Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 102 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 18 gru 2011, 18:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
O uzurpatorach Szejnfeldzie, Tusku i Komorowskim

Słuchając publicznych wystąpień polityków czasem chciałoby się krzyknąć: I kto to mówi! Bo czasem wydaje się, że wypowiadająca się osoba powinna jako ostatnia zabierać głos w danej sprawie. A najlepiej gdyby w ogóle zamknęła parszywą gębę. Tak dzisiaj najgłośniej, jako mocne autorytety, w sprawach krzyża i religii wypowiadały się w audycji proaborcyjnej redaktor Moniki Olejnik Rozenek od Urbana i Szejnfeld, zakorzeniony w środowisku, którego symbolem jest np. Robert Oppenheim, na rzecz którego lobbował w Komisji "Przyjazne państwo". I jeden z drugim uważają się za właściwych, uważają, że mają tytuł do wypowiadania się w sprawach naszej religii!

Innym razem w Sejmie największym znawcą myśli politycznej byłego Prezydenta, Śp. Lecha Kaczyńskiego staje się ... premier Donald Tusk! Ten, który go ignorował za życia i zatykał uszy na jego słowa, próbując spychać na polityczny margines, eliminować, dzisiaj nagle odczytuje jakieś cytaty. Jaki ma on tytuł by się wypowiadać, by brać się za interpretowanie słów nieżyjącego Prezydenta?

W końcu jak śmie wypowiadać się pod kopalnią "Wujek" Komorowski, ten dziwny opozycjonista, który zaprzyjaźnił się i popychał karierę generała Rusaka, dowódcę kompanii czołgów w 1981 roku, który zgłosił się na ochotnika do pacyfikacji tej kopalni. Czołgi miały zostać użyte, gdyby nie poradził sobie oddział specjalny ZOMO, jak pisze Wojciech Sumliński w książce "Z mocy bezprawia". To dzięki Komorowskiemu zostal on awansowany na szefa delegatury UOP w Krakowie już 1990 roku, a potem na szefa Wojskowych Sluzb Informacyjnych. I właśnie Komorowski, który kolegował się i przez długie lata współpracował z Rusakiem, ma czelność stanąć przed wdowami i sierotami po górnikach z "Wujka" i przemawiać do nich?

Mam dość tej hipokryzji, bezczelności i tego bagna! Rzygać się chce tą platfomianą polityką! Jakim prawem uzurpują sobie oni tytuł moralny do takich publicznych wystąpień?

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/3 ... omorowskim


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 27 gru 2011, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Strach przed ulicą Kaczyńskiego

Polska, sądząc zwłaszcza po relacjach telewizyjnych, bardzo gorąco pożegnała Vaclava Havla, ostatniego prezydenta Czechosłowacji i pierwszego prezydenta Czech. Jak to czasami przy okazji pogrzebów znanych ludzi bywa, postać Havla była przedstawiana momentami niemal w hagiograficzny sposób, stał się on prawie tytanem walczącym z komunizmem. Nie ukrywam, że nigdy nie należałem do fanów byłego prezydenta Czechosłowacji i Czech, wyjąwszy pierwsze lata jego rządów, gdy tak jak wielu Polaków zazdrościłem wtedy Czechom - bo u nas wciąż prezydentem był Jaruzelski, a u nich przywódca antykomunistycznej opozycji. Na ocenę dorobku politycznego Vaclava Havla przyjdzie jeszcze czas, napisana zostanie o nim zapewne niejedna książka.
Ale przy okazji jego pogrzebu bardzo znamienne było wydarzenie, do którego doszło w Polsce, a konkretnie w Gdańsku. Tutejsi radni podjęli bowiem uchwałę o nadaniu jednej z ulic nazwy alei Vaclava Havla (dawna al. Nowa Łódzka). Wszystko odbyło się w ekspresowym tempie, bo zaledwie dwa dni po śmierci czeskiego prezydenta z taką inicjatywą wystąpiło dwóch gdańskich dziennikarzy. Na drugi dzień oficjalny wniosek w tej kwestii podpisał również prezydent Paweł Adamowicz, zaś już w czwartek uchwałę przegłosowali gdańscy radni, tak aby w piątek, w dniu pogrzebu, można było uroczyście odsłonić tabliczkę z nową nazwą ulicy. Władze miasta tłumaczyły, że o uhonorowaniu Havla zdecydowały jego związki z Gdańskiem, gdyż kilka razy odwiedzał on to miasto. Popierał też Gdańsk w walce o miano Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
Nie wiem, jakie są w stolicy polskiego Pomorza zwyczajowe procedury nadawania ulicom nazw, ale zapewne jak w innych miastach jest to sprawa złożona, wydawane są różne opinie i ekspertyzy, a o zdanie pytani są także mieszkańcy, czy życzą sobie zmiany adresu. Nieraz bywało, że nadanie ulicy nowej nazwy wywoływało wiele sporów, a nawet otwartych konfliktów. Nie o to jednak w tym przypadku akurat chodzi, w końcu radni ani prezydent miasta zapewne prawa nie złamali, bo i okoliczność była nadzwyczajna. Przygnębiające jest jednak to, że ten sam Gdańsk, który prześcignął inne miasta w uhonorowaniu prezydenta sąsiedniego państwa, do tej pory nie zdobył się na to, żeby choć małą ulicę nazwać imieniem prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Okazało się najwyraźniej, że związki Lecha Kaczyńskiego z Gdańskiem są zbyt małe. Bo cóż znaczy chociażby 26 lat pracy naukowo-dydaktycznej na Uniwersytecie Gdańskim? Cóż to jest najpierw działalność w gdańskich Wolnych Związkach Zawodowych, a potem w "Solidarności"?
Żebym był dobrze zrozumiany: nie odmawiam prezydentowi Adamowiczowi i radnym prawa do nazwania ulicy imieniem Havla. Przykro tylko, że takiego samego zaszczytu odmówiono Lechowi Kaczyńskiemu - tylko dlatego, że nie był z tej samej partii, która rządzi teraz w Gdańsku i w Polsce. To, co zrobił dla Gdańska, dla gdańszczan, już się nie liczy. Tak samo zresztą jest w przypadku Anny Walentynowicz - "Anna Solidarność" też nie ma ulicy w mieście, z którym była związana przez sześć dekad. Smutne to i bardzo niesprawiedliwe.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po13.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 29 sty 2012, 13:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Ustrój dla szczęścia człowieka

"Socjalizm, to ustrój dla szczęscia człowieka" - ja nawet znam nazwisko tego człowieka - odpowiedział interlokutor. Było to w czasach, kiedy większośc obecnie rządzących urzędowała w pieluchach.

Obecny ustrój - korporacyjno-jakiś tam - też wydaje się być ustrojem dla szczęścia człowieka. W czasie zmiany zimowych turnusów i w każdy dłuższy weekend z Krakowa do Zakopanego jeździ się od trzech do pięciu godzin (odległość około 100 km). Pod pretekstem braku zgody kilku baców z Poronina skreślona została z planu budowa drugiej nitki drogi szybkiego ruchu. Jednocześnie na kolejowej trasie Warszawa-Gdynia, na odcinku 60 km. do Ciechanowa buduje się 31 wiaduktów i inna nie całkiem potrzebna infrastrukture towarzyszącą. Mają tam "pędzić" pociagi do 160 km/godz. i budyje sie bezkolizyjne skrzyżowania z drogami. Francuskie koleje TGV jadą do 320 km/godz. i jest tam wiele skrzyżowań na poziomie szyn.

Za unijne pieniądze (i nie tylko) można byłoby już dawno zmodernizować Zakopiankę. Protest baców w świetle prawa nie jest wcale przesądzający (mogą się tylko sądownie ubiegać o wyższe odszkodowania). Jest wiele inwestycji drogowych, które się prowadzi pod hasłem pokazania się na Euro 2012. Szacunki ilości zagranicznych gości na tę imprezę i szacunki wzmożonego ruchu drogowego z tego powodu - są różne. Jednakże - cały ten zwiekszony ruch kołowy z okazji mistrzostw piłkarskich, to marny ulamek logistycznego problemu, jaki jest do rozwiązania w każdy weekend w Zakopanem i okolicach.

Ale oczywiście - premier na narty jeżdzi w Dolomity, po polskich górach nie spaceruje - woli grać w piłkę. Dla szczęscia człowieka robi się w Polsce dużo, dla szczęscia pospolitego plebsu, już nie - niech tam się tłoczą godzinami na tej Zakopiance - po cholerę się tam pchają?

http://lemings.salon24.pl/385991,wstrzas-polityczny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 04 cze 2012, 19:51 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
UWAGA! Szczyt hipokryzji pobity!

http://vod.gazetapolska.pl/1837-uwaga-s ... zji-pobity

Bronisław Komorowski w obecności działaczy Platformy Obywatelskiej odsłonił w Warszawie tablicę z napisem "Skwer Wolności Słowa"! Od tego momentu w obrębie "Skweru Wolności Słowa" zapanowała prawdziwa wolność słowa. Ośmieleni tym faktem dziennikarze zadali naszemu prezydentowi pytania o przyznanie koncesji dla telewizji Trwam. Prezydent odpowiedział: "Co wolno wojewodzie to nie tobie..." czy coś w tym stylu. Uroczystość zaszczycił swoją obecnością przewodniczący Krajowej Rady Radia i Telewizji Jan Dworak oraz znany działacz o wolność słowa w Polsce Ryszard Kalisz. Po uroczystościach wszyscy zaproszeni z dobrymi humorami wrócili do codziennych zajęć.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 06 cze 2012, 08:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Ubaw pod sierpem, młotem i swastyką?

Robert Winnicki - Wszechpolak - katolik - działacz społeczny

Hanna Gronkiewicz Waltz przeszła właśnie samą siebie. Jej wypowiedź pokazuje jednak poziom degeneracji, jaką osiągnęła "polska" klasa polityczna.

HGW o Rosjanach, którzy mają w Warszawie manifestować z sierpem i młotem:

"Najważniejsze jest poczucie humoru i wyzbycie się wszystkich kompleksów. Rosjanie robią to dla draki, bo przecież już nie są Związkiem Radzieckim"

Zastanawiam się - skoro to taka jajcarska impreza, to dlaczego mamy sobie oszczędzać radości? Poprośmy kibiców niemieckich, niech oni zorganizują przemarsz z drugiej strony Warszawy, tylko ze swoim "jajcarskim" symbolem swastyki. Niech spotkają się na moście Poniatowskiego, nieopodal Stadionu Narodowego i rycząc ze śmiechu odegrają np. podpisanie paktu Ribbentrop - Mołotow. Dobre, nie?

A może, żeby było jeszcze śmieszniej, Niemcy zajmą ulice na lewym brzegu Wisły, a Rosjanie Pragę. A my, turlając się ze śmiechu, poudajemy, że jest druga połowa roku 1944 i "radośnie" pobawimy się w setki tysięcy wymordowanych mieszkańców, zrównanej z ziemią stolicy...

Poudajemy, że to wszystko jest gwałtowną, "radosną", czerwcową ulewą, a nie potokami pogardy, jakimi opluwają nas wszyscy dookoła przy "radosnym" akompaniamencie "polskich" władz.

http://robertwinnicki.nowyekran.pl/post ... i-swastyka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 15 lip 2012, 16:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Kreator po łokieć w d....

Pisałem niedawno o nowej ofensywie medialnej przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, mianowicie artykuł w tygodniku Liza o Ojcu Jarosława i Lecha, Rajmundzie. Oczywiście, bo oni zawsze działają w sposób skoordynowany, zgodny z tym, co piszą podręczniki propagandy i reklamy, przekaz musi być wielokrotnie powtórzony i wsparty przez podobne wrzutki z różnych stron. No i oczywiście, niezawodna Stokrotka też dorzuca swoje, o rodzicach, ba, nawet rodzicach Doroty Kani, bo, wicie, rozumicie, Kania, taki sekretarz był kiedyś. Oczywiście, nie ten, ale, czy jest to jakieś zaskoczenie?

Na miejscu Pani porucznik Stokrotki, córki ubeckiego oficera, wsadzonej do „Trójki” w stanie wojennym, niczym wesz za kołnierz, raczej nie poruszałbym tematu rodziny i jej jakiegokolwiek wpływu na losy dzieci. No, ale to ja, Stokrotka uważa, że jak najbardziej fajnie jest się grzebać w życiorysach. No, to i my pogrzebiemy, nie ma problemu. W ogóle, to prorzadowe szczekaczki złamały tyle dzienikarskich tabu ostatnio, że aż dziwne, to, jak eskalacja wyścigu zbrojeń, tak, jakby Sowieci w czasie zimnej wojny otwarcie zaczeli produkować zabawki wypełnione wąglikiem, radioaktywną pastę do zębów, żywe torpedy, oraz zaczeli zakopywać na dziedzińcach swoich ambasad w głównych europejskich stolicach bomby wodorowe o mocy 500 Megaton każda, tłumacząc, że imperialiści nie takie łajdactwa popełniali, a jak nie, to na pewno też planują i niech się zamkną, bo są chamami i jedzie im z gęby.

Popatrzmy, ile granic przekroczono ostatnio, nie mówię już o Niesiołowskim, Kutzu, czy Wołku, o Szalonych Starcach Platformy, bo oni nie znaja granic. Kiedyś była taka organizacja „Lekarze bez granic” oni zaś mogliby założyć trio „Chamstwo bez granic”. Przyjmowało się i to przez długie lata, że się w mainstreamie nie wyśmiewa z ras, narodowości, czy kobiet? Proszę, bardzo, lecą dowcipasy o „ Murzinie”, lotne i zwiewne, jak beczka melasy, przeszło bez echa, bo ten „Murzin” to był Hindus z PiS, no więc można, a nawet trzeba, przegięli dopiero, jak zaczęli wyśmiewać się z Ukrainek, co to je będą gwałcić od tyłu, jak głupie krowy będą zajęte zmywaniem ich podłóg. Albo te dowcipasy o Marcie Kaczyńskiej z rozbitej rodziny, o Zimnym Lechu, perełki humoru, doprawdy. Nie atakowano kobiet? A proszę, poleciały teksty o bitej chamicy Kępie (Wołek, czyli Pan Wiadro, tłumaczył , jak komu mądremu, zdziwiony, o co chodzi, że przecież sama sobie winna, same się pisówki postawiły poza nawiasem), Ewa Stankiewicz została zwyzywana i zaatakowana, zaraz się okazało że to ona zaatakowała Ośmiodziurawego Stefka swoją obecnością, kamerą i ubraniem, choć wiedziała, że się Stefek denerwuje bardziej, niż normalni ludzie i ma uraz do kobiet, od czasu, jak mu pewna kasjerka przydzwoniła w baniak torebką z utargiem przy próbie rabunku. Musiało tam być dużo bilonu, po zniszczenia w mózgu są rozległe i trwałe. No, ale Jan Dworak oświadczył, że Ewa Stankiewicz ma poglądy antyrządowe, więc słusznie dostała to, na co zasługiwała i jeszcze powinna się cieszyć, bo mogła mocniej dostać, z trwałym uszkodzeniem ciała. I te posłanki z PiS, co to je Stefek przy tej okazji zwyzywał od ścierw pisowskich też niech skorzystają z okazji , by siedzieć cicho, bo nie wiadomo, czy się i na nie jaki paragraf nie znajdzie. Tak zdenerwować Bohatera Platformy!

Albo ten Siezieniewski: nazmyslał, namanipulował, nafantazjował, nawyrywał z kontekstu, ale Rada Etyki Mediów, czy raczej to, co tam zostało, po ustąpieniu uczciwych dziennikarzy, stwierdziła, że jego „dobrym prawem” jest nie pisać tak, jak się PiSowi podoba, tylko tak, jak mu tam w duszy zagra, bo jest „kreatorem medialnym”, czy jakoś tak. Choć warto sprawdzić dokładnie, bo to określenie będzie wracać. Sprawdzam, sprawdzam, sprawdzam, jest-
„kreatorzy medialnej rzeczywistości politycznej”. Kiedyś się to nazywało prościej, goebbelsowska propaganda, no, ale kiedyś, to nie było Rady Etyki Mediów i nie było komu wymyślać takich mądrych określeń- wytrychów dla zwyczajnego bladźstwa.

Liz, to sie akurat tłumaczy dość głupio, że mógłby się tłumaczyć inaczej, mianowicie tym, że pisowcy to zawsze rodzinę wyciągają i w historii nikczemnie grzebią, więc niech siedzą cicho. To znaczy Liz pisze, że mógłby tak pisać, ale nie pisze. Przeciwnie, napisali o Rajmundzie Kaczyńskim, bo to taka fajna, ciekawa opowieść. Poważnie. Z sympatii. Ciekawe, czy z takiej samej sympatii, z której ludzie Sikorskiego spalili rzeczy Merty na trawniku Ministerstwa, normalna procedura, codziennie tam coś palą na trawniku, nie wiadomo, czego się rodzina czepia, z czystej sympatii spalili. Moja sympatia do Sikorskiego wzrosła natychmiast do podobnego poziomu, jakichś 1500 stopni Celsjusza.

No, więc, z sympatii Liz napisał, co tam, że głównym przekazem, który potem chodził po forach było zdanie jakiejś anonimowej osoby , która kiedyś znała kogoś, kto słyszał, że Rajmund powiedział, że jego synowie to narwańcy i oby Polskę uchroniono przed nimi, czy jakoś tak. No, a poza tym, takie tam, że pewnie miał romans, że nie nie wiadomo, czy był w PZPR, ale , kto wie. Taka ciepła, rodzinna opowieść.

No, ale zapowiada, że nie tylko o rodzicach Kaczyńskiego będą pisać, o innych też. Nie zrozumiałem, czy następni w kolejce są dziadzio Tusk i dziadzio Dziadzi, czyli naszej First Lady, równie pięknej, co i mądrej, czy raczej poleci tato Brudziński, Hofman, Macierewicz i Ziobro, choć Ziobro, to pewnie nie, teraz jest już wporzo gościem, skoro wystąpił z PiS i regularnie podszczypuje Kaczyńskiego, wśród życzliwych oklasków w TVN. O Kurskim , to już w ogóle nie ma mowy, bo ma wspólnych rodziców z szefem Sekty Antypisa z Czerskiej, więc już raczej się redakcja spali, niż jakieś herezje w tym temacie przeczytamy.
A ja czekam, aż Liz napisze o swoich teściach, nazwiskiem Kedaj, bo jest o czym pisać. To dopiero będzie ciepła, rodzinna opowieść, że niech się Rajmund Kaczyński schowa, niczym „Zimny Tato”, czyli „Daddy Cool” Franka Kimono. Albo o tatusiu- inseminatorze niech Liz napisze. Nigdy sie nie chwalił, tyle lat, pozdrowiłby kiedy przy jakiejś nagrodzie, ale nie. Chyba się trochę wstydzi. Już wiemy, co łączy Liza ze Stokrotką- zootechnikiem, mianowicie inseminatorstwo. No i stąd wreszcie mamy wyjaśnienie, skąd u Liza taka zdolność do włażenia władzy w d.... Tatuś mieścił się w krowie po łokieć, synek włazi władzy cały, po kostki u nóg.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/kreator-po-lokiec-w-d


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 17 lip 2012, 21:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Ponury żart Grzegorza Schetyny

Właśnie się zakrztusiłem przy kolacji, gdyż w "Szkle Kontaktowym" poseł Grzegorz Schetyna powiedział, że "ktoś, kto jest w Platformie musi być patriotą".

Oj, widzę, że partia premiera Tuska bardzo cienko przędzie, skoro jeszcze do niedawna dla Platformy słowo patriota było synonimem oszołoma, ksenofoba, nacjonalisty, antysemity i faszysty.

Żal duszę ściska. Widzę, że nadchodzi nieuchronny koniec. Sztandar wyprowadzić!!!

Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)

http://salonowcy.salon24.pl/434436,ponu ... a-schetyny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 07 sie 2012, 06:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Codzienność nie gra, codzienność skrzeczy

Radio Maryja, TV TRWAM, SIM Radio, wykładowca WSKSiMChciałbym wrócić do gwizdów i buczenia podczas składania wieńców przez oficjeli w rocznicę Powstania Warszawskiego. Mam wrażenie, że buduje się kolejną narrację „dla ludu”. Niedawno uchwalono ustawę prawo o zgromadzeniach autorstwa prezydenta Komorowskiego, która raczej zwija to prawo niż rozwija. Kontekstu nie będę przypominał. Warto jednak pamiętać, kto sprowadził niemieckie lewackie bojówki na narodowe święto niepodległości Polski i jaki przekaz dawały wtedy media. Wcześniej prezydent jako znany miłośnik wolności słowa wraz z Janem Dworakiem i Hanną Gronkiewicz – Waltz otwierał Skwer Wolności Słowa na Mysiej, gdzie mieściła się cenzura. Wtedy też ludzie krzyczeli do prezydenta – „Dlaczego dyskryminujecie TV TRWAM?” Na co Bronisław Komorowski jako prezydent „wszystkich Polaków” z dumą odrzekł: „To, że pani może mówić w ten sposób, to jest dowód na zwycięstwo wolności słowa”. Łaskawca. Więc można sobie mówić, a oni i tak zrobią swoje…

Gdy jednak w rocznicę Powstania Warszawskiego wybuczany został premier Donald Tusk, szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz – Waltz miarka się przebrała. Reżimowe media zaczęły grać larum. Hipokryzja podniesiona do potęgi n-tej. Oto okazało się, że reżimowe media stają na straży powagi i godności miejsca, władzy, uroczystości. To, że wieńce w czasie uroczystości mogli składać tylko przedstawiciele władzy dobitnie świadczy o monopolizacji święta. Opozycja w demokratycznym ponoć państwie tego prawa nie miała. A ludzie – jak to ludzie – powiedzieli co myśleli. Przyznaję, że składanie wieńców na grobach powstańców przez rządzących, którzy rugują z polskiej szkoły lekcje historii i języka polskiego może budzić oburzenie. A w powietrzu unosi się smród obłudy. Czy nie przez ich decyzje przeszła przez Polskę fala protestów głodowych dawnych opozycjonistów? Czy nie oni rugują z polskiej szkoły lekcje religii, zrzucając odpowiedzialność na samorządy? I jak w wielu innych sprawach nie przekazując pieniędzy. A co, niech się na dole nawzajem zjedzą, jak nie będzie pieniędzy. Przecież rząd nie wyrzuca lekcji religii, najwyżej samorządom zabraknie kasy. Ale to już nie jest zmartwienie Donalda Tuska. On w ogóle nie lubi się niczym martwić. Przecież „polskość to nienormalność”.

Ciekawe, że na miejscach pamięci buczano i gwizdano na obłudną władzę, a na Stadionie Narodowym, gdzie w Godzinę „W” śpiewała podstarzała skandalistka – która nawiasem mówiąc bardzo lubi śpiewać w nasze narodowe święta – część zgromadzonych buczała i wygwizdywała powstańcze kroniki. Ot, jest Polska i polska. O tych gwizdach jednak w reżimowych mediach cisza. Dlaczego? Bo trzeba wskazać winnych. No wiadomo – kibole i pisowcy. Bogdan Borusewicz w stacji należącej do Agory poszedł jeszcze dalej, bo przecież czegoś w tym worku brakuje. Jasne! Trzeba dorzucić Radio Maryja. To są wrogowie święta demokracji. To oni buczą i gwiżdżą, to oni nie wiedzą, że cisza nad grobami. Ciekawe jak to marszałek Borusewicz sprawdził? Metoda weryfikacji jest zawsze ta sama: przecież wiadomo. Zresztą przypominam sobie scenę, jak to Bronisław Komorowski i Donald Tusk czekając na trumny ze Smoleńska śmiali się w najlepsze. Trzeba ludzi przygotowywać jak i co mają myśleć, gdy przyjdzie 29 września i manifestacja w Warszawie.

W tych samych reżimowych mediach, które zapłonęły obłudnym oburzeniem w rocznicę Powstania Warszawskiego, w niby rzeczowych debatach kwestionuje się sens Powstania, sens walki, sens marzeń o wolności, którą młodzież międzywojnia chciała zawdzięczać sobie. Deprecjonować, osłabiać, wdrukować kompleksy, brudzić karty polskiej historii – to działanie systemowe, nie wierzmy w incydentalność zachowań. Widać jak arogancka władza odstaje od społeczeństwa. Premier dla asekuracji składa wieńce w towarzystwie Władysława Bartoszewskiego (no ale ten choćby przez „dyplomatołków” związał się z obozem PO), Bronisław Komorowski boi się marszu niepodległości więc proponuje 90-letnim weteranom stanięcie na czele tego marszu, tuż za nim samym oczywiście. Dzięki temu marsz będzie i krótki i wolny, i … „nasz”. Czy można dziwić się spontanicznym reakcjom ludzi? Zamiast ubolewać, że ludzie gwiżdżą i buczą na władzę, może czas zreflektować się dlaczego?

Przez dwadzieścia lat media buczą i gwiżdżą na o. Rydzyka, dopadają go nawet w gabinecie zabiegowym – ale o. Rydzyka można – bo to taki chłopiec do bicia dla III RP. Można prowokować atmosferę, nienawiści, pogardy do o. Rydzyka, do Rodziny Radia Maryja, można zachęcać do obraźliwych, wyzywających telefonów do naszej rozgłośni. To wszystko w III RP można robić. Można robić reklamy „zimny Lech”, można organizować manifestacje i gwizdać w czasie rocznicy pogrzebu śp. prezydenta Kaczyńskiego, można sikać na palące się znicze, można wieszać pluszowe misie na krzyżu w miejscach publicznych, można robić krzyż z puszek po piwie, obrażać modlących się – to przejaw kreatywnej radości młodzieży (celowo sprowadzanej i nakręcanej), można pospiesznie wrzucać do śmietnika palące się znicze w rocznicę katastrofy smoleńskiej, można mówić o nekrofilii wobec tych, co szukają prawdy o Smoleńsku, usuwać krzyże z ulic miasta, dać 2 miliony na renowację pomnika okupantów sowieckich w Warszawie i równocześnie walczyć z pamięcią o Smoleńsku – bo pomnik już jest – na cmentarzu. Więc na cmentarzu są też gwizdy i buczenie. Chciałbym, żeby było inaczej, ale się nie dziwię. Rozdźwięk między świątecznymi gestami władzy a rzeczywistą polityką jest kolosalny. Codzienność nie gra, codzienność skrzeczy.

O. Dariusz Drążek CSsR

http://www.naszdziennik.pl/blogaid/praw ... ml#entry33


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 08 sie 2012, 18:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
O łasce pańskiej

Mówią, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ - co ma oznaczać zmienność, o której jeszcze w XVIII wieku pisał pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki: „Winszuj ojcze, rzekł Tair. W dobrym jestem stanie. Jutrom szwagier sułtana i na polowanie z nim wyjeżdżam. Rzekł ojciec: wszystko to odmienne; łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne. Jakoż zgadł; piękny projekt wcale się nie nadał. Sułtan siostrę odmówił, cały dzień deszcz padał.” Jeśli zatem łaska pańska jeździ na pstrym koniu, to na jakim musi jeździć łaskawość hołoty? Maść tej szkapy można porównać chyba tylko do ustroju socjalistycznego - taka jest ponura i jednostajna. Mogliśmy się o tym przekonać zaraz na początku londyńskiej olimpiady, kiedy swój mecz przegrała Agnieszka Radwańska. Od razu uczepiła się jej niczym rzep psiego ogona pani Joanna Senyszyn, dojąca Rzeczpospolitą elegancko, bo za pośrednictwem wymienia europejskiego. Z tego źródła pani Senyszyn co miesiąc wysysa co najmniej 11 283 EUR miesięcznie na osobiste apanaże, do czego dochodzi 4 202 EUR miesięcznie na biuro, plus 17 540 EUR miesięcznie na „asystentów” (iluż żigolaków można sobie za to wynająć!) - nie licząc innych pretekstów - choćby takich, jak podróże.

Wspominam o tym również dlatego, że pani Joanna szalenie interesuje się cudzymi pieniędzmi - więc i my nie znajmy litości! Tedy pani Joanna Senyszyn uczepiła się Agnieszki Radwańskiej, że na ów mecz ubrała niebieską sukienkę, a nie uniform zatwierdzony przez władze PZPR Naszej Partii i czyni tenisistce gorzkie wyrzuty, iż nie wstydzi się Pana Jezusa, a uniformu się wstydzi. Gdyby się tego Pana Jezusa też wstydziła, to pewnie zostałaby przez panią Joannę potraktowana łagodniej, ale skoro się nie powstydziła, to pani Joanna wydobyła z lamusa całą bolszewicką pryncypialność. Ale nie wymagajmy zbyt wiele od Umiłowanych Przywódców z PZPR-owskim rodowodem. Dzięki bombie atomowej i Gorbaczowowi zapewnili sobie nietykalność, więc teraz nie dziwmy się, że smrodem swojego rozkładu zatruwają atmosferę na świecie na całe dziesięciolecia, a kto wie - może nawet na sto lat?

Zresztą mniejsza z tym, bo właśnie zatęchłą atmosferę naszego nieszczęśliwego kraju na krótko przerwała wizyta republikańskiego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, Mitta Romney’a. Wprawdzie jeszcze nie jest oficjalnym kandydatem Partii Republikańskiej, ale ogólnokrajowa konwencja w Tampie na Florydzie w końcu sierpnia na pewno przyniesie mu nominację. Pan Romney był gubernatorem stanu Massachusetts, a jego ojciec - gubernatorem stanu Michigan, więc nie jest żadnym „jeźdźcem z nikąd”. Jeśli chodzi o wyznanie - jest mormonem. Trudno jednak powiedzieć, czy i w jakim stopniu zasady tej religii będą wpływały na politykę USA - o ile, ma się rozumieć, pan Romney zostanie prezydentem. Jego konkurentem będzie obecny prezydenta Barack Husejn Obama - co zmusza nas do zastanowienia nad autentycznością demokracji politycznej nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, gdzie demokracja z całą pewnością jest tylko rodzajem parawanu, zakrywającego okupację Polski przez bezpieczniackie watahy, które Bóg wie komu się wysługują - bo że nie Polsce - to rzecz pewna.

Z tego punktu widzenia wizyty, jakie Mitt Romney złożył byłemu prezydentowi naszego nieszczęśliwego kraju Lechowi Wałęsie, prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, spotkanie z premierem Tuskiem czy ministrem Sikorskim budzą tak zwane mieszane uczucia. Lech Wałęsa - no cóż; on sam chyba dobrze nie wie, czy przypadkiem nie jest swoim własnym sobowtórem, którego w 1980 roku przywiozła do Stoczni Gdańskiej motorówka Marynarki Wojennej. Pan prezydent Komorowski - to co można o nim powiedzieć na pewno, to to, iż jego wybór w pełni udelektował generała Marka Dukaczewskiego z Wojskowych Służb Informacyjnych, który nawet dał swemu ukontentowaniu wyraz publicznie. Premier Tusk - no cóż; gdyby tak szczerze nam powiedział, kto zabronił mu kandydowania w wyborach prezydenckich w 2010 roku, to wiedzielibyśmy więcej o prawdziwej hierarchii politycznej w naszym nieszczęśliwym kraju. Minister Sikorski - szkoda każdego słowa; pamiętamy przecież uspokajające wyjaśnienie „Gazety Wyborczej”, że Ministerstwem Spraw Zagranicznych tak naprawdę kieruje ekipa skompletowana jeszcze przez prof. Geremka według odpowiedniego klucza.

Z drugiej jednak strony cóż miał zrobić Mitt Romney? Musiał udawać, że to wszystko naprawdę, chociaż gdyby rzeczywiście chciał coś u nas załatwić, to powinien spotkać się z grupą generałów, tworzących okupujący nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniacki dyrektoriat. Jestem pewien, że CIA bez problemów mogłaby dostarczyć mu taką listę, podobnie zresztą, jak prezydentowi Putinowi - GRU. Ale czy Mitt Romney aby na pewno chce coś u nas załatwić? Prawie na pewno chce zrobić wrażenie, że będzie politykował całkiem inaczej, niż prezydent Obama, którego administracja z polskiego punktu widzenia jest chyba najgorsza od czasów Franklina Delano Roosevelta - i w ten sposób pozyskać polskie głosy w listopadowych wyborach.

Czy jednak rzeczywiście będzie inaczej politykował? To jest pytanie o autentyczność demokracji politycznej w Stanach Zjednoczonych - czy mianowicie naprawdę rządzą tam ci wszyscy prezydenci, czy też są oni tylko marionetkami wprawianymi w ruch przez armię, tajne służby i finansowych grandziarzy? Zwróćmy uwagę, że każdy kandydat podczas kampanii opowiada niebywałe rzeczy - ale jak już wygra, to następuje bolesny powrót do rzeczywistości, to znaczy - starsi i mądrzejsi w krótkich żołnierskich słowach wyjaśniają mu, w jakim celu przepchnęli go do tej całej prezydentury i co ma robić naprawdę. Bo przecież kandydat opowiadający różne smalone duby nie musi wiedzieć, co tam zaplanowano na przykład w siłach zbrojnych, na co wydano już, dajmy na to, 100, czy 200 miliardów dolarów, jakie finansowe przekręty w odległych, nienazwanych zamorskich krajach właśnie przeprowadzają finansowi grandziarze, którym trzeba będzie dostarczyć nie tylko pozorów moralnego uzasadnienia w Kongresie i w mediach, ale w razie potrzeby - również ochrony wywiadowczej lub wojskowej - i tak dalej, i tak dalej. Tymczasem prezydent musi właśnie wokół tych zadań uwijać się jak w ukropie - i czy przypadkiem to nie stąd właśnie bierze się opisana przez Miltona Friedmana „tyrania status quo”? Bo łaska pańska, a nawet - wielkopańska, na pstrym koniu jeździ. Skoro nawet my wiemy takie rzeczy, to cóż dopiero - ci wszyscy prezydenci?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2576


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 11 sie 2012, 07:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Zakłamanie niszczy politykę i dziennikarstwo

Z JE ks. bp. Antonim Pacyfikiem Dydyczem, ordynariuszem drohiczyńskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Księża biskupi w ogłoszonym w tym roku dokumencie społecznym alarmowali, że Polsce grozi poważny kryzys wartości, które spajały nasz Naród przez stulecia. Czy to, co się dziś dzieje w kręgach władzy, w sferze społecznej i gospodarczej, a także medialnej, nie pogłębia tego niepokoju coraz bardziej?
- Problem kryzysu wartości dotyczy ataku na chrześcijaństwo, na Kościół, na naszą wyrosłą na katolicyzmie kulturę i obyczajowość. Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest coś nowego. Problem ten nabrał szczególnego rozpędu od rewolucji francuskiej. Oświecenie stało się okresem objawiającym się agresją do Kościoła katolickiego. Ale jakie to było "oświecenie", to my dziś wiemy. Tam przeciwników brutalnie się mordowało. Wystarczy wspomnieć strasznie bestialskie mordy na chłopach Wandei - zginęło 200 tysięcy ludzi, a rewolucjoniści nie oszczędzali ani kobiet, ani dzieci. To nie miało nic wspólnego z wolnością, równością, a na pewno z braterstwem. Rewolucjoniści uderzyli w chrześcijan. Skonfiskowali kościelne dobra, burzyli kościoły, próbowali podporządkować sobie księży. Dlaczego trzeba o tym pamiętać? Bo od tego czasu następuje już tylko "zmiana warty" wrogów chrześcijaństwa i Kościoła, zmiana tych, co w myśl identycznych idei działają w tych samych celach. I to się tak ciągnie, jak widzimy, do dziś. Dopóki nie oderwiemy się od tego mrocznego dziedzictwa rewolucji francuskiej, które idzie w świat, to nadal będzie tak samo, nadal będą nas niszczyły kłamstwo i obłuda. Bo one atakują wartości, na których zbudowane są chrześcijańskie narody i państwa, także nasza Ojczyzna.


Cały czas chodzi zatem o zniszczenie tego chrześcijańskiego fundamentu Narodu, bo bez tego będzie można z ludźmi już robić, co się zechce?
- To wszystko jest połączone z ogromnym zafałszowaniem, zakłamaniem. To bardzo poważny dramat naszego życia i w wymiarze osobistym, i społeczno-politycznym, nieprzezwyciężony też w całej kulturze. Dlaczego zakłamanie jest takie groźne? Nam się czasem wydaje, że wiarę, chrześcijaństwo się dziedziczy. Trochę byśmy chcieli żyć w takim błogim spokoju, z przekonaniem, że w Polsce z pokolenia na pokolenie dziedziczyć będziemy chrześcijańskie postawy, zachowania, styl życia inspirowany wiarą. Ale tak nie jest. Każde pokolenie, każdy osobiście musi w jakimś momencie swego życia zadecydować o swojej relacji z Bogiem i o tym, co z niej konkretnie dla niego wynika. Dlatego wobec zalewu kłamstwa tak oczywista jest potrzeba nowej ewangelizacji. Każde pokolenie musi opowiedzieć się za albo przeciw temu, co Boże. Stanowi to oczywiście wyzwanie także dla duszpasterzy, ale świadczy też o tym, że Kościół cały czas jest rzeczywistością żywą, dynamiczną, którego nie można schować w jakieś schematy. Oczywiście istnieją pewne praktyki, określona obrzędowość, ale sama istota jest taka, że każde pokolenie trzeba ewangelizować od nowa, aby każdego doprowadzić do osobistej decyzji dotyczącej wiary. Dlatego wobec ataków na chrześcijaństwo, na Kościół, mimo wszystko nie trzeba się denerwować, tylko z duszpasterskim spokojem głosić Ewangelię, tak jak czynili to Apostołowie w czasach pogańskich. Czasem nawet lepiej to wychodzi, gdy ma się do czynienia z pokoleniem, które od lat nie było chrześcijańskie, niż z tym, które zostało zepsute w swym chrześcijaństwie i dziś kieruje się jakimiś uprzedzeniami. To są np. środowiska, gdzie chrześcijaństwo niby u nich jest obecne, ale tak właściwie to go nie ma. Poza tym jest jeszcze wielu takich, którzy na chrześcijaństwie chcą żerować. Oni odwołują się do tego, że jeszcze są wierzącymi, używają swych wpływów, kierują swe wywiady, listy otwarte, komentarze do ludzi, ale w końcu widać, że chodzi im tylko o nich samych, nie o wiarę, o chrześcijaństwo, o Kościół. To jest bardzo niepoważne, ale diabeł nie śpi.


Ludzie "zepsuci w swym chrześcijaństwie" - jak się Ksiądz Biskup wyraził - jeśli tylko chcą na swój sposób "ratować" Kościół, gdy próbują podpowiadać biskupom czy ich krytykować, bardzo szybko zyskują wsparcie liberalnych mediów...
- To nie jest nic nowego, zepsuci chrześcijanie czy byli chrześcijanie często bardzo szkodzą i wierze, i w ogóle człowiekowi. Nowe pokolenie czeka na słowa prawdy. Niestety, czasem ze strony właśnie takich ludzi otrzymują truciznę, bo tamci nie są w stanie pokonać swych uprzedzeń. Dlatego przecież nieprzypadkowo Pan Jezus tak ostro potraktował tych, którzy gorszą maluczkich. To wszystko dotyczy także tych katolików, którzy nie są czytelni w swej wierze wobec innych ludzi. Wszystko musi być jasne, prawdziwe, ale nigdy brutalne, obrażające kogoś. Dlaczego? Bo nigdy nie wiemy, kiedy dany człowiek otrzyma łaskę nawrócenia i będzie szukał w nas świadków wiary i miłości. Takie jest chrześcijaństwo, które każdego prowadzi do spotkania z Chrystusem.


Rozmyta od środka wiara i moralność raczej nie pociągną człowieka, a dziś takich prób doświadczamy ze strony wielu środowisk mieniących się katolickimi...
- Próby rozmiękczania Kościoła od środka to nie nowy sposób walki z Kościołem. One zawsze były i pewnie będą dalej, bo ciągle trzeba pamiętać, że zło nie śpi. My nie możemy ani na chwilę stracić czujności. Przede wszystkim jednak niczego nie powinniśmy się lękać, świat nie zwyciężył i nie zwycięży Chrystusa. Tego uczy nas historia, także naszej Ojczyzny.
Tych tzw. ludzi kultury, którzy kierują się uprzedzeniami do Kościoła, wielu nie mamy, bo większość z nich jest bez kultury. A co z "autorytetami", których tyle nam się podsuwa? Może się jakoś Polska przed nimi uratuje, bo nie są to ludzie, którzy tworzą coś nieprzemijającego. Nie będę wymieniał nazwisk. Ci, którzy dziś wyśmiewają postawy konserwatywne, chyba nie rozumieją, czym jest konserwatyzm. Przecież nie polega on na tym, że jak 200 lat temu pracowało się sochą, tak trzeba również teraz. Konserwatysta to ten, który szanuje pracę ludzką, dorobek pokoleń, przekonania, kulturę i z tego wyciąga wnioski na dziś. Inaczej mówiąc, nie otwiera drzwi już dawno otwartych. Jeśli ktoś to wyśmiewa, świadczy to tylko o tym, że jest właśnie "konserwatystą", ale w tym negatywnym znaczeniu - robi to, co robiono w XX wieku, ośmieszano, kompromitowano, zamiast analizować, uczyć się na historii i wyciągać wnioski.


Co jest dziś największym problemem naszego życia społeczno-politycznego?
- No cóż, myślę, że naszą najgorszą chorobą jest w tej chwili to, o czym już wspomniałem - kłamstwo. Wiele innych rzeczy też jest niedobrych, ale to, co jest najgroźniejsze, to zakłamanie życia politycznego, ale i dziennikarskiego. Tam, gdzie jest kłamstwo, to z kim rozmawiać? Z kim prowadzić dialog? Dialog musi być szczery, musi służyć prawdzie, opierać się na prawdzie. To jest najważniejsza kwestia do podjęcia na dziś: przywrócić prawdę w życiu politycznym i dziennikarskim. Czy uda nam się jednak np. zmienić dziennikarstwo? Czy będzie więcej ludzi mediów, którzy są wrażliwi na prawdę? Tego nie wiem. Pytanie tylko, skąd się nabrało tych, którzy służą dziś kłamstwu? Przecież, gdy oni mówią, to brzmi tak, jakby cytowali dziennikarzy z "Trybuny Ludu". To prawie te same zdania, te same sformułowania, to się czuje... I tak samo służą kłamstwu. A kłamstwo niszczy człowieka, rozbija rodziny, zatruwa życie społeczne.


Władzy dziś jakoś coraz dalej od ideału służby dobru wspólnemu, służby Narodowi...
- To jest pewien infantylizm. Bo rozumiem, że np. z powodu ambicji pan Radziwiłł niegdyś kazał 18 km drogi pomiędzy Białą Podlaską a Janowem Podlaskim w lecie wysypać cukrem, żeby można było sannę uprawiać. Rozumiem, bo on to robił ze swego. Ale jeżeli teraz nasz rząd po to, aby zaimponować podczas Euro, tworzy buble, marnuje pieniądze, przez co tracimy miliony, to co to jest? Tylko po to, aby się komuś przypodobać? A kto to dziś pamięta? Co to nam dało? Czy ktoś policzył, ile na tym straciliśmy, dokonał bilansu? Przecież to jest infantylizm, jakiś snobizm. Jak można narażać Polskę na takie straty? Przykład. Jeżeli płacimy 1/3 więcej za budowę autostrad niż np. Włosi, to o co tu chodzi? Przecież Włosi mają tyle tych tuneli, a filary, które stawiane są nad przepaściami, sięgają kilkuset metrów. U nas jest paseczek i równo... i o jedną trzecią więcej za budowę drogi płacimy? A może to tu jest właśnie jakiś nepotyzm, niegodziwość, jakieś nieczyste układy? To, co nas niszczy, to kłamstwo, bo wychodzi na to, że na każdym kroku oni kłamią.


Skoro dla niezależnych mediów nie ma miejsca na cyfrowym multipleksie, to wolą decydentów jest chyba, aby kłamstwo trwało i miało się dobrze.
- Piękny był list biskupa Meringa do prezydenta RP w sprawie Telewizji Trwam. Co zrobi prezydent? "Po owocach ich poznacie". Zobaczymy. Mam pewne obawy, bo wszyscy zaczynali w imię Trójcy Przenajświętszej, a on rozpoczął urzędowanie od usuwania krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Musimy mieć odwagę mówić o tym, co dotyczy życia w prawdzie, co dotyczy ładu społecznego, i o wolności. Upominać także rządzących. Prawda jest taka, że dziś władza może robić, co chce. Do nich przemówić mogą jedynie masowe protesty i strach przed opiniami płynącymi z Zachodu. Myślę jednak, że wobec tylu manifestacji i milionów podpisów poparcia jest niemożliwe, aby ostatecznie Telewizja Trwam nie znalazła się na multipleksie. Nie wyobrażam sobie tego. Przecież to byłaby zupełna kompromitacja. My na rząd wpływu mieć za dużego nie będziemy. Ale gdyby Jaruzelski znał tę metodę, którą oni dziś znają, to do tej pory by rządził. Władza znalazła "wentyl bezpieczeństwa". A na czym on polega? Kiedyś partia dusiła Naród, nie wypuszczała nikogo z kraju i młodzież im się buntowała. Dzisiejsi rządzący zrobili coś innego - otworzyli "wentyl" na Zachód, wypuścili wszystkich, którzy w jakiś sposób twórczy mogliby się buntować, np. z powodu braku pracy. Wyjechało już ponad 2 miliony. To jest sposób! Wypuścić młodych ludzi poza państwo. Kto wówczas będzie protestował? A władza może robić, co zechce. Przecież na wszelkich takich fałszerzy działa jedynie strach przed masami.


Emigracja zarobkowa niesie ze sobą ogromny koszt społeczny w postaci rozłączenia czy wręcz rozbicia rodzin, małżeństw, problemu eurosierot...
- Ale cóż ich to obchodzi?! Cóż ich obchodzi, że dramatycznie rośnie bezrobocie wśród absolwentów uczelni? Niech wyjeżdżają, nie będą protestować. A rodzina? Gdyby miało to dla nich jakieś znaczenie, to nie pojawiałyby się te wszystkie pomysły i inicjatywy uderzające w rodzinę. Czy ktoś z nich jest na tyle infantylny, aby nie wiedzieć, że próby legalizacji np. układów partnerskich czy brak polityki prorodzinnej uderzają w instytucje małżeństwa i rodzinny? Oni wiedzą, co robią. Chciałoby się powiedzieć, że ci ludzie widzą przyszłość Polski inaczej, może jako pustynię duchową czy dżunglę obyczajową. Dlatego trzeba być cierpliwym i się nie poddawać. Szerzyć zasady chrześcijańskie spokojnie, pokazać piękno rodzin, odwoływać się do wartościowej literatury. I nie dać się zepchnąć do pozycji, z której trzeba udowadniać, że się nie jest krokodylem. To jest czasem trudne... Siłę daje ciągły powrót do Ewangelii.


Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rstwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 01 gru 2012, 11:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Dziennikarstwo partyjne

Od paru dni uwagę naszą zajmuje haniebna akcja sterowanego przez władzę kata prasowego Hajdarowicza wymierzona w media niezależne. Wielu zwolenników obecnego układu nie potrafi ukryć zawistnej satysfakcji z powodu kłopotów dziennikarzy. Pogardliwym szyderstwom często towarzyszą też obłudne argumenty, tłumaczące ograniczanie wolności słowa prawami wolnego rynku. Jednak najczęściej powtarzają się zarzuty o rzekomym upartyjnieniu redakcji Uważam Rze, która według licznych komentatorów miała być tubą propagandową Prawa i Sprawiedliwości. Zarzut jest oczywiście kretyński, ale wynika z przeświadczenia tych osób, że tak właśnie muszą funkcjonować każde prawicowe media. Dlaczego? Bo dokładnie tak funkcjonują one po drugiej stronie sporu politycznego.

Spójrzmy na to, co dzisiaj wyprawia Gazeta Wyborcza. Gdy tylko okazało się, że trwająca od kilku tygodni zmasowana akcja propagandowa przeciw opozycji przyniosła dosyć żałosne efekty - ponieważ po krótkotrwałym odwróceniu sondaży poparcie dla PiS znów rośnie a dla PO spada - służalczy redaktorzy zmienili taktykę i ruszyli do poszukiwania afer z czasów straszliwej IV RP. Skoro bowiem teraźniejszy PiS nie odstrasza społeczeństwa, to trzeba przypomnieć mroczną przeszłość. Wydawałoby się, że temat jest zupełnie wyeksploatowany, bo przecież ile można straszyć ludzi duszną atmosferą, w sytuacji gdy brak jakichkolwiek faktów. Okazuje się jednak że powiedzenie "z gówna bata nie ukręcisz" nie sprawdza się w odniesieniu do kreatywnych osobników z Czerskiej. Od razu znalazł się jakiś anonimowy "były agent", który ujawnił przeogromną aferę z CBA i agentem Tomkiem w rolach głównych. Co prawda nie bardzo wiadomo na czym miałaby ta afera polegać, ale wystarczy już samo to, że funkcjonariusz dostarczył zdjęcie, na którym widnieje obecny poseł PiS i walizka pieniędzy. Dobremu redaktorowi więcej nie potrzeba. Jeszcze tylko odpowiedni komentarz i można rozpocząć szczucie.

To jest właśnie typowe partyjne dziennikarstwo, które niektórzy obłudnie przypisują drugiemu obiegowi. To Gazeta Wyborcza jest tubą propagandową władzy, a tzw. dziennikarzy tej gazety można spokojnie określić mianem funkcjonariuszy oddelegowanych na odcinek medialny. Dlatego tak żenujące są wszelkie zarzuty wobec mediów prawicowych o sprzyjanie opozycji. Mierzi hipokryzja oskarżycieli. Zwłaszcza, że choćby nawet sam Kaczyński z własnej kieszeni opłacał "autorów niepokornych" to i tak zapewne nie byliby oni w stanie przebić czerskiego poziomu wazeliniarstwa. I nie chodzi nawet o chęci. Chodzi o to, że taką partyjną dziennikarską szują po prostu trzeba się urodzić. Braków mentalnych w tym zawodzie nie zrekompensuje ciężka praca. Nie każdy przecież może zostać Czuchnowskim.

http://polakoczerwoni.salon24.pl/468563 ... o-partyjne


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 15 lut 2014, 10:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
„Zarządzam poszukiwanie nadzwyczajne-ogólnokrajowe”. Wyszperane 13/2/14

Jacek BEZEG

Pomniki gloryfikujące komunizm nie powinny stać w suwerennej Polsce – zwracają uwagę obaj oskarżeni o znieważenie dwóch pomników upamiętniających Armię Czerwoną w Warszawie. Ich ponowny proces rozpoczął się przed warszawskim sądem Praga Południe.
http://wirtualnapolonia.com/2014/02/11/ ... na-zaraze/

„Zarządzam poszukiwanie nadzwyczajne-ogólnokrajowe za zaginionym płk WP. Kukliński Ryszard - Jerzy syn Stanisława i Anny Kotaniec, ur. 13.06.1930 w Warszawie [...]. Cechy zewnętrzne: wzrost około 167 cm, twarz pociągła, włosy ciemnoblond, czesane lekko na bok, chód kołyszący, sylwetka lekko pochylona do przodu. [...] Wymieniony w dniu 7 XI 1981 około godziny 13.00 wyjechał z miejsca zamieszkania prywatnym samochodem marki »Opel Record« nr rej WAA-3804, koloru jasnoniebieskiego - w nieznanym kierunku i ślad po nim zaginął
http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100



Od roku 1990 w Niemczech nie uruchomiono żadnego nowego bloku opartego na technologii jądrowej. Generalnie istotny był sprzeciw polityków. O ile w latach 90-tych rządząca CDU/CSU była neutralna w stosunku do energetyki jądrowej, to opozycyjna SPD od lat 80-tych chciała zamknięcia niemieckich elektrowni jądrowych. W 1998 roku SPD wygrała wybory i weszła w koalicję z Partią Zielonych (która oczywiście była zdeklarowanym przeciwnikiem energetyki jądrowej). Wraz z właścicielami elektrowni jądrowych rozpoczęto rozmowy dotyczące ich wyłączenia – kompromis osiągnięto w roku 2000, wówczas ustalono, że żywot reaktorów zostanie nieco skrócony, natomiast nie przewidywano wówczas nagłego i wymuszonego zamykania bloków jądrowych.
[ ... ]
Wszystko zmieniło się w roku 2011. Jedenastego marca tego roku tsunami uderzyło w Japonię – co wywołało między innymi katastrofę w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Niemiecka opinia publiczna zawrzała. Już następnego dnia po katastrofie 60 tysięcy osób utworzyło długi na 45 kilometrów łańcuch ludzi ze Stuttgartu do elektrowni jądrowej w Neckarwestheim. Dwa dni później w niemal 500 niemieckich miastach, na ulicę wyszło ponad 100 tysięcy demonstrantów. Według sondaży przeprowadzonych już po katastrofie w Japonii, 80 procent Niemców było przeciwko utrzymywaniu energetyki jądrowej w kraju.
http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=44
http://www.cire.pl/pokaz-pdf-%252Fpliki ... adrowa.pdf



Nie ma wątpliwości, że przyjęcie przez tysiące młodych jako swoich bohaterów postaci takich jak mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, Danuta Siedzikówna „Inka” czy płk Witold Pilecki wywołało ogromne zainteresowanie książkami historycznymi, miejscami pamięci i faktem, że ich historia była zakłamywana. Nie udało się tego przełamać również w ciągu 20 lat istnienia III Rzeczypospolitej. Ten klimat zmieniła decyzja Sejmu sprzed trzech lat o ustanowieniu dnia pamięci.
Koalicja organizacji młodzieżowych apeluje o uczestniczenie w obchodach oficjalnych oraz społecznych każdego 1 marca, przypominanie lokalnych bohaterów, budowę pomników. Żąda także nadania ulicom i szkołom imion bohaterów niepodległościowego podziemia antykomunistycznego z lat 1944-1963. Młodzi domagają się zarazem ostatecznego zniesienia nazw ulic, którym patronują komunistyczni oprawcy. Chcą również powstania Narodowego Muzeum Żołnierzy Wyklętych na wzór Muzeum Powstania Warszawskiego. W warstwie edukacyjnej proponują wprowadzenie do podstawy programowej nauczania historii wszystkich szczebli edukacji zagadnień związanych z antykomunistycznym podziemiem. Tymczasem wiadomo, że niedawno podstawa programowa została przez MEN zmieniona i na poziomie szkół średnich nauka historii najnowszej jest nieobowiązkowa, a jeśli już jest, to skonstruowana bardzo powierzchownie i hasłowo. Protesty w tej kwestii odbijały się od kolejnych ministrów jak od ściany.
http://wirtualnapolonia.com/2014/02/11/ ... wykletych/



Koszt oczyszczenia skażonego radioaktywnie terenu likwidowanej elektrowni atomowej Sellafield na północy Anglii przekroczy 70 mld funtów szterlingów (ok. 350 mld PLN) - poinformowała w opublikowanym we wtorek raporcie komisja finansów publicznych Izby Gmin.
W 2008 roku kontrakt na likwidację przestarzałej elektrowni, działającej od lat 50., jednej z największych w Europie, uzyskało konsorcjum NMP (The Nuclear Management Partners). W październiku ub.r. rządowa agencja odpowiedzialna za likwidację elektrowni nuklearnych NDA (Nuclear Decommissioning Authority), będąca właścicielem Sellafield, przedłużyła go na dalsze pięć lat.
Pierwotny kosztorys znacznie przekroczono, doszło też do opóźnień. Komisja finansów publicznych zażądała odebrania kontraktu konsorcjum NMP, o ile w krótkim czasie nie będzie mogło wykazać się zadowalającym postępem prac.
http://www.cire.pl/item,88903,1,11,12,0 ... untow.html



Pan redaktor Jacek Żakowski, biegający w „Gazecie Wyborczej” za tzw. proroka mniejszego, bo większym jest sam pan red. Michnik, a największym - główny cadyk Rzeczypospolitej, pan Aleksander Smolar - więc pan redaktor Jacek Żakowski zapłonął świętym oburzeniem do tego stopnia, że zaczął używać brzydkich słów w rodzaju: „do jasnej cholery!”. Co tak zbulwersowało pana redaktora Jacka Żakowskiego, że aż zaczął cholerować? Wzburzyło go przekazanie przez pana ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego 6 mln złotych na świątynię Opatrzności Bożej w Wilanowie. Pan redaktor Żakowski uważa, że katolicy mogą się na tę całą świątynię składać i nawet im na to łaskawie pozwala, ale nie pod przymusem, za pośrednictwem fiskusa.
Pan redaktor Żakowski ma oczywiście rację, jak zresztą we wszystkim, co mówi - szkoda tylko, że refleksem to on niestety nie grzeszy, podobnie jak uczestnik dziwnie osobliwej trzódki posła Palikota Armand Ryfiński - spostrzegawczością. Bo nie przypominam sobie, by pan redaktor Jacek Żakowski zapłonął podobnie świętym oburzeniem na wieść o dofinansowaniu, a właściwie, jakim tam znowu „dofinansowaniu” - nie żadnym „dofinansowaniu”, tylko po prostu sfinansowaniu budowy Muzeum Żydów Polskich w Warszawie z pieniędzy podatkowych i to w kwocie znacznie większej niż 6 milionów, bo Ministerstwo Kultury i Urząd Miasta Stołecznego Warszawy wydały na ten cel 180 milionów złotych, a więc - 30-krotnie więcej! Zatem i oburzenie pana redaktora Jacka Żakowskiego powinno być z tamtego powodu 30-krotnie większe.
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3025



Powiedzieć, że europosłowie sobie nie krzywdują, to jakby nic nie powiedzieć.
1. Sama pensja deputowanego wynosi 32 000 złotych brutto,
2. diety to kolejne 17,500 złotych .
3. Do tego dochodzą miesięczne dodatki na pensje dla asystentów,
4. wynajem biur i podróże niezwiązane z dojazdami do Brukseli i Strasburga - łącznie ponad 110 000 złotych.
5. Dodatkowo każdy poseł korzysta z darmowych przelotów z domu do pracy i dostaje zwrot kosztów podróży samochodowych.
http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100



Wymuszenia, rozboje, udział w pobiciach, oszustwa, więzienie, rosyjska i polska mafia w tle - taka jest przeszłość naczelnego "Wprost". Mimo to Latkowski bryluje na medialnych salonach i ma dostęp do wielu tajemnic policji, biznesu, państwa.
Sylwester Latkowski, redaktor na­czelny tygodnika "Wprost", musi być ostatnio z siebie bardzo zadowolony, bo znów jest o nim, co bardzo lubi, wyjąt­kowo głośno. Opinię publiczną zaszokowała zdecydowana obrona Mariusza Trynkie­wicza, seryjnego mordercy dzieci wycho­dzącego właśnie na wolność, któremu rze­komo ma grozić lincz.
[ ... ]
Oto według zeznań świadków próbka dzia­łalności duetu Latkowski -Norejko. "Na dany znak przez Sylwestra Latkowskiego uderzył pokrzywdzonego pięścią w głowę, a drugą ręką chwycił za kark [...J. Litwini zaatakowali Mirosława T., uderzając go pięściami po że­brach. Po wyjściu na zewnątrz klatki schodowej pokrzywdzony został uderzony przez Kestutiusa Norejkę w nerki tak, że upadł na kolana. Wówczas Mirosław T. poprosił Sylwestra Latkowskiego, aby powstrzymał Litwinów od dalszego bicia".
W całej sprawie, operując dużym skró­tem, chodziło o to, że dwóch handlarzy używanymi samochodami z Gorzowa Wiel­kopolskiego pojechało na szrot do Berlina. Poznanemu tam mężczyźnie zaproponowali sprzedaż jego używanego Volkswagena Golfa w Polsce. Umowy dotrzymali. Nabywcą zo­stał człowiek szczecińskiego półświatka, nie­jaki Waldemar S., ksywa "Gruby Jasio". Gang­ster ten blisko współpracował z Sylwestrem Latkowskim i Gracjanem Szmytkowskim; znanym dobrze szczecińskiej i pomorskiej policji ze spraw kryminalnych.
http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100



Teraz niektórzy politycy Europy, w pierwszej kolejności Skandynawii, nazywają kazirodztwo standardem (normą) genderową, przy czym, na podobieństwo homofobii, proponują wprowadzenie takiego pojęcia jak „incestofobia” (niechęć w stosunku do kazirodztwa-tłum.), która będzie karalna. Główni „bojownicy” za tę ideę to neoliberałowie i aktywiści ruchu sodomskiego, liczni deputowani lokalnych parlamentów, którzy przepychają swoje pomysły wszelkimi możliwymi metodami.
Szwedzkie, duńskie gazety publikują artykuły na ten temat, bynajmniej nie w krytycznym tonie, a w Norwegii i na Islandii kazirodztwo jest już, w rzeczywistości, zalegalizowane. W Norwegii incestofobów rejestruje się w specjalnie stworzonych ośrodkach przy czym z 10 spraw dotyczących oskarżenia o incest, które wpływają na policję, 8 z nich nigdy nie jest rozpatrywanych. Liczni ludzie, którzy są sądzeni za kazirodztwo, otrzymują wyroki uniewinniające a ofiary kazirodztwa są leczone jako cierpiące na urojenia. Właśnie tam, w Norwegii, szczególną popularnością cieszył się film zatytułowany „Ja śpię ze swoją siostrą”.
Debaty na temat kazirodztwa miały miejsce w parlamencie Szwajcarii. Tam, nawiasem mówiąc, był już stworzony precedens. W 2010 roku rozgorzał skandal na skalę krajową po tym jak z nowego Kodeksu Karnego w cudowny sposób zniknął artykuł orzekający karę za kazirodztwo ale już po gwałtownym wzburzeniu społeczeństwa tenże artykuł wprowadzono do Kodeksu Karnego z powrotem, prawdopodobnie nie na długo.
Dla wszystkich, którzy chociaż trochę zajmują się tym tematem, jest oczywiste, że w konsekwencji legalizacji kazirodztwa będzie zalegalizowana pedofilia. W Holandii jest już partia, która o to walczy i już pojawili się w Europie ci, którzy stawiają kwestię prawa zawierania małżeństw z dziećmi. Rysuje się straszliwy obraz. Z ludźmi z którymi, w zasadzie, nie ma o czym i nie ma po co rozmawiać, część europejskiego establishmentu gotowa jest do poszukiwania wspólnego języka. Na początku legalizują „małżeństwa” sodomskie, następnie legalizują adopcję dzieci przez te „małżeństwa” sodomskie” i wychowywanie dzieci w surowo określonym schemacie, zresztą podobne wychowanie jest już realizowane, i to nie tylko w „rodzinach” sodomickich.
http://www.wsercupolska.org/joomla/inde ... &Itemid=19

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 11 mar 2014, 12:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Złotego rogu chamy nigdy nie mieliście w ręku

Media żyją wydarzeniami na Ukrainie i nie ma się czemu dziwić. Podobnie nie dziwi nadzieja, z jaką zwykli ludzie spoglądają na kijowski majdan oraz widoczna obawa czy już nawet paniczny strach tak zwanych elit, które uważały dotąd, że ogłupione europejskie narody przypominają już tylko zakolczykowane stada bydła poddane nowoczesnej w pełni kontrolowanej przemysłowej hodowli i niezdolne do jakiegokolwiek buntu.

Mnie jednak bardzo poruszył powtarzany kilkakrotnie wstrząsający telewizyjny reportaż, w którym dziennikarski lokaj salonu Tomasz Sekielski z wielką empatią i wzruszeniem rozmawia z matką jednej z ofiar ukraińskiej rewolucji, młodego studenta architektury zastrzelonego przez snajpera działającego na zlecenie reżimu Janukowycza.

Ktoś powie, że się czepiam dobrej dziennikarskiej roboty i akurat w tym przypadku Sekielskiego należałoby tylko pochwalić. Ja mam jednak pewne wątpliwości i niestety w niektórych przypadkach wprost fotograficzną pamięć. Ja tutaj w Polsce przez długie lata nie widziałem podobnego zainteresowania i współczucia Sekielskiego i jemu podobnych dziennikarskich sługusów Systemu skierowanego ku niewinnym ofiarom polskich snajperów z plutonu ZOMO. Co zastanawiające, zainteresowania i empatii, które nie wymagały kosztownej eskapady całej ekipy realizacyjnej poza granice naszego kraju.

Janek miał 190 cm wzrostu i zaledwie 21 lat. Był wysportowany i marzył by zostać geologiem.

Podczas ataku junty Jaruzelskiego na Kopalnię Wujek został trafiony w głowę. Sekcja zwłok wykazała, że strzał padł z góry. Niewątpliwie dokonał tego z helikoptera snajper plutonu ZOMO.

Kiedy Janek leżał nie odzyskawszy przytomności w szpitalu na Ochojcu jego mama, Janina Stawisińska przyjechała na Śląsk pociągiem relacji Koszalin- Katowice i za pomocą różnych wybiegów i pomocy dobrych ludzi zatrudniła się jako salowa w szpitalu, w którym umierał jej syn. Była z nim do samego końca.

Zobaczyłem ją po raz pierwszy niemal 20 lat temu. Na ekranie telewizora ujrzałem wysoką przystojną kobietę w sile wieku, która przyjechała na proces morderców jej ukochanego syna.

Przez te wszystkie lata byłem świadkiem jak z dumnej, eleganckiej, wyprostowanej kobiety chodzącej z wysoko podniesioną głową stawała się na moich oczach coraz bardziej przygarbioną, zgorzkniałą, coraz biedniej ubraną staruszką.

Nie opuściła chyba ani jednej z przeszło 150 rozpraw z udziałem niemal 300 świadków, a czas spędzony w pociągach relacji Koszalin-Katowice plus godziny procesów sądowych, zajęły jej więcej czasu niż wynosił najwyższy wyrok wymierzony zomowcom.

W tym samym czasie wielu dziennikarzy i „autorytetów” rozpaczało nad ciężką dolą ciąganych po sądach staruszków, generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. W tym samym czasie snajper plutonu ZOMO patrzył tej sponiewieranej kobiecie bezczelnie w oczy. On nie klęczał prosząc o litość, jak niedawno berkutowcy na Ukrainie.

Pani Janina Stawisińska zmarła 5 maja 2011 roku nie doczekawszy się sprawiedliwej kary dla morderców jej ukochanego syna oraz zleceniodawców tej zbrodni. Nie doczekała się też poruszającego reportażu zrealizowanego przez dziennikarskich salonowych najmitów. Na jej pogrzebie nie było Sekielskiego z ekipą. Oni nie poświęcili ani jednego równie wzruszającego reportażu żadnej ze 122 ofiar stanu wojennego, a dziś rwą sobie włosy z rozpaczy nad 82 ofiarami zajść w Kijowie.

Oniemiałem, kiedy wysłuchałem wyjątkowo obłudnych, bezczelnych i faryzejskich rad cynika Komorowskiego, który powiedział:

- Nie ma mądrzejszej drogi niż ta, którą wybrała Polska wtedy i trzeba zachęcać wszystkich, żeby Ukraina poszła drogą podobną do polskiej.

O czym ten wyalienowany od rzeczywistości i historycznej prawdy żałosny bufon bredzi? Co ten (p)rezydent proponuje Ukraińcom? Ponowny wybór zbrodniarza Janukowycza na prezydenta w myśl michnikowego hasła „wasz prezydent, nasz premier”? Czy zachęca ich do trwającego 17 lat i zakończonego niczym procesu snajperów? Czy radzi im, aby zbrodniarza i zdrajcę Ukraińcy mianowali „ojcem demokracji”, a tamtejszego szefa MSW rozkazującego strzelać do niewinnych ludzi „człowiekiem honoru”? Czy proponuje, aby uwłaszczyć zdrajców na narodowym majątku, a wszystkim sługusom reżimu, oprawcom i renegatom zapewnić sowite emerytury wypłacane z kieszeni biednych Ukraińców?

Komu jeszcze ten scenariusz narodowej zdrady będziecie z uporem maniaków suflować? Kto kupi ten stary, nieświeży i cuchnący towar, który z Michnikiem, co rusz wystawiacie przy każdej okazji na światowych salonowo-politycznych jarmarkach?


Wasze prawdziwe intencje demaskuje coś zupełnie innego.

Oto korzystając z ukraińskiego zgiełku i zamieszania oraz bez kłopotliwego zainteresowania mediów Bronisław Komorowski 24 lutego podpisał ustawę o tak zwanej bratniej pomocy, dzięki której uzbrojone formacje z obcych państw będą mogły wkroczyć do Polski by:

- patrolować polskie ulice,

- chronić porządek i bezpieczeństwo publiczne oraz zapobiegać przestępczości, w związku ze zgromadzeniami, imprezami masowymi lub podobnymi wydarzeniami

- udzielać pomocy przez specjalne jednostki interwencyjne


Wygląda na to, że powodowany panicznym strachem przed polskim narodem System III RP głośno wspiera ukraiński majdan, a jednocześnie po cichu zabezpiecza się przed rozwojem podobnego scenariusza w Polsce.

Przypominam, że 286 posłów-zdrajców z PO, PSL, SLD oraz Twojego Ruchu poparło tę podpisaną właśnie ustawę, a przeciwko było tylko 140 posłów z PiS i Solidarnej Polski.

Prezydentowi Komorowskiemu i jego kumplom, którzy poczuli się właścicielami Polski zadedykujmy ten fragment opowiadania „Na probostwie w Wyszkowie”, Stefana Żeromskiego:

Miałeś, chłopie, złoty róg, Miałeś, chłopie, czapkę z piór, Został ci się ino sznur... Jak w wielu innych rzeczach, tak i tutaj, niedoszły władca mylił się zasadniczo. Złotego rogu Polski wcale w ręku nie trzymał. Czapka krakowska również mu nie przystoi. Jeżeli jaki strój, to już chyba okrągła, aksamitna czapeczka moskiewska, obstawiona wokoło pawimi piórami prędzej mu będzie pasowała. Tę już do końca życia nosić mu wypadnie. Nawet do biednego sznura od polskiego złotego rogu nie ma prawa ten najeźdźca. Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem, ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła. Złoty róg Polski trzyma w ręku z przepotężnej swej siły młode narodu pokolenie. I zadmie weń lada dzień, lada godzina pobudkę nową, nową pieśń życia, od której rozradują się kości pradziadów, dziadów i ojców, rozraduje się młoda krew…”.

http://kokos.salon24.pl/573035,zlotego- ... cie-w-reku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2014, 14:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Między nami Polakami (rządzonymi)

„Żyje się lepiej, towarzysze, żyje się weselej. A kiedy żyje się wesoło, to i w pracy się darzy” - te słowa wypowiedział Józef Stalin na zjeździe przodowników komunistycznego współzawodnictwa pracy w 1935 roku. „W życiu każdego Polaka widać ogromne zmiany i to na dobre, na lepsze. Każdy dostrzega, że zwiększyła się liczba samochodów w polskich rodzinach” - te słowa wypowiedział kilka dni temu Bronisław Komorowski w wywiadzie dla PAP z okazji 10-lecia Polski w Unii Europejskiej.

Co łączy Stalina i Komorowskiego? Na pewno identyczny styl, rytm frazy i proletariacki patos. Wobec tego mamy kwestię, kto dzisiaj rządzi światem? Na to pytanie odpowiedział Marian Hemar wierszem pod tym właśnie tytułem. Nie sposób nie zacytować:

„....Samym instynktem głupoty

odnajdują się wzajem.

Rozumieją się wspólnym

językiem i obyczajem.

I hasłem, które woła

z ochota raźną i rączą:

kretyni wszystkich krajów

łączcie się! więc się łączą....”

W poniedziałek syn odwoził mnie na dworzec, włączył radio akurat w trakcie czyjejś wypowiedzi o pijanych kierowcach. Gość podawał przykład, jak rodzina lub otoczenie może zapobiec, żeby nietrzeźwy delikwent nie usiadł za kierownicą: Można na przykład zdjąć mu buty i wówczas, gdy ktoś zauważy osobnika kręcącego się bez butów przy aucie, to jakoś zareaguje. Mniej więcej dosłownie cytuję. W pierwszej chwili obaj myśleliśmy, że to jakiś żart. Dopiero z dalszej części wypowiedzi zorientowaliśmy się, że to rzecznik policji, chyba komendy głównej, całkiem poważnie wypowiadał się na temat plagi pijanych kierowców na drogach. Właśnie ludzie na podobieństwo tego rzecznika rządzą światem. Ja to pół biedy, ponieważ byłem pasażerem, ale syn zaczął się trząść z tłumionego śmiechu za kierownicą i nie mógł się uspokoić. Byliśmy o włos od spowodowania wypadku.

Niemiecki komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger uważa, że „nie ma bezpośredniego ryzyka przerwania dostaw gazu z Rosji do Unii Europejskiej w następstwie kryzysu ukraińskiego”. Więcej nawet, Oettinger „ma wrażenie, że rosyjscy partnerzy przestrzegają umów i chcą kontynuować dostawy”. To jest ten sam gość, który z tym samym kretyńskim optymizmem otwierał wraz z ruskim prezydentem gazociąg północny. I wówczas, przed „kryzysem ukraińskim”, również miał wrażenie, że wszystko jest w porządku, a rosyjski partner jest godny zaufania i dotrzymuje umów. Głupi czy o drogę pyta? - jak to się kiedyś mówiło. Albo kolejny skorumpowany niemiecki grandziarz. Tacy rządzą Europą.

Z kolei Donald Tusk wybrał strategię „rżnięcia głupa”. Po prostu zaprzecza, że brał pożyczkę od Niemców, a taki zarzut wcale nie padł pod jego adresem. Równie dobrze Putin odpowiadając na zarzuty Zachodu o agresję wobec Ukrainy, mógłby zaprzeczać, że Rosja nie zamierza najechać Brazylii. Strategię Tuska podzielają dziennikarze dopuszczani do zadawania mu pytań – żaden nie zapyta po prostu, czy polska partia KL-D pod jego przywództwem brała pieniądze od niemieckiego CDU pod przywództwem Kohla. Rozumieją się wspólnym językiem i obyczajem...

Minister Kultury Bogdan Zdrojewski oznajmił, że „we władzach mediów publicznych nie ma nikogo z Platformy Obywatelskiej, są za to ludzie z Prawa i Sprawiedliwości”. Zdrojewskiego nie posądzam o głupotę. To jest raczej wyraz bezradności polityka wobec faktów; bezradności tak całkowitej, kompletnej i rozpaczliwej, że musi się ratować bezczelnością podobnej miary. Jeśli bowiem chce się przykryć oczywisty i widoczny dla każdego proceder, jak właśnie zawłaszczenie mediów publicznych przez partię mieniącą się obywatelską, to trzeba skłamać w sposób zapierający dech w piersiach rozmówcy i czytelnikom. Zdrojewski zaprezentował tę właśnie technikę w rozmowie z redaktorem Mazurkiem. Bardzo stara szkoła propagandy, sięgająca czasów doktora G. Ale właśnie absolwenci tej szkoły aktualnie rządzą Polską.

http://seaman.salon24.pl/582052,miedzy- ... rzadzonymi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 01 cze 2014, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Jeżeli nie wyrośnie z nas, z nas Polaków realna siła mogąca pokierować dalszymi losami naszej Ojczyzny, to zginiemy przywaleni fałszem, obłudą, zdziczeniem, ohydą, smrodem rozkładającej się padliny, jaką stanie się wielopokoleniowy dorobek Polskiej Kultury odrzuconej w niebyt.

Faryzeusze w służbie zdrajcy

Zero szacunku dla majestatu odchodzenia, zero szacunku dla wartości chrześcijańskich i dla tradycji, która w pewnych sytuacjach nakazuje milczeć (…) Do generała Jaruzelskiego można mieć różne zastrzeżenia. Jest jednak pierwszym prezydentem niepodległej Polski, oficerem i człowiekiem u kresu swojego trudnego życia. Na pewno nie zasłużył na takie chamstwo – napisał w Gazecie Wyborczej Wojciech Czuchnowski.
Temu wrażliwcowi z Czerskiej chodzi o dyskusję, jaką w prawicowych mediach wywołuje przyszłe miejsce pochówku renegata i zdrajcy narodu polskiego, Wojciecha Jaruzelskiego.

Już myślałem, że Czuchnowski siedzi gdzieś w kącie i szlocha po tym jak został pominięty przez Komorowskiego i w worku medali przeznaczonych dla lokajów Systemu z dworu Michnika zabrakło tego jednego jedynego, który niestety nie zawisł na jego służbowej liberii. Jednak nie, on się nie marze jak mazgaj. On się już otrząsnął i jest pełen wiary, że w przyszłej edycji, może już za rok, wypnie swoją pierś i niczym sowiecki sierżant będzie pełen szczęścia obnosił się z połyskującym na klacie orderem.

Oberwało się od Czuchnowskiego Bronisławowi Wildsteinowi, który napisał, że Powązki to „miejsce dla polskich patriotów”, anie dla kremlowskiego pachołka. Dostał też za swoje Tadeusz Płużański, który moim zdaniem jest autorem najsprawiedliwszej propozycji wyrażonej słowami : Niech go wywiozą do Moskwy i pochowają w mauzoleum na placu Czerwonym. Obok jego czerwonych idoli
Czuchnowski nagle stał się wrażliwy na tradycję i wartości chrześcijańskie i to w sposób bardzo wybiórczy, tak jak i jego Wybiórcza Gazeta.
Mnie na przykład bardziej razi „zero szacunku dla majestatu odchodzenia”, Moniki Jaruzelskiej, córki generała, która w momencie, kiedy umiera jej ojciec dalej popija winko podczas spotkań promujących jej książkę o „dzielnym ojczulku”.

Czy Czuchnowski już zapomniał o rozpętanej przez jego środowisko dyskusji dotyczącej pochówku pary prezydenckiej na Wawelu? Czy zapomniał jak sam posługując się kłamstwem bezcześcił pamięć po poległych gen. Błasiku i kpt. Protasiuku?

Czy wrażliwiec Czuchnowski już zapomniał, że to jego gazeta przeprowadzała ekskluzywne wywiady z dwukrotnie karanym za przestępstwa pospolite lumpem, Dominikiem Tarasem, który dostąpił tego zaszczytu gdyż stał się przywódcą watahy zakłócającej czas żałoby i modlitwę pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu? O poszanowaniu wartości chrześcijańskiej pisze gość, którego gazeta słynnym wywiadem z Bronisławem Komorowskim, rozpętała wojnę z symbolem chrześcijaństwa, czyli krzyżem.

Czuchnowski nie reagował, kiedy zwyrodniała dzicz moczem gasiła znicze na Krakowskim Przedmieściu i wrzeszczała, „Jest krzyż, jest impreza”, a dziś lamentuje i rwie sobie włosy z głowy z powodu jego zdaniem, deficytu humanitaryzmu.

A jakimż to poszanowaniem tradycji panie redaktorze Czuchnowski był ubaw pańskich przyjaciół, którzy w Święto Niepodległości radośnie podrygiwali w rytm refrenu piosenki „Dymać orła białego…ha…ha…buuum”?

Jednego może Czuchnowski być pewien. Polscy patrioci tym różnią się od lewackiej tłuszczy, której on służy, że podczas pogrzebu Jaruzelskiego nie będą wykrzykiwać, „Jeszcze jeden!!!”, pomimo, że wśród żywych będzie zapewne jeszcze „człowiek honoru” Kiszczak. Nie będą reklamowali napoju o nazwie „Zimny Wojtek”, ani nie będą pluć na żałobników. To Czuchnowskiemu gwarantuje.

Nie gwarantuje jednak tego, że ktoś zainspirowany pomysłem Gazety Wyborczej nie założy sobie podkoszulka z napisem, „Nie płakałem po Jaruzelskim”. Jeżeli się nie mylę to z udziałem Czerskiej po śmierci papieża, a dziś już świętego Jana Pawła II zorganizowano konkurs „T-shirt dla wolności” i promowano hasło „Nie płakałem po papieżu”.

Panie redaktorze Czuchnowski, powiem wprost. Dobre rady można dawać tylko wtedy, kiedy samemu przestanie się dawać zły przykład.
Przedstawiciel i dobrze opłacany cyngiel środowiska reprezentującego tych, którzy przybyli tu ze wschodu w kufajkach i walonkach, uczący Polaków poszanowania dla tradycji i chrześcijańskich wartości to przykład wyjątkowej bezczelności, zarazem braku kontaktu z rzeczywistością
Spadająca gwałtownie sprzedaż Gazety Wyborczej jest najlepszym dowodem na to, że topnieje liczba Polaków dająca nabierać się na faryzejskie występy salonowych pismaków z Czerskiej.

Wojciechu Czuchnowski, „Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta”(Mt.23-26)

http://kokos.salon24.pl/587043,faryzeus ... ie-zdrajcy


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 102 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /