Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 04 sty 2013, 09:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Kiedy jako naród w całej swojej masie dostrzeżemy że nas likwidują?

Suwerenność wyprowadzana tylnymi drzwiami

W uzasadnieniu ustawy o ratyfikacji paktu fiskalnego czytamy, że musimy go ratyfikować bo… jest dobry dla Unii Europejskiej i my musimy go przyjąć – mówi PCh24.pl dr hab. Krzysztof Szczerski, politolog, poseł PiS.

Obrazek

Dyskusja nad projektem ustawy ratyfikującej pakt fiskalny toczyła się nie na sejmowym forum, ale w komisjach sejmowych, dokument miał być głosowany 4 stycznia, czyli w ekspresowym tempie. Głosowanie nad nim zostało jednak ostatecznie przełożone na luty. Czy tak powinien wyglądać proces ratyfikacji umowy międzynarodowej?

Rzeczywiście, przebieg ratyfikacji paktu fiskalnego jest kontrowersyjny. Pierwsze czytanie projektu ustawy ratyfikacyjnej odbyło się w czasie obrad połączonych komisji: ds. Unii Europejskiej, Spraw Zagranicznych i Finansów Publicznych.

Nie ma mowy również o żadnej poważnej debacie nad kwestią ratyfikacji tego dokumentu. Początkowo ratyfikacja paktu fiskalnego planowana była na 4 stycznia, a marszałek Sejmu Ewa Kopacz nie wyraziła zgody na dyskusję, co oznaczało, że przedstawiciele klubów parlamentarnych mogliby jedynie przedstawić swoje stanowisko w dziesięciominutowym wystąpieniu.

Przedstawiciele PO użyli więc wszystkich możliwych kruczków prawnych, by ratyfikację paktu fiskalnego przeprowadzić poza świadomością, wiedzą i uczestnictwem obywateli.

Dlaczego rząd chce, by o tej sprawie było jak najciszej?

Dlatego, że pakt fiskalny jest w gruncie rzeczy sprzeczny z polską Konstytucją. Jest też umową międzynarodową niekorzystną dla naszego kraju. Rząd jest świadomy, że ma większość w parlamencie i
dlatego nie myśli zajmować się debatą na ten temat. A taką debatę po prosty by przegrał. Ta świadomość sprawia, że rządzący chcą zdeprecjonować rangę debaty o ratyfikacji paktu.

Warto też zwrócić uwagę na treść uzasadnienia przyjęcia tego dokumentu. Mówiąc w skrócie, czytamy tam po prostu, że pakt fiskalny musimy ratyfikować, bo… jest dobry dla Unii, a my po prostu musimy to zrobić. I tyle. Brakuje poważnych argumentów za jego przyjęciem.

Co oznacza dla Polski przyjęcie paktu fiskalnego?

Pakt fiskalny w praktyce będzie prowadził do tego, że silniejsze państwa wraz z centralną ponadnarodową biurokracją unijną wezmą w kuratelę państwa słabsze. W tym miejscu pojawia się pytanie o zakres tej kurateli i suwerenność naszego kraju.

Inną sprawą jest to, że pakt fiskalny zmieni charakter Unii Europejskiej. Będzie to inna organizacja niż ta, do której zgłaszaliśmy swój akces.

Inna, to znaczy jaka?

Unia Europejska stopniowo rozpada się od środka. Pakt fiskalny to pierwszy poważny dokument, który świadczy o ugruntowaniu tego procesu. Kategoryzuje on państwa na silniejsze i słabsze, zwiększa też wpływy unijnej biurokracji, prowadzi do wewnętrznej blokady i zamknięcia się strefy euro. Jeśli rządząca koalicja ratyfikuje pakt fiskalny to Polska - jako jeden z krajów słabszych i biedniejszych w Unii Europejskiej – znajdzie się pod dużym wpływem Brukseli i silnych krajów Europy. Zwiększy to naszą peryferyjność w Unii. Czyli skutek będzie dokładnie odwrotny od tego, co głosi rząd Tuska.

Ale pakt fiskalny zagraża też naszej suwerenności wewnętrznej, bo – zgodnie z jego założeniami – co prawda nasz parlament będzie decydował o polskim budżecie i o celach, na jakie przeznaczane są płacone przez Polaków podatki, ale podlegać to będzie wytycznym unijnej biurokracji i nadzorowi silnych państw UE.

Czy sposób ratyfikacji paktu fiskalnego przez rządzących stanowi precedens?

Problem w tym, że pakt fiskalny to nie pierwszy dokument, który Polska w ostatnich latach po cichu przyjęła. Premier Donald Tusk już jakiś czas temu podpisał na przykład tzw. Pakt Euro Plus, który dopuszcza, by Bruksela przesyłała Polsce rekomendacje dotyczące kształtu budżetu. Szef rządu nie informował o tym podpisie parlamentu. A przecież dokument ten zezwalał podmiotom zewnętrznym na szerszy zakres ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski.

Podobnie stało się w przypadku zgody premiera Tuska na to, by środkami z rezerw NBP wesprzeć fundusz, który ma być formą pomocy krajom strefy euro pogrążonym w nierównowadze finansowej. W tej sprawie również nikt nie zapytał parlamentu o zdanie: ani z rządu, ani z banku. Sprawa ratyfikacji paktu fiskalnego nie jest więc niestety precedensem.

Rozmawiał Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/suwerennosc-wyprowa ... 308,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 05 sty 2013, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Katolicki duchowny, a jakby nie katolicki i nie duchowny.

Pocałunki pokoju ks. Sowy

„Jeśli ktoś uważa, że Kościół w Polsce jest dziś prześladowany, to żyje w kraju, którego nie ma” – powiedział ks. Kazimierz Sowa w rozmowie z „Polską The Times”. Ramię w ramię z Janem Dworakiem wyraża podobną opinię, przeciwstawiając się Kościołowi, w tym także polskiemu Episkopatowi, który dla Telewizji Trwam domaga się miejsca na multipleksie cyfrowym.

Kościół w świecie, Europie, w Polsce jest prześladowany na różne sposoby, a fakt nieprzyznania miejsca na multipleksie cyfrowym katolickiej Telewizji Trwam jest przejawem nienawiści do Kościoła w naszej Ojczyźnie – mówił w ubiegłym roku na Jasnej Górze podczas 49. Pielgrzymki Rodzin Osób Powołanych i Wspierających Powołania ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Okazuje się, że inne zdanie na ten temat ma ks. Kazimierz Sowa. Czerpiąc garściami z obowiązującego w państwie optymizmu, stwierdza, że „jeśli ktoś uważa, że Kościół w Polsce jest dziś prześladowany, to żyje w kraju, którego nie ma”. Wyraźnie oderwany od rzeczywistości ks. Sowa, oficjalnie sympatyzujący z politykami, którzy opowiadają się przeciwko nauczaniu Kościoła katolickiego, donosi, że „[jeśli] o. dr Tadeusz Rydzyk] uważa, że dziś Kościół w Polsce nie ma prawa wygłaszać swojego posłannictwa, to znaczy, że pomyliły mu się epoki”.

Dziwnie brzmią tego rodzaju wypowiedzi w kontekście milionowych protestów polskich katolików wspieranych przez Episkopat, którzy od wielu miesięcy domagają się bezskutecznie prawa do własnej telewizji na cyfrowym multipleksie. Czyżby dyrektor religioznawczej stacji o nich nie słyszał?

– W wielu jego [ks. Sowy] słowach prawdziwe są jedynie te, które mówią, iż czasy się zmieniły. Ale ja też żyłem w Polsce w czasie komunizmu i dziś widzę, że metody, jakimi posługują się przeciwnicy Kościoła, są bardziej przewrotne niż w przeszłości – zauważa ks. bp Wiesław Mering w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

– Ale to jednak może umknąć nieuważnemu obserwatorowi, jakim wydaje się właśnie ks. Sowa należący do tej samej grupy co ks. Adam Boniecki i kilku ekskapłanów, którzy rozdają pocałunki pokoju „Nergalowi” – wyjaśnia.

– Ja bym udzielił ks. Kazimierzowi Sowie jednej rady, która pochodzi z czasów starożytnych: „Jeśli coś mówisz, zastanów się, co mówisz” – podsumowuje ordynariusz włocławski.

Przywołuje sytuację, gdy do Sokratesa przybiegł zdyszany posłaniec z jakąś wiadomością. Wtedy filozof zapytał go, czy ta wiadomość jest dobra. Usłyszał, że nie. Wówczas padło pytanie, czy jest prawdziwa. Także nie padła pozytywna odpowiedź. Sokrates zapytał więc, czy jest piękna, a kiedy usłyszał, że nie bardzo, powiedział: „A więc po co chcesz cokolwiek mówić?”. – Tak więc za przykładem Sokratesa, chcę poradzić ks. Kazimierzowi Sowie, żeby lepiej nic nie mówił, bo słusznie może zostać zaliczony do tych, którzy nie stają po właściwej stronie – kwituje ksiądz biskup.

Anna Bałaban

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -sowy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 06 lut 2013, 07:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Errata do raportu

Raport na temat kondycji Centrum Zdrowia Dziecka przygotowany przez zespół powołany przez ministra zdrowia zawiera kilkaset błędów – oceniają władze szpitala. I zapowiadają erratę.

Rzecznik CZD Paweł Trzciński zapowiada, że błędy zostaną wykazane w opublikowanej w najbliższych dniach erracie. Trzciński tłumaczy, że błędy są poważne, dotyczą m.in. zestawień, np. w sprawie zatrudnienia lekarzy i znacząco wpływają na obraz sytuacji Centrum. – Ten raport jest dla nas wysoce krzywdzący. Wnioski w raporcie są fałszywe, wyciągnięto je z fałszywych przesłanek, więc musimy jest sprostować – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” rzecznik Centrum.

Kontrolę oceny przyczyn kłopotów finansowych, potrzeb oraz warunków reorganizacji CZD przeprowadził trzyosobowy zespół ekspertów: Piotr Pobrotyn, dyrektor Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (szef), dr Maria Ilnicka-Mądry, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie, i prof. Krzysztof Warzocha, dyrektor warszawskiego Centrum Onkologii. Zespół został powołany w październiku 2012 r. przez Bartosza Arłukowicza. Zasadnicza teza raportu brzmi: głównych przyczyn fatalnej kondycji placówki należy upatrywać w jej złym zarządzaniu. Miałoby się ono przejawiać m.in. w przeroście zatrudnienia, w administracji, wśród ogrodników, inspektorów ochrony środowiska; zbyt rozbudowany jest też zespół ds. komunikacji społecznej i obsługi pacjentów. – W moim zespole jest jedna osoba, która obsługuje firmy, które chcą od nas uzyskać rekomendacje. Fundusze pozyskane przez mój zespół przewyższają koszty jego powołania – informuje Trzciński.

Według ustaleń zespołu, jednym z najistotniejszych powodów fatalnej kondycji finansowej placówki jest polityka kadrowo-płacowa, a nie zbyt niska wycena procedur pediatrycznych, a brak działań naprawczych nie daje gwarancji stabilnego funkcjonowania szpitala w kolejnych latach. W ten sposób resort odniósł się do planu naprawy sytuacji finansowej placówki, który w grudniu ubiegłego roku przedstawiło kierownictwo CZD. Zapowiedziano m.in. zmniejszenie wynagrodzeń o 8 proc., redukcję zatrudnienia mniej więcej o 100 osób oraz ograniczenie administracji. Miałoby to dać 20 mln zł oszczędności rocznie. Zespół ocenił też, że w obecnej sytuacji finansowej placówki niezbędne jest uruchomienie „systemowego mechanizmu restrukturyzacji długu”, a „kategorycznym warunkiem” skuteczności procesu restrukturyzacji oraz dalszego prawidłowego funkcjonowania CZD jest dokonanie głębokich zmian reorganizacyjnych gwarantujących stałe generowanie dodatniego wyniku finansowego bądź przynajmniej bilansowanie przez Instytut koszów swojej działalności przez osiągane przychody.

Autorzy raportu zwrócili uwagę, że w CZD jedynie 5 z 27 oddziałów oraz 7 z 33 poradni nie przynosi strat. A wynagrodzenia pracowników przewyższają przychody uzyskiwane przez poszczególne kliniki. Jako przykład podano Klinikę Pediatrii i Żywienia, w której od lat wartość wynagrodzeń jest wyższa od wartości kontraktu z NFZ. „Za okres styczeń-wrzesień 2012 r. wynosi ona ponad 170 proc. przychodu z NFZ” – czytamy w raporcie.

Dane z sufitu

Z tymi argumentami nie zgadzają się władze Centrum. Ich zdaniem, dane zespołu są wyssane z palca, a przykład Kliniki Pediatrii i Żywienia godzi wprost w prof. Janusza Książyka, jej kierownika i dyrektora Centrum. – Nie mamy pojęcia, jak te wszystkie liczby zsumowano. W raporcie podano, że w Klinice Pediatrii i Żywienia na 35 łóżek jest zatrudnionych 41 lekarzy. Tymczasem w tej klinice jest zatrudnionych 12 lekarzy. Oprócz tego jest 27 rezydentów. Nawet więc jeśli dodamy te liczby, to żadną miarą nie wyjdzie 41. Poza tym rezydentów nie można traktować jako pełnoprawnych lekarzy, gdyż nie wykonują wielu czynności stricte lekarskich, zostali przysłani do kliniki przez ministra zdrowa na naukę. Traktowanie ich jako pełnoprawnych lekarzy dowodzi tylko niewiedzy ze strony członków komisji – ripostuje Trzciński. W jego ocenie, w raporcie nie uwzględniono też faktu, że pensje rezydentów są opłacane z oddzielnej puli środków, jakie na szkolenia przeznacza resort zdrowia.

Według rzecznika CZD, raport nie może być miarodajny ze względu na fakt, iż zespół ekspertów tylko raz wizytował Centrum. – W raporcie zostały przedstawione wnioski, które pan minister Arłukowicz postawił jeszcze przed powołaniem komisji – puentuje Trzciński. Jego zdaniem, raport ma odwrócić uwagę od kwestii zasadniczej: szumnie przez resort zdrowia zapowiadanej zmiany wyceny procedur pediatrycznych. – Dla mnie ten raport to tylko zasłona dymna. Od dawna wiadomo, że wycenę świadczeń w pediatrii trzeba zmienić. Wydaje się, że ostatnim, który o tym nie wie, jest minister Arłukowicz.

To skandal – komentuje Bolesław Piecha (PiS), szef sejmowej Komisji Zdrowia. – Wielka szkoda, że nie mogliśmy zapoznać się wcześniej z raportem. Uniknięto by tym samym wielu zbędnych dywagacji – ocenia Trzciński. – Nad dyrektorem CZD przeprowadzono sąd kapturowy. A jeżeli wyszły jakieś rewelacje, to co przez ostatnie pięć lat robiła Platforma Obywatelska, by im zapobiec? Ten raport to kolejna zagrywka, by umieć wytłumaczyć własne zaniedbania i błędy kosztem kogoś innego – puentuje Piecha. Ministerstwo Zdrowia sprawy nie komentuje.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... portu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 22 lut 2013, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Smutne, ale prawdziwe. Prawnuk wielkiego patrioty pracuje dla likwidatorów Polski.

Pacyfista w służbach

Piątek, 22 lutego 2013 (02:05) Bezpartyjny fachowiec, a do tego prawnuk Henryka Sienkiewicza – tak mówiono o Bartłomieju Sienkiewiczu, nowym ministrze spraw wewnętrznych, tuż po ogłoszeniu jego nominacji. Ale do resortu nie przychodzi osoba nieznana: Sienkiewicz to wieloletni doradca premiera Donalda Tuska, blisko związany najpierw z dawną Unią Wolności, a potem z Platformą Obywatelską.

To, że Sienkiewicz jest anonimowy dla większości Polaków, nie jest niczym dziwnym, bo nigdy nie ubiegał się o mandat posła lub senatora, a nawet radnego, więc ludzie nie mieli okazji go bliżej poznać.

Ale w polityce jest czynny od dawna. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, historyk, w latach 80. zaangażował się w działalność opozycyjną i nawiązał znajomości, które w III RP zdecydowały o jego przyszłości. Był czynny w pacyfistycznym ruchu Wolność i Pokój, gdzie poznał Jana Rokitę, a potem Krzysztofa Kozłowskiego. To Kozłowski, najpierw wiceminister, a potem minister spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i pierwszy szef Urzędu Ochrony Państwa, ściągnął Sienkiewicza do MSW. Tam dawny pacyfista włączył się w proces weryfikacji funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a potem trafił do UOP – kierował Biurem Koordynacji i Prognoz. Służbę zakończył w stopniu kapitana, a potem był jeszcze doradcą w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i członkiem Rady Centralnego Ośrodka Szkolenia ABW.

Warto podkreślić, że razem z nim do Urzędu Ochrony Państwa przyszli wtedy inni koledzy z WiP, w tym Konstanty Miodowicz (szef kontrwywiadu UOP, obecny poseł PO), Wojciech Brochwicz (dyrektor w UOP, potem wiceszef MSWiA w rządzie Buzka) i Piotr Niemczyk (wicedyrektor wywiadu UOP). Teraz Krzysztof Kozłowski w samych superlatywach wypowiada się o swoim dawnym podwładnym, chwali go jako człowieka doskonale przygotowanego do sprawowania funkcji szefa MSW, „państwowca” itd. Podobne peany padają z ust Miodowicza i Niemczyka.

Bezpartyjny, ale swój
Po odejściu z Urzędu Ochrony Państwa Bartłomiej Sienkiewicz zaangażował się w tworzenie i rozwijanie Ośrodka Studiów Wschodnich (był jego wicedyrektorem). Tam z kolei poznał Jacka Cichockiego, swojego poprzednika na stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Potem zajmował się m.in. doradztwem gospodarczym, pomagając firmom robiącym interesy na Wschodzie, głównie na Ukrainie. Był analitykiem i ekspertem od spraw wschodnich, zwłaszcza rosyjskich, dlatego media chętnie zapraszały go do współpracy, a często pisuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”. I zapewne ta publicystyczna, ekspercka działalność Sienkiewicza zjednała mu opinię bezpartyjnego fachowca. Nic bardziej błędnego – minister nie jest członkiem partii, ale to nie znaczy, że nie ma określonych poglądów, a te akurat zawsze sytuowały go najpierw przy Unii Demokratycznej i Unii Wolności, a potem przy Platformie Obywatelskiej.

Nowy minister rzadko wypowiadał się w konkretnych sprawach (nie licząc tekstów publicystycznych i książek), trudno byłoby go więc określić mianem „liberała” czy „konserwatysty”. Ale o jego politycznych konotacjach świadczą dwa wydarzenia. W 2007 r., gdy ówczesny minister edukacji Roman Giertych zaproponował zmiany na listach lektur szkolnych przez wykreślenie m.in. książek Witolda Gombrowicza, Fiodora Dostojewskiego oraz Johanna Wolfganga Goethego i wpisanie do kanonu dzieł np. Jana Dobraczyńskiego, Sienkiewicz zaprotestował. W imieniu Stowarzyszenia Rodziny Henryka Sienkiewicza oświadczył, że domaga się wykreślenia z listy lektur dzieł swego antenata, bo „miejsce książek Sienkiewicza jest wśród usuniętych dzieł literatury światowej i polskiej, a nie wśród książek Jana Dobraczyńskiego”.

Z kolei tuż po katastrofie smoleńskiej był jednym z sygnatariuszy listu otwartego do obywateli Rosji pt. „Spasiba”, w którym podziękowano Rosjanom za ich postawę po 10 kwietnia 2010 r. i zaapelowano o pojednanie polsko-rosyjskie. Od eksperta w sprawach wschodnich można było oczekiwać większej przenikliwości…

Doradca Tuska
Premier Donald Tusk nie ukrywał, że Bartłomiej Sienkiewicz to jego wieloletni doradca, ale też podkreślał, że jest to osoba spoza „bieżącej polityki”. To ładnie brzmi, ale nowy minister nigdy nie zerwał z polityką, właśnie tą bieżącą, i miał na pewno wpływ na wiele decyzji podejmowanych przez wysokich urzędników państwowych, w tym także premiera. Sienkiewicz najpierw wspierał Jana Rokitę, potem był doradcą marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego. Zażyłość z Rokitą nie przeszkadzała Tuskowi, który chętnie korzysta z podpowiedzi Sienkiewicza. Pojawiły się nawet nieoficjalne informacje, że to on podsunął premierowi Jacka Cichockiego – najpierw jako sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych, a potem namawiał Tuska do tego, aby Cichocki został ministrem spraw wewnętrznych. Teraz sam ma pokierować tym resortem.

– Sienkiewicz pomagał premierowi w przygotowaniach do reformy służb specjalnych. To on podpowiadał Tuskowi, aby ograniczył władzę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co doprowadziło do konfliktu szefa rządu z gen. Krzysztofem Bondarykiem. Teraz, kiedy Bondaryk odchodzi, przedpole jest wyczyszczone i Bartłomiej Sienkiewicz będzie mógł przeprowadzić reformę służb w takim kierunku, jaki obrali wspólnie z Donaldem Tuskiem – mówi „Naszemu Dziennikowi’’ jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Jak przyznaje, dla większości jego klubowych kolegów i koleżanek nazwisko nowego szefa MSW jest zaskoczeniem. – Gdy już było niemal pewne, że Cichocki zmienia stanowisko, wielu z nas oczekiwało, że jego miejsce zajmie Marek Biernacki – dodaje parlamentarzysta. Biernacki to minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buzka, obecny szef sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych. Ale to polityk niepozbawiony ambicji, a takich Tusk na razie woli do rządu nie brać. Premier traktuje MSW jako newralgiczny resort, w którym chce mieć człowieka lojalnego i zależnego tylko od niego. Sienkiewicz ma doskonałe kontakty z wieloma ludźmi z Platformy, co zgodnie przyznają posłowie i senatorowie PO, ale ponieważ nie jest członkiem Platformy, więc nie należy też do żadnej frakcji. Swój obecny awans zawdzięcza tylko Donaldowi Tuskowi i tylko wobec niego będzie lojalny.

Niemniej niektórzy politycy PO twierdzą, że w służbach znowu urośnie w siłę „grupa krakowska”. Do niej zaliczany jest Maciej Hunia, szef Agencji Wywiadu, a teraz umocnią się też wpływy Konstantego Miodowicza, również człowieka z tego kręgu, który przez wiele osób jest uważany za szarą eminencję PO w służbach. Czy więc Sienkiewicz ma zapewnić premierowi kontrolę nad „krakusami”?

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zbach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 22 kwi 2013, 06:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Alergia na patriotyzm

Radni Platformy Obywatelskiej w Płońsku blokują nadanie jednej z miejskich arterii nazwy ronda Żołnierzy Wyklętych.

W ostatniej chwili, chcąc zablokować projekt, radna Platformy wysunęła kontrpropozycję… kardynała Stefana Wyszyńskiego, traktując Prymasa Tysiąclecia jak kartę przetargową.

Na ostatniej sesji Rady Miasta w Płońsku radni mieli zaopiniować projekt uchwały w sprawie nadania nazwy „rondo im. Żołnierzy Wyklętych” rondu u zbiegu ulic ks. Jaworskiego, Kopernika i Młodzieżowej. Tak się jednak nie stało.

Teresa Szulc z Platformy Obywatelskiej wraz z grupą radnych wspierających burmistrza złożyła kontruchwałę. Ogłoszono więc konsultacje społeczne i zmuszono mieszkańców do kuriozalnego wyboru: między propozycją żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego a Prymasem Stefanem Wyszyńskim.

– Nie przypuszczałem, że sprawy przybiorą taki obrót, że Prymas Stefan kardynał Wyszyński zostanie przeciwstawiony żołnierzom wyklętym i stanie się kartą przetargową. Projekt złożono w dniu sesji, w której porządku obrad miało być przegłosowanie pomysłu o nadaniu temu rondu imienia Żołnierzy Wyklętych – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Wojciech Bluszcz, inicjator pomysłu.

W jego ocenie, radna Platformy sprawę postawiła w sposób cyniczny, by storpedować wcześniejszy projekt.

– To rondo istnieje już kilkanaście lat. Przez trzy lata radna nie wyszła z tego rodzaju inicjatywą. Nikt nie zaproponował, by nazwać to rondo imieniem Prymasa Wyszyńskiego ani zmienić nazwę którejś z ulic, których nazwy są jakimiś koszmarnymi reliktami przeszłości –podkreśla Bluszcz.

I wylicza: ulica XL-lecia PRL, Róży Luksemburg, Proletariacka, Adolfa Warskiego, Związku Walki Młodych, Aleksandra Zawadzkiego czy Janka Krasickiego. Jedna z uliczek nosi nawet miano „Postępu Rolniczego”.

Zastępca burmistrza Płońska Teresa Emilia Kozera nie chce komentować tego, co wydarzyło się na posiedzeniu rady.

– Pojawiły się dwie propozycje i teraz będą poddane konsultacjom społecznym. Osobiście jestem pełna szacunku tak wobec postaci Prymasa Stefana Wyszyńskiego, jak i żołnierzy podziemia – mówi oględnie.

Przypomina, że w Płońsku odbył się Festiwal Filmowy „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, a w 1996 r. odsłonięto tablicę pamiątkową. O motywy „Nasz Dziennik” zapytał więc radną Teresę Szulc. Telefon bardzo ją zdenerwował i nie była w stanie wyjaśnić, dlaczego nieoczekiwanie złożyła taki wniosek.

– Pracuję w spółdzielni mieszkaniowej i zrobiłam to w porozumieniu z mieszkańcami, bo spotykam codziennie ludzi, którzy mówią o tym, że jest taka propozycja – tłumaczy.

Sęk w tym, że do wniosku Szulc nie dołączyła żadnej petycji z podpisami mieszkańców.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kilka miesięcy temu, w październiku ubiegłego roku, jednemu ze skwerów w Płońsku nadano imię Dawida Ben Guriona, byłego premiera Izraela, działacza syjonistycznego, współzałożyciela tego państwa. Nikt wówczas nie składał żądnej kontrpropozycji, radni jednomyślnie podjęli taką decyzję.

Nie przeprowadzono też w tej sprawie żadnych konsultacji społecznych, nikt nie pytał mieszkańców, czy życzą sobie takiej nazwy, choć radni opozycji składali taki wniosek. Uznano, że skwer znajduje się w pobliżu miejsca, w którym stał niegdyś dom narodzin żydowskiego przywódcy, i to wystarczy, by nadać mu imię Guriona.

W przypadku propozycji związanej z rondem Żołnierzy Wyklętych pozytywnie na temat przedłożonej uchwały wypowiedziała się Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta Płońska i sami mieszkańcy miasta (140 podpisów).

Wnioskodawcy podkreślali, że na płońskich ziemiach antykomunistyczny ruch oporu wykazywał się aktywnością za sprawą m.in. Wiktora Wacława Stryjewskiego ps. „Cacko”, który został oskarżony o to, że: „w okresie od 1946 r. do 8 lutego 1949 r. należał do nielegalnego związku NSZ, wspólnie z innymi uzbrojony w broń dokonywał gwałtownych zamachów na funkcjonariuszy UB, MO, ORMO, dopuścił się aktu sabotażu poprzez zniszczenie urządzeń telefonicznych”.

„Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie skazany trzydziestoośmiokrotnie na karę śmierci z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz z przepadkiem całego mienia. Stracony 18 I 1951 r.” – czytamy w uzasadnieniu uchwały.

Honorowym obywatelem miasta Płońsk jest też zmarły w 2011 r. Witold Grzebski ps. „Motor”, od 1944 r. zastępca komendanta Obwodu Płońsk Armii Krajowej. Wyrokiem sądu wojskowego skazano go na 15 lat więzienia, 5 lat pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych wraz z przepadkiem całego mienia.

Radni argumentują w uchwale, że „ludzie ci tworzyli oddziały, które skupiały wielu bohaterów skazanych w większości za swoją postawę w sfingowanych procesach na karę śmierci, następnie grzebano ich w bezimiennych grobach”, a potem nazywano ich bandytami, a oddziały bandami. Dlatego rondo Żołnierzy Wyklętych miało być wyrazem hołdu.

– W czasie okupacji niemieckiej i po wejściu sowietów północne Mazowsze było jedną z najbardziej mobilnych struktur w skali kraju, to kilka tysięcy ludzi w kilku powiatach, a powiat płoński był jednym z najprężniej działających – podkreśla dr Mariusz Bechta, historyk IPN, który od lat zajmuje się badaniem działalności żołnierzy NSZ i NZW.

W jego ocenie Witold Grzebski „Motor” jest symbolem tych żołnierzy. – Tworzył zręby narodowej konspiracji antykomunistycznej i jest symbolem ruchu kombatanckiego. On w latach 90., dopóki miał siły, organizował struktury Związku Żołnierzy NSZ, wydawał książki. Jest na pewno lokalnym bohaterem dla miasta Płońska – kwituje Bechta.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... otyzm.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 08 maja 2013, 05:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Hucpa z sierpem i młotem

Kompania honorowa, wojskowa orkiestra, laudacje dla sowieckich żołnierzy w asyście motocyklistów z czerwonymi flagami z sierpem i młotem – w ten sposób samorządowcy z Mazur podejmowali rosyjskiego gubernatora obwodu kaliningradzkiego.

Sprawa dotyczy wizyty grupy motocyklistów z Rosji na cmentarzu żołnierzy sowieckich w Braniewie 27 kwietnia z okazji 68. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Przewodził im Nikołaj Cukanow, gubernator obwodu kaliningradzkiego. Na cmentarz przyjechał nieoficjalnie, był ubrany w skórzany strój motocyklisty. Motory były przyozdobione czerwonymi flagami z sierpem i młotem. Kontrowersje wzbudził również udział w tej nieoficjalnej wizycie gubernatora najwyższych przedstawicieli władz województwa warmińsko-mazurskiego. Uczestniczyli w niej m.in.: marszałek województwa Jacek Protas (PO), wojewoda Marian Podziewski (PSL), przewodniczący sejmiku Julian Osiecki (były członek PZPR, obecny PO) i komendant wojewódzki policji Józef Gdański.

Oprawa imprezy była niebywale okazała. Na cmentarz w Braniewie ściągnięto orkiestrę wojskową i kompanię honorową, która realizowała uroczysty ceremoniał. Wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski posunął się do stwierdzeń, że „Armia Czerwona uratowała wiele polskich istnień” i że „tego radzieckim żołnierzom nigdy nie zapomnimy”.

Poseł Jerzy Szmit (PiS) w oświadczeniu komentującym występy wojewody napisał: „Wystąpienie wychwalające wyzwolicielską Armię Czerwoną zostało chyba przepisane z przemówień wygłaszanych przez Wojewodów Olsztyńskich w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku, przy okazji braterskich polsko-sowieckich spotkań”. Ta sama „swoboda” w traktowaniu faktów z historii II wojny cechowała również mowę gubernatora. Cukanow podkreślił, że „najważniejsze, co nas łączy, to wielkie zwycięstwo. Tysiące istnień oddali żołnierze polscy i rosyjscy, byśmy dzisiaj byli wolni i niepodlegli”.

Szmit zarzucił też marszałkowi Jackowi Protasowi, że nie znalazł czasu na uczestnictwo w obchodach narodowego święta 3 Maja, natomiast miał czas uczestniczyć w wizycie rosyjskich motocyklistów na cmentarzu w Braniewie. O powody absencji marszałka podczas uroczystości trzeciomajowych „Nasz Dziennik” zapytał jego rzecznika. Z odpowiedzi wynika, że władze województwa potraktowały święto jako coś drugorzędnego. Uroczystości na cmentarzu w Braniewie, z udziałem rosyjskich motocyklistów i gubernatora, z roku na rok przybierają coraz bardziej okazałą formułą. W ocenie Szmita, charakter tego spotkania jest nie do przyjęcia. Na braniewskim cmentarzu spoczywają żołnierze 3. Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej, której siły wykorzystano m.in. do zorganizowania obławy augustowskiej w lipcu 1945 roku. Sowieci zamordowali wtedy od 1,5 do 2 tys. żołnierzy Armii Krajowej. Do dzisiaj nie są znane miejsca ich straceń i pochówku.

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lotem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 10 cze 2013, 06:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Polska przed zaborami i teraz

Przed zaborami Polska-Litwa mająca 12 mln mieszkańców posiadała 10 tysięcy żołnierzy. Natomiast Prusy, kraj liczący 2 mln osób, miał w czasie pokoju wojsko liczące 80000 głów. Na głowę mieszkańca Prusy przewyższały pod tym względem Rzeczpospolitą pięćdziesięciokrotnie. Dziś jest podobnie, np w porównaniu z Białorusią czy Ukrainą, nie mówiąc już o Rosji, mamy równie mało żolnierzy jak w czasach przed zaborami. Jesteśmy niezależnym krajem tylko dlatego, ze Białoruś czy Ukraina nie ma ochoty jak na razie nas najechać. - na ucichłe NATO trudno chyba liczyć. Gdyby zechciały, pokonałaby nas łatwo, gdyz przewaga każdego z tych krajów w ludziach, w czołgach itd jest ogromna. Dziwnie się robi, gdy człowiek czasem sobie o tym pomyśli. Nie o straszenie jednak mi tu chodzi, zadziwia natomiast, że pewne cechy narodów, w tym przypadku naszego, polskiego narodu - np nieodpowiedzialność, niechęć do łożenia na swoją obronę itp, utrzymują się przez wieki mimo wielu historycznych zmian.

http://trammer.salon24.pl/512958,polska ... mi-i-teraz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 10 cze 2013, 10:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
na ucichłe NATO trudno chyba liczyć.

Można na pewno liczyć na bratnią pomoc, gdyby nagle w Polsce władzę przejęli Polacy i zaczęli rozbudowywać swoją armię i przemysł zbrojeniowy.

Cytuj:
Nie o straszenie jednak mi tu chodzi, zadziwia natomiast, że pewne cechy narodów, w tym przypadku naszego, polskiego narodu - np nieodpowiedzialność, niechęć do łożenia na swoją obronę itp, utrzymują się przez wieki mimo wielu historycznych zmian.

20 lecie międzywojenne przeczy temu twierdzeniu - wtedy ostatni raz Polacy rządzili Polską i jakoś nikt nie narzekał na zbyt duże wydatki wojenne, choć Polska w czasie pokoju utrzymywała jedną z najsilniejszych armii na świecie. By Polskę pokonać same Niemcy to było za mało - tylko spółka dwój największych na świecie armii lądowych, niemieckiej i sowieckiej, zdołały złamać polski opór.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 10 lip 2013, 13:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
„Wspierać nasze” czy „wspierać moje” Panie Sakiewicz?

Tomasz Sakiewicz w artykule, „Wskazówki na ostatniej prostej” opublikowanym w Gazecie Polskiej zamieścił słowa, z którymi trudno się nie zgodzić:

„Wykończenie środowiska „Gazety Polskiej” czy Republiki, skłócanie ze sobą prawicowych mediów, tworzenie ruchów alternatywnych wobec PiS – to oczywisty plan Kremla wynikający z dobrego rozpoznania sytuacji w Polsce. Jak się przed tym bronić? Tak jak zawsze. Musimy wspierać i propagować nasze media. Dzisiaj jest szansa, by dotrzeć też do wielu lemingów: im trzeba dawać nasze gazety. Po drugie – brońmy jedności. Nie musimy we wszystkim zgadzać się z PiS.”

Ileż to razy w Warszawskiej Gazecie pisaliśmy o wspólnej walce pod jednym sztandarem z napisem Bóg Honor Ojczyzna. W obliczu jednego wspólnego i zidentyfikowanego wroga rzucaliśmy hasło „Nie ma wroga na prawicy”, idźmy razem, nie dzielmy już dzisiaj skóry na niedźwiedziu tylko najpierw go razem upolujmy.

Na naszych łamach cytujemy wszystkie prawicowe i katolickie media od GP, GPC, wPolityce, Sieci, Naszego Dziennika, Radia Maryja, Solidarnych 2010, Frondy…itd.

Ostatnio w siedzibie SDP w Warszawie na ulicy Foksal, Warszawska Gazeta zorganizowała bardzo ważną konferencję „Ludobójstwo na kresach, tej zbrodni nie można zapomnieć”.

Obszerne relacje z tego wydarzenia zamieścił portal wPolityce.pl i Solidarni 2010.

Dopiero kilka dni po konferencji i publikacji cytowanych wyżej, mądrych słów Tomasza Sakiewicza o wzajemnym wspieraniu się, jego portal, niezalezna.pl zamieścił wstrząsające wystąpienie pana Sulimira Żuka, które zarejestrowano właśnie podczas naszej konferencji.

Niestety, internauta, który chciałby zapoznać się z tą relacją nie otrzyma żadnej dodatkowej informacji o tym, kiedy, gdzie i z jakiej okazji Pan Sulimir Żuk, świadek zagłady Huty Pieniackiej przekazywał swoje wspomnienia. Była to też jedyna wypowiedź, podczas której za plecami mówcy nie pojawiło się logo organizatora Konferencji, Warszawskiej Gazety, a przecież głos zabierał także ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, publikujący w mediach koncernu Tomasza Sakiewicza.

Jednak szczytem obłudy i zakłamania stało się opublikowane na portalu niezalezna.pl, krótkie i piękne wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego tuż po ponownym jego wyborze na stanowiska Prezesa PiS.

W sposób wyjątkowo chamski pominięto te oto słowa Jarosława Kaczyńskiego:

„Nie przeszlibyśmy tego wyjątkowo trudnego czasu bez tych, którzy wsparli nas w sposób szczególny (…) Chciałem podziękować Radiu Maryja. Ojcze dyrektorze, serdeczne "Bóg zapłać"

Wyglądało to na kolejny skierowany przez Tomasza Sakiewicza w kierunku ojca Tadeusza Rydzyka, szczery „znak pokoju”.

Na manipulację portalu niezalezna.pl szybko zareagowali internauci komentując:

- Nie dzielmy się. Prezes podziękował na pierwszym miejscu Ojcu Dyrektorowi, czego w artykule nie ma - marsie () 29/06/2013 - 19:59

- A co do tego, że 'niezalezna' nie wspomniała o fakcie podziękowań dla RM - cóż, wydaje się że ktoś tu się uczy od 'mediów głównego nurtu'. Nie jest dobrze gdy pomijane są takie rzeczy. Jak dla mnie wygląda to na zwyczajną złośliwość - oby nie przybrało podobnych wymiarów jak aktualnie w TVN/TVP etc. - Gość () 29/06/2013 - 20:58.

Po chwili administratorzy portalu uzupełnili relację o podziękowania dla Radia Maryja.

Przypomnijmy jeszcze raz „szczery” apel Tomasza Sakiewicza: „Musimy wspierać i propagować nasze media. Dzisiaj jest szansa, by dotrzeć też do wielu lemingów: im trzeba dawać nasze gazety”.

Trzeba przyznać, że słowa niepoparte czynami mają jedynie wartość papieru, na którym zostały napisane, a mądre rady powinno się dawać innym dopiero wtedy, kiedy przestanie się samemu dawać zły przykład.

No chyba, że źle zrozumieliśmy przesłanie Tomasza Sakiewicza i sformułowanie„wspierać i propagować nasze media i gazety” oznacza tak naprawdę „wspierać i propagować moje media i gazety”, bo „wszyscy to jestem ja pomnożony przez milion”.

http://niezalezna.pl/42970-pis-juz-po-w ... dzmy-razem

http://kokos.salon24.pl/519823,wspierac ... -sakiewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 22 lip 2013, 06:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Gwarancje radioaktywne

W atmosferze krzyków, gwizdów, wyzwisk przebiega we Francji debata nad lokalizacją podziemnego składowiska odpadów radioaktywnych. Debaty właściwie nie ma, bo okoliczni mieszkańcy, wspierani przez lokalnych samorządowców, rozbijają każde kolejne spotkanie, swoje wiedzą i ani myślą wysłuchiwać ekspertów. Ci zaś mają za zadanie zachęcić mieszkańców, aby zgodzili się na wybraną lokalizację w północno-wschodniej Francji, w sąsiedztwie miasteczka Bure.

Francja – światowy lider w energetyce jądrowej, której 80 proc. zapotrzebowania na energię zapewnia 60 reaktorów atomowych, nie rozwiązała dotąd problemu docelowego składowania wypalonego paliwa.

A jest to problem dużo poważniejszy niż samo postawienie elektrowni atomowych, bo te radioaktywne śmiecie mają niewyobrażalnie długi okres rozpadu. Trzeba więc dla nich znaleźć takie miejsce pod ziemią, gdzie mogłyby być szczelnie przechowywane przez co najmniej 100 tysięcy lat! Powtórzmy: STO TYSIĘCY LAT.

W zestawieniu z takim bezmiarem czasu czym jest 4-letnia kadencja ekipy politycznej albo okres życia ekspertów od atomistyki, choćby dożyli dziewięćdziesiątki, albo nawet historia państwa francuskiego od czasu Merowingów? Nic dziwnego, że gwarancje bezpieczeństwa ze strony polityków i ekspertów mieszkańcy uważają za kompletnie pozbawione sensu.

Podobnie rzeczy mają się w Polsce, gdzie za energetyką jądrową i budowę pierwszej elektrowni atomowej opowiadają się największe siły polityczne w parlamencie, te z koalicji i opozycji.

Premier powołał pełnomocnika ds. energetyki jądrowej, stworzył struktury biurokratyczne na rzecz budowy elektrowni, i odtąd sprawa żyje już własnym życiem.

Wychodzi taki urzędnik, ekspert, polityk czy sam premier i oświadcza, że „technologia jądrowa jest najbezpieczniejsza z możliwych”, że „zakupimy najnowocześniejsze rozwiązania”, że „na bezpieczeństwie nie będziemy oszczędzać”, że „wszystko pod kontrolą”. A potem przegrywa on wybory, ekspert czy rząd odchodzi, partia znika ze sceny – a wybuchowa technologia zostaje na terytorium kraju i produkuje góry odpadów radioaktywnych, które trzeba zabezpieczyć na 100 tysięcy lat. Jeśli będzie coś nie tak, nie ma kogo rozliczyć.

Po awarii reaktora atomowego w Fukushimie, kiedy doszło do radioaktywnego skażenia atmosfery i wód oceanu, wydawało się, że lobby atomowe odpuści, a energetyka jądrowa stanie się technologią przeszłości. Gdy świat zamarł z przerażenia, śledząc walkę z żywiołem, ze strony władz państwowych wielu krajów jedna po drugiej sypały się deklaracje o rezygnacji z rozwijania energetyki jądrowej (w tym ze strony Niemiec, które z pełną determinacją przystąpiły do jej realizacji).

Tylko na polskich politykach Fukushima nie zrobiła wrażenia. Zaraz po wybuchu pełnomocnik ds. energetyki jądrowej w rządzie Donalda Tuska zapewniła, że rząd jest zdeterminowany kontynuować program. I kontynuuje.

Malgorzata Goss

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tywne.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 26 lip 2013, 05:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
„Tajemniczy” list nie jest tajemniczy

„Grupy wiernych, podburzane przez Radio Maryja, rozgłośnię ojca Tadeusza Rydzyka, jeszcze w dniu niedoszłego ingresu [ks. abp. Stanisława Wielgusa – przyp. red.] zaatakowały dziennikarzy. Dzień po ingresie jeden z autorów tekstu o arcybiskupie Wielgusie został ciężko pobity. Szkalowano dziennikarzy ’Gazety Polskiej’ (…). Na łamach ’Naszego Dziennika’ (…) drukowane są teksty zarzucające dziennikarzom ’Gazety Polskiej’ (…) kłamstwa i manipulacje w sprawie arcybiskupa Wielgusa. Teksty te natychmiast zamieszczane są na stronie internetowej Radia Maryja. Co gorsza, tuż przed odebraniem arcybiskupiego paliusza przez metropolitę warszawskiego w ’Naszym Dzienniku’ ukazały się sugestie, że objął on swoje stanowisko w wyniku wewnątrzkościelnego spisku (…). Nie wiem, czym kieruje się ojciec Rydzyk. Wiem jednak, że miał okazję poznać prawdę i tę prawdę odrzucił. Miał okazję pojednać się z ludźmi (…), a zamiast pojednania wyrządza im nowe krzywdy. Władze zakonne nie reagują na jego kolejne czyny, nawet wtedy kiedy ubliża żonie prezydenta (…). Na podstawie kanonów 1364, 1369 i 1373 kodeksu prawa kanonicznego ośmielam się prosić o interwencję wobec działań ojca Rydzyka”.

Co to Państwu przypomina? Czyż nie tak brzmiałby w czasach komunistycznych esbecki donos w ramach jakiejś szeroko zakrojonej prowokacji przeciwko Kościołowi?

Cytowany fragment tekstu pochodzi z listu redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza do Ojca Świętego Benedykta XVI, który „GP” opublikowała 4 lipca 2007 r., wkrótce po udaremnionym, m.in. przez jej dziennikarzy, ingresie abp. Wielgusa do katedry warszawskiej.

Wielu o tym liście woli dziś nie pamiętać, choćby Robert Mazurek publikujący w tygodniku „Sieci” braci Karnowskich tekst pt. „Wielgi wstyd dyrektora”. Autor oskarżył w nim dyrektora Radia Maryja o insynuacje pod adresem Sakiewicza.

„Cóż, wolno mu, (…) może rzucać na prawo i lewo insynuacjami o tajemniczych listach Sakiewicza wzywającego Benedykta XVI do rozprawienia się z Radiem Maryja” – napisał Mazurek. Dlatego zmuszeni jesteśmy przypomnieć ów list.

To był trudny moment w życiu Kościoła: prowokacja polegająca na udaremnieniu arcybiskupiego ingresu uderzyła w samo serce Kościoła, dzieląc wspólnotę wiernych i pasterzy. Po raz pierwszy od czasów stalinowskiego terroru wrogom Kościoła udało się trafić tak celnie. Nie dość, że naruszyli obszar wyłącznej kompetencji Kościoła do decydowania o obsadzie stanowisk kościelnych, że sprowokowali pęknięcia wśród wiernych, to jeszcze próbowali w tę prowokację wciągnąć samego Następcę św. Piotra.

Na koniec sprokurowali donos do Watykanu na o. Tadeusza Rydzyka i Radio Maryja. Nie sposób zapomnieć o roli, jaką odegrał w tym Tomasz Sakiewicz.

Król Salomon, gdy rozsądzał, która z dwóch kobiet wyrywających sobie dziecko jest jego matką, zastosował sprytny wybieg: zagroził przecięciem dzieciaka na dwoje. Wtedy jedna z kobiet natychmiast ustąpiła drugiej, oddając dziecko. To była ta, która naprawdę je kochała. Tak to mądry król ustalił ponad wszelką wątpliwość, która z kobiet jest matką. Ksiądz arcybiskup Wielgus ustąpił w imię jedności Kościoła.

Małgorzata Goss

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... niczy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 27 lip 2013, 06:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Wielki wstyd, Panie Felietonisto

Kraków, 26 lipca 2013 r.

Szanowny Pan

Jacek Karnowski

Redaktor Naczelny tygodnika „Sieci”


List ten piszę do Pana w sprawie publikacji felietonisty, Pana Roberta Mazurka, zamieszczonej w numerze 29. tygodnika „Sieci” i opatrzonej tytułem: „Wielgi wstyd dyrektora”. Publikacja ta, jak zaznacza Autor, nawiązuje do opublikowanego w numerze 28. wywiadu, jakiego o. dr Tadeusz Rydzyk, Założyciel i Dyrektor Radia Maryja, udzielił Panu oraz Panu Michałowi Karnowskiemu. Wśród wielu pytań znalazły się dwa dotyczące relacji z Panem Tomaszem Sakiewiczem. Otrzymali Panowie wtedy krótkie, zwięzłe odpowiedzi o. Tadeusza Rydzyka. I te odpowiedzi stały się dla Pana Roberta Mazurka podstawą do obraźliwego ataku na Panów Gościa i przy okazji powtórzenia haseł – rozpowszechnianych na przełomie roku 2006 i 2007 – z nagonki na Księdza Arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Ta właśnie publikacja Pana Roberta Mazurka jest powodem mojego wystąpienia do Pana jako Redaktora Naczelnego pisma określającego się jako „odważny tygodnik młodej Polski”.

W prześmiewczej formie i pełnej niezgodności z prawdą treści Autor podjął w publikacji bardzo ważny temat. Jednak do podjęcia tego tematu nie zechciał się przygotować, nie wypełnił zadania, jakim jest posługa myślenia, którą tak jednoznacznie scharakteryzował bł. Jan Paweł II. W jednej ze swoich wypowiedzi do środowiska akademickiego w Polsce określił posługę myślenia jako „wykazywanie naukowej dociekliwości i wnikliwości w stawianiu pytań oraz uczciwości w szukaniu na nie odpowiedzi”.

Pan Robert Mazurek najpierw „ustawił” o. dr. Tadeusza Rydzyka w roli tarczy zarysowanej wymyśloną przez Autora charakterystyką (np.: jest „mnemotechnikiem”, „specjalistą od szacunku i czarownic”, „skoro Ojciec Dyrektor tak mówi, to prawda przenajświętsza być musi”, „o. Rydzyk mógł przez te lata zapomnieć”, „nie trudzi się dowodzeniem prawdziwości swych słów” itp.). Do tak scharakteryzowanego Gościa Panów rozmowy dołączył również negatywną charakterystykę Ks. Abp. Stanisława Wielgusa. W ten sposób zamierzał – jak sam to określił – „przyjść w sukurs” Panu Tomaszowi Sakiewiczowi. Efektem tego działania jest publikacja, która – w mojej opinii – przynosi wstyd nie tylko Autorowi, ale również Wydawcy.

W niniejszym wystąpieniu zwracam uwagę tylko na kilka ze spraw podejmowanych w publikacji Pana Roberta Mazurka. Zamierzających ocenić dokładniej prawdziwość przywołanych przez Autora haseł charakteryzujących postępowanie Księdza Arcybiskupa zachęcam do przeczytania niedawno wydanej książki Pana Sebastiana Karczewskiego. W tytule książki „Zamach na Arcybiskupa. Kulisy wielkiej mistyfikacji” słowo „zamach” określa działania, które doprowadziły do rezygnacji z urzędu Metropolity Warszawskiego. Tego słowa użył też Ojciec Dyrektor w krótkiej odpowiedzi na zadane przez Panów pytanie. Takie określenie działań sprzed pięciu lat skierowanych przeciwko Księdzu Arcybiskupowi znałby Pan Robert Mazurek, gdyby rzetelnie przygotowując się do swojej publikacji, sięgnął chociaż do zestawień internetowych. Nie wydziwiałby wówczas o zamachu Sakiewicza na „kolejną porcję ciastek”.

W odpowiedzi Panów Gościa na drugie z pytań, która zainteresowała Pana Roberta Mazurka, stwierdził Ojciec Dyrektor, że „dalej są pewne sytuacje niewyjaśnione, jak list pana Sakiewicza do Benedykta XVI z opisem, co ma z nami zrobić”. Panowie w wywiadzie stwierdzili: „nie słyszeliśmy o takim liście”. Mogli bowiem Panowie o tym zapomnieć, że został on opublikowany w „Gazecie Polskiej” (z 4 lipca 2007 r.) w formie listu otwartego i był w różnej formie nagłaśniany w innych mediach. Jeśli jednak tę sprawę podejmuje tydzień później Felietonista pisma i pisze, iż Ojciec Dyrektor rzuca „na prawo i lewo insynuacje o tajemniczych listach Sakiewicza wzywającego Benedykta XVI do rozprawienia się z Radiem Maryja”, to jest to czysta manipulacja Felietonisty. List ten znajdą Panowie również w książce Pana Sebastiana Karczewskiego.

W ten sposób mógłbym odwołać się do każdego ze sformułowań skierowanych przeciwko Ojcu Dyrektorowi i Księdzu Arcybiskupowi, zawartych w publikacji Pana Roberta Mazurka. Nie piszę o tym, gdyż każdy może, korzystając z rzetelnego opracowania Pana Sebastiana Karczewskiego, dokonać porównań i sam ocenić, jaka jest wiarygodność haseł upowszechnianych w owym czasie w mediach, a nawet zawartych w gremiach podpisujących wspólne wystąpienia. O tym można było się przekonać dopiero po zastosowaniu właściwych narzędzi badawczych i kryteriów odpowiednich do analizowanych spraw. Przy okazji zachęcam Pana, aby zaproponował Pan swemu Współpracownikowi sięgnięcie po wspomnianą już książkę Pana Sebastiana Karczewskiego. Zapewne podczas jej lektury zauważy On, jak mozolnie rzetelny badacz, ale też dziennikarz dochodził do prawdy o wydarzeniach, które rozgrywały się sześć lat temu. Wtedy niech porówna rezultaty uzyskane przez Autora książki z tymi, jakie wówczas „Gazeta Polska” przedstawiała swym czytelnikom. Dopiero po poznaniu efektów mozolnej pracy Pana Sebastiana Karczewskiego będzie mógł ocenić, czy i w jakim stopniu np. Kościelna Komisja Historyczna (oraz inne komisje i pseudokomisje) wypełniła swe zadanie, oceniając autentyczność i wiarygodność materiałów przedstawianych w formie fotokopii, czy oceniała autentyczność zawartych tam podpisów i co z tego wynika.

Przypomnę jednak, że w dniu 7 stycznia 2007 r. Prymas Polski Ksiądz Kardynał Józef Glemp podczas Mszy św. w katedrze warszawskiej stwierdził m.in.: „Dzisiaj dokonał się sąd nad Arcybiskupem Wielgusem. Cóż to za sąd? Na podstawie świstków dokumentów trzeci raz odbijanych…”. Potem zaś, bo 12 lutego 2007 r., Ojciec Święty Benedykt XVI w swoim liście do Księdza Arcybiskupa zamieścił m.in. takie stwierdzenia, jak: „współuczestniczyłem w cierpieniach Ekscelencji i pragnę zapewnić o mojej duchowej bliskości i braterskim zrozumieniu”. Były w tym liście również życzenia odnoszące się do „dalszej służby Chrystusowi”. Czy już te wypowiedzi nie powinny były wywołać u Pana Roberta Mazurka potrzeby refleksji nad tym, co wówczas działo się w Polsce? Każdy, kto wykazuje się dociekliwością i wnikliwością w stawianiu pytań oraz uczciwością w poszukiwaniu na nie odpowiedzi, musi się zastanowić nad tym, w jakim stopniu zgodne z prawdą było to, czym bombardowano nas wtedy w Polsce. Taką refleksją wykazywał się Dyrektor Radia Maryja. Warto z tego dobrego przykładu korzystać, zamiast wyśmiewać Osobę i czyny. Potrzeba nam prawych sumień! Możemy starać się takie kształtować w sobie i pomagać w tym dziele innym.

I na koniec jeszcze dwie uwagi. Pierwsza dotyczy tytułu publikacji Pana Roberta Mazurka. W moim odczuciu powinna być ona nieznacznie zmodyfikowana na: „Wielki wstyd, Panie Felietonisto!”. Druga uwaga dotyczy porównania dwóch artykułów zamieszczonych w tym samym numerze. Pierwszy z nich jest Pana autorstwa i dotyczy „największego sukcesu w III RP”. Było w nim o wyrwaniu z rąk władzy jednego miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam. W artykule słusznie podkreślał Pan „mądry upór o. Tadeusza Rydzyka” oraz to, iż „bez toruńskich mediów, bez tego wszystkiego, co zbudował o. Tadeusz Rydzyk, Polska i polski Kościół byłyby w dużo gorszej sytuacji”. A potem, w innej części tego samego numeru taka zawstydzająca wpadka. Szkoda!

List ten, skierowany do Pana Redaktora, traktuję jako otwarty i dlatego, wysyłając go do Pana już dzisiaj, postaram się go również upowszechnić, ale dopiero w sobotę.

Z wyrazami należnego szacunku

Prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki

Przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... onsto.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 27 lip 2013, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Dysonans Mazurka

Felietonista pisma „Sieci” zaplątał się. I tak jak w przypadku Telewizji Republika – znów mam „kwadratowe oczy”.

Lubiłam czytać felietony i wywiady redaktora Mazurka, często celne i zabawne. Sądziłam też, że nie jest on dziennikarzem naiwnym.

Jeśli uprawia felietonistykę na łamach pisma „Sieci”, zapewne zdaje sobie sprawę z istnienia tematów szczególnie wrażliwych. Każdy inteligentny felietonista wie, że są w życiu sprawy, które wyglądają inaczej, niż się wszystkim wydaje. Czasem nawet o tym umie inteligentnie pisać. Są tacy felietoniści.

Jednym z takich trudnych tematów w Polsce jest inwigilacja Kościoła przez peerelowskie służby. Pisanie o tym wymaga wiele wiedzy i przenikliwości. Tak by, mając dobre intencje, przy okazji – dwie dekady po likwidacji PRL i jej funkcjonariuszy – nie kontynuować pracy reżimowych esbeków, prowadzonych przez Kiszczaka, Jaruzelskiego, Urbana i innych kreatur.

Nie wiem, czy Mazurek choć raz w IPN pochylił się nad teczkami SB, zakładającej różne SOR-y na polskie duchowieństwo i kościelne instytucje. Śmiem twierdzić, że nigdy.

Gdyby zrobił to choć raz, wiedziałby, jak trudne jest to zagadnienie i jak bardzo należy unikać poruszania go w konwencji felietonowych pogaduszek. Mazurek tego nie wyczuł. W felietonie „Wielgi wstyd dyrektora” udowodnił, że niewiele zrozumiał z systemu PRL. W tekście porusza się jak dziecko we mgle. Wie, że dzwonią, więc „dosuwa” na prawo i lewo, a przede wszystkim ojcu Tadeuszowi Rydzykowi. Za co? Za jego wieloletnią solidarność z arcybiskupem Stanisławem Wielgusem.

Przypomnijmy, że podobną naiwność (powiedzmy…) przy okazji arcybiskupa Wielgusa wykazał Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.

On też w 2007 r. mocno – przy okazji zawirowań wokół arcybiskupa Wielgusa – bił bezlitośnie w ojca Tadeusza Rydzyka. I w liście otwartym do Ojca Świętego Benedykta XVI, drukowanym na łamach „Gazety Polskiej” z 4 lipca 2007 r., pisał: „Na podstawie kanonów 1364, 1369 i 1373 kodeksu prawa kanonicznego ośmielam się prosić o interwencję wobec działań ojca Rydzyka”.

Agora i jej funkcjonariusze, którym „nie jest wszystko jedno”, mieli wówczas wielką radość. Wielką uciechę mają i dziś. Mam nadzieję, że red. Mazurek, pisząc „Wielgi wstyd dyrektora”, nie powiela coming outu dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, który zanim przeszedł na ciemną stronę mocy, musiał uwiarygodnić się wobec redaktorów tego pisma napastliwym, obrzydliwym i pisanym „zza węgła” tekstem o poseł prof. Krystynie Pawłowicz.

Redaktor naczelny „Sieci” Jacek Karnowski w swoim wstępniaku „Największy sukces w III RP” zdecydowanie docenia pracę i wysiłek dyrektora Radia Maryja: „Bez toruńskich mediów, bez tego wszystkiego, co zbudował o. Tadeusz Rydzyk, Polska i polski Kościół byłyby w dużo gorszej sytuacji”.

Wygląda, jakby nie miał pojęcia o czym po sąsiedzku, na stronie 110 pisze felietonista Robert Mazurek.

Dlatego czytelnik tygodnika ma prawo czuć tzw. dysonans poznawczy, gdy widzi, że nieco dalej ten sam ojciec Tadeusz Rydzyk określany jest ironicznie i dosyć podle jako „kwilący” „specjalista od szacunku i czarownic”.

Może więc red. Karnowski i red. Mazurek spotkają się w zacisznym miejscu i uzgodnią między sobą parę podstawowych spraw? Czy ojciec Tadeusz Rydzyk to „kwilący”, „najskuteczniejszy mnemotechnik”, czy może jednak mądry duchowny mobilizujący rodaków do obywatelskiej aktywności?

Hanna Karp

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zurka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 27 wrz 2013, 16:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Gdyby Polska porzuciła Śląsk... Radek Sikorski ; wyszperane 26/9/13

Jacek Bezeg

Czterej naukowcy złożyli w Watykanie skargę na wydany Franciszkanom Niepokalanej zakaz odprawiania mszy w tzw. rycie trydenckim. Ich zdaniem, sankcja ta stoi w oczywistej sprzeczności z motu proprio Benedykta XVI Summorum Pontificum.
http://www.bibula.com/?p=70472


"Modlitwa na ulicach miast to inicjatywa, która zrodziła się po beatyfikacji ks. Michała Sopoćki, spowiednika i kontynuatora misji św. Faustyny, która odbyła się 28 września 2008 r. w Białymstoku. Na pamiątkę tego wydarzenia przyjęliśmy jako dzień Koronki na ulicach miast właśnie tę datę"
http://gosc.pl/doc/1718941.Koronka-na-u ... t-po-raz-6



Warunki fundamentalne nowego ładu wolności chrześcijańskiej
http://www.bibula.com/?p=70135


Papież, który dba, abyśmy nie popadli w przesadną czystość doktrynalną.
http://marucha.wordpress.com/


Czy młodzi ludzie przychodzący do przedseminarium mają w większości jakieś doświadczenia związane z pobytem w innych seminariach, czy też przychodzą bezpośrednio do FSSPX?
– Mamy do czynienia z oboma tymi przypadkami. Niektórzy kandydaci przychodzą do nas zgorszeni i wstrząśnięci poprzednimi doświadczeniami związanymi z pobytem w innych domach formacyjnych. Inni, którzy są świadomi sytuacji, jaka obecnie panuje w nowoczesnych seminariach, kierują się bezpośrednio do nas, prosząc o tradycyjną formację. Ci młodzi ludzie, którzy są zainteresowani wstąpieniem do naszego przedseminarium, mogą skontaktować się z którymś z przeoratów, najlepiej tym w Albano.
http://www.bibula.com/?p=70261



Z dziedzictwo niemieckiej kultury
Telewizja Niezależna Polonia dotarła do żyjącego, naocznego świadka niemieckiej zbrodni w Jedwabnem 10 lipca 1941. Pani Hieronima Wilczewska którą ekipa TV Niezależna Polonia odwiedziła we wrześniu 2013 w New Britain, stan Connecticut, USA, w dniu zbrodni w Jedwabnem miała 8 lat. W ciągu 6 dni, przechodząc wielokrotnie lub przystając obok stodoły która stała się miejscem kaźni Żydów z Jedwabnego, pani Hieronima była naocznym świadkiem niemieckiego mordu, tragedii i konania tych ludzi co ciągnęło się przez kilka dni. Zapędzonym przez SS i Gestapo do stodoły Żydom kazano wchodzić i układać się warstwami na sobie z powodu braku miejsca. Niemcy wrzucali następnie małe żydowskie dzieci na samą górę .
Następnie, Niemcy oblali benzyną i podpalili z miotaczy ognia budynek. W ten bestialski sposób zamordowano większość, ale nie wszystkich. Ludzie, znajdujący się na dole, żyli jeszcze przez kilka dni. Pani Hieronima zapamiętała jak kiwali się godzinami, w beznadziejnej rozpaczy, poparzeni i spowici popiołem ze swoich spalonych współbraci, często członków swoich rodzin, z górnych warstw.
Gestapo i SS przez te kilka dni trzymało dookoła stodoły uzbrojone warty, pilnując aby nikt z żyjących jeszcze jakimś cudem Żydów nie wydostał się ze stodoły oraz uniemożliwiając ludności Jedwabnego przynoszenia im wody czy pożywienia. Po kilku dniach, kiedy wszyscy zmarli z głodu, wycieńczenia czy ran, Niemcy zakopali wszystkie zwłoki na miejscu swojej zbrodni.
http://vod.gazetapolska.pl/5187-jedwabn ... map=%5B%5D



Dr Cenckiewicz: Ten Film obraża pamięć Aliny Pieńkowskiej - co na to marszałek Borusewicz?
http://vod.gazetapolska.pl/5198-dr-cenc ... borusewicz
http://wpolityce.pl/artykuly/63333-roza ... spiskowych



Siedemdziesiąt cztery lata temu – we wrześniu 1939 roku – Niemcy hitlerowskie napadając na Polskę rozpoczęły II wojnę światową. Ideologia narodowo socjalistyczna jest niejednokrotnie przedstawiana jako ideologia „skrajnej prawicy”. Niekiedy twierdzi się nawet, że program hitlerowski wyrósł z chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, którego charakterystyczną cechą miał być również antysemityzm. Jednak wszystkie te twierdzenia są pozbawioną historycznych podstaw mistyfikacją. W rzeczywistości hitlerowski narodowy socjalizm, obok komunizmu, należał do dwóch głównych wrogów chrześcijaństwa w Europie. A wrogość ta oznaczała dla milionów chrześcijan (także w Polsce) męczeńską śmierć.
Swastyka przeciw Krzyżowi. Zdaniem wszystkich biografów Adolfa Hitlera przyszły wódz III Rzeszy, chociaż urodzony w rodzinie katolickiej, już w okresie szkolnym trwale oddalił się od Kościoła.
[ ... ]
W pismach takich twórców, jak Guido von List czy Jörg Lanz von Liebenfels (cysters wyrzucony z zakonu z powodu homoseksualizmu) – w swojej retoryce łudząco przypominających tropiącego dawne spiski i tajemnice Dana Browna – młody Hitler czytał o dawnej cywilizacji ario-germańskiej zniszczonej przede wszystkim przez Kościół katolicki (ewangelizacja Germanii); o wspaniałej religii Wotana, która przechowuje swoje tajemnice w znakach runicznych (m.in. swastyce). Wszystko jest jeszcze możliwe do odzyskania – przekonywali twórcy okultystycznej wersji rasizmu. Najpierw trzeba uporać się z pierwszym wrogiem cywilizacji aryjskiej, czyli z katolicyzmem, następnie z tzw. „niższymi rasami” (Liebenfels zalecał, na przykład, ich palenie jako ofiar dla Boga). W ten sposób będzie możliwy powrót do „aryjskiej moralności”, w tym „aryjskiej moralności seksualnej”.
http://www.bibula.com/?p=70081


Szkoła programowana przez władzę samym swoim istnieniem propaguje przede wszystkim konstytutywny dla nie-świadomości inteligenckiej zestaw przesądów: DEMOKRATYZM (w sferze ustrojowej), ETATYZM (w sferze gospodarczej), MODERNIZM (w sferze religijej), INDYFERENTYZM (w sferze moralnej, stąd fetysze pochodne: pacyfizmu, tolerantyzmu etc.) i JUDEOIDEALIZM (w odróżnieniu od postulowanego przez niżej podpisanego judeorealizmu). Jest więc szkolnictwo państwowe, nie bójmy się tego słowa, MASONERIĄ DLA NIELETNICH – nie agitując dziś w sposób bezpośredni np. do wstąpienia do jakiegoś Komsomołu, Hitlerjugend, czy innego ZMP – zadowala się ona inicjacyjnym okaleczeniem świadomości i duchowości młodego człowieka, neutralizuje go i konformizuje, czyniąc organicznie niezdolnym do jasnego rozpoznania najwspanialszych skarbów i najpoważniejszych zagrożeń cywilizacyjnych.
[ ... ]
Reasumując: oburzanie się na MEN, że wynaradawia polską młodzież (a przeczytałem, że niektórzy tam w Krakowie „są oburzeni”), jest podobnym nieporozumieniem, jak byłoby nim np. oburzanie się na dyrekcję kołchozu, że krowy w nim dają mniej mleka, a ludzie więcej piją, niż w wolnym świecie; albo oburzanie się na gauleitera Fischera za nędzny repertuar teatrzyków w okupowanej Warszawie. Bo podobnie jak kołchozy są od tego, by upadlały ludzi, a okupanci od tego, by nas wynaradawiać – tak i Ministerstwo Edukacji jest od dbania o to, by młodzi Polacy nie rozumieli i nie cenili tego, kim są i skąd się wywodzą, by od dziecka wdrażali się do respektowania aktualnej polit-poprawności, by nie byli zdolni stanąć na przeszkodzie budowie Nowego Wspaniałego Świata.
http://www.pch24.pl/w-sprawie-lektur-ob ... 929,i.html



Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina - Król, Magierowski, Ziemkiewicz
http://vod.gazetapolska.pl/5206-przegla ... iemkiewicz


Lada dzień do Polski trafić ma drugi pociąg Pendolino, który PKP Intercity zamówiła we Włoszech. Tymczasem niemiecka kolei zamawia dla siebie składy w... Polsce. Właśnie podpisano umowę na 9 pociągów produkowanych w Bydgoszczy. To zdaje się zaskakujące, że Niemcy kupują u nas, a my w Włochów.
Prof. Witold Kieżun, ekonomista, powstaniec warszawski, więzień sowieckich łagrów, autor książki „Patologia transformacji”:
Nie jestem specjalistą od kolejnictwa, nie umiem porównać tych dwóch pociągów. Jednak problem dotyczy również innych obszarów. Podobna sytuacja ma miejsce np. w odniesieniu do autobusów. Polska produkuje bardzo dobre pojazdy, ostatnio kupił je Hanower. A tymczasem my do Warszawy sprowadzamy kolejną grupę autobusów marki Mercedes. Zarówno zakupy kolejowe, jak i ta sytuacja to zupełnie niewłaściwe działanie, przeciwko któremu ja wielokrotnie protestowałem.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/63268-st ... m-kiezunem



Z drugiej strony, tabuny żurnalistów (i wytresowanych przez nich „lemingów”) płonących świętym oburzeniem na okrucieństwo argentyńskiej junty skrzętnie pomijają tę okoliczność, że jej surowe – zapewne przesadne i w niektórych wypadkach nieuzasadnione – represje były reakcją na systematyczny terror uprawiany w Argentynie przez rozmaite lewackie organizacje już od lat 60., który swoje apogeum osiągnął pod koniec rządów prezydenta gen. Juana Domingo Perona (1895-1974) – zupełnie nie panującego nad sytuacją – oraz jego drugiej małżonki Izabelity (właściwie: Marii Estelli), czyli w latach 1973-1976. Terror owej „miejskiej partyzantki” (guerilla) uderzał we wszystkich: w nielewicowych peronistów i w antyperonistów, tak z lewicy, jak z prawicy; w armię i w policję, w przemysłowców i w związkowców, w intelektualistów i w przypadkowych przechodniów. Nasi meta-polityczni władcy postępują więc dokładnie w myśl maksymy Nicolasa Gomeza Davili, iż lewica podnosi krzyk o „białym terrorze” zawsze wtedy, kiedy zabija się morderców.
http://www.bibula.com/?p=70185


Coś jednak nam przyrasta
http://www.eudebtclock.org


Poniżej o paru osobach, które dopominają się o spotkanie z prokuratorem. Może kiedyś się doczekają. Postarajmy się o nich nie zapomnieć.

Marionetka Tusk. "Dzień katastrofy smoleńskiej był także dniem wzmożonych kontaktów miedzy Tuskiem a Putinem". 10 kwietnia 2010 roku odbyły się dwie rozmowy telefoniczne między nimi. Nie zostały one nagrane przez Tuska ani nie zostały z nich sporządzone notatki, co jest kuriozum w skali światowej. O tym, że takie rozmowy są standardowo nagrywane, a gdy jest to technicznie niemożliwe są z nich sporządzone notatki, może się przekonać każdy odwiedzając strony archiwum Departamentu Stanu USA, gdzie można przeczytać odtajnione już stenogramy nagrań rozmów i notatki pracowników tej instytucji w czasie, na przykład, kryzysu kubańskiego czy irańskiego
http://wpolityce.pl/artykuly/63161-mari ... -a-putinem


Pięćdziesiąt procent tego, co mamy w kulturze i cywilizacji, zawdzięczamy Niemcom. A połączenie Polski i Niemiec, o którym mówił Wałęsa, już staje się faktem. Tak przynajmniej uważa znany reżyser i senator Kazimierz Kutz.
Niemiecki porządek urzekł Kutza, który w wywiadzie dla portalu Lisa, solidaryzuje się z niedawną wypowiedzią Wałęsy, że Polska i Niemcy powinny stać się jednym państwem.
http://wpolityce.pl/artykuly/63287-piec ... mierz-kutz



Żakowski dalej niż Wałęsa: "Za życia najmłodszego dziś pokolenia powstanie państwo, w którym będą Niemcy i Polska"
http://wpolityce.pl/artykuly/63290-zako ... y-i-polska



Przypominamy, że składał Pan przysięgę prezydencką w momencie obejmowania przez siebie urzędu. Ówczesną, specjalnie dla Pana ułożoną Przysięgę Prezydenta RP, która brzmiała:
Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam Narodowi Polskiemu, że postanowieniom Konstytucji wierności dochowam, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, suwerenności i bezpieczeństwa Państwa. Przysięgam, że dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem.
Nie wnikając w historię Pańskiej prezydentury i jej skutków dla naszej Ojczyzny przypominamy, że obdarzenie Pana przez Naród najwyższym urzędem zobowiązuje do zachowania najwyższej staranności w postępowaniu i wypowiedziach nawet już po opuszczeniu tego urzędu.
http://wpolityce.pl/artykuly/63340-list ... tej-chwili

Polskę byłoby łatwiej reformować, gdyby porzuciła wyeksploatowane regiony, takie jak Śląsk.
Radosław Sikorski w amerykańskim piśmie Foreign Affairs
www.bibula.com

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smutne, ale prawdziwe.
PostNapisane: 03 paź 2013, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31622
Mamy tyle mediów, a prawdy muszą bronić pojedyńczy ludzie. Smutne.

Nie jestem wariatem, tylko naukowcem

Z prof. dr. hab. inż. Jackiem Rońdą z Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, kierownikiem Pracowni Projektowania Materiałów AGH, rozmawia Anna Ambroziak

Jak się Pan czuje jako jeden z „trzech zamachowców” według „Gazety Wyborczej”?
– To, co napisała „Gazeta Wyborcza”, to przejaw bandytyzmu politycznego reprezentowanego przez Platformę Obywatelską. W momencie zagrożenia ich supremacji krytykują wszystkich, którzy reprezentują inne poglądy na różne kwestie każdego możliwego elementu życia publicznego, tak by dalej prowokować i wyzwalać w ludziach negatywne emocje. Publikację „GW” odbieram jako literalne oskarżenie mnie o to, że zamordowałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszące mu 95 osób. Z punktu widzenia formalnego jest to oskarżenie mojej osoby o udział sprawczy w zorganizowaniu zabójstwa. Tak wynika z tytułu publikacji gazety.

Wspólnie z moimi kolegami staram się wyjaśnić przyczyny tej katastrofy, w której zginęła elita polskiej klasy politycznej, zginęli ludzie wybitni, wielkie osobistości życia publicznego z wielką stratą dla Polski.

„Wyborcza” poszła dalej, oskarżając Pana o antysemityzm.
– Wiele lat spędziłem poza granicami Polski – w okresie bandytyzmu peerelowskiego musiałem uciekać z kraju, potem wróciłem do Ojczyzny, chociaż mogłem zostać w każdym innym państwie, co zrobiło przecież wielu polskich emigrantów. Mogłem zostać w Australii czy w Stanach Zjednoczonych, RPA czy w Kanadzie. Spośród moich kolegów z Afryki Południowej do Polski nie wrócił nikt poza mną. Jestem naukowcem w dziedzinie, w której pracuję – termodynamice i balistyce poświęciłem swoje życie zawodowe – całe 45 lat. W związku z tym mam bagaż wiedzy, który pozwala mi analizować pewne fakty. Staram się mieć zawsze racjonalne podejście do wszystkiego – analiza jest obiektywnym narzędziem pracy w badaniu zjawisk tak fizycznych, jak i społecznych, publicznych.

Publikację „GW” oceniam jako akt bandytyzmu i terroryzmu wobec mojej osoby. Jestem tym głęboko oburzony. Takiego bezpardonowego ataku nie przypuszczono na mnie nawet w okresie głębokiej komuny. Informacje, jakobym wysyłał wulgarne i antysemickie komentarze pod adresem ministra Sikorskiego, rozprzestrzeniał reprezentujący Sikorskiego mec. Roman Giertych. A przecież to totalna bzdura! Komputer, z którego komentarze te miały być wysyłane, miał być w sieci Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ten komputer znajdował się w moim zakładzie, ale nigdy nie był zamykany na kłódkę! Nie wiem, kto w czasie wakacji z niego korzystał, kiedy do wysyłania tych komentarzy miało dojść. Nie wiem nawet dokładnie, co z niego wysyłano! Jestem informatykiem od 40 lat, wiem, jak łatwo ukraść IP komputera lub przejąć kontrolę nad wyszukiwarką, wiem, jak łatwo w internecie pod kogoś się podszyć. Jest na to co najmniej pięć sposobów – ale nie będę tu wnikał w szczegóły.

Prokuratura ujawniła Pańskie zeznania w śledztwie smoleńskim. Za Pana wiedzą i zgodą? Uprzedzono Pana chociaż o tym?
– Oczywiście, że nie!

Prokuratura odżegnuje się od tego, jakoby przekazywała jakimkolwiek mediom protokoły z zeznań, zapewniając, że to nie była żadna ustawka z „Wyborczą”.
– Nie wierzę w to. To jest typowe działanie w ramach tzw. czarnej propagandy. Propagandy, którą stosuje się w momentach zagrożenia bytu prowokatora. Ostatnio zastosowano ją w „Gazecie Wyborczej” przed wyborami senatora Pupy, kiedy rozpowszechniono zdjęcie ulotki godzącej w dobre imię kandydata. Ulotka rzekomo zawierała zdjęcie kandydata na senatora w domu publicznym. Odtajnienie tych zeznań jest tu postawieniem kropki nad i. Najwidoczniej prokuratura przestraszyła się, że gazeta ujawniła to, co od niej otrzymała. Dlatego odtajnili wszystko. Na protokole z moim zeznaniem jest nawet większy fragment mojego podpisu! To typowa prowokacja prokuratury i gazety, mająca zdyskredytować i zniszczyć każdego, kto odważy się badać katastrofę w sposób inny niż prorządowe gremia. W myśl dawnych haseł swoich ideowych protoplastów: „Kto nie z Mieciem (Moczarem), tego zmieciem, a kto nie z Władziem (Gomułką), tego zgładziem”.

Minister nauki Barbara Kudrycka stwierdziła, że „wypowiedzi ekspertów Macierewicza to prawdziwy atak na powagę polskiej nauki”, że naruszają Panowie Kodeks Etyki Pracownika Naukowego.
– Takie stwierdzenie jest ewidentnym nadużyciem dokonanym przez typowego urzędnika państwowego rodem z Platformy Obywatelskiej. To jest hucpa. Czekam na to oskarżenie i na to, że wezwą mnie przed komisję etyki. To, co pani minister robi, jest aktem naruszenia Wielkiej Karty Uniwersytetów Europejskich (Magna Charta Universitatum), w której między innymi napisano: „Uniwersytet – jako instytucja odpowiedzialna za utrwalanie europejskiej tradycji humanistycznej – stale dba o tworzenie wiedzy uniwersalnej, a realizując swoje powołanie, przenika granice geograficzne i polityczne oraz potwierdza konieczność poznawania i wzajemnego oddziaływania na siebie różnych kultur”.

Rektor AGH odciął się od Pana, Maciej Lasek zorganizował konferencję, na której mówił, że nie mają Panowie żadnych dowodów na poparcie swoich tez i nie jesteście żadnymi „badaczami katastrof”.
– Ale to nie znaczy, że pewnymi aspektami tej katastrofy nie mogę się zająć. Prawa fizyki, mechaniki, chemii, termodynamiki są obiektywne. My, mechanicy, posługujemy się tymi samymi prawami, tymi samymi równaniami do projektowania różnych konstrukcji. Mogę projektować rurociąg w elektrowni atomowej czy proces technologiczny spawania płaszcza silnika turbinowego. Natomiast nie biorę się za konstruowanie płatowca, bo to nie jest moja specjalność! Nigdy nie mówiłem, że jestem ekspertem od płatowców, mówiłem, że jestem ekspertem od wybuchów i fragmentacji konstrukcji. Analizuję to, co się stało, kiedy samolot uderzył w ziemię, a był już tylko zbiorem fragmentów konstrukcji i ciał ludzkich. Nigdy nie twierdziłem, że zajmuję się analizą lotu samolotu! Zajmuję się badaniem stopnia zniszczenia konstrukcji. A to jest zagadnieniem mechaniki zniszczenia, działu mechaniki ciała stałego, i w tej analizie posługuję się obiektywnymi prawami fizyki i matematyki.

Ale Lasek podkreśla, że skoro nie mają Panowie żadnych dowodów na poparcie swoich tez, to nie ma o czym rozmawiać.
– Proponuję porównać dorobek zawodowy, publikacyjny, pozycję w nauce moją i pana Laska. Nie mówiąc już o porównaniu dokonań pana Laska z dorobkiem zawodowym i naukowym panów profesorów Biniendy i Nowaczyka. Widać tu ogromny dysonans. „Gazeta Wyborcza” i cała ubecja zarzucają, że badając katastrofę smoleńską, występujemy poza zakres swoich kompetencji. Takie konkluzje to nadużycie.

Sami jednak Panowie podkreślali, że obracają się tylko w sferze hipotez, w zeznaniach powołuje się Pan na dokumenty dostarczone przez Antoniego Macierewicza czy zdjęcia z internetu.
– Zawsze mówiliśmy, w jakim zakresie możemy katastrofę smoleńską badać. Nigdy nie powiedziałem, że jestem ekspertem lotniczym, jestem ekspertem od batalistyki.

Wygląda na to, że członkowie komisji Millera nie chcą podjąć merytorycznej dyskusji i jej nie podejmą.
– Tego nie rozumiem. Jeśli politykę miesza się do obiektywnych badań, to tym gorzej dla polityków. Nie da się problemu przyczyn katastrofy smoleńskiej zbadać do końca, kiedy każdy z badaczy będzie twierdził, że to on jedynie ma słuszność. W nauce nie można pozwolić sobie na to, by kierować się do kogoś niechęcią czy politycznymi animozjami.

Jak przebiegało Pańskie przesłuchanie w prokuraturze – padały pytania dotyczące ewentualnego wybuchu na pokładzie tupolewa: czy wskazuje na to rozrzut szczątków samolotu, defragmentacja ciał ofiar…
– Prokurator Karol Kopczyk, w mundurze polskiego oficera, zachowywał się prowokacyjnie i w trakcie przesłuchania starał się uzyskać potwierdzenie, że jestem dyletantem w zakresie lotnictwa. Pokazywał mi zdjęcia samolotu Tu-154 z przodu, z boku i z góry i dopytywał z jadowitym uśmieszkiem, gdzie tupolew ma trzeci silnik. Już wtedy podejrzewałem jakąś nieczystą grę i niegodziwe zamiary. Uważam, że złamał zasady etyczne, przyjął moje zeznanie pod przysięgą i temu się sprzeniewierzył. Przyjęcie takiej przysięgi oznacza zobowiązanie do zachowania tajemnicy dla obu stron.

Czuję się osobą prześladowaną. Moje wszystkie telefony są podsłuchiwane przez 24 godziny na dobę. Dam przykład: w środę, 25 września, o godz. 20.30 dzwoniłem do kolegi o imieniu Bogdan. W telefonie słyszałem klikania i głos Bogdana powoli zanikał, mimo że nie ruszałem się z miejsca i siedziałem w fotelu w moim domu. Po zakończeniu rozmowy zadzwoniłem około godz. 21.00 do kolegi Jurka. Rozmawiałem z nim kilka minut. W pewnym momencie głos Jurka brzmiał, jakby trzymał głowę w wiadrze. Rozmowę zakończyliśmy, ponieważ głos Jurka był prawie niesłyszalny. Po rozmowie z Jurkiem zadzwonił do mnie Bogdan, ten pierwszy rozmówca, i powiedział mi, że kilka minut po zakończeniu rozmowy ze mną odezwał się mój telefon. Wyświetlił się mój numer i Bogdan słyszał całą moją rozmowę z Jurkiem. Zapytałem moich kolegów od telekomunikacji. Śmiali się, że „ubecja” urządziła sobie telekonferencję z udziałem moim i osób trzecich. Po tym przykrym doświadczeniu wyrzuciłem do kosza moje dwa telefony komórkowe i kupiłem cztery nowe, na kartę i z doładowaniem. Systematycznie wyrzucam do kosza jeden z nich, co kilka dni.

Prezes PAN zaprasza ekspertów zespołu na naukową konferencję „smoleńską”. Tylko nie wiadomo jeszcze, gdzie i kiedy. Pójdzie Pan?
– Jeśli takie zaproszenie dostanę – to oczywiście – pójdę.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... owcem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /