Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 28 lip 2013, 12:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/3455-roczn ... i-mit-trwa

Rocznica mordu w Jedwabnem. ANTYPOLSKI MIT trwa
Jan Bodakowski wtorek, 09-07-13 12:24

Jak co roku rocznica masakry w Jedwabnem jest dla środowisk wrogich Polsce i Polakom okazją do szkalowania narodu polskiego. Warto więc co roku przypominać antypolskim siewcom nienawiści fakty związane z tą popełnioną w dniu 10 lipca 1941 r. przez niemieckich oprawców zbrodnią.

Sprawa pogromu Żydów w Jedwabnem jest znana większości osób z książki Grossa „Sąsiedzi”. Publikacja Grossa jest jednak stekiem bezczelnych kłamstw mających na celu oczernianie Polski i Polaków. W rzeczywistości w Jedwabnem Żydzi stali się ofiarą Niemców. Już dekadę temu mogli się o tym przekonać czytelnicy wydanego przez wydawnictwo Fronda zbioru artykułów naukowych na temat zbrodni. Wśród autorów tekstów na kartach „Jedwabne spór historyków wokół książki Jana T. Grossa "Sąsiedzi" znaleźli się: Paweł Machcewicz, Andrzej Żbikowski, Marek Jan Chodakiewicz, Sławomir Radoń, Tomasz Strzembosz, Piotr Gontarczyk, Bogdan Musiał, Marcin Kula, Norman Finkelstein, Thomas Urban, Bogdan Musiał.

Jak wynika z opublikowanych artykułów, Łomżyńskie z Jedwabnem było terenem dwu narodowym. W miastach mieszkali Polacy i Żydzi. Wsie w 100% był polskie, połowę mieszkańców wsi stanowiła szlachta zagrodowa - mająca taki sam status ekonomiczny jak włościanie, ale posiadająca silną świadomość narodową. Po agresji sowieckiej na Polskę w 1939 roku sowiecka propaganda, głoszona często ustami żydowskich agitatorów, była prowokacyjna i niedorzeczna – wbrew twierdzeniom sowietów w Łomżyńskiem nie było Ukraińców i Białorusinów do wyzwalania. Silna świadomość narodowa spowodowała żywiołowy rozwój polskiego podziemia w okupowanym przez sowietów Łomżyńskiem.

W dyskusji o Jedwabnem Gross i jego epigoni przemilczeli udział późniejszych żydowskich ofiar w sowieckim aparacie terroru po 17 września 1939 r. Żydzi w 1939 roku w Jedwabnem entuzjastycznie witali Armię Czerwoną. Entuzjazm Żydów był owocem ogromnej sympatii Żydów dla ZSRR i nienawiści do Polski.

Nie jest prawdą teza o strachu Żydów przed Niemcami, Niemcy byli sojusznikami ZSRR z którym Żydzi sympatyzowali. Żydzi na terenach okupacji niemieckiej usiłowali witać Niemców - Niemcy jednak nie życzyli sobie entuzjazmu Żydów. Żydzi w Jedwabnem natychmiast włączyli się w sowiecki aparat terroru, którego ofiara byli w Jedwabnem Polacy.

Żydzi w sowieckim aparacie terroru stosowali wobec prześladowanych Polaków: aresztowania, rekwizycje, więzienie. Żydzi tworzyli dla NKWD listy Polaków przeznaczonych do likwidacji - bezpośredniej i za pomocą deportacji, odzierali z dobytku i ubrań deportowanych Polaków, przejmowali miejsca pracy deportowanych Polaków. Żydzi zajmowali się rabunkiem i rekwizycją na rzecz sowietów - w czasie pierwszej okupacji Żydzi stanowili 70% sowieckich biurokratów, szerzeniem sowieckiej propagandy i agitacji. Pod sowiecką okupacją Żydzi nieustannie manifestowali swój triumf nad Polakami i entuzjazm dla okupanta, obelżywie traktowali Polaków, donosili na Polaków do NKWD.

Atak armii niemieckiej na ZSRR był dla Polaków wyzwoleniem od śmierci i tortur z rąk sowietów i ich żydowskich kolaborantów. Polacy mieli powody by czuć ulgę i radość z powodu końca sowieckich wywózek, mordów i prześladowań.

10 lipca 1941 r. akcją likwidacji Żydów w Jedwabnem, a także w Radziłowie i Tykocinie, kierował komisarz kryminalny Hauptsurmfuhrer Hermann Schaper. Schaper jak wielu innych zbrodniarzy nazistowskich po wojnie pozostał bezkarny - z braku wystarczających dla niemieckich sądów dowodów. Sprawą jego odpowiedzialności za zbrodnie podczas II wojny światowej w Łomżyńskiem zajmowała się niemiecka prokuratura w 1964 i 1965 oraz sądy w 1974 (w oparciu o dokumenty SS z archiwum MSW w Warszawie) i 1976 roku.

Odpowiedzialność Schepera za eksterminacje Żydów w Łomżyńskiem ustaliło Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu koło Stuttgartu na podstawie ustaleń z 1963r. z biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej. Żydzi z Radziłowa na zdjęciach rozpoznali Schapera.

Według świadków wydarzeń 10 lipca 1941 roku, dwa tygodnie po wkroczeniu Niemców i rozpoczęciu niemieckiej okupacji, do Jedwabnego przybyło 69 gestapowców i wielokroć więcej żandarmów niemieckich - zeznająca w procesie Polka dostała polecenie od Niemców przygotowania 69 porcji obiadowych dla gestapowców. Było to Einsatzkomando SS Zichenau Schrottersburg (Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów Płock).

Była to jedna z wielu akcji likwidacji Żydów - podobne miały miejsce w końcu czerwca w Wiznie, 5 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie leżącym 15 km od Jedwabnego, 10 lipca w Jedwabnem, w sierpniu w Łomży leżącej 18 km od Jedwabnego, 22 sierpnia w Tykocinie leżącym 30 km od Jedwabnego, 4 września w Rutkach leżących 20 km od Jedwabnego, Zambrowie leżącym 35 km od Jedwabnego. W wielu z tych miast Niemcy palili Żydów w stodołach. Ten sam schemat SS wykorzystywało w likwidacjach Żydów od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego - na Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii. W pogromach Niemcy starali się wykorzystać lokalny margines społeczny i antysemitów.

W Jedwabnem Niemcy spalili mniej niż 250 Żydów - około 150 w stodole - innych miejsc egzekucji nie znaleziono. By Żydzi nie uciekali z płonącej stodoły Niemcy strzelali do Żydów - świadczy o tym 100 łusek znalezionych przez IPN w maju 2001 w ruinach spalonej stodoły. Łuski po amunicji znalezione w Jedwabnem były łuskami do niemieckich karabinów Mauser z 1938 i niemieckich pistoletów Walter używanych przez niemieckich oficerów. Jedwabne nie było podczas II wojny światowej terenem walk jednostek niemieckich - łuski więc najprawdopodobniej pochodziły z masowego mordu.

Wbrew polskiemu prawu nie przeprowadzono jednak ekshumacji – zadbał o to ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński. Brak ekshumacji uzasadniano protestami społeczności żydowskiej, było to dziwne tłumaczenie, bo w miejscach zbrodni na Żydach ekshumacje przeprowadzono. Żołnierzom niemieckim w pogromie pomagali cywilni przedstawiciele niemieckich władz lokalnych Jedwabnego przywiezionych do Jedwabnego przez Niemców.

Niemcy usiłowali biciem i bronią palną zagonić Polaków do pilnowania Żydów na rynku w Jedwabnem - wielu Polaków pomimo grożącej śmierci z rąk Niemców uciekało z miasta by nie pomagać Niemcom. Polacy nie byli świadomi celów Niemców. Z rynku Niemcy zapędzili Żydów do stodoły i ich tam spalili. Polacy pomimo grożącej im i ich rodzinie karze śmierci, tylko w okupowanej Polsce Niemcy zabijali za pomoc Żydom, pomagali Żydom i ukrywali Żydów przed Niemcami.

Podczas powojennego procesu oskarżeni o mord w Jedwabnem twierdzili że podczas śledztwa byli torturowani przez komunistycznych śledczych. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winny i obciążenie innych odpowiedzialnością za mord. Sąd 10 spośród 22 oskarżonych uniewinnił, wydał 1 wyrok śmierci – zresztą niewykonany. 11 osób skazał na kilkunastoletnie wyroki choć uznano że byli terrorem przez Niemców zmuszeni do pilnowania Żydów. Wymuszone przez UB zeznania były tak niewiarygodne że komunistyczny sąd uznał je za niewystarczający dowód. Sąd apelacyjny z pośród 12 skazanych 2 uniewinnił. Niewątpliwymi zbrodniarzami byli przywiezieni przez Niemców polskojęzyczni kolaboranci Marian Karolak (komisaryczny burmistrz z nadania niemieckiego okupanta) i Karol Bardoń (niemiecki żandarm, volksdeutsch, funkcjonariusz niemieckiej policji pomocniczej zajmującej się aresztowaniem Polaków).

Jan Bodakowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 01 wrz 2013, 13:13 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie


Jedwabne - ostatni świadek. Mordu przypisywanego Polakom przez I P N Oddz. Białystok i rzeszy Żydów dokonali w Jedwabnem: Herman Schaper, kapitan żandarmerii Niemieckiej wspomagany swoim oddziałem i 40 cywilami z obywatelstwem III-ej Rzeszy. Nadzorował ten mord Waldemar Macholl, Żyd niemiecki o polskich korzeniach / prawdziwe nazwisko Matchpalowski / a benzyna lotnicza pochodziła z ośrodka szkoleniowego Luftwaffe.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 23 wrz 2013, 10:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/content/jedwabne-dla-dociekliwych

Jedwabne dla dociekliwych
obiboknawlasnykoszt@tlen.pl, 19 sierpnia, 2013 - 02:00

Teksty zażaleń i wniosków o rewizję skazanych za mord w Jedwabnem braci Laudańskich, można to sobie poczytać. Wyłania się z tego trochę(?) inny od oficjalnego obraz, ale jakże podobny do "procesów" tamtych lat. Bicie, tortury, wymuszanie zeznań, tępienie ludzi z patriotyczną kartą, a nawet więźniów obozów koncentracyjnych. Fałszywe zeznania lewych "świadków", sądowe nadużycia. Cała wczesna PRL, która powolutku zaczyna znów przypełzać, ubrana w szatkę III RP pełna frazesów o "mowie miłości", "tępieniu faszyzmu" i "europejskich standardach".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Nawet czytając urywki nie można oprzeć się wrażeniu, że był to jeszcze jeden proces "na zamówienie", a nasi kochani dzisiejsi przywódcy przepraszają za wyczyny Niemców i Sowietów w celu... no właśnie, w jakim celu?

ZA:
http://xiezyc.blogspot.com/2012/12/jedw ... ch-cd.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 28 paź 2013, 14:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/09/22 ... i-swiadek/

Jedwabne – ostatni świadek
Posted by Marucha w dniu 2013-09-22 (niedziela)

Obrazek

Pogrom w Jedwabnem – …masowe zabójstwo żydowskich mieszkańców miasta Jedwabne i okolic, dokonane przez grupę co najmniej 40 polskich mieszkańców tego miasta z inspiracji niemieckiej… – Tak mówi wikipedia którą lubi posługiwać się miłościwie nam panujący namiestnik, a jaka jest prawda?
Trudno jest zmieścić 1600 osób w stodole, a ekshumacja ujawniłaby to oszustwo. Dziury w czaszkach od niemieckich kul ukazałyby kto w rzeczywistości urządził ten pogrom.
Widocznie polskim władzom nie na rękę jest ujawnienie prawdy o Jedwabnem, bo nie pracują dla własnego narodu, ale dla tego kto więcej płaci!

Obrazek
Prezydent Kwaśniewski w Jedwabnem w 2001-roku


Prezydent, żyd z pochodzenia, ze zmienionym nazwiskiem na Kwaśniewski (Stolzman), udający Polaka, przepraszał żydów w imieniu Polaków, a przyszły prezydent zatrzymał ekshumację grobu w Jedwabnem, bo żydzi podnieśli larum.
Dlaczego żydzi maja taka władze w Polsce? Dlaczego żydzi mogli podnieść głos i zabronić archeologom polskim ustami Lecha Kaczyńskiego (wtedy pełniącego funkcje prokuratora generalnego) odkopania ofiar i ukazania prawdziwej ilości osób zamordowanych w stodole?
Dlaczego kręcone są w Polsce filmy szkalujące Polaków, oraz wydawane książki mówiące nieprawdę. Jak ogromne pieniądze są w to zaangażowane. Wydaje się na ten cel miliony dolarów, ale przyszły zysk jest liczony w miliardach.
http://www.hotmoney.pl/Zydzi-chca-od-Po ... nie-a26542

Zachęcam do zobaczenia wypowiedzi naocznego świadka tamtych wydarzeń, a komentarze pozostawię dla oglądających.

Reż. Bohdan Poręba rozmawia z Jerzym Laudańskim, ostatnim świadkiem zbrodni
w Jedwabnem.
http://www.youtube.com/watch?v=MwmNek5vKwY

http://niezaleznemediapodlasia.pl/jedwa ... i-swiadek/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 31 paź 2013, 11:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/4259/jedwabn ... k-historii

JEDWABNE - ŚWIADEK HISTORII
wacur, 22 września, 2013 - 17:10

Obrazek
Hieronima Wilczewska


Telewizja Niezależna Polonia dotarła do żyjącego, naocznego świadka niemieckiej zbrodni w Jedwabnem 10 lipca 1941. Pani Hieronima Wilczewska którą ekipa TV Niezależna Polonia odwiedziła we wrześniu 2013 w New Britain, stan Connecticut, USA, w dniu zbrodni w Jedwabnem miała 8 lat. W ciągu 6 dni, przechodząc wielokrotnie lub przystając obok stodoły która stała się miejscem kaźni Żydów z Jedwabnego, pani Hieronima była naocznym świadkiem niemieckiego mordu, tragedii i konania tych ludzi co ciągnęło się przez kilka dni. Zapędzonym przez SS i Gestapo do stodoły Żydom kazano wchodzić i układać się warstwami na sobie z powodu braku miejsca. Niemcy wrzucali następnie małe żydowskie dzieci na sama góre .
Następnie, Niemcy oblali benzyną i podpalili z miotaczy ognia budynek. W ten bestialski sposób zamordowano większość, ale nie wszystkich. Ludzie, znajdujący się na dole, żyli jeszcze przez kilka dni. Pani Hieronima zapamiętała jak kiwali się godzinami, w beznadziejnej rozpaczy, poparzeni i spowici popiołem ze swoich spalonych współbraci, często członków swoich rodzin, z górnych warstw.
Gestapo i SS przez te kilka dni trzymało dookoła stodoły uzbrojone warty, pilnując aby nikt z żyjacych jeszcze jakimś cudem Żydów nie wydostał się ze stodoły oraz uniemożliwiając ludności Jedwabnego przynoszenia im wody czy pożywienia. Po kilku dniach, kiedy wszyscy zmarli z głodu, wycieńczenia czy ran, Niemcy zakopali wszystkie zwłoki na miejscu swojej zbrodni.
Przypisywanie polskim, rzekomo mogącym mieć wtedy jakikolwiek wpływ na cokolwiek dookoła siebie, samej tylko możliwości dokonania zbrodni w tym miasteczku w roku 1941, a więc w czasie trwania na całym terytorium okupowanej przez Niemców Polski totalnej, niemieckiej kontroli i totalnego, bezwzględnego niemieckkiego terroru, jest takim samym absurdem jak rozgłaszanie kłamstw o “Polskich Obozach Koncentracyjnych” na terenach tejże, okupowanej przez Niemców Polski.
Wszystkie osoby które, czy to w Polsce, W Kanadzie, W USA czy gdziekolwiek na świecie do dzisiaj uczestniczą w manipulacji i fałszowaniu historii na temat Jedwabnego czy też innych, podobnych konfabulacji, biorą na siebie - również wobec tych nieżyjących już, niewinnych ofiar tej jednej z tysięcy podobnych niemieckich zbrodni w Posce - odpowiedzialność za współudział w ukrywaniu prawdziwych sprawców tego ludobójstwa oraz odpowiedzialność za współudział w mataczeniu i uniemożliwieniu przeprowadzenia rzetelnego śledztwa wokół tej zbrodni, uniemożliwieniu sprawiedliwego jej osadzenia i uniemożliwieniu napiętnowania, potępienia i ukarania jej prawdziwych sprawców. Choćby i - po latach - symbolicznego, ku pamięci i dla sprawiedliwości przelanej tam niewinnie krwi.
Zbrodnia w Jedwabnem, w 1941 roku na terenie okupowanej przez Niemców Polski, została dokonana przez Niemców, z ich inicjatywy i pod ich całkowitą kontrolą, jak tysiące podobnych zbrodni niemieckich w Polsce i bez jakiegokolwiek udziału sprawczego jakiegokolwiek Polaka.
Jest rzeczą fizycznie niemożliwą, aby w spowitej terrorem okupowanej Polsce, gdzie na przykład chociażby tylko za samo posiadanie odbiornika radiowego, można było stracić życie w więzieniu, aby polska cywilna ludność miasteczka mogła mieć przy sobie broń, miotacze ognia czy też mogła zorganizować i przeprowadzić na własną rękę jakąkolwiek akcję zbrojną czy pacyfikacyjną bez wiedzy i kontroli Niemców. Osoba propagująca takie absurdy wystawia tylko świadectwo albo o poziomie swojej wiedzy albo wręcz o złej woli lub też o chęci fałszowania historii z sobie tylko wiadomych pobudek i powodów.
Na wszystkie okupowane przez Niemców kraje, jedynie w Polsce istniała bezwzględna kara śmierci za jakąkolwiek pomoc udzielaną osobom pochodzenia żydowskiego. Kara ta egzekwowana była natychmiast, najczęściej bez sądu i to nie tylko w stosunku do osoby złapanej na udzielaniu takiej pomocy, ale również w stosunku do całej rodziny takiej osoby. Innymi słowy, cała taka rodzina była stawiana przez Niemców pod mur i natychmiast rozstrzeliwana.
W tym kontekście pomocą w okupowanej przez Niemców Polsce była jakakolwiek pomoc, rozumiana w jak najszerszym tego słowa znaczeniu. Począwszy od przechowywania Żydów w ukryciu a skończywszy na dostarczaniu im ubrania, wody czy pożywienia.
Było to obowiązujące prawo i kary te były wykonywane na Polakach z najwyższą surowością. Z tego powodu w Polsce zginęła rozstrzelana przez Niemców nie tyko rodzina Ulmów czy Baranków ale wiele tysięcy Polaków i członków ich polskich rodzin, których przyłapano na pomocy swoim współbraciom pochodzenia żydowskiego.
Holocaust. W okupowanej przez Niemców Polsce, Niemcy zgładzili, w większości bestialsko mordując, ponad 5 milionów ludzi, w tym ponad 2.5 miliona obywateli polskich, pochodzenia żydowskiego.
Zagładzie w niemieckich koncentracyjnych obozach zagłady oraz w wyniku najróżniejszych form terroru i represji podlegali również Polacy, nie będący pochodzenia żydowskiego, których wymordowano ponad 2 miliony.
Warto raz jeszcze podkreślić, że zamordowani w Polsce przez Niemców Żydzi, byli obywatelami polskimi.
Polska, począwszy od XIII wieku a poprzez wiek XVI, XVII i XVIII dawała schronienie narodowi żydowskiemu, który chronił się tam, emigrował i uchodził przed wieloma historycznymi pogromami i prześladowaniami przez wieki z wielu krajów Europy i świata, asymilując się w Polsce, w niezwykle sprzyjających dla niego warunkach.
Naród ten w Polsce, przez te stulecia, wyróżniany był przez jej władców i włodarzy wieloma przywilejami włącznie z ustanowieniem własnego, sejmowego przedstawicielstwa.
W efekcie tego, w momencie wybuchu II Wojny Światowej, polska ludność pochodzenia żydowskiego stanowiła 10 % całej populacji Rzeczypospolitej (ponad 3 miliony osób).
I tenże fakt istnienia największego europejskiego skupiska Żydów, właśnie na okupowanym przez Niemców terytorium Polski, stanowił powód do lokalizacji w Polsce właśnie, a nie gdzie indziej, niemieckich koncentracyjnych obozów zagłady. To też był jedyny powód dla którego Holocaust Żydów odbył się na ziemiach polskich i to wyłącznie z decyzji, winy i za wyłącznym sprawstwem III Rzeszy Niemieckiej oraz bez jakiegokolwiek sprawczego udziału jakiegokolwiek Polaka.
Do dnia dzisiejszego, na ogólnie 24 356 odznaczonych na całym świecie osób,
ponad 6339 Polaków zostało odznaczonych najwyższym odznaczeniem cywilnym państwa Izrael, medalem jerozolimskiego Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem - "Sprawiedliwy wśród narodów świata".
Odznaczenie to jest najwyższym cywilnym odznaczeniem Izraela przyznawanym osobom za udokumentowaną pomoc Żydom z narażeniem własnego życia.
Oznacza to, że państwo Izrael uznało, że spośród wszystkich narodów świata i na całym światowym terytorium wojny którą prowadziła III Rzesza Niemiecka, aż 26 % ze wszystkich udokumentowanych i uwieńczonych sukcesem wysiłków w ratowaniu Żydów z narażeniem swojego i swoich rodzin życia, dokonane zostało przez Polaków.
Dodajmy, że liczba owych ponad 6 tysięcy odznaczonych Polaków jest przy tym symboliczna. Łączną liczbę Polaków zaangażowanych w konspiracyjną pomoc Żydom w okupowanej Polsce, historycy szacują na blisko dwa miliony osób. Dla przykładu - aby pomoc jednej, jedynej osobie pochodzenia żydowskiego w okupowanej przez Niemców i w spowitej terrorem Polsce była w ogóle możliwa i przynosiła efekty, w taką pomoc zaangażowanych musiało być w konspiracji - oraz ponosić związane z tym najwyższe ryzyko utraty życia - łącznie około 20 osób.
Jako jedyne z okupowanych państw, tak zorganizowane w czasie II Wojny Światowej Polskie Państwo Podziemne jak i Polska Armia Podziemna, również jako jedyna w całej okupowanej Europie i Azji, powołały oficjalne struktury administracyjne, finansowe i organizacyjne mające na celu pomoc i ochronę ludności pochodzenia żydowskiego w okupowanej przez Niemców Polsce.
Pomoc ta, karana na Polakach, w tysiącach przypadków przez Niemców uwięzieniem, bestialskimi torturami i utratą życia, była zorganizowana perfekcyjnie i z wszystkimi możliwymi na ten czas niewoli i terroru środkami.
Począwszy od Referatu Żydowskiego powołanego specjalnie w tym celu w Wydziale Informacji Polskiej przez Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej konspiracyjnej Armii Krajowej, poprzez Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom a skończywszy na Żegocie, czyli oficjalnie powołanej Radzie Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj.
Dodajmy, że wszystko to powstawało z inicjatywy, pod pieczą i było organizowane, administrowane i wykonywane z narażeniem życia przez konspiracyjne struktury Polskiego Państwa Podziemnego i podziemnej Armii Krajowej (tak, tak - tejże samej "antysemickiej" według niektórych dzisiejszych krajowych i zagranicznych "gazet", "opracowań naukowych", "historyków", "dziennikarzy" czy też według propagandy przedstawionej przez Telewizję Niemiecką ZDF w serialu
"Unsere Mutter, unsere Vater" Armii Krajowej).
To na rozkaz Polskiego Państwa Podziemnego oraz Polskiej Armii Podziemnej tacy bohaterowie konspiracyjnej Polskiej Armii Podziemnej jak rotmistrz Pilecki, przenikali dobrowolnie do niemieckich koncentracyjnych obozów zagłady aby udokumentować masową eksterminację ludności polskiej oraz bestialską zagładę Żydów. Następnie, wysiłkami tegoż Państwa i Armii Podziemnej, opracowano raport z tejże eksterminacji i przerzucono tajnymi kanałami łączników AK (Jan Nowak-Jeziorański, Jan Karski) na Zachód, alarmując wszystkie państwa alianckie o ogromie i bestialstwie dokonywanych zbrodni na Żydach w Polsce.
Raport ten, znany pod nazwą "The Mass Extermination of Jews in German Occuppied Poland" zaprezentowany został oficjalnie wszystkim państwom świata na forum Ligi Narodów w Waszyngtonie 10 grudnia 1942 oraz następnie, osobiście prezydentowi USA, Franklinowi Roosevelt.
Wszystko to zostało wtedy przez przywódców tychże państw, jak i przez narody żyjące w tych państwach, całkowicie zignorowane.
Więcej w dokumencie filmowym: "Muzeum AK w Krakowie"
http://www.tvniezaleznapolonia.org/muze ... -krakowie/

Powtórzmy raz jeszcze:
Przypisywanie polskim, rzekomo mogącym mieć wtedy jakikolwiek wpływ na cokolwiek dookoła siebie, samej tylko możliwości dokonania zbrodni w tym miasteczku w roku 1941, a więc w czasie trwania na całym terytorium okupowanej przez Niemców Polski totalnej, niemieckiej kontroli i totalnego, bezwzględnego niemieckkiego terroru, jest takim samym absurdem jak rozgłaszanie kłamstw o “Polskich Obozach Koncentracyjnych” na terenach tejże, okupowanej przez Niemców Polski.
Wszystkie osoby które, czy to w Polsce, W Kanadzie, W USA czy gdziekolwiek na świecie do dzisiaj uczestniczą w manipulacji i fałszowaniu historii na temat Jedwabnego czy też innych, podobnych konfabulacji, biorą na siebie - również wobec tych nieżyjących już, niewinnych ofiar tej jednej z tysięcy podobnych niemieckich zbrodni w Posce - odpowiedzialność za współudział w ukrywaniu prawdziwych sprawców tego ludobójstwa oraz odpowiedzialność za współudział w mataczeniu i uniemożliwieniu przeprowadzenia rzetelnego śledztwa wokół tej zbrodni, uniemożliwieniu sprawiedliwego jej osadzenia i uniemożliwieniu napiętnowania, potępienia i ukarania jej prawdziwych sprawców. Choćby i - po latach - symbolicznego, ku pamięci i dla sprawiedliwości przelanej tam niewinnie krwi.

Podsumowanie.
Naród polski, szkalowany dzisiaj i perfidnie oskarżany przez niektóre "autorytety", "gazety", "opracowania naukowe", przez niektórych "historyków" i "dziennikarzy" o zbrodnie które popełnił bądź niemiecki, bądź sowiecki, bądź wreszcie zwyrodniały i przestępczy, rodzimy komunistyczny okupant, naród ten w czasie II wojny światowej poniósł największe ze wszystkich narodów i państw straty biologiczne (na każdy tysiąc mieszkańców zamordowano lub zginęło 220 osób), materialne (ponad 16,9 mld dolarów) i kulturowe (2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych, pozostałe 2/5 zrabowanych przez obu okupantów).
W wyniku jałtańskiej zdrady "alianckich" mocarstw Polska musiała również odstąpić Związkowi Radzieckiemu 48% swojego terytorium, tracąc na wschodzie około 178 000 km².
Na owych terenach bezpowrotnie zniszczono, zrabowano bądź zrównano z ziemią niezliczoną ilość zabytków polskiej architektury, historii narodowej i kultury. Na utraconych Kresach Rzeczypospolitej nacjonaliści ukraińscy bestialsko wymordowali dodatkowo ponad 200 000 niewinnej, cywilnej ludności polskiej, zrównując z ziemią tysiące rdzennie polskich od wieków miast, miasteczek i wsi.
Naród polski, jako jedyny spośród poszkodowanych II Wojną Światową narodów nie dostał za te wszystkie biologiczne, materialne, obszarowe i kulturalne straty żadnego odszkodowania.
Na dodatek tego, wiele ze zrabowanych przez Niemców czy Rosjan polskich zabytków, dzieł sztuki czy wreszcie cennych przedmiotów użytku codziennego spotkać można do dzisiaj w galeriach, muzeach, bibilotekach świata lub też stanowią cenne “nabytki” wykwintnych, prywatnych kolekcji w wielu punktach naszego globu.
Również wiele potężnych, światowych i słynnych fortun, zarówno prywatnych jak i korporacyjnych, zapoczątkowanych zostało tym zrabowanym i nigdy nie oddanym, polskim majątkiem.
Kto wie, może i dzisiaj, przez przypadek, w prywatnym zaciszu owych "autorytetów", "naukowców", "historyków", "dziennikarzy" czy też "reżyserów telewizyjnych i filmowych", którzy tak chętnie "zapominają" że w okupowanej Polsce II Wojny Światowej jak i potem, w czasie komunistycznej okupacji Polacy nie mieli absolutnie w swoim własnym kraju nic do powiedzenia, może i tam również znajdują się jeszcze przedmioty, meble, obrazy czy biżuteria które znikały rabowane tysiącami, milionami z polskich mieszkań, domów, kamienic, dworów czy z pałaców a których, do dzisiaj, pełno jest rozsianych wszędzie, po całym świecie.
Według niedokończonego śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, najprawdopodobniejszym sprawcą i wykonawcą zbrodni w Jedwabnem, tak jak i w sąsiednich okolicach był oddział Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg (Ciechanów - Płock), który to oddział otrzymał rozkaz przeprowadzenia "czystki" w Łomżyńskiem. Dowódcą tego oddziału był urodzony 12 sierpnia 1911 roku w Strassburgu, w Alzacji Hauptsturmführer SS Hermann Schaper, (członek SS nr 3484) a późniejszy komisarz policji kryminalnej III Rzeszy, który wsławił sie okrucieństwem w dowodzeniu i braniu udziału w egzekucjach ludności zarówno żydowskiej jak i polskiej w Wiznej, Wąsoszy, Radziłowie, Jedwabnym, Łomży, Tykocinie , Rutkach, Piątnicy, Zambrowie, na terenach Związku Radzieckiego i gdzie indziej.
Ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem po wojnie w Niemczech został wreszcie w "procesie gestapo" w roku 1976 postawiony przed sądem w mieście Giessen w Hesji którego werdykt stwierdził ostatecznie, że Schaper oraz czterech innych członków komando SS Zichenau- -Schröttersburg winni są "współudziału w mordzie na Polakach i Żydach" na terenie wiosek i miasteczek powiatu łomżyńskiego. Wyrok sześciu lat więzienia został niestety odrzucony z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego, po apelacji adwokata Schapera przez następną instancję Trybunału Federalnego w Karlsruhe.
Również i późniejsza próba śledztwa Instytutu Pamęci Narodowej, łącznie z przesłuchaniem SS-mana w 2002 roku w Niemczech przez prokuratora Komsji Rejonowej IPN w Białymstoku Radosława Ignatiewa, utknęła w martwym punkcie z powodu zaprzeczania winy i złego stanu zdrowia oskarżonego.
SS Hermann Schaper zmarł, mając lat dziewięćdziesiąt kilka lat, nie ukarany za swoje zbrodnie i dożywając spokojnie swojego życia w Niemczech, jak tysiące jemu podobnych zbrodniarzy niemieckich.
Według niektórych źródeł, pełna dokumentacja zbrodni Hermanna Schapera oraz jego Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg została przechwycona w czasie wojny przez Rosjan i znajduje się zarówno w posiadaniu IPN jak i historyków izraelskich, którzy swego czasu badali wnikliwie zbrodnie tego oddziału.

Wiecej na:
http://www.tvniezaleznapolonia.org/jedw ... -historii/
http://www.tvniezaleznapolonia.org/

Wacław Kujbida
Ottawa, wrzesień 2013


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 14 lis 2013, 13:24 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
http://ww2.senat.pl/k4/DOK/sten/090/22.HTM

W informacji o działalności Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przekazanej senatorom, na stronie 33 między innymi podano, że w toku obecnie prowadzonego śledztwa po przesłuchaniu czterdziestu dwóch świadków „przyjąć można, że w zbrodni tej czynnie uczestniczyli polscy mieszkańcy Jedwabnego, głównie młodzi mężczyźni w liczbie około 40, współdziałający z obecnymi na miejscu zdarzeń ośmioma niemieckimi żandarmami. Ustala się także, czy i w jakim zakresie w zbrodni tej mogło uczestniczyć kilkuosobowe komando gestapo z Ciechanowa.”

we wrześniu 1939 r. w Jedwabnem wytworzył się silny ruch oporu, który uformował się z uczestników podwarszawskich szkół wojskowych. We wrześniu 1939 r. Jedwabne zajęli Niemcy, a następnie odstąpili je Rosjanom. Po wejściu Rosjan natychmiast z urzędów zwolniono Polaków i wszystkie urzędy, łącznie z miejskim, obsadzili Żydzi. Otrzymali oni od Rosjan broń i utworzyli miejscową milicję. Sporo młodych Żydów wstąpiło do NKWD, do Komsomołu, do partii bolszewickiej. W Jedwabnem Żydzi utworzyli listę Polaków do wywózki na Sybir i bezpośrednio ją nadzorowali. Komisarz spod Moskwy, zapytany przez Polkę wytypowaną wraz z rodziną do wywózki, skąd zna szczegóły dotyczące liczby osób w jej rodzinie, skąd wie, że posiada konia i wóz, na który mają się załadować, odpowiedział: To nie my przywieźliśmy ze sobą swoje sobaki, to wy macie tu swoich iwrejów.

Żydzi odegrali szczególną rolę w ujawnieniu i rozbiciu polskiego ruchu oporu przez NKWD i Armię Czerwoną. Doszło do walki, w której zginęli partyzanci i enkawudziści. Doszło do aresztowania księdza Szumowskiego związanego z ruchem oporu. Został on wywieziony do Mińska Białoruskiego i rozstrzelany.

Według informacji zawartych w wydanym przez MON w 1974 r. dzienniku wojennym generała pułkownika Franza Haldera, w tomie trzecim, zatytułowanym „Od kampanii rosyjskiej do marszu na Stalingrad, 22.06.1941 r. – 29.09.1942 r.”, gdy Niemcy uderzyli na ZSRR w czerwcu 1941 r., za Białymstokiem wytworzył się stały front. Niemcy otoczyli jednostki NKWD. W dwóch kotłach prawdopodobnie znalazło się od sześćdziesięciu do stu jednostek NKWD, wśród których Wehrmacht zidentyfikował kilkadziesiąt żydowskich jednostek NKWD. Po napaści Niemców na ZSRR Stalin ogłosił tak zwaną wojnę Związku Radzieckiego. Wezwał wszystkie narody Związku Radzieckiego by, jeśli gdziekolwiek spotkają Niemców, prowadzili z nimi bezwzględną walkę. W ten sposób Stalin przeniósł walkę z armii regularnych na cywilów. Stalin wezwał też między innymi wszystkich przyjaciół i sympatyków Związku Radzieckiego do włączenia się do tej walki. Dla Niemców stało się oczywiste, że na tyłach ich frontów utworzy się partyzantka z tych niedobitków rosyjskich i żydowskich, które przedarły się przez kotły.

Po obławie Żydzi powrócili do swoich miejscowości, między innymi do Jedwabnego. Wehrmacht, który zidentyfikował Żydów w kotłach, postanowił wziąć odwet na tych Żydach, którzy pochodzili z danych miejscowości, byli w armii radzieckiej lub w NKWD i walczyli ramię w ramię z komunistami. Oddział białostocki Wehrmachtu wezwał szybko Himmlera na naradę, na której postanowiono, że w lipcu i sierpniu zostaną rozstrzelani wszyscy Żydzi związani z NKWD i biorący udział w walce z Niemcami. Niemcy zaplanowali wybicie od czterdziestu do pięćdziesięciu młodych Żydów w każdej większej miejscowości, a następnie wyniszczyć ich do trzeciego pokolenia przez spalenie ich rodzin.

W Białymstoku ustalono miejscowości, z których wywodzili się Żydzi zidentyfikowani w kotłach. Było to między innymi Jedwabne. Z Prus Wschodnich do Związku Radzieckiego w kierunku Białegostoku postępowały tak zwane oddziały porządkowe, czyli oddziały do niszczenia ludzi. Było to pięć grup gestapo. Pierwsza grupa miała za zadanie rozstrzelać wszystkich sekretarzy partii komunistycznych bez względu na narodowość. Druga z tych grup miała za zadanie walczyć z tak zwanymi maruderami, to znaczy z uciekinierami z wojska, ludźmi niezameldowanymi, szpiegami, wałęsającymi się.

10 lipca 1941 r. rano do Jedwabnego zjechały trzy grupy gestapo. Pierwsza grupa to oddziały szturmowe SA, druga to jednostki zmotoryzowane NSDAP-NSKK i trzecia to przysposobienie lotnicze NSPK spod Ciechanowa. Były to jednostki lotnicze w błękitnych mundurach, świadomie lub nieświadomie mylone przez Grossa w jego książce z polską policją granatową. Jednostki lotnicze podlegały pod Ericha Kocha, który stacjonował w Królewcu i rządził całymi Prusami Wschodnimi.

Tego tragicznego dnia jednostki gestapo otoczyły Jedwabne i spędzono na rynek wszystkich Żydów, także kobiety i dzieci. Kazano im rozebrać pomnik Lenina. Gdy zaczęto rozbierać pomnik, ksiądz Kembliński zrozumiał, że Żydzi są śmiertelnie zagrożeni. Udał się na posterunek żandarmerii z prośbą, by darowano życie choćby niewinnym kobietom i dzieciom żydowskim. W odpowiedzi usłyszał: Tam, gdzie stanęła stopa niemiecka, nie ma prawa żyć taki Żyd i z okrzykiem „raus” został wypędzony z posterunku.

Popiersie Lenina z rozebranego pomnika Niemcy kazali nieść około czterdziestu młodym Żydom w kierunku stodoły. Resztę Żydów ustawiono za nimi.

Jak mówią świadkowie, pędzonych Żydów mogło być w granicach stu sześćdziesięciu, dwustu osób. Po obu stronach orszaku żandarmi pod przymusem rozstawili Polaków i fotografowali ich na tle pędzonych Żydów. Użytych do konwojowania orszaku żydowskiego Polaków Niemcy odprawili około 200 m przed stodołą, na wysokości obecnej ulicy Krasickiego. Prawdopodobnie trzech Polaków nie wycofało się i zginęło w stodole razem z Żydami.

Młodym Żydom, niosącym popiersie Lenina, żandarmi nakazali wykopać w stodole dół, a po sprawdzeniu nazwisk i odczytaniu rozkazu przez Żyda Macpołowskiego w stopniu kapitana gestapo zostali rozstrzelani przez Niemców. Następnie do stodoły Niemcy wpędzili pozostałych przypędzonych z rynku Żydów, czyli rodziny i krewnych do trzeciego pokolenia Żydów rozstrzelanych wcześniej. Niemcy benzyną lotniczą oblali dookoła stodołę, otoczyli ją kordonem i podpalili. Według relacji świadków, nikt nie miał szans uciec ze stodoły.

Następnego dnia z rozkazu Niemców Polacy pogrzebali zamordowanych Żydów w obu zbiorowych mogiłach. Do jednej z nich wrzucono popiersie Lenina. Ciała zamordowanych Żydów, zgromadzone w postaci piramidy, Polacy zastali w jednym rogu stodoły – według świadków na klepisku leżało jedno lub dwa ciała. Nie były one zwęglone. Jak wynika z „Dziennika wojennego” Franza Haldera, Żydzi w stodole nie zginęli jako Żydzi, lecz jako komuniści i rodziny tych komunistów – na podstawie wyroku wydanego przez Wermacht w Białymstoku i odczytanego im przed śmiercią przez Żyda-gestapowca. Dla Żydów Niemcy przeznaczyli inną śmierć: poprzez getto. Getto w Jedwabnem Niemcy utworzyli 11 lipca 1941 r. Zamknęli w nim około stu, stu trzydziestu Żydów, przetrzymywali ich do listopada, po czym przewieźli do Łomży, następnie do Treblinki i tam stracili.

Masakra w Jedwabnem była zorganizowana i przeprowadzona przez Niemców, a nie przez Polaków. Polacy byli zmuszeni przez gestapo do identyfikacji rodzin spokrewnionych z Żydami-komunistami. Pod lufami karabinów niemieckich, bici kolbami, Polacy byli zmuszeni do wyprowadzenia Żydów z domów i konwojowania ich na rynek. Tym, którzy uważają, że Polacy nie musieli tego wykonać, należy przypomnieć tragiczną sytuację Calela Perechodnika, który jako żydowski policjant w podwarszawskim getcie, zmuszony przez Niemców, wysyłał transporty Żydów do Treblinki, w tym własną rodzinę.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 18 mar 2014, 21:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/01/14/ja ... lok-zydow/

Jan Bodakowski: …Decyzje Kaczyńskiego uzasadniano tym, że judaizm nie pozwala na ekshumacje zwłok Żydów…
14 STY 2014 O 13:21

Prace archeologiczne mające na celu odnalezienie archiwum Bund kolejny raz podważają zasadność zablokowania ekshumacji w Jedwabnym przez Lecha Kaczyńskiego
Jan Bodakowski

W 2001 roku Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości, a pani Juńczyk-Ziomecka (w latach 2006 – 2010 podsekretarz i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego), była dyrektorem do spraw rozwoju Muzeum Historii Żydów Polskich. Po jej telefonie Lech Kaczyński przybył na wielogodzinne rozmowy do Muzeum, po których zdecydował o zablokowaniu ekshumacji w Jedwabnym. Decyzja Kaczyńskiego niewątpliwie ostatecznie przekreśliła możliwość obalenia promowanej przez Grossa kłamliwej antypolskiej wersji wydarzeń w Jedwabnym. Decyzje Kaczyńskiego uzasadniano tym, że judaizm nie pozwala na ekshumacje zwłok Żydów. Dwanaście lat później, podczas prac archeologicznych, prowadzonych w warszawskim parku Krasińskich, mających na celu odnalezienie archiwum Bund (niezależnej od sowietów ale sojuszniczej wobec ZSRR najsilniejszej komunistycznej partii Żydów) nikt nie widzi nic złego w ekshumowaniu szczątków Żydów. Ot taka logika talmudyczna.
W części parku (niedostępnego dla Warszawiaków, i zmyślnie otoczonego nowym wykutym kilkumetrowym parkanem) leżącej przy ulicy Świętojerskiej, prowadzone są zaawansowane prace archeologiczne. W trakcie ich prowadzenia, w odkopanych ruinach kamienicy znajdującej się pod adresem Świętojerska 40 znaleziono kości należące do czterech szkieletów. W czasie II wojny światowej tereny te znajdowały się w getcie, i były świadkiem pacyfikacji getta przez Niemców. Według relacji Marka Edelmana w miejscu badań archeologicznych, przed wybuchem powstania w getcie, komuniści żydowscy ukryli archiwum Bundu. Z racji na zabezpieczenia, niedostępność dla osób postronnych, skalę zaangażowanych środków, ogromne koszty, rodzi się pytanie co w archiwum Bundu jest tak sensacyjnego.
Poszukiwania archeologiczne zostały rozpoczęte po apelu przedstawicieli społeczności żydowskiej, w tym i Pawła Śpiewaka, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. Prace archeologiczne sfinansowano decyzją Rady Warszawy z pieniędzy podatników. Odnalezione szczątki z parku Krasińskich, i z innych miejsc badań archeologicznych gdzie znajdowały się żydowskie zwłoki, po zabezpieczeniu przez policje i badaniu w Zakładzie Medycyny Sądowej, przekazywane są społeczności żydowskiej i grzebane na cmentarzu żydowskim. W istniejącym od dziesięcioleci specjalnym grobie przeznaczonym na ekshumowane zwłoki, który dziwnym trafem nie mógł być wykorzystany w czasie ekshumacji w Jedwabnym. Niedawno ujawniony raport z prac w Jedwabnym ukazuje, że w miejscu pochowania zwłok znaleziono ogromną ilość kul i łusek z niemieckich karabinów, które po dwu letniej okupacji sowieckiej na pewno nie były własnością Polaków. Dodatkowo liczba zwłok była wielokrotnie mniejsza od tej jaka funkcjonowała w antypolskiej propagandzie. Ekshumacje zwłok wskazały by nie zbicie, że Żydzi byli ofiarami niemieckich zbrodniarzy. Sprzeciw Żydów wobec ekshumacji świadczy jednak, że zależało im nie na prawdzie ale na szkalowaniu Polaków. Lech Kaczyński swoimi decyzjami zaś wsparł realizacje interesu żydowskiego.

Jan Bodakowski
tekst na ten temat ukazał się pierwotnie w tygodniku Najwyższy Czas

Za: http://www.fronda.pl/forum/prace-archeo ... 54008.html , 4.02.2014

POLISH CLUB ONLINE, 2014.01.14


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 05 lip 2014, 06:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Operacja Jedwabne. Przygotowanie do roszczeń finansowych

Kampania medialna o niezwykłym nasileniu wokół sprawy Jedwabnego trwała ponad dwa lata. W tym czasie przeprowadzono pospieszne śledztwo w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Jego tempo, biorąc pod uwagę realia w podobnych sprawach, gdzie śledztwa toczą się (bez rezultatów oczywiście) nawet po kilkanaście i więcej lat, nakłady sił i środków (w tym materialnych) pokazały, że jest to możliwe, o ile istnieje odpowiednia wola polityczna.

Rzeczą bardzo złą był fakt, że oczekiwania i „ustalenia” większości mediów, a także sił politycznych nie brały pod uwagę stanu faktycznego, nie zmierzały do pełnego, wszechstronnego i w pełni obiektywnego ustalenia najważniejszych okoliczności. W pewnym sensie przypominały nagonkę z okresu stalinowskiego, gdzie normą było pomijanie praktycznie wszelkich dowodów, które świadczyły na rzecz oskarżonego, a wyrok zapadał odpowiednio wcześniej, w zaciszu gabinetów.

FAKTY BYŁY INNE

To, co działo się wokół tej sprawy w Polsce, w dziwny sposób współgrało z kampanią polityczną i medialną w państwach zachodnich, w których przecież stale powoływano się na „obiektywne” wypowiedzi niektórych polityków, historyków i dziennikarzy z Polski, dostarczających odpowiedniej amunicji. Nic dziwnego, że w tym zgiełku zaczęło umykać to, co było najbardziej istotne – co się tam wydarzyło, ile było ofiar, kto był sprawcą.

W dniu 30 czerwca 2003 r. śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Prokurator uznał, że sprawcy zbrodni popełnionej 10 lipca 1941 r. na ludności żydowskiej nie zostali wykryci (!), nie można wykluczyć bezpośredniej roli funkcjonariuszy niemieckich, liczbę ofiar przyjęto dość arbitralnie na „nie mniej niż” 340 osób. W toku szczegółowych dochodzeń ustalono, czasem dość drobiazgowo, szereg pobocznych okoliczności, które jednak do pełnego wyjaśnienia sprawy nie prowadziły.

Funkcjonariusz niemiecki Hermann Schaper, który był bezpośrednim uczestnikiem zbrodni i wówczas bodajże jako jedyny jeszcze żył, poczuł się źle podczas wstępnego przesłuchania i dano mu… święty spokój, choć cieszył się zdrowiem jeszcze przez wiele następnych lat. Prawdopodobnie była to kluczowa postać i najważniejszy świadek. Tym bardziej że w toku wcześniejszych śledztw dotyczących podobnych wydarzeń (jak choćby w Radziłowie 7 lipca 1941 r.) został w nienasuwający wątpliwości sposób rozpoznany przez świadków żydowskich.

Drugą niezwykle istotną okolicznością był fakt, że po pierwszej próbie ekshumacji w zbiorowym grobie w obrębie spalonej stodoły w Jedwabnem i ujawnieniu pierwszych rezultatów (dodajmy – całkowicie sprzecznych z dotychczasową wersją, rozpowszechnianą i utrwalaną od dłuższego czasu) została ona nagle przerwana. Oficjalną przyczyną rezygnacji ze zbadania najbardziej wartościowych dowodów miało być podłoże religijne wynikające ze stanowiska amerykańskich rabinów domagających się poszanowania doczesnych szczątków ofiar.

Jednakże w podobnych sprawach w bardzo wielu krajach prowadzono podobne śledztwa i ekshumacje bez większych przeszkód. Po prostu nie jest prawnie dopuszczalne, żeby przedstawiciel jakiejkolwiek religii mógł wpłynąć na wstrzymanie badań sądowo-medycznych i uniemożliwić gromadzenie wszelkich, w tym najważniejszych, dowodów popełnionej zbrodni, ustalenia liczby ofiar i ustalenia przyczyn ich śmierci. Tak samo dzieje się w Izraelu, który jest jednym wielkim cmentarzyskiem od tysięcy lat, a jednak buduje się drogi, osiedla mieszkaniowe, obiekty przemysłowe i nawet dochodzi do niwelacji cmentarzy.

Wstępna próba ekshumacji jednak coś dała. Okazało się bowiem, że nie zgadza się liczba ofiar (mogło ich być ok. 150), miejsce popełnionej zbrodni (szczątki tych, którzy mieli być zamordowani i pochowani na kirkucie spoczywają w obrębie stodoły, razem z łuskami i kulami karabinowymi), zwłoki nie były zbezczeszczone i obrabowane, a rzekomi świadkowie wprowadzali nas w błąd.

Szczególna rola w tym polityczno-medialnym wydarzeniu przypadła Janowi Tomaszowi Grossowi, który po publikacji książeczki „Sąsiedzi”, w której przedstawił nieprawdziwy przebieg wydarzeń, stał się naukową sławą rangi światowej. Okazało się jednak, że nie potrafi on czytać nawet prostych dokumentów, mylą mu się osoby (także ich płeć!), nie potrafi korzystać z dokumentów i przeprowadzić oczywistego, wydawałoby się, wnioskowania.

Mieliśmy do czynienia z pomijaniem bądź nawet fałszowaniem bardzo ważnych dowodów. Gross przyznał wreszcie, że jego wiedza o wydarzeniach pochodzi z… objawienia, jakie rzekomo miał w tej sprawie („New York Times” z 12 marca 2001 r.), w związku z tym to właśnie jego wersja historii jest prawdziwa. Co więcej, uznał, że jego broszura „Sąsiedzi” jest… „publikacją naukową, napisaną w oparciu o dostępną dokumentację przedmiotu i skrupulatne badania. […] łatwo stwierdzić, że jest ona opatrzona przypisami i odnośnikami” (wypowiedź J.T. Grossa w portalu Gazeta.pl 17 maja 2001 r.). Hm, łatwo sprawdzić, że nawet niektóre politgramoty w „Trybunie Ludu” były swego czasu też opatrywane przypisami, co dzieł naukowych absolutnie z nich nie czyniło.

O skali determinacji Grossa może świadczyć fakt, że w kolejnych wydaniach swej książeczki, także w innych krajach, nie uwzględnił nawet tych ustaleń, które całkowicie i jednoznacznie przeczyły jego tezom, przyczyniał się zatem (i robi to nadal) do rozpowszechniania pierwotnej wersji, całkowicie już dziś zdezawuowanej.

ŻYDOWSKIE ŻĄDANIA

Sprawę Jedwabnego można uznać za część wielkiej światowej i wewnątrzpolskiej kampanii propagandowej związanej z pospiesznie rozwijającą się „pedagogiką wstydu”. Według jej założeń powinniśmy uznać, że jesteśmy współsprawcami ludobójstwa, nasza duma narodowa jest nieuprawniona i mamy praktycznie przewartościować ogląd i osąd naszej historii, szczególnie najnowszej.

W tej kampanii wzięły udział różne instytucje i ośrodki, także te, które sprawują najwyższą władzę w kraju. W 2011 r., w 70. rocznicę tych wydarzeń, na miejscowym cmentarzu pojawili się doradcy prezydenta Bronisława Komorowskiego – Tomasz Nałęcz i Tadeusz Mazowiecki. Ten ostatni odczytał list Komorowskiego, który napisał: „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą.”

Obarczenie całego Narodu winą to przecież wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej, całkowicie sprzecznej z naszym rozumieniem sprawiedliwości i odpowiedzialności.

Na jego bardzo wątpliwe „usprawiedliwienie” trzeba przypomnieć, że odpowiedni podkład pod te słowa przez lata czynili publicyści, „artyści”, samozwańczy celebryci, politycy. Anna Bikont swego czasu popełniła książkę „My z Jedwabnego”, do której wstęp napisał sam Jacek Kuroń (a jakże, też… historyk), a w nim: „Nie odczuwam dyskomfortu, że Polacy okazali się mordercami”. Polacy mordercami? Tak po prostu wszyscy? Ileż to krokodylich łez wylano w rozważaniach nad tą sprawą. Prawdziwe intencje widać dopiero wtedy, jak skonfrontujemy je z innymi wydarzeniami z tamtej epoki, nad którymi pośpiesznie, lecz na szczęście nieudolnie, zaciąga się zasłonę milczenia. Nawet tam, gdzie zachowane dowody, bestialstwo sprawców, liczba i narodowość ofiar, także dane osobowe wielu sprawców, szczycących się przez powojenne dziesięciolecia swym wyjątkowym okrucieństwem – nie nasuwają żadnych wątpliwości. Przykładem mogą być zbrodnie w Nalibokach (8 maja 1943 r.) czy Koniuchach (29 stycznia 1944 r.). Tam też palono żywcem ludzi, w tym kobiety i dzieci. I Niemców tam nie było, nie ma żadnych wątpliwości. A przecież nie są to jedyne przykłady…

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi (również) o pieniądze. Izrael Singer rzucił takie słowa na Światowym Kongresie Żydów już w 1996 r.: „Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym”.

Warto przypomnieć, że te roszczenia sięgają kilkudziesięciu miliardów dolarów! Z rzekomej wrażliwości moralnej pozostała drażliwość materialna. Nie nasza, oczywiście.

Leszek Żebrowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/84079,o ... owych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 26 lip 2014, 13:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/07/25/ma ... -strzelac/

Marian Bagiński: PO ROCZNICY MORDU ŻYDÓW W JEDWABNEM: IPN wynalazło orczyki , z których można strzelać?
25 LIP 2014 O 0:28

No własnie były o bchody mordu w Jedwabnem. Oto skrót mojej pracy na ten temat PO ROCZNICY MORDU ŻYDÓW W JEDWABNEM: IPN wynalazło orczyki , z których można strzelać?

Obrazek
Jedwabne 10.07.2014. 73. rocznica mordu na Żydach. Fot. PAP / Artur Reszko Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/35022 ... alJedwabne 10.07.2014. 73. rocznica niemieckiego mordu na Żydach.
Fot. PAP / Artur Reszko / polskatimes.pl


Pomnik postawiono w częsci stodoły, gdzie 10 lipca 1941 r. spalono Żydów. Został on pobudowany w rocznicę mordu 10 lipca 2001 r. Tym razem odbyło się bez przeprosin ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego, ani też nie czytano żadnego listu obecnego presidenta, jak to było w 2012 roku.
Jak się okazuje nadal w sprawozdaniach z owego zgromadzenia, jego uczestnicy powołuja się na ustalenia kilkuletniego śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej. IPN przyjął wtedy, że to polska ludność miała w tej zbrodni – jak to określono – „rolę decydującą”, ale „można założyć”, że jej inspiratorami byli Niemcy. Obecnie hypoteza ta nie ma najmniejszego potwierdzenia ani nie ma jakiejkolwiek podstawy w dokumentach opublikowanych przez IPN , jak tez innych zródłach obecnie dostępnych.
25 czerwca 1941 pierwsze morderstwo Zydów w Jedwabnem. Data, która była.
Juz żydowski kalendarz pisał, ze “W 30-tego Sivan(w naszym kalendarzu jest to data 25 czerwca 1941) 5701 roku w Polsce w Jedwabne zaczęto mordować Zydów. Robili to miejscowi mieszkańcy Polski”. Wprawdzie wtedy nie było Panstwa Polskiego, jak tez nie jest możliwe okreslić kto należał do Polskich obywateli( mogli to być również Żydzi uwazani za polskich obywateli, Rosjanie czy Białorusini , którzy nie zdażyli uciec przed Niemcami, Niemcy , ktorzy byli już obecni w Jedwabnem 23-24 czerwca 1941).
O tym morderstwie z datą 25-tego czerwca mówi również Datner w swoich poszukiwaniach naukowych. Shmul Wassertejn, którego tak uwielbiał Jan Tomasz Gross, w swoich coraz to innych wersjach zeznań tez wymienia datę 25 czerwca 1941 roku.
Tą samą datę wymienia sąd w Łomży, ktory robił dochodzenie w sprawie morderstw, jak tez jest wiele listów pisanych przez żydów , zeznań swiadków, skarga Wisniewskiej na uczestników tego morderstwa. Można tez wspomnieć angielskie zródła mówiące o tej dacie. Jest chyba też znane miejsce pochówku tych nieszczęsników niedaleko Przystrzela.
Wiadomym jest na 100% że Żydom kazano dźwigać rozbite popiersia Lenina na rynek w dniu 10-tego lipca 1941, a stamtąd do stodoły na skraju miasteczka. Grupa ta mogła liczyć około 40 zdrowych i silnych Żydów na czele z rabinem. Grupę tą zgładzono w nieustalony sposób według IPN, choć jest tam sugestia, ze uczestnicy zbrodni byly wyposażeni w klonnice i orczyki. Dziwne to były orczyki, z których można było strzelać, bo w obrebie stodoły znaleziono około 200-tu łusek z pistoletów i karabinów produkcji niemieckiej i rosyjskiej.
Na dodatek w czasie prac archeologicznych, bo innych nie przeprowadzono na miejscu mordu, znaleziono nawet resztki niemieckiego bagneta, nie wspominam o złotych monetach czy kluczach od domów znalezionych w grobach. W szkieletach znaleziono też naboje, jak też slad po kuli w przestrzelonej czaszce. Zamordowane ciała ułozono szeregowo w grobie wykopanym wewnątrz stodoły. Na nie wrzucono części rozbitego popiersia Lenina.
Potem grupę około 150-200 osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku przygnano do stodoły. Zamknięto budynek, w jego wnętrzu spalono żywcem wspomnianą grupę. Tych , którzy próbowali uciekać z palącej się stodoły zabito z broni maszynowej, wykopano grób obok stodoły i tam ich pochowano. Zwłoki rzucono bezładnie. Nie ma innych grobów pomordowanych Żydów z wyjątkiem tych dwu, chciaż opłaceni swiadkowie wskazywali inne miejsca pochówku Zydów.
Według IPN, zbrodnia ta została dokonana z niemieckiej inspiracji mieli to poswiadczyć liczni przesłuchani świadkowie i wskazali na przybyłych w tym dniu do Jedwabnego umundurowanych Niemców , chociaż badacz IPN Dimitrow rozmawiał z Hermannem Schaper główno dowodzącym wykonawcami tej masakry, Dimitrow nie pofatygował sie dokonczyć z nim wywiadu, jak tez nie badał dokumentów mówiących o jego skazaniu na więzienie w Niemczech. A Hermann Schaaper żył jeszcze długie lata w spokoju.
Wprawdzie IPN podawał w komunikacie o końcowych ustaleniach śledztwa, wydanym w lipcu 2002 roku , że wykonawcami zbrodni było co najmniej czterdziestu polskich mieszkańców Jedwabnego i okolic , ale nie podał żadnego imienia ani nazwiska.
Pospiesznie sledztwo zostało umorzone, bo niby nie udało się wykryć innych żyjących sprawców niż ci, którzy byli za to osądzeni przez polski wymiar sprawiedliwości. Zapomniano jednak o Hermannie Schaper , ktory jeszcze długo zył i dobrze się miewał.
W czasie uroczystosci, przy pomniku spotkali się m.in. przedstawiciele: środowisk żydowskich z Polski i Białorusi, ministerstwa kultury, Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, wojewody podlaskiego,oraz przedstawiciele IPN z Białegostoku. Obecnścią swoją zaszczyćili dyrektorzy biur podlaskiego posła PO Roberta Tyszkiewicza i niezależnego senatora Włodzimierza Cimoszewicza. Byli tez przedstawiciele organizacji społecznych z różnych miast, jak też osoby prywatne. Był również przyjeżdżający od lat do Jedwabnego ksiądz Wojciech Lemański, ktory wraz z parafianami z Jasiennicy modlił się w jedwabienskim kosciele. Modlił sie chyba o zdrowie tylko, bo o rozum to już za pózno.
A dalej, Pani Katarzyna Markusz z żydowskiego portalu karmi nas wiadomoscią , ze byli tam obecni „ Mieszkańcy Jedwabnego” (skądinąd wiemy , ze z Jedwabnego nie było tam nikogo). Katarzyna wspomina równiez przedstawicieli MSZ z dyrektorem Sebastianem Rejakiem, (ten, który dokonał chybionego wyboru pogadanek na temat Jedwabnego opublikowanych w „Inferno of Choices” dla czytelników języka agnielskiego), byli tez przedstawiciele Kancelarii Premiera. Była obecna również Alicja Schnepf – Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, delegacja z Białorusi na czele z Prezesem Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Grodnie Borysem Baruchem Kwiatkouskim i Dyrektorem Przedstawicielstwa Programu Dialogu Żydowsko-Chrześcijańskiego „Shomer International” na Białorusi Eugeniuszem A. Kolodzinem oraz członkowie Towarzystwa Przyjaciół Kultury Żydowskiej na czele z prezesem Zbigniewem Siwińskim i wiceprezesem, reżyserem Dariuszem Szada-Borzyszkowskim”.
A co mówiono.
„Spotykamy się tu po raz kolejny,” mówiła przewodnicząca Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, Anna Chipczyńska i zachęcała w swoim przemówieniu: „Nasza modlitwa ma przypomnieć prawdziwy zakres nieszczęścia, które spotkało Żydów z małych miast i miasteczek. Powinniśmy współpracować z mieszkańcami tych miejscowości, nie tylko przy okazji rocznic. Warto zastanowić się nad tym co razem możemy zrobić dla naszej wspólnej historii.” I dalej nieprawdziwe informacje o ekshumacji.
Ekshumacja, której nigdy nie było w Jedwabnem.
A jednak z radia Białystok dowiadujemy się, prace archeologiczne w Jedwabnem ujawniły: stodoła miała 19 metrów długości i 7 metrów szerokości. Z kolei mogiła, w której pochowano spalone osoby, ma wymiary 7,5 x 2,5 m i znajduje się przy dłuższym z boków budynku. Jej głębokość nie była dokładnie badana – na prośbę środowisk żydowskich. Ustalono jedynie, że grubość warstwy ziemi na mogile, tzw. nadkładki, wynosi od 50 do 130 cm.
I czym dalej częstuje nas prezenter radia „Na przełomie maja i czerwca 2001 roku IPN przeprowadził w Jedwabnem ekshumację (ktorej nie było jak wiemy od Prof. Koli), która – wobec stanowiska Żydów, że nie wolno naruszać spokoju zmarłych – miała ograniczony charakter. W obrębie stodoły znaleziono m.in. łuski i naboje produkcji niemieckiej. Śledztwo wykazało jednak, że nie pochodzą one z 1941 roku”, co jest nieprawdą.
Oddajmy więc głos ekspertowi Profesorowi Kola w cytowanym poniżej wywiadzie: ”Natrafiliśmy m.in. na pocisk kalibru 9, wystrzelony prawdopodobnie z niemieckiego parabelum – krótkiej broni stanowiącej uzbrojenie oficerów niemieckich. Pocisk musiał trafić w tkankę miękką, bo się nie zdeformował.). W dwóch odkrytych wtedy przez IPN mogiłach znaleziono szczątki około 200 ofiar.
W czasie ekshumacji, (której nie było) odkryto drugą mogiłę ofiar masakry. Znajduje się ona w obrębie fundamentu stodoły. Znaleziono tam – oprócz szczątków ofiar – fragmenty pomnika Lenina”. O tym własnie mówił Profesor Kola – badacz i ekspert na miejscu masakry w Jedwabnem.
Nemere Kinga: Konstanty Gebert zamieścił w „Rzeczypospolitej” artykuł na temat badań w Jedwabnem, w którym napisał, że archeologowie byli wściekli, iż nie pozwolono im prowadzić prac w pełnym zakresie. Jak Pan to skomentuje?
- „Trochę przesadził, wściekli może nie byliśmy, ale pewien dyskomfort odczuwaliśmy. Otrzymaliśmy zlecenie wykonania badań archeologiczno-ekshumacyjnych i chcieliśmy się z niego wywiązać. Nie było to jednak do końca możliwe ze względu na stanowisko strony żydowskiej, która nie pozwoliła naruszyć szczątków, mogliśmy je tylko odsłonić. Ekshumacją usiłowano nazywać więc to, co nią właściwie nie było”. Są to autentyczne słowa Profesora Koli opublikowane w Glosie Uczelni Uniwersytetu Torunskiego z lipca 2001 roku.Tak trudno było przenterowi zajrzec własnie do tego wywiadu.
I dalej ten sam wywiad: – Skoro nie było ekshumacji, antropologowie i specjaliści medycyny sądowej nie mieli co badać… Kola – „Wynegocjowano, że mogliśmy przesiać przez sito wszystkie destrukty, całe pogorzelisko i materiał pozyskany w ten sposób następnie im przekazaliśmy. Ale był to margines naszej pracy, bo mieliśmy na to zaledwie dwa dni, podczas gdy badania archeologiczne stodoły trwały łącznie dwa tygodnie” – Profesor Andrzej Kola.
Mimo tak oczywistego stwierdzenia, wspomniani uczestnicy są przekonani o ekshumacji, bo widzieli „destrukty” wzięli udział we wspomnianej ceremonii, odspiewano psalmy, jak też odczytano imiona i nazwiska około trzystu żydowskich mieszkańców przedwojennego Jedwabnego, zaczerpnięte z książki Anny Bikont „My z Jedwabnego”.
Po zakończeniu ceremonii pojechano do Radziłowa, Wąsosza, Bzur. Uczestnicy jedwabienskich obchodów „zapomnieli” o Wiżnie odległej tylko 8km od Jedwabnego, o Blaszczatce przy Stawiskach odległej tylko o 7 km od Jedwabnego.
Dobrze byłoby udać się do Naliboków czy Koniuchów , gdzie żydowscy partyzanci pospołu z Sovietami wymordowali i spalili całe wsie Polaków.
Warto też byłoby zbadać ilu Polaków winnych czy niewinnych zabili jedwabinscy żydzi of 1939 do 1952.
A tymczasem, dalej trwa szopka Jedwabienska pełna mitów , kłamstw i propagandy , sa to jednak nasi współbracia w wierze, jesli taką mają.

Marian Baginski
marian.baginski@gmail.com

Powyższy tekst zatytułowany „prosto z mostu” został wpisany przez autora na portalu Prawica.pl w środę, 23 lipca 2013 roku o godz. 15:15 jako głos w dyskusji nad recenzją Jana Bodakowskiego do książki „Złote serca czy złote żniwa” wydaną nakładem The Facto .

Zródło: http://prawica.net/38948#comment-6317900 ,

POLISH CLUB ONLINE, 2014.07.25




http://marucha.wordpress.com/2014/07/06 ... -jedwabne/

Operacja Jedwabne
Posted by Marucha w dniu 2014-07-06 (niedziela)

Kampania medialna o niezwykłym nasileniu wokół sprawy Jedwabnego trwała ponad dwa lata. W tym czasie przeprowadzono pospieszne śledztwo w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Jego tempo, biorąc pod uwagę realia w podobnych sprawach, gdzie śledztwa toczą się (bez rezultatów oczywiście) nawet po kilkanaście i więcej lat, nakłady sił i środków (w tym materialnych) pokazały, że jest to możliwe, o ile istnieje odpowiednia wola polityczna.
Rzeczą bardzo złą był fakt, że oczekiwania i „ustalenia” większości mediów, a także sił politycznych nie brały pod uwagę stanu faktycznego, nie zmierzały do pełnego, wszechstronnego i w pełni obiektywnego ustalenia najważniejszych okoliczności. W pewnym sensie przypominały nagonkę z okresu stalinowskiego, gdzie normą było pomijanie praktycznie wszelkich dowodów, które świadczyły na rzecz oskarżonego, a wyrok zapadał odpowiednio wcześniej, w zaciszu gabinetów.

FAKTY BYŁY INNE
To, co działo się wokół tej sprawy w Polsce, w dziwny sposób współgrało z kampanią polityczną i medialną w państwach zachodnich, w których przecież stale powoływano się na „obiektywne” wypowiedzi niektórych polityków, historyków i dziennikarzy z Polski, dostarczających odpowiedniej amunicji. Nic dziwnego, że w tym zgiełku zaczęło umykać to, co było najbardziej istotne – co się tam wydarzyło, ile było ofiar, kto był sprawcą.
W dniu 30 czerwca 2003 r. śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Prokurator uznał, że sprawcy zbrodni popełnionej 10 lipca 1941 r. na ludności żydowskiej nie zostali wykryci (!), nie można wykluczyć bezpośredniej roli funkcjonariuszy niemieckich, liczbę ofiar przyjęto dość arbitralnie na „nie mniej niż” 340 osób. W toku szczegółowych dochodzeń ustalono, czasem dość drobiazgowo, szereg pobocznych okoliczności, które jednak do pełnego wyjaśnienia sprawy nie prowadziły.
Funkcjonariusz niemiecki Hermann Schaper, który był bezpośrednim uczestnikiem zbrodni i wówczas bodajże jako jedyny jeszcze żył, poczuł się źle podczas wstępnego przesłuchania i dano mu… święty spokój, choć cieszył się zdrowiem jeszcze przez wiele następnych lat.
Prawdopodobnie była to kluczowa postać i najważniejszy świadek. Tym bardziej że w toku wcześniejszych śledztw dotyczących podobnych wydarzeń (jak choćby w Radziłowie 7 lipca 1941 r.) został w nienasuwający wątpliwości sposób rozpoznany przez świadków żydowskich.
Drugą niezwykle istotną okolicznością był fakt, że po pierwszej próbie ekshumacji w zbiorowym grobie w obrębie spalonej stodoły w Jedwabnem i ujawnieniu pierwszych rezultatów (dodajmy – całkowicie sprzecznych z dotychczasową wersją, rozpowszechnianą i utrwalaną od dłuższego czasu) została ona nagle przerwana. Oficjalną przyczyną rezygnacji ze zbadania najbardziej wartościowych dowodów miało być podłoże religijne wynikające ze stanowiska amerykańskich rabinów domagających się poszanowania doczesnych szczątków ofiar.
[Warto sobie przypomnieć, kto odpowiada za skandaliczne przerwanie ekshumacji i próby zatajania prawdy przez społeczeństwem Polski i mediami światowymi. Dla ułatwienia dodam, że nie chodzi o Putina, ani o jego słynną razwiedkę, lecz o wybitnego patriotę spoczywającego na Wawelu - admin]
Jednakże w podobnych sprawach w bardzo wielu krajach prowadzono podobne śledztwa i ekshumacje bez większych przeszkód. Po prostu nie jest prawnie dopuszczalne, żeby przedstawiciel jakiejkolwiek religii mógł wpłynąć na wstrzymanie badań sądowo-medycznych i uniemożliwić gromadzenie wszelkich, w tym najważniejszych, dowodów popełnionej zbrodni, ustalenia liczby ofiar i ustalenia przyczyn ich śmierci. Tak samo dzieje się w Izraelu, który jest jednym wielkim cmentarzyskiem od tysięcy lat, a jednak buduje się drogi, osiedla mieszkaniowe, obiekty przemysłowe i nawet dochodzi do niwelacji cmentarzy.
Wstępna próba ekshumacji jednak coś dała. Okazało się bowiem, że nie zgadza się liczba ofiar (mogło ich być ok. 150), miejsce popełnionej zbrodni (szczątki tych, którzy mieli być zamordowani i pochowani na kirkucie spoczywają w obrębie stodoły, razem z łuskami i kulami karabinowymi), zwłoki nie były zbezczeszczone i obrabowane, a rzekomi świadkowie wprowadzali nas w błąd.
Szczególna rola w tym polityczno-medialnym wydarzeniu przypadła Janowi Tomaszowi Grossowi, który po publikacji książeczki „Sąsiedzi”, w której przedstawił nieprawdziwy przebieg wydarzeń, stał się naukową sławą rangi światowej. Okazało się jednak, że nie potrafi on czytać nawet prostych dokumentów, mylą mu się osoby (także ich płeć!), nie potrafi korzystać z dokumentów i przeprowadzić oczywistego, wydawałoby się, wnioskowania.
Mieliśmy do czynienia z pomijaniem bądź nawet fałszowaniem bardzo ważnych dowodów. Gross przyznał wreszcie, że jego wiedza o wydarzeniach pochodzi z… objawienia, jakie rzekomo miał w tej sprawie („New York Times” z 12 marca 2001 r.), w związku z tym to właśnie jego wersja historii jest prawdziwa. Co więcej, uznał, że jego broszura „Sąsiedzi” jest… „publikacją naukową, napisaną w oparciu o dostępną dokumentację przedmiotu i skrupulatne badania. […] łatwo stwierdzić, że jest ona opatrzona przypisami i odnośnikami” (wypowiedź J.T. Grossa w portalu Gazeta.pl 17 maja 2001 r.). Hm, łatwo sprawdzić, że nawet niektóre politgramoty w „Trybunie Ludu” były swego czasu też opatrywane przypisami, co dzieł naukowych absolutnie z nich nie czyniło.
O skali determinacji Grossa może świadczyć fakt, że w kolejnych wydaniach swej książeczki, także w innych krajach, nie uwzględnił nawet tych ustaleń, które całkowicie i jednoznacznie przeczyły jego tezom, przyczyniał się zatem (i robi to nadal) do rozpowszechniania pierwotnej wersji, całkowicie już dziś zdezawuowanej.

ŻYDOWSKIE ŻĄDANIA
Sprawę Jedwabnego można uznać za część wielkiej światowej i wewnątrzpolskiej kampanii propagandowej związanej z pospiesznie rozwijającą się „pedagogiką wstydu”. Według jej założeń powinniśmy uznać, że jesteśmy współsprawcami ludobójstwa, nasza duma narodowa jest nieuprawniona i mamy praktycznie przewartościować ogląd i osąd naszej historii, szczególnie najnowszej.
W tej kampanii wzięły udział różne instytucje i ośrodki, także te, które sprawują najwyższą władzę w kraju. W 2011 r., w 70. rocznicę tych wydarzeń, na miejscowym cmentarzu pojawili się doradcy prezydenta Bronisława Komorowskiego – Tomasz Nałęcz i Tadeusz Mazowiecki. Ten ostatni odczytał list Komorowskiego, który napisał: „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą.”
Obarczenie całego Narodu winą to przecież wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej, całkowicie sprzecznej z naszym rozumieniem sprawiedliwości i odpowiedzialności.
Na jego bardzo wątpliwe „usprawiedliwienie” trzeba przypomnieć, że odpowiedni podkład pod te słowa przez lata czynili publicyści, „artyści”, samozwańczy celebryci, politycy. Anna Bikont swego czasu popełniła książkę „My z Jedwabnego”, do której wstęp napisał sam Jacek Kuroń (a jakże, też… historyk), a w nim: „Nie odczuwam dyskomfortu, że Polacy okazali się mordercami”.
Polacy mordercami? Tak po prostu wszyscy? Ileż to krokodylich łez wylano w rozważaniach nad tą sprawą. Prawdziwe intencje widać dopiero wtedy, jak skonfrontujemy je z innymi wydarzeniami z tamtej epoki, nad którymi pośpiesznie, lecz na szczęście nieudolnie, zaciąga się zasłonę milczenia. Nawet tam, gdzie zachowane dowody, bestialstwo sprawców, liczba i narodowość ofiar, także dane osobowe wielu sprawców, szczycących się przez powojenne dziesięciolecia swym wyjątkowym okrucieństwem – nie nasuwają żadnych wątpliwości. Przykładem mogą być zbrodnie w Nalibokach (8 maja 1943 r.) czy Koniuchach (29 stycznia 1944 r.). Tam też palono żywcem ludzi, w tym kobiety i dzieci. I Niemców tam nie było, nie ma żadnych wątpliwości. A przecież nie są to jedyne przykłady…
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi (również) o pieniądze. Izrael Singer rzucił takie słowa na Światowym Kongresie Żydów już w 1996 r.: „Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym”.
Warto przypomnieć, że te roszczenia sięgają kilkudziesięciu miliardów dolarów! Z rzekomej wrażliwości moralnej pozostała drażliwość materialna. Nie nasza, oczywiście.

Leszek Żebrowski

http://naszdziennik.pl/mysl/84079,opera ... owych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 31 paź 2014, 11:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-zagranicy2/7352-o ... yli-niemcy

Jedwabne i żydowskie kłamstwa podważają mit holokaustu. Bo jeśli w tej sprawie kłamią tak bezczelnie, to może i w sprawie holokaustu jest tak samo? Jakie mamy dowody poza filmami propagandowymi na to, że to żydów mordowano w obozach koncentracyjnych?

Kopia artykułu:

Ostatni świadek mordu w Jedwabnem: to byli Niemcy!
Karolina Maria Koter czwartek, 30, październik 2014 10:10

Ostatni świadek mordu w Jedwabnem: to byli Niemcy!Kanadyjska Telewizja Niezależna Polonia dotarła do najprawdopodobniej ostatniego świadka mordu Żydów w Jedwabnem. Popaleni ludzie przez tydzień umierali w męczarniach, natomiast gestapo, które dokonało zbrodni, pilnowało, aby żaden z mieszkańców nie udzielił umierającym pomocy.

Zrealizowany przez polonijną telewizję film dokumentalny o zbrodni w Jedwabnem „Jedwabne. Świadek historii” nie pozostawia złudzeń co do rzeczywistych sprawców tego bestialstwa. - Mieli czarne mundury. To było gestapo. Mówili w niemieckim języku – wspominała Hieronima Wilczewska, prawdopodobnie jedyny żyjący świadek zbrodni niemieckiej w Jedwabnem. - Jak już powchodzili, że stodoła była pełna, to musieli wchodzić jeden na drugiego, na wierzch – wspominała moment, kiedy Niemcy, wyłapawszy wszystkich żydów, zapędzili ich do stodoły.

Hieronima Wilczewska do dziś w głowie słyszy krzyk palących się ludzi. - Ci, którzy po spaleniu byli jeszcze żywi, to siedzieli i tak się kiwali. Ja do dziś to widzę i modlę się za nich, bo oni strasznie cierpieli – mówiła z bólem. Trwało tydzień, zanim pomarli z ran i głodu. Przez cały ten czas gestapo trzymało wartę. Nie dopuściło do nich nikogo z wioski, a wielu chciało przyjść z pomocą.

- On powiedział, żebyś się napatrzyła, co robią z żydami. Jak skończą z żydami, to z wami Polakami będą – zwrócił się do Hieronimy Wilczewskiej jeden z gestapowców. Otwartym pozostaje pytanie, komu i dlaczego zależy, aby prawda o prawdziwych sprawcach tej potwornej zbrodni nie wyszła na jaw? Dlaczego tych, którzy pospieszyli na ratunek nazywa się teraz mordercami?

Film jest dostępny pod adresem:

http://www.youtube.com/watch?v=sajQZyiGP7Y

Karolina Maria Koter

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://www.prawy.pl/historia/6303-roczn ... lakow-trwa

Rocznica mordu w Jedwabnem. Kampania szkalowania Polaków trwa
Jan Bodakowski czwartek, 10, lipiec 2014 14:57

Obrazek

W ramach prowadzonej od lat kampanii szkalowania Polski i Polaków zbrodnie Niemców popełnione na Żydach w czasie II wojny światowej przypisywane są Polakom. Celem antypolskiej, podszytej nienawiścią działalności jest wykreowanie negatywnego wizerunku Polaków, tak by można było nieustannie i bezkarnie krzywdzić nasz Naród.

Jednym z przejawów tej haniebnej kampanii jest obarczanie Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w Jedwabnym przez Niemców. Warto więc co roku przypominać antypolskim siewcom nienawiści fakty związane z tą popełnioną w dniu 10 lipca 1941 r. przez niemieckich oprawców zbrodnią.

Łomżyńskie, gdzie znajduje się Jedwabnym, było terenem dwu narodowym. W miastach mieszkali Polacy i Żydzi. Wsie w 100 proc. był polskie; połowę mieszkańców wsi stanowiła szlachta zagrodowa (mająca taki sam status ekonomiczny jak włościanie, ale posiadająca silną świadomość narodową). Po agresji sowieckiej na Polskę w 1939 roku, propaganda komunistów - głoszona często ustami żydowskich agitatorów - była prowokacyjna i niedorzeczna. Wbrew jej twierdzeniom nie było Ukraińców i Białorusinów na zajętych terenach Łomżyńskiego, których to sowieci mogliby wyzwolić. Silna świadomość narodowa spowodowała żywiołowy rozwój polskiego podziemia w okupowanym przez sowietów Łomżyńskim.

Żydzi w trakcie sowieckiej agresji w Jedwabnym entuzjastycznie witali Armię Czerwoną. Entuzjazm ten był owocem uwielbienia Żydów dla ZSRR i nienawiści do Polski - nie jest prawdą teza o strachu Żydów przed Niemcami, Niemcy byli sojusznikami ZSRR, Żydzi na terenach okupacji niemieckiej usiłowali witać Niemców - Niemcy jednak nie życzyli sobie entuzjazmu Żydów.

Żydzi w Jedwabnym natychmiast włączyli się w sowiecki aparat terroru, którego jedyną ofiarą byli mieszkający tam Polacy. Żydzi stosowali wobec prześladowanych Polaków: aresztowania, rekwizycje, więzienie; tworzyli dla NKWD listy Polaków przeznaczonych do likwidacji (bezpośredniej i za pomocą deportacji); odzierali z dobytku i ubrań deportowanych Polaków a następnie przejmowali ich miejsca pracy. Żydzi zajmowali się rabunkiem i rekwizycją na rzecz sowietów (stanowili w czasie pierwszej okupacji 70 proc. sowieckich biurokratów gospodarczych), szerzeniem sowieckiej propagandy i agitacji. Pod sowiecką okupacją Żydzi nieustannie manifestowali swój triumf nad Polakami i entuzjazm dla okupanta; Polaków traktowali obelżywie oraz donosili na nich do NKWD.

Atak armii niemieckiej na ZSRR był dla Polaków wyzwoleniem od śmierci i tortur z rąk sowietów i ich żydowskich kolaborantów. Polacy mieli powody, by czuć ulgę i radość z powodu końca sowieckich wywózek, mordów i prześladowań.

Akcją likwidacji Żydów w Jedwabnym, a także w Radziłowie i Tykocinie, kierował komisarz kryminalny Hauptsurmfuhrer Hermann Schaper. Jak wielu innych zbrodniarzy nazistowskich po wojnie pozostał on bezkarny, z braku wystarczających dla niemieckiego sądu dowodów. Sprawą jego odpowiedzialności za zbrodnie podczas II wojny światowej w Łomżyńskim zajmowała się niemiecka prokuratura w latach 1964 i 1965 oraz sądy w 1974 r. (w oparciu o dokumenty SS z archiwum MSW w Warszawie) i 1976 roku. Odpowiedzialność Schepera za eksterminację Żydów w Łomżyńskim ustaliło Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu koło Stuttgartu na podstawie ustaleń z 1963 r., z biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej. Żydzi z Radziołowa na zdjęciach rozpoznali Schapera.

10 lipca 1941 roku, dwa tygodnie po wkroczeniu Niemców i rozpoczęciu niemieckiej okupacji, do Jedwabnego przybyło według świadków 69 gestapowców i wielokroć więcej żandarmów niemieckich - zeznająca w procesie Polaka dostała polecenie od Niemców przygotowania 69 porcji obiadowych dla gestapowców. Było to Einsatzkomando SS Zichenau Schrottersburg (Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów Płock). Była to jedna z wielu akcji likwidacji Żydów.

Podobne miały miejsce w końcu czerwca w Wiznie, 5 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie leżącym 15 km od Jedwabnego, 10 lipca w Jedwabnym, w sierpniu w Łomży leżącej 18 km od jedwabnego, 22 sierpnia w Tykocinie leżącym 30 km od Jedwabnego, 4 września w Rutkach leżących 20 km od Jedwabnego, Zambrowie leżącym 35 km od Jedwabnego, wielu z tych miast Niemcy palili Żydów w stodołach). Ten sam schemat SS wykorzystywało w likwidacjach Żydów od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego, na Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii. W pogromach Niemcy starali się wykorzystać lokalny margines społeczny i antysemitów.

W Jedwabnym Niemcy spalili mniej niż 250 Żydów, około 150 w stodole, innych miejsc egzekucji nie znaleziono. Aby Żydzi nie uciekali z płonącej stodoły Niemcy d nich strzelali - świadczy o tym 100 łusek znalezionych przez IPN w maju 2001 r. w ruinach spalonej stodoły. Łuski po amunicji znalezione w Jedwabnym były łuskami do niemieckich karabinów Mauser z 1938 i niemieckich pistoletów Walter używanych przez niemieckich oficerów. Jedwabne nie było podczas II wojny światowej terenem walk jednostek niemieckich - łuski więc najprawdopodobniej pochodziły z masowego mordu.

Wbrew polskiemu prawu nie przeprowadzono ekshumacji, stało się tak decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Przeciw ekshumacji protestował Związek Gmin Żydowskich w Polsce, działo się tak pomimo, że we wszystkich miejscach zbrodni na Żydach ekshumacje przeprowadzono. Żołnierzom niemieckim w pogromie pomagali cywilni przedstawiciele niemieckich władz lokalnych Jedwabnego, przywiezionych do Jedwabnego przez Niemców. Niemcy nie dopuszczali na terenach przez siebie okupowanych do aktywnej działalności tubylców nawet takiej jak pogromy.

Niemcy usiłowali biciem i bronią palną zagonić Polaków do pilnowania Żydów na rynku w Jedwabnym. Wielu Polaków, pomimo grożącej śmierci z rąk Niemców uciekało z miasta, by im nie pomagać. Część Polaków pod przymusem pilnowała Żydów. Polacy jednak nie byli świadomi celów Niemców. Z rynku Niemcy zapędzili Żydów do stodoły i tam ich spalili. Polacy, pomimo grożącej im i ich rodzinie karze śmierci, pomagali Żydom i ukrywali ich przed Niemcami.

Podczas powojennego procesu w okupowanej przez komunistów Polsce, oskarżeni o mord w Jedwabnym twierdzili, że podczas śledztwa byli torturowani. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winny i obciążenie innych oskarżonych odpowiedzialnością za mord. Sąd 10 z pośród 22 oskarżonych uniewinnił, wydał jeden wyrok śmierci (niewykonany), 11 osób skazał na kilkunastoletnie wyroki, choć uznano, że byli terrorem przez Niemców zmuszeni do pilnowania Żydów.

Wymuszone przez UB zeznania były tak niewiarygodne, że komunistyczny sąd uznał je za niewystarczający dowód. Sąd apelacyjny spośród dwunastu skazanych dwóch uniewinnił. Niewątpliwymi zbrodniarzami byli przywiezieni przez Niemców polskojęzyczni kolaboranci Marian Karolak (komisaryczny burmistrz z nadania niemieckiego okupanta) i Karol Bardoń (niemiecki żandarm, volkddeutsch, funkcjonariusz niemieckiej policji pomocniczej zajmującej się aresztowaniem Polaków).

Jan Bodakowski

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://forumemjot.wordpress.com/2014/10 ... jedwabnem/

„JEDWABNE – ostatni świadek” – Reż. Bohdan Poręba rozmawia z Jerzym Laudańskim, ostatnim świadkiem zbrodni w Jedwabnem.
Opublikowano 31/10/2014 by emjot

http://www.youtube.com/watch?v=MwmNek5vKwY


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 16 mar 2015, 12:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://ptto.wordpress.com/2013/02/09/j ... praszania/

Jedwabne to niemiecka zbrodnia, dość przepraszania!
Luty 9, 2013 · by p.e.1984

Tekst został wraz z moim kontem usunięty przez żydowską ekipę zarządzającą eioba.pl. Pod tekstem rozegrała się ciekawa dyskusja z dyżurnymi żydowskimi trollami z eioba.pl (polecam uwadze osobnika youngcontrarian). Oto zachowany przeze mnie zrzut ekranowy tekstu (ostatnia wersja przed wykasowaniem konta).

Obrazek
SS-Hauptsturmführer Hermann Schaper


Czy Polakom powiedziano całą prawdę na temat mordu w Jedwabnem, mordu dokonanego przez Niemców na Żydach w ramach działań Einsatzkomando SS pod dowództwem hauptsturmführera Hermanna Schapera? Udział ludności polskiej w tej zbrodni miał mniej więcej taką postać, jak w tym fragmencie stenogramów z procesu łomżyńskiego (w 1948 r.):
(…)(Skazano) Władysława Dąbrowskiego (na rozprawie nie przyznał się do winy, ‘Oskarżony zeznał, że nie chciał iść i Niemcy przez uderzenie w twarz zmusili go do pójścia.’, ‘ z nakazu niemieckiego, popartego zastosowaniem przymusu fizycznego /uderzenie pistoletem po głowie i dłonią w twarz, od ciosu stracił ząb/ udał się na rynek, aby pilnować ludność żydowską’, w śledztwie ‘przyznał się do pilnowania Żydów przez dwie godziny’, ‘treść zeznań złożonych w czasie postępowania przygotowawczego została na nim wymuszona biciem.’(…)
Źródło: Co zapomniano Polakom powiedzieć o procesie łomżyńskim?
Oczywiście z mediów możemy się dowiedzieć czegoś zupełnie innego. Polacy mają się samobiczować za nieswoje winy. To ponoć sąsiedzi napadli na sąsiadów. Osoba pełniąca funkcję prezydenta III RP w liście odczytanym w Jedwabnem w 2011 roku pisze: Mieszkańcy Jedwabnego, obywatele polscy narodowości żydowskiej spłonęli w tej stodole zapędzeni do niej przez swych polskich sąsiadów. Zginęli – za przyzwoleniem okupanta – bo byli Żydami.. Co stąd wynika? Że Polacy udali się do władz okupacyjnych i uzyskali przyzwolenie na dokonanie mordu, że inicjatywa wyszła od ludności polskiej. Polacy z Jedwabnego tak nienawidzili „żydo-komunistów”, że, staropolskim zwyczajem, zapędzili kobiety i dzieci do stodoły i żywcem spalili, prawda? Ale w takiej sytuacji precedensów z paleniem kobiet i dzieci żywcem w zabudowaniach musiało być sporo również w okresie międzywojennym. Ilu Żydów spalili żywcem Polacy między 1918 a 1939? Ani jednego. Coś się z tym Jedwabnem nie zgadza.
Może Niemcy mieli takie zwyczaje? Sprawdźmy. Okazuje się że już od września 1939. Popatrzmy (opisane zbrodnie to wierzchołek góry lodowej): Zbrodnia w Szczucinie, Zbrodnia w Uryczu, Synagoga w Będzinie. Po 1939 jeszcze niejednokrotnie staroniemiecką (a nie – staropolską) tradycją palono ludzi żywcem: Zbrodnia w Ciepielowie 1942, „4. VII. 1943, Bór Kunowski – 43 osoby spalono żywcem w stodole za udzielanie pomocy oddziałowi partyzanckiemu, składającego się głównie z Żydów, którzy uciekli z getta.”;”VIII. 1944, Sasów – za udzielanie pomocy około 100 Żydom ukrywającym się w pobliskich lasach, Niemcy zamordowali i/lub spalili żywcem wszystkich mieszkańców wsi, pilnując, by nikt nie uciekł z płomieni.”, 18 V 1943 roku w Szarajówce Niemcy spalili żywcem 58 osób, zastrzelili 9 i zniszczyli całą wieś., Zbrodnia w Podgajach – SS-mani spalili żywcem jeńców z 3. pułku piechoty 1 Dywizji WP.
A cóż to za historia nowa? Nie nowa – stara – ta, której Polaków nikt nie chce uczyć. Polacy mają przepraszać za Jedwabne. Mają wierzyć, że zbrodnie SS i Gestapo to polskie zbrodnie. Po co? Po to, by czuli się winni wobec Żydów. To w ramach walki z „polskim antysemityzmem”. Żeby się nie odrodził. Ten zwalczany dziś w mediach „polski antysemityzm” to niestety nie żaden antysemityzm – tylko zdrowa asertywność narodu znajdującego się w ekonomicznym i politycznym konflikcie interesów z innym narodem na terenie własnego państwa. Trudno być asertywnym wobec kogoś kogo się skrzywdziło. I o to w tym całym „Jedwabnem” chodzi.
Śmierć Polaków, których obowiązkiem wobec narodu było szanować polską krew, nie szafować nią w czasie okupacji jest dziś tym tragiczniejsza, że nie służyła ratowaniu Polaków, tylko substancji biologicznej innej nacji, konkurującej z Polakami ekonomicznie i politycznie na ziemiach polskich. Ofiara Polaków, będąca jednocześnie szczytem heroizmu i altruizmu, podeptania własnych interesów narodowych w imię wartości humanistycznych – motywowana empatią – jest dziś oceniana przez Żydów tak:
(Fragment wywiadu z żydowską socjolog Barbarą Engelking-Boni)
- Za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci.
– (B. E-B:) Kara śmierci groziła za mnóstwo rzeczy. Dlaczego ludzie chodzili na tajne komplety, wydawali i czytali gazetki podziemne, słuchali radia, a przede wszystkim – konspirowali? Przecież za to też można było zginąć. Można było zginąć i za nic – w łapance czy publicznej egzekucji. Jak do tej pory udokumentowano śmierć ok. 800 Polaków za pomaganie Żydom. Szacuje się, że pomagało ok. 300 tysięcy. Może więc zagrożenie karą śmierci nie było tak nieuchronne, jak się powszechnie sądzi. Myślę, że inne rodzaje działalności konspiracyjnej były o wiele bardziej niebezpieczne. Tyle że jedne stanowiły akt patriotyzmu, a drugie nie. Ratowanie Żydów po prostu nie należało do repertuaru walki z okupantem.
Źródło: http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1547,1 ... dzial.html , str 5
Skąd taka pogarda i niechęć wobec Polaków? Dlaczego Polacy mają walczyć z „traumą” swoich „przewin” wobec Żydów w czasie okupacji niemieckiej? Powód może być prozaiczny. Polska bohaterska postawa kontrastuje szokująco z postawą samych Żydów. Pisałem o tym niedawno w tekście o Kolaboracyjnej Żydowskiej Gwardii Wolnosci. Polacy bardzo niewiele wiedzą o „Żagwi”. A jej działalność jest kluczowa dla zrozumienia problemu. Zarzuty formułowane przez Żydów wobec Polaków są całkowicie bezpodstawne. Nie dość, że mordowali oni sami swoich współplemieńców i pomagali hitlerowcom, to jeszcze na dokładkę – utrudniali Polakom ratowanie (choćby poprzez prowokatorów z ŻGW i liczną agenturę żydowską w gestapo). Żydzi-agenci udawali uciekinierów z getta – a potem donosili – z wiadomym skutkiem – na ukrywających ich i pomagającym im Polaków. Niejedna polska rodzina została dzięki żydowskim agentom rozstrzelana – i niejedna wieś – spalona. Nie jest więc niczym dziwnym, że grasujący po lasach i miasteczkach agenci żydowscy byli neutralizowani przez polskie podziemie. Z powodu takich działań dokonywanych przez żołnierzy pod dowództwem B. Piaseckiego stworzono mit jakoby ONR mordował niewinnych Żydów w czasie wojny (co miało być powodem mordu na synu Piaseckiego). Problem w tym, że Żydzi kompletnie przemilczeli epizod kolaboracji z hitlerowcami. Polakowi ratującemu Żydów zagrażali zarówno Niemcy, jak i niezwykle liczni żydowscy donosiciele-mordercy. Znacznie liczniejsi procentowo (a kto wie czy i nie liczebnie) od donosicieli-Polaków. W tym kontekście opowieści W. Bartoszewskiego, jakoby nie należało się bać Niemców, tylko Polaków nie zawierają krytycznego dla opowieści elementu prawdy. Najbardziej należało się bać Żydów.

O wiele szerzej omawia tą problematykę Roman Kafel w książce Spotwarzona przeszłość, której lekturę gorąco polecam.
http://jozefbizon.files.wordpress.com/2 ... onnego.pdf

Inne teksty powiązane:

“Pogrom” w Jedwabnem – niech Niemcy przepraszają Żydów za swoją zbrodnię!
https://myslnarodowa.wordpress.com/2013 ... -zbrodnie/

Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny
http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/ ... zeprosiny/

Prawda o “pogromie” w Jedwabnem. Mordowali Niemcy, a nie – Polacy.
http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/ ... ki-niemcy/

“Pokłosie” Pasikowskiego jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach
http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/ ... -szkolach/

Historyk Leszek Żebrowski o Jedwabnem, “Pokłosiu”, kłamstwach A. Bikont i żydowskich zbrodniach
http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/ ... brodniach/

Jedwabne – ostatni świadek: Jerzy Laudański. Apel o wsparcie produkcji filmu dokumentalnego o Jedwabnem.
http://myslnarodowa.wordpress.com/2013/ ... jedwabnem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 23 mar 2015, 13:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://myslnarodowa.wordpress.com/2013 ... -zbrodnie/

„Pogrom” w Jedwabnem – niech Niemcy przepraszają Żydów za swoją zbrodnię!
4 komentarzy Posted by Redakcja PMN w dniu Lipiec 9, 2013

Obrazek

Dlaczego hasło „Nie przepraszam za Jedwabne!” powinno zostać zastąpione hasłem „Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!”?
Jedwabne przygotowania
Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!
Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!
Przygotowania do tegorocznych obchodów rocznicy „pogromu” w Jedwabnem (10.VII.1941) rozpoczęły się jeszcze w roku 2012, premierą filmu „Pokłosie”. Sam film był jednak tylko cząstką szerszego, niezwykle agresywnego programu socjotechnicznego, opisanego w tekście “Pokłosie” jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach (gorąco polecamy lekturę). Także w roku 2013 zadbano o należyte przygotowanie, racząc polskiego widza kilka tygodni przed rocznicą serialem „Unsere Mütter, unsere Väter” i „debatą”, w trakcie której ponownie wmawiano Polakom sprawstwo mordu w Jedwabnem. Bez jakiejkolwiek reakcji ze strony prof. T. Szaroty z Instytutu Historii Polskiej PAN. Przekaz, jaki „poszedł w ciemny lud” jest oczywisty – wykorzystując olbrzymią oglądalność „debaty” stworzono wrażenie, że polskie sprawstwo i polska odpowiedzialność są bezdyskusyjne. O ile Żydowi – Szewachowi Weissowi, wmawiającemu Polakom Jedwabne trudno się dziwić, o tyle dziwić się można milczeniu prof. Szaroty. Ale są i profesorowie, którzy nie milczą w kwestii Jedwabnego. Oto w wywiadzie dla wydania specjalnego Focus-a z okazji rocznicy powstania w Getcie Warszawskim prof. K Jasiewicz stwierdza (w zupełnym oderwaniu od faktów!):
Bo ja głęboko jestem przekonany, ze za zbrodnią w Jedwabnem i innymi pogromami nie stoi chęć zdobycia pierzyn i nocników żydowskich, nawet mniej jest tam odwetu za różne podłości żydowskie (a było ich sporo w latach 1939 -1941 na terenie łomżyńskiego i we wszystkich innych miejscach, gdzie Żydzi mieszkali) – stoi tam wielki strach przed nimi. I ci zdesperowani mordercy być może w duchu mówili sobie: robimy rzecz straszną ale może wnuki nasze będą nam wdzięczne. Myślę, ze jest możliwa taka interpretacja, choć ona ze zbrodni nie rozgrzesza.
Źródło: Wywiad z prof K. Jasiewiczem, „Żydzi byli sami sobie winni?”, Focus Historia Ekstra 2/2013, s. 34 .
Prof. Jasiewicz za inne, prawdziwe stwierdzenia zawarte w tym wywiadzie został zdjęty ze stanowiska w PAN. Za oszczerstwa pod adresem polskich ofiar stalinizmu, niesłusznie skazanych za niemiecką zbrodnię w Jedwabnem nikt K. Jasiewicza do odpowiedzialności nie pociągnął. W mediach nie zawrzało. A ogłupieni Polacy nawet nie wiedzą, że powinno. Czy wypowiedź prof. Jasiewicza była niefortunnym potknięciem naukowca, który wypowiedział się w kwestiach, o których nie ma pojęcia, czy też złą wolą – trudno rozstrzygnąć. Prof. Jasiewicz został jednak przed Polakami uwiarygodniony, zarówno ostrymi (ale mającymi oparcie w faktach) wypowiedziami pod adresem Żydów, jak i represjami, które go za te wypowiedzi spotkały. Należy tu zaznaczyć, że ww. potknięcie nie może przekreślać wkładu naukowego prof. Jasiewicza w zdemaskowanie masowego charakteru kolaboracji Żydów ze stalinowskim aparatem represji po 17.IX.1939 (K. Jasiewicz, ‚Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów’). Z „afery Jasiewicza” „ciemny polski lud” wyciągnie niestety bardzo niefortunny wniosek: oto nawet taki świeżo wykreowany „judeosceptyczny autorytet” jak prof. Jasiewicz obciąża Polaków winą za Jedwabne.
Błąd popełniony przez K. Jasiewicza jest wśród judeosceptycznych publicystów dość powszechny. Oto Remigiusz Włast-Matuszak, w tekście, w którym zawarł bardzo interesujące opisy kolaboracji mniejszości żydowskiej z sowietami w 1920r., zawarł również taki niefortunny fragment:
10 lipca 1941r. w Jedwabnem z niemieckiej inspiracji i przy niemieckiej pomocy, około 40.to osobowa grupa ludności miejscowej zamordowało około 340 Żydów. Stodołę za miastem (z ofiarami w środku) podpalono przy użyciu baniek z benzyną -(czy reż. Pasikowski pomyśli kto dostarczył miejscowym szumowinom nieosiągalną wówczas ilość benzyny?)
Źródło: R. Włast-Matuszak, Reż. Pasikowski i jego aktor – wagary szkolne i konfabulacje, prawica.net, 20-11-2012
Jak widać wiara w polskie sprawstwo zbrodni jest silna nawet wśród osób, które z racji (przynajmniej deklarowanego) judeosceptycyzmu powinny przeprowadzić jakieś prywatne badania, wykraczające poza ustalenia „śledztwa” IPN i oficjalną propagandę polskojęzycznych mediów. Czego opisana sytuacja dowodzi? Tego, że ktokolwiek chciał Polaków oszukać osiągnął olbrzymi sukces, kłamstwo „poszło w lud”. I niestety również w inteligencję tego ludu. W jaki sposób oszczercy osiągnęli taki sukces?
Socjotechnika jedwabnych kłamstw – mechanizmy
Aby kogoś oszukać można użyć wielu metod. Można użyć wszechobecnej, nachalnej propagandy, można użyć „autorytetów”, można przeprowadzić „obiektywne badania historyczne”. Kłamać można głupio bądź inteligentnie. Bezczelne i głupie kłamstwa T. Grossa („Sąsiedzi”) wzbudziły bardzo ostrą reakcję Polaków i spopularyzowały sprawę „pogromu” w Jedwabnem. Okazało się, że nie da się oszukać ofiary, jeśli kłamstwa są przesadnie agresywne, ale też nie taka była rola hucpy (chutzpah*). Ekstremalnie bezczelne, łajdackie kłamstwa mają pewien socjotechniczny cel. One przesuwają „granice negocjacji”, granice akceptowalnych przez publiczność liczebności ofiar i oprawców. Jeśli zaczniemy od tego, że sto tysięcy Polaków zamordowało w Jedwabnem milion Żydów, to jeśli liczba ta skurczy się w efekcie „uzgodnień” (a nie – rzetelnego śledztwa, dlatego konieczne było m. in przerwanie ekshumacji i ograniczenie dostępu do akt procesowych z 1949r.) do 100 Polaków mordujących 1000 Żydów, „opinia publiczna” łatwo przełknie takie „skorygowane” dane (nawet jeśli w rzeczywistości Żydów mordowali Niemcy). Analogiczny zabieg zastosowano w przypadku „Pokłosia”, z którego można się dowiedzieć, że Żydówki wyrzucały z płonącego domu dzieci, a polscy chłopi nadziewali je na widły i wrzucali spowrotem w płomienie. Jaki jest cel zabiegu? Celem ma być konstatacja widza: „No, jeśli aż tak okrutnie Polacy nie mordowali w Jedwabnem, to może przynajmniej choć troszkę mordowali”. Hucpa pozostaje w arsenale żydowskiej propagandy nie bez przyczyny – ona działa na tej samej zasadzie, co chwyt „na front wschodni” w negocjacjach – aby uzyskać lepsze warunki, należy zacząć od alternatywy kompletnie nieakceptowalnej, wtedy wyśrubowane roszczenia stają się (relatywnie, z punktu widzenia drugiej strony) mniej ekstremalne.
Hucpa Grossa wywołała niebezpieczny sprzeciw, Polacy zaczęli się konsolidować (powstało np. archiwum naszawitryna.pl). Atak na polską świadomość zbiorową musiał więc zostać skierowany innymi torami, z wykorzystaniem specyfiki różnych grup społecznych. Zatroszczono się również o zneutralizowanie środowisk judeosceptycznych i inteligencji. Przeprowadzono „śledztwo” IPN, w ramach którego musiano przerwać (na polecenie Lecha Kaczyńskiego) ekshumację, kiedy z grobów ofiar „pogromu” w Jedwabnem zaczęto wykopywać niemieckie łuski karabinowe i … kosztowności pomordowanych Żydów. W „śledztwie” IPN i publikacji opisującej „wyniki” tego „śledztwa” szerokim łukiem pominięto sposób wymuszenia przez UB obciążających zeznań (patrz „Jak UB katowało świadków. Farsa procesu.” i „Co zapomniano Polakom powiedzieć o procesie łomżyńskim?”, dodatkowo polecamy wywiad z J. Laudańskim, szczególnie cz. 2 od 6:00). „Ustalenia” IPN miały za zadanie spacyfikować inteligencję i środowiska naukowe. Oto sprawę „wyjaśniła” wyspecjalizowana instytucja złożona z „profesjonalistów”. O poważnych uchybieniach tego „śledztwa” polska „inteligencja” wiedzieć nie chce. Jakie to uchybienia? Zaczynają się od ustalenia dokładnej liczby ofiar i przyczyn śmierci każdej z nich, a kończą na ocenie wiarygodności zeznań wybitych przez UB ze świadków na potrzeby farsy procesu w Łomży. Jerzy Laudański, mimo podań wysyłanych do IPN w sprawie rehabilitacji, sprawiedliwości od IPN – „antykomunistycznego” organu III RP nie doczekał do dziś.
Oczywiście na tym działania propagandowo-dezinformacyjne w sprawie „pogromu” w Jedwabnem nie skończyły się. Zastosowano liczną w Internecie agenturę propagandową (hasbarę). Dzięki swojemu przekazowi wytworzyła ona całe rzesze „pożytecznych idiotów”, którzy zaczęli powtarzać spreparowane kłamstwa. Skłonienie Polaków do masowego rozpowszechniania antypolskich kłamstw (i przyznawania się przez nich do niemieckiej zbrodni w Jedwabnem (10.VII.1941) nie jest takie proste, należy więc wyjaśnić, jakie triki psychologiczne zostały zastosowane. Triki, na które (przy założeniu, że działają w dobrej wierze) nabrali się i K. Jasiewicz i R. Włast-Matuszak.
Pierwsza metoda („na szumowiny”) obejmuje przedstawienie wymyślonych polskich sprawców jako „lokalnych szumowin”. Polakowi aspirującemu do „inteligencji” (szczególnie „inteligencji” „edukowanej” przez GW, TVN itp.) łatwo będzie dystansować się od „prostaków” i „szumowin” – jakiejś tam „antysemickiej prowincjonalnej hołoty”. Jeśli rozejrzymy się w polskojęzycznym Internecie, znajdziemy tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy publikacji i wypowiedzi zawierających właśnie określenie „polskie szumowiny” w kontekście niemieckiej zbrodni w Jedwabnem. W dalszej części tekstu pokażemy, jakimi metodami mieszkańcy Jedwabnego byli „rekrutowani” przez Gestapo do eskortowania Żydów na miejsce kaźni. Tymczasem zalecamy czytelnikowi przemyślenie – jak to się stało, że określenie „szumowiny” i stwierdzenia, że to te właśnie „szumowiny” przy „zapewnieniu bezkarności” przez Niemców dokonały mordu, stały się tak powszechne na polskich portalach, blogach i forach? Dlaczego polskojęzyczny internet roi się od wypowiedzi wpisujących się w tą narrację?
Druga metoda („na słuszny odwet”) nie jest skierowana do „inteligencji” wychowanej w duchu oficjalnej propagandy, lecz do judeosceptyków, kontestatorów i „niedowiarków” wszelkiej maści. W szczególności – do osób, które posiadły wiedzę historyczną ukrywaną obecnie przed narodem polskim. Osób, które zapoznały się z publikacjami demaskującymi zdradę i kolaborację Żydów – obywateli II RP z Sowietami. Zdradę, która była nie wyjątkiem wśród żydowskiej populacji – lecz regułą. Zdradę, która nie ograniczała się do stawiania „bram triumfalnych” wkraczającej Armii Czerwonej i noszenia czerwonych opasek – lecz rozciągała się na działania dywersyjne i ostrzeliwanie polskich oddziałów. O pladze donosicielstwa, o żydowskich milicjach typujących Polaków do wywózki na Syberię, o żydowskim terrorze za „pierwszego sowieta” napisano wiele. Pisał o tym obszernie w wartościowej monografii prof K. Jasiewicz („Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów”). Polaków, którzy wiedzą o żydowskiej zdradzie nikt nie próbuje nabierać na „szumowiny”. Architekci propagandy zastosowali wobec tej grupy inną metodę. Według tej drugiej „narracji” Polacy, już nie „szumowiny”, tylko osoby pokrzywdzone przez żydobolszewicki terror postanowiły wziąć „słuszny odwet” za krzywdy swoje i swoich bliskich. Więc, zgodnie z tą narracją Polacy spalili w „słusznym odwecie” kilkaset osób narodowości żydowskiej, w tym kobiet i dzieci. Dodajmy jeszcze, że polscy „mściciele” z Jedwabnego musieli doskonale wiedzieć, że najgorliwsi żydostalinowscy kolaboranci w większości uciekli z Jedwabnego przed wkroczeniem Niemców, zostali zaś w znakomitej większości Żydzi, którzy nie mieli powodów, by obawiać się Polaków. Jakim cudem współcześni Polacy wierzą, że ich rodacy z małego miasteczka w 40-to osobowej grupie palili żywcem niewinne kobiety i dzieci, zastępczo mszcząc na nich swoje krzywdy, bo żydostalinowcy uciekli? Nawet przy niemieckiej obietnicy bezkarności sprawcy takich czynów byliby w swojej miejscowości napiętnowani, nie mogliby polskim sąsiadom spojrzeć w oczy, byliby zbrodniarzami i bandytami. Z takim brzemieniem niełatwo żyć w małej miejscowości. Ale nawet bez tych „psychoanaliz” – czy ktokolwiek z tych „wierzących” zapoznał się z zeznaniami świadków, szczególnie z tym, co mówili na sali sądowej, a nie w UBeckiej katowni? Pan profesor Krzysztof Jasiewicz ewidentnie z aktami procesu łomżyńskiego nie zapoznał się, zamiast tego woli robić z niewinnie skazanych Polaków, ofiar judeoubeckich katów, jakichś krwiożerczych banderowców. Czekamy niecierpliwie na wycofanie się pana profesora z oszczerstwa, jakiego dopuścił się w wywiadzie dla pisma Focus. Liczymy, że profesor zacznie naprawiać szkody, które wyrządził świadomości historycznej narodu polskiego. Czas pokaże, czy daremnie. Czas pokaże, jak rzetelnym historykiem jest profesor Jasiewicz i jakim Polakiem. Na powstrzymanie internetowej propagandy o „słusznym odwecie” nie możemy mieć niestety nadziei, nią zajmują się płatni fachowcy, woluntariusze i Polacy, czyli ich liczne, naiwne ofiary.
Dlaczego prawda o niemieckiej zbrodni w Jedwabnem nie może się przebić do polskiej opinii publicznej?
Kłamstwo o wydarzeniach, jakie miały w Jedwabnem 10.VII.1941 jest powszechnie dostępne, łatwe do znalezienia i w publikacjach oficjalnych i w wystąpieniach „polskich” „mężów stanu” oraz w licznych publikacjach internetowych. Kłamstwa te nie służą rzecz jasna interesowi narodu polskiego ani prawdzie historycznej, tym bardziej powinno budzić zdziwienie, dlaczego te kłamstwa są tak powszechne w Polsce, czyli państwie narodowym Polaków, które przy użyciu swoich instytucji powinno bronić polskiego interesu narodowego i polskiej świadomości historycznej. Jeśli instytucje państwa polskiego nie działają w tym kierunku, może to oznaczać, że realizują one inne zadania, sprzeczne z interesem narodu polskiego. Uznanie swojej winy jest zawsze związane z powstaniem konkretnych zobowiązań moralnych, a zwykle także finansowych (zob. N. Finkelstein, „The holocaust industry”). Nasuwa się kilka pytań. Czy Polacy, głosząc prawdę mogą przekonać kiedykolwiek adwersarzy pokroju Grossa? Dlaczego polskie środowiska naukowe, które powinny doprowadzić do uczciwego wyjaśnienia sprawstwa mordu – milczą jak zaklęte? Z jakich powodów „polskie” władze uznają Polaków winnymi niemieckiej zbrodni?
Nie zrozumiemy co się dzieje bez wyjaśnienia tego, jak oszczercy pojmują nauki historyczne. Liczni wypowiadający się na tematy historyczne Żydzi (np. T. Gross, S.Weiss, Julius Schoeps itp. itd.) nie uznają pojęcia prawdy historycznej ani jakiegokolwiek warsztatu nauk historycznych. Dla nich istnieje wyłącznie haggada – relacjonowanie zdarzeń w taki sposób, by było to korzystne dla narodu żydowskiego **. Takie podejście do „badań” historycznych nakazuje ignorować wszelkie niewygodne fakty (wymuszanie przez … żydowskich oprawców z UB zeznań i samooskarżeń polskich świadków „pogromu”) i przyjmować bezkrytycznie ewidentne kłamstwa (np. relacje S. Wassersteina). Prawda o Jedwabnem nie jest dla narodu żydowskiego użyteczna. Kłamstwo pozwala natomiast na wykorzystywanie „pedagogiki winy”/”pedagogiki wstydu” do pacyfikacji polskich protestów przy okazji dowolnego konfliktu polsko-żydowskiego. Po to są kreowane medialnie „obrzeża holocaustu”. Polacy muszą pojąć, że oponent jest z gruntu nieetyczny i nieuczciwy, oraz że takim na zawsze pozostanie. Sprzeczne interesy narodów polskiego i żydowskiego (chęć wyciśnięcia z Polaków nienależnych „odszkodowań” za mienie żydowskie, odszkodowań, które dawno temu wypłacił PRL do ostatniego dolara) gwarantują, że Polacy zawsze będą pod ostrzałem. W wojnie informacyjnej, która od lat trwa w polskich mediach i w Internecie, Polacy dostaną tylko taką prawdę i taką sprawiedliwość, jaką sami sobie zdołają przekazać, będąc przy tym non stop zasypywani olbrzymimi dawkami żydowskiej propagandy historycznej. Na przekonanie adwersarzy nie możemy liczyć. Dlaczego w tej walce nie bardzo można liczyć na polskie (?) środowiska naukowe i polityczne Polacy muszą odpowiedzieć sobie sami. Wskazówką mogą być losy Dariusza Ratajczaka i jego proroczy tekst pt. „Jak trudno być kłamcą”, a także szykany wobec dr. L. Szcześniaka, autora otwierającej oczy „Judeopolonii …”, czy nawet – K. Jasiewicza (którego nawet brednie w sprawie Jedwabnego nie uratowały od utraty stanowiska po wywiadzie „Żydzi byli sami sobie winni?”). Pisząc w III RP prawdę na „niebezpieczne tematy” można stracić pracę, zdrowie a nawet życie – aby sterroryzować całe środowiska wystarczy kilka pokazowych procesów i/lub dymisji.
Co o Jedwabnem wiemy?
Wiemy, że wówczas, w 1941 r w okolicach Łomży trwała akcja Gestapo i Einsatzkomand SS (szerzej o tym w tekście Thomasa Urbana pt. „Poszukiwany Hermann Schaper”, „Rzeczpospolita”, 01.09.01 Nr 204). Szlak morderców: w końcu czerwca Wizna, 5 lipca Wąsosz, 7 lipca Radziłów, 10 lipca Jedwabne, w sierpniu (bez dokładnej daty) Łomża, około 22 sierpnia Tykocin, 4 września Rutki. Masowe mordy na Żydach miały miejsce w wielu innych miejscach. 27 czerwca 1941 r. batalion policji niemieckiej dokonał pogromu Żydów w Białymstoku zabijając w domach i na ulicach około 2.000 Żydów, z tego, około 800 – 1000 spalił żywcem w synagodze białostockiej. Technika dokonywania masowych mordów poprzez palenie żywcem dużych grup ludzi wewnątrz zabudowań była najprawdopodobniej elementem szkolenia oddziałów SS (przynajmniej Einsatzkomand), na co wskazuje wysoka liczebność zbrodni tego typu. Pozwolimy sobie zacytować jeden ze starszych tekstów:
(…) Nawet ma kresach, gdzie miały miejsce lokalne pacyfikacje wsi, z których bandy żydowskie i ukraińskie ostrzeliwały w 1939 r. polskie oddziały, nie doszło do incydentów palenia ludzi żywcem.
Może Niemcy mieli takie zwyczaje? Sprawdźmy. Okazuje się że już od września 1939. Popatrzmy (opisane zbrodnie to wierzchołek góry lodowej): Zbrodnia w Szczucinie, Zbrodnia w Uryczu, Synagoga w Będzinie. Po 1939 jeszcze niejednokrotnie staroniemiecką (a nie – staropolską) tradycją palono ludzi żywcem: Zbrodnia w Ciepielowie 1942, “4. VII. 1943, Bór Kunowski – 43 osoby spalono żywcem w stodole za udzielanie pomocy oddziałowi partyzanckiemu, składającego się głównie z Żydów, którzy uciekli z getta.”;”VIII. 1944, Sasów – za udzielanie pomocy około 100 Żydom ukrywającym się w pobliskich lasach, Niemcy zamordowali i/lub spalili żywcem wszystkich mieszkańców wsi, pilnując, by nikt nie uciekł z płomieni.”, 18 V 1943 roku w Szarajówce Niemcy spalili żywcem 58 osób, zastrzelili 9 i zniszczyli całą wieś., Zbrodnia w Podgajach – SS-mani spalili żywcem jeńców z 3. pułku piechoty 1 Dywizji WP. Gardelegen – 13 kwietnia 1945 Niemcy (jednostka SS) spalili żywcem w stodole 1016 osób, więźniów obozu koncentracyjnego.
Dlaczego Polacy dziś nie wiedzą nic o tych zbrodniach? Bo to jest ta historia, której Polaków nikt w III RP nie chce uczyć. Polacy mają przepraszać za Jedwabne. Mają uznać zbrodnie SS i Gestapo za własne zbrodnie. (…)
Źródło: Prawda o “pogromie” w Jedwabnem. Mordowali Niemcy, a nie – Polacy.
Wiemy, że 10.VII.1941 w Jedwabnem przebywało minimum 68 gestapowców (tyle porcji obiadowych zamówiono, zgodnie z zeznaniami świadek Julii Sokołowskiej, kucharki na posterunku żandarmerii, która podczas rozprawy 17 maja zeznała [1]: „Dnia krytycznego było 68 gestapo, bo dla nich szykowałam obiad, zaś żandarmerii było bardzo dużo, bo przyjechali z różnych posterunków” ) i 240 żandarmów [2]. Wiemy, że Polaków do eskortowania Żydów na miejsce kaźni trzeba było zmuszać:
„Oskarżony (uwaga red.: Władysław Dąbrowski) zeznał, że nie chciał iść i Niemcy przez uderzenie w twarz zmusili go do pójścia.”, „z nakazu niemieckiego, popartego zastosowaniem przymusu fizycznego /uderzenie pistoletem po głowie i dłonią w twarz, od ciosu stracił ząb/ udał się na rynek, aby pilnować ludność żydowską”, w śledztwie „przyznał się do pilnowania Żydów przez dwie godziny”, „treść zeznań złożonych w czasie postępowania przygotowawczego została na nim wymuszona biciem.” (…)
Źródło: „Co zapomniano Polakom powiedzieć o procesie łomżyńskim?”, za: K. Gilewicz, Jedwabne (2): proces łomżyński (z dedykacją dla G. Miecugowa)
Potwierdzone w: Postanowienie o umorzeniu śledztwa w.s. mordu w Jedwabnem z powodu niewykrycia sprawców czynu, IPN, 30.VI.2003, S 1/00/Zn, str. 17
Z części świadków i oskarżonych żydowscy oficerowie UB wybili samooskarżenia i zeznania obciążające, innych bić nie było potrzeby – jako analfabeci podpisywali wszystko, co im podsunięto:
Bronisława Kalinowska oznajmiła że „miejscowa ludność zabijała Żydów”. Przebiegający ul. Przytulską Jerzy Laudański (który był bardzo zdenerwowany) miał poinformować świadka, że „zabił dwóch bądź trzech Żydów”. Na rozprawie świadek odwołała wcześniejsze zeznanie. Oświadczyła, te mówiła nieprawdę, bowiem „ten pan, co badał, kazał mi tak mówić, krzyknął na mnie, beknął, aż się zlękłam, a co napisali, to ja nie wiem.” Bronisława Kalinowska dodała. że jest analfabetką, więc protokołujący napisał, co chciał. zapewniła, że na rozprawie mówi prawdę.
Źródło: Postanowienie o umorzeniu śledztwa w.s. mordu w Jedwabnem z powodu niewykrycia sprawców czynu, IPN, 30.VI.2003, S 1/00/Zn, str. 15
W cytowanym powyżej „Postanowieniu” IPN przeczytamy o wymuszaniu torturami zeznań:
Siedmiu oskarżonych w swoich wyjaśnieniach złożonych do protokołu rozprawy w dniu 16 maja 1949 r. podało, że w trakcie postępowania przygotowawczego stosowano wobec nich przymus fizyczny w postaci bicia dla wymuszenia określonych oświadczeń procesowych. Miano ich zmuszać, aby przyznawali się do winy i obciążali innych współoskarżonych. Odnośnie tego podali, co następuje:
Bolesław Ramotowski: „Na zeznaniach zmuszony byłem mówić i na inne osoby, bo byłem bardzo bity. Mówiłem na Zawadzkiego Jana, Żyluków i innych”;
Czesław Lipiński: „Na zeznaniach mówiłem lak, jak ode mnie żądali, bo byłem bardzo bity”;
Władysław Dąbrowski: „Na zeznaniach tak mówiłem, bo byłem bity i bałem się dalszego bicia.(…) Byłem bity w potworny sposób”;
Roman Górski: „Na zeznaniach byłem bardzo bity i tak mówiłem pod wpływem bólu”;
Jerzy Laudański: „Zeznanie podpisałem pod presją ho mnie bito i katowano, ale w rzeczywistości tak nie było; to, co powiedziałem, było wymuszone, bo powiedziano mi: „Albo powiesz, albo na miejscu skonasz”;
Zygmunt Laudański: „Żyluka nie widziałem na rynku, a zeznawałem na niego pod presją”;
Władysław Miciura: „Na zeznaniach mówiłem to, co chcieli, bo nie chciałem, żeby mi zdrowia odebrali”.
Kolejne skargi sformułowano w podaniach kasacyjnych skazanych, które kierowano do Sądu Najwyższego.
Źródło: Postanowienie o umorzeniu śledztwa w.s. mordu w Jedwabnem z powodu niewykrycia sprawców czynu, IPN, 30.VI.2003, S 1/00/Zn, str. 24-25
W większości wspomnień świadków i oskarżonych można przeczytać, jak wytłuczono zeznania z każdego z mężczyzn:
(…)Wkrótce do Jedwabnego zjechało UB. Nabrali ludzi na samochody i zawieźli do Łomży. Tam tak zaczęli ich tłuc, że podpisywali co tylko bijący chcieli. (…) Sielawina i Kalinowska, które nie umiały pisać ani czytać, „podpisywały” krzyżykami wszystkie protokoły, które im podsuwano. Niebrzydowskiego, który za pierwszych Sowietów pracował w MTS, zaczęli tłuc w pięty, żeby podpisał, że widział Laudańskich przy pędzeniu i paleniu Żydów w stodole. Chłop nie wytrzymał i podpisał. Przez długi czas nie mógł chodzić. (…)Wreszcie przyszedł czas i na Zygmunta (uwaga red. Laudańskiego). (…) Próbował uczciwie wyjaśniać, że przy tym nie był i nikogo nie mógł widzieć. Wtedy śledczy naciskał przycisk na biurku, gasło światło, a z sąsiedniego pomieszczenia wpadało trzech rosłych ubowców. Jedno uderzenie wystarczało, by leżał na podłodze. Leżącego kopali, gdzie popadło: po głowie, brzuchu, nerkach – nie wybierali. Gdy starał się osłaniać głowę – dostawał w genitalia, gdy chronił przyrodzenie – kopali w głowę, gdy mdlał – cucili wodą i znów bili. Po takiej “obróbce” mówił właściwie wszystko co chcieli.(…)
Źródło: Wiesław Wielopolski, W Jedwabnem Laudańskiego gnali gestapowcy, Tygodnik Głos NR 27 (884) 7 lipca 2001, za Wiadomości Piskie
Więcej informacji na ten temat znajdzie czytelnik w cytowanym wcześniej tekście W. Gilewicza, który cytuje fragmenty zeznań z procesu łomżyńskiego z 1949r.
Powyższe zeznania jasno pokazują, co się w żydoubeckich katowniach działo. Jak zareagował sąd? Tak, jak w czasach stalinowskich reagowały sądy. Skazał niewinnych, obciążonych zeznaniami złożonymi pod przymusem bądź żydowskimi konfabulacjami „ocalonych” na kary wieloletniego więzienia. Zygmunt Laudański próbował się bronić: Sędziemu poskarżył się już w pierwszym dniu procesu. Opowiedział jak go bito, jak wymuszano zeznania i dyktowano co ma powiedzieć. “Niezawisły” sąd ze zrozumieniem wysłuchał podsądnego, po czym zwracając się bezpośrednio do Zygmunta sędzia zapytał, czy dysponuje on… zaświadczeniem lekarskim potwierdzającym doznane urazy. [3]
Obok metod, jakimi wydobywano zeznania, opinii publicznej w Polsce znane są dziś jedynie strzępy faktów – fragmenty stenogramów z procesu łomżyńskiego, garść informacji o wynikach ekshumacji, szacunkowej liczbie ofiar (około 250), o znalezionych w grobie wewnątrz stodoły (tym z Leninem) i grobie obok stodoły łuskach mauzerowskich kal. 7.92mm. Mamy wywiad z J. Laudańskim, ostatnim świadkiem wydarzeń – i jednocześnie ofiarą stalinowskiej zbrodni sądowej, mamy ustalenia I. Pogonowskiego odnośnie ilości benzyny koniecznej do podpalenia stodoły – w Jedwabnem wykorzystano kilka kanistrów benzyny, a nie, jak usiłuje się Polakom wmawiać 7 litrów nafty.
Te fakty powyżej to dość, by nie wierzyć oficjalnej propagandzie Grossów, Pasikowskich i im podobnych.
Co myśleć o Jedwabnem?
Z przyczyn oczywistych żadnym zeznaniom żydowskich „świadków” ani „ofiar” ufać nie wolno. To samo tyczy żydowskich „historyków”. Co gorsza – nawet polskim historykom (nie chodzi tu o polskojęzycznych) w znaczącej części ufać nie bardzo się da. Dlaczego? Ponieważ na ich wypowiedzi i ustalenia badawcze silnie oddziałuje znajomość losów dr D. Ratajczaka i innych osób, które myślały, że o „tematach niebezpiecznych” można w III (i IV) RP bezpiecznie mówić i pisać. Nieliczni, którzy najwyraźniej na swojej karierze postawili krzyżyk i próbują żyć z kontestacji, mogą zaoferować taki opis zdarzeń, jak L. Żebrowski (Historyk Leszek Żebrowski o Jedwabnem, “Pokłosiu”, kłamstwach A. Bikont i żydowskich zbrodniach – gorąco polecamy zapoznanie się z całym nagraniem, dodatkowo polecamy komentarz Krzysztofa Janiewicza do tendencyjnych ustaleń prokuratora Ignatiewa z IPN [Ignatiew na manewrach IPN-u] oraz artykuł krytyczny L. Żebrowskiego na temat tzw. „Białej księgi” Jedwabnego).
10.VII ponownie ktoś będzie przepraszał w imieniu narodu polskiego za Jedwanbe. Oczywiście przepraszać Polacy nie mają za co. W tragicznych wydarzeniach sprzed 72 lat nie ma polskiej winy. Czy hasło „nie przepraszam za Jedwabne”, pod którym manifestują Polacy na ulicach i w Internecie jest więc słuszne, czy pod nim należy się podpisać? Nie. To hasło jest półprawdą, ono pozwala szkalować naród polski – można je relacjonować następująco: „patrzcie, oto ci zatwardziali antysemici nie chcą przeprosić za swoją zbrodnię, jacy bezczelni, pewnie i dziś chętnie by sobie popalili!”. Przeciętny Polak, zdezorientowany przez oficjalną propagandę z takiego hasła nie dowiaduje się niczego, poza tym, że jacyś „polscy neonaziści” nie uważają za stosowne przepraszać za palenie Żydów w stodole. Palenie przez Polaków rzecz jasna, bo tak od lat nauczają w mediach „autorytety” „naukowe” i „moralne”. Celem polskich środowisk narodowych powinno być nie – dawanie upustu własnym emocjom poprzez protestowanie, lecz edukowanie innych rodaków, zagubionych w medialnym przekazie. Pod jakim hasłem należy więc jednoczyć się? Pod jakim hasłem należy dawać odpór propagandzie Grossów, Bikontów, Weissów i im podobnych? Pod hasłem „Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!” – takie hasło niesie jednoznaczny przekaz, przekaz jednocześnie odkłamujący sprawę Jedwabnego i uzasadniający polski sprzeciw. Przekaz, którego nie da się zakłamać. Takie hasło raportowane w różnych mediach, nawet wrogich, musi służyć polskiej sprawie, bo wskazuje winnego.
____________________
* Hucpa (chutzpah) – skrajna bezczelność, zwykle bezczelne kłamstwo / pomówienie.
** Warto zaznaczyć, że nie mamy tu przeciwstawienia ‚pojmowaniu prawdy’ w „kulturze żydowskiej” ‚pojmowania prawdy’ „kulturze łacińskiej”, jak wielu by chciało. Uczciwy naukowiec posługujący się metodą naukową, jeśli tylko pozostanie wierny tej metodzie, będzie po stronie prawdy (zgodnie z jedną z definicji znanych filozofii nauki), niezależnie od tego, czy jego przodkowie żyli kiedyś w kulturze turańskiej, bizantyjskiej czy jakiejkolwiek innej – nawet żydowskiej (jak np. N. Finkelstein; „kultura łacińska” nie ma monopolu na prawdę ani jej nie gwarantuje, jak niektórzy wmawiają naiwnym – czego dodatkowo dowodzą sławne już „wyczyny” ks. dr Romana Kneblewskiego [kuriozalne wypowiedzi nt. Krzyżaków (1, 2) i Inkwizycji]).
Przypisy
[1] T. Strzembosz, Inny obraz sąsiadów, naszawitryna.pl
[2] Relacja księdza E. Orłowskiego, Niedziela – Tygodnik Katolicki, 2001-07-22, potwierdzona zeznaniami Julianny Sokołowskiej: „(…) przesłuchana na temat okoliczności zbrodni blisko 25 lat później w śledztwie, sygn. Ds. 24/67, prowadzonym przez byłą Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Białymstoku , nie wspomniała nic o funkcjonariuszach gestapo. Natomiast, mimo upływu lat, liczbę żandarmów określiła zdumiewająco dokładnie, stwierdzając. Ze było ich 240 i tyle musiała przygotować obiadów. (Postanowienie o umorzeniu śledztwa w.s. mordu w Jedwabnem z powodu niewykrycia sprawców czynu, IPN, 30.VI.2003, S 1/00/Zn, str. 14)
[3] Wiesław Wielopolski, „W Jedwabnem Laudańskiego gnali gestapowcy”, Tygodnik Głos NR 27 (884) 7 lipca 2001 za Wiadomości Piskie
Ignatiew na manewrach IPN-u: Replika na Komunikat IPN
Krzysztof Janiewicz
W dniu 09.07.2002 r. ukazała się w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej” informacja o zakończeniu śledztwa IPN w sprawie masowego mordu Żydów w miasteczku Jedwabne, jakie miało miejsce 10 lipca 1941 r.
„Gazeta Wyborcza” również w tym samym dniu zamieściła Komunikat IPN, wywiad Anny Bikont z prokuratorem prowadzącym śledztwo, Radosławem Ignatiewem, oraz krótki komentarz historyka, prof. Tomasza Strzembosza, na temat wyników owego śledztwa.
Po lekturze powyższych materiałów nasuwa się parę pytań dotyczących wiarygodności i sposobu prowadzenia śledztwa.
Po pierwsze, kiedy ukaże się szumnie zapowiadana po posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka 30.01.01 przez prof. Witolda Kuleszę z IPN tzw. „Biała Księga” Jedwabieńskiego śledztwa? I czy taka księga się w ogóle ukaże? W komunikacie IPN nie ma najmniejszej wzmianki na ten temat, a przypomnijmy, że prof. Kulesza tak określił konieczność opublikowania „Białej Księgi” już ponad rok temu, co było szeroko komentowane przez srodki masowego przekazu.
- Po zakończeniu wszystkich czynności śledczych rozważamy możliwość publikacji relacji w postaci tzw. białej księgi
- Publiczne przedstawienie relacji wszystkich żyjących świadków tamtego wydarzenia jest konieczne, gdyż w tej sprawie każdy ma prawo do wyrobienia sobie zdania na ten temat.
- Nie ma innej drogi dla uwiarygodnienia wyników owego śledztwa – mówił Kulesza.
Również Prezes IPN, Kieres, tak powiedział podczas posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w dniu 30.01.01:
- Jeżeli stan i warunki śledztwa pozwolą, to chcemy opublikować Białą Księgę, w której znajdą się zeznania świadków tej zbrodni lub innych osób przesłuchiwanych."
A więc należy teraz oczekiwać tej publikacji, która będzie niezwykle ważnym dokumentem ze względu na ogromną kontrowersyjność całej sprawy. Dobrze by było, żeby zainteresowani dziennikarze zaczęli zadawać prof. Kuleszy stosowne pytania o zapowiadaną przez niego „Białą Księgę”. Badacze zajścia w Jedwabnem, niezależni od IPN i innych organizacji rządowych, powinni mieć dostęp do wszystkich materiałów, na których opierał się prokurator Ignatiew w ustalaniu przebiegu wydarzeń w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941r, celem weryfikacji wniosków końcowych.
Po drugie, nasuwa się również pytanie, do jakiego stopnia wyniki śledztwa przeprowadzonego przez prokuratora Ignatiewa były uzależnione od wpływów zewnętrznych. Czyli innymi słowy: do jakiego stopnia na rezultat śledztwa miały wpływ oczekiwania pewnego odgórnie określonego wyniku. Ogólnie przyjętą na świecie zasadą jest, że – dopóki trwa śledztwo i nie został zakończony przewód sądowy ani ogłoszony wyrok – nie należy przesądzać publicznie o winie podejrzanego (lub później oskarżonego). Dotyczy to zwłaszcza osób wysoko postawionych w hierarchii społecznej oraz zwierzchników prowadzącego śledztwo, gdyż ich komentarze sugerujące „pożądany” wynik mogą być odczytane jako próba wpłynięcia na orzeczenia sądu lub wyniki śledztwa, co jest powszechnie uważane za postępowanie nieetyczne, a w niektórych krajach może nawet być karalne.
Ten warunek nie został w tym przypadku spełniony. Już ponad rok temu, na samym początku śledztwa, pojawiły się w środkach masowego przekazu komentarze wysoko postawionych dygnitarzy państwowych – np. Prezydenta Kwaśniewskiego czy też Premiera Millera, Prezesa IPN Kieresa (bezpośredniego zwierzchnika prokuratora Ignatiewa), jak również niektórych przedstawicieli Episkopatu – przesądzające z góry o winie Polaków. Oni to, nie czekając na rezultat prowadzonego śledztwa, sugerowali jego wynik występując z publicznymi przeprosinami i oświadczeniami, które jednoznacznie sugerowały, że książka Jana Grossa jest wiarygodna… że to Polacy są winni mordu na Żydach, a Niemcy jedynie biernie się temu przyglądali, a co najwyżej swoją obecnością inspirowali – ba, według zeznań niektórych świadków, to nawet tych Żydów bronili!
Do jakich więc wniosków mógł w takim razie dojść prokurator Ignatiew? Czy podane przez niego wyniki końcowe śledztwa są wolne od jakże ludzkiej chęci przypodobania się swemu zwierzchnikowi, czy też nawet samej głowie państwa? Wszak gdyby wyniki śledztwa zasadniczo różniły się od wygłaszanych przez nich komentarzy, wytworzyłaby się wysoce niezręczna sytuacja. Po prostu wyszliby oni na skończonych idiotów, a dalsza kariera prokuratora Ignatiewa stanęłaby pod ogromnym znakiem zapytania. Jeżeli w ogóle można by tu mówić o jakiejkolwiek późniejszej karierze. Być może z tego właśnie powodu wyniki tego śledztwa są takie a nie inne…
W swoim omówieniu wyników końcowych śledztwa – wobec braku „Białej Księgi” – mogę opierać się jedynie na oficjalnym Komunikacie IPN, a więc na analizie całokształtu zgromadzonego materiału dowodowego oraz na wywiadzie, jakiego prokurator Ignatiew udzielił p. Annie Bikont.
Tak więc w pierwszych zdaniach komunikatu IPN prokurator Ignatiew stwierdza:
(…)Analizując całokształt zebranego w sprawie materiału dowodowego zgromadzonego w trakcie prowadzonego śledztwa S 1/00/Zn, ustalono prawdopodobny przebieg zdarzeń w dniu 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem.(…)
(…)Tego dnia, w czwartek nad ranem, do Jedwabnego zaczęli przybywać mieszkańcy okolicznych wsi z zamiarem brania udziału w zaplanowanej wcześniej zbrodni zamordowania żydowskich mieszkańców tej miejscowości. W wieczór poprzedzający zdarzenia niektórzy żydowscy mieszkańcy uprzedzeni zostali przez znajomych Polaków, ze przygotowywane są zbiorowe działania przeciwko Żydom.(…)
Natomiast w wywiadzie udzielonym p. Annie Binkot mówi:
Zeznania świadków są tak rozbieżne, że z zasady nie sposób było weryfikować jednych zeznań za pomocą drugich. Czyniłem to zatem w oparciu o tak zwane dowody materialne, ustalenia z ekshumacji, z akt procesowych, z oględzin terenu, z badań łusek.(…)
(…)Przy szczątkach znaleziono przedmioty codziennego użytku, jak pudełko z gwoździami szewskimi do zelowania butów, ale też wiele złotych monet i zadziwiającą ilość kluczy od kłódek i drzwi. Wyglądało to, jakby ci ludzie, opuszczając domy, zabezpieczyli swoje mienie.(…)
(…)W dniu zbrodni w Jedwabnem przebywały na pewno osoby narodowości żydowskiej, które schroniły się tam m.in. z Wizny i Kolna.(…)
A więc już sam początek komunikatu w zestawieniu z udzielonym wywiadem nasuwa na myśl następujące wątpliwości:
Jeżeli zeznania świadków są tak rozbieżne, że celem ustalenia przebiegu wydarzeń należy odwoływać się do dowodów materialnych, to skąd prokurator Ignatiew wie, że chłopi już od rana zjeżdżali się do Jedwabnego powodowani żądzą mordu i rabunku? Jeżeli tak, to Ignatiew powinien przedstawić te „dowody materialne” popierające jego tezę o przybyciu chłopów opętanych żądzą mordu. ( Swoją drogą, jak on to stwierdził na podstawie dowodów materialnych?) A może akurat był to dzień targowy i chłopi po prostu zjeżdżali do Jedwabnego na jarmark? Naturalnie zakładając, że w ogóle przyjeżdżali, bo relacje na ten temat pochodzą głównie od niewiarygodnych „świadków” Grossa.
Ignatiew twierdzi również, że przy zwłokach znaleziono wręcz zadziwiającą ilość kluczy i przedmiotów codziennego użytku, które sugerują, że ci ludzie zabezpieczali swoje mienie, a więc oczekiwali powrotu do swoich domów. Jeżeli przyjąć, że W wieczór poprzedzający zdarzenia niektórzy żydowscy mieszkańcy uprzedzeni zostali przez znajomych Polaków, że przygotowywane są zbiorowe działania przeciwko Żydom, to czy ci ostrzeżeni nie ostrzegli z kolei innych o mającym nastąpić mordzie? Zwłaszcza, że już wtedy znajdowali się w Jedwabnem uciekinierzy z Wizny i Kolna, którzy mogli już przypuszczać, czym może grozić zaplanowana na następny dzień akcja. Nie było żadnych prób ucieczki w noc poprzedzającą egzekucję? Żydzi spodziewali się, że z tej rzekomo ukartowanej przez polskich chłopów egzekucji będą wracali do swoich domów? Jak to się stało, że mimo istnienia tych rzekomych planów zagłady wszystkich Żydów przez Polaków, i mimo rzekomego przeprowadzenia przez Polaków tejże zagłady, około 200 pozostałych przy życiu Żydów z ogólnej liczby 564 żyło sobie w Jedwabnem spokojnie aż do następnego roku, kiedy to zostali z Jedwabnego wywiezieni przez Niemców?
Natomiast pewna ilość kosztowności takich jak biżuteria, złote monety i zegarki, znalezione w kieszeniach ofiar, wydaje się zdecydowanie obalać spekulacje prokuratora Ignatiewa na temat powodów rabunkowych (zaznaczam tu, że ekshumacji nie dokończono z powodu religijnych protestów Żydów; zwłok nie naruszano, a więc była to jedynie „odkrywkowa” pseudo-ekshumacja, która uniemożliwiła ekspertom medycyny sądowej dokładne oględziny szczątków oraz ustalenie przyczyny śmierci).
Być może polscy mieszkańcy Jedwabnego nie mieli żadnych planów zbiorowego działania przeciwko Żydom a więc nie było powodu, aby kogokolwiek przed czymkolwiek ostrzegać i żaden Żyd z Jedwabnego poprzedzającej nocy nie uciekał?
Po za tym, co oznacza w ustach prokuratora stwierdzenie ustalono prawdopodobny przebieg zdarzeń…?
Czy było tak, jak to przedstawił to prokurator Ignatiew, czy też nie było? A może równie prawdopodobny przebieg wydarzeń był zupełnie inny? Może Niemcy siłą, pod groźbą śmierci, zegnali tych rzekomych 40 mieszkańców Jedwabnego i kazali im wyganiać z domów i pilnować Żydów? Tak jak to miało też miejsce w Tykocinie? Czy w sądzie pan prokurator również stwierdza, że oskarżony prawdopodobnie popełnił przestępstwo? Co wobec sądu znaczy prawdopodobnie? Albo prokurator ma niezbite dowody, które poza wszelką wątpliwością wskazują na winę oskarżonego, albo ich prokurator nie ma. Jeżeli ich nie ma, to niech nie wygłasza mowy oskarżycielskiej opartej na prawdopodobnym przebiegu zdarzeń.
Następnie w komunikacie IPN pojawia się sprawa łatwopalnego materiału użytego do podpalenia stodoły. Prokurator Ignatiew stwierdza:
Po zamknięciu budynek oblano prawdopodobnie naftą pochodzącą z poradzieckiego magazynu.
Czyżby mógł przedstawić jakieś „dowody materialne” na użycie tej nafty? Może on o tym wiedzieć jedynie z zeznań świadków, a te – według jego własnej opinii – są niewiele warte, ponieważ sobie nawzajem zaprzeczają. Wszak istnieją również zeznania świadków, którzy twierdzą, iż do podpalenia stodoły użyto benzyny, a nie nafty. Dlaczego więc daje on wiarę świadkom podającym naftę jako zastosowany wówczas materiał łatwopalny, a nie świadkom podającym, iż użyto w tym celu benzyny? Również znany historyk, którego chyba jest niezwykle trudno posądzić o „oszołomstwo”, prof. Tomasz Szarota, tak stwierdził w wywiadzie udzielonym „Tygodnikowi Powszechnemu” w dniu 17.04.2002:
Nieprawdopodobne jest, aby tak wielki pożar stodoły (świadkowie widzieli wybuch i słup ognia) można było wywołać przy pomocy 8 litrów nafty czy ropy. To musiała być benzyna, a tę prawdopodobnie dostarczyli Niemcy.(…)
W dalszej części powołuje się p. prokurator na zeznania niejakiego Awigdora Kochawa (vel Wiktor Nieławicki). Oni bardzo lubują się w posiadaniu kilku, minimum dwóch nazwisk; w niektórych przypadkach może to być nawet użyteczne – jeżeli np. w jednym miejscu Nieławicki mówi jedno, a w drugim miejscu Kochaw mówi zupełnie coś innego, to każdy myśli że to dwie różne osoby. A więc cóż takiego ów Kochaw-Nieławicki powiedział panu prokuratorowi:
Należy zwrócić uwagę, iż przed wyprowadzeniem ludzi, z rynku popełniane były pojedyncze zabójstwa. Mówi o nich m.in. pokrzywdzony Awigdor Kochaw, który był w tym czasie na rynku.
Czyżby był to ten sam Nieławicki, którego zeznania były tak szeroko nagłośnione, od telewizji poprzez „Rzeczpospolitą” aż do „Der Spiegel”, jako zeznania rzekomego naocznego świadka wydarzeń w Jedwabnem? Głosił on wszem i wobec, że sprawcami mordu byli Polacy i – przebijając nawet Grossa i Wassersztajna – twierdził, że żydowskich ofiar Polaków w Jedwabnem było więcej niż dwa tysiące. (I to wszystko głosił już po owej pseudo-ekshumacji, w której doliczono się ciał od 150 do 250 ofiar).
Tenże sam Kochaw-Nieławicki został już wcześniej zdemaskowany jako autor sfabrykowanego oszczerstwa o rzekomym skorumpowaniu przez delegację jedwabieńskich Żydów biskupa łomżyńskiego, Stanisława Łukomskiego, któremu wuj Nieławickiego wraz z innymi Żydami miał dostarczyć do Łomży srebrne lichtarze, a który to biskup miał, według zeznań Nieławickiego („Sąsiedzi”, str. 52-53), w zamian za tę łapówkę powstrzymać pogrom w Jedwabnem. Rozwodzi się Gross wraz z Kochawem-Nieławickim nad tą przewrotną naturą biskupa, oj rozwodzi! Tyle że biskup haraczu od Żydów z całą pewnością nie wziął, i to nie tylko ze względów moralnych, ale czysto technicznych. Po prostu go w Łomży nie było, ponieważ już od października 1939 r. ukrywał się przed Sowietami, a powrócił do Łomży dopiero w sierpniu 1941 r., czyli już po fakcie. Z tej to prostej przyczyny ta osławiona, niosąca srebrne lichtarze delegacja i sama wizyta nie mogły mieć miejsca.
Wypadałoby więc w tym miejscu zadać pytanie prokuratorowi Ignatiewowi, czy w jego opinii świadek przyłapany już dwukrotnie na kłamstwie jest świadkiem wiarygodnym, i czy reszta świadków, na których zeznaniach prokurator opiera wyniki śledztwa, jest równie wiarygodna jak Awigdor-Wiktor Kochaw-Nieławicki.
Będąc już przy temacie świadków i ich zeznań, rzuca się w oczy stronniczość prokuratora prowadzącego śledztwo. W wywiadzie udzielonym p. Bikont stwierdza:
Niektóre przesłuchiwane przeze mnie osoby pochodziły z rodzin osób sądzonych po wojnie za udział w zbrodni. To może mieć wpływ na to, co zapamiętały, co uważają za fakty, ale to nie to samo co podejrzenie popełnienia przestępstwa składania fałszywych zeznań.
Czyli ci świadkowie w jego opinii stają się momentalnie niewiarygodni. Natomiast wiarygodni są świadkowie tacy jak Kochaw-Nieławicki, którym kłamstwa zostały udowodnione. Ciekawe podejście do sprawy wiarygodności świadków… A czy zastanowił się prokurator Ignatiew, że świadkowie oczerniający Polaków, mogą się po prostu sugerować książką „Sąsiedzi”, możliwością osiągnięcia korzyści materialnych lub po prostu zwykłą nienawiścią w stosunku do Polaków za doznane lub też urojone krzywdy?
Dlatego też niezwykle ważne jest opublikowanie „Białej Księgi” sprawy Jedwabnego, co umożliwiłoby zainteresowanym zapoznanie się z materiałami, na których oparto wyniki śledztwa. Chodzi o zeznania i nazwiska świadków, których zeznania zostały odrzucone, wraz z uzasadnieniem; nazwiska świadków, na których zeznaniach opierał się prokurator, również wraz z uzasadnieniem; a także wszelkiego rodzaju dokumenty archiwalne, na których oparł się prokurator. Wiadomo, że w Archiwum Państwowym w Łomży istnieje około 28 relacji złożonych w 1947 r. przez 19 świadków, w tym 9 Żydów, które wskazują jednoznacznie na Niemców jako sprawców zbrodni. Według tych dokumentów, wśród ofiar mordu znajdowało się również 3 Polaków. Relacje przedstawione przez Darię Nałęcz z łomżyńskiego archiwum, zostały odnalezione w aktach spraw cywilnych, które odbywały się przed łomżyńskimi sądami grodzkimi w latach 1946-49. [Relacja PAP, 28.03.01]
W komunikacie IPN pojawia się też stwierdzenie:
W tym stanie rzeczy stwierdzić należy, że zasadne jest przypisanie Niemcom, w ocenie prawnokarnej, sprawstwa sensu largo tej zbrodni.
Wykonawcami tych zbrodni, jako sprawcy sensu stricto, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic – mężczyźni, w liczbie co najmniej 40.
Należy się teraz bliżej przyjrzeć temu niemieckiemu sprawstwu largo i polskiemu sprawstwu stricto.
W komentarzu prof. Strzembosza, zamieszczonym również w „Gazecie Wyborczej” w dniu 09.07.02 r., czytamy:
Za „100-procentowo wiarygodne" uważa on zeznania kobiety, która jako mała dziewczyna bawiła się 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem. Jak ujawnił Ignatiew, niemiecki żołnierz – biorąc dziecko za żydowskie – chciał je zabrać na rynek w Jedwabnem. Interwencja matki dziecka temu zapobiegła.
Ja z tą panią rozmawiałem. Relacja jest stuprocentowo wiarygodna i mówi wyraźnie o aktywnym udziale Niemców – stwierdził Strzembosz. Według niego, z relacji świadków – o których nie mówił Ignatiew – wynika, ze Niemcy siłą zmuszali niektórych Polaków do pójścia na rynek, z którego potem zmuszeni byli konwojować Żydów do stodoły, gdzie ich spalono.
A więc pojawia się tu ogromny znak zapytania odnośnie tego, co prokurator Ignatiew wie, a czego nam nie mówi… Otóż wie on, i uznaje za wiarygodne, że jakiś Niemiec usiłował zabrać to cudem uratowane dziecko na rynek; wie też o aktywnym, nie tylko pasywnym, udziale w tej zbrodni Niemców, którzy siłą zmuszali Polaków do pójścia na rynek.
A jednak on nam tego nie mówi… Natomiast mówi o udziale Polaków sensu stricto.
Na taki aktywny udział Niemców wskazywałyby również zeznania niektórych oskarżonych w procesie łomżyńskim w 1949 r. Jeżeli prokurator Ignatiew uznaje wyrok stalinowskiego sądu za wiarygodny, to za wiarygodne należy również uznać zeznania świadków i oskarżonych, ponieważ sąd dał tym oskarżonym wiarę, co zapisano w uzasadnieniu wyroku:
Stanisław Zejer – urodzony w 1893 r.: (…) Tak, przyznaję się do winy, że w roku 1941 w Jedwabnem idąc na rękę władzy państwa niemieckiego (Jest to stale używana formuła związana z tym, że tu oskarżano z tzw. dekretu sierpniowego z 1944 r.) pod wpływem nakazu burmistrza Karolaka i gestapo doprowadziłem (…)
Czesław Lipiński – urodzony w 1920 r.: (…) wyjaśniam, że w dniu krytycznym kiedy stałem u siebie na podwórzu podszedł do mnie niemiec i zabrał mnie ze sobą na rynek, żeby pilnować żydów (…)
Władysław Dąbrowski – urodzony w 1890 r.: (…) krytycznego dnia kiedy znajdowałem się w domu przyszedł do mego mieszkania żandarm z burmistrzem Jedwabnego Karolakiem i kazał mi iść na rynek pilnować żydów. Ponieważ nie chciałem iść i starałem się uciec niemiec uderzył mnie pistoletem w głowę (potwierdziły to zeznania kilku świadków) a ręką uderzył mnie w twarz i wybił ząb (…)
Feliks Tarnacki – urodzony w 1907 r.: (…) przyszedł do mnie burmistrz Karolak Marian i sekretarz magistratu Wasilewski imię nie znam wraz z gestapowcem i wypędzili mnie na rynek (…)
Roman Górski – urodzony w 1904 r.: (…) przyszedł do mnie Karolak Marian, który był burmistrzem i żandarm niemiecki, który mnie kopnął i zabrali mnie na Rynek m. Jedwabnego (…)
Uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego w Łomży, dn. 16-17 maja 1949 r. (Fragmenty)
I. Bolesław Ramatowski, Stanisław Zejer, Czesław Lipiński, Władysław Dąbrowski, Feliks Tarnacki, Józef Chrzanowski, Roman Górski, Antoni Niebrzydowski, Władysław Miciura, Józef Zyluk, Marian Zyluk, Jerzy Laudański, Zygmunt Laudański, Czesław Laudański, Wincenty Gościcki, Roman Zawadzki, Jan Zawadzki, Aleksander Łojewski, Franciszek Łojewski, Eugeniusz Śliwecki, Stanisław Sielawa i Karol Bardoń, oskarżeni zostali o to, że w dniu 25 czerwca 1941 r. w Jedwabnem, pow. łomżyńskiego – idąc na rękę władzy państwa niemieckiego brali udział w ujęciu około 1 200 osób narodowości żydowskiej, które te osoby przez Niemców zostały masowo spalone w stodole Bronisława Śleszyńskiego.
(…) W morderstwie tym wzięli udział Niemcy w liczbie kilkudziesięciu (św. J. Sokołowska) w tym samych gestapowców 68 i miejscowa ludność, która do działania została wciągnięta przemocą. (…)
(…) Miejscowa ludność, a więc w tej liczbie i oskarżeni wzięci byli do udziału pod terrorem, jak to widać ze wszystkich wyjaśnień oskarżonych, gdziekolwiek by były one składane i z zeznań świadków oskarżenia i odwodowych. Przemoc zastosowana przez Niemców do oskarżonych wypływa w wielkiej ilości w jakiej w tym dniu krytycznym zjawili się w Jedwabnem i z faktu, że żydów należało wyciągać z mieszkań na plac zbiórki, czego sami Niemcy nie mogli dokonać ze względu na stosunkowo małą ich ilość. (…)
I. Karola Bardonia, którego działanie (…) uznać należało za pozbawione cech przymusu. Jak zeznała świadek Sokołowska oskarżony był w tym czasie zatrudniony w służbie żandarmerii. (…)
A wiec jeżeli się powiedziało „a” należy też i powiedzieć „b”, panie prokuratorze… W przeciwnym razie zaczyna się „grossowszczyzna”, czyli selektywne wybieranie materiałów, które potwierdzają postawioną na samym początku tezę, że to Polacy z własnej i nieprzymuszonej woli mordowali Żydów, za co należy ich teraz czołobitnie przepraszać. Natomiast odrzuca się wszelkie materiały dowodowe i zeznania świadków wskazujące na to, że osądzeni działali pod wpływem terroru. Jeżeli opiera się na wynikach śledztwa i prawomocności wyroku Sądu Okręgowego w Łomży z 1949 r., należy również uznać za właściwe przesłanki, na których opierał się ten sąd ferując takie a nie inne wyroki.
Jeżeli twierdzi się, że…
(…) W oparciu o materiały archiwalne procesów karnych w 1949 i 1953 r. i inne zweryfikowane w toku obecnego śledztwa materiały dowodowe, należy przyjąć, iż aktywnie uczestniczyli oni w dokonaniu zbrodni, uzbrojeni w kije, orczyki i inne narzędzie. Przypisane im w wyniku niniejszego śledztwa czyny wypełniają znamiona nieulegającej przedawnieniu zbrodni opisanej w treści art. 1 pkt. 1 dekretu z 31 sierpnia 1944 r. stanowiącego, iż podlega karze dożywotniego pozbawienia wolności ten, "kto idąc na rękę władzy państwa niemieckiego (…) brał udział w dokonywaniu zabójstw". Spośród czterdziestu, osób, których nazwiska, jako sprawców, wymienione zostały w aktach spraw, część została prawomocnie osądzona. (…)
… to należy również uznać, że na podstawie zeznań świadków i oskarżonych z tego procesu, a także orzeczenia tego sądu, skazani działali pod przymusem Niemców, będąc przez nich sterroryzowani. Większość ludzi w Polsce, którzy przeżyli okupację niemiecką, dobrze wie, czym groziła odmowa rozkazu wydanego przez Niemców, zwłaszcza (jak zeznali skazani) rozkazu popartego kopniakiem, ciosem pięścią lub kolbą pistoletu. Czy przypadkiem nie jawi się nam tu całkiem nowy obraz dnia 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem, gdzie rzekomo 40 obywateli tego miasteczka, zostało przemocą i terrorem zmuszonych do wykonania niemieckich rozkazów…? Rozkaz wykonali, nie każdy ma zadatki na bohatera i jest gotów poświęcić własne życie za życie bliźniego. Być może wśród tych rzekomych czterdziestu znalazło się paru, którzy faktycznie mścili się na Żydach za domniemane lub też prawdziwe krzywdy doznane przez nich samych lub przez ich rodziny pod okupacją sowiecką.
Swoją drogą aż do ustalenia konkretnych nazwisk rzekomych 40 osób nie można twierdzić, że było ich akurat tylu. Co więcej, nie można twierdzić, że takowe osoby w ogóle istniały. Kolejność działań musi tu być zupełnie odwrotna. Najpierw trzeba dokładnie ustalić imiennie kto, a dopiero później policzyć ilu. Operowanie magicznymi liczbami nie przystoi prokuratorowi, który bez mała dwa lata prowadzi śledztwo, a do dziś nie jest w stanie podać żadnych konkretnych ustaleń.
W świetle powyższego wyłania się tu całkiem inny aspekt moralny, a także karny, samego czynu. Zupełnie inny od spekulacji pana prokuratora, jakoby od rana mieli zjeżdżać do Jedwabnego okoliczni chłopi opętani bliżej niewyjaśnionym zbiorowym amokiem i żądzą mordu na Żydach. Być może należałoby przekwalifikować owo prokuratorskie sprawstwo Polaków sensu stricto na sprawstwo sensu largo, a przypisane Niemcom sprawstwo largo doprecyzować sprawiedliwie na sprawstwo sensu stricto…
Z wywiadu udzielonego p. Bikont:
(…) Postępowanie zostanie umorzone. Nie ustaliłem żyjących sprawców zbrodni, którzy nie byliby wcześniej sądzeni. W zeznaniach świadków generalnie nie padały nowe nazwiska poza znanymi z materiałów archiwalnych. (…)
Jeżeli nie padały nowe nazwiska, a wyrokiem sądu w Łomży zostało skazanych 12 osób (pozostałych oskarżonych sąd uniewinnił z powodu braku dowodów winy), , to skąd prokurator wziął 40 sprawców? [brawo!] Nie zapominajmy, że Gross w swojej książce, również na podstawie zeznań „naocznych” świadków, podaje liczbę ponad 90 sprawców!
Komunikat IPN stwierdza też:
(…) W toku prowadzonego obecnie śledztwa nie zgromadzono wystarczających dowodów, które pozwoliłyby na zidentyfikowanie i postawienie zarzutów żyjącym sprawcom. (…)
A więc teraz się okazuje, że prokurator Ignatiew nie znalazł dowodów wystarczających do postawienia zarzutów żyjącym sprawcom. Ba, nie ma nawet dostatecznych dowodów, na podstawie których mógłby zidentyfikować pozostałych sprawców…
Na jakiej więc podstawie oskarża on o działanie przestępcze całą anonimową grupę ludzi, nie posiadając wystarczających dowodów i nie dając im (potencjalnym oskarżonym) szansy na przedstawienie w sądzie ich własnej wersji wydarzeń. To nie jest oskarżenie, to wręcz oszczerstwo! Nie wolno nikogo oskarżać bez przedstawienia niezbitych dowodów jego winy, istnieje przecież zasada domniemania niewinności!
Podejrzewam, że dowody zgromadzone przez prokuratora Ignatiewa mogłyby nie wytrzymać rygorów przewodu sądowego, a w szczególności wnikliwych pytań obrońców. Prokurator Ignatiew świetnie zdaje sobie sprawę, że – wobec sprzecznych zeznań świadków oraz treści dokumentów archiwalnych – właściwie nie ma on żadnych dowodów na poparcie swego oskarżenia, a w zasadzie to i już wydanego orzeczenia. Ot, tak sobie „grossuje”, a swoim działaniem raz jeszcze daje dowód na to, że instytucja powołana do ujawnienia prawdy historycznej stoi twardo na straży obrony interesów politycznych mających mało wspólnego z interesami polskimi. W polskim bowiem interesie leży całkowite i bezkompromisowe wyjaśnienie afery Jedwabnego, dotarcie do faktów historycznych, a także odkrycie wszelkich manipulacji mających miejsce w całej tej aferze.
Tak więc Naród niech się cieszy, bo go łaskawie zwolniono z odpowiedzialności zbiorowej i wskazano na jakichś tam domniemanych 40-tu Polaków. W efekcie powinniśmy odetchnąć z ulgą, tyle że – jak wynika z powyższej analizy – to wszystko się kupy nie trzyma… Prezydent może odetchnąć, bo „nie na darmo przepraszał”… „Wykazaliśmy jako naród” poczucie odpowiedzialności i „spojrzeliśmy prawdzie w twarz”…
„Teraz dopiero” możemy układać niezakłamane stosunki z naszymi żydowskimi przyjaciółmi, bo „stanęliśmy na wysokości zadania”. Wszystko co nam teraz pozostaje, to przyglądać się kolejnemu odcinkowi tej hucpy pt. „Walka o napis na pomniku”… Potem następny odcinek pt. „Odszkodowania”…A jeszcze potem….No, to już czas pokaże, ale zapowiada się raczej dla nas niewesoło.
Źródło: Krzysztof Janiewicz, Ignatiew na manewrach IPN-u:Replika na Komunikat IPN, Europa, Europa, 14 lipca, 2002, cyt. za http://www.ojczyzna.pl/Arch-Teksty/JANI ... -IPN-u.htm
„Biała księga” Jedwabnego
Leszek Żebrowski

Góra urodziła mysz
Przez prawie dwa i pół roku, czyli od początku „afery” Jedwabnego, „Nasza Polska” informowała Czytelników o wszystkim, co dotyczyło tej sprawy. Jako jedni z pierwszych publikowaliśmy dokumenty, ujawnialiśmy niekonsekwencje śledztwa, selektywne podejście do źródeł. Głos na łamach „NP” zabierały różne osoby, na ogół zorientowane w zachowanej dokumentacji, wskazujące źródła nie znane IPN-owi. Domagaliśmy się ujawnienia wszystkich, powtarzam – wszystkich – dokumentów dotyczących bezpośrednio i pośrednio sprawy Jedwabnego, rozumiejąc jej konsekwencje międzynarodowe. Nie było odzewu. Byliśmy natomiast wszyscy uspokajani, że trwa śledztwo, że jest tajemnica, że po jego zakończeniu dowiemy się całej prawdy.

Rzeczy pominięte
Finałem miała być Biała księga, której publikację przekładano z miesiąca na miesiąc, co mogło świadczyć, że trwa jej dalsze doskonalenie lub też, że IPN liczy na zmęczenie opinii publicznej i jeśli otrzymamy niekoniecznie to, co było zapowiadane, to nic się nie stanie.
I tak się stało. W Księdze – a właściwie w „Księgach”, bo całość (w dwóch tomach) liczy około tysiąca stron dokumentów i kilkaset stron analiz, wprowadzeń i artykułów, zarówno historycznych, jak i prawnych – nie ma rzeczy współczesnych: zeznań świadków i materiałów zgromadzonych dla potrzeb śledztwa. Nie wiemy zatem, dlaczego pewne zeznania zostały całkowicie zignorowane i uznane za niewiarygodne, a inne przeciwnie. Na jakiej podstawie prokurator orzekł, że ze strony polskiej brało udział w mordowaniu Żydów kilkadziesiąt osób, a nie na przykład kilkanaście. Dlaczego rola Niemców została sprowadzona wyłącznie do inspiracji i kiedy to oni dyskretnie „usunęli się” z Jedwabnego, choć jeszcze rano była tam grupa gestapowców? Nie ma wyników pseudoekshumacji ani ekspertyz, na jakiej podstawie prawnej ją nagle przerwano. Wielu rzeczy w dalszym ciągu nie wiemy…

Kieres znów mija się z prawdą
Prezes IPN prof. Leon Kieres zapowiada w przedmowie, że w księgach zawarta jest „cała wiedza” na temat Jedwabnego. Jest to nieprawda: poza brakiem dokumentów wytworzonych w śledztwie (a ich publikację prof. Kieres zapowiadał wielokrotnie) nie ma też innych dokumentów, do których IPN z jakichś powodów nie dotarł. Nie ma więc opracowania (z 1949 roku) Waldemara Macholla z białostockiego SS (szefa referatu IV A3) o działalności niemieckich grup specjalnych na Białostocczyźnie latem 1941 roku. Nie ma też relacji Ryvki Kajzer (zamieszczonej w żydowskiej księdze pamiątkowej miejscowości Sokoły w 1962 roku), która 10 lipca 1941 roku była na rynku w Jedwabnem. Według niej, zbrodnię popełnili Niemcy z pomocą miejscowych chłopów. Z jej opowieści skorzystał w 1980 roku rabin Baker, opracowując żydowską księgę Jedwabnego, ale – jakoś tak mu wyszło? – nie bardzo trzymał się oryginału i rolę Niemców pominął.
Nie ma informacji, jak należy traktować rzekomy „odpis” relacji Szmula Wasersztejna sporządzony dla potrzeb śledztwa w 1949 roku przez Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie, zawierający… więcej danych niż oryginał. Nie ma też jednoznacznych rozstrzygnięć, czy jego relacje (obie, choć w szczegółach wykluczają się) są w ogóle wiarygodne, bo przecież nawet IPN pośrednio uznał, że nie był on świadkiem wydarzeń.

Warstwa interpretacyjna – deprecjonowanie relacji polskich
Publikacja dokumentów (nawet nie wszystkich) jest faktycznie wydarzeniem: przy wszelkich wyłuszczonych wyżej uwarunkowaniach rozszerza to znacznie naszą wiedzę i pozwala na wyrobienie osądu, który może być poparty materiałem źródłowym. Nie da się tego powiedzieć o warstwie interpretacyjnej, czyli o artykułach i analizach zamieszczonych w pierwszym tomie Księgi, a jest tego, jak już wspomniałem, ponad 1000 stron. Paweł Machcewicz, autor merytorycznego wstępu zapowiada, że Księga jest próbą – cząstkową i wstępną – przedstawienia zjawisk pomijanych dotąd milczeniem, tak jakby nigdy przedtem nie było o tym mowy. Jeśli tak, to taka postawa do czegoś zobowiązuje. A mamy zjawisko deprecjonowania (oczywiście na ogół w „białych rękawiczkach”) wszystkich relacji, dokumentów i ocen strony polskiej i jednoczesnego podkreślania roli źródeł żydowskich, choć wielokrotnie wyszło na jaw, że są krzywdzące, stronnicze i bywają całkowicie nieprawdziwe.
Paweł Machcewicz tak bowiem ocenia relacje polskie: nacechowane są subiektywizmem, emocjami, często zawierają informacje zasłyszane, nieprawdziwe, będące wyrazem obiegowych (czy wręcz stereotypowych) sądów. Dalej autor twierdzi, że są bardzo ważnym źródłem dla odtworzenia nastrojów polskiej ludności, między innymi ocen zachowań Żydów (zapamiętajmy to – to tylko „oceny” i „nastroje”, zatem jako źródło wiedzy o wydarzeniach i faktach są już bezwartościowe?) i od razu ponownie zastrzega się: z pewnością jest w nich wiele niesłusznych czy wręcz krzywdzących generalizacji. Wobec relacji i wspomnień żydowskich nie jest już taki podejrzliwy: Relacje żydowskie (…) nacechowane są emocjami, skądinąd w pełni zrozumiałymi (…) niektóre są zapisem wiedzy zbiorowej przeżyć kilku osób (…). Zawierają wiele nieścisłych informacji (…) co jest w pełni zrozumiałe (…). Prawda, jak ładnie i „politycznie poprawnie” można wybrnąć z niezręcznej sytuacji, gdy ma się do czynienia ze stereotypami i nieprawdziwymi informacjami? Można to po prostu „w pełni zrozumieć”, czyli faktycznie przyjąć je bez zastrzeżeń… Szkoda, że Machcewicz nie stosuje tu zasady równości. Czymże bowiem jest „relacja” Szymona Datnera oparta na „wspomnieniu” osoby czy osób, które… nie były świadkami wydarzeń?
Przy takim podejściu zrozumiałe stają się zaskakujące, nienaukowe i niczym nie poparte twierdzenia zawarte w analizach szczegółowych. Tenże Paweł Machcewicz twierdzi np., że jakoby latem 1941 roku został wprowadzony zakaz sprzedaży Żydom artykułów żywnościowych, co miało być nawiązaniem… do akcji antyżydowskich z lat trzydziestych. Istnieje jednak wystarczająco dużo mocnych relacji i wspomnień żydowskich, że taka akcja miała miejsce, ale ze strony handlarzy żydowskich wobec ludności polskiej jesienią 1939 roku. Takie rozumowanie nazwać można odwracaniem kota ogonem, a nie rzetelną analizą historyczną.

Kolaboracja Żydów z Sowietami to wytwór wyobraźni Polaków
Jan Milewski odkrywa, że kolaboracja żydowska w latach 1939-1941 nie wyróżniała się niczym szczególnym, a tak naprawdę była wytworem… wyobraźni polskich mieszkańców. Co na to świadkowie historii, ci wywożeni w bydlęcych wagonach, którzy byli denuncjowani przez miejscowych Żydów (sąsiadów!) przychodzących z czerwonymi opaskami na ramieniu, z karabinami, w towarzystwie NKWD? Czy to ich chorobliwe, przesycone antysemityzmem urojenia? A kto rabował dobra materialne wywożonych? Przecież to nie tylko polska wyobraźnia, bo mówią o tym liczne źródła żydowskie. I – czy są znane przypadki, że to Polacy przychodzili pomagać NKWD-zistom w deportacji Żydów, czy jednak odwrotnie?

Naciąganie statystyki
Marcin Urynowicz, autor wielce uczonej analizy demograficznej, dochodzi do wniosku: najbardziej prawdopodobne wydaje się, że na przełomie czerwca i lipca 1941 r. społeczność żydowska w Jedwabnem, licząca najprawdopodobniej około tysiąca osób, została powiększona o bliżej nieokreśloną liczbę uchodźców z okolicznych miejscowości. Na koniec łagodzi nieco swe rozdęte rozumowanie, pisząc, że liczba 1600 Żydów (…) wydaje się w świetle dzisiejszego stanu wiedzy nie do utrzymania. Co tu ma się „wydawać” – przecież od dawna wiemy, że w całym rejonie jedwabieńskim było raptem 1200 Żydów (z tego zaś, według relacji żydowskich, aż… 1500 miało zginąć tylko w Radziłowie, a gdzie inne miejscowości?). Z Jedwabnego, liczącego niespełna 600 Żydów, część z nich uciekła przecież z Sowietami, część młodych mężczyzn Sowieci powołali do wojska, uchodźcy żydowscy w 1941 roku znaleźli się w Łomży i innych miejscowościach, po 10 lipca 1941 roku jeszcze ponad 100 pozostało w Jedwabnem. Coś ten bilans się nie zgadza… Ale cóż, statystyka to nie historia, tu naciągnąć się nie da. Ponadto całkowicie pominięte zostały dane z nekropolii zawartej w księdze Jedwabnego, ale tam wśród ofiar wojny umieszczono nawet tych, którzy ją… przeżyli, jak choćby Izraela (Józefa) Grądowskiego.

Księża to antysemici
Dariusz Libionka, szczególny miłośnik Kościoła katolickiego w Polsce, podaje nie sprawdzone relacje o antysemickich jakoby postawach poszczególnych księży tak, jakby to były fakty dowiedzione naukowo. Jan Tomasz Gross też „dowiódł”, że biskup łomżyński Stanisław Łukomski miał jakoby brać od Żydów okup (złoto, kandelabry), choć go tam w ogóle wówczas nie było.
I wreszcie – kolejne „ustalenia”: Andrzej Rzepliński, badacz skądinąd rzetelny, kwestionuje zeznania aresztowanych, że wydobywano je od nich siłą. Dziś wystarczająco dużo wiemy o tamtym okresie, możemy więc z pewnością twierdzić co innego: aresztowanych bito i torturowano nawet wtedy, gdy w ogóle nie było to potrzebne. Taka była bowiem reguła postępowania oficerów śledczych UB.

Udział Niemców nie ustalony
Pozostaje konkluzja zawarta w rozważaniach Pawła Machcewicza: nie ustalono precyzyjnie, jaką rolę w wydarzeniach 10 lipca 1941 r. odegrali Niemcy, na czym konkretnie polegała inspiracja z ich strony. Czyli – w dalszym ciągu nie wiemy tego, co najważniejsze. Po co zatem ogromny nakład sił i środków na analizy i mniemania, które nas nie tylko nie przybliżają do prawdy, ale najczęściej wprowadzają w błąd? Czy po to czekaliśmy tyle czasu, ażeby na własne oczy zobaczyć, iż góra może urodzić mysz?

Źródło: Leszek Żebrowski, „Biała księga” Jedwabnego, Nasza Polska, cyt. za http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/zebrowski.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 15 maja 2015, 20:33 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
Oświadczenie Grzegorza Brauna w sprawie wznowienia ekshumacji w Jedwabnem 26.04.2015r.


_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 24 maja 2015, 23:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/2 ... ach-zydow/

Centrum handlowe na kościach Żydów
Posted by Marucha w dniu 2015-05-24 (niedziela)

Wszyscy pamiętamy, jak to w Jedwabnem zakazano badań archeologicznych i ekshumacji ofiar żydowskich ze względu na „wrażliwość religijną” starszych braci Jana Pawła II.
Co prawda źli ludzie szeptali, że prawdziwą przyczyną decyzji „ś.p.” Lecha Kaczyńskiego było to, że wyniki badań zaczęły zaprzeczać oficjalnej wersji, według której zezwierzęceni Polacy spalili 1600 Żydów w stodole (gdzieś tak dziesięciu na jeden metr kwadratowy) i nawet Niemcy nie byli w stanie obronić ofiar przed motłochem – ale przecież nikt uczciwy nie da wiary tak grubymi nićmi szytym prowokacjom.
Tymczasem, jak się okazuje, „wrażliwość religijna” starszych braci ma, jak wszystko u nich, swoją cenę. Otóż dowiadujemy się z artykułu:
> http://idb.neon24.pl/post/122759,centru ... -jedwabnem
iż Centrum Handlowe Mercado w Hamburgu zostało zbudowane… na żydowskim cmentarzu. Za stępienie swej wrażliwości Żydzi pobrali 120 milionów marek niemieckich.

Obrazek

Zacytujmy dosłownie oryginalny artykuł:
Dla lepszej oceny pozwalam sobie przedstawić b. krótko sprawę żydowskiego cmentarza Ottensen w Hamburgu.
Cmentarz został wywłaszczony w okresie panowania hitlerowskiego reżimu. Po wojnie żydowska społeczność w Hamburgu przy pomocy Jewish Trust Corporation (JTC) przeforsowała zwrot cmentarza. Żydzi zlikwidowali cmentarz, groby i kości przenieśli na centralny cmentarz żydowski w Hamburgu- Ohlsdorf.
Miejsce po cmentarzu Ottensen zostało przez Żydów sprzedane koncernowi Hertie. Ten wybudował na miejscu cmentarza Dom Towarowy. W roku 1990 koncern sprzedał dom i grunt.
Nowy właściciel, firma budowlana Büll & Liedke zaplanowała postawienie w tym samym miejscu centrum handlowego. Przy robotach budowlanych robotnicy znaleźli parę kości i fragmenty nagrobków. Dowiedzieli się o tym Żydzi i ogłosili, że to są kości żydowskiego pochodzenia i że w tym miejscu jest żydowski cmentarz.
Żydowska społeczność nie chciała już słyszeć, że już raz cmentarz sprzedała, a kości wynieśli. Utrzymywali, że mają cmentarz na „wieczność” Zaczęli głośno protestować, że pierwsza sprzedaż była wymuszona i za marne pieniądze.. Tak na początek w roku 1990. W roku 1991 Żydzi nie chcieli już słyszeć o tym, że miejsce po byłym cmentarzu już raz sprzedali. Zaczęli demonstrować.
Demonstracje stawały się coraz bardziej intensywne. Przybywało Żydów z zagranicy, oni zaczęli okupacje spornego miejsca i następnie blokadę budowy. Gdy policja chciała sprawę rozwiązać w sposób siłowy, Żydzi z Hamburga poprosili o pomoc ultrareligijną organizację Athra Kadisha. W latach 1991-92 nastąpiły siłowe przepychanki, blokady i zainteresowanie sprawą całego zachodu, łącznie z USA.
By móc dalej budować, niemiecki właściciel oraz władze Hamburga zaprosili do rozwiązania sprawy naczelnego Rabina Itzchaka Kolitza, który za odszkodowanie 120 milionów marek niemieckich, w maju 1992 roku orzekł, że trzeba położyć na znalezionych kościach płytę betonową i można dalej budować. Dzisiaj stoi na żydowskim cmentarzu dom towarowy, a we wnętrzu budynku jest umieszczona tablica pamiątkowa z nazwiskami i napisem pod żydowską gwiazdą po hebrajsku i niemiecku:

Dalej nie zbliżaj się, gdyż miejsce te jest święte.



Jak widać żydowskie przekonania religijne rozcieńczają się pieniędzmi. Kości do pochowania mogą być wygrzebywane, ekshumowane jak w Hamburgu, a miejsce dwa razy sprzedawane. I o to Żydom zawsze chodzi o pieniądze, o wyciągnięcie jak największej sumy pieniędzy!

Więcej pisać nie trzeba.
Gajowy Marucha


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dlaczego tak naglasniaja Jedwabne?
PostNapisane: 25 maja 2015, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/2 ... -opowiada/

Jerzy Laudański opowiada …
Posted by Marucha w dniu 2015-05-23 (sobota)

Jerzy Laudański to świadek prawdy o Jedwabnem – admin
Jerzy Laudański, urodzony 13 kwietnia 1922 roku w Jedwabnem, za kilka miesięcy ukończy dziewięćdziesiąt trzy lata. Opowiadał mi wiele o swoim niełatwym życiu.
Jego ojciec był murarzem, a matka zajmowała się wychowaniem trzech synów i córki Heleny, która zginęła tragicznie w 1935 roku, uderzona przypadkowo kamieniem przez Adama Tondsdorfa, jednego z mieszkańców Jedwabnego, podczas jego bójki z sąsiadem. Sprawca został za ten czyn osądzony i skazany na więzienie.
Kazimierz – najstarszy z braci – ukończył gimnazjum w Łomży. Chciał być zakonnikiem, ale po półrocznym pobycie u franciszkanów w Niepokalanowie zmienił życiowe plany. Ożenił się i zamieszkał wraz z żoną w Porębie nad Bugiem, pracując jako pisarz w miejscowej gminie. Na kształcenie dwóch młodszych synów: Zygmunta i Jerzego pieniędzy rodzicom już nie starczyło.
Kiedy dorośli, pomagali ojcu w murarce. Kazimierz zmarł kilka lat temu, Zygmunt dzisiaj ma już dziewięćdziesiąt sześć lat.
We wrześniu 1939 roku ojciec Czesław i jego syn Zygmunt umacniali fortyfikacje w Wiznie. Matkę udało się Jerzemu wywieźć do Poręby nad Bugiem. Później wraz z bratem Kazimierzem uciekali na rowerach aż pod Krzemieniec Wołyński i tam dowiedzieli się o agresji sowieckiej. Napotkani w Dubnie żołnierze Armii Czerwonej mówili do nich: „Polsza propała na wsiegda”. Konie kawalerzystów sowieckich były głodne i chude, podobnie jak i ich właściciele ubrani w postrzępione mundury. Jerzy Laudański wspomina:
Na moich oczach wygłodzony żołnierz sowiecki zjadł litr kaszy jaglanej bez soli i bochenek chleba. Potem powiedział: „Tiepier ja pokuszał, nada zakurit” i zrobił „skręta” w kawałku gazety, buchnął płomień z zapalonego papierosa. Wywarło to na nas straszne wrażenie.

Okupacja sowiecka
W niewielkim drewnianym domu Laudańskich w Jedwabnem zamieszkali sowieci, ale na szczęście szybko wynieśli się i prawowici właściciele mogli do niego powrócić. Organizacja komunistyczna istniała w Jedwabnem długo przed wojną, teraz dorwała się do władzy – byli w niej zarówno Polacy, jak i Żydzi. Zabrali oni parafialny dom na swój użytek, wypędzając z niego dwóch księży wikarych oraz organistę z rodziną. W sali konferencyjnej domu wyświetlano filmy propagandowe, a w jednym z pomieszczeń urządzono bibliotekę z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Ponadto dom został zamieniony na „tancbudę”, gdzie bawiono się często bardzo hucznie.
Rozpoczęła się kolektywizacja, ale tylko majątki ziemskie zdążono zamienić na kołchozy. Parafie musiały co kwartał płacić coraz większe podatki, ale wszędzie księża jeszcze odprawiali Msze Święte, chociaż po małych parafiach organiści przestali już śpiewać, bo nie było im czym płacić. Równocześnie rozpoczęto aresztowania, które dotknęły miejscową elitę intelektualną i gospodarczą. Powszechnie panował ogólny strach przed zesłaniem. Żadnego Żyda jednak na Syberię nie wywieziono, za wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza, który przed wojną przechrzcił się, za co został napiętnowany przez miejscową społeczność żydowską.
Jerzy Laudański kontynuuje opowieść:
I ta ówczesna władza sowiecka zaczęła represjonować ludzi. Mojego ojca zamknęli w więzieniu w Łomży, ponieważ wiele lat pracował przy budowie kościoła i stale był blisko księdza dziekana Mariana Szumowskiego, którego też aresztowali, ale nieco później. Wraz z miejscowymi komunistami tych wszystkich pozamykanych uważali za ludzi wrednych. Zarówno ksiądz dziekan, jak i nikt z pozostałych światlejszych obywateli nie wrócił już nigdy z powrotem. Ojciec miał wiele szczęścia, że z więzienia w Łomży Sowieci nie zdążyli go wywieźć. Dlaczego? Bo ciągle jeszcze w jego sprawie dniami i nocami prowadzili śledztwo, którego nie mogli skończyć.
Wryła mi się głęboko w pamięć osiemnasta rocznica moich urodzin, 13 kwietnia 1940 roku, kiedy to przyszło trzech „bojców”, aby mnie aresztować wraz z bratem Zygmuntem i matką. Brata na szczęście w domu nie było. Zaczęli stukać do drzwi. Zdążyłem z matką uciec przez okno i odtąd wraz z nią i bratem Zygmuntem musiałem się ukrywać. W tym czasie działała już podziemna organizacja, o której nikt z nas jednak nie wiedział, bo byśmy tam poszli. Później dowiedziałem się dopiero, że ukrywali się w obrębie gminy Jedwabne.
Nastąpiła tragedia, kiedy to jeden z członków podziemnej organizacji, bodajże Dąbrowski, opowiedział swojemu teściowi o tej partyzantce. Ten teść nazywał się Wiśniewski. Ja go nie znałem, lecz o nim słyszałem. On to właśnie doniósł przekazaną mu w zaufaniu informację NKWD. Sowieci okrążyli ukrywających się. Ci dzielnie się bronili, ale zabrakło im amunicji. Większość z nich zginęła. Poległa wówczas moja stryjna Jadwiga Laudańska. Pozostała po niej córka Irena. Tak ukrywając się, doczekaliśmy przyjścia Niemców. Wtedy kryć się było łatwo, bo każdy rolnik udzielił schronienia i dał jeść, mówiąc: Przecież mnie to może jutro spotkać.

„Dobry” zastąpiony „lepszym”
– Jak Niemcy weszli – mówi Jerzy Laudański – to chwilowo byliśmy zadowoleni, bo pozbyliśmy się koszmaru sowieckiego. Niemców u nas nie znano. Nie wiedziano, do czego są zdolni. Dopiero po kilkunastu dniach, jak pojawiły się afisze z napisami: „Szkło – rozbita butelka na jezdni – kara śmierci”, „Sabotaż – drut kolczasty na jezdni – kara śmierci”, ludzie zaczęli mówić: „Diabli wzięli dobrego, a przyszedł jeszcze lepszy”.
Miejscowi Żydzi musieli rozbić postawiony przez Sowietów pomnik, a potem – jak pamięta Laudański:
Mimo że w 1939 roku nie witali Sowietów owacyjnie, z tego wysokiego pomnika, ważącego chyba tonę, musieli nieść głowę i kawałek popiersia.
Latem 1941 roku dziewiętnastoletni Jurek, któremu do głowy zapewne wtedy by nie przyszło, że obwiniony będzie jako jeden z głównych sprawców zbrodni na Żydach w Jedwabnem, wyjechał z tej miejscowości do swojego brata Kazimierza, mieszkającego wraz z rodziną w Porębie nad Bugiem. Tam, za jego namową, wstąpił do Związku Walki Zbrojnej/Armia Krajowa, zajmując się kolportażem prasy podziemnej. Do dzisiaj pamięta niektóre tytuły, np. „Orzeł Biały” i „Rzeczpospolita”.
Wpadł podczas dużej obławy, próbując się ukryć wraz z innymi konspiratorami w pobliskim lesie. Wtedy aresztowano także wielu mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej. Pieszo, wraz z innymi ujętymi w Porębie, został popędzony do więzienia w tym mieście. Gestapowcom tłumaczył się, że przebywał w lesie, obawiając się wywózki na roboty przymusowe do pobliskich Prus Wschodnich. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, lecz swoje personalia podał zgodnie z prawdą. Po dwóch dniach znalazł się w Warszawie na Pawiaku i przebywał tam do połowy września 1942 roku. Okna jego celi wychodziły na getto. Podczas śledztwa nie załamał się i nie wydał nikogo.

Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen
15 września 1942 roku siedemdziesięciu pięciu więźniów z Pawiaka – w tym Jerzego Laudańskiego – przewieziono samochodem na dworzec w Warszawie i załadowano do pociągu. Tylko co drugi z nich miał przeżyć piekło hitlerowskich obozów koncentracyjnych.
Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo
Dzisiaj nazwiska Jerzego Laudańskiego i jego współtowarzyszy obozowej gehenny są opublikowane w wydanej w 2000 roku przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu trzytomowej „Księdze Pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940-1944″.
Kiedy ustał zgrzyt kół i pociąg zatrzymał się w ciemnościach nocy na bocznicy kolejowej w Oświęcimiu, więźniów otoczył szpaler esesmanów, bijących, gdzie popadło. Wtedy strasznie został pobity Antoni Jankowski, murarz z zawodu, który w wyniku odniesionych obrażeń wkrótce zmarł. Była to pierwsza ofiara wśród więźniów, z którymi Jerzy Laudański przybył do KL Auschwitz.
Podczas rejestracji w obozie, kiedy nadano mu numer 63805, podszedł do niego starszy wiekiem więzień, mówiąc:
Chłopaki, idzie zima i ciężko tu przeżyć. Podawajcie takie zawody, co pod dach pójdziecie.
Jurkowi stanął wtedy przed oczami warsztat szewski wujka w Jedwabnem. Bez namysłu podał: szewc – i to zapewne uratowało mu życie, bo już był bardzo wycieńczony. Na swoje szczęście otrzymał pracę w warsztacie szewskim na terenie garbarni, wykonując proste czynności przy reperacji obozowych „drewniaków”. Pracował w cieple, gdzie bito tylko za niewykonanie normy. „Kapo – dodaje – bił kijem, ile chciał, tyle lał, dziesięć, dwadzieścia, niejeden nie mógł wstać. Raz nie wykonałem normy i dostałem parę kijów”. Zelówki były robione z metalowych puszek po cyklonie B.
Pewnego razu Jerzy Laudański skaleczył u ręki palec pod paznokciem kawałkiem blachy. Wdało się zakażenie i musiał zgłosić się do obozowego szpitala. Został wprawdzie do niego przyjęty i był operowany, ale o mało nie padł ofiarą „wybiórki” przeprowadzanej wśród chorych. Z powodu wycieńczenia był kandydatem „na gaz”, ale dzięki pomocy lekarza-więźnia ocalał. Do sił wracał powoli m.in. dzięki paczkom, które wysyłali mu rodzice. Pierwszą z nich otrzymał na Święta Bożego Narodzenia w 1942 roku.
Podczas jednej niedzieli, kiedy karnie pracował w żwirowni, na jego oczach esesman zmusił wychudzonego więźnia Żyda do oddalenia się z miejsca pracy i zastrzelił go jako rzekomego uciekiniera.
W marcu 1943 roku, nocą do bloku nr 22 a, gdzie spał Jerzy Laudański, wpadli niespodziewanie esesmani, wypędzając wszystkich więźniów. Uformowano transport, w którym wyjechał do KL Gross-Rosen. Jednak słynny kamieniołom ominął go, bo po sześciu tygodniach znalazł się już w Oranienburgu. Przebywał w jednym z podobozów KL Sachsehausen, położonym na przedmieściu Berlina, pracując przy produkcji części do czołgów.
26 kwietnia 1945 roku Jerzy Laudański zobaczył pierwszych zwiadowców sowieckich, którzy uwolnili więźniów i tak ich zapamiętał:
Byli uzbrojeni, obwieszeni granatami i brudni, świeciły się im tylko oczy i zęby, krzyknęli do więźniów, żeby uciekali, bo za chwilę, w celu likwidacji esesmanów ukrywających się po barakach, zostaną one obłożone ogniem artyleryjskim. Tak się też stało. Z daleka widzieliśmy potem, jak z baraków wylatujących w powietrze posypały się tylko drzazgi.
Później czekała go piesza wędrówka w grupie sześciu kolegów do Odry, a następnie różnymi środkami lokomocji do Jedwabnego, gdzie ostatecznie przybył 15 maja 1945 roku. Był bardzo słaby i wychudzony. W rodzinnym domu nie było go prawie cztery lata.
Rok później ożenił się z Haliną Konferowicz, biorąc ślub kościelny w Białej Piskiej i rozpoczął pracę jako sprzedawca w sklepie. Rodzice i dwaj bracia także szczęśliwie przeżyli wojnę, ale koszmar tragicznych przejść dla rodziny Laudańskich – jak się okazało – miał jeszcze trwać przez kilka lat.

Sąd – 1949 rok
Brat Jerzego Laudańskiego, Kazimierz, twierdził:
Organizacja komunistyczna [w Jedwabnem – dop. A.C.] istniała już długo przed wybuchem wojny. Policja miała z nią wiele kłopotów. Gdy po 17 września 1939 roku komórka ta, jakby w rewolucję, zorganizowała władzę – ochotniczą milicję, członkami organizacji zostali nieliczni Polacy i w większości skomunizowana młodzież żydowska. Wybrykom tej organizacji przeciwne było starsze społeczeństwo żydowskie. I tu trzeba dokładnie rozróżniać komunistów od społeczności żydowskiej. Do tej żydowskiej społeczności Polacy nie czuli nienawiści, nie było bowiem do tego żadnego powodu. I o ile Polacy współczuli tragedii żydowskiej, to byli przekonani, że komunistów żydowskich spotkała zasłużona kara boska.
Na powyższą wypowiedź warto zwrócić uwagę. Świadczy ona być może o tym, że jednym z aspektów wydarzeń poprzedzających 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, kiedy nie istniała polska władza, było kierowanie się „ludowym” poczuciem krzywdy i zadośćuczynieniem jej. Takie zdarzenia miały miejsce najprawdopodobniej już nazajutrz po wkroczeniu Niemców do Jedwabnego, 23 czerwca 1941 roku. Ich ofiarą padł m.in. były milicjant na służbie sowieckiej, Polak o nazwisku Czesław Krupiński, względnie Kupiecki, którego wskazano żandarmom niemieckim, a ci go zastrzelili.
Kazimierz Laudański mówił:
Epilog nikomu nie był znany do końca.(…) Po Niemcach można było się wszystkiego spodziewać, ale spalenie żywcem tylu ludzi było strasznym zaskoczeniem.
Jerzy Laudański nie wiedział, że kiedy jeszcze był więźniem KL Sachsenhausen, Szmul Wasersztajn, funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który pochodził z Jedwabnego, ukrywany w czasie wojny przez polską rodzinę Wyrzykowskich, złożył obszerną relację przed pracownikami Żydowskiej Komisji Historycznej w Białymstoku 5 kwietnia 1945 roku. Oto jej fragment:
W czasie pierwszych pogromów i podczas rzezi, odznaczyli się okrucieństwem niżej wymienieni wyrzutki: 1. Szleziński, 2. Karolak, 3. Borowiuk (Borowski) Mietek, 4. Borowiuk (Borowski) Wacław, 5. Jermałowski, 6. Ramutowski Bolek, 7. Rogalski Bolek, 8. Szelawa Stanisław, 9. Szelawa Franciszek, 10. Kozłowski Geniek, 11. Trzaska, 12. Tarnoczek Jerzyk, 13. Laudański Jurek, 14. Laciecz Czesław.
Chociaż relacja Wasersztajna, który jeszcze długo pracował w resorcie bezpieczeństwa i najprawdopodobniej wyjechał z Łomży dopiero po wydarzeniach marcowych w 1968 roku do Izraela, gdzie zmarł około 2000 roku, wydaje się zbiorem bardziej zasłyszanych i niesprawdzonych do końca faktów, niż rzeczywiście widzianych przez niego zdarzeń, mimo to wystarczyła, aby wymieniony w niej Jurek Laudański został, tym razem już po wojnie, po raz kolejny uwięziony.
15 stycznia 1949 roku były więzień KL Auschwitz, nr obozowy 63805, został aresztowany przez funkcjonariuszy UB i osadzony w więzieniu w Łomży. Podczas śledztwa Jerzy Laudański zaprzeczał jakimkolwiek stawianym przeciwko niemu zarzutom co do udziału w zbrodniach popełnionych na Żydach w Jedwabnem. Śledczy, „kawał chłopa”, próbował na nim takie zeznania wymusić siłą: biciem gumą lub pięścią w twarz. Wiedząc o wcześniejszym pobycie przesłuchiwanego w KL Auschwitz, chwytał go za włosy i tłukąc jego głową o ścianę, mówił do niego:
Szkoda, że sk… tam przez komin nie poszedłeś, bo bym dla ciebie teraz zdrowia nie marnował.
W protokole ten mówiący ze wschodnim akcentem funkcjonariusz UB pisał co chciał, nie dając przesłuchiwanemu nic do przeczytania i zmuszał go do podpisania zaprotokołowanych dowolnie zeznań, używając przy tym często przekleństwa: „Blać…, blać”.
W więzieniu w Łomży przebywał także ojciec Jerzego – Czesław Laudański wraz z synem Zygmuntem. Im również zarzucano współudział w zbrodni popełnionej na Żydach w Jedwabnem. Wszyscy trzej konsekwentnie zaprzeczali w śledztwie, a później podczas procesu popełnionym rzekomo czynom.
W tym miejscu warto również przytoczyć fragment książki „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa:
Z materiałów śledztwa wynika, że [oskarżeni – dop. A.C.] byli przesłuchiwani właściwie po jednym razie. Protokoły są krótkie, sporządzone według tego samego wzoru. Z reguły zadawano trzy pytania: gdzie mieszkaliście w lipcu 1941 roku, czy braliście udział w mordowaniu żydów w miesiącu lipcu i jakie jeszcze inne osoby brały udział w zganianiu i mordowaniu Żydów w mieście Jedwabne? Większość protokołów przesłuchań spisana jest tą samą ręką i podpisana przez tego samego śledczego, Grzegorza Matulewicza. Gros protokołów przesłuchań (wyjąwszy sporadyczne późniejsze uzupełnienia) datowane jest od ósmego do dwudziestego drugiego stycznia. Tak więc całe postępowanie dowodowe zamknięto właściwie w ciągu dwóch tygodni. (…) W akcie oskarżenia jest powiedziane wprost, że mordowali Żydów Niemcy.
Sąd Okręgowy w Łomży ogłosił wyrok 17 maja 1949 roku. Ojca Czesława wprawdzie uniewinniono, lecz synowie zostali skazani z paragrafu za współpracę z hitlerowcami: Jerzy Laudański – 15 lat więzienia i Zygmunt Laudański – 12 lat więzienia. Spośród wówczas osądzonych wyższy wyrok otrzymał jedynie niemiecki żandarm z Jedwabnego, Karol Bardoń – kara śmierci. Jerzy Laudański dalej opowiada:
W moim akcie oskarżenia było, że Niemcy dokonali tego zabójstwa, a Polacy pomagali. Byłem skazany za współpracę z okupantem. Zaprzeczyłem temu w ostatnim słowie, lecz to nie zostało wysłuchane, ale ludzie słyszeli. Niektóre kobiety, jak wyprowadzano mnie z sądu po ogłoszeniu wyroku mówiły: „ale pan im dobrze powiedział”, bo w ostatnim słowie jeszcze dodałem: „Wysoki sądzie, proszę mnie sądzić za to, że będąc więźniem Sachsenhausen pracowałem w fabryce czołgów, które były używane na pewno na froncie wschodnim i Sowietów biły, ja tam pracowałem. Proszę mnie za to sądzić”. Sędziowie spojrzeli po sobie i tylko na ich twarzach pojawił się ironiczny uśmiech. Ale miałem chociaż satysfakcję, że ludzie, których wtedy była pełna sala, to słyszeli.

Stalinowskie więzienia
Po ogłoszeniu wyroku Jerzego Laudańskiego wywieziono do Ostrołęki, a następnie do więzienia przy ul. 11 Listopada w Warszawie. Najdłużej w odosobnieniu przebywał jednak w Goleniowie, gdzie były warsztaty mechaniczne, w których pracował jako tokarz, mając doświadczenie wyniesione z pracy w hitlerowskiej fabryce czołgów. Nad więźniami znęcano się psychicznie, wrzucając im do cel dzieła Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina i zmuszając do ich czytania. Ponadto warunki więzienne były niezwykle uciążliwe, np. spacer trwał tylko pięć minut, ubrania były miesiącami nieprane, jedzenie mało kaloryczne, a rodzina nie mogła uwięzionemu, choćby nawet był umierający, dostarczyć leków w razie choroby. W celi o wymiarach 2 m x 4 m przebywało dziewięciu więźniów. Warunki były okropne.
Warto dodać, że w tym więzieniu, na życzenie żony Haliny – Jerzy Laudański wziął z nią ślub cywilny, bo uprzednio nie przywiązywał do tego wagi. Uroczystość zaślubin odbyła się w gabinecie naczelnika więzienia. Ten wcześniej przez godzinę namawiał Halinę, aby zmieniła decyzję:
Niech się pani zastanowi, co pani robi – przecież on ma do odsiedzenia wyrok piętnastu lat więzienia.
5 lipca 1952 roku po operacji raka żołądka braciom Laudańskim zmarła matka. Jerzy nie mógł być na jej pogrzebie i o tym smutnym fakcie dowiedział się dopiero dwa miesiące później, podczas więziennego widzenia z żoną.
O śmierci Józefa Stalina dowiedział się w Goleniowie z kolei z gazet, które rozdawano więźniom jako papier higieniczny. W jednej z nich zobaczył „ojca narodów” leżącego w trumnie, co wszystkich więźniów bardzo ucieszyło – słusznie przewidywali, że powinny nastąpić zmiany na lepsze.
Kiedy wkrótce przewieziono Jerzego Laudańskiego do więzienia w Cieszynie, podczas Świąt Wielkanocnych zachorował na zapalenie płuc, ale wtedy praktykowano już na szczęście inne podejście do więźniów – i to uratowało mu życie.
Na koniec trafił jeszcze do jednego więzienia. Był nim zakład karny w Sieradzu, w którym nadszarpnięte długoletnim więzieniem zdrowie całkowicie odmówiło mu posłuszeństwa. W zasadzie aż do momentu uwolnienia cały już czas przebywał w celi szpitalnej, gdzie warunki odosobnienia były nieporównywalnie lepsze.
Jerzy Laudański z więzienia w Sieradzu został przedterminowo zwolniony i wyszedł na wolność 1 marca 1957 roku. Nieco wcześniej, ale również dopiero po „odwilży” październikowej 1956 roku, brama więzienna otworzyła się przed jego bratem Zygmuntem.

Prokurator z IPN
– W grudniu 2000 roku mówi Jerzy Laudański – odwiedził mnie prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej. – Do chwili zetknięcia się z nim żadne obciążenia świadków nie były mi znane. Dopiero wspomniany prokurator mi je odczytał, ale to wszystko były zeznania wymuszone przez UB, np. zeznania Henryka Krystofczyka, który był zagorzałym komunistą i taka była cała jego rodzina. On wprawdzie mnie nie obciążał, zeznając na mój temat w sądzie:
„To był taki młody gówniarz, to na niego nie zwracałem uwagi”, natomiast koniecznie chciał „utopić” mojego ojca. Oświadczył, że dobrze ukryty widział z bliskiej odległości, jak „Czesław Laudański bił Żydów i prowadził do spalenia”. Kiedy nasz adwokat poprosił go, aby powiedział, czy mój ojciec nosił wtedy wąsy – wówczas załamał się i speszony odpowiedział: „No, ja tak dokładnie tego nie widziałem”.
Każdy świadek był ponadto zastraszany przez UB, bo funkcjonariusze chcieli się wywiązać z zadania i wykazać, że wykryli sprawców.

Epilog
W niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku.
Prof. Jan Tomasz Gross uważa Jerzego Laudańskiego w swojej książce „Sąsiedzi” za jednego z głównych przywódców zajść antyżydowskich w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941 roku.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 28 grudnia 2014 r.

http://cyra.wblogu.pl/jerzy-laudanski-opowiada.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /