Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 04 sie 2012, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 20 sie 2012, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Obiecane przez PO, Buzka, Lewandowskiego przedwyborcze 300mld euro to kolejna fikcja kłamliwej partii Tuska.

Miliardy euro pozostały obietnicą

Wchodzimy właśnie w kluczową fazę negocjacji dotyczących nowej perspektywy finansowej dla Unii Europejskiej na lata 2014-2020.

Komisja rozwoju regionalnego Parlamentu Europejskiego w lipcu br. głosowała nad pakietem właściwych rozporządzeń. Wraz z budżetem UE rozstrzygnięty zostanie kształt poszczególnych unijnych polityk, w tym bardzo ważnej dla Polski polityki spójności. Jak dotąd z placu boju nie napływają dla nas dobre wieści.

Przypomnijmy, że polityka spójności polega na dążeniu do likwidowania różnic w rozwoju między poszczególnymi regionami UE oraz do wyrównywania poziomu życia ich mieszkańców.

Zasada ta należy do fundamentalnych wartości, które legły u podstaw Unii. Siłą rzeczy polityka spójności najbardziej leży na sercu nowym członkom UE zmuszonym do nadrabiania gospodarczego i cywilizacyjnego zapóźnienia. Mniej unijnym płatnikom netto, którzy chcą możliwie jak największy strumień pieniędzy kierować na ratowanie strefy euro. Kto nie walczy z determinacją o swoje, ten nie tylko nic nie zyskuje, ale często traci to, co miał.

Zapomnijmy o 300 miliardach

W ostatniej kampanii wyborczej Platforma Obywatelska ustami Janusza Lewandowskiego, Jerzego Buzka i Radosława Sikorskiego obiecywała, że załatwi dla Polski duży budżet na kolejne lata - słynne 300 mld złotych, czyli ok. 80 mld euro. Dziś wiadomo, że były to obietnice bez pokrycia, co w przypadku PO stało się już rutyną.

Komisja Europejska jeszcze przed wyborami w Polsce przedstawiła bowiem propozycję niższego budżetu, stanowiącego mniejszą część unijnego dochodu narodowego brutto niż poprzedni, gdyż został zmniejszony z 1,06 proc. do 1,00 procent. Nadto państwa płatnicy netto, nazywający siebie "przyjaciółmi lepszego wydatkowania", wciąż występują z żądaniami daleko idącego ograniczenia budżetu UE.

Na początku zeszłego roku przywódcy Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Finlandii wystosowali "list pięciu", w którym wezwali do zamrożenia unijnych wydatków na dotychczasowym poziomie. Później pojawił się "list jedenastu" z żądaniem zmniejszenia budżetu o 120 mld euro - "zaoszczędzone" w ten sposób pieniądze miałyby pójść na walkę z kryzysem i ratowanie strefy euro.

A nie dalej niż w kwietniu tego roku w Luksemburgu przyjęta została z inicjatywy Niemiec deklaracja krajów płatników netto (Niemcy, Austria, Francja, Finlandia, Szwecja, Holandia i Włochy) pod nazwą "Przyjaciele lepszego wydawania", w której domagają się m.in. wprowadzenia zasady warunkowości makroekonomicznej i związanych z nią sankcji, czyli blokowania funduszy strukturalnych z budżetu UE krajom, które łamią dyscyplinę finansów publicznych.

Na co realnie może liczyć Polska

Niestety, dziś zamiast o 80 mówi się o około 70 mld euro, czyli kwocie mniejszej (po uwzględnieniu czynnika inflacji) od sumy, którą wynegocjował na lata 2007-2013 poprzedni rząd z udziałem Prawa i Sprawiedliwości.

Tymczasem, co podkreślają eksperci, przewidywana dla Polski dotacja na lata 2014-2020 jest niższa o około 35 mld od tej, jaką nasz kraj powinien uzyskać, gdyby stosować obowiązujący w upływającym okresie rozliczeniowym mechanizm kwalifikacji regionów europejskich do korzystania z funduszy polityki spójności.

Trzeba też pamiętać, że "przyjaciele lepszego wydatkowania" opowiedzieli się w kwietniu bieżącego roku za zmniejszeniem budżetu polityki spójności. A przecież został on już okrojony, gdyż kwota 336 mld euro, którą Komisja zaproponowała na Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego, Europejski Fundusz Spójności oraz Europejski Fundusz Społeczny jest o 3 proc. niższa od przyznanej na bieżącą perspektywę finansową.

Szczególnie niebezpieczna dla Polski jest nowa propozycja, która znalazła się na stole negocjacyjnym podczas kwietniowego posiedzenia Rady UE w Luksemburgu wprowadzająca nowy pułap dostępu do unijnych funduszy spójności. Kraj mógłby dostawać w nowym budżecie minimum 55 proc. tego, co otrzymywał dotychczas, i nie więcej niż przyznano mu na lata 2007-2013. Co w przypadku Polski oznaczałoby, biorąc pod uwagę inflację jeszcze mniej niż uzyskane w obecnym budżecie 67 mld euro.

Oprócz realnie niższego budżetu w propozycji Komisji Europejskiej znajdziemy też szereg zagrożeń, które w sposób trwały mogą utrudnić pozyskiwanie przez Polskę środków europejskich w ramach nowej perspektywy finansowej. Jednym z nich jest tzw. warunkowość makroekonomiczna. Pod tym dość enigmatycznie brzmiącym terminem kryje się po prostu postulat zawieszania środków unijnych tym państwom, które nie będą utrzymywały dyscypliny finansowej i pozwolą sobie na przekroczenie progu 3 proc. dla deficytu budżetowego oraz progu 60 proc. dla długu publicznego.

Zagrożenia dla naszego budżetu

Znając stan polskich finansów, można się realnie obawiać wstrzymania funduszy. Kolejnym zagrożeniem jest tzw. limit absorpcyjny. Limit ten, w eurożargonie zwany również cappingiem, określa zdolność absorbowania przez dany kraj funduszy z polityki spójności.

Komisja Europejska chciałaby go obniżyć z obowiązujących w obecnej perspektywie finansowej 4 proc. PKB do 2,5 proc. na lata 2014-2020. Oznaczałoby to, że Polska (tak jak każdy inny członek UE) w ramach polityki spójności nie mogłaby w przyszłej perspektywie finansowej dostać więcej środków, niż wyniósłby liczbowy odpowiednik owych 2,5 procent.

Bardzo kontrowersyjną propozycją jest także utworzenie funduszu "Łącząc Europę". Ma on, dysponując budżetem w wysokości 50 mld euro, finansować budowę transeuropejskich korytarzy transportowych, linii energetycznych i telekomunikacyjnych.

Jedna piąta tej kwoty, czyli 10 mld euro, ma być pozyskana z funduszy polityki spójności przeznaczonych dla nowych krajów członkowskich.

Fundusz ma być zarządzany centralnie, a Polska ma do niego włożyć 5 mld euro kosztem swojego budżetu na politykę spójności. Najwięcej kontrowersji wzbudza procedura selekcyjna projektów, którą koordynować ma Bruksela, a na którą państwa członkowskie nie będą miały żadnego wpływu.

Kolejne zagrożenie to podatek VAT, obecnie jest on wliczany w koszty inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych. Komisja Europejska chce to zmienić i obciążyć nim w całości beneficjentów unijnych dotacji, zwiększając tym samym ich wkład własny, czyli podnieść koszty inwestycji. Tu trzeba mocno i stanowczo bić na alarm.

Innym pomysłem godzącym w nasze interesy są tak zwane korekty finansowe netto, czyli mechanizm automatycznego odbierania przyznanych na dany program pieniędzy, jeśli roczny raport z jego realizacji wykaże poważne odstępstwa od uzgodnionych celów.

W obecnej perspektywie finansowej jeśli dany projekt nie spełnia ustalonych kryteriów, to można go zastąpić innym projektem, nie tracąc uprzednio przyznanych środków. Podczas lipcowych głosowań komisja rozwoju regionalnego PE opowiedziała się przeciwko wspomnianej wcześniej warunkowości makroekonomicznej. To, czy ta zasada zostanie ostatecznie odrzucona, zależeć będzie od dalszych negocjacji z Radą, a więc szefami rządów UE.

Podobnie w przypadku kwalifikowalności VAT. Nadszedł więc czas na twarde negocjacje i realne działania w tych sprawach rządu Tuska. Stawką jest nie tylko wysoki budżet dla Polski, ale także usunięcie z niego tych propozycji, które mogą w przyszłości uniemożliwić nam pełną absorpcję środków UE.

Strefa euro potrzebuje pieniędzy

Strefa euro na gwałt potrzebuje pieniędzy. Dlatego nowy budżet ma być pełen kar i restrykcji, aby jak najwięcej środków zostało w Brukseli.

Na początku stycznia Niemcy i Francja przyjęły oficjalne stanowisko, że jako kraje płatnicy netto będą domagały się, aby ograniczenia i kary działały automatycznie. Niedługo potem poparł je szef KE José Manuel Barroso, który poinformował o planach przekazania jeszcze w tej perspektywie finansowej niewykorzystanych przez beneficjentów 82 mld euro na pobudzanie rozwoju gospodarczego w strefie euro.

A będzie jeszcze gorzej. Na ostatnim szczycie w Brukseli uzgodniono bowiem przesunięcie 120 mld euro na inwestycje prorozwojowe, chodzi o tzw. pakt na rzecz wzrostu gospodarczego i zatrudnienia, który zakłada zmobilizowanie funduszy na inwestycje sprzyjające wzrostowi gospodarczemu. Środki miałyby pochodzić m.in. z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, a aż 55 mld euro całej puli zostanie przekierowane z niewykorzystanych funduszy regionalnych UE, co oznacza, że fundusze strukturalne, które z założenia miały służyć wyrównywaniu szans i zapóźnień w poziomach rozwoju najbiedniejszych regionów UE, będą ratować gospodarki pogrążone w kryzysie.

Opóźnienia kontra argumenty

Ogólne tendencje są dla nas niekorzystne. Trzeba je zatem odwrócić, albo przynajmniej powstrzymać. Jak to zrobić? Na pewno potrzebne jest jak najszybsze działanie rządu na rzecz stworzenia realnego sojuszu krajów zainteresowanych dużym budżetem, których głos będzie nie tylko słyszany, ale także brany pod uwagę.

W interesie Polski leży bowiem bezkompromisowe utrzymanie silnej polityki spójności, która będzie kontynuować inwestycje w infrastrukturę, a nie jak to się dziś proponuje w Brukseli w walkę z klimatem. Będzie bardzo trudno, bo w Brukseli dobrze wiedzą, że sporo z przyznanych środków Polska marnuje.

Prawdopodobnie przepadnie 1 mld euro przeznaczony na modernizację kolei, w 2011 roku nie wykorzystaliśmy też 366 mln złotych z programu rozwoju obszarów wiejskich. W ramach e-administracji z powodów podejrzeń korupcyjnych zawieszono finansowanie z UE projektów informatycznych na kwotę 1,2 mld złotych.

Wstrzymano wdrażanie wartej 575 milionów złotych platformy P1, systemu mającego połączyć wszystkie rejestry medyczne w Polsce. Bardzo poważnie zagrożone są również projekty na 1 mld euro związane z budową sieci szerokopasmowego internetu w Polsce. Opóźnienia sięgają już prawie 3 lat i te pieniądze też mogą przepaść. Niestety przez swoją nieudolność rząd Tuska sam odbiera sobie argumenty w walce o nowy, wyższy budżet dla Polski na lata 2014-2020.

Tomasz Poręba, poseł PiS do Parlamentu Europejskiego

http://www.naszdziennik.pl/mysl/7710,mi ... tnica.html

Polacy od początku wiedzieli, że to wyborcze oszustwo. Tubylcy PO raz kolejny dali się nabrać.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 12 wrz 2012, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Platforma mataczy

Platforma sprawując bezwzględną władzę mataczy, tuszuje, przykrywa, ukrywa i przekręca fakty, wykorzystując w tym procederze nie tylko "wiodące media", ale również prawo, zmieniając i poprawiając zapisy ustaw w taki sposób, aby utrudnić dostęp do dokumentów, aby chronić siebie i swoich. W tym celu stosuje również naciski na prokuraturę, gdzie ma swoich sprzymierzeńców. Na szczęście trafiają się wyjątki.
Trzeba w trybie pilnym zwrócić się do ministra Jarosława Gowina o skomentowanie tych mnożących się przypadków.

Panie ministrze Gowin, Platforma mataczy!

Oczywiście w pierwszej kolejności Platforma mataczy w sprawie dochodzenia przyczyn i ustalenia odpowiedzialności za tragedię smoleńską. Zgodnie z oczekiwaniami kolejne wątki śledztwa są umarzane, co wywołuje konsternację, jak się wydaje nawet wśród funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości. Wprawdzie dochodzenie ws odpowiedzialności Tomasz Arabskiego, szefa kancelarii premiera, zostało umorzone, ale dzisiaj czytamy o kuriozalnej w swej formie "sygnalizacji" wysłanej przez prokuraturę do Donalda Tuska.

Dwa miesiące po umorzeniu śledztwa warszawska prokuratura kieruje do premiera Donalda Tuska wystąpienie dotyczące uchybień przy organizacji wizyt prezydenta i premiera w 2010 r. w Katyniu, których miał dopuścić się szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasz Arabski
- Sygnalizacja została wysłana w poniedziałek - powiedziała rzeczniczka Prokuratury-Okręgowej Warszawa-Praga prokurator Renata Mazur.
Sygnalizacja to efekt umorzenia 30 czerwca przez tę prokuraturę śledztwa ws. nieprawidłowości w przygotowywaniu wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 7 i 10 kwietnia 2010 r. przez cywilnych funkcjonariuszy: z kancelarii premiera, prezydenta, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, resortu kultury, cywilnych urzędników MON, MSZ oraz ambasady RP w Moskwie. Dopatrzono się niedociągnięć, ale nie uznano ich za przestępstwo._link

Również w tych dniach wyszło na jaw, że jedna z poprawek PO, wprowadzonych przy nowelizacji prawa lotniczego, utrudnia dostąp do materiałów komisji Millera.

Przepis dotyczy "udostępniania śledczym wyników badań przyczyn zaistniałych wypadków i incydentów lotniczych, zebranych podczas prowadzenia badania zdarzenia lotniczego". Podczas nowelizacji dopisano do tego warunek, że badania mogą być przekazane "wyłącznie na potrzeby postępowania przygotowawczego, sądowego lub sądowo-administracyjnego za zgodą sądu"._link


Dla porządku przypomnijmy tylko, że wcześniej, w lipcu br, opinia publiczna została poinformowana, że po pierwsze Premier nie wie, jak doszło do rozdzielenia wizyt, a po drigie nikt z państwowych służb cywilnych nie ponosi konsekwencji za katastrofę - Cywile bez kary za Smoleńsk.

Jednak myli się ten, kto sądzi, że Platforma mataczy wyłącznie w sprawie tragedii smoleńskiej, gdyż z kolejnymi przykładami matactwa mieliśmy do czynienia chociażby ostatnio w przypadku afery Amber Gold. To już jest prawdziwa plaga, dlatego w trybie pilnym trzeba zwrócić się do ministra Jarosława Gowina o skomentowanie tych mnożących się przypadków

Panie ministrze Gowin, Platforma mataczy, co Pan na to?

http://giz3.salon24.pl/446854,platforma-mataczy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 18 paź 2012, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Co to jest hipokryzja?

Hipokryzja jest wtedy, kiedy polityk mówi "więcej Europy", a następnego dnia w innym miejscu mówi "mniejszy budżet europejski"

Takie mocne słowa wypowiedział nasz drogi premier Donald Tusk, zwracając się do uczestników kongresu Europejskiej Partii Ludowej w Bukareszcie.

Oczywiście premier ma absolutną rację (jak zawsze), ale przykładów hipokryzji w polityce jest całe mnóstwo

Np. gdy polityk obiecuje obniżenie podatków, a po wyborach systematycznie je podnosi...

Albo kiedy zapewnia, że zniesie abonament radiowo-telewizyjny, a później ściga za pomocą skarbówki emerytów, którzy go nie płacą...

Lub gdy wciąż powtarza, że jest gotów ponosić pełną odpowiedzialność za swoje decyzje, lecz przez 5 lat nie może oderwać się od koryta...

Niestety to normalna rzecz w polityce. Ale przecież skąd miałbyś o tym wiedzieć Donaldzie?...

http://polakoczerwoni.salon24.pl/456112 ... hipokryzja


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 03 gru 2012, 07:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Tak oszukuje Platforma

Senator Platformy Obywatelskiej Jan Rulewski rezygnuje z pracy w senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej. Jak mówi, nie chce być grabarzem ludzi biednych i samotnych.

"Zrezygnowałem po 5 latach pracy, a w zasadzie po 16 latach zajmowania się polityką społeczną. Wydawało mi się, że to jest miejsce, w którym nadal będę służył "Solidarności", tylko już w czasach państwa demokratycznego. Niestety nie mogłem dłużej wytrzymać. Uznałem po pierwsze, że to strata czasu, marnowanie pieniędzy podatników i stwarzanie fałszywych wyobrażeń wobec tych wszystkich ludzi, z którymi konsultowałem sprawy polityki społecznej. (...) Czułem się grabarzem ludzi biednych, słabych i samotnych, opuszczonych" - mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info senator Rulewski.

Czarę goryczy przelało zachowanie jego partyjnego kolegi, przewodniczącego komisji Mieczysława Augustyna, a konkretnie sposób procedowania nad projektem nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych. Miał tak manipulować czasem i przebiegiem obrad, aby uniemożliwić senatorom zgłaszanie poprawek.

Jedna z nich dotyczyła wykreślenia z projektu zapisu uniemożliwiającego pracodawcy zatrudniającego osoby niepełnosprawne szczególnej troski - a więc chorych na choroby psychiczne, z ogólnymi zaburzeniami rozwojowymi organizmu, z epilepsją, a szczególnie niewidomych - wypłacanie im premii.

Inna poprawka przewidywała z kolei wykreślenie zapisów pozbawiających osoby niepełnosprawne świadczenia pielęgnacyjnego w sytuacji, gdy zostają zatrudnione.

W trakcie debaty nad tym projektem pominięto też konsultacje ze środowiskami niepełnosprawnych. "Wręcz okłamano nas, że rzekomo on [Augustyn - red.] uzyskał od nich zgodę na dalsze prowadzenie projektu. Przed chwilą to sprawdziłem. Ci ludzie protestują i jasno mówią, że nikt z nimi niczego nie konsultował" - relacjonuje Rulewski.

Podobna sytuacja miała zaistnieć podczas prac nad ustawami emerytalnymi. "Zgłosiłem wówczas dość istotne poprawki. Była obawa, że przejdą, więc pan przewodniczący po cichu zaproponował mi układ: ja wycofuję poprawki, a komisja przychyli się do mojego projektu uchwały, który wzywa do dalszych reform emerytalnych, ale w oparciu o pełny konsensus społeczny. Oczywiście finalnie odrzucono zarówno poprawki, jak i uchwałę" - mówi senator.

Zaznacza, że instrukcje co do procedowania obu ustaw wypłynęły z rządu. Tym samym komisja stała się rządową delegaturą. A taki charakter, przypomina polityk, organa państwowe przybierały za czasów rządów nomenklatury komunistycznej. "Takie obrazki ostatni raz widziałem w komunie na sesji wojewódzkiej rady narodowej, kiedy to pan wojewoda Bąk obiecał radnym, że porozmawia z nimi. Mieli wrócić na salę. Zamiast tego milicja nas wypędziła z obrad, bijąc przy tym. Na szczęście dziś jeszcze nie biją" - zauważa.

Jednak pomimo zastrzeżeń do Platformy Obywatelskiej Rulewski zapowiada, że nie zamierza opuścić jej klubu parlamentarnego.

Problem sposobu procedowania nad ustawami Rulewski podniósł na ostatnim posiedzeniu plenarnym Senatu. Po tym jak Augustyn wniósł o uzupełnienie obrad izby o rozpatrzenie projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych.

- Komisja przyjęła poprawki do tej ustawy, a ponieważ ma ona wejść w życie 1 stycznia 2013 r., jest potrzeba rozpatrzenia jej na tym posiedzeniu - argumentował przewodniczący senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej.

- Wyrażam sprzeciw. Brałem udział w pracach nad tą ustawą w Komisji Rodziny i Polityki Społecznej. I w trakcie tych prac poinformowano, że mają one charakter, powiedziałbym, wstępny, że to są prace przed podjęciem ostatecznych decyzji za dwa tygodnie, powtarzam: za dwa tygodnie. Zatem w ten sposób wyłączono możliwość składania poprawek. To po pierwsze. Po drugie, w trakcie prac komisji okazało się, że nie zostali zaproszeni przedstawiciele głównego podmiotu tej ustawy, czyli osób o znacznym i umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, z dodatkiem: o szczególnej niepełnosprawności - ripostował Rulewski. Ostatecznie Senat przegłosował wniosek Augustyna.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... forma.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 04 gru 2012, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Kłamstwo stało podstawą i istotą obecnego systemu władającego Polską

Kłamstwa uprzywilejowane

Zastanawiam się jakie są granice ( i czy w ogóle są) dla kłamstw władzy. Przy okazji niedawno ujawnionego wstrzymania przyjęć do Instytutu Reumatologii premier Tusk via TV zapewniał społeczeństwo, że jedyną przyczyną dla której taką decyzję podjął dyrektor Instytutu była chęć wywalczenia lepszej pozycji kontraktowej wobec NFZ na przyszły rok.Czyli wprost zapewnił: Polacy- nic się nie stało! Jesteśmy zieloną wyspą szczęśliwości i bezpieczeństwa zdrowotnego, a zły dyrektor za manipulowanie został zwolniony. I na koniec wyjaśnił, że z taką sytuacją odraczania przyjęć mamy do czynienia w końcówce każdego roku… Oraz, że wynika ona z zimnej kalkulacji przetargowej, a nie z przyczyn merytorycznych czyli braku kasy.

Wystarczy jednak zajrzeć do informacji napływających z różnych regionów Polski aby stwierdzić, iż oprócz IMiDZ oraz Reumatologii bardzo wiele polskich szpitali ma p[podobne problemy. Nie negocjacyjne z NFZ a realnego braku gotówki. Za nadwykonania z ubiegłych lat.

Jeśli oddziały onkologiczne odraczają chemoterapie dla jakichś pacjentów to żaden mistrz manipulacji nie przekona mnie, że nie jest to odraczanie procedur ratujących zdrowie i życie, które gwarantuje nam polska Konstytucja. Wiem też, że polski premier po prostu mnie okłamuje. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni. I jak zwykle bezkarnie.

Swobodnie kłamią ministrowie, urzędnicy. Kłamią media. Też bezkarnie. Bo dzisiaj mamy czasy gdy ściga się za ujawnianie prawdy. To za głoszenie prawdy wylatuje się ze stanowisk, za dochodzenie do niej jest się ściganym przez organy państwa.

Mamy w zasadzie do czynienia z powszechną społeczną chorobą immunologiczną, która w końcu musi doprowadzić do samozniszczenia istotnych życiowych organów państwa.

W niedługim przedziale czasowym w dniu dzisiejszym miałam okazję poczytać i wysłuchać jak bezczelnie manipuluje się faktami w celu zafałszowania prawdy.

W TVP dziennikarka ciepło porozmawiała sobie z posłanką PO Kidawą_ Błońska. Niezwykle zasmuconą fatalnym dla polskich służb zachowaniem agenta Tomka. Ten facet śmiał sobie zrobić jakieś jajcarskie zdjęcia, które publikuje się na potęgę w gazetach i w necie. Pani Kidawy nie boli fakt publikacji. Boli, ze ktoś śmiał obie takie zdjęcia robić. Znana z szaleńczej obrony zasad moralnych posłanka PO żałuje, że dla takiego człowieka znalazło się miejsce w Sejmie. Przy milczącej aprobacie dziennikarki TV.

Dzięki akcji przykrywkowej ekipy władzy ( zdjęcia są sprzed ponad 5 lat!) po kompletnym ośmieszeniu się w sprawie Brunona K. zdjęcia agenta trafią pod strzechy: do różnych dziupli kradzionych samochodów, do miejsc handlu narkotykami. Aby każdy przestępca wiedział komu mógł zawdzięczać wpadkę swojej grupy przestępczości zorganizowanej za czasów gdy agent Tomek był przykrywkowym pracownikiem policji.

Odezwał się też mentor prawicy dziennikarskiej-Tomasz Wołek. W temacie dziennikarzy Uważam Rze: „Ci ludzie działają jak wataha wilków. Żaden przytomny wydawca ich nie zatrudni, bo wie, że za jakiś czas horda wilków go zagryzie - mówi Newsweekowi dziennikarz Tomasz Wołek ”NEWSWEEK: Kiedy mówi pan o hordzie, kogo ma pan na myśli?

TOMASZ WOŁEK: Takich ludzi, jak Bronisław Wildstein, Piotr Zaremba, Robert Mazurek, Igor Zalewski, Igor Janke, Piotr Semka, Paweł Lisicki, Dominik Zdort czy bracia Karnowscy. Niektórzy z nich byli moimi etatowymi dziennikarzami najpierw w „Życiu Warszawy”, a potem w „Życiu”.

Wołek odżegnuje się od ojcostwa wymienionych dziennikarzy równocześnie zaznaczając, że dla wielu z nich był szefem. Śledząc kariery i publikacje tych ludzi nie sądzę, żeby korzystali z jakichkolwiek rad czy pouczeń Wołka. Który od czasu wpadki z Życiem i agentem Olinem jakoś dziwnie przybliżył się do kręgów bynajmniej mało prawicowych?*

Hordy, watahy, bydło, oszołomy i sekty (ze szczególnym uwzględnieniem smoleńskiej) – to język miłości wszystkich tych, którzy publicznie deklarują konieczność położenia tamy językowi nienawiści. Czynią to tak bezczelnie, że chyba już nie tylko bydło (wg Bartoszewskiego), ale i pozostałe głupki (wersja Bolka Wałęsy**) nie dadzą się nabrać.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, ze rację miał Sławomir Cenckiewicz opisując nieudolność polskich służb za komuny. Oni potrafili jedynie brać za mordę swoich i robić kasę. I tak im pozostało do dzisiaj.

Można dywagować jedynie, do jakich granic posuną się ci, którzy z uporem naprawdę godnym lepszej sprawy będą tego status quo (także za kasę i synekury) bronić.

P.S.

Wczoraj rozpoczął się Adwent. Gorąco polecam list [pasterski arcybiskupa –metropolity łódzkiego Marka Jędraszewskiego.

*http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,7694313,O_wspolczesnej_Wenezueli_w__Gazecie_.html

**http://www.youtube.com/watch?v=38irjJkzwUU

http://spoleczenstwo.newsweek.pl/w--new ... 0,1,1.html

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... caid=1fa29

http://wpolityce.pl/artykuly/41876-wspa ... kich-stron

http://www.youtube.com/watch?v=ZtEp2zW0DQY Wołek

http://1maud.salon24.pl/469285,klamstwa-uprzywilejowane


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 15 sty 2013, 09:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Prokuratura prostuje Kopacz

Wtorek, 15 stycznia 2013 (02:04) Była minister zdrowia w wywiadzie rzece Teresy Torańskiej, którego fragmenty cytował niedawno portal „Gazety Wyborczej”, puszcza wodze fantazji, opowiadając m.in., jak to „biegli technicy z polskiej prokuratury” fotografowali w moskiewskim Instytucie Ekspertyz Sądowych na potrzeby polskiego śledztwa moment zamykania ciał ofiar w trumnach.

Prokuratura definitywnie zaprzecza, by zlecała wykonywanie takich zdjęć.

– Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie zlecała wykonania zdjęć „momentów zamykania trumien ofiar katastrofy smoleńskiej”. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, jak również żadna inna prokuratura w kraju, nie ma na etacie żadnego technika – informuje płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

Prokuratura zapewnia, że posiada zdjęcia przedstawiające ciała części ofiar katastrofy w trumnach. Dopytywany o to kpt. Marcin Maksjan twierdzi jednak, że nie jest w stanie tej kwestii dokładnie sprecyzować.

– Prokuratura nie ma tu pełnej wiedzy, materiały z FR wciąż spływają, są w tłumaczeniu, być może znajdują się w nich kolejne zdjęcia – wyjaśnia. Pozyskane zdjęcia pochodzą „z różnych źródeł”, także z polskich.


Biegli przy identyfikacji

Prokuratura potwierdza, że w procesie identyfikacji zwłok uczestniczyli polscy biegli. W czynnościach, które trwały do 16 kwietnia 2010 r., uczestniczył zespół powołanych przez prokuraturę biegłych składający się ze specjalistów medycyny sądowej z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (3 specjalistów medycyny sądowej i laborant sekcyjny), Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP (3 specjalistów) oraz Laboratorium Kryminalistycznego KSP (4 techników), który przebywał w Instytucie Medycyny Sądowej w Moskwie od dnia 12 kwietnia 2010 roku. Problem w tym, że jak ustalił „Nasz Dziennik” na protokołach z identyfikacji nie widnieją podpisy polskich biegłych.

Z informacji prokuratury wynika, że w identyfikacji zwłok uczestniczyła jedenastoosobowa grupa biegłych. To w sumie mała grupa osób.

– Moim zdaniem, ze względów technicznych trudno, by tak wąska grupa osób uczestniczyła aktywnie przy wszystkich oględzinach – ocenia mec.

Bartosz Kownacki, pełnomocnik rodzin smoleńskich.

– Rozumiem, że jeżeli takich informacji udziela polska prokuratura, to jest to aktywne uczestnictwo, branie udziału we wszelkich czynnościach z tym związanych. A nie tylko przyglądanie się z boku – dodaje prawnik.

Z informacji, jakich na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych udzielił Mirosław Gajewski, dyrektor Departamentu Konsularnego MSZ, wynikało, że identyfikacja była oficjalną czynnością procesową prowadzoną przez służby rosyjskie, przy udziale strony polskiej. Strona rosyjska okazywała ciało rodzinie.

– Identyfikacji dokonywał członek rodziny bądź ktoś z polskiej delegacji, w tym procesie uczestniczyli lekarze, odbywało się to w takiej grupie kilkuosobowej. Potem składał zeznania do protokołu, na tej podstawie kończono proces identyfikacji – tłumaczył Gajewski. Po identyfikacji strona rosyjska sporządzała protokół.

– Pani minister Kopacz systematycznie mija się z prawdą. Wszyscy pamiętamy jej deklaracje, że na miejscu tragedii na metr przekopano ziemię. To najprawdopodobniej jej dzieło, że zaniechano badań sekcyjnych w Polsce. To pani minister zapewniała, że polscy lekarze uczestniczą w sekcjach ciał ofiar w Moskwie. Co okazało się potem kłamstwem. Pytanie tylko, po co to było. W jakim celu wprowadzała w błąd polską opinię publiczną oraz pogrążone w cierpieniu rodziny, które tym deklaracjom zawierzyły? – mówi Dariusz Fedorowicz, brat śp. Aleksandra Fedorowicza, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

– Podczas spotkania rodzin z premierem pani Kopacz mówiła o medykach, o tym, że to była sobota, więc miała kłopot ze skompletowaniem specjalistów. Jak się później okazało, grupa specjalistów była gotowa do wyjazdu, ale z niewiadomych przyczyn do niego nie doszło – dodaje Fedorowicz.


Były podpisy czy nie

Prokuratura, indagowana o szczegóły dotyczące uczestniczenia polskich biegłych w identyfikacji zwłok, odpowiada, że czynności te były prowadzone przez prokuratorów rosyjskich przy udziale przedstawicieli rodzin zmarłych, tłumaczy oraz w obecności polskiego psychologa. Jaki był właściwie status uczestnictwa polskich biegłych w procesie identyfikacji ciał? Dopytywana o to, czy podpisy polskich biegłych widnieją pod protokołami identyfikacji, prokuratura przytacza tylko sekwencję zdarzeń dotyczących oznaczania, transportu i oględzin ciał w Moskwie. Znalezione na miejscu katastrofy ciała lub ich fragmenty numerowano, opisywano i fotografowano.

Po zapakowaniu w folie umieszczano je w trumnach i przetransportowywano do Instytutu Medycyny Sądowej w Moskwie. Tam wykonywano sekcje zwłok, z czego sporządzano ekspertyzę – orzeczenie eksperta było sporządzane po uzyskaniu wyników posekcyjnych badań cząstkowych: toksykologicznych, biologicznych i chemicznych, ale nie genetycznych; dokument zawierał również wyniki identyfikacji w efekcie okazania ciała do rozpoznania. Identyfikacji dokonywał członek rodziny (a w przypadku jego nieobecności – przedstawiciel administracji rządowej RP).

Po rozpoznaniu zwłok to przedstawiciele rosyjskiego organu procesowego sporządzali odpowiednią dokumentację procesową – protokoły okazania zwłok. Sporządzano je w obecności dwóch świadków – obywateli rosyjskich, z udziałem rosyjskiego biegłego medycyny sądowej, tłumacza oraz osoby dokonującej identyfikacji.

Jak podaje prokuratura, przy zamykaniu trumien obecni byli żołnierze 10. Brygady Logistycznej w Opolu, przedstawiciele polskiej firmy pogrzebowej SOS Agencja Funeralna, polscy technicy policyjni, polscy duchowni, przedstawiciele rosyjskiej miejskiej specjalistycznej służby do spraw pogrzebów, którzy wydawali zaświadczenie o zalutowaniu trumny.

Jak zauważa Bogdan Święczkowski, były prokurator w stanie spoczynku, bez względu na to, jaki był charakter uczestnictwa polskich biegłych w identyfikacji, polskie prawo zakłada, że muszą podpisać protokoły z czynności procesowej. W przypadku odmowy również się to protokołuje. Zdaniem Święczkowskiego, jeżeli polscy biegli uczestniczyli w czynnościach identyfikacji, ich podpisy powinny być protokołach.


Ciała do Polski. Po co?

W wywiadzie Kopacz zapewnia, że przeprowadzono sekcje wszystkich ciał (i że musiano to zrobić w Moskwie, bo w Polsce nie było jak), że ciała były transportowane po tym, jak zakończono procedury identyfikacyjne i formalne, łącznie z wydaniem aktu zgonu.

Wszyscy pamiętamy wypowiedzi Kopacz o tym, jak pilnowała, by nie doszło do pomyłek przy składaniu zwłok w trumnach, jak na posiedzeniu Sejmu mówiła, że wszystkie z 96 osób miały swoje nazwiska i rodziny mogły urządzić im pogrzeby, wiedząc, że pochowały swoich najbliższych. Kiedy jednak okazało się, że ciała ofiar zostały zamienione, Kopacz zaczęła wycofywać się z wcześniejszych deklaracji. I tłumaczyła, że ani ona, ani polscy specjaliści nie byli przy składaniu ciał do trumien. Bagatelizowała swoją rolę ministra rządu, zapewniając, że była w Rosji tylko po to, aby opiekować się rodzinami.

– Trudno mi już nawet komentować te słowa. Wszystko, co do tej pory mówiła pani Kopacz, okazuje się nieprawdą. Wynika to z wielu wypowiedzi osób, które tam były, a nawet jeśli jednak szukać dobrej woli ze strony rządu, to pytanie jest takie: jeżeli nie dało się tego wszystkiego logistycznie ogarnąć, dlaczego nie wezwano posiłków? – dopytuje poseł Andrzej Duda (PiS), były minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

– Wszystko zamyka się w sekwencji zdarzeń. Aparat administracyjny naszego kraju nie był w stanie zapewnić przyzwoitej organizacji, ochrony wyjazdu delegacji prezydenta naszego kraju, generalicji i elity politycznej. Nie był i nie jest w stanie wyjaśnić w przyzwoitym terminie, we właściwym porządku prawnym przyczyn tego zdarzenia – mówi mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik prawny Jarosława Kaczyńskiego.

– Konfrontacja słów pani Kopacz i prokuratury świadczy o tym, że nasz aparat administracyjny nie był nawet w stanie godnie ani pochować, ani zapewnić właściwej dla polskiej tradycji dbałości o pamięci ofiar zmarłych. Brak sekcji determinuje konieczność także sprzeczną z polską mentalnością, a mianowicie konieczność ekshumacji ciał i ponownych badań na potrzeby polskiego śledztwa. Co naraża rodziny na stres i niepewność, czy pochowali w grobach własnych bliskich – dodaje prawnik.

– Jeżeli uczestniczyło się w tych zdarzeniach, można było po pierwsze: albo nic nie mówić, albo zachować się jak człowiek honoru i powiedzieć „przepraszam”. A można wreszcie brnąć dalej w kłamstwo. Ale ono jest coraz bardziej weryfikowalne – ucina Pszczółkowski.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... opacz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 20 mar 2013, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
„Nabierzcie się jeszcze raz”
Analiza


Artur Kowalski

Obserwującym działalność Donalda Tuska podczas już drugiej kadencji rządów, którzy dotąd systematycznie w wyborach wspierali partię premiera, musi być coraz trudniej podnosić rękę za szefem Platformy.

Premier zapewnia, że jego partia jest „skrojona dla tej części Polaków, którzy chcą spokojnej poprawy losu i bezpieczeństwa, a nie radykalnych prawicowych czy lewicowych batalii”. Przewodniczący PO – partii rzekomo centrowej, jak wynika ze słów Tuska w sobotnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, tak centrowej, iż jej strategicznym celem w obecnej trudnej sytuacji gospodarczej kraju okazuje się doprowadzenie do tego, by para homoseksualistów mogła zawrzeć przed notariuszem związek partnerski – zdaje się na łamach gazety wręcz apelować do swoich dotychczasowych wyborców: „Kochani, nabierzcie się na mnie jeszcze raz”.

Nie Palikot ani Kwaśniewski, tylko ja jestem was w stanie przeprowadzić suchą nogą przez morze i obronić przed radykałem Kaczyńskim – starał się przekonywać tych, którzy głosowali do tej pory na Platformę, premier Donald Tusk w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. W wywiadzie mającym ratować w tej trudnej sytuacji wizerunek i pozycję polityczną szefa Platformy premier Donald Tusk stara się przekonywać, że jest w stanie obronić Polaków przed wszelkimi radykałami z lewa i prawa i że PO jest tą jedyną, racjonalną partią centrum. „Dzisiaj, tak jak i kilka lat temu, PO nie będzie ofertą dla tych, którzy oczekują jakiejkolwiek wersji ekstremizmu, tego, co czasami nazywa się wyrazistością. Taka ideowa twarda polityka przynosi w Polsce więcej szkód niż pożytku” – mówi premier. Mogliśmy przeczytać także, kim podobno premier Tusk jest i co proponuje. „Mam do zaproponowania bezpieczne, stabilnie rozwijające się państwo i gigantyczny skok modernizacyjny i cywilizacyjny. Jestem politykiem, który uważa, że nie ma, nie było i nie będzie ważniejszego zadania władzy niż ochrona obywateli przed przemocą, zapewnienie bezpieczeństwa ojczyźnie. Tak jak w jednej z najstarszych modlitw: od pożogi, od wojny, od głodu uchowaj nas, Panie. Wygrywałem wybory nie w imię rewolucji obyczajowej. Naszym zadaniem jest zbliżyć poziom życia i rozwoju cywilizacyjnego do Zachodu, żeby Polska stała się naprawdę partnerem nie tylko politycznym, ale też cywilizacyjnym dla największych i najbogatszych państw Zachodu” – przekonuje Tusk. Przez 5 lat rządzenia przez Tuska można się było upewnić, kim szef Platformy na pewno nie jest, i że jest tym, który np. doprowadził do bezprecedensowego zadłużenia finansów publicznych, najwyższego od lat bezrobocia, do wręcz zniszczenia dialogu społecznego i – chyba w imię stania się partnerem najbogatszych na arenie międzynarodowej – przypomina raczej chłopca na posyłki u Władimira Putina i Angeli Merkel niż równorzędnego partnera rozmów. I zapewne niewielu jest w stanie uwierzyć – jeśli ktokolwiek – iż gdyby wzorem sytuacji na Cyprze „Unia kazała”, to przynajmniej zawahałby się obrabować Polaków z bankowych oszczędności. Czyny to zdaje się tylko szczegół, skoro dokonania premiera Tuska nie są w stanie zaświadczyć, że premier jest tym, kim wygodnie byłoby mu być teraz, więc sam wymyślił i ogłosił, kim jest. Premier Tusk co rusz zapewnia, w wywiadzie, że PO to „mocne centrum” dla tej części Polaków, która nie chce lewicowych i prawicowych batalii. „Mam fundamentalne przekonanie, że Polsce mocne centrum jest bardzo potrzebne. Ono zawraca ludzi z ideologicznych frontów, stabilizuje sytuację i koncentruje się na zadaniach cywilizacyjnych. PO jest skrojona dla tej części Polaków, którzy chcą spokojnej poprawy losu i bezpieczeństwa, a nie radykalnych prawicowych czy lewicowych batalii. Tacy zawsze byliśmy i jesteśmy” – twierdzi premier. Dość zabawnie brzmią te słowa o Platformie jako partii centrum w ustach szefa PO, który w trudnej sytuacji gospodarczej kraju, przy rosnącym bezrobociu, za wręcz strategiczny cel zdaje obierać sobie doprowadzenie do tego, by para homoseksualistów mogła przed notariuszem zawrzeć związek partnerski. Tusk – zwracając się do dotychczasowych wyborców – przekonuje, że wciąż jest lepszym wyborem niż Palikot czy powracający do czynnej polityki Kwaśniewski, nie mówiąc już o PiS. „Jestem przekonany, że wyrażam zdecydowanie trafniej cele wspólnoty narodowej niż Janusz Palikot, który proponuje radykalne wersje związków partnerskich. Chciałbym, żeby to dotarło wreszcie do zaangażowanych w tę dyskusję: jestem premierem polskiego rządu, a nie liderem salonowej rewolucji! I jeśli naprawdę ktoś w Polsce sądzi, że celem wspólnoty narodowej czy społeczeństwa jest radykalne przyspieszenie rewolucji obyczajowej, to stawia nietrafną diagnozę. I tak samo odpowiadam na radykalne propozycje PiS” – wskazuje Tusk. Inne hipotetyczne zagrożenie dla ugrupowania Tuska – inicjatywa z udziałem Aleksandra Kwaśniewskiego – również zostało przez premiera opatrzone łatką radykałów, np. takich, którzy domagają się szybkiego wejścia Polski do strefy euro, podczas gdy „my”, Platforma, „realistycznie budujemy scenariusz wejścia Polski do strefy euro”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27323,nab ... e-raz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 02 cze 2013, 16:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/05/28 ... luzbowych/

“By żyło się lepiej”: Rząd utrzymuje 1699 aut służbowych

Motywowanie posunięć brakiem pieniędzy jest ewidentnym kłamstwem - rząd ma nadmiar pieniędzy i nie wie, co robić z takimi górami złota. Ale jak się zgarnia podatki wielkości ponad 70% PKB, to wiadomo, że takiego zalewu pieniądza nie da rady wydać. Można by to wydać na oświatę, albo na infrastrukturę, albo na pomoc dla głodujących, ale kłóciłoby się to z ludobójczą polityką wobec Polaków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 14 cze 2013, 05:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Dworak żongluje wakacjami

Konkurs na cztery miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym miał być rozstrzygnięty przed wakacjami, w czerwcu. Wczoraj przewodniczący KRRiT Jan Dworak poinformował posłów, że stanie się to przed wakacjami, ale… parlamentarnymi. To duża różnica, bo wakacje szkolne zaczynają się 29 czerwca, a parlamentarne – 27 lipca.

Termin czerwcowy był wiele razy podawany przez przewodniczącego Jana Dworaka, jak również przez członków KRRiT podczas ich publicznych wystąpień w parlamencie. Mówiono, że stanie się to „przed wakacjami” lub padało też stwierdzenie, że wyniki konkursu zostaną ogłoszone „do lata”. Katarzyna Twardowska, rzecznik prasowy KRRiT, jeszcze w środę informowała „Nasz Dziennik”, że konkurs zostanie rozstrzygnięty przed wakacjami.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynikało, że Rada planuje podjąć uchwałę o rozdziale czterech koncesji na pierwszym multipleksie (MUX-1) 25 czerwca – na swoim ostatnim czerwcowym posiedzeniu.

KRRiT nie dotrzymuje słowa

Tymczasem wczoraj Jan Dworak powiedział niespodziewanie posłom z sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, którzy debatowali nad sprawozdaniem rocznym KRRiT, że stanie się to później.

– Podtrzymuję opinię, że to postępowanie będzie zakończone przed wakacjami parlamentarnymi – stwierdził Jan Dworak.

Wprawił tym posłów w konsternację, wszyscy bowiem doskonale pamiętali o deklaracjach czerwcowych.

– Była mowa o czerwcu, teraz jest mowa o wakacjach parlamentarnych. Znowu jest jakieś przesunięcie rozstrzygnięcia konkursu w czasie – dziwiła się poseł Barbara Bubula (PiS).

Jan Dworak tę sprawę bagatelizował. – Myślę, że nie chodzi tu o to, czy będzie to tydzień w tą, czy w drugą stronę – mówił Dworak.

– Tu nie ma złej woli. To i tak niczego nie zmienia, bo nadawcy wejdą na multipleks dopiero na wiosnę przyszłego roku – wyjaśniał przewodniczący Rady. Ale wątpliwości zostały, bo KRRiT nie dotrzymuje wcześniej składanych deklaracji.

Elżbieta Kruk (PiS) zastanawiała się, czy teraz – podczas drugiego konkursu na MUX-1 – Krajowa Rada będzie się stosowała do zapisów własnej strategii. Istotnym celem KRRiT miało być też przeciwdziałanie tabloidyzacji mediów przez rozwój telewizji i radia publicznego oraz wspieranie nadawców społecznych, niekomercyjnych – czyli tzw. trzeciego sektora.

Zdaniem Elżbiety Kruk, KRRiT nie zrealizowała tych zadań podczas pierwszego konkurs na MUX-1 w 2011 roku. – Ten oligopol został tylko wzmocniony. Niezależne media mają utrudniony dostęp do rynku – mówiła Kruk. – Tabloidyzacja? Też postępuje. Media trzeciego sektora? Też ich nie ma. Krajowa Rada postawiła sobie cel i czy zrealizowała go? Nie – podkreśliła poseł PiS.

Dominuje przekaz prorządowy

Barbara Bubula wskazała, że najważniejszym problemem w Polsce jest „nierównowaga w sensie własnościowym i światopoglądowym” na rynku mediów elektronicznych. A koncentracja na tym rynku stwarza w dodatku ryzyko przejęcia rodzimych nadawców przez koncerny zagraniczne.

Bubula przypomniała, że podczas cyfryzacji nie wykorzystano okazji, żeby poszerzyć ofertę programową dla telewidzów. Polemizowała też ze stwierdzeniami Jana Dworaka, że mamy pluralizm w mediach, że wszystkie opcje mają swoje okienka.

Barbara Bubula poinformowała posłów, iż w styczniu dokonała gruntownej analizy programów wielu stacji telewizyjnych i okazało się, że w mediach głównego nurtu nie ma pluralizmu. Dominował przekaz prorządowy, a różne problemy społeczne i gospodarcze – jak wprowadzenie euro, rola związków zawodowych, in vitro – były prezentowane w jeden sposób.

– Publicystykę w największych antenach TVP prowadzą dziennikarze, których trudno podejrzewać o obiektywizm. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji za mało dba o pluralizm opinii. Nie słychać ze strony Rady głosów mówiących o konieczności poszerzenia palety poglądów prezentowanych w mediach – podsumowała Barbara Bubula.

I podkreśliła, że właśnie w kontekście pluralizmu światopoglądowego trzeba oceniać ogromny ruch społeczny wokół protestu przeciwko nieprzyznaniu koncesji na MUX-1 Telewizji Trwam i jest to inicjatywa o zasięgu niespotykanym na świecie.

– Według Krajowej Rady nie ma takich poglądów, które by nie znajdowały odbicia w mediach elektronicznych – utrzymywał jednak Jan Dworak.

Dariusz Piontkowski (PiS) pytał w tym kontekście członków KRRiT, czy będą brali pod uwagę opinie widzów podczas drugiego konkursu na MUX-1. Rada wszak wiele razy zapewniała, iż zdanie widzów jest dla niej bardzo ważne, a przecież w obronie Telewizji Trwam prowadzone są wielotysięczne manifestacje, słane są listy protestacyjne. Wątpliwości w tym zakresie ma jednak Andrzej Jaworski (PiS).

Poseł wskazał, że z konsultacji, jakie przeprowadziła KRRiT, wynikało, że widzowie chcieliby na multipleksie oglądać programy społeczno-religijne, edukacyjne, dla dzieci oraz sportowe. Tymczasem zamiast kanału sportowego ma być filmowy, których i tak jest wiele na rynku.

–Czy to jest związane z tym, że jedna stacja ma kanał sportowy na multipleksie [chodzi o Polsat Sport News – przyp. red.] i ten drugi byłby konkurencją? – zastanawiał się Jaworski.

Posłowie zarzucali też Janowi Dworakowi, że Rada i koalicja rządowa nie chcą dopuścić do kontroli procesu koncesyjnego na MUX-1 ze strony Najwyższej Izby Kontroli. – Nie boimy się kontroli NIK, chodzi o zachowanie autonomii instytucji publicznych – powiedział Dworak.

Przewodniczący poinformował ponadto, że KRRiT nie będzie wysyłać indywidualnych odpowiedzi wszystkim osobom, które podpisały się pod zbiorowymi protestami przeciwko dyskryminowaniu Telewizji Trwam, bo musiałaby wydać na to 5 mln złotych. Udzielane będą tylko odpowiedzi na indywidualne pisma. Ostatecznie komisja stosunkiem głosów 12 do 5 przyjęła sprawozdanie KRRiT za 2012 rok. Zdecydowało zdanie posłów koalicji i lewicy.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cjami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 01 lip 2013, 18:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Klimatyczno-energetyczny problem Donalda Tuska

W czerwcu 2011 roku Donald Tusk zawetował unijny plan obniżenia emisji CO2, co było jednocześnie zablokowaniem wprowadzenia w życie jego własnego, z wielką pompą ogłoszonego sukcesu z grudnia 2008 roku. Bowiem to w owym roku premier Tusk podpisał pakiet klimatyczno-energetyczny, a minister Sikorski z właściwą sobie egzaltacją ogłosił ten akt „olbrzymim osobistym sukcesem premiera, a Polska zyskała zrozumienie dla swojej argumentacji”. No i dzisiaj mamy konsekwencje tego zrozumienia, które skutkują między innymi tym właśnie, że Tusk usiłuje zrzucić winę za swój „sukces” na kogoś innego, a wiadomo, że w takich wypadkach najlepiej pasują poprzednicy.

Cała agenda pakietu, jego terminarz i sekwencje, poszczególne ustalenia oraz ich konsekwencje zebrane razem przypominają dzisiaj trudne do rozeznania bagno, a to za sprawą Donalda Tuska, który z całych sił wypiera się „sukcesu”. Właśnie na kongresie PO po raz kolejny nasz szczery przywódca usiłował zepchnąć z siebie ciężar dzisiejszej kompromitacji, która w roku 2008 była właśnie owym olbrzymim sukcesem. „Ekipa Kaczyńskiego zgodziła się na pakiet w najgorszej dla Polski wersji” - ogłosił Tusk wczoraj na wspomnianym kongresie, zapewne licząc na niemoc intelektualną elektoratu PO i trzeba przyznać, że akurat to domniemanie ma solidne podstawy merytoryczne.

Warto więc przynajmniej w ogólnych zarysach uporządkować temat, gdyż bez tego nie da rady obnażyć przekrętu rządu Tuska, który usiłuje swoją ignorancję i nieudolność przekuć w winę śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż wszystko zaczęło się dla nas w marcu 2007 roku, kiedy to prezydent Kaczyński podpisał tak zwane Konkluzje Rady Europejskiej”, które zawierały cele(tzw. Cele 3x20) oraz postanowienia ogólne pakietu, czyli coś w rodzaju wytycznych do późniejszych negocjacji i ostatecznych ustaleń. To właśnie podpisał prezydent Kaczyński.

Jedną z tych konkluzji było oparcie się przyszłego pakietu o rok bazowy 1990, od którego liczono redukcje emisji gazów, co było niezwykle korzystne dla Polski i co potwierdzono w owych Konkluzjach Rady Europejskiej. A było to dla nas korzystne z tego prostego powodu, że wyznaczona przez Komisję redukcja o 20 procent była dla naszego kraju bezpieczna, gdyż od roku 1990 w Polsce upadło wiele zakładów i gałęzi gospodarki, co powodowało, że liczona od tegoż roku redukcja gazów cieplarnianych wynosiła u nas w roku 2007 ponad 30 procent. Zatem z nadwyżką spełnialiśmy założone kryterium 20 procent, czyli żyć nie umierać, nie groziły nam żadne koszty redukcji CO2. Tak to właśnie było.

Ale, jak to w życiu bywa, pod koniec 2007 roku z wiadomych przyczyn odszedł rząd Jarosława Kaczyńskiego i negocjować konkretne postanowienia pakietu przyszło następnemu rządowi, czyli Donaldowi Tuskowi i jego wesołej kompanii. Jedyne, co zdążył wynegocjować rząd PiS w 2007 roku, to było zmniejszenie polskiego celu energii odnawialnej z 20 do 15 procent. I wtedy stało się najgorsze, czyli do akcji wkraczyła olsenowska ekipa naszego szczerego przywódcy.

Otóż dzisiaj skrzętnie to przemilcza Tusk i jego medialni sponsorzy, a tymczasem w ostatecznym kształcie pakietu klimatyczno-energetycznego, który Tusk podpisał w grudniu 2008 roku, zmieniono rok bazowy do obliczeń redukcji gazów. Został ustalony nowy rok bazowy, a mianowicie 2005, co było dla Polski katastrofalne nawet przy zmniejszonym do 14 procent celu redukcyjnym. I tu właśnie leży pies pogrzebany, czyli premier Tusk zakopany po uszy w swoich politykierskich kombinacjach. Bo zmiana roku bazowego, czyli kluczowego terminu została podpisana przez Tuska i na nikogo już za to winy nie zrzuci. To jego wyłączny osobisty wkład w katastrofę zwaną pakietem energetyczno-klimatycznym.

Co ciekawe, po podpisaniu pakietu w ogóle nie poinformowano o tej zmianie ani opinii publicznej, ani prezydenta. Bańka z kłamstwem pękła dopiero właśnie w 2011 roku, kiedy to nasz szczery przywódca zmuszony był zawetować swój własny, olbrzymi, gigantyczny, historyczny, niepowtarzalny i monumentalny sukces z roku 2008. Jeśli mówimy o złośliwym chichocie historii lub oliwie, która zawsze na wierzch wypływa, to ten „sukces” Tuska jest dobitnym przykładem prawdziwości owych twierdzeń.

W każdym razie wtedy zaczęło się intensywne wmawianie opinii publicznej, że polskie kłopoty z pakietem klimatyczno-energetycznym są konsekwencją podpisu prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod Konkluzjami Rady Europejskiej. Tymczasem choćby z tych przedstawionych przeze mnie faktów wynika, że zmiany były możliwe, skoro potem zmieniono rok bazowy i wartości celów energii odnawialnej oraz redukcji CO2. Nie da się więc ukryć, że koszmarnym błędem politycznym było podpisanie przez Tuska pakietu w takim kształcie w jakim go podpisał. I to jest powód jego bólu głowy dzisiaj, a nie podpis prezydenta z roku 2007.

Dzisiaj Tusk rzuca kompletnie pozbawione jakichkolwiek dowodów pomówienie, że śp. Lech Kaczyński podpisał założenia pakietu mniej korzystne dla Polski w zamian za kompromis w sprawie liczenia głosów, czyli tak zwaną Joanninę. Są to klasyczne insynuacje i to dokładnie w takim samym stylu, jak te, że w grudniu 2008 Tusk podpisał pakiet jako efekt handlu politycznego z prezydentem Sarkozym – kupimy francuskie elektrownie atomowe, a Francuzi w zamian poprą kandydaturę Tuska na szefa Komisji Europejskiej. Tusk posługuje się kalumniami dokładnie takimi, jaki na niego rzucają inni.

Warto też rzucić snop światła (pasjami lubię to określenie!) na zarzuty, jakie są stawiane przez obecną ekipę prezydentowi Kaczyńskiemu, pomijając oczywiście tę bzdurę o Joanninie. Bo co jest zastanawiające, zarówno Tusk, jak i Sikorski wiele razy powtarzali, jak to się natrudzili, żeby naprawić błędy poprzedniej ekipy, ale nigdy nie pokwapili się sprecyzować, jakie to były konkretnie błędy.

Przynajmniej ja nie znalazłem konkretów na ten temat i dopiero po usilnych poszukiwaniach dotarłem do pewnej interpelacji sejmowej, która rzuca właśnie mój ulubiony snop światła na tę kwestię. Otóż kilka tygodni po podpisaniu przez Tuska pakietu w 2008 roku, sekretarz stanu w MSZ Jan Borkowski odpowiadał na interpelację opozycji (prof. Jan Szyszko) w sprawie deprecjonowania przez rząd Tuska poprzedniej ekipy – dlaczego to robią, skoro wcześniej przedstawiciele rządu wielokrotnie twierdzili, że w pełni akceptują sam pakiet, natomiast nie zgadzają się na proponowaną przez Unię ścieżkę dochodzenia do celów?

Minister Borkowski odpowiedział, że w owych pretensjach do prezydenta Kaczyńskiego chodziło o to, iż skutkiem jego podpisu było także przyjęcie pewnej procedury głosowania większościowego nad pakietem, co rzekomo stawiało Polskę na straconej pozycji. Zatem, według ministra Borkowskiego, strategicznym celem dla rządu Tuska stało się zmodyfikowanie tej procedury i wprowadzenie jednomyślności w podejmowaniu decyzji, co pozwoliłoby Polsce na utrzymanie kontroli nad całym procesem.

I tu dochodzimy do naprawdę rewelacyjnej ciekawostki, która rzuca (znowu!) snop światła na matactwa Tuska. Otóż minister Borkowski w dalszej części odpowiedzi stwierdza czarno na białym, że ten rządowy „cel został osiągnięty podczas Rady Europejskiej w październiku 2008 r. przez zapis w konkluzjach Rady z dni 15-16 października 2008 r”. I dalej minister mówi, że to oznacza, iż usunięto rzekomy mankament decyzji prezydenta Kaczyńskiego, który mu zarzucał minister Sikorski, a usunięcie tego mankamentu pozwoliło zakończyć z sukcesem negocjacje i podpisać pakiet premierowi Tuskowi właśnie w grudniu 2008.

Mamy tu zatem dowód, że nawet jeśli przyjmiemy zarzut stawiany prezydentowi Kaczyńskiemu za zasadny, to minister rządu Donalda Tuska potwierdził w Sejmie, że rzekomy błąd poprzedniej ekipy został poprawiony jeszcze przed podpisaniem pakietu przez szefa rządu. A to oznacza ni mniej ni więcej, że dzisiejsze dzikie pretensje Tuska do poprzedniej ekipy rządowej, iż jest winna kłopotów obecnego rządu z pakietem energetyczno-klimatycznym są wyssane z brudnego palca naszego szczerego przywódcy. Ale czemu mnie to wcale nie dziwi?

http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/332EDC79

http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/1DC9B444

http://seaman.salon24.pl/517882,klimaty ... alda-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 09 wrz 2013, 06:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Strach – dobry doradca

„Strach jest złym doradcą” – to jedna z wielu prawd, jakie od pokoleń przekazują sobie ludzie. I rzeczywiście, podejmowanie decyzji, zwłaszcza ważnych, pod wpływem strachu może wpędzić człowieka w ogromne kłopoty. Ale tę ludową mądrość trzeba będzie jednak nieco zmodyfikować, bo w Warszawie dzieją się rzeczy, które są zaprzeczeniem starego porzekadła.

Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz walczy o utrzymanie stanowiska, które może stracić w wyniku referendum 13 października.

Wbrew urzędowemu optymizmowi pani prezydent ma poważne powody do obaw o swoją przyszłość, bo jak na razie to wszystkie sondaże wskazują, że warszawiacy podziękują jej za pracę rok przed upływem kadencji. Ze strachu przed takim scenariuszem prezydent Warszawy zaczyna podejmować (a przynajmniej zapowiadać) całkiem korzystne decyzje dla mieszkańców stolicy, których ci nie mogli się wcześniej doprosić.

Oprócz większej troski o miejskie inwestycje główna lokatorka stołecznego ratusza zaczęła też bardziej zwracać uwagę na potrzeby i interesy warszawiaków.

Najpierw ogłosiła wycofanie się z części podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej (podwyżki były jednym z powodów ogłoszenia decyzji o zbieraniu podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta stolicy), a teraz Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiada, że wszystkie warszawskie rodziny od przyszłego roku będą miały prawo do ulg w korzystaniu z komunikacji miejskiej oraz z oferty placówek kulturalnych i sportowo-rekreacyjnych.

Co prawda pani prezydent upiera się, że te preferencje będą dotyczyć tylko tych mieszkańców stolicy, którzy rozliczają tutaj swoje podatki, czyli w Warszawie składają formularze PIT, ale może niedługo te ulgi dostaną też ci, którzy mieszkają w stolicy, choć nie są w niej zameldowani.

Oczywiście Hanna Gronkiewicz-Waltz przekonuje na lewo i prawo, że te decyzje nie mają związku z referendum, tylko wynikają ze strategii miasta i były od dawna dyskutowane. A że teraz je ogłoszono, to czysty przypadek. – Nic nie jest efektem referendum, ponieważ my nad tym pracowaliśmy już w zeszłym roku – twierdzi uparcie. Ale przecież sama w to nie wierzy.

Ciekawe, jakie jeszcze decyzje ogłosi pani prezydent przed 13 października. Coś mi mówi, że warszawiacy usłyszą jeszcze niejedną dobrą informację. Bo władze Warszawy są teraz bardzo prospołeczne. Cóż, strach nie zawsze jest złym doradcą.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... radca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 13 lis 2013, 19:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Mafijne POrachunki

Aż przykro patrzyć, jak spora część społeczeństwa walkę zachłannych hien o nieogryzione jeszcze resztki polskiego trupa traktuje dokładnie tak jak chcą tego propagandowe tuby medialne służące mafijno-oligarchicznemu systemowi III RP.

Wmówić widzom, że oto trwa walka polityczna między Tuskiem i Schetyną to żart stulecia gdyż polityczny spór może zaistnieć wtedy, kiedy adwersarzy dzielą kwestie programowe, wizje, idee, czy różnice w pojmowaniu racji stanu.

Tymczasem Tusk i Schetyna to bezideowi oraz mentalni bliźniacy bez skrupułów i zasad, nieróżniący się niczym i w przeszłości wspólnie bez żadnych hamulców moralno-etycznych wycinający politycznych przeciwników, że wymienię tylko Jana Rokitę, Pawła Piskorskiego, Zytę Gilowską czy Andrzeja Olechowskiego.

Przyjmowanie na poważnie słów Schetyny mówiącego, że jemu nie chodzi o przegraną i własne ambicje, ale o uczciwość, przyzwoitość i demokratyczne standardy, świadczy o wyjątkowej naiwności, oczywiście tylko tych, którzy na te tanie gadki i chwyty dali się nabrać.

Jeżeli sobie przypomnimy nie tak znowu bardzo odległą przeszłość, to właśnie w regionie Schetyny działała łapówkarka Sawicka, to tam w Wałbrzychu fałszowano wybory i to stamtąd wywodził się wyjątkowo obleśny cwaniaczek Sobiesiak, dobry kumpel Schetyny, którego córuni niejaki Rosół w „Pędzącym króliku” załatwiał robotę w Totalizatorze Sportowym. To właśnie z matecznika Schetyny pochodzili główni bohaterowie afery hazardowej.

Walka toczy się jak zwykle o kasę gdyż jest to już niemal finisz i ostatni rzut na taśmę w sprincie po ostatnią już tak pokaźną transzę unijnych środków. Właśnie mafijna grupa Tuska odstawiła od cyca ludzi Schetyny i cytując Wielkiego Szu, capo di tutti capi Donald powiedział capo crimine don Grzegorzowi:

Graliśmy uczciwe: ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem – wygrał lepszy

W mafijnych rozgrywkach o wpływy i olbrzymie pieniądze nie ma litości i kto wie czy jeśli pójdzie na noże to mający przynajmniej teoretycznie „czyste smoleńskie sumienie” Schetyna nie uderzy z tej flanki gdyż jak pamiętamy z funkcji szefa MSW odszedł w październiku 2009 roku i trudno go łączyć z tą tragedią, a przecież wielu jego zaufanych ludzi w resorcie zostało. Niekoniecznie Bartłomiejowi Sienkiewiczowi uda się zapanować nad kolejnymi rewelacjami, jakie wkrótce zagoszczą na okładkach salonowych i nie tylko, mediów.

Nie zapominajmy też o wpływowym członku tej czysto mafijnej struktury, prezydencie Komorowskim. Będzie on teraz rozpaczliwie szukał jakiejś znaczącej politycznej siły, która wesprze jego starania o reelekcję i na mój nos już niedługo salon urządzi „pępkowe” z okazji narodzin nowej, teraz już naprawdę „obywatelskiej” formacji. Oprócz Schetyny i pobożnego posła Gowina znajdą się w niej różne „Miśki” Kamińskie, Poncyliusze, Kowale, Giertychy i kto wie czy nawet nie sama Joanna Kluzik-Rostkowska w historycznym już czerwonym żakiecie, słynnym z tego, że nie zdążyła go nawet zmienić, kiedy w rekordowo krótkim czasie obleciała aż trzy partie polityczne i dwie kampanie wyborcze.

Raczej jest już przesądzone, za jaką to nową partię i za którego kandydata na prezydenta obieca znowu otworzyć szampana generał Marek Dukaczewski. Mimo to stadko dziwolągów od Palikota nie traci nadziei i co rusz wysyła do Moskwy sygnały by postawiono właśnie na nich.

Najpierw Palikot popędził do szpitala gdzie leżał Jaruzelski. Następnie ogłosili, że jak tylko dojdą do władzy to wsadzą za kratki Antoniego Macierewicza. Dziś wydzierają swoje zdradzieckie gardła i na wschód kierują obietnicę o powołaniu sejmowej komisji śledczej, która potępi zbrodnię, jaką było rozwiązanie WSI, czyli likwidację „długiego ramienia Moskwy” w Polsce.

Marne jednak są szanse by Putin wybrał to delikatnie mówiąc jezioro osobliwości z Palikotem, Grodzką, Biedroniem, Ryfińskim, Rozenkiem i żałosnym Dębskim, zwłaszcza, że ma przecież dzielnego Bronka, w którego otoczeniu roi się od typków z podejrzaną agenturalną przeszłością.

Polską rządzi czerwono-różowa mafia i tylko wypalenie jej gorącym żelazem, nie pomijając żadnej macki czy odnogi może uwolnić nasz kraj.

Czekamy od lat na polskiego odpowiednika bohaterskiego pogromcy mafii, włoskiego sędziego Giovanni Falcone, który wydając wojnę mafii powiedział za Shakespearem,:

"Tchórze umierają ze strachu codziennie, odważny człowiek umiera tylko raz"

http://kokos.salon24.pl/547841,mafijne-porachunki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 13 sty 2014, 09:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Są obietnice i są obiecanki.
Obiecanki cacanki, a głupiemu radość.


Pokolenie jednego podręcznika

Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w WSKSiM, rozmawia Marcin Austyn

Ależ premier Donald Tusk ponownie naobiecywał Polakom. Taka taktyka ma jeszcze szansę przełożyć się na korzystny dla PO wynik wyborczy?
– Rzeczywiście coraz wyraźniej widać, że wybory się zbliżają, a ostatnie wystąpienia premiera można śmiało zaliczyć do elementów kampanii wyborczej. Ubiegły rok był ostatnim „bezwyborczym”, zatem i politycznie w miarę spokojnym. Teraz sytuacja diametralnie się zmienia. Czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego oraz wybory samorządowe. Temperatura zatem musi wzrosnąć, bo będzie to test dla koalicji rządzącej. Społeczeństwo już w tym roku będzie mogło swoimi głosami pośrednio ocenić rząd. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Pamiętajmy też, że rok 2015 także będzie okresem wyborczym, bo czekają nas wybory parlamentarne i prezydenckie. Myśląc o sukcesie, już dzisiaj trzeba rozpocząć długi marsz, a co za tym idzie – czeka nas intensyfikacja kampanii PR-owskiej.

Rząd przez 6 lat wielu swoich obietnic nie dotrzymał. W kraju szaleje kryzys. Kolejne zapewnienia wystarczą?
– Wiele zależeć będzie od nastrojów i woli społeczeństwa. Niestety, w naszym kraju na wysokim poziomie liczebności utrzymuje się grupa Polaków, którzy nie są zainteresowani polityką i albo nie uczestniczą w wyborach, albo kierują się nastrojami, a nie merytorycznymi przesłankami. Stąd też może okazać się, że kampania typowo reklamowa będzie skuteczna. Na pewno warto się jej przyglądać, bo może jeszcze ewoluować w różnych kierunkach. Nie wykluczam użytego już przy okazji referendum w stolicy „zniechęcania do udziału”. To byłoby korzystne dla koalicji, bo znaczna grupa urzędników ulokowanych na ciepłych posadkach i ich rodziny mogą zapewnić jej dobry wynik wyborczy. Wszak to łącznie kilka milionów osób. Sądzę też, że ponownie sztucznie podnoszony będzie konflikt między PO i PiS. Zapewne użyte zostaną silne elementy emocjonalne, które zelektryzują społeczeństwo. Przy okazji zostaniemy odciągnięci od istotnych spraw, którymi rząd powinien się zająć. Zwłaszcza że wachlarz złożonych obietnic jest imponujący.

Wizyty gospodarcze premiera ocieplające wizerunek władzy mogą się jeszcze sprawdzić?
– Takie zabiegi przypominają mi lata 70. ubiegłego wieku i czasy władztwa I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, który też kreował się na dobrego gospodarza. A to odwiedził kopalnię, a to otworzył szpital, a aparat propagandy działał tak, by pokazywać tylko „sukcesy”. Twierdzono na przykład, że jesteśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Rzeczywistość pokazała, że było inaczej. Żywo widzę ten obraz jako historyk i politolog. Rzecz jasna, tamtych czasów nie można porównywać z obecną rzeczywistością, niemniej działania propagandowe, używane mechanizmy są zbieżne.

Premier obiecał, że publiczne przetargi będą kierowane do firm, które zatrudniają pracowników na godnych warunkach. Skończy się na podwykonawcach zatrudniających ludzi na umowy śmieciowe?
– Warto, aby tej obietnicy bliżej przyjrzeli się ekonomiści, prawnicy. Jednak podzielam pana pogląd, że ograniczenie zostanie w bardzo łatwy sposób ominięte. Widzimy, jak w Polsce obchodzi się np. ustawę kominową, która miała ograniczać rozrost pensji kadry zarządzającej w publicznych spółkach czy instytucjach. Niestety, mamy prawo, które daje wiele możliwości manewru, w złym tego słowa znaczeniu.

Będą krótsze kolejki do lekarzy?
– Nie sądzę. Kwestie związane z opieką nad osobami starszymi, ze służbą zdrowia, słowem – cała sfera socjalna, jest dużym problemem Europy, która się niestety starzeje. Ten problem wydaje się nierozwiązywalny nie tylko dla Polski, ale i dla Europy. Jednak nie należy tej okoliczności traktować jako usprawiedliwienie dla rządu, który powinien wreszcie podjąć długofalowe działania, by zmienić niekorzystny kurs demograficzny.

Pierwszoklasiści mają otrzymać darmowy podręcznik, do tego jeden, zastępujący obecne pakiety. Pewnie będzie zbyt ciężki do noszenia, a z racji braków w budżecie nie dla wszystkich gratisowy?
– Toż to powrót do metod znanych z PRL. Jednak widzę tu jeszcze inne niebezpieczeństwo. Bo jeżeli jeden podręcznik, to jakiego autora, jakiego wydawnictwa? Tu będzie pole do nacisków. A kto wybierze ten podręcznik, kto go zweryfikuje, jak na to zareagują inne wydawnictwa? A może państwo wykupi za ciężkie pieniądze prawa autorskie i będzie zlecało druk różnym wydawcom?

Donald Tusk obiecał też inwestycje m.in. w energetykę, słowem – obiecał już obiecane. Ile razy można?
– Muszę przyznać, że niezależnie od rządu będę kibicował, by tego rodzaju inwestycje były prowadzone, bo są one bardzo potrzebne. Mam nadzieję, że nie pozostaną tylko w sferze obietnic. Ukończmy gazoport w Świnoujściu, wybudujmy elektrownie. I niechby ten rząd spełnił choć minimum swych obietnic.

Administrację podatkową czeka rewolucja. Roczne rozliczenia będzie robiła za nas skarbówka, a my kliknięciem je zatwierdzimy. Komputery też nam premier da? A może czeka nas wielka informatyzacja i kolejna afera?
– Już teraz z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że spowoduje to ogromny bałagan. Urzędy skarbowe są potężną instytucją, pracuje tam armia ludzi, ale i tak nie są kadrowo przygotowani na takie zmiany. Czyżby szykowały się kolejne urzędnicze etaty? A przecież ich liczba miała maleć. Inną sprawą jest sama informatyzacja, zapewne bardzo kosztowna, a nasze doświadczenia w tej materii nie są dobre. Wydaje mi się, że tego rodzaju zmiany wymagają czasu, wielomiesięcznych przygotowań, stąd nie są dobrym pomysłem do wdrażania w okresie przedwyborczym. No, ale obiecać można wszystko.

Dziękuję za rozmowę.
Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... znika.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Oszustw i Kłamstw
PostNapisane: 28 lut 2014, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Dzicz peowska niezależnie od uszeregowania w strukturach partii zawsze pozostanie dziczą. Hołota zawsze będzie hołotą, cham chamem.
Tylko w ptasim móżdżku mogło zrodzić się poczucie, że skoro jestem szychą to mi wolno więcej, a może nawet wszystko. Konkluzja jest taka, że tę dzicz przynoszącą nam wstyd wszędzie i będącą podstawą do niskiej oceny Polski i Polaków należy wysprzątać ze struktur władzy i doprowadzić do tego, aby znalazła się na takim szczeblu życia społecznego do jakiego dojrzała.


Protasiewicz się broni

KL, PAP

Europoseł Jacek Protasiewicz (PO) zaprzeczył doniesieniom niemieckiego dziennika „Bild”, który oskarżył polityka, że będąc pod wpływem alkoholu, wywołał incydent na lotnisku we Frankfurcie nad Menem. Protasiewicz stwierdził, że nie był pijany i to niemiecki policjant i celnik dopuścili się wobec niego skandalicznego zachowania „o podłożu ksenofobiczno-rasistowskim”. Poseł utrzymuje, że był dwukrotnie popchnięty przez niemieckiego celnika. Premier Donald Tusk ocenił, że mimo tych okoliczności zachowanie Protasiewicza było niestosowne. Zapowiedział, że decyzję o ewentualnych konsekwencjach wobec eurodeputowanego podejmie po rozmowie z nim.

http://www.naszdziennik.pl/wp/69603,pro ... broni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /