Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 168 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 15 cze 2015, 21:08 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
...Do wyborów pozostało już tylko 4 miesiące i dymisja pani premier nie ma sensu. Niech ta formacja gnije dalej, ale trzeba bardziej pilnować Polski, aby ta ekipa nie dokonała jeszcze większych strat. Dobrze, że mamy już nowego prezydenta, który zapewne będzie tego pilnował....


O ile nie dokonają jakiegoś przewrotu np. wojskowego. Po tych łajdakach wszystkiego można się spodziewać.
Czy ktoś przypuszcza, że władzę raz zdobytą tak łatwo oddadzą .... ?

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 15 cze 2015, 21:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Coltrane napisał(a):
O ile nie dokonają jakiegoś przewrotu np. wojskowego. Po tych łajdakach wszystkiego można się spodziewać.


Po wyczynach Klicha brakuje im sił na taką operację i będą musieli "pożyczyć" kilka brygad od bratniej bundeswehry.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 18 cze 2015, 18:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli

Z Janem Krzysztofem Ardanowskim, posłem PiS, byłym doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw wsi i rolnictwa, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Ewa Kopacz obiecała rolnikom, że będzie nadzorować prace nad ustawą o ochronie ziemi przed wykupem przez obcokrajowców. W Pana ocenie, parlament skończy prace nad ustawą przed 1 maja 2016 r.?
– Na dzień dzisiejszy sytuacja jest taka, że jeszcze możemy zdążyć. Ale wymagane jest do tego stanowisko rządu. Co z tego, że powołano podkomisję? Co z tego, że Sejm chce pracować? Co z tego, że w komisji i podkomisji posłowie PSL i Platformy deklarują, że takie ograniczenia trzeba wprowadzić? Prywatnie muszę stwierdzić, że nie wierzę w czyste intencje PSL, bo przecież mieli osiem lat żeby wprowadzić ograniczenia. Dlaczego nic nie zrobili? Teraz rzutem na taśmę próbują wprowadzać rozwiązania prawne. Z natury jestem wyrozumiały, ale lepiej, jak rozum do kogoś wraca nawet późno niż wcale i musi dalej tkwić w głupocie. Niezależnie, kto to zgłasza, trzeba nad tym pracować. Myślę, że w tym parlamencie, jeżeli nie będzie ze strony rządu obstrukcji, to możemy zdążyć z uchwaleniem przepisów.

Nowe przepisy trzeba będzie bronić przed instytucjami unijnymi.
– Oczywiście. Tu sprawą otwartą pozostaje jednak, jak to robić. A to, że Trybunał Sprawiedliwości i inne organy europejskie o te przepisy się upomną, jest niemal pewne. A że nie będzie łatwo ich bronić, to pokazuje przykład Węgier, Bułgarii czy Łotwy. Komisja Europejska już skierowała te kraje na drogę wyjaśnień zgodności ich prawa z prawem unijnym. My musimy twardo bronić swojej racji stanu i szukać sojuszników, którzy mają podobne problemy. Potrzebne jest więc stanowisko rządu oraz jego determinacja. Istotna również będzie rola prezydenta. Ponieważ wspólnie rząd, parlament i prezydent będą musieli twardo bronić przepisów przed instytucjami Unii Europejskiej.

A jaką rolę w procesie uchwalania przepisów chroniących ziemię może odegrać prezydent Andrzej Duda?
– Bardzo ważną. W Polsce nie można uchwalić prawa bez zgody prezydenta. No, chyba że ma się taką większość w Sejmie, że weto prezydenta można odrzucić. Prezydent elekt podkreśla ochronę polskiej ziemi. To jest jego szczera deklaracja z kampanii wyborczej. Jeżeli Sejm w wyniku obstrukcji ze strony Platformy i PSL nie pracowałby nad tymi rozwiązaniami, to prezydent Duda, zaraz po złożeniu przysięgi i objęciu stanowiska, ma zgłosić taki projekt. Bardzo bym chciał, aby te rozwiązania zostały przygotowane jeszcze w tej kadencji parlamentu, ale muszę być realistą. Skoro do tej pory nie było szczerej woli, a teraz pojawiła się jedynie gra polityczna, to cudów nie można się spodziewać. Jak nie uda się w tej kadencji, to ustawa o ochronie ziemi będzie jedną z pierwszych w nowym Sejmie. Andrzej Duda zapowiedział również, że gdy trzeba będzie bronić polskiego stanowiska, to on nie będzie chować głowy w piasek, a spotka się z urzędnikami unijnymi czy z głowami innych państw.

Zapytam o Pana plany. Będzie Pan doradzał prezydentowi Andrzejowi Dudzie w sprawach wsi i rolnictwa?
– Andrzej Duda ma absolutne prawo skompletowania sobie ekipy. Zajmowałem się sprawami wsi w kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Wydaje mi się, że z mojej pracy był zadowolony. Natomiast istnieje potrzeba ustalenia z moją macierzystą partią, gdzie moje umiejętności będą bardziej przydatne – w Kancelarii Prezydenta, Sejmie, a może w rządzie. To nie do mnie należy decyzja. Jedynie życzę sobie tego, żeby moje doświadczenia i umiejętności, zarówno rolnika, szefa organizacji rolniczych, jak i człowieka znającego zasady funkcjonowania administracji, były jak najbardziej dla Polski przydatne. A to, gdzie będę pracował, to jest sprawa otwarta.

Kiedy więc ta sprawa będzie jasna?
– Ostateczne kompletowanie Kancelarii Prezydenta nastąpi dopiero po objęciu przez Andrzeja Dudę funkcji głowy państwa. W tym momencie trwają rozmowy. Obecnie przygotowuję się do najbliższych wyborów parlamentarnych. To, że wygrał nasz kandydat, człowiek, którego szanuję i z którym pracowałem w kancelarii Lecha Kaczyńskiego, to jest dla mnie wielka radość. Jest to jednak jeszcze za mało. Jeżeli na poważnie myślimy o naprawie Polski, to musimy odsunąć obecną ekipę od władzy. Trzeba więc wygrać wybory parlamentarne. Wszyscy więc, którzy są rozpoznawalni i cieszą się popularnością w pewnej grupie społeczeństwa – a ja mam nadzieję, że rolników nie zawiodłem – muszą być gotowi stanąć do walki w wyborach parlamentarnych. A to, gdzie komu będzie pisane pracować, dobrze oddaje powiedzenie: „Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli”, więc ja się na nim oprę.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-pol ... resli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 07 lip 2015, 07:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Polacy czekają na konkrety

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, ekonomistą, rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, które z propozycji przedstawionych w sobotę przez Beatę Szydło uważa Pan za priorytetowe?


– Priorytetowe propozycje to te, które zwiększają dochody większości Polaków i kreują rozwój gospodarki. Ważne jest podwyższenie kwoty wolnej od podatku, która jednak w przypadku rodziny z dwojgiem i więcej dzieci powinna być dwa razy wyższa, tzn. 16 tysięcy złotych na osobę uzyskującą dochody. Prof. Zyta Gilowska bardzo niesprawiedliwie potraktowała kiedyś Polaków uzyskujących mniejsze dochody. Warto zatem pomyśleć równocześnie o stawce 10 proc. dla tych, którzy osiągają dochody poniżej 25 tysięcy złotych. Patriotyzm gospodarczy to drugi ważny priorytet. Hasło to jednak za mało. Potrzebna jest spokojna, przemyślana budowa prawdziwej, dobrej strategii. Szybkie, polityczne pomysły to za mało.

Propozycje Beaty Szydło dotyczące obniżenia VAT do 22 proc., 15 proc. podatku CIT dla małych przedsiębiorstw, 100-procentowa amortyzacja wydatków inwestycyjnych to realne pomysły do udźwignięcia przez budżet?
– Dwie pierwsze propozycje, korzystne dla małych firm, to jednak tylko kosmetyka. Dobra zmiana nie polega na drobnym retuszu. Dobra zmiana to w przypadku podatku CIT jego likwidacja. W jego miejsce należy wprowadzić dla wszystkich przedsiębiorstw ze sfery produkcji, usług i handlu powszechny (zróżnicowany) podatek od przychodów ze sprzedaży. Tylko wówczas wszyscy, bez względu na wielkość firmy, kraj pochodzenia właściciela i lokalizację będą płacić podatki. W ten sposób będzie można poprawić sytuację budżetu państwa. Stuprocentowa amortyzacja to nie jest najlepszy pomysł, ale to już temat na dłuższą dyskusję. Nie każde korzystne na pierwszy rzut oka rozwiązanie dla przedsiębiorcy, zwłaszcza w zakresie inwestycji, kreuje zyski i buduje konkurencyjność w długim okresie czasu.


Założenie, że im więcej pieniędzy pozostanie w portfelach Polaków, tym lepiej dla nich samych oraz dla gospodarki i państwa brzmi zachęcająco. Ale czy nie jest tak, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić?
- Wszelkie dane porównujące Polaków z innymi nacjami Unii Europejskiej pokazują, że pracujemy długo, a w stosunku do PKB otrzymujemy mniej. Trudności są pochodną sposobu realizacji zmian. Dobra zmiana, z dobrymi pomysłami i uczciwymi, kompetentnymi wykonawcami to szansa na sukces.



Padła też deklaracja, że póki Polacy nie będą mieć dochodów i zarabiać na poziomie państw tzw. starej Unii, Polska nie powinna wchodzić do strefy euro.

- Świat się nie zawali. Przed kilkoma laty, gdy premier Tusk ogłosił, że za kilka lat Polska przyjmie euro, powiedziałem, że jest to możliwe, bo rząd, chcąc wypełnić unijne umowy, może to zrobić. Ale dodałem wówczas, że tak naprawdę najważniejsze są realne dochody Polaków. Dochody, które będą satysfakcjonować większość pracujących Polaków. Wówczas nie będzie aż tyle minusów takiego przedsięwzięcia, ale równocześnie pojawi się racjonalne pytanie – skoro jest dobrze, to po co zmieniać walutę. Przecież dla Greka nie jest ważne, czy będzie on otrzymywał euro, czy drachmy. Jego tak naprawdę interesuje siła nabywcza waluty, w której zarabia lub w której otrzymuje emeryturę czy rentę.

Jak ocenia Pan zmiany gospodarcze zaproponowane przez Beatę Szydło?
– Zmiana oznacza, że kogoś lub coś zastępujemy kimś lub czymś innym. Nowy premier to zmiana. Retusz podatkowy zaproponowany przez Beatę Szydło to w dużym stopniu kosmetyka. Zastąpienie CIT-u podatkiem od przychodów ze sprzedaży to zmiana. Totalna zmiana systemu poboru i rozliczania składek rentowych, emerytalnych, zdrowotnych itp. oraz zasad ich wypłacania to powinna być najważniejsza zmiana, którą może zaproponować nowy rząd już w październiku.


Opodatkowanie hipermarketów i banków to dobry pomysł?

- Za dużo mówimy o pomysłach, tymczasem należy działać. Opodatkowanie tych podmiotów powinno być zwyczajnym elementem nowego systemu podatkowego, tj. podatku od przychodów ze sprzedaży. Co ciekawe, akurat jedyna informacja z Polski, którą pokazała w sobotę na pasku francuskiego Kanału Informacyjnego France 24, to była informacja o tym, że Beata Szydło chce nacjonalizować banki.

Beata Szydło na liczbach i bardzo konkretnie pokazała, że to, co niemożliwe dla rządów PO i PSL, dla PiS jest realne i wcale nie tak drogie, jak straszyła PO…

- Wszystko, co nie przynosi korzyści specjalistom od „kręcenia lodów”, jest z góry traktowane jako niemożliwe czy wręcz szkodliwe. Przecież jest oczywiste, że np. podwyższenie kwoty wolnej od podatku i zmniejszenie podatku PIT dla biedniejszych zwiększy dochody m.in. wielu małych i średnich firm i oczywiście wpływy z VAT do budżetu.


Wygląda na to, że Platformie zostało zadane równanie, które ciężko będzie rozwiązać przy pomocy PR-owskich wybiegów…?
– Specjaliści od kreowania nienawiści i opluwania Polski i Polaków po prostu pominą to równanie. Wataha opluwaczy to głównie historycy, niby dziennikarze i politycy. Oni nie lubią równań. Warto sobie uświadomić, że minione lata pokazały na przykładach: PEKAO SA, PZU SA, Pendolino, dyskusji cmentarnych czy u „Sowy”, że znajomość równań nie jest rządzącym potrzebna. A ponieważ zdecydowana większość Polaków zarabia mniej niż sześć tysięcy złotych miesięcznie, to jak twierdzi polskojęzyczna, unijna komisarz, tym bardziej nie trzeba się było wysilać. Pozostaje mieć nadzieję, że może wreszcie sami Polacy, zanim zagłosują, spróbują przemyśleć to proste stwierdzenie.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... krety.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 25 lip 2015, 06:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Byle tylko do jesieni i wszystko się zmieni

Koń jaki jest, każdy widzi. I, II i III władza = biznes. Oto wielkie jest koryto. Pachnie strawą wyśmienitą. A więc przy nim z każdej strony, świńskie kręcą się ogony. Piekiełko wyborcze już ruszyło. Jak się patrzy na kiełbasy wyborcze, ile pieniędzy wydają na busy i pociągi, na PR żeby służyć narodowi i Polsce to aż się nóż w kieszeni sam otwiera. Pieniędzy w budżecie na sprawy społeczne, socjalne nie ma, ale na dofinansowanie partii, szwedzkie stoły polityków suto zakrapiane, próżny senat i euro osłów to są. W nagrodę za wyprzedaż Polski i eksterminację narodu dostają zdrajcy ekstra etaty w Brukseli zamiast łagry na Syberii. Mają media i to oni kreują opinię. Większość programów interwencyjnych w TV to pic na wodę fotomontaż. Rzecznik Praw Obywatelskich, to też tylko nazwa. To tak jak Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości – instytucje polityczne.

Nie ma także realnych organizacji walczących o prawa człowieka. Albo nie mają uprawnień, albo widzą tortury w Syrii, na Ukrainie, w Burkina Faso, a w Polsce zajmują się kochającymi inaczej i rotacją funkcji młodych prawników w swoich szeregach. Nawet kościół katolicki – tu się narażę – etykę zamienił na dyplomy i limuzyny. Nikt nie widzi samobójców, emigrantów, bezrobocia, eksmisji na bruk, braku normalnej służby zdrowia. Liczy się tylko biznes i kasa. Świat stanął na głowie. Wszystko odwróciło się w Polsce o sto osiemdziesiąt stopni. Najgorszymi gangsterami są prokuratorzy i sędziowie. Zamiast ścigać przestępstwa, kamuflują je i zamiast bezstronnie ważyć sprawiedliwość, torturują niewinnych ludzi. To jest legalna mafia. Ze stratą dla budżetu i z pogwałceniem praw człowieka. Gorsi od tych, których rzekomo ścigają i sądzą. Nadużywają władzy i pieczątek. Należy przywrócić państwo obywatelom.
Ta gangsterska symbioza, ten bolszewicki układ, to największa zaraza Rzeczypospolitej Polskiej. Sodoma i Gomora. Nie mówię tego na podstawie osobistych doświadczeń i nie piszę spiskowych teorii dziejów. Koń jaki jest każdy widzi. Wiele ofiar tego systemu już nie żyje. Zostali najzwyczajniej zamordowani przez bezpiekę. Wielu prawników uciekło przed śmiercią z kraju nieobjętego hitlerowskim czy stalinowskim zaborem. Wielu obywateli kopie się jeszcze ze zbrodniarzami w kraju. Mają wiedzę i argumenty, ale nie mają pieczątek i ZOMO. Wielu wartościowych rodaków zostało wykluczonych społecznie lub zostało wygnanych na banicję. Trzeba zrobić wszystko, żeby wrócili. To jest poważna broń w walce z wewnętrznym okupantem. Złoczyńcy etyki już nawet na sali sądowej nie stosują. Poszkodowanym Polkom, zamiast udzielić pomocy, wyżerają trzewia od środka. Jeśli przywrócimy państwo obywatelom, jeśli dostaniemy się do akt III władzy, to trzeba będzie z pewnością wiele Gostyninów zbudować. Oni o tym wiedzą. Na razie gangrena tradycji, chora rutyna, zboczona strategia, patologia władzy, przysłoniła im świadomość. Myślą, że III rzesza będzie wieczna. Jest wielu normalnych prawników, ale reguły gry nie pozwalają im się wychylić z układu zamkniętego.

Małe kuku już się dokonało. Prezydentem nie został ponownie swój człowiek. „Dysydent”, który wręczał medale agentom. Unia Wolności też upadła po raz drugi. Ważą się losy etatów i funkcji w służbach specjalnych. Na jesień, 25 października, wybory parlamentarne. Sondażownie, Balcerowicze i Michniki już pracują na utrzymanie się na szpicy kolaborantów. Tak to widzę. Jako socjolog, przewiduję ciekawy scenariusz. PiS dojdzie do władzy i to w znaczącym stopniu, choć nie rewolucyjnym. Będzie musiał sobie przybrać jednego koalicjanta. Jak weźmie PSL, to reformy nie będzie. Jak weźmie Ruch Kukiza to będzie musiał podzielić się nie tylko władzą, ale i pierestrojką. Wierzę, że stracą funkcje wykidajła PG, MS i RPO. Wierzę, że zmienią regulaminy, niezawisłość i immunitety sędziom oraz prokuratorom. Wierzę, że będzie personalna odpowiedzialność urzędników i funkcjonariuszy za ich błędy. Wierzę, że będzie odpowiedzialność kryminalna przestępców w togach. Wierzę, że część z nich co najmniej wyemigruje do Izraela lub Anglii za swoje grzechy. Żeby tak się stało, trzeba przywrócić państwo obywatelom. Można nie lubić Pawła Kukiza, można mieć mu za złe pewne ruchy personalne, można mieć niewiarę w transparentność i w demokrację bezpośrednią, ale trzeba w coś wierzyć. Trzeba zaryzykować i działać. Bo jedność, solidarność i łączenie to siła. Tylko masy mogą zrobić pospolite ruszenie.

Paweł Kukiz sam zaskoczony jest tak dobrym (21%) wynikiem jaki uzyskał w wyborach prezydenckich. Nie czas i miejsce oceniać tego przyczyny i zasługi. Czas przeanalizować jak wykorzystać to i przenieść na wybory parlamentarne. Paweł Kukiz nie mówi głośno o wyborach parlamentarnych. Mówi, że programy polityczne to oszustwo. Wierzy w struktury bez struktur. Skupił się na ogólnokrajowym referendum, które odbędzie się dnia 6 września 2015 r. Postawił na woJOWników. Trochę dymi w jego otoczeniu, notowania mu spadają. Przygarnął Jacka Wika i liczy na emigrantów. Czy dobrze postawił to się okaże. Niektórzy są smutni, niektórzy zawistni. Niektórzy go wyzywają od banderowców, od żydłaków, od „TW”. Mieliśmy już Solidarność, mieliśmy Samoobronę. Mieliśmy Lecha Wałęsę, mieliśmy Andrzeja Leppera. Zawiedliśmy się na nich. Mamy Pawła Kukiza i antysystemowców. Do trzech razy sztuka. Należy się zastanowić, czy wygraną jest mój osobisty awans, czy wygraną będzie awans drużyny. Ja stawiam na drużynę, bo czwartej szansy może już nie być. Trzeba tylko wejść dużą siłą antysystemowców z Ruchem Kukiza i wymagać przywrócenia państwa obywatelom. Dość państwa w państwie. Jeszcze Polska nie zginęła.

„Poniżej przesyłam scan pisma przekazanego ponownie w dniu 05.03.2015 r. osobiście do rąk pana Pawła Wojtunika, Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
W dacie potwierdzającej przyjęcie pisma, również osobiście i ponownie przekazałem Szefowi CBA plik dokumentów, liczący 175 kart, dokumentujący w formie uporządkowanej opis przestępczych działań osób sprawujących kierownicze funkcje w naczelnych i centralnych organach władzy i administracji państwowej.
Przekazane Szefowi CBA dokumenty, w kopii stanowiące wypełnienie treści 19-stu zawiadomień o przestępstwach podlegających ściganiu z urzędu, przesłanych wcześniej do Prokuratora Generalnego i Komendanta Głównego Policji, nie wywołały żadnej prawidłowej reakcji ze strony wzywanych organów państwowych. W tym samym czasie jednak, idąc za tekstem 19-stu zawiadomień „a contrario”, jak to ujawnił jeden z zawiadomionych przedstawicieli tzw. wymiaru sprawiedliwości, realizowany jest wybiorczo, przy swoistym uczestnictwie „reszty bezradnego i żyjącego w ustawicznym strachu społeczeństwa”, na polecenie osób wskazywanych jako sprawcy czynów przestępczych w treści w/w zawiadomień, proces likwidacji kolejnych świadków – pojawiły się w międzyczasie dla ułatwienia jego społecznej akceptacji szczególne lokalizacje – i powstają kolejne „nowelizacje aktów prawnych” tworzonych od początku przez funkcjonariuszy wojskowych i cywilnych służb specjalnych. Kontynuowane są „rodzinne” kariery zawodowe rozpoczęte w szeregach Informacji Wojskowej i w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Przeciwstawienie się temu procesowi nigdy nie było „trendy” i nie jest nim również obecnie, jeżeli odwołam się np. dla przykładu do poziomu reakcji środowisk grupujących tzw. kręgi patriotyczne – w podtekście wyrażające oficjalnie zatroskanie o przyszłość Polski – na informacje o umorzeniu śledztwa w sprawie podejrzenia korupcji w Sądzie Najwyższym i sądach powszechnych oraz adwokaturze i prokuraturze apelacji wrocławskiej, a równocześnie na informacje o wszczęciu przez Prokuraturę Apelacyjną w Lublinie śledztwa przeciwko Szefowi CBA, który tak naprawdę przyznał się do faktu przyjęcia 175 kart dokumentów ukazujących m.in. przestępczą działalność Prokuratora Generalnego, A. Seremeta i jeszcze Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, B. Komorowskiego.

Znana w niektórych kręgach praca pana W. Sumlinskiego stanowi nawiązanie do „ułamka prawdy” o panu B. Komorowskim & Co., której rozwinięciem powinna być weryfikacja dokumentów, w których posiadanie wszedł z mojej inicjatywy Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego.”

Ostatnio z sali posiedzenia apelacyjnego wyszedł adwokat warszawski i jakie było moje wielkie zdumienie gdy powiedział „byle tylko do jesieni i wszystko się zmieni”. Bądźmy dobrej myśli, nic nie trwa wiecznie.

Grzegorz Niedźwiecki
Andrzej M. Czyżewski
Danuta Radwańska Vollus

http://3obieg.pl/byle-tylko-do-jesieni- ... sie-zmieni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 26 paź 2015, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Wygląda na to, że mamy wreszcie po 25 latach niewoli okrągłostołowej i przymusowej kolonizacji naszej Ojczyzny chwilę, na pierwszy oddech wolności.
Tylko, że teraz po wyborach będzie jeszcze bardziej "pod górkę" niż przed wyborami. Sprzysięgną się przeciw nam wszystkie siły wewnętrzne i zewnętrzne uczestniczące w kolonizacji naszej Ojczyzny. Być może nagle okaże się że jesteśmy zadłużeni niczym Grecja i że .... jesteśmy bankrutem. Być może odkryjemy ile pułapek i "haków" na PiS pozostawiła klika PO - PSL, które utrudnią rządzenie, rozregulują finanse, itp.
Musimy i to pokonać.
Musimy przetrwać.
Musimy się odrodzić.
Musimy wznieść się do poziomu polskich możliwości.
Nie możemy znów stać się jako naród i państwo marionetką w rękach politycznych gangsterów i zewnętrznych kolonizatorów.
Nie możemy powrócić do szamba moralnego III RP.


Z mandatem do wprowadzania zmian

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem PiS, członkiem senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk

Co czuje polityk, gdy jego partia wygrywa wybory z 39,1-procentowym poparciem i będzie rządziła samodzielnie?
– Satysfakcję, bo jest to ogromny sukces, którego głównym autorem jest Jarosław Kaczyński. To on pokazał, jak ważna w polityce jest konsekwencja. Czekaliśmy długo i niejednokrotnie przy bardzo gorzkich wydarzeniach na to, że Polacy powierzą nam mandat do sprawowania władzy. Kandydat PiS Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie. Dziś dowiadujemy się, że bezwzględne zwycięstwo odnosi Prawo i Sprawiedliwość, jest to więc rok niezwykłych sukcesów. Gdyby nie szczególne zaangażowanie polityków PiS i wyraziste przywództwo Jarosława Kaczyńskiego, którego cechowała długofalowość wizji, to tego sukcesu by nie było.

Platforma i jej młodsza siostra Nowoczesna zdobyły wspólnie 30,5 proc. To dużo. Co przesądziło o tym, że mimo solidnego wyniku nie udało się jej wygrać wyborów?
– Społeczeństwo jest zmęczone retoryką pseudoliberalną. Polacy nie dadzą się mamić wizją Polski proponowaną kiedyś przez PO, a którą teraz próbuje kontynuować Nowoczesna. Pomysł Ryszarda Petru na podatki, a więc 3 razy 16 to jest to samo, co Donald Tusk proponował 10 lat temu w haśle 3 razy 15. Jak słucham polityków Nowoczesnej, to mam wrażenie, jakby mówili działacze Unii Wolności. To jest grupa ludzi, która twierdzi, że wie lepiej i stara się funkcjonować na tej zasadzie. Odnoszę wrażenie, że Polacy są zmęczeni tą retoryką. Oczekuję innej polityki, czyli zmiany. W tym tej pokoleniowej.

14 proc. społeczeństwa postanowiło oddać głos na partie antysystemowe jak Kukiz’15 czy KORWiN. Co z wyborcami tych ugrupowań? Rządy PiS będą w stanie zaproponować im taką wizję Polski, w której będą szczęśliwi?
– Rozmawiamy w sytuacji, w której nie znamy jeszcze oficjalnych wyników, a według sondaży KORWiN ma 4,9 proc. Może się więc okazać, że politycy tej partii znajdą się w Sejmie. Pokazuje to, że antysystemowe ugrupowania są silne, a z pewnością będą coraz silniejsze. Tym bardziej że projekt europejski pokazuje swoją nicość, miałkość, bezideowość. Nie znajdziemy także w nim oparcia w solidnych fundamentach wartości. Kwestia imigrantów, zastoju gospodarczego czy kryzysu wartości europejskich będzie rzutowała na to, że ugrupowania antysystemowe będą rosły w siłę. To jest wyzwanie dla rządu. My z pokorą podchodzimy do wyników tych wyborów. Czekamy na oficjalne potwierdzenie i podział mandatów i wtedy będziemy wiedzieć, jaki rząd będzie w przyszłości i co możemy zrobić dla obywateli.

Ale musi przyznać Pan rację Pawłowi Kukizowi i Januszowi Korwin-Mikke, że system podatkowy, czy działania prokuratury i organów ścigania, to są te kwestie, które wymagają rewolucji.
– Tak, to są kwestie, które wymagają gruntownych zmian, albo, jak kto woli, rewolucji. My to mamy w swoim programie. Funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości i całego aparatu skarbowego to są kwestie, na które mamy pomysł. Przypomnę, że sądownictwo w Polsce jest najdroższe na jednego mieszkańca ze wszystkich krajów w UE. A jak działają sądy, jaka jest ich opieszałość, to każdy obywatel, który miał z nimi do czynienia, dobrze wie. Również mamy najdroższy na jednego mieszkańca, ze wszystkich krajów Wspólnoty, aparat skarbowy. Jego skuteczność w ściganiu tych, którzy unikają podatków, a są duzi, jest wyjątkowo niska. Natomiast jest on opresyjny w stosunku do zwykłych obywateli i małych przedsiębiorstw. To wywołuje naturalne reakcje społeczne i powoduje, że te dwie sfery życia są traktowane przez społeczeństwo jako bardzo poważne wyzwania, które stoją przed nowym rządem.

Wydaje się przesądzonym to, że Lewicy nie uda się przekroczyć progu wyborczego. Co przesądziło o ich klęsce?
– Używając języka piłkarskiego, Lewica zakiwała sama siebie. Pojawienie się Nowoczesnej i partii Razem spowodowało, że zabrakło części tradycyjnego elektoratu SLD i Palikota. Drugim problemem jest fiasko koncepcji koalicji. Gdyby Zjednoczona Lewica nie szła w formule koalicji, spokojnie przekroczyła y próg i miałaby premię przynajmniej 2 proc. Przy koalicji część elektoratu zastanawiała się, czy warto głosować na Lewicę, skoro może mieć problemy z przekroczeniem progu. To spowodowało tę sytuację, którą mamy teraz, czyli że SLD i Palikot są poza Sejmem.

Beata Szydło pokazywała ustawy, które mają być złożone w Sejmie zaraz po wyborach. Z kolei na początku roku z ust każdego polityka związanego z PiS padał jeden postulat – po wygranych wyborach wypowiemy tzw. konwencję antyprzemocową. Stwierdzenie to pozostaje nadal aktualne?
– Deklaracje, które pojawiły się w toku kampanii, są jak najbardziej aktualne. Mam nadzieję, że to szybko nastąpi. Podobnie jest z przygotowanymi projektami ustaw. Jeżeli będziemy mieć bezwzględną większość w Sejmie i Senacie, co prawdopodobnie nastąpi, to nie widzę przeszkód, aby niezwłocznie te działania przeprowadzić.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zmian.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 06 lis 2015, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Czekając na rząd

Od 25 października cieszę się podwójnie - raz jako wierny wyborca PiSu a drugi raz jako świadomy obywatel. Pierwszy raz po wojnie jaruzelskiej jest partia, która nie musi mieć żadnego koalicjanta. Ma większość w Senacie i w Sejmie oraz Prezydenta którego wystawiła w wyborach. Jeśli "skrewi" to nie będzie miała na kogo złożyć winy i wtedy będę pierwszą która ją z tego rozliczy. Ale teraz jest czas powyborczy kiedy rządu jeszcze nie ma i rozumiem doskonale kłopoty dziennikarzy. Trudno przyczepić się do działań ministrów kiedy nie wiadomo kto tym ministrem zostanie. Tak - najstarsi ludzie pamiętają, że kiedyś dawano nowemu rządowi sto dni "rozbiegówki" a ja ponieważ jestem bardzo pamiętliwa przypominam sobie nawet apel o 500 dni dla rządu. Oczywiście żadne zasady nigdy nie dotyczyły PiSu więc się specjalnie nie zdziwiłam tym ponaglaniom - chociaż każdy wie jak wyglądało to w poprzednich razach.Wygląda na to że nowy rząd będzie najszybciej powołanym rządem w RP.

Mam niezły ubaw kiedy słucham kolejnych przymiarek do stanowisk ministerialnych a potem leją się łzy rzęsiste - jak to? Iksiński a nie Ygrekowski? No i te doniesienia z Nowogrodzkiej. Najlepsze było (nie pomnę gdzie bo do głupot nie przywiązuję wagi) od "stałego donosiciela z PiSu" Kandydat wchodzi do gabinetu Prezesa a tam oprócz niego kilku z zakonu PC i po rozmowie wychodzi - zmęczony, naładowany energią albo ze zwieszoną głową. Ten ostatni ma przechlapane - ale ponieważ pracownik mediów nie napisał dokładnie jak to się odbywa to nie wiem - czy Prezes widzi przez ściany czy ktoś obserwujący delikwenta na korytarzu wlatuje do gabinetu i melduje. Wynika z tego że wyboru ministra dokonuje Tajemnicza Osoba z korytarza..

Do tego wszyscy pochylają się z troską nad Beatą Szydło. Jakaż ona biedna! Pojechała na Wszystkich Świętych do domu i jeszcze o Zaduszki zahaczyła a przecież po roku (tak - bo kampanię PAD zaczęła po 11 listopada 2014) pracy powinna w ciągu kilku godzin utworzyć rząd. Do tego robiła ZAKUPY! Dla mnie bomba - nie będzie musiała się dowiadywać z roczników statystycznych jakie są ceny w Polsce.

No więc nie wiem jak wy - może się martwicie (są tacy ludzie którzy martwią się nawet szóstką w lotka) ale ja słucham programów informacyjnych jednym uchem, oglądam jakieś stare seriale i programy "ze zwierzątkami" i spokojnie czekam. Na pewno w rządzie nie będzie "psiapsiółek" BS ( ciekawa jestem czy ktoś z dziennikarzy spodziewał się Tereski w MSW?), wszystkie kandydatury zaakceptuję bo większość miała już do czynienia z rządem i miała 8 lat na przemyślenia. Jak będzie za co krytykować to będę to robić. Jak będzie dobrze - będę chwalić. Ale na litość! Nie będę robiła za przyszłą teściową która z góry wie że żadna synowa nie jest godna być żoną jej cudownego synalka.

http://ufka.salon24.pl/678082,czekajac-na-rzad


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 09 lis 2015, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Poczekajmy z reformą samorządu

Wraz ze zwycięstwem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych pojawił się temat utworzenie dwóch województw – warszawskiego i roboczo nazwanego koszalińskim. To w ocenie części ekspertów pociągnie za sobą przyśpieszone wybory samorządowe.

O przyśpieszonych wyborach samorządowych mówi się od dawna. Sprawa ta jednak poczeka do chwili powołania nowego rządu i będzie zależała od tego, jaki układ zapanuje w Sejmie. Kluczowe jest, w kim Prawo i Sprawiedliwość znajdzie wsparcie i jak to wsparcie będzie się przekładało na konkretne sprawy. Jednak naprawdę nie chciałbym, aby wybory stały się ważniejsze niż reforma finansów, służby zdrowia czy OFE. Oczywiście można rozpisać nowe wybory, ale czy to zmieni coś w życiu zwykłych obywateli?

Dlatego też w kierowaniu państwem powinno stosować się pewną hierarchię wartości. Podejmowanie reformy administracji, która pociągnie za sobą przyśpieszone wybory samorządowe, na tym etapie rządzenia to nie jest najlepszy pomysł. Ważne jest, aby zająć się teraz m.in. finansami czy demografią. Gdyby zrobić ranking spraw ważnych, nowy podział administracyjny z pewnością byłby poza czołową dziesiątką.

Według ostatniej reformy samorządowej realna władza w województwie przypadła sejmikowi, zarządowi i marszałkowi jako szefowi zarządu. Wojewoda stał się jedynie przedstawicielem rządu w terenie. Jest to tak naprawdę zbędna struktura, która nic nie wnosi. Nie robi nic oprócz tego, że wydaje paszporty i przyjmuje wnioski od starających się o pobyt w naszym kraju obcokrajowców. Urzędy wojewódzkie miały być z czasem likwidowane, a one się doskonale rozrosły. Jestem więc bardzo krytyczny wobec urzędu wojewódzkiego, który istnieje w obecnej formie.

Jestem z kolei gorącym zwolennikiem gmin. Tam dzieją się najważniejsze rzeczy dotykające obywateli na poziomie lokalnym. To tam porusza się kwestie przedszkoli, żłobków, dożywiania dzieci i dowozu ich do szkół. Od urodzenia do śmierci najważniejsze sprawy załatwiamy w gminie. Na tym bym się skupiał. Dlaczego nie zastanowić się nad zwiększeniem udziału gmin w podatkach, aby miały za co realizować swoje zadania. To jest istota działań w samorządzie, a nie tworzenie nowych urzędów.

Kolejną kwestią jest zaangażowanie obywateli w życie gminy. Jestem w tej sprawie większym optymistą niż większość publicystów. Widzę różnicę w podejściu obywateli do wyborów do samorządów. Zmiana się dzieje. Podczas pierwszych wyborów samorządowych ponad 20 lat temu ludziom było obojętne, kto jest radnym. Informacja wtedy była tabu, urzędnik ją taił i nikogo nie chciał do niej dopuścić. Dziś stworzono nam możliwość informacji publicznej, jest Biuletyn Informacji Publicznej, jest jawność. To się dzieje, bo mamy inne pokolenie.

Młodzież jest tą grupą, która wchodzi w życie dorosłe bardziej świadomie niż to miało miejsce niegdyś i oni sami wymuszają konkretne zmiany. Składanie wniosków czy obsługa przez internet, budżety obywatelskie to są rzeczy, które już się dzieją. To jest ta rewolucja, której nie widzimy. Może po prostu jej nie doceniamy?

Andrzej Maciejewski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rzadu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 26 cze 2016, 12:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Aleksander Ścios

BREXIT A SPRAWA POLSKA

Gdybyśmy mieli klasę polityczną wolną od dogmatyki „georealizmu”, obecna sytuacja zostałaby wykorzystana w polskim interesie i stała się impulsem do odbudowy zdrowych relacji z państwami Europy. Ponieważ od ćwierćwiecza rządzą nami politycy owładnięci mitologią „integracji europejskiej” i utrzymywania „dobrosąsiedzkich relacji” z Niemcami i Rosją, zewsząd dobiega lament nad rzekomo fatalnymi skutkami Brexitu i „osłabienia spoistości” Unii Europejskiej.

Takie sytuacje przypominają, że jednym z polskich nieszczęść jest dominacja niewolniczej klasy politycznej, która od początku ułomnej państwowości III RP próbuje narzucić przeświadczenie, jakoby suwerenność Polski była oparta na „integracji” z państwami europejskimi i zależna od wypracowania „georealitycznego konsensusu” między Rosją i Niemcami. To rozumowanie doprowadziło Polaków do zguby w wieku XVIII, zdecydowało o narzuceniu okupacji sowieckiej w roku 1945 i do dziś niweczy wszelkie próby wybicia na Niepodległość.
Z zażenowaniem, ale bez zaskoczenia przyjmuję lamenty prezydenta Dudy, którego jedyna troska dotyczy dziś „zachowania jedność i spójność” Unii Europejskiej oraz obawy przed „efektem domina, by społeczeństwa kolejnych krajów nie powiedziały, że już nie chcą być członkami europejskiej wspólnoty”.

Z rozbawieniem czytam wypowiedzi R.Czarneckiego -byłego członka Samoobrony i doradcy A.Leppera, a dziś wielce wpływowego polityka PiS, który straszy Polaków katastrofalnymi skutkami Brexitu i opowiada brednie o „prezencie zrobionym Rosji”.
Z obowiązku odnotowuję też mądrości B.Komorowskiego, w których były lokator Belwederu zachęca rząd do „głębszej integracji” i zachowania „spójności” UE oraz peroruje o „szampanie otwieranym na Kremlu”.
Łatwo dostrzec, że w obliczu takich wydarzeń, cała tzw. klasa polityczna III RP mówi jednym, całkowicie zgodnym głosem. Nie ma różnicy, między biadoleniem Andrzeja Dudy, lamentami Kwaśniewskiego i wywodami poprzedniego lokatora Belwederu.
W takich dniach, nie tylko widać realną wspólnotę establishmentu politycznego III RP, ale prawdziwy charakter tego państwa, zbudowanego na dwóch, szalbierskich dogmatach.
Pierwszym jest pogląd, jakoby zdradziecka konstrukcja okrągłego stołu była jedyną, na której można budować państwowość. Próba podważenie tego fundamentu jest traktowana niczym herezja i zamach na Polskę. Wywołuje histeryczne oburzenie „elit” i prowadzi do miotania najcięższych oskarżeń.

Drugim łgarstwem jest przeświadczenie, jakoby „integracja” z Unią Europejską była idealną i niezastąpioną formą naszej obecności w Europie, zaś „budowanie dobrosąsiedzkich relacji” z Rosją i Niemcami obowiązkiem, wynikającym z polskiej racji stanu.
W tej wąskiej doktrynie nie ma miejsca na refleksję historyczną i polityczną, a poglądy sprzeczne z tezami dogmatyków, są a priori odrzucane i negowane.
W III RP nie wolno głosić prawdy, że nie mamy interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE. Nie wolno również przypominać, że akces unijny nie jest formą nierozwiązywalnego sakramentu i winien być oceniany wyłącznie według polskich, narodowych racji.
Od czasu narzucenia Europie „ładu jałtańskiego”, polityka „georealistów” stanowi największą barierę dla naszych dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.
Istota polityki prowadzonej dziś pod auspicjami UE nie polega bowiem na zapewnieniu bezpieczeństwa i równego rozwoju państwom Europy Wschodniej, lecz na zabezpieczeniu interesów najbogatszych graczy Unii (ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec) oraz zagwarantowaniu Rosji „miejsca wśród narodów świata”. W oczach Zachodu, koegzystencja z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Dlatego „ceną spokoju” brukselskich eurołajdaków jest dziś Ukraina, a jutro być może Polska.
Łatwo zapomnieliśmy, że w ostatnich ośmiu latach III RP spełniała rolę rosyjskiego konia trojańskiego. Analiza tego okresu pozwala zrozumieć, że swoje europejskie interesy Rosja realizuje poprzez Unię Europejska i sojusz z Niemcami. Podstawowym elementem tej polityki była ekspansja Gazpromu na rynki europejskie. W ślad za nią podążały zastępy rosyjskich agentów i przedsiębiorców, powiązanych ze służbami specjalnymi. Dlatego w ostatnich latach, Moskwa nie tylko nie dostrzegała zagrożenia w procesie „integracji”, ale reżim Putina był żywotnie zainteresowany jak najściślejszym współdziałaniem Warszawy i Brukseli. Z takiej perspektywy należy oceniać „euroentuzjazm” Bronisława Komorowskiego, projekty „strategicznego partnerstwa” wysuwane przez Sikorskiego, czy brukselską misję Donalda Tuska. Putin nigdy nie miał problemów z unijnymi komisarzami i nim przystąpił do ekspansji militarnej starannie przygotował grunt relacji europejskich. Przypomnę, że w roku 2010 miało zostać podpisane „Porozumienie o wzajemnych stosunkach między Rosją, a UE”. Na przeszkodzie stanęło jednak twarde stanowisko, wyrażone przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Powodem sprzeciwu były wydarzenia w Gruzji, stosowany przez Rosję szantaż energetyczny oraz polityka podporządkowania państw byłego Związku Sowieckiego. Po 10 kwietnia 2010 ta przeszkoda została usunięta i państwa unijne z ulgą przyjęły rozwiązanie problemu „polskiej rusofobii”.
Dlatego upadek Unii lub zmiana dotychczasowych zasad polityki unijnej, byłaby katastrofą dla Rosji i zmusiła Putina do szukania nowych sojuszników i nowych obszarów wpływu. Ci zatem, którzy opowiadają bajki o „prezencie zrobionym Rosji”, albo nie odrobili lekcji z ostatnich lat, albo uprawiają ordynarną, rosyjską propagandę.

Doświadczenia historyczne nadto udowadniają, że „budowanie dobrosąsiedzkich relacji” z Rosją i Niemcami, musi być skazane na klęskę. Podejmowane po roku 1989 próby prowadzenia takiej polityki, dowodzą (w najlepszym przypadku) skrajnego infantylizmu i nieznajomości historii. Podobna sztuka nie powiodła się w okresie międzywojennym, gdy mieliśmy autentyczną niepodległość i polityków na miarę mężów stanu. Tym bardziej jest to nierealne dziś, gdy hybrydą PRL-u rządzą polityczne miernoty i zabobonni tchórze. Podobne mrzonki kosztowały nas zbyt wiele, by można sobie pozwolić na kolejne eksperymenty.
Niezależnie, ile pustych deklaracji złożą politycy, Moskwa i Berlin zawsze będą wrogami Polski. Historycznym dążeniem tych państw jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie nas z mapy świata. To, czego nie sformułuje dziś żaden polityk niemiecki, jest już realizowane na mocy sojuszu Merkel-Putin i dokonywane przy współudziale europejskich „elit”.
Realizm oparty na doświadczeniach historii i zrozumieniu polskich powinności nakazuje uznać, że Polska nie potrzebuje „przyjaźni” Rosji ani Niemiec. Sąsiedztwo tych państw jest dla nas źródłem nieustannych konfliktów, wojen i ograniczeń państwowości. Jeśli syta i próżna Europa „potrzebuje Rosji” – niech brata się z nią na własny rachunek. Jeśli chce ulegać dominacji Niemiec, niech pozwala na rządy Berlina we własnych państwach. Nigdy zaś kosztem Polski i naszej niepodległości.
Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w najżywotniejszym interesie Polaków leży, by Rosja została rozbita i zniknęła z mapy świata, Niemcy zaś stały się krajem słabym militarnie, politycznie i gospodarczo.
Jeśli „elity polityczne” III RP nie realizują dziś takiej polityki, to nie dlatego, że byłaby ona zgubna i sprzeczna z polską racją stanu, ale z tej przyczyny, że nie mamy autentycznej, polskiej reprezentacji.
Wrzawa związana z Brexitem powinna też uświadomić, że głównym problem Europy są Niemcy i ich agresywna, ekspansywna polityka, obliczona na ustanowienie „internacjonalistycznej wspólnoty” pod protektoratem niemieckim. To państwo nie tylko przejęło główne nici decyzyjne w strukturach Unii Europejskiej, ale od wielu lat próbuje narzucać dyktat krajom byłego Bloku Wschodniego i wspólnie z Rosją dąży do odbudowy sowieckiego imperium.
Każda akceptacja tej polityki, wyrażana przez czynniki polskie, jest aktem głupoty, ocierającym się o zdradę i tak powinna być traktowana przez ludzi świadomych zagrożeń.

Tylko lewackiemu szaleństwu i historycznej ignorancji przywódców Zachodu zawdzięczamy, że Niemcy znów mogą dyktować warunki współistnienia państw europejskich i narzucać swoją wolę krajom doświadczonym hitlerowską butą. To, co niemieccy politycy zaproponowali Europie nazajutrz po Brexicie - rząd europejski, przyjmowanie uchodźców i koniec państw narodowych, jest wyrazem niebywałej pogardy i przeświadczenia o wyższości racji niemieckich nad innymi. Jeszcze większym absurdem jest przyzwolenie, by Berlin decydował o gwarancjach udzielanych nam przez NATO i mógł blokować rozwiązana korzystne dla Polski.
Dyktat niemiecki zawsze prowadził Europę do katastrofy. Szczęśliwie, gdy będzie to kataklizm polityczny, polegający na rozpadzie współczesnej konstrukcji unijnej. Tragicznie, gdy zgoda na nadzór niemiecki nad UE i pakt Moskwa - Berlina doprowadzi do kolejnej konfrontacji militarnej i zniewolenia państw byłego Bloku Wschodniego.
Od wielu lat Unia Europejska staje się narzędziem służącym realizacji interesów niemieckich.
Żaden z rządów III RP nie potrafił przeciwstawić się tej tendencji i odwrócić niekorzystnej sytuacji. Przed kilkoma miesiącami napisałem, że utrzymywanie „sztywnego” kursu pro unijnego, z naciskiem na „dobrosąsiedzkie stosunki” z Niemcami i Rosją, jest dziś całkowicie bezużyteczne, a wręcz szkodliwe dla sprawy polskiej. To droga doszczętnie skompromitowana, którą establishment III RP doprowadził nas na skraj narodowej przepaści.

Mimo dziesiątków dowodów wrogości ze strony Niemiec i innych państw unijnych, pomimo zmasowanej ofensywy rosyjskiej agentury i ewidentnych aktów zdrady dyplomatycznej ze strony tzw. opozycji, rząd PiS nadal pozostaje zakładnikiem zabójczego „georealizmu” w stosunkach międzynarodowych i bezmyślnym czcicielem mitologii demokracji. Uprawianie tych zabobonów sprawia, że polityka tego rządu w niczym nie odbiega od „standardów” poprzedniej ekipy i musi doprowadzić do pogorszenia naszej sytuacji.
Kto nadal twierdzi, że „z Niemcami łączą nas przyjacielskie stosunki” (W. Waszczykowski), a w relacjach międzynarodowych - „jesteśmy przeciwni izolowaniu Rosji” (K.Szczerski), nie tylko nie zrozumiał niczego z polskiej historii i nie odrobił lekcji współczesnej polityki, ale za cenę naszego bezpieczeństwa uprawia kompromitującą demagogię i prowadzi nas w „georalistyczną” pułapkę.
Odważna decyzja Brytyjczyków o wystąpieniu z Unii Europejskiej stwarza niepowtarzalną szansę na przełamanie monopolu niemieckiego i stworzenie nowych fundamentów wspólnoty europejskiej. Nie uda się tego zrobić bez obalenia obecnego porządku i odrzucenia władzy unijnych komisarzy. Nie można pozwolić, by państwo najbardziej odpowiedzialne za obecny kryzys, nadal grało rolę europejskiego sternika. Za to, co zrobiła Europie kanclerz Merkel, gdy nie pytając o zgodę sprowadziła na Stary Kontynent zagrożenie terroryzmem islamskim, a następnie żądała eksportowania tej zarazy do innych państw Europy, powinna stanąć przed międzynarodowym trybunałem i być sądzona za zbrodnie przeciwko ludzkości. Pozwalanie na dalszy dyktat niemiecki jest szaleństwem sprzecznym z polskimi i europejskimi interesami.
Obawa, że Brexit może umocnić wpływy niemieckie (a przez to i rosyjskie) jest realna o tyle, o ile obecny układ rządzący nadal będzie akceptował porządek unijny i ponad polskie interesy przenosił troskę o „spójność” UE i „przyjacielskie relacje” z Niemcami. Nie ma żadnych powodów, byśmy dbali o takie pryncypia.
Jeśli o zagrożeniu prawią „przyjaciele Rosji” i ludzie ulegli wobec unijnych komisarzy, przypomina to zachowanie zdrajcy, który szuka usprawiedliwienia dla własnego zaprzaństwa.

UE w rękach niemieckich, jest i będzie instrumentem antypolskiej polityki i nie obecność Wielkiej Brytanii, lecz polski sprzeciw wobec tej koncepcji powinien gwarantować nam poczucie bezpieczeństwa. Brytyjczycy byli w Unii od dziesiątków lat, lecz nigdy nie słyszano, by realnie sprzeciwili się dominacji niemieckiej czy zablokowali wpływy Moskwy. To jest polski obowiązek i nasz interes. Jeśli ktoś chce uprawiać dogmatyczny „georealizm” i przerzucać odpowiedzialność na państwa, które odważyły się wystąpić z Unii, postępuje jak pospolity tchórz szukający wytłumaczenia dla stanu niewolnictwa.
Groza obecnej sytuacji nie wynika więc z ryzyka rozpadu Unii czy perspektywy dominacji niemieckiej.
Mamy historyczną szansę na uwolnienie się od obciążeń „georealizmu”, ale nie mamy siły politycznej, która podjęłaby polskie powinności.
Mamy otwartą drogę do zbudowania wspólnoty państw narodowych, lecz nie mamy polityków zdolnych podjąć takie wyzwanie.
Mamy społeczeństwo, które chce wolnej Niepodległej i nie mamy elit, które zrealizują to marzenie.
Na tym polega groza.

http://bezdekretu.blogspot.com/2016/06/ ... olska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 02 lip 2016, 19:26 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Od BREXIT-u do POLEXITU

Obrazek

A tak przy okazji tekst pt. :

Dziękujemy, Tomaszu i Adamie ;)

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 16 lip 2016, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Dobra zmiana

Nie mam na myśli zmian wprowadzanych przez nasz rząd. Wierzę, że są dobre, ale może jest już odpowiedni czas, żeby pomyśleć o jeszcze większych zmianach.

W książce Marka Twaina zatytułowanej „Książę i żebrak” jest taka scena, w której książę mówi żebrakowi o swojej siostrze posiadającej kufry z sukniami. Na to żebrak dziwi się – po co jej więcej niż jedna suknia? Ma przecież tylko jedno ciało. No właśnie, historia zatoczyła koło i obecnej strojnisi wystarczą podarte dżinsy i powyciągany podkoszulek na każdą okazję z balem włącznie. W ciemności, przy ogłuszającym jazgocie i w towarzystwie naćpanych osobników kto by w ogóle rozróżniał jakieś ubiory?

Świat obfitości, w którym przyszło nam żyć, nie jest niestety tożsamy ze światem powszechnej szczęśliwości, a mógłby nim być. Ludzkość produkuje żywności więcej niż jest w stanie skonsumować. Podobnie jest z innymi dobrami. Ciężka praca też nie jest koniecznością, bo mogą ją wykonywać maszyny. Co więc stoi na przeszkodzie byśmy wszyscy otrzymywali to, co jest nam do życia potrzebne? Pazerność banksterów? Niewątpliwie.

Najgorsze są jednak wpojone nam przekonania, że tak musi być, że pieniądz rządzi światem. Wmówienie nam takiego poglądu czyni z nas niewolników.

Czy można się z tych okowów wyrwać? Można! Weźmy jeden z ostatnich przykładów. Zdawać by się mogło, że organy państwa Polskiego za koalicji PO-PSL były tak skorumpowane i doświadczone w fałszowaniu wyborów, że nic się zmienić nie może. A tu proszę! Teraz, w ślad za nami poszła Austria i też powiedziała stop fałszerstwom. Pieniądze Sorosza nie pomogą ani KOD-wi, ani GW. Najwyraźniej nie zadziałały też w Wielkiej Brytanii kolebce bankowości.

Może więc pieniądz nie jest najwyższym dobrem człowieka? A gdybyśmy tak wrócili do solidarności, zaczęli współpracować? Nigdy wcześniej, przed dobą Internetu, nie mieliśmy takich szans porozumienia się. Zmieńmy marzenia z „mieć” na „być”. Czyż bycie naukowcem, odkrywcą nie jest atrakcyjniejsze od posiadani tysiąca niepotrzebnych przedmiotów? Szeroko pojęta nauka mogłaby dać satysfakcję każdemu mieszkańcowi Ziemi. Zdobywanie i wykorzystywanie wiedzy o naturze jest źródłem nie do wyczerpania! Pomyślmy o tym w wolnej chwili.

Małgorzata Todd

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 12 sty 2017, 08:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Śmietnik polityczny pookrągłostołowych bestii wciąż napiera i wciąż marzy o odebraniu Polakom ich prawa do suwerenności i podmiotowości w Polsce.

Kukiz: To zabawa w stan wojenny

„Wystarczył mi rok czasu pobytu w Sejmie, że nie mogę odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością, że kompromis został osiągnięty. (…) Natomiast co będzie naprawdę, okaże się 11 stycznia, bo to się wszystko może zmienić na dwie minuty przed rozpoczęciem posiedzenia” - mówił Paweł Kukiz, lider ruchu Kukiz'15 na antenie radiowej Jedynki.
Kukiz odniósł się także do odrzucenia przez Grzegorza Schetynę zaproszenia marszałka senatu do udziału w rozmowach negocjacyjnych. Rozmówca zwrócił uwagę na młodych posłów z PO, która radykalizuje stanowisko partii.

„Czasami odnoszę wrażenie, że to jest taka zabawa w stan wojenny, czy robienie sobie jakiegoś punktu w CV. (…) I ta grupa nie chce odpuścić. To jest bardziej sprawa zdarzeniowa już w tej chwili niż sprawa merytoryczna, tak to nazwijmy, czy jakaś rzeczywiście istotna” - mówił Kukiz.
„Gdyby tym siłom protestującym zależało na zmianach ustrojowych, na zmianach ordynacji, na zmianie ustawy o referendum, a nawet powiem o jeszcze jednym, na takiej zmianie, jak instytucja posła zastępczego, zmianach, które umożliwią prawidłowe funkcjonowanie Sejmu, to wtedy nawet bym przyglądał się temu protestowi i zastanawiał się, jakie zająć miejsce. Ale tutaj mamy do czynienia raczej nie z buntem, a z popłochem” - ocenił muzyk.
„Już nawet bez emocji, tylko ze względu na te socjotechniczne wszystkie sprawy, ja mu współczuję, bo on w sytuacji jest fatalnej” - mówił dalej o Schetynie, podkreślając podzielenie PO.

Tam są różne obozy, jest obóz pani Kopacz, jeżeli z kolei nie będzie reelekcji Tuska, to wielce prawdopodobne, że będzie wracał do Polski z misją ratowania środowisk balcerowiczowskich, stąd być może w tej chwili takie osłabianie Kijowskiego i Petru, choć ten drugi sam się właściwie osłabia, chociaż chyba silny chłop w sumie, skoro tak lata w tą i z powrotem” – dodał poseł.
Co zdaniem Pawła Kukiza powinien zrobić marszałek Sejmu Marek Kuchciński, gdy posłowie PO po rozpoczęciu obrad nadal będą okupować mównicę sejmową?
„To jest dla mnie tak oczywiste, naprawdę (…). Już szesnastego marszałek Kuchciński powinien był zwracać się z imienia i nazwiska do poszczególnych posłów blokujących mównicę i nawoływać do jej opuszczenia, gdyż w przeciwnym razie będzie zmuszony zastosować najwyższą z możliwych finansowych kar, czyli połowę uposażenia na okres trzech miesięcy. Dobrze, tego nie zrobił i nie uważam, że należy w tej chwili już post factum karać tych posłów. Ale jeśli ci posłowie nadal będą blokować mównicę, to należy koniecznie zastosować to” - stwierdził Kukiz.
„A jeśli marszałek Kuchciński się tego boi czy obawia, czy... i tak dalej, to marszałek Tyszka czeka” - dodał muzyk.

„Jeżeli nadal będą przebywać, no to są różne instrumenty, nie wiem, rachunki za prąd, pojęcia nie mam, to jest do wymyślenia. Wtedy można myśleć o przeniesieniu tych obrad i o koncepcji: weźmiemy ich głodem [śmiech], na takiej zasadzie” - skomentował Kukiz.
Lider ruchu obywatelskiego wyśmiał pomysł, by marszałek Sejmu był wprowadzany na salę przy asyście BOR-u.

„Straż marszałkowska, która jest do tego powołana, nie została użyta, w tej chwili z ekspertyz pisowskich czytam, że BOR, no to mówię: idźcie na całość, postawcie w stan gotowości siły powietrzne i jednostki Marynarki Wojennej, a tam wprowadźcie GROM i FORMOZ–ę. No ludzie, to się zaczyna robić komedia” - ocenił.

ak/Polskie Radio/Jedynka

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 9021295736


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 13 sty 2017, 09:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Najważniejsze w tym momencie to robić swoje

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, jak w Parlamencie Europejskim jest odbierany projekt, by szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker stanął przed komisją śledczą i wyjaśnił swoją rolę w blokowaniu prac mających ukrócić praktyki podatkowe międzynarodowych korporacji?
– Oczywiście nie jest to pomysł nowy. Przypomnę, że w tej kadencji Parlamentu Europejskiego byłaby to już kolejna – bodajże trzecia – komisja specjalna, która miałaby się zajmować interpretacją prawa podatkowego. Tą problematyką zajmowały się już wcześniej komisje specjalne TAXE i TAXE2 – poświęcone interpretacjom prawa podatkowego lub innym środkom o podobnym charakterze lub skutkach. I już wtedy pojawiało się nazwisko szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Jednakże nie przyniosło to – jak dotąd – żadnych konkretnych decyzji. Tak czy inaczej wszystkie próby, które pomogłyby wyjaśnić rolę Junckera w sprawie nadużyć podatkowych, trzeba wspierać.

Czy polityk taki jak Juncker ma prawo, czy w ogóle powinien pouczać innych, mam tu myśli polski rząd.
– Niewątpliwie przewodniczącemu Junckerowi jest wygodniej krytykować i atakować innych, odwracając tym samym uwagę od siebie. Pewnie to jest jakaś metoda. Jednak dopóki Juncker ma poparcie europejskich elit i najsilniejszej frakcji w Parlamencie Europejskim, dopóty afery z jego udziałem będą niestety marginalizowane.

Czy sprawa Junckera, ale też brak porozumienia dotychczas współpracujących ze sobą Europejskiej Partii Ludowej i socjalistów w sprawie wyboru nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego mogą mieć wpływ i jaki na podział głównych stanowisk w Unii Europejskiej?
– Po raz pierwszy od wielu lat w Parlamencie Europejskim mamy sytuację, gdy wybór przewodniczącego pozostaje sprawą otwartą. Zazwyczaj – tak jak Pan wspomniał – mieliśmy w tej sprawie do czynienia z porozumieniem chadeków i socjalistów, którzy decydowali o podziale głównych unijnych stanowisk, a więc szefów Parlamentu, Komisji, Rady czy Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych. Teraz to status quo zostało zachwiane. Mimo wszystko uważam, że sprawa Jean-Claude’a Junckera nie będzie mieć większego wpływu na wybór nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, choć z całą pewnością osłabi to pozycję EPP w ramach wielkiej koalicji.

Czy taki stan rzeczy mimo wszystko daje możliwość reelekcji dla Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej, czy definitywnie te szanse mu odbiera?
– Wszystko zależy od tego, kto zostanie szefem Parlamentu Europejskiego. Jeśli będzie to kandydat EPL Włoch Antonio Tajani, to szanse Donalda Tuska na reelekcję na stanowisku szefa Rady Europejskiej będą znikome – ze względu na utrzymanie równowagi pod względem liczby piastowanych stanowisk przez przedstawicieli chadeków i socjalistów.

Jak Donald Tusk jest oceniany w Brukseli? Czy tam, podobnie jak w Polsce, mówi się, że jedyne, co mu – jako szefowi Rady Europejskiej wyszło – to Wielka Brytania z UE?
– Nie są to niestety oceny pozytywne i nie wynika to jedynie z najbardziej spektakularnej porażki Donalda Tuska, jaką był Brexit. Lista „grzechów” Tuska jest bowiem dłuższa: to także nierozwiązany problem fali imigrantów czy kryzysu strefy euro, to w końcu wyjątkowo niefortunne wypowiedzi Tuska, m.in. o Donaldzie Trumpie i o tym, iż jeden Donald to aż nadto. Mam wrażenie, że niebawem te słowa mogą okazać się trafne, żeby nie powiedzieć prorocze, ale bynajmniej nie w odniesieniu do prezydenta elekta Donalda Trumpa.

Wracając do Brukseli, jakie szanse na stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego ma lider europejskich liberałów, były premier Belgii znany z krytyki polskiego rządu Guy Verhofstadt?
– Trudno to dzisiaj jednoznacznie ocenić. Tak czy inaczej biorąc pod uwagę jedynie liczebność frakcji, której przewodniczy Guy Verhofstadt, to jego szanse na stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego są raczej niewielkie. Dodatkowo na jego niekorzyść działa dość liczny elektorat negatywny, na który Guy Verhofstadt zapracował sobie swoimi aroganckimi wystąpieniami na forum europarlamentu. Trudno również wyobrazić sobie, aby polityk o tak skrajnie liberalnych poglądach zdobył szersze poparcie wśród socjalistów lub chadeków, którzy mają największe szanse na zwycięstwo w tym wyścigu.

Guy Verhofstadt, który „błysnął” podczas debat o Polsce jako krytyk rządu, dla części środowisk opozycyjnych w naszym kraju stał się, można powiedzieć, twarzą czy też symbolem Unii Europejskiej. Marnie rysuje się Unia z taką twarzą...
– No cóż, trudno zaprzeczyć, że to właśnie politycy tacy jak Guy Verhofstadt najbardziej szkodzą wizerunkowi Unii Europejskiej i prowadzą do ideologizowania każdej dyskusji w Parlamencie Europejskim. Obywatele Europy nie chcą widzieć takiej twarzy jako symbolu Wspólnoty, stąd też w wielu państwach pojawia się wzrost nastrojów eurosceptycznych. To właśnie m.in. dzięki poglądom i na skutek działań Verhofstadta za wyjściem z Unii Europejskiej zagłosowali Brytyjczycy i taką Unię krytykują też zwolennicy Marine Le Pen we Francji.

Jak elity Unii Europejskiej, które cechuje polityczna poprawność i lewicowo-liberalny sposób postrzegania świata, odbierają Donalda Trumpa, który za kilka dni obejmie urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych?
– Dla europejskich elit to kolejna, m.in. po Brexicie, gorzka pigułka, z której przełknięciem media i politycy głównego nurtu mają wyraźny problem. Póki co mamy jednak do czynienia głównie ze spekulacjami i domysłami w tym zakresie. Trudno uznać pojawiające się komentarze i opinie za wiarygodne, dopóki prezydent Donald Trump nie obejmie swojego urzędu i nie zacznie sprawować władzy. Z krytyką lub pochwałami dla nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych warto się wstrzymać do jego pierwszych decyzji. Myślę, że to będzie sprawdzian dla obu stron.

Chcąc nie chcąc, będą musieli przełknąć – jak Pan powiedział – i zaakceptować ten fakt, ale jak to wróży przyszłej współpracy Unia Europejska – Stany Zjednoczone?
– Z pewnością wybór Donalda Trumpa oznacza faktyczny koniec idei Transatlantyckiego Porozumienia Handlowo-Inwestycyjnego (TTIP) między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. I to przynajmniej na tę chwilę jest najbardziej oczywista zmiana. Poza tym trudno oczekiwać większych zmian w założeniach współpracy Unia Europejska – Stany Zjednoczone. Amerykanie prowadzą stabilną politykę zagraniczną i nawet jeśli ją zmieniają, to nigdy nie są to zmiany fundamentalne, ale polegające raczej na przesunięciach drobnych akcentów. Jesteśmy partnerami zarówno w sprawach ekonomicznych, jak i militarnych, i te dwie sfery nie ulegną zasadniczej zmianie.

Jak sytuacja i kryzys parlamentarny w Polsce jest oceniany wśród polityków w Parlamencie Europejskim?
– Znajdujemy się obecnie w bardzo specyficznym momencie, gdyż Parlament Europejski wchodzi w okres wyborczy. W związku z tym politycy, którzy do tej pory wiedli prym w krytykowaniu Polski, jak chociażby Gianni Pittella czy Guy Verhofstadt, są skupieni na swoich kampaniach, stąd na próżno szukać dziś komentarzy o zaniepokojeniu sytuacją w Polsce. Dodam, że zarówno Pittella, jak i Tajani zapewniali nas w rozmowach, że w przyszłości ataków na Polskę w Parlamencie Europejskim już nie będzie. Trzymamy ich za słowo.

Jak długo – Pana zdaniem – nawet przy poparciu społecznym da się sprawować władzę w Polsce przy takim nasileniu krytyki i histerii opozycji, która nie przebiera w środkach?
– Najważniejsze w tym momencie to robić swoje. I rząd Prawa i Sprawiedliwości właśnie to robi, realizując krok po kroku kolejne obietnice złożone Polakom podczas kampanii wyborczej. Mam tu na myśli reformę edukacji, ustawę dezubekizacyjną, obniżenie wieku emerytalnego czy programy „Rodzina 500+ i „Mieszkanie+”. Rząd PiS otrzymał mandat społeczny do sprawowania władzy i najwyższa pora, żeby opozycja pogodziła się z tym faktem i z histerycznej przekształciła się w opozycję merytoryczną, co tylko służyłoby Polsce i dobru wspólnemu Polaków. Nie może być tak, że mniejszość rządzi większością i paraliżuje prace najważniejszych organów państwa.

Jeszcze niedawno czołowi politycy unijni przyjmowali w Brukseli z honorami lidera KOD Mateusza Kijowskiego. Jak dzisiaj komentują informację o przekrętach „obrońcy” demokracji?
– Niedawno, bo w październiku ubiegłego roku, eurodeputowana Platformy Róża Thun wręczała Mateuszowi Kijowskiemu Europejską Nagrodę Obywatelską dla KOD. Odpowiadając na pana pytanie – może nie wprost – powiem tak – każdy ma takich bohaterów, na jakich sobie zasłużył.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... swoje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 28 maja 2017, 22:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Wojna o polską duszę

Obrazek

Przejeżdżając niedawno przez wiadukt, ujrzałem duży bilbord. Na nim dziewczynka, z miną starej-maleńkiej, wskazuje słowa napisane kredą na tablicy: Szkoła to nie Kościół. I jeszcze trzy wykrzykniki mające sugerować doniosłość sprawy.

Tydzień później obok tego pierwszego bilbordu wisiał już drugi, z odpowiednim piktogramem oraz napisem: Szkoła to nie Czerwony Domek. Sprzeciw wobec obecności seksedukatorów w przestrzeni szkolnej był czytelny. Po kilku następnych dniach na trzecim bilbordzie puentującym to światopoglądowe starcie widniało hasło: Dziecko to (jeszcze) nie obywatel. Z dodanym niżej wyjaśnieniem, że wprawdzie dziecko rodziców będących obywatelami Rzeczypospolitej staje się polskim obywatelem z mocy obowiązującej konstytucji, ale nie przysługuje mu jeszcze pełnia praw obywatelskich, toteż zgodnie z art. 48.1 tej samej ustawy zasadniczej decyzje o sposobie wychowania dziecka podejmują rodzice.

Ktoś ciekawy zapyta, gdzie owa wojna na bilbordy miała miejsce. Gdzie wypracowywanie kształtu przyszłego społecznego konsensu odbywa się z takim uporem, zaangażowaniem oraz przemyślnością? Niestety, nigdzie poza tym tekstem...

Aktywiści z Fundacji Wolność od Religii, założonej blisko sześć lat temu w Lublinie, upodobali sobie kampanie społeczne oraz akcje bilbordowe. Ich prawo. Rzecz w tym, że dotąd w większości przypadków umieszczali w przestrzeni publicznej hasła zabawne (Ateiści są boscy) lub banalne (Nie zabijam. Nie kradnę. Nie wierzę). Czczą deklaratywność tego drugiego hasełka dobitnie obnażyła historia powszechna. W tym zwłaszcza rewolucje: francuska, hiszpańska, meksykańska, komunistyczna w Rosji, narodowo-socjalistyczna w Niemczech, polpotowska w Kambodży.

Swą walkę o gwarancje uprawnień dla niewierzących Fundacja WoR prowadzi oczywiście w imię walki z dyskryminacją. Formy opresji, jakiej mają być poddawani ludzie pozbawieni łaski wiary, zostały jednak tak zdefiniowane, że realizacja antydyskryminacyjnych zaleceń nie dość, że zasadniczo ograniczyłaby wolność osób wierzących, ale co więcej musiałaby prowadzić do rugowania istotnych czynników tradycyjnej polskiej tożsamości z przestrzeni publicznej.

Opresyjne jasełka. Krzyż. Przecież na to się nie da patrzeć, zapytajcie tylko prawowiernych wolnomyślicieli. Co ciekawe, podobno dzieci niewierzących rodziców bardzo stresuje widok katolickiego księdza w koloratce, natomiast na czadowego seksedukatora z kolczykiem w nosie czy tatuażem na łydce reagują nader pozytywnie.

W jaki sposób i czy w ogóle można rozwiązać ten problem? Posłużę się przykładem, pewnie równie przesadzonym, jak żale ateuszy na ucisk ze strony katolickich opresorów, ale za to dostatecznie wyrazistym. Nie ma zmiłuj: dla realizacji pełni praw kanibali, ktoś musi się poświęcić i dać się zjeść.

Fundacja Wolność od Religii wśród podmiotów wspierających swoje działania wymienia m.in. Fundusze Norweskie oraz Fundację Batorego... Zaskakujące, prawda? No, bo któż mógłby przypuszczać, że tym nowoczesnym Norwegom albo Alikowi Smolarowi (tak o prezesie zarządu Fundacji z ulicy Sapieżyńskiej mówiono kiedyś w kręgach najbardziej postępowej młodzieży), może przeszkadzać tradycyjny polski katolicyzm? Według danych Fundacji WoR, koszt obecnej kampanii z afiszami na 53 wielkich bilbordach, rozwieszonych na ulicach trzydziestu polskich miast, miał wynieść zaledwie 60,5 tys. złotych. Więc całkiem tanio.

*
Bierna, tzw. milcząca większość polskiego społeczeństwa zdaje się nie dostrzegać, że powoli, lecz systematycznie traci wpływ na świat, w którym żyje, że wkrótce – mimo liczebnej przewagi – może stać się we własnej ojczyźnie społecznością stygmatyzowaną, a nawet dyskryminowaną za przywiązanie do tradycji i wiary przodków. Dokonają tego nieliczne, ale bardzo ekspansywne w przestrzeni publicznej mniejszości kulturowe, etniczne czy wyznaniowe.

Pytanie, dlaczego milcząca większość tych niekorzystnych dla siebie zmian nie dostrzega. Przecież niepokorne media bez przerwy analizują ważkie kwestie społeczne i ustrojowe podnoszone przez Tomasza Lisa czy Jacka Żakowskiego. Przecież liderzy prawicowej opinii bez zbędnej zwłoki cytują Stefana Niesiołowskiego, Ryszarda Petru i jego słoneczny patrol, a nawet Emmanuela Macrona wykrzykującego w kampanii wyborczej obraźliwe kwestie przeciw Polakom.

Mówiąc serio, wciąż zbyt mały, ale przecież istniejący sektor mediów sprzyjających obecnej władzy nie spełnia należycie przyjętej na siebie roli. Małostkowe spory, igrce w tzw. portalach społecznościowych pochłaniają więcej zapału i starań niż diagnozowanie dynamicznych zmian w otaczającym nas świecie.

Publicyści prawej strony, zamiast inspirować debatę publiczną o istotnych problemach, których przecież nie brakuje, przerzucają się lapidarnymi wpisami z fejsbuka czy tłitera, czasem zabawnymi, częściej zapalczywymi, ale prawie nigdy mimo zwięzłości nie sięgającymi wnikliwości aforyzmu. I nie zauważają, że personalne, okraszone inwektywami spory polityków, a już zwłaszcza podjazdowe harce tuzów środowiska dziennikarskiego, nikogo poza samymi bohaterami tych smętnych potyczek nie obchodzą.

A przecież od tego, co będą myśleć Polacy, na ile potrafią rozpoznać rzeczywistość, jakie cele i wartości uznają za godne siebie, za odpowiednie dla swych dzieci, zależy przyszłość naszego państwa oraz w długiej perspektywie pomyślność narodu.

*
Nie jest tajemnicą, że współcześni politycy, uzależnieni od kalendarza wyborczego, zamiast informować rządzonych o realizacji zadań, do których w wyniku społecznej debaty oraz rozkładu wyborczych preferencji zostali desygnowani, najczęściej reklamują modne partyjne ideologie, maskujące realną grę interesów. Tam, gdzie nominalnie obowiązują procedury demokratyczne, stało się to możliwe tylko dzięki istnieniu mediów, które sugerują, że świat jest inny, niż w istocie jest. A ludzie myślą inaczej niż naprawdę myślą.

Po półtora roku od przejęcia władzy, Prawo i Sprawiedliwość nie tylko nie prowadzi żadnej spójnej polityki informacyjnej, ale również (co wcale nie jest tożsame) nie dba o wizerunek własnych liderów, mimo że sposób ich postrzegania przez opinię publiczną w znacznej mierze przesądza o społecznym odbiorze całej formacji. Oczywiście, rządzący mają prawo do takiej wizerunkowej dezynwoltury, choć coraz powszechniejszy staje się pogląd, że nie jest to korzystne ani dla nich, ani – co znacznie istotniejsze – dla przyszłości Polski.

Mniejsza już o względy czysto wizerunkowe. Trzeba bowiem przyznać, że picerskie praktyki, z pietyzmem odprawiane w ciągu dwóch kadencji przez Donalda Tuska oraz innych przystojniaków czy bardotki z jego ekipy, mogły obrzydzić ten aspekt starań o utrzymanie władzy. (Pomstującym na karierę Misiewicza, warto przypomnieć choćby próbę nagrodzenia Igora Ostachowicza, m.in. byłego pielęgniarza w szpitalu w Tworkach, powołaniem we wrześniu 2014 roku na dwa dni w skład zarządu PKN Orlen). Nie potrafię jednak zrozumieć niemal całkowitego braku komunikowania się obozu władzy z tymi, dla których – jak deklarowano w kampanii wyborczej – PiS podjęło się zadbać o kraj oraz naprawić dewastowane przez minione dekady polskie państwo.

Owszem, po jakimś bezsensownym i naprawdę niekoniecznym kolapsie (przykłady sobie daruję, jest ich niestety pod dostatkiem) da się zaobserwować chwilową reanimację polityki informacyjnej. Są to jednak działania nadzwyczajne, podejmowane w reakcji na kryzys, o bardzo różnej zresztą skuteczności perswazyjnej. Zadaję sobie wtedy pytanie, dlaczego zwycięskie ugrupowanie nie korzysta niejako rutynowo z dużych w tym zakresie umiejętności Pawła Szefernakera.

Czy stanowisko sekretarza stanu w KPRM jest najlepszym sposobem, w jaki można wykorzystać jego talenty do „odczytywania” bieżącej sytuacji oraz komunikowania się z młodszą i dynamiczną częścią suwerena, bo właśnie tym mianem, w zgodzie z chwilowo panującą w mediach modą, określa się ostatnio naród polski?

A jeśli nawet Szefernaker jest rzeczywiście najpotrzebniejszy tam, gdzie właśnie pracuje, to może warto znaleźć kogoś drugiego o podobnych umiejętnościach? Bo naprawdę ta życzliwa dotąd Prawu i Sprawiedliwości część suwerena zaczyna się mocno niecierpliwić. A nawet bywa poirytowana.

Tekst ukazał się w Gazecie Obywatelskiej.

28 maja 2017 r.

http://piszesie.salon24.pl/781731,wojna-o-polska-dusze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: CO DALEJ ????
PostNapisane: 26 lip 2017, 12:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Łapiński apeluje do Ziobry o nierozbijanie koalicji

Mam nadzieję, że politycy Solidarnej Polski nie będą rozbijać Zjednoczonej Prawicy - mówi rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

- Nie wypada, żeby wiceministrowie pouczali prezydenta - powiedział Łapiński w TVN24, komentując wypowiedzi wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego (Solidarna Polska),. Jaki wczoraj mówił, że jest zawiedziony decyzją prezydenta o zawetowaniu ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS. Na swoim profilu na Facebook'u Jaki napisał m.in., że "jak dekomunizacja w różnych obszarach państwa była blisko to zawsze ktoś wymiękał".
Wpis Jakiego ws. wet prezydenta
"W Polsce od kiedy pamiętam było tak, że jak dekomunizacja w różnych obszarach państwa była blisko to zawsze ktoś wymiękał. I tak Polska się nie zmieniała i nie mogła rozwijać na miarę swoich możliwości.
Na co dzień spotykacie masę polityków, którzy mają buzie napchane patriotyzmem, mocnymi reformami (np. Kukiz) etc. , jednak jak przychodzi co do czego, jak trzeba podjąć trudne decyzje wszyscy wymiękają.

Nie wierzcie w te bzdury, że reforma potrzebna, ale „inna”. Dokładnie tak samo było w Polsce z dekomunizacją, lustracją, ustawą reprywatyzacyjną etc. Zawsze mówili, że reforma potrzebna „ale nie taka” , „ale za szybko” etc. W warunkach medialnych jakich funkcjonujemy nigdy nie będzie fundamentalnej reformy naruszającej interesy „oligarchii III RP” – przeciwko której nie będzie protestów. Będą zawsze. Dlatego kluczowa jest odpowiedź na pytanie kim chcemy być ? I po co jesteśmy w polityce?

Czy jesteśmy tylko po to, aby podejmować decyzję popularne, które się wszystkim podobają? Czy przeprowadzać trudne reformy państwa? Albo jesteśmy „fajną partią PR” jak PO albo jesteśmy inni, i dla naprawy państwa też możemy poświęcić swój partykularny interes i wizerunek?" - napisał Patryk Jaki na Facebook'u.

Solidarna Polska krytykuje weta prezydenta
Wiceministrowie sprawiedliwości i zarazem politycy Solidarnej Polski - Patryk Jaki i Michał Wójcik skrytykowali we wtorek decyzję o podwójnym wecie prezydenta ws. ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS. Jaki powiedział, że jest bardzo zawiedziony decyzją prezydenta: "Nie tak się z nim umawiałem jako jego wyborca" - podkreślił. Wójcik uznał, że prezydent, wetując ustawy, złamał publicznie złożoną obietnicę.
Apel Łapińskiego do Ziobry
- Mam nadzieję, że rozemocjonowani politycy trochę ostudzą swoje emocje, ostudzą ton swoich wypowiedzi" - komentował w TVN24 rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński. - Mam też nadzieję, że politycy Solidarnej Polski nie będą ponownie rozbijać Zjednoczonej Prawicy, bo to nie jest dobry czas, żeby takie działania przeprowadzać, obecny rząd cieszy się niewielką większością w parlamencie, więc nie można ryzykować tego, żeby w jakikolwiek sposób utracił większość i to jest czas na ochłodzenie emocji - mówił.
- Ja mogę panu Jakiemu powiedzieć jedno: zwycięstwo wyborcze Andrzeja Dudy otworzyło drogę Prawu i Sprawiedliwości do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych i też dzięki zwycięstwu Andrzeja Dudy pan wiceminister Jaki jest dzisiaj wiceministrem - dodał rzecznik prezydenta. Według niego, bez tego zwycięstwa Jaki byłby poza parlamentem albo siedział w ławach opozycji.
- Nie wypada, żeby wiceministrowie pouczali prezydenta, czy mówili to w takich słowach - podkreślił. - Jeśli któryś z wiceministrów osiągnie taki wynik wyborczy jak prezydent, zdobywając ponad 8,5 mln głosów wyborców, to wtedy będą partnerami do dyskusji z prezydentem - zaznaczył rzecznik prezydenta.
Patryk Jaki szybko zareagował na wypowiedź Łapińskiego. Na Twitterze napisał m.in., że ludzie od "PR-u" nie będą dla niego partnerem do dyskusji. Określił też wypowiedź Łapińskiego mianem "zaczepki", która daje szanse na "rozgrywanie obozu".
Solidarna Polska wraz z Prawem i Sprawiedliwością oraz Polską Razem wchodzi w skład rządzącej Zjednoczonej Prawicy. Liderem Solidarnej Polski jest minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
źródło: PAP, TVN24
BG

Uwaga! © Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.

Opublikowano: 26.07.2017 11:37.

https://www.salon24.pl/newsroom/797072, ... e-koalicji


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 168 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 24 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /