Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 10 sie 2010, 10:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Smoleńsk: znikające zdjęcia satelitarne

Jak dowiedziała się „Gazeta Polska”, badająca katastrofę smoleńską Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wciąż nie ma amerykańskich zdjęć satelitarnych z 10 kwietnia, które mogą stanowić kluczowy dowód w śledztwie. Tymczasem – według zapewnień rządu – fotografie te znajdują się w Polsce od prawie czterech miesięcy.

Czy jeden z najważniejszych dowodów w śledztwie, mogący potwierdzić lub wykluczyć wersję zdarzeń przedstawioną przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), nie trafił – wbrew temu, co mówił polski rząd – do naszego kraju? A może polskie władze miały powód, by nie przekazać go Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie? Tak czy inaczej – polscy śledczy nie dysponują tymi fotografiami. Podobnie jak podstawowymi informacjami, potrzebnymi do ustalenia, kiedy i w jaki sposób rozbił się samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.

Tajemnica zdjęć z satelity

29 kwietnia sekretarz rządowego Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki powiedział w Sejmie, że Polska otrzymała ze Stanów Zjednoczonych zdjęcia satelitarne przedstawiające miejsce katastrofy.

Kilka dni później minister powtórzył tę informację w rozmowie z dziennikarzem RMF FM. Stwierdził wyraźnie, że fotografie te „zostały przekazane stronie polskiej, są w dyspozycji”. 5 sierpnia – chcąc dowiedzieć się, jak ten materiał dowodowy został wykorzystany w śledztwie – zapytaliśmy Naczelną Prokuraturę Wojskową (NPW), czy polscy prokuratorzy dysponują tymi zdjęciami i czy zawierają one jakieś ważne informacje lub przesłanki, np. na temat warunków atmosferycznych, stanu lotniska czy przyczyn i czasu rozbicia się polskiego Tu-154.

Odpowiedź, jaką otrzymaliśmy od płk. Zbigniewa Rzepy (rzecznika prasowego NPW), była zaskakująca: „Uprzejmie informuję, iż polska prokuratura oczekuje na realizację swojego wniosku o pomoc prawną skierowanego do Prokuratora Generalnego Stanów Zjednoczonych, po otrzymaniu którego, mam nadzieję, będzie możliwe udzielenie Panu stosownych informacji”.

Oznaczało to, że zdjęć satelitarnych, o których mówił Jacek Cichocki, wcale nie ma jeszcze w Polsce. Gdyby było inaczej, śledczy, którzy nie dysponują tym kluczowym dowodem i chcą go pilnie pozyskać i wiedzą z oświadczenia Jacka Cichockiego, że polski rząd jest w ich posiadaniu, zwróciliby się do rządu, a nie do amerykańskiego prokuratora generalnego. To kolejny gigantyczny skandal – po kłamstwie rządu dotyczącym rzekomej obecności polskich prokuratorów i patomorfologów podczas sekcji zwłok ofiar katastrofy – związany z najważniejszym śledztwem w historii III RP.

– Sprawa zdjęć satelitarnych jest bulwersująca. Nie pierwszy raz oświadczenia władz polskich dotyczące katastrofy są sprzeczne. Oświadczenie w sprawie zdjęć złożone w sejmie 29 kwietnia przez Jacka Cichockiego, że Polska już je otrzymała, padło niepełną godzinę po tym, jak premier Tusk odpowiadając na pytania posłów powiedział, że rząd o zdjęcia dopiero wystąpi do USA. Jak widać, ta niejasność trwa do dnia dzisiejszego. Albo prokuratura nie wie, że te zdjęcia są, tylko nie zostały przekazane do dyspozycji śledczych, albo pan Cichocki mówił nieprawdę – komentuje Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej.

Czego nie wiedzą śledczy

Dziennikarze „GP” dowiedzieli się także, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie posiada podstawowych informacji na temat czasu i sposobu rozbicia się polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem.

Z odpowiedzi, jakie otrzymaliśmy od płk. Zbigniewa Rzepy, wynika m.in., że polscy śledczy nie wiedzą, kto i kiedy przerwał linię energetyczną w pobliżu lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. Przypomnijmy, że według przedstawicieli smoleńskiego zakładu energetycznego linia została uszkodzona o godz. 8.39 – a więc w chwili, gdy według oficjalnych stenogramów przygotowanych przez Rosjan polski samolot znajdował się 400 m nad ziemią. Wyjaśnienie tej oczywistej sprzeczności, a także ustalenie innych ewentualnych przyczyn zerwania linii pomogłoby poznać faktyczny czas zniszczenia maszyny i zrekonstruować ostatni etap lotu. Polscy prokuratorzy nie wiedzą także, na jakich danych opierał się gubernator obwodu smoleńskiego Siergiej Antufjew, twierdząc w rozmowie z Polskim Radiem, że Tu-154 rozbił się o godz. 8.38, a więc trzy minuty wcześniej, niż wynika to ze stenogramów przygotowanych przez MAK. Choć wiele przemawia za tym, że to Antufjew, a nie MAK miał rację (na godz. 8.38 jako czas katastrofy wskazuje np. zegarek gen. Błasika, który uległ zniszczeniu właśnie w tej minucie) – śledczy nie sprawdzili źródeł informacji Antufjewa. Warszawska prokuratura nie wie również nic na temat Nikołaja Łosiewa – emerytowanego pilota wojskowego, który 20 minut po katastrofie widział jakoby w kokpicie pięć ciał. Cztery z nich (załoga) były przypięte pasami, piąte – czego miał się domyślić czytelnik (rewelacje te opisała „Gazeta Wyborcza”) – należało do osoby wywierającej na pilotów naciski. Problem w tym, że kabiny pilotów nie można było dostrzec na żadnym ze zdjęć z miejsca katastrofy, a zwłoki załogi samolotu zidentyfikowano jako jedne z ostatnich.

Płk Zbigniew Rzepa poinformował też „GP”, że polscy śledczy nie przesłuchali jeszcze pilotów Iła-76, który próbował lądować w Smoleńsku tuż przed samolotem z prezydentem RP. Co więcej, do Polski nie trafił nawet zapis rozmów kontrolerów lotu z wieży lotniska Siewiernyj.

Prokuratura nie zna też zapisu drugiej czarnej skrzynki, rejestrującej parametry lotu, która zawiera kluczowe informacje dla śledztwa.

Polski rząd sparaliżował prokuraturę

Stan trwającego już cztery miesiące śledztwa jest przerażający. Zginął prezydent i elita narodu, a niezawisła polska prokuratura praktycznie nic nie wie. To władze rosyjskie przejęły czarne skrzynki i sporządziły stenogramy, to Rosjanie przeprowadzali sekcje zwłok ofiar i zaplombowali trumny, to w Rosji znajdują się najważniejsze dowody i świadkowie niezbędni do ustalenia, kto i w jaki sposób kontaktował się z załogą Tu-154 oraz jakie osoby, pojazdy i samoloty znajdowały się w pobliżu smoleńskiego lotniska 10 kwietnia. Strona rosyjska mogła – jeśli dokonałaby zamachu – zrobić dosłownie wszystko: zatrzeć ślady materialne ewentualnej zbrodni; ukryć, podmienić lub po prostu nie przesłuchać kłopotliwych świadków; sfałszować sekcje zwłok i sfabrykować materiały, które z taką atencją analizują dziś polskie media i prokuratura (jak np. stenogramy kopii nagrań z rejestratorów lotu).

Kogo winić za ten stan rzeczy? Na pewno w mniejszym stopniu polską prokuraturę, która od początku śledztwa miała związane ręce i ograniczone do minimum możliwości działania. Prokuratorzy w Warszawie nie tylko nie mogą prowadzić dochodzenia na terenie Federacji Rosyjskiej, ale i nie otrzymują z Moskwy najważniejszych materiałów i dowodów w sprawie. Ciężar odpowiedzialności za uczynienie farsy z najważniejszego śledztwa w powojennej historii Polski spada przede wszystkim na rząd Donalda Tuska, który bez żadnych oporów zgodził się na całkowite przekazanie śledztwa Rosjanom. Gdy dwa tygodnie temu w Rumunii rozbił się izraelski helikopter (z kilkoma żołnierzami, a nie prezydentem, najważniejszymi dowódcami i parlamentarzystami), premier Izraela natychmiast wysłał tam dwa samoloty z ekipą ratowniczą, specjalistami od katastrof i 60 komandosami. Oddział ten potrzebował kilkunastu godzin, by zabezpieczyć zarówno ciała ofiar, jak i sprzęt wojskowy; nie pozwolił przy tym Rumunom zabrać nawet kawałka rozbitej maszyny, której szczątki w ciągu kilku dni przewieziono do Tel Awiwu.

To prokuratura, a nie rząd, starała się, by śledztwo nie było prowadzone zgodnie z konwencją chicagowską, która umożliwiła przejęcie go przez Rosję na własnych warunkach. Świadczą o tym słowa Edmunda Klicha, relacjonującego podczas obrad podkomisji sejmowej swój konflikt z Naczelnym Prokuratorem Wojskowym, pułkownikiem Krzysztofem Parulskim: „I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu no, powiedziałbym dosyć ostro, powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem… przyjąłem jako załącznik 13 (konwencji chicagowskiej – red.) do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa”.

Grzechy prokuratury

Jednak prokuratura też nie jest bez winy. To prokuratura nie wyraziła zgody na kopiowanie akt rodzinom ofiar katastrofy w Smoleńsku, a wiele z kart udostępnianych tomów zostało utajnionych. To prokuratura odmawia odpowiedzi na pytania dotyczące znanego z internetu filmu, nakręconego tuż po katastrofie, na którym słychać wystrzały z broni, mimo iż śledczy potwierdzili, że jest autentyczny (internauci spekulowali, że dobijano rannych).

Rosjanie wymuszali na rodzinach ofiar, by wyrazili zgodę na spalenie odzieży ofiar, m.in. Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego, Stefana Melaka. Niszczyli dowody w śledztwie, bez sprzeciwu polskiej prokuratury. To rzecznik prokuratury wojskowej powiedział, że nie można było przeprowadzić sekcji ciał, które przywieziono do Polski, bo „nadal znajdowały się one pod rosyjską jurysdykcją”. Prokuratura stwierdziła też, że zgodnie z przepisami, ekshumacji można dokonywać tylko między październikiem a kwietniem. Miało to związek z wnioskiem dowodowym, złożonym 13 lipca 2010 r. przez mecenasa Rafała Rogalskiego w imieniu Beaty Gosiewskiej o przeprowadzenie ekshumacji zwłok Przemysława Gosiewskiego. Rogalski napisał: „Zwłoka strony rosyjskiej w przekazaniu materiału medycznego, przy postępującym szybkim rozkładzie zwłok, może spowodować utratę wnioskowanego dowodu”. Oddalenie czasu ekshumacji aż do października, jak chce prokuratura, może pozbawić śledczych możliwości przeprowadzenia wszelkich niezbędnych badań. Czy w przypadku katastrofy o tak wielkim wymiarze nie można odstąpić od tych obostrzeń? Prokuratura odrzuciła też wnioski dowodowe mec. Stefana Hambury, pełnomocnika rodzin ofiar, o przesłuchanie w charakterze świadków premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego. Chodziło m.in. o wyjaśnienie, czy polskie władze zrobiły wszystko, by polska prokuratura prowadziła śledztwo wspólnie z rosyjską.

Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski

http://wiadomosci.wp.pl/kat,9932,title, ... prasa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 11 sie 2010, 00:24 
Offline
Dziennikarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 cze 2010, 20:05
Posty: 432
Nowe fakty o katastrofie/zamachu pod Smoleńskiem z Chicago:

"Zbrodnia i dowody - czyli o zabójstwie Prezydenta Kaczyńskiego

(...)

A gdybyśmy przy okazji nieco wyrośli z rozemocjonowanego myślenia Polaków i nabyli co nieco postawy poszukiwaczy prawdy – jakże byłoby dobrze. Każdy wie, że propaganda komunizmu dęła ile sił w trąby rozemocjowania (i zarazem “odzwyczajania” od myślenia) - i to co mówię, mówię nie dlatego, żeby krytykować Polaków, tylko, żeby co nieco na lepsze zmienić.
(…)
Tu muszą państwo wiedzieć, że urządzenie do fałszowania danych satelitów nawigacyjnych jest od ponad 10 lat znane w technice wojskowej. To ważne urządzenie, ono sprawia, że np. naprowadzana rakieta nie trafi w cel, samolot wroga rozwali się przy lądowaniu, itp. Urządzenie takie popularnie nazywa się “MECON”. Ma ono postał przedmiotu rozmiarami podobnego do paczki papierosów. Wychwytuje ono sygnał satelity i przetwarza na sygnał o silniejszej mocy, jednocześnie przesuwając parametry celu do 30 metrów. Takiej różnicy urządzenia kierujące (w tym pilot automatyczny) nie są w stanie zidentyfikować.
(…)
“MECON” ma zasięg działania do 100 km, wystarczy np. powiesić takie urządzenie na gałęzi drzewa w pobliżu lotniska. Technologią budowy takich urządzeń posiadają wszystkie ważniejsze armie świata. Polska też.
(…)
w sprawie wypowiedziało się z własnej woli trzech ekspertów lotnictwa: rosyjski, amerykański i niemiecki. Ci dwaj ostatni to prawdzie międzynarodowe sławy tej branży. Wszyscy jednoznacznie wypowiedzieli się, że samolot leciał w oparciu o sfałszowane dane satelitarnego systemu naprowadzania. Przesunięcie toru lotu i tor idealnie pasujący do prawidłowego korytarza, tyle że “przesunięty” - nie pozostawiają innej możliwości.
(…)
Po drugie: Kadłub samolotu został rozerwany poprzez eksplozję bomby izowolumetrycznej. To zarazem pierwszy przypadek w historii, gdy użyto takiej broni w zamachu. Dotychczas nie zdarzyło się to nigdy wcześniej.
(…)
Teoretycznie mógł nacisnął przycisk “GO OFF” błyskawicznie zwiększający moc silników (każdy pasażerski odrzutowiec ma taki przycisk umożliwiający wzbicie się do góry w razie problemów z lądowaniem). Ale wyraźnie bał sił już cokolwiek dotykał, a miękkie bagniste podłoże i prędkość lotu równa prędkości lądowania dawały realną szansę osłabienia siły uderzenia i uratowania pasażerów. Tu muszą Państwo Czytelnicy wiedzieć, Że Tu-154M ma wyjątkowo mocny kadłub. Składa sie on z bardzo silnych podłużnic, gęstych poprzecznic (wszystkie te elementy sâ wykonane ze stopów wzmocnionego aluminium) oraz z blachy zewnętrznej i wewnętrznej. Sama aluminiowa blacha zewnętrzna (dokładniej także stop wzmocnionego aluminium) ma grubość... 5 cm.!
(…)
Tu muszą Państwo Czytelnicy wiedzieć, co to są bomby izowolumetryczne. Najogólniej biorąc jest to odpowiednia ciecz pod bardzo wysokim ciśnieniem. W momencie uruchomienia bomby (przeważnie jest to oddzielny wybuch) ta ciecz pod wpływem różnicy ciśnień natychmiast “paruje” - czyli zamienia się w aerozol szczelnie wypełniający jakieś pomieszczenie, a następnie, najczęściej zasysając i zużywając obecny w powietrzu tlen - z potworną siłą wybucha. Wybuchowi towarzyszy ogromne ciśnienie i temperatura do 3000 stopni Celsjusza. Rosjanie nazywają te bomby “termobarycznymi” - właśnie od ciśnienia i temperatury.
(…)
Bomby izowolumetryczne to najsilniejsze bomby konwencjonalne i w ogóle najsilniejsze bomby po bombach atomowych.
(…)
W Polsce bomby termo baryczne są produkowane od 1988 roku, gdyż Polska jest jednym z nielicznych krajów, który również posiada technologię ich budowy. Znana jest polska bomba o kryptonimie “Tejsy” – oficjalnie zademonstrowana po raz pierwszy publicznie na Targach przemysłu obronnego w Polsce w roku 1988.
(…)
Bomba izowolumetryczna (termo baryczna - jak kto woli) umieszczona w samolocie może mieć kształt małej gaśnicy, umieszczonej np. w pobliżu kabiny pilotów. Technika nie zna innego wytłumaczenia przyczyny, dla której z potężnego kadłuba samolotu dosłownie nic nie zostało. Tu muszą Państwo wiedzieć, że “izowolumetryczna” oznacza, Że wybucha cała powierzchnia (dokładniej całą objętość). Wybuch punktowy konwencjonalnego ładunku zostawia zawsze duże zniszczenia blisko ładunku, a im dalej – tym mniejsze. I zachowane tym większe fragmenty kadłuba, im dalej było od miejsca wybuchu. Tylko bomba izowolumetryczna rozniesie dosłownie cały kadłub w drobny mak!
(…)
Nadto z niczym nieporównywalne są ślady pozostawione na zwłokach ofiar. Z powodu bardzo wysokiej temperatury ubrania i odsłonięta skóra będą po prostu zwęglone. W dodatku w płucach powstanie charakterystyczny obraz. Mówiąc najkrócej - płuca zamienią się w dwie powietrzne jamy. Taki obraz, zwany przez radiologów wojskowych “powietrznym motylem” (płuca posiada człowiek dwa) powstaje tylko i wyłącznie wskutek wybuchu bomby izowolumetrycznej. Wystarczy zrobił zdjęcie rentgenowskie choć jednych zwłok z jako tako zachowaną klatką piersiową. Stąd tak ważna dla materiału dowodowego jest sekcja zwłok. Tu mówimy o dowodach eksperckich.
(…)
Wybuch takiej bomby i tylko takiej, doszczętnie rozkawałkuje kadłub - i to na bardzo drobne kawałki. Siła wybuchu odrzuci też skrzydła i ogon samolotu - i te fragmenty “przekoziołkują” do góry nogami. Zostaną też odrzucone na odległość kilkudziesięciu metrów od kadłuba. To samo stanie się z kabiną pilotów, chyba że bomba była umieszczona blisko kabiny - wtedy z kabiny nic nie zostanie. W dodatku siła wybuchu rozniesie szczątki na powierzchni o niespotykanej w katastrofach lotniczych szerokości i na obszarze o powierzchni zbliżonej do kwadrata. I dokładnie tak jest. No i oczywiście - w samolocie praktycznie nikt nie ma szansy przeżył. Obiektywnie nikłą szansę mają jedynie osoby w części kadłuba najbliżej ogona, i to tylko w takim samolocie jak prezydencki Tu-154M. Salon prezydenta znajdował się bowiem tuż przy ogonie i wchodziło się do niego przez odrębny salon ministrów. To są jakieś przeszkody dla rozprzestrzeniania się gazu, ale jest to obiektywnie szansa bardzo nikła. Nie ma też dużej szansy na pożar benzyny w zbiornikach w skrzydłach samolotu, bo ciśnienie wybuchu “wypchnie” benzynę na zewnątrz, a samą główną kulę ognia ciśnienie wybuchu zaraz zgniecie. Ot, gdzieś tam w trawie jakieś małe poletka skropione rozbryzganą benzyną mogą się tlić..
(…)
Tylko bomba izowolumetryczna wybucha w takim specyficznym “dwutakcie”. Są to akustycznie dwa oddzielne wybuchy - bo gwałtownie rozprężający sił gaz powoduje pierwsze “boom”, po którym zaraz następuje właściwy, następny wybuch. I to dokładnie słyszał świadek Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP, który akurat jechał samochodem na lotnisko nagrywać lądowanie Prezydenta i towarzyszącej mu “ekipy”. Dwa wybuchy, niezbyt głośne, po czym niewielką, zaraz stłumioną kulą ognia... I dokładnie to do kamery “na gorąco” powiedział...
(…)
Oni zginęli straszną śmiercią. I tylko ten kto wiedział, że na pokładzie jest bomba i jaka mógł zamieścił wpis na stronach internetowych G.W. o godzinie 8:38:00, że prezydencki samolot miał “wypadek” i że nikt nie przeżył. Przypomnijmy, że dokładna godzina “katastrofy” to 8:39:54 sek. (Wszystko w przeliczeniu na czas polski, czyli Środkowoeuropejski.) A taką bombę można było zamontował w tym samolocie tylko w Warszawie... I ktoś, kto wiedział, co wybuchnie i z jakim skutkiem, mógł robił taki wpis, gdy ten samolot jeszcze prawie 2 minuty leciał... A dowód, na godziną “katastrofy” jest również niezbity, nasz Tu-154M ściął skrzydłem linię energetyczną i dokładnie o godz. 8:39:50 sek. na osiedlu mieszkaniowym przyległym do lotniska zgasło światło...
Cóż, M. zgubiła tu pycha - chciał być koniecznie pierwszy, który “puści newsa” w świat! …”

http://www.kuriercodziennychicago.com/Z ... dowody.pdf

Całość pod linkiem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 28 paź 2010, 11:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Niesłychanie sugestywny, odważny i prawdziwy film o katastrofie smoleńskiej wyemitowała holenderska telewizja. Holendrzy usłyszeli pytania, których nie jest w stanie wyartykułować większość polskich dziennikarzy

List z Polski

Kanał 2 holenderskiej telewizji VPRO w programie "Tagenlicht" wyemitował film dokumentalny pt. "List z Polski", obrazujący, w jaki sposób katastrofa smoleńska wpisuje się w prowadzoną od setek lat imperialną politykę Rosji. W materiale wyreżyserowanym przez Mariusza Pilisa postawiono serię fundamentalnych pytań w kwestii tej tragedii, na które do dziś nie odpowiedziały ani władze w Warszawie, ani w Moskwie. Dokument w bardzo sugestywny sposób wskazuje, jak Moskwa dąży do zdominowania Europy Środkowej i uczynienia z niej strefy swoich wpływów. Autorzy obrazu, analizując politykę Rosji na przestrzeni ostatnich kilkuset lat, stwierdzają, że hipoteza zamachu pod Smoleńskiem wcale nie jest "wzięta z kapelusza".

"Witajcie, przyjaciele. Piszę do Was ten list z Krakowa w Polsce. Najprawdopodobniej kiedy przeczytacie mój list, uznacie, że jestem szalony lub przynajmniej, że wszystko w tym liście jest niedorzeczne. I wiecie co? Ja mam nawet nadzieję, że macie rację. Mam nadzieję, że to tylko halucynacje lub, w najgorszym wypadku, koszmar" - te słowa wypowiedziane przez narratora rozpoczynają film "List z Polski" poświęcony katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem. Jego autor stwierdza, że być może historia pokaże, że się mylił, i że rzeczywiście to wszystko, co w nim przedstawia, nie jest prawdą, lecz - jak zaznacza - chce się z widzami podzielić swoimi obawami, które narastają od 10 kwietnia.

Tysiące pytań i wątpliwości
Twórcy filmu dostrzegają, że bardzo niewiele mediów w Polsce stara się rzetelnie informować o wydarzeniach w Smoleńsku. Praktycznie nikt nie wspomina o możliwości zamachu na życie prezydenta RP i 95 innych osób. Reżyser podkreśla, że dzieje się tak, mimo że polska prokuratura do tej pory nie wykluczyła tej hipotezy. Autor dość jednoznacznie daje do zrozumienia, iż lansowaną w mediach tezę o błędzie pilotów stworzył już w kilkadziesiąt minut po katastrofie rosyjski rząd. Jak dodaje, na szczęście znaczna część naszego społeczeństwa "nie kupuje" tej tezy. Podobnie jest ze stwierdzeniami, że polscy piloci nie znali języka rosyjskiego i byli źle wyszkoleni. Pomimo że tezy te zostały już dawno obalone, jednak wciąż żyją swoim życiem w przestrzeni medialnej.
W filmie wypowiadają się eksperci sygnalizujący, że w przypadku rosyjskiego śledztwa mogło dojść do manipulacji materiałami dowodowymi. Tak jest choćby ze stenogramami z zapisów czarnych skrzynek, które, jak informował wielokrotnie także "Nasz Dziennik", są niekompletne, i co wysoce prawdopodobne - zmanipulowane. Przytaczane są także wypowiedzi rodzin ofiar. Wskazują one, że np. protokoły sekcji zwłok z całą pewnością zostały poddane pewnym "korektom". Świadczy o tym fakt, iż nadal są niedostępne. - Czego dotknie się głębiej, to rodzą się setki wątpliwości. A tych wątpliwości nie jest coraz mniej, tylko coraz więcej - mówi Zuzanna Kurtyka, wdowa po szefie IPN Januszu Kurtyce. Twórcy dokumentu zgadzają się z tym stwierdzeniem i przedstawiają kolejne pytania, na które do dziś władze nie udzielają odpowiedzi. Chodzi m.in. o to, dlaczego Rosja nie oddała nam do tej pory naszej własności, czyli wraku tupolewa, czarnych skrzynek oraz innych dowodów rzeczowych. Dlaczego miejsce katastrofy w ogóle nie zostało zabezpieczone przez ponad sześć miesięcy? Dlaczego wrak maszyny niszczeje pozostawiony pod gołym niebem, jest narażony na wilgoć, wiatr, deszcz i inne czynniki zewnętrzne? I wiele, wiele innych.

Czemu ma posłużyć kłamstwo smoleńskie?
"Przyczyny katastrofy można znaleźć tylko wtedy, jeśli naprawdę się ich szuka" - stwierdza narrator. Duża część filmu poświęcona jest odpowiedzi na pytanie, czemu ani Polska, ani Rosja tej przyczyny nie szukają. Przypominając, że polski rząd pod kierownictwem premiera Donalda Tuska zdecydował się nie przejmować śledztwa w tej sprawie, gdyż jak uzasadniono, "byłoby to źle przyjęte", autor filmu daje jasno do zrozumienia, iż od początku wszystko, co istotne, trafia w ręce strony rosyjskiej. Dokumentaliści dość jednoznacznie krytykują taką postawę bezgranicznego zaufania Moskwie i powierzenia im pełnej odpowiedzialności za dochodzenie dotyczące najpoważniejszej w historii katastrofy lotniczej w Polsce. - Polska nie może dowiedzieć się niczego w sprawie śmierci własnego prezydenta. (...) Tylko musi prosić o to inne państwo, za każdym razem. I to państwo, którego elitę trudno traktować jak elitę przeciętnego państwa demokratycznego - mówi prof. Andrzej Nowak, sowietolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przypomina, że wobec takiej elity bardzo trudno o zaufanie, jakim obdarzył ją rząd Tuska. Zwracanie się do takich osób prof. Nowak nazywa wprost "upokorzeniem się państwa polskiego". - Na tysiąc osób reprezentujących najwyższe stanowiska w Rosji (...) nie mniej niż 70 proc. wywodzi się ze służb specjalnych, czyli KGB czy GRU. To nie jest normalna elita władzy - podsumowuje. Twórcy dokumentu przypominają, że ta elita na czele z Putinem ma już na sumieniu śmierć licznych opozycjonistów w Rosji, takich jak Anna Politkowska, czy byłych szpiegów, jak Aleksander Litwinienko, a także jest odpowiedzialna za wysadzenie bloków mieszkalnych z własnym obywatelami, by doprowadzić do wojny z Czeczenią. To wszystko, zdaniem autorów filmu, wskazuje, że hipoteza o zamachu na życie prezydenta RP jest jak najbardziej zdroworozsądkowa.
Także długoletnia historia stosunków polsko-rosyjskich, a w szczególności postrzegania naszego kraju przez Moskwę na przestrzeni wieków sprawia, że wiara Tuska w dobre intencje Władimira Putina budzi co najmniej zdziwienie reżysera. Przywołuje on wypowiedzi rosyjskich dysydentów, którzy przestrzegają przed takim postrzeganiem szefa rządu Rosji. Władimir Bukowski, były więzień łagrów, jednoznacznie stwierdza w filmie, że wobec takiego postępowania polskich władz suwerenność Polski jest zagrożona. W filmie przywoływane są liczne przykłady zdrady, podstępu i kłamstw, jakich dopuszczała się Moskwa wobec naszego Narodu. Autorzy cofają się aż do XVIII wieku i rozbiorów Polski, w wyniku których Rosji przypadło aż 82 proc. naszego terytorium. Przypominają atak z 17 września 1939 roku, sojusz z hitlerowskimi Niemcami, wywózki na Syberię, a także mord na polskich oficerach w Katyniu w 1940 roku. Podkreślają, że to właśnie zbrodnia katyńska, do której Kreml nie chce przyznać się do dziś, legła u podstaw umocnienia władzy komunistycznej w Polsce w latach 1945-1989. Wobec tego zadają pytanie: czemu ma służyć celowe zaciemnianie sytuacji wokół katastrofy smoleńskiej? Dlaczego wciąż nie możemy dotrzeć do prawdy na ten temat? Dlaczego nad śledztwem zawisła gęsta mgła, taka jak 10 kwietnia spowiła lotnisko Siewiernyj, gdy miał na nim lądować prezydent wraz z 95 przedstawicielami polskiej elity? Dokument Mariusza Pilisa kończy się wielce wymowną sceną, która przedstawia maszynę służącą do wytwarzania sztucznej mgły będącą na stanie rosyjskiej armii.
Łukasz Sianożęcki

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=sw21.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 30 lis 2010, 20:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Dubrownik a Smoleńsk

3 kwietnia 1996 r. w okolicach lotniska w Dubrowniku w Chorwacji doszło do katastrofy wojskowego amerykańskiego samolotu przewożącego na pokładzie wysokich funkcjonariuszy państwowych, między innymi Rona Browna jednego z najbliższych współpracowników prezydenta Billa Clintona, pełniącego urząd sekretarza handlu w ówczesnej waszyngtońskiej administracji. Samolot (Boeing 737) w ulewnym deszczu i gęstych chmurach, kierując się na lotnisko, którego wieża nawet nie dysponowała radarem, tylko dwiema radiolatarniami NDB, zboczył z kursu po minięciu pierwszej NDB i jakieś trzy kilometry od lotniska uderzył w stok górski. Zginęło 35 osób (stewardessa, która ocalała, zmarła w drodze do szpitala). Oprócz fatalnych warunków pogodowych (choć tych w śledztwie nie uznano za decydujące) i kiepskiego lotniska, można mówić o innych podobieństwach między tym, co się wydarzyło koło Dubrownika a katastrofą polskiego rządowego tupolewa 10 Kwietnia. Otóż biorąc pod uwagę to, że Ruscy przejęli i sfałszowali zapisy rozmów z kokpitu i zapewne (jeśli opublikują) inne dane dot. parametrów lotu także będą sfałszowane, to możemy sobie powiedzieć, że NIE MAMY czarnych skrzynek z tupolewa – tak jak nie było takich skrzynek w przypadku katastrofy z kwietnia '96 r. (wtedy tamten typ samolotu nie posiadał takich rejestratorów; jak napisał T. Weiner w raporcie opublikowanym przez „New York Times” z takim wyposażeniem taki samolot nie uzyskałby zezwolenia na loty cywilne w USA). Nie mamy też wraku ani dokładnej dokumentacji fotograficznej dotyczącej szczątków.


Są też oczywiście spore różnice między okolicznościami katastrofy i, ma się rozumieć, śledztwami – załoga amerykańska w przeciwieństwie do polskiej zupełnie nie znała trasy, okolicy ani lotniska (nigdy tam nie lądowała). Dane dotyczące lotniska i „wysokości decyzji”, którymi kierowali się piloci boeinga 737, nie były zatwierdzone przez Departament Obrony – co więcej aparatura pokładowa (brak dwóch odbiorników ADF (Automatic Direction Finder) zbierających sygnały z radiolatarni - był tylko jeden, co odkryto w czasie badania szczątków) nie pozwalała na bezpieczne podejście do lądowania w takich właśnie warunkach, jakie panowały 3.IV.1996 w okolicach Dubrownika. Poza tym w trakcie śledztwa zbadano dokładnie obie NDB i działały prawidłowo, nie tak jak w Smoleńsku (o ile tu były dwie, a nie więcej na wojskowych samochodach). Zrazu w mediach spekulowano o możliwych naciskach na pilotów („notable się zawsze spieszą”), a nawet podejrzewano, że może na stoku ustawiona była fałszywa radiolatarnia (wojsko amer. przetrząsnęło całą okolicę; choć akcja poszukiwawcza ruszyła dopiero parę godzin po katastrofie), ale wnet uznano, że w górach taki fałszywy nadajnik byłby trudny do przetransportowania i musiałby mieć wyjątkowo mocny sygnał, by zmylić samolot (pomijając już patrole natowskie, które wtedy kontrolowały obszar byłej Jugosławii). Po śledztwie i dokładnym zbadaniu szczątków (i załogi, i pasażerów), winą obarczono pilotów, ale też – tu uwaga, bo to najważniejsze w całej tej historii z Dubrownikiem – kilkunastu wysokich rangą wojskowych odpowiadających za bezpieczeństwo tego rodzaju lotów i za procedury związane ze sprawdzaniem lotnisk, na których mają lądować statki powietrzne armii USA (zwolnienia ze służby lub inne dyscyplinarne konsekwencje). Winą obciążono też samo lotnisko w Dubrowniku (po tej katastrofie zamontowano tam ILS).


Piszę o tym w kontekście artykułu opublikowanego przez najnowszą „GP” („Tusk chroni szefa BOR” Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski). W normalnym kraju M. Janicki oraz T. Arabski w ciągu pierwszej godziny po śmierci Prezydenta i członków sztabu generalnego zostaliby zatrzymani i oddani do dyspozycji prokuratury jako pierwsze osoby odpowiedzialne za to, że doszło do takiej tragedii. Mam nadzieję, że do tego dojdzie, tzn. że zarówno Arabski odpowiadający za logistyczno-sprzętowe przygotowanie przelotu delegacji prezydenckiej, jak i Janicki odpowiadający za bezpośrednie bezpieczeństwo tejże delegacji, staną przed sądem. W przypadku śledztwa, które trzeba będzie wszcząć w sprawie Smoleńska (po odsunięciu od władzy ciemniaków), a dotyczącego działań na szkodę polskiego państwa, należy po zebraniu materiału dowodowego przesłuchać następujące osoby przede wszystkim w takich sprawach:


Janickiego – kto mu wydał polecenie niezabezpieczania delegacji prezydenckiej; czy było to polecenie ustne czy na piśmie (czy jest na to jakiś dokument?);
Arabskiego – kto mu wydał polecenie zapakowania wszystkich członków delegacji prezydenckiej do jednego samolotu (czy jest na to jakiś dokument?);
Tuska – z kim się konsultował zaraz po katastrofie; kto mu przekazał sugestię, że należy sprawę śledztwa przekazać stronie rosyjskiej (czy była to propozycja od samego Putina, czy może od jakichś ludzi w Polsce – od kogo?; czy Tusk kontaktował się w ogóle z sojusznikami NATO (czy są jakieś notatki dot. tych kontaktów)?; czy wiedział o zagrożeniu terrorystycznym ogłoszonym 9 kwietnia br. przez Dyżurną Służbę Operacji Sił Zbrojnych, czyli w przeddzień wylotu prezydenckiej delegacji – czy przedsięwziął jakieś kroki by uruchomić środki bezpieczeństwa?;
Komorowskiego – kto mu powiedział, że może urzędowo przejąć władzę w Polsce, nie mając oficjalnego, urzędowego potwierdzenia śmierci Prezydenta – kto mu podsunął ten pomysł?


Chodzi więc, by w takim śledztwie zrekonstruować na samym początku grupę „doradców”, którzy upewniali ciemniaków w bezprawnych działaniach. Nie muszę dodawać, że ci „doradcy” także powinni stanąć przed sądem.

http://freeyourmind.salon24.pl/253496,d ... a-smolensk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: co nas zaskoczy w raporcie MAK ?
PostNapisane: 04 gru 2010, 23:00 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 03 lip 2010, 00:10
Posty: 89
Edmund Klich piszący aktualnie uwagi do raportu MAK , powiedział niedawno , że ten raport będzie dużym zaskoczeniem
Co może zaskoczyć w raporcie ?
Na pewno nie określenie przyczyn , przecież MAK wiedział już 10 kwietnia , ze powodem były błędy pilotów , połączone z brakami w ich wyszkoleniu , słabą znajomością rosyjskiego , złymi warunkami atmosferycznymi , nieprzestrzeganiem procedur przez załogę i ( jeszcze niepotwierdzonymi ) naciskami ze strony osób trzecich .
Tezy raportu były gotowe 10 kwietnia .
Dlatego Rosjanom nie były do niczego potrzebne dowody z miejsca katastrofy , badanie wraku , uszkodzeń na drzewach , itp.
To wszystko można było zostawić bez zabezpieczenia lub po prostu zniszczyć ( jak pokazała “Misja Specjalna” )
Więc co może zaskoczyć ?
Może stwierdzenie , że akcja ratownicza , zabezpieczenie miejsca katastrofy , dowodów , ciał i wraku przebiegło perfekcyjnie...
http://smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-p ... -2010.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 05 gru 2010, 14:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=28995

Na publicznym posłuchaniu w Parlamencie Europejskim nie pojawi się z Polski tylko ten, kto pragnie zadusić wszelkie przejawy prób odkrycia prawdy o smoleńskim zamachu.

Kopia artykułu:

Brytyjski wywiad bardziej zainteresowany niż prokuratura
Aktualizacja: 2010-12-4 8:46 pm

Polscy prokuratorzy odmówili udziału w publicznym wysłuchaniu w PE poświęconym śledztwu smoleńskiemu
W Parlamencie Europejskim odbędzie się we wtorek publiczne wysłuchanie, czyli tzw. public hearing, poświęcone rosyjskiemu śledztwu w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Wśród zaproszonych gości zabraknie przedstawicieli Naczelnej Prokuratury Wojskowej i prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Nieobecny będzie również przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek – wszyscy zasłaniają się obowiązkami służbowymi.
Jeden z najważniejszych tematów dotyczących Polski – czyli śledztwo w sprawie katastrofy samolotu rządowego z dwoma prezydentami RP: Lechem Kaczyńskim i Ryszardem Kaczorowskim, oraz 94 innymi osobami na pokładzie, najwyraźniej nie dla wszystkich jest ważny. Najbardziej wyczekiwani goście, czyli przewodniczący Parlamentu Europejskiego i przedstawiciele polskiej prokuratury, odmówili spotkania z rodzinami ofiar i zainteresowanymi tematem smoleńskim deputowanymi ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Odmawiając udziału w spotkaniu, przedstawiciele polskich organów prowadzących śledztwo smoleńskie unikali wytłumaczenia swojej nieobecności. – Żaden przedstawiciel Naczelnej Prokuratury Wojskowej czy też Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej nie będzie brał udziału w tzw. public hearing, które organizuje Parlament Europejski w przyszły wtorek – mówi rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa.
- W tych dniach mamy zapowiadaną od dawna wizytę prokuratorów rosyjskich i nic mi o tym nie wiadomo, by ktokolwiek z Prokuratury Generalnej był oddelegowany do wzięcia udziału w tymże wysłuchaniu – podkreślił w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. Na pytanie, czy nie warto byłoby jednak, gdyby choć jeden z przedstawicieli prokuratury wziął udział w wysłuchaniu, zwłaszcza że będą na nim obecni także zainteresowani śledztwem smoleńskim deputowani krajów unijnych, którzy z pewnością będą mieli dodatkowe pytania w kwestii samego śledztwa, rzecznik odpowiedział, że w tej chwili najważniejsza dla prokuratora generalnego jest poniedziałkowa wizyta i kwestie, które będą podczas niej podejmowane. Jednak wysłuchanie publiczne jest dzień później, a droga do Brukseli nie jest przecież tak długa…
- Prokurator generalny Andrzej Seremet nie weźmie udziału w wysłuchaniu publicznym, które odbędzie się 7 grudnia br. w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli – podkreślił w odpowiedzi na pytanie “Naszego Dziennika” rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. – Pragnę zauważyć, że wszystkie istotne informacje na temat śledztwa w sprawie katastrofy samolotu Tu-154M są regularnie udostępniane opinii publicznej przez Prokuraturę Generalną oraz Naczelną Prokuraturę Wojskową – z wyjątkiem tych wiadomości, których przekazanie byłoby niezgodne z dobrem tego śledztwa. Dotyczy to również informacji na temat realizacji przez stronę rosyjską wniosków o pomoc prawną. Tym samym ewentualne publiczne wysłuchanie nie doprowadziłoby do ujawnienia istotnych informacji, które dotychczas nie zostały przekazane opinii publicznej – dodał.
Rząd ignoruje nasze postulaty
- My, jako rodziny, lecimy do Brukseli, by domagać się swoich praw, które są łamane od ośmiu miesięcy – podkreśla w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” Beata Gosiewska, wdowa po przewodniczącym Klubu Parlamentarnego PiS Przemysławie Gosiewskim, zauważając, że choć apel w tej sprawie i wniosek o powołanie międzynarodowej komisji rodziny ogłosiły już dawno, to jednak nadal pozostają one bez reakcji ze strony rządu. – Mimo że zebraliśmy ponad 300 tys. podpisów, pan premier się tym nie przejął. A przecież dzięki takiej liczbie podpisów można by już wprowadzić pod obrady Sejmu trzy ustawy z inicjatywy społecznej! – dodaje Beata Gosiewska. – Premier podczas spotkania z rodzinami jedynie wzruszał ramionami i tak jak wcześniej powiedziano panu prof. Jackowi Trznadlowi [inicjatorowi akcji umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego - przyp. red.], tak i teraz stwierdził, że nie ma potrzeby, aby powołać komisję międzynarodową, gdyż katastrofę bada i prokuratura, i komisja państwowa. Natomiast już wiemy, jak bardzo niewiarygodne są dokumenty, które spływają z Rosji – podkreśla nasza rozmówczyni.
Jak dodaje Gosiewska, absencja prokuratora Andrzeja Seremeta i przedstawicieli NPW jest tylko potwierdzeniem tego, co od początku śledztwa mówią na ten temat rodziny. – Jest to potwierdzenie faktu, iż to śledztwo jest zwykłą mistyfikacją, pozorowaniem śledztwa. I od początku przekazywanie dokumentów w obliczu kamer i podkreślanie, jakoby było ich tak dużo, tylko to potwierdza – zauważa. – A skandaliczne jest to, że polska prokuratura na kolanach zgadza się na zmienianie podstawowych dokumentów i zeznań. Jest to wprost niewiarygodne i stawia polską prokuraturę w bardzo złym świetle i dlatego my musimy brać sprawy w swoje ręce. Dlatego też chcemy zainteresować tym problemem Unię Europejską, której przecież jesteśmy członkiem – konkluduje Beata Gosiewska.
Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich dr. Januszu Kochanowskim, która również udaje się do Brukseli, podkreśla, że z wielkim rozczarowaniem przyjęła informację, iż na publicznym wysłuchaniu zabraknie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. – To jest bardzo przykre, że nawet impreza w Londynie jest ważniejsza od sprawy katastrofy smoleńskiej. Wydaje mi się, że jest to unik, który stosują także inni zaproszeni – podkreśla Ewa Kochanowska, dodając, że nie potrafi zrozumieć takiego podejścia. – Mnie się wydaje, że już chociażby zwykła ciekawość powinna te osoby ściągnąć do Brukseli. Ciekawość tego, dlaczego rodziny mają o wszystko – jak to czasami określają nierozumiejący istoty sprawy – “pretensje”. Świadczy to też o charakterze i odwadze tych ludzi – mówi eurodeputowana Ewa Tomaszewska. – Nie ukrywam, że telefoniczna odmowa Jerzego Buzka jest dla nas bardzo przykra, gdyż uważamy, że przynajmniej symbolicznie jako Polak powinien się na tym wysłuchaniu pojawić – dodaje Beata Gosiewska.
Jak na razie nie wiadomo też, czy do Brukseli przyjedzie płk Edmund Klich z Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, bo jak zauważył w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”, jego obecność zależy od tego, czy dostanie od swoich przełożonych zgodę na wyjazd. – Na razie jednak żadnych informacji w tym względzie nie otrzymałem – dodaje polski akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym w Moskwie (MAK).
Europa bardziej zainteresowana
Podczas zaplanowanego na 7 grudnia wysłuchania publicznego przewidziane zostały dwie sesje, które rozpoczną się o godzinie 9.30. Jedną z nich poprowadzi poseł PE prof. Ryszard Legutko, drugą zaś poseł Tomasz Poręba (obaj z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów). – W pierwszej sesji – jak podkreśla w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” eurodeputowany Ryszard Czarnecki (EKR) – wystąpią z przemówieniem dwie przedstawicielki rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej: wdowa po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej i jednocześnie przewodnicząca Stowarzyszenia Rodzin “Katyń 2010″
- Zuzanna Kurtyka, a także córka śp. rzecznika praw obywatelskich – Marta Kochanowska. Jak dodaje poseł, na spotkaniu pojawi się prawdopodobnie także jeden z byłych oficerów amerykańskiego wywiadu. Czarnecki nie chce na razie ujawniać jego nazwiska. Amerykański generał to jednak nie jedyny wojskowy, który zapowiedział swój udział w public hearing, będzie na nim obecny także brytyjski konserwatysta Geoffrey Van Orden, generał brytyjskiego wywiadu wojskowego, który – jak dodaje nasz rozmówca – wykazuje duże zainteresowanie katastrofą polskiego samolotu rządowego z prezydentem na czele.
Druga część sesji będzie otwarta. Jako pierwszy zabierze w niej głos Ryszard Czarnecki. Jak podkreśla prelegent w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”, podczas wystąpienia będzie mówił o “formalnych interpelacjach i wystąpieniach w Parlamencie Europejskim w sprawie Smoleńska oraz o percepcji tego zagadnienia w środowisku europarlamentarzystów”. – W parlamencie już się o tym wysłuchaniu głośno mówi i na pewno będzie to jedno z ważniejszych grudniowych wydarzeń w Brukseli – zaznacza Czarnecki. Swoją obecność w spotkaniu potwierdzili już szef parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej – poseł Antoni Macierewicz, oraz około 30 osób z rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, a wśród nich m.in. Marta Kaczyńska, Andrzej Melak – brat Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, i Magdalena Merta – wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie. Jak dowiedział się “Nasz Dziennik”, do Brukseli przyjadą także rodziny ofiar, które do tej pory nie występowały publicznie w tej sprawie, a które z racji braku odpowiednich działań ze strony prokuratorów zamierzają publicznie dać świadectwo pojawiającym się zaniedbaniom.
Inicjatorami tzw. public hearing są posłowie PiS działający w PE pod szyldem Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, którzy chcą poruszyć problem całej gamy zaniedbań w rosyjskim śledztwie. Jak podkreśla poseł Czarnecki, publiczne wysłuchanie jest też chyba najlepszą formą wywarcia politycznej presji i nagłośnienia problemu wśród pozostałych eurodeputowanych oraz europejskiej opinii publicznej.

Marta Ziarnik
Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 4-5 grudnia, Nr 283 (3909) (" Brytyjski wywiad bardziej zainteresowany niż prokuratura")


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 08 gru 2010, 21:31 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Sposoby zabezpieczenia miejsca katastrofy i wraku są po prostu szokujące. W tej materii nic nie zostało zrobione prawidłowo.

Rosjanie łamią wszelkie zasady

Z Goeffreyem Van Ordenem, posłem Europejskiej Grupy Konserwatystów i Reformatorów, generałem brygady British Army, szefem sztabu wywiadu wojskowego w sektorze brytyjskim Berlina w latach 1988-1990, sekretarzem wykonawczym Międzynarodowego Sztabu Wojskowego w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli w latach 1991-1994, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Katastrofa polskiego Tu-154M w Smoleńsku powinna być przedmiotem badania instytucji unijnych?
- Ależ oczywiście. Wszystko, co dziś chcemy, to wyrazić potrzebę pełnego i jawnego śledztwa w tej sprawie. Całkowicie transparentnego. Takiego, w którym polskie władze i być może międzynarodowi eksperci będą podmiotem. I przede wszystkim takiego, które wreszcie usatysfakcjonuje tych ludzi, którzy w katastrofie stracili swoich bliskich. Chodzi więc o to, aby wyjaśnić wszystko, co w sprawie tej tragedii do nas napływa, także wszelkie niejasności i błędy.


Jak Pan ocenia szanse na powstanie takiego międzynarodowego komitetu?
- Mam głęboką nadzieję, że to, co zrobiliśmy, będzie wywierało presję, aby takie ciało zostało w końcu powołane. Dzisiejsze spotkanie pokazało, że jest w tej sprawie wiele niepokojów i jeszcze więcej kontrowersji. Istnieje wiele faktów, które nie są znane szerszej opinii. Także to wszystko musi być rozwiązane. Przykładowo, gdyby to była zwykła katastrofa, mówię "przykładowo", gdyż - jak wiemy - w tej konkretnej katastrofie zginęła olbrzymia część polskiej elity, powołanie takiego komitetu także byłoby na miejscu.


Co w dzisiejszych wystąpieniach rodzin ofiar było dla Pana najbardziej uderzające?
- Myślę, że poruszający jest każdy ze wspomnianych dziś aspektów śledztwa, które - mówiąc łagodnie - jest kontrowersyjne. Ale przede wszystkim chciałbym wymienić kwestie zabezpieczenia miejsca katastrofy oraz wraku, które są po prostu szokujące. W tej materii nic nie zostało zrobione prawidłowo. Ale tak jak wspomniałem, wszystkie czynniki, które złożyły się na tę katastrofę, i późniejsze śledztwo wzbudzają moje obawy.


W czasie wystąpienia wspominał Pan o swoich obserwacjach czynionych w przypadku innych katastrof samolotów wojskowych. Czym śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej różni się od tamtych?
- No cóż, po pierwsze - tamte śledztwa były rzeczywiście prowadzone. I to musi być rozwiązane. Po drugie - należy mieć świadomość, że fakty będą wychodziły na światło dzienne powoli, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ale stanie się tak tylko wtedy, gdy śledztwo będzie w pełni transparentne, prowadzone przez równych sobie partnerów. Dziś niestety sposób prowadzenia śledztwa przez Rosję sprawia, że nie mamy żadnych konkretów, tylko podejrzenia.


Dlaczego Pan osobiście zdecydował się zaangażować w tę sprawę?
- Przede wszystkim dlatego, że czuję się mocno związany z Narodem Polskim. Byłem w Polsce wiele razy. Poznałem osobiście prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę. Ostatnio miałem także przyjemność poznać jego brata. I jestem związany z wieloma Polakami w ramach pracy naszej grupy w Parlamencie Europejskim. A z drugiej strony sam straciłem kilku przyjaciół w katastrofie lotniczej kilka lat temu. I to również była maszyna wojskowa. Tak więc jeśli wziąć po trochu z tych wszystkich spraw, to mam dobry powód, aby się w tę kwestię angażować.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po08.txt

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 08 mar 2011, 17:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Nieszczęśliwy zbieg okoliczności?

10 kwietnia 2010 roku samolot z Prezydentem RP rozbił się podczas podejścia do lądowania, blisko lotniska Smoleńsk – Północny. Do zdarzenia doszło o godzinie 8:41:06. W wypadku zginęły wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie. Wg opublikowanego w styczniu 2011 roku raportu MAK katastrofa była następstwem błędów pilotów, a pośrednio przyczyniły się do niej naciski ze strony znajdującego się pod wpływem alkoholu polskiego generała. Obsługa naziemna nie ponosi żadnej odpowiedzialności, samolot był całkowicie sprawny, a lotnisko należycie przygotowane na przyjęcie polskiej delegacji. Polska opinia publiczna i część polityków, a przede wszystkim media powtarzają bezmyślnie te „rewelacyjne” ustalenia i konkluzje. Szeroko komentowane są m.in. kwestie związane z naciskami, z samobójczymi wręcz skłonnościami pilotów, ich niekompetencją, spekulacje na temat ukształtowania terenu i jego wpływu na zachowania załogi. Ostatnio „na topie” jest kłótnia gen. Błasika z kpt. Protasiukiem przed wylotem z Warszawy. Miały jednak miejsce również zdarzenia i okoliczności mniej eksponowane w mediach. Liczne, tzw. zbiegi okoliczności, które towarzysząc od początku zarówno samej katastrofie jak również prowadzonemu śledztwu, zdają się jednak przeczyć całkowitej przypadkowości zdarzenia.

Już na długo przed 10 kwietnia, przy udziale czołowych polityków polskich zaistniały pierwsze, prawie przemilczane przez media fakty. Oto bowiem w dniu, w którym wylądował w Polsce powracający z remontu w Samarze Tu-154M 101, samobójstwo popełnił Grzegorz Michniewicz – dyrektor generalny Kancelarii Premiera. Nie zostawił żadnego listu pożegnalnego, a jedynie wykonał kilka telefonów i wysłał SMS do Tomasza Arabskiego. Treść tej wiadomości jest oficjalnie nieznana. Nie wiadomo czy śmierć pana Michniewicza ma cokolwiek wspólnego z katastrofą polskiego samolotu ale dziwić może zbieżność czasowa i fakt ciszy medialnej po jego rzekomym samobójstwie.

Podobnie nie sposób stwierdzić czy z tą tragedią ma bezpośredni związek to, że w wyniku protekcji Bronisława Komorowskiego, wówczas jeszcze Marszałka Sejmu, ministrem pełnomocnym w ambasadzie RP w Moskwie został Tomasz Turowski. Nową posadę objął on w połowie lutego 2010 roku i od razu zajął się przygotowywaniem obchodów katyńskich 7 i 10 kwietnia. Właśnie z jego osobą związana jest osobliwa, tragiczna w swojej wymowie zbieżność zdarzeń. Biografia pana Turowskiego sprzężona jest bowiem z dwiema największymi tragediami naszego narodu: z zamachem na Jana Pawła II i katastrofą smoleńską. Z doniesień IPN wynika mianowicie, że w latach 1976-1985 był on tzw. „nielegałem”, czyli najgłębiej zakonspirowanym szpiegiem działającym w Watykanie. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że jego obecność w 1981 roku w Stolicy Apostolskiej, oraz w 2010 roku w Smoleńsku nie była dziełem przypadku. Oczywiście, również w tym przypadku nie można z całą pewnością wykluczyć zbiegu okoliczności...

Również bez znaczenia może być fakt, że najpierw pod koniec stycznia, a następnie 17 marca 2010 roku min. Tomasz Arabski udał się z wizytą do Moskwy, aby w jednej z restauracji, przez dwie godziny prowadzić rozmowy z Rosjanami. Wyjątkowym zrządzeniem losu, właśnie tego dnia Kancelaria Prezydenta wysłała do MSZ pismo informujące, że w uroczystościach zaplanowanych na 10 kwietnia wezmą udział wszyscy najważniejsi polscy dowódcy wojskowi. Minister Arabski nie chce jednak ujawnić treści prowadzonych rozmów utrzymując, że spotkanie miało charakter nieformalny.

Kolejne dziwne sploty zdarzeń ujawnia raport MAK. Mianowicie czytamy w nim, że katastrofie polskiego samolotu towarzyszyło uszkodzenie linii przesyłu energii elektrycznej WŁ-6kW PS Północna. Raport jednak ogranicza się wyłącznie do lakonicznej informacji o tym, że takie zdarzenie miało miejsce. Nie ma ani słowa o czasie, w którym została przerwana wskazana linia, jak do tego doszło i jak długa była przerwa w dostawie energii do odbiorców. Nie wspomina się również o tym, że linia ta zasilała system radiolatarni NDB. Dopiero z informacji zawartych w wewnętrznym protokóle spółki Smolenskenergo, do której należała zerwana linia dowiadujemy się, że uszkodzenie nastąpiło o 10:39:35 (cz. miejscowego) czyli dokładnie 15 sekund przed rozpoczęciem odbierania przez system samolotu sygnału markera dalszej radiostacji prowadzącej. Zgodnie z tym samym protokółem, przywrócenie zasilania nastąpiło o 10:41:11 – dokładnie 5 sekund po katastrofie. Może to nic nie znaczyć, może to być czysty przypadek…

Bardzo istotną rolę w wypadku naszego Tu-154M odegrała bez wątpienia mgła. Dziwne w tym przypadku jest to, że to zjawisko pojawiło się niespodziewanie, wbrew prognozom meteorologicznym i nasilało się do chwili katastrofy, po której natychmiast zaczęło ustępować, aby po godzinie niemal całkowicie się rozproszyć. Naturalnie znaleźli się świadkowie i eksperci, którzy twierdzili, że jest to częste i naturalne w tym rejonie. Nikt jednak głośno nie wyraził wątpliwości odnośnie prawdopodobieństwa zaistnienia tego zjawiska i jego krańcowego nasilenia akurat w chwili lądowania samolotu z polską delegacją, złożoną z osób w większości niewygodnych dla rosyjskiego reżimu.

Mgłę nakręcił polski montażysta Sławomir Wiśniewski, a film został włączony w materiał dowodowy. Można przyjąć za naturalne, że włączył on kamerę i skierował w kierunku, z którego miał nadlecieć nasz Tupolew, ale moment jej wyłączenia jest kolejnym, niebywałym wręcz zbiegiem okoliczności. Otóż koniec nagrania następuje dokładnie na trzy i pół minuty przed katastrofą. Powodem wyłączenia kamery jest, jak twierdzi sam montażysta wyjście na dach pracowników, którzy skutecznie przeszkadzali w filmowaniu. Mało tego, mając kamerę w ręku, słysząc dziwny huk silników samolotu „pies ogrodnika” jak sam siebie określił pan Wiśniewski, nie reaguje w jedyny możliwy sposób, to jest nie zaczyna nagrywać. Oczywiście los jest złośliwy, tak się zdarza... Dwie godziny obiektywnie bezsensownego kręcenia mgły i koniec zapisu tuż przed kulminacyjnym momentem.

Równie zastanawiającą „złośliwością przedmiotów martwych” jest ujawniona w raporcie MAK awaria urządzeń nagrywających, której efektem stał się m.in. brak zapisu łączności pomiędzy kierownikiem lotów i oficerem meteo. Otóż, jak czytamy: „na ścieżce nr 7 (…) szpuli nr 5 brak jest informacji o rozmowach w relacji kierownik lotów – meteo 10. 04. 2010 roku, a jest stary zapis z października – listopada 2009 roku, co świadczy o niesprawności bloków głowic kasujących i zapisujących danej ścieżki”. Podobnie rzecz miała się z zapisem wideo stanowiska pracy kierownika strefy lądowania, który nie został zarejestrowany w wyniku zwarcia przewodów pomiędzy kamerą, a magnetowidem. Dokumentacja fotograficzna również nie została wykonana. Biorąc pod uwagę, że te dowody miały ogromne znaczenie dla ustaleń śledztwa, mamy do czynienia z kolejnym, trudnym do racjonalnego wytłumaczenia, zbiegiem okoliczności.

Mówiąc o pracownikach obsługi naziemnej smoleńskiego lotniska, nie sposób nie wspomnieć, że jak wynika z dokumentów prokuratorskich, jeden ze wspomnianych kontrolerów, niejaki Wiktor Anatoliewicz Ryżenko był oddelegowany z jednostki wojskowej z Twer do pracy na lotnisku Siewiernyj tylko "do czasu zakończenia lotów, 10 kwietnia". Jak się okazuje dowódcą tej jednostki był pułkownik Nikołaj Krasnokutskij...

Zasygnalizować warto jeszcze dziwny relatywizm Rosjan w wydawaniu pieniędzy. Oto bowiem na wycięcie drzew, wybetonowanie drogi przez sam środek miejsca katastrofy i szczegółowe badania specjalistyczne na zawartość alkoholu we krwi ofiar środki były, natomiast na zabezpieczenie wraku przez długie miesiące nie znaleziono złamanego rubla.

Na koniec, wybuch wulkanu na Islandii uniemożliwił przywódcom światowym wzięcie udziału w uroczystościach pogrzebowych pierwszej pary na Wawelu. Tak bardzo chcieli przyjechać ale cóż... Nieszczęśliwy zbieg okoliczności!

http://piotryd.salon24.pl/284933,nieszc ... olicznosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 04 kwi 2011, 11:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Prokurator Kononowicz potwierdza: nie będzie niczego

Bez ekshumacji ciał ofiar, bez zbadania wraku, bez dokumentacji fotograficznej miejsca zdarzenia, bez szczegółowych wyników sekcji zwłok, bez udziału specjalistów polskich w czynnościach wykonanych na miejscu zdarzenia bezpośrednio po katastrofie, bez dostępu do dokumentacji smoleńskiego lotniska, bez zbadania oryginałów nośników danych pokładowych rejestratorów rządowego Tu-154M, bez zapisu audio i wideo działań smoleńskiej wieży kontrolnej – polska prokuratura wykluczyła możliwość zamachu.

http://wtemaciemaci.salon24.pl/293165,p ... ie-niczego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 07 kwi 2011, 20:29 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 05 sie 2010, 17:08
Posty: 604
Polacy winni, że katastrofa się wydarzyła.

Kompromitująca wypowiedź Millera

Polskie uwagi do raportu MAK nie zostaną przetłumaczone na język angielski, żeby mogli się z nim zapoznać anglojęzyczni odbiorcy na świecie, ponieważ zdaniem ministra Jerzego Millera jest to „niepotrzebne”.

- Nie będzie tłumaczenia na angielski polskich uwag do raportu MAK-u, bo to niepotrzebne. Oświadczył dziś przewodniczący polskiej komisji badającej tragedię smoleńską.

Choć raport MAK, w którym całą odpowiedzialnością za katastrofę obarczeni zostali polscy piloci, opublikowano jeszcze w styczniu, do tej pory anglojęzyczni odbiorcy nie są w stanie zapoznać się z polskimi uwagami i zastrzeżeniami wobec Rosjan.

Uwagi do raportu zostały przekazane jedynie po polski i rosyjsku, a ich tłumaczenie szef MSWiA uważa za niepotrzebne. Brak angielskiej wersji uwaga do raportu MAK praktycznie uniemożliwia zagranicznym komentatorom zapoznanie się z treścią dokumentu, w którym polscy eksperci wskazują na liczne zaniedbania Rosjan, błędy kontrolerów lotu oraz niewłaściwe przygotowanie lotniska.

Choć rząd obiecywał, że tłumaczenie zostanie przygotowane, na stronie premiera pojawił się jedynie krótki komentarz w języku angielskim, a nie wszystkie uwagi do raportu MAK.

- Świat, który jest zainteresowany, bardzo szybko poradził sobie z barierą językową i ta informacja stała się powszechna – stwierdził Jerzy Miller.

Okazuje się jednak, że przewodniczący komisji badającej katastrofę smoleńską nie wierzy bezgranicznie w lingwistyczne umiejętności odbiorców z całego świata. Zgodnie z jego zapowiedzią raport komisji będzie przetłumaczony w całości na język angielski.


Autor: pł, | Źródło: RMF FM,

http://niezalezna.pl/8709-kompromitujac ... dz-millera


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 14 kwi 2011, 08:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Zakrzywienie czasoprzestrzeni

Dwie relacje tego samego Marka Pyzy z tego samego Smoleńska, z tego samego dnia, choć z różnych lat:


Pyza (godz. 12.02 polskiego czasu – relacja na żywo ze Smoleńska; 10 Kwietnia 2010): „Przede wszystkim zdjęcia, które państwo przed chwilą widzieli, to pierwsze zdjęcia z tego miejsca zrobione przez jednego z pracowników TVP. Wszystko się wydarzyło około dwustu metrów stąd za tymi drzewami. Tam runął samolot z prezydentem L. Kaczyńskim na pokładzie około godziny dziesiątej(! - przyp. F.Y.M.).Dwieście metrów w drugą stronę jest hotel, w którym zakwaterowana jest ekipa telewizji. Myśmy jeszcze ten samolot słyszeli, gdy on podchodził do lądowania. Słyszeliśmy wielokrotnie szum silników niemal nad naszymi głowami, ale nic wtedy jeszcze nie budziło niepokoju. To, co my słyszeliśmy później potwierdzali świadkowie, których spotkaliśmy tutaj. Mówią, że czterokrotnie samolot podchodził do lądowania tuż nad drzewami przechylił się pod kątem mniej więcej 45 stopni, lewym skrzydłem zahaczył o wierzchołki drzew, ściął drzewa, wbił się właśnie lewym skrzydłem w ziemię, wyrył spory rów i tam zapłonął. Na miejscu pojawili się strażacy. Dziennikarze natychmiast właściwie wszyscy przyjechali z Katynia do Smoleńska, co nie było łatwe, bo miasto w okolicach lotniska w tym momencie stanęło w korkach. Sytuacja na miejscu, gdy przyjechaliśmy była bardzo dramatyczna. Próbowaliśmy dotrzeć do miejsca katastrofy, ale bardzo szybko pojawiła się milicja, FSB, po chwili również funkcjonariusze służb specjalnych, OMON-u, nie pozwalali nam tam wejść, zatrzymali nawet kilka osób, pracowników TVP (kto został zatrzymany? - przyp. F.Y.M.) i od świadków dowiadywaliśmy się, jak to wyglądało. Jak mówiłem, około dziesiątej samolot runął i stanął w płomieniach. Później nadeszła ta najgorsza wiadomość: wszyscy zginęli” (http://mmariola.salon24.pl/276738,wydan ... k-czesc-ii).


Pyza rok później (tekst z „Uważam Rze” nr10/2011, s. 12-14): „10 kwietnia. Po godz. 8 polskiego czasu. Gdy wchodzimy na teren Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu, tupolew o numerze 101 jest już w powietrzu (…). (Parę stron później po wielu dygresjach opowieść się „wznawia” przed 9-tą polskiego czasu; jest mowa o telefonach Sikorskiego do JK, potem o drodze Tuska i gajowego do Wwy i Pyza pisze zagadkowo – przyp. F.Y.M.): W tym czasie (nie wiemy więc, o jaką godzinę mu tym razem chodzi? - przyp. F.Y.M. - czy o godzinę powrotu ciemniaków do stolicy, czy o godzinę „około 9-tej” zgodnie np. z tym, co zeznawał J. Sasin w sejmie)na katyńskim cmentarzu wszyscy wciąż oczekują prezydenta. Cisza zamienia się w niepokojący szmer. Ktoś biegnie. Znikają funkcjonariusze BOR. Zaczynają dzwonić telefony. Rozchodzą się pierwsze informacje - na razie o awarii samolotu (...) Wsiadamy do samochodu, zabieramy fotoreportera jednego z tygodników (...) Ruszamy z piskiem opon. Prowadzący służbowe auto operator pędzi 170 km/h. Jedziemy środkiem drogi. Nikt nas nie zatrzymuje. Staram się ustalić cokolwiek. Niewiele to daje. .Nie wiemy, czy spadł samolot z państwową delegacją, czy z naszymi kolegami z redakcji. Trudno się do kogokolwiek dodzwonić.Z Polski napływają coraz gorsze wieści. Reuters podaje, że nikt nie przeżył”(Pyza występuje też w słynnej kwietniowej „Misji specjalnej” (2010), w której opowiada o lampaćkach na siewiernieńskim lotnisku http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny ... 10/1629837).


Wróćmy jednak do zagadkowej relacji Pyzy z 10 Kwietnia. Może było tak, że pojechał on po „lądowaniu iła-76” do Katynia po prostu – stąd to świadectwo o krążeniu nad lotniskiem? No ale to by znaczyło, że (mimo pojawienia się na liście (http://clouds.web-album.org/photo/36488 ... -7-04-2010)) nie był z dziennikarską ekipą na pokładzie jaka-40, bo ta widziała iła z płyty. Czy więc był z P. Prusem, który w tejże „Misji specjalnej” wyrażał zdziwienie, że tam przy hotelu jest lotnisko, bo oni przez tydzień tam żadnego statku powietrznego nie widzieli („Tam nie lądował żaden samolot. Nie było żadnego śladu, który mógłby wskazywać, że to było lotnisko”)?


Co to za godzina u Pyzy, ta Dziesiąta, skoro wedle polskiego czasu miała być ca. Dziewiąta, a wedle ruskiego ca. Jedenasta? O godz. Dziesiątej mówią też inni dwaj pracownicy telewizji będący w Katyniu tu: http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny ... ne/1654384 (program niestety składa się głównie z łzawych relacji samych prezenterów i dziennikarzy o tym, co czuli, przekazując informacje o „wypadku” – tak więc nawet nie warto go w całości oglądać; D. Holecka mówi o pierwszej informacji z „prezydenckim jakiem-40”). N. Nowotnik z PAP relacjonuje (16'41'' materiału): „Autokarami wybraliśmy się ze Smoleńska do Katynia koło 9.30. Po godzinie 10-tej, gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie... (…) No i pewnym momencie (…) przyszła ta informacja, że skutki są tragiczne.”


Jest jeszcze opowieść z samego Smoleńska, pewnej nauczycielki polskiego pochodzenia przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po01.txt): „Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (ok. 10.00 czasu moskiewskiego). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra.


Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. Opary ustąpiły równie szybko, jak się pojawiły. Zdaniem kobiety,około godziny 10.00wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszawszy wybuch, zaczęli biec w kierunku szosy. Kobieta ruszyła za nimi. Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali”.


Jeśli więc przyjmujemy, że o godz. 8.41 pol. czasu doszło do Zdarzenia, to w Smoleńsku najwyraźniej była to 9.41, zaś w Moskwie 10.41. Jeśli jednak polscy świadkowie posługiwali się czasem moskiewskim, a nie smoleńskim, to byli spóźnieni o godzinę w stosunku do tego, co się działo na Siewiernym. Pyza o godz. 12-tej pol. czasu opowiada na antenie TVP o tym, co zdarzyło się o 10-tej lokalnego czasu.


Pozostawiam te kwestie na razie w zawieszeniu, bo jeszcze one wrócą w dalszych blogerskich analizach. Nie daje mi jednak spokoju to 4. podejście – nie tylko kiedy ono było, ale i do kogo ono należało? Pierwsze wykonał jak-40, następne dwa ił-76. Jaka maszyna dokonała 4. podejścia? Czy to był np. „prezydencki jak-40” pilotowany przez śp. gen. A. Błasika dokonujący rekonesansu i stwierdzający, że nie ma delegacji czekającej na Prezydenta (delegacja pojawi się z godzinnym opóźnieniem (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... zonie.html, http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... mieni.html)), czy też jakaś maszyna, która przeleciała nad Siewiernym tylko po to, by pirotechnicy mogli potem upozorować „wybuch samolotu” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... o-838.html)? Czy... i to, i to? Na to ostatnie możliwe rozwiązanie wskazywałaby relacja moonwalkera S. Wiśniewskiego, który w pewnym momencie swoich zeznań sejmowych wspomina o tym, że katastrofę małego, wojskowego samolotu poprzedziło jakby lądowanie jakiegoś innego samolotu, który zaraz odleciał.


http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny ... 10/1697595 A. Macierewicz mówi, że otrzymał pierwszą informację o 10.47 czasu moskiewskiego (03'03'')

http://freeyourmind.salon24.pl/297779,z ... rzestrzeni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 20 kwi 2011, 23:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Na kolana, łajdaki!

Trudno doprawdy „Gazecie Wyborczej” popisać się tekstem na tyle obłudnym, by jeszcze zwracał uwagę po tylu dotychczasowych − a jednak… Ostatnio zaniosła się ona współczuciem, jakie to dla smoleńskich rodzin musi być straszne, że naraża się je na ekshumację szczątków bliskich.

Chodzi oczywiście o trefny protokół sekcji zwłok śp. Zbigniewa Wassermana, w którym opisano stan organów wewnętrznych, których zmarły wcale nie miał, bo mu je swego czasu usunięto w ramach leczenia operacyjnego. Ten protokół jest oczywiście jednym z wielu znaków, iż rosyjskie „śledztwo” to piętrowe oszustwo, ale, zbiegiem okoliczności, daje właśnie możliwość przygwożdżenia tego oszustwa. I w chwili, gdy przypadkiem taki dowód się nadarzył, michnikowszczyzna leje krokodyle łzy: nie ekshumujmy, po co, czy ci, którzy do tego wzywają, nie mają serc? Czy nic ich nie obchodzi, co czują rodziny?

Od roku, od pierwszych chwil po katastrofie, „Wyborcza” prowadzi konsekwentnie kampanię zohydzania nieżyjących pilotów tupolewa oraz ich przełożonego, śp. generała Błasika (o samym śp. Prezydencie nie wspominając). Nigdy jakoś czułych sumień redaktorów z Czerskiej nie nawiedziła myśl, co czują rodziny ofiar, gdy oni kolportują sowieckie oszczerstwa o „naciskach”, o bezmyślnym szarżowaniu we mgle, o pijanym generale, naciskającym na podwładnych.

Nie było żadnych słów o „debeściakach”. Nie było słów „jeśli tu nie wylądujemy, to on się będzie mnie czepiał”, nie było przed odlotem żadnej awantury generała z pilotami, żadnego jej zapisu kamery przemysłowej, ani żadnego świadka, który miał niby o niej opowiedzieć. Piloci nie próbowali lądować „za wszelką cenę”, i więcej, nie próbowali w ogóle lądować, na regulaminowej wysokości podjęli decyzję o odejściu. Nie wykazali się też wcale niekompetencją, używając przycisku „uchod”, działającego jakoby tylko we współpracy z lotniskowym systemem ILS, którego na Siewiernym nie było − okazuje się, że znali posiadany sprzęt, usprawniony względem standardowego, i że przycisk powinien był zadziałać, tak jak zadziałał w bliźniaczym tupolewie podczas prokuratorskiego eksperymentu. Przy okazji prokuratura stwierdziła też, że nie znalazła żadnych najmniejszych śladów wywierania przez kogokolwiek na pilotów nacisku. A w zwłokach ludzkich wytwarza się w krótkim czasie, jak twierdzą anatomopatologowie, tzw. alkohol endemiczny. Zresztą wspomniany na początku przykład pokazuje, na ile rosyjskie protokoły sekcji zwłok są wiarygodne.

Przez cały rok polskie, czy raczej tylko polskojęzyczne media karmiły Polaków podłymi kłamstwami. Na kłamstwach tych zbudowały całą piramidę insynuacji, niedomówień, aluzji, łypania okiem. Korowody funkcjonariuszy władzy i celebrytów różnej rangi z grymasem wyższości bądź politowania powtarzały, że „przecież” wszystko jest wiadome, oczywiste, jasne, żadne czarne skrzynki czy badania wraku, nie mówiąc już o ekshumacjach, nikomu do niczego nie są potrzebne.

A teraz, kiedy docierają do opinii publicznej fakty obnażające bezmiar nikczemności oszczerców, czy którykolwiek z nich poczuwa się, by przeprosić? Skądże znowu. Oni nawet nie przestają powtarzać swych łgarstw nadal, najbezczelniej, w zupełnej pogardzie dla rzeczywistości, o tyle tylko dostosowując się do zmienionej sytuacji, że nie formułują już zbyt łatwych do przygwożdżenia kłamstw wprost, ale na poziomie niedomówień, napomknień i autorytatywnych stwierdzeń, na poziomie tego „przecież” − wciąż powtarzają swoje. I do starych manipulacji dodają wciąż nowe, jak choćby to o usuniętej przez Rosjan tablicy, gdzie starannie unikają informacji, że umieszczona ona została w Smoleńsku podczas oficjalnej ceremonii, z udziałem miejscowych władz i polskiego konsula, by tym niedomówieniem wytworzyć atmosferę nagonki na Zuzannę Kurtykę, jakby przekradła się do Smoleńska nocą, by potajemnym, nieodpowiedzialnym użyciem wiertarki sabotować wysiłki naszych najmiłościwiej panujących na rzecz pojednania narodów.

„Na kolana, łajdaki − sypać popiół na głowę!”. Ależ zagęgało z oburzenia całe to parszywe towarzystwo, gdy rok temu rzucił mu w załgane gęby te słowa Marcin Wolski. A dziś, po roku, można tylko, i trzeba, powtórzyć je jeszcze głośniej.

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/

Poprostu starają się jak mogą, jak tylko potrafią, abyśmy żyli w... matrixie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 22 kwi 2011, 17:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Człowiek Putina?

10 kwietnia szum informacyjny zaczął działać o wiele wcześniej niż mogłoby to się dzisiaj wydawań. Służby prasowe premiera poinformowały, że leci on samolotem na specjalne posiedzenie rządu. On sam później wyznał, że podróż samochodem z Gdańska do Warszawy zajęła mu 2 godziny.

Podobnie ma się rzecz z Bronisławem Komorowskim. On sam opowiadał w wywiadzie dla Le Monde, że przebywał wówczas na Mazurach w Budzie Ruskiej i kiedy dowiedział się o katastrofie poprosił syna o wyprasowanie koszuli, włożył ciemny garnitur i ruszył samochodem do Warszawy. Jednak kancelaria Marszałka sejmu poinformowała, że marszałek wraca do stolicy z Trójmiasta.

Czy spędził bezsenną nerwową noc w Trójmieście z Tuskiem czy też spokojnie sobie spał w Ruskiej Budzie, tak na prawdę nie wiadomo? Może informacja o Trójmieście to dzieło medialnych doradców, zdaniem, których informacja o tym, że Komorowski po tragedii w Rosji wraca z Ruskiej Budy to niezbyt dobry dla uszu Polaków komunikat? Czy w tak dramatycznych chwilach mógł ktoś tak zupełnie na zimno zajmować się PR-em?

Myślę jednak, że najważniejsze rzeczy dla tego, co miało się dziać przez następne miesiące nie decydowało się na trasie Trójmiasto-Warszawa czy Buda Ruska-Warszawa. To nie premier Polski ani druga osoba w państwie, marszałek sejmu byli w tym dniu dla Kremla najważniejsi. To nie Polski rząd zdawał na szóstkę ważny egzamin.

W tym czasie najważniejszą dla Moskwy osobą w Polsce, takim niejako p.o. premiera był poruszający się na trasie Dęblin-Warszawa pułkownik Edmund Klich, ruskie narzędzie służące do związania polskiej stronie rąk załącznikiem 13 do konwencji chicagowskiej. Jak to się stało, że osoba, która z wyjaśnianiem smoleńskiej katastrofy nie powinna mieć nic wspólnego z racji tego, że rozbity samolot był państwowy, a jego lot wojskowy? Edmund Klich zaś był przewodniczącym komisji przewidzianej do badania wypadków w lotnictwie cywilnym o czym doskonale wiedział. Oto jego wypowiedź z 6 maja 2010 roku podczas przesłuchania przed sejmowa komisją infrastruktury:

„Rozpocznę od pierwszej informacji, o której – jak większość pewnie z państwa – dowiedziałem się o katastrofie z mediów. Nawet dzwonił jeszcze syn. Mówi: tato czy wiesz, co się dzieje? Włączyłem TVN 24, widzę, co się dzieje, w związku z tym natychmiast zacząłem się pakować i jadę do Warszawy, bo wiedziałem, że już może być problem prawny. Dlaczego? Dlatego, że samolot jest samolotem – był – samolotem lotnictwa państwowego. Załoga była wojskowa. W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym”

Później następuje coś takiego, dzięki czemu postać Edmunda Klicha nie daje mi do dziś spokoju. Najpierw zacytujmy kłamstwo, które dobitnie wykazuje, że to natychmiastowe pakowanie się i jazda do Warszawy wcale nie była taka spontaniczna i nastąpiła najwyraźniej na rozkaz z Moskwy:

„Tak gdzieś w połowie drogi, chyba w rejonie Garwolina, bo ja mieszkam w Dęblinie i na weekendy jeżdżę do Dęblina, w tygodniu czy jak potrzeba to mieszkam w Warszawie, także nie ma jakiegoś problemu tutaj dojazdu, szybkości na miejsce wypadku czy coś. W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. (...) On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to, jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska, jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku. Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.”

Kiedy od tej wypowiedzi minęło kilka miesięcy i Klich zdał sobie sprawę, że ludzie i niektóremedia nie kupują bezkrytycznie polsko-ruskich dezinformacji. Doszedł też zapewne do wniosku, że istnieje coś takiego jak bilingi i prawdopodobieństwo, że następna władza niekoniecznie będzie szła na pasku Berlina i Moskwy. Dlatego też w udzielonym Gazecie Polskiej wywiadzie postanowił rozbroić ów granat, jakim było kłamstwo przed sejmową komisją i zabezpieczyć swój tyłek na przyszłość:

GP - Wkrótce potem - jako pierwszy, zanim zrobił to ktokolwiek ze strony polskiej - zadzwonił do Pana Aleksiej Morozow, wiceszef MAK?

Edmund Klich - Przy okazji chcę tu uściślić pewną informację: Morozow do mnie dzwonił, gdy jeszcze byłem w domu, a nie na trasie do Warszawy, jak powiedziałem w pierwszym przesłuchaniu sejmowym

Nie jesteśmy naiwni i widzimy jak na dłoni człowieka, który tak naprawdę na rozkaz Putina rusza bez zbędnej zwłoki do wykonania powierzonego mu zadania.

Po deklaracji Miedwiediewa o woli wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa powstało niebezpieczeństwo, że „nasz człowiek w Warszawie” Tusk, może ulec pod naciskiem polskiej ekipy, która znalazła się w Moskwie. Nie jest tajemnicą, żeby byli tam i ludzie patriotycznie nastawieni i niezwykle zdeterminowani do wyjaśnienia tego, co stało się pod Smoleńskiem. Zadaniem Klicha było wywołanie kłótni i konfliktów, które zaowocowały odesłaniem „krnąbrnych” ekspertów i prokuratorów do Warszawy.

Jak to opisywał sam Klich?

"I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu - no, powiedziałbym dosyć ostro - powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem... przyjąłem, jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow".

Mamy dzień 13 kwietnia, konflikt wywołany celowo przez Klicha i ciągły brak oficjalnej zgody na procedowanie według 13 załącznika. Co robi Putin? On postanawia z wykorzystaniem telekonferencji ukazać się sam całemu światu w towarzystwie szefowej MAK Anodiny, wicepremiera Iwanowa i oczywiście pułkownika Edmunda Klicha już jakby zaakceptowanego polskiego akredytowaneg przy MAK.

„W kolejny dzień, to był poniedziałek, a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego …przepraszam…o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. Chyba, że jakiś samolot, może przelecę się jakimś Tu-22 albo coś i to wtedy można, prawda? Wszystko możliwe jest, szczególnie w tak mocnym państwie. No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina, szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13.”

Teraz zakładając naiwnie, że Tusk nie bierze udziału w tej grze, to powinien on odważnie przeciwstawić się tej perfidnej grze Putina, walnąć pięścią w stół natychmiast odwołać ewidentnego szkodnika Klicha do Polski.

Tymczasem to Władimir Putin od samego początku rozdawał karty i kto wie czy już na długo przed 10 kwietnia nie wiedział, kto z polskiej strony zasiądzie u boku generałowej Anodiny?

Odpowiedzmy teraz sobie na pytanie, czy jest możliwe, aby Tusk był aż takim tchórzem, ignorantem czy zwykłym pożytecznym idiotą? Nawet gdyby tak było, czy możliwym jest, aby ktoś ze służb czy doradców nie uświadomił mu, w co gra Putin i jaką rolę pełni pułkownik Edmund Klich?

Moim zdaniem nie jest to możliwe.

Mały namiot Solidarnych 2010 na Krakowskim Przedmieściu budzi niepokój i strach wśród rządzących.

Mam nadzieję, że kiedyś ujrzymy długą ławę oskarżonych o zdradę Polski zaprzańców. Mam również nadzieję, że na tej ławie nie zabraknie Donalda Tuska i Edmunda Klicha.

http://kokos.salon24.pl/300352,czlowiek-putina


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 22 kwi 2011, 21:40 
Offline
Dziennikarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 lip 2009, 23:02
Posty: 397
blokowanie prawdy o Katyniu uroslo do rangi dogmatu rzadu Tuska. Pamietam jak sie dziwilem rok temu dlaczego rodzina tragicznie zmarlego czlonka rodziny w katastrofie smolenskiej nie moze wyegzekwowac swojego prawa do potwierdzenia tozsamosci pochowanego w sytuacji uzasadnionych watpliwosci.
Juz wtedy zakladalem, ze to celowa polityka rzadu ktora ma na celu niedopuszczenie do ewentualnego otwarcia puszki pandory w zwiazku z pogrzebanymi cialami zmarlych.
Bo co by sie stalo gdyby okazalo sie, ze w trumnie lezy ktos inny?, nie ma ciala w ogole? lub co ciekawsze cialo nosi cechy "dziwnych uszkodzen" ktore trudno wytlumaczyc tylko zwykla katastrofa?
Caly rezim Tuska wisialby na wlosu bo prawda moglaby byc dla niego zabojcza.
Sadzilem, ze ten rzad poprzez naciski na prokurature bedzie blokowal ekshumacje i ponizej jest tego potwierdzenie w rozmowie z wdowa po sp. P. Gosiewskim. Nagle poczulem te calkowita bezsilnosc jednostki w konfrontacji z wrogo nastawionym do niej panstwem na dodatek pozbawionym ochrony IV wladzy czyli mediow. Sytuacja naprawde nie jest do pozazdroszczenia i obawiam sie, ze do wyborow nie dojdzie to ekshumacji.


Tak jest nie tylko w tym przypadku, tak jest na kazdym kroku dochodzenia w sprawie przyczyn katastrofy, prawda jest za wszelka cene blokowana. To tylko dowodzi, ze nie maja czystych sumien, nie wiem czy byli zaangazowani w zamach, moze tylko o nim wiedzieli ale widac, ze jest naprawde cos waznego do ukrycia od czego moze zalezec dalsze trwanie tego rzadu a moze i byt jego przywodcow.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto i dlaczego blokuje śledztwo smoleńskie?
PostNapisane: 23 kwi 2011, 00:36 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3195
Ja mam wrażenie, że Rosja tak zadziałała, że zatrzęsły się portki samego Tuska na same słowa.
Uważam, że Go po prostu zastraszyli i szantażują do tego stopnia, że rząd idzie w takim stopniu na ugodę.
No cóż, wystarczyło, że Putin pogroził Tuskowi, że jak mu się tu będą jakieś saperki i łopatki szwendać, to mu zrobią parę bombek na Wiejskiej...albo w metrze, teatrze...
Robią wszędzie, więc Tusio się wystraszył. Teraz zrobili akuku na Białorusi i co...
Podskoczyłbyś...
Trzeba poczekać, aż się zółtko rozleje, jak same przepowiednie prognozują... :roll:
Po drodze zadepczą Ukrainę, która tak bardzo leży Asindziejaszkowi na grdyce... :P
Cóż, wszystko w rękach Sprawiedliwości...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 17 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /