Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 04 sie 2011, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
No i gdzie te debeściaki????

Raport jak raport. Właściwie wszystko zostało już napisane w skróconej wersji w słynnym sms-ie, wysłanym nie wiadomo przez kogo i nie wiadomo do kogo, bo jakoś się nikt nie pochwalił, 30 minut po tragedii, mówiącym, że zawinili piloci, bo zeszli za nisko, a kto ich do tego skłonił, to się wyjaśni, a w domyśle, to już każdy sobie dopowiedział, któż to. Wiadomo, Prezydent! Potem, jak się nie dało wrobić ani Prezydenta, ani Pani Marii, okazało się, że to generał Błasik. Skąd im to przyszło do głowy z tym generałem Błasikiem, bez żadnych podstaw, nie wiadomo, ale przytrzymało na długo. Ba, jak się nie dało wcisnąć wersji z naciskami w kokpicie, to wprowadzono do obiegu naciski jeszcze poza samolotem, na lotnisku. Pamiętacie te zapewnienia, że na filmie z CCTV dokładnie widać, jak naciska. Ba, pospolite ruszenie głuchoniemych odczytywaczy słów z ruchu warg zamierzano zwołać, tak dobre zdjęcia ponoć były. Potem się okazało, ze żadnych zdjęć nie ma i nie było, co skłania do zadania pytania temu adwokacinie, co je ponoć widział, i temu dziennikarzynie, co o nich napisał, czy często mają takie widzenia i czy, mając takie problemy ze wzrokiem, nie boją się w związku z tym przechodzić samodzielnie przez jezdnię.
Zastanawiam się, czy przed wyborami, rozpaczliwym rzutem na taśmę nie wprowadzi się kolejnej wrzutki, że być może nie było nacisków w samolocie, ani na Okęciu, niech już wam będzie, pisiory uparte, a jątrzące, ale za to były jeszcze w szkole lotniczej, gdzie Błasik robił kocówy i zabierał drugie śniadania Protasiukowi. Uraz pozostał do końca życia, stąd generał nawet nie musiał nic mówić, wystarczyło, że groźnie milczał.
W odwodzie pozostają naciski w życiu płodowym, ale to już na następne wybory.
Ech, ileż tych wrzutek pamiętamy! I gdzie one teraz, te wrzutki i gdzie ci wszyscy „dziennikarze”, którzy je wrzucali? No, właściwie, pytanie retoryczne, bo niby gdzie mają być, tam gdzie byli, tam i są dalej! W TVN, w Wyborczej, w Newsweeku, Wprost...
Gdzież te słynne, kultowe już "debeściaki", co to je słyszał na własne uszy jakiś pismak? Dalej mu dzwonią w uszach? Nawet nie chce mi się szukać, kto to wtedy napisał, bo co to w końcu za różnica, do kogo doszedł akurat sms z instrukcją.
Dobrze, że w końcu ten raport opublikowano, przynajmniej to jedno zabrano funkcjonariuszom propagandy, zwanym niekiedy, to znaczy głównie sami tak się nazywają, zapewne krztusząc się wewnętrznie ze śmiechu, niezależnymi dziennikarzami.
Długo to trwało, ale nie na próżno Pan Premier z wiernym Grasiem zapewniali, że przecież, jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy! A przecież nie chcemy, by się diabeł cieszył! A może chcemy, co!? Właściwie, to powinien być temat na ofensywę Moniki Olejnik, Kuźniara z Morozowskim i Migalomana - Pełzającego Ornitologa: „Test na uczciwość i przywództwo Jarosława Kaczyńskiego - czy chce, żeby się diabeł cieszył? No, niech uczciwie powie!”.

Zastanawiam się, dlaczego komisja odcięta od większości dowodów, mająca wręcz pewność, że te dowody są sfałszowane, jak protokoły sekcji zwłok na przykład, może formułować jakiekolwiek kategoryczne wnioski. Albo ogłaszać, że nie znalazła dowodów na wersję o zamachu.
W dokładnie takim samym stopniu nie zebrano dowodów na odpadnięcie silników oraz na ich nieodpadnięcie, na ścięcie (oraz nieścięcie) skrzydła przez pancerno-kevlarowa brzozę, gatunek chroniony występujący jedynie w okolicy Smoleńska, opisywany jeszcze w staroruskich latopisach, ponoć Waregowie zapuszczali się w te strony po materiał na łuki kompozytowe i kije samobije.

W dokładnie taki sam sposób nie zebrano dowodów na to, co zerwało linie energetyczną, nawet nie zmierzono calówką wysokości tych słupów, no, może dlatego, że i na oko widać, że raczej nie maja tych 400 metrów, na której to wysokości był samolot w chwili zerwania. Za to, jak ten wyrzut sumienia, znaleziono tam kawałek skrzydła. Skąd się tam wziął, też komisja nie wie, bo i skąd.W jaki sposób kawałki samolotu przemieszczały się nocą z miejsc, w których ich być nie powinno, w miejsca, gdzie ich obecność jest bardziej zgodna z prawami fizyki, też nie wiemy.

No i ten prawdziwy fenomen - pancerno-kevlarowa brzoza ścięła skrzydło i jednocześnie skrzydło ścięło brzozę, tego nawet Einstein nie wyjaśni, podręczniki fizyki i tablice ze wzorami trzeba pisać na nowo, maturzyści się napracowali przy ściągach, a tu wszystko na nic!

Dowodów nie zebrano też na okoliczność, dlaczego przez trzy tygodnie podawano fałszywy czas katastrofy, czy przez uprzejmość i kurtuazję dla ministra Szojgu, żeby go nie zawstydzać wypominaniem, że publicznie, w TV, oszukał swego Premiera, co jest sztuką, która niewielu się udawała i niewielu taką próbę przeżyło? A on nic, w dobrym zdrowiu, paznokcie nie pozrywane, polonem się nie zatruł, wylewu nie doznał… Może zatem gaspadin Putin nie taki i straszny?

http://seawolf.salon24.pl/330197,no-i-g ... debesciaki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 24 wrz 2011, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pod wrak tylko w rosyjskim mikrobusie

Pierwszy dzień pracy ekspertów polskiej prokuratury wojskowej rozpoczął się od utarczek ze stroną rosyjską.

Polscy prokuratorzy nie rozmawiali z Rosjanami o przyszłym zwrocie samolotu. Według dotychczasowych ustaleń będzie on oddany po prawomocnym zakończeniu rosyjskiego postępowania. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi.

naszdziennik, Piotr Falkowski, Smoleńsk

Dwaj funkcjonariusze Komitetu Śledczego najpierw spóźnili się, a potem zmienili plany naszych specjalistów. Zamierzali oni udać się do wraku Tu-154M swoim autobusem, w którym zabrali z Polski swój sprzęt. Okazało się, że nie mogą wjechać na teren lotniska własnym pojazdem - całej ekipie kazano wsiadać do rosyjskiego mikrobusu. Powód: rozbity tupolew leży na terenie wojskowym. Widać było, że naszych ekspertów nie bardzo to przekonywało. Chcieli rozpocząć prace jak najszybciej i mieć ze sobą całe przygotowane wyposażenie. Okazało się to nie do przyjęcia dla rosyjskich śledczych i prokuratorzy postanowili ustąpić, ale przez to samochód Komitetu musiał kilka razy kursować, żeby przywieźć spod hotelu potrzebne rzeczy.


Ostatecznie mikrobus dotarł około godz. 10.30 miejscowego czasu na plac w pobliżu lotniska, na którym znajduje się wrak tupolewa. W osobnym niewielkim hangarze, a w zasadzie baraku, złożono części wyposażenia pokładowego, fotele itp. [To wreszcie te fotele, których nie było na „pobojowisku”, gdzieś się znalazły? MD].

Pracy Polaków przygląda się spora grupa rosyjskich cywilów i mundurowych. Oprócz wspomnianych oficerów śledczych są także wojskowi i funkcjonariusze ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych. Przyjechali kilkoma samochodami i cały czas czujnie obserwują, co robią nasi specjaliści. Poznajemy spotkaną dzień wcześniej mazdę z Moskwy, jest jeszcze kilka innych pojazdów. Nasi specjaliści chodzą wokół wraku, oglądają części samolotu, coś mierzą, fotografują. Na podstawie tych danych ma powstać komputerowy model rozpadu samolotu.
Podpułkownik Karol Kopczyk, który kieruje całą grupą, powiedział przed wyjazdem na teren Siewiernego, że celem badań będzie przede wszystkim wykrycie ewentualnych usterek technicznych samolotu, które mogłyby być przyczyną katastrofy. - Na chwilę obecną w naszym śledztwie nie znamy przyczyny katastrofy. Prowadzimy odrębne postępowanie. Nie jesteśmy związani ani ustaleniami Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, ani raportem Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego - oświadczył prokurator Kopczyk. Wrak i wszystkie związane z nim przedmioty są wciąż w dyspozycji Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej i Polacy nie mogą ze Smoleńska niczego zabrać. Tak naprawdę oficjalnie ich misja odbywa się w ramach śledztwa rosyjskiego (sic!!), a nasi prokuratorzy i eksperci zostali do niego dopuszczeni na zasadzie pomocy prawnej, i to po wielokrotnie ponawianych wnioskach oraz uzgodnieniach na szczeblu prokuratora generalnego Polski i przewodniczącego Komitetu Śledczego Rosji.
Uzależnienie od Komitetu Śledczego powoduje, że - jak dodał ppłk Kopczyk - protokół z czynności, "zgodnie z przepisami, zostanie sporządzony przez stronę rosyjską, natomiast same badania poszczególnych elementów będą wykonywane przez naszych biegłych z poszczególnych specjalizacji. Czynności te będą polegały na dokumentowaniu i mierzeniu. Możliwe są też inne czynności, które wskażą biegli w celu udokumentowania stanu wraku w takim zakresie, jaki będzie potrzebny biegłym do wydania opinii i odpowiedzi na postawione im pytania o przyczyny i przebieg katastrofy". Zdaniem Kopczyka, taki sposób procedowania stanowi pełnowartościowy sposób pozyskiwania dowodów dla polskiego śledztwa.
Ograniczenie swobody prowadzenia czynności śledczych dotyczy nawet próbek, dlatego technicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji będą mogli wykonać stosowne ekspertyzy jedynie na miejscu, do czego - jak twierdzą - są przygotowani. Z drugiej strony, nie jest to podstawowy cel ich pobytu. - Nie będą to badania chemiczne, lecz oględziny i pomiary - zaznaczył Kopczyk. Jeżeli pojawi się taka potrzeba, to strona polska będzie musiała wystąpić z kolejnym wnioskiem o pomoc prawną. Jest to związane z tym, że dopiero w trakcie oględzin eksperci mogą stwierdzić, jakie ewentualnie dodatkowe badania powinny zostać wykonane w kraju. Pytani przez dziennikarzy rosyjscy śledczy zdecydowanie odmówili prośbom o możliwość zobaczenia wraku z bliska przez przedstawicieli mediów.
Pięciu polskich specjalistów lotniczych to przede wszystkim badacze związani z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych w Warszawie, wśród nich jego dyrektor płk rez. dr hab. inż. Ryszard Szczepanik. Prokuratura postanowiła skorzystać z pomocy osób, które nie miały związku z badaniami komisji ministra Jerzego Millera. Gdy eksperci opuszczali hotel, nieśli ze sobą całe tomy dokumentacji i schematów samolotu Tu-154M. Prokurator Kopczyk zwrócił uwagę, że są to doświadczeni badacze katastrof i doskonale wiedzą, "jak powinny wyglądać poszczególne elementy i jak rozpoznać wszelkiego rodzaju uszkodzenia".
Wczorajszy dzień został poświęcony na ogólne zapoznanie się ze stanem wraku oraz elementów wyposażenia pokładowego przechowywanych na Siewiernym. Ponieważ jest po dwóch polskich prokuratorów i rosyjskich oficerów śledczych, prace były wykonywane w dwóch grupach. Biegli mają teraz wytypować elementy do dalszych szczegółowych oględzin i przygotować plan działań na następne dni. Prace zakończyły się późnym wieczorem, już po zmroku. - Wykonaliśmy całość założonej czynności procesowej, to znaczy została wykonana dokumentacja przy pomocy aparatu sferycznego. Udokumentowaliśmy cały wrak znajdujący się na terenie lotniska. Można stwierdzić, że jesteśmy usatysfakcjonowani tym dniem pracy. W dniu jutrzejszym planujemy jeszcze poszczególne elementy wskazane przez biegłych utrwalić przy pomocy tego samego urządzenia, jak również przejść do zasadniczych oględzin poszczególnych elementów wskazywanych przez biegłych - powiedział po powrocie z lotniska ppłk Kopczyk. Dowiedzieliśmy się od niego, że jeszcze nie da się określić dokładnie, ile potrwają badania wraku. Pytany o stan wraku stwierdził, że sam "nie widzi rdzy czy jakichś śladów". - Biegli dopiero muszą się zaznajomić z poszczególnymi elementami, agregatami, żeby móc wysnuć jakiekolwiek wnioski - tłumaczył prokurator. Polscy prokuratorzy nie rozmawiali z Rosjanami o przyszłym zwrocie samolotu. Według dotychczasowych ustaleń będzie on oddany po prawomocnym zakończeniu rosyjskiego postępowania. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi.

Prokuratura postanowiła skorzystać z pomocy ekspertów, którzy nie mieli żadnych związków z badaniami komisji ministra Jerzego Millera

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 28 wrz 2011, 16:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Jan Osiecki „podniósł” rękawicę

W swoim tekście zamieszczonym na s24 opisałem niedawno kłopot speców z komisji Millera i wszystkich pozostałych „ekspertów” głoszących tezę o pancernej brzozie, która urwała skrzydło niemal 80 tonowej maszyny, czyli TU-154M.

Ów kłopot powstał po prezentacji wyników pracy profesora Biniendy.
W dość humorystyczny sposób zapytałem wówczas, kto podważy te wyniki?
Jan Osiecki prezentując swoje zdjęcie, na którym siedzi na owej brzozie? A może Edmund Kilch powtarzając znowu, że:„Jak walnęło to się urwało”? Pułkownik Gruszczyk, który w studiu TVN24 po raz kolejny zaprezentuje „model” samolotu, czyli swoją dłoń, która obraca się o 180 stopni? Czy w końcu sam Jerzy Miller, który powtórzy to, co powiedział na konferencji prasowej dociekliwemu dziennikarzowi:

"Trzymajmy się praw fizyki. Samolot leciał z prędkością 280 kilometrów na godzinę. Może pan łatwo sprawdzić np. samochodem, co z nim się stanie, jeśli pan z prędkością 280 kilometrów wjedzie w brzozę - odpowiedział minister Miller na pytanie dziennikarza z "Gazety Polskiej"?

Po prezentacji naukowca polskiego pochodzenia zapanowała cisza, która jak naiwnie sądziłem będzie trwała w nieskończoność z jednego podstawowego powodu. Do przeprowadzenia symulacji profesor Binienda użył programu Ls Dyna3D. Jest to doskonałe i sprawdzone narzędzie używane przez największe firmy aeronautyczne i wiodące samochodowe koncerny.
Po prostu w sposób naukowy podważyć się wyników Wiesława Biniendy nie da. Zresztą profesor rzucił rękawicę wszystkim tym, którzy potrafiliby to uczynić mówiąc:

– „Możemy poświęcić jedną z sesji omówieniu różnych modeli zderzenia na Siewiernym i przeprowadzić porównanie naszych wyników na niezależnym gruncie. Na oczach uznanych specjalistów, przy otwartej kurtynie

Życie jednak często przerasta kabaret. Znalazł się śmiałek, który ową rękawicę podniósł. I nie jest to żaden wybitny fizyk czy specjalista od kinematyki lotów, aerodynamiki, mechaniki, wytrzymałości materiałów czy dynamiki, który zaprezentował przekonywujące wyniki swoich badać podważające symulację profesora Biniendy.

Jest to nie kto inny, jak redaktor Jan Osiecki, który pisze:

Co do modnej ostatnio w S24 symulacji prof. Biniendy. (ciekawe jak ona się ma do absurdalnych doniesień GPC o wybuchu bomby nad samolotem?) symulacje numeryczne bardzo zależą od założeń przyjętych w modelu.

Na ogół praca nad modelem polega na tym, aby wyszło to, co sie obserwuje. To znaczy na ustalaniu, dlaczego rzeczywistość jest inna i co trzeba w modelu zmienić, żeby LEPIEJ do niej pasował, żeby lepiej ją opisywać. Nie zdziwię się jeśli wkrótce prof. Bieniada wkrótce przeprowadzi kolejną symulację i wyjdą mu zupełnie inne wyniki
…”

Ile razy musi się człowiek skompromitować, aby dotarło w końcu do niego, że przestaje już być śmieszny i staje się żałosny?

http://kokos.salon24.pl/347232,jan-osie ... l-rekawice


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 28 wrz 2011, 22:01 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235
Aerolit napisał(a):
Jan Osiecki „podniósł” rękawicę

Ile razy musi się człowiek skompromitować, aby dotarło w końcu do niego, że przestaje już być śmieszny i staje się żałosny?

Aż do skutku, kiedy już przestanie być żałosny i zacznie być na powrót śmieszny :)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 14 sty 2012, 11:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Czas na rzetelne badania

Z gen. bryg. rez. Janem Baranieckim, zastępcą dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej w latach 1997-2000, mającym doświadczenie w badaniu przyczyn katastrof lotniczych, rozmawia Marcin Austyn

Analiza rejestratorów głosu z kokpitu Tu-154M wykonana przez krakowskich ekspertów może rzucić nowe światło na wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku?
- Z pewnością. Osobiście przywiązywałem dużą wagę do tych wyników, bo w dotąd sporządzonych zapisach pojawiło się sporo niejasności. Choć znamy tę analizę z tzw. przecieków, to już widzimy, że należało poczekać z końcowymi wnioskami na temat katastrofy na rzetelne badania, a nie ferować wyroki bez dowodów w ręku. Potwierdza się to, o czym od dawna mówiłem, że Rosjanie nie mają żadnych dowodów na to, że gen. Andrzej Błasik był w kokpicie. Wprawdzie płk Edmund Klich sugeruje, że ktoś z załogi odezwał się "panie generale", ale to jeszcze nie znaczy, że ten był w kabinie, a ponadto na pokładzie było więcej generałów. W mojej ocenie, wszystkie dowody na obecność gen. Błasika w kokpicie wskazywane przez Rosjan nie mają poparcia w dokumentacji.

Punktem wyjścia był fakt, że ciało generała znaleziono w sektorze, w którym odnaleziono nawigatora.
- Tyle, że gen. Błasik nie był przypięty pasami, a przy takiej katastrofie na pokładzie mogło wiele się wydarzyć. Jest tu zasadnicze pytanie - czy ktoś widział zdjęcie potwierdzające miejsce znalezienia ciała gen. Błasika? Obawiam się, że w polskim raporcie przyjęto to, co ustalił rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK).

Były już oskarżenia o alkohol we krwi gen. Błasika, teraz wątpliwa jest jego obecność w kokpicie. Co jeszcze może się okazać nieprawdą?
- Zdaje się, że można by podważać wszystkie ustalenia MAK, bo Rosjanie tak naprawdę nie pokazali żadnych dowodów na przyjęte tezy.

Co zmieniają ustalenia ekspertów?
- Na pewno rodziny bezpodstawnie oczernianych ofiar katastrofy mają pełne prawo do wystąpienia z żądaniem naprawienia szkód, jakie im wyrządzili ci, którzy nie dysponując żadnymi materiałami dowodowymi, przesądzali o pewnych delikatnych sprawach, jak np. o naciskach na załogę. Niestety, media nie są tu bez winy. Kto wie, może i prokuratura powinna "z urzędu" wyjaśnić, co kierowało niektórymi komentatorami czy ekspertami, że wypowiadali się w taki, a nie inny sposób.

Okazuje się, że drugi pilot odczytywał wskazania właściwego wysokościomierza. To poważny wyłom w teorii i MAK, i komisji Jerzego Millera.
- Zawsze daleki byłem od twierdzenia, że załoga nie wiedziała, co robi. W mojej ocenie, takie założenia bazowały na domysłach. Pamiętajmy, że tuż po katastrofie na miejsce zdarzenia Edmund Klich przyjeżdżał z tezą, że czynnikiem wpływającym na katastrofę było złe szkolenie lotnicze. Ten temat był jego tzw. konikiem. A ta teza znajdowała potwierdzenie w jego wcześniejszych publikacjach. Dla mnie jest oczywiste, że załoga musiała współpracować, ale nie zostało to ujęte w stosownych dokumentach i stąd brał się cały zarzut. Teraz należałoby dokładnie wyjaśnić, skąd wyniknęły problemy załogi. Skoro kolejne fakty wychodzą na jaw, zaprzeczają ferowanym dotychczas wyrokom, to trzeba wrócić do wyjaśnienia okoliczności dotąd pomijanych w rozważaniach komisji badających katastrofę. To m.in. wątek udziału w katastrofie osób trzecich.

Należy powrócić do badań katastrofy?
- Poniekąd już to uczyniono, bo wojskowa prokuratura powołała swój zespół biegłych, który prowadzi całe badanie od początku. Oczywiście, jeżeli Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów zauważy taką potrzebę, to ma możliwość powrotu do badań. Jeśli chcemy wyjaśnić wszystkie okoliczności tej katastrofy, to należałoby poważnie się zastanowić nad takim rozwiązaniem. Pytanie tylko, czy ktoś tak naprawdę chce to uczynić? Bo dlaczego np. nikt nie chce się podjąć wykonania obliczeń weryfikujących teorię amerykańskich naukowców pracujących dla zespołu kierowanego przez posła Antoniego Macierewicza? Dlaczego nie wykonano obliczeń symulujących ostatnie minuty lotu? Dlaczego z posiadanych danych nie wyliczono kursu samolotu i jednoznacznie nie wyjaśniono, z czego wynikały odchylenia od ścieżki? Dlaczego samolot był tak kierowany? Może urządzenia nie działały poprawnie? A jeśli tak, to z jakiego powodu? To wszystko można zweryfikować. Przecież mamy bliźniaczy egzemplarz samolotu i zapisy czarnych skrzynek. Nie ma zatem żadnych przeszkód, aby spojrzeć na tę katastrofę także od strony naukowej. Gdyby tylko była chęć wyjaśnienia sprawy, to na tego rodzaju badania powinny znaleźć się fundusze, czy to na poziomie resortu obrony, czy rządu. Powiem więcej, gdyby niezbędne dane zostały udostępnione opinii publicznej, to znalazłoby się szerokie grono osób, które rzetelnie wykonałyby te obliczenia społecznie.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po13.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 13 lut 2012, 17:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Podwójna zgoda, czyli marszobieg.

Niech ktoś powie, że podróże nie kształcą! Zawsze biorę sobie na podróż jakąś książkę, albo kilka magazynów, całego Wilbura Smitha dzięki temu przerobiłem i moja wiedza o Afryce się nie tylko podwoiła, ale i pewnie poszóściła. Tym razem wziąłem sobie magazyn „Lotnictwo”, cóż za uczta dla miłośnika jednocześnie historii i lotnictwa! No i arcyciekawy artykuł dwóch fachowców, Fiszera i Gruszczyńskiego, którzy na spokojnie, bez emocji, bez zacietrzewiania, bez ideologicznych wstawek rozprawiają się z wszystkimi kłamstwami rządowo- FSBowkiej propagandy, wykorzystując same tylko znane już fakty i swoje doświadczenie pilotów.

Aż zdumiewa, że tyle czasu zajęło przebijanie się prostych prawd, oczywistych na pierwszy rzut oka i dla każdego, kto ma odrobine dobrej woli i nie jest zaślepiony partyjną propagandą nienawiści sekty Antypisa. Od pierwszej minuty, a zapewne i na długo przedtem doszło do sojuszu owej partyjnej logiki i interesów imperialnych obcego mocarstwa. Nie trzeba było skomplikowanych analiz psychologicznych przywódców tej ekipy, jawnych i niejawnych. Pewne rzeczy widać w ciągu sekundy, na pierwszy rzut oka, doskonale było wiadomo, jak zachowają się w czasie stresu, nacisku, zagrożenia, szantażu. Część, jak skończone d… wołowe, część, jak skończeni łajdacy. I tak też się zachowali, zaskoczenia nie było.

Za mniejsze rzeczy kiedyś podziemne sądy pakowały w łby kawałek metalu, mały, ale za to z duża prędkością. Czasy się zmieniły, nie ma już kary śmierci, w każdym razie na razie nie ma. Ale to, ze kara mniejsza, nie powoduje, ze ciężar gatunkowy zdrady i kolaboracji się zmienił. Zdrada, to zdrada.

Zastanawiam się, jak to się stało, że prawie dwóch lat trzeba było, by zauważyć, ze wychylenie klap 36 stopni i prędkość, jaką miał samolot w tym momencie jest konfiguracją na podejście do wysokości decyzji, a nie na lądowanie, że organizacja pracy w kabinie jest dokładnie taka, jak powinna być, panuje spokój, prawidłowy podział ról, piloci patrzą na prawidłowe przyrządy, odczytują wysokość z tych wysokościomierzy, co trzeba, podejmują właściwe decyzje, pilot podejmuje decyzje o odejściu, drugi pilot potwierdza, tyle, że samolot nie reaguje tak, jak powinien. Coś się dzieje dziwnego.

Z prezentacji zespołu Antoniego Macierewicza widać, jeśli szczątki są autentyczne, bo przesłanek, że nie są, jest wiele, że szczątki te noszą ślady rozerwania od wewnątrz, że wnętrze jest jak wydmuchnięte, pomijając już, że nie trzeba Sherlocka Holmesa, by dojść do wniosku, że samolot po plaśnięciu w błoto nie rozpada się na milion części rozpylonych po całym terenie, a już tym bardziej połowa tych części nie wyparowuje, ani nie przenosi się w czasoprzestrzeni w nieznane rejony wszechświata.

Od siebie dodam, że żaden strażak po kursie Advanced Fire Fighting, a ja akurat jestem po takim kursie, jak każdy oficer floty, nie gasiłby dziewięciu ton paliwa lotniczego wodą. To jest abecadło, paliwa nie gasi się wodą, bo pożar się jedynie rozprzestrzenia, unosząc na wodzie. Spłukuje się w ten sposób jedynie pożar z jednego miejsca w dziesięć innych miejsc. Paliwo gasi się pianą pokrywającą powierzchnie i odcinającą tlen. Pianę tworzy się bardzo prosto, nic skomplikowanego, pomiędzy wąż, a specjalną prądownicę podłącza się zasobnik z płynem pianotwórczym, podstawowe wyposażenie każdej jednostki straży pożarnej, mam takie coś OBOWIĄZKOWO na statku, tym bardziej maja strażacy na lotniskach. Już prędzej bez gaci by wyjechali na akcję, niż bez tej piany. A już żaden strażak nie popalałby leniwie papieroska, gdyby rzeczywiście tam było paliwo lotnicze. To mnie uderzyło już pierwszego dnia, jak oglądałem te urywki: co oni tam, q.. robią? Wyglądało, to raczej, jakby ktoś piekł kartofle w trzech małych ogniskach, a paru strażaków zwyczajnie paliło głupa, nawet się specjalnie nie przykładając, jakby wiedzieli, ze nie ma takiej potrzeby, bo zaufani towarzysze zadbają, by wszystko było w porządku, i jeszcze ustami rzecznika rządu przeproszą za podejrzenia.

Bardzo niewielu ludzi wie (i bardzo mnie ciekawi, dlaczego), że Tu 154 8 kwietnia pod dowództwem kapitana Protasiuka był na rekonesansie w Smoleńsku, a pilot rozmawiał z Krasnokutskim z ‘wieży szympansów”. To tyle na temat nieuważnych, niekompetentnych, nieznających języka i terenu pilotach.

Nie ma wątpliwości, wszystko, co przez te bez mała 2 lata słyszeliśmy i oglądaliśmy z rządowych przekaziorow było kłamstwem. Nie jakimś przeinaczeniem, błędem, po prostu świadomym kłamstwem, inspirowanym przez Moskwę i jej ludzi w Polsce. Nic nowego, można powiedzieć, albośmy tego nie wiedzieli pod początku? Ale dopiero z perspektywy czasu widać, jak te wszystkie wrzuty, te przysłowiowe już „debeściaki”, te sugestie i insynuacje dotyczące Prezydenta, generała Błasika układają się w logiczny i celowy ciąg, nie ma w tym nic z przypadku, czy naiwności. Żadne słowo nie pada przypadkiem i bez związku z innym słowem rzuconym w tym samym czasie. To jest wyrachowanie, wykonywanie instrukcji i rozkazów.

Jest bardzo celowe zbieranie tych wycinków, wypowiedzi, rzucanych niby mimochodem. Będzie kiedyś, jak już strząśniemy z siebie tą oblepiająca nas pajęczynę, łatwiej. To jest gotowa lista agentury w Polsce i poza Polską, obudzonych z tej okazji śpiochów i agentów wpływu. Nieraz z dziada pradziada, bo w SB to było przyjęte, takie dynastie, całe rody kanalii. Posortować alfabetycznie i czekać. Mam nawet kandydatury najlepszych ludzi do wymiecenia tego łajdactwa żelazna miotłą. Odważni, żarliwi, nieprzekupni i nieulegający naciskom Antoni Macierewicz i Mariusz Kamiński będą mieli do wykonania jeszcze jedna dziejowa misję dla Polski. Prokuratura, komisja Sejmowa, czy inna, się zobaczy.

Marek Migalski, Pełzający Ornitolog, pisze, że motywem utrzymywania się Tuska przy władzy wszelkimi możliwymi metodami jest już tylko strach przed zemstą PISu. Po przegranej Tusk trafi do więzienia. I tu pierwszy raz pod długiego czasu zgadzam się z Migalskim, postacią skądinąd odstręczającą i obślizgłą. Dwa razy się zgadzam. Tak, taki jest jego motyw i tak, trafi do więzienia. Nie bez powodu trenuje bieg przełajowy na trasie zbliżonej długością, do trasy Kancelaria – Okęcie z dodaniem paruset metrów na obejście blokad drogowych.

http://seawolf.salon24.pl/390475,podwoj ... marszobieg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 20 lut 2012, 17:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Smoleńsk? POZAMIATANE!

No i pozamiatane. Najdosłowniej. Miliony z tytułu ugody zostały wypłacone rodzinom Ofiar Katynskiej Delegacji, oświadczenia o nieroszczeniu jakichkolwiek dalszych pretensji podpisane, pełnomocnicy Rodzin są bardzo zadowoleni z dotychczasowej współpracy z prokuraturą, prokuratorzy są bardzo zadowoleni, że Moskwa ich kolejno wzywa na świadków, bo dzięki temu będą odsuwani od dalszych prac, p. Wassermanówna stwierdziła z mocą „nigdy się nie dowiecie czy przeżyli“, więc i zwolennicy teorii spiskowych też dostali jakiś ochłap. Zespół Parlamentarny wysłuchał BORowców. Ktoś stwierdził na Salonie, że „to jest kryminał“. Szczęście w nieszczęściu – osoby odpowiedzialne „pagibły“. Słowem – pełna sielanka z 97 ofiarami w tle.

Nic dziwnego, że ukoronowanie przyszło w porę. Niezawodni reporterzy RMF powiadomili nas kilka dni temu na swoim portalu (oczywiście „nieoficjalnie“) że: „Cywilna prokuratura zamierza zakończyć wkrótce śledztwo w sprawie przygotowań do lotów premiera i prezydenta do Smoleńska w kwietniu 2010 roku. Oprócz wiceszefa BOR, którego prokuratorzy podejrzewają o niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy, nikt więcej nie usłyszy zarzutów. Według informacji Romana Osicy, umorzenie pozostałych wątków śledztwa planowane jest na koniec lutego. Prokuratorzy ustalili osoby odpowiedzialne za niedopełnienie obowiązków oraz za bałagan podczas przygotowania tej wizyty. (Teraz uwaga!) Osoby za to odpowiedzialne zginęły jednak w katastrofie.“

Co prawda, do końca kwietnia można jeszcze przeprowadzić ekshumacje, ale nawet pierwsza wnioskodawczyni, p. Gosiewska nie wykazuje aktywności w tym kierunku. Podobno Rosjanie coś przeciągają. A że brak jest nowych wniosków ze strony pokrzywdzonych rodzin, to znak, że nie są one tym zainteresowane.

No więc czy nie jest pozamiatane?

Tymczasem Zespół Parlamentarny po udanym tournee jego Przewodniczącego po USA i Kanadzie obiecuje ustami tegoż dalszy lans w Brukseli. Piszę to oczywiście sarkastycznie, bo nie może to być nic innego, jak tylko lans. Nazwa „Zespół Parlamentarny d/s wyjaśnienia tragedii smoleńskiej“ brzmi poważnie, jednak nie jest to żadne ciało posiadające osobowość prawną. Toteż takie ciało nie może praktycznie występować na zewnątrz. Nie może się czegokolwiek domagać od instytucji i organów krajowych i zagranicznych. Nie może nawet złożyć wniosku do prokuratury z tytułu art.240 kk, do czego zobowiązane są konstytucyjnie obywatele i instytucje RP . Może to zrobić natomiast osobiście pan przewodniczący i wszyscy członkowie Zespołu oraz jego „społeczni asystenci“. Czy to zrobili? Przypuszczam, wątpię, jestem pewna, że nie. Wystarczyła im najwidoczniej przyjęta przez prokuraturę kwalifikacja „nieumyślnie spowodowanej katastrofy w ruchu komunikacyjnym“. Tymczasem, kiedy pojawia się publicznie podejrzenie o zamachu, złożenie wniosku do prokuratury z art.240 kk powinno być tego logiczną konsekwencją. Inaczej wisi w powietrzu zarzut „grzechu zaniechania“. (definicje w tresci art. 240 § 1 kk w przypisie)

Tym bardziej Zespół nie może domagać się powołania żadnych komisji międzynarodowych. Pan Antoni Macierewicz, mimo przypisywanej mu charyzmy, nie może przecież udać się do obecnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i poprosić go, aby za plecami Tuska i Putina takąż komisję powołał i mianował do niej określone osoby, które tylko na to czekają przebierając niecierpliwie nóżkami... Nie chcę tu puszczać wodzów literackiej fantazji i obmyślać, co miałaby taka międzynarodowa komisja badać? Pancerną brzozę na Sewernym?
Tzn. ściśle mówiąc, pan Macierewicz może to zrobić, jeśli będzie miał taki kaprys, może pójść lub napisać do pana Schulza, tylko że pan Martin Schulz, mimo całej sympatii do charyzmatycznego posła niechybnie poradzi mu w pisemnej odpowiedzi między wierszami, żeby udał się najpierw po atest np. do Instytutu Psychiatrii na Sobieskiego ….

Pan Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego obiecując swoim zachwyconym słuchaczom tournee po UE z wielkim finałem w Brukseli musi jednoczesnie ukrywać bolesny fakt, że prawnie nic się już nie da wygrać. I że on, obojetnie jaką sobie przypisze role, czy jako poseł, czy jako przewodniczący tak ważkiego „zespołu“ nie ma żadnego prawa do występowania do jakichkolwiek zagranicznych instytucji. I to nawet w przypadku, gdyby się z jakąś taką instytucją całkiem poważnie i terminowo pisemnie umówił, zamiast zawadiackiego wydzwaniania znienacka dzień wcześniej, jak to miało miejsce z senatorem Kingiem w listopadzie 2010 w Waszyngtonie.

Przy tym pozostaje nieprzeniknioną zagadką, dlaczego na czele Zespołu Parlamentarnego stanął sporny i konfliktowy polityk - Antoni Macierewicz (czy nie występuje tu klasyczny konflikt interesów? AM jako świadek i jako szef zespołu parlamentarego?), a nie np. Zbigniew Romaszewski, z doświadczenia i cech charakteru bardziej predystynowany do odegrania takiej roli. Być może dzięki jego kandydaturze byłaby szansa choćby w obecnej kadencji na utworzenie regularnej Komisji Parlamentarnej. Tymczasem przesuwając go nieoczekiwanie do innego niż dotąd okręgu wyborczego Jarosław Kaczyński zmarnował szanse Romaszewskiego na mandat senatora.
Jacy ludzie stanowią Zespół Parlamentarny? Oficjalna lista nazwisk jest długa, ale kto, oprócz hiperaktywnego Antoniego Macierewicza faktycznie w nim pracuje? Na moje pytanie o to skierowane publicznie do samego Przewodniczącego w maju ub. roku usłyszałam w odpowiedzi, że jest to...tajemnica. Ciekawe, tajemniczy zespół w sejmie....Jednak mimo to pan Przewodniczący postanowił łaskawie rąbka tej tajemnicy przede mną i innymi zgromadzonymi na spotkaniu w Berlinie uchylić. Usłyszeliśmy zatem, że Zespół na codzień, to kilkanaście osób pracujacych nieodpłatnie po kilka godzin w tygodniu, bo do przeanalizowania są przecież...“dziesiątki tysięcy zdjęć“. Czyli byłoby to z grubsza licząc kilkadziesiąt roboczogodzin w tygodniu, definitywnie ponad sto w miesiącu, mnożąc przez liczbę 17 miesięcy czyniłoby to co najmniej 1700-2000 roboczogodzin.

Co osiągnięto przez ten czas? Bo rozumiem, że prof. Binienda angażował swoje własne amerykańskie roboczogodziny. Podobnie dr. Nowaczyk. Czy znaleziono wśród „dziesiątków tysięcy“ (kto i kiedy je na miejscu wypadku zrobił? Czy nie pracownik rosyjskich służb Amielin?) choćby ślad kokpitu? Choćby jedno ciało? Co poza tym zdziałał Zespół?
Otóż starczy do wymienienia tych dokonań palców jednej ręki: była to początkowa seria tzw. „wysłuchań“ przed Zespołem Parlamentarnym, z których część została spisana, uzupełniona ostatnio wystąpieniem dwóch byłych oficerów BOR, dwa tzw. „telemosty“ z prof. Biniendą i dr.Nowaczykiem oraz niedawna prezentacja subaktywnej „gry komputerowej“ dla początkujących pt. „Rekonstrukcja wraku“. Wszystko to niestety, z wyjątkiem może drugorzędnych dla sprawy samej Tragedii badań prof. Biniendy, pozbawione większych wartości poznawczych dla samego śledztwa.
Najważniejszą z punktu widzenia śledztwa musiałaby być kwestia punktu wyjściowego , tzn. nie tylko lotniska Okęcie, lecz i drogi do niego uczestników Delegacji, następnie całej trasy lotu oraz tego, jak i gdzie osoby uznane za ofiary zginęły. Tymczasem właśnie tymi kwestiami Zespół Parlamentarny nie zajął się wcale.

Zadziwiająca jest, co zresztą kilkakrotnie podnosili już dziennikarze, jak np. Łukasz Warzecha w Rzepie juz w r.2010 czy blogerzy, jak np. Atem albo Rexturbo, niekompetencja Zespołu, a co za tym idzie- niedyskontowanie skromnych, lecz dostepnych, możliwości zbliżenia się do Prawdy o 10 Kwietnia. Sam pan Macierewicz lub pani poseł Kruk to niewątpliwie nieprzeciętnie inteligentne i utalentowane osoby, ale przecież nie mają umiejętności i wiedzy prokuratorów lub fachowców branży lotniczej czy... medycznej (np. na jakiej podstawie i w oparciu o jakie symptomy min. Jacek Sasin ustalił i to jeszcze na długo przed znalezieiem ciał Pary Prezydenckiej, że oboje nie żyją?- o to pana Sasina nawet nie spytano)

Najważniejszym dowodem rzeczowym w "sprawie" powinien być kokpit i ciała ofiar. Każdy "karnista" - medyk sądowy i biegły z zakresu awioniki i wyposażenia samolotu - urzadzeń rejestrujacych mechanicznie ostatnie chwile lotu i moment wypadku, przyzna, że "zegary" w kokpicie rejestrują w chwili wypadku podstawowe dane, pozwalające ocenić przyczyny i przebieg zdarzenia. Zatrzymane w czasie "dane" są technicznym obrazem przebiegu zdarzenia w ostanich sekundach katastrofy. W przeciwieństwie do tzw. "skrzynek" czarnych, czerwonych, albo żółtych, nie mogą być sfałszowane. Mogą zostać tylko zniszczone, np. przez usunięcie, ukrycie, bądź w końcu fizyczne zniszczenie kokpitu. Tymczasem rzekomo znalezione przez Rosjan urządzenia pokładowe FMS i TAWS rzekomo mające pochodzić z tego właśnie samolotu były w opowieściach pana Przewodniczącego, które snuje publicznie do dziś. Miały być BADANE przze amerykańskich ekspertów w Redmond. Jak z tym naprawdę było pisałam dwa razy(nie było żadnych amerykażskich ekspertyz!) i pan Przewodniczący z zaciśniętymi zębami musiał mi przyznać rację.

Właściwie zabezpieczone po zajściu zdarzenia ciała ofiar są fundamentalnym źródłem wiedzy o przebiegu zdarzenia i przyczynach śmierci ofiar. A przecież o LUDZI nam chodzi, a nie o to, jak i gdzie rzekomo odpadło skrzydło czy na jakiej wysokości nastąpiło „zamrożenie komputera“.

Indywidualny i niepowtarzalny kokpit samolotu Tu154-101 i znajdujące się w nim, lub w jego pobliżu, ciała ofiar, musiałyby stanowić właśnie takie źrodła dowodowe. Jeżeli ich w tym wypadku nie zabezpieczono i nie pozwolono na ekshumacje i weryfikację, ani się ich nawet publicznie nie domagano, to powinno zmusić osoby występujące w "sprawie", deklarujące publicznie swoje oburzenie i świętą wolę powoływania kolejnych komisji, by przyjrzały się uważnie swojemu odbiciu w lustrze.
Zdumiewają zaniechania i uniki Zespołu Parlamentarnego i jego Przewodniczącego i do ich przykrycia nie wystarczą talenty wędrownego kaznodziei czy szarm przesympatycznego teścia. Jednak zastanawia mnie szczególnie palący problem, jaki pan Przewodniczący ma osobiście nie z prokuratorami, nie z Tuskiem czy Komorowskim, lecz z anonimowymi (lub występującymi pod własnym imieniem i nazwiskiem- jak w moim przypadku) ludźmi z wielu krajów i kontynentów, którzy nie znając się przedtem, zjednoczyli się od prawie dwóch lat w nieustępliwym dążeniu do poznania Prawdy o tragedii 10 Kwietnia, czyli o tym, jak i gdzie oraz dlaczego zginęła nasza Delegacja. Upór, z jakim Antoni Macierewicz w wielu publicznych wystąpieniach usiłuje zdyskredytować nasze wysiłki nazywając nas głośno wręcz AGENTAMI wskazuje co najmniej na daleko posuniętą manię prześladowczą - podobno chorobę zawodową byłych ministrów spraw wewnętrznych. Jednak choroba ta u innych znanych mi polskich i zagranicznych ministrów MSW nigdy nie wiodła aż poza granicę śmieszności. Należy wyciągnąć z tego pilny wniosek zanim PiS zgłosi w przyszłości swoje kandydatury na Prezydenta RP. Generalny obowiązek fachowych badań dla wszystkich osób podejmujących się funkcji publicznych byłby krokiem wstępnym i z niewątpliwą korzyścią dla Polski.
Gdyby jednak było pewne, że pan Antoni Macierewicz publicznie używa w stosunku do całej grupy osób, w tym mnie, tego deprecjonującego określenia świadomie i w całej przytomności umysłu, dyskwalifikuje go to w moich oczach i w oczach wielu innych osób nie tylko jako polityka i posła, ale i jako człowieka. Cieszy się on co prawda immunitetem, jednak dla mnie utracił on tzw. zdolność honorową.
Jest niewątpliwie ciosem dla wszystkich wyborców poruszonych Tragedią 10 Kwietnia, że Zespół Parlamentarny nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Mało tego, jest to cios o wymiarze historycznym. Zmarnowano jedyną szansę na kalekie co prawda, ale wyjaśnienie czegokolwiek w tym bezprecedensowym Zdarzeniu. Odbija się to czkawką już teraz, a znajdzie swoje fatalne odbicie w politycznym znaczeniu Polski i postrzeganiu Polaków na arenie międzynarodowej. Miało być przyzwoicie, a wyszło jak zwykle.
My, niestety, mimo upływu prawie dwóch lat nadal nie wiemy, gdzie, o której godzinie i jak zginęła nasza Delegacja. I czy w ogóle opuściła granice Polski. W wielu z nas zostanie na zawsze niezabliźniona rana.

________________________
Przypis:

art. 240 kk
§ 1. Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118, 127, 128, 130, 134, 140, 148, 163, 166, 189 lub 252, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

http://niemcy.salon24.pl/392607,smolensk-pozamiatane


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 20 mar 2012, 16:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Czy będzie prywatna sekcja Przemysława Gosiewskiego?

Gnidy w wojskowych mundurach przekraczają kolejne progi przyzwoitości, jeśli takową posiadają w łamaniu prawa
Beata Gosiewska skierowała do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza wniosek o zgodę na wykonanie prywatnej sekcji zwłok jej męża, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Badanie miałoby się odbyć po badaniach sekcyjnych wyznaczonych przez prokuraturę. Ekshumacja zmarłego w katastrofie smoleńskiej posła PiS odbyła się w poniedziałek rano. - Prokuratura po raz kolejny zafundowała nam koszmar i niczego nie stwierdzi - mówi Wirtualnej Polsce Gosiewska.
Senator PiS Beata Gosiewska przyznaje, że prokuratura odrzuciła jej wcześniejszy wniosek o włączenie do zespołu biegłych, którzy będą przeprowadzać sekcję, amerykańskiego eksperta Michaela Badena. – Jako strona poszkodowana mam takie prawo. Ale prokuratura najwyraźniej ma coś do ukrycia, skoro nie zgadza się na obecność podczas badań niezależnego eksperta – mówi.
"Rodziny nie mają żadnych praw"

Prokuratura w faksie przesłanym jej pełnomocnikowi mec. Rafałowi Rogalskiemu napisała, że nie widzi powodu, by włączyć do badań amerykańskiego eksperta, ponieważ dysponuje zespołem własnych biegłych.

- Ja nie kwestionowałam fachowości tych ekspertów, ale udział w sekcji niezależnego eksperta byłby dla mnie taką małą gwarancją wiarygodności. Wiadomo, jakie opinie krążą nt. szefowej Katedry Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu prof. Barbary Świątek [„Gazeta Polska Codziennie” pisała, że to właśnie prof. Świątek podpisała się pod protokołem sekcji zwłok ekshumowanego na wniosek IPN Stanisława Pyjasa, w którym stwierdzono, że student nie został pobity na śmierć przez funkcjonariuszy SB, ale zginął wskutek upadku ze schodów – przyp. red.] – zaznacza.

Gosiewska nie ukrywa żalu. – Byłby to przynajmniej gest ze strony prokuratury, że respektuje prawo. Jeśli jednak pokrzywdzony nie ma żadnych praw, tylko o wszystkim decyduje prokurator, to nie buduje to zaufania ani dobrego wizerunku prokuratury. Mam poczucie, że w Polsce wciąż istnieje skostniały komunistyczny wymiar sprawiedliwości - mówi.

Dodaje przy tym, że to prokuratura i rząd są odpowiedzialni za to, że badań sekcyjnych nie wykonano od razu po katastrofie. Według niej do Smoleńska polecieli „fachowcy od PR-u, jak rzecznik rządu pan Graś, a nie eksperci, którzy zagwarantowaliby uczciwe wykonanie badań”. - Pani minister Kopacz była na miejscu i doskonale wiedziała, w jaki sposób były wykonywane badania sekcyjne. Prokuratura pomimo tego, że o to wnioskowaliśmy nie chciała jej jednak przesłuchać - podkreśla.
Prywatna sekcja

Senator skierowała też wniosek do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza o możliwość wykonania badań sekcyjnych Przemysława Gosiewskiego po sekcji biegłych z prokuratury.

Napisałam pismo do ministra zdrowia, natomiast ciągle nie mam odpowiedzi. Nie mamy prawa niezależnie od prokuratury wykonać czegokolwiek. Jako pokrzywdzona nie mogę nawet udostępnić dokumentacji sekcyjnej mojego męża niezależnemu ekspertowi. Czyni to z Polski dziwny kraj - zaznacza.

"Prokuratura znów zafundowała nam koszmar"

- Czy prokuratura ma coś do ukrycia, jeżeli w taki sposób postępuje? Tak oceniam tę odmowę. My, rodziny, patrząc, co się dzieje w śledztwie, zawsze twierdziliśmy, że tylko niezależni międzynarodowi eksperci dają szansę na wyjaśnienie tej sprawy. Tak długo jak w Polsce będą rządzić ludzie odpowiedzialni za tę katastrofę, będą robili wszystko, żeby prawda nie ujrzała światła dziennego. Będą chcieli mieć nad wszystkim kontrolę. Obecna decyzja prokuratury jest dla mnie kolejnym tego dowodem - twierdzi żona posła PiS.

Jej zdaniem poza pustymi obietnicami bez pokrycia, prokuratura tak naprawdę nie chce współpracować z rodzinami ofiar.

Pytana, czego oczekuje od prowadzonych teraz badań, odpowiada: - Prokuratura wykonuje te ekshumacje, by uwiarygodnić prowadzone przez siebie śledztwo, a nie po to, żeby dojść do prawdziwej przyczyny śmierci mojego męża. - Po raz kolejny zafundowała nam koszmar i niczego nie stwierdzi – mówi Gosiewska.
Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa tłumaczył, że ekshumację zwłok Przemysława Gosiewskiego zarządzono w związku z wątpliwościami w jego dokumentacji sądowo-medycznej. Według rodziny posła PiS rozbieżności dotyczą m.in. wzrostu, wagi i budowy ciała zmarłego. NPW zwróciła się o opinię do biegłych z Katedry Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu. - Biegli uznali, że wątpliwości tych nie da się wyjaśnić w inny sposób, jak poprzez oględziny i sądowo-medyczne badanie zwłok, co w konsekwencji oznacza konieczność wyjęcia ciała z grobu - mówił płk Rzepa.

W tym tygodniu ekshumowany będzie również b. prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka.

http://bombardier.nowyekran.pl/post/565 ... siewskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 12 kwi 2012, 07:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
W co gra prokuratura?

W opisie tła politycznego poprzedzającego katastrofę smoleńską mieści się haniebna historia z przygotowywaniem dwóch niezależnych od siebie uroczystości państwowych w Katyniu: 7 i 10 kwietnia 2010 roku, w 70. rocznicę sowieckiego mordu na polskich oficerach. Uroczystościom premierów Donalda Tuska i Władimira Putina nadano najwyższe, międzynarodowe znaczenie, a tym z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego poślednią oprawę, co skutkowało wieloma poważnymi zaniedbaniami, których konsekwencje bada podobno nadal polska prokuratura. Do szerokiego tła poprzedzającego tragedię smoleńską zaliczyłbym także niezwykle brzemienną dla sposobu, w jaki prowadzone jest śledztwo smoleńskie, decyzję rozdzielenia urzędu prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości, co nastąpiło ostatecznie 31 marca 2010 roku, kilkanaście dni przed tragedią w Smoleńsku. Wskutek tej reformy Platformy Obywatelskiej rząd Donalda Tuska przestał być instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za los śledztwa, adresatem setek żądań i protestów, a prokuratura utraciła możliwości wspomagania jej działań przez państwo, szczególnie w sferze prawa międzynarodowego. Polska prokuratura upodobniła się literalnie do prokuratury w Rosji, która jednak w rzeczywistości pozostaje częścią władzy państwowej. Polska prokuratura de iure i de facto została pozostawiona sama sobie, ale kiedy ujawnia swoją kompletną bezradność w sprawie odzyskania dowodów rzeczowych śledztwa, tworzy wrażenie, że nie do końca jednak pozostaje niezależna.
Dlatego polscy prawnicy w specjalnym apelu ("Nasz Dziennik" z 10.04.2012 r.) domagają się od prokuratora generalnego bardziej aktywnego działania w sprawie zwrotu do Polski dowodów rzeczowych, w tym wraku samolotu. Przy okazji wychodzi na jaw podejrzane w sensie prawnym i nieznane opinii publicznej memorandum zawierające zgodę ministra Jerzego Millera na dysponowanie przez Rosjan dowodami rzeczowymi aż do zakończenia ich śledztwa. Mamy więc ewidentny przykład ingerencji rządu w tok postępowania dowodowego polskiej prokuratury. Decyzja Millera utrudnia tę pracę, a w zasadzie skazuje ją na niepowodzenie, chyba że chodzi właśnie o taki efekt śledztwa, by po jego zamknięciu przez Rosjan polska prokuratura potwierdziła wyniki badań dowodów rzeczowych bez samodzielnego ich zweryfikowania.
O tym, że taki scenariusz może być planowany, świadczą podobne ustalenia końcowe komisji Millera i Anodiny. Czyżby "ciała prokuratorskie" obu państw miały pójść tą samą drogą? Pełną zgodności w myśl pamiętnego oświadczenia Dmitrija Miedwiediewa, że nie wyobraża sobie dwóch różnych prawnych konkluzji na temat przyczyn katastrofy? Dlatego niezwykle wymowna jest decyzja prokuratora generalnego wykluczająca zamach jako przyczynę katastrofy, podjęta bez zbadania najważniejszych dowodów rzeczowych, kilka miesięcy po rozpoczęciu śledztwa. To, że w świetle zebranych przez prokuraturę materiałów dowodowych zamach nie znajduje uzasadnienia dla kontynuowania tego wątku śledztwa, nie miało jednak oznaczać całkowitej rezygnacji z badania ewentualnego udziału osób trzecich, np. w zamachu. Nowe, nieznane dotąd prokuraturze okoliczności właśnie się pojawiły. Poważne ekspertyzy naukowców z parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza, profesorów Marka Czachora, Wiesława Biniendy, Kazimierza Nowaczyka, Grzegorza Szuladzińskiego nie są oczywiście dowodami wprost i wymagają weryfikacji z dowodami pozostawionymi w Rosji. I tu znowu zamyka się koło; nie ma dowodów rzeczowych, nie ma podstaw do kontynuowania śledztwa pod kątem zamachu.
Wydawałoby się, że sprawa ekshumacji będzie załatwiona po myśli rodzin ofiar, ale i tu prokuratura polska kompletnie zawiodła, odmawiając prawa do udziału w ekshumacji niezależnemu od Polski i Rosji naukowcowi amerykańskiemu prof. Michaelowi Badenowi. Tak jakby ciała ofiar nadal należały do rosyjskich śledczych. Przypomnijmy jeszcze odsunięcie od śledztwa smoleńskiego prokuratora Marka Pasionka, którego działania sprowadzały się w sumie do szukania pomocy poza Polską. W co gra coraz mniej wiarygodna prokuratura?

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 12&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 24 maja 2012, 17:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nie bójmy się prawdy o zamachu!

Po wczorajszym opublikowaniu raportu dr Grzegorza Szuladzińskiego, dotyczącego przyczyn całkowitego rozczłonkowania TU154 widać wyraźniej, jak trudno będzie zorganizować, zapowiadaną na październik konferencję naukową na temat Katastrofy Smoleńskiej.

Jak Donald T. nie mógł pozwolić na uchwałę Sejmu, zmierzającą do odzyskania wraku, tak i teraz nie pozwoli, by ktokolwiek zorganizował forum naukowców rozprawiających rzeczowo o faktach. Wystarczyło, że prof. Artymowicz (salonowy you-know-who) zaprosił do dyskusji nad opracowaniem prof. Wiesława Biniendy, swojego znajomego naukowca, specjalistę o ugruntowanej pozycji w dziedzinie rozpadu konstrukcji metalowych, a okazało się oczywiste, że nie da się ukryć wybuchów na pokładzie odchodzącego na drugi krąg samolotu.

Teraz trzeba będzie wyjaśnić kto i po co złamał brzozę? Kto i po co zerwał linię energetyczną, na minutkę przed katastrofą? Kto i po co kazał naprowadzić samolot na 100m wysokość decyzyjną nad jarem? Trzeba będzie pozwolić prof. Lucjanowi Pieli na zbadanie mikrośladów brzozy na skrzydle i skrzydła na brzozie.

Uzyskanie rzeczowych odpowiedzi na te pytania doprowadzi nas do oczywistego wniosku, że to był precyzyjnie zorganizowany zamach, a Donald T. i jego pretorianie mają nie dopuścić do ujawnienia prawdy. Będą blokować dostęp do dowodów materialnych, będą fałszywie interpretować prawo - nieszczęsny załącznik 13 do konwencji chicagowskiej, będą ośmieszać próby formułowania hipotez zamachowych przez bomby helowe i teorie 2M, a w ostateczności stwierdzą, że to sami Polacy podłożyli bomby przed wylotem z Warszawy.



Zwracam się do Prezesa PAN - prof. Michała Kleibera, Redaktora Naczelnego Gościa Niedzielnego - ks. Marka Gancarczyka i do Redaktora Igora Janke - nie rezygnujcie z zachęcania do zwołania międzynarodowej konferencji naukowej, bo tylko prawda nas wyzwoli, a my wszycy, wychowankowie Błogosławionego Jana Pawła II wiemy, że na zło należy odpowiedzieć dobrem.
W swoich, ponad rocznych notkach na ten temat wykazałem, że mam do takiego apelu nie tylko prawo, ale i obowiązek, wobec tajemnicy świętych obcowania.

Ujawnijmy światu naukową prawdę o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem, a świat niech żyje z tą wiedzą. Niech się zastanowi jak się ustosunkować do zamachowców, tak jak nasi rodacy - wyborcy niech ocenią, czy jako Polacy zasłużyliśmy na rządy tchórzy, oczerniających poległych pilotów.

http://heniekurban.salon24.pl/418329,ni ... -o-zamachu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 02 cze 2012, 07:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Narzędzia Biniendy za trudne dla Laska

Z prof. dr. hab. Edwardem Malcem, kierownikiem Zakładu Teorii Względności i Astrofizyki Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawia Anna Ambroziak

Uczestniczył Pan w seminarium naukowym zorganizowanym przez Uniwersytet Jagielloński, na którym prof. Wiesław Binienda przedstawił swoje analizy dotyczące ostatniej fazy lotu Tu-154M. Jaka jest Pańska ocena?
- To było seminarium organizowane przez Zakład Teorii Względności i Astrofizyki, którego jestem kierownikiem. To spotkanie było środowiskowe - astrofizyka jest dziedziną interdyscyplinarną. Zaprosiliśmy prof. Biniendę ponad miesiąc temu. Profesor Binienda jest inżynierem, technologiem, ale w swoich badaniach zajmuje się też czymś w rodzaju hydrodynamiki stosowanej do rozwiązywania różnego rodzaju problemów technicznych. Pan profesor projektuje osłony dla silników lotniczych. To jest kwestia i technologii, i hydrodynamiki, kwestia oddziaływania gazów wyrzucanych przez silniki. Temat hydrodynamiki jest bardzo ważny dla astrofizyki, ale akurat w tym kontekście technicznym, w jakim to robił prof. Binienda, dla nas jest interesujący marginalnie. Niemniej jednak tematyka jest ważna, więc zaprosiliśmy pana profesora na nasze seminarium. Przyciągnęło ono ogromną rzeszę ludzi, około 250 naukowców ze środowiska krakowskiego. Przybyli głównie fizycy i specjaliści nauk technicznych, a więc osoby, które rozumiały tematykę wykładu. Profesor Binienda referował problem na seminarium w sposób bardzo merytoryczny. Podkreślał, jakie przyjmuje założenia, jakie założenia mogły być przyjęte, ale on ich nie robi z różnych względów - braku czasu itp. Zrobił bardzo dobre wrażenie na słuchaczach. Padło mnóstwo pytań, na które odpowiadał w sposób jasny i przekonujący. Chciałbym tu też od razu zaznaczyć, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, więc nie mogę wypowiadać się autorytatywnie. Natomiast odniosłem wrażenie - tak samo jak zresztą inni - że pan profesor używał zupełnie standardowych narzędzi stosowanych w amerykańskim przemyśle lotniczym. Chodzi o to, że przy projektowaniu różnego rodzaju części samolotów trzeba przeprowadzać różnego rodzaju testy pod kątem incydentów, jakie mogłyby się zdarzyć, typu urwanie się łopatek turbin silnika. Robienie takich testów jest bardzo kosztowne. To koszt kilkudziesięciu milionów dolarów. Wobec tego wykonuje się symulacje numeryczne. W Stanach zjednoczonych ta technika jest bardzo rozwinięta. Jak rozumiem, pan prof. Binienda tych narzędzi używa na co dzień, a w szczególności zastosował je w kwestii zderzenia samolotu z brzozą. To był główny punkt jego prelekcji.

Jest Pan sceptyczny wobec zastosowania takiej metody badawczej?
- Absolutnie nie. Moim zdaniem, jest to jak najbardziej właściwa droga. Chciałem tylko powiedzieć, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, co pan prof. Binienda. Mam wrażenie, że jego analizy są rzetelne, że używał wiarygodnych narzędzi numerycznych. Publiczność zrozumiała i przyjęła, że prof. Binienda przedstawił starannie wykonane badania. To było seminarium naukowe, jego cechą jest to, że jego uczestnicy bardzo rzadko wierzą - w każdym razie ich większość - w to, co jest głoszone przez referenta. Mogą mieć przekonanie co do tego, że referent postępuje uczciwie, że używa właściwych narzędzi, właściwej metodologii badań, ale uczestnicy seminarium to środowisko naukowe, ci ludzie sami prowadzą badania i wiedzą, że łatwo popełnić błąd.

Sam prof. Binienda podkreśla zawsze, że prezentuje hipotezę i jest gotów do konfrontacji.
- Podkreślał to wielokrotnie, jak i to, że w swoich badaniach pomijał w ogóle problem turbulencji, wirów powietrza w trakcie lotu samolotu. Niektórzy twierdzą, że to turbulencje doprowadziły do oderwania skrzydła. To tłumaczyłoby, dlaczego znalazło się ono w takiej odległości od brzozy. Ta cecha krytycznego podejścia jest wśród ludzi nauki wyjątkowo rozwinięta. W środowisku naukowym bardzo łatwo jest przedstawiać tezy, których nikt nie rozumie albo rozumie je wąska grupa specjalistów. Nie jest więc tak, że uczestnicy seminarium w całości zaakceptowali wyniki prac prof. Biniendy. Natomiast byli przekonani co do tego, że to robi uczciwie. I że z tych informacji, które są dostępne, stara się wyciągnąć wszystko, co tylko można. Chciałbym to podkreślić. Reasumując: prof. Binienda przeprowadził badania uczciwie i otrzymał uczciwe wyniki. Ten temat z pewnością należy rozwijać, to jest kluczowe zadanie dla państwa polskiego - wyjaśnić to, co się stało w Smoleńsku. Państwo polskie nie może żałować na to środków. Profesor Binienda zrobił pierwszy krok, bardzo przekonujący.

Ale to wyjaśnianie mocno kuleje. Słyszał Pan, co powiedział Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, ekspert komisji badającej przyczyny katastrofy? Podczas spotkania w Kazimierzu Dolnym, pytany o wykonanie obliczeń aerodynamiki lotu Tu-154M w ostatniej fazie, stwierdził, że komisja nie musiała niczego takiego robić, gdyż dane z rejestratorów wystarczyły do określenia trajektorii lotu i przyczyn katastrofy. Zresztą powtórzył to, co mówił już wcześniej w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Stwierdził wtedy nawet, że nie zna momentu bezwładności tupolewa i ta wiedza nie jest mu do niczego potrzebna.
- To zdumiewające oświadczenie. Rodzi się pytanie, co w ogóle pan Lasek robi w Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i co robił w komisji, która badała katastrofę smoleńską, w której zginęła czołówka polityczna naszego państwa. Trudno nawet uwierzyć w to, że coś takiego powiedziała osoba publiczna, która była i jest odpowiedzialna za badanie tego typu zdarzeń.

Dodajmy do tego niechęć do fachowej dyskusji ekspertów Millera ze środowiskiem naukowym. Binienda nie został nawet zaproszony na seminarium do Kazimierza.
- Myślę, że powinna być przeprowadzona polemika merytoryczna ekspertów Millera z panem prof. Biniendą. Jeśli są naukowcami, nie powinni się od tego uchylać. Obawiam się jednak, że nigdy do niej nie dojdzie.

Dlaczego?
- Ponieważ nie jestem pewien, czy ci eksperci są w stanie merytorycznie się do tych tez odnieść. Poza tym prof. Binienda podważa tezę serwowaną przez komisję Millera, otwarta dyskusja byłaby im nie na rękę, uderzałaby w ich teorie, ich kariery, możliwość pozyskiwania grantów. Niestety, w pewnych dziedzinach my, tj. polscy naukowcy, bardzo odstajemy od czołówki światowej. Przypuszczam, że te narzędzia numeryczne, które zastosował pan profesor, plasują się właśnie w tej czołówce. Jest więc całkiem niewykluczone, że środowisko komisji Millera tych narzędzi nie zna i nie rozumie. Oni nie są w stanie z tych narzędzi nawet skorzystać. Byłoby niedobrze, gdyby tak było, ale obawiam się, że tak właśnie jest. Według badań porównawczych polskiej nauki na tle światowej, polskie nauki techniczne znajdują się w trzeciej dziesiątce. Najlepiej w tym rankingu sytuują się polskie dokonania w dziedzinie matematyki, fizyki i chemii. Być może więc ci eksperci w ogóle nie znają tych narzędzi, które zastosował prof. Binienda.

Binienda mówi jednak, że te narzędzia są znane polskim uczonym.
- Ale z pewnością drogie, niemniej jednak państwo polskie powinno wyłożyć pieniądze, by zakupić tego typu programy i znaleźć uczonych, którzy podjęliby pewne badania. To się da zrobić. Wracając do polemiki, na seminarium w Krakowie też padały pytania ze strony osób sceptycznych wobec prof. Biniendy. Znam tych ludzi, wiem, że oni nie wierzą w inne przyczyny katastrofy niż te podane przez komisję Millera.

Poda Pan jakieś nazwiska?
- Mogę powiedzieć tylko tyle, że są to wyborcy Platformy Obywatelskiej. Poza tym zresztą przyzwoici naukowcy. Ale to są sceptycy wobec tego, co mówi prof. Binienda. Jednak nawet jeden z nich oświadczył, że to, co pan profesor robi w sprawie kolizji samolotu z brzozą, jest uczciwe. Czyli wziął pod uwagę zdanie pana profesora, uznał też, że metodologia jego badań jest poprawna.

Oponentem Biniendy jest m.in. prof. Paweł Artymowicz, astrofizyk z Toronto, który podtrzymuje tezy raportu Millera.
- Jego kompetencje są mniej więcej takie jak moje. Nie miałbym odwagi wypowiadać się publicznie na ten temat. Na jego miejscu nie wdawałbym się w polemikę z prof. Biniendą. Gdybym miał się tą kwestią zająć, potrzebowałbym pięciu lat, by dojść do tego poziomu badań, które już osiągnął prof. Binienda, który jest inżynierem, technologiem i który pewnych narzędzi używa od dziesięcioleci. Nie bardzo wierzę w rachunki pana prof. Artymowicza, jest on kompetentnym astrofizykiem, ale hydrodynamika, której on używa, jest zupełnie inna od tej, której używa się przy badaniu lotu samolotu, i to samolotu z oderwanym skrzydłem.

Analizami prof. Biniendy zainteresowała się prokuratura, która prowadzi śledztwo smoleńskie. Czy naukowiec powinien udostępnić je śledczym?
- Prokuratura powinna mieć dostęp do tych badań.

Jest Pan fizykiem - jakie techniki badawcze zastosowałby Pan przy ustalaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej?
- Jestem fizykiem teoretykiem, specjalistą od tzw. czarnych dziur. Zastosowałbym te metody, które zastosował prof. Binienda. To jest na pewno problem hydrodynamiczny, tu są gotowe programy numeryczne. Poza tym na pewno badania chemiczne i badania medyczne ciał ofiar.

Po dwóch latach analizy chemiczne czy medyczne byłyby w ogóle wiarygodne?
- To już pytanie do ekspertów z tych dziedzin. Wystarczy jednak obejrzeć filmy dotyczące katastrof lotniczych, by zobaczyć, jak starannie gromadzi się wszystkie szczątki wraku, jak przez wiele miesięcy dopasowuje się te szczątki do siebie, jak bada się ciała ofiar, również pod katem eksplozji. W przypadku katastrofy smoleńskiej trzeba było właśnie tak zrobić, a nawet zwielokrotnić tę precyzję. Tymczasem doszło do rażących zaniedbań ze strony polskiej, nie mówiąc już o tym, co z wrakiem i ciałami ofiar robili Rosjanie. Pytanie, czy był to zamierzony policzek, jaki wymierzono Polsce. Jest to absolutny skandal, który nie powinien się wydarzyć. Fakt, że polski rząd przechodzi nad tym do porządku dziennego, jest zdumiewający.

Sądzi Pan jako naukowiec, że wyjaśnienie przyczyn katastrofy po dwóch latach jest w ogóle możliwe?
- Na pewno sporo rzeczy można byłoby jeszcze wyjaśnić. Ale tu należy pytać chemików, jako bardziej kompetentnych. Na pewno analizy mógłby przeprowadzić specjalista od brył. Inżynierowie mechanicy analizują układy rzeczywiste takie jak samolot, ułożenie jego szczątków po katastrofie, odtwarzają trajektorię lotu na podstawie położenia szczątków samolotu.

Osiemnastu pracowników z trzech wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego (chemii, fizyki oraz matematyki, informatyki i mechaniki) podjęło inicjatywę, by "zbadać mechanikę katastrofy smoleńskiej rzetelnymi metodami fizyki" - naukowcy próbowali opublikować artykuł wskazujący na konieczność zorganizowania poprawnych metodologicznie i wykonalnych badań nad mechaniką zniszczenia samolotu Tu-154M. Władze uczelni odmówiły jednak publikacji.
- Wiem o tym i protestowałem przeciw temu. Jako przewodniczący akademickiej "Solidarności" wystosowałem list do Senatu UW z protestem przeciwko tego rodzaju cenzurze. Zwracałem uwagę, że nie jest to fakt izolowany i że pani rektor UW już wcześniej doprowadziła do uchwalenia w Sejmie nowej wersji artykułu 125 dotyczącego swobody prowadzenia badań naukowych. W nowej wersji rozszerzał on możliwości zwolnienia profesora tytularnego uczelni wyższej. To stanowi zagrożenie przeprowadzania swobody badań naukowych. Odzewu na mój list nie było.

Czy analogiczne inicjatywy były podejmowane przez środowisko UJ?
- Trudno byłoby to zrobić w ogóle każdemu naukowcowi w Polsce. Rzecz rozbija się o finanse - aby przeprowadzić pewne badania, trzeba byłoby mieć wielomilionowy grant. A to raczej nierealne. Powtórzę więc to, co mówiłem już wcześniej - bez pomocy państwa nic nie da się zrobić.

W październiku prof. Piotr Witakowski organizuje konferencję naukową na temat katastrofy smoleńskiej? Wybiera się Pan?
- Być może, jeszcze nie wiem. Ale na pewno tylko jako słuchacz.

Samozwańczy ekspert od katastrof Jan Osiecki nazwał prof. Witakowskiego "akolitą Biniendy".
- Osiecki to nie jest żaden specjalista, ale dziennikarz, być może nawet to słowo jest tu pewnym nadużyciem. Wydaje mi się, że on nie ma nic do powiedzenia, więc nie należy go ani słuchać, ani czytać.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po21.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 28 paź 2012, 20:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
O człowieku, co się nie oburza na rosyjski błąd

Wiadomo jest, że błędy i nieszczęścia chodzą parami, a niekiedy całymi stadami. Osławiony błąd polskiego pilota, który swego czasu zdawał się być ojcem wszystkich smoleńskich błędów (matką była Anodina) powoli zaczyna mieć konkurencję i towarzystwo. Karierę medialną robi już bowiem „błąd rosyjski”. Ponieważ na razie dotyczy wyłącznie zamiany ciał w trumnach albo dokumentów z sekcji zwłok, można by mu nadać roboczą nazwę „błąd roztargnionego patologa”.

Główna różnica pomiędzy błędem polskiego pilota, a błędem rosyjskiego patologa polega na tym, że ten pierwszy budził w postępowych mediach całe pokłady wiarygodności, natomiast rosyjski budzi w nich tylko niesmak. Tak to już jest w salonowym towarzystwie z przechyłem na wschodnią stronę. Ot, pomyłka się zdarzyła jedna z drugą, a wszystko w rezultacie pośpiechu z pochówkami ofiar, bo nasze państwo się spieszyło, żeby zdać egzamin. A wiadomo, że jak się Tusk spieszy, to KGB się cieszy.

„Chodziło przede wszystkim o to, by jak najszybciej zorganizować uroczyste pogrzeby i zadbać o osierocone rodziny” - pisze z głębokim zrozumieniem redaktor Czuchnowski i zaraz dodaje, że teraz będą nowe pogrzeby i jemu pozostanie niesmak. To taka przypadłość dziesiątkująca postępowe salony.

Bardzo ciekawa historia – pośpiech wynikał z troski o rodziny i z tego pośpiechu te same rodziny przez dwa i pół roku przeżywały żałobę przy grobach obcych osób. A w międzyczasie państwo seryjnie zaliczało egzamin po egzaminie. I teraz Czuchnowski ma niesmak. Według niego prokuratura przeprowadza ekshumacje mając na względzie wrażliwość rodzin. A co miała na względzie, kiedy kompletnie odpuściła udział w sekcjach zwłok? Może chodziło o wrażliwość kagiebisty? Zapewne, skoro polski rząd już w kwietniu 2010 odżegnywał się od udziału w rosyjskim śledztwie, ponieważ „każda ingerencja rządu w proces badania byłaby bardzo źle odebrana”.

Jakoś tak im bliżej weekendu, tym większą mam skłonność do ekstrawaganckich zachowań i właśnie w piątek postanowiłem posłuchać pewnego tokującego radia. Zachciało mi się dowiedzieć w szczególności, co tam słychać u redaktora Żakowskiego. Z prostej ciekawości, bo wiadomo, że redaktor już rok temu ogłosił śmierć PiS-u, więc głowiłem się o czym on teraz gada, skoro jego życiowa pasja przestała mieć rację bytu? Ale jak to zwykle bywa w życiu, zawiodłem się srodze, gdyż redaktor nie był obecny w radiowym poranku. Zbiesił się, czy wyjechał do ciepłych krajów?

Cokolwiek zrobił, nie było go, ale byli jego chłopcy malowani, czyli Władyka z Lisem oraz dziewczyny jak maliny - Wielowieyska z Nowakowską. Co mi szkodzi posłuchać – pomyślałem sobie – skoro pluralizm aż się przelewa w tym towarzystwie? I nie zawiodłem się, bo też był kontekst wrażliwości. Dyżurny historyk tokefemu Wiesław Władyka dziwował się bardzo wrażliwości Polaków: - „Do ludzi jakoś te ekshumacje silnie trafiają...”. No proszę, co to jest za naród ci Polacy! – przejmują się, że w grobach ich bliskich są pochowane inne zwłoki. A przecież ludzie powinni zrozumieć, że nasze państwo spieszyło się na egzamin. Przyjdzie chyba Władyce na nowo napisać historię, żeby przyszłe pokolenia nie trwały w przesądach, co do życia po śmierci.

Nie zawiodła mnie także redaktor Nowakowska, która pryncypialnie wytknęła premierowi Tuskowi, iż jego „rząd powinien mówić, że sam jest oburzony rosyjskim błędem”. Ale też nie pociągnęła tego pasjonującego wątku dalej. A przecież wręcz po chamsku narzuca się pytanie, dlaczego w takim razie rząd nie mówi, skoro to takie dlań korzystne? Boją się, że Putin wojnę nam wypowie? Co Tuskowi szkodzi oburzyć się na rosyjski błąd? Czy on głupszy od redaktor Nowakowskiej? Skoro nawet postępowe media mówią o "rosyjskim błędzie", to i rząd mógłby sobie nabić trochę plusów dodatnich przyłączając się do powszechnego oburzenia. Niestety, wychodzi na to, że Tusk, owszem, chce sobie nabić punktów, tylko że nie tutaj, ale w całkiem innym kraju.

Dziwię się, że taka roztropna redaktorka jak Nowakowska na to nie wpadła. Przecież wystarczy odrzucić te motywacje premiera, które środowisko Gazety Wyborczej i tak odrzuca w czambuł i pozostanie nam goła prawda niczym kaktus na dłoni. Jeśli więc założymy, że nasz szczery przywódca w żaden sposób nie jest uwikłany w okoliczności, które spowodowały katastrofę smoleńską; że rosyjski szczery demokrata nie ma nań żadnego haka i Tusk w tej kwestii w ogóle nie ma sobie nic do zarzucenia, to dlaczego się nie oburza na "rosyjski błąd"? Przecież nie chodzi mu o fasadowe pojednanie z putinowską Rosją wymyślone naprędce przez putinowskich poputczików, bo już każdy wie, że to pic na wodę fotomontaż. Co zresztą sam Putin niemal codziennie potwierdza upokarzając Polaków, a Tuska w pierwszym rzędzie.

Na moje oko, skoro hipotetycznie wykluczyliśmy tamte opcje, to Tuskowi może chodzić wyłącznie o jedno – o stanowisko w Brukseli i wytęskniony, wysłużony u Merkel immunitet. On bowiem ma w pamięci poślizg Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu Rosja zablokowała wszelkie międzynarodowe fuchy po zakończeniu kadencji prezydenckiej. I teraz nasz filipiński łącznik chodzi po redakcjach wspominając dawne czasy niczym dziad proszalny po wiejskich zakrystiach. Tusk dobrze wie, że bez poparcia Rosji może co najwyżej pilnować obejścia u jakiegoś znajomego Niemca.

To jest trup w szafie premiera i dlatego wije się niczym piskorz czy inna gadzina, żeby nie podpaść carowi Władimirowi. Dlatego też, choćby cały medialny mainstream przez całą dobę na okrągło powtarzał mu, że powinien być oburzony „rosyjskim błędem” i choćby cała Polska pluła mu codziennie w twarz, to Tusk tylko się rzewnie uśmiechnie i powie, że to ciepły deszczyk kropi.

http://seaman.salon24.pl/458540,o-czlow ... yjski-blad


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 03 lis 2012, 13:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Coraz więcej pytań. A odpowiedź znam

Rafał Ziemkiewicz

Słusznie salony domagają się od ekspertów Millera, aby już dziś wystąpili publicznie i opowiedzieli o kulisach pracy swej komisji, zanim przyjdzie okazja opowiedzieć o tym przed prokuraturami i sądem wolnej Polski.

Jedno mnie łączy z najbardziej zajadłymi wyznawcami oficjalnej narracji o Tragedii Smoleńskiej. W jednej sprawie chętnie przyłączam się do komentatorów „Polityki” i „Gazety Wyborczej”, do gości Janiny Paradowskiej i Elizy Michalik z Tok FM czy „Superstacji” i do ich wołania o publiczne objawienie się ekspertów z komisji Millera, albo jakichś innych uznanych naukowców, którzy podejmą merytoryczny spór na argumenty z ekspertami Macierewicza. Ach, niech premier Tusk wreszcie zbierze ich na jakimś uniwersytecie, jak to zrobili „smoleńscy negacjoniści” na UKSW, żeby przed kamerami fachowo i bezspornie wyjaśnili wszystkie wątpliwości! – krzyczą. I pytają siebie samych, coraz bardziej nerwowo, z coraz większym niedowierzaniem: dlaczego tego nie robi? Dlaczego pozwala hulać „oszołomom”, którzy „podpalają Polskę”, zamiast zmiażdżyć ich niezbitymi faktami i argumentami?

No właśnie, chętnie powtórzę wraz z nimi – dlaczego? I tu jest między nami zasadnicza różnica. Bo oni gorąco wierzą, że gdyby Tusk to zrobił, to eksperci łatwo wykazaliby, że wszystkie wątpliwości to „absurd”, „paranoja” i „smoleńskie kłamstwa”. A moim zdaniem ta wiara jest fałszywa. Opiera się wyłącznie na prostym i dość zrozumiałym mechanizmie psychologicznym: człowiek kurczowo trzyma się tego, co potwierdza jako wizję świata, i broni się przed przyjęciem do wiadomości tego, co mu zaburza poczucie bezpieczeństwa.

Utrata wiary w rzetelność Anodinej i Millera jest z ich punktu widzenia wejściem na ścieżkę wiodącą nieuchronnie do wniosków tak przerażających, że nie da się z nimi normalnie żyć. Więc im kto ma więcej do stracenia, im lepiej mu się udało umościć w III RP, tym bardziej kurczowo będzie wierzył, że wszystkie wątpliwości zasługują wyłącznie na wyśmianie, względnie inne formy apriorycznego odrzucenia. A nawet więcej: w ramach reakcji obronnej wzbudzi w sobie nienawiść i pogardę dla ofiar tragedii, dla wdów, które – jak Antygona – nie chcą zdradzić swych zmarłych mężów. Część, w ostatecznym paroksyzmie, uwierzy wreszcie, że nawet jak był zamach, to ci, którzy go dokonali, dobrze zrobili.

A ja jestem od dawna przekonany, że przyczyna milczenia ekspertów rządowych jest zupełnie jasna – oficjalny raport po prostu jest nie do obrony. Można ewentualnie gołosłownie powtarzać zawarte w nim formułki i uciekać od pytań, ale zagłębiać się w merytoryczny spór z argumentami negacjonistów – nie sposób. Dlaczego? Bo pewnie by się to skończyło tak, jak w wypadku doktora Szuladzińskiego. On przecież właśnie – poproszony o to przez gorliwego głosiciela wersji oficjalnej, pana Artymowskiego – zabrał się do wyliczeń po to, by swym autorytetem powstrzymać „rozgłaszanie bzdur” przez profesora Biniendę. Policzył raz, drugi i trzeci, i ogłosił publicznie, że to nie są bzdury, Binienda ma rację, wrak nie mógłby się rozpaść w ten sposób od uderzenia o brzozę. O ile mi wiadomo, droga co najmniej kilku innych naukowców do uznania tez MAK-u i komisji Millera za kłamstwa była podobna.

Eksperci Millera milczą, bo na obliczenia Nowaczyka czy Obrębskiego nie mogą odpowiedzieć niczym. Jedyne, co mogliby nam powiedzieć ciekawego, to w jaki sposób ich raport powstawał. W jaki sposób „odczytali” oni na taśmach głos generała Błasika, skoro nie tylko go tam nie było, ale nie było żadnego powodu – poza rosyjskim pomówieniem – podejrzewać jego obecności w kokpicie, gdyż ciało generała znaleziono w innym zupełnie sektorze niż ciała pilotów? Czy zresztą w ogóle wiedzieli, gdzie je znaleziono? Czy mieli szkic miejsca wypadku, rozłożenia ciał i szczątków? Na jakim w ogóle materiale się oparli? Jak mogli przejść do porządku dziennego nad brakiem prawnie wiążącej autopsji ciał ofiar (o czym mówił swego czasu mecenas Schramm), a jednocześnie przyjąć za dobrą monetę rzekome wykrycie alkoholu w ciele śp. generała? Wszystkie ciała pozbierano byle jak i wrzucono do trumien bez najbardziej się narzucających badań, a to jedno poddano analizom – i naprawdę nie wzbudziło to podejrzeń żadnego z nich?

Tak, słusznie salony domagają się od ekspertów Millera, aby już dziś wystąpili publicznie i opowiedzieli o kulisach pracy swej komisji, zanim przyjdzie okazja opowiedzieć o tym przed prokuraturami i sądem wolnej Polski.

Nieżyjący już technik pokładowy jaka i wciąż jeszcze żyjący pilot tej maszyny słyszeli z rosyjskiej wieży zupełnie inne komendy naprowadzania niż zawarte w „klepniętych” przez komisję Millera stenogramach. Wiara w prawdziwość tych stenogramów wynika tylko z poglądów politycznych tych, którzy w to wierzą, bo „czarnych skrzynek” nie mamy (poza jednym, polskim rejestratorem, którego zapis się ze stenogramem kłóci – i to kolejne pytanie do ekspertów Millera, jak i nad tym przejść mogli do porządku dziennego). Prokuratura już trzykrotnie ogłaszała, że na szczątkach samolotu „nie wykryto obecności materiałów wybuchowych ani ich produktów ich rozkładu” (w kwietniu 2010, sierpniu 2010 i wrześniu 2011 – wg informacji z „Gazety Wyborczej” o dzień wcześniejszej od głośnego artykułu „Rzeczpospolitej”).

Po tekście Cezarego Gmyza prokuratura zastanawiała się pół dnia, by stanowczo zaprzeczając przyznać, że odkryto związki będące produktami rozkładu trotylu, ale mogące też mieć inne pochodzenie, i potrzeba jeszcze pół roku, żeby coś stwierdzić na pewno. Dlaczego pół roku? A może pięciu lat? Albo i dziesięciu? Przecież Rosja nie ma żadnego interesu w tym, żeby cokolwiek ustalono na pewno, a już zwłaszcza w tym, żeby wykluczono podejrzenia o zamach. Jak wielokrotnie pisałem – wręcz przeciwnie. Nie ma interesu przekazywać nam żadnych szczątków ani próbek, niczego wyjaśniać. Najlepiej się obrazić i jak – przepraszam za niestosowność porównania – szatniarz z „Misia” powiedzieć: nie oddamy wam niczego, nigdzie nie dopuścimy, niczego nie wyjaśnimy, i co nam teraz, gnojki, możecie zrobić?

„Czarnych skrzynek” nie ma i nie będzie, wraku nie ma i nie będzie (choć w ramach robienia go koncertowo w człona rząd RP już się był dawno temu pochwalił wynegocjowaniem jego powrotu i nawet zbudował nań hangar), bo Rosjanie ich potrzebują do swojego śledztwa. Jakiego śledztwa, skoro jednocześnie bardzo stanowczo twierdzą, że śledztwo jest zakończone a sprawa definitywnie zamknięta?

Ciała ofiar pomylono, a skoro nie było elementarnej autopsji, to tym bardziej nie było ich zbadania (nie ma powodów wierzyć, że „wykrycie” alkoholu w zwłokach generała Błasika wymagało czegokolwiek więcej niż wypisania stosownego protokołu). W zwłokach Anny Walentynowicz znaleziono nity z poszycia kadłuba. Anglicy, kręcący o Smoleńsku film dokumentalny, wykonali przed kamerami eksperyment z bardzo podobnym do tupolewa starym boeingiem – po kontrolowanej katastrofie rozpadł się tylko na dwie części, a ponad połowa sztucznych pasażerów „przeżyła” doznane urazy. Film z tego eksperymentu można zobaczyć w internecie, podobnie jak film z przymusowego lądowania tupolewa identycznego z polską rządową maszyną, który wyciął skrzydłami cały zagajnik i pozostały one całe.

Nic się tu nie trzyma kupy. Raporty MAK i Millera wyglądają na stertę bredni naciąganych pod z góry założoną tezę o winie pilotów. Trzeba naprawdę bardzo chcieć w nią wierzyć, by po dwóch i pół roku wciąż wmawiać sobie, że „sprawa jest dawno wyjaśniona” i wszystkiemu winni piloci oraz rzekoma „ułańska szarża”, której przeczą nawet te wątpliwe stenogramy, które nam Putin kazał przekazać.

To nie znaczy, że trzyma się kupy wersja z zamachem. Tragicznie zmarły Remigiusz Muś zeznawał wyraźnie – cytuję za ostatnią „Gazetą Polską” – że słyszał najpierw huk uderzenia tupolewa w ziemię, a potem dwa wybuchy. Niejasne jest też dla mnie, gdzie musiałaby być umieszczona hipotetyczna bomba, żeby wbiła nity do wewnątrz kadłuba, w ciała pasażerów…

Pytań jest coraz więcej. I będzie coraz więcej, bo czekiści, dzięki głupocie i tchórzostwu Tuska, mieszają w polskim kotle już na całego. A są w tym mistrzami. Jak trzeba, podrzucą nam próbki z trotylem, jak trzeba, podeprą argumentację rządu próbkami bez trotylu, jak trzeba, zrobią przecieki do gazet zagranicznych. Straciliśmy nad tym panowanie, ale kierunek jazdy jest oczywisty: skompromitowanie Polski w oczach Zachodu, wykruszenie jej ze struktur NATO i UE, wprawienie w stan wojny domowej i ostatecznie doprowadzenie polskiej opinii publicznej do przekonania, już teraz suflowanego przez niektóre rządowe media, że prawdopodobnie był to zamach, ale udany, i trzeba siedzieć cicho, bo jak zaczniemy pytać, to Ruscy będą nas mordować dalej.

Wielki mędrzec Sun-Tsu, którego dzieła stanowią podstawę nauczania na każdej z sowieckich, dziś rosyjskich, akademii obronności i dyplomacji, wskazywał jako ideał wygranie wojny bez wojny. Działaj tak, uczył, żeby wróg załamał się, przeraził i uznał się pokonanym jeszcze zanim wyprowadzisz przeciw niemu wojsko.

Bez względu na to, czy Putin skorzystał tylko ze szczęśliwego dla Rosji zbiegu okoliczności, czy sobie to szczęście przy użyciu kawałka trotylu zorganizował, czy stroną polską powodowały tylko głupota i tchórzostwo oraz oparcie się na takich fachowcach, jak p. Turowski, czy sięgające wysoko agenturalne uzależnienie – władca Kremla wypełnia wskazanie chińskiego stratega na piątkę.

http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=64260


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 06 gru 2012, 16:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Śmierć prokuratury na antenie TV

Wnioski z dzisiejszego posiedzenia Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.Powiem krótko: kłamstwo ma krótkie nóżki.Albo manipulację uporem można zdemaskować.

Prokuratorzy zostali zmuszeni do ujawnienia faktu, że urządzenia (spektrometry) użyte prze biegłych w Smoleńsku wyświetliły na ekranach nazwę TNT czyli trotyl. W ten sposób zrehabilitowali wiarygodność redaktora, Gmyza, sami swoją publicznie zabijając na oczach milionów telewidzów.

A zaczęło się tak pięknie: jak zwykle perfekcyjnie przygotowane oświadczenie prokuratorów miało załatwić sprawę. I może by się udało gdyby nie pewien gość, zaproszony przez Zespół Parlamentarny. Był nim …producent urządzeń wykazanych przez prokuraturę.

Jak się później okazało prokuratura nie podała wszystkich typów urządzeń, ale dla zdementowania wartości zaprzeczenia o obecności trotylu w badaniach z przełomu września i października w Smoleńsku, (o czym pisał Cezary Gmyz) to już nie ma znaczenia.

Padło wiele pytań ze strony posłów, bardzo mało konkretów w odpowiedziach ze strony prokuratury.

W obronie swoich oświadczeń zaprzeczających rozpoznaniu przez biegłych trotylu prokuratorzy Artymiak i Szeląg próbowali przekonać opinię publiczną, że naprawdę tenże spektrometr użyty w Smoleńsku reagował wskazując na wyświetlaczu trotyl (w gabinecie prokuratora) w reakcji na opary pasty do butów.

W TVN 24 red. Morozowski rozbrajał bombę informacyjną z trotylem w rozmowie z Pawłem Dereszem wskazując właśnie na wyniki eksperymentu z pastą. Poseł Kalisz wskazywał na powszechne przewożenie samolotami żołnierzy. Pan Deresz oświadczył, ze będzie miał lęk przed jedzeniem kiełbasy…

Zapewne do tego posiedzenia wrócić trzeba będzie wielokrotnie. Padły podczas tego spotkania niezwykle ważne pytania, na które prokuratura odpowie albo podczas kolejnego spotkania bądź w odpowiedzi na wnioski pełnomocników rodzin.

Jedno pytanie trzeba przytoczyć: mecenasa Pszczółkowskiego który zapytał wprost o dostęp do nagrania, (jeśli ono jest) z rozmowy braci Kaczyńskich wobec nieustannych ataków na jego klienta. Odpowiedzi nie było.Zapewne będzie musiała być udzielona w odpowiedzi na stosowny wniosek.

P.S.

Oprócz argumentu w postaci trotylowej pasty do butów prokuratorzy usiłow3ali wskazać na wartość dowodową informacji ze spektrometrów. Tyle tylko, że oni wygłaszali oświadczenie dla społeczeństwa a nie dla sądu.

Niezwykle ciekawe jest wyjaśnienie prokuratury dotyczące kwestii sprawdzania samolotu pod kątem pirotechnicznym po powrocie z zakładów remontowych w samarze. Przepisy na taką okoliczność stanowią o konieczności przetestowania samolotu z zewnątrz i wewnątrz. Trwa ta procedura około 11 godzi. Na pytanie czy sprawdzono jak i kiedy ją przeprowadzono - Szeląg odpowiedział,że to nie oni…. bo sprawa BOR jest wydzielona do śledztwa w prokuraturze cywilnej! Czyli powiedział: nas to nie interesuje!!!!!!

tekst zamieszczony na http://obserwator.com/obserwacje/polity ... antenie-tv

http://1maud.salon24.pl/469843,smierc-p ... antenie-tv


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 17 sty 2014, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
I kto tu gra wrakiem?

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim rozmawia Anna Ambroziak
„Wrak tupolewa dostalibyśmy jutro rano, gdyby nasza prokuratura oceniła, że nie ma najmniejszej winy strony rosyjskiej w tej katastrofie lotniczej”. Jak Pan ocenia tę wypowiedź Radosława Sikorskiego?
– Mój komentarz jest następujący: wrak Tu-154M byłby od dawna w Polsce, gdyby rząd, którego ministrem jest pan Radosław Sikorski, po 10 kwietnia 2010 r., stosując polskie prawo, przyjął właściwy porządek badania katastrofy smoleńskiej. I nie oddał tego śledztwa i dowodów rzeczowych, w tym wraku Tu-154M, o którym mówi pan minister, Rosjanom.

Czy to oświadczenie można odebrać jako próbę nacisku na prokuratorów referentów?
– Sądzę, że prokuratorzy referenci, jeżeliby mieli słuchać pewnych sugestii, to nie ze strony ministra spraw zagranicznych. Myślę, że oświadczenie ministra Sikorskiego należy pojmować bardziej w kategoriach próby oczyszczenia się za to, co strona rządowa wykonała, a właściwie za to, czego nie wykonała po katastrofie smoleńskiej. Wydaje mi się, że większym problemem jest jednak to, że minister spraw zagranicznych po czterech latach jeszcze nie widzi związku przyczynowego pomiędzy działaniami tego rządu a tymi problemami z wrakiem.

Dlaczego, Pana zdaniem, Rosjanie tak długo zwlekają ze zwrotem wraku?
– Odpowiedź jest krótka: dlatego że polska administracja rządowa na to pozwoliła. Przyczyna jest jedna: to jest zachowanie tego rządu po katastrofie. Premier Donald Tusk , działając wbrew polskiemu prawu, zawarł ustną umowę z premierem Putinem, na podstawie której badanie polskiego statku powietrznego wojskowego poddano procedurom cywilnym.

Zawarto porozumienie, które było merytorycznie szkodliwe dla Polski, i to wbrew polskiemu porządkowi prawnemu, który wyznaczało porozumienie z 14 grudnia 1993 roku. Gwarantowało ono wspólny dostęp obu stron: polskiej i rosyjskiej, do dowodów rzeczowych. Zastosowanie tego właśnie porozumienia spowodowałoby, że sprawa od dawna byłaby zbadana. A wrak Tu-154M od dawna znajdowałby się w Polsce. Słyszałem już dziesiątki zapowiedzi poszczególnych ministrów tego rządu… I pana ministra Sikorskiego, i kolejnych ministrów sprawiedliwości. Ipana prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Nieskuteczność wszystkich tych zapowiedzi utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że przyczyna tego jest taka, na jaką wskazałem wcześniej: to jest po prostu działanie polskiej admini- stracji rządowej po katastrofie, działanie sprzeczne z polskim prawem, merytorycznie szkodliwe dla badania tej katastrofy i skutkujące właśnie tym, a nie czym innym.

Szef MSZ twierdzi, że rosyjska gra wrakiem byłaby jeszcze bardziej skuteczna, gdyby krajem rządziło PiS.
– W tym zakresie ocenę wiarygodności pana ministra będziemy w stanie podjąć po najbliższych wyborach parlamentarnych. Jeśli chodzi o to, o czym mówi pan minister Sikorski, czyli o grze Rosji z polską prokuraturą – tu od samego początku śledztwa smoleńskiego wskazywałem, że bez wsparcia prokuratury przez rząd w zakresie pozyskiwania dowodów rzeczowych po katastrofie nigdy tych dowodów nie odzyskamy. Myślę, że działania rządu w tym zakresie nacechowane są już od dłuższego czasu aż nadto widocznym cynizmem – wciąż podnosi się ową kwestię niezależności prokuratury od rządu. Tymczasem w kwestii katastrofy smoleńskiej to nikt inny, jak właśnie pan premier Tusk, szef rządu, zafundował prokuraturze taki porządek prawny, który spowodował, że właściwie jest ona w wielu kwestiach bezradna. Pan prokurator Seremet nie ma żadnej siły przebicia w stosunkach z Rosją, a rząd ustami pana ministra Sikorskiego w tej chwili zaczyna sobie przypominać o problemie tupolewa. Szkoda, że nie przypomniał sobie o tym wcześniej.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... akiem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /