Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 24 sty 2019, 20:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Nie szukajmy sobie wrogów

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy Polska jest dobrym miejscem na organizację konferencji o Bliskim Wschodzie?
– Z punktu bezpieczeństwa międzynarodowego problematyka Bliskiego Wschodu jest skomplikowana i ważna – także jeśli chodzi o interesy Polski i naszą politykę zagraniczną. Dlatego konferencje czy debaty na temat bezpieczeństwa, pokoju, stabilizacji tego regionu są oczywiście potrzebne, natomiast – w tym wypadku – mamy do czynienia z konferencją, która może służyć zupełnie innym celom. Formalnie chodzi o kwestie bezpieczeństwa i pokoju na Bliskim Wschodzie – tak przynajmniej informuje polski MSZ, ale bardzo prawdopodobne, że konferencja, która odbędzie się w połowie lutego w Warszawie, jest traktowana przez Stany Zjednoczone jako jeden z instrumentów realizacji polityki amerykańskiej, przede wszystkim zaś polityki wymierzonej w działania Iranu. Stąd też zorganizowanie tej konferencji w Warszawie może budzić poważne wątpliwości.

Co chce Pan przez to powiedzieć?
– Myślę, że ta konferencja została zorganizowana czy sprokurowana przez Waszyngton, a Warszawa pokornie czy wręcz z entuzjazmem na to przystała. Być może idea tej konferencji pojawiła się podczas ubiegłorocznej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu. Organizatorami, współgospodarzami tej międzynarodowej konferencji są zarówno Stany Zjednoczone, jak i Polska, a personalnie sekretarz stanu Mike Pompeo i szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz. Fakt, że ta konferencja odbywa się w Polsce, jest bardzo wygodny dla Stanów Zjednoczonych. Z wypowiedzi polityków amerykańskich – chociażby wspomnianego sekretarza stanu – można domniemywać, że będzie to przekaz polityki amerykańskiej, interesów Waszyngtonu w tym regionie, co niekoniecznie będzie służyło stabilizacji na Bliskim Wschodzie. Zresztą znamienne, że Mike Pompeo ogłosił plany zorganizowania konferencji w Warszawie podczas wizyty w Kairze, jednej z serii wizyt w czasie jego podróży po Bliskim Wschodzie. Co ciekawe, ten fakt nie był ogłoszony wspólnie przez strony amerykańską i polską, co może rodzić uzasadnione podejrzenie, że Polska tylko niejako użycza miejsce, natomiast nie będzie miała żadnego wpływu na treść, przebieg, ustalenia tej konferencji. Jest to zatem tylko jeden z pokazowych, spektakularnych instrumentów polityki amerykańskiej wobec Iranu, polityki, którą realizuje administracja Donalda Trumpa.

Wydaje się również, że sam termin konferencji 13-14 lutego nie jest przypadkowy…
– Owszem, wybór terminu organizacji konferencji nie jest przypadkowy, dlatego, że 11 lutego w Iranie odbędą się uroczystości z okazji 40. rocznicy tzw. rewolucji islamskiej, podczas której obalono proamerykańską władzę szacha zainstalowaną przez CIA w 1958 roku i doprowadzono do powstania trwającej do dziś Islamskiej Republiki. Wydaje się, że zbieżność tych dat ma w sposób symboliczny pokazać gotowość Stanów Zjednoczonych do prowadzenia twardej polityki wobec Iranu. Zresztą wśród administracji amerykańskiej są także radykalne głosy nawołujące wręcz do obalenia obecnego irańskiego reżimu. Niezależnie od oceny rządu czy systemu politycznego, który panuje obecnie w Iranie, sprzyjanie radykalnemu nurtowi, jaki się rodzi w Stanach Zjednoczonych, nie jest w interesie Polski. To wszystko pokazuje, że Amerykanie nie zamierzają rezygnować z wpływów także wewnętrznych w Iranie.

Teheran już uznał udział Polski w organizacji tej konferencji za akt wrogości…
– Trudno się temu dziwić, bo z punktu widzenia Teheranu pewne podstawy do takiego myślenia oczywiście są. Po pierwsze, Teheran nie został zaproszony na tę konferencję. Pytanie, jakie się nasuwa: dlaczego? Jeśli konferencja ma rzeczywiście służyć stabilizacji pokoju na Bliskim Wschodzie, to trudno o tych kwestiach rozmawiać bez udziału Iranu – jak by nie było jednego z najważniejszych graczy, państw w tym regionie. Po drugie Teheran się obawia, że ta konferencja będzie aktem antyirańskim, czyli przekazem polityki amerykańskiej, w którą wpisuje się również Polska.

Jaka powinna być zatem rola Polski?
– Polska powinna być niewątpliwie zainteresowana stabilizacją na Bliskim Wschodzie, także w Iranie. Przecież nasza współpraca z Iranem jest bardzo ważna, zresztą wpisuje się ona w cele strategiczne polskiego rządu, dlatego biorąc to pod uwagę, Warszawa nie jest najlepszym miejscem dla organizowania tego typu konferencji. Do końca nie wiemy, jakie państwa wezmą udział w tej konferencji. Z tego, co wiadomo, w konferencji nie weźmie udziału przedstawiciel Rosji, nie wiem, czy będą obecne Chiny, trudno też wyobrazić sobie, że będą obecne delegacje Turcji czy Indii. Ponadto nawet w Unii Europejskiej są państwa, które zapowiedziały, że nie przyjadą do Warszawy, co tylko świadczy o innym rozumieniu polityki międzynarodowej nawet między krajami członkowskimi Unii. Ewentualna nieobecność na konferencji w Warszawie takich państw, jak Niemcy czy Francja, które inaczej niż my podchodzą do polityki amerykańskiej, tak czy inaczej byłoby porażką również polskiej dyplomacji. Oczywiście, jest to wszystko wpisane w politykę Waszyngtonu, bo Amerykanie zdają sobie sprawę, że ta konferencja ma być jednym z instrumentów finalizowania ich polityki, ma pokazać, że ta polityka ma wsparcie niektórych państw, jak chociażby Polski, a niekoniecznie ma na celu uzyskanie porozumienia w polityce przeciwko Iranowi, co może być bardzo trudne.

Za to usatysfakcjonowany jest Izrael, który uważa, że dobrze, iż taka konferencja odbędzie się w Warszawie…
– Pacyfikacja Iranu jest zbieżna czy wręcz leży w żywotnym interesie Izraela, być może także takie kraje jak Arabia Saudyjska, co tylko pokazuje, że polska dyplomacja została potraktowana w sposób instrumentalny. Oczywiście same rozmowy na temat pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie są ważne i dobrze, że trwają, ale są duże obawy, co do intencji Stanów Zjednoczonych, którym destabilizacja Iranu jest bardzo na rękę. Zobaczymy, jakie będą ustalenia tej konferencji, natomiast fakt, że na tę debatę nie został zaproszony Iran i wiele innych państw, może świadczyć o tym, że nie będzie to konferencja reprezentatywna. Jest pytanie: jaki mamy interes i czy Polska jest na tyle znaczącym państwem, żeby tego typu konferencje miały miejsce w Warszawie? Z pewnością fakt, że taka konferencja dotycząca pokoju na Bliskim Wschodzie odbywa się w Europie, konkretnie w Warszawie, nie w Stanach Zjednoczonych, jest bardzo wygodne dla administracji amerykańskiej. Zgoda Polski na organizację konferencji w Warszawie była prawdopodobnie podyktowana koncepcjami pogłębienia strategicznego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Ponadto kiedy strona amerykańska proponowała Polsce współorganizację konferencji na temat pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie, ważyły się losy obecności amerykańskiej w naszym kraju, Fort Trump. Ten sojusz jest dla nas oczywiście bardzo istotny, ale straty dla wizerunku Polski czy w ogóle dla naszej polityki zagranicznej, jak również w aspekcie gospodarczych relacji polsko-irańskich mogą przewyższać bliżej nieokreślone korzyści z organizacji tej konferencji.

Czy nie powinniśmy zatem traktować relacji ze Stanami Zjednoczonymi tak, jak oni to robią, mianowicie w sposób wybitnie biznesowy, a więc coś za coś?
– W relacjach ze Stanami Zjednoczonymi bardzo ważne jest, żeby określić wspólne pola współpracy, które są korzystne dla obu państw. I ta współpraca dla Polski jest, owszem, bardzo korzystna, bo Ameryka jest mocarstwem globalnym, i to też musimy brać pod uwagę, co nie znaczy, że mamy wpisywać się biernie w strategię naszego sojusznika. W historii zawsze polityka amerykańska była bardzo pragmatyczna, ale warto pamiętać, że w polityce zagranicznej nie ceni, nie szanuje się partnera, jeśli ten nie potrafi sam określić własnych interesów. Najlepiej widać to po polityce, którą prowadzi administracja prezydenta Trumpa, gdzie dominuje biznesowe podejście do polityki, natomiast tego, niestety, brakuje w naszych relacjach polsko-amerykańskich. Roman Dmowski w swojej książce „Polityka polska i odbudowanie państwa” pisze m.in., że zabiegi, jakie w Stanach Zjednoczonych podejmował Paderewski, a potem Dmowski, rozmowy z administracją amerykańską, z prezydentem Wilsonem, który był przychylny Polsce, to nie były rozmowy kurtuazyjne, ale twarde rozmowy. Sądzę, że gdyby wtedy taki był styl prowadzenia polityki, jaką uprawiają obecne polskie władze, to sądzę, że w 1917 roku i później, podczas konferencji wersalskiej, niewiele moglibyśmy uzyskać. Może zatem warto, żeby obecni nasi sternicy polityki zagranicznej prowadząc działania dyplomatyczne, sięgnęli do Romana Dmowskiego i jego książki „Polityka polska i odbudowanie państwa”, która – zwłaszcza w 100. rocznicę odzyskania niepodległości – powinna być lekturą obowiązkową. Wydaje się, że rzeczywiście Polska nie potrafi zdefiniować pewnych relacji, w związku z tym mamy właściwie politykę bierności, a bardziej wykonywanie amerykańskiej polityki, gdzie Polska jest narzędziem w niektórych obszarach.

Co zatem szkodzi, żeby powrócić do twardej polityki Romana Dmowskiego, o której Pan wspomniał, i rozmów jako partnerzy, a niekoniecznie z pozycji petenta?
– Przede wszystkim potrzebna jest jakość polityków, której, niestety, często nam jeszcze brakuje. Po drugie, jest to też poniekąd spuścizna z czasów PRL i lat późniejszych, czyli pewnych kompleksów, które ciągle gdzieś mamy, może już nie wobec Zachodu, ale przede wszystkim wobec Stanów Zjednoczonych. Mentalnie – jeśli chodzi o społeczeństwo – to takich kompleksów raczej nie ma, natomiast jeśli chodzi o politykę, to ten kompleks jest obecny, co widać w poszukiwaniu sojusznika, który zapewni nam bezpieczeństwo. Po trzecie, sytuacja się może zmienić, kiedy się okaże, że tego typu polityka poniesie klęskę. Może się bowiem okazać, że również te oczekiwania, iż Stany Zjednoczone zapewnią nam bezpieczeństwo, będą złudne. Wtedy okaże się, że bilans biernej polityki wobec Waszyngtonu wcale nie buduje naszej pozycji w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, kiedy okaże się, że obecna polityka bierności spowoduje również wymierne straty dla państwa polskiego w obszarze gospodarki i funkcjonowania polskich firm. Już teraz może to nastąpić, jeśli chodzi o Iran.

A zatem tym bardziej potrzebne jest przeorientowanie polskiej polityki?
– Dokładnie. Obecny obóz rządowy jest bardzo proamerykański, ale ta polityka transatlantycka, mimo różnych deklaracji, nie przynosi jednak wymiernych rezultatów. Nie widać też – mimo zapowiedzi – żeby Polska stawała się zwornikiem między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. I wracając do konferencji na temat pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie, nie widać też, żeby miała ona rzeczywiście taki charakter, który będzie służył rozwiązaniu konfliktu czy chociażby nawiązaniu dialogu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Gdyby to zostało osiągnięte, gdyby Polska miała udział w tym procesie, to rzeczywiście byłby to wielki sukces. Przyjmując inną koncepcję – na życzenie Stanów Zjednoczonych sami pozbawiamy się jakiejkolwiek możliwości realnego wpływania – nawet bardzo ograniczonego – na sytuację międzynarodową, tym samym osłabiamy swoją pozycję w świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/205 ... rogow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 14 lut 2019, 17:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Jaki koszt współpracy?

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy konferencja bliskowschodnia w Warszawie współorganizowana z Amerykanami to dla nas prestiż, czy może jesteśmy wykorzystywani przez Waszyngton?
– Sam fakt organizowania w Warszawie bardzo konfliktowej konferencji, tym bardziej że niedotyczącej nas bezpośrednio, sam w sobie nie niesie żadnych zysków i to jest oczywiste. Natomiast pytanie jest o kontekst, który jest mniej więcej taki: na to wygląda, że w świecie, również w świecie Zachodu, krystalizują się wielkie geopolityczne bloki. Mamy tam do czynienia z coraz większym rozdźwiękiem między Unią Europejską – definiowaną przez Niemcy i Francję, a Stanami Zjednoczonymi. Z kolei Waszyngton zdefiniował sobie dosyć istotne punkty, jak Iran i Chiny, gdzie rywalizuje o dominację czy światowe przywództwo, i pytanie jest, czy tej koncepcji przeciwstawiają się Chiny, bo Unia Europejska jest temu niechętna – przynajmniej w jakiejś mierze, podobnie jak Niemcy współpracujący z Rosją chociażby przy Nord Stream 2.

A gdzie w tym wszystkim jest Polska i co z tego możemy mieć w zamian?
– Stany Zjednoczone są daleko, a Polska jest w Europie. Oczywiście pomagamy Stanom Zjednoczonym, a Polska jest stosunkowo bezpiecznym miejscem na organizację tego typu konferencji, jesteśmy daleko od konfliktów na Bliskim Wschodzie, ponadto nie ma u nas tyle mniejszości narodowych, więc w Warszawie można taką konferencję organizować bezpiecznie. Pytanie tylko, co z tego, że robimy przysługę Amerykanom, będziemy mieć w zamian. Najnowsze doniesienia mówią o tym, że będzie to zwiększona obecność amerykańskich wojsk na naszym terenie, co jest szczególnie ważne w obliczu zagrożenia rosyjskiego, obecność zdefiniowana już nie tylko i wyłącznie wirtualnie, ale realnie. I to jest jeden zysk, a drugi to jest zwiększenie obecności energetycznej Amerykanów – chodzi o dostawy LNG, gdzie Polska miałaby się stać hubem – miejscem przesyłowym na kraje Europy Środkowej, a wszystko w odniesieniu do Nord Stream 2. I w tym sensie konferencja zaczyna się rysować jako pewien kontrakt, ale dopiero po jej zakończeniu będzie można zobaczyć, co realnie z tego wyniknie. Jeśli tak, to rządzący dziś Polską zdają sobie sprawę, że skoro coraz większe siły wiążą się ze sobą, to wobec tego nie można być w tej części świata obojętnym, niedookreślonym, bo może się okazać, że inni dogadają się ponad naszymi głowami, czego zresztą już nieraz doświadczyliśmy. I to jest układ, który wydaje się rysować, bo sama organizacja konferencji bliskowschodniej jest dla nas stratą i naraża nas na konflikt, który nie jest naszym konfliktem.

Do tej pory mieliśmy dość dobre relacje na Bliskim Wschodzie, także z Iranem. Czy poprzez organizację konferencji nie stwarzamy sobie wroga?
– To jest koszt zacieśnienia współpracy z Amerykanami. Natomiast ten wróg – to za dużo powiedziane, ale przeciwnik, bo dyplomacja polska, nasze służby dyplomatyczne są w stałym kontakcie z Teheranem i starają się maksymalnie łagodzić tę sprawę i w kwestii porozumienia nuklearnego Polska w dalszym ciągu podtrzymuje stanowisko Unii Europejskiej, czyli że to porozumienie w dalszym ciągu obowiązuje, podczas gdy stanowisko amerykańskie jest odwrotne. Widać zatem, że mamy próby łagodzenia sytuacji, natomiast ryzyko oczywiście istnieje i nie ma tu o czym mówić. Tylko że byliśmy już w historii w dobrych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi w kwestiach bliskowschodnich – wspomnę tylko wojnę w Iraku – tyle że w efekcie skorzystali na tym inni, którzy się nie angażowali, a nasz zysk był wirtualny. W związku z tymi doświadczeniami pytamy o konkret. Jeśli wspomniany przeze mnie wcześniej deal miałby być realny, to byłoby to coś za coś, co w polityce jest czymś normalnym. Tylko naiwni mówią, że można coś osiągnąć za darmo. W związku z tym pytanie realne brzmi: czy Amerykanie realizują kwestie militarne dotyczące naszego bezpieczeństwa czy też kwestie energetyczne w relacji do Polski w zamian za Iran, czy też robią to, bo zwyczajnie się im to opłaca? Na pewno Amerykanie starają się tworzyć wokół siebie front, który byłby alternatywą dla tego, co się realnie dzieje w Euroazji. Chiny rosną w potęgę, Iran dla Chin jest ważny, Rosja się dogaduje z Niemcami przy współudziale Francji, gdzie ten opór francuski wobec Nord Stream 2 zniknął. I jeśli to wszystko weźmiemy pod uwagę, to widzimy, że Stany Zjednoczone szukają sojuszników, natomiast trzeba do nich podejść pragmatycznie, by nie przepłacić za to, co jest w amerykańskim interesie i co bez problemu moglibyśmy osiągnąć. Poczekajmy jednak z ocenami do zakończenia konferencji w Warszawie.

Na ile rację ma „Financial Times”, pisząc, że celem konferencji jest stworzenie koalicji antyirańskiej?
– Z pewnością Polska nie chce iść na wojnę z Iranem, bo takie twierdzenie byłoby nieprawdziwe. Myślę, że oprócz kwestii irańskiej konferencja warszawska ogniskuje także parę innych spraw w Eurazji, o czym już wspomniałem. Mamy spór amerykańsko-unijny o Iran, wobec którego staramy się stać okrakiem i organizując tę konferencję, lekko kierujemy się w stronę Stanów Zjednoczonych, choć nie podzielamy ich zdania wobec porozumienia nuklearnego. Natomiast Iran jest popierany przez Chiny z powodu m.in. ropy naftowej itd., a zatem jest kilka kwestii, które ogniskują się w Iranie, jeśli mówimy o globalnym ścieraniu się sił. Oczywiście nadmierne zaangażowanie się Polski w tę sprawę zawsze jest kosztem. Natomiast konferencja z całą pewnością nie jest jeszcze wypowiedzeniem wojny Iranowi, ale jest to pewien koszt i z tym trzeba się liczyć. Pytanie, co za to zyskamy.

W Warszawie zabraknie m.in. szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini oraz przedstawicieli Rosji…
– Owszem, ale Federica Mogherini – wbrew temu, co się uważa – nie jest istotnym podmiotem, bo w ogóle Unia Europejska nie jest podmiotem w grze międzynarodowej, gdzie raczej liczą się poszczególne państwa, jak Niemcy, Francja itd. Natomiast Federica Mogherini realizuje scenariusz projektowany poza nią. Oczywiście nieobecność szefowej unijnej dyplomacji na konferencji w Warszawie jest pewną manifestacją co do Iranu i porozumienia nuklearnego, gdzie Amerykanie starają się ostro grać przeciwko Teheranowi. Unia ma inne zdanie na ten temat, a Polska wydaje się podzielać stanowisko wspólnoty na tę kwestię.

Jak odczytywać fakt, że w tym samym czasie co konferencja bliskowschodnia w Moskwie odbędzie się szczyt Rosja – Iran – Turcja, której nie będzie w Warszawie, a która jest członkiem NATO…?
– Od czasu, kiedy mieliśmy do czynienia z nieudanym przewrotem wojskowym, w przekonaniu prezydenta Erdogana popieranym przez Stany Zjednoczone, Turcja zaczyna grać w innej lidze. Zresztą myślenie dzisiaj o świecie, o geopolityce w starych kategoriach, co podkreśla także prezydent Donald Trump, który uważa, że NATO to konstrukcja przestarzała, która nie odzwierciedla wszystkich relacji, jakie się realnie tworzą, to też jest fakt. Tworzą się nowe relacje i jesteśmy w trakcie przekonfigurowania się świata, w którym powstają nowe bloki polityczne, nowe bloki gospodarcze, tworzą się nowe systemy bezpieczeństwa, gdzie ogromną rolę odgrywa energetyka i dlatego Iran jest tak ważny, dlatego ważny jest także Nord Stream, ale równie ważny jest projekt infrastrukturalny Baltic Pipe ze Świnoujścia mający na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu na rynku europejskim. Ponieważ Polska nie jest w stanie animować na skalę globalną czy euroazjatycką, za to jest w stanie animować lokalnie, czyli w Europie Środkowej, co zresztą stara się czynić, musi się wpisać w którąś z układanek. Pytanie, czy to jest alternatywa przy potężnym bezpardonowym ataku, jakiego doświadczamy z Brukseli po dojściu Zjednoczonej Prawicy do władzy, ataku, który zmierza do spacyfikowania Polski? Układ chińsko-rosyjsko-irański nie jest bezpieczny, dlatego wybór i kierunek amerykański musi być brany pod uwagę. Ważne jest dla nas, żeby na tym nie stracić za dużo, żeby zostawić sobie możliwość manewru. Ważne jest też, żeby nie być naiwnym, bo w amerykańskiej polityce zawsze jest duża zmienność, duża dynamika zmian, czego – jeśli chodzi o podejście do Europy – doświadczyliśmy ze strony Baracka Obamy. To pokazuje, że wraz ze zmianami prezydentów amerykańskich mogą się również zmienić cele polityki Waszyngtonu. Dlatego bardzo precyzyjnie należy definiować oczekiwania i uzyskiwać to, oczywiście coś za coś. Jeśli rzeczywiście udałoby się stworzyć z jednej strony system obronny, wzmocnić się militarnie, a z drugiej strony stworzyć system bezpieczeństwa gazowego dla siebie i dla partnerów środkowoeuropejskich – z konkretnymi długofalowymi i za dobrą cenę kontraktami dostaw LNG byłby to konkretny zysk. Musimy zatem patrzeć realnie, a nie ideologicznie, widzieć i reagować, kiedy coś się w świecie dzieje, kiedy tworzą się nowe drogi.

Tylko z kim nam będzie po drodze?
– W tej części Europy bardzo trudno zachować neutralność, bo jak być neutralnym, skoro by-passami okrążają nas rury gazowe. Trzeba więc szukać alternatyw, które realnie mogą nam zapewnić bezpieczeństwo militarne, niezależność energetyczną, a w istocie niepodległość.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/205 ... pracy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 18 lut 2019, 14:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31297
Sojusze czy gra pozorów?

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami konferencja bliskowschodnia w Warszawie. Czy bezkrytycznie popierając Stany Zjednoczone i Izrael w ich antyirańskiej polityce, nie wyszliśmy przed szereg?
– Warto przypomnieć, że inspiratorem i pomysłodawcą konferencji bliskowschodniej w Warszawie były Stany Zjednoczone. I przebieg tego spotkania potwierdził, że to Amerykanie i ich najbliższy sojusznik – Izrael nadawały ton dyskusji, będąc najbardziej aktywnymi uczestnikami tej konferencji. I te dwa państwa w dużym stopniu mogą się czuć usatysfakcjonowane z przebiegu debaty, a zwłaszcza Izrael. W Warszawie doszło do spotkania premiera Beniamina Netanjahu i arabskich przywódców ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Bahrajnu, i to jest jakby jedna kwestia z pewnością korzystna dla Izraela. Natomiast druga kwestia to zapowiedź planu kompromisu pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami.

Jaką rolę na tej konferencji odegrała Polska?
– Polska była współgospodarzem konferencji, ale nasza rola była dość ograniczona, bierna. W związku z tym uzasadnione jest pytanie, czy w ogóle powinniśmy przyjąć ofertę Stanów Zjednoczonych i wziąć na siebie rolę współgospodarza i organizować spotkanie w Warszawie. Mówi się, że konferencja warszawska to przełom w polityce bliskowschodniej czy w ogóle w polityce międzynarodowej. Oczywiście dla Stanów Zjednoczonych jest bardzo wygodne mówienie o konferencji warszawskiej, a nie np. waszyngtońskiej, dlatego że pokazuje to, iż Amerykanie mają w swojej polityce poparcie swoich sojuszników, że nie są izolowani.

Ale przecież to my sami chcieliśmy przyjąć narrację, żeby spotkanie to było określane jako konferencja warszawska…
– Owszem, ale to wszystko jest tylko grą pozorów. Nie chcę być złośliwy, ale w takim działaniu objawiają się substytuty polityki państwa, które często nie potrafi sobie poradzić z własną suwerennością, z własną podmiotowością. Idąc tym tokiem myślenia, sojusz państw komunistycznych, gdzie była absolutna dominacja Związku Sowieckiego, przecież nieprzypadkowo otrzymał nazwę Układ Warszawski, a nie Układ Moskiewski. Oczywiście nie chcę robić tego typu porównań, bo byłyby one zbyt daleko idące, ale pewne skojarzenia nasuwają się same. Nie jest też dobrze, że mamy mówić o planie warszawskim, bo de facto jest to plan waszyngtoński czy amerykańsko-izraelski, a Polska w tej rozgrywce spełnia rolę bierną.

My przedstawiliśmy tę konferencję jako pokojową, ale z przekazu Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza premiera Izraela, wynika coś zupełnie innego…
– Wystąpienia wiceprezydenta Mike'a Pence'a, a także premiera Beniamina Netanjahu nie pozostawiają wątpliwości, jaki charakter miała ta konferencja. Mianowicie, że była to konferencja zdecydowanie o charakterze antyirańskim, z mocnym przekazem i mimo iż końcowa deklaracja jest bardziej złagodzona, to jednak nie deklaracja jest tutaj najważniejsza, ale to, co się wydarzy w następstwie tej konferencji. Natomiast można przyjąć, że była to konferencja, która może doprowadzić czy też być zapowiedzią eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, a nie, jak chce to przedstawiać Waszyngton, jedynie zwiększenia presji na Iran. Z kolei zapowiedzi polskiej strony przed konferencją, które po jej zakończeniu są w nieco innym duchu, były w tonie, że spotkanie to ma służyć stabilizacji, kształtowaniu pokoju na Bliskim Wschodzie itd., ale końcowy przekaz amerykańsko-izraelski jest jednoznaczny. I nie zmienia tego fakt, że w Warszawie zostały powołane zespoły merytoryczne, które mają się zająć różnymi problemami dotyczącymi sytuacji na Bliskim Wschodzie, bo konferencja w Warszawie stała się tak naprawdę narzędziem w realizacji polityki amerykańskiej.

Jeśli chodzi o Polskę, to podczas konferencji padły oskarżenia, które nie powinny się pojawić. Czemu miały służyć skandaliczne słowa amerykańskiej dziennikarki Andrei Mitchell?
– Nie sposób przejść obojętnie nad wypowiedziami, które się przebiły do prasy światowej, i to nie tylko dziennikarki Andrei Mitchell, ale również wypowiedzi sekretarza stanu Mike’a Pompeo, który w Warszawie, stawiając za wzór, przywołał postać stalinowskiego oprawcę Franka Blaichmana. Przypomnę, że był to partyzant oddziału zwalczającego Armię Krajową, następnie wysoki rangą funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa odpowiedzialny bezpośrednio za zbrodnie w okresie komunistycznym, który w swoich pamiętnikach wydanych już w Stanach Zjednoczonych szkaluje Polskę oraz oskarża AK i NSZ o antysemityzm i współdziałanie z Niemcami. Ten sam Mike Pompeo nawoływał polskie władze do podjęcia działań na rzecz restytucji mienia żydowskiego utraconego w wyniku holokaustu.

Czy takie wypowiedzi to wynik niewiedzy, niedouczenia?
– Absolutnie nie. To było świadome działanie ze strony administracji waszyngtońskiej. Być może sam sekretarz Mike Pompeo mógł nie wiedzieć, nie znać szczegółów, co wcale go nie usprawiedliwia, natomiast ci, którzy przygotowywali mu przemówienie, z całą pewnością zdawali sobie sprawę z treści i wagi tych słów. Tu przecież nie chodziło tylko o przywołanie osoby Franka Blaichmana, ale również wszystkich kwestii związanych z działalnością tej postaci, która symbolizuje tę antypolską narrację, która w prasie zachodniej często wybrzmiewa czy dominuje. Dlatego absolutnie wykluczam tutaj ignorancję i uważam, że był to świadomy przekaz, celowe działanie. Podobnie jak świadoma – moim zdaniem – była wypowiedź korespondentki amerykańskiej Andrei Mitchell, jednej z bardziej znanych i doświadczonych dziennikarek, która ma swoją pozycję w świecie mediów. Nawiasem mówiąc, to ona podczas konferencji bliskowschodniej przeprowadzała z Warszawy wywiad z wiceprezydentem Mikiem Pence'em i w tej sytuacji trudno mi sobie wyobrazić, żeby taka osoba miała aż takie braki wiedzy w zakresie historii. A jeśli rzeczywiście dziennikarka ma tak ukształtowany obraz Polski, to sytuacja jest tym bardziej dramatyczna, bo pokazuje, jaki obraz Polski dominuje w Stanach Zjednoczonych. Tym niemniej sądzę, że są to działania prowokacyjne mające na celu upokarzanie Polski. Przypomnę, że swojego czasu przewodniczący Kongresu Żydów mówił o tym, że jeśli Polska nie dokona zwrotu mienia żydowskiego, i to tego bez spadkowego, to będzie upokarzana. I teraz jest pytanie, czy rzeczywiście tego typu wypowiedzi, działania, jak ostatnio w Warszawie, nie mają związku z tego typu groźbami? Trudno powiedzieć, ale wykluczyć też tego nie można.

A jeśli chodzi o wypowiedź premiera Beniamina Netanjachu, współodpowiedzialności Polski za holokaust – wypowiedź wprawdzie zdementowaną – czy można to potraktować jako element gry wewnętrznej w Izraelu?
– To jest wypowiedź, która miała miejsce w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, gdzie premier Netanjahu miał powiedzieć, że Polacy kolaborowali z Niemcami – mówimy, że miał powiedzieć, bo taki przekaz podał dziennik „Jerusalem Post”, natomiast kancelaria premiera Izraela później sprostowała tę wypowiedź, ale to sprostowanie też brzmi niejednoznacznie. W tym sprostowaniu mowa jest o tym, że premier Netanjahu mówił o Polakach, a nie o polskim Narodzie ani państwie polskim. Jednak skoro jest tu mowa o Polakach, to też jest uogólnianie, bo określenie „Polacy” nie dotyczy jednostkowego przypadku, ale odnosi się do zbiorowości. Przypomnę tylko, że polskie państwo wówczas nie istniało, było tylko Polskie Państwo Podziemne, a administracja była okupacyjna niemiecka i to Niemcy ponoszą odpowiedzialność za dokonane w tym czasie zbrodnie. Później było sprostowanie kancelarii premiera Izraela, że wypowiedź Netanjahu została źle zrozumiana i błędnie zacytowana, tyle że bardzo często – nazbyt często – mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie pojawiają się wypowiedzi później dementowane, bo podobno zostały źle zrozumiane i błędnie zinterpretowane. Jednak nie możemy przechodzić do porządku dziennego nad faktami, także nad wypowiedzią Netanjahu, ponieważ wykazał się on co najmniej daleko idącą niezręcznością, a sprostowanie jego kancelarii – w moim przekonaniu – nie do końca załatwia sprawę.

Już sobie wyobrażam, co działoby się po podobnej wypowiedzi ze strony polskiej. Czy jednak sami sobie nie jesteśmy winni i nie płacimy ceny za zaniedbania w polityce historycznej?
– Przez wiele lat polskiej polityki historycznej nie było, a i dzisiaj pozostawia ona jeszcze wiele do życzenia. Niestety, przekaz prostujący różne kłamstwa na temat historii Polski jest nieskuteczny. Proszę zauważyć, że oczernianie Polski w zasadzie sprowadza się ciągle do tego samego tematu, czyli do rzekomego polskiego antysemityzmu, a z okresu II wojny światowej do wręcz współdziałania z niemieckim okupantem. Taki przekaz na Zachodzie jest przez tamte ośrodki kształtowany celowo i świadomie. W najbliższym czasie 21-22 lutego w Paryżu odbędzie się konferencja pt. „Nowa polska szkoła historii Holokaustu” z udziałem znanych antypolskich historyków, m.in. Jana Tomasza Grossa, Jana Grabowskiego oraz publicystki „Gazety Wyborczej” – osób najczęściej cytowanych przez zachodnie ośrodki medialne. Ta konferencja oprotestowana przez ośrodki polonijne będzie miała na celu utrwalanie nieprawdziwego, kłamliwego i szkodzącego Polsce przekazu.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/205 ... zorow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 24 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /