Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 24 cze 2015, 14:33 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Nie uda się przepchnąć tego przetargu

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś odbędzie się posiedzenie niejawne sejmowej Komisji Obrony Narodowej, gdzie zostanie poruszony temat przetargu śmigłowcowego. Rozmawiamy, kiedy jest Pan w drodze do Warszawy…
– Broni nie składamy i będziemy walczyć do końca o prawdę i sprawiedliwe rozstrzygnięcie przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Dzisiaj o godz. 15.00 w siedzibie resortu obrony na ul. Klonowej odbędzie się posiedzenie sejmowej Komisji Obrony Narodowej w trybie niejawnym i tak jak zapowiadaliśmy – będziemy na miejscu.

Jak liczna będzie ta manifestacja?
– Z informacji, jakie posiadam, do Warszawy przybędzie około półtora tysiąca osób. Będą to przedstawiciele wszystkich zakładów zrzeszonych w Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, czyli Świdnik, Mielec, Rzeszów, Krosno, Wrocław, Warszawa oraz koledzy z sekretariatu metalowców i pozostałych sekcji: m.in. zbrojeniówki, teleelektroniki, z branży samochodowej, a więc koledzy z Gliwic, z Katowic i wielu innych miast. Słowem, będzie to ogólnopolska pikieta, na której będą obecni również okrętowcy z Gdańska. Zapraszamy także mieszkańców Warszawy, aby przybyli na ul. Klonową i nas wsparli, bo przecież chodzi tu o przyszłość nie tylko pracowników branży zbrojeniowej, ale całego polskiego przemysłu, a także naszego bezpieczeństwa.

Ma to być zatem przejaw solidarności wszystkich branż?
– Z jednej strony świadczy to o solidarności, a z drugiej pokazuje obawę pozostałych pracowników nie tylko branży lotniczej. To, co przygotowuje MON w związku z tworzeniem Polskiej Grupy Zbrojeniowej, budzi uzasadnione obawy naszych kolegów, którzy przyjeżdżają dzisiaj, aby nas wesprzeć, a jednocześnie zamanifestować swoje niezadowolenie ze sposobu sprawowania władzy przez tę ekipę. Nie jest bowiem wcale powiedziane, że za chwilę to oni będą protestować, a my będziemy ich wspierać. Na tym polega solidarność.

Jak będzie wyglądał ten dzisiejszy protest?
– O godz. 15.00 spotykamy się pod oknami ministra obrony i będziemy czuwać na zewnątrz nad przebiegiem tych obrad, czekając na ich efekty. Żal tylko, bo na posiedzeniu tej komisji mieli być obecni przedstawiciele zarządów: PZL Mielec i PZL Świdnik, którzy mieli niejako konfrontować informacje i odpowiedzi podawane przez stronę rządową, mieli też zaprezentować swoją wersję, ale niestety nie zostali zaproszeni. Natomiast my, tak jak wspomniałem, będziemy obecni, będą wystąpienia liderów poszczególnych sekcji, zakładów ze Świdnika i z Mielca, planujemy też wręczyć petycję min. Siemoniakowi.

Co zawiera ta petycja?
– Wyrażamy w niej nasz protest przeciwko używaniu strony społecznej jako uwiarygadniacza przetargu śmigłowcowego, ponieważ nasi przedstawiciele mimo zabiegów i starań nigdy nie zostali dopuszczeni do obserwacji na żadnym etapie rozstrzygania tego przetargu. Stąd też uważamy, że jest nadużyciem używanie strony związkowej jako gwaranta uczciwości. Ponadto będziemy żądać unieważnienia przetargu. Będziemy również czekać na informacje od posłów, którzy będą brać udział w dzisiejszym posiedzeniu komisji, jakie będzie ich stanowisko.

Zarząd PZL Świdnik skierował sprawę przetargu do sądu. Mamy do czynienia z kolejną odsłoną tego postępowania i protestu?
– Spodziewaliśmy się takiego kroku już po rozmowach bezpośrednio po ogłoszeniu, że PZL Mielec i PZL Świdnik zostały wykluczone, a do drugiego etapu przeszedł francuski śmigłowiec Caracal. Ten krok pokazuje i dodatkowo utwierdza nas w przekonaniu, że tak naprawdę intencje, uczciwość i forma przeprowadzenia tego przetargu są pod bardzo dużym znakiem zapytania. Również zabiegi, jakie przedsięwziął min. Siemoniak wobec strony związkowej, były tylko grą i działaniami, które miały uwiarygodnić przekręt, który w naszej ocenie mógł mieć miejsce podczas tego przetargu.

Czy związki zawodowe będą zabiegać, aby ostateczne podpisanie umowy nie nastąpiło przed wyborami parlamentarnymi przez obecny rząd?
– Jestem przekonany, że umowa nie zostanie podpisana przez rząd PO – PSL. Chyba że rzeczywiście zobowiązania są już tak dalece posunięte, że będą chcieli zrobić to na kolanie. O tym, że nie jest to wykluczone i realne, mogą świadczyć testy caracali, które miały trwać kilka tygodni, a zostały skrócone do jednego tygodnia. Pozostaje jednak jeszcze sprawa offsetu i rozmów na ten temat, których nie można przyspieszać, ale zadbać, aby korzyści dla polskiego przemysłu zbrojeniowego były jak największe. Wydaje mi się, że nawet mimo najszczerszych chęci i gorączkowych prób zaklepania sprawy przed październikowymi wyborami nie uda się – nawet kolanem – przepchnąć tego przetargu. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że ta ekipa podejmie zobowiązania, które mogą być kagańcem dla nowej władzy, która co daj Boże będzie rządzić Polską po wyborach. Takie ewentualne zobowiązania mogą być kłopotem dla tych, którzy przyjdą po koalicji PO – PSL.

Są już pierwsze negatywne efekty rozstrzygnięcia przetargu, a mianowicie zwolnienia w PZL Mielec…

– To tragiczny wymiar wykluczenia z przetargu black hawka, ale to nie koniec, a dopiero początek. Ta lawina zwolnień dopiero rusza, wiemy bowiem, że również Rada Nadzorcza PZL Świdnik podjęła decyzję, że w latach 2016-2017 zwolni 800 osób. Jeżeli popatrzymy na Mielec i Świdnik to jest to już ok. 1300 utraconych miejsc pracy, a jak dołączymy do tego firmy kooperujące z tymi producentami, to łącznie może to być nawet kilka tysięcy osób, które dzięki nieprzemyślanej decyzji rządu znajdą się na bruku. Takie działanie może być również sygnałem dla ewentualnych przyszłych inwestorów, żeby się nie bawić w żadne poważne umowy i inwestycje w polski przemysł, bo żeby wygrać przetarg, wystarczy dobry układ.

Jak ocenia Pan niedawne protesty w Łodzi, kiedy tamtejsze zakłady, którym Airbus Helicopters obiecał „złote góry”, wyszły na ulice, twierdząc, że PZL Świdnik i PZL Mielec chcą im odebrać przetarg?
– Gdyby koledzy z Łodzi czy Dęblina chcieli porozmawiać z nami, a nie ulegać propagandzie Platformy Obywatelskiej, to dowiedzieliby się całej prawdy. Przecież AugustaWestland i Sikorsky gwarantowali kilkaset miejsc pracy w związku z powstaniem zakładu do obsługi serwisowej śmigłowców, które produkuje Mielec i Świdnik. Mowa o pewnych miejscach pracy na 30 lat, natomiast to, co obiecuje Airbus Helicopters, to czyste mrzonki. Pikieta w Łodzi z inicjatywy lokalnych władz PO miała na celu skłócić załogi ze sobą, ale my się nie damy.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... targu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 29 lip 2015, 08:09 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Biedronka vs KGHM. Zasadność opodatkowania banków i hipermarketów

W Polsce promowana jest w tym roku Grupa Jeronimo Martins. Przez product placement Pani Premier w Telewizji Polskiej, poprzez wręczenie Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej dyrektorowi operacyjnemu tejże firmy. Można pytać o co chodzi, dlaczego akurat Jeronimo, jakie są jej zasługi ? Może dlatego, że firma płaci w Polsce CIT i to co roku i wcale niemała sumę. Może dlatego, że można tam kupić produkty polskich producentów. Zatrudnia też wielu pracowników, ale to jest osobny temat, komentowany już przez innych.

Po drugiej stronie chciałbym zestawić KGHM, nasz okręt flagowy gospodarki. Jak jest traktowana ta firma w Polsce ? O mało co rząd nie pozbyłby się znacznego pakietu akcji KGHM i gdyby nie związki już tak by się stało, koncesja na wydobycie w Polsce została ostatnio przyznana innej zagranicznej firmie, co jest absurdalne prawdę mówiąc, ale nawet abstrahując od tego to wydobycie KGHM w Polsce nie opłaca się, ponieważ ma obowiązek odprowadzać podatek od niektórych kopalin. Skutecznie to załatało było dziurę w budżecie, pozostawiając jednak KGHM w pozycji mało konfortowej z punktu widzenia rentowności firmy. I widać to obecnie na giełdzie, czy KGHM może nie mieć zysku za rok 2015 ? Wszystko możliwe. Wpływy do budżetu zmniejszą się na pewno. Myślenie krótkoterminowe jezcze raz się nie sprawdziło.

Patrząc w przykładach na politykę wobec tych firm, jaka jest obecna władza, skupiona wokół dwóch liter PO, czy promująca podmioty zagraniczne, a utrudniająca życie rodzimym firmom ? Czy końcówka obecnej kadencji przedstawia politykę przez PO uprawianą jako zagraniczny dobry do orderów i nagród, a polski zły do wydojenia i sprzedaży aby ktoś inny zbierał zyski ?

Przejdźmy w końcu do dyskutowanych szeroko podatków bankowym i od sklepów wielkopowierzchniowych. Według zestawienia w linku KGHM odprowadził 1138mln zł CIT, Grupa Jeronimo 302,3 mln zł. Prawdę mówiąc są to ogromne pieniądze, a różnica tylko 3-krotna i prawdę mówiąc jest to dla mnie bynajmniej zaskoczenie i powód do pochwały obu firm.

A co by było gdyby w Polsce wprowadzić podatek od sklepów wielkopowierzchniowych, od banków ? Jak wyglądałoby zestawienie najwiekszych płatników do budżetu jak to linkowane poniżej ? Mamy przecież w Polsce naprawdę duże sieci i naprawdę duże banki, zarabiające duże pieniądze na polskich klientach. Dlaczego miałyby nie płacić w Polsce dodatkowych podatków do budżetu ? Może ten ruch pozwoli odciążyć takie firmy jak rodzimy KGHM, może i nawet pozostałe polskie firmy od przerostu fiskalnego z jakim się spotykają ? Moim zdaniem tak, to właśnie ruch który należy zrobić i oby tak się sprawy potoczyły. Przeczytałem opinie wszystkich ekspertów dostępne w sieci, oprócz siania strachu i zgorszenia nie spotkałem się z argumentami merytorycznymi niestety. A propos, nie wierzę, żeby dodatkowe podatki naraziły na większe wydatki klientów tych instytucji. Nie ten stan rozwoju gospodarczego w Polsce.

PS. A ja, jako konsument, czy mam prawo wyboru i mogę częściej wybierać i kupować w firmach, które w Polsce odprowadzają podatki, oferują polskie, rodzime produkty i oczywiście traktują odpowiednio swoich pracowników, moich rodaków ? Tak, mogę to robić, mogę zacząć stawiać na etykę w biznesie.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kagiemn ... 71633.html

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,182 ... _Mamy.html

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/p ... -,5,7.html

http://otymiowym.salon24.pl/660979,bied ... ermarketow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 04 sie 2015, 11:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.monitor-polski.pl/przestaje- ... biedronce/

Przestaję kupować w Biedronce

Przyznanie Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej Pedro Pereira da Silvie, dyrektorowi operacyjnemu Grupy Jeronimo Martins w Polsce (Biedronka) jest dla mnie bodźcem całkowitego bojkotu tej sieci. (zob. link)
Od czasu do czasu coś tam kupowałem, ale dopiero przy okazji nadania tego odznaczenia doszły do mnie informacje o „zasługach” tejże sieci. Poniżej kilka ciekawych cytatów i linków. Mam nadzieję, że w komentarzach znajdą się nawet ciekawsze.
================================
Choć właściciele Biedronki na swojej stronie podkreślają szczególną dbałość o swoich pracowników, mija się to z rzeczywistością. Praca ponad siły, nieopłacane nadgodziny, brak przerw – to tylko wierzchołek góry lodowej. Swego czasu o Biedronce zrobiło się głośno w związku z opartym na faktach filmem „Dzień kobiet” (2012), który opisywał tragiczne warunki pracy w dyskoncie i historię Bożeny Łopackiej, byłej kasjerki i kierowniczki marketu, która pozwała grupę Jeronimo Martins. (…)
De facto podatek, który zapłaciła grupa Jeronimo Martins, nie równał się nawet jednemu procentowi jej rocznych przychodów.
http://www.koloryicienie.pl/biznes/dyre ... aslugi-rp/
„Jak zauważają związkowcy Geronimo Martins, zajmujące najsilniejszą pozycję w sektorze handlu detalicznego, notorycznie unika płacenia podatków w Polsce. W przeszłości firma była także oskarżana przez zatrudnione w niej osoby o łamanie prawa pracy. Niecałe dwa miesiące temu była zastępczyni jednej z „Biedronek” w Pile wygrała w sądzie odszkodowanie od korporacji z tytułu bezprawnego zwolnienia dyscyplinarnego.”
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka ... biedronka#
„Za to co robicie tym wszystkim, którzy o ten kraj walczyli i za jego wolność ginęli powinniście wyzdychac w męczarniach. Czego nie udaje wam się rozkraść to zanurzycie w gównie.
Jest mi po prostu niedobrze. I sam nie podejrzewałem, ze może mnie coś jeszcze tu ruszyć. [mh]
Platformie na koniec urzędowania odje#ało. Zamiast siedzieć cicho, ukraść jeszcze co mogą i spier&olić do Argentyny zaczęli rzutem na taśmę wprowadzać wszystkie lewackie pomysły, które PiS będzie musiał potem odkręcać, i odznaczać Krzyżami Kawalerskimi zagraniczne sieci handlowe. Jeszcze tylko Lisowi Virtuti Militari za dzielną walkę z kaczyzmem powinni dać do kompletu.”
http://blogpublika.com/2015/07/29/glown ... a-odjealo/
„Jak poinformował portal branżowy press.pl, rząd zapewnił koncernowi Jeronimo Martins, właścicielowi sieci sklepów Biedronka, reklamę o wartości 7,2 mln złotych. Wynika to z tego, że aż jedna piąta lipcowych publikacji o Biedronce zawiera wzmianki o premier Ewie Kopacz lub ministrze spraw zagranicznych Grzegorzu Schetynie.
Przy czym nie chodzi jedynie o publikacje prasowe czy internetowe, ale także te w radiu czy telewizji, gdzie koszty reklamy są najwyższe. Tymczasem to w TVP kilka tygodni temu można było usłyszeć słynne już słowa premier Ewy Kopacz, że „w Biedronce warzywa są super”. ”
http://www.prawy.pl/z-kraju/10238-rzad- ... -reklamach
„I jak tu nie mówić, że obecny rząd wspiera kolonizację polskiego handlu przez obce sieci handlowe? Jutro w MSZ odbędzie się uroczystość wręczenia Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej… dyrektorowi operacyjnemu Grupy Jeronimo Martins w Polsce.”

NASZ NEWS: Schetyna odznaczy dyrektora Biedronki Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP!
http://niezalezna.pl/69398-nasz-news-sc ... zaslugi-rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 09 gru 2015, 10:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Interes i bezpieczeństwo Polski

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

MON analizuje przetarg śmigłowcowy a minister Antoni Macierewicz mówi, że black hawki czy AW-149 to helikoptery przynajmniej porównywalne z caracalami. Czy w przypadku, kiedy sprzęt produkowany w Polsce jest porównywalny z wytwarzanym zagranicą, to w trosce o polski potencjał gospodarczy to właśnie on nie powinien być wybrany. Dlaczego poprzednie kierownictwo MON nie zastosowało takiego kryterium?
– To dobre pytanie. Wszystkie argumenty, które przemawiały za tym, że to właśnie śmigłowce produkowane w PZL Świdnik i PZL Mielec powinny być tak naprawdę brane pod uwagę przy rozstrzyganiu przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii argumenty, które przedstawialiśmy zarówno ówczesnemu wicepremierowi Tomaszowi Siemoniakowi, jak i wiceministrowi Czesławowi Mroczkowi trafiały w próżnię. Śmigłowce Black Hawk i AW-149 to, po pierwsze, sprzęt porównywalny, po drugie, wybór tych śmigłowców gwarantował miejsca pracy w Polsce, po trzecie, część środków wyłożona z budżetu państwa na zakup tych helikopterów wróci do państwowej kasy chociażby w formie podatków czy wreszcie najważniejszy argument, a mianowicie bezpieczeństwo państwa, bo to tu na miejscu ten sprzęt jest produkowany, co ma znaczenie w wypadku konfliktu, gdzie sprowadzenie chociażby części zamiennych i sam serwis mogą być poważnym problemem. Niestety żaden z tych argumentów, które przedstawialiśmy, nie został wysłuchany przez poprzednie kierownictwo MON. Jeśli pan pyta, dlaczego to nie docierało do kierownictwa polskiej armii, to w mojej ocenie wynikało to przede wszystkim z nastawienia poprzedniej koalicji PO – PSL, której politycy patrzyli bardziej na swój interes niż na interes i bezpieczeństwo państwa polskiego.

Czy w tej sytuacji przetarg powinien być rozpisany na nowo?
– Nowy rząd dopiero rozpoczął pracę i spraw do naprawienia po poprzednikach jest cała masa, ale tak czy inaczej kilka dni temu zwróciliśmy się do ministra Macierewicza z pismem o spotkanie. Znamy obecnego szefa MON, wiemy, że jest on przychylny i że na pewno o polski interes będzie dbał jak mało kto. Chcemy jednak porozmawiać raz jeszcze, przedstawić swoje argumenty i wierzymy, że w przeciwieństwie do ministrów z rządu Platformy i PSL nasze stanowisko zostanie wysłuchane, a decyzja będzie taka, jak być powinna. Tym bardziej że to, co zrobiła poprzednia ekipa w sprawie przetargu na śmigłowce, to jeden wielki skandal. Myślę, że pracownicy zakładów lotniczych z Mielca czy Świdnika, którzy podczas protestów przeciwko wykluczeniu ich ofert z przetargu na transparentach umieszczali napis, że to jest przekręt stulecia, wcale się nie pomylili. Mamy nadzieję, że rząd premier Beaty Szydło odwróci te niekorzystne dla Polski decyzje poprzedniego rządu.

Odejście od jednej wspólnej platformy i zakup śmigłowców w trzech wersjach: transportowej, ratowniczej i morskiej to dobry pomysł?
– Nie chciałbym za bardzo wchodzić w kompetencje wojskowych, którzy najlepiej powinni wiedzieć, jakie śmigłowce są im potrzebne. Dla nas, dla pracowników sektora lotniczego logiczną rzeczą było to, że dywersyfikacja jest wskazana na każdym poziomie. Stąd też uważaliśmy za zły pomysł z jedną platformą, natomiast czy będzie to dwie, czy może trzy platformy to nie ma znaczenia. Więcej niż jedna pozwoli bardziej obiektywnie podejść do producentów, których mamy u siebie w Polsce.

Może być zatem tak, jak mówi przysłowie: „i wilk syty, i owca cała”, tzn., że wszyscy oferenci, a co za tym idzie: black hawk, AW-149 i caracal zasilą polską armię?
– Oczywiście, ale nie wyczerpuje to oferty, bo przypomnę, że mamy w Polsce również produkowane w PZL Świdnik śmigłowce Sokół , które służą w polskiej armii. Według wojskowych na misjach w Iraku czy w Afganistanie śmigłowiec W-3PL „Głuszec” jedna z wersji sokoła sprawdzała się doskonale. Dlatego nie wykluczałbym, że tą trzecią platformą śmigłowcową może być to, że będziemy modernizowali sokoła i „Głuszec”, typowo polski śmigłowiec, będzie jeszcze przez długie lata służył w naszej armii.

Wyjściem może być jeszcze zakup śmigłowca z wolnej ręki…
– Owszem, ale każdy, kto dokona zakupu z wolnej ręki, naraża się na krytykę i posądzenia o stronniczość itp. Dlatego wolałbym, aby wybór śmigłowca czy śmigłowców dokonał się zgodnie z obowiązującymi procedurami. A więc ogłoszenie przetargu, oferty i wybór w oparciu o takie kryteria jak jakość i klasa sprzętu, jego cena oraz to, gdzie dany śmigłowiec powstaje. Jestem jednocześnie przekonany, że biorąc to wszystko pod uwagę, wygrają polskie oferty.

Czy to prawda, że wkrótce temat przetargu ma być jednym z tematów obrad komisji trójstronnej: rząd – związki – pracodawcy?
– Rzeczywiście ten zespół trójstronny, który kiedyś pracował w ramach ustawy o komisji trójstronnej, teraz niejako został reaktywowany. W ramach Komisji Dialogu Społecznego niebawem dojdzie do spotkania przedstawicieli rządu, pracodawców i strony społecznej. Będziemy rozmawiać o problemach branży lotniczej i szerzej o problemach branży obronnej. Natomiast nie jest to miejsce, gdzie się rozstrzyga procedury przetargowe.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 02 lut 2016, 08:00 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Co zaprzańcy z PO i z PSL zrobili z naszą Ojczyzną, z krajem mlekiem i miodem płynącym?
Wszystkiego czego się dotknęli wiądło, usychało, gniło, rozsypywało się.
Teraz robią wszystko, aby PiS nie dał rady naprawić naszej Ojczyzny, abyśmy zostali skolonizowani, a następnie zlikwidowani jako kraj, jako naród, jako ludzie.


Strumyk z rzeki mleka

W ciągu pół roku pogłowie krów spadło o 145 tys. sztuk – to tak jakby z mapy Polski zniknęło około 5 tys. gospodarstw mlecznych

Obrazek

Rolnicy masowo ograniczają hodowlę, bo produkcja mleka przynosi im coraz większe straty. Kryzys na rynku trwa już od dwóch lat i część rolników częściowo lub całkowicie rezygnuje z trzymania tych zwierząt. Potwierdzają to dane Głównego Urzędu Statystycznego, który podał, że w grudniu 2015 r. pogłowie krów mlecznych wynosiło 2 mln 134 tys. sztuk i spadło o prawie 114 tys. sztuk w porównaniu z grudniem 2014 r.

Jeszcze większy spadek pogłowia mamy, porównując grudzień 2015 r. do czerwca 2015 r. – liczba krów zmniejszyła się o ponad 145 tys. sztuk. Biorąc pod uwagę to, że przeciętnie stado w Polsce liczy 25-30 sztuk, możemy to porównać do sytuacji, jakby w ciągu pół roku zniknęło z kraju około 5 tys. gospodarstw mlecznych.

– W pierwszym półroczu pogłowie jeszcze rosło, bo siłą rozpędu realizowaliśmy inwestycje służące rozwojowi produkcji. Ale gdy kryzys na rynku się pogłębiał, to wielu rolników zaczęło zmniejszać stada albo je całkiem likwidować – mówi Grażyna Malinowska, która z rodzicami prowadzi gospodarstwo z ponad 30 krowami.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-pol ... mleka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 13 lut 2016, 09:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Ekologią w Polskę Wschodnią

Resort środowiska przy braku podstawowej wiedzy spowodował […] wielkie straty dla rozwoju gospodarczego terenów Polski Wschodniej – powiedział prof. Jan Szyszko.

Profesor Jan Szyszko w środę, 3 lutego, w „Aktualnościach dnia” w Radiu Maryja stwierdził, że przez ostatnie 8 lat funkcjonowania Ministerstwa Środowiska pod rządami Platformy i PSL resort ten odszedł od swoich podstawowych celów, a skupił się na utrudnieniu rozwoju gospodarczego Polski.

– Gdy się patrzy na 8 lat rządzenia, ministerstwo straciło sens swojego istnienia i misję. Ta misja nie służyła człowiekowi i państwu […], tylko to było ministerstwo dziwnej ochrony zasobów przyrodniczych przed człowiekiem, czyli ministerstwo utrudniania rozwoju gospodarczego, szczególnie terenów wiejskich – powiedział minister środowiska.

Jak zauważył profesor, bezrefleksyjne budowanie obwodnicy Augustowa przez niewłaściwe tereny Doliny Rospudy doprowadziło do opóźnień, a w konsekwencji do rezygnacji z rozbudowy drogi S19 do autostrady.

Droga ta miała mieć strategiczne znaczenie dla przewozu towarów ze Skandynawii na Bałkany i do Azji Mniejszej. Ta droga w formie autostrady, według planów unijnych, przebiegnie przez Białoruś i Ukrainę.

– Cały strumień towarowy, który miał płynąć ze Skandynawii na Bałkany i do Azji Mniejszej, popłynie poza terenem Polski, a więc nie ożywi inwestycyjnie terenów Polski Wschodniej – tłumaczył prof. Jan Szyszko.

Podobnie sytuacja wyglądała z drogą S3. Jak poinformował minister, miała ona łączyć Skandynawię z Azją Mniejszą, ale przez zachodnie części Polski. Droga ta nie powstała w Polsce, a w Niemczech, dzięki czemu to Niemcy zarobią na transporcie.

Minister wyjaśnił, że podstawą do zablokowania obu inwestycji w Polsce było niewłaściwe podejście do kwestii ochrony środowiska. Tłumaczono, że na terenach, przez które miały przebiegać autostrady, „występują gatunki, które świadczą o tym, że to nie było tknięte ręką człowieka”. Jak stwierdził profesor, cała ta argumentacja była nieprawdziwa.

– Tymi gatunkami zachwyca się cała Europa, a one są typowym przykładem tego, w jaki sposób człowiek gospodarzy po to, aby korzystać z tych zasobów przyrodniczych, i jednocześnie stwarza warunki bytowania dla tych gatunków – tłumaczył minister.

Minister kontynuował, że taka polityka miała negatywny wpływ na rozwój Polski Wschodniej.

– Resort przy braku podstawowej wiedzy spowodował, że zniszczono zasoby przyrodnicze, zmieniono charakter użytkowania i sposób użytkowania terenów niezurbanizowanych przez miejscowych rolników. Zniszczono ich dziedzictwo kulturowe, a również spowodowano wielkie straty dla rozwoju gospodarczego terenów Polski Wschodniej – wyliczał prof. Jan Szyszko.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... odnia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 03 mar 2016, 10:00 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Upadł mit „zielonej wyspy”

Główny Urząd Statystyczny przyjrzał się danym z poprzednich lat i okazało się, że na przełomie 2012 i 2013 r. polska gospodarka znalazła się w recesji. Co to znaczy? „Zielona wyspa” Donalda Tuska była mitem.

Na łamach NaszegoDziennika.pl wielokrotnie zwracałem uwagę na to, że Polska nie jest „zieloną wyspą”, a raczej mamy do czynienia z ruchomymi piaskami i zaklinaniem rzeczywistości. Skoro członkowie rządu PO – PSL oraz premier publicznie operowali błędnymi wskaźnikami ekonomicznymi, dowodzi to, że są to osoby, które nie traktują wypowiadanych słów poważnie. To nie był czas „zielonej wyspy”, a sztuczek PR jako głównych metod rządzenia.

W swojej publicystyce i wystąpieniach publicznych wielokrotnie podkreślałem, że do wszelkich wskaźników ekonomicznych należy podchodzić z rezerwą. Statystyka ma to do siebie, że człowiek i koń według średniej mają po 3 nogi. Nie było więc tak, że Polska nie przechodziła problemów. Nie słyszeliśmy o nich, bo kluczowe były zagrywki propagandowe. Teraz to wychodzi na wierzch.

Ciężko mówić o rozwoju Polski, skoro nasz wzrost PKB jest głównie oparty o działalność firm zagranicznych. PKB tworzą nam niemieckie czy francuskie banki, włoskie fabryki makaronu, duńskie firmy produkujące wędliny czy japońskie czekoladki pod marką Wedla. Wskaźnik ten jest dużo mniejszy niż oficjalny.

To pokazuje, że życie sobie, a statystyka sobie. Dobrze by było, żeby nasz wzrost utrzymał się na poziomie 4 proc., ale nasza gospodarka jest uzależniona od wszelkich zdarzeń w Europie. Strach pomyśleć, co się będzie dziać przy pojawieniu się europejskiego kazusu Lehman Brothers. A dochodzą do nas informacje o problemach Deutsche Banku i innych wielkich europejskich banków.

„Zielona wyspa nigdy nie wyszła poza myśli rządzących, bo nigdy nie rozwiązano palących problemów polskiej gospodarki. W górnictwie dalej jest źle, system emerytalny dogorywa, a frankowicze czekają na choć minimalną, ale realną pomoc państwa. Nie będę wspominał już o olbrzymiej emigracji i to ludzi młodych, która dotknęła prawie każdej rodziny w Polsce. Ich nie da się już niczym zastąpić.

Była cała masa kłopotów i to wszystko przez 8 lat Platformy i PSL nie było rozwiązywane. Ale tak nie było tylko u nas. Każdy kraj UE przeżywał jakieś problemy. Ale absurdem było to, że żeby im zaradzić, brukselscy biurokraci opracowali nowy model liczenia PKB. I tak zaczęto do niego wliczać dochody ze sprzedaży narkotyków, przemytu czy prostytucji.

Nawet nasz wzrost gospodarczy wiele kosztował, i to dosłownie. Bo wiązał się z powiększeniem zadłużenia. Zawsze trzeba mierzyć siły na zamiary i cenę do zysku. Platforma z kolei wydawała miliardy na bezproduktywne inwestycje, deficytowe baseny czy niedokończone autostrady. To były inwestycje, do których będziemy długo dopłacać.

Niestety Pinokio opowiadał o „zielonej wyspie”, a realne wyzwania pozostawił rządowi Beaty Szydło.

Janusz Szewczak

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... wyspy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 06 kwi 2016, 06:04 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Prokuratura sprawdzi stadninę w Janowie

Prezes stadniny w Janowie Podlaskim Marek Skomorowski oddał się w poniedziałek do dyspozycji – poinformował na konferencji prasowej minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Jak mówił, stało się to m.in. „w związku z nagonką medialną”, jego zdaniem – „niezasadną”.

Dopytywany, jaki będzie los prezesa, Jurgiel odpowiedział: „Oddał się do dyspozycji. Co zrobimy – zobaczymy”.

W poniedziałkowym komunikacie resort rolnictwa informował z kolei, że według Krzysztofa Jurgiela zarząd stadniny w Janowie Podlaskim powinien zostać zmieniony; niezwłocznie powinien też zostać rozpisany konkurs na stanowiska w zarządzie spółki.

We wtorek szef resortu rolnictwa powtórzył, że sprawę padnięcia ostatnio dwóch klaczy w tej stadninie skierował do prokuratury. W ocenie Jurgiela, zagadkowe jest, dlaczego padły dwie klacze należące do jednego właściciela (Shirley Watts) i obie zachorowały w tym samym czasie. Zaznaczył, że w ostatnich 10 latach padły tam 52 konie.

Jurgiel poinformował ponadto, że podczas jego poniedziałkowego spotkania z premier Beatą Szydło ustalono, że zostaną „podjęte działania wspierające rozwój hodowli koni czystej krwi arabskiej”. Jak mówił, zostanie powołana rada ds. hodowli koni, „złożona z naukowców i ekspertów”. Rada ma być zwołana już w przyszłym tygodniu.

Minister podkreślił, że próbki paszy podawanej koniom zostały przekazane do badań, i potwierdził informacje podane przez „Rzeczpospolitą”, która napisała, że w paszy podawanej koniom w Janowie znaleziono szkodliwe dla nich antybiotyki. Dodał, że komunikat w tej sprawie powinna wydać prokuratura.

Zaznaczył, że „podtrzymuje zasadność” powołania Skomorowskiego na stanowisko prezesa stadniny, „jako fachowca”. Pytany, czy prezes zna się na hodowli koni, Jurgiel zaznaczył, że skończył studia ekonomiczne i ma też wykształcenie rolnicze. Dodał, że sam ma pokrewne wykształcenie w zakresie rolnictwa.

W nocy z piątku na sobotę padła klacz Amra należąca do Shirley Watts; klacz przebywała w janowskiej stadninie w ramach dzierżawy. Zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami zwierzę zostało przewiezione do kliniki koni SGGW w Warszawie i poddane operacji, ale nie udało się go uratować. Kilka dni wcześniej klacz oźrebiła się.

W ostatnich miesiącach to już trzeci przypadek padnięcia klaczy na skręt jelit.

17 marca padła klacz także należąca do stadniny koni Halsdon Arabians (Wielka Brytania), której właścicielką jest Shirley Watts (stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim). Preria kupiona była w Janowie i przebywała w stadninie w ramach dzierżawy. Przyczyną zgonu klaczy był skręt jelit.

Wcześniej, w październiku ub.r., z tego samego powodu padła klacz Pianissima. To m.in. było powodem odwołania w połowie lutego br. długoletniego prezesa tej stadniny Marka Treli. Jak informował prezes Agencji Nieruchomości Rolnych Waldemar Humięcki, powodem dymisji była utrata zaufania oraz m.in. brak odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego nad końmi arabskimi czystej krwi w przypadku Janowa Podlaskiego.

O zgonie klaczy została zawiadomiona prokuratura, która prowadzi śledztwo dotyczące przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny.

Prokurator Agnieszka Kępka z lubelskiej prokuratury okręgowej mówiła w poniedziałek, że z informacji uzyskanych od lekarzy przeprowadzających sekcję wynika, iż przyczyną śmierci klaczy było zatrucie organizmu „wywołane zastojem żylnym na podłożu prawdopodobnego skrętu okrężnicy”. Kępka powiedziała, że opinia biegłych w tej sprawie i wyniki dodatkowych badań będą znane za kilka tygodni. Prokurator dodała, że zabezpieczone zostały też próbki pasz i przesłuchani świadkowie.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... nowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 25 sie 2016, 11:46 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Czy grozi nam afera na 20 mld zł?

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego złożyła wniosek do prokuratury o zbadanie, czy władze KGHM Polska Miedź w latach 2010-2012 nie doprowadziły do poważnych strat w spółce. Chodzi o zainwestowanie gigantycznych pieniędzy w kopalnię na pustyni Atacama w Chile i przejęcie kanadyjskiej spółki Quadra. Gdyby przypuszczenia ABW się potwierdziły, byłby to skandal znacznie przewyższający aferę reprywatyzacyjną w Warszawie i wszystkie dotychczasowe afery prywatyzacyjne.

Sprawa dotyczy zakupu koncesji i budowy kopalni miedzi, molibdenu i złota na pustyni Atacama w Chile w latach 2010-2012 przez KGHM. Polska firma kupiła kanadyjską spółkę Quadra za 15 dolarów kanadyjskich za akcję. Eksperci już wówczas twierdzili, że przepłacono o 30 proc. W sumie kosztowało to Skarb Państwa prawie 10 mld zł, a media mętnego nurtu roztaczały przed nami bajkową wizję astronomicznych przyszłych zysków. KGHM-owi doradzał przy tej prywatyzacji były prezes GPW Wiesław Rozłucki (doradca Rothschild Polska).

Jakby tego było mało, KGHM kupował Quadre w czasie, kiedy inna kanadyjska firma skutecznie ubiegała się o koncesję na wydobycie miedzy właśnie w Polsce. Na razie załóżmy, że to wszystko to zbieg okoliczności, błędna kalkulacja biznesowa i niedocenienie ryzyka.

Przez wiele lat pisałem i ostrzegałem, że inwestycja ta nie skończy się na wydaniu 10 mld zł, że końcowy rachunek za nią wyniesie dodatkowe kilka miliardów dolarów. I tak się stało! KGHM kupił ziemię na pustyni, gdzie nie było prądu i wody i trzeba było je doprowadzić rurociągami na odległość około 140 km. I tak zamiast wydać 2,5 mld USD, wydano prawie 4,5 mld USD. Czyli kolejne miliardy kosztowało nas wykopanie i uruchomienie tej dziury w środku chilijskiej pustyni. Łączny więc transfer pieniędzy z Polski można szacować na ponad 20 mld zł.

Jest pytanie, czy to tylko niedopatrzenie i błędna kalkulacja, czy była to zorganizowana operacja wyprowadzenia tych ogromnych pieniędzy z Polski. Odpowiedzi poszuka prokuratura, gdyż ABW skierowała do niej wniosek w tej sprawie. Wydaje się, że w tak ważnej kwestii należałoby objąć ją nadzorem nie tylko Departamentu ds. Przestępczości Gospodarczej, ale również samego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Już na samym początku, a więc w latach 2010-2012 sprawa budziła wielkie wątpliwości i podważano sens ekonomiczny tej wielkiej transakcji inwestycyjnej. Sam również zwracałem na to uwagę w swoich publikacjach, także na łamach „Naszego Dziennika”.

Ta inwestycja mogła stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa polskiego, naszej gospodarki i bezpieczeństwa bilansu płatniczego. KGHM nie tylko był jednym z głównych dostarczycieli dewiz dla Polski, ale też sam musiał znaleźć miliardy dolarów na tę transakcję. No i oczywiście znalazł je w zagranicznych bankach. Te ochoczo wyszły naprzeciw prośbom polskiej spółki i udzieliły jej olbrzymich kredytów. O tej operacji wiedzieli wszyscy święci w rządzie Donalda Tuska. Wiedzieli w Ministerstwie Skarbu Państwa (w tym wiceminister Mikołaj Budzanowski i podsekretarz stanu Zdzisław Gawlik) i w resorcie finansów. Wiedział o tym też generalny inspektor informacji finansowej oraz kierownictwo służb ABW i CBA. Nikt nie protestował. Moje ostrzeżenia były traktowane jako głos wołającego na puszczy. Z pewnością transakcję tę wspierał rząd z premierem Tuskiem na czele oraz ministrem finansów.

Znaleźli się jednak ludzie, nawet wśród pracowników służb, którzy dostrzegali zagrożenie w inwestycji w Chile, którzy protestowali, ale ci zostali albo usunięci z pracy, albo skutecznie uciszeni. Było więc pełne przyzwolenie decydentów dla tej zadziwiającej transakcji. Równolegle prezes KGHM Herbert Wirth z pomocą dziennikarzy nakreślał wizję ogromnych, bajkowych zysków, które miały płynąć do Polski. Miały nadejść dni potęgi i chwały dla KGHM, a dziś spółka ma wielkie problemy, straty i dodatkowe koszty i nie zanosi się na jakikolwiek zwrot zainwestowanych pieniędzy czy ich powrót w tej skali do Polski.

Ciekaw jestem, kto odpowiada za tę transakcję i kto wydał na nią zgodę. Czy jak zwykle nie będzie winnych? Na razie mamy zawiadomienie do prokuratury złożone przez ABW na zarząd KGHM. Generalny audyt w tej sprawie ma być sporządzony dopiero pod koniec bieżącego roku. Z pewnością dowiemy się znacznie więcej bulwersujących faktów w tej sprawie. Dziś rodzi się niezwykle fundamentalne pytanie: Czy to była tylko pomyłka i niedopełnienie obowiązków, błędy w zarządzaniu i kalkulacji biznesowej, czy jednak celowe i zorganizowane wyprowadzenie z Polski astronomicznej kwoty ponad 20 mld zł. Na odpowiedź czekają od 6 lat polscy podatnicy i udziałowcy KGHM, która jest przecież spółką Skarbu Państwa, a nie prywatnym folwarkiem „przyjaciół królika”, jak to bardzo często miało miejsce za rządów koalicji PO i PSL.

Jeżeli politycy Platformy i PSL i nadzoru finansowego szukają na siłę wydumanego transferu pieniędzy za granicę, to wydaje mi się, że więcej pożytku z ich pracy byłoby, gdyby się pochylili nad tą właśnie inwestycją KGHM. Bo to nie jest inwestycyjny niewypał za kilka milionów złotych. Tu chodzi o ponad 20 mld zł zainwestowanych w dziurę na pustyni Atacama w Chile. Dzięki determinacji ministra Skarbu Państwa Dawida Jackiewicza oraz działaniom prokuratora generalnego już dziś wiemy znacznie więcej o tej sprawie.

Janusz Szewczak

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... ld-zl.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 06 paź 2016, 07:00 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Dbali o obcych

Obrazek

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PZL Mielec, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Polska nie kupi francuskich caracali. Jak ta decyzja została przyjęta w PZL Mielec?
– To bardzo dobra i długo przez nas oczekiwana decyzja. To także spełnienie deklaracji wyborczych z kampanii prezydenckiej i parlamentarnej PiS. Ale decyzja Ministerstwa Rozwoju to pierwszy – owszem – ważny, ale jednak dopiero pierwszy krok w kierunku rozstrzygnięcia, które, mam nadzieję, będzie dobre i korzystne dla Polski. Problem polega na tym, że zamknięcie przetargu na zakup śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii, na co ze zniecierpliwieniem czekamy od półtora roku, wymaga jeszcze kolejnych decyzji. Chodzi o to, w jaki inny sposób kierownictwo MON i polska armia może zakupić wysokiej klasy śmigłowce szybko, a jednocześnie nie przepłacając.

Jakie w związku z tym wyłaniają się możliwe scenariusze?
– Tych scenariuszy czy możliwości jest co najmniej kilka. Według naszej – związkowców – wiedzy, najszybszym i najkorzystniejszym rozwiązaniem byłby zakup śmigłowców według dyrektywy unijnej powołującej się na istotny interes bezpieczeństwa państwa. Ta dyrektywa daje możliwość dokonania zakupu z wolnej ręki, a więc bez postępowania przetargowego. Decyzje będą jednak podejmowane przez kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Uważam, że powinny być one podjęte jak najszybciej, bo tego wymaga dobrze pojęty interes państwa polskiego i sytuacja geopolityczna. W naszej ocenie, jeśli taka decyzja zostałaby podjęta w najbliższym czasie, to jest jeszcze możliwość, żeby zakup śmigłowców sfinansować z tegorocznego budżetu. Producent black hawków – amerykańska firma Sikorsky gwarantuje najszybszą dostawę śmigłowców dla polskiej armii.

Jak w obliczu ewentualnych nowych wyzwań przygotowuje się producent śmigłowców Black Hawk – Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu?
– Jako zakład jesteśmy gotowi podjąć każde wyzwanie. Wszystko będzie jednak zależeć od tego, jak będą sformułowane warunki techniczno-taktyczne ewentualnego przyszłego przetargu. Tak czy inaczej, jeśli zakup odbywałby się z zastosowaniem wspomnianej dyrektywy unijnej powołującej się na istotny interes bezpieczeństwa państwa i jeśli decyzje o tym zapadną lada moment, to należąca do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin firma Sikorsky i PZL Mielec jesteśmy w stanie dostarczyć pierwsze maszyny w ciągu pięciu, sześciu miesięcy.

Jak skomentuje Pan informację podaną przez jedną z komercyjnych stacji, która ubolewa, że polscy żołnierze będą musieli przekonać się do black hawka produkowanego w Mielcu na Podkarpaciu, które od lat konsekwentnie głosuje na PiS?
– Szczerze mówiąc, szkoda czasu na komentowanie doniesień TVN24 – medium o – delikatnie rzecz ujmując – bardzo nieobiektywnym spojrzeniu. Black hawka nie trzeba bronić – to jest produkt, który sam się broni. To śmigłowiec użytkowany w 28 krajach świata, sprawdzony w misjach wojskowych, m.in. w Iraku i Afganistanie. Do tej pory wyprodukowano ponad cztery tysiące tych ekonomicznych i niezawodnych maszyn. Black hawkom nie potrzeba zatem specjalnej reklamy. Należy się tylko dziwić, że poprzedni rząd koalicji PO – PSL, wykluczając ten śmigłowiec, nie dopuszczając go nawet do fazy testów, nie pozwolił na zaprezentowanie jego możliwości. To była zła, szkodliwa decyzja zarówno dla polskiej armii, jak i dla naszej gospodarki. Niech zatem poprzednia ekipa się wytłumaczy przed wyborcami ze swoich decyzji, a media – także te, które teraz wylewają krokodyle łzy nad „krzywdą” francuskiego oferenta, niech okażą się obiektywne i przypilnują, żeby politycy PO – PSL znów się nie wymigali od odpowiedzialności.

Co Pana zdaniem stało za decyzją o wyborze francuskich caracali?
– O to należałoby zapytać tych, którzy takie decyzje podejmowali. Nie ulega jednak wątpliwości, że była to decyzja szkodliwa z wielu względów. Co zatem skłoniło poprzednią ekipę do wyboru tego kierunku… Powodów może być bardzo wiele. Przypomnę tylko, co się wówczas mówiło, a mianowicie, że jest to wotum wdzięczności za wybór Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej, byli też i tacy, którzy uważali, że jest to rekompensata za wyprodukowane, ale niewysłane do Rosji przez Francuzów okręty desantowe Mistral. Tak czy inaczej, z punku widzenia interesu Polski dobrze się teraz stało, że Ministerstwo Rozwoju zerwało ten przetarg.

Jak związkowcy, jak załoga PZL Mielec ocenia działania rządu PiS w sprawie przetargu śmigłowcowego?
– To dobrze, że obecny rząd podjął refleksję i mimo krytyki ze strony opozycji, która idąc w zaparte, broni swoich, co tu dużo mówić – błędnych i szkodliwych decyzji – spojrzał obiektywnie na ten lukratywny kontrakt, przetarg i dokonany wybór francuskiej oferty, która w naszej ocenie nie miała żadnego racjonalnego uzasadnienia. Integralną częścią kontraktu śmigłowcowego był offset i Francuzi – jak widać – tego punktu nie spełnili, na co –jak już mówiłem – mieli półtora roku. Teraz mogą winić sami siebie. Natomiast politycy PiS w kampanii wyborczej obiecywali, że przyglądną się temu przetargowi i już po objęciu władzy danego słowa dotrzymali. Decyzja o zerwaniu kontraktu jest tego najlepszym przykładem, ale to nie koniec. Najważniejsze jest to, że zastopowane zostały szkodliwe decyzje dla polskiej gospodarki. Teraz niezbędne są kolejne decyzje, żeby naprawić to, co zepsuli poprzednicy. Polska straciła cztery i pół roku. Teraz, zakładając, że będzie nowe rozdanie, znów pojawiła się szansa i nadzieja na nowe inwestycje w naszych polskich zakładach, na zwiększenie zatrudnienia, które – jak pamiętamy – m.in. w związku z odrzuceniem przez rząd PO – PSL w Mielcu, ale też w Świdniku zostało zredukowane. To niestety prawda, że poprzednia ekipa, wybierając ofertę francuskiego Airbus Helicopters, de facto otworzyła worek ze zwolnieniami dla polskich pracowników, natomiast zadbała o miejsca pracy we Francji.

Póki co, francuski producent milczy, czy spodziewa się Pan jakichś reakcji wobec Polski?
– Publiczne francuskie radio już dziś, komentując decyzję o zerwaniu kontraktu z Airbus Helicopters, uderza w obecny polski rząd. To żenujące, przecież Francuzi mieli półtora roku na to, żeby podczas negocjacji offsetowych udowodnić i przekonać polskich partnerów, że są w stanie spełnić wymagania, jakie im postawiono. I tego niestety nie zrobili. Dzisiaj media francuskie, jeśli chcą krytykować czy szukać winnych tego, że wielomiliardowy kontrakt przeszedł im koło nosa, niech zaczną od siebie. Komentując decyzję polskich władz – zamiast rzucać oskarżenia – niech przedstawią francuskiemu społeczeństwu, jakie były fakty, wtedy żaden komentarz nie będzie potrzebny.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... bcych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 13 paź 2016, 07:38 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Zakup francuskich śmigłowców to nie tylko afera korupcyjna, ale jawny sabotaż polskiej gospodarki, jak również kolonizacja Polski.
Polska jest partnerem gospodarczym innych państw, a nie jak było za PO - PSL jedynie biernym rynkiem zbytu dla światowych korporacji i tanią siłą roboczą.Musimy sami siebie szanować, wówczas i inni nas uszanują.


Francuzi nie obrażą się na polskie pieniądze

Z dr. hab. nauk wojskowych, wykładowcą akademickim Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wojskowi piloci powinni się cieszyć czy może smucić z faktu zakończenia rozmów z francuskim Airbusem w sprawie zakupu śmigłowców Caracal?
– Myślę, że ani jedno, ani drugie. Powiedzmy sobie uczciwie, że ten kontrakt na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii w zasadzie – można powiedzieć, że był nierozstrzygnięty już od dawna. Pewne jest, że śmigłowce dla polskiej armii musimy zakupić, tyle że niekoniecznie te, które zostały wskazane w tym kontrakcie. Przypomnę, że przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla Wojska Polskiego został rozpisany w 2012 r., tymczasem po czterech latach wciąż nie mamy sprzętu. Pytanie zatem brzmi: czy uda się stosunkowo szybko nadrobić stracony czas, bo potrzeby w tym zakresie są ogromne? I – jak sądzę – rząd premier Beaty Szydło ma tego świadomość.

Co zatem obecny rząd powinien zrobić, aby nadrobić stracony czas?
– Uważam, że niepotrzebnie straciliśmy tak dużo czasu i energii na rozmowy z Francuzami, skoro i tak wszystko wskazywało, że ten kontrakt – mówiąc otwartym tekstem – jest nam po prostu niepotrzebny. Sytuacja geopolityczna się zmieniła, a co za tym idzie – zmieniły się także nasze priorytety w zakresie potrzeb sprzętowych. I według mnie, należało stwierdzić, że zmianie uległy nasze priorytety, jeśli chodzi o bezpieczeństwo narodowe, a zatem, że obecnie nie jest nam potrzebny sprzęt, który miał spełniać funkcje transportowe, co było, owszem, ważne podczas misji zagranicznych, a priorytetem jest dzisiaj obrona własnego kraju. W związku z tym trzeba było inaczej określić oczekiwania, a więc warunki techniczno-taktyczne np. w lutym czy w marcu tego roku i do dzisiaj mielibyśmy już rozstrzygnięcie i moglibyśmy kupować śmigłowce. Niestety stało się inaczej i teraz min. Antoni Macierewicz usiłuje nadrobić czas i kupuje niejako z marszu amerykańskie black hawki. Mam też nadzieję, że MON odpowiednio zadbało o podstawę prawną dla tego typu działań. Pamiętajmy bowiem, że z racji członkostwa w Unii Europejskiej obowiązują nas przepisy dotyczące zamówień publicznych, od których można odstąpić tylko z uwagi na ważny interes ekonomiczny i bezpieczeństwo państwa. Jeśli zatem sprawy natury prawnej zostaną w sposób należyty poukładane, to mam nadzieję, że uda się nadrobić stracony czas.

Czym rząd powinien się teraz kierować przy wyborze i zakupie śmigłowców?
– Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że potrzebny jest nam sprzęt do obrony naszych granic, a nie – jak wspomniałem wcześniej – do wykonywania misji, w których z uwagi na członkostwo w NATO uczestniczymy. Dotyczy to również śmigłowców. Bez wątpienia potrzebne są nam śmigłowce uderzeniowe-szturmowe, które na polu walki będą mogły włączać się do działań bojowych i niszczyć takie cele, jak np. wyrzutnie rakietowe czy wozy pancerne przeciwnika. To jest pierwsza kwestia, która powinna być wzięta pod uwagę przy zakupie; po drugie, potrzebne są nam śmigłowce dla wojsk specjalnych, dla marynarki wojennej, a więc śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, ale także do akcji ratowniczych na morzu. I właśnie w tym kierunku powinny pójść działania. Jednak sprawą podstawową jest jednocześnie opracowanie strategii, gdzie będzie czarno na białym zapisane, że jest nam potrzebny taki, a nie inny sprzęt.

Poprzednia strategia jest już nieaktualna?
– Poprzednia strategia zakładała, że w razie zagrożenia obronią nas sojusznicy z NATO, a tym, do czego powinniśmy się przygotować, jest udział w misjach zagranicznych. I pod tym kątem dobieraliśmy sprzęt wojskowy, a więc samoloty transportowe, lekki sprzęt. Natomiast w przypadku obrony kraju przed napaścią z zewnątrz te priorytety muszą być określone inaczej.

Wspomniał Pan o śmigłowcach dla wojsk specjalnych, dla których min. Macierewicz wybrał już black hawki. Pomijając klasę tego sprzętu, to czy nie jest błędem ograniczanie się do zakupu sprzętu wojskowego w jednym kraju?
– Nie skupiałbym się na tym, czy dany sprzęt wojskowy pochodzi z jednego kraju, ale bardziej skoncentrowałbym się na tym, czy i jakie w związku z zakupem uzbrojenia – w tym wypadku śmigłowców – pozyskujemy technologie, w oparciu o które możemy rozwijać nasz przemysł zbrojeniowy, a co za tym idzie – także zdolności obronne. Jeśli w ślad za tym wyborem pójdą odpowiednie inwestycje offsetowe w rozwój naszej gospodarki, w tym głównie w nasz przemysł zbrojeniowy, to jest to jak najbardziej nie tylko wskazane, ale wręcz konieczne.

Jeśli chodzi o offset przy zakupie samolotów F-16, to interesu raczej nie zrobiliśmy…?
– To prawda, przy samolotach F-16 nie udało się nam zrobić interesu z Amerykanami i należy mieć nadzieję, że obecny rząd wyciągnie z tego wnioski. Do tych kryteriów, którymi powinniśmy się kierować, z całą pewnością powinny należeć m.in. wzmocnienie możliwości obronnych, a tym samym siły armii, wsparcie krajowego przemysłu, nie tylko zbrojeniowego, tworzenie nowych miejsc, ale nie tylko. Kryteria dotyczące modernizacji sił zbrojnych, czyli zakupów zbrojeniowych, na całym świecie są pod szczególnym nadzorem, bo chodzi tu o pieniądze budżetu danego państwa pochodzące z kieszeni podatników. Duże programy modernizacyjne sił zbrojnych w szanujących się państwach muszą przynosić korzyści całej gospodarce danego kraju. Tak było chociażby w przypadku Finlandii, kiedy dokonywano zakupów w Stanach Zjednoczonych i wówczas zakupiono technologie do produkcji systemów telefonii komórkowej i tak powstała słynna Nokia. My niestety nie możemy się poszczycić podobnym osiągnięciem. Jest to jednak, tak jak pan mówi, kwestia tego, czy politycy odpowiedzialni za tego typu sprawy wyciągają wnioski z lekcji. Jest to zatem z jednej strony kwestia korzyści dla naszej gospodarki, a z drugiej kwestia zaopatrzenia się w możliwie najlepszy sprzęt do obrony naszych granic, bo przeciwnik jest przebiegły i potężny.

Wracając do caracali, to jest jeszcze kwestia konsekwencji, mianowicie po decyzji o zakończeniu negocjacji Francuzi wytaczają przeciw Polsce polityczne działa – jak chociażby odwołanie wizyty prezydenta Hollande’a, zapowiadają też, że będą się domagać odszkodowania…
– Prawda jest taka, że mimo wszystko strona polska źle rozegrała sprawę zakończenia negocjacji z Airbus Helicopters, stąd pojawiły się wzajemne uszczypliwości rodem z podwórka, na zasadzie kto komu dołoży. I to jest nie tylko nieprzyjemne, ale przede wszystkim niepotrzebne. W mojej ocenie, należy skończyć z komentarzami i powoli wygaszać emocje, przyjąć program modernizacji polskich Sił Zbrojnych, który – mam nadzieję – w końcu zobaczymy i wysłać sygnał do Francuzów, że mają szanse nie tylko uczestniczenia, ale także wygrania kolejnych przetargów. Nie sądzę, żeby inwestorzy i przemysł francuski nagle śmiertelnie obrazili się na polskie pieniądze i nie byli zainteresowani dalszym udziałem w modernizacji polskiej armii, gdzie pula do podziału wynosi co najmniej sto miliardów złotych. Dlatego ostudziłbym emocje, a zacząłbym szukać i prezentować pozytywne rozwiązania, które będą korzystne dla Polski, ale także dla zagranicznych producentów i ewentualnych dostawców uzbrojenia dla naszego wojska.

Jak odczytuje Pan zachowanie opozycji, Platformy i Nowoczesnej, która krytykuje decyzję rządu o zakończeniu negocjacji z Francuzami, co więcej, martwi się o utratę miejsc pracy nie w Polsce, ale we Francji, i jeszcze straszy komisją śledczą?
– Przypomnę tylko, że kontrakt na zakup francuskich caracali został uzgodniony jeszcze przez poprzedni rząd koalicyjny PO – PSL. I to poprzednia ekipa nabałaganiła a teraz usiłuje oskarżyć o to innych. Platforma, która dzisiaj tak krzyczy, przez ostatnie osiem lat nie była w opozycji, ale rządziła i miała wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować i dopiąć w najmniejszych szczegółach program zakupów śmigłowców dla Wojska Polskiego, i go przeprowadzić od początku do końca. Natomiast koalicja PO – PSL dziwnymi sposobami i niemalże rzutem na taśmę w ostatniej chwili chciała zgrabnie dopiąć ten kontrakt śmigłowcowy. To, co robią dzisiaj, jest niepoważne i nawet nie bardzo zasługuje na jakikolwiek komentarz. Natomiast jeśli chodzi o kwestię wyjaśnienia okoliczności postępowania przetargowego w sprawie zakupu śmigłowców wielozadaniowych dla naszej armii, to może warto, żeby zajęły się tym odpowiednie organy i przeanalizowały wszystkie etapy. Nie przesądzam, ale nie wykluczałbym, że może to być broń obosieczna, a ofiarą mogą paść ci, którzy dzisiaj tak głośno krzyczą.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iadze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 23 lis 2016, 09:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wysokienapiecie.pl/energetyka-ko ... tony-wegla

Górnicy czarują rząd cyframi
21 listopada 2016

Polskie górnictwo ma ponad 10 mld zł niespłaconych zobowiązań m.in. przez wyjątkowo wysokie opodatkowanie, sięgające aż 100 zł w każdej tonie węgla ─ przekonują spółki górnicze. Tłumaczą, że węgiel jest dotowany na całym świecie. Jak zwykle politycy obiecują zmiany i… niewiele będą w stanie zrobić, bo branża mocno szafuje cyframi.

Obrazek

─ W latach 2010-2015 sektor górniczy odprowadził do budżetu prawie 44,8 mld zł żywej gotówki ─ mówił na październikowym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu Górnictwa i Energii Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jak tłumaczył posłom i senatorom, przekłada się to na średnie obciążenie każdej tony węgla kwotą ponad 100 zł. Izba od lat przekonuje Sejm kolejnych kadencji i kolejne rządy do zmniejszenia tych obciążeń. Prezes przyznał, że do tej pory bezskutecznie ale ma nadzieję, że może tym razem w końcu się uda.
─ Produkcja wszystkich paliw kopalnych w najbogatszych krajach świata jest bardzo silnie subwencjonowana. Średnioroczne dotacje do produkcji ropy, gazu i węgla sięgają 444 mld dol. Wszyscy wszędzie wspierają paliwa kopalne. Nie jest tak, że działają tu zasady wolnego rynku i czysta konkurencja ─ tłumaczył parlamentarzystom prezes Olszowski. ─ Ze względu na sytuację polskiego budżetu może nie trzeba zabierać górnictwu 6,5 mld zł rocznie, może wystarczy 5,5 mld zł, żeby było bardziej konkurencyjne ─ przekonywał.
Posłowie żywo zainteresowali się sprawą. Do niedawna równie żywą interesowali się nią także jako pretendenci do objęcia rządu. Na konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości w lipcu 2015 roku w Katowicach Grzegorz Tobiszowski, dzisiejszy wiceminister energii odpowiedzialny za górnictwo pytał, czy „może w obniżeniu tych opłat leży możliwość poprawy konkurencyjności naszego węgla?”
Zapał rządu, podobnie jak zapał wszystkich poprzednich rządów szybko jednak opadł. W przygotowywanej strategii funkcjonowania górnictwa do 2030 roku, o której posłowie mogli usłyszeć tego samego dnia w Sejmie, nie znalazło się nic odnośnie obniżenia podatków dla górnictwa. Przyglądając się bliżej cyfrom przedstawianym przez izbę można zrozumieć dlaczego.
Rozbierzmy więc na czynniki pierwsze 87 zł podatków i opłat, jakimi obciążona była każda tona wydobytego w 2015 roku węgla.

Składki i podatki za pracowników: 65% wszystkich obciążeń
Prawie 42 zł z tego stanowiły składki emerytalne i zdrowotne odprowadzone za pracowników do ZUS-u. Górnictwo jest jedną z najlepiej wynagradzanych branż w Polsce, stąd składki odliczane od wynagrodzeń pracowników istotnie obciążają budżet pracodawcy. Pomimo wysokich emerytur górnicy i tak otrzymują jeszcze dodatkowe świadczenia z pieniędzy podatników ─ ekwiwalent deputatu węglowego, wypłacany jest niemal połowie emerytów przez budżet państwa lub ZUS (rocznie to ok. 200 mln zł). Druga część o wartości 300 mln zł rocznie także miałaby zostać przerzucona na budżet państwa. Odpowiedni projekt obywatelski utknął jednak w Sejmie po negatywnym stanowisku rządu, który do tej pory nie znalazł na to pieniędzy. Trudno więc sobie wyobrazić, aby znalazł środki na obniżenie składek ubezpieczeń społecznych dla pracujących i zwykle dobrze wynagradzanych pracowników tylko jednej branży. Trzeba pamiętać, że budżet już dopłaca do emerytur górniczych, bo górnicy mają korzystniejsze niż reszta pracowników zasady obliczania składek oraz prawo do przechodzenia na emeryturę po 25 latach. Łączny koszt emerytur górniczych to 9,5 mld rocznie, ale ZUS nie podaje jaką część tej kwoty wypracowali sami górnicy odprowadzając składki.
Kolejne 11 zł obciążeń do tony węgla to podatki dochodowe odprowadzane za pracowników. Ponownie – wysoka średnia wynagrodzeń oznacza wyższe, niż zwykle, obciążenia podatkiem PIT odprowadzanym od pensji . Tu także trudno byłoby rządowi uzasadnić dlaczego tylko górnicy mieliby płaci niższy podatek od swoich pensji, podczas gdy wszyscy pracownicy w Polsce płacą według stawek 18% i 32%.
Kolejne składki za pracowników odprowadzane są na Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Fundusz Emerytur Pomostowych. To łącznie 2,80 zł w tonie węgla. To także fundusze, na które łożą też pozostałe firmy działające w Polsce. Górnicy ponownie są ich istotnymi beneficjentami. Od maja 2015 do sierpnia 2016 roku prawie 1,3 tys. odchodzącym górnikom FGŚP wypłacił ponad 100 mln zł odpraw ─ średnio 78 tys. zł na pracownika.
Izba chciałaby, aby spółki górnicze były zwolnione z płatności na fundusz rehabilitacji osób niepełnosprawnych. W jej ocenie nigdy nie będą w stanie przekroczyć progu 6% zatrudnienia osób niepełnosprawnych, co kosztuje je rocznie 97 mln zł (65 gr w tonie węgla). Prezes Olszowski nie wyjaśnił jednak dlaczego osoby niepełnosprawne nie mogłyby znaleźć zatrudnienia wśród ok. 20-25% pracowników zatrudnionych na powierzchni.
Łącznie podatki i składki odprowadzone za pracowników kopalń stanowiły 65% obciążeń górnictwa, co przekłada się na ok. 56 zł na każdej tonie węgla.

VAT: 26% calości
Kolejną istotną pozycją jest podatek VAT, w całości przerzucany na klientów końcowych. Odprowadzony podatek od sprzedaży towarów to prawie 23 zł w każdej tonie węgla. W sytuacji gdy rząd obiecywał przed wyborami obniżenie podatku VAT na ubranka dziecięce i napiętego budżetu z powodu wypłaty świadczeń 500+, trudno oczekiwać, że obniży go także na węgiel. Tym bardziej, że wymagałoby to zgody Unii Europejskiej, a samo obniżenie niczego nie zmieni w sytuacji kopalń, bo spadek cen najwyżej nieznacznie podniósłby popyt na węgiel gospodarstw domowych, które zużywają przede wszystkim gruby węgiel, a tego polskie kopalnie nadal produkują za mało. Efektem byłby raczej wzrost importu.

Płatności dla gmin: 4%
W 2015 roku spółki górnicze wpłaciły nieco ponadto 200 mln zł do kas gmin ─ głównie z tytułu podatków od nieruchomości i odszkodowań za zniszczoną przez działalność górniczą infrastrukturę. Łącznie to ok. 3% z tych 87 zł w tonie węgla. Jest tu jednak pole do poprawy sytuacji ─ a przede wszystkim jej wyjaśnienia. Nadal fatalne przepisy podatkowe nie rozstrzygają jak powinny być opodatkowane wyrobiska górnicze. Gminy toczą o te należności wieloletnie spory z kopalniami. Sytuacja z pewnością wymaga wyjaśnienia i ─ wbrew spodziewanym protestom gmin ─ rząd mógłby przyznać w tym wypadku rację górnikom. Efektem byłoby zapewne jakieś kilkanaście gorszy mniej obciążeń podatkowych na tonie węgla.
Jednym z niewielu specyficznych obciążeń górnictwa jest opłata eksploatacyjna. W 2015 roku górnictwo wpłaciło z tego tytułu ok. 135 mln zł (1,90 zł/t węgla). Z tego 60% trafiło do gmin, a 40% do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). GIPH proponuje, aby gminy otrzymywały połowę z tej opłaty, a reszta zasilała fundusze spółek górniczych na ochronę środowiska. To także jest postulat możliwy do zrealizowania, chociaż zarówno gminy jak i NFOŚiGW zapewne będą bronić swoich wpływów. Rezultatem może być mniejsze o ok. 1 zł obciążenie tony węgla.

Opłaty środowiskowe: 2,5%
Podobne znaczenie może mieć ograniczenie opłat za korzystanie (częściową dewastację) środowiska. W 2015 roku górnictwo wpłaciło z tego tytułu na konta narodowego i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska (wliczając część opłaty eksploatacyjnej) ok. 160 mln zł, co oznacza 2,20 zł obciążeń w tonie węgla. Teoretycznie rząd mógłby się starać zwolnić spółki górnicze z części tych opłat, ale po pierwsze mogą się zrodzić pytania o niedozwoloną pomoc publiczną, a z drugiej o odpowiedzialność tej branży przemysłu za szkody przyrodnicze, jakie powoduje.

Akcyza za prąd: 0,82%
W ocenie GIPH kopalnie węgla powinny być zwolnione z akcyzy za energię elektryczną. Od niedawna w Polsce istnieją przepisy znacznie ograniczające akcyzę dla przemysłu energochłonnego i kopalnie mogłyby się na to wsparcie załapać, gdyby nie fakt, że koszt energii mają w ich działalności zbyt małe znaczenie. Z wyliczeń izby wynika, że w 2015 roku był to 51 mln zł, a więc 0,82% wszystkich płatności publicznoprawnych. Tu także istnieje szansa poprawy sytuacji górnictwa. Odpowiednią ustawę musiałaby jednak zatwierdzić jeszcze Komisja Europejska, na co szanse teoretycznie istnieją.

CIT i wypłata z zysku: 0,65%
Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że najmniejszą bolączką polskiego górnictwa są daniny naliczane od zysku ─ podatek CIT oraz wpłata z zysku jednoosobowych spółek skarbu państwa. Łącznie w 2015 roku z tego tytułu do budżetu państwa (i częściowo gmin, powiatów i województw) trafiło ok. 40 mln zł, a więc 0,65% wszystkich danin publicznych ponoszonych przez górnictwo. Z racji samej konstrukcji zmiana tych danin nie zmniejszy deficytu spółek górniczych.

Informacja geologiczna
Jedną z płatności, które z pewnością mogłyby odciążyć budżety kopalń, są opłaty za udostępnianie informacji geologicznej. ─ Opłaty za dostęp do informacji geologicznej to jest moim zdaniem kuriozum ─ tłumaczył posłom prezes Olszowski. ─ To wynagrodzenie nie jest ustalane w trybie administracyjnym, tylko umowy cywilnoprawnej zawieranej z Ministrem Środowiska, który reprezentuje Skarb Państwa, narzucając tę kwotę bez możliwości negocjacji.
W tym wypadku decyzja o ograniczeniu kosztów nie wymaga nawet ustawy, a jedynie decyzji resortu środowiska, który zapewne niechętnie pozbędzie się wpływów z opłat.

Fundusz likwidacji
Izba zaproponowała także zawieszenie obowiązku tworzenia funduszu likwidacji kopalń i przekazanie zgromadzonych tam przez lata 400 mln zł na inwestycje w nowe ściany. Zważywszy na miliardowe koszty ponoszone przez budżet państwa na likwidację kopalń te 400 mln zł zapewne i tak nie ma większego znaczenia. Mimo wszystko oznaczać będzie jednak przerzucenie kolejnych kosztów funkcjonowania tego sektora na podatników.

Ile w praktyce górnictwo może zaoszczędzić?
Według „zgrubnych” szacunków GIPH obciążenia publicznoprawne górnictwa mogłyby się zmniejszyć o 1 mld zł, a więc ok. 15%. Z naszych wyliczeń wynika jednak, że realne oszczędności mogłyby sięgnąć raczej 200-300 mln zł. W obecnej sytuacji górnictwa to oczywiście kwota warta zainteresowania, jednak nie zmieni sytuacji tego sektora.
Zmniejszenie podatków i opłat nie zastąpi konieczności restrukturyzacji ─ niezbędnych inwestycji zwiększających wydobycie w najlepszych kopalniach i likwidacji najgorszych, najmniej perspektywicznych.
Trzeba także pamiętać, że odciążenie górnictwa oznaczać będzie jednocześnie mniejsze wpływy do budżetu państwa, samorządów lub stworzonych przez nie instytucji.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 07 gru 2016, 14:53 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Ważne pytania – co z odpowiedzialnością za marnotrawstwo? Czym grozi CETA, TTIP?

Nikt nie ponosi odpowiedzialności za beztroskie wydawanie publicznych pieniędzy, np.
– umowa ws śmigłowców Caracal
– zakup Pendolino bez wychylnego pudła (podstawa funkcjonowania),
– sprzedaż stoczni Katarczykom,
– sprzedaż PZU firmie Eureko,
– INWESTYCJA KGHM NA PUSTYNI w Chile, gdzie trzeba było 150 km doprowadzać wodę i prąd (!)

– portal „empatia” dla bezdomnych za 50mln zł,
– Info-afera,
– niemieckie Leoparty, czołgi z demobilu, bez amunicji umozliwiającej obronę
– zniszczenie firmy Malma na rzecz firm włoskich,
– ekrany dźwiekoszczelne w szczerym polu
– itd, itp
„Nikt nie ponosi za to karno-prawnej odpowiedzialności.”
„Nasze zakłady zbrojeniowe były tępione i niszczone przez wiele lat, żebyśmy nie stanowili konkurencji”

„Z czego się bierze taka zajadłość opozycji w obronie Caracali, czy jest tu drugie dno?”

Umowy CETA, TTIP niosą bardzo poważne zagrożenia dla Polski, dla przemysłu rolno-spożywczego zwłaszcza, gdzie jesteśmy potęgą. Ciężko wytrzymać konkurencje ze światowymi gigantami z USA, czy Kanady.

Po drugie – zagrożeni bylibyśmy z procesami i arbitrażami które z tego wynikają (…) przy każdej zmianie np. podatków, czy płacy minimalnej, moglibyśmy być zaskarżani za oceanem, bez udziału polskiego sądu, o zwrot gigantycznych kwot. To jest niezwykle niebezpieczna sprawa, zwłaszcza dla krajów mniejszych, bo może Niemcy i Francja jakoś by się obroniły. Nam byłoby bardzo ciężko.

Niewielka jest wiedza na temat tych traktatów i tych zapisów, to wszystko jest mało dostępne, utajnione w dużej mierze i bardzo ryzykowne. Ja uważam, że to nie leży w naszym interesie, nie jestem zwolennikiem tych porozumień, tym bardziej że one są okryte olbrzymią tajemnicą, jeden Pan Bóg wie co tam się jeszcze kryje, jakie niespodzianki, trudno nawet jest dotrzeć do dokumentów, żeby się zapoznać z tym . (…) Czy nasze pszczoły przetrwałyby stosowanie nowych środków owadobójczych?

Oto bardzo interesująca, ważna rozmowa, zapraszamy:
https://www.youtube.com/watch?v=Ltk19gIoZgo

https://januszszewczak.wordpress.com/20 ... #more-1685


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 07 sty 2017, 10:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/01/0 ... hospicjum/

Polskie kopaliny wolno wydobywać wszystkim, tylko nie Polakom. Oto stopień naszego zniewolenia.

Kopia artykułu:

Jerzy Markowski o kopalni Makoszowy: eutanazja w hospicjum
Posted by Marucha w dniu 2017-01-05 (czwartek)

Obrazek

Powiem szczerze, nie mam odwagi pokazać się pod kopalnią Makoszowy, mimo iż nie mam żadnego udziału w tym, co się z nią stało – przyznaje Jerzy Markowski.
Wokół kopalni Makoszowy próbowali się ogrzać politycy, niedorzeczni związkowcy i wszyscy razem mają na sumieniu jej koniec – zaznacza w rozmowie z portalem wnp.pl Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.

Koniec z wydobyciem w kopalni Makoszowy…
– Tak naprawdę, to kopalnię Makoszowy zlikwidowano już w styczniu 2015 roku, kiedy – w świetle kamer, w obecności premier Ewy Kopacz, wielu profesorów, notabli górniczych oraz aktywistów związkowych – przeniesiono tę kopalnię do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.
Tak zaczęła się agonia, którą wszyscy obserwowali bez determinacji jej przerwania. Raczej chodziło o skrócenie tej agonii niż o jej przerwanie.
I tu nagle pomogła natura. W jedynej ścianie w kopalni, w pokładzie 405/2 o grubości 2,6 m czystego węgla pojawił się piaskowiec w ścianie, krótkie wymycie pokładu i coś, co dla dobrego sztygara oraz doświadczonego przodowego ściany jest problemem na kilka dni – dla bezdusznego biurokraty było wystarczającym powodem, aby zakończyć agonię kopalni.
I nie miało żadnego znaczenia to, że zostało 600 metrów wybiegu ściany. Podjęto decyzję o zakończeniu wydobycia w kopalni, która istniała 110 lat.

Nie wszyscy pogodzili się z tą decyzją.
– Dla górnika to niezwykle trudna chwila, to bardzo boli. Zwłaszcza że w sąsiednim pokładzie 416 zatrzymano przodek przecinki ścianowej, w którym pozostało 38 metrów, aby wykroić kolejną ścianę o wybiegu 700 metrów, długości 200 metrów, w pokładzie o miąższości 2,4 czystego węgla.
Powiem szczerze, nie mam odwagi pokazać się pod kopalnią Makoszowy, mimo iż nie mam żadnego udziału w tym, co się z nią stało.
Ale cieszę się, że los oszczędził mi spojrzenia w oczy niestety już nieżyjącego dyrektora Wilhelma Kasperlika, który był przez 17 lat dyrektorem tej kopalni, zbudował jej wielkość i dzięki temu trafił do panteonu największych polskich górników. Dziś to dzieło umarło.



Funkcjonowanie kopalni Makoszowy obejmowało kawał historii…
– Kopalnia Makoszowy służyła Polsce od trzeciego Powstania Śląskiego, z przerwą na drugą wojnę światową, u schyłku której Niemcy – ci sami, którzy ją wybudowali w 1906 roku – zalali ją wodą.
Kopalnia Makoszowy dała utrzymanie tysiącom polskich rodzin. A Polsce dała miliony ton i miliony dolarów z wyeksportowanego węgla. Dała utrzymanie wielu, ale zabiła ponad stu, z czego najbardziej dramatyczny był rok 1958, kiedy w wyniku pożaru, a właściwie w wyniku błędu w akcji ratowniczej zginęło 72 górników.

Czy Makoszowy to szczególna kopalnia?
– Makoszowy kończą jako kopalnia wyjątkowa – jako kopalnia z zasobami ponad 50 mln ton, z ważną koncesją do roku 2020, jak żadna w Polsce z zanieczyszczeniem złoża do 8 procent, jak prawie żadna w Polsce – bez metanu, z pustymi zwałami wydobytego węgla, z odrzuconymi zamówieniami na zbyt węgla na kilka lat do przodu. I tylko dlatego, że ktoś bez pojęcia o górnictwie najpierw musiał mieć sukces medialny, a potem musiał przypodobać się urzędnikom w Brukseli.

A obecny rząd?
– Nowa władza nie dała sobie rady z tym problemem. Mimo deklaracji najważniejszych osób w państwie, całej lawiny pustosłowia władz samorządowych – tak naprawdę, to nikt nie zadał pytania: jak kopalnię Makoszowy uratować.
A wystarczyło zebrać parę osób: dobrego prawnika, który wie, co to jest decyzja Rady Europy numer 210/787/UE z dnia 10 grudnia 2010 roku, odważnego górnika i trzeźwego ekonomistę, którego na kopalni Makoszowy nie było od dnia przekazania tej kopalni do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.
Ostatnie lata kopalni Makoszowy to była walka nie tyle z geologią, ale z błędami i niedorzecznościami. Bowiem jak nazwać inaczej fakt, że ktoś kiedyś wcześniej – zupełnie bez głowy – połączył ją z kopalnią Sośnica. Potem przeniósł do hospicjum w postaci Spółki Restrukturyzacji Kopalń, na długie miesiące odciął od rynków zbytu, a do tego pozbawił służb ekonomicznych, co spowodowało, że kopalnia przestała liczyć pieniądze. Tym bardziej, że od października ubiegłego roku dostawała ich z budżetu państwa tyle, ile chciała. Wokół kopalni Makoszowy próbowali się ogrzać politycy, niedorzeczni związkowcy i wszyscy razem mają na sumieniu jej koniec.
Jest racja, że wszystko to razem złożyło się na to, iż kopalnia dalej istnieć nie mogła. Ale wszyscy razem doprowadzili biernie lub czynnie do stanu, w którym ta decyzja musiała nastąpić.
Gdyby mnie ktoś dzisiaj zapytał o to – a wiem, że nie zapyta – czy jest to koniec wydobywania węgla w złożu Makoszowy, odpowiedziałbym, że nie. A może nowa władza postawiona de facto w sytuacji bez wyjścia pozwoliłaby z tego dramatu uczynić swój sukces. Z zachowaniem wszelkich reguł ekonomii, sztuki górniczej i bez wyciągania rąk po pieniądze publiczne. To naprawdę tam się da zrobić.
Może nie potrafię być obiektywny, bo urodziłem się kilkaset metrów obok tej kopalni. Nigdy w niej nie pracowałem, mimo iż w 1968 roku zgłosiłem się tam do pracy. Ale wtedy zachęcili nas pracą w nowszej kopalni.
Mój ojciec brał udział w akcji ratowniczej w 1958 roku, a ja stałem z matką przy bramie – naprzeciwko fontanny w kopalni Makoszowy – czekając wśród tłumu na to, czy ojciec wyjedzie.
Mój ojciec wyjechał, ale 72 górników nie wyjechało. Dziś kończy swój żywot ostatnia kopalnia w górniczym Zabrzu, w którym kiedyś fedrowało siedem kopalń dając prawie 20 proc. krajowego wydobycia węgla.
I mało kto wie, że pierwszy statek z węglem, jaki odpływał w 1945 roku z portu w Gdyni, był załadowany surowcem z Zabrza.
Jedyne, co możemy zrobić, to oddać wielki hołd tym wszystkim, którzy przez 110 lat swą pracą służyli tej kopalni, a dziś nie są w stanie jej pomóc. Przyszło pogodzić się z eutanazją dogorywającej kopalni w coraz większym górniczym hospicjum.
Może jestem zbyt melancholijny, ale dziś zgasła górnicza lampka w Zabrzu. I dobrze, że tli się przynajmniej skromne światełko w postaci kopalni Siltech.

Rozmawiał: Jerzy Dudała

http://gornictwo.wnp.pl/jerzy-markowski ... 1_0_0.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 23 gru 2017, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/12/2 ... -nich-zyc/

Unijne dotacje. Czy naprawdę nie możemy bez nich żyć?
Posted by Marucha w dniu 2017-12-21 (czwartek)

Gdzie się nie ruszyć, wszędzie stoją unijne tablice informacyjne. Ale niekoniecznie zastanawiamy się, czy inwestycje zrealizowane przy współudziale pieniędzy z Brukseli mają sens.

Obrazek

Problem bezsensownego wikłania się w koszty nieuchronnie wynikające z unijnych dotacji dotyczy w szczególności jednostek samorządu terytorialnego, które nie bacząc na konsekwencje, na potęgę wymyślają coraz to nowe „inwestycje”.
W rzeczywistości jednak nie są to żadne inwestycje, bo od samego początku wiadomo, że nie tylko nie będzie się na nich zarabiać, ale nawet trzeba będzie do nich dopłacać, aby w ogóle utrzymać ich funkcjonowanie.


Inwestycje‑skarbonki

– My to nazywamy skarbonkami, to znaczy takimi inwestycjami, które po wsze czasy będą obciążeniem dla budżetu – mówi Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic, prezes Związku Miast Polskich.
– W Gliwicach na niektóre rzeczy woleliśmy nie dostać pieniędzy i ich nie robić, niż wpędzać się w kłopoty, żeby tylko brylować w rankingach wykorzystania funduszy unijnych – dodaje.
Zdarza się, że dany obiekt naprawdę jest potrzebny lokalnej społeczności, jak choćby droga, kanalizacja czy oczyszczalnia ścieków, ale bardzo często władze wolą budować zupełnie niepotrzebny trzeci dom kultury, za duży stadion czy czwarte muzeum. Wtedy mają się czym pochwalić przed wyborcami, bo takie muzeum lepiej przecież wygląda niż kanalizacja.
Kilka przykładów? Proszę bardzo. W Krakowie za 66,8 mln zł wybudowano Muzeum Sztuki Współczesnej, z czego unijne dofinansowanie wyniosło 31,2 mln zł. W roku 2015 dotacja Urzędu Miasta Krakowa dla muzeum wyniosła 6,59 mln zł. To aż 21 procent wartości przyznanej unijnej „pomocy”, co oznacza, że równowartość jej kwoty zostanie wydana na muzeum w niecałe pięć lat funkcjonowania placówki.
Koszt budowy Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu wyniósł 46,1 mln zł (w tym 29,95 mln zł z UE). CSW utrzymuje się głównie z dotacji swoich organizatorów, czyli Ministerstwa Kultury, województwa kujawsko‑pomorskiego i Torunia. W roku 2015 łączne koszty funkcjonowania CSW wyniosły 6,2 mln zł, a dotacja od toruńskiego samorządu sięgnęła 1,3 mln zł.
Całkowity koszt budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku wyniósł 180,2 mln zł, w tym dofinansowanie unijne – 100,62 mln zł. W roku 2015 dotacje z Urzędu Marszałkowskiego i z Ministerstwa Kultury dla opery wyniosły około 21 mln zł.
Podobnie w roku 2016 dotacje z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego i Ministerstwa Kultury dla współfinansowanej z unijnych dotacji nowej siedziby Muzeum Śląskiego w Katowicach sięgnęły 31 mln zł.
Budowa portu jachtowego w Kamieniu Pomorskim kosztowała prawie 20,5 mln zł, z czego dotacja unijna wyniosła niecałe 7,1 mln zł, resztę wyłożyła gmina. Ponieważ Marina Kamień Pomorski Sp. z o.o. nie jest w stanie utrzymać się sama, obciąża gminę za zarządzanie portem. W roku 2015 była to kwota 300 tys. zł plus VAT.
Całkowity koszt budowy aquaparku w Suwałkach wyniósł 47,3 mln zł (w tym 19,3 mln zł z UE). W roku 2015 dochody z tytułu świadczonych usług parku wodnego wraz z dochodami z najmu stanowiły kwotę 3,2 mln zł, a łączne wydatki – 4,8 mln zł, co oznacza, że brakowało około 1,6 mln zł.
W roku 2015 Bielsko‑Bialski Ośrodek Sportu i Rekreacji przekazał na utrzymanie wybudowanej z unijnych funduszy hali widowiskowo‑sportowej pod Szyndzielnią 2,5 mln zł.
Z kolei koszt rozbudowy stadionu „Stal” w Rzeszowie wyniósł ponad 44,8 mln zł, z czego dofinansowanie unijne stanowiło kwotę 27 mln zł. Stadion jest dotowany ze środków finansowych Rzeszowa (w roku 2015 było to niemal 760 tys. zł).
Koszt budowy Muzeum Kultury Przeworskiej i Izba Pamięci Bitwy pod Mokrą (województwo śląskie) wyniósł 801 tys. zł, z czego dotacja z UE wyniosła 672 tys. zł. Funkcjonowanie muzeum w całości finansowane jest ze środków budżetowych gminy Miedźno (w roku 2015 było to 39,7 tys. zł).
Koszt rewitalizacji Domu Kata w Paczkowie (województwo opolskie) wyniósł 460 tys. zł, z czego dotacja z UE – 287 tys. zł. Łączne koszty funkcjonowania obiektu w 2015 roku wyniosły prawie 27,6 tys. zł.


Koszty? Nieznane!

W wielu przypadkach publiczni właściciele obiektów nie są nawet w stanie określić, ile kosztuje ich utrzymanie. Na przykład kolejka linowa „Elka” w Chorzowie, której odbudowa wyniosła 28,7 mln zł (w tym wartość dofinansowania z funduszy europejskich 23,9 mln zł), zarządzana jest w ramach działalności WPKiW i koszty zawierają się w ogólnym rachunku zysków i strat dla całego przedsiębiorstwa.
Z kolei urzędnicy w Świętochłowicach nie wiedzą, ile kosztuje podatników utrzymanie Dwóch Wież po zamkniętej kopalni „Polska”, których koszt rewitalizacji wyniósł prawie 8 mln zł, z czego unijna dotacja sięgnęła 6,7 mln zł. Pewny pozostaje tylko fakt, że działalność jest niekomercyjna, czyli spoczywa całkowicie na barkach podatnika.
– W myśl ustawy o finansach publicznych, jednostki budżetowe powiązane są z budżetem metodą budżetowania brutto. Istota budżetowania brutto polega na objęciu dochodów i wydatków planem budżetowym w pełnej wysokości. Całość dochodów gromadzonych przez jednostkę budżetową odprowadzana jest do budżetu, a jej wydatki, bez względu na wielkość zgromadzonych dochodów lub nawet brak dochodów, pokrywane są z budżetu w ramach limitu określonego w planie finansowym – wyjaśnia Przemysław Piotr Guzow, dyrektor Centrum Hewelianum w Gdańsku, którego limit wydatków na rok 2015 ustalono na 4,6 mln zł, a łączne dochody przekazane do budżetu miasta wyniosły 3,1 mln zł, co oznacza, że do działalności obiektu trzeba było dołożyć ok. 1,5 mln zł.
Co gorsza, nawet gdyby urzędnicy chcieli na współfinansowanym przez UE obiekcie zarabiać, Bruksela im tego zakazuje! Przy wysokim udziale funduszy unijnych w projekcie umowy dotacyjne zawierają klauzulę, że dany obiekt przez jakiś czas w ogóle nie może zarabiać albo przychód musi być ograniczony.
Władze Drzewicy (województwo łódzkie) po trzech miesiącach działalności zamknęły nowoczesne kino, bo jeśli zarobiłoby ono więcej niż 150 tys. zł w ciągu roku, trzeba by było zwrócić część unijnej dotacji. Podobnie jest z Galerią Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Czeladzi (województwo śląskie), która kosztowała ponad 12 mln zł (ponad 10 mln zł z UE), a koszty jej utrzymania i funkcjonowania wraz z resztą terenu po byłej kopalni „Saturn” w 2015 roku wyniosły ok. 450 tys. zł.
GSW „Elektrownia” nie ma dochodów, ponieważ jej rewitalizacja została zrealizowana z projektu unijnego. Projekt zakłada działalność non profit przez okres pięciu lat od daty rozliczenia inwestycji. Rozliczenie nastąpiło w roku 2015, dlatego zakończenie działalności non profit nastąpi w roku 2020 i wtedy będzie mogła być podjęta działalność dochodowa – informuje Biuro Prasowe Urzędu Miasta w Czeladzi.
Dzięki pieniądzom unijnym wydawanym na tego typu obiekty, włodarze miast nie tylko budują sobie pomniki, ale jednocześnie i popularność, tym sposobem zwiększając swoje szanse na reelekcję. Niestety, nie oglądają się na konsekwencje w postaci szybko rosnącego zadłużenia jednostki samorządowej, które w przyszłości będą musieli spłacić podatnicy.
– Te „inwestycje” są wielkim obciążeniem dla budżetów, niczym więcej – uważa Marcin Wałdoch, politolog z Chojnic. – Są one źle zarządzane, kosztowne, nieprzemyślane. Ponadto są przykładem fałszywej świadomości polskich elit politycznych, które częstokroć wpadają w pętlę pogoni za „eurozłotówką”. W myśl hasła – z Unii dostaniemy trzy złote, dołożymy „tylko” jedną złotówkę i mamy inwestycję. To nic, że nawet tej jednej złotówki nie posiadają, ale przecież lokalne elity mają znajomych bankowców, którzy też muszą z czegoś żyć. Potem powstają gmachy o szumnych nazwach: „inkubator innowacyjności”, w którym siedzi pani Hania z jedynym zadaniem odbierania telefonów i informowania, że wynajęcie biura w tym „inkubatorze” stanowi koszt często przewyższający nawet ceny komercyjne – tłumaczy doktor Wałdoch.


Zadłużenie rośnie

Zdaniem politologa, samorządy biorą na siebie bagaż wielkich obciążeń, ale są niewolnikami na własne życzenie – niewolnikami bankierów i wyborów samorządowych. Ludzi przyzwyczajono, że sprawni samorządowcy „inwestują”, należy więc w każdej kadencji, bez względu na rzeczywiste koszty, przeciąć jakąś wstęgę.
– Ogólnie jest to spotęgowana bezmyślność powielona z kapitałochłonnych inwestycji PRL. Tylko że tamte inwestycje rzeczywiście tworzyły przemysł, a te? Puste szklane budynki o nazwach aspirujących do projektów NASA – ironizuje Marcin Wałdoch.
– Baszta w Chojnicach znajduje się w miejscu, gdzie nigdy nie było baszty, jest zbudowana z pustaków i stoi w centrum fosy, co wygląda tragicznie. Koszty milionowe, w środku jedno biuro z informacją turystyczną. Oczywiście takie inwestycje mają drugie dno; warto spojrzeć, jakie firmy je wykonują; często są to firmy kolegów i koleżanek lokalnych władz. Im chodzi o to, „żeby się kręciło” – zauważa politolog z Chojnic.
Jednak istnieją także obiekty publiczne wybudowane przy współfinansowaniu unijnymi pieniędzmi, będące przedsięwzięciami dochodowymi. Całkowity koszt budowy Ekomariny Giżycko wyniósł 19,7 mln zł, w tym dofinansowanie z UE 7,5 mln zł. Przychody z działalności portu za rok 2015 wyniosły prawie 1,3 mln zł, podczas gdy łączne koszty utrzymania i działalności mariny – 973 tys. zł.
Także Nadmorska Kolej Wąskotorowa w Rewalu utrzymuje się z działalności komercyjnej i nie otrzymuje żadnego wsparcia publicznego. Jednak jej budowa kosztowała 46,5 mln zł (13,7 mln zł z UE), co miało wpływ na astronomiczne zadłużenie zachodniopomorskiej gminy: dług Rewala na koniec września 2016 roku wynosił prawie 133,7 mln zł, czyli 256 procent dochodów.
– To efekt zaciągania kredytów pod inwestycje posiadające 50 procent dofinansowania z UE – potwierdza Jacek Jędrzejko, były radny Rewala, który tej nonszalancji się sprzeciwiał.
Innym rekordzistą jest zachodniopomorska gmina Ostrowice, której zadłużenie w efekcie inwestycji przekroczyło 400 procent dochodów! Gminie grozi likwidacja. Zatrzymany przez CBŚP wójt tłumaczył się, że zadłużał gminę… dla dobra ludzi.
Długi Wrocławia wraz z jego spółkami komunalnymi sięgają 150 procent dochodów. Rekordowym zadłużeniem – znacznie powyżej ustawowych limitów – mogą także pochwalić się: Toruń, Wałbrzych i Łódź.
Niektóre miasta wojewódzkie jak Katowice, Kielce, Białystok czy Szczecin tylko w cztery lata (2009–2013) potrafiły zwiększyć swoje zadłużenie o ponad 100 procent. W roku 2008 tylko trzy jednostki samorządu terytorialnego miały zadłużenie przekraczające 60 procent dochodów, a w 2014 roku – 107. Od roku 2003, kiedy Polska nie była jeszcze w UE, do końca 2015 roku łączne zadłużenie samorządów zwiększyło się z 16,5 mld zł do 75,8 mld zł, czyli o 360 procent.
Czy więc rzeczywiście tylko głupiec nie bierze dotacji?
Tomasz Cukiernik
Publicysta i podróżnik, autor książek Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa oraz Socjalizm według Unii.
Tekst pochodzi z 56. numeru magazynu „Polonia Christiana”. Przypominamy go w związku z uruchomieniem przez Brukselę procedury przeciw Polsce.

Aby zobaczyć książkę pt. Polonia Christiana nr 56 kliknij TUTAJ.
http://www.ksiegarnia.poloniachristiana ... 6,458.html

http://www.pch24.pl/unijne-dotacje--czy ... z51tDiGkuN


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /