Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 11 sie 2015, 10:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2015/08/10/ ... jedwabnem/

Kurek: Żydowska hucpa w Jedwabnem
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-08-10
20423404726_d8bcc2a655_o†

Obrazek

– W wypadku Jedwabnego mamy do czynienia z taką idiotyczną żydowską hucpą ze strony żydowskiej, a ze strony polskiej taką jakąś inercją – na falach Radia WNET z Jedwabnego o skandalicznych kłamstwach w związku z mordem Żydów w Jedwabnem opowiadała dr Ewa Kurek
– To jest wydarzenie historyczne. Jako historyk widzę tu zupełny brak badań historycznych. Mówią o tym dziennikarze, rabini, politycy, a nie dopuszczani są do głosu historycy. Normalnie należało przeprowadzić i badania historyczne i socjologiczne oraz przeprowadzić ekshumację. Mówimy o tym, a nie wiemy kto tam leży. Gross mówi, że 1600 Żydów z Jedwabnego zostało zamordowanych, a w całym Jedwabnym prawdopodobnie żyło wtedy 1500 osób i my Polacy milczymy. To jest dowód na zablokowanie i strach historyków. Historycy IPN-u, który jest powołany po to, by pokazywać prawdę został zablokowany – nie przeprowadzał badań, bo politycy bali się czegoś – przekonywała dr Ewa Kurek.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy, w której dr Ewa Kurek m.in. w odpowiedzi naczelnemu rabinowi Polski, Michaelowi Schudrichowi, wyjaśnia, że ekshumacja nawet według żydowskiego prawa powinna się odbyć.

LMK

http://www.radiownet.pl/publikacje/kure ... -jedwabnem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 15 sie 2015, 16:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/2 ... jedwabnem/

Materiały dotyczące mordu w Jedwabnem
Posted by Marucha w dniu 2015-05-21 (czwartek)

Obrazek

W marcu 2001 r. pan Leszek Kocoń – kierownik Archiwum Państwowego w Białymstoku Oddział w Łomży przeprowadził kwerendę w wyniku której odnalezione zostały materiały źródłowe dotyczące wydarzeń w Jedwabnem 10 lipca 1941 r.
Zachowały się zeznania świadków zarówno pochodzenia polskiego jak i żydowskiego. Odnaleziono je w aktach Sądu Grodzkiego w Łomży przejętych z Sądu Rejonowego w Łomży w maju 2000 roku.
Są to sprawy o uznanie za zmarłego o sygnaturach sądowych Zg. 167 i 236 z 1947 roku; Zg. 129, 130, 165, 234, 235, 308, 334 z 1948 roku i Zg. 105 i 178 z 1949 roku. Ponadto wzmianki o tych wydarzeniach pojawiają się w aktach spraw o sygnaturach Co 4,13 i 52 z roku 1947.
Akta te dostarczyły łącznie 28 relacji złożonych przez 19 świadków, w tej liczbie 9 narodowości żydowskiej. Z liczby 19 , 9 określa siebie jako naoczny świadek wydarzeń (5 narodowości żydowskiej). W sprawie Zg 236/1947 wymienia się kolejnych dwóch świadków narodowości żydowskiej, których zeznania nie są zamieszczone w teczce. Sprawa ta jest o tyle istotna, że może wyjaśnić problematyczną liczbę spalonych ludzi. Wynika z treści wniosku, że w Jedwabnem spalono również ludność żydowską z Wizny.
Relacje świadków odnalezione w aktach:
Sprawa Zg. 167/47
J. R. lat 36. „Zostali oni w lipcu 1941 r. przez Niemców w Jedwabnem wymordowani. Prócz nich zostali wszyscy żydzi z Jedwabnego spaleni w stodole. Wiem to tylko ze słyszenia, gdyż naocznym świadkiem nie byłem./../ Zginęło wówczas około 1500 osób ludności żydowskiej i widziałem jak Niemcy pędzili cały tłum ludności żydowskiej do stodoły w której zostali spaleni.”
Z. Tadeusz lat 38. „widziałem jak Niemcy wypędzili ich z mieszkania na rynek, a stamtąd całą ludność Żydowską popędzono do stodoły za miastem, gdzie ich spalono. W tym dniu zginęło ponad 1000 osób ludności żydowskiej.”
Sprawa Zg 236/47
Fragment wniosku „a żona jego wraz z całą pozostałą przy życiu ludnością żydowską Wizny została wysiedlona do Jedwabnej i tu w lipcu 1941 r. została wraz z pozostałymi Żydami z Wizny spalona.”
Sprawa Zg 129/48
Z. T. lat 38. „W roku 1941 Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem /../ wpędzili do stodoły i spalili. Byłem naocznym świadkiem spalenia.”
O. Stanisław lat 28 „W roku 1941 Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem spalili w stodole, na drugi dzień widziałem w stodole spalone zwłoki wszystkich Żydów.”
G. Eljasz lat 24 „Babka moja Mejta Chinka Grondowska zamordowana została przez Niemców w roku 1941 przez spalenie. Wtenczas ja byłem w Rosji.”
Sprawa Zg 130/48
Z. T. lat 38. „Byłem naocznym świadkiem mordowania Żydów w Jedwabnem przez Niemców. Wszystkich Żydów tego miasteczka w liczbie powyżej 1000 osób N0iemcy spędzili do stodoły i podpalili.”
O. Stanisław lat 25. „W dniu 10 lipca 1941 r. Niemcy wszystkich żydów spalili w Jedwabnem (w stodole). /../ Na drugi dzień po wymordowaniu Żydów widziałem spalone zwłoki żydów.”
G. E. lat 24 „Matka moja Bluma Grondowska 10 VII 1941 r. została zamordowana przez Niemców w Jedwabnem przez spalenie w stodole razem z innymi Żydami tegoż miasteczka. Wtenczas ja byłem w Rosji.”
Sprawa Zg 165/48
K. M lat 39 „W roku 1942 Niemcy wszystkich Żydów w m. Jedwabnem spędzili do stodoły i podpalili, także nikt z Żydów nie uratował się. Przytem obecny nie byłem, lecz zdołał zbiec wtenczas z Jedwabnego i nie był zapędzony do stodoły Kilingros Motek, który później przebywał razem ze mną w getcie w Łomży i opowiadał mi”
M. D. lat 31 „W miesiącu lipcu 1942 r. Niemcy kazali wszystkim Żydom z Jedwabnego wyjść na rynek, ja wtenczas należałem do partyzantki, byłem w Jedwabnem i widziałem jak był również na rynku z Żydami Lejba Pendziuch. Poprowadzili wszystkich Żydów z rynku wyszeregowanych w czwórki do stodoły i podpalili stodołę. /../ Spaliło się w tej stodole około 700 żydów.”
Sprawa Zg 234/48
P. J. lat 26 „W roku 1942 Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem wymordowali przez spalenie w stodole.”
B. Franciszek lat 37 „po spaleniu w Jedwabnem Żydów.”
Sprawa Zg 235/48
J. P. lat 26 „W lipcu 1942 r. Niemcy wymordowali wszystkich Żydów w Jedwabnem przez spalenie w stodole.”
B. F lat 37 „W lipcu 1942 r. Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem spalili w stodole.”
Sprawa Zg 308/48
C. H. l.32 „W lipcu 1941 roku Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem wymordowali przez spalenie w stodole. Widziałem jak pędzili Żydów do stodoły /../ i stodołę podpalili. Wtenczas ja w Jedwabnem ukrywałem się od Niemców. Byłem w ukryciu i ocalałem. Spalili Żydów w dzień.”
B. J. lat 46 „10 lipca 1941 roku widziałem jak Niemcy wszystkich Żydów z Jedwabnego spędzili do stodoły i podpalili. /../ Wtenczas ukrywałem się przed Niemcami, w tę porę byłem w ukryciu na cmentarzu i wszystko widziałem.”
Sprawa Zg 334/48
Z. S. l.58 „W dniu 10 lipca przez Niemców spalony on został w stodole. Wtenczas Niemcy wszystkich Żydów z Jedwabnego w tej stodole spalili. Widziałem jak wszystkich Żydów Niemcy spędzili do stodoły /../ i stodołę podpalili, to było w dzień.”
Ż. Marian lat 36 „Widziałem jak 10 lipca 1941 r. Niemcy spalili w stodole wszystkich Żydów z Jedwabnego.”
Sprawa Zg 105/49
L. Z. lat 53 „W czasie gdy Niemcy wkroczyli do Jedwabnego ludność żydowska masowo została spędzona do stodoły za Jedwabnem i w tej stodole została masowo spalona. Ja wraz z ojcem petenta byłem w liczbie osób pędzonych do stodoły jednak w ostatniej chwili przed stodołą udało mi się zbiec i schować się pod murem cmentarnym obok stodoły. Stwierdzam stanowczo, że widziałem na własne oczy /../ jak Niemcy wpędzili /../ do stodoły, a następnie stodołę podpalili i spalili wszystkich zapędzonych w niej Żydów. Żydów w tej stodole zostało spalonych kilkaset.”
Sprawa Zg 178/49
L. Z. lat 56 „Przy końcu czerwca 1941 r. słyszałem o tym, że Abram Ibram /../ został przez Niemców spalony.”
Sprawa Co 4/47
K. M. lat 29 „Sora Drejarska wraz z całą rodziną została spalona przez Niemców.”
Sprawa Co 13/47
E. G. s Berka lat 22 „W 1941 r., w dniu 10 lipca została przez Niemców zamordowana w ten sposób, że Żydzi /../ zostali zapędzeni do stodoły w Jedwabnem i zostali spaleni. Wiem to, gdyż ja ukrywałem się wówczas w okolicy Jedwabnego.”
Z. Tadeusz lat 37 „w dniu 10 lipca 1941 r. została zamordowana przez Niemców w ten sposób, że Żydzi /../ zostali spędzeni do stodoły i spaleni. To wszystko widziałem na własne oczy.”
Sprawa Co 52/47
C. S. lat 30 „Niemcy spalili Piekarewiczów w sierpniu roku nie pamiętam”
G. E. lat 23 „/../Grądowskich spalili Niemcy w 1941 r./../”
Rywka F. lat 38 „/../Piekarskich Niemcy wywieźli wtedy jak likwidowali Żydów i dotąd nie wrócili /../”
M. P. lat 65 „/../ Piekarski z żoną Gołdą zostali spaleni przez Niemców /../”
M. J. lat 60 „/../ Niemcy spalili Piekarskich /../”



http://serwer1348234.home.pl/arch/lomza/jedwabne.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 22 cze 2016, 10:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/polska-i-swiat-nie- ... 008,i.html

Polska i świat nie znają prawdy o Jedwabnem
Data publikacji: 2016-06-20 07:00
Data aktualizacji: 2016-06-22 09:41:00

Obrazek
fot. DANIEL PACH/FORUM


Polacy żyjący w kraju wciąż nie do końca zdają sobie sprawę, że za granicą jesteśmy postrzegani jako naród morderców. Nie Niemcy, ale właśnie my – mówią w rozmowie z PCh24.pl Elżbieta i Wacław Kujbidowie, autorzy filmu dokumentalnego, pt. Jedwabne. Świadkowie – Świadectwa – Fakty.



„Polacy są sprawcami mordu w Jedwabnem” – taki przekaz przeważa zdecydowanie nie tylko w systematycznie oczerniających nasz naród publikacjach zagranicznych, ale i tutaj, w Polsce. Państwo poświęcili sporo czasu na poznanie świadectw i dokumentów dotyczących zbrodni z 10 lipca 1941 roku. Czy ta dominująca, niemal wszechobecna wersja wydarzeń jest prawdziwa?

Wacław Kujbida: Jest całkowicie fałszywa. Możemy to stwierdzić w oparciu o materiały: między innymi zeznania świadków, do których sami dotarliśmy, w tym żyjących jeszcze świadków naocznych, a także w oparciu o pamiętniki dwóch Polaków żydowskiego pochodzenia, wywodzących się z tamtych ziem.



Elżbieta Kujbida: Autorzy tych wspomnień opisali swoje historie w dwóch książkach wydanych w języku angielskim: Warriors Harolda Zysmana (Syracuse University, 2005) oraz Deliverance. The Diary of Michael Maik (Keterpress Enterprises, 2004). Przetłumaczyliśmy ich fragmenty dotyczące Jedwabnego. Obydwie pozycje zawierają relacje żydowskich świadków – ludzi, którym udało się uratować z Jedwabnego i okolic samodzielnie bądź których ocalili Polacy. Jeden z autorów pisze, iż Niemcy otoczyli Żydów, zapędzili ich do stodoły i spalili. Drugi, że przy pomocy okolicznych rolników okupanci zebrali Żydów w Jedwabnem, a potem zapędzili do stodoły i spalili.



WK: Film powstał też na podstawie prowadzonych przez nas badań. Pracowaliśmy nad nim przez 1,5 roku. Byliśmy na miejscu, analizowaliśmy bardzo dużo materiałów na temat tej sprawy. Tak rozpowszechniona obecnie propaganda dotycząca mordu w Jedwabnem kompletnie wyrywa tamto zdarzenie z kontekstu, który my ukazujemy. Prezentujemy szesnaście faktów, które umiejscawiają tę okropną zbrodnię w określonym czasie i przestrzeni, w panujących wówczas warunkach. Była ona tylko jedną z całej serii takich samych, popełnionych wówczas po wkroczeniu Niemców i przepędzeniu Sowietów. Generalnie Polacy nie byli sprawcami tych okrutnych czynów, brali w nich udział tylko i wyłącznie przymuszani groźbą utraty życia.



EK: Udział Polaków polegał na wskazywaniu, gdzie mieszkali Polacy żydowskiego pochodzenia („Jak nie pokażesz, kula w łeb!”) i pilnowaniu ich po zapędzeniu nieszczęśników do Jedwabnego. To jest całe polskie sprawstwo.



Kim są świadkowie występujący w filmie?

WK: Pierwszy spośród świadków, o których wspomnieliśmy na wstępie to Hieronima Wilczewska – kobieta dzisiaj ponad 80-letnia. Trafiliśmy na jej ślad w Nowym Jorku, przy okazji wystawy „Katyń – Smoleńsk” w 2013 roku. Nagraliśmy z nią wywiad i wydawało nam się wówczas, że ta pani opowiada zupełnie nieprawdopodobne historie. Zaczęliśmy je badać i w ten sposób dotarliśmy do drugiego świadka, pana Stefana Boczkowskiego. Ściślej mówiąc, po publikacji w internecie roboczej wersji wywiadu z p. Wilczewską („Ostatni świadek”) zgłosiła się do nas jego córka i powiedziała, że nasza rozmówczyni nie jest jednak ostatnim żyjącym świadkiem zbrodni w Jedwabnem.



Relacje obydwojga tych świadków w wielu punktach pokrywały się. Zaczęliśmy coraz dokładniej zgłębiać temat, badać źródła historyczne. Okazało się, że wspomnienia pani Boczkowskiej – wówczas ośmioletniej dziewczynki – są zgodne z faktami, na które natrafiliśmy gdzie indziej.



Dotarliśmy też między innymi do przedmiotów wykopanych w trakcie niedokończonej ekshumacji w Jedwabnem. W filmie pokazujemy fotografie przedmiotów pozostałych po ofiarach.



Jakie są, Państwa zdaniem, najbardziej przekłamane elementy „obowiązującej” do dzisiaj wersji zbrodni w Jedwabnem?

WK: Przede wszystkim liczba ofiar. Na pewno nie było tam 1 600 ludzi, jak powszechnie się przyjmuje. Według naszych badań, trzysta zamordowanych osób to liczba i tak zawyżona. Po drugie, kłamstwem jest twierdzenie, że zabicie Żydów było efektem inicjatywy Polaków. Trzecia kwestia, bardzo uderzająca, to fakt, że całe tamto tragiczne wydarzenie ukazuje się w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości, od kontekstu historycznego. Nie mówi się, w jakiej sytuacji znajdowała się wówczas Polska, nie wspomina o terrorze panującym na okupowanych przez Niemców terenach i o tym, że nasi rodacy masowo wówczas ginęli. Świat słyszy wciąż o holokauście obywateli naszego państwa pochodzenia żydowskiego, a nie wie o większej jeszcze liczbie rdzennych Polaków wymordowanych podczas II wojny.

Typowym przykładem propagandy krzewionej w odniesieniu do tamtych czasów jest wystawa prezentowana tutaj, w Ottawie przed trzema laty, a zorganizowana przez muzeum żydowskie z Warszawy, we współpracy z ambasadą polską i Instytutem Yad Vashem. Ekspozycja poświęcona była Janowi Karskiemu, ale jej wymowę podsumować można by w słowach: „dlaczego tak niewielu pomagało Żydom?”. Nie wspominało się o tym, że aby jego misja mogła dojść do skutku, musiała jej towarzyszyć zorganizowana na szeroką skalę akcja polskiego państwa podziemnego z udziałem tysięcy ludzi. W jej trakcie wielu anonimowych dziś ludzi straciło życie.

Gdybyśmy chcieli opowiedzieć w filmie wszystkie historie, które poznaliśmy w trakcie prac nad nim, powstałby dziesięciogodzinny serial. Ci „wstrętni” Polacy, którzy mieli być sprawcami zagłady miejscowych Żydów, w rzeczywistości dokonywali niesamowitych wręcz czynów, by ich ocalać. W zagrodzie opodal Jedwabnego przez blisko cztery lata przetrzymywana była w jamie ziemnej czteroosobowa rodzina. I to pomimo, że w tych samych zabudowaniach swoją kwaterę umieścił oficer Wehrmachtu. Mało tego, o fakcie, że ukrywani są tam Żydzi wiedziała cała wieś!

Niestety, antypolska propaganda celowo szerzona jest przez określone środowiska. Daleki jestem od generalnego stwierdzenia, że Żydzi oczerniają Polaków. Z historii znamy wielu Żydów, którzy zginęli za Polskę, również w czasie ostatniej wojny. Istnieją jednak wpływowe koła, szerzące kłamliwą propagandę z premedytacją.

Jaki jest cel takich zabiegów wobec Polski?

Myślę, że cel jest taki sam, jaki przyświecał już Bismarckowi. Polska jeszcze w czasach I Rzeczypospolitej, nawet jeszcze wcześniej, była pionierem pokojowego współistnienia wielu różnych narodów. W ciągu setek lat stworzyliśmy coś w rodzaju „raju dla imigrantów” różnych narodowości, włącznie z żydowską. Od setek lat obaj nasi potężni sąsiedzi działają na rzecz skłócania tych narodów, nastawiania obywateli Rzeczypospolitej przeciwko sobie nawzajem. To samo zresztą odbywa się przecież i dzisiaj. Chodzi o to, żeby osłabić nasze państwo. Istnienie Polski chrześcijańskiej i narodowej nie jest, niestety w interesie sąsiadów.

Czy widzowie w Polsce – po zorganizowanych dotychczas dwóch pokazach – mają w niedługim czasie szansę by obejrzeć film Państwa autorstwa?

EK: Wciąż jeszcze pracujemy nad filmem, dopracowujemy go. Ostatnio, przed prapremierą kanadyjską znowu dokonaliśmy pewnych zmian. Dodaliśmy ujęcia ukazujące materiały, które dotyczą czasów niemieckiej okupacji w Jedwabnem.

Otrzymujemy z Polski bardzo wiele zapytań, kiedy i gdzie będzie można obejrzeć Jedwabne…, a także prośby o udostępnienie filmu na płytach CD. Oczywiście, planujemy w przyszłości zarówno publiczne pokazy, jak i wydanie płyt. Póki co jednak czynimy wiele starań aby film został zaprezentowany w telewizji publicznej, i to jeszcze przed 10 lipca br., czyli przed rocznicą masakry. Jeżeli na antenie TVP znalazło się miejsce dla produkcji w rodzaju niemieckiego serialu Nasze matki, nasi ojcowie, to ten film również powinien tam się znaleźć. Zgłosiliśmy się do jednej z film dystrybucyjnych z zapytaniem o możliwość rozpowszechniania Jedwabnego w kinach. Na razie nie mamy ani pozytywnych, ani żadnych innych odpowiedzi.

WK: Apelujemy do Państwa, którzy będą czytać tę rozmowę: dobijajcie się o to. TVP jest publiczną telewizją, Państwo płacą abonament. Nasz film zrobiliśmy nie dla siebie, ale dla wszystkich. Dla Polaków, ale również i dla Żydów. Po to aby pokazać prawdę. Wbrew pozorom, fałszowanie historii nie jest dobre dla nikogo. Dokąd będzie ona manipulowana, nie będzie w świecie spokoju.

Polacy żyjący w kraju wciąż nie zdają sobie często sprawy z tego, że jesteśmy postrzegani za granicą jako naród morderców. Nie Niemcy, tylko my. Ta sytuacja pogłębia się coraz bardziej, między innymi dzięki panu Grossowi i niektórym działaniom naszych placówek dyplomatycznych.

Rozmawiał Roman Motoła


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 01 lip 2016, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/33380-75-rocznica-mordu-w-jedwabnem/

75 rocznica mordu w Jedwabnem
Jan Bodakowski Opublikowano 30 czerwca 2016

Obrazek

W ramach prowadzonej od lat kampanii szkalowania Polski i Polaków, zbrodnie Niemców popełnione na Żydach w czasie II wojny światowej przypisywane są Polakom. Celem antypolskiej kampanii nienawiści jest wykreowanie negatywnego wizerunku Polaków tak, aby można było nieustannie i bezkarnie krzywdzić Polskę i Polaków. Jednym z przejawów tej haniebnej antypolskiej kampanii nienawiści jest obarczanie Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w Jedwabnym przez Niemców w ramach likwidacji sowieckich kolaborantach i ich rodzinach na zapleczu frontu.
Łomżyńskie gdzie znajduje się Jedwabnym było terenem dwu narodowym. W miastach mieszkali Polacy i Żydzi. Wsie w 100% był Polskie, połowę mieszkańców wsi stanowiła szlachta zagrodowa (mająca taki sam status ekonomiczny jak włościanie, ale posiadająca silną świadomość narodową).
Po agresji sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 roku sowiecka propaganda głoszona często ustami żydowskich agitatorów była prowokacyjna i niedorzeczna, wbrew jej twierdzeniom nie było Ukraińców i Białorusinów na zajętych terenach łomżyńskiego, których to sowieci mogli by wyzwolić. Silna świadomość narodowa spowodowała żywiołowy rozwój polskiego podziemia w okupowanym przez sowietów Łomżyńskim.
Żydzi w trakcie sowieckiej agresji 1939 roku w Jedwabnym entuzjastycznie witali Armie Czerwoną. Entuzjazm Żydów był owocem uwielbienia Żydów dla ZSRR i nienawiści do Polski. Nie jest prawdą teza o strachu Żydów przed Niemcami, Niemcy byli sojusznikami ZSRR, Żydzi na terenach okupacji niemieckiej usiłowali witać Niemców – Niemcy jednak nie życzyli sobie entuzjazmu Żydów.
Żydzi w Jedwabnym po 17 września 1939 natychmiast włączyli się w sowiecki aparat terroru którego jedyną ofiara byli w Jedwabnym Polacy. Żydzi w sowieckim aparacie terroru stosowali wobec prześladowanych Polaków: aresztowania, rekwizycje, więzienie. Żydzi tworzyli dla NKWD listy Polaków przeznaczonych do likwidacji (bezpośredniej i za pomocą deportacji), odzierali z dobytku i ubrań deportowanych Polaków, przejmowali miejsca pracy deportowanych Polaków.
Żydzi zajmowali się rabunkiem i rekwizycją na rzecz sowietów (Żydzi stanowili w czasie pierwszej okupacji 70% sowieckich biurokratów gospodarczych), szerzeniem sowieckiej propagandy i agitacji. Pod sowiecką okupacją Żydzi nieustannie manifestowali swój tymf nad Polakami i entuzjazm dla okupanta, obelżywie traktowali Polaków, donosili na Polaków do NKWD.
Atak armii niemieckiej na ZSRR był dla Polaków wyzwoleniem od śmierci i tortur z rąk sowietów i ich żydowskich kolaborantów. Polacy mieli powody by czuć ulgę i radość z powodu końca sowieckich wywózek, mordów i prześladowań.
Akcją likwidacji Żydów w Jedwabnym, a także w Radziłowie i Tykocinie, kierował komisarz kryminalny Hauptsurmfuhrer Hermann Schaper. Schaper jak wielu innych zbrodniarzy nazistowskich po wojnie pozostał bezkarny, z braku wystarczających dla niemieckiego sądu dowodów. Sprawą jego odpowiedzialności za zbrodnie podczas II wojny światowej w Łomżyńskim zajmowała się niemiecka prokuratura w 1964 i 1965 oraz sądy w 1974 (w oparciu o dokumenty SS z archiwum MSW w Warszawie) i 1976 roku. Odpowiedzialność Schepera za eksterminacje Żydów w Łomżyńskim ustaliło Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu koło Stuttgartu na podstawie ustaleń z 1963 z biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej. Żydzi z Radziołowa na zdjęciach rozpoznali Schapera.
10 lipca 1941 roku, dwa tygodnie po wkroczeniu Niemców i rozpoczęciu niemieckiej okupacji, do Jedwabnego przybyło według świadków 69 gestapowców i wielokroć więcej żandarmów niemieckich – zeznająca w procesie Polaka dostała polecenie od Niemców przygotowania 69 porcji obiadowych dla gestapowców. Było to Einsatzkomando SS Zichenau Schrottersburg (Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów Płock).
Była to jedna z wielu akcji likwidacji Żydów. Podobne miały miejsce w końcu czerwca w Wiznie, 5 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie leżącym 15 km od Jedwabnego, 10 lipca w Jedwabnym, w sierpniu w Łomży leżącej 18 km od jedwabnego, 22 sierpnia w Tykocinie leżącym 30 km od Jedwabnego, 4 września w Rutkach leżących 20 km od Jedwabnego, Zambrowie leżącym 35 km od Jedwabnego. Wielu z tych miast Niemcy palili Żydów w stodołach. Ten sam schemat SS wykorzystywało w likwidacjach Żydów od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego, na Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii. W pogromach Niemcy starali się wykorzystać lokalny margines społeczny i antysemitów.
W Jedwabnym Niemcy spalili mniej niż 250 Żydów, około 150 w stodole, innych miejsc egzekucji nie znaleziono. By Żydzi nie uciekali z płonącej stodoły Niemcy strzelali do Żydów, świadczy o tym 100 łusek znalezionych przez IPN w maju 2001 w ruinach spalonej stodoły. Łuski po amunicji znalezione w Jedwabnym były łuskami do niemieckich karabinów Mauser z 1938 i niemieckich pistoletów Walter używanych przez niemieckich oficerów. Jedwabne nie było podczas II wojny światowej terenem walk jednostek niemieckich – łuski więc najprawdopodobniej pochodziły z masowego mordu.
Wbrew polskiemu prawu nie przeprowadzono ekshumacji, stało się tak decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Przeciw ekshumacji protestował Związek Gmin Żydowskich w Polsce, działo się tak pomimo, że we wszystkich miejscach zbrodni na Żydach ekshumacje przeprowadzono. Żołnierzom niemieckim w pogromie pomagali cywilni przedstawiciele niemieckich władz lokalnych Jedwabnego przywiezionych do Jedwabnego przez Niemców. Niemcy nie dopuszczali na terenach przez siebie okupowanych do aktywnej działalności tubylców nawet takiej jak pogromy.
Niemcy usiłowali biciem i bronią palną zagonić Polaków do pilnowania Żydów na rynku w Jedwabnym. Wielu Polaków pomimo grożącej śmierci z rąk Niemców uciekało z miasta by nie pomagać Niemcom. Część Polaków pod przymusem pilnowała Żydów. Polacy jednak nie byli świadomi celów Niemców. Z rynku Niemcy zapędzili Żydów do stodoły i ich tam spalili
Polacy i w Jedwabnym, i w całej Polsce, starali się pomagać Żydom. Działo się tak pomimo grożącej Polakom i ich rodzinom kary śmierci. Tylko w okupowanej Polsce Niemcy zabijali za pomoc Żydom.
Podczas powojennego procesu w okupowanej przez komunistów Polsce, oskarżeni o mord w Jedwabnym twierdzili, że podczas śledztwa byli torturowani. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winny i obciążenie innych oskarżonych odpowiedzialnością za mord. Sąd 10 z pośród 22 oskarżonych uniewinnił, wydał 1 wyrok śmierci (niewykonany), 11 osób skazał na kilkunastoletnie wyroki, choć uznano, że skazani byli terrorem przez Niemców zmuszeni do pilnowania Żydów. Wymuszone przez UB zeznania były tak niewiarygodne, że komunistyczny sąd uznał je za niewystarczający dowód. Sąd apelacyjny z pośród 12 skazanych 2 uniewinnił. Niewątpliwymi zbrodniarzami byli przywiezieni przez Niemców polskojęzyczni kolaboranci Marian Karolak (komisaryczny burmistrz z nadania niemieckiego okupanta) i Karol Bardoń (niemiecki żandarm, volkddeutsch, funkcjonariusz niemieckiej policji pomocniczej zajmującej się aresztowaniem Polaków).

Jan Bodakowski

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 03 lip 2016, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/dr-ew ... wa-2016-07

Dr Ewa Kurek: Jedwabne – Anatomia Kłamstwa
OPUBLIKOWANO LIPIEC 2, 2016PRZEZ A303W DZIENNIKARSTWO ŚLEDCZE

Kłamstwo w Jedwabnem to jest dzieło dziennikarzy, socjologów w osobie Grossa, to jest kłamstwo urzędników w osobie Ewy Jończyk-Ziomeckiej, to jest kłamstwo w osobie polityków, to jest kłamstwo w osobie przedstawicieli sądów i władz sądowych.

Obrazek

Radny Dzielnicy Śródmieście lewacki żyd Jan Dawid Śpiewak próbuje zablokować historię Polaków, jak i żydów. Zażądał od Burmistrza Warszawa Praga – Północ odwołania tego spotkania. Burmistrz nie odwołał spotkania, ale „pękła rura” i z powodów technicznych pomieszczenie na spotkanie nie zostało udostępnione. Pan Śpiewak trochę się chyba zagalopował, bo spotkanie z Panią Ewą Kurek nazwał spotkaniem „frustratów oraz zjebów”. Po prostu, że antysemici i zjeby schodzą się z całej Warszawy na Pragę Północ, żeby słuchać jakichś antysemickich wypowiedzi Pani Ewy.
Gazeta wyborcza była oburzona, że Pani Ewa chce szerzyć jakieś kłamstwo na temat Jedwabnego.

Zbierane są podpisy pod Społecznym Projektem Wznowienia Ekshumacji w Jedwabnem

http://www.youtube.com/embed/M5OLLO4e7e4

film: Sumienie Narodu

Za: http://ewinia.nowyekran.pl.neon24.pl/po ... a-klamstwa

Data publikacji: 2.07.2016


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 05 lip 2016, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://parezja.pl/bedzie-ekshumacja-zwlok-jedwabnem/

Będzie ekshumacja zwłok w Jedwabnem?
Przez Redakcja Parezja.pl - 4 lipca 2016

Doktor historii Ewa Kurek oraz burmistrz Jedwabnego Michał Chajewski rozpoczęli akcję zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy dotyczącej przeprowadzenia ekshumacji w Jedwabnem.

Jak twierdzi dr Kurek, tylko rzetelne badania historyczne mogą dać odpowiedź na pytanie o to, co stało się w 1941 roku w miejscowości Jedwabne. Mogą być one podstawą do sprawiedliwej oceny rozegranych tam wydarzeń. Jak stwierdza, ekshumacja jest zgodna z polskim i żydowskim prawem oraz religią.

W roku 2001 na wniosek amerykańskiego rabina ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński zdecydował się na wstrzymanie ekshumacji w stodole w Jedwabnem. Była ona przeprowadzana przez prof. Andrzeja Kolę.

Od tamtej pory trwa festiwal kłamstw związanych z wydarzeniami z 1941 roku. Państwo polskie przez lata ukrywało raport prof. Koli i nie zrobiono nic, aby wyjaśnić, jak było naprawdę.

Pozytywnie o ekshumacji w Jedwabnem wypowiada się m.in. historyk dr Piotr Gontarczyk.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 10 lip 2016, 09:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.aspektpolski.com/polska-i-sw ... jedwabnem/

Polska i świat nie znają prawdy o Jedwabnem

Obrazek

Polacy żyjący w kraju wciąż nie do końca zdają sobie sprawę, że za granicą jesteśmy postrzegani jako naród morderców.Nie Niemcy, ale właśnie my – mówią w rozmowie z PCh24.pl Elżbieta i Wacław Kujbidowie, autorzy filmu dokumentalnego, pt. „Jedwabne. Świadkowie – Świadectwa – Fakty”.
„Polacy są sprawcami mordu w Jedwabnem” – taki przekaz przeważa zdecydowanie nie tylko w systematycznie oczerniających nasz naród publikacjach zagranicznych, ale i tutaj, w Polsce. Państwo poświęcili sporo czasu na poznanie świadectw i dokumentów dotyczących zbrodni z 10 lipca 1941 roku. Czy ta dominująca, niemal wszechobecna wersja wydarzeń jest prawdziwa?
Wacław Kujbida: Jest całkowicie fałszywa. Możemy to stwierdzić w oparciu o materiały: między innymi zeznania świadków, do których sami dotarliśmy, w tym żyjących jeszcze świadków naocznych, a także w oparciu o pamiętniki dwóch Polaków żydowskiego pochodzenia, wywodzących się z tamtych ziem.
Elżbieta Kujbida: Autorzy tych wspomnień opisali swoje historie w dwóch książkach wydanych w języku angielskim: Warriors Harolda Zysmana (Syracuse University, 2005) oraz Deliverance. The Diary of Michael Maik (Keterpress Enterprises, 2004). Przetłumaczyliśmy ich fragmenty dotyczące Jedwabnego. Obydwie pozycje zawierają relacje żydowskich świadków – ludzi, którym udało się uratować z Jedwabnego i okolic samodzielnie bądź których ocalili Polacy. Jeden z autorów pisze, iż Niemcy otoczyli Żydów, zapędzili ich do stodoły i spalili. Drugi, że przy pomocy okolicznych rolników okupanci zebrali Żydów w Jedwabnem, a potem zapędzili do stodoły i spalili.
WK: Film powstał też na podstawie prowadzonych przez nas badań. Pracowaliśmy nad nim przez 1,5 roku. Byliśmy na miejscu, analizowaliśmy bardzo dużo materiałów na temat tej sprawy. Tak rozpowszechniona obecnie propaganda dotycząca mordu w Jedwabnem kompletnie wyrywa tamto zdarzenie z kontekstu, który my ukazujemy.
Prezentujemy szesnaście faktów, które umiejscawiają tę okropną zbrodnię w określonym czasie i przestrzeni, w panujących wówczas warunkach. Była ona tylko jedną z całej serii takich samych, popełnionych wówczas po wkroczeniu Niemców i przepędzeniu Sowietów. Generalnie Polacy nie byli sprawcami tych okrutnych czynów, brali w nich udział tylko i wyłącznie przymuszani groźbą utraty życia.
EK: Udział Polaków polegał na wskazywaniu, gdzie mieszkali Polacy żydowskiego pochodzenia („Jak nie pokażesz, kula w łeb!”) i pilnowaniu ich po zapędzeniu nieszczęśników do Jedwabnego. To jest całe polskie sprawstwo.
Kim są świadkowie występujący w filmie?
WK: Pierwszy spośród świadków, o których wspomnieliśmy na wstępie to Hieronima Wilczewska – kobieta dzisiaj ponad 80-letnia. Trafiliśmy na jej ślad w Nowym Jorku, przy okazji wystawy „Katyń – Smoleńsk” w 2013 roku. Nagraliśmy z nią wywiad i wydawało nam się wówczas, że ta pani opowiada zupełnie nieprawdopodobne historie. Zaczęliśmy je badać i w ten sposób dotarliśmy do drugiego świadka, pana Stefana Boczkowskiego. Ściślej mówiąc, po publikacji w internecie roboczej wersji wywiadu z p. Wilczewską („Ostatni świadek”) zgłosiła się do nas jego córka i powiedziała, że nasza rozmówczyni nie jest jednak ostatnim żyjącym świadkiem zbrodni w Jedwabnem.
Relacje obydwojga tych świadków w wielu punktach pokrywały się. Zaczęliśmy coraz dokładniej zgłębiać temat, badać źródła historyczne. Okazało się, że wspomnienia pani Boczkowskiej – wówczas ośmioletniej dziewczynki – są zgodne z faktami, na które natrafiliśmy gdzie indziej.
Dotarliśmy też między innymi do przedmiotów wykopanych w trakcie niedokończonej ekshumacji w Jedwabnem. W filmie pokazujemy fotografie przedmiotów pozostałych po ofiarach.
Jakie są, Państwa zdaniem, najbardziej przekłamane elementy „obowiązującej” do dzisiaj wersji zbrodni w Jedwabnem?
WK: Przede wszystkim liczba ofiar. Na pewno nie było tam 1 600 ludzi, jak powszechnie się przyjmuje. Według naszych badań, trzysta zamordowanych osób to liczba i tak zawyżona. Po drugie, kłamstwem jest twierdzenie, że zabicie Żydów było efektem inicjatywy Polaków.
Trzecia kwestia, bardzo uderzająca, to fakt, że całe tamto tragiczne wydarzenie ukazuje się w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości, od kontekstu historycznego. Nie mówi się, w jakiej sytuacji znajdowała się wówczas Polska, nie wspomina o terrorze panującym na okupowanych przez Niemców terenach i o tym, że nasi rodacy masowo wówczas ginęli. Świat słyszy wciąż o holokauście obywateli naszego państwa pochodzenia żydowskiego, a nie wie o większej jeszcze liczbie rdzennych Polaków wymordowanych podczas II wojny.
Typowym przykładem propagandy krzewionej w odniesieniu do tamtych czasów jest wystawa prezentowana tutaj, w Ottawie przed trzema laty, a zorganizowana przez muzeum żydowskie z Warszawy, we współpracy z ambasadą polską i Instytutem Yad Vashem. Ekspozycja poświęcona była Janowi Karskiemu, ale jej wymowę podsumować można by w słowach: „dlaczego tak niewielu pomagało Żydom?”. Nie wspominało się o tym, że aby jego misja mogła dojść do skutku, musiała jej towarzyszyć zorganizowana na szeroką skalę akcja polskiego państwa podziemnego z udziałem tysięcy ludzi. W jej trakcie wielu anonimowych dziś ludzi straciło życie.
Gdybyśmy chcieli opowiedzieć w filmie wszystkie historie, które poznaliśmy w trakcie prac nad nim, powstałby dziesięciogodzinny serial. Ci „wstrętni” Polacy, którzy mieli być sprawcami zagłady miejscowych Żydów, w rzeczywistości dokonywali niesamowitych wręcz czynów, by ich ocalać. W zagrodzie opodal Jedwabnego przez blisko cztery lata przetrzymywana była w jamie ziemnej czteroosobowa rodzina. I to pomimo, że w tych samych zabudowaniach swoją kwaterę umieścił oficer Wehrmachtu. Mało tego, o fakcie, że ukrywani są tam Żydzi wiedziała cała wieś!
Niestety, antypolska propaganda celowo szerzona jest przez określone środowiska. Daleki jestem od generalnego stwierdzenia, że Żydzi oczerniają Polaków. Z historii znamy wielu Żydów, którzy zginęli za Polskę, również w czasie ostatniej wojny. Istnieją jednak wpływowe koła, szerzące kłamliwą propagandę z premedytacją.
Jaki jest cel takich zabiegów wobec Polski?
Myślę, że cel jest taki sam, jaki przyświecał już Bismarckowi. Polska jeszcze w czasach I Rzeczypospolitej, nawet jeszcze wcześniej, była pionierem pokojowego współistnienia wielu różnych narodów. W ciągu setek lat stworzyliśmy coś w rodzaju „raju dla imigrantów” różnych narodowości, włącznie z żydowską. Od setek lat obaj nasi potężni sąsiedzi [a ten drugi sąsiad, to kto? – admin] działają na rzecz skłócania tych narodów, nastawiania obywateli Rzeczypospolitej przeciwko sobie nawzajem. To samo zresztą odbywa się przecież i dzisiaj. Chodzi o to, żeby osłabić nasze państwo. Istnienie Polski chrześcijańskiej i narodowej nie jest, niestety w interesie sąsiadów.
Czy widzowie w Polsce – po zorganizowanych dotychczas dwóch pokazach – mają w niedługim czasie szansę by obejrzeć film Państwa autorstwa?
EK: Wciąż jeszcze pracujemy nad filmem, dopracowujemy go. Ostatnio, przed prapremierą kanadyjską znowu dokonaliśmy pewnych zmian. Dodaliśmy ujęcia ukazujące materiały, które dotyczą czasów niemieckiej okupacji w Jedwabnem.
Otrzymujemy z Polski bardzo wiele zapytań, kiedy i gdzie będzie można obejrzeć Jedwabne…, a także prośby o udostępnienie filmu na płytach CD. Oczywiście, planujemy w przyszłości zarówno publiczne pokazy, jak i wydanie płyt. Póki co jednak czynimy wiele starań aby film został zaprezentowany w telewizji publicznej, i to jeszcze przed 10 lipca br., czyli przed rocznicą masakry.
Jeżeli na antenie TVP znalazło się miejsce dla produkcji w rodzaju niemieckiego serialu Nasze matki, nasi ojcowie, to ten film również powinien tam się znaleźć. Zgłosiliśmy się do jednej z film dystrybucyjnych z zapytaniem o możliwość rozpowszechniania Jedwabnego w kinach. Na razie nie mamy ani pozytywnych, ani żadnych innych odpowiedzi.
WK: Apelujemy do Państwa, którzy będą czytać tę rozmowę: dobijajcie się o to. TVP jest publiczną telewizją, Państwo płacą abonament. Nasz film zrobiliśmy nie dla siebie, ale dla wszystkich. Dla Polaków, ale również i dla Żydów. Po to aby pokazać prawdę. Wbrew pozorom, fałszowanie historii nie jest dobre dla nikogo. Dokąd będzie ona manipulowana, nie będzie w świecie spokoju.
Polacy żyjący w kraju wciąż nie zdają sobie często sprawy z tego, że jesteśmy postrzegani za granicą jako naród morderców. Nie Niemcy, tylko my. Ta sytuacja pogłębia się coraz bardziej, między innymi dzięki panu Grossowi i niektórym działaniom naszych placówek dyplomatycznych.

Rozmawiał Roman Motoła

za pch24.pl/marucha.wordpress.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 22 lip 2016, 10:22 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Historyk dr Ewa Kurek: ekshumację w Jedwabnem wstrzymano, by nie wydała się prawda. Tam nie zabito 1,6 tys. Żydów

Obrazek

Goszcząca w programie „Cztery strony” TVP Info dr Ewa Kurek przypomniała, że Jan Tomasz Gross wcale nie jest historykiem. Mimo tego napisał książkę o zbrodni w Jedwabnem. Chociaż była ona pełna błędów, to tezy poszły w świat. By kłamstwa urodzonego w Warszawie amerykańskiego historyka żydowskiego pochodzenia utrzymać, wstrzymano ekshumację w Jedwabnem, co uniemożliwiło rzetelne badania.

Dr Ewa Kurek od 30 lat zajmuje się tematyką relacji polsko-żydowskich. Komentując słowa nowego prezesa IPN, dr Jarosława Szarka, o Jedwabnem, powiedziała, że z prawnego punktu widzenia krakowski historyk miał rację.

- Ziemie te w 1941 roku były zajęte przez Niemców. Nic na ziemiach zajętych przez Niemców nie działo się bez zgody czy inspiracji Niemców – powiedziała w TVP Info dr Kurek.

- Mówią na świecie, że to Polacy i Polacy. Polskiego państwa wtedy nie było, najpierw tymi ziemiami władali Sowieci, a potem Niemcy – dodała historyk.

- Gross, który nie jest historykiem, tylko socjologiem, napisał książkę o Jedwabnem. Popełnił tam błędy metodologiczne. Ja mówię, że to książka na zasadzie „jeden chłop drugiemu chłopu”. Ale poszło to w świat, do Ameryki i Izraela. Teraz trzeba było wstrzymać ekshumację, żeby prawda się nie wydała, że tam nie było 1,6 tys. zabitych Żydów. Widziałyśmy tę stodołę 5 na 6 metrów. Tam by się z trudem zmieściło 1,6 tys. krasnoludków – oceniła dr Ewa Kurek.

Jej zdaniem wcześniejsze i obecne władze IPN zasługują na surową krytykę ze względu na podejście do Jedwabnego.

- Jak prokuratorzy mogą coś mówić na temat Jedwabnego, jeśli nie wiemy, ile osób zostało zamordowanych i czy w ogóle? – pytała dr Kurek. – IPN powinien na nowo zająć się tą sprawą. W 2001 roku została wstrzymana ekshumacja w Jedwabnem, czyli rząd polski przerwał rzetelne badania historyczne i ponieważ niepotrzebnie wtrącił się w badania historyków, to przez 15 lat mamy festiwal kłamstw i fantazji na temat Jedwabnego – zauważyła.

Dr Ewa Kurek przypomniała, że przez te 15 lat utrwalano antypolską narrację, a z pieniędzy polskiego podatnika powstał film szkalujący naszych przodków – „Pokłosie”. Jednak – jak zauważyła – historyków nic nie zwolni od obowiązku dążenia do prawdy.

Źródło: TVP Info

MWł

http://www.pch24.pl/historyk-dr-ewa-kur ... 820,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 03 sie 2016, 08:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30910
Profesor Chodakiewicz: czy w Jedwabnem w 1941 r. była stacja benzynowa?

Obrazek

Marek Jan Chodakiewicz na łamach tygodnika „Do Rzeczy” przypomina, że obowiązująca narracja na temat wydarzeń z Jedwabnego nie ma żadnego pokrycia w dowodach. Wyjawia też, co poradził mu w sprawie badań nad zbrodnią w Jedwabnem światowej sławy amerykański profesor medycyny sądowej Jan Moor-Jankowski.

Według profesora Chodakiewicza „w momencie całkowitego zalewu propagandowego i szantażu moralnego należy tworzyć własną narrację, a zupełnie zignorować dominujący, politycznie poprawny paradygmat”. Uczony cytuje Sun Tzu, który pisał, że „nie należy przyjmować bitwy na warunkach przeciwnika, bo się przegra”. Chodakiewicz twierdzi, że rada ta dotyczy też komunikacji strategicznej.

Pracujący w Waszyngtonie uczony ubolewa, że to co wydarzyło się w Jedwabnem 75 lat temu, nie podlega nadal takim samym prawom nauki jak każde inne zjawisko. Chodakiewicz – próbujący niegdyś badać zbrodnię w Jedwabnem – zdradził też, co poradził mu Jan Moor-Jankowski, zmarły w 2005 roku doradca premiera Izraela w dziedzinie medycyny sądowej. Twierdził przede wszystkim, że polscy urzędnicy nie mają żadnych kompetencji by zajmować się tą sprawą – a jak wiemy, głównie blokują oni badania. [Moor-Jankowski] uważał, że „natychmiast trzeba przeprowadzić ekshumację. Gdy napomniałem, że niektórzy ortodoksi mojżeszowi sprzeciwiają się temu, odparł: Co z tego? Czy Polska to państwo wyznaniowe? W Izraelu też się sprzeciwiają. Przeszkadzają nam nie tylko w wykopaliskach archeologicznych, lecz także w czynnościach dochodzeniowych dotyczących morderstw pospolitych czy aktów terroryzmu. Czasami musimy wysyłać na nich oddziały prewencji. Odpowiedziałem, że wysłanie ZOMO na ortodoksów byłoby katastrofą wizerunkową dla Polski, ale profesor się upierał: Podstawą jest ekshumacja. Bez tego nie poznamy liczby ofiar, przyczyny śmierci i dynamiki zbrodni” – pisze Chodakiewicz.

Profesora Moor-Jankowskiego zaintrygowała informacja, że zbrodniarze oddzielili mężczyzn w sile wieku od kobiet, dzieci i starców. „Pogrom bowiem jest chaotyczny i spontaniczny. A masowy mord w Jedwabnem był przemyślany i zorganizowany. Żadnej furii zabijania, tylko zimno wykalkulowana rzeź” – pisze Chodakiewicz.
Co jeszcze radził Polakom światowej sławy specjalista? Otóż „radził byśmy poszukali eksperta pirotechnika, który mógłby ustalić ile trzeba paliwa („nafty”, jak twierdzi Jan Tomasz Gross), aby spalić 1,2 tys. osób. Udało nam się uzyskać ekspertyzę dzięki prof. Iwonowi Cyprianowi Pogonowskiemu (…) Pierwsze pytanie od eksperta: Czy w Jedwabnem w roku 1941 była stacja benzynowa?. Z kalkulacji pirotechnicznych wychodziło, że trzeba by co najmniej cysternę nafty, by spalić tylu ludzi” – napisał prof. Marek Jan Chodakiewicz.

O dokonanie zbrodni w Jedwabnem oskarża się Polaków, mimo iż nigdy dokładnie nie przebadano tej sprawy, a liczni uczeni od lat podnoszą wątpliwości, czy aby zbrodni nie dokonali Niemcy, lub nie zmusili do tego części ludności miasteczka. Bronisław Komorowski, gdy pełnił urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, napisał w kontekście Jedwabnego: „Naród ofiar musiał uznać niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. Wcześniej w Jedwabnem za zbrodnię przepraszał inny prezydent RP - Aleksander Kwaśniewski.

Źródło: „Do Rzeczy”
kra

http://www.pch24.pl/profesor-chodakiewi ... 048,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 12 sie 2016, 12:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/08/1 ... -polakami/

Mało znane relacje świadków odsłaniają szokujące kulisy mordu w Jedwabnem. „Jak skończymy to robić z Żydami, to samo będziemy robić z wami, Polakami”.
Posted by Marucha w dniu 2016-08-11 (czwartek)

Obrazek

Polacy są opisywani jako sprawcy mordu w Jedwabnem. Tymczasem relacje świadków, przytoczone przez miesięcznik „Wpis” pokazują, że główna wina spoczywa na Niemcach.
Czytamy tam m.in. że to Wacław Kujbida odnalazł i nagrał oraz spisał opowieści naocznych świadków tragicznych wydarzeń. Oto główne fragmenty:
Hieronima Wilczewska nie wygląda na swoje 80 lat. Szczupła sylwetka, elegancka sukienka, siwe włosy upięte wysoko w kok z tyłu głowy. Zawsze w ręce albo gdzieś obok nieodłączny różaniec.
– Urodziłam się i mieszkałam obok Jedwabnego, we wsi Kucze Wielkie — zaczyna opowieść pani Hieronima.
– Stamtąd chodziłam w niedziele i na nauki przed komunijne do kościoła; wtedy, w ten czwartek też przyszłam z Kucz do Jedwabnego. Kiedy wchodziliśmy do kościoła, nic specjalnego nie spostrzegliśmy. Dopiero kiedy wyszliśmy z niego, zobaczyliśmy, że pędzą tłum ludzi do stodoły. Był wielki krzyk i zamieszanie. Podbiegliśmy wszyscy za nimi. Jak to dzieci. Ciągle ich widzę. Ciągle słyszę ten ich krzyk w mojej głowie. Co dnia i na nowo. I codziennie się za nich modlę. (…) — mówi.
– Stłoczonych pędzili ich tam krzykami, do tej stodoły. Do środka. Starszych popychano jednych na drugich, a dzieci, które zostawały na końcu, wrzucali na samą górę. Ot tak, brali za kark, za ramię i wrzucali na sam wierzch.
Kto? Cywile czy umundurowani? — pytam.
– Niemcy — pewnie i bez chwili namysłu odpowiada pani Hieronima, dodając:
To byli Niemcy. Mieli mundury Gestapo. Czarne mundury.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to, co powiedziała pani Wilczewska, potwierdzało trop prowadzący do prawdziwych sprawców zbrodni. Wbrew powszechnemu mniemaniu w czasie II wojny czarne mundury nie były tylko w powszechnym użyciu SS, nosili je oficerowie i żołnierze tylko niektórych, specjalnych oddziałów, w tym Allgemeine SS, w tym Einsatzkommando SS Zichenau-Schröttersburg operujące na tych terenach pod dowództwem Hauptsturmführera SS Hermanna Schapera. O tym jednak ośmioletnie dziecko nie mogło wiedzieć. (…)
Upewniam się, co do tych Niemców, pytając:
I po jakiemu mówili?
Po niemiecku. To byli Niemcy. Nawet twarzy nie mieli jak nasi ludzie. Jak Polacy. Wtedy, jak chciałam podać tym Żydom wody, to Niemiec szarpnął mnie, wrzeszcząc: „Raus, du verfluchte Scheisse!”, po niemiecku. Ale inny oficer podszedł do mnie i powiedział, ale nie po niemiecku, tylko po rosyjsku: „Przypatrzcie się teraz uważnie, co robimy. Bo jak skończymy to robić z Żydami, to to samo będziemy robić z wami, Polakami” —mówiła pani Hieronima.
Dlaczego mówił po rosyjsku? Skąd się tam wziął Rosjanin w niemieckim mundurze? Trudno powiedzieć, ale wiadomo, że w latach 1939-1941 Gestapo ściśle współpracowało z NKWD w likwidacji podziemia i politycznej opozycji na terenach okupowanych przez Sowietów i przez Niemców. (…)
– Jak już ich tam zagonili to z takich długich karabinów zaczęli psikać na tę stodołę wodą. Jak to podpalili, to domyśliłam się potem, jak byłam starsza, że to musiała być benzyna, nie woda. Od razu się wszystko zajęło. Wkoło ten ogień tak poszedł… I ten krzyk tych ludzi w środku… Ten straszny krzyk! Ciągle to mam w uszach… —wspomina dalej pani Hieronima.
Starsza pani zaciska dłoń w dłoni. W jej opowieści wielokrotnie powraca tych kilka utrwalonych na zawsze w pamięci dziecka obrazów. I krzyk umierających, palonych żywcem ludzi. Wcześniej ośmioletnia dziewczynka chciała koniecznie podać wodę do picia ofiarom. Nie mogła, bo Niemcy ją odgonili – ta woda wraca również w opowieściach pani Wilczewskiej.
Jako dziecko zapamiętała, że następnego dnia, po wygaśnięciu ognia i zawaleniu się resztek stodoły, niektóre z nadpalonych, nieludzko poparzonych ofiar jakimś cudem żyły jeszcze w tych popiołach, i że niemieckie oddziały otaczały kordonem to drgające w agonii ludzkie pogorzelisko, nie pozwalając do samego końca zbliżyć się tam nikomu.
Pytam, czy ktoś przed nami nie próbował przeprowadzić z nią wywiadu. Było paru dziennikarzy. Zapisywali rozmowy, ale potem nigdy nic się nie ukazało. Dlaczego?
Rozmawiamy o kamiennym pomniku, postawionym po wojnie przez mieszkańców w miejscu zbrodni. O tym, na którym napisano, że zbrodni dokonali Niemcy, a który – zniknął.
Mówimy jeszcze o oszczerstwach zarzucających Polakom udział sprawczy, o absurdach tych kłamstw. Polacy w czasie szalejącego terroru niemieckiej okupacji nie mogli po prostu fizycznie poza kontrolą Niemców przeprowadzić na własną rękę tego typu akcji. (…)
Na zakończenie mówię pani Hieronimie o innej, napisanej po angielsku książce, przedstawiającej Polaków światu z podobnej perspektywy. To „Inferno of Choices” (Piekło wyborów), antypolska publikacja sponsorowana przez polskie MSZ i promowana oficjalnie latem 2012 r. przez polskie placówki dyplomatyczne za granicą. Również w kanadyjskiej Ottawie.
Pani Wilczewska milczy zaszokowana. Ja po chwili też. Właściwie nie ma na to żadnych słów. Gdyby tylko te nieszczęsne ofiary mogły przemówić… Może kiedyś przemówią. Również i do oszczerców. Pani Hieronima apeluje do dziennikarzy o przekazywanie prawdy o Jedwabnem. (…)”
Jest również zeznanie drugiego świadka, umieszczone w tej samej relacji Wacława Kujbidy, zasłużonego działacza polonijnego walczącego jak może o dobre imię swego narodu, także na uchodźstwie. Oto obszerne fragmenty, również pochodzącego z miesięcznika „Wpis”:
„Dom państwa Boczkowskich znajdował się jakiś kilometr, półtora na południowy-wschód od miasteczka, pomiędzy Jedwabnem a wioską Grądy Małe. W ten czwartek, 10 lipca, 12-letni chłopiec, jak prawie codziennie, poszedł wraz z kolegą do Jedwabnego. Znaleźli się tam około drugiej po południu. Kiedy dochodzili do centrum, większość ludności żydowskiej już zgromadzono na rynku. Ale spędzanie ludzi trwało dalej.
Minęło zaledwie dziewiętnaście dni od wkroczenia na te tereny armii niemieckiej —przypomina Stefan Boczkowski, dodając:
– Jak doszliśmy do okolic rynku zorientowaliśmy się, że pędzą na rynek ludność polską pochodzenia żydowskiego. Z okolicznych domów. Musieli to robić już wcześniej, od rana, bo jak przyszliśmy do Jedwabnego, to już było tam całkiem sporo ludzi zapędzonych. Do niektórych domów wracali po kilka razy, bo widocznie nikogo tam nie zastali za pierwszym razem.
Kto? —pytam.
– Niemcy. Wojsko niemieckie. To nie był tylko czysty Wehrmacht tylko Einsatzkommando. Takie specjalne oddziały do czystek etnicznych. Do Cyganów, Żydów, komunistów. Einsatzkommando, po prostu siły bezpieczeństwa. To Einsatzkommando szło zresztą po kolei, od Grajewa w stronę Jedwabnego. Byli w Wąsoszu, później w Łapach, w samym Białymstoku. Po kolei. Tak jak Niemcy wchodzili. Trzeba też wymienić Stawiski. Tam ich nie spalono w stodole, jak gdzie indziej, tylko rozstrzelano – to było dzień wcześniej albo dzień później niż w Radziejowie. A Radziejów był 7 lipca.
Znowu pytam o mundury, o kolor uniformów.
– Te były różne. Były zielonkawe zwykłego feldgrau (oficjalna nazwa szarego i zielonego koloru mundurów Wehrmachtu – przyp. red. „Wpis”), czarne sił bezpieczeństwa i Gestapo. Jedni byli w butach, inni w kamaszach. Ale najwięcej było tego takiego zielonkawego feldgrau.
Mały Stefan biegał tam z kolegami, chodzili niespokojnie dookoła przez kilka godzin. Były wakacje. Przyglądaliśmy się temu wszystkiemu, spotkałem też innych naszych kolegów ze szkoły. Piotrek Dąbrowski, Henryk Mankiewicz. I nie tylko oni. Zresztą, wśród tych, których pędzili środkiem ulicy też widzieliśmy znajome osoby. Przecież wszyscy się tam znaliśmy. Widziałem jak prowadzili Bromsztejnów, Grądowskich. Bromsztejn bo do naszej klasy chodził, do piątej; to i rodzinę znałem.
Rodziny żydowskie prowadzili na rynek Niemcy. Ale mały Stefan Boczkowski zauważył też idącego z niemieckimi żołnierzami Polaka, właściciela małego warsztatu mechanicznego, do którego czasem chodził naprawiać rowery.
– Co pan z tymi Niemcami tu robi? —zapytał Stefan.
– Weszli do mojego domu i kazali iść ze sobą i pokazywać gdzie mieszkają Żydzi. Powiedzieli, że jak tego nie zrobię to zostanę natychmiast rozstrzelany. Pójdziesz teraz z nami i pokażesz, gdzie mieszkają Żydzi, których znasz. Jak nie, to kula w łeb! Mają ich prowadzić na jakieś roboty czy coś takiego.
Niemcy wybrali sobie z każdej większej ulicy po kilku mieszkańców i kazali im, pod groźbą śmierci, pokazać gdzie mieszkają ich sąsiedzi pochodzenia żydowskiego. Ten podły przymus stosowany był zresztą przez okupanta nie tylko w Jedwabnem. Cała diabelska machina tej wojny, morderstw i okupacji zarówno z niemieckiej, jak i sowieckiej strony, siała nienawiść również i w ten sposób, że szczuła na siebie różne, żyjące dotychczas przez stulecia obok siebie w symbiozie i spokoju grupy etniczne. Zresztą, czy tylko wtedy i tylko tam stosowano taką metodę?
Pod lufami niemieckich karabinów prowadzono więc Niemców do drzwi domów żydowskich, chociaż niektóre z tych domostw były już puste. Rodziny zdążyły albo uciec przed chwilą albo opuściły Jedwabne 19 dni wcześniej; ci zabrali się z uciekającymi Sowietami jako bardziej znaczni urzędnicy NKWD.
Chociaż nie dobrowolnie, to jednak ludzie szli nie próbując właściwie żadnych rozpaczliwych ucieczek, oczywistych jak by się wydawało, prób ratowania w takiej sytuacji swojego życia. Nie próbowali, bo oni po prostu nie wiedzieli, nie zdawali sobie sprawy z tego, że idą na śmierć. Niemcy okłamali ich i w tej, ostatecznej sprawie. Tak zresztą jak mieli już kłamać wszędzie i zawsze, w takich i podobnych sytuacjach, do końca wojny.
– Nie —potwierdza pan Stefan – nie wiedzieli. Niemcy mówili im, że będą ich przydzielać do jakichś prac, albo do porządkowych na rynku, albo do jakichś gałęzi przemysłu niemieckiego, zależnie od wieku. Tak samo mówili tym Polakom, którym kazali wskazywać te domy.
Wracam jeszcze pytaniem do tych oddziałów, prowadzących ofiary i do mieszkańców Jedwabnego.
Ilu było tych mieszkańców, których Niemcy zmusili do wskazywania domostw z rodzinami pochodzenia żydowskiego?
– Na każdej głównej ulicy, w stronę rynku, prowadzono tych ludzi. Na Łomżyńskiej, Przytulskiej, Wiskiej, Przestrzelskiej. Tak się podzielili. Cztery, pięć głównych ulic. Było po trzech, czterech niemieckich funkcjonariuszy z bronią i po dwóch, trzech mieszkańców Jedwabnego. No, to łatwo policzyć. Ale Niemcy im nie pozwolili odejść, jak już doszli do rynku. Powiedzieli, żeby teraz zostali i z nimi pilnowali, żeby nikt się z tego rynku nie oddalił. I niektórym dali nawet kije do rąk. W każdym razie nie pozwalali tym mieszkańcom odejść.
Ile osób pilnowano na rynku —pytam.
– Może trzysta? Trzysta kilkadziesiąt? Ja nie liczyłem. Nikt wtedy nie liczył. Ale coś koło tego. Proszę zauważyć, że rok wcześniej, w 1940 roku, w czasie okupacji sowieckiej, kiedy przeprowadzono spis ludności w sowieckiej Republice Białoruskiej, do której zostaliśmy przyłączeni, wykazano około 500 osób pochodzenia żydowskiego w Jedwabnem. No to wtedy nie mogło być więcej na tym rynku niż około trzysta kilkadziesiąt osób.
– Niemcy trzymali tych wszystkich ludzi na rynku bez jedzenia i picia przez kilka godzin. Dzieci zaczęły płakać. Okoliczni mieszkańcy zaczęli gromadzić się dookoła, ukradkiem, podawać wodę czy jakieś pożywienie. Niektóre z kobiet brały na rękę dziecko, żeby dać mu wody i uciekały z tym dzieckiem jak żołnierze nie widzieli.
– Ratowali, jak tylko było można – mówienie, że mieszkańcy brali w tym wszystkim udział to jest nieprawda! Perfidne kłamstwo! —mówi pan Stefan.
Tak było do godziny osiemnastej. W międzyczasie na rynku i obok zatrzymują się na krótki postój przejeżdżające ciężarówki i pojazdy oddziałów niemieckich, udających się na wschód, na front. Jedwabne znajduje się na ważnych w tych dniach szlakach frontowych: Grajewo – Radziłów – Przytuły – Jedwabne – Wizna – Białystok. (…)
– Wtedy to zrobiło się nagle na rynku gęsto od Niemców. Zielono od mundurów. Bo samo Einsatzkomando nie było wcale liczne. Może maksymalnie jakieś sto osób, razem z tym głównodowodzącym —rozważa pan Stefan.
– Niemcy postanowili „zabawić się”, dodatkowo poniżając tych biednych ludzi. Najpierw kazali im śpiewać rosyjskie piosenki. Potem, na komendę, kazali wszystkim głośno krzyczeć: „..przez nas wojna…”
– To wszystko było okropne, jeszcze te wrzaski, te krzyki na komendę, „…przez nas wojna! Przez nas wojna!…” —przypomina sobie, kręcąc głową mój rozmówca.
– Potem kazali im rozbić pomnik Lenina. No więc rozbili go na kawałki, tylko popiersie i głowa zostały całe. Ale przy tym rozbijaniu to sami Polacy im pomagali. Dobrowolnie. Dopiero potem rozpoczął się ten marsz. Marsz śmierci jak ja to nazywam. Niemcy kazali im nieść po kawałku z tego rozbitego pomnika Lenina. Popiersie, bo było ciężkie, to niosło dwóch. Młodszych. —mówił.
W ten sposób, poganiany przekleństwami, ruszył ten pochód śmierci w kierunku stodoły. Ledwie żywi ludzie, z tobołkami, kobiety z dziećmi na ręku.
Wszystko otoczone było przez Einsatzkomando. Uzbrojeni w karabiny, automaty, pistolety za pasem. Nawet tych dwudziestu kilku Polaków, co ich zabrali do pilnowania, to oni też byli otoczeni przez tych Niemców.
Mieli broń?
– Polacy? Skądże! Jak mogli mieć broń? Gdyby choć wtedy zorientowali się, co ich czeka. Pewnie tłum rzuciłby się, ławą, do ucieczki, bez względu na konsekwencje. Pewnie ktoś by się uratował. Ale szli przecież „do pracy”. Dopiero gdy doszli do stodoły, może zaczęli sobie zdawać sprawę z grozy sytuacji. Ale pewnie też nie do końca. Niemcy zaczęli ich kolbami, uderzeniami wpychać do środka. Rozległ się jeszcze większy krzyk, lament, płacz. Starsi inaczej, młodsi trochę inaczej. Kobiety z tobołkami krzyczały, ciągnąc za sobą dzieci. Płakały przeraźliwie. Mężczyźni chyba zresztą też – przerywa na chwilę pan Stefan
– Mniejsze dzieci to Niemcy nawet wrzucali do środka. Na górę, przez głowę, żeby prędzej. Myśmy stali z jednej strony stodoły oglądając to wszystko —zaczyna znowu swoją opowieść pan Boczkowski.
– Jak już chyba wszystkich wepchnęli, to słuchać było takie trzaski. Takie jakby metal uderzał o metal. Nie wiedziałem co się z drugiej strony działo ani w środku, ale to pewnie musiały być strzały. Teraz, po latach, przy ekshumacji, odkryto te łuski po pociskach, około dwieście. To Niemcy wtedy musieli strzelać. Przecież ani Żydzi ani Polacy nie mogli mieć przy sobie żadnej broni! Potem zamknęli te wierzeje i podparli je jeszcze od zewnątrz takimi słupami. Żeby się nie otwarły pod naporem. Potem, do tyłu, z boku stodoły, podjechała taka furgonetka, samochód dostawczy z żołnierzami. Kilku ich tam było i zaczęli wynosić jakieś naczynia i chodzić z nimi. Nie wiedziałem co tam było. Nikt nie wiedział, bo daleko staliśmy. Ale trudno się nie domyślić. Potem pojawił się ogień. I to nie w jednym czy drugim miejscu, ale od razu dookoła. Taki wieniec ognia. I krzyk okropny: „pali się!!!”…
Gdzie byli wtedy Niemcy – dalej otaczali stodołę? —upewniam się.
– Główny oddział to stał tutaj, z przodu, a tam z tyłu pewnie też byli. Nie wiem, bo nie mogliśmy tam podejść. Krzyk, wrzask był niesamowity. Okropny. Jak te bierwiona, dachy zaczęły się walić w ogniu na dół, to my już odeszliśmy. Akurat słońce wtedy zaszło. Ten słup dymu. Ogień. I ten swąd palonego, ludzkiego tłuszczu, tych warstw ludzkich…
W dalszej rozmowie przypominam panu Stefanowi „książki” i „opracowania historyczne” na temat Jedwabnego. Denerwuje się:
– Leszek Dziedzic z Przestrzela? Jaki świadek? Przecież on nawet jeszcze nie urodził się wtedy. Jeszcze go na świecie nie było. Urodził się w 58-ym albo 59-ym. Nawet się znamy. Jemu babcia opowiadała jak to mieszkańcy palili?! Kobiety, mieszkańcy z siekierami, nożami?! To nieprawdopodobne! Niemożliwe! Nie do pomyślenia! To jest okropny fałsz historyczny!
Rozmawiamy jeszcze o podobnych „świadkach zbrodni w Jedwabnem”, którzy nic nie widzieli na własne oczy, bo albo jeszcze się nie urodzili, albo nie było ich na miejscu. Pan Stefan opowiada ilu Żydom udało się uciec przed zapędzeniem na rynek Jedwabnego i którym z nich pomagano potem się ukryć – w okolicznych lasach, czy nawet wsiach i zagrodach.
– Uciekli też do naszej stodoły, do naszej wsi. U nas było czterech. Z Bromsztejnów i jacyś drudzy. Paru znalazło schronienie w Zanklewie u naszych kuzynów, niejakich Dobkowskich. Oni ukrywali na przykład cała rodzinę Lewinów. Z kolei w Przestrzelu, u Biedrzyckich, ukrywano też parę osób a i krewni Dobkowskich, też Dobkowscy, ale z Przestrzela, przechowywali jakąś rodzinę.
– Ryzykowaliśmy wiele, życie nas wszystkich, ale przecież nie mogliśmy odmówić. Przechowywaliśmy ich parę dni. Oni potem poszli, po nocach, w stronę Biebrzy. Do znajomych i rodzin. Ale na przykład Dobkowscy z Zanklewa to przechowali całą rodzinę Lewinów aż do połowy 1944 roku. Prawie przez trzy lata. Zrobili im taki bunkier, koło chaty. I tam zanosili im żywność, wodę.
– Cała wieś, całe Zanklewo wiedziało, że ci Janina i Bolesław Dobkowscy ukrywają Żydów, ale nikt nic nie powiedział i nie doniósł do Niemców. Inaczej Niemcy zabiliby wszystkich, spalili chałupy i jeszcze ubili ziemie łopatami. Dobkowscy mieli taką stara babcię, to jak Niemcy pojawiali się w pobliżu, to ona zaraz zaczynała tkać na wrzecionach i głośno śpiewać różne pieśni kościelne. Pewnie, żeby dać znać tamtym, żeby się nie ruszali i żeby odwrócić uwagę Niemców…
– Po 44 roku oni uciekli za Biebrzę, potem Rosjanie im ułatwili i oni wyjechali do Izraela. Tamci, starzy Lewinowie już nie żyją, ale ten ich syn, Jasiu Lewin, to przyjeżdżał do Jedwabnego z Izraela zawsze, jak mógł. W odwiedziny i z prezentami dla kogo mógł. Janina i Bolesław już też nie żyją, ale ich syn, Wicek Dobkowski pojechał do Izraela i posadził tam to drzewko. Bo cała ich rodzina dostała medal.
Żegnamy się panem Stefanem Boczkowskim. Odchodzi w mrok warszawskiej ulicy. Jakie to ważne – myślę – jakie to ważne, że spotkaliśmy tego człowieka i możemy zapisać jego świadectwo.
Na przekór szafarzom, handlującym cudzymi nieszczęściami i śmiercią.
Do artykułu wykorzystano fragmenty artykułu Wacława Kujbidy z miesięcznika „Wpis” (nr 1/2015).

Źródło: W Polityce
http://wpolityce.pl/historia/303929-mie ... y?strona=6

http://niezlomni.com/malo-znane-relacje ... -polakami/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 29 sie 2016, 08:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/08/2 ... powiada-2/

Jerzy Laudański opowiada…
Posted by Marucha w dniu 2016-08-28 (niedziela)

Obrazek

W dniu 10 lipca 2016 roku minęła 75. rocznica mordu Żydów w Jedwabnem, który Jan Tomasz Gross w sposób tendencyjny opisał w swojej książce „Sąsiedzi” (wydana w 2001 r.) jako zbrodnię popełnioną przez Polaków, ich sąsiadów.
Piętnaście lat temu rozmawiałem na temat tragicznych wydarzeń w Jedwabnem z Jerzym Laudańskim, byłym więźniem KL Auschwitz, który jako rzekomo jeden z głównych sprawców mordu tam popełnionego był sądzony po wojnie i blisko dziesięć lat spędził w więzieniach komunistycznej Polski.
Obecnie Jerzy Laudański, urodzony 22 kwietnia 1922 roku w Jedwabnem, ukończył już dziewięćdziesiąt cztery lata. Opowiadał mi wiele o swoim niełatwym życiu. Jego ojciec był murarzem, a matka zajmowała się wychowaniem trzech synów i córki Heleny, która zginęła tragicznie w 1935 roku, uderzona przypadkowo kamieniem przez Adama Tondsdorfa, jednego z mieszkańców Jedwabnego, podczas jego bójki z sąsiadem. Sprawca został za ten czyn osądzony i skazany na więzienie.
Kazimierz – najstarszy z braci – ukończył gimnazjum w Łomży. Chciał być zakonnikiem, ale po półrocznym pobycie u franciszkanów w Niepokalanowie zmienił życiowe plany. Ożenił się i zamieszkał wraz z żoną w Porębie nad Bugiem, pracując jako pisarz w miejscowej gminie. Na kształcenie dwóch młodszych synów: Zygmunta i Jerzego pieniędzy rodzicom już nie starczyło. Kiedy dorośli, pomagali ojcu w murarce. Kazimierz zmarł kilka lat temu.
We wrześniu 1939 roku ojciec Czesław i jego syn Zygmunt umacniali fortyfikacje w Wiznie. Matkę udało się Jerzemu wywieźć do Poręby nad Bugiem. Później wraz z bratem Kazimierzem uciekali na rowerach aż pod Krzemieniec na Wołyniu i tam dowiedzieli się o agresji sowieckiej. Napotkani w Dubnie żołnierze Armii Czerwonej mówili do nich: „Polsza propała na wsiegda”. Konie kawalerzystów sowieckich były głodne i chude, podobnie jak i ich właściciele ubrani w postrzępione mundury.
Jerzy Laudański wspominał: „Na moich oczach wygłodzony żołnierz sowiecki zjadł litr kaszy jaglanej bez soli i bochenek chleba. Potem powiedział: „Tiepier ja pokuszał, nada zakurit” i zrobił „skręta” w kawałku gazety, buchnął płomień z zapalonego papierosa. Wywarło to na nas straszne wrażenie”.

Okupacja sowiecka
W niewielkim drewnianym domu Laudańskich w Jedwabnem zamieszkali sowieci, ale na szczęście szybko wynieśli się i prawowici właściciele mogli do niego powrócić. Organizacja komunistyczna istniała w Jedwabnem długo przed wojną, teraz dorwała się do władzy – byli w niej zarówno Polacy, jak i Żydzi. Zabrali oni parafialny dom na swój użytek, wypędzając z niego dwóch księży wikarych oraz organistę z rodziną. W sali konferencyjnej domu wyświetlano filmy propagandowe, a w jednym z pomieszczeń urządzono bibliotekę z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Ponadto dom został zamieniony na „tancbudę”, gdzie bawiono się często bardzo hucznie.
Rozpoczęła się kolektywizacja, ale tylko majątki ziemskie zdążono zamienić na kołchozy. Parafie musiały co kwartał płacić coraz większe podatki, ale wszędzie księża jeszcze odprawiali Msze Święte, chociaż po małych parafiach organiści przestali już śpiewać, bo nie było im czym płacić.
Równocześnie rozpoczęto aresztowania, które dotknęły miejscową elitę intelektualną i gospodarczą. Powszechnie panował ogólny strach przed zesłaniem. Żadnego Żyda jednak na Syberię nie wywieziono, za wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza, który przed wojną przechrzcił się, za co został napiętnowany przez miejscową społeczność żydowską.

Jerzy Laudański kontynuuje opowieść
„I ta ówczesna władza sowiecka zaczęła represjonować ludzi. Mojego ojca zamknęli w więzieniu w Łomży, ponieważ wiele lat pracował przy budowie kościoła i stale był blisko księdza dziekana Mariana Szumowskiego, którego też aresztowali, ale nieco później. Wraz z miejscowymi komunistami tych wszystkich pozamykanych uważali za ludzi wrednych. Zarówno ksiądz dziekan, jak i nikt z pozostałych światlejszych obywateli nie wrócił już nigdy z powrotem. Ojciec miał wiele szczęścia, że z więzienia w Łomży Sowieci nie zdążyli go wywieźć. Dlaczego? Bo ciągle jeszcze w jego sprawie dniami i nocami prowadzili śledztwo, którego nie mogli skończyć.
Wryła mi się głęboko w pamięć osiemnasta rocznica moich urodzin, 13 kwietnia 1940 roku, kiedy to przyszło trzech „bojców”, aby mnie aresztować wraz z bratem Zygmuntem i matką. Brata na szczęście w domu nie było. Zaczęli stukać do drzwi. Zdążyłem z matką uciec przez okno i odtąd wraz z nią i bratem Zygmuntem musiałem się ukrywać. W tym czasie działała już podziemna organizacja, o której nikt z nas jednak nie wiedział, bo byśmy tam poszli. Później dowiedziałem się dopiero, że ukrywali się w obrębie gminy Jedwabne.
Nastąpiła tragedia, kiedy to jeden z członków podziemnej organizacji, bodajże Dąbrowski, opowiedział swojemu teściowi o tej partyzantce. Ten teść nazywał się Wiśniewski. Ja go nie znałem, lecz o nim słyszałem. On to właśnie doniósł przekazaną mu w zaufaniu informację NKWD. Sowieci okrążyli ukrywających się. Ci dzielnie się bronili, ale zabrakło im amunicji. Większość z nich zginęła. Poległa wówczas moja stryjna Jadwiga Laudańska. Pozostała po niej córka Irena. Tak ukrywając się, doczekaliśmy przyjścia Niemców. Wtedy kryć się było łatwo, bo każdy rolnik udzielił schronienia i dał jeść, mówiąc: „Przecież mnie to może jutro spotkać”.

„Dobry” zastąpiony „lepszym”
„Jak Niemcy weszli – mówi Jerzy Laudański – to chwilowo byliśmy zadowoleni, bo pozbyliśmy się koszmaru sowieckiego. Niemców u nas nie znano. Nie wiedziano, do czego są zdolni. Dopiero po kilkunastu dniach, jak pojawiły się afisze z napisami: „Szkło – rozbita butelka na jezdni – kara śmierci”, „Sabotaż – drut kolczasty na jezdni – kara śmierci”, ludzie zaczęli mówić: „Diabli wzięli dobrego, a przyszedł jeszcze lepszy”.
Miejscowi Żydzi musieli rozbić postawiony przez Sowietów pomnik, a potem – jak pamięta Laudański: „Mimo że w 1939 roku nie witali Sowietów owacyjnie, z tego wysokiego pomnika, ważącego chyba tonę, musieli nieść głowę i kawałek popiersia”.
Latem 1941 roku dziewiętnastoletni Jurek, któremu do głowy zapewne wtedy by nie przyszło, że obwiniony będzie jako jeden z głównych sprawców zbrodni na Żydach w Jedwabnem, wyjechał z tej miejscowości do swojego brata Kazimierza, mieszkającego wraz z rodziną w Porębie nad Bugiem. Tam, za jego namową, wstąpił do Związku Walki Zbrojnej/Armia Krajowa, zajmując się kolportażem prasy podziemnej. Do dzisiaj pamięta niektóre tytuły, np. „Orzeł Biały” i „Rzeczpospolita”.
Wpadł podczas dużej obławy, próbując się ukryć wraz z innymi konspiratorami w pobliskim lesie. Wtedy aresztowano także wielu mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej. Pieszo, wraz z innymi ujętymi w Porębie, został popędzony do więzienia w tym mieście. Gestapowcom tłumaczył się, że przebywał w lesie, obawiając się wywózki na roboty przymusowe do pobliskich Prus Wschodnich. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, lecz swoje personalia podał zgodnie z prawdą. Po dwóch dniach znalazł się w Warszawie na Pawiaku i przebywał tam do połowy września 1942 roku. Okna jego celi wychodziły na getto. Podczas śledztwa nie załamał się i nie wydał nikogo.

Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen
15 września 1942 roku siedemdziesięciu pięciu więźniów z Pawiaka – w tym Jerzego Laudańskiego – przewieziono samochodem na dworzec w Warszawie i załadowano do pociągu. Tylko co drugi z nich miał przeżyć piekło hitlerowskich obozów koncentracyjnych.
Dzisiaj nazwiska Jerzego Laudańskiego i jego współtowarzyszy obozowej gehenny są opublikowane w wydanej w 2000 roku przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu trzytomowej „Księdze Pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940-1944”
Kiedy ustał zgrzyt kół i pociąg zatrzymał się w ciemnościach nocy na bocznicy kolejowej w Oświęcimiu, więźniów otoczył szpaler esesmanów, bijących, gdzie popadło. Wtedy strasznie został pobity Antoni Jankowski (patrz poniżej obozowe zdjęcie i akt zgonu), murarz z zawodu, który w wyniku odniesionych obrażeń wkrótce zmarł. Była to pierwsza ofiara wśród więźniów, z którymi Jerzy Laudański przybył do KL Auschwitz. W oświęcimskim obozie był także więziony jego syn Henryk Jankowski, oznaczony numerem 63783 i córka Irena Jankowska, oznaczona numerem 22524. Obydwoje pobyt w niemieckich obozach koncentracyjnych przeżyli.
Podczas rejestracji w obozie, kiedy nadano mu numer 63805, podszedł do niego starszy wiekiem więzień, mówiąc: „Chłopaki, idzie zima i ciężko tu przeżyć. Podawajcie takie zawody, co pod dach pójdziecie”.

Akt zgonu Antoniego Jankowskiego
Jurkowi stanął wtedy przed oczami warsztat szewski wujka w Jedwabnem. Bez namysłu podał: szewc – i to zapewne uratowało mu życie, bo już był bardzo wycieńczony. Na swoje szczęście otrzymał pracę w warsztacie szewskim na terenie garbarni, wykonując proste czynności przy reperacji obozowych „drewniaków”. Pracował w cieple, gdzie bito tylko za niewykonanie normy. „Kapo – dodaje – bił kijem, ile chciał, tyle lał, dziesięć, dwadzieścia, niejeden nie mógł wstać. Raz nie wykonałem normy i dostałem parę kijów”. Zelówki były robione z metalowych puszek po cyklonie B.
Pewnego razu Jerzy Laudański skaleczył u ręki palec pod paznokciem kawałkiem blachy. Wdało się zakażenie i musiał zgłosić się do obozowego szpitala. Został wprawdzie do niego przyjęty i był operowany, ale o mało nie padł ofiarą „wybiórki” przeprowadzanej wśród chorych. Z powodu wycieńczenia był kandydatem „na gaz”, ale dzięki pomocy lekarza – więźnia ocalał. Do sił wracał powoli m.in. dzięki paczkom, które wysyłali mu rodzice. Pierwszą z nich otrzymał na Święta Bożego Narodzenia w 1942 roku.
Podczas jednej niedzieli, kiedy karnie pracował w żwirowni, na jego oczach esesman zmusił wychudzonego więźnia Żyda do oddalenia się z miejsca pracy i zastrzelił go jako rzekomego uciekiniera.
Antoni Jankowski, zmarł na skutek pobicia 15.10.1942 r. W marcu 1943 roku, nocą do bloku nr 22 a, gdzie spał Jerzy Laudański, wpadli niespodziewanie esesmani, wypędzając wszystkich więźniów. Uformowano transport, w którym wyjechał do KL Gross-Rosen. Jednak słynny kamieniołom ominął go, bo po sześciu tygodniach znalazł się już w Oranienburgu. Przebywał w jednym z podobozów KL Sachsenhausen, położonym na przedmieściu Berlina, pracując przy produkcji części do czołgów.

Henryk Jankowski, syn Antoniego, przeżył
26 kwietnia 1945 roku Jerzy Laudański zobaczył pierwszych zwiadowców sowieckich, którzy uwolnili więźniów i tak ich zapamiętał: „Byli uzbrojeni, obwieszeni granatami i brudni, świeciły się im tylko oczy i zęby, krzyknęli do więźniów, żeby uciekali, bo za chwilę, w celu likwidacji esesmanów ukrywających się po barakach, zostaną one obłożone ogniem artyleryjskim. Tak się też stało. Z daleka widzieliśmy potem, jak z baraków wylatujących w powietrze posypały się tylko drzazgi”.
Później czekała go piesza wędrówka w grupie sześciu kolegów do Odry, a następnie różnymi środkami lokomocji do Jedwabnego, gdzie ostatecznie przybył 15 maja 1945 roku. Był bardzo słaby i wychudzony. W rodzinnym domu nie było go prawie cztery lata.
Rok później ożenił się z Haliną Konferowicz, biorąc ślub kościelny w Białej Piskiej i rozpoczął pracę jako sprzedawca w sklepie. Rodzice i dwaj bracia także szczęśliwie przeżyli wojnę, ale koszmar tragicznych przejść dla rodziny Laudańskich – jak się okazało – miał jeszcze trwać przez kilka lat.

Sąd – 1949 rok
Brat Jerzego Laudańskiego, Kazimierz, twierdził: „Organizacja komunistyczna [w Jedwabnem – dop. A.C.] istniała już długo przed wybuchem wojny. Policja miała z nią wiele kłopotów. Gdy po 17 września 1939 roku komórka ta, jakby w rewolucję, zorganizowała władzę – ochotniczą milicję, członkami organizacji zostali nieliczni Polacy i w większości skomunizowana młodzież żydowska. Wybrykom tej organizacji przeciwne było starsze społeczeństwo żydowskie. I tu trzeba dokładnie rozróżniać komunistów od społeczności żydowskiej. Do tej żydowskiej społeczności Polacy nie czuli nienawiści, nie było bowiem do tego żadnego powodu. I o ile Polacy współczuli tragedii żydowskiej, to byli przekonani, że komunistów żydowskich spotkała zasłużona kara boska”.
Na powyższą wypowiedź warto zwrócić uwagę. Świadczy ona być może o tym, że jednym z aspektów wydarzeń poprzedzających 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, kiedy nie istniała polska władza, było kierowanie się „ludowym” poczuciem krzywdy i zadośćuczynieniem jej. Takie zdarzenia miały miejsce najprawdopodobniej już nazajutrz po wkroczeniu Niemców do Jedwabnego, 23 czerwca 1941 roku. Ich ofiarą padł m.in. były milicjant na służbie sowieckiej, Polak o nazwisku Czesław Krupiński, względnie Kupiecki, którego wskazano żandarmom niemieckim, a ci go zastrzelili.
Kazimierz Laudański mówił: „Epilog nikomu nie był znany do końca.(…) Po Niemcach można było się wszystkiego spodziewać, ale spalenie żywcem tylu ludzi było strasznym zaskoczeniem”.
Jerzy Laudański nie wiedział, że kiedy jeszcze był więźniem KL Sachsenhausen, Szmul Wasersztajn, funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który pochodził z Jedwabnego, ukrywany w czasie wojny przez polską rodzinę Wyrzykowskich, złożył obszerną relację przed pracownikami Żydowskiej Komisji Historycznej w Białymstoku 5 kwietnia 1945 roku. Oto jej fragment:
„W czasie pierwszych pogromów i podczas rzezi, odznaczyli się okrucieństwem niżej wymienieni wyrzutki: 1. Szleziński, 2. Karolak, 3. Borowiuk (Borowski) Mietek, 4. Borowiuk (Borowski) Wacław, 5. Jermałowski, 6. Ramutowski Bolek, 7. Rogalski Bolek, 8. Szelawa Stanisław, 9. Szelawa Franciszek, 10. Kozłowski Geniek, 11. Trzaska, 12. Tarnoczek Jerzyk, 13. Laudański Jurek, 14. Laciecz Czesław”.
Chociaż relacja Wasersztajna, który jeszcze długo pracował w resorcie bezpieczeństwa i najprawdopodobniej wyjechał z Łomży dopiero po wydarzeniach marcowych w 1968 roku do Izraela, gdzie zmarł około 2000 roku, wydaje się zbiorem bardziej zasłyszanych i niesprawdzonych do końca faktów, niż rzeczywiście widzianych przez niego zdarzeń, mimo to wystarczyła, aby wymieniony w niej Jurek Laudański został, tym razem już po wojnie, po raz kolejny uwięziony.
15 stycznia 1949 roku były więzień KL Auschwitz, nr obozowy 63805, został aresztowany przez funkcjonariuszy UB i osadzony w więzieniu w Łomży. Podczas śledztwa Jerzy Laudański zaprzeczał jakimkolwiek stawianym przeciwko niemu zarzutom co do udziału w zbrodniach popełnionych na Żydach w Jedwabnem. Śledczy, „kawał chłopa”, próbował na nim takie zeznania wymusić siłą: biciem gumą lub pięścią w twarz. Wiedząc o wcześniejszym pobycie przesłuchiwanego w KL Auschwitz, chwytał go za włosy i tłukąc jego głową o ścianę, mówił do niego: „Szkoda, że sk… tam przez komin nie poszedłeś, bo bym dla ciebie teraz zdrowia nie marnował”.
W protokole ten mówiący ze wschodnim akcentem funkcjonariusz UB pisał co chciał, nie dając przesłuchiwanemu nic do przeczytania i zmuszał go do podpisania zaprotokołowanych dowolnie zeznań, używając przy tym często przekleństwa: „Blać…, blać”.
W więzieniu w Łomży przebywał także ojciec Jerzego – Czesław Laudański wraz z synem Zygmuntem. Im również zarzucano współudział w zbrodni popełnionej na Żydach w Jedwabnem. Wszyscy trzej konsekwentnie zaprzeczali w śledztwie, a później podczas procesu popełnionym rzekomo czynom.
Sąd Okręgowy w Łomży ogłosił wyrok 17 maja 1949 roku. Ojca Czesława wprawdzie uniewinniono, lecz synowie zostali skazani z paragrafu za współpracę z hitlerowcami: Jerzy Laudański – 15 lat więzienia i Zygmunt Laudański – 12 lat więzienia. Spośród wówczas osądzonych wyższy wyrok otrzymał jedynie niemiecki żandarm z Jedwabnego, Karol Bardoń – kara śmierci. Jerzy Laudański dalej opowiada:
„W moim akcie oskarżenia było, że Niemcy dokonali tego zabójstwa, a Polacy pomagali. Byłem skazany za współpracę z okupantem. Zaprzeczyłem temu w ostatnim słowie, lecz to nie zostało wysłuchane, ale ludzie słyszeli. Niektóre kobiety, jak wyprowadzano mnie z sądu po ogłoszeniu wyroku mówiły: „ale pan im dobrze powiedział”, bo w ostatnim słowie jeszcze dodałem: „Wysoki sądzie, proszę mnie sądzić za to, że będąc więźniem Sachsenhausen pracowałem w fabryce czołgów, które były używane na pewno na froncie wschodnim i Sowietów biły, ja tam pracowałem. Proszę mnie za to sądzić”. Sędziowie spojrzeli po sobie i tylko na ich twarzach pojawił się ironiczny uśmiech. Ale miałem chociaż satysfakcję, że ludzie, których wtedy była pełna sala, to słyszeli”.

Stalinowskie więzienia
Po ogłoszeniu wyroku Jerzego Laudańskiego wywieziono do Ostrołęki, a następnie do więzienia przy ul. 11 Listopada w Warszawie. Najdłużej w odosobnieniu przebywał jednak w Goleniowie, gdzie były warsztaty mechaniczne, w których pracował jako tokarz, mając doświadczenie wyniesione z pracy w hitlerowskiej fabryce czołgów. Nad więźniami znęcano się psychicznie, wrzucając im do cel dzieła Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina i zmuszając do ich czytania.
Ponadto warunki więzienne były niezwykle uciążliwe, np. spacer trwał tylko pięć minut, ubrania były miesiącami nieprane, jedzenie mało kaloryczne, a rodzina nie mogła uwięzionemu, choćby nawet był umierający, dostarczyć leków w razie choroby. W celi o wymiarach 2 m x 4 m przebywało dziewięciu więźniów. Warunki były okropne.
Warto dodać, że w tym więzieniu, na życzenie żony Haliny – Jerzy Laudański wziął z nią ślub cywilny, bo uprzednio nie przywiązywał do tego wagi. Uroczystość zaślubin odbyła się w gabinecie naczelnika więzienia. Ten wcześniej przez godzinę namawiał Halinę, aby zmieniła decyzję: „Niech się pani zastanowi, co pani robi – przecież on ma do odsiedzenia wyrok piętnastu lat więzienia”.
5 lipca 1952 roku po operacji raka żołądka braciom Laudańskim zmarła matka. Jerzy nie mógł być na jej pogrzebie i o tym smutnym fakcie dowiedział się dopiero dwa miesiące później, podczas więziennego widzenia z żoną.
O śmierci Józefa Stalina dowiedział się w Goleniowie z kolei z gazet, które rozdawano więźniom jako papier higieniczny. W jednej z nich zobaczył „ojca narodów” leżącego w trumnie, co wszystkich więźniów bardzo ucieszyło – słusznie przewidywali, że powinny nastąpić zmiany na lepsze.
Kiedy wkrótce przewieziono Jerzego Laudańskiego do więzienia w Cieszynie, podczas Świąt Wielkanocnych zachorował na zapalenie płuc, ale wtedy praktykowano już na szczęście inne podejście do więźniów – i to uratowało mu życie.
Na koniec trafił jeszcze do jednego więzienia. Był nim zakład karny w Sieradzu, w którym nadszarpnięte długoletnim więzieniem zdrowie całkowicie odmówiło mu posłuszeństwa. W zasadzie aż do momentu uwolnienia cały już czas przebywał w celi szpitalnej, gdzie warunki odosobnienia były nieporównywalnie lepsze.
Jerzy Laudański z więzienia w Sieradzu został przedterminowo zwolniony i wyszedł na wolność 1 marca 1957 roku. Nieco wcześniej, ale również dopiero po „odwilży” październikowej 1956 roku, brama więzienna otworzyła się przed jego bratem Zygmuntem.

Prokurator z IPN
„W grudniu 2000 roku – mówi Jerzy Laudański – odwiedził mnie prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej. – Do chwili zetknięcia się z nim żadne obciążenia świadków nie były mi znane. Dopiero wspomniany prokurator mi je odczytał, ale to wszystko były zeznania wymuszone przez UB, np. zeznania Henryka Krystofczyka, który był zagorzałym komunistą i taka była cała jego rodzina. On wprawdzie mnie nie obciążał, zeznając na mój temat w sądzie: „To był taki młody gówniarz, to na niego nie zwracałem uwagi”, natomiast koniecznie chciał „utopić” mojego ojca. Oświadczył, że dobrze ukryty widział z bliskiej odległości, jak „Czesław Laudański bił Żydów i prowadził do spalenia”. Kiedy nasz adwokat poprosił go, aby powiedział, czy mój ojciec nosił wtedy wąsy – wówczas załamał się i speszony odpowiedział: „No, ja tak dokładnie tego nie widziałem”.
Każdy świadek był ponadto zastraszany przez UB, bo funkcjonariusze chcieli się wywiązać z zadania i wykazać, że wykryli sprawców.

Epilog
W niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku.

dr Adam Cyra
Oświęcim, dnia 8 lipca 2016 r.
http://mysl-polska.pl/990


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 13 lut 2017, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=26705

O pogromach Żydów w Polsce, organizowanych przez Niemców w celach propagandowych
Opublikowane 2016/04/03 w Historia Żydów/II wojna światowa


pogrom wielkanocny



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 04 maja 2017, 18:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/5376- ... tle-faktow

Jedwabne w świetle faktów
sobota, 09 lipca 2016 19:29 Administrator

Sprawa "naszej" odpowiedzialności za "Jedwabne" jest sztucznie wywołaną i manipulowaną w określonym celu - zaszczepienia w Polakach poczucia winy wobec Żydów. Czujący się winnym nie będzie bronił się nawet przed niesłusznym oskarżeniem w relacjach Polsko-Żydowskich by nie być posądzonym o "antysemityzm" czy nawet "faszyzm" jak to dzisiaj chce kwalifikować lewactwo. Podaję tu informacje zebrane z wielu źródeł, m.inn. - naukowców autorów publicystyki jak M. J. Chodakiewicz, Jerzy Eisler, Sławomir Radoń, Tomasz Strzembosz, Andrzej Kola, Piotr Gontarczyk, Norman Finkelstein czy historyka, autora filmu "Jedwabne" - Artura Janickiego - na podstawie badań naukowych IPN i innych ośrodków. Nie podaję natomiast informacji powszechnie nagłaśnianych dzisiaj autorstwa J. T. Grossa jako nierzetelnych, celowo spreparowanych na użytek "przemysłu Holokaust", czyli prowadzonej przez niektóre środowiska żydowskie akcji wymuszania odszkodowań o czym mówią sami Żydzi jak w/w Norman Finkelstein czy doc. hab. dr Dora Kacnelson.
Jedwabne, historią sięgające roku 1455 malutkie miasteczko - dzisiaj ok 1700 mieszkańców - położone w zasadzie na Mazowszu jednak przypisane do Podlasia i od lat włączone w woj. Podlaskie.
W początkach XX wieku ok. 77% ludności stanowili Żydzi (większość typu chazarskiego). Brak perspektyw życiowych i I wojna św. spowodowały odpływ ludności żydowskiej z miasteczka tak, że w okresie międzywojennym Polacy stanowili już niewielką ale większość - ok.60% z 2,5 tysiąca mieszkańców, reszta to ok. 1 tyś. Żydów i trochę innych narodowości.. Natomiast okolice Jedwabnego zasiedlone były w 100% Polakami z czego ok. połowę stanowiła tzw. "szlachta zagrodowa" materialnie nie różniąca się od włościaństwa, jednak z eksponowaną świadomością przynależności narodowej, patriotyzmem potwierdzonym udziałem w walkach o odzyskanie państwowości polskiej. I taki stan rzeczy jest aktualny na dzień 02.09.1939 kiedy to Niemcy zajmują Jedwabne gdzie Żydzi usiłowali bezskutecznie witać Niemców jako swoich "wyzwolicieli" spod "jarzma" polskiego. Po 17.09.1939 roku, tj. po agresji ZSRR na Polskę, Niemcy Ziemię Łomżyńską przekazują ZSRR w ramach tajnego paktu Ribbentrop - Mołotow. I tu
zaczyna się właściwie konflikt między nacją Polską i Żydowską radośnie witającą sowieckie wojska, obsadzającą funkcje publiczne, aparat represji (milicję) i inne urzędy. Wśród Polaków natomiast z racji ugruntowanego patriotyzmu rozwinęła się antysowiecka konspiracja na skalę niespotykaną w innych rejonach okupacji sowieckiej. Żydzi wysługując się Sowietom donoszą na ewentualnych konspiratorów, inteligencję polską, osoby związane z działalnością publiczną w II RP itp.. - ewidentnie działając na szkodę Narodu Polskiego. Przy pomocy tej agentury żydowskiej Sowieci zlikwidowali m.inn. 23.06.1940 r bazę partyzancką na uroczysku Kobielno. Polaków aresztowanych przy udziale i z wskazania przez żydowskich milicjantów skazywano na dożywotnią katorgę w łagrach, a rodziny deportowano w głąb Rosji też do niewolniczej pracy. Ostatnią, czwartą deportację ludności Polskiej z Jedwabnego przeprowadzono tuż przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej.
W takiej atmosferze 22.06.1941 roku na wieść o ataku Niemiec uciekają z Jedwabnego wszyscy związani z sowietami m.inn. Żydzi pracujący w urzędach, milicji i innych organach sowieckich jak też służących w wojsku - w sumie przeszło 700 osób. Gdyby Polacy byli "żądni krwi żydowskiej", jak twierdzi Gross, to właśnie w tym dniu "bezrządów", kiedy jeszcze nie wkroczyli Niemcy , a sowietów już nie było, zemściliby się za ich zdradziecką działalność. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Natomiast Niemcy wiedząc o ścisłej współpracy Żydów z Sowietami, a nie mając jeszcze zamiaru eksterminacji całego narodu żydowskiego, (taki plan powstał dopiero w 1942 roku) postanowili rozprawić się z "żydokomuną" współpracującą z Sowietami. M.inn. do takich celów była powołana specjalna grupa jeszcze w 1939 roku - "Einsatzgruppe" z wydzielonym w 1941 r m.inn. Kommandem Białystok - "B" - pod dowództwem Wolfganga Burknera. To właśnie oddział tej grupy - z batalionów 309 i 316 pod dowództwem Hermanna Shapera pojawił się na Ziemi Łomżyńskiej dokonując kolejno pogromów Żydów - koniec czerwca w Wiźnie, 05 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie (inna grupa 08 lipca w ok. Częstochowy spaliła Żydów w stodole, podobnie jak w Jedwabnem).
10 lipca 1941 roku przyszedł czas na Jedwabne. Do miasteczka przyjechało samochodami ciężarowymi 232 funkcjonariuszy policyjnych z w/w dwóch batalionów. Ogłosili, że odbędzie się uroczysty pogrzeb pomnika Lenina postawionego przez Żydów podczas okupacji Sowieckiej. Rozbiórki pomnika mają dokonać właśnie Żydzi. Do gromadzenia ich na rynku Niemcy pod lufami karabinów przymusili Polaków . Prawdopodobnie chodziło o uwikłanie Polaków w zbrodniczą działalność wobec Żydów. Część Polaków uciekła nie chcąc nawet pod przymusem wykonywać
polecenia Niemców, inni, poszkodowani przez Żydów za okupacji sowieckiej z satysfakcją sprowadzali Żydów do rozbiórki, nie świadomi dalszego scenariusza zaplanowanego przez Niemców. Z zebranych kilkuset osób Niemcy wybrali 50 młodych, silnych do rozbijania betonowego pomnika. Resztę zagonili do stodoły którą podpalili - w którym momencie nie ma jasności ale według niżej przedstawionych faktów najprawdopodobniej po zburzeniu pomnika. . Odkrycie mogiły 50 ofiar przywalonych głową Lenina w środku stodoły, a nie na kirkucie, obaliło całą teorię Grossa twierdzącego że tych ludzi zamordowali Polacy na cmentarzu żydowskim gdzie mieli pochować głowę Lenina. Archeolodzy znaleźli też ok.100 łusek po nabojach z niemieckich karabinów typu "Mauser" i pistoletów "Walter", a żadnych walk tam nie było. To oznaczało, iż do ofiar i przed stodołą, i wewnątrz stodoły strzelano. Ten fakt jednoznacznie wskazuje, że zbrodni dokonali Niemcy, bo broni palnej Polacy mieć nie mogli.
Po ujawnieniu tych faktów żydowska diaspora "przemysłu holokaustu" w USA natychmiast zażądała zaprzestania ekshumacji jako "sprzecznej z religią żydowską". Niestety, ówczesny Minister Sprawiedliwości spełnił żądanie żydowskie uniemożliwiając tym samym udokumentowanie faktycznej liczby ofiar i ewidentnego potwierdzenia sprawców zbrodni. Potwierdzenia, ponieważ Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu na podstawie ustaleń z 1963 r Biura Śledczego d/s ścigania zbrodni nazistowskich policji Izraelskiej obciążyło odpowiedzialnością za eksterminację Żydów w Łomżyńskim właśnie Hauptsurmfuhrera Hermanna Shapera.
Co do liczby ofiar pewnym jest tylko fakt, że informacje Grossa nie są prawdziwymi nawet z samego zestawienia ilości Żydów mieszkających przed 22.06.1941 - razem z przybyłymi wg sowieckich źródeł ok. 1400, minus ok.700 uciekających z armią sowiecką, minus ok. 200 mieszkających nadal w Jedwabnem po tej zbrodni. W tej wyliczance brakowałoby 500 osób ale trzeba brać pod uwagę uciekinierów podczas akcji spędzania ich na plac. Różne źródła podają różne dane ofiar zbrodni - od ok.150 do ok.400 (IPN) osób.
Próba przypisania Polakom tej zbrodni nie powiodła się nawet komunie pacyfikującej ten patriotyczny region. Śledztwo i proces w roku 1949 z wymuszaniem najwymyślniejszymi torturami, bestialskim pastwieniem się w celu przyznania się do winy, czy też świadczenia o winie innych, nie zdało egzaminu z uwagi na założoną przez "śledczych" tezę sprzeczną z ewidentnymi faktami. Nawet ten stalinowski "sąd" skazał tylko 12 z 22 oskarżonych i tylko za jakoby "pomoc" hitlerowcom, a nie za udział w
zbrodni. Z 12 wstępnie skazanych później dwóch uniewinnił, a kolejnych dwóch mimo polskich nazwisk było Niemcami delegowanymi ze Ślaska,. A przecież śledztwo było prowadzone i nadzorowane przez Żydów szukających jakichkolwiek przesłanek do skazania Polaków. Powołane były żydowskie komisje zbierające relacje ocalałych z pogromów. Dla "sądów" "wiarygodnymi" dowodami były zeznania kuriozalnie ustanowionych tzw. "świadków ze słyszenia" - czyli plotkarzy. Prokurator Waldemar Monkiewicz z IPN mówi, że ci skazani za Jedwabne (8 osób) nie koniecznie byli winni nawet "pomocnictwa" w zbrodni ale musieli być skazani bez względu na "stopień winy" bo "sprawiedliwością" w Polsce rządziła żydokomuna w osobach Jakuba Bermana, Różańskiego, Minca i im podobnych.
Dlaczego właśnie "Jedwabne" posłużyło do manipulacji "przemysłu holokaust"? - Może dlatego, że Hermann Schaper przyznający się w śledztwie do pacyfikacji w miejscowościach około Jedwabnego w czasie kiedy miał zeznawać o Jedwabnem "źle się poczuł" i zeznania przerwano nie wracając do tego. (Możemy domyślać się przyczyn "choroby"). Brak zeznań właściwego winowajcy przyznającego się do poprzednich pacyfikacji, można było wykorzystać do przerzucenia winy na Polaków wbrew logice i rzeczywistym faktom . Bo Aszkenazyjczykom Bogiem stała się mamona i dla niej są w stanie zrobić każdą podłość, draństwo, zbrodnię.
Niestety, manipulację faktami "dzielnie" wspomogły "nasze" władze ze zbrodniczego Układu Magdalenkowego - "Prezydent" , Minister Sprawiedliwości ..i inni, wbrew ówcześnie jeszcze żyjącym świadkom - m.inn.Stefan Boczkowski, Hieronima Wilczewska itd... . CZAS PRZYWRÓCIĆ DO ŚWIADOMOŚCI SPOŁECZEŃSTWA RZECZYWISTE FAKTY TEJ ZBRODNI!
Marek Chrapan

P.S.
W tym kontekście "przeprosiny" Żydów w imieniu Narodu Polskiego za "Jedwabne" przez pełniącego obowiązki Polaka i Prezydenta tzw. III RP=żydokomuszego PRLbis - Aleksandra Kwaśniewskiego zakrawa na szyderstwo.
A. Kwaśniewski -TW "Alek" - absolwent KGBowskiej szkoły pod nazwą "Wydział Dziennikarstwa Zagranicznego Moskiewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych", a o wewnętrznej nazwie " Szkoła
Propagandy i Dezinformacji", potomek żydowskiego zbrodniarza płk NKWD i UB Izaaka Stolzmana w roku 1949 zmieniającego nazwisko na Zdzisław Kwaśniewski, mającego na sumieniu wielu patriotów polski - NIE MIAŁ PRAWA DO WYPOWIADANIA SIĘ W IMIENIU POLAKÓW,TAK JAK NIE MIAŁ PRAWA PIASTOWAĆ FUNKCJĘ PREZYDENTA RP, A PEŁNIŁ JĄ WYŁĄCZNIE DZIĘKI OBCEJ AGENTURZE RZĄDZĄCEJ POLSKĄ OD 1989 !
Wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem przez ówczesnego Ministra Sprawiedliwości powoduje, że do dnia dzisiejszego wszelakie kreatury typu J. T. Gross mogą rozmydlać odpowiedzialność Niemców i bezkarnie oczerniać Polków.
Dzisiaj podobnie m.inn. i PiS próbuje rozmydlić odpowiedzialność Ukraińców za zbrodnie ludobójstwa.
MUSIMY WYMUSIĆ NA RZĄDZĄCYCH WZNOWIENIE EKSHUMACJI W JEDWABNEM I NIE DOPUŚCIĆ DO UNIKNIĘCIA ODPOWIEDZIALNOŚCI ZBRODNIARZY ZA ZBRODNIE, M.INN. NA WOŁYNIU!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 08 wrz 2017, 14:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/jedwabne---nowi-swi ... z4rz5N1jur

Jedwabne - nowi świadkowie, stara melodia. Prawda poczeka na ekshumację
Data publikacji: 2017-09-07 05:00
Data aktualizacji: 2017-09-08 13:33:00

Obrazek
Prezydent Aleksander Kwasniewski sklada wieniec podczas uroczystosci odsloniecia pomnika w Jedwabnem, w 60 rocznice masakry Zydow w Jedwabnem. Fot. Aleksander Keplicz/Forum


Antonina K. , którą w sprawie Jedwabnego przesłuchała prokuratura białostockiego oddziału IPN, nie jest jedynym świadkiem, który twierdzi, że zbrodni na Żydach dokonali Niemcy. Relacje dwóch innych, naocznych świadków, których nie przesłuchała żadna prokuratura, uzupełniają się wzajemnie i są ze sobą zgodne. Mówią m.in. nie o jednej, ale dwóch okrutnych egzekucjach, jakie miały miejsce w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku.

Zacznijmy od relacji autorstwa księdza Józefa Kęblińskiego, wikariusza parafii pw. św. Jakuba apostoła w Jedwabnem (od roku 1938 do czasów powojennych). Swoją opowieść ks. Kębliński przekazał słownie ks. Edwardowi Orłowskiemu, z którym razem w latach 60-tych posługiwali w parafii w Lipsku. Zrządzeniem Opatrzności Bożej, w latach 1988–2003 ks. Orłowski był proboszczem w Jedwabnem (zmarł w kwietniu 2003 roku). Zgromadził wówczas wiele materiałów, które jako sprawców zbrodni w Jedwabnem wskazują na Niemców i ich agentów z Gestapo. Ksiądz Edward Orłowski szczegółowo spisał też relację ks. Józefa Kęblińskiego i podał ją do publicznej wiadomości.

Z relacji tej dowiadujemy się, że pierwszym do czego przystąpili Niemcy, po wyparciu sowietów i zajęciu Jedwabnego (22 czerwca 1941 roku), było podjęcie przygotowań do eksterminacji Żydów. Ksiądz Kębliński wspomina, że o planach Niemców dotyczących wymordowania Żydów w Jedwabnem po raz pierwszy dowiedział się od kapelana niemieckich żołnierzy, który przez jakiś czas mieszkał na plebanii jedwabieńskiej parafii. Kapelan ujawnił przed księdzem Orłowskim te plany i to na wiele dni przed 10 lipca – dniem egzekucji na Żydach. To świadczy, iż zbrodnia ta nie była przeprowadzona spontanicznie, ale zaplanowana przez Niemców na długo przed jej wykonaniem.

Ksiądz Kębliński wiedząc o grożącej Żydom zagładzie, przekazał tę informację liderom wspólnoty jedwabieńskich wyznawców wiary mojżeszowej. Ci zaraz, po cichu, zarządzili zbiórkę pieniędzy i kosztowności, aby przy ich pomocy wykupić się u Niemców od śmierci. Hitlerowcy okup przyjęli, ale z planów zagłady Żydów nie zrezygnowali. Już 8 lipca 1941 roku wygonili z domów Żydów i kazali im usuwać trawę wyrastającą spomiędzy kamieni bruku na jedwabieńskim rynku. Po tej pracy wypuścili ich domów. Tak samo uczynili 9 lipca. Według księdza Kęblińskiego miało to na celu przekonanie przyszłych ofiar, że okup został przyjęty i nic im nie grozi, tak aby nie próbowali uciekać z miasta.

Cała tragedia rozegrała się natomiast 10 lipca. Według relacji ks. Kęblińskiego tego dnia, już rano, do Jedwabnego, od strony Wizny i Łomży, przyjechały samochody pełne Niemców. Byli to funkcjonariusze Gestapo (około 40 osób), a także niemieccy żołnierze różnych innych formacji oraz kilkudziesięciu volksdeutschów – agentów Gestapo, którzy mieli na sobie cywilne ubrania. Większość z tych ostatnich mówiła po polsku, łatwo więc można było ich wziąć za miejscowych Polaków. Na ten wątek udziału w zbrodni polskich konfidentów, przeważnie kryminalistów, płatnych agentów Gestapo, natrafiła w roku 2009 prokuratura białostockiego IPN. Ustalono, że jednym z nich mógł być Mieczysław Kosmowski vel Walter Karuse, agent Gestapo ps. „Gienek”. Śledztwa w tej sprawie prokuratura IPN jednak nie podjęła.

Niemcy spędzili na rynek, jak podał naoczny świadek ks. Kębliński, około 200 wyznawców judaizmu. Były to całe rodziny, w tym kobiety, starcy i dzieci. Kazali im zabrać ze sobą rzeczy osobiste, jakby mieli zostać oni przetransportowani w inne miejsce. Ten sam kłamliwy zabieg Niemcy stosowali później przewożąc Żydów do obozów zagłady.

Z treści wspomnień ks. Józefa Kęblińskiego, spisanych i upublicznionych przez księdza Edwarda Orłowskiego, dowiadujemy się, iż kiedy na rynku zgromadzono już Żydów, Niemcy zaczęli wyciągać z domów Polaków i grożąc im śmiercią, kazali im stwierdzić, czy dane personalne umieszczone na liście, którą posiadali funkcjonariusze Gestapo, rzeczywiście należą do przetrzymywanych na rynku Żydów. Na liście tej mieli zostać umieszczeni Żydzi - komuniści, którzy aktywnie wspierali NKWD i władze oraz armię radziecką w czasie pierwszej okupacji sowieckiej. Na rynek spędzono także ich rodziny, według zasady ustalonej przez władze III Rzeszy, że mają oni być wytępieni w wielu pokoleniach. Polakom, w liczbie około 30 - 40, ściągniętym przymusowo na rynek, kazano też otoczyć i pilnować zebranych tam Żydów. Zewnętrzny pierścień tego okrążenia składał się z uzbrojonych po zęby żołnierzy niemieckich i Gestapo. Polakom oczywiście nie dano żadnej broni.

Przymusowe zaangażowanie grupy polskich mieszkańców Jedwabnego do nadzoru i konwojowania jedwabieńskich Żydów było celowym oraz przemyślanym działaniem Niemców, którzy podobnie jak wcześniej sowieci, robili co mogli, aby obie nacje ze sobą skonfliktować, według starożytnej zasady „dziel i rządź”. Był w tym jeszcze inny cel, którego osiągnięcie widziano w dalszej przyszłości. Niemcom chodziło o obarczenie Polaków częścią odpowiedzialności za eksterminację Żydów. Jak widać, to diaboliczne działanie do dziś wydaje swoje złe owoce. I nie chodzi tu tylko o trwające co najmniej od początku tego wieku wmawianie światu kłamstwa, że to Polacy wymordowali wszystkich swoich jedwabieńskich sąsiadów „starozakonnego” wyznania, ale też o dzisiejsze szerzenie, głównie poprzez niemieckie media, bezczelnego oszustwa o „polskich obozach koncentracyjnych”.

Wracając do relacji ks. Józefa Kęblińskiego: najpierw Niemcy wyznaczyli grupę około 40 młodych Żydów i kazali im rozebrać pomnik Lenina, wzniesiony za czasów pierwszej sowieckiej okupacji. Tę pamiątkę po wodzu światowego komunizmu rozkazali nieść do położonej za miastem niewielkiej stodoły. Konwojowanym Żydom, Niemcy nakazali śpiewać pieśń pt. „Myśmy winni tej wojny". Kiedy już doszli na miejsce, Żydzi zostali przymuszeni do wykopania sobie w stodole dołu śmierci, w którym po egzekucji ich pogrzebano. Razem z nimi pogrzebano pomnik Lenina, aby było wiadomo, że byli komunistami.

Po tej egzekucji Gestapo wróciło na rynek po ich rodziny (ks. Kębliński podaje tu liczbę około 160 osób). Kazano im się zbierać i poprowadzono do tej samej stodoły. Ksiądz Kębliński wcześniej, tego samego dnia, próbował się wstawiać za żydowskimi sąsiadami, błagając Niemców na posterunku żandarmerii, aby ich wypuścili. W odpowiedzi gestapowiec dowodzący akcją eksterminacji wyrzucił go za drzwi. Odważny kapłan błogosławił jeszcze ze schodów kościoła, za co mógł być ukarany śmiercią, Żydów wiedzionych na straszną egzekucję.

Ksiądz Józef Kębliński, nie był świadkiem spalenia Żydów, znał ją jedynie z opowiadań parafian. Natomiast tę tragedię własnymi oczami oglądała pani Hieronima Wilczewska (obecnie mieszka w USA), której zeznań niestety nie ma w materiałach śledztwa IPN. Na szczęście jej bardzo ważną relację udało się utrwalić m.in. Wacławowi i Elżbiecie Kujbidom twórcom dokumentu filmowego „Jedwabne – Naoczni Świadkowie – Spisane Świadectwa – Pominięte Fakty”. Wywiad z panią Hieronimą, podczas którego relacjonuje ona wydarzenia 10 lipca 1941 roku w Jedwabenm, jest również dostępny w internecie.

Hieronima Wilczewska w lipcu 1941 roku miała 8 lat, mieszkała z rodzicami we wsi Kucze Wielkie na terenie parafii Jedwabne. Pamiętnego 10 lipca uczestniczyła w organizowanej w kościele nauce przed Pierwszą Komunią Świętą. Po wyjściu z kościoła, jak mówi „ujrzałam jak gestapowcy gonią Żydów”. Z dziecięcej ciekawości przyłączyła się do mieszkańców, którzy obserwowali to wydarzenie, część z nich została przymuszona do konwojowania więźniów. Hieronima poszła wraz całym konwojem, aż do miejsca egzekucji, czyli stodoły, stojącej na obrzeżach miasteczka. Jak relacjonuje Wilczewska – Niemcy kazali wchodzić Żydom do środka, jednak niewielka stodoła, nie była w stanie pomieścić ich wszystkich. Dlatego jedni dosłownie wchodzili na głowy innym. Bestialscy gestapowcy dzieci wrzucali na samą górę tego ludzkiego stosu. Gdy już wszystkich wtłoczono do stodoły Niemcy zamknęli jej wrota, oblali ściany benzyną i budynek podpalili miotaczami ognia. „Od razu cała stodoła stanęła w płomieniach, a ludzie w niej zamknięci zaczęli przeraźliwie krzyczeć. Do dziś nie mogę zapomnieć tego strasznego krzyku” – mówi Hieronima Wilczewska.

Według jej relacji nie wszyscy uwięzieni w stodole spłonęli. Osoby, które były w środku ludzkiej ciżby, ocalały od zagłady w płomieniach - śmierci jednak nie uniknęły. „Nie spaleni Żydzi, kiedy popiół z nich opadł, siedzieli i tak się strasznie kiwali. Mieli poparzone ręce i twarze. Do dziś to widzę i się za nich modlę, bo strasznie cierpieli. Jednak w gestapowcach nie było dla nich litości, trzymali przy nich wartę jeszcze przez jakiś tydzień, nie dobili ich, czekali, aż wszyscy umrą z ran i głodu. Dopiero wówczas kazali ich na miejscu pochować” – relacjonuje drżącym głosem pani Wilczewska. Mówi również o tym, iż chciała umierającym Żydom podać wody, jednak kiedy tylko przekroczyła linię wyznaczoną przez niemieckich żołnierzy, „za kark” złapał ją gestapowiec i rzucił o ziemię mówiąc „patrz, bo wy Polacy będziecie następni”. Zapewne organizatorzy tej przerażającej egzekucji na Żydach, za jeden z jej celów mieli – tak przestraszyć Polaków, aby nie próbowali oni działalności konspiracyjnej, co, jak wiemy, zupełnie się Niemcom nie udało.

W wypowiedziach pani Hieronimy Wilczewskiej jest jeszcze jedna bardzo ciekawa informacja. Otóż mówi ona, że w czerwcu 1941 roku, czyli jeszcze przed zagładą Żydów, do jej rodzinnego domu przyszło kilku mężczyzn w cywilnych ubraniach („eleganckich garniturach” – jak podała), którzy zastrzelili jej ojca. Jest to bardzo zagadkowe zabójstwo. Kim byli jego sprawcy i dlaczego go dokonali? Opis zabójców i sposób ich działania pasuje do postaci polskich kryminalistów – egentów Gestapo, którzy, jak wynika z materiałów posiadanych przez IPN, przeprowadzili na ziemi łomżyńskiej co najmniej kilka podobnych egzekucji, m.in. w miejscowości Świdry – Awissa. Ofiarami byli przeważnie członkowie organizacji niepodległościowych.

Według relacji świadków m.in. ks. Józefa Kęblińskiego, nie wszyscy jedwabieńscy Żydzi zginęli podczas strasznej egzekucji w lipcu 1941. Kolejną ich grupę, liczącą około 100 osób, jeszcze latem 1941 r. Niemcy uwięzili w gettcie, uczynionym na rynku. Na początku listopada roku 1942 mieszkańców tego getta wywieziono do getta w Łomży, skąd pod koniec listopada trafili do obozu koncentracyjnego w Treblince.

Sprawą mordu Żydów w Jedwabnem po raz pierwszy zajął się Sąd Okręgowy w Łomży. Było to w roku 1949. Śledztwo w tej sprawie prowadzili funkcjonariusze UB. Jego faktycznym celem nie było ustalenie sprawców zabójstw, ale obciążenie osób związanych z podziemiem niepodległościowym winą i wysłanie ich do więzień. Przesłuchania podejrzanych odbywały się według UB-eckiej reguły – bij, aż powie co chcemy usłyszeć. Jeden z podejrzanych, Zygmunt Laudański, w czasie gdy Niemcy palili wyznawców judaizmu w stodole, przebywał w domu, więc nawet tego nie widział. Ale oczywiście dla przesłuchujących go UB-eków, nie przeszkadzało to oskarżyć Laudańskiego, wielokrotnie okrutnie bitego, o udział w zbrodni. Ostatecznie, po takim śledztwie, nawet komunistyczny sąd, większość z 22 oskarżonych, uniewinnił. Za udział w zbrodni skazał (najpierw na karę śmierci później zmienił to na więzienie) tylko jednego, Karola Bardonia, który był kryminalistą i niemieckim konfidentem, Podczas okupacji Niemcy uczynili go komisarycznym burmistrzem Jedwabnego. 9 osób skazano też na kary więzienia za pomocnictwo, m.in. wspomnianego Zygmunta Laudańskiego, który z tą zbrodnią nie miał nic wspólnego.

Nowe śledztwo w sprawie podjęła w roku 2000 prokuratura białostockiego oddziału IPN. Ustalono m.in. że wskutek zbrodni zginęło około 340 osób. Podczas ekshumacji odkryto szczątki pomnika Lenina i dwa doły śmierci, co potwierdza relację ks. Kęblińskiego o dwóch egzekucjach 10 lipca 1941 roku. IPN śledztwo ws. zbrodni w Jedwabnem zakończył ostatecznie w roku 2003 jego umorzeniem. Uzasadniono, że nie udało się znaleźć dowodów na udział w zbrodni, osób innych niż te osądzone już po II wojnie światowej, czyli głównie w roku 1949- 50. W podsumowaniu prowadzący śledztwo prokurator Radosław Ignatiew, podał że Niemcom należy przypisać organizację i kierownictwo zbrodni, jednak zdaniem prokuratury IPN, bezpośrednimi wykonawcami mordu było około 40 mężczyzn - Polaków z Jedwabnego i okolic.

Te ustalenia wywołały wiele kontrowersji, ponieważ relacje bezpośrednich świadków mordu na Żydach, wskazują wyraźnie na Niemców jako organizatorów i wykonawców tej strasznej zbrodni. W ostatnich latach nowi świadkowie (m.in. Hieronima Wilczewska) do tej pory nie przesłuchani przez prokuratorów, upublicznili swoje relacje, które potwierdzają tezę, że zbrodni w Jedwabnem dokonali Niemcy. Zaś kilkudziesięciu Polaków przymusili oni do pilnowania Żydów zgromadzonych na rynku oraz później podczas ich konwoju na miejsce zagłady.

Obecnie pojawił się nowy świadek - Antonina K. W poniedziałek 28 sierpnia br. prokurator IPN przesłuchał tę 89-letnią kobietę, która 10 lipca 1941, według doniesień medialnych, miała być naocznym świadkiem niemieckiego sprawstwa zbrodni popełnionej na Żydach w Jedwabnem. Prokurator nie ujawnia co zeznała, jednak pion śledczy białostockiego oddziału IPN postanowił, że nie ma podstaw, aby wszczynać nowe śledztwo.

Prokurator poinformował, że zeznania nie wnoszą do sprawy nic nowego. Czy jednak prokuratura białostockiego oddziału IPN, przed wydaniem tak stanowczego oświadczenia, nie powinna wpierw przesłuchać pani Hieronimy Wilczewskiej? Przecież jej relacja ukazuje w zupełnie nowym świetle okoliczności i sprawców zbrodni w Jedwabnem.

Adam Białous


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 03 gru 2017, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://forumemjot.wordpress.com/2017/1 ... jedwabnym/

Senator PiS profesor Jan Żaryn oficjalnie poparł wznowienie ekshumacji w Jedwabnym
Opublikowano 02/12/2017 by emjot

Obrazek

Od wielu lat kolportowane jest kłamstwo o polskiej odpowiedzialności za eksterminacje Żydów w Jedwabnym, która w rzeczywistości została dokonana przez Niemców z Einsatzgruppen po ataku na Rosję sowiecką w 1941, na terenach Polski okupowanych przez sowietów od 1939 roku.
Wbrew faktom zbrodnia ta przypisywana jest Polakom. — Kłamstwo to trwa między innymi dla tego, że ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński uniemożliwił przeprowadzenie ekshumacji. — Takie było życzenie Żydów.
Antypolskie kłamstwo o polskiej odpowiedzialności za mord na Żydach dziś służy do szkalowania Polski i Polaków, prawdopodobnie w celu wymuszenia na Polsce przekazania haraczu w wysokości 65 miliardów dolarów amerykańskim organizacjom żydowskim.
Za przeprowadzeniem ekshumacji w Jedwabnym oficjalnie wypowiedział się senator PiS profesor Jan Żaryn.
Profesor w swoim oświadczeniu stwierdził:
— „Jako historyk, ale także jako senator RP, — popieram starania Komitetu i osobiście dr Ewy Kurek, by wznowiono ekshumacje w Jedwabem przerwane decyzją polityczną w 2001 r.
O ile ówczesna decyzja mogła być zrozumiała z racji temperatury sporu wywołanej publikacją Jana T. Grossa, o tyle dziś jesteśmy już – i Polacy i Żydzi – spokojniejsi.
— Stać nas zatem, by poznać prawdę dotyczącą mordu z 1941 r. Ustalenia naukowców pomogą nam w sposób właściwy ustosunkować się do tej lawiny kłamstw i pomówień, które wobec braku wiedzy tylko tak można zakwalifikować, a w których dominuje niepotwierdzony pogląd o odpowiedzialności Polaków za zamordowanie 1600 Żydów i spalenie ich w stodole”.
______________________
Opracował Jan Bodakowski
26 listopada 2017

Za; http://prawy.pl/61641-senator-pis-profe ... jedwabnym/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /