Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 23 lip 2009, 06:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
KULISY UPADKU POLSKICH STOCZNI.
Opracowanie.

Wykorzystano materiały z „Życia Warszawy”, „Pulsu Biznesu” oraz „Nowego Gońca Szczecińskiego”, dane z MSP.

Linki do materiałów TVP „Misja Specjalna”, Polsat „Interwencja Extra” oraz link do „Białej Księgi”:

http://www.itvp.pl/player.html?mode=0&c ... o_id=28696

http://www.itvp.pl/player.html?mode=0&c ... o_id=38630

http://interwencja.interia.pl/news?inf=812445


1. Jesień 2001 roku - rząd SLD dochodzi do władzy;

2. Następuje przewidywana dekoniunktura w budowie statków, do której zarząd Stoczni Porta Holding S.A. przygotowywał się od wielu lat i w celu dywersyfikacji ryzyka kupił (w połowie lat 90-tych) i wyremontował bazę paliwową w Świnoujściu (kupioną w przetargu, po armii radzieckiej).

„Problemy stoczni zaczęły się z chwilą, gdy w 1994 roku kupiono terminal paliwowy w Świnoujściu. Przetarg na bazę przegrała wówczas wspierana przez posła SLD Jacka Piechotę firma Ship Service, której prezes Jerzy K. jest obecnie oskarżony o przestępstwa związane z działalnością w branży paliwowej. – Podczas spotkania w mieszkaniu Jerzego K. Jacek Piechota zaproponował nam wprost, abyśmy sprzedali terminal dla Ship Service, bo rzekomo nie znamy się na branży paliwowej i zrobiliśmy chybiony interes. W późniejszych negocjacjach, w kwietniu 2001 roku, kiedy nie zgadzaliśmy się na tę transakcję, z ust posła padły mocniejsze słowa: „Weszliście nie do swojego koryta” – wspomina Krzysztof Piotrowski – były prezes stoczniowego holdingu. Kiedy o sprawie mówiono głośno poseł Jacek Piechota odpierał zarzuty „ Jerzy K., od lat działający w tej branży, mówił wówczas, że stocznia niepotrzebnie wyrzuca dziesiątki milionów.. To były życzliwe rady dla prezesa Piotrowskiego, a nie polityczna presja.”

3. Zarząd stoczni wiedząc o ogromnej konkurencji na rynku, wchodzi w segment budowy statków wysoko zaawansowanych technologicznie i zaczyna budowę prototypowego statku – chemikaliowca. Przy budowie napotyka problemy, które wpływają na opóźnienia w budowie i powstanie „dziury płynnościowej” w wysokości 40-60 mln $.

Ta sytuacja daje rządowi SLD pretekst do podjęcia zaplanowanych wcześniej działań – doprowadzenia do celowej upadłości holdingu stoczniowego, przejęcia terminalu paliwowego oraz rozkradzenia prywatnego majątku (30 spółek należących do holdingu).

4. Zarząd zwraca się do rządu SLD o pomoc (gwarancje na w/w kwotę). Rząd wcześniej otrzymał od zarządu stoczni oraz od specjalistów Uniwersytetu Szczecińskiego (prof. Teresa Lubińska) oraz amerykańskiej firmy doradczej „A.T. Kearney”, opracowania i prognozy dotyczące przewidywanego boomu na budowę statków w przemyśle okrętowym na świecie, w najbliższym czasie.

Sztuczna upadłość Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A. (SSPH SA) jest częścią tzw. „Afery Paliwowej” zrealizowanej z udziałem ówcześnie rządzącej przewodniej siły z czasów PRL i mafii paliwowej, zakorzenionej w służbach specjalnych, kontrolowanych przez SLD: -„Latem 2001 roku stocznia i PKN Orlen szykowały wspólne przedsięwzięcie: holding wnosił terminal, Orlen – usytuowaną na wyspie Wolin bazę, która miała być połączona podwodnym rurociągiem ze Świnoujściem. Zdaniem Andrzeja Modrzejewskiego, byłego prezesa koncernu, alternatywne źródło paliwa dostarczanego przez Bałtyk gwarantowałoby wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski (zmniejszenie uzależnienia od dostaw z Rosji) i realny spadek cen paliw. W tym czasie planowano także uruchomienie terminalu gazu płynnego w Policach pod Szczecinem (LNG S.A.), czyli „uniezależnienie się od rury”. Z wielkich planów nic nie wyszło, bo w lutym 2002 roku UOP zatrzymał prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego”. Ze strategii opracowanej dla SSPH SA przez amerykańską firmę A.T. Kearney wynikało, że od 2005 roku przychody z działalności Grupy Paliwowej będą systematycznie wzrastać i w 2010 roku osiągną około 4,5 miliarda PLN i będą stanowić blisko 2/3 przychodów całego holdingu. Wysoka zyskowność ze sprzedaży, transportu i przeładunku paliw - umożliwiłaby wykorzystywanie środków finansowych na inwestycje technologiczne w Sektorze Okrętowym – poprawiając dzięki temu jego konkurencyjność na globalnym rynku okrętowym. Zapewniło by to spłatę zobowiązań wobec państwa, banków, dostawców materiałów i energii oraz kooperantów. Wspomniany Terminal LNG S.A. gwarantował duże korzyści dla Skarbu Państwa i gospodarki narodowej, gdyż w skład udziałowców tej spółki weszły największe państwowe firmy na Pomorzu Zachodnim, zapewniając im rozwój techniczno – technologiczny oraz infrastrukturalny. Zamiary te niepokoiły Leszka Millera, Wiesława Kaczmarka, Krzysztofa Janika i Jacka Piechotę więc dla dopełnienia celu dominacji „układu” na rynku paliw - gaz i ropopochodne - pięć miesięcy po Modrzejewskim w spektakularny sposób aresztowano członków zarządu holdingu, oskarżając ich publicznie o malwersacje


5. Rząd SLD (Leszek Miller, Jacek Piechota, Krzysztof Janik, Wiesław Kaczmarek) świadomy nadchodzącej sytuacji rynkowej (przewidywany boom nastąpił w IV kwartale 2002 roku) wykorzystuje przejściowe kłopoty finansowe stoczni i rozpoczyna medialną kampanię przeciwko zarządowi, „zastrasza” przedstawicieli banków, odmawia udzielenia gwarancji (a robi to, w tym czasie, dla innych prywatnych „zaprzyjaźnionych” podmiotów), a później używa instytucji państwowych (Policji, UOP, Prokuratury, Urzędu Kontroli Skarbowej) w celu powstrzymania zarządu przed rozwiązaniem chwilowych problemów płynnościowych i uratowaniem stoczni oraz 5 tysięcy miejsc pracy (aresztowanie zarządu w drodze do BRE banku, który miał udzielić pomocy finansowej stoczni).

Zarzut postawiony przez polityków SLD (wobec zarządu Porty Holding) już w 2003 roku w szczecińskim sądzie – sama prokuratura uznała za nie mający pokrycia w faktach. „Przed upadkiem holdingu, w ciągu dekady Skarb Państwa zarobił na stoczni 270 mln dolarów. Z początkiem 2002 r. stocznia po raz pierwszy poprosiła państwo o pomoc – potrzebowała gwarancji rządowych w wysokości 40-60 mln dolarów, w celu uruchomienia wpłaconych zaliczek armatorskich znajdujących się w zagranicznych bankach. Wbrew wcześniejszym ustaleniom, w maju 2002 r. premier Leszek Miller oznajmił, że pomocy nie będzie. Banki wspomagające bieżącą produkcję stoczni wstrzymały kredyty. Przemysł okrętowy holdingu stanął w chwili, gdy stocznia miała kontrakty na 1,6 mld dolarów.” Bardzo znaczące w niniejszej sprawie jest to, że wstrzymanie obsługi kredytowej ze strony banków, nieodzownej dla finansowania produkcji w toku, nastąpiło już na przełomie października i listopada 2001 roku. To od tej daty bez żadnej racjonalnej, rynkowo ekonomicznej przesłanki banki nie udzieliły holdingowi ani złotówki kredytu. Dopiero w pierwszym kwartale 2002 oficjalnie zażądały gwarancji rządowych. Wówczas to premier Leszek Miller oznajmił, że „prywatnemu się nie pomaga” łamiąc tym samym art.32.2 Konstytucji RP – „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym i społecznym lub gospodarczym z jakichkolwiek powodów.” Wiadomo natomiast że, (źródło: ustawa budżetowa i jej wykonanie) przewidywała odpowiednio wysoki poziom pomocy Skarbu Państwa dla gospodarki narodowej w postaci gwarancji – 29 mld PLN z którego to limitu wykorzystano jedynie 6,7 mld PLN.

6. Po aresztowaniu członków zarządu, następuję bezprawne przejecie majątku stoczni (m.in. sprzedaż bazy paliwowej do PROLIM S.A. za 30% wartości rynkowej [nielegalna pomoc publiczna prezydenta Sopotu - Karnowskiego (PO) dla PROLIMU w latach 2002-2004] spółki należącej do barona paliwowego SLD, pozostały majątek produkcyjny, dokumentacja budowy statków i inne wartościowe aktywa zostają przejęte przez Agencję Rozwoju Przemysłu za 1 zł (aktywa wycenione na kilkadziesiąt milionów PLN – kilka miesięcy przed zdarzeniem). W tym czasie stocznia buduje 17 statków, ma zakontraktowane 22 statki.

„Nowy Zarząd już miesiąc przed ogłoszeniem upadłości rozpoczął wyprzedaż majątku holdingu, chociaż obowiązujące wówczas prawo układowe i upadłościowe wyraźnie tego zabraniało. Bazę paliwową w Świnoujściu sprzedano sopockiej firmie leasingowej PROLIM (finansowanej przez Millenium Bank). Tym samym terminal stał się własnością pomorskiego barona SLD Jerzego Jędykiewicza - ostatniego w PRL wojewody gdańskiego (zamieszanego w pranie pieniędzy w katolickim wydawnictwie Stella Maris), biznesmena Marka Nowotnego oraz nomenklaturowego BIG Banku Gdańskiego (czyli Millenium Bank). Kropkę nad „i” postawił syndyk, związany z baronem paliwowym Jerzym K. i firmą Ship Service, w której od połowy lat 90 był radcą prawnym. W wyniku jego działań poseł Ryszard Bonda kupił trzy spółki holdingu (Porta Żegluga, Porta Baltik, Porta Nowa), za każdą płacąc 5 tys. zł. Dobry interes zrobiła wtedy Agencja Rozwoju Przemysłu, kierowana od lat przez prezesa Arkadiusz Krężla, która za złotówkę kupiła jedną ze spółek (ASS Sp. z o.o.), zajmującą się budową i konserwacją statków (siedem miesięcy wcześniej jej wartość rynkową wyceniono na 40 mln zł) – ta spółka posiadała wszystkie niezbędne certyfikaty do budowy statków, zmieniono jej nazwę na Stocznia Szczecińska Nowa Sp. z o.o.
Dwa statki (tzw; bunkierki) holdingu warte co najmniej 800 tys. dolarów, syndyk sprzedał za jedną piątą ceny m.in. firmie Unit Baltik, w której udziały ma Jan B. Jeden z mafijnych bossów paliwowych ze szczecińskiej firmy BGM.

7. Po przejęciu (bezprawnym) rusza strumień dofinansowania do stoczni, następuje upaństwowienie Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk, które są również zasilane miliardami zł z budżetu Skarbu Państwa.

Rząd SLD a szczególnie Jacek Piechota poseł Ziemi Szczecińskiej, były Minister i W-ce Minister Gospodarki w rządzie SLD w latach 2001-2005 niewątpliwie przyczynił się do zniszczenia przemysłu okrętowego, w tym Stoczni Szczecińskiej;
-przyczynił się do likwidacji 5000 stanowisk pracy w samej stoczni, a w przemyśle okołostoczniowym ca 20000 na przełomie lat 2001-2002,
-naraził Skarb Państwa na utratę ok. 4-rech miliardów złotych w latach 2002-2005 (w trybie dofinansowania kosztów produkcji 3 największych stoczni z budżetu państwa), a w SSN Sp. z o.o. poprzez:
-znaczący współudział w całkowicie bezzasadnym wstrzymaniu kredytowania produkcji Stoczni od października 2001 przez banki (które w latach od 1992 do 2001 zarobiły od stoczni ca 300 mln. USD),
-przyczynienie się do odmowy udzielenia gwarancji rządowych przez rząd SLD w wysokości 40-60 mln USD w marcu 2002 r., (pomimo ówcześnie zaawansowanej produkcji 17-stu statków, opanowania nowatorskiej technologii chemikaliowców ze stali „duplex” w 2001 r., zakończenia przez stocznię kapitałochłonnych i innowacyjnych inwestycji: 2 nowe pochylnie, komory malarskie, cynkownia, najnowsze systemy komputerowe, oddania do użytku nowoczesnego terminalu paliwowego Porta Petrol w Świnoujściu o potencjale ca 35% krajowego importu paliw).

Należy tylko porównawczo zauważyć, że Rządowa „Strategia dla Sektora Stoczniowego” przewidywała gwarancje kredytowe (KUKE) dla samej SSN w wysokości 200 mln USD średniorocznie.

8. Rząd SLD wraz z ARP i nowymi zarządami stoczni opracowuje plan restrukturyzacji stoczni w celu uzasadnienia finansowania z budżetu „restrukturyzacji”, która nigdy nie miała miejsca. Po wejściu do UE strumień przekazywanych pieniędzy do stoczni nie jest „specjalnie” kontrolowany, wszystkie pieniądze (w sumie ponad 5 mld zł) zostają przetransferowane do pośredników, firm dostawczych oraz armatorów.

Obecna sytuacja zarówno w SSN jak i w całym sektorze stoczniowym i okołostoczniowym jest wynikiem celowych działań oraz przestępstwa zaniechania dokonanego w 2002 r. wobec SSPH. Nie odpowiednia (ale celowa) polityka państwa w sektorze stoczniowym, powierzanie kierowania ministerstwami Skarbu, Gospodarki i Finansów jak też podległym im Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Korporacji Polskie Stocznie jak i kierowania stoczniami - niekompetentnym osobom i mafijnym układom - nieuchronnie doprowadziły do obecnej patowej sytuacji w branży. Objawia się ona z jednej strony uzależnieniem realizacji przyjętej Strategii dla Sektora Stoczniowego od oceny przez Komisję Europejską oraz od decyzji o legalności dotychczasowego i dalszego wsparcia finansowego przez państwo, a z drugiej strony wyraża się w żądaniach – zastrzyków kapitału i szybkiej prywatyzacji. Te niespójne żądania i oczekiwania niechybnie prowadzą do pogłębienia zapaści ekonomicznej, rozgrabienia i pogrzebania przemysłu okrętowego (decyzja rządu PO-PSL o kolejnej pomocy publicznej w wysokości 1,2 mld zł – w przypadku ogłoszenia upadłości pieniądze przepadną).

9. W okresie ostatnich 6 lat statki sprzedawane przez wszystkie stocznie przynoszą celowe straty ze względu na celowo podpisywane zaniżone kontrakty, które opiewają na kwoty poniżej kosztów wytworzenia statku (napychanie kieszeni armatorom) oraz ze względu na 6% dopłaty ze Skarbu Państwa do nierentownych kontraktów.

Wszystkie zawarte w tym czasie kontrakty zostały szczegółowo opisane w tzw. „Białej Księdze”, opublikowanej przez rząd koalicji PO-PSL we wrześniu 2008 roku.

10. W czerwcu 2005 r. Departament Stoczniowy ARP (pod kierownictwem doradcy prezesa ARP i późniejszego wiceprezesa Korporacji Polskie Stocznie) dokonuje audytu stoczni Gdynia, Stoczni Marynarki Wojennej oraz blokowanego audytu SSN. Wynik audytu jest porażający i wskazuje na celowe wyciąganie pieniędzy z budżetu Skarbu Państwa, fałszowanie dokumentów przez zarządy stoczni, brak jakiejkolwiek restrukturyzacji oraz celowy brak nadzoru nad pieniędzmi przekazywanymi przez ARP i SP do stoczni.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w polskich stoczniach trwa kilka miesięcy. I co? I nic. Nie ma chętnych do jego prowadzenia.
Wszystko zaczęło się od zawiadomienia złożonego w prokuraturze na początku 2006 r. przez byłego doradcę prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) i pracownika wysokiego szczebla Korporacji Polskie Stocznie (KPS) - oba państwowe podmioty zajmują się restrukturyzacją sektora stoczniowego. Trafiło ono do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota, bo na jej terenie mieszka zawiadamiający.
Zawiadomienie jest bardzo obszerne i dotyczy m.in. opisywanego przez "PB" nieudanego projektu offsetowego Rafaela w Stoczni Gdynia (izraelski koncern zbrojeniowy miał kupić dwa gazowce za 168 mln USD, ale nic z tego nie wyszło). Najważniejszym wątkiem są jednak nieprawidłowości polegające na zaniżaniu przez zarządy stoczni kosztorysów budowy statków.
- Nagminne były następujące sytuacje: minimalny koszt wybudowania statku wynosił np. 300 mln zł, a jego cenę zarządy stoczni z Gdyni czy Szczecina ustalały na 240 min zł. Po co? By dostać dotację z ARP czy KPS - wyjaśnia nasz informator.
Po wstępnym sprawdzeniu danych z zawiadomienia prokurator z warszawskiej Ochoty stwierdził, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i wszczął śledztwo. Uznał jednak, że sprawą powinny zająć się prokuratury z Gdańska i Szczecina. Tam bowiem zostały popełnione rzekome przestępstwa. I się zaczęło.
Śledczy z Gdańska i Szczecina nie chcieli zająć się sprawą i wszczęli tzw. spór kompetencyjny. Szefowie prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina w kwietniu rozstrzygnęli go na korzyść swoich podwładnych i zdecydowali: jest za wcześnie na dzielenie , śledztwa i akta mają wrócić do stolicy. Oficjalny powód? To w Warszawie mają siedzibę Agencja Rozwoju Przemysłu, Korporacja Polskie Stocznie i nadzorujące je Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP), a jednym z wątków śledztwa ma być sprawdzenie jakości nadzoru nad budżetowymi pieniędzmi, które szerokim strumieniem płynęły do stoczni.
- Pomysł, by zacząć śledztwo od instytucji państwowych, nie jest najlepszy. Klucz jest w stoczniach. Tam trzeba wejść, zrobić kontrole oraz sprawdzić, czy kosztorysy rzeczywiście były nierzetelne. Jeśli tak, to mamy otwartą drogę do stawiania członkom zarządów zarzutów z art. 296 kodeksu karnego, czyli działania na szkodę spółek. Dopiero na tej podstawie można zająć się działaniami nadzoru - ocenia jeden z prokuratorów, który widział akta.
Jego zdaniem, prowadzenie śledztwa w Warszawie jest niewłaściwe jeszcze z jednego powodu.
- Zdecydowana większość czynności będzie i tak dokonywana w Szczecinie i Gdańsku, w ramach tzw. pomocy prawnej. Nadzór nad szybkością postępowania i jego jakością będzie utrudniony, bo przesłuchania będą prowadzić przypadkowi policjanci i bez fachowej wiedzy - dodaje prokurator.
Jeden z naszych informatorów uważa, że sprawą, ze względu na jej wagę i obszerność, powinna zająć się prokuratura okręgowa, a nie rejonowa.
- W rejonie prokurator ma co najmniej kilkadziesiąt różnych spraw i nie ma czasu na tak rozległe śledztwo. A okręgówki są powołane do zajmowania się właśnie takimi skomplikowanymi sprawami - twierdzi nasz informator.
Decyzje prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina nie zakończyły podróży akt. Okazuje się, że od kilku dni nie leżą na biurkach w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, lecz w... Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Dlaczego? Śledczy z Ochoty chcą, by sprawą zajęły się inne stołeczne prokuratury rejonowe: ze Śródmieścia, Mokotowa i Żoliborza. Tam bowiem, a nie na Ochocie, mieszczą się siedziby MSP, ARP i KPS.
- Sprawa jest trudna, a dodatkowo dotyczy styku biznesu i polityki. I dlatego traktowana jest jak gorący kartofel - twierdzi jeden z naszych informatorów.

11. W lipcu 2005 roku, Arkadiusz Krężel (ówczesny prezes ARP), mając powyższa wiedzę, podejmuje decyzję o pozytywnej realizacji planów restrukturyzacji w sektorze stoczniowym – „Biała Księga” stwierdza, iż prezes ARP nic nie wiedział.

12. Marzec 2007 r. – raport NIK (potwierdza wyniki audytu przeprowadzonego przez Departament Stoczniowy ARP – oficjalne doniesienie NIK do prokuratury na Arkadiusza Krężla)

13. Marzec 2008 r. – wyrok uniewinniający zarząd Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A.

14. Sierpień 2008 r. – uzasadnienie wyroku wskazujące na brak jakichkolwiek podstaw do oskarżenia i aresztowania w 2002 r.

15. Ujawnienie przez media Raportu NIK związanego z działalnością prezydenta Sopotu w latach 2002-2004 (PROLIM), pana Jacka Karnowskiego (PO).

Obecny spór „Solidarności” z rządem i Komisją Europejską, zapewne najbardziej zadowala SLD i Jacka Piechotę, gdyż ten układ wpływu w celu dekompozycji i grabieży „rozebrał” holding i doprowadził polskie stocznie do stanu agonii, a problem pozostawił obecnej władzy. SSPH S.A. i przemysłu okrętowego należało bronić już jesienią 2001 r. kiedy SLD wgrało wybory. Wówczas ogromnym błędem kierownictwa związkowców było oddanie inicjatywy powołanemu i kierowanemu przez SLD Januszowi Gajkowi. W obecnym sporze Solidarność SSN słusznie domaga się konsultacji w sprawie „Strategii dla Sektora Stoczniowego”, jednakże powinna przestrzegać przed kontynuacją polityki z ostatnich lat, domagać się od rządu PO-PSL wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn upadłości holdingu. Wykazać troskę o interes państwa i obywateli, domagać się gwoździ do politycznej trumny i karawanu dla osób, które doprowadziły do faktycznej a ukrywanej do dziś upadłości (zrzucenie całej winy za obecną sytuację na poprzedni rząd – politycznego przeciwnika dzisiaj rządzącej koalicji). Obecnie rząd oczekuje odpowiedzi na przedłożoną Komisji Europejskiej „Strategię”, której ostatecznym celem jest prywatyzacja pomijająca w niej udział ograbionych wcześniej akcjonariuszy, zarówno zwolnionych z pracy jak i obecnie zatrudnionych. Sygnały płynące z Brukseli nie są optymistyczne. KE zaleca prywatyzację w której zapewniona będzie zyskowność na poziomie samofinansowania bez dotacji państwowych. Byłemu Prezesowi ARP (Arkadiuszowi Krężlowi) należy podpowiedzieć w tym miejscu, że 8.000 akcjonariuszy SSPH uratuje i odzyska, co do nich należy tylko wtedy gdy prawda zostanie ujawniona, nastąpi rozliczenie przestępstw i ludziom zostanie przywrócona ich własność, godne warunki pracy i płacy. Inwestor tzw. zewnętrzny nawet pod kontrolą państwa tylko wyssie co się da i porzuci. Aby uratować sektor, zapobiec czarnemu scenariuszowi i wyjść z patowej sytuacji należy ocenić i usunąć z zajmowanych stanowisk polityków i prezesów winnych obecnego stanu stoczniowej branży. Winnych grabieży wspólnie wypracowanego majątku należy ujawnić i osądzić. Postawić trzeba stanowcze NIE postępującej pauperyzacji ludności w imię dokonywanych prywatnych interesów ludzi z po PRL-owskich układów polityki, gospodarki i służb specjalnych.

http://www.dyskusje.katolik.pl/viewtopi ... 238#524238


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 23 lip 2009, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Prof. Staniszkis: służby specjalne reaktywują działalność

http://wiadomosci.wp.pl/kat,36474,title ... &_ticrsn=3


Analitycy zwracają uwagę na aktywizację i polityzację służb specjalnych na tzw. obszarze postsowieckim. Motywem wydaje się nie tylko pycha owych ludzi, uważających się za reżyserów transformacji, ale także - ich interesy ekonomiczne.

Błędy popełnione w toku reform, złe zarządzanie kryzysem stanowiące zagrożenie dla zgromadzonych fortun, irytacja amatorstwem elit z kręgu dawnej opozycji, wreszcie - przekonanie o własnych kompetencjach (kompetencjach traktowanie siebie jako "superklasy") to tło owej reaktywacji. Przegląd, mobilizacja i - dyscyplinowanie zasobów kadrowych pozostawionych w państwie i gospodarce to pierwszy krok.

Ale można przedstawić pięć powodów, dla których należy się temu przeciwstawić, nawet bez uciekania się do moralizowania:

- po pierwsze, ci ludzie nie są tak bystrzy, jak o sobie myślą. Podstawowe błędy transformacji (na których skutki oni sami zwracają dziś uwagę) to efekt decyzji podjętych wtedy, gdy jeszcze oni pociągali za sznurki. I są związane z ich własnym, oportunistycznym stosunkiem do globalnych instytucji finansowych. Brak elementarnej polityki przemysłowej, otwarcie bez żadnych osłon i niedocenienie, że rynek to zjawisko historyczne i wymaga określonej sekwencji w budowaniu instytucji - to tylko niektóre z owych błędów;

- po drugie, razi ich szybkie przeorientowanie się - aby ratować własną skórę - na służby zachodnie. Było w tym pewne ryzyko, ale i dwuznaczność, którą trudno wybaczyć;

- po trzecie, gdy atakowano ich dawnych szefów (m.in. gen. Jaruzelskiego za stan wojenny) oni milczeli, choć wiedzieli dobrze o kontekście, który wiele usprawiedliwiał, między innymi o opisywanej przeze mnie samą tzw. "rewolucji wojskowej". To tacy frajerzy jak ja w imię "prawdy historycznej" usiłowali iść pod prąd, gdy oni chowali głowę w piasek;

- po czwarte, wciąż kontynuują, powszechne w czasach komunizmu, instrumentalne traktowanie ludzi: manipulowanie, kuszenie, straszenie. Myślę, że po 20 latach transformacji zasługujemy na coś lepszego;

- po piąte - razi w tych ludziach pretensjonalny snobizm. Być może w czasach komunizmu , gdy służyli zakompleksionej nomenklaturze z awansu, to pomagało im zachować własne ego. Dziś śmieszy.

Obecny kryzys jest - przede wszystkim - momentem globalnej regulacji. Na Zachodzie ludzie służb też zasiadają w radach nadzorczych korporacji i banków. Międzynarodowa solidarność służb jest znana. Ale wole jednak niedouczonych często (i nabierających dopiero kompetencji na urzędzie) ludzi, którzy - lepiej lub gorzej - przeciwstawiali się komunie i nie dali się uwieść (kupić) komunistycznej władzy - niż tamtych, też nie tak wcale bystrych (choć uważających się za demiurgów historii) ludzi służb.

Prof. Jadwiga Staniszkis specjalnie dla Wirtualnej Polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 24 lip 2009, 08:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Premier nie spotka się ze stoczniowcami

- Premier nie spotka się ze związkowcami ze stoczni w Gdyni i Szczecinie - poinformował reportera RMF FM rzecznik rządu Paweł Graś.
- W sprawie wyjaśnień co do działań katarskiego inwestora powinni rozmawiać z ministrem skarbu - dodał Graś.

- Chcemy się dowiedzieć jakie naprawdę są przyczyny tego, co się dzieje - mówi reporterowi RMF FM przewodniczący stoczniowej "Solidarności" Krzysztof Fidura:

Wczoraj TVN24 ujawniła pismo szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, które napisało do katarskiego inwestora ostrzegając go, że transakcja będzie nielegalna.

List wpłynął na potrzebę wydłużenia terminu płatności za aktywa stoczniowe - przyznaje zarząd spółki Polskie Stocznie, firmy reprezentującej nad Bałtykiem interesy katarskiego inwestora.

Szef resortu skarbu przywiązuje ogromną wagę do tego pisma szczecińskich obrońców stoczni. List przestraszył bowiem katarskich inwestorów. Był napisany bardzo profesjonalnie, z oficjalnymi nagłówkami używanymi w korespondencji urzędowej na Bliskim Wschodzie.

http://wiadomosci.onet.pl/2013979,11,pr ... ,item.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 24 lip 2009, 08:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zobacz, na co ZUS wydaje nasze miliardy

207 mln poszło na siedziby w Szczecinie i w Warszawie, 1,8 mld na pensje pracowników, ile na organizowanie przetargów w stylu "bo ta oferta jest za niska" - trudno policzyć.

Co jakiś czas w mediach pojawia się informacja o niegospodarności Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W lipcu TVP opisała przetarg na plastikowe karty identyfikacyjne, które służą do poświadczenia, że emeryci i renciści są ubezpieczeni. Przetarg musiał być powtórzony. Dlaczego? Bo według ZUS cena była "rażąco niska"! W końcu Zakład wybrał najdroższą ofertę opiewającą na 3,7 mln zł. Najtańsza propozycja była ponad trzy razy tańsza i wynosiła 1,1 mln zł.

Sprawa trafiła do Krajowej Izby Odwoławczej, która nakazała jeszcze raz przeanalizować propozycje firm. Nie wiele to dało. ZUS po raz kolejny wybrał tę najdroższą. Po kolejnym proteście wszystkie oferty mają być ocenione jeszcze raz. Sprawa jest w toku.
Tymczasem, jak podaje portal ngi24.pl, w Szczecinie budowana będzie nowa siedziba ZUS. Właśnie ogłoszono wyniki przetargu. Najlepszą złożyło konsorcjum firm w składzie Przedsiębiorstwo Budowlane Ciroko ze Szczecina oraz Zakład Wielobranżowy Usług Budowlanych Fasada ze Szczecina. Nowa siedziba Inspektoratu Miejskiego ZUS w Szczecinie przy ulicy Andre Citroena kosztować będzie 26,7 mln zł. Już za dwa lata będą mogli wprowadzić się do niej pracownicy.

Po 7 latach zakończono budowę Centrali ZUS przy ulicy Szamockiej w Warszawie. Jak można przeczytać w "Sprawozdaniu z działalności Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za 2008 rok", do 1 stycznia 2009 roku wydano na ten cel 183,8 mln zł! Z czego tylko w zeszłym roku na ten cel przeznaczono ponad 45 mln zł.

Na powierzchni 26 tys. mkw. znajduje się np. 15 sal konferencyjnych. Jak łatwo policzyć, koszt budowy wyniósł ponad 7 tys. zł za mkw. Na antenie TV Biznes rzecznik ZUS stwierdził, że w porównaniu z innymi wydatkami to znowu nie taka duża kwota.
Mówiąc o innych kosztach, przedstawiciel Zakładu miał na myśli wartość usług pocztowych, za pośrednictwem których ubezpieczyciel komunikuje się z obywatelami. I rzeczywiście, te kwoty robią wrażenie. ZUS nadał 52,8 mln przesyłek za ponad 103 mln zł! Jeden list kosztował prawie 2 zł. Na szczęście Poczta Polska, która jest przedsiębiorstwem państwowym, dała Zakładowi 15 procentowy upust…

Kryzys? Jaki kryzys

W sumie na wszystkie biura, remonty, zakupy samochodów, sprzętu, maszyn i urządzeń wydał ponad 330 milionów złotych. W ten sposób zmodernizowano budynek ZUS w Pucku, a 16 mln zł przeznaczono na poprawę warunków pracy i obsługi klienta oraz przystosowanie budynków dla osób niepełnosprawnych. Remonty obiektów ubezpieczyciela pochłonęły prawie 23 mln. Wszystkie ruchomości i nieruchomości muszą być oczywiście ubezpieczone… Na ten cel przeznaczono blisko 1 mln zł.
Do obsługi tak gigantycznej instytucji niezbędna jest ogromna liczba pracowników. Dokładnie 47 716 osób. Ich pensje to najwyższe koszty ZUS. Na wynagrodzenia przeznaczono 1 871 171 000 zł. A zatem przeciętna pensja w Zakładzie wynosi mniej więcej tyle, co średnia krajowa. Warto przy tym zaznaczyć że 50,2 proc. pracowników ma wykształcenie średnie, a 47,9 proc. wyższe. Co ciekawe, tylko 169 osobom ZUS refundował część opłat za studia.

Sporo pieniędzy Zakład wydał na KSI czyli Kompleksowy System Informatyczny. Budowana od 1999 roku (przez Prokom, później już jako Asseco Poland) platforma pochłonęła tylko w 2008 roku ponad 237 mln zł.

ZUS walczy o pieniądze

Na szczęście ZUS szuka też oszczędności. Obecnie ubezpieczyciel wdraża wraz z Telekomunikacją Polską plan oszczędnościowy. Dzięki włączeniu oddziałów do Grupy Biznes TP oraz zmianie taryf w kasie Zakładu zostanie 1,6 mln zł.

ZUS jest też całkiem niezły w ich pozyskiwaniu. W ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka stara się o środki na zintegrowany system, dzięki któremu dostępne będą eUsługi.

Klienci uzyskają w ten sposób dostęp do swoich kont za pośrednictwem internetu. Podpisana umowa opiewa na ponad 100 mln zł.

170 mln zł z innych funduszy ma być z kolei wykorzystane na „Podniesienie jakości usług świadczonych przez ZUS na rzecz klientów zewnętrznych / płatników składek przez budowę i modernizację istniejącej infrastruktury informatycznej”. Aby żyło się nam lepiej. Wszystkim!

Jan Kaliński
Wirtualna Polska

http://podatki.wp.pl/kat,70480,wid,1134 ... omosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 24 lip 2009, 15:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
PO zyskuje twarz Atamańczuka i Grada

Przez polskie media jak letnie burze przewalają się informacje o tym, co zamierza sprzedać rząd Donalda Tuska. A sprzedać chce wiele. Dlatego Platforma już rozsyła swoich czarodziejów medialnych po różnych mediach. Mają bronić decyzji Tuska. Zwłaszcza tych najgłupszych.

Być może PO sonduje, które spółki może wystawić na sprzedaż bez społecznych protestów, albo idzie „na bezczelnego” i chce łatać dziury budżetowe. Politycy PO bronią wyprzedaży „rodowych sreber” na różne sposoby. Np. Rulewski z PO uspokajał w TVP INFO, że sprzedaż narodowych sreber (spółek energetycznych), to działania dobre i potrzebne. Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że polityk występujący w publicznej telewizji w niebieskim podkoszulku i chyba pożyczonej marynarce (była stanowczo za duża) jest co najmniej mało wiarygodny. Jakby nie mając już w co się ubrać był zmuszony sprzedawać co się da dla paru groszy. A marynarkę użyczył mu przypadkowy dziennikarz.

Ale w PO coś się zagotowało. I to nie dlatego, że mamy ponad 30 stopniowe upały, że ludzie nie mają czym oddychać, ale dlatego, że sondaże PO spadają na łeb na szyję. Dopiero co było 44 procent, już PO ma tylko 41 procent. I co to będzie? Ileż wysiłku medialnego trzeba uczynić, aby udowodnić ludziom, że wyprzedaż kopalń miedzi to dla ich dobra, że podwyższenie podatków też się robi dla ich dobra, że rozwiązanie armii i osłabienie policji to też dla dobra Polaków. Bo po co nam w kryzysie armia?

Jakby tego jeszcze było mało rząd Tuska ma pozwolić „ na posiadanie narkotyków na własny użytek”. To co, rząd Tuska dogadał się już z mafią narkotykową? U nich szuka poparcia?

Już widzę te przedwyborcze bilbordy: „Każdy, gangster i narkoman głosuje na PO i Tuska”.

No to PO poszła w kierunku zdobywania kolejnych wyborców. Nie wystarczają im już więźniowie, no to zwracają się teraz w stronę narkomanów. Ten rząd, PO, Tusk po prostu zwariowali. Idą już na oślep, idą na całego. Aż padną. W błoto.

Proponuję Donaldowi Tuskowi, ( który – jak wiadomo - również okazuje się być amatorem „trawki”), aby przeprosił i przywrócił członkostwo w PO Cezaremu Atamańczukowi. Chłopak ma doświadczenie w paleniu skrętów i innych takich tam. Doświadczenie posła z Ziem Zachodnich przyda się jak nic do pisania nowelizacji ustawy o zapobieganiu narkomanii. A że po nowelizacji będzie ta ustawa miała zmieniony tytuł. Z zapobieganiem tejże niewiele mieć nie będzie.

Zatem od dziś Platforma zyskuje kolejną twarz: twarz Cezarego Atamańczuka. Pytanie tylko czy chodzi o tę twarz na haju czy poza nim. Wybór należy do Tuska.

http://www.pis.org.pl/article.php?id=15558


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 24 lip 2009, 15:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Grad sprzeda stocznie albo żegna się z posadą

Jeśli do końca przyszłego miesiąca stocznie Gdynia i Szczecin nie zostaną sprzedane, minister skarbu państwa Aleksander Grad zostanie zdymisjonowany - powiedział premier Donald Tusk

Szef rządu dodał, że nie będzie tragedii, jeśli arabski inwestor wycofa się z transakcji. - Mamy wadium i rozpoczynamy grę od nowa - mówi.

Premier Donald Tusk zapowiedział w piątek, że jest gotów spotkać się w przyszłym tygodniu ze stoczniowcami stoczni Gdynia i Szczecin, oczywiście o ile będzie taka potrzeba po ich wcześniejszym spotkaniu z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. - Nie odmawiam spotkania ze stoczniowcami - podkreślił premier. Właściwą osobą do wyjaśnień jest jednak minister skarbu Aleksander Grad - dodał.

Z wnioskiem o pilne spotkanie z premierem w sprawie przyszłości tysięcy miejsc pracy wystąpiło kilka związków zawodowych.

Tusk powiedział, że zobowiązał ministra, by poinformował zainteresowanych o tym, jak wygląda sytuacja stoczni.

Do 17 sierpnia główny inwestor stoczni Gdynia i Szczecin ma przekazać pieniądze za ich majątek. Zgodnie z planem, miał to zrobić do 21 lipca. Wątpliwości katarskiego inwestora wzbudził list od Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in., że stocznia w Szczecinie mogła być "pralnią brudnych pieniędzy".

http://www.rp.pl/artykul/2,339662_Grad_ ... osada.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 26 sie 2009, 08:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
„Całokształt jego działań wzbudza wiele wątpliwości...”

Marek Zygmunt: Jak Pan ocenia program prywatyzacji zaproponowany przez koalicję PO - PSL?

Dawid Jackiewicz: Naszym zdaniem, prywatyzacja nie może oznaczać wyprzedaży wszystkiego za byle jaką cenę. Patrzę z wielkim niepokojem na to, co nas czeka, tym bardziej że prywatyzację ma przeprowadzić minister Aleksander Grad, który skompromitował się w ostatnich tygodniach, a przez cały okres swoich rządów wiele jego decyzji budziło sprzeciw Prawa i Sprawiedliwości. Chce on do końca tej kadencji Sejmu sprzedać udziały w blisko tysiącu spółek Skarbu Państwa. Jeśli w tak krótkim okresie wystawi na sprzedaż tak wiele przedsiębiorstw, to automatycznie cena możliwa do uzyskania za poszczególne przedsiębiorstwa będzie po prostu niższa. Ilość pieniędzy na rynku jest przecież ograniczona. Ponadto gdyby rzeczywiście sprzedawał w takim tempie, to umowy prywatyzacyjne musiałyby być podpisywane w Ministerstwie Skarbu Państwa średnio co osiem godzin. A gdzie czas na to, aby po prostu je solidnie przygotować, przeanalizować, zapoznać się z ich skutkami, tak aby nie była to taka patologiczna prywatyzacja, z jaką mieliśmy do czynienia w latach 90.

M.Z.: Sztandarowy projekt ministra Grada, sprzedaż stoczni, to na razie kompromitacja na całej linii...

D.J.: Całokształt jego działań wzbudza wiele wątpliwości, ale szczyt niekompetencji i nieudolności pokazał właśnie w sprawie prywatyzacji stoczni. Osoba piastująca urząd ministra konstytucyjnego nie może doprowadzać do sytuacji, w której państwo polskie potraktowane zostało jak chłystek. Zaniechania ministra Grada spowodowały, że ośmieszono kierowane przez niego ministerstwo, a tym samym rząd RP. Mamy w tym przypadku do czynienia z najbardziej pokrętną, nietransparentną, tajemniczą i nieprofesjonalną prywatyzacją, z jaką mogliśmy się spotkać od początku lat 90. Aleksander Grad przez ostatnie kilka miesięcy nie raczył nawet poinformować sejmowej Komisji Skarbu Państwa o szczegółach tej transakcji, choć konsekwentnie domagamy się wiarygodnej informacji o tym, kto wygrał ten przetarg, jaki jest jego kapitał, z kim jest powiązany i jakie plany ma inwestor w stosunku do stoczni. I niestety, nie doczekaliśmy się wiarygodnej odpowiedzi. Zresztą z wypowiedzi ministra Grada wynika, że on sam nie wiedział, jak nazywa się inwestor. Kiedy prywatny inwestor z Kataru wycofał się z wykupienia stoczni, to nagle w ciągu zaledwie kilku godzin okazało się, że transakcją tą jest rzekomo zainteresowany rząd tego państwa. Jak to jest możliwe, że w świetle polskiego prawa w miejsce wyłonionego rzekomo w przetargu inwestora ma się teraz pojawić z pominięciem wszelkich procedur prawnych, przetargowych inny, w dodatku państwowy kontrahent? Kwestią honoru jest dotrzymanie przez premiera Donalda Tuska obietnicy, że jeśli do końca tego miesiąca nie będzie rozstrzygnięcia sprawy stoczni, to Aleksander Grad powinien przestać piastować tę funkcję.

M.Z.: Jakie mogą być skutki dalszej prywatyzacji Polskiej Miedzi?

D.J.: Uważam, że byłaby to decyzja prowadząca do utraty kontroli Skarbu Państwa nad tą firmą. Trzeba sobie po prostu powiedzieć jasno, że sprzedaż choćby 10 proc. udziałów KGHM umożliwi przejęcie przez zewnętrznego inwestora pakietu kontrolnego, czyli zdobycie większości głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy i oczywiście zmianę władz całej spółki. Przypuszczam, że doszłoby również wtedy do zaniechania całego procesu inwestycyjnego i tym samym zaprzestania inwestowania rokrocznie kwoty 1 mld 600 mln zł w badania kolejnych złóż miedzi. Jest wielce prawdopodobne, że inwestor, który włoży w to pieniądze, będzie chciał jak najszybciej zdyskontować tę inwestycję, np. minimalizując wydatki na modernizację KGHM i maksymalizując pobór dywidend. Przerwanie inwestycji w badanie nowych złóż oznacza, że za mniej więcej 5 lat KGHM nie będzie mógł prowadzić swej działalności, nie będzie czego wydobywać. Wtedy inwestor przejmie udziały w rynku KGHM nie tylko w Europie, ale i np. w Azji. Dlatego podejrzewam, że jeśli doszłoby do dalszej prywatyzacji KGHM, to największe zainteresowanie taką transakcją wykażą zapewne konkurencyjne firmy wydobywające i przetwarzające miedź. A takich firm, większych od KGHM, jest na świecie pięć.

M.Z.: Kiedy miedziowe związki zawodowe zdecydowanie przeciwstawiły się prywatyzacji, oskarżono je o roszczeniowość i o to, że bronią tylko swojego interesu.

D.J.: Jest to celowe działanie mające na celu zniechęcić opinię publiczną do pracowników KGHM. Takie przygotowanie gruntu ułatwiłoby rządowi PO - PSL złamanie związków zawodowych w tym, a potem również w innych prywatyzowanych przedsiębiorstwach. Dzisiaj rząd chce uderzyć w związkowców, sprzedać tę niezwykle ważną dla polskiej gospodarki spółkę przynoszącą na przestrzeni ostatnich pięciu lat ponad 10 mld zł z dywidendy. Jeśli opinia publiczna przyjmie ze zrozumieniem złamanie miedziowych związków zawodowych, to zapewne będzie to czynić również w stosunku do innych przedsiębiorstw. W kuluarach można usłyszeć tezę, że premier oczekiwał, iż pracownicy KGHM podejmą radykalne działania, takie jak strajk generalny, bo wówczas jego ostra reakcja byłaby dla opinii publicznej uzasadniona. Ale związkowcy przewidzieli ten scenariusz i dlatego działają bardzo rozważnie, traktując strajk generalny jako ostateczność.

M.Z.: Dziękuję za rozmowę.


http://www.pis.org.pl/article.php?id=15677


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 08 wrz 2009, 14:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Tuska budżet dryfu

Według prof. Stanisława Gomułki, byłego ministra finansów w rządzie Donalda Tuska, deficyt budżetowy będzie jednak wyższy niż 52 miliardy zł. Nadto dodaje: koalicja rządowa jest za słaba, by dokonać reform. I jeszcze jakby i tego było mało mówi otwartym językiem, że minister Rostowski ukrywał kombinacje rządu, rodzaj księgowych kłamstw i niedomówień z ubiegłego roku. Bo już w ubiegłym roku deficyt powinien być ogłoszony na poziomie 52 miliardów, ale rząd starannie ukrywał podawanie tej informacji do wiadomości. „Ukrył prawdziwą informację, przerzucając niektóre wydatki np. do funduszu drogowego albo do FUS. Podejrzewam, że było to obliczone raczej na wewnętrzną opinię publiczną, niż na międzynarodowe rynki finansowe, które dobrze znały prawdziwą sytuację” – napisał „Fakt”.

Kilka lat temu w stolicy Węgier doszło do masowych protestów, gdy lewicowy premier tego kraju – przymuszony pogarszająca się sytuacją kraju – przyznał się otwarcie, że kłamał wmawiając rodakom, że sytuacja gospodarcza jest w dobrym stanie.
Bynajmniej nie spodziewam się, aby dzisiaj Tusk i jego wezyrowie rzucili w twarz Polakom, że po prawie dwóch latach administrowania krajem ( sformułowanie „rządzenie” byłoby na wyrost ) doprowadzili kraj do gigantycznego deficytu, bo ekonomiści mówią o 80 miliardowym deficycie na przyszły rok.

Mydlenie oczu przeciętnym Polakom przez stosowanie cyrkowych żonglerek liczbami niczego na dłuższą metę nie zmieni. Prędzej czy później „oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa”. Autowizja Tuska jako tego, który zasiada na fotelu prezydencki jest tak silna u aktualnego szefa PO, że aby ją zrealizować gotowy jest zostawić po sobie chociażby i popiół.

Dla wyznawców bukolicznych podskoków w wykonaniu politycznych showmenów z PO, których pełno w mediach, spalona ziemia, rozchwiane finanse, zejdą na drugi plan. Ważne, że będzie to popiół, który zostawił ich idol.

http://www.pis.org.pl/article.php?id=15768


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 09 wrz 2009, 13:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Platforma puści nas z torbami

Dziura budżetowa zamienia się w otchłań, w której pogrążają się finanse publiczne w Polsce. Politycy Platformy zachowują pogodę ducha. PiS dostrzega dramatyzm sytuacji, a ekonomiści biją na alarm. Deficyt budżetowy w przyszłym roku pobije rekord - wyniesie około 52,2 miliardy złotych. Deficyt finansów publicznych - ponad 100 miliardów złotych

Deficyt budżetowy już na początku 2010 r. będzie dwukrotnie większy od tego znowelizowanego w br. Minister finansów Jan Rostowski zdetronizował Jarosława Bauca, borykającego się z poprzednią wielką dziurą budżetową, wynoszącą realnie „tylko” 33 mld zł. Wtedy mieliśmy także spowolnienie gospodarcze, czyli spadek PKB, gwałtowny wzrost bezrobocia i brak polityki gospodarczej. Mamy nieoficjalną informację, że według ministra Michała Boniego deficyt miał być oszacowany niżej - na 48,5 mld zł - czyli był znowu cichy konflikt między szefem doradców premiera a szefem resortu finansów.

Czy jest wyjście z sytuacji bez wyjścia

Jak rząd ma zamiar ratować kraj przed tą ogromną dziurą budżetową - jeszcze nie jest pewne. Po pierwsze - mimo obietnic premiera Tuska jest planowana po cichu podwyżka podatków pośrednich, mianowicie akcyzy na papierosy, alkohole i paliwa. A także podwyżka VAT na artykuły dla dzieci i materiały budowlane z 7 proc. do 22 proc. Podobnie jak w państwach bałtyckich.

Po drugie - łataniu dziury mają służyć środki z prywatyzacji (o czym szerzej piszemy w materiale „Sprzedaż pereł w koronie” w bieżącym numerze „GP”, str. 26–27). Zdaniem Prawa i Sprawiedliwości, rząd prowadzi politykę niebezpieczną dla finansów publicznych. Cechuje ją brak konsekwencji, doraźność, brak jakichkolwiek reform, które pobudzałyby gospodarkę i przedsiębiorczość, oraz ukierunkowanie jej na cele wyborcze -jak powiedziała posłanka Grażyna Gęsicka. A jej kolega klubowy, Mariusz Błaszczak, przypomniał, że w lutym br. PO zwracało uwagę, iż zwiększenie zadłużenia budżetowego jest skrajną nieodpowiedzialnością. PiS proponował wówczas urealnienie deficytu do poziomu 25 mld zł. Tymczasem nowelizacja w czerwcu zwiększyła deficyt do 27 mld zł.

Prawdopodobnie na tym się nie skończy i potrzebna będzie ponowna nowelizacja, bo kryzys będzie się pogłębiał. Zamiast realnych działań, rząd mamił nas jakimiś cudownymi lekarstwami, jak rok temu w Krynicy, zapowiadając wprowadzenie euro już w 2011 r. Miało to być najlepszym lekarstwem na kryzys gospodarczy, a okazało się zabójcze, np. dla gospodarki Słowacji.

Zwiększanie deficytu budżetu zamiast dochodów

Posłanka Gęsicka podkreśla, że kryzys to zmniejszające się wpływy do budżetu. Można wówczas postępować na dwa sposoby: pierwszy, który z tej chwili proponuje rząd - zwiększyć deficyt do granic możliwości. I drugi: zwiększać wpływy do budżetu. Niestety, tego drugiego koalicja rządowa nie przewiduje.

W kampanii wyborczej PO obiecywała reformy ważne dla gospodarki: podatek liniowy, ułatwienia działalności gospodarczej, racjonalną prywatyzację, zmniejszenie zatrudnienia w administracji. Żadnej z nich rząd Tuska nie zrealizował. Zamiast tego w 2008 r. nastąpił duży wzrost zatrudnienia w aparacie państwowym - od 7 do 20 proc.

Powstaje więc pytanie: dlaczego właśnie teraz ogłoszono informację o tak poważnych rozmiarach deficytu budżetowego? Ten rząd nigdy nie robi niczego bez powodu. Ma to prawdopodobnie jakieś cele pijarowskie, służące stworzeniu korzystnego wizerunku Rady Ministrów. Politycy PiS uważają, że informacja o tak drastycznym wzroście deficytu w przyszłym roku ma uzasadnić nagłą prywatyzację. To rozwiązanie PiS uważa za bardzo niekorzystne. Zwłaszcza w czasie głębokiego kryzysu, kiedy cena sprzedaży nie będzie adekwatna. A także dlatego, że przewiduje się sprzedaż branż i firm strategicznych. Ponieważ ta prywatyzacja budzi opory społeczne, być może chodzi o to, by ją przedstawić jako jedyne wyjście.

Deficyt a kiełbasa wyborcza

Gęsicka zakłada też możliwość, że ponieważ nadchodzą wybory do samorządu terytorialnego oraz prezydenckie, rząd szykuje kiełbasę wyborczą. Dla poszczególnych kategorii wyborców co pewien czas będą się znajdowały różne prezenty. Trzecia teza według posłów PiS jest taka, że dziura budżetowa nie będzie tak duża. W stosownym momencie, wybranym według logiki wyborczej, premier Tusk triumfalnie obwieści, że dzięki wysiłkom rządu nie mamy deficytu 52-miliardowego, lecz mniejszy.

Tymczasem rzecznik rządu Paweł Graś zapewnił w minioną sobotę, że zapowiedziany na 2010 r. deficyt budżetowy w wysokości 52,2 mld będzie pod kontrolą. Podkreślił, że Rostowski ma przygotowaną „mapę drogową” na trzy lata, jak z tego deficytu wyjść. Graś powiedział też, że decyzja o wysokości deficytu wynika z ograniczonych możliwości działania rządu.

Wysokie dochody z prywatyzacji? Niekoniecznie

Ryszard Bugaj
doradca prezydenta RP

Co do prawdomówności ministra Rostowskiego przypomnę tylko, jak jeszcze niedawno grzmiał, że podwyższanie deficytu (jak proponowała m.in. opozycja) nawet o 1 mld zł oznacza katastrofę. Obecnie ogłosił sam coś zupełnie odwrotnego, już nie wspominając o żadnej katastrofie. Pamiętamy jeszcze, jak ministra ośmieszył na wiosnę unijny komisarz Almunia, wypominając Rostowskiemu publicznie, że trzymał się nierealnych wyliczeń. Wcześniej konsekwentnie twierdził, że ubiegłoroczny deficyt sektora finansów publicznych nie przekroczy 3 proc, jak wymaga tego Unia Europejska, a w maju br. ogłosił, że deficyt wyniósł aż 3,9 proc.

Jest ciągle zbyt mało informacji odnośnie do założeń budżetowych, na podstawie których została wyliczona, podana przez Rostowskiego, wysokość przyszłorocznego deficytu. Gdyby się okazało, że jego ponad 52-miliardowa wysokość wynika z tego, że zredukowano deficyty np. w budżetach samorządów wojewódzkich, to nie oceniałbym tego bardzo krytycznie. Z tego, co wiemy, taka wysokość deficytu została wyliczona jednak w dużym stopniu z założonych wysokich dochodów z prywatyzacji. Tymczasem niekoniecznie zostaną one osiągnięte w założonym wymiarze, ponadto mam duże wątpliwości, czy stanowią w ogóle dobry pomysł. Z punktu widzenia obywateli najważniejsze jest to, co rząd przewiduje w zakresie ewentualnych cięć wydatków (na razie władze twierdzą, że podatki pozostaną na dotychczasowym poziomie). Myślę więc, że musimy jeszcze poczekać na wiele wyjaśnień. Jeżeli ruszać jakąkolwiek akcyzę, to tylko na paliwa, i to z ważnych powodów społecznych.

Pieniądze ze sprzedaży są tylko raz

Janusz Szewczak
analityk gospodarczy

Planowaną przez rząd PO wyprzedaż można porównać do zachowania alkoholika, który musi się napić wódki, więc wyprzedaje resztę srebrnych łyżek z domu. Oczywiście, sprzedaje za bezcen i po cenach podyktowanych przez nabywców. Podobnie będzie z przedsiębiorstwami, które chce sprzedać rząd. Dziś na rynkach światowych jest więcej sprzedających niż kupujących, więc mogą przebierać. Inwestorzy wiedzą, że jesteśmy zadłużeni, już mamy deficyt 52 mld zł. W przyszłym roku deficyt będzie na poziomie nie 50, lecz 90, a może nawet 100 mld zł. Co wtedy rząd PO będzie sprzedawał? Wyprzedaż majątku nie załata dziury budżetowej, jak chce tego Rada Ministrów. Takich gigantycznych planów sprzedaży państwowych spółek, które zamierza zrealizować rząd PO, nie było od co najmniej 10 lat. Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) chce w 18 miesięcy pozbyć się ostatnich cennych przedsiębiorstw, będących na liście tzw. spółek strategicznych. Do 2011 r. ma być sprzedanych 800 ostatnich polskich firm. Ma to rzekomo przynieść budżetowi państwa w 2009 r. 12 mld zł, w 2010 r. 25 mld zł. Bardziej realna cena za polskie spółki przeznaczone dziś do prywatyzacji na lata 2009–2010 wynosi dzisiaj od 10 do 15 mld zł, a nie 37 mld zł.

Gdyby rzeczywiście plany rządu PO miały zostać zrealizowane, Polska byłaby jednym z nielicznych krajów w Europie, a być może i na świecie, nie tylko bez własnego systemu bankowego, ale i, być może, bez własnej energetyki. Nie mówiąc już o utraconych wartościowych przedsiębiorstwach z branż: spożywczej, handlowej, cukrowniczej, cementowej itd.

Żadna prywatyzacja nie usunie błędów popełnionych w polityce gospodarczej ani nie wyeliminuje na zawsze groźby deficytu budżetowego czy też spadku produkcji. Dobry gospodarz kraju robi rachunek zyskowi strat przed sprzedażą. Analizuje - czy lepiej trochę podnieść deficyt budżetowy (co zrobiły oprócz Polski prawie wszystkie kraje dotknięte kryzysem), czy sprzedać resztę najlepszych firm, pozbawiając się jakiejkolwiek rezerwy na przyszłość. Skąd będziemy brać dochody budżetowe w następnych łatach?

Polska pozostaje wiarygodna finansowo

Dariusz Filar
członek Rady Polityki Pieniężnej

To nie jest żaden szok, można było wyliczyć tę większą liczbę. Jeżeli zakładamy, że w roku przyszłym gospodarka nie będzie znacząco rosła, więc dochody nie będą większe, a większość wydatków jest zdeterminowana ustawowo, to mamy taką liczbę. Sytuacja jest całkowicie pod kontrolą, nie ma katastrofy. Nie sądzę, żeby to nas do strefy euro przybliżało. Jesteśmy objęci procedurą nadmiernego deficytu, mamy czas do 2012 r., żeby się z tym uporać. Ocena nastąpi w 2012 r., jeśli będzie pozytywna, to najbardziej optymistyczna data przyjęcia euro to 2013 r. Jesteśmy jedyną rosnącą gospodarką w Europie, ale ten wzrost nie jest taki, by przynieść znaczący wzrost dochodów państwa. Nie wykluczam, że NBP na koniec roku wykaże zysk, ale o jego wielkości będzie można mówić na koniec roku. (Źródło: PAP)

Czas PR-owskich sztuczek się skończył

Zyta Gilowska
b. wicepremier i minister finansów

Nie zaskakuje mnie kwota zapowiadanego deficytu, ponieważ taki byłby rzeczywisty deficyt tegoroczny, gdyby wszystko zostało uczciwie policzone. Tymczasem część deficytu rząd ukrył - np. z 23 mld zł na budowę dróg kwotę 10 mld wepchnięto z wydatków budżetu do funduszu drogowego, a co z resztą - nie wiadomo. Zaskakuje mnie natomiast to, że po pół roku liczenia i opowiadania bajek słyszymy następną bajkę, że ponad 52 mld deficytu to wcale nie jest tak dużo, bo inni mają więcej. Pozwalam sobie przypomnieć, że faktyczny deficyt całego sektora finansów publicznych sięga ok. 100 mld zł. A już dziś zadłużenie Polaków przekracza 16 tys. zł na głowę. I sytuacja staje się bardzo poważna. Ewidentnie minister finansów realizuje jakiś plan, ale tak samo niejasny jak jego personalia. Jest on realizowany wytrwale i konsekwentnie. Sądzę, że w państwie takim jak Polska, demokratycznym, ale biednym, na dorobku - konieczne jest zebranie się głównych sił politycznych. Być może w formie jakiegoś „okrągłego stołu”, i odważne, uczciwe porozmawianie o przyczynach, dla których doszliśmy do tak wysokich deficytów, tak wielkiego zadłużenia, i o sposobie wyjścia z tej matni, z tej pętli finansowej. Czas PR-owskich sztuczek się skończył, trzeba poszukiwać takiego rozwiązania, żebyśmy nie realizowali scenariusza węgierskiego. Z trudem przyjmuję do wiadomości, że być może chodzi o to, żeby sprywatyzować polską energetykę. Chętni na nią zgłaszali się już dziesięć lat temu. W czasach dekoniunktury wszelkie decyzje muszą być podejmowane bardzo ostrożnie, a ja zgadzam się z prezydentem, że bez „pereł w koronie" nie ma korony. Chyba że jest to korona cierniowa. Musimy koniecznie pamiętać o przypadku RWE-Polska, dawny Stoen, ponieważ jest bardzo pouczający. Cały stołeczny rynek energii oddano Niemcom. Oni ewidentnie mają ochotę na więcej. Podobnie jak szwedzki Vattenfall, który już ma rynek śląski.

Dziura Rostowskiego - problem Polski

Stanisław Gomułka
b. wiceminister finansów

Proponowany przez ministra finansów deficyt budżetu państwa w 2010 r. na poziomie około 52 mld zł 1 potwierdzony przez niego prawdopodobny deficyt sektora finansów publicznych w 2009 r. ok. 6 proc. PKB oraz ok. 7 proc. w roku następnym - to liczby, które oznaczają gwałtowne przyspieszenie tempa pogarszania się stanu finansów publicznych. Nie jest to jednak niespodzianka. Od kilku miesięcy mieliśmy bowiem zbliżone oceny Komisji Europejskiej, MFWi OECD, a także krajowych ekonomistów. Dwa miesiące temu MF skorygowało w dół dochody krajowe budżetu w br. o 44 mld zł. Teraz minister Rostowski oszacował oszczędności w wydatkach publicznych na ok. 10 mld zł. Różnica 34 mld powinna zatem powiększyć deficyt, początkowo planowany na poziomie 18 mld zł. Suma 18 i 34 to właśnie 52 mld zł. Taki deficyt rząd powinien przyjąć już na rok bieżący. Jak wiemy - poprzesuwano wiele wydatków do innych części sektora finansów publicznych, w rezultacie w sposób sztuczny ograniczając deficyt do poziomu ok. 27 mld zł. Budżet na 2010 r. jest po prostu bardziej realistyczny. Rząd najwyraźniej uznał, że musi odejść od niebezpiecznej dla prestiżu i wiarygodności drogi manipulacji informacją o prawdziwym stanie finansów publicznych.

Dla nas podatników i dla rynków finansowych liczy się jednak przede wszystkim deficyt sektora finansów publicznych, bo to ten deficyt przekłada się na przyrost długu publicznego. Ten deficyt w br. to około 70-80 mld zł. To te liczby powinny koncentrować uwagę mediów i podatników, w tym także przedsiębiorców. Oznaczają one bowiem szybkie zbliżane się relacji długu publicznego do krytycznego poziomu 55 proc. PKB. Minister Rostowski poinformował po raz pierwszy, że według analiz MF ten tzw. sanacyjny poziom Polska przekroczy pod koniec 2010 r., jeśli wpływy z prywatyzacji w latach 2009–2010 będą sporo niższe niż ok. 30 mld zł. Wielokrotnie apelowaliśmy do rządu o podporządkowanie jego polityki finansowej, w tym po części prywatyzacyjnej, zadaniu nieprzekraczania tego krytycznego poziomu 55 proc. PKB. Minister Rostowski po raz pierwszy uznał to zadanie za priorytetowe dla rządu.

Polska ma niewiele czasu - może 2–3 lata - na to, aby nie doszło do dużego i kosztownego kryzysu finansów publicznych w wyniku zderzenia się z pułapami dla długu publicznego 55 proc. i 60 proc. PKB. Całemu elektoratowi powinno - i musi - zależeć na tym, aby zbliżające się wybory prezydenckie i parlamentarne pomogły Polsce uniknąć takiego kryzysu.

Ciułacze i kredytobiorcy

Roman Przasnyski
główny analityk Gold Finance

Zwiększony deficyt i konieczność większego zadłużenia budżetu mieć będzie poważne konsekwencje zarówno dla tych, którzy będą chcieli ulokować wolną gotówkę, jak i dla tych, którzy już mają kredyty lub zamierzają je zaciągnąć w najbliższej przyszłości. Dobrą wiadomość mamy dla tych pierwszych, ci drudzy nie mogą raczej liczyć na taryfę ulgową. Rząd będzie musiał pożyczyć sporo pieniędzy na sfinansowanie swoich mocno zwiększonych potrzeb. Będzie więc z pewnością emitował znacznie więcej niż do tej pory papierów skarbowych (obligacji, bonów). Potrzeby pożyczkowe na przyszły rok szacowane są grubo więcej niż tegoroczne 155 mld zł. Możliwości pożyczania większych kwot na międzynarodowym rynku finansowym są wskutek kryzysu finansowego mocno ograniczone. Być może trzeba będzie korzystać z pożyczek międzynarodowych instytucji finansowych (Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Większość pieniędzy rząd będzie więc musiał pożyczyć w kraju. To zaś spowoduje dwojakiego rodzaju skutki.

Po pierwsze, zwiększy koszt pieniądza na rynku finansowym. Czyli po prostu rynkowe stopy procentowe będą pozostawały na wysokim poziomie. Działa tu prosty mechanizm: chcesz pożyczyć dużo więcej niż zwykle, musisz zapłacić większe odsetki. Pieniądz będzie więc w cenie. Po drugie, zwiększone zapotrzebowanie na pieniądze ze strony budżetu spowoduje, że będzie go mniej dla innych chętnych, czyli poszukujących kredytu osób fizycznych i firm. To zaś może oznaczać kłopoty i dla firm potrzebujących finansowania, i w popycie na dobra, których zakup najczęściej finansowany jest za pomocą kredytu, a więc w szczególności mieszkania, samochody, artykuły wyposażenia mieszkań, sprzęt AGD. Banki bardzo chętnie pożyczą pieniądze państwu, kupując obligacje i bony skarbowe, gdyż dla nich to znacznie bezpieczniejsza metoda angażowania pieniędzy niż udzielanie kredytów firmom i konsumentom. Posiadający wolne środki mogą więc liczyć na wysokie odsetki, a kredytobiorców czekają gorsze czasy, zaciskanie pasa i powstrzymywanie się z zakupami na kredyt.

Maciej Pawlak
Teresa Wójcik
współpraca Leszek Misiak

http://www.pis.org.pl/article.php?id=15774


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 09 wrz 2009, 14:06 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 15 lip 2009, 22:09
Posty: 385
Lepiej się czyta w oryginale . Wystarczy podać adres.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 22 wrz 2009, 14:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
A może zatrudnią studentów? Byłoby taniej!

Spółka PL.2012 koordynująca budowę stadionów co miesiąc płaci 60 tys. zł netto prywatnej kancelarii prawnej. SLD złoży w tej sprawie doniesienie do prokuratury oraz zawiadomi CBA i NIK. To jest ta sama spółka, której członkowie zarządu przyznali sobie olbrzymie premie wynoszące 110 846 zł na rękę – pisze „DzGP”. Dlatego przed dwoma miesiącami opozycja domagała się odwołania ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. Oczywiście minister został i błagał panów prezesów, aby raczyli oddać pieniądze. Ci łaskawie zgodzili się oddać... ale w ratach. Tłumaczyli, że to za duża suma.

Ale w braniu, to im jakoś wielkość owej sumy wcale nie przeszkadzała. Taki cud.

O co poszło? A o to, ze kancelaria Tomasza Kopocińskiego z Gdyni za obsługę spółki dostaje rocznie od PL2012 aż 720 tys. zł netto. Mimo tych wydatków spółka PL.2012 posługuje się także ekspertyzami zamawianymi w innych kancelariach. Jakby kancelaria mecenasa Kopocińskiego była za słaba, albo nie miała siły prawniczego przebicia. A skoro tak, to dlaczego wybrali takich partaczy? Może dlatego, że Kopociński związany jest z PKOL.
Czym się zajmuje ta spółka PL 2012? Każdy logicznie myślący człowiek po przeczytaniu nazwy tej firmy myśli, że ta zajmuje się budową stadionów. A kuku! Wcale nie! Zajmuje się zarządzaniem poziomem ryzyka projektów, przeprowadza analizę przepisów prawa, które mogą mieć wpływ na przygotowanie i wykonanie przedsięwzięć związanych z EURO 2012; a także okresową oceną stanu przygotowań, monitorowanie przedsięwzięć oraz określenie obszarów zagrożeń dla realizacji przygotowań do EURO 2012 i jeszcze paroma rzeczami. Można przeczytać o tym na ich stronach internetowych, ale niekoniecznie zrozumieć, co tam jest napisane. To chyba jakiś szyfr, albo coś w tym rodzaju. Taka mowa dla wtajemniczonych.

Brr! Jak to wszystko poważnie brzmi. Ale tak doprawdy, to koło studentów prawa do spółki z kołem studentów wydziału budownictwa w jeden dzień mogliby ocenić, co i jak leci w sprawie budowy tych stadionów. A wieczorem już można pisać. Aby raport napisany był w miarę poprawną polszczyzną dokooptowałbym jeszcze ze dwóch, trzech łebskich studentów polonistyki. I szafa gra. Zakładam, że chłopaki zgodziliby się pilnować tych spraw za dziesiątą część tego budżetu, który wywalczył dla spólki PL2012 wielce wspaniały min. Mirosław Drzewiecki. Bo min. Drzewiecki fajny kolega jest.

http://www.pis.org.pl/article.php?id=15863


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 28 wrz 2009, 07:54 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 13 lip 2009, 19:11
Posty: 176
czy to jeszcze sabotaż ?
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/25633
czy takie Tuski,Grady czy Rostowskie mają pojęcie czym jest Ceglorz dla Poznania ?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 28 wrz 2009, 11:18 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 wrz 2009, 07:30
Posty: 1217
Lokalizacja: Polska
Moim zdaniem zagrożony jest (pewnie w przyszłym roku i kolejnych) cały nasz przemysł motoryzacyjny także, wszystkie montownie. Ich kondycja nie ma znaczenia, jeżeli to filia koncernów, to produkcja w Polsce będzie wygaszana żeby w innych miejscach dawała miejsca pracy przy subwencjach danego państwa, których UE nie zobaczy, bo maja oko TYLKO na Polskę.

Brak narodowej motoryzacji, własnych marek zemści się srodze.

Można mieć też narodowe, uniwersalne montownie i zmieniać wraz z koniunkturą montowane marki, byle fabryki trwały. Tego nam trzeba. Takie zakłady powinny mieć też możliwości produkcji militarnej, np wozów terenowych, półciężarówek, pickup czy w kooperacji większych maszyn.

III RP na naszych oczach bankrutuje, wszystkie jej założenia, koncepcje, wyśniony wolny rynek który nas właśnie ZABIJA, generuje 30% bezrobocie - liczba takich powiatów rośnie, pewnie w gminach mają po 40% bezrobocia. A przecież kraj potrzebuje towarów, sęk w tym że niekoniecznie muszą być polskie, produkowane w Polsce. Tu jest ból.

Wolny rynek jest gorszy od nazizmu, to narzędzie ogłupiania i niewolenia słabych, głupich krajów. Białoruś nie ma wolnego rynku, ale eksportują sporo, czy mieliby mniejsze bezrobocie przy polityce podobnej do Polski przez 20 lat? Moim zdaniem mieliby 50% bezrobocie. Nawet Biełazy nie opłaciłoby się produkować, ale gdyby kupili Niemcy, to co innego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 28 wrz 2009, 12:38 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 18 sie 2009, 15:26
Posty: 83
W sledztwie w sprawie smierci Olewnika dowiedzielismy sie, ze policja plocka w osobie zastepcy tamtejszgo owczesnego komendanta i jakis blizej nie znanych policjantow stworzyla grupe prywatyzacyjna, do zajecia sie prywatyzowaniem kilku tzw. upadajacych zakladow, z ktorymi to ta grupa prywatyzacyjna chciala "ozenic" Olewnika seniora; chcieli zeby te zaklady kupil. To, ze jakis dobrze prosperujacy wlasciciel powieksza swoje dobra, to nic dziwnego. Ale to, ze policja zajmowala sie prywatyzacja gospodarki, to... na to pusty smiech tylko ogarnac moze.
Skad wiec "sabotaze", i jakies wymysly NIK, ze prywatyzacja byla zle w Polsce zrobiona w ponad 90% skoro tej prywatyzacji ie dosc ze policja pilnuje, to jeszcze ta policja sama prywatyzacja sie zajmuje...

Smiac mi sie zachcialo, tak sobie. Smiech glupiego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Panorama sabotażu w polskiej gospodarce.
PostNapisane: 28 wrz 2009, 20:31 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 10 wrz 2009, 14:29
Posty: 162

113


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /