalną infrastrukturę? Pamiętamy słynne i znakomitej (jak na „smoleńską dokumentację”) jakości zdjęcia ciołków w mundurach, wlokących kable i wkręcających żarówki. Bardzo szybko „po katastrofie” fotografie te przedostały się do Sieci (o ile mnie pamięć nie myli, pojawiły się po raz pierwszy na... białoruskim portalu) i miały świadczyć o tym, jak to Ruscy starają się pospiesznie i nieudolnie, bo znowu po bałaganiarsku i byle jak, „zatrzeć wrażenie” totalnego dziadostwa na wojskowym lotnisku. W domyśle zaś znowu pojawiał się komunikat „tam nie należało w ogóle wtedy lądować”.


Nie podejrzewam, by niezgoda Rusków do sprawdzania Siewierego miała związek z jego wczesno-kołchozową infrastrukturą, zwłaszcza że polscy piloci lądujący na nim już nie raz od lat, znali ją zapewne aż za dobrze (tylko że w dobrych warunkach pogodowych i przy dobrej widoczności nie miała ona dla nich większego znaczenia). Ruskie standardy, jeśli chodzi o „kontrolowanie lotów” znali oni także, sądzę. Śp. mjr. A. Protasiuk brał udział poza tym w locie z 7 kwietnia 2010 r.


Rekonesans jakiejś polskiej ekipy po lotnisku na parę dni przed prezydenckim przylotem musiałby bowiem uwzględniać sprawdzenie terenu na obu kierunkach podejścia, a więc od zachodu i od wschodu – i o ile pewnie odnotowano by, a może i - znając polskie realia - specjalnie nie przejęto by się kiepskim oświetleniem (wiedząc, że na ziłach Ruscy mogą rozstawić APM-y i po prostu „jakoś to będzie”) - o tyle komuś mogłoby się widać dziwne, że nieco w bok od końcowego odcinka osi pasa (przy wschodnim kierunku podejścia) w pobliskim lesie przebłyskują szczątki jakiegoś samolotu. Ruscy wprawdzie mogliby je czymś przykryć albo po prostu zbagatelizować sytuację w ten sposób, iż to pozostałość po niegdysiejszej katastrofie jednego z ichniejszych statków powietrznych, albo też że to takie ustronne miejsce złomowania wraków („bo ni momy na razie gdzie, wicie, rozumicie”), no ale trudno byłoby to miejsce potem zachować jako element maskirowki i istotny rekwizyt na planie makabrycznego spektaklu.


Jeśliby bowiem szykowano maskirowkę, to właśnie na parę dni przed katastrofą musiano by (zgodnie z przewidywanym w ramach pozorowania wypadku, planem „rozkładu” kawałków wraku po katastrofie) zacząć zwozić (zapewne nocą) przynajmniej te najcięższe części wraku i je (np. z pomocą dźwigu) rozstawić. Właśnie rozstawić i to w miarę możliwości dyskretnie, gdyż ich powietrzny transport i zrzucenie z jakiegoś ciężkiego helikoptera typu Mi-26 mogłyby zostać zauważone przez mieszkańców i bez trudu skojarzone z tym, co w ruskiej telewizji pokazywano 10 Kwietnia. Nawet gdyby nie zostały zauważone (transport późną nocą), to huk zrzucania na „opuszczonym” lotnisku mógłby kogoś ciekawskiego mimo wszystko zwabić do podglądania, co tam się dzieje, biorąc o pod uwagę fakt, że od strony ul. Kutuzowa można się tam było dostać przedzierając się tak, jak to zrobił moonwalker.


Marek Pyza z TVP we wspomnianej „Misji specjalnej” opowiada: „Te miejsca, gdzie odpadały szczątki samolotu zabezpieczone nie były, potem jak służby się pojawiły, zaznaczyły, podpisały kolejnymi cyferkami, liczbami, kolejne części samolotu, nikt się już tym nie zajmował. Nikt tego nie zabezpieczał. Mieszkańcy Smoleńska zaczęli przyjeżdżać, składać tam kwiaty, palić znicze i niektórzy te mniejsze fragmenty samolotu zabierali do domu najwyraźniej” (10-11' materiału), co dość wyraźnie kontrastuje ze scenami przewracania dziennikarzy usiłujących dostać się na „miejsce zdarzenia” i zrzucania ich przez Rusków z dachów pobliskich, niskich zabudowań.


Dlaczego pozwalano brać szczątki? Dlatego, że w ten sposób traciły one wartość dowodową i nawet gdyby je ktoś potem dostarczył do polskiej prokuratury, to i tak nie musiałaby ich traktować jako przydatnych w śledztwie z tego względu, iż nie zostały formalnie zabezpieczone i opisane. Tego typu sytuacje i tak zachodziły, gdyż ludzie jeszcze przez wiele dni zbierali w okolicach Siewiernego jakieś kawałki i dostarczali, ale okazywało się w Polsce, że nie zawsze są one szczątkami tupolewa (http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/a ... dzkie.html). Szczątków dużych, tych które pozostały, i tak Ruscy nie pozwolili Polakom zabrać do kraju ani nawet... zbadać na miejscu (tu nieoceniona rola E. Klicha).


Ruska zona 10 Kwietnia zabezpieczona więc była (kordonem mundurowych, omonowcami, specnazem etc.) przede wszystkim w obszarze centralnym, tym najbardziej newralgicznym, do którego dostarczono ciała. Ale i tak błyskawicznie, tj. jeszcze tego samego dnia zaczęto tę zonę „sprzątać”, doprowadzając do systematycznego zatarcia śladów przygotowania maskirowki, pakując ciała ofiar do... trumien i wywożąc... do Moskwy, tak jakby prościej nie byłoby umieścić je w kostnicach w Smoleńsku i zezwolić na przybycie polskich patomorfologów do pomocy w badaniach (oraz rodzin do identyfikacji zabitych, która i tak, jak wiemy, przebiegała w skandaliczny sposób (http://freeyourmind.salon24.pl/272972,identyfikacja)).


W pierwszej majowej „Misji specjalnej” (link poniżej), gdy postawiony zostaje problem godziny katastrofy, pojawia się kilka relacji (pominę idiotyczne, sejmowe tłumaczenia D. Tuska): W. Bater z Polsatu opowiada, że telefon, który odebrał w Katyniu od „znajomego, członka tej delegacji, która czekała”, „zadzwonił o godzinie 8.49” (w ten sposób zaprzecza temu, co mówił 10 Kwietnia na antenie do J. Gugały) i dziennikarz ten miał być 3. osobą, do której znajomy telefonował po przejściu na piechotę na „miejsce katastrofy”. Min. A. Macierewicz mówi, że otrzymał informację o 10.47 czasu moskiewskiego. Najciekawsza jednak jest (03'41'' materiału) wypowiedź S. Antufjewa – gubernatora Obwodu Smoleńskiego, który, jak twierdzi, miał na zegarku 10.38, gdy usłyszał „ten nierealny, nienaturalny dźwięk silników samolotu i nagle zrobiło się cicho”.


Nie za cicha katastrofa?


http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny ... 10/1629837
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny ... 10/1697595 (majowe wydanie, tu od 06'13'' widać migawkę z iłem)
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... ycia_.html
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PS ... 2-mak.html
http://www.pluszaczek.com/2010/08/28/ka ... a-tu-154m-–serge-serebro-an-72-–-czesc-xvi/
http://www.youtube.com/watch?v=4Q9ZarY9Z-Q
http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE (SW opowiada na gorąco najpierw, że był huk, a następnie dwa błyski ognia; a potem, że były dwa wybuchy, a nawet „wybuch tak jak wybuch” („myślałem, że to jakiś mały samolot”) – nie powinno być odwrotnie, tak jak w czasie burzy najpierw jest błysk, a potem grzmot?)

http://freeyourmind.salon24.pl/286565,lotnisko-2


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /