Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 409 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 24, 25, 26, 27, 28
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: PiS
PostNapisane: 06 gru 2018, 15:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Optymalny czas dla życia

Rozmowa z prof. Jackiem Kurzępą, posłem PiS

Podpisał się Pan pod listem do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej o natychmiastowe wyznaczenie terminu rozprawy w sprawie aborcji eugenicznej.
– Z jednej strony mamy pewien porządek normatywno-aksjologiczny związany z sumieniem każdego z nas. A z drugiej – sytuację, w której brak wystarczająco skutecznej aktywności formacji politycznej, w której funkcjonujemy, w zakresie ochrony życia poczętego, co wymusza na nas podejmowanie również takich kroków. W ten sposób ten mechanizm spowalniania sprawy próbujemy przyspieszyć, ominąć. I wywrzeć wrażenie również na innych posłach i posłankach, by tak jak my mogli wykazać się wystarczającą czytelnością postawy.

Drugi porządek odnosi się do kwestii czysto prawnych. W sytuacji, w której debata na temat ochrony życia poczętego jest nieustannie postponowana w sensie politycznej walki i pewnego politycznego cwaniactwa, a nawet politycznego chamstwa, chcemy ominąć ten emocjonalny zgiełk i wejść na płaszczyznę literalnie prawną. Wobec tego TK jest zobligowany, by wyjaśnić, czy nasze oczekiwanie dotyczące uchylenia zapisu aborcyjnej przesłanki eugenicznej w sensie prawnym ma uzasadnienie czy też nie. Zapraszamy też innych posłów do złożenia podpisów. Liczę na to, że w końcu przestaniemy zasłaniać się kunktatorstwem politycznym i rozmaitymi kwestiami, które nazywa się wyższą racją.

Na rozpatrzenie czeka także projekt obywatelski „Zatrzymaj aborcję”. Dlaczego PiS nie pochyla się nad tą inicjatywą?
– Pierwsza rzecz, która wydaje się tu podstawowa, to jest oczywiście sumienie posła.

Obywatele zebrali blisko milion podpisów, by uratować dzieci. Co zrobią politycy? Czy przestaną się bać?
– Pierwsza sprawa to tzw. wyważanie racji i argumentów, co może przynieść korzyść polityczną określonemu ugrupowaniu w sytuacji, gdy występuje z inicjatywą takich, a nie innych rozwiązań legislacyjnych, a co może przynieść straty. Ta kalkulacja dokonuje się przy każdej istotnej sprawie natury społecznej, politycznej, gospodarczej. I to jest normalne w polityce. Pozostaje jeszcze inna kwestia: wierności własnym przekonaniom i deklaracjom składanym w trakcie kampanii wyborczej. Mówiliśmy, że uporządkujemy sprawy związane z porządkiem prawnym w odniesieniu do ochrony życia poczętego, wobec tego najwyższa pora tym się zająć. Jeżeli będziemy to odwlekać w najbliższym roku, to spotkamy się już w nadchodzącym roku z sytuacją wyborów do PE, a potem parlamentarnych. Zatem najbardziej pożądanym krokiem byłoby spieszne procedowanie tego w grudniu – styczniu – lutym, tak by ominąć zgiełk obu kampanii.

W tej sprawie jest wiele apeli, w tym list Kai Godek do prezesa partii.
– Liczę na to, że sejmowa podkomisja wznowi swoje prace nad obywatelskim projektem.

Przykład powinien iść z góry. Z pewnością bardziej jednoznaczna postawa kierownictwa partii posunęłaby sprawę.
– Oczywiście byłoby łatwiej. Mamy więc trzy ścieżki do uruchomienia. Po pierwsze, to jest ta samoistna aktywność grupy posłów, którzy złożyli podpisy pod listem do TK. Kolejną powinna być prośba do prezesa Jarosława Kaczyńskiego o spotkanie i przedstawienie naszych oczekiwań i racji. Zresztą myślę, że prezes jest ich świadomy. Drugą ścieżką wsparcia jest nacisk opinii publicznej, wspólnoty osób myślących podobnie do nas. Te ponad 800 tys. podpisów pod projektem „Zatrzymaj aborcję” swoje robi i to jest apel do tego środowiska, żebyśmy wspólnie potrząsnęli sumieniami posłów i przypomnieli im o ich powinnościach jako ludzi wierzących. I trzecia sprawa to rozmowy na szczytach władzy państwowej – włączając w to prezydenta – jak i kościelnej. Te gremia też powinny przyjąć pewien plan działań dochodzenia do spiesznego uchwalenia obywatelskiej inicjatywy.

Nie ma w partyjnych szeregach obawy, że wyborcy odwrócą się od Prawa i Sprawiedliwości, jeśli sprawy te jednak nie zostaną podjęte?
– Musi tu być bardzo mocne przekonanie, że PiS jest partią sumienia, a nie tylko kalkulacji politycznej. A brak działań w sprawie ochrony życia chorych dzieci będzie o tym świadczył. Jeżeli zawiniemy ogon i schowamy się pod wydumane argumenty, że np. UE nas nie będzie kochała, a media komercyjne rozjadą, to zadajmy sobie pytanie, czy to nie jest tak, że obracamy się plecami do ludzi, którzy nas wynieśli do władzy. Nasi przeciwnicy i tak nas nigdy nie popierają i nie będą popierać, czegokolwiek byśmy nie zrobili.

Dziękuję za rozmowę.
Aneta Przysiężniuk-Parys

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/203 ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: PiS
PostNapisane: 19 gru 2018, 10:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Ruchy tektoniczne na prawicy. Czy PiS straci monopol?

Czy spełnia się „czarny sen” Jarosława Kaczyńskiego? Na scenie politycznej występują bowiem ruchy, mające tworzyć formacje polityczne zdolne częściowo zagospodarować dotychczasowy elektorat PiS. Czy to może się udać?

Czy alians Janusza Korwin-Mikkego i narodowców może zaskakiwać? Czy dziwi powstanie eurosceptycznej formacji Ruch Nowa Europa? Czy jest coś niezwykłego w tym, że kilka dni temu Marek Jurek ogłosił powstanie Komitetu Akcji Wyborczej Chrześcijańskiego Kongresu społecznego?

Zawiedzeni PiS-em
Obóz Zjednoczonej Prawicy zawiódł nadzieje przynajmniej części wyborców. Gdy posłowie Prawa i Sprawiedliwości zasiadali w opozycyjnych ławach robili wszystko, by pozyskać głosy konserwatywnego elektoratu. Regularnie demonstrowali światopogląd bliski tradycji, sprzeciwiając się aborcji czy krytykując szerzenie ideologii gender w polskich szkołach i przedszkolach. Od kiedy jednak PiS wraz z koalicjantami zdobyło władzę, prędko zapomniało o deklarowanych wcześniej wartościach, co słusznie wywołuje niezadowolenie licznych środowisk konserwatywnych.

Obok rezygnacji z konserwatywnej obyczajowo agendy, Zjednoczona Prawica pada też ofiarą przyklejonej jej łatki siły antyunijnej. Jak udało nam się dowiedzieć od jednego z bardzo ważnych europosłów PiS, obozowi rządowemu coraz bardziej przeszkadza, że na korytarzach Parlamentu Europejskiego kręcą się przede wszystkim polscy antyrządowi dziennikarze z takich mediów jak „Gazeta Wyborcza” czy TVN. Propagują oni retorykę opozycji o antydemokratycznych zakusach PiS. Dlatego ów europoseł, jak twierdzi, planuje sfinansować pobyt dziennikarzy bliższych rządowym poglądom, by nieco zmienić wizerunek Zjednoczonej Prawicy. Trudno nie zauważyć, iż polska dyplomacja unijna znajduje się w klinczu: z jednej strony czeka ją walka o środki z budżetu UE na lata 2021-2027, z drugiej PiS pozostaje poza mainstreamem brukselskiej polityki. W dodatku wizerunek rządu cierpi na skutek brutalnych oskarżeń o łamanie zasad demokracji ze strony polityków PO. A ci posiadają przecież nie lada wpływy w największym ugrupowaniu w PE – Europejskiej Partii Ludowej.

Problemy rządu na arenie europejskiej skłaniają jego przedstawicieli oraz liderów tworzących go ugrupowań do łagodzenia antyunijnej polityki. To zaś rodzi obawy o ustępstwa rządu na rzecz Brukseli w sprawach dla Polski rudymentarnych (reforma Unii Europejskiej, imigracja, ochrona środowiska, reforma sądownictwa).

Trudno zatem dziwić się, że na prawej flance PiS powstaje stopniowa luka. Wyborcy zorientowani konserwatywnie dostrzegają bowiem rysy nie tylko na kontrrewolucyjnym obyczajowo obliczu Zjednoczonej Prawicy, lecz również słabość na polu obrony polskich interesów w ramach unijnej organizacji. Czy obawiający się o utratę znacznej części środków z UE rząd, nie przehandluje finansowych korzyści w zamian za pozostałe w naszych rękach atrybuty suwerenności?

Walka na trzech frontach
Frontów walki mniejszych ugrupowań prawicowych z rządem są trzy: pierwszy, dotyczy starych już zarzutów o lewicowość gospodarczą PiS i spółki; drugi, odnosi się do problemu obozu władzy z obyczajową kontrrewolucją, a trzeci – kształtującej się w jego ramach stopniowo prounijnej orientacji. Ta ostatnia wydaje się nowym zagrożeniem, wszak nie sposób ukryć, iż obecna władza niezbyt dobrze radzi sobie na brukselskich salonach, a chcąc udowodnić swój entuzjazm wobec UE może posunąć się daleko.

To dlatego na prawej stronie sceny politycznej dochodzi do manewrów, których celem jest nie tylko odkrycie tych trzech słabych flanek Zjednoczonej Prawicy, ale także punktowy atak właśnie w owe rejony „miękkiego podbrzusza” obozu rządzącego. Ruch Narodowy i partia Janusza Korwin-Mikkego zagospodarowują wolnorynkową i patriotyczną przestrzeń, Ruch Prawdziwa Europa oraz Komitet Marka Jurka sięgają z kolei po sztandar eurosceptycyzmu oraz walki o obyczajową zmianę w Polsce. Wybory do europarlamentu to dla tych sił niepowtarzalna być może szansa, by zyskać rozgłos i polityczną dynamikę przed zbliżającymi się wyborami do sejmu i senatu. Jednak niewykluczone, iż ich celem jest jeszcze coś innego: zdobycie mocnych kart przetargowych wobec PiS przed kolejnym starciem wyborczym na krajowej arenie.

Prawica razem…
Nie przez przypadek deklarujące eurosceptycyzm i przywiązanie do konserwatywnych wartości siły polityczne formują swoje szyki przed eurowyborami. Te konfrontacje dały bowiem w przeszłości względny sukces ugrupowaniom krytycznie nastawionym wobec Brukseli o raczej konserwatywnym programie politycznym. To jedyna okazja, by zyskać intratne posady i budować zaplecze finansowe, zapewniające przynajmniej spokojną wegetację. Zaskakuje natomiast powstanie aż trzech sił, gotowych walczyć o prawicowy elektorat Zjednoczonej Prawicy. Bez problemu bowiem moglibyśmy wyobrazić sobie sojusz narodowców z Markiem Jurkiem i Ruchem Prawdziwa Europa. Wówczas poza marginesem znalazłby się najbardziej neurotyczny i według wielu najmniej godny zaufania Janusz Korwin-Mikke. Takie posunięcie mogłoby zapewnić realny sukces konserwatywnym ugrupowaniom.

Wydaje się zatem, iż nowe prawicowe sojusze obliczone są na uzyskanie przynajmniej kilku procent w eurowyborach, co pozwoli im wywrzeć na PiS presję, by ten usiadł z nimi przy stole i negocjował koalicję wyborczą przed walką o sejm i senat. Trudno powiedzieć, czy tego chce raczej niezdolny do podobnych sojuszy Korwin-Mikke, ale już prędzej można wyobrazić sobie w roli koalicjanta PiS walczący o przetrwanie Ruch Narodowy. Program pracy organicznej, której celem jest oparte na chrześcijańskich wartościach prawo, to z kolei na pewno ważny komponent wizji deklarowanej przez Marka Jurka, a także i zapewne polityków skupionych w Ruchu Prawdziwa Europa. Dla tych ostatnich obecność w rządowym obozie nie byłoby zresztą przecież niczym nowym.

Jeśli dojdzie do sojuszu PiS z konserwatywnymi politykami, warto przede wszystkim pochylić się nad ceną takiego aliansu. Być może bowiem okaże się, że uda się… groźbą skłonić obóz rządzący do dokonania kontrrewolucji obyczajowej, tak wyczekiwanej przez wielu katolików, którzy zaufali obecnej władzy.

A być może, jak to już często bywało, nie uda się nic?

Tomasz Figura

https://www.pch24.pl/ruchy-tektoniczne- ... 836,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: PiS
PostNapisane: 09 sty 2019, 17:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Brak wyrazistości

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Skąd wziął się pomysł, żeby na lidera opozycji kreować lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, pod którego kierownictwem ludowcy balansują na skraju progu wyborczego?
– Składa się na to wiele czynników, m.in. kompromitacje Ryszarda Petru, brak charyzmatu do kierowania partią przez Katarzynę Lubnauer, nie wspominając już o Grzegorzu Schetynie, którego formacja co prawda jest wciąż liderem opozycji, ale nie zmienia to faktu, że opozycja nie ma programu, nie widać tam również pomysłu, jak odebrać władzę Prawu i Sprawiedliwości. Wydaje się też, że Władysław Kosiniak-Kamysz zrozumiał, że angażowanie się PSL w scenariusz działań tzw. ulicy i zagranicy i występowanie podczas wieców obok Ryszarda Petru czy nawet polityków Platformy nie służy ludowcom, co potwierdzały sondaże, które sytuowały PSL na granicy, a nierzadko też pod pięcioprocentowym progiem wyborczym.

Co hamuje PSL, że nie może się odbić, a przeciwnie, coraz bardziej idzie na dno?
– Elektorat PSL jest inny niż Platformy i Nowoczesnej, ale liderzy PSL przez długi czas tego nie dostrzegali, stąd to pikowanie w sondażach. Teraz PSL stara się zachować pewną niezależność, odrębność od Platformy i chyba to spowodowało, że po wcześniejszej kompromitacji i wyciągnięciu wniosków z przyczyn takiego stanu rzeczy stara się grać inaczej, bardziej samodzielnie. Poniekąd na tę pozycję sondażową Kosiniaka-Kamysza zapracował też sam Grzegorz Schetyna, który wprawdzie skutecznie dokonał czy też pomógł w transferze sześciu posłów Nowoczesnej do Klubu Parlamentarnego Platformy, zadając tym samym potężny cios ugrupowaniu Katarzyny Lubnauer, natomiast było to też ostrzeżenie dla PSL, że podobny proces może mieć miejsce, także jeśli chodzi o ludowców, że ta współpraca PSL z Platformą może się zakończyć wasalizacją. Dzisiaj bardziej stonowany wizerunek Kosiniaka-Kamysza daje mu pewną premię, co widać w sondażu, ale jest to też wynik braku wyrazistego przywództwa po stronie opozycji. Jest to oczywiście zaskakujące i bądź co bądź kompromitujące dla Platformy, a konkretnie dla Grzegorza Schetyny, bo jeśli spojrzeć na inne sondaże, to Platforma ma zdecydowanie większe poparcie niż PSL.

Grzegorz Schetyna cały czas kieruje się na lewo. Jakie ma szanse, aby zjednoczyć lewicową część opozycji?
– Grzegorz Schetyna cały czas kieruje się strategią antypisowską, stąd też próba skierowania się na lewo, tzn. wzmocnienia retoryki antypisowskiej. W założeniu chodzi też zapewne o pozyskanie elektoratu lewicowego, tylko jest pytanie: jak daleko Schetyna jest gotów pójść w tym kierunku? Ostatnia akcja Barbary Nowackiej i Inicjatywy Polskiej, z którą Schetyna szedł do wyborów samorządowych, dotycząca rozdziału Kościoła od państwa, akcja wyraźnie antykatolicka, z pewnością nie będzie służyć Platformie. Jest zatem pytanie, czy i na ile Schetyna może sobie pozwolić na poparcie czy też na utożsamianie się z tego rodzaju postulatami i integrowanie się z formacją Nowackiej.

Z wypowiedzi polityków Platformy wynika, że chcieliby współpracować z Nowacką…
– Tylko czy ta współpraca – zwłaszcza że Nowacka radykalizuje się coraz bardziej – opłaci się Platformie i czy będą w stanie przyjąć aż tak daleko idące postulaty, bo to oznaczałoby również utratę przez Platformę bardzo znaczącej części elektoratu. Zatem to przesunięcie się na lewo jest bardzo ryzykowne dla Platformy. W związku z tym możliwości pozyskania przez Platformę tej lewicowej części elektoratu – zresztą niezbyt licznego – są niewielkie. Nawiasem mówiąc, jeden z pierwszych tegorocznych sondaży przeprowadzony przez IBRiS daje np. Nowoczesnej niecały procent poparcia, co pokazuje, że koniec formacji zakładanej przez Ryszarda Petru jest coraz bliższy, z kolei partia Razem, której Petru lideruje obecnie, ma jeszcze niższe notowania, bo zaledwie pół procenta. Dlatego zważając na poparcie dla tych pomniejszych formacji, wchodzenie Platformy z nimi w alianse jest bardzo ryzykowne. Jeśli już mowa o lewej stronie polskiej sceny politycznej, to trzeba powiedzieć, że dość stabilną pozycję zajmuje tu SLD i choć poparcie oscyluje na granicy progu wyborczego, to – mimo wszystko – jest to formacja, która przy radykalnym ewentualnym zwrocie Platformy w lewo, mogłaby odebrać ugrupowaniu Grzegorza Schetyny dwa, trzy punkty procentowe.

Zatem które z formacji opozycyjnych mogą dominować w obliczu zbliżających się wyborów?
– Zważając na to, co powiedziałem wcześniej, wygląda, że jednak będą to Platforma i PSL, ale nie razem, tylko osobno. PSL z pewnością będzie dążyło do zachowania pewnej samodzielności, choć jest w trudnej sytuacji, bo w pojedynkę w wyborach do Parlamentu Europejskiego będzie mu trudno coś osiągnąć. Dlatego jedna z opcji, która zakłada, że ludowcy pójdą jednak z Platformą, wydaje się najbardziej prawdopodobna. Zwłaszcza że obie te formacje są – jeśli chodzi o europarlament – w Europejskiej Partii Ludowej. Samodzielny start dla PSL jest ryzykowny, ponieważ w przypadku niepowodzenia przełożyłoby się to również na jesienne wybory do Sejmu i Senatu. Wygląda na to, że PSL pójdzie razem z Platformą w wyborach do europarlamentu, a później w polityce krajowej będzie chciało odgrywać bardziej samodzielną i niezależną rolę.

Czy i na ile – Pana zdaniem – wcześniejsze wybory parlamentarne w Polsce, o których – mimo zaprzeczeń PiS – coraz częściej się mówi, to realny scenariusz?
– Taki scenariusz nie jest wykluczony. Oczywiście byłoby to ryzykowne zagranie dla PiS, bo trzeba znaleźć wiarygodną argumentację za takim scenariuszem działań i przekonać do tego swoich wyborców. Ewentualna możliwość przeprowadzenia przedterminowych wyborów wiąże się również np. z nieprzyjęciem budżetu, ale byłoby to działanie bardzo ryzykowne, bo obciążające PiS. Tak czy inaczej scenariusza rozpisania wcześniejszych wyborów parlamentarnych nie można wykluczyć, jest on prawdopodobny, ale według mnie bardziej prawdopodobne będzie jednak zachowanie dotychczasowego kalendarza wyborczego, a więc w maju wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią wybory do Sejmu i Senatu. Jednak decyzja przesądzająca – chyba jeszcze nie zapadła. Jak słyszymy, w lutym tego roku PiS planuje ofensywę programową, bo premier Morawiecki ma przedstawić nowe propozycje oparte na trzech filarach: Europa, wyższe płace, wyższe wynagrodzenia i modernizacja Polski – unowocześnianie Polski, co wskazywałoby, że wcześniejszych wyborów nie będzie, ale poczekajmy na rozwój wydarzeń.

Póki co sondaże dają przewagę PiS…
– Owszem, ale wynik ten wcale nie oznacza, że po wyborach parlamentarnych PiS będzie miało samodzielną większość. Dla partii prezesa Kaczyńskiego sytuacja taka nie jest za bardzo komfortowa, tym bardziej przy braku możliwości koalicyjnych, chociaż ta sytuacja oczywiście może się jeszcze zmienić.

Wcześniej są jednak wybory do europarlamentu i wcale nie jest powiedziane, że PiS je wygra…
– Dla PiS scenariusz, który zakłada, że najpierw są wybory do Sejmu i Senatu, a dopiero później wybory do europarlamentu, byłby oczywiście bardziej korzystny. Dlatego że teoretycznie większe szanse na wygraną ma to ugrupowanie do Sejmu i Senatu niż w batalii o Parlament Europejski. Tym bardziej wydaje się to logiczne, że jeśli chodzi o europarlament, to wybory mogą się odbywać w tle nadal kontynuowanego sporu z Komisją Europejską, czy szerzej – z instytucjami unijnymi, bo – w moim przekonaniu – reforma sądownictwa będzie nadal uruchamiana przez Komisję Europejską oraz przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu np. w kontekście Krajowej Rady Sądownictwa czy w ogóle Sądu Najwyższego. Ponadto ten rząd ma na swoim koncie także porażki – przypomnę tylko, że zapowiadany był dialog z Komisją Europejską, który miał być skuteczny, przekonywanie urzędników unijnych do swoich racji, tymczasem rzeczywistość – w ubiegłym roku – okazała się zupełnie inna. Weźmy chociażby spór wokół Sądu Najwyższego zakończony ustępstwami i pospieszna nowelizacja ustawy – kolejna zresztą, to wszystko nie buduje mocnej pozycji i nie daje PiS mocnych argumentów. Poza tym jest jeszcze kwestia – nieprawdziwego, ale narzuconego przez opozycję totalną – rzekomego polexitu i to wszystko razem sprawia, że zbliżające się wybory europarlamentarne mogą się odbywać w cieniu narzucanej przez totalnych narracji podyktowanej określoną taktyką, że PiS to partia antyeuropejska.

Póki co wciąż nie ma pewności, z jakim przekazem PiS pójdzie do eurowyborów…
– Dokładnie, wciąż nie wiemy, jaki przekaz będzie ta formacja prezentowała w kampanii. Z jednej strony – owszem – mamy zapewnienia o proeuropejskości, o mocnym przywiązaniu do Unii Europejskiej ze strony rządu, a z drugiej mamy np. wizytę wicepremiera Włoch Matteo Salviniego w środę i, jak słyszymy, rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. Jest to oczywiście dobry kierunek – współpraca z Włochami i Ligą Północną, ale już pojawiają się głosy ze strony polityków czy publicystów związanych z obozem rządzącym, że nie należy zawiązywać sojuszy z tego typu ugrupowaniami, jak Liga Północna we Włoszech, a tym bardziej z Frontem Narodowym Marine Le Pen we Francji. Jest zatem pytanie, w jakim układzie sił – w przyszłym Parlamencie Europejskim – Prawo i Sprawiedliwość chce się znaleźć. Jest to tym bardziej zasadne pytanie po opuszczeniu Unii przez Wielką Brytanię, co ma się stać niebawem, kiedy już nie będzie wspólnego bloku czy wspólnej frakcji z konserwatystami, w jakim kierunku pójdzie PiS? Jeśli chodzi o PiS, to wypowiedzi, jakie padają na temat Unii Europejskiej, są sprzeczne.

A może to celowa taktyka i gra na czas z Komisją Europejską na przeczekanie do wyborów, po których kształt sceny politycznej i układ sił w Brukseli może się zmienić i ataki na Polskę samoczynnie ustaną?
– Takie kalkulacje pewnie po stronie partii rządzącej są, aczkolwiek nie sądzę, żeby zmiana po majowych wyborach była tak głęboka i radykalna, że te ataki całkowicie ustaną. Na przykład jeśli chodzi o przewodniczącego Komisji Europejskiej, to należy przypuszczać, że kierownictwo zostanie zachowane w gestii jednej z dwóch frakcji bądź to socjalistów, bądź chadeków z EPP. Natomiast można liczyć, że układ sił w Parlamencie Europejskim będzie nieco inny, co nie oznacza, że siły dbające, współpracujące w sposób partnerski i dbające o model Europy ojczyzn będzie dominował, ale można liczyć, że zostanie wzmocniony. To będzie nie bez znaczenia dla Polski. Tak czy inaczej poprzez taką, a nie inną taktykę PiS dotyczącą wyborów przekaz programowy, jaki płynie do wyborców, jest mało czytelny. Brakuje jasnych sformułowań PiS dotyczących polskiej polityki europejskiej. Myślę, że należałoby wyartykułować kilka kwestii, jak chociażby zachowanie samodzielności walutowej przez Polskę czy utrzymanie wspólnej polityki rolnej, czy też zachowanie handlowych granic Europy i szereg innych kwestii, co do których nie ma jasnego przekazu. Ten brak czytelności i dominacja taktyki nad wyrazistością programową – to wszystko nie będzie sprzyjało wsparciu dla programu wyborczego PiS.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/204 ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: PiS
PostNapisane: 10 sty 2019, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Czego jeszcze przestraszy się PiS?

Prawo i Sprawiedliwość miała być partią, która przyniesie Polsce „dobrą zmianę”. I choć rząd Zjednoczonej Prawicy rzeczywiście sięgnął po rozwiązania, na które nie było stać poprzedników, to w jego działaniach znajdziemy też cały wachlarz pomysłów chybionych, nieprzemyślanych oraz tych potrzebnych i oczekiwanych, ale zamrożonych albo wycofanych pod naporem części mediów i opinii społecznej. I tych ostatnich rozwiązań – z ochroną życia na czele – żal najbardziej.

W kontekście zbliżających się wyborów pozostaje ważne pytanie: czego jeszcze przestraszy się PiS na tyle, by odstąpić od wypełnienia swoich obietnic i wprowadzania w Polsce dobrych, oczekiwanych zmian? Bo tych złych, nieprzemyślanych, już nie chcemy.

Przemoc domowa
31 grudnia 2018 roku na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nowe przepisy przygotowywało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a prace nad nimi trwały od lipca 2017 roku. I tak jak szybko projekt się pokazał, tak szybko został wycofany. Wystarczyła fala krytyki w mediach. Rząd nawet nie próbował bronić pomysłów resortu – premier zdecydował, że trzeba sprawę wyciszyć. „Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary. Podjąłem decyzję, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców w celu wyeliminowania wszystkich wątpliwych zapisów” – poinformował szef rządu. Kilka dni później stanowisko wiceministra straciła odpowiedzialna za projekt Elżbieta Bojanowska.

A pomysł na nowelę nie był zły. Już sama nazwa dokumentu była krokiem w dobrą stronę, bo odsuwała pojęcie „przemoc” od „rodziny”. Tworzyło ono bowiem błędne złudzenie, że jeśli coś złego się dzieje między ludźmi, to jest to rodzina. Termin „przemoc domowa” w nazwie było tu dobrą zmianą.

Proponowano też definicję „osoby doznającej przemocy domowej”, rozumianą jako „osobę, której prawa lub dobra osobiste zostały naruszone przez powtarzające się, umyślne działanie lub zaniechanie, w szczególności narażające tę osobę na niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbek na zdrowiu, dokonane przez osobą najbliższą (…) albo inną osobę wspólnie z nią zamieszkującą i gospodarującą”. Tu kontrowersję wzbudziło wykreślenie pojęcia „jednorazowego doświadczenia przemocy”. Opozycja zagrzmiała. Użyta argumentacja była mocno dyskusyjna, bo sprowadzona do rzekomej „zgody na jednorazowe pobicie”. Tymczasem w „przemocy domowej” chodzi o każde naruszenie dóbr osobistych domownika. Pobicie zaś jako takie zawsze jest penalizowane w polskim prawie. Ale atak opozycji okazał się być skuteczny.

Zmian miała się też doczekać „Niebieska karta” – dziś wydawana bez zgody osoby pokrzywdzonej, co może powodować wszechwładzę urzędniczą i umożliwiać pracownikom socjalnym zbytnią ingerencję w rodzinę właśnie. Takie rozwiązanie krytykowała m.in. Najwyższa Izba Kontroli. I to także kontrolerzy wskazywali na potrzebę zmian ustawy zauważając, że obowiązujący system przeciwdziałania przemocy uznano za niewydolny.

Można było pracować na złożonej propozycji, poprawić projekt, wyeliminować z niego błędy i niedomówienia. Rząd wolał wycofać dokument i wyciszyć rozdmuchaną „aferę”. Kiedy i czy nowy projekt powstanie? Nie wiadomo.

„Futerka” i ubój rytualny
W ostatnich dniach PiS dał sygnał o wycofaniu się z innych promowanych wcześniej rozwiązań. Miał bowiem pomysł na de facto likwidację branży futrzarskiej w Polsce. Po licznych protestach i staraniach przedsiębiorców, przy wsparciu nowego ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego, sprawa zmiany ustawy o ochronie zwierząt doczekała się autopoprawki PiS. Zakaz hodowli ma zniknąć z projektu. Wycofano się także z uregulowań dotyczących uboju rytualnego, występowania zwierząt w cyrkach oraz zakaz trzymania psów na uwięzi. Projekt za to został poszerzony o zapis dotyczący zakazu prowadzenia schronisk dla zwierząt oraz miejsc przetrzymywania bezdomnych psów i kotów przez podmioty komercyjne, a przepisy dotyczące identyfikacji zwierzą mają ulec modyfikacji. Po co więc było całe zamieszanie wokół ustawy?

Zakaz aborcji
Ochrona życia dzieci nienarodzonych jest – niestety – sztandarowym przykładem kunktatorstwa Zjednoczonej Prawicy. Dobrze znamy tę historię: odrzucony projekt obywatelski „Stop Aborcji” i zamiennik (nie chroniący życia nienarodzonych) w postaci programu „Za życiem”, kolejny obywatelski projekt #Zatrzymaj Aborcję – zamrożony w podkomisji sejmowej. Do kompletu trzeba tu dodać wniosek posłów do Trybunału Konstytucyjnego w zakresie oceny konstytucyjności zapisów regulujących tzw. aborcję eugeniczną.

W zasadzie PiS nic nie zrobił w kwestii ochrony życia nienarodzonych, a pierwszy krok wstecz został uczyniony po „czarnych protestach”. Jak mówiono, PiS wystraszył się „czarnych parasolek”. Dalsza polityka ZP, to konsekwencja pierwszej decyzji o wycofaniu się z obrony życia – niesionej niegdyś na wyborczych sztandarach. Narracja tłumacząca dlaczego nie ma „odpowiedniego czasu” na obronę życia była do przewidzenia. Fakty jednakże mówią same za siebie: PiS zmian w „kompromisie aborcyjnym” nie chce.

Zmniejszenie stawek VAT
O politykach, którzy obniżą niegdyś czasowo zwiększone stawki podatku VAT słyszymy od dawna. Przypomnimy, wyższe stawki wprowadziła ekipa PO-PSL w 2011 roku i miały one obowiązywać dwa lata. Tak minął nam już rok 2018. I znów obniżki, a w zasadzie powrotu do pierwotnych stawek, nie będzie. A była to obietnica wyborcza PiS.

Kodeks pracy
Ciekawie było też podczas prac nad zmianą kodeksu pracy. Pojawiły się pomysły o likwidacji płatnego urlopu na żądanie, braku możliwości przełożenia urlopu na nowy rok i przepadek niewykorzystanych dni wolnych, czy też przelewania pieniędzy za nadgodziny na specjalne konto pracodawcy. Pojawiły się też pomysły na jednolitą stawkę dni urlopowych dla wszystkich, bez rozróżnienia na staż, wiek czy wykształcenie. Po kontrowersjach i oburzeniu związkowym projekt został zamrożony… I zmian nie należy spodziewać się w tej kadencji – choć od polityków ZP słyszymy, że nowy kodeks pracy jest potrzebny.

Lasy Państwowe
Dobrze pamiętamy „zamach na Lasy Państwowe” w wykonaniu ekipy PO-PSL. ZP miała swoje pomysły na wykorzystanie leśnego potencjału. Chodziło o włączenie LP do grona podmiotów, które „dorzucą się” na spółkę Polskie Domy Drewniane (obok Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska oraz Banku Ochrony Środowiska). Znów wybuchła wrzawa i PiS wykreśliło Lasy Państwowe z listy „dobrych wujków”. A przecież należało się spodziewać, że przejście z pozycji obrońców Lasów na stanowisko dysponenta jego majątku doczeka się wypunktowania. Ktoś o tym pomyślał?

Wybór RPD
Wybór Rzecznika Praw Dziecka to kolejny przykład braku konsekwencji w szeregach partii Jarosława Kaczyńskiego. By zakończyć procedurę sukcesem, potrzeba było aż czterech podejść. Pierwsza kandydatka PiS – Sabina Zalewska – wobec kontrowersji wokół jej osoby, sama się wycofała. Zgłoszono kolejną kandydaturę, dr Agnieszki Marii Dudzińskiej. I gdy wydawało się, że wszystko idzie już gładko, odrzucił ją (zdominowany przez PiS) Senat. Kilka dni później Dudzińska została zgłoszona po raz wtóry… i znów została odrzucona. Sukcesem zakończyła się dopiero czwarta procedura, a RPD został Mikołaj Pawlak.

Reforma sądownictwa
Ustawy związane z funkcjonowaniem polskiego wymiaru sprawiedliwości mogły liczyć na w tej kadencji na szczególną uwagę ZP. Ilość rozwiązań zaproponowanych, wprowadzonych i zmienionych może przyprawiać o ból głowy, i wydaje się, że już tylko najwytrwalsi obserwatorzy życia politycznego do końca wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Przy okazji zaś zmian ustawy o Sądzie Najwyższym ekipa rządząca zaliczyła poważne potknięcie. A przeszkodą okazał się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Nowela bowiem stała się podmiotem poważnego sporu między Warszawą i Brukselą. By uniknąć kar zdecydowano się na – a jakże – ekspresową nowelizację nowelizacji. W efekcie sędziowie i troje prezesów SN, którzy zostali na mocy noweli przeniesieni w stan spoczynku - powrócili. Taka to reforma.

IPN i dobre imię Polski
To miał być koniec szkalowania narodu polskiego, koniec kłamstwa oświęcimskiego i banderowskiej narracji. I tak jak zmiana ustawy o IPN szybko stała się symbolem „wstawania z kolan”, tak równie szybko wycofanie się z jej zapisów (pod presją rozhisteryzowanej opinii międzynarodowej) sprzedane nam zostało jako sukces. Przepisy zmieniono – znów – ekspresowo. – Nie ustępujemy z niczego. Zrealizowaliśmy więcej niż zakładaliśmy, pobudziliśmy świadomość na świecie. Działamy w realiach międzynarodowych i bierzemy je pod uwagę – mówił premier Mateusz Morawiecki. Sprawę ostatecznie załatwiła… wspólna deklaracja premierów Morawieckiego i Netanjahu m.in. o tym kto odpowiada za holokaust.

„Konwencja antyprzemocowa”
Na etapie wprowadzania konwencji stambulskiej politycy PiS – jako główna siła opozycji do rządu PO-PSL, stali w pierwszym szeregu jej krytyków. Także wśród wyborczych haseł wypowiedzenie tego zideologizowanego, genderowego dokumentu miało swoje poczesne miejsce. „Konwencja przeciw przemocy to mistyfikacja” – głosił jeden z wpisów Beaty Szydło z tamtego okresu. „To jest feministyczny wymysł i twór, który ma uzasadniać ideologię gejowską” – grzmiał Zbigniew Ziobro.

Jeszcze po objęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę wydawało się, że rząd podejmie działania zmierzające do wypowiedzenia konwencji. Trwały w tym zakresie nawet pewne prace w ramach Ministerstwa Sprawiedliwości – choć nieco skryte. Wystarczyło to by wzbudzić niepokój ugrupowań lewicowych. Mogły one liczyć na wsparcie Rzecznika Praw Obywatelskich, który drążył temat.

Tak w styczniu 2017 roku okazało się, że „rząd nie podjął i nie zamierza prowadzić prac zmierzających do wypowiedzenia przedmiotowej konwencji”. Jednak minister Adami Lipiński w tym samym stanowisku przyznał, że pewne prace podjęto, a „przygotowany i rozesłany do uzgodnień przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt wniosku o wypowiedzeniu konwencji z dnia 28 listopada 2016 roku pozostał tym samym bez rozpatrzenia i nie jest procedowany”. Tak właśnie skończyła sprawa wypowiedzenia konwencji.

Będą wnioski?
To tylko kilka przykładów sposobu działania ekipy Zjednoczonej Prawicy. Jest ich jednak wystarczająco dużo, by mieć obawy co do tego jak w przyszłości będzie prowadzona Polska. Czy ZP będzie kierowała się „chwilą”, kaprysem, obowiązującą narracją, koniunkturą polityczną, może oczekiwaniami jakichś grup interesów, państw, albo organizacji międzynarodowych…? A może chodzi tu tylko o strach przed utratą władzy?

Mamy rok wyborów europejskich i krajowych. PiS chcąc być wiarygodną „firmą” musi się „ogarnąć”. Partia musi stać się wyrazista w poglądach, pokazać czego tak naprawdę chce i jaką Polskę chce budować i jak chce to czynić. W sposób przemyślany, profesjonalny i odpowiedzialny, czy może od awantury do awantury – licząc, że sprawę załatwią bonusy z programów socjalnych? I tu właśnie pojawia się zasadnicze dla katolika pytanie – czy Zjednoczona Prawica chce budować naszą Ojczyznę z Bogiem, czy też wybierze grę z „ojcem kompromisu”.

Marcin Austyn

https://www.pch24.pl/czego-jeszcze-prze ... 349,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 409 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 24, 25, 26, 27, 28

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 21 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /