Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Lęk przed prawdą

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 170 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 21 gru 2014, 10:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Każda polityczna cenzura wyraża lęk przed prawdą.

Cenzurowany świat cenzora z przypadku

Tomasz Strzyżewski dla PCh24.pl

Z cenzurą jest jak z górą lodową. Część instytucjonalna to jedynie jej wierzchołek, reszta pozostaje ukryta. To spontaniczna autocenzura i cenzura redakcyjna przeprowadzana odgórnie w poszczególnych mediach – mówi PCh24.pl Tomasz Strzyżewski, legendarny cenzor w PRL, który wykradł dokumenty urzędowe i ujawnił zakłamanie komunizmu.

Wie Pan, że Mariusz Szczygieł z „Gazety Wyborczej” załamuje teraz ręce?

Mieszkam na co dzień w Szwecji więc nie czytuję „Wyborczej”. Nie kojarzę też tego nazwiska. Natomiast znam oczywiście nazwiska głównych, że tak powiem, winowajców powstania tej gazety.

To znany reportażysta. Kupił za kosmiczne pieniądze stare wydanie Pana książki „Czarna księga cenzury PRL” na niedługo przed jej wznowieniem w wydawnictwie Prohibita pod tytułem „Wielka księga cenzury PRL”.

Chodzi więc o wydanie londyńskiego Aneksu z 1977 roku. Do dzisiaj biję się z myślami, czy spartaczono je przez złośliwość, czy zwykłe niedbalstwo.

Podobno prowadzono wówczas jakieś działania przeciwko Panu. O co chodzi?

To była kampania zniesławiania…

Na czym polegała?

Rozsyłano paszkwile na mój temat. Odpowiedzialne były za to środowiska emigrantów – jak ich nazywano – pomarcowych, czyli tych, którzy wyjechali z Polski po wydarzeniach z 1968 roku. Wcześniej angażowali się w budowanie systemu komunistycznego. Trafiłem do ich grona nie zdając sobie sprawy, że właśnie z takimi ludźmi mam do czynienia. Oni nie mówili o sobie: „jestem byłym, komunistycznym aparatczykiem”. Gdy stopniowo odkrywałem ich przeszłość, znajomości zostały już zadzierzgnięte, nawiązałem współpracę. Na wycofanie się było za późno i to oni wydali ostatecznie zebrane przeze mnie materiały cenzorskie.

Czegoś tutaj nie rozumiem: wydawali książkę prowadząc jednocześnie kampanię przeciwko Panu?

Sam byłem na początku zaskoczony, a później sfrustrowany.

Co dokładnie robili?

Rozpuszczali różnego rodzaju plotki. Pisali, że jestem dziwnym osobnikiem, agentem. Ten ostatni zarzut był dla mnie najgorszy.

W takim razie zacznijmy od początku: jak Tomasz Strzyżewski został cenzorem?

Nigdy nie chciałem być cenzorem. Gdybym chciał i trafił do Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk ze świadomego wyboru, nie wywiózłbym jego materiałów za granicę.

Czyli został Pan cenzorem przez przypadek?

Tak. W 1975 roku wróciłem do kraju z emigracji zarobkowej. Trwała wówczas „blokada etatów”, powodowana jedną z gierkowskich reform. Bez pracy pozostawałem w sumie dwa miesiące. Nie miałem środków do życia, byłem zdesperowany. Nagle usłyszałem od brata, że jest wakat na jakimś stanowisku w „prasie i widowiskach”. Nie miałem pojęcia o co chodzi, ale uchwyciłem się tego, jak ostatniej deski ratunku. Tak trafiłem do urzędu zajmującego się cenzurą, nie wiedząc, czym ów urząd naprawdę się zajmuje.

Kiedy zdecydował się Pan kopiować dokumenty cenzorskie, by następnie wywieźć je za granicę?

Szybko, gdy tylko zorientowałem się, że zostałem cenzorem.

Po dwóch, trzech dniach, a może po tygodniu…?

Pod koniec dwutygodniowego okresu próbnego. Do pracy wdrażano mnie bowiem stopniowo. Najpierw obserwowałem, czym zajmuje się jeden ze starszych pracowników. Po kilku dniach zobaczyłem też, jak pracownicy korzystają z wyjmowanej z kasy pancernej książki, zawierającej nie tyle instrukcje, ile zalecenia, uczulające cenzora na co w danym okresie należy zwracać szczególną uwagę.

Zapoznawszy się z tą książką, doznałem wstrząsu. Zrozumiałem, że wiele informacji jest ukrywanych przed Polakami. Podam jeden, bardzo wyraźny przykład cenzurowania istotnej wiadomości. Zgodnie z zaleceniami, nie wolno było informować o tym, że od Huty Katowice ciągnie się szeroki tor kolejowy do granicy polsko-rosyjskiej. Nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego ukrywano to przed Polakami.

Inna informacja, która mną wstrząsnęła, dotyczyła zaleceń odnośnie ukrywania prawdy o Katyniu. Było to dla mnie o tyle znaczące odkrycie, że zabito tam mojego dziadka, kpt. Wincentego Strzyżewskiego.

Będąc pod wrażeniem zapisów w książce instruującej cenzorów, pomyślałem: dlaczego nie zdemaskować działalności tego urzędu? Po kilku dniach podjąłem już decyzję.

Myślał Pan o niebezpieczeństwie, jakie groziło Panu w przypadku dekonspiracji?

Oczywiście, myślałem o tym…

Jakiej kary się Pan spodziewał?

Raczej nie spodziewałem się kary śmierci, bo to już były czasy Gierka. Choć z drugiej strony nie wykluczałem jej. Gdyby mnie bowiem przyłapano i wszczęto proces, to najpewniej postawiono by mi zarzut szpiegostwa. Bardziej prawdopodobna wydawała mi się kara dożywocia.

Bał się Pan, gdy przychodziło do przepisywania i wynoszenia informacji o cenzurze?

Ależ oczywiście! Miałem określone metody pracy. Zdawałem sobie sprawę, że są rzeczy, których nie mogę wynieść poza budynek urzędu. Na przykład - wspomniana księga zaleceń. Korzystanie z niej obostrzone było konkretnymi przepisami. Część dokumentów musiałem więc przepisywać. W opublikowanych w książce rękopisach widać bardzo wyraźnie po pierwszych zapiskach, jak z początku ręka mi drżała, pismo było mniej estetyczne.

Materiały cenzorskie zdobywałem podczas nocnych dyżurów, oczywiście gdy mogłem już pełnić je samodzielnie. Pamiętam, że ostatni raz spisywałem informacje o wskazówkach dla cenzorów w noc poprzedzającą moją ucieczkę. Następnego dnia wsiadłem w pociąg do Warszawy, stamtąd ruszyłem do Świnoujścia a potem do Szwecji.

Co to jest cenzura?

To selekcja informacji, służąca wprowadzaniu w błąd odbiorcy masowego przekazu.

Dużo trzeba było się napracować nad taką selekcją w przypadku prasy?

Przy tekstach do publikacji w prasie codziennej było bardzo mało roboty. Mówię głównie o „Dzienniku Polskim”, „Gazecie Krakowskiej” i popołudniówce „Echo Krakowa”. Autorzy tych gazet sami się cenzurowali i byli w tym bardzo sprawni. Autocenzura było zresztą w tym wypadku o tyle prosta, że nie zamieszczano tam skomplikowanych tekstów publicystycznych, ale bardzo proste notki prasowe. Ciekawe jest mimo wszystko to, że podczas – trwającej dziewiętnaście miesięcy – pracy w urzędzie, byłem świadkiem dokonania ingerencji w tekstach do takich gazet tylko dwukrotnie. To pokazuje, jak daleko posunięta była autocenzura redaktorów.

W książce napisał Pan, że dziennikarze utrwalali komunistyczny reżim z czym trudno się nie zgodzić. Ale z drugiej strony tutaj, w Krakowie, był słynny „Tygodnik Powszechny” uznawany przez wielu za pewną formę opozycyjności. Czy o piszących do niego publicystach powiedziałby Pan mniej więcej to samo, co o dziennikarzach „Dziennika Polskiego” czy „Gazety Krakowskiej”?

Fakt, że godzili się na cenzurowanie tekstów stawia ich po stronie współtwórców przekazu, który za pośrednictwem cenzorów trafiał do czytelników. Dobrym przykładem jest słynny Kisiel, czyli Stefan Kisielewski. Pisząc felietony do „Tygodnika Powszechnego” czuł satysfakcję, że przeczytają je komuniści, cenzorzy. Natomiast czytelnik był przez niego wprowadzany w błąd, bo pośrednio go oszukiwał. A, pamiętajmy, Kisiela uwielbiano, sam bardzo lubiłem czytać jego teksty, to był prawdziwy mistrz słowa. Nie zmienia to faktu, że podpisując swoje felietony, Kisiel brał udział w procederze selekcjonowania informacji przez cenzorów.

Nie chciałbym jednak w czambuł potępiać wszystkich. Być może wielu dziennikarzy czy publicystów nie zdawało sobie sprawy, w czym biorą udział.

Stosujący autocenzurę dziennikarze utrwalali reżim?

Tak, choć jak podkreślam: nie wszyscy musieli zdawać sobie z tego sprawę. Mimo to jednak każdy, kto wówczas publikował teksty w oficjalnej, cenzurowanej prasie przyczyniał się do utrwalania reżimu, współuczestnicząc w zniewalaniu polskiego narodu.

Nie było więc wśród piszących publicystów czy dziennikarzy ofiar cenzury?

Ofiar nie, oni byli współpracownikami cenzury. Niektórzy – jak na przykład kręgi emigracji pomarcowej – starali się w ramach usprawiedliwiania koncentrować uwagę na urzędzie cenzurującym, dowodząc istnienia jakiegoś mitycznego miejsca, nazywanego cenzurą. Takiego miejsca jednak nie było. Cenzura to konkretna czynność, szerokie zjawisko.

Ma Pan mocno krytyczny stosunek do tej pomarcowej emigracji, często związanej wcześniej z komunizmem. Czy on właśnie był powodem ataków na Pana po ukazaniu się w latach 70. pierwszego wydania książki o cenzurze?

Ależ oczywiście! Stąd cała ta dyskredytująca mnie kampania. Chodziło o to, żeby zamknąć mi usta, żebym nie rozgłaszał tego, co oni mówili na temat cenzury. Przedstawiali przecież własną interpretację tego zjawiska.

Zresztą wstęp, w którym opisałem problem cenzury tak, jak go postrzegam, nie ukazał się w pierwszym wydaniu książki w Aneksie. Opublikowano go dopiero później już w piśmie „Aneks”. Porównywałem w nim cenzurę do góry lodowej, której wierzchołek – urząd cenzurujący – znajduje się nad powierzchnią wody, lecz większa jej część to niewidoczna, spontaniczna autocenzura i cenzura redakcyjna, przeprowadzana odgórnie w poszczególnych mediach.

Wstępami do książki zachodził Pan za skórę bardzo głęboko swoim wydawcom. Kilka lat temu książka o cenzurze miała być wznowiona przez Narodowe Centrum Kultury, ale w 2009 roku Krzysztof Dudek, informując Pana o rezygnacji z publikacji napisał: „wykonanie zamówienia nie leży w interesie publicznym”, uzasadniając, że chodzi o ów mityczny wstęp.

Słowa te do złudzenia przypominają sformułowania padające w uzasadnieniach dla zapisów cenzorskich w urzędzie, w którym pracowałem.

Ale czy dobrze rozumiem: wskazanie, że autorzy piszący w legalnych w PRL pismach utrwalali komunę, jest niezgodne z interesem publicznym w niekomunistycznej już Polsce?

Ja to rozumiem podobnie. Ale w moim wstępie, gdzie padło takie stwierdzenie, opisywałem przecież to, czego doświadczyłem, co widziałem na własne oczy.

Ktoś Panu wytłumaczył, o co dokładnie chodzi z tym interesem publicznym?

Wówczas było już dość silne natężenie konfliktu między mną a Centrum, więc niczego nie wytłumaczyli. Za to uzasadnienie, o którym Pan wspomniał, pojawiło się na stronie Narodowego Centrum Nauki, by po dwóch, trzech dniach zniknąć. Na szczęście udało mi się je skopiować i zgrać na płytę.

To bardzo ważne, bo taka forma odmowy wydania książki jest kompromitująca. Jeden z moich znajomych nazwał nawet Narodowe Centrum Nauki - Narodowym Centrum Cenzury.

Ale być może przesadza Pan z oskarżeniami pod adresem wielu dziennikarzy i publicystów w PRL. Przecież, skoro cenzura oficjalnie zaczęła działać w 1944 roku, to może po prostu piszący zwyczajnie przystosowali się do takiego, a nie innego kształtu życia publicznego. I nie ma sensu oskarżać ich o utrwalanie systemu. Nie mówię oczywiście o typowo komunistycznych pismach, ale np. o wspomnianym „Tygodniku Powszechnym”. Gros związanych z nim autorów nie zgadzało się na PRL, ale chcieli pisać, docierać do czytelników i dlatego musieli pomijać pewne newralgiczne tematy.

To wszystko prawda, ale to w dalszym ciągu jest cenzura.

Upiera się więc Pan, że było to nieuczciwe?

A jak można nazwać „uczciwością” wprowadzanie w błąd odbiorcy? Oczywiście niektórzy mogli nie być świadomi tego, jakie skutki wywołuje ich działanie. Przy ocenie moralnej taka świadomość gra dużą rolę. Zakładam, że część osób mogła być faktycznie nieświadoma w czym bierze udział decydując się pisać w oficjalnych pismach. Ale sądzę też, że nie brakowało i takich, którzy doskonale wiedzieli, w co się angażują.

Czy obecnie media nadal cenzurują?

Bez wątpienia! Likwidacja cenzury w 1990 roku to – trzymając się analogii z górą lodową – jedynie odcięcie wierzchołka. Zostały bowiem kadry, nienaruszone media. Ich działalność cały czas trwa.

Ma Pan na myśli głównie autocenzurę pracowników mediów, czy jakąś formę cenzury odgórnej?

Raczej autocenzurę. Zależność od pracodawcy zawsze uruchamia pewien instynkt samozachowawczy, dyktujący jak należy się zachować. Po 1989 roku cenzurę stosowały nie tylko te media, które przetrwały upadek PRL, jak „Polityka”, „Rzeczpospolita”, ale również komercyjne, które utworzone w niemałej mierze dzięki związkom z wpływowymi ludźmi PRL. Zmieniło się naturalnie kryterium stosowania cenzury, dostosowane do innych przecież realiów i warunków ustrojowych.

Głównym bowiem powodem, dla którego stosuje się cenzurę, jest to, że się ma coś do ukrycia. Włodarze wielu dużych mediów w Polsce mają sporo do ukrycia jeśli chodzi o ich przeszłość i rolę w systemie komunistycznym a nierzadko czyny kryminalne związane z uwłaszczaniem się po Okrągłym Stole.

No dobrze, ale przychodzą nowe pokolenia, nie mające już nic do ukrycia.

Przecież wszystkie kluczowe stanowiska są w rękach tych osób, o których mówiłem. To oni zatrudniają również młodych pracowników, a ci są w oczywisty sposób uzależnieni od swoich mocodawców. Ale tego już chyba nie muszę Panu opowiadać.

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

Tomasz Strzyżewski, Wielka księga cenzury PRL w dokumentach, wyd. Prohibita, Warszawa 2015.

http://www.pch24.pl/cenzurowany-swiat-c ... 720,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 22 gru 2014, 09:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Medialny parasol

Prezydent Bronisław Komorowski składał zeznania w sprawie, która funkcjonuje w obiegu publicznym pod nazwą „afery marszałkowej”. Rozprawa odbyła się w bardzo nietypowych okolicznościach – rolę sali sądowej pełniła jedna z sal Pałacu Prezydenckiego. Obecni dziennikarze i publiczność uzyskali na tę okoliczność specjalne przepustki. Bezpieczeństwa w sali Pałacu Prezydenckiego pilnowali funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu.

Prezydent RP odpowiadał na pytania, w tym strony oskarżonej – dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Strona oskarżona i obrońca oskarżonego wykazali, że prezydent przed prokuraturą zeznawał różne rzeczy – choć było to zaledwie w miesięcznych odstępach czasu. Okazało się także, że nic już właściwie nie pamięta. Aż w końcu poprosił o uniemożliwienie oskarżonemu stawiania pytań. Uznał, że pytania insynuują jego zaangażowanie w zdobycie aneksu raportu ds. likwidacji WSI.

Oskarżony w sprawie dziennikarz prosił sąd o konfrontację pomiędzy prezydentem Komorowskim a rzecznikiem premiera Donalda Tuska Pawłem Grasiem i Krzysztofem Bondarykiem – ówczesnym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oraz Leszkiem Tobiaszem. Okazało się bowiem, że prezydent inaczej pamiętał spotkanie z nimi. Przypomnijmy, że jeden z nich, Leszek Tobiasz, zmarł nagle w nietypowych okolicznościach (podczas bankietu). Od nietypowych okoliczności w całej sprawie aż się roi. Sąd ostatecznie zaczął uchylać pytania do Komorowskiego całymi seriami, m.in. o oficerów służb, z jakimi Komorowski spotykał się jeszcze w 2000 roku, gdy był ministrem obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka.

Całe wydarzenie jest bezprecedensowe. W każdym europejskim kraju media prześcigałyby się w jego relacjonowaniu. Zdobywano by nowe szczegóły zeznań i okoliczności towarzyszące sprawie. Opinia publiczna miałaby na bieżąco możliwie wielką ilość danych i informacji. Dlaczego? Dlatego że dotyczy głowy państwa i spraw drażliwych, mianowicie domniemanych nielegalnych i sprzecznych z prawem spotkań i powiązań urzędującego prezydenta z oficerami służb, którzy prowadzili nielegalne działania. Taka sprawa i takie podejrzenia praktycznie w Stanach Zjednoczonych mogłyby doprowadzić do impeachmentu i przedterminowych wyborów prezydenckich.

A jak jest w Polsce? Następnego dnia po zeznaniach prezydenta w mediach dominującego nurtu zapadła profesjonalnie brzmiąca, grobowa cisza. Żadna z dziennikarskich gwiazd nawet nie zająknęła się na temat spotkania w Sali Muszlowej Pałacu Prezydenckiego. Za to w centrum wydarzeń – jako obiekt medialnego linczu – ustawiono poseł PiS, prof. Krystynę Pawłowicz. Czym zawiniła? W godzinach nocnego posiedzenia Sejmu posilała się sałatką! Tembr i ton medialnego lamentu ustawiono tak, by brzmiał jak news o końcu świata… A co z zeznaniami prezydenta Bronisława Komorowskiego? O tym wciąż cicho – jak na bantustan przystało.

Dr Hanna Karp

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rasol.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 24 sty 2015, 11:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Rozpaczliwa próba „zagrania” Smoleńskiem świadczy o panice w szeregach władzy.

Miara się powoli przebiera i do coraz większej ilości ludzi dociera, że bez prawdy o Smoleńsku nie ma mowy o wolnej Polsce.

Kto jest bardziej wiarygodny? Czy pilot JAK – 40, który był na płycie lotniska w Smoleńsku, kpt. Artur Worsztyl, czy przez pięć lat lawirująca Prokuratura plus Maciej Lasek.

Tuskoland i jego Kopaczowe przedłużenie ma do zaoferowania Polakom dwie rzeczy: Nienawiść do braci Kaczyńskich (do Lecha także pośmiertnie) i szyderę z tych, którzy ośmielają się rozgłaszać publicznie, że w Smoleńsku był zamach. Przytłaczające jest to, że te podłe piarowskie sztuczki o finezji konstrukcji cepa są w dużej mierze skuteczne. Nawet biorąc pod uwagę, że media piorą mózgownice obywateli z siłą wiodącego proszku, sukces tej prostackiej metody jest zadziwiający.

Można domniemywać, że energia tego przekazu kiedyś się musi wyczerpać, ale jesteśmy świadkami kolejnej niecnej próby rozniecenia smoleńskiego konfliktu. Najwyraźniej macherzy zawodowo mącący w naszych sprawach by przykrywać rozkradanie majątku narodowego, postanowili jeszcze raz „zagrać” Smoleńskiem. Opinia publiczna już dawno pogubiła się w niezliczonych ekspertyzach, nagraniach, badaniach, raportach, oświadczeniach. To ułatwia podburzenie mniej lotnych, ale za to jakże licznych u nas umysłów.

Scenariusz jest taki sam od lat. Prokuratura organizuje konferencje i oznajmia informacje korzystną dla Rosjan, a zupełnie dezawuujące naszych pilotów i przy okazji tych, którzy próbują dociec prawdy, o tym co się wydarzyło 10.04.2010 w Smoleńsku.

Teraz okazało się, że pilot Jaka – 40, nie dość, że słabo zna rosyjski, to jeszcze nie dosłyszy, a pamięć ma taką, że bez dowodu osobistego nie powinien z domu wychodzić. No a co najbardziej świadczy przeciwko niemu, udało mu się wtedy wylądować w Smoleńsku.

Nonszalancko podważa się jego wiedzę o tamtej katastrofie, dając do zrozumienia, że konfabuluje jakoby słyszał komendę z wieży do załogi feralnego TU – 154M, nakazującą zejście na wysokość 50 m. Jakie pan kapitan miałby korzyści z mówienia o rzeczach, które się nie zdarzyły. Tym bardziej, jak groźna jest ta wiedza, świadczy to co się przydarzyło technikowi JAK – 40, śp. Remigiuszowi Musiowi. Najprawdopodobniej odwiedził go „seryjny samobójca”.

To jest wręcz nieprawdopodobne, żeby polska Prokuratura, trzymała się kurczowo rosyjskiej wersji katastrofy smoleńskiej i bez skrupułów odrzucała słowa polskiego pilota, podważając jego wiarygodność. Zbliża się piąta rocznica tragedii. Wypada tuż przed wyborami prezydenckimi, a także przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Przez pięć lat, tej władzy nie udało się niczego wyjaśnić, ani przedstawić wiarygodnego przebiegu zdarzeń. Nie udało się sprowadzić wraku, czarnych skrzynek, telefonu prezydenta, ani rzeczy osobistych ofiar.

Udało się natomiast uczynić zespół sejmowy Antoniego Macierewicza obiektem niewybrednego hejtu, oskarżyć rodziny smoleńskie o chęć wzbogacenia się na śmierci najbliższych i okrzyknąć wszystkich podważających oficjalną wersję „sektą smoleńską”.

Co najdziwniejsze teraz, kiedy Rosja pokazała swoje prawdziwe oblicze. Kiedy staje się coraz bardziej ewidentne, nawet dla niedowiarków, że w Smoleńsku mógł być zamach, agresywny atak na prawdę, ekipy z pod znaku „pancernej brzozy” wygląda wręcz niewiarygodnie.

Wiadomo, że ta władza nie cofnie się prze niczym, żeby utrzymać zdobyte przyczółki. Jednak bezkrytyczne powielanie schematów smoleńskich, by dzielić społeczeństwo, doprowadzi ją do nieuchronnego upadku.

autor: Ryszard Makowski

https://ewastankiewicz.wordpress.com/20 ... ch-wladzy/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 16 lut 2015, 07:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Komu przeszkadzają warsztaty „Zrozumieć media”?

Obrazek
Kampus Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik


Oświadczenie Rady Naukowej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu dotyczące działań Ministerstwa Edukacji Narodowej:


Ze zdumieniem przyjęliśmy informację o liście, który minister Joanna Kluzik-Rostkowska skierowała do wszystkich szkół w Polsce, przestrzegając w nim przed organizowaniem w szkołach warsztatów dziennikarskich prowadzonych przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Nie mogliśmy uwierzyć, że szefowa resortu edukacji narodowej mogła na podstawie podejrzenia („w związku z dochodzącymi do MEN informacjami” - to cytat z owego listu) o nieokreślonych, jednostkowych „nieprawidłowościach” („w jednym z liceów publicznych” – to znowu z listu szefowej resortu), bez sprawdzenia rzetelności owego jednostkowego donosu uruchomić akcję przeciwko bardzo cennej inicjatywie.

Konieczna jest refleksja nad sprawami, które dobrze opisują następujące pytania: Dlaczego szefowej resortu edukacji przeszkadzają warsztaty organizowane przez WSKSiM, natomiast nie przeszkadza niekontrolowane wchodzenie do placówek oświatowych tzw. seksedukatorów? Dlaczego w przypadku podmiotów forsujących w szkołach edukację seksualną lub przemycających ideologię gender nie było podobnej reakcji jak w przypadku warsztatów „Zrozumieć media”? Dlaczego nie było reakcji na liczne protesty rodziców, którzy interweniowali w sprawie programu „Równościowe przedszkole”?

Tym, którzy chcą odpowiedzialnie podjąć taką refleksję, przekazujemy poniższe informacje. Przekazujemy je jako świadkowie, którzy – chociaż reprezentują różne środowiska akademickie w Polsce – z racji swego uczestniczenia w Radzie Naukowej dobrze znają opisywaną aktywność.

Wszyscy, którzy otrzymali list od minister edukacji narodowej, oraz ci, do których dotarła – często wypaczona – informacja o nim, powinni wiedzieć więcej o cennej inicjatywie toruńskiej uczelni.

Warsztaty medialne WSKSiM organizowane są już od pięciu lat. Wzięło w nich udział przeszło pięć tysięcy uczniów gimnazjów i liceów. Początkowo prowadzone były w siedzibie uczelni w Toruniu w czasie wakacji letnich i zimowych. Wobec dużego zainteresowania warsztatami ze strony młodzieży zdecydowano się na prowadzenie takich warsztatów na spotkaniach środowiskowych w różnych miastach w Polsce. Dobrym miejscem do ich odbywania były duże sale dostępne w szkołach. Informacje o organizowaniu warsztatów są jawne, a relacje słowne i fotograficzne z przebiegu warsztatów są dostępne na stronie internetowej WSKSiM w Toruniu. Można też o nich przeczytać np. w „Naszym Dzienniku”. Warto spojrzeć na dokumentację dostępną na stronie internetowej uczelni. Fotografie świadczą dobitnie, iż licznie zgromadzeni uczestnicy spotkań warsztatowych z zainteresowaniem biorą w nich udział.

Musimy tu również podkreślić, iż warsztaty medialne prowadzi uczelnia legitymująca się znacznymi osiągnięciami w kształceniu studentów, organizująca konferencje naukowe dotyczące mediów o zasięgu międzynarodowym, uczelnia, którą odwiedzają i wyrażają się o niej z wielkim uznaniem naukowcy z wielu uniwersytetów w świecie. A ostatnio z tą uczelnią podpisał umowę o współpracy Papieski Uniwersytet Laterański. Podczas warsztatów wykładowcy WSKSiM oraz dziennikarze radia i telewizji zapoznają uczestniczących w tych spotkaniach z funkcjonowaniem telewizji, zasadami pracy w stacjach radiowych i redakcjach prasowych. Młodzi uczestnicy warsztatów poznają również prawidła obowiązujące przy tworzeniu stron internetowych.

Jeśli powyższe informacje skonfrontuje się z zaleceniami Ministerstwa Edukacji Narodowej odnośnie do zasad kształcenia młodych ludzi oraz realizowanym programem, to z łatwością zauważy się, że warsztaty stanowią potrzebne uzupełnienie kształcenia młodego pokolenia. Nikt bowiem tego nie realizuje tak profesjonalnie i ze zrozumieniem potrzeb młodzieży jak czyni to WSKSiM. Nic więc dziwnego, że cieszą się one tak dużym zainteresowaniem uczniów. List szefowej resortu edukacji skierowany do szkół zamiast wytwarzania i upowszechniania złej opinii na podstawie domniemanej, incydentalnej sytuacji, która – w naszym odczuciu – miała przestrzec kierownictwa szkół przed współpracą z organizatorami warsztatów, powinien zawierać słowa podziękowania ze strony ministerstwa skierowane do środowiska akademickiego Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu za podjęcie – z powodzeniem – trudnego zadania upowszechnienia wśród młodzieży wiedzy na temat mediów.

Właśnie rozpoczęły się zimowe warsztaty dziennikarskie organizowane w toruńskiej uczelni. Odbywają się pod hasłem: „Nowe widnokręgi: dziennikarstwo, polityka, kultura i nowoczesność”. Zajęcia prasowe, radiowe, telewizyjne i informatyczne przebiegają pod okiem specjalistów, którzy na co dzień pracują w środkach masowego przekazu. Zamiast przestrzegać przed warsztatami, może zechce szefowa resoru edukacji sama zobaczyć na własne oczy, jak one przebiegają. A potem spodziewamy się odpowiedniego listu z ministerstwa z poparciem dla tej formy edukacji, podobnym do edukacji wspieranej przez ministerstwo w zakresie prawa, normalizacji czy bezpieczeństwa na drodze. O poparciu dla tych form edukacji prowadzonych w szkołach czytamy na stronie internetowej ministerstwa.

W Roku Jana Pawła II, ustanowionym decyzją Sejmu Rzeczypospolitej, warto sięgnąć do nauczania tego Wielkiego Rodaka i przypomnieć ocenę wielokrotnie wypowiadaną przez Papieża Polaka, iż współczesny człowiek woli słuchać świadków niż nauczycieli. A jeśli słucha nauczycieli, to tylko wtedy, gdy są świadkami. Takimi właśnie świadkami i jednocześnie profesjonalistami w problematyce przedstawianej na warsztatach organizowanych przez WSKSiM są prowadzący zajęcia. Nic więc dziwnego, że warsztaty te cieszą się dużym zainteresowaniem młodzieży.

Skład Rady Naukowej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu:

prof. dr hab. Krystyna Czuba

prof. dr hab. dr h. c. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz

prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki

prof. dr hab. Henryk Kiereś

dr Leszek Kożuchowski

dr Łucja Łukaszewicz

prof. dr hab. Janina Moniuszko-Jakoniuk

prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak

prof. dr hab. Anna Raźny

dr o. Tadeusz Rydzyk

prof. dr hab. inż. Dominik Sankowski

prof. dr hab. Kazimierz Tobolski


Toruń, dnia 14 lutego 2015 r.

Źródło: Radio Maryja

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... media.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 18 lut 2015, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Czarna propaganda antyzwiązkowa

Stowarzyszenie Pracodawcy RP rozpoczęło antyzwiązkową kampanię. Poszło nawet do sądu ze skargą na związki zawodowe. Wiceprezydentem Pracodawców RP jest... prezes publicznej telewizji Juliusz Braun.
Czarna propaganda wycelowana w związki zawodowe ustawia środki przekazu po jednej ze stron sporu, a dokładnie – jednej z federacji pracodawców. Główne media, czyli zobowiązana do szczególnej troski o obiektywizm przekazu telewizja publiczna i radio, powinny wiedzieć, że dialog społeczny, zapisany w konstytucji jako zasada ustrojowa, winien być prowadzony właśnie ze społecznymi partnerami, czyli związkami zawodowymi.

Tymczasem stowarzyszenie Pracodawcy RP rozpoczęło antyzwiązkową kampanię. Poszło nawet do sądu ze skargą na związki zawodowe. Dlaczego? Bronią po prostu władz swojego stowarzyszenia i status quo. Co ciekawe jest w nich i szef Telewizji Polskiej SA i Polskiego Radia SA oraz ci, którzy mają wpływ na ich losy jako przedsięwzięcia biznesowego. Wiceprezydentem Pracodawców RP jest bowiem prezes publicznej telewizji Juliusz Braun. W latach 1999–2005 był on członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a do 2003 r. jej przewodniczącym.

Pozostawiamy ocenie państwa, czy to jego usytuowanie w gronie władz wrogiego związkom stowarzyszenia nie pozostaje bez wpływu na ton komentarzy i kanały informacyjne telewizji publicznej, z definicji przynajmniej mającej być obiektywną, bo opłacaną głównie z abonamentu. Także płaconego przez związkowców.

Czy obecność prezesa TVP SA w tak jednoznacznej roli w stowarzyszeniu Pracodawców RP nie powinna budzić obaw o rzetelność debaty prowadzonej w tym medium?

W gronie wiceprezydentów Pracodawców RP jest też Andrzej Siezieniewski, który w latach 2002 – 2006 pełnił funkcję prezesa Polskiego Radia SA. W 2011 roku ponownie wybrany został na stanowisko prezesa radia publicznego.

Wśród wiceprezydentów Pracodawców RP jest też Andrzej Długosz, prezes agencji Public Relations – Cross Media PR sp. z o.o., który był w przeszłości przewodniczącym Rady Nadzorczej Polskiego Radia S.A. oraz członkiem Rady Nadzorczej Telewizji Polskiej S.A.

Jego kolegą w stowarzyszeniu i także wiceprezydentem jest nie kto inny jak Jarosław Zagórowski, były już prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA, którego odejścia domagali się zdesperowani górnicy, zarzucając mu niegospodarność. Nim został przewodniczącym jej Rady Nadzorczej, a później prezesem, od 1997 roku pracował jako urzędnik w Ministerstwie Gospodarki na stanowisku doradcy ministra. Jako prezes nie potrafił prowadzić dialogu z załogą reprezentowaną przez związki zawodowe.

Wspólnikami federacji Pracodawcy RP jest m.in. Związek Pracodawców Rybnicko-Jastrzębskiego Okręgu Węglowego, Związek Pracodawców Górnictwa Węgla Kamiennego w Katowicach i Regionalny Związek Pracodawców w Katowicach.

Pracodawcom przypomnijmy, że prawa pracownicze, prawo do zrzeszania się, prawo do strajku są zgodne z Konstytucją RP oraz prawem międzynarodowym. Komitet Wolności Związkowej za dopuszczalne uznaje sądowe zawieszenie prawa do strajku wyłącznie w administracji publicznej i tylko dla pracowników sprawujących władzę w imieniu państwa oraz w usługach zasadniczych (tzn. takich, w których przerwa w funkcjonowaniu stanowiłaby zagrożenie dla życia, bezpieczeństwa osobistego lub zdrowia wszystkich lub części mieszkańców kraju), a także ze względu na poważną sytuację kryzysową w kraju (bezpieczeństwo narodowe lub zdrowie publiczne).

Ograniczenie prawa do strajku musi być bowiem zgodne z art. 59 ust. 3 i art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz nie może stanowić naruszenia wiążącego przez Polskę prawa międzynarodowego, choćby z ratyfikowaną przez Polskę Konwencją 87/1948 MOP.

W nowoczesnej gospodarce szanuje się załogę i partnerów społecznych. Czas dawnego, siermiężnego kapitalizmu dawno przeminął, zastąpiony nowoczesnymi metodami zarządzania i innowacyjnymi rozwiązaniami. Pracodawcy RP oraz partia władzy PO chce wtłoczyć związki zawodowe w ramy niczym z końca XIX wieku. Nie dociera do nich, iż w rozwiniętych gospodarkach są one częścią ładu gospodarczego i korporacyjnego. Nie zysk jest jedynym kryterium, ale też miejsca pracy i tradycja firmy oraz jej rozwój. To dzięki „Solidarności” doszło do przemian gospodarczych, dzięki którym owi prezesi w ogóle mogli znaleźć się tam, gdzie dzisiaj są.

Pracodawcy to też medialni reklamodawcy. Czy zatem może być w nich prowadzona zrównoważona debata? Nadzieja w widzach, którzy wszak decyzja, poprzez kryterium oglądalności, o pozycji poszczególnych stacji i gazet.
Siła mediów w porządku demokratycznym może kształtować opinię społeczną a więc i politykę. O ile spełniają one funkcję kontrolną trzech pozostałych władz.

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/gos ... 3034998236


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 10 kwi 2015, 05:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Wildstein: Smoleńsk to beczka prochu pod III RP

„Władze blokują umiędzynarodowienie śledztwa. Potrzebny inny dowód nieczystego sumienia?”
„Smoleńsk to beczka prochu pod III RP” - pisze Bronisław Wildstein na łamach „wSieci”. Publicysta tygodnika wskazuje, że sprawa smoleńska jest dla establishmentu Polski niebezpieczna.

„Platforma Obywatelska przeciwstawiła się umiędzynarodowieniu śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zwykle tak entuzjastyczna dla UE uniemożliwiła wykorzystanie jej instytucji do zbadania największej polskiej tragedii ostatniego półwiecza. Zachowanie to teoretycznie powinno spowodować wstrząs. Nie wywołało to żadnej poważnej reakcji” - pisze Bronisław Wildstein w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”.
„Nieuprzedzonemu obserwatorowi musiałoby się to wydawać zdumiewające. Nie sposób obecnie zamykać oczu na imperialny i zbrodniczy charakter reżimu Putina. Moskwa łamie wszelkie normy w śledztwie dotyczącym Smoleńska. Po pięciu latach nie mamy w rękach dowodów, które są niekwestionowaną własnością Polski, tak jak był nią rozbity samolot: od czarnych skrzynek począwszy, na wraku skończywszy. Ich traktowanie jest skandalem: kadłub maszyny był sukcesywnie niszczony, jego resztki pozostawiono bez żadnej ochrony, dziś pozostała jedynie ich część” - przypomina Wildstein.
Okazję do przełamania rosyjskiego oporu przed wiarygodnym śledztwem w sprawie smoleńskiej tragedii mieliśmy zaraz po katastrofie: „Jedyną szansą na przełamanie tego było umiędzynarodowienie śledztwa. A władze polskie, nie przedstawiając żadnych po temu uzasadnień, blokują działania w tym kierunku. Czy potrzebny jest inny dowód nieczystego sumienia z ich strony? Dlaczego nie wywołuje to burzy w Polsce?” - pisze autor.

Dziś - zdaniem publicysty - pewne jest już to, że jedyną zmianę odkrywaniu prawdy nt. tego, co zdarzyło się w Smoleńsku przynieść mogą wybory: „Rewizja podejścia do Smoleńska może być efektem wyłącznie przekształceń na politycznej scenie, wprawdzie kolejne odkrycia mogą na nie wpłynąć, nie będą jednak miały mocy sprawczej” - czytamy.

Autor, który dołączył do zespołu „wSieci” pisze także o postawie opiniotwórczych ośrodków w Polsce. „Dominujące media prześcigały się w nie próbie wyświetlenia katastrofy, ale poszukiwaniu winy pilotów i prezydenta. Prym wiodły „Gazeta Wyborcza” i TVN. Kiedy się okazywało, że kolejne rewelacje, które miały udowadniać winę prezydenta, są fałszywe, media nie przepraszały, lecz prezentowały następne, równie nieprawdziwe. W tej sprawie odsłoniły się one jako bezwzględne ośrodki propagandy. Rzecz w tym, że ogromna większość Polaków skazana jest na „informacje” z ich strony” - pisze Bronisław Wildstein.

Więcej o winach i błędach polskich polityków, które położyły się cieniem na smoleńskiej tragedii, pisze Bronisław Wildstein w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, w sprzedaży od 7 kwietnia br. Tygodnik dostępny jest teraz także w formie e-wydania na tablety i smartfony w AppStore i Google Play. Wystarczy pobrać bezpłatną aplikację wSieci, działającą na platformach iOS i Android. Szczegóły także na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 3475778387


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 28 kwi 2015, 07:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Zdrajcy są wśród nas

Niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND) zdaniem niemieckiego uznanego dziennikarza śledczego i pisarza, Jurgena Rotha jest autorem raportu, według którego 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku doszło najprawdopodobniej do zamachu z użyciem materiału wybuchowego. Pojawiają się też sygnały, że w sejfach BND istnieje raport mówiący o powiązaniach Donalda Tuska z Gazpromem. Co jeszcze znajduje się w rękach niemieckiego wywiadu? Tu już nie potrzebujemy żadnego osobowego źródła informacji by z cała pewnością stwierdzić, że są oni w posiadaniu akt agenta STASI o pseudonimie „Oscar”, który działał w gdańskiej „Solidarności”. Choć nie ma na to twardych dowodów to wielu działaczy Wolnych Związków Zawodowych, takich jak Kazimierz Maciejewski, Krzysztof Wyszkowski czy Lech Zborowski twierdzi, że bardzo prawdopodobnym jest, iż „Oscar” to Donald Tusk.

Wiemy dzisiaj z całą pewnością, że Tusk uczestniczył w dyplomatycznym spisku polegającym na osłabianiu pozycji prezydenta Lecha Kaczyńskiego i obniżeniu rangi jego wizyty w Katyniu, do której miało dojść 10 kwietnia 2010 roku. W spisku tym uczestniczył sam Putin, a bardzo aktywną rolę odgrywał ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Władimir Michajłowicz Grinin, dobry znajomy Putina jeszcze z czasów jego agenturalnej działalności w NRD. To Grinin był tam w latach 1982-86 ambasadorem.

Co podpowiadać powinien nam dzisiaj tak zwany chłopski rozum? Otóż nawet gdyby smoleński zamach był od początku do końca pomysłem FSB i Putina to nie dałoby się go dokonać bez zaangażowania ulokowanej w Polsce rosyjskiej agentury i uaktywnienia tak zwanych nielegałów. Wystarczy znać książkę Sławomira Cenckiewicza, „Długie ramię Moskwy” by wiedzieć, że największa kuźnią kadr sowieckiej agentury mogli być szkoleni przez GRU wysocy oficerowie byłych Wojskowych Służb Informacyjnych. WSI były dla Rosji całkowicie przejrzyste. To może wyjaśniać nam niezwykłą posmoleńską medialną aktywność gen. Marka Dukaczewskiego czy płk Aleksandra Makowskiego. Obu panów łączy nie tylko służba w WSI i nienawiść do Antoniego Macierewicza. Nie bez znaczenia jest również fakt, że zarówno Dukaczewski jak i Makowski wywodzą się z ubeckich dynastii zasłużonych w utrwalaniu władzy ludowej.
Moim zdaniem tylko w jeden sposób można interpretować nieustannie okazywane poparcie, jakiego w mediach udziela Komorowskiemu szkolony przez GRU gen. Marek Dukaczewski.
Zwłaszcza, że w tle pojawiają się nieustannie informacje po powiązaniach Komorowskiego z „wojskówką”.
Zapewniam też, że to nie przypadek, iż 15 lutego 2010 roku, na niecałe dwa miesiące przed zamachem wezwano będącego na emeryturze agenta i oficera wywiadu PRL, Tomasza Turowskiego i mianowano go kierownikiem wydziału politycznego przy Ambasadzie RP w Moskwie. To jemu powierzono współorganizację wizyty śp. Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.

Zastanawiam się czasami jak poczuje się ta część rodzin smoleńskich, która dzisiaj daje się używać władzy do uwiarygodniania wersji katastrofy forsowanej przez sektę pancernej brzozy? Jak zareagują, kiedy okaże się, że Tusk chcąc się pozbyć politycznych konkurentów cynicznie i na zimno poświecił także własnych ludzi oraz polityków koalicyjnego PSL, a wśród nich Grzegorza Dolniaka, Sebastiana Karpiniuka, Arkadiusza Rybickiego, Leszka Deptułę, Wiesława Wodę i Edwarda Wojtasa?
Przyznam, że nie chciałbym się znaleźć w ich skórze. I nie chodzi mi tylko o spojrzenie w oczy ludziom żyjącym. Jak będąc już po tamtej stronie wytłumaczą się kiedyś swoim bliskim, którzy zginęli w Smoleńsku?

http://kokos.salon24.pl/643283,zdrajcy- ... s#comments


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 11 cze 2016, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Największym zagrożeniem dla wszelkich hochsztaplerów politycznych, czyli głównie lewacko - liberalnych cwaniaków i gangsterów jest prawda.
Całą swoją odrealnioną wizję rzeczywistości budują oni na kłamstwach, bądź niepełnych prawdach, lub na przemilczeniach.
Z prawdą walczą tylko ci, którzy mają nieczyste intencje, bądź wyjałowieni są z moralności i pozbawieni nawet śladowych cząstek sumienia.


Lęk przed prawdą

Obrazek

Jak zostaną uczczone ofiary wołyńskiego ludobójstwa OUN-UPA na Polakach?

Przez 72 lata od kulminacji w lipcu 1943 r. ludobójstwa ukraińskiego na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii (z pomocą – ochotniczą lub przymuszoną – chłopów ukraińskich spoza tych formacji) państwo polskie nie zdobyło się na właściwe i godne potraktowanie zbrodni wołyńskiej.

Można byłoby napisać kilka prac ukazujących wieloletnią niechęć czynników państwowych do ujawniania tej zbrodni na Polakach kresowych, o rocznicowych kontredansach polityków polskich z ukraińskimi, w których wysilano się, by coś powiedzieć, ale jednak nie powiedzieć, czym była zbrodnia wołyńska i jak była dokonana. Interesujące byłoby ujawnienie reżyserów wewnętrznych i zewnętrznych podporządkowania prawdy historycznej poprawności politycznej, która szkodzi zarówno Polsce, jak i Ukrainie.

Dwa projekty, dwie pamięci
Zabiegi ukraińskie, by w Polsce temat zbrodni OUN-UPA był przemilczany, a szczególnie by nie kwalifikować ich jako ludobójstwo, zaczęły się na początku lat 80. ubiegłego wieku, gdy Ukraina była jeszcze w składzie Związku Sowieckiego. Natychmiast po wyodrębnieniu się ze Związku Sowieckiego i uzyskaniu podmiotowości na Ukrainie zaczęło się stopniowe i systematyczne propagowanie „bohaterstwa OUN i UPA”, połączone ze staraniami, by zbrodniczość tych organizacji nie była obecna, także w Polsce. Obecnie kult OUN-UPA wszedł do obowiązującej tradycji historycznej na Ukrainie.

Dla rodzin ofiar zbrodni wołyńskiej i społecznych kręgów zainteresowanych zgodnym z prawdą prezentowaniem przez państwo polskie wydarzeń historycznych, upamiętnianiem ich i oddawaniem we właściwy sposób czci ofiarom, przejęcie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość dało nadzieję, że oczekiwania te zostaną spełnione. Były wszak zapowiedzi polityków PiS, że nie będzie przemilczania zbrodni ludobójstwa na kresowych Polakach. Z obawami śledzone są zatem wszelkie inicjatywy i projekty uczczenia lipcowego apogeum rzezi wołyńskiej zgłaszane i dyskutowane w sejmowych i innych salach. Istnieją bowiem dwa projekty ustaw o dniach pamięci ofiar kresowych zbrodni – projekt PiS zakładający ustanowienie Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian i obejmujący wszystkie zbrodnie i represje, które dotknęły Polaków na Kresach I i II Rzeczypospolitej, oraz projekt Kukiz’15 proponujący Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN-UPA, a w dodatku rozważane są dwie daty – 11 lipca i 17 września.

Emocje środowisk związanych z pamięcią Wołynia wynikają z obaw, że ludobójstwo ukraińskie zostanie „utopione” wśród różnych zbrodni – wojennych, innych ludobójstw oraz wszelkiego rodzaju represji popełnionych na Polakach na Kresach Wschodnich i umieszczone w dacie 17 września, która ze zbrodnią wołyńską bezpośredniego związku nie ma. Najlepszym wyrazem pamięci o martyrologii Kresów byłoby zatem ustanowienie dwu różnych dni pamięci w wyżej wymienionych datach i odpowiednio nazwanych. Jest to szczytne zadanie dla większości parlamentarnej, która w ten właśnie sposób powinna ostatecznie wprowadzić do ogólnospołecznej pamięci martyrologię Kresów.

Naciski Kijowa
Wydobywanie się z poprawności politycznej w Polsce w odniesieniu do ludobójstwa ukraińskiego, które godzi w kult OUN-UPA na Ukrainie, zarządzany państwowo uchwalonymi w ubiegłym roku tzw. historycznymi ustawami, wywołało kontrdziałania państwa ukraińskiego. Zdenerwowani ukraińscy politycy ze wszystkich ugrupowań politycznych (co świadczy o szerokiej akceptacji nacjonalizmu) z przewodniczącym parlamentu Andrijem Parubijem na czele usiłują przekonać naszych polityków do zaniechania wprowadzenia dnia pamięci ofiar OUN-UPA, a przede wszystkim rezygnacji z określenia tej zbrodni jako ludobójstwa.

Gabinetowe rozmowy ma wesprzeć ogłoszone kilka dni temu przez grupkę ukraińskich polityków, duchownych i intelektualistów oświadczenie skierowane do społeczeństwa polskiego z apelem o ustanowienie wspólnie obchodzonego Dnia Pamięci Ofiar konfliktu polsko-ukraińskiego (sic!). Niezależnie od treści oświadczenie dyskwalifikują postawy ich sygnatariuszy. Były prezydent Wiktor Juszczenko w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” z 8-9 grudnia 2007 r. stwierdził, że „UPA nie była organizacją przestępczą”, „na wojnie prawych nie ma” i „z tego powodu temat wzajemnych uraz uważa za zamknięty”. Ponadto cała jego niechlubna kadencja spowodowała wzmocnienie „banderyzacji” Ukrainy.

Prawosławny patriarcha kijowski Filaret i arcybiskup greckokatolicki Światosław Szewczuk, głowy ukraińskich Kościołów, nie przeprowadzili ekspiacji z powodu ciężkiego naruszenia przykazania „nie zabijaj” przez część duchownych, którzy święcili narzędzia zbrodni dla UPA i podżegali do mordowania, zaś współcześnie obie Cerkwie wspierają uroczystości upamiętniające OUN i UPA ceremoniami religijnymi.

Treść oświadczenia wyraża strach przed prawdą o OUN i UPA i usiłowanie jej ukrycia, choćby w nazwaniu zbrodni „tragedią Wołynia i konfliktu polsko-ukraińskiego”. Wprawdzie sygnatariusze proszą nas „o wybaczenie za popełnione zbrodnie i krzywdy”, nie wymieniając z imienia sprawców i nie określając dokładnie wzmiankowanych zbrodni, i „w równym stopniu wybaczają zbrodnie i krzywdy wyrządzone” Ukraińcom, ale traktują wzajemne winy równoważnie, czyli stawiają znak równości pomiędzy ludobójstwem i np. sprowokowanym odwetem. Trudno zdobyć się na pozytywny odbiór jednozdaniowego wyciągnięcia jakby przepraszającej ręki ukraińskiej, gdy w dalszej części oświadczenia mamy domaganie się uznania przez Polaków „sprawiedliwej i godnej szacunku walki o własną państwowość i niepodległość”. Przecież wyrzynanie bezbronnych Polaków „od małoho do staroho” było nazywane przez OUN i UPA walką o niepodległą i zjednoczoną Ukrainę.

Honory dla ofiar i katów?
Wyłania się więc prawdziwa intencja oświadczenia: w rewanżu za prośbę Ukraińców o wybaczenie Polacy powinni uznać zbrodnie ludobójstwa OUN-UPA za walkę o państwo ukraińskie i nie przeszkadzać Ukrainie w państwowej heroizacji zbrodniarzy.

Na wszelki wypadek, gdyby Polacy nie zrozumieli, jakie są wobec nich oczekiwania, następuje potem butne wezwanie „do powstrzymania się od jakiejkolwiek nieprzemyślanej deklaracji politycznej”, straszenie wspólnymi wrogami, przestrzeganie przed „mową nienawiści i wrogości”, którymi to terminami sygnatariusze naznaczają język prawdy. Posunięto się nawet do imputowania ewentualnego „wykorzystywania wspólnego bólu (?!) do rozrachunków politycznych” i do pogróżki, sugerując, że „krzywda”, najwyraźniej rozumiana jako możliwość zaistnienia w Polsce Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa… „obróci się zawsze przeciw mogiłom, przeciw pamięci i przeciw przyszłości”.

Na koniec pada propozycja wspólnych orędzi parlamentarnych (bo wtedy upatrywana jest możliwość forsowania przez stronę ukraińską zacierających prawdę sformułowań) i „wspólnego Dnia Pamięci Ofiar naszej przeszłości i wiary w niepowtórzenie się zła”. Doprawdy niepojęte, jak można proponować jednoczesne czczenie ofiar i katów, zresztą tych ostatnich chronionych na Ukrainie urzędowo przed złą oceną, i jeszcze uważać, że gloryfikacja zbrodniarzy nie jest niebezpieczna.

Ewa Siemaszko

http://www.naszdziennik.pl/mysl/159633, ... rawda.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 10 sty 2017, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Tu nie tylko chodzi o prowokację, ale też o strach przed prawdą. Jedno i drugie motywuje lewackich gangsterów do antyludzkich zachowań.
Dzicz zawsze pozostanie dziczą, obojętnie w co się wystroi, czym będzie jeść bezy, i jak motywować swoje poczynania.


Kolejne uderzenie w rodziny smoleńskie

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Obywatele RP zapowiedzieli kolejną kontrmanifestację do miesięcznicy smoleńskiej. Jak odbiera Pan te deklaracje?
– To jest walka ze zbudowaną na fundamencie chrześcijaństwa tradycją kultury polskiej. Organizacja ta podejmuje wyraźnie prowokacyjne działania, żeby uniemożliwić ludziom, którzy nie tylko chcą oddać hołd ofiarom tragedii smoleńskiej, ale najzwyczajniej w świecie chcą się pomodlić. Protesty mogą przybierać różną formę, ale ta, którą przyjęli Obywatele RP, jest wyjątkowo niestosowna.

Z tego, co wiadomo, Obywatele RP chcą zablokować te miejsca, w których tradycyjnie odbywają się miesięcznice. Zmiana programu miesięcznic jest więc nieunikniona?
– Gdyby doszło do takiej sytuacji, oznaczałoby to, że prowokatorzy osiągnęli swój cel.

Skoro podkreśla Pan prowokacyjny charakter działania Obywateli RP, czy ktoś może dążyć do fizycznego starcia między uczestnikami obu manifestacji? Policja zostanie zmuszona do interwencji?
– Na szczęście policja w Polsce działa profesjonalnie, co pokazały imprezy masowe ostatnich miesięcy. Jeżeli ktoś liczy na to, że dojdzie do przepychanek czy rękoczynów, to się grubo myli. Policjanci wiedzą, jak radzić sobie z prowokatorami podczas manifestacji, więc o jakiejkolwiek eskalacji napięć i fizycznego zwarcia nie może być mowy.

Oficjalnie Obywatele RP twierdzą, że bronią rodzin smoleńskich przed ekshumacjami. Przekonują Pana te tłumaczenia?
– Twierdzenia te działają na wyobraźnię, bo odwołują się do emocji, ale w żadnym wypadku nie potrafią sprostać zestawieniu ich z faktami. Dlaczego ludzie ci nie protestowali 7 lat temu, gdy w sposób skandaliczny traktowano rodziny w Moskwie? Dlaczego nie stanęli w ich obronie, gdy pewne środowiska naśmiewały się z tragedii smoleńskiej? Gdzie byli, kiedy zaniechano wszelkich procedur, które powinny być zrobione? Gdyby podjęto te działania, które powinny być dokonane w kwietniu 2010 r. – a myślę tu głównie o sekcjach zwłok – to dzisiaj prokuratura nie musiałaby podejmować tych dramatycznych działań, a rodziny nie musiałyby doświadczać boleści. Już wiemy, że ciała siedmiu osób zostały pomylone. Nie wiemy, jak wielka jest tego skala, bo ekshumacje trwają. Co muszą czuć rodziny wobec tych faktów?

I część rodzin zgłasza swój sprzeciw wobec ekshumacji.
– Na wstępie podkreślę, że sprzeciw rodzin nie ma żadnej mocy prawnej. Prokuratura ma więc prawo do podjęcia takich działań, które uważa za celowe. To jest potrzebne do przeprowadzenia postępowania, które ma na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności śmierci 96 pasażerów Tu-154 oraz tego, co się działo po tragedii. Dlatego działania prokuratury są dla mnie zrozumiałe. Rozumiem też ból rodzin, które wolałyby, żeby tych sytuacji nie było. Ale wszelkich żalów nie należy kierować pod adresem prokuratury, ale tych instytucji państwa, które zawiodły w kwietniu 2010 r. Teraz mamy do czynienia z naprawianiem błędów, które poczyniono.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 11 kwi 2017, 20:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Smoleńscy kosmici

Antypis w głębokim i coraz głębszym szoku: no bo nie dość, że PiS jednak nie został dorżnięty i wygrał wybory, to w dodatku samodzielnie! No i w dodatku, mimo uruchomienia zaprzyjaźnionego Trybunału Konstytucyjnego (którego orzeczenia koalicja PO-PSL w trakcie swych rządów zlekceważył prawie 50 razy, nie wykonując ich) oraz zaprzyjaźnionego lewactwa spod znaku "alkohol i korupcja" ośmiela się rządzić już prawie półtora roku!

Nie udałą się grudniowa próba puczu, choć Mazgula, Żakowski, Lis, Hartman i ten taki dziwny z Aborczej ... a, Czuchnowski! jawnie nawoływali do buntu wojska i sił cywilnych przeciwko legalnie wybranemu rządowi. Nie doszło też do skutku nałożenia sankcji na Polaków za karę, że wybrali sobie taki nienowoczesny rząd - i teraz bieda. W oczy zagląda potworny strach przed rozliczeniem- a strach jest bardzo złym doradcą. Stąd te hektolitry plwociny, jadu i pomyj, które się wylewają z otworów gębowych polityków PO i lisów wszelakiej maści.

Dziś przed sądem składał zeznania Radek "Radosław" Sikorski, który studiował na Oxfordzie w zgrzebnych latach PRL i urządzał tam burdy razem z najbogatszymi studentami, czego koszta ktoś (osoba lub instytucja) ponosił. Radek (to nie jest obraza - tak się przedstawiał sam Radek w tych niewyjaśnionych do dziś czasach, gdy z oxfordzkich bibek ściągnął do Polski wprost na ministrowanie) z właściwą sobie bystrością umysłu wyjaśnił, że on nicziemu niewinien, bo prezydent Kaczyński do Katynia poleciał z wizytą prywatną, to powinien sobie sam zabukować bilet lotniczy i zarezerwować hotel ...

Rzecz jasna, Sikorski najzwyczajniej w świecie bredzi, ponieważ wizyta prezydenta Kaczyńśkiego w Katyniu była wizytą oficjalną - choćby z tego względu, że swoje delegacje wystawiło wiele urzędów, a minister wojny Bogdan psychiatra Klich napisał, że też weźmie udział w tej delegacji. Myślę, że panu Radkowi fizyczne wydzieliny strachu zalały mózg, stąd takie idiotyzmy w jego zeznaniach.

Aby jednak ministru Radkowi nie było smutno, że sam jeden robi za klauna, swoistego comig-outu postanowił dokonać ekspert (nie wiem, czy jedyny, ale chyba jedyny, który się ujawnił publicznie) komisji przezacnego doktora Laska. Spec ów najwyższej klasy światowej (można rzec: najwyższa kasta) oznajmił mocą swego autorytetu, że podkomisja smoleńska nie zna się na niczym, a swoje konfabulacje podejrzanie naukowcy wyssali z brudnego palucha. Bo, jak perorował ekspert Laska (nie trzymajmy w tajemnicy jego miana rodowego: profesor Artymowicz) nic a nic nie wskazuje na wybuch: ani odczyty z czarnych skrzynek, ani stan podłogi samolotu, ani stan ciał, które wszak nie miały pękniętych bębenków usznych ....

Chcecie Państwo wiedzieć, w jakiej dziedzinie specjalistą jest profesor Artymowicz? ... Ależ proszę bardzo: astrofizykiem :) A żeby nie było wątpliwości, przeliteruję to słowo: A S T R O F I Z Y K !!!!

Zawsze to lepsze niż astrolog - przyznaję :)

http://polityka-od-kuchni.salon24.pl/77 ... cy-kosmici


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 19 maja 2017, 07:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Gender w TVP

Obrazek

Telewizja Polska zablokowała „Naszemu Dziennikowi” spot reklamowy. Poszło o słowo „homoseksualizm”

Spot reklamowy, który zobaczymy dziś i jutro w TVP, zapowiada weekendowy magazyn „Naszego Dziennika”. Przeczytamy w nim m.in. artykuły odnoszące się do szerzenia uderzającej w małżeństwo i rodzinę ideologii gender w polskich szkołach. Redakcja szczególnie stara się uwrażliwić rodziców na to niepokojące zjawisko, występujące często w szatach tolerancji.

Choć reklama nie niosła ze sobą żadnych zdań ocennych wobec homoseksualizmu, odpowiedź była odmowna. „Nie nadaje się: reklama narusza art. 16 b ust. 3 pkt 2 ustawy o radiofonii i telewizji, przekaz handlowy nie może zawierać treści dyskryminujących ze względu m.in. na orientację seksualną” – napisał pracownik TVP w e-mailu do redakcji.

Spot reklamowy „Naszego Dziennika”, którego emisji odmówiła telewizja publiczna, obejrzysz TUTAJ: https://www.youtube.com/watch?v=hHm82Ce ... e=youtu.be

Odmowa została podtrzymana także wtedy, gdy zaproponowaliśmy zwrot: „Twoje dziecko słucha nieprawdy o homoseksualizmie”. „Tekst nie jest dopuszczalny z uwagi na wcześniej powołany przepis ustawy” – ripostuje TVP. I twierdzi, że wskazywanie, jak „sprawdzić szkołę”, to nawoływanie do „niewłaściwych zachowań nakierowanych na orientację seksualną”.

Ostatecznie Biuro Reklamy TVP zasugerowało zmodyfikowanie całej treści spotu, dodatkowo podając w wątpliwość, czy dopuszczalne jest umieszczenie w nim sformułowania „gender w szkołach”.

Redakcja przygotowała więc nową wersję, do której sprzeciwu już nie było.

TUTAJ zobaczysz najnowszy spot reklamowy "Naszego Dziennika": https://www.youtube.com/watch?v=m1PEXcA ... e=youtu.be

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... w-tvp.html

Niech żyje i niech utrudnia innym normalne życie ... poprawność polityczna!!!!
Co tam nasze dzieci, co tam ich dobro, co tam troska o ich los, niech je deprawują zboki seksualne, my to przecierpimy, ale nasza poprawność polityczna zwycięży.

Pytanie do telewizji: Czy promujemy homoseksualizm wśród naszych dzieci, czy je chronimy przed nim?
Warto się zdecydować i godnie na poziomie wolnego człowieka podjąć decyzję.
Telewizjo, politycy rządzący Polską, potraficie postąpić otwarcie, czy schowacie swoje główki w piaseczek i udacie, że nie ma problemu?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 19 maja 2017, 09:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Jednocześnie zmusza się Polaków by płacili abonament na tą zbrodniczą organizację. Odwrotnie - to TVP winna płacić Polakom regularne odszkodowania za każdy dzień swej działalności.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 22 maja 2017, 08:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
To zwykłe tchórzostwo

Z ks. bp. Wiesławem Meringiem, ordynariuszem włocławskim, rozmawia Sławomir Jagodziński.

Obrazek

Telewizja publiczna odmówiła emisji spotu reklamowego „Naszego Dziennika”. Poszło o słowo „homoseksualizm”. Jak Ksiądz Biskup to skomentuje?
– Trzeba nazwać rzeczy po imieniu. To cenzura i uleganie poprawności politycznej. Ta sytuacja pokazuje, jak wielka jest presja lobby promującego takie zachowania seksualne jak homoseksualizm. Widocznie w TVP komuś zabrakło determinacji, a może zwykłej odwagi. Przecież w tym spocie, który został zatrzymany, nie ma ani pogardy, ani nienawiści, ani nawet oceny. Zatem w niczym nie jest sprzeczny przede wszystkim z prawem, a także – powiedzmy to również – z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Skąd zatem tak specyficzna wrażliwość TVP?
– Nie widzę powodu, aby telewizja była aż tak przeczulona, aż tak się bała tych określonych środowisk. Widocznie jednak pozwoliliśmy sobie wmówić – także w wymiarze telewizji publicznej – że nazywanie rzeczy po imieniu jest jakąś formą „mowy nienawiści”. Jak widać, dotyczy to już także samego słowa „homoseksualizm”. Co będzie dalej…?

Chcę to podkreślić – te dziwne zastrzeżenia w uzasadnieniu odmowy emisji reklamy, ta przesadna „delikatność”, „ostrożność”, w sumie są zwykłym tchórzostwem. Ale, co ciekawe, kiedy naprawdę pojawia się brutalny język, nienawiść, demoralizacja, bluźnierstwa i kpiny z tego, co jest dla chrześcijan prawdziwie święte, wtedy już dla wielu nie jest to mowa nienawiści…

Jednocześnie trzeba w tym miejscu przypomnieć, że Katechizm Kościoła Katolickiego nakazuje nam odnosić się z szacunkiem do każdego człowieka, czyli także do człowieka, który ma skłonność homoseksualną. Ale zgodzić się, zaakceptować tego typu wynaturzenia, jest niemożliwe. To jest sprzeczne z prawem naturalnym, nauką i całą tradycją Kościoła.

Drugim wątkiem, który się pojawił w tej sprawie, jest problem przenikania ideologii gender do szkół… Tu też TVP wykazała się szczególną „wrażliwością”…
– Sprawdzanie szkoły przez rodziców, czy nie ma w jej ofercie edukacyjnej programów przesiąkniętych groźną ideologią gender, nie jest nawoływaniem do „niewłaściwych zachowań nakierowanych na orientację seksualną”. Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące tego, czym jest gender, to świadczy to tylko o jego zagubieniu. Przecież to nie tylko cyniczna, ale wręcz piekielna ideologia. W ostatnim czasie było tyle mówione o jej szkodliwości, także ustami samego Ojca Świętego Franciszka.

Gender to nie jest tylko wystąpienie przeciw Panu Bogu. To jest wystąpienie przeciw naturze człowieka. Dziś jest wiele takich nurtów w kulturze, które uciekają od słowa „natura”. Właśnie dlatego, żeby promować swoje własne bezeceństwa. Dlatego ochrona dzieci przed złowrogą ideologią gender to pierwszy obowiązek każdego rodzica i każdego wychowawcy. Tu w ogóle nie może być żadnych wątpliwości. Wszelkie próby rozmycia prawdy o gender są godne ubolewania. Potrzeba nam dużej jasności i zdecydowania w obronie prawdy o człowieku, o moralności, także w obronie doktryny, która obowiązuje w Kościele.

Cała sytuacja z odmówieniem emisji naszego spotu reklamowego pokazała jedną ważną rzecz: cenzura nadal obowiązuje…
– Dlatego powinno nas to jeszcze bardziej mobilizować do tego, aby – wbrew wszelkiej cenzurze – prawdę nazywać prawdą, fałsz – fałszem, a zło – złem. Nie wyrzekajmy się prawdy, tylko ją mężnie głośmy. Święty Jan Paweł II nauczał nas, że my nie „wytwarzamy” prawdy, my jej poszukujemy. Nie „tworzymy prawdy” tak jak gender, tylko, analizując naturę człowieka, dochodzimy do właściwego rozumienia prawd, które tą naturą rządzą.

Telewizja publiczna odwołuje się dziś chętnie do wartości chrześcijańskich, relacjonuje uroczystości religijne, a jednocześnie w jakiś sposób cenzuruje debatę o homoseksualizmie, o gender. Gra na dwa fronty?
– To są uniki, tchórzostwo, uleganie poprawności politycznej. Telewizja nazywa się publiczną, czyli obywatelską. Bez wątpienia chrześcijanie, katolicy to jest zasadnicza część tego społeczeństwa, któremu telewizja ma służyć, pełniąc swą misję. A zatem ona powinna przedstawiać prawdę. Prawdę, która wypływa z prawa naturalnego i jest wyznawana przez większą część naszego społeczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ostwo.html

Jak się mamy uwolnić jako naród, jako kraj, od molestowania seksualnego nas wszystkich łącznie z dzieciaczkami.
Molestowania przez ludzi posiadających wielką doczesną władzę, ale też wielce okaleczonych moralnie, duchowo i umysłowo również, mimo iż są to intelektualiści.
Czy mamy milczeć i bez reakcji spoglądać jak deprawują nam dzieci?
Kim będą w przyszłości nasze dzieci, jeżeli nie zapewnimy im naszej ochrony w wieku dorastania, w wieku poznawania, w wieku w którym normalnością jest wychowywanie, a nie puszczenie ich samopas.
Degeneraci wiedzą jak ważne jest wychowanie, dlatego nam trajlują o bezstresowym wychowaniu, czyli sugerują nam zbędność wychowywania, ale sami usilnie starają się te dzieciaczki "wychować" ... po swojemu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 22 maja 2017, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Tak się morduje narody, dlatego dzisiejsi zbrodniarze, choć już nie budują obozów zagłady, są stokroć gorsi od Hitlera. Nazizm w hitlerowskim wydaniu mordował głównie ludzkie ciała, gdy natomiast dusze mogły liczyć na zbawienie. Współczesna forma nazizmu jest znacznie groźniejsza, bo na masową skalę śle ludzkie dusze do piekła.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed prawdą
PostNapisane: 11 cze 2017, 18:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Prawda wychodzi z trumien

Felieton • tygodnik „Polska Niepodległa” • 10 czerwca 2017

Ujawnienie obecności szczątków siedmiu, czy może nawet ośmiu różnych osób w trumnie poległego w katastrofie smoleńskiej generała Bronisława Kwiatkowskiego, podobnie jak w niektórych trumnach ofiar wcześniej ekshumowanych obciąża nie tylko Rosjan, którzy zwłoki ofiar do tych trumien zapakowali, ale przede wszystkim utytułowanych Zasrancen w rodzaju Wielce Czcigodnej Ewy Kopacz, pana Tomasza Arabskiego, czy Jego Ekscelencję, byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Bronisława Komorowskiego. Jak pamiętamy, Wielce Czcigodna pani Ewa Kopacz nie tylko z miedzianym czołem zapewniała, że teren katastrofy został przekopany co najmniej na metr w głąb ziemi, nie tylko koloryzowała o rzekomym swoim udziale, podobnie jak o rzekomym udziale jakichś innych polskich lekarzy w sekcjach zwłok ofiar, ale w dodatku zarówno ona, jak i pełniący obowiązki szefa Kancelarii Premiera Tomasz Arabski, informowali rodziny ofiar, że otwieranie trumien jest „absolutnie zabronione”. Ciekawe, kto im to powiedział; jestem przekonany, że oficer prowadzący z Wojskowych Służb Informacyjnych, który z kolei taki rozkaz mógł otrzymać od swojego oficera prowadzącego z rosyjskiego GRU. Na takie podejrzenie naprowadza mnie historia tworzenia rządu premiera Donalda Tuska w 2007 roku. Otóż Platforma Obywatelska miała wtedy „gabinet cieni”, to znaczy polityków szykowanych na objęcie poszczególnych resortów. I tak, pan Bogdan Zdrojewski był szykowany na ministra obrony, pan Zbigniew Chlebowski - na ministra finansów, pani Julia Pitera na ministra sprawiedliwości - i tak dalej. Kiedy jednak przyszło do tworzenia rządu, to resorty, na które były szykowane, objęły tylko dwie osoby; pan Mirosław Drzewiecki, późniejszy „Miro” z afery hazardowej, który został ministrem sportu i Wielce Czcigodna Ewa Kopacz, która objęła resort zdrowia. Pozostałe resorty objęli zupełnie inni ludzie: ministrem obrony został pan Klich - psychiatra i zarazem właściciel Instytutu Studiów Strategicznych, wspieranego przez Fundację Adenauera, która 95 procent swoich środków otrzymuje od rządu niemieckiego. Niech nas nie zwiedzie ten strategiczny instytut, bo zajmował się on takimi strategicznymi kwestiami, jak wpływ kultury żydowskiej na polską - i temu podobnymi. Ministrem finansów został poddany brytyjski Jacek Vincent Rostowski, z pierwszorzędnymi żydowskimi korzeniami, a ministrem sprawiedliwości - pan prof. Zbigniew Ćwiąkalski, a pani Piterze trzeba było na poczekaniu wymyślić jakieś operetkowe stanowisko, którego ona sama chyba do końca nie potrafiła nawet nazwać. Pozostawienie w tych warunkach Wielce Czcigodnej Pani Kopacz na stanowisku ministra zdrowia tłumaczę sobie zaufaniem, jakim obdarzyć ja musiały Wojskowe Służby Informacyjne - bo myślę, że to właśnie one ostatecznie zadecydowały o składzie gabinetu premiera Tuska. Wyobrażam to sobie tak, że do Donalda Tuska przyszedł ktoś starszy i mądrzejszy i powiedział mu surowo: słuchajcie no Tusk, macie tu papier ze składem waszego gabinetu i nic tu nie kombinujcie, bo wynikną z tego same zgryzoty, a my będziemy musieli przypomnieć wam, skąd wam wyrastają nogi. Na takie dictum nie tylko premier Tusk, ale i żaden z dygnitarzy nie pisnął ani słówkiem protestu. Nic zatem dziwnego, że Wielce Czcigodna Pani Ewa Kopacz mogła być szczególnie uczulona na polecenia rozmaitych oficerów i nawet nie próbowała konfrontować ich opinii z obowiązującymi w naszym nieszczęśliwym kraju przepisami prawa. Ciekawe, że żaden z dzisiejszych płomiennych szermierzy praworządności nie próbował sprawdzić, z jakiegoż to umocowania wziął się ówczesny surowy zakaz otwierania trumien. Czyżby i im oficerowie prowadzący udzielili takiej wykładni? Ładny interes! No a pan Tomasz Arabski? On niby człowiek skromny, ale Wojskowe Służby Informacyjne skromnymi też się interesują. Bo jakże inaczej wytłumaczyć okoliczność, że o zastosowaniu konwencji chicagowskiej do badania katastrofy smoleńskiej zdecydować miała „trójka klasowa”, z której tylko premier Tusk był konstytucyjnym członkiem Rady Ministrów, podczas gdy pan Tomasz Arabski i rzecznik rządu pan Paweł Graś, ministrami byli tytułowani tylko przez grzeczność? Najwyraźniej ktoś starszy i mądrzejszy musiał uznać, że takie zaufane grono do podjęcia tej decyzji wystarczy.

No i wreszcie Jego Ekscelencja Bronisław Komorowski, który konstytucyjną procedurę przejęcia obowiązków prezydenta wszczął na podstawie komunikatu podanego przez panią red. Justynę Pochanke już w godzinach porannych 10 kwietnia. Tymczasem Jarosław Kaczyński dotarł do Smoleńska dopiero wieczorem i dopiero on stwierdził, że okazany mu nieboszczyk, to prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński. Dopiero wtedy można było urzędowo stwierdzić zgon prezydenta, ale ówczesnemu marszałkowi Sejmu Bronisławowi Komorowskiemu ktoś musiał powiedzieć, że komunikat pani red. Justyny Pochanke jest jak najbardziej miarodajny. Któż to taki mógł być? Pewne światło na tę kwestię rzuca zagadkowa deklaracja pana generała Marka Dukaczewskiego z roku 2010, ze jeśli tylko marszałek Komorowski zostanie wybrany na prezydenta, to on z radości otworzy sobie butelkę szampana. Najwyraźniej Wojskowe Służby Informacyjne, których, nawiasem mówiąc, wtedy już „nie było”, z prezydenturą Bronisława Komorowskiego musiały wiązać jakieś wielkie nadzieje. Oczywiście nie takie, że podczas wizyty w Japonii będzie skakał po krzesłach i generała Kozieja tytułował szogunem, tylko jakieś inne - co to przekładają się - jak powiada poeta - na „tytuły, forsę, włości”, czyli tak zwane „lody”. Otóż tenże pan marszałek Komorowski po zakończeniu ceremonii funeralnych ofiar katastrofy smoleńskiej, na galówce z okazji 3 maja buńczucznie oświadczył, że „państwo zdało egzamin”. Ekshumacje zadają kłam tym przechwałkom, wystawiając świadectwo popychadłom starych kiejkutów, którzy obleźli Rzeczpospolitą na podobieństwo insektów. Zauważył to nawet książę-małżonek Radosław Sikorski, zmieniając zdanie w sprawie ekshumacji. I tylko funkcjonariusz żydowskiej gazety dla Polaków, red. Wojciech Czuchnowski zupełnie się ekshumacjami nie przejmuje, uznając je za trick, który ma „przykryć” brak efektów prac podkomisji złowrogiego ministra Macierewicza, która zamiast dotrzeć do „prawdy” ogłosiła „hipotezę”. Uważam, że pan red. Czuchnowski ma szczęście, że nie pracował w propagandzie w czasach stalinowskich, bo wtedy wygłaszałby jeszcze bardziej pryncypialne tezy, niczym Wanda Odolska, czy Stefan Martyka - ale to jest jedyna dobra wiadomość, jaką w związku z ekshumacjami można odnotować.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3956


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 170 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /