Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 28 sie 2012, 06:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Banki a sprawa polska

W czasie kryzysu, jaki dotknął światowy system finansowy, w tym także globalne banki, które przejęły część polskiego systemu bankowego, niektórzy politycy zaczęli przebąkiwać o przywróceniu banków Polsce - nazywano to zgrabnie "udomowieniem" lub "repolonizacją" banków. Ale kwestia ta może budzić wątpliwości: o co chodzi? Zapewne jak zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze.

Jeśli politycy mający swego czasu władzę w Polsce sprzedali nasze banki, to de facto za niewielkie pieniądze oddali prawo do decydowania, co się dzieje z naszymi trzymanymi w tych bankach depozytami, czyli komu i na jakich warunkach udzielane są kredyty, a po drugie, co będzie się działo z zyskami wypracowanymi przez bank, i po trzecie, jak realizowane są różne koszty jego funkcjonowania itd.

Problem z własnością banków polega na tym, że pozbyliśmy się ich kapitału akcyjnego i tym samym oddaliśmy w ręce niepolskich władz banków decyzje o tym, jak nasze oszczędności są wykorzystywane, czy finansują polską gospodarkę, czy są "uaktywniane" w inny sposób, dostarczając środków finansowych jakiejś innej gospodarce lub sektorowi publicznemu - polskiemu lub innemu.

Bo oprócz kredytów aktywami banku są różny inne formy pożyczek: mogą to być obligacje polskie lub innych państw - na przykład obligacje rządów Grecji, Włoch czy Hiszpanii albo Niemiec oraz obligacje przedsiębiorstw. Wtedy nasze pieniądze finansują obywateli innych państw.

O tym, jaka jest polityka realizowana przez banki, decydują jego kadry. Znamienne jest, że 17,2 proc. osób w zarządach polskich banków to osoby przysłane z zagranicy. Jednakże w prawie połowie banków zarządy są obsadzone przez osoby o czysto polskich nazwiskach - nawet jeśli banki są własnością zagraniczną. W tych bankach, które w swych zarządach mają menedżerów przysłanych z zagranicy, ich udział stanowi 34 procent.

Ale czysto polski skład zarządów jest także w bankach będących własnością zagraniczną - wtedy ich funkcjonowanie kontrolują rady nadzorcze. W radach nadzorczych ogólny udział osób z zagranicy stanowi ponad 47 procent. Czysto polskie składy rad nadzorczych to już tylko ponad 24 proc., a w radach nadzorczych kontrolowanych przez osoby z zagranicy ich udział stanowi prawie 63 procent.

Wypływowi środków za granicę stara się częściowo zapobiegać nadzór finansowy i różne państwowe regulacje, ale wchodząc do Unii Europejskiej, poddaliśmy się jej regulacjom i dogmatowi swobody przepływu kapitałów wewnątrz Unii. Zatem nie na wszystko możemy mieć wpływ - zwłaszcza w sytuacji, gdy pozbyliśmy się znacznej części sektora bankowego.


Ratować czy nie

Na tym ogólnym tle możemy się teraz zastanowić, na czym polega problem tzw. repolonizacji czy "udomowienia" banków. Na świecie kryzys bankowy polega na tym, że część jego w różnej formie uaktywnionych środków okazała się tzw. złymi kredytami albo "zgniłymi obligacjami" - oznacza to, że ci, którzy otrzymali od banków pieniądze, nie są w stanie ich zwrócić, zalegają ze spłatami swych zobowiązań - pieniądze deponentów banków, nasze pieniądze znikają.

Ostatnio sytuacja ulega pogorszeniu: od stycznia do czerwca tego roku wartość zagrożonych kredytów przedsiębiorstw wzrosła z 27,6 do 30,2 mld zł, czyli prawie 10 proc., choć zyski banków wzrosły. Jak widać, dla przedsiębiorców sen o "zielonej wyspie" się kończy, ale banki trzymają się nieźle - obracając naszymi pieniędzmi.

Najgorsza sytuacja ma miejsce wtedy, gdy banki część swych środków inwestują na rynku akcji lub w tzw. instrumenty pochodne - mogą to być źródła zysków, ale może się też zdarzyć - i w przypadku wielu banków i instytucji finansowych na Zachodzie właśnie się zdarzyło - że te walory nagle tracą na wartości i strona aktywna banków nie dość, że nie dostarcza zysków, to nie równoważy jego zobowiązań.

W efekcie bank może nie być w stanie sprostać żądaniom wypłaty gotówki, jakie zgłaszają deponenci - i to jest sytuacja bankructwa. Tak zwane dokapitalizowanie banków przez różne państwa polegało na dostarczeniu im środków w formie gotówki - czyli na zwiększeniu strony pasywnej - władza publiczna zwiększa zatem kapitał w części zaliczanej do kapitału własnego (staje się współwłaścicielem banku) zależnie od decyzji o formie dokapitalizowania, ale po to, by bank miał środki płynne (gotówkę) na wypełnianie swych zobowiązań, by nie doszło do tzw. runu na banki.

Ludzie bardzo pochopnie sprzeciwiają się ratowaniu banków będących w trudnej sytuacji, sądząc, że jest to "wydawanie pieniędzy podatników" na ratowanie nieudolnych bankierów. Nie mają racji, bo po pierwsze, faktycznie zwykle odbywa się to poprzez wykorzystanie środków wyemitowanych przez banki centralne, nie są to zatem nasze podatki, a po drugie, ludzie po prostu nie rozumieją, czym faktycznie jest bank. Jest bardzo ważne, by rozumieć, że bank to de facto złożone w nim depozyty obywateli, firm itd.

Zgoda na upadek banku oznaczałaby zgodę na utratę tych środków przez jego deponentów - tylko w części skompensowałyby te straty gwarancje rządowe - a przecież w przypadku ich uruchomienia byłyby to już rzeczywiste pieniądze podatników.

Kłopoty banków mogą mieć różne przyczyny, mogą wynikać z tego, że udzieliły wielu kredytów podmiotom, które okazały się niewypłacalne - kredyty okazały się wspomnianymi "złymi kredytami".

Mogły to być na przykład kredyty hipoteczne, kredyty dla przedsiębiorców, którzy pobankrutowali, ale też mogły to być obligacje, co do których istnieje wątpliwość, czy zostaną wykupione przez tych, którzy je wyemitowali.

Polski nadzór bankowy stara się kontrolować aktywność banków, niemniej jednak można się obawiać, że wielki bank, którego częścią jest jego polska filia, może różnie manipulować udzielaniem kredytów, skupiając zdrowe kredyty w swej centrali, a wątpliwe aktywa w filiach kierując po prostu do peryferii pewnych kredytobiorców - ułatwia im to unijna zasada swobody przepływu kapitałów.


Jaki bilans

I teraz: jeśli banki miałyby takie "chore aktywa", to kwestia ewentualnej sprzedaży czy odkupienia banku staje w zupełnie innym świetle.

Obrazowo mówi się, że ktoś chce sprzedać "szafę z trupem wewnątrz". Propozycja repolonizacji banków jest o tyle ryzykowna, że po prostu nie mamy pewności, co znajduje się w szafie.

Wielki bank zagraniczny zawsze kalkuluje zyski lub straty na każdej transakcji. Jeśli pozbywałby się części aktywów - w tym przypadku takim wyzbywanym aktywem byłaby jego polska filia - to zapewne z dwóch możliwych powodów. Po pierwsze dlatego, że te jego polskie aktywa już nie przynoszą zysków lub istnieją podstawy, by sądzić, że nie przyniosą ich w przyszłości - ten wzrost "złych" kredytów może być tego sygnałem.

Moglibyśmy zatem kupić "trupa w szafie". Wyszlibyśmy oczywiście na tym jak Zabłocki na mydle. Ale jeśli jednak zawierzymy statystykom i zła jakość kredytów nie jest tym motywem wyprzedaży banków, to istnieje inne ekonomiczne uzasadnienie.

Przyczyną pozbywania się polskich filii zagranicznych banków może być zatem po drugie to, że banki globalne pilnie potrzebują zastrzyku finansowego, by poprawić swą - jak to się mówi - sytuację płynnościową, czyli potrzebują gotówki. Pozbywanie się majątku jest najprostszym sposobem zdobycia pieniędzy. Wtedy chodziłoby o to, by polski podatnik zasilił będące w kłopocie zagraniczne banki - i tu, jak mówi stare porzekadło, jest pies pogrzebany: chodzi po prostu o nasze pieniądze.

Oczywiście wyprzedaż banków była błędem, ale można się obawiać, że tego błędu nie da się odwrócić bez strat - czasami nawet nie jest pewne, czy nie oznaczałoby straty nawet odkupienie chorych instytucji za symboliczną złotówkę.

A w gruncie rzeczy chodzi przecież o to, by nasze oszczędności służyły polskiej gospodarce - jako kredyty udzielane polskim obywatelom na różne indywidualne cele (konsumpcyjne, hipoteczne itd.) i jako pożyczki udzielane polskiemu państwu, gdy część swych aktywów banki lokowałyby w obligacjach finansujących wydatki budżetu państwa lub samorządów. I chodzi o to, by zyski wypracowywane przez operowanie naszymi oszczędnościami pozostawały w Polsce, a nie były transferowane za granicę.

Trzeba też stworzyć warunki rozwoju i względnej niezależności od globalnej sieci wpływów finansowych. Polskie państwo powinno zatem wspierać istniejące polskie instytucje finansowe (na przykład SKOK-i, bezsensownie blokowane przez regulacje przegłosowane przez PO), a do kwestii "repolonizacji" banków trzeba podchodzić z ostrożnością, dokładnie kalkulować zyski i straty.
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest posłem PiS, profesorem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Jerzy Żyżyński

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... olska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 12 wrz 2012, 09:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Czy Tusk z Rostowskim wystawią nasze oszczędności na poważne ryzyko?

1. Dzisiaj Komisja Europejska przedstawi szczegóły związane ze wspólnym nadzorem bankowym w Unii Europejskiej, który ma być pierwszym krokiem do tzw. unii bankowej.
Wspólny nadzór bankowy będzie obligatoryjny dla krajów strefy euro, a pozostałe kraje UE będą mogły do niego przystąpić i niestety wszystko na to wskazuje, że rząd polski ma na to sporą ochotę.
Zupełnie niedawno minister finansów Jacek Rostowski publicznie określił,że dla Polski byłby on „nawet pożądany”, choć nie wytłumaczył z jakiego powodu to „pożądanie”, będzie dla naszego kraju korzystne.

2. Nadzór ma być wykonywany przez Europejski Bank Centralny i jego organy i do jego kompetencji będzie należało: wydawanie i odbieranie licencji bankowych, przejmowanie i zbywanie znaczących pakietów akcji, kontrola wypełniania wymogów kapitałowych, wymogów dotyczących płynności i innych wymogów ostrożnościowych, wprowadzenie dodatkowych wymogów kapitałowych w sytuacjach kryzysowych, podejmowanie indywidualnych decyzji dotyczących wewnętrznej organizacji banku w tym o zwiększeniu kapitałów, płynności lub upublicznienia informacji.
Ponadto EBC będzie miał prawo kontroli holdingów z udziałem banków i spółek od nich zależnych, a także będzie mógł prowadzić kontrole na miejscu, podejmować interwencje i oczywiście nakładać sankcje.
Jak widać z tych kompetencji jego pozycja będzie niezwykle silna i w związku z tym niezwykle groźna dla krajów spoza strefy euro, ponieważ jeżeli wejdą one do tak zaprojektowanego nadzoru, to w jego radzie będą miały zaledwie głos doradczy, a nie stanowiący.

3. Podporządkowanie banków w Polsce unijnemu nadzorowi bankowemu w szczególności tzw. kluczowych banków systemowych i pozostawienie krajowym nadzorom tylko banków regionalnych czy wręcz lokalnych oznaczałoby, że najważniejsze decyzje dotyczące ich bezpieczeństwa, zapadałyby poza naszym krajem.
Do tej pory mimo tego, że ponad 70% banków w Polsce jest w rękach właścicieli zagranicznych, Komisja Nadzoru Finansowego swoimi rekomendacjami, potrafiła je przymusić choćby do corocznego pozostawienia w Polsce dużej części wypracowanych zysków i przeznaczenia ich na wzmocnienia kapitałowe.
Przy nadzorze unijnym wielkie banki systemowe mające swoje spółki - córki w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, będą w stanie przeforsować decyzje w tym zakresie, które będą służyć spółkom - matkom, zlokalizowanym w krajach Europy Zachodniej.

4. Mówiąc wprost wymogi kapitałowe, płynnościowe, ostrożnościowe będą ustanawiane na poziomie całego banku zagranicznego, a nie na przykład jego spółki - córki w Polsce.
Może to powodować odpływ kapitału bankowego z tzw. kraju goszczącego do kraju macierzystego, a także podejmowanie większego ryzyka na terenie krajów goszczących w celu zwiększenia potencjalnych zysków (przypomnę tylko, że bez rozwiązań w sprawie wspólnego nadzoru, banki zagraniczne wyprowadziły z naszego kraju kilkanaście miliardów złotych w ramach tzw. afery z opcjami).
Wszystko to jest szalenie niebezpieczne zarówno z punktu widzenia polskiej gospodarki, która korzysta przecież z zasilenia kredytowego, a także gospodarstw domowych, które mają w bankach zagranicznych funkcjonujących w Polsce setki miliardów złotych oszczędności.

5. Jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę kondycję przynajmniej niektórych banków zagranicznych, które mają spółki-córki w Polsce, konieczność spełnienia przez nie wymogów kapitałowych poprzez dokapitalizowanie dziesiątkami miliardów euro, powinniśmy być jako kraj możliwie jak najdalej od koncepcji wspólnego nadzoru bankowego na poziomie europejskim.
Niestety wszystko na to wskazuje, że premier Tusk z ministrem Rostowskim podjęli już decyzję, że Polska do tego wspólnego nadzoru wejdzie, nawet bez uzyskania prawa do głosu stanowiącego na forum Rady Nadzoru.
Nasze oszczędności ulokowane w zagranicznych bankach, zostaną wystawione na poważne ryzyko i nie ma tu specjalnego znaczenia fakt, że mamy w Polsce gwarancję Skarbu Państwa dla wkładów do wysokości 100 tysięcy euro na osobę.

Zbigniew Kuźmiuk

http://kuzmiuk.blog.onet.pl/Czy-Tusk-z- ... 95408765,n


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 03 paź 2012, 13:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Coraz gorsza jakość paliw

Ponad 5 proc. próbek paliw ciekłych skontrolowanych przez Inspekcję Handlową w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku nie spełniało norm jakościowych. Sytuacja na rynku paliw jest gorsza niż w ubiegłym roku, w którym nieprawidłowości stwierdzono w blisko 3 proc. próbkach. Poprawiły się natomiast wyniki kontroli jakości gazu LPG.

Wyniki kontroli przeprowadzonych losowo w okresie od stycznia do sierpnia 2012 roku pokazują, że jakość paliw ciekłych na stacjach benzynowych pogorszyła się. Norm nie spełniało 5,18 proc. przebadanych próbek (w całym 2011 roku było to 2,99 proc.) – poinformował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

Paliwo, które nie spełnia norm jakości, może przyczynić się do wzrostu zużycia paliwa, pogorszenia stanu technicznego silnika, a w konsekwencji jego awarii. W rezultacie użytkownik auta narażony jest na ponoszenie kosztów napraw i remontów silników oraz dyskomfort jazdy. Inspekcja Handlowa kontroluje niemal wszystkie dostępne na rynku rodzaje paliw: olej napędowy, benzynę, gaz LPG, biopaliwa oraz lekki olej opałowy na każdym etapie dystrybucji.

W okresie od stycznia do sierpnia 2012 r. zbadano paliwa na 839 stacjach i w 46 hurtowniach.

W ramach losowej kontroli jakości gazu LPG skontrolowano 234 stacje i 11 rozlewni. Nieprawidłowości stwierdzono w przypadku 1,23 proc. sprawdzonych próbek (w całym roku 2011 było to 2,35 proc.).

Inspekcja Handlowa przeprowadziła również kontrole stacji, na które napłynęły skargi kierowców, wytypowane przez organy ścigania oraz te, na których w poprzednich latach stwierdzono nieprawidłowości. Z pobranych 554 próbek oleju napędowego i benzyny zakwestionowanych zostało 11,9 procent.

Z doświadczeń UOKiK wynika, że liczba kwestionowanych próbek paliwa wzrasta, gdy następują zmiany w obowiązujących przepisach. Zmiana taka miała miejsce także w tym roku, kiedy pojawiło się dodatkowe wymaganie dla oleju napędowego zawierającego powyżej 2 proc. estru metylowego kwasów tłuszczowych (FAME). Oprócz podawania wartości odporności na utlenianie w gramach na metr sześcienny (maksymalna dopuszczalna wartość wynosi 25 g/m3), należy podawać również wartość tego parametru w godzinach (minimalna wartość wynosi 20 h). Odporność na utlenianie – podawana w godzinach – była w tym roku najczęściej kwestionowanym parametrem w próbkach paliw ciekłych. Utlenianie objawia się mętnieniem paliwa i powstawaniem osadów żywicznych w zbiorniku i systemie zasilania.

W przypadku benzyny najczęściej kwestionowano niedotrzymanie wymagań RON – badawczej liczby oktanowej. Zbyt niska liczba oktanowa może być powodem występowania w silniku spalania stukowego, co oznacza nieprawidłowy przebieg spalania powodujący głośną i nierównomierną pracę silnika oraz większe zużycie paliwa.

W przypadku gazu LPG najczęstsze naruszenia dotyczyły parametru badania działania korodującego gazu LPG na miedź. Korozja powoduje m.in. uszkodzenie i szybsze zużywanie elementów silnika.

MM

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... paliw.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 11 paź 2012, 17:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Donald T. w oparach CO2...

Wiele osób zastanawia się co dzieje się z Donaldem T.

Jeden z tygodników niemal wprost zarzucił panu T. paranoidalną manię prześladowczą lub jakieś podobne schorzenie. Niektórzy są łaskawsi i wskazuję, że wzorem jednego z przywódców zamknął się w szafie i pisze kolejne exposé a jego dziwne zachowanie wynika li tylko z chęci utrzymania do piątku w tajemnicy jego treści. Jeszcze inni - w tym ja - uważają, że spec-nadzorcy podjęli już decyzję o końcu funkcjonowania pana T. w polskiej polityce i pan T. o tym dobrze wie... stąd jego strach i przerażenie widoczne w jego oczach i zachowaniu...

Okazuje się jednak, że wszyscy możemy się mylić a przedziwne zachowanie i wygląd pana T. wynikać może po prostu z zatrucia dwutlenkiem węgla (CO2), co przejawia się m.in.: bólami i zawrotami głowy, szumem w uszach, zaburzeniami postrzegania, tachykardią, nadmierną potliwością i przekrwieniem spojówek, dusznością i osłabieniem, omamami i zaburzeniami świadomości, drgawkami i nieraz śpiączką (1). Jedynym ratunkiem przed niechybną śmiercią w przypadku zatrucia CO2 jest jak najszybsze pozbycie się jego nadmiaru i szybkie dotlenienie organizmu...

I... chyba tylko zatruciem CO2 i paniką z tym związaną jestem w stanie wytłumaczyć szybką sprzedaż przez pana T. Hiszpanii - dosłownie za bezcen - praw do emisji 100 mln ton tego gazu. "Hiszpania wypełni w ten sposób wymogi protokołu z Kioto dotyczące zmniejszenia emisji dwutlenku węgla. Polska sprzedała to prawo za 40 mln euro. To 10-krotnie mniej od obecnej ceny rynkowej. Zgodnie z decyzjami podjętymi w Kioto, w ciągu ostatnich czterech lat Hiszpania mogła zwiększyć emisję dwutlenku węgla o 15 proc., jednak wzrost wyniósł prawie 23 proc. Dlatego, żeby wypełnić wymogi Protokołu, musiała dokupić w innym kraju prawo do emisji. W kwietniu w senacie minister rolnictwa i ochrony środowiska Miguel Arias Caniete uspokajał, że rząd ma na to pieniądze: 400 mln euro - jeśli kupi po preferencyjnej cenie 4 euro za tonę, albo 800 mln - jeśli będzie musiał zapłacić najwyższą stawkę. Jak donoszą media, cena odkupienia od Polski praw do emisji jest 10-krotnie niższa od preferencyjnej (0,40 centów za tonę). Biuro prasowe hiszpańskiego Ministerstwa Rolnictwa odmówiło skomentowania tej informacji i poinformowało, że szczegóły transakcji są tajemnicą" (2).

Mam nadzieję, że transakcją tą zajmą się ABW i CBA a pan T. szybko pozbędzie się przykrych dolegliwości związanych z zatruciem CO2 i będzie w stanie stanąć przed sądem za działanie na szkodę państwa polskiego. Nie tylko zresztą za tę nieopłacalną sprzedaż...

P.S.

Pan Donald T. ma niestety pecha do CO2 i chyba boi się wszystkiego, co jest z nim związane a strach ten potęguje się w nim od grudnia 2008 roku, kiedy to podpisał - skrajnie niekorzystny dla Polski - tzw. pakt klimatyczno - energetyczny. Zgodnie z jego założeniami Polska ma zredukować emisję CO2 o 20% do roku 2020. Problem w tym, że pierwotnie rokiem bazowym liczenia tej redukcji miał być rok 1988 a pan T. zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już redukcji na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocenowym. To też będzie jeden z dowodów procesowych zdrady stanu...

1) http://pl.wikipedia.org/wiki/Dwutlenek_węgla#Zatrucie_dwutlenkiem_w.C4.99gla

2) http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/ ... emisji-CO2

http://krzystofjaw.salon24.pl/454317,do ... parach-co2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 15 paź 2012, 14:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Jednak blokada portu w Świnoujściu

1. Zaledwie tydzień temu Rosjanie i Niemcy świętowali uruchomienie II nitki Gazociągu Północnego, co całkiem bezkrytycznie przekazała większość mediów w Polsce, a tu nagle będąca wręcz tubą propagandową rządu Tuska, Gazeta Wyborcza, odpala artykuł Andrzeja Kublika „Rura grzebie Świnoujście”.
Autor wprost pisze, że polski rząd został oszukany przez Niemców, którzy wprawdzie zakopali gazową rurę na odcinku prawie 24 metrów ale tylko tym przecinającym zachodni tor podejściowy do Świnoujścia.
Natomiast na odcinku przecinającym północny tor podejściowy do Świnoujścia przesunięto tylko gazową rurę na głębsze wody ale na spornym aż 5 kilometrowym odcinku jej nie zakopano, sugerując, że zrobi się to w przyszłości jak port w Świnoujściu zgłosi taką potrzebę.

2. Przypomnimy tylko, że budowa pierwszej nitki Gazociągu północnego trwała niewiele ponad rok (rozpoczęła się w kwietniu 2010 roku, a zakończona została w lipcu 2011) i kosztowała około 5,4 mld euro.
Budowa drugiej, została zrealizowana jeszcze szybciej, do końca końca września 2012 roku, kosztowała podobną kwotę, całość kosztów Gazociągu Północnego zamknie się więc sumą około 11 mld euro.
Jest to więc koszt blisko 10 - razy wyższy od kosztów rozbudowy Gazociągu Jamalskiego przebiegającego przez Polskę, który był szacowany przed rozpoczęciem tej morskiej inwestycji na około tylko na około 2 mld USD. Rosjanie i Niemcy byli jednak gotowi wyłożyć znacznie większe pieniądze aby tylko Polskę ominąć.
Pierwszą nitką Gazprom przesyła już 27 mld m3 gazu czemu zresztą niespecjalnie trzeba się dziwić, bo udziałowcami konsorcjum, które gazociąg budowały, były firmy niemieckie, francuskie i holenderskie, a te kraje importują znaczne ilości rosyjskiego gazu.
Druga nitka jest na razie w fazie rozruchu ale kontraktowanie dostawców na Zachodzie trwa w najlepsze więc pewnie i ona będzie bardzo szybko w pełni wykorzystana, ale i tak tak droga inwestycja będzie się amortyzować przez dziesiątki lat.

3. Z jaką determinacją ta inwestycja była przygotowywana i realizowana zarówno przez Rosję jak i przez Niemcy widać po politykach, którzy zostali w to przedsięwzięcie zaangażowani. Wystarczy wymienić byłego Kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera czy byłego Premiera Finlandii Paavo Lipponena.
W marcu 2011 roku roku szwedzki dziennik „Dagenes Nyheter”, korzystając z materiałów portalu Wiki Leaks napisał, że Rosja wykorzystała pieniądze, służby specjalne oraz politykę i polityków żeby przeforsować budowę Gazociągu Północnego, wręcz wymuszając w krajach skandynawskich brak sprzeciwu wobec tej inwestycji. Podobnie oddziaływano na państwa nadbałtyckie i niestety nasz kraj Polskę.
Mając przeciwko sobie dwa wielkie kraje, które jak z tego wynika używały legalnych i nielegalnych oddziaływań aby tę inwestycję forsować pewnie musiało się to skończyć jak się skończyło, choć rząd Tuska zrezygnował z przeciwdziałania tej inwestycji na forum europejskim (a była przecież przyjęta rezolucja opracowana przez Komisję Petycji i jej szefa europosła Libickiego), która dawała podstawy do takich działań.
Jednak w zasadzie brak reakcji naszego rządu na sposób realizacji tej inwestycji na wysokości naszego portu w Świnoujściu, doprowadził do tego, że gaz płynie już obydwoma rurami i trudno nawet sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek miał zamiar pomagać potowi w Świnoujściu i je zakopywać.

4. A ileż to było zapewnień premiera Tuska po spotkaniach z samą Angelą Merkel czy ministra Sikorskiego, który wielokrotnie na spotkaniach z dziennikarzami wyjaśniał jak to dzięki dobrym stosunkom z Niemcami, udało nam się załatwić i ten drażliwy temat.
A tu Niemcy bez żądnych skrupułów zafundowali nam gazociąg, który nie tylko zakłada mam pętlę na szyję, bo Rosjanie mogą nam już przykręcać kurek z gazem według własnego uznania (eksport gazu na Zachód Jamałem biegnącym przez Polskę, nie jest już im do niczego potrzebny) ale także poważnie utrudnią dostawy gazu do gazoportu w Świnoujściu i dostęp do tego portu dużych statków.
Zastanawia tylko w tej sprawie to, że Gazeta Wyborcza także się za ekipę Tuska zabrała, czyżby poczuła już zmianę wiatrów?

http://kuzmiuk.blog.onet.pl/Jednak-blok ... 03599071,n


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 22 gru 2012, 17:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Proces kolonizowania Polski i odbierania nam Polakom szans na bycie niezależnym, samowystarczalnym i bogatym narodem ma się dobrze.
Pod kierownictwem PO, wciąż nam czegoś ubywa i wciąż stajemy się bardziej ubodzy. Wciąż dajemy się spychać z kierunku rozwoju, gospodarności i wzrostu, do strefy upadku, zniszczenia i zniewolenia.


Geotermia Podhalańska pod młotek

Mariusz Kamieniecki

Ze Stanisławem Ślimakiem, wójtem gminy Szaflary na Podhalu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podhale stoi dziś geotermią. Gorącą wodą z głębi ziemi ogrzewane jest w sumie 35 proc. Zakopanego.
– Dzisiaj jest to już kilkaset budynków ogrzewanych ze źródeł geotermalnych. Na Podhalu są także baseny geotermalne.

W planie są kolejne inwestycje. Geotermia to przyszłość. Kiedy podejmowaliśmy się tego zadania, wyglądało to niczym marzenie. Z każdym rokiem przybierało ono coraz bardziej realne kształty.

Byliście prekursorami geotermii w Polsce.
– To była wielka misja profesora Juliana Sokołowskiego, do jej realizacji zachęcił samorządy na Podhalu. Dzisiaj jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni. W 1992 r. podjęliśmy to ryzyko, ale dla biednej gminy pozostał problem sfinansowania inwestycji. Profesor Sokołowski zainteresował tym pomysłem najwyższe ówczesne władze. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, analizując projekt, udzielił nam pomocy finansowej, później zaś został głównym akcjonariuszem.

Podhale korzysta z gorących źródeł już blisko 20 lat.
– We wrześniu 1993 r. odbył się przetarg na uciepłownienie sołectwa Bańska Niżna w gminie Szaflary z odwiertu geotermalnego, który, dodajmy, miał być i rzeczywiście stał się pierwszą inwestycją geotermalną w Polsce. 17 października 1993 r. rozpoczęły się prace, a 22 grudnia pierwszych sześć budynków na Bańskiej Niżnej zostało podłączonych do sieci geotermalnej. 30 grudnia 1993 r. powstała spółka Geotermia Podhalańska SA, do której weszły także inne samorządy, w tym samorząd zakopiański. Warto podkreślić, że pierwsza rada nadzorcza nie pobierała żadnych honorariów. Z czasem cała Bańska Niżna została podłączona do sieci geotermalnej, powstał też pomysł, żeby w ten sposób zaopatrzyć w ciepło Zakopane, po drodze Biały Dunajec i w pewnej części Poronin. Zmieniła się także nazwa na Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska SA. Kolejne inwestycje i odwierty – mam nadzieję – będą sprzyjać rozwojowi tego geotermalnego przedsięwzięcia.

Jakie korzyści płyną z Geotermii Podhalańskiej dla samorządów?
– Jako samorządy mamy w sumie 12 proc. udziałów w spółce, która rozwija się i inwestuje. To może niewiele, ale na więcej nie było nas stać. Korzyścią jest natomiast to, że nasi mieszkańcy, którzy przecież żyją z turystyki, przystosowują swoje budynki do celów turystycznych, wykorzystując ciepło wód geotermalnych. Wszystko po to, aby godnie przyjąć gości, którzy tłumnie przyjeżdżają na Podhale. Chodzi też o wykorzystanie zarówno ciepła, jak i samej wody w basenach do celów zdrowotnych oraz rekreacyjnych. Zakłady poupadały, pracy jest coraz mniej, a geotermia to także pieniądze, które turyści u nas pozostawiają. To również korzyści dla restauracji, punktów żywienia i nowe miejsca pracy. Wszystko to razem poprawia koniunkturę gospodarczą na Podhalu, czyniąc je jeszcze bardziej atrakcyjnym.

Spółka wydaje się rozwojową inwestycją, korzysta z dwóch odwiertów, a w planie jest już budowa trzeciego.
– Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska SA otrzymało na kolejny odwiert kredyt w wysokości ok. 20 mln złotych z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Realizacja tego zadania da możliwość kolejnych podłączeń. Mam nadzieję, że w nieodległej przyszłości do ekologicznej sieci grzewczej zostanie podłączony także Nowy Targ, a po drodze Szaflary. Nasi mieszkańcy – a sołectwo Szaflary liczy ok. 3,5 tys. mieszkańców – z utęsknieniem czekają, aby skorzystać z tego dobrodziejstwa. Pierwsze roboty na placu budowy już ruszyły i myślę, że w przyszłym roku zostaną zakończone. W ten sposób geotermia będzie mogła zwiększyć podaż ciepła dla mieszkańców, którzy do tego systemu zechcą się podłączyć.

Tymczasem NFOŚiGW, właściciel 88 proc. akcji Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska SA, zapowiedział sprzedaż akcji spółki. Samorządy, które posiadają pozostałe akcje, są przeciwne sprzedaży. Jaki będzie konsensus?
– Kiedy dwaj prominentni dyrektorzy NFOŚiGW w listopadzie br. podczas spotkania powiadomili nas o takim zamiarze, w pierwszej chwili myślałem, że to niesmaczny żart. Kiedy jednak w grudniu otrzymałem na piśmie informację o zamiarze zbycia przez NFOŚiGW swoich akcji, to przyznam, że się we mnie zagotowało. Nam wystarczy prywatyzacja Kolei Linowych i problemy, jakie w związku z tym zostały wywołane. Nie chciałbym, żeby dzieło Geotermii Podhalańskiej, które jest efektem przemian społecznych i politycznych w Polsce, poddano prywatyzacji. Jednym z argumentów, które wykluczają taką możliwość, jest fakt, że eksperyment geotermalny na Podhalu trwa i wciąż nie jest zakończony. Dlatego na prywatyzację nie sposób się zgodzić.

Fundusz swoją decyzję opiera na wynikach spółki. Uważa, że teraz, kiedy przynosi zysk i efekt ekologiczny – redukcja emisji CO2 w latach 1991-2011 o 298 tys. ton – należy ją sprzedać. Czy takie argumenty przekonują samorządowców z Podhala?
– Jak już wspomniałem, rozpoczęły się prace. Zainwestowano dodatkowy kapitał. Warto dodać, że kwota zaciągniętego kredytu obciąży również nas jako użytkowników. Byłoby niedorzecznością, gdybyśmy mieli spłacać kredyt, nie będąc właścicielem tego dzieła. Pytam zatem: Po co zaciągano pożyczkę, skoro był zamiar sprzedaży? Jeżeli ktoś za psie pieniądze chciałby to dzieło sprzedać, to będzie miał do czynienia z góralami. Nie wiem, może już ktoś kombinuje, żeby zbyć akcje upatrzonemu inwestorowi. Dlatego może warto, aby tą sprawą zainteresowały się odpowiednie służby, zanim zabrnie ona za daleko. Warto sprawdzić, czy ktoś przypadkiem nie kręci lodów na tym interesie, bo mnie osobiście się to nie podoba.

Tendencja jest taka, że rząd sprzedaje wszystko, co przynosi zysk.
– Takie podejście jest chore, a nawet zbrodnicze wobec Narodu. Musimy się wyzwolić z takiego niebezpiecznego myślenia. Powinniśmy sobie raz na zawsze uświadomić, że są dobra ogólnonarodowe, których właścicielem są wszyscy Polacy. Istnieją dobra, których nie wolno się pozbywać za żadną cenę. Państwa, historycznie rzecz ujmując, ulegają różnym procesom, ale narody były, są i będą. Hrabia Władysław Zamoyski, który wykupił Tatry na licytacji, ofiarował je nie państwu, ale polskiemu Narodowi. Państwo jest jedynie administratorem tych dóbr ogólnonarodowych. Zatem skoro Naród ofiarował pieniądze na utworzenie geotermii, to jest jej właścicielem. I nikomu tego dobra nie wolno prywatyzować. Władza natomiast powinna trzymać rękę na pulsie i kontrolować, żeby nie dochodziło do nadużyć.

Liczy Pan, że uda się zablokować prywatyzację Geotermii Podhalańskiej?
– Jeżeli włączą się w to media, polskie media, to wierzę, że będzie dobrze. Jest takie powiedzenie, że przy żłóbku betlejemskim nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem. Mam nadzieję, że zwycięży rozsądek i logiczne myślenie.

Apeluję już dzisiaj do parlamentarzystów, aby niezależnie od barw politycznych swoimi decyzjami udaremnili zamiar prywatyzacji Geotermii Podhalańskiej.

Samorządy mają alternatywę dla prywatyzacji?
– Już dawno stawialiśmy sprawę, że jeżeli eksperyment zostanie zakończony, to jako samorządy, które tworzą tę spółkę, jesteśmy gotowi rozmawiać na temat przekazania w nasze ręce Geotermii Podhalańskiej. Zapewniam, że my sobie z tym poradzimy. Trzeba tylko dobrej woli z tej drugiej strony, żeby nam to przekazać. Na razie nie czas i miejsce na takie działania. Komunalizacja Geotermii Podhalańskiej będzie możliwa dopiero po zakończeniu całej inwestycji. Na razie mamy laboratorium, jesteśmy w połowie drogi i nie należy niczego przyspieszać. Profesor Sokołowski powtarzał, że eksperyment geotermalny będzie można ocenić po latach, a czas laboratoryjnego traktowania tego eksperymentu nie może trwać krócej niż 30-40 lat. Kiedy pytaliśmy, dlaczego tak długo, profesor odpowiadał, że nauka tej technologii, polegająca m.in. na testowaniu, wymaga czasu. Trzeba też brać pod uwagę, że mamy do czynienia z niezwykłymi terenami naturalnymi w Tatrzańskim Parku Narodowym, a rabunek przyrody w ogóle nie wchodzi tu w grę. To ma być perpetuum mobile i takie będzie. Dzieło się dopiero zaczęło i nie pozwolimy go zniszczyć.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/18871,geo ... lotek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 17 wrz 2013, 18:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2013/08/13/p ... 3-biliony/

Dług publiczny to ponad 3 biliony złotych
Ostatnia aktualizacja: 13 sierpnia 2013 | 4 Komentarzy | 439 Odsłon

Dług publiczny państwa polskiego rośnie w zastraszającym tempie. Oficjalnie rząd i dane statystyczne GUS mówią, że dług zbliża się do poziomu 55% PKB. Jednak nie obejmują one wszystkich zobowiązań. Po ich podliczeniu okazuje się, że dług przekroczył już 3 biliony, a więc każdy Polak jest zadłużony na sumę prawie 80 tysięcy złotych.
- Diabeł tkwi w księgowości. GUS i rząd liczą dług nie uwzględniają różnego rodzaju funduszy, między innymi zobowiązań Krajowego Funduszu Drogowego czy długu związanego z zobowiązaniami wobec ZUS – mówi prof. Stanisław Gomułka.
Przy mniejszym niż się spodziewano wpływie z podatków, rząd zadłużył państwo o kolejne 16 mld zł. Jednocześnie resorty mają obciąć wydatki o 8,5-8,6 mld zł. Oficjalnie więc dług wynosi 886.5 mld zł i stanowi prawie 55% PKB Polski. Po ostatnim zawieszeniu progów ostrożnościowych analitycy przewidują, że zamiast uzdrawiania finansów szykuje się dalsze zadłużanie.
- Zawieszenie progu ostrożnościowego to fatalny sygnał. Oznacza, że rząd zamiast uzdrawiać i reformować finanse, w tym cała sferę wydatkową, woli zmieniać prawo tak by móc jeszcze bardziej nas zadłużyć – ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.
Dług państwa oficjalnie wypada całkiem dobrze. Jednak jeśli policzy się wszystkie wierzytelności metodą Eurostatu, to okazuje się, że zbliżyliśmy się do trzeciego progu ostrożnościowego wynoszącego 60% PKB.
- Rząd ratuje to, że liczy dług według innej metodologii niż europejska. Jednak od września będziemy musieli równolegle publikować wskaźniki makroekonomiczne, liczone według brukselskich sposobów. Na pewno nie będzie to wyglądało tak korzystnie jak teraz chwali się rząd – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Może zmieni to obowiązek uwzględniania czarnej strefy – czyli wartości rynku narkotykowego czy prostytucji. W jakiś sposób obniży to poziom wartości długu w porównaniu z tym, co tworzy nasza gospodarka – dodaje ze śmiechem.
W strefie euro dług publiczny wynosi 92.2%. W 12 krajach euro strefy dług przekroczył 60%. Mimo polityki zaciskania pasa dług nie zmalał, a wręcz przeciwnie, rośnie, zarówno licząc w wartościach bezwzględnych, jak i w odniesieniu do PKB. Najbardziej zadłużonym krajem względem PKB jest Grecja ze 160% długiem. Najmniejszy zaś jest w Estonii. Tam dług publiczny wynosi zaledwie 10% PKB. Liderem światowym, jeśli chodzi o dług publiczny jest Japonia z 245% długiem w stosunku do PKB./BK/

Na podstawie: money.pl

Komentarz: Już wiadomo, co to znaczy, gdy jakiś polityk mówi o zrobieniu z Polski drugiej Japonii.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 24 paź 2013, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowyszczecin.pl/index.php/archives/32328

Katar - ostoja żydomasonerii na Bliskim Wschodzie. Polska, przepłacając za katarski gaz, wspomaga żydomasonerię, a więc i proces zakładania Sodomy i Gomory na Ziemi.

Kopia artykułu:

Polska światowym liderem kosztów zakupu ciekłego gazu
ADMIN 18 WRZEŚNIA 2013 0

Płacimy krocie za rosyjski gaz w wyniku transakcji jakiej nie zawarłby żaden przytomny, uczciwy biznesman. Ale okazuje się że istnieje inna bardziej kompromitująca transakcja, na dostawy ciekłego gazu przez Katar. Imponująco ciekawe jest zamiłowanie naszego rządu do zawierania transakcji a Katarem. Ciekawe że nie analizuje tego ani ABW ani CBA. Chociaż może prowadzą jakieś mrówcze, [...]

Płacimy krocie za rosyjski gaz w wyniku transakcji jakiej nie zawarłby żaden przytomny, uczciwy biznesman. Ale okazuje się że istnieje inna bardziej kompromitująca transakcja, na dostawy ciekłego gazu przez Katar.
Imponująco ciekawe jest zamiłowanie naszego rządu do zawierania transakcji a Katarem. Ciekawe że nie analizuje tego ani ABW ani CBA. Chociaż może prowadzą jakieś mrówcze, szczególowe dochodzenia.
Kontrakt jaki zawarto na dostawy z Kataru płynnego gazu naturalnego (LNG) zawiera jedne z najwyższych kosztów na świecie i to podobno dlatego, że chcemy uniezależnić się od drogich dostaw gazu rosyjskiego.
Według obecnych cen Katarski import będzie nas kosztował o jedną trzecią więcej niż ceny jakie Rosja otrzymuje za dostawy do Europy. Nasz rząd milczy na ten temat w nadziei że nie będzie się mówić o tym przed wyborami. Ale dostawy z Kataru mają się rozpocząć w roku 2015.
To co w tej chwili robi Polska to próba minimalizacji strat. Są przymiarki do sprzedaży zakupionego gazu ale po cenach niższych niż płacimy. Wygląda to na pionierskie osiagniecie polskiego rządu w skali światowej.
Szacuje się że Katar sprzedaje nam towar w cenie 40-50 procent wyższej niz sprzedaje go rosyjski Gazprom. Podobno tak naprawdę płacimy jeszcze więcej.
Czy takie zakupy faktycznie pozwolają nam uniezależnić się od rosyjskich dostaw?
Co prawda rosyjsko- ukraińska dysputa w 2009 roku skłoniła rządy do poszukiwnia alternatywnych źródeł zaopatrzenia ale czy za wszelką cenę? Tym bardziej że krajowa produkcja gazu łupkowego zapowiadała się już od dawna dość optymistycznie. No i LNG jest dostepny na ogóno światowym rynku więc nie ma sensu aby zawieranie monopolistycznego kontraktu aby wyzwolić się od innego monoplisty. Istniały i istnieją też alternatywne rozwiązania choćby kupując gaz z Chorwacji.
Aby przyjąć Katarski gaz buduje się kosztem 2,1 miliardów zlotych terminal w Świnoujściu, który powinien być ukończony w drugie połowie przyszłego roku, gdyż Katar ma dostarczać gaz na poczatku 2015r. Kontrakt zawarty w 2009 roku zakłada zakup przez PGNiG 1 miliona ton gazu (LNG) rocznie, przez 20 lat po cenach uzależnionych od cen ropy naftowej.
Umowa przewiduje że Polska będzie placic 16% lub więcej ceny ropy naftowej plus stałą opłate 50 centów USA za milion Brytyjskicj jednostek termalnych (mmBtu). Na dzisiaj jest to około 20.50 $ /mmBtu, w porównaniu z kosztem 13.50 $ /mmBtu za gaz rosyjski dostarczany na podstawie umów długoterminowych dla Europy.
To oznacza że Polska zapłaci ekstra 325 milionów dolarów rocznie za dostawy z kataru, które pokryją zaledwie dziesiątą część polskiego zapotrzebowania.
Ceny LNG na rynku światowy to obecnie 15.25 $/mmBtu, z dostarczanego europejskim gazociągiem wynoszą 10$ /mmBtu.
Wydaje sie też że tańszy byłby gaz z USA, którego eksport Ameryka wkrótce rozpocznie. No i nasze łupki.
Dodatkowego “smaczku” katarskiemu kontraktowi dodaje zapis że musimy płacic niezależnie od tego czy będziemy w stanie odbierać dostawy , czy nie. A gwarancji że terminal będzie gotowy na czas nie ma. Podobno nie będziemy musieli w takiej sytuacji (jak twiedzi ministerstwo skarbu) płacić, ale nie wiadomo czy katarski dostawca jest tego samego zdania.Dokładnie nie wiadomo gdyż jakoby zawarty kontrakt jest tajny. Wszystko zależeć pewnie będzie od dobrej woli Katarczyków.

Więcej szczegółów: http://www.reuters.com/article/2013/09/ ... ZG20130910

Autorzy:Oleg Vukmanovic i Agnieszka Barteczko
PS. Kto wie czy z tego kataru nie wywiąże się zapalenie płuc.

Przygotował dla was:
Nathanel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 23 lis 2013, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Przedsiębiorca to nie dojna krowa

Bierzcie sprawy w swoje ręce”. Te słowa Lecha Wałęsy wypowiedziane po tym, jak objął on urząd prezydenta RP, na pewno przejdą do historii.

Zresztą Polacy wcale nie musieli na nie czekać, by wziąć się do ciężkiej pracy. Już bowiem w 1988 roku rozpoczęła się epopeja polskiej przedsiębiorczości, która – o zgrozo! – wcale nie była skutkiem działań tzw. demokratycznej opozycji z Lechem Wałęsą na czele, lecz przyjętej przez komunistyczny rząd Mieczysława Rakowskiego ustawy znanej dziś jako „ustawa Wilczka”.

Artykuł 1 ustawy o działalności gospodarczej, firmowanej przez ówczesnego ministra przemysłu Mieczysława Wilczka, zaczynał się następująco: „Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa”.

Oczywiście nie wszystko było dozwolone prawem. Ustawowo wyznaczono 19 dziedzin działalności, na które wymagana była koncesja. Należał do nich m.in. handel metalami szlachetnymi, wydobywanie kopalin i surowców mineralnych, handel bronią i materiałami wybuchowymi, przedsięwzięcia telekomunikacyjne czy działalność w zakresie transportu lotniczego i produkcji alkoholu. Ustanowiono również monopol dla Poczty Polskiej.

Oczywiście komuniści nie zrobili tej ustawy wyłącznie po to, by ludziom żyło się lepiej, ale by dzięki niej mogła się uwłaszczyć czerwona nomenklatura. Gospodarczy boom nastąpił niejako przy okazji. Rozwój bazarowego handlu, stragany wyrastające jak grzyby po deszczu na ulicach polskich miast, wysyp małych rodzinnych firm – to były typowe obrazki tamtych pionierskich czasów. W Warszawie na Stadionie X-lecia oraz w Tuszynie pod Łodzią powstały bazary uznane za największe skupiska handlu w Europie.

Jednocześnie rodzące się olbrzymie fortuny ludzi dawnej komunistycznej nomenklatury i służb specjalnych, uwłaszczających się nie na ulicznym handlu, lecz na wielkich państwowych przedsiębiorstwach, mogły już wówczas sugerować, że ten boom nie może trwać wiecznie i że uroki wzbogacania się nie są dane raz na zawsze i wszystkim. Dokręcanie śruby rozpoczęło się jeszcze w latach 90. Wprowadzono nowe podatki, podwyższono dotychczasowe, zaczęto oplatać przedsiębiorców siecią przepisów prawnych, które zamiast ułatwiać działalność, czyniły ją coraz trudniejszą.

Ustawa o działalności gospodarczej obowiązywała do końca 2000 roku. Od 2001 roku weszła w życie ustawa Prawo działalności gospodarczej. Artykuł 1 nowej ustawy nie brzmi już tak jak w „ustawie Wilczka”, lecz następująco: „Ustawa określa zasady podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz zadania organów administracji rządowej i organów jednostek samorządu terytorialnego w zakresie działalności gospodarczej”.

Zdanie stanowiące początek ustawy z 1988 roku również znajduje się w nowym akcie prawnym, jednak już jako art. 5. Nie jest to bez znaczenia, gdyż wskazuje na komplikowalność prawa na przestrzeni dekady. Warto dodać, że o ile w „ustawie Wilczka” znajduje się siedem artykułów poświęconych koncesjom, o tyle w nowej ustawie takich artykułów jest już dwanaście (od art. 14 do 26).

Ta druga ustawa aż siedem artykułów poświęca zasadom wydawania zezwoleń na prowadzenie działalności gospodarczej, podczas gdy „ustawa Wilczka” w ogóle o tym nie wspomina, określając jedynie warunki ewidencjonowania. Najlepszym dowodem na komplikowalność prawa niech będzie porównanie liczby artykułów w obu ustawach. Ustawa z 1988 roku zawiera 54 artykuły, ustawa z 1999 roku ma ich już 100. To też jest zły znak.

Dziś każda partia polityczna wpisuje do swojego programu hasło: „ułatwimy i uprościmy działalność prywatnym przedsiębiorcom”. Skoro tak jest, znaczy to, że przedsiębiorcy nie mają w Polsce łatwego życia. Na początku br. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przeprowadził badania wśród przedsiębiorców, głównie z sektora małych firm, dotyczące barier i przeszkód w prowadzeniu działalności gospodarczej z ich punktu widzenia.

Wyniki badania nie są niestety optymistyczne, z roku na rok sytuacja jest coraz gorsza. Aż 77 proc. przedsiębiorców uważa pozapłacowe koszty pracy za najbardziej uciążliwą rzecz. Inne bolączki to nadmiar przeszkód biurokratycznych, zmienność prawa i wysokie podatki. Na uwagę zasługuje podatek liniowy oraz względnie prosta księgowość w początkowym okresie prowadzenia działalności.

Coraz większy problem stanowią jednak spadające obroty firm i tym samym brak gotówki już nie tylko na dalsze inwestowanie, ale – po prostu – na życie. Dochodzenie należności też staje się coraz bardziej uciążliwe i czasochłonne. Zabiera dużo czasu, energii i nerwów.

Inna para kaloszy to firmy powstające za unijne dotacje. Z jednej strony stanowią one nie do końca uczciwą konkurencję dla tych, którzy w podobnych branżach działają na własny koszt i ryzyko, z drugiej stwarzają wrażenie boomu, podczas gdy w rzeczywistości boom ten jest sztuczny i nie przyczynia się do wzrostu gospodarczego. Potrzebny jest natomiast politykom do tego, by pochwalić się przed opinią publiczną, jak skutecznie pomagają ludziom rozwijać biznesy. Z ostatnich danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wynika jednak, że co dziesiąty beneficjent środków z UE musi je zwrócić.

Aż dziwne, że w tych warunkach znajdują się firmy, w tym również małe, które odnoszą sukces. Pytanie tylko, na jak długo wystarczy polskim przedsiębiorcom siły do tego, by przedzierając się przez gąszcz coraz bardziej utrudniających życie przepisów, kontynuować swoją działalność. Zawsze pozostaje możliwość ucieczki w szarą strefę, jednak na szerszą skalę i na dłuższą metę może to być trudne. Rodzi bowiem dodatkowe ryzyko ze strony państwowego aparatu przymusu i naraża na represje.

Władza musi całkowicie zmienić swoje myślenie i zacząć traktować przedsiębiorców nie jako dojne krowy, które doi się dotąd, dopóki mają mleko, lecz jako tych, którzy tworzą bogactwo Narodu, dają pracę innym i przyczyniają się do rozwoju państwa. Jednak państwa rozumianego jako dobro wspólne, a nie jako coraz bardziej rozrastającego się biurokratycznego potwora. A z takim państwem mamy niestety obecnie do czynienia.

Paweł Sztąberek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/60425,p ... krowa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 09 gru 2013, 12:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/10/20 ... wlosciach/

Nieszczęścia Polski to gleba, na której rośnie antypolska oligarchia.

Kopia artykułu:

Pan na włościach
Posted by Marucha w dniu 2013-10-20 (niedziela)

Zbudował własne imperium bazujące na sieci klientelistycznych powiązań. Zakonserwował urząd marszałkowski i podległe mu spółki na poziomie partyjno-towarzyskich koneksji.

Obrazek

W 2006 roku oficjalne zadłużenie Mazowsza wynosiło 324 tys. złotych, a w 2013 roku – 100 milionów. W ciągu tych 6 lat wzrost zadłużenia osiągnął zatem poziom ponad 2,5 tys. procent.
Zdaniem opozycji i ekspertów, dziura w budżecie to wynik nie tyle „janosikowego”, ile fatalnego zarządzania, kolesiostwa, rozrośniętej biurokracji, będącej przechowalnią dla ludzi z rządzącej koalicji.
Województwo popada w ruinę, tymczasem Adam Struzik w ostatnich latach przeznaczył ponad 90 mln zł na nagrody dla swoich urzędników, a roczne koszta funkcjonowania urzędu oscylują w granicach 100 mln złotych.
Tymczasem w połowie września budżet województwa stał się po prostu niewypłacalny i gdyby samorząd był prywatną spółką, musiałby ogłosić upadłość. Struzik całą winę zwala na „janosikowe” – obowiązkową transmisję środków od bogatszych samorządów do biedniejszych. A także na kryzys. – Od czterech lat, od kiedy nastąpił kryzys finansów i Polski, i Mazowsza, i kryzys ekonomiczny w Europie i na świecie, nasze dochody stale spadają, a musimy płacić olbrzymie daniny na rzecz innych województw – tłumaczył się po ogłoszeniu, że na koncie województwa jest dokładnie zero złotych.
Jednocześnie odrzucił wszelkie zarzuty złego zarządzania, marnotrawstwa i niegospodarności: – Województwo jest zadłużone i ma swoje problemy, ale one nie są indywidualnie zawinione przeze mnie – zapewniał. Obecnie długi województwa wynoszą półtora miliarda złotych, banki nie chcą mu udzielać kredytów na komercyjnych zasadach, przekroczono limity zadłużenia samorządów i Ministerstwo Finansów musiało potraktować Mazowsze jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy Grecję – zmusiło do dotkliwego programu naprawczego. Zarządzany przez Struzika samorząd jest w najgorszej sytuacji w kraju.

Afera lotniskowa
Lotnisko w Modlinie to sztandarowa inwestycja Mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego i zarazem sztandarowy przykład niegospodarności. Struzik stał już wtedy na czele wojewódzkiego samorządu od ponad 10 lat. Nowe lotnisko miało stanowić konkurencję i uzupełnienie oferty Okęcia, koncentrować się na obsłudze tzw. tanich linii lotniczych.
Pomysł wykorzystania nieużywanej przez wojsko dawnej bazy lotnictwa doświadczalnego funkcjonował od dawna. Armia zamknęła znajdujący się w fatalnym stanie obiekt w 2000 roku. Rozważano wiele przeznaczeń dla nieużywanego lotniska. Przede wszystkim to w oparciu o nie mógł być zbudowany drugi międzynarodowy port lotniczy dla Warszawy, który w przyszłości zastąpiłby pękające w szwach Okęcie, gdzie rozbudowa ze względu na bliskość miasta jest niemożliwa. Rozważano też inne lokalizacje tej niezbędnej w niedalekiej przyszłości inwestycji, ale od pewnego czasu coraz mniej o tych planach słychać.
Tymczasem na polskim niebie pojawiły się tanie linie samolotowe. W Warszawie postanowiono wziąć przykład z wielu miast europejskich, które przystosowały dla nich małe, bardziej peryferyjne lotniska, często byłe bazy wojskowe lub ośrodki awiacji amatorskiej. Modlin nadawał się do takiej roli. Zawiązano spółkę.
Poza niewielkim udziałem miasta Nowy Dwór Mazowiecki trzej główni akcjonariusze to wojsko, które wniosło teren z pasem startowym, Polskie Porty Lotnicze, które zapewniły odpowiednią infrastrukturę (aparatura nawigacyjna, systemy bezpieczeństwa, kontroli pasażerów itd.) oraz województwo mazowieckie. To samorząd miał wyłożyć pieniądze na remont zdewastowanego obiektu.
– Marszałek zaangażował tam realne pieniądze i ma cały czas realny wpływ na Modlin. Jego zastępca bezpośrednio obsadza stanowisko wiceprezesa zarządu portu Warszawa-Modlin – mówi Jakub Opara, radny sejmiku mazowieckiego.
Mazowsze planowało też modernizację starej bocznicy kolejowej. Gdyby pociąg z centrum Warszawy (i z Okęcia) podjeżdżał pod sam terminal, atrakcyjność nowego portu znacznie by wzrosła. Jednak problemy prawno-organizacyjne przerosły urzędników podległych Struzikowi. Jego osobistą decyzją zrezygnowano z linii kolejowej. Tym samym przepadło ok. 100 mln zł już przyznanej unijnej dotacji.
Nie udało się też uruchomić lotów na Euro 2012, jak zapowiadano. Modlin nadawałby się do przyjęcia samolotów z kibicami, lotów czarterowych i popularnych tanich przewoźników, miałby więc od razu dobry start do dalszej działalności. Nic z tych obietnic nie wyszło. Pierwszy samolot wylądował dopiero w lipcu ubiegłego roku. O przeniesieniu się z Okęcia zdecydowały dwie najpopularniejsze tanie linie: Wizz Air i Ryanair.
– To historyczny dzień. Bardzo wielu nie wierzyło w to, że można tę inwestycję przeprowadzić. Było wiele przeszkód, m.in. politycznych, środowiskowych. Ale udało się zrealizować ten bardzo ważny cel, który przyczyni się do rozwoju Mazowsza –mówił Struzik na otwarciu. Wyliczał miliony pasażerów i tysiące nowych miejsc pracy, jakie dzięki inwestycji zyskaliśmy.
Tymczasem lotnisko działało tylko pięć miesięcy. W grudniu 2012 r. pas startowy trzeba było zamknąć z powodu niespełniającego wymagań składu betonu. Okazało się, że to początek największej afery na Mazowszu od początku istnienia samorządu wojewódzkiego.
Port nie działał do końca września. Wprawdzie wykonawca wadliwej nawierzchni, firma Erbud, naprawił fuszerkę, ale chce się sądzić o jej koszty. Wykonawca zrzuca część odpowiedzialności na zarząd lotniska. Dochodzą do tego straty związane z funkcjonowaniem niedziałającego obiektu. To ponad 30 mln złotych. Należy też wziąć pod uwagę stracone zyski znajdujących się w terminalu i okolicach punktów usługowo-handlowych, firm transportowych, hoteli itd. i oczywiście koszty społeczne. Zamiast obiecanych miejsc pracy setki osób znalazło się w sytuacji bez jasnej perspektywy. Poza tym do Modlina wrócił już tylko Ryanair –Wizz Air stwierdził, że stracił zaufanie do lotniska i pozostaje na Okęciu.
Przez cały czas Struzik odrzucał wszelkie sugestie dymisji czy choćby przyjęcia współodpowiedzialności za wpadkę. A uwagę opinii publicznej zaczął skupiać na coraz bardziej nierealnych pomysłach, jak zapłacić Skarbowi Państwa należności z tytułu „janosikowego”, na co zadłużonego Mazowsza nie stać. Chciał Ministerstwu Finansów oddać udziały w spółce kolejowej Przewozy Regionalne, a potem w nieczynnym lotnisku w Modlinie. Żeby za jego straty zapłacili podatnicy z całej Polski, a nie tylko Mazowsza.

Szpitale do kasacji
Kolejnym obszarem, który odczuł wyraźnie in minus rządy Struzika, jest służba zdrowia. Obecnie szpitale podległe marszałkowi są zadłużone na ponad 500 mln złotych. –Dług szpitali jest napędzamy błędami w zarządzaniu służbą zdrowia. Zamiast strategii jest wszechdominujące kolesiostwo i obsadzanie stanowisk z klucza partyjnego – mówi Maria Ochman, szefowa Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”.
Tajemnicą poliszynela jest, które placówki są milsze sercu pana marszałka. W szpitalach obsadzonych wieloletnimi współpracownikami Struzika z finansowaniem nie ma problemów. – Warto przyjrzeć się losowi spółek przekształcanych przez marszałka, który był pionierem w tym obszarze. Cieszący się doskonałą opinią szpital w Siedlcach nie był zadłużony, po przekształceniu w spółkę ma olbrzymi dług – wskazuje Ochman.
Moi rozmówcy wytykają Struzikowi zniszczenie Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii dla Dzieci i Młodzieży. Ta unikalna placówka z siedzibą w Zagórzu miała oddziały m.in. w Otwocku, Józefowie i Warszawie. Przekształcenie centrum w spółkę i podzielenie uszczupliło kompleksowość placówki, a oddział w Otwocku zlikwidowano. Maria Ochman bez trudu wymienia duże placówki medyczne zlikwidowane pod rządami marszałka Struzika. – Szpital Zakaźno-Dziecięcy na Siennej, szpital kolejowy na Brzeskiej, szpital Omega na Marszałkowskiej. Wszystko w sytuacji, kiedy w Warszawie brakuje łóżek – dodaje.
Gdy podległe Struzikowi szpitale ledwie zipią, marszałek lekką ręką rozdawał kilkudziesięciotysięczne nagrody dla dyrektorów zadłużonych placówek.

Dorzynanie kultury
Zdaniem moich rozmówców, w sferze kultury największą krzywdę Struzik wyrządził Warszawskiej Operze Kameralnej oraz jej założycielowi Stefanowi Sutkowskiemu.
– Prowadząc ten teatr przez pół wieku, wzniósł go on na najwyższy poziom artystyczny. Najwyższy spośród wszystkich teatrów operowych w Polsce. Pan Struzik miast podziękować, postraszył Stefana Sutkowskiego prokuratorem, niby za jakieś nieprawidłowości w funkcjonowaniu WOK, w co przecież nikt nie uwierzył – mówi Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny.
Dyrektor Sutkowski tę marszałkową nagonkę przypłacił zdrowiem i odszedł z teatru. Nowym dyrektorem WOK został Jerzy Lach, były szef departamentu kultury w urzędzie marszałkowskim, który zgłosił się do konkursu na to stanowisko. Zaniepokojenie przebiegiem konkursu wyrażał nawet minister kultury Bogdan Zdrojewski.
– Warszawska Opera Kameralna zaś, już pod nową dyrekcją, przejawia wyraźne upodobanie w kierunku porno i dewiacji, jak choćby w nowej inscenizacji Marka Weissa opery Mozarta „Cosi fan tutte”, gdzie widza epatuje się wyuzdanym seksem, paleniem haszyszu, scenami sugerującymi skłonności lesbijsko-kazirodcze sióstr i homoseksualne mężczyzn itd., itd. – wylicza Stankiewicz-Podhorecka. A niebawem na tej zasłużonej scenie pojawi się kolejne „arcydzieło” operowe o transseksualiście w parlamencie Annie Grodzkiej.
Z olbrzymimi problemami finansowymi boryka się także nasza narodowa chluba – Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze”.
Ofiarą układów politycznych padła jedna z najbardziej obiecujących inwestycji w województwie. Park Balneologii, Turystyki i Wypoczynku Termy Gostynińskie miał być największym tego rodzaju obiektem w Polsce wykorzystującym złoża geotermalne. Prywatna wojna polityczna na linii Struzik – burmistrz Gostynina spowodowała, że projekt stracił 72 mln zł unijnej dotacji i nie wiadomo, czy w ogóle zostanie zrealizowany.
Sytuacja regionu przypomina krajobraz po bitwie, ale marszałek nie widzi problemów – umywa ręce, może dlatego, że nie o dobro publiczne toczy się jego prywatna gra.

Beata Falkowska

http://naszdziennik.pl/mysl/57181,pan-na-wlosciach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 05 lut 2014, 15:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/66392

Wg ukraińskich standardów, to Tusk i Pawlak nie wyszliby z paki
Janusz40, wt., 04/02/2014 - 08:00

Obrazek

Prezes NIK - Krzysztof Kwiatkowski poprosił ministra i wicepremiera gospodarki o upublicznienie instukcji negocjacyjnej w sprawie konktraktu gazowego z Gazpromem. Odpowiedź była odmowna.
Ten kompromitujacy Polskę rządzoną przez koalicję PO - PSL podpisał wicepremier Pawlak, ale oczywiscie zgodnie z ustaleniami na szczeblu rządowym. Wszyscy doskonale wiemy, kto w tym rządzie decyduje. Oczywiscie - jest się czego wstydzić, jest parę spraw ogromnej wagi, które powinny być wyjaśnione. Zgoda Polski na najwyższą cenę jaką w Europie Polska płaci za gaz (Bodaj Mołdawia płaci więcej, ale są to nieporównywalne wielkości dostaw) - nie da się wytłumaczyc w racjonalnyuch kategoriach. Dodatkowy aspekt sprawy polega na tym, iż Polska leży bliżej dostawcy niż odbiorcy z zachodniej Europy (odpadają koszty tranzytu).
Przede wszystkim - nie było potrzeby podpisywania kontraktu na zwiększenie ilości dostarczanego gazu ponieważ obowiazywał tzw. Kontrakt Jamalski. Zapotrzebowanie na gaz ziemny w Polsce w ostatnich latach utrzymuje się na
poziomie około 13,5 mld m3
. Popyt na gaz zaspakajany jest dzięki wydobyciu krajowemu
w wysokości około 4 mld m³ (co stanowi około 30 % zapotrzebowania krajowego),
importowi z kierunku wschodniego z Federacji Rosyjskiej (około 7 mld m3
w roku 2008 r.),
importowi z kierunku wschodniego z krajów Azji Centralnej realizowanego przez
RosUkrEnego AG (około 2,5 mld m
3
w roku 2008 r.) oraz dostawom
wewwnątrzwspólnotowym z Niemiec i Czech (około 0,9 mld m3
).
Dostawy gazu ziemnego z Federacji Rosyjskiej realizowane są przez PGNiG S.A. na
podstawie Porozumienia między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Federacji
Rosyjskiej o budowie systemu gazociągów dla tranzytu gazu rosyjskiego przez terytorium
Rzeczypospolitej Polskiej i dostawach gazu rosyjskiego do Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 25
sierpnia 1993 r., (zwanego dalej: „Porozumieniem z 1993 r.”) zmienionego Protokołami
sporządzonymi dnia 18 lutego 1995 r. (zwanym dalej: „Protokołem z 1995 r.”) i dnia 12
lutego 2003 r. (zwanym dalej: „Protokołem Dodatkowym z 2003 r.”) oraz długoterminowego
kontraktu handlowego, który na podstawie powyższego porozumienia zawarły w dniu 25
września 1996 r. PGNiG S.A. i OOO Gazprom Eksport (tzw.: kontrakt jamalski). Kontrakt
ten obowiązuje do dnia 31 grudnia 2022 r. Dostawy gazu, zgodnie z omawianym kontraktem
miały być realizowane w następujących wielkościach i terminach:
- 2010-2014 (corocznie) – 8,00 mld m³ (wg. norm rosyjskich GOST),
- 2015-2022 (corocznie) – 9,00 mld m³ (wg. norm rosyjskich GOST).
Dostawy realizowane przez PGNiG S.A. na podstawie kontraktu jamalskiego
uzupełniane były dostawami na podstawie kontraktu średnioterminowego, tj. umowy
sprzedaży gazu zawartej w dniu 17 listopada 2006 r. z RosUkrEnergo AG (50 % udziałów
w spółce posiada Gazprom) obowiązującej formalnie do dnia 1 stycznia 2010 r.
z możliwością przedłużenia okresu dostaw do dnia 1 stycznia 2012 r. Spółka ta realizowała
dostawy do Polski w ilości około 2,5 mld m3
na rok (w latach 2007-2008). Umowa z tym dostawcą opiewała do 2010 roku z możliwościa przedłużenia o 2 lata - po 2,5 mld. m3 gazu wg europejskich cen: http://niepoprawni.pl/sites/all/modules ... xtlink.png); padding-right: 12px; color: rgb(51, 98, 153); background-position: 100% 50%; background-repeat: no-repeat no-repeat;">http://www.bankier.pl/wiadomosc/PGNIG-PGNiG-podp...
RosUkrEnergo przestał dostarczać gaz (pod wpływem przemożnego udziałowca - Gazpromu) i pomimo wezwań nie wywiazywał sie z umowy. Rosja (Gazprom) zadecydował o bezpośrednich dostawach gazu do Polski (z pominieciem RosUkrEnergo, który chyba został przekształcony, czy rozwiązany). Ewentualne dostawy brakujacych ilości gazu przez inne ukraińskie firmy były uzależnione od strony rosyjskiej, który takiej zgody odmawiał.
Właśnie konieczność zbilansowania polskich potrzeb gazowych była pretekstem do sformułowania i podpisania nowego gazowego kontraktu. Temu bezczelnemu żądaniu ze strony Gazpromu - rząd PDT nie umiał, albo nie chciał się przeciwstawić. Wicepremier Pawlak - kiedy był premierem - został publicznie zbesztany przez premiera Czarnomyrdina za jakieś przepychanki z ruskimi handlarkami na warszawskim dworcu (można zrozumieć jego tchórzostwo), wsławił się teraz powiedzonkiem, że jak nie podpiszemy gazowego kontraktu, to zamiast gazem - bedziemy palic gazetami.
Nowy kontrakt nie musiał być wcale podpisywany; kontrakt jamalski wraz z uzupełnieniem 2,5 mld. m3 i z wydobyciem krajowym znakomicie wystarczał przy założeniu pewnej dyscypliny w zużyciu, pewnej intensyfikacji wydobycia krajowego i pewnych zabiegów o uzupełniające dostawy od strony Niemiec (była tylko koniecznoć drobnych inwestycji rurociągowych. Oczywiście - ktoś powie, ale właśnie nie było owych dostaw via Ukraina. Było zerwanie umowy z winy Gazpromu i mając rurociąg Jamal biegnący przez polskie terytorium, którym płynie na zachód gaz Gazpromu - każdy rząd, którego kierownictwo ma cojones - nie miałby wątpliwości co należy robić.
Sprawa następna - PDT objął rządy w 2007 roku - była wybrana lokalizacja i rozpisany przetarg na wykonawcę gazoportu w Świnoujściu, kontrakt gazowy został ostatecznie podpisany na początku 2010r. - Tusk miał prawie 4 lata na uruchomienie tej strategicznej inwestycji. Na świecie są przypadki wybudowania terminala gazowego w dwa lata. Premier Tusk po objeciu władzy włączył wsteczny bieg dla tego przedsiewzięcia; po trzech latach ogłosił tryumfalnie, ze "już" został wyłoniony wykonawca, po upływie dalszych 6 m-cy - został wmurowany kamien węgielny i Tusk osobiście zawiesił ordery. Planowany konieć inwestycji, to czerwiec 2014 - już wiadomo o półrocznym poslizgu, potem będzie czas rozruchu - PGNiG zrobi wszystko, by sprawę opóżnić, gdyż w przypadku tańszego gazu skroplonego - będzie generalna wsypa. Dla polskiej racji stanu, to z chwilą objecia rządów premier Tusk i wicepremier Pawlak powinni rozbić namiot na budowie w Świnoujściu i na zmianę czuwać nad ekspresowym wybudowaniu terminala, który mógłby nas całkowicie uniezależnić od Moskwy. Eugeniusz Kwiatkowski potrafił w ciagu rokun i dwóch miesięcy wybudować hutę i wyprodukować pierwszą armatę (od wbicia łopaty w leśnym terenie - była to Huta Stalowa Wola - zakład metalurgiczny o najwyższym światowym poziomie w metalurgii).
Była także równoległa koncepcja zainstalowania pływajacego terminala w Gdańsku, to działajace juz w świecie rozwiazania - taki pływający gazoport jest dwa razy tańszy, ajego instalacja dwa razy szybszaod stacjonarnego.
Osobnym zagadnieniem są karygodne zaniedbania w dziedzinie wydobycia gazu łupkowego. Straty z tego tytułu - prof. Orion-Jedrysek ocenia na setki miliardów, a sekularnie na bilion...
Cóż - takich mamy premierów, na jakich zasłużyliśmy, a raczej takich, których bezmyślnie wybraliście (przepraszam za tę drugą, nie pierwszą osobę - ale ja nigdy na nich nie dałem kreski - krzyżyka).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 02 cze 2014, 14:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Siedem lat chudych polskiej przedsiębiorczości

Tytułem wstępu

Podstawa dobrobytu w państwie opiera się na wolności i przedsiębiorczości obywateli, ich woli pracy i samoorganizacji. Razem stanowią kapitał ludzki, który jawi się dziś wart wiele więcej niż euro czy dolary, bowiem te mogą okazać się bezwartościowe już jutro - w czasach kryzysu. Wiedzą o tym Niemcy, Amerykanie czy Chińczycy i Hindusi. Pierwsi, bo robią wszystko, by przezwyciężyć zapaść demograficzną kusząc naszych rodaków do siebie, drudzy, bo opierają rozwój w coraz większym stopniu o rynek wewnętrzny. Z tej perspektywy, polski rząd prowadzi bezrefleksyjną politykę podporządkowania Polski UE, jako peryferii i zasobu taniej siły roboczej dla Niemiec, która nieubłaganie skutkuje wyludnianiem kraju i musi doprowadzić do katastrofy w finansach publicznych. Bo na przyszłość kraju składają się przekonania i decyzje jednostek - obywateli, w tym młodego pokolenia wchodzącego na rynek pracy. Czyż potrzeba bardziej znaczących dowodów ponad ten, że 75% młodych ludzi planuje „lepsze” życie poza Polską, na emigracji.



Rzeź polskich przedsiębiorców

Nie dość mocnych słów o katastrofalnej polityce gospodarczej tego rządu. Etatystyczna, korupcjogenna, sprzeczna interesem narodowym, a co szokuje, wymierzona przeciw rodzimym przedsiębiorcom. Bo jak tłumaczyć fakt, że lwią część zamówień publicznych, zleceniodawca jakim jest państwo, oddaje podmiotom zagranicznych, głównie firmom z Niemiec, podczas, gdy firmy z Polski sprowadzone we własnym kraju do roli podwykonawcy często nie otrzymują zapłaty za zlecone prace.

Ostatnio, znowu głośno o 20 składach Pendolino zakupionych od zagranicznego konsorcjum. Dość powiedzieć, że za sumę kontraktu polscy producenci PESA i NEWAG mogli dostarczyć 60 szybkobieżnych składów dostosowanych do miejscowych warunków. Podatki i miejsca pracy pozostałyby w kraju.

Rząd toleruje obywatela, jako tanią siłę roboczą, jeśli nie „kwękoli”, a ciężko pracuje za lichy grosz na umowie śmieciowej. Czy wtedy gdy na posadzie za 1000 euro bierze kredyt hipoteczny we frankach zadłużając się ponad miarę. Tymczasem, rodzimych przedsiębiorców władza upatrzyła sobie jako wroga publicznego, potencjalnego oszusta, osobę niższego stanu. Oczywiście, od reguły istnieją wyjątki, tzw „najlepsi płatnicy”, „swojacy”. To najczęściej byli politycy, funkcjonariusze służb specjalnych lub partyjni koledzy. Na ich dyskrecję można liczyć. Do osobnej kategorii należą oligarchowie kontrolujący media i partnerzy prominentnych kancelarii prawnych odciskający piętno na kształt i skuteczność wymiaru sprawiedliwości. Całe to towarzystwo ma swego bożka - mamonę, stąd też pokornie chyli czoło, wręcz klęczy przed kapitałem zagranicznym niezależnie od kierunku pochodzenia, w myśl zasady, że żaden pieniądz nie śmierdzi.

Bariery wzrostu

Pierwszą barierą rozwoju małych i średnich firm są/będą rosnące rachunki za gaz i inne źródła energii, czyli przekładając na język polityki, cena za spolegliwość Tuska i Piechocińskiego wobec Rosji, Niemiec i Unii Europejskiej. Podczas, gdy 485 dolarów za 1000 metrów sześciennych żądane przez Rosję od Ukrainy wywołało sprzeciw, to w Polsce nikt, ani śmie pisnąć, że średnia cena za rosyjski gaz zapłacona przez PGNiG w 2012 roku wynosiła 530 dolarów, podczas gdy Niemcy równolegle otrzymywali ten sam towar po 380 dolarów. Innymi słowy, polscy obywatele w tym przedsiębiorcy finansują imperialną politykę Rosji przymuszani do płacenia wysokich rachunków za energię kompensując przy tym poniesione straty lichą płacą na lokalnym rynku pracy. Podobny efekt ekonomiczny niesie ze sobą podpisany w ramach Unii Pakiet Klimatyczny. Grożą upadłości przejęcia i zwolnienia nie tylko sektorze wydobywczym i energetycznym, ale również w przemyśle chemicznym, który jak dotąd pozostawał pod kontrolą rodzimego kapitału.



Przykład cen energii przemawia do wyobraźni ze względu na sytuację Ukrainy, lecz większe pieniądze uciekają z Polski przez system bankowy. Banki coraz częściej celowo niszczą firmy swoich klientów, jak w przypadku producenta makaronów Malma Michela Marbot czy Optimusa Romana Kluski. Składa się na to szereg uwarunkowań. Po pierwsze, bankowcy udzielają znaczących pożyczek w tzw konsorcjach kredytowych. Uczestniczą też razem w radach wierzycieli podczas procesy restrukturyzacji długów. Decyzje w tych gremiach podejmuje większość, a ta przynależy obcemu kapitałowi, który kontroluje blisko 70% sektora banków. Nic dziwnego, że właściciele banków bez skrępowania dzielą między sobą polski tort faworyzując firmy z krajów pochodzenia. To jedynie część prawdy, ta lepsza, mieszcząca się w ramach prawa i logice rynku, bo codzienna praktyka przybiera odcień ubezwłasnowolniającej czerni. Zagraniczne banki w swym arsenale przeciw lokalnej konkurencji posiadają broń masowego rażenia, tzw Bankowy Tytuł Egzekucyjny (BTE), relikt w prawie z czasów stalinowskich wykorzystywany po dziś dzień, by odbierać własność z rąk miejscowej ludności. Zapisy o BTE stawiają banki ponad prawem i kontrolą sądową pozwalając arbitralnie przejmować nieruchomości, środki na kontach i dochody. Bez wątpienia, BTE to narzędzie rzeczywistego władztwa w Polsce i bezpardonowej kolonizacji gospodarki. 2013 był kolejnym rokiem, w którym wystawiono grubo ponad milion BTE. Banki nadużywają BTE na wszelkie możliwe sposoby, często jako narzędzie szantażu, co spotkało przedsiębiorców nabitych w opcje walutowe, czy tzw „frankowiczów”, którzy nieopacznie wzięli kredyty hipoteczne oparte na franku. Gdy zestawimy hasłowo przewiny banków w Polsce wylania się obraz bantustanu, kraju skolonizowanego, którego obywatele bez szemrania godzą się z losem najemcy, wręcz niewolnika. Lista jest niezwykle długa: od wielokrotnych opłat za tę samą usługę, nadmiernego oprocentowania kredytów i debetów dla polskich klientów, nieuzasadnionych, wysokich prowizji, nieuczciwych praktyk sprzedaży i marketingu, BTE, bankowych, lichwiarskich odsetek karnych (nawet ponad 40% w skali roku), oszukańczych poliso-lokat, opcji walutowych i kredytów we frankach, manipulowania stawką WIBOR, po odpychające praktyki naciąganie emerytów na usługi, których nie potrzebują, czy w końcu świetnie udokumentowany bezprawny transfer kapitału i zysków, jak miało to miejsce w przypadku Pekao SA i projektu Chopin, czy nagminny proceder cen transferowych pod pretekstem opłat licencyjnych za wartości intelektualne, markę, logo czy software lokowanych w rajach podatkowych. Oczywiście, zagarnięte bezprawnie nadmierne zyski i nielegalny transfer kapitału pomniejsza popyt, konsumpcję i rynek wewnętrzny oraz kreuje potężny deficyt na rachunku bieżącym. Średnio grubo ponad 100 miliardów złotych (oficjalne statystyki nie oddają całej skali procederu) co rok wysysanych z kraju przez system bankowy i korporacje międzynarodowe powoduje, że owoce naszej pracy konsumują inni, podczas gdy my systematycznie ubożejemy. Poszerza się obszar wykluczenia finansowego, a brak perspektyw zmusza do emigracji za pracą i godnym życiem. Koło się zamyka...

Złowieszczą triadę barier postawionych przed polskim przedsiębiorcą dopełnia niesprawiedliwy i korupcjogenny system podatkowy. Bo ciężar podatków, których płacenia unikają banki, międzynarodowe korporacje, sieci sklepów wielkopowierzchniowych, telekomy, konglomeraty energetyczne, przerzucono na barki Kowalskiego oraz lokalne małe i średnie przedsiębiorstwa. Trudno ten mechanizm określić inaczej jak rabunkowy, bo prowadzi do niszczenia miejsc pracy, ciągłej presji na obniżanie płac i spadku konsumpcji wewnętrznej. W konsekwencji, do malejących wpływów podatkowych, kłopotów budżetu i rosnącego zadłużenia państwa. I w tym obszarze rządzący stosują broń masowego rażenia. Niechlujne zapisy prawa podatkowego poszerzają przestrzeń interpretacji i arbitralnych decyzji poborcy podatkowego. Nawet, jeśli to urząd skarbowy zmieni własną wykładnię zapisu prawa, to podatnik musi pokryć straty nie od momentu zmiany interpretacji, a wstecz przez cały okres obowiązywania spornego zapisu! W tej sytuacji polski przedsiębiorca nie zna dnia i godziny i zawsze musi być gotowy na najgorsze, dokładnie tak, jak bohaterowie znakomitego filmu „Układ zamknięty”. Co więcej, dodawane są coraz to nowe mętne przepisy poszerzające władztwo urzędników. Jak choćby ostatnio, ten o solidarności podatkowej, który umożliwia ukaranie uczciwego przedsiębiorcy za podatki niezapłacone przez kooperanta. Kolejny, korupcjogenny obszar możliwych fałszerstw, nadużyć, szantażu i samowoli urzędników.


Strażnicy systemu a naprawa państwa

Gdzie nie ma sprawiedliwości rządzą złoczyńcy. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce. Mitem jest niewydolność urzędów/sądów... Te pełnią rolę strażników systemu i działają sprawnie chroniąc interesy beneficjentów. Co prawda, przepisy nakładają na urzędy/sądy określone terminy, są to jednak tzw terminy instrukcyjne. Sąd, czy urząd nie musi w danym czasie sprawy rozstrzygnąć, a jedynie powinien. Nierzadko spory ciągną się po 10 lat, jeśli dotyczą zarzutów przeciwko ZUS, organom państwa, instytucjom finansowym oraz lokalnym sitwom urzędniczym. W takich sytuacjach, nawet po przegranej, ZUS/urząd/instytucja/sitwa nie są zobowiązane do zapłaty odsetek od świadczenia, którego nie chciały zapłacić, bądź środków nielegalnie zagrabionych. Oddzielnym rozdziałem stanowi prawo odszkodowawcze, martwe w założeniu, ze względu, że poszkodowany przy znikomym prawdopodobieństwie wygranej musi na wstępie ponieść wysoki koszt, jako procent od roszczenia.

Ze względu na stopień patologii, naprawa państwa rozumiana jako egzekucja prawa wobec międzynarodowych koncernów, przy jednoczesnym wsparciu dla rodzimych przedsiębiorców szybko przyniosłaby efekty ekonomiczne, finansowe i gospodarcze. Podstawowe cele to: obniżka cen energii, repolonizacja systemu bankowego, skuteczne opodatkowanie korporacji międzynarodowych, obniżenie obciążeń fiskalnych i administracyjnych rodzimych firm, pomoc młodym poprzez tworzenie płatnych godziwie miejsc pracy i ulgi podatkowe dla pracodawców, reindustrializacja kraju i szeroko zakrojona polityka prorodzinna. By te cele osiągnąć należy odbudować sprawnie działających instytucji państwa prawa. A zacząć należy niewątpliwie od weryfikacji reprezentantów i skuteczności działań wymiaru sprawiedliwości, bo bez tego warunku sine qua non przy władzy pozostaną złoczyńcy.

Ryszard Czarnecki, Jerzy Bielewicz

Relacja z konferencji video Prawa i Sprawiedliwości: Siedem lat chudych polskiej przedsiębiorczości

Więcej na: http://unicreditshareholders.com/bie%C5 ... informacje

http://jerzybielewicz.salon24.pl/585290 ... biorczosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 09 cze 2014, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wiatrakowy lobbing

Czy w Polsce istnieje lobby wiatrakowe? Wiele jest dowodów na to, że tak. Ostatnie mamy z poprzedniego tygodnia, gdy najpierw posłowie – głównie koalicji rządowej – wykreślili z projektu ustawy o elektrowniach wiatrowych zapis, że można je budować w odległości nie bliższej niż 3 kilometry od zabudowań gospodarskich. Jeśli nawet te 3 kilometry to za dużo, to dlaczego posłowie nie zaproponowali, aby wiatraki były stawiane od domów np. 1 czy 2 kilometry? Teraz nie ma żadnych obostrzeń, teoretycznie więc elektrownię wiatrową można zbudować tuż za płotem czyjegoś domu.

Koalicja przegłosowała nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, gdzie jest zapis, że odrolnienie gruntów rolnych najwyższych klas bonitacyjnych (I-III) może być dokonane przez wójta, jeśli dotyczy działki nie większej niż pół hektara. Teraz taką zgodę musi wydać minister rolnictwa. I powszechna jest opinia, że skorzystają z tego najbardziej właśnie inwestorzy zainteresowani budową wiatraków, bo pod taką inwestycję większej działki nie potrzeba. A łatwiej jest załatwić sobie zgodę wójta niż ministra.

Nikt nikogo za rękę nie złapał, nie ma dowodów na uleganie przez posłów lobbystom, ale z drugiej strony za dużo jest dziwnych zbiegów okoliczności nie tylko przy sprawie wspomnianych wcześniej dwóch projektów ustaw. Bo w przeszłości, tej bliższej i dalszej, też często byliśmy świadkami skutecznej działalności lobbystów. Padały nawet oskarżenia, że niektóre poprawki do ustaw były wręcz pisane przez prawników zatrudnianych przez różne firmy i instytucje zainteresowane konkretnymi regulacjami, korzystnymi dla nich lub ich klientów.

Problemem nie jest lobbing jako taki. Lobbyści działają praktycznie w każdym kraju, przy każdym parlamencie. W Polsce też. Ich działalność jest teoretycznie dobrze uregulowana w prawie: mogą pracować w parlamencie, zgłaszać uwagi, zastrzeżenia do aktów prawnych, ale muszą to robić jawnie, informując, kogo reprezentują. Tyle teoria. A praktyka? W Sejmie zarejestrowanych jest około 30 osób zaliczanych do kategorii lobbystów. Ci rzeczywiście działają jawnie. A ilu jest lobbystów niezarejestrowanych? Nie wiadomo, ale wielu uzyskuje dostęp do urzędników czy parlamentarzystów w sposób nieformalny. I niestety, to ci właśnie mają często większy wpływ na stanowione w kraju prawo niż ludzie działający przy otwartej kurtynie. Bo przejrzystość działań władz publicznych w Polsce pozostawia nadal wiele do życzenia.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... bbing.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 19 cze 2014, 19:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Afera taśmowa przykrywką? Niemcy wczoraj ostatecznie zniszczyli polski węgiel

17 czerwca 2014 roku, wgospodarce

Wczoraj wszyscy zajmowali się "aferą taśmową". Czy to także była przykrywka? Możliwe, bo w dniu wczorajszym, równolegle do wydarzeń w Polsce Niemcy "weszli" w Polski węgiel - chodzi o drastyczne ograniczenie emisji CO2. Efekt? Możemy utracić cały przemysł kopalniany.

Według propozycji przedstawionej przez Komisję Europejską wycofanie z obiegu 900 mln zezwoleń na emisję dwutlenku węgla ma nastąpić w 2021 roku. Tymczasem rząd Angeli Merkel chce by nastąpiło to już w 2017 roku.

Co to oznacza dla Polski? Drastyczny wzrost energii pozyskiwanej tradycyjnymi metodami. Obecnie jedno zezwolenie na emisję tony CO2 kosztuje około 5,5 euro. Gdy nadejdą zmiany cena wyniesie 20 euro.

Inicjatywa rządu Merkel jest zgodna z zabiegami lobbystów producentów energii odnawialnej [tych fałszywych, tj. praktycznie mafiozów MD] , w której interesie jest nałożenie jak największych danin na energię produkowaną z węgla.

Tym samym Polska może zamykać swój przemysł węglowy. Czy właśnie to miała przykryć hucpa z taśmami?

polskiepiekiełko.pl/ Gazeta Wyborcza/ as/

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=63


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 26 cze 2014, 07:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Bój o Azoty

Rząd zapewnia, że kontroluje sytuację w Grupie Azoty, a statut spółki gwarantuje jej bezpieczeństwo.

Sejm wysłuchał informacji w sprawie bezpieczeństwa interesów gospodarczych Polski po przejęciu akcji Grupy Azoty przez spółkę Norica Holding, zależną od rosyjskiej Grupy Acron. Wniosek o jej przedstawienie złożył klub PiS.

Opozycja twierdzi, że zapewnienia rządu o kontrolowaniu sytuacji w spółce i traktowaniu jej jako strategicznej są na wyrost.

Posłowie przypomnieli, że to rząd Donalda Tuska sprywatyzował polską chemię.

– W ostatnich dniach przekonaliśmy się, że ministrowie tego rządu prawdę mówią tylko podczas zakrapianych kolacji, a nie publicznie – mówiła w imieniu wnioskodawców poseł Beata Szydło (PiS).

Podkreślała, że Grupa Azoty to największy instytucjonalny odbiorca gazu ziemnego w kraju, firma pracująca nad wykorzystaniem na potrzeby gospodarki przemysłowego grafenu, najbardziej perspektywicznego wynalazku polskich naukowców ostatnich dekad, którego potencjał patentowy jest wyceniany na miliardy dolarów.

– Nagle okazuje się, że tę nieliczną z pereł polskiej gospodarki Rosjanie otrzymują na tacy. Złota akcja nie jest żadnym zabezpieczeniem. Rząd zapewnia, że ma 33 proc. akcji, w tym akcje blokujące, i prace trwają nad dalszą możliwą konsolidacją przemysłu chemicznego. Potrzebne są działania mające na celu zabezpieczenie grupy Azoty – tłumaczyła Szydło.

Wskazywała też, że firmę, która generuje zyski, próbuje przejąć inwestor wykazujący straty. – Przychody Acronu były trzykrotnie mniejsze niż te wykazane rok temu przez Azoty – dodała Szydło, przypominając, że w tym samym czasie, gdy rząd Tuska umożliwił wysłannikom Kremla nabycie akcji spółki, Litwa złamała monopol Gazpromu.

Wielka kumulacja
Od 11 czerwca br. Acron posiada ponad 20 proc. akcji Grupy Azoty. Na razie 33 proc. akcji ma nadal Ministerstwo Skarbu Państwa. Przejęcie 20 proc. udziałów w Azotach otwiera Acronowi drogę do wprowadzenia swojego przedstawiciela do rady spółki. A to oznacza, że Acron uzyska bezpośrednią informację o wszelkich działaniach spółki, i będzie mieć wpływ na jej strategiczne decyzje.

Platforma Obywatelska przygotowała żenującą linię obrony. Po pierwsze, oświadczyła, że nic w tej sprawie złego się nie dzieje, a rząd kontroluje sytuację. Wiceminister skarbu Rafał Baniak zapewnia, że resort ma świadomość próby wrogiego przejęcia i nie zamierza zbywać swoich 33 proc. akcji.

– Jednoznacznie traktowaliśmy tę próbę przejęcia jako wrogą. Traktowaliśmy ją priorytetowo – zapewniał Baniak, podkreślając, że to rząd skutecznie doprowadził do konsolidacji polskiej chemii, dzięki której powstała Grupa Azoty jako lider produkcji m.in. nawozów.

Baniak tłumaczył, że statut Grupy gwarantuje bezpieczeństwo prawne i realizację interesu Skarbu Państwa.

– Skarb Państwa jest właścicielem akcji spółki, uprawniających do co najmniej 1/5 ogólnej liczby głosów, prawo głosów pozostałych akcjonariuszy zostaje ograniczone w ten sposób, że żaden z nich nie może wykonywać na walnym zgromadzeniu więcej niż 1/5 ogólnej liczby głosów – wyjaśniał Baniak.

Sęk w tym, że na rynku pojawiły się wiadomości, iż Acron ma w ręku akcje rozproszone. – Rozproszony akcjonariat wynosi około 20 procent. Krążą więc informacje o tym, że Rosjanie posiadają 40 proc. udziałów w Grupie – mówiła Szydło.

Platforma przypomniała natychmiast plany prywatyzacyjne z 2006 r., odmawiając posłom opozycji prawa do pretensji w tej sprawie. Chodzi o polityków rządu PiS: Pawła Szałamachę, Andrzeja Mikosza i Wojciecha Jasińskiego, wskazując na nich jako pierwszych, którzy planowali sprzedać prywatnemu kapitałowi polskie zakłady chemiczne.

Baniak zarzucił, że to obecny prezydent Elbląga, popierany przez PiS, „jeździ do Rosji i gloryfikuje tam Acron”.

– To jest czysta perwersja to, co minister w tej chwili mówi – przerwał Paweł Szałamacha.

– Nie dziwię się, że w Grupie Azoty prym wiodą Rosjanie, gdy ministrowie zamiast odpowiadać na pytania posłów, czytają nam stenogramy z posiedzenia komisji z 2006 roku. Mamy dzisiaj 2014 rok, a rząd sprzedaje pakiety swoich akcji w przemyśle. Trzeba rządzić, a nie zaczytywać się w archiwach lub balować na kolacjach – ripostowała Beata Szydło. PiS przypominało, że w planie prywatyzacji na lata 2012 i 2013 Ministerstwo Skarbu Państwa planowało zbywanie akcji spółek sektora chemicznego. I to wtedy właśnie Acron podjął największą próbę przejęcia akcji Azotów. Wówczas udaremniono ją, podejmując decyzję o skonsolidowaniu zakładów chemicznych. Skarb Państwa uzyskał wtedy 46-procentowy udział w spółce, ale już w 2013 r. ten akcjonariat obniżono do poziomu 33 procent.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... azoty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 18 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /