Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 21 cze 2016, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
W "totalnej opozycji" dominuje gangsterska racja stanu.
A w niemieckim bałaganie politycznym szowinistyczna racja stanu.


Kampania, która uderza w bezpieczeństwo Polski

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Generale, Frank-Walter Steinmeier w niemieckim „Bild am Sonntag”, krytykując manewry wojskowe Anakonda, ostrzegł przed ograniczaniem się w polityce wobec Rosji do wojskowego odstraszania i „wymachiwania szabelką”. Czy te ćwiczenia zakończone w Polsce, manewry, to rzeczywiście była jedynie – symboliczna parada czołgów na wschodniej granicy Sojuszu – jak twierdzi szef niemieckiej dyplomacji?
– Po pierwsze, zakończone ćwiczenia Anakonda 16 nie były żadnym wymachiwaniem szabelką tylko odpowiedzią na realne zagrożenie ze strony Moskwy, zagrożenie, którego przejawem są działania Rosji chociażby na Ukrainie. Ponadto ze strony Rosji na naszej granicy mamy ćwiczenia prowadzone potężnymi siłami. Po drugie, Niemcy – członek Sojuszu Północnoatlantyckiego, a szczególnie minister spraw zagranicznych takiego państwa powinien mieć świadomość, że ćwiczenia Anakonda 16 były odpowiedzią na współczesne zagrożenia, co ważne – były dobrze zorganizowane, dobrze przeprowadzone i tak naprawdę NATO po raz pierwszy od wielu lat przypomniało sobie o tym, że aby realizować art. 3 traktatu Sojuszu Północnoatlantyckiego, który mówi o budowaniu zdolności obronnej Sojuszu, to musi wspólnie ćwiczyć. I to się dzieje, zresztą po raz pierwszy od poszerzenia NATO na wschodniej flance i świadczy o spójności Sojuszu. Natomiast zachowanie Steinmeiera i głosy, jakie dochodzą do nas z Niemiec, przypominają działanie agentury obcego wpływu w tym kraju. Wystarczy tylko wspomnieć, że ostatnio kanclerz Angela Merkel wzmocniła komórki niemieckiego kontrwywiadu, zdając sobie sprawę z tego, że różnego rodzaju agentury mogą działać w tym państwie. Tymczasem okazuje się, że pani kanclerz ma we własnym rządzie takiego dobrze umocowanego agenta. Na szczęście społeczeństwo niemieckie bardzo negatywnie zareagowało na wypowiedź Franka-Waltera Steinmeiera, co pokazuje, że tak jak bezczelne były pamiętne kłamstwa Putina o „zielonych ludzikach”, tak również dzisiaj wypowiedź szefa MSZ Niemiec jest zaprzeczeniem tego, co wspólnie budujemy, czyli politykę obronną, która ma zresztą nie tylko nam, ale również Niemcom zapewnić bezpieczeństwo.

W ramach budowania tej jak Pan to określił – polityki obronnej – Amerykanie wyślą do Polski żołnierzy i sprzęt pancerny. Czy nasz udział w zwalczaniu tzw. Państwa Islamskiego to cena, jaką zapłacimy za to zaangażowanie militarne NATO?
– Zanim odpowiem na to pytanie, przypomnę dyskusję – jedną z wielu – jaką miałem ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, przed kampanią wyborczą w 2005 r., kiedy Platforma wzywała do tego, aby jak najszybciej wycofać się z Iraku. Rzeczywiście wycofaliśmy się z Iraku, ale sprawy zostały niezałatwione. I pamiętam, że prezydent Kaczyński mówił, że nie powinniśmy się tego robić. Ponadto zwracał uwagę, że jeśli chcemy zadbać o nasze bezpieczeństwo, to przede wszystkim musimy budować spójność NATO. We współczesnym świecie, wobec zmieniającej się sytuacji geopolitycznej sami nie jesteśmy w stanie się obronić przed taką potęgą, jaką jest Rosja, zresztą chyba żaden kraj europejski nie jest do tego zdolny. Dlatego tylko wspólne działanie jest w stanie odstraszyć Putina.

Na czym ma polegać to wspólne działanie?
– To współdziałanie powinno się przede wszystkim przejawiać w tym, że wspólnie dbamy nie tylko o wschodnią flankę NATO, ale pamiętamy też o południowej flance i to nie tylko dlatego, że stamtąd może przyjść zagrożenie terrorystyczne dla Polski, ale dlatego, że kraje na południowej flance też mają swoje problemy, mają prawo mieć swoje obawy, a my musimy pokazać, że nie patrzymy jedynie na czubek własnego nosa, ale potrafimy działać razem w trudnych sytuacjach. Po to mamy wojsko, po to mamy armię, żeby zapewniła nam bezpieczeństwo, ale musimy działać wspólnie i skutecznie.

Jak ocenia Pan zapowiedziany dzisiaj przez Platformę – związany z misją polskich żołnierzy w Iraku i Kuwejcie – wniosek o wotum nieufności wobec ministra Macierewicza, rzekomo w trosce o bezpieczeństwo Polski?
– Minister Antoni Macierewicz to człowiek, który ma skórę – można powiedzieć – pancerną. Zarówno wtedy, kiedy przedstawiał listę agentów komunistycznej bezpieki, jak również później wielokrotnie wykazał się zdecydowaniem i determinacją. Intryg, które knuto przeciwko Antoniemu Macierewiczowi, było wiele i sądzę, że zdążył się już do tego przyzwyczaić czy uodpornić na takie zarzuty i także tym razem da sobie radę. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli komuś zależy na dobru Polski, to szczególnie przed tak ważnym dla Polski wydarzeniem jak szczyt NATO w Warszawie nie powinien rzucać bezpodstawnych oskarżeń, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i są zwyczajnie wyssane z palca. Nie ma sensu robić z tego kampanii, która szkodzi nie tyle samemu ministrowi Macierewiczowi, ale uderza w bezpieczeństwo Polski. To nic innego jak próba wprowadzenia chaosu i zamieszania przed lipcowym szczytem NATO. Jeśli zaś mówimy o ośmiu latach rządzenia Platformy, za ministrów: Klicha czy Siemoniaka to powiedzmy sobie jasno, że w tym czasie nic się w armii nie działo, a z całą pewnością nic dobrego. Natomiast minister Macierewicz – co warto podkreślić – jest bardzo dobrze odbierany wśród żołnierzy. Np. doświadczonym kombatantom z misji irackiej czy afgańskiej pozwolił w końcu służyć w armii. Z tego wynika to, że ci doskonali żołnierze mają zapewniony byt i co niezwykle istotne z nimi w szeregu Polska jest lepiej broniona.

Panie Generale, czy nasze zaangażowanie w Kuwejcie czy Iraku, choć jak słyszymy – tylko w misjach szkoleniowych – mimo wszystko nie jest zaproszeniem terrorystów do Polski?
– Musimy sobie uświadomić, że jeżeli w tamtym rejonie toczy się wojna, to znaczy, że jest to obszar działań bojowych. Co również ważne – działania rozpoznawcze wcale nie są mniej niebezpieczne od działań bojowych, np. samoloty rozpoznawcze czasem też są strącane. I szczerze mówiąc, nie podoba mi się to, że wysyłając naszych żołnierzy w strefę wojny, informujemy, że nie będą oni tam, na misji, prowadzić działań bojowych. Tak czy inaczej będą w warunkach bojowych, ale to jest tylko jeden aspekt tej sprawy. Natomiast to, czy się narażamy terrorystom, otóż nie łudźmy się, bo tak czy inaczej odkąd w 2001 r. weszliśmy do Afganistanu, czy w 2003 r., kiedy wkroczyliśmy do Iraku i czy się nam to podoba, czy nie, to i tak jesteśmy postrzegani jako część zachodniego sojuszu i tego nie zmieni nasze zaangażowanie czy też jego brak w Kuwejcie czy Iraku. Jeśli terroryści będą mieć możliwość uderzenia w Polskę, jeżeli będzie się im to opłacało, to z całą pewnością to zrobią. Natomiast to, co nas ratuje czy też działa na naszą korzyść, to fakt, że jesteśmy społeczeństwem jednolitym religijnie i kulturowo. Trudno się u nas ukryć ludziom o obcej kulturze i to, że nie popełniliśmy błędów Francji czy Belgii i nie mamy u siebie uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu, a co za tym idzie – nie mamy radykalnego islamizmu, to jest dla nas bardzo ważne. Zamachy w Belgii czy we Francji pokazują wyraźnie, że władze i służby tych państw, choć doskonale zdają sobie sprawę, że mają u siebie zwolenników Daeszu, co już stanowi potencjalne zagrożenie kolejnymi zamachami terrorystycznymi, to tak naprawdę nic z tym nie robili i nie robią. I to jest prawdziwy dramat.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 24 lip 2016, 10:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Problem Rzezi Wołyńskiej, a polska racja stanu

Wobec dyskutowanego ostatnio szeroko tematu Rzezi Wołyńskiej i sporu wokół oficjalnego stanowiska Polski w tej sprawie, niżej podpisany postanowił wtrącić swoje zdanie na ten temat.

Rozważając problem należy najpierw zdefiniować fakty niepodlegające dyskusji. A oto one:

1 Rzeż Wołyńska i czystka etniczna w Małopolsce Wschodniej były niczym nie usprawiedliwionym, niesprowokowanym ludobójstwem na narodzie polskim, dokonanym przez organizacje OUN i UPA, przy sporym udziale ukraińskiej ludności cywilnej.

2. Nie można w żadnym wypadku mówić o symetrii postępowania Ukraińców wobec Polaków i Polaków wobec Ukraińców (dotyczy to zarówno dwudziestolecia międzywojennego, jak i Akcji Wisła).

3. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że my, Polacy powinniśmy starać się uzyskać od Ukrainy nie tylko moralne zadośćuczynienie i przeprosiny, ale być może również odszkodowanie finansowe, przy możliwości adekwatnego odszkodowania dla Ukraińców poszkodowanych w Akcji Wisła. Nie ulega także wątpliwości, że w naszym interesie leży to, by na Ukrainie nie gloryfikowano zbrodniarzy narodu polskiego.

4. Jest dla Polski korzystne istnienie Ukrainy, jednak najlepiej- w stałym konflikcie z Rosją ( nie jest dla nas istotne kto ma Krym i Zagłębie Donieckie, ale im dłużej będzie trwał o te terytoria spór, tym dla nas lepiej).

Z powyższych punktów wynika, że odpowiedzieć należy nie na pytanie: czy, ale: jakim sposobem i w jakim momenciezmusić Ukraińców do realizacji punktu trzeciego!

Aby mądrze odpowiedzieć na tak postawione pytanie, trzeba wpierw postawić inne.

Skoro istnienie Ukrainy leży w naszym interesie, istotne dla dalszych rozważań jest to, czy polska pomoc dla Ukrainy w konflikcie z Rosją, ma dla przetrwania tej pierwszej znaczenie krytyczne?

Moim zdaniem, na to pytanie twierdząco może odpowiedzieć wyłącznie oderwany od rzeczywistości megaloman, ale dla porządku rozważmy te dwie możliwości.

Założenie A

Ukraina przetrwa lub upadnie niezależnie od polskich działań i polskiej pomocy.

W tej sytuacji są znów dwie możliwości:

a) Ukraina - czy udzielimy jej pomocy, czy nie udzielimy - przetrwa.

W tej sytuacji należy od razu i bez najmniejszego pardonu żądać od Ukraińców realizacji tego, o czym mówi punkt trzeci. Bo jak nie teraz to kiedy? Kiedy będzie silniejsza? Oczywiście trzeba uzależnić od tego polską pomoc pod każdym względem.

b) Ukraina nie przetrwa.

W tej sytuacji również nie ma powodu, żeby zwlekać, choć ma to znaczenie mniejsze pod względem geopolitycznym, większe dla nas samych, zwłaszcza rodzin pomordowanych na wschodzie Polaków.

Proste, prawda?

Jeżeli uznamy, że Polska nie jest w stanie pomóc Ukrainie w konflikcie z Rosją tak, by zapewnić jej przetrwanie - co wydaje mi się oczywiste - należy wszelką pomoc uzależnić od realizacji naszych żądań! I to od jutra!

Nieco trudniejsza jest sytuacja przy

założeniu B -

Ukraina przetrwa, jeśli jej pomożemy, w przeciwnym przypadku zostanie wchłonięta przez Rosję.

Wtedy - i tylko wtedy - należy znaleźć odpowiedni moment dla wysuwania żądań. Jednak, ponieważ realizacja żądań w zakresie moralnego zadośćuczynienia, oraz zaprzestania gloryfikowania morderców, nie wiążą się z żadnymi nakładami finansowymi ze strony Ukrainy, nie ma powodu, by przynajmniej tych żądań nie zgłosić od zaraz, uzależniając udzielenie realnej pomocy od ich spełnienia ( a przynajmniej udając, że uzależniamy)!

Z całą pewności nie ma też powodu, byśmy unikali nazywania rzeczy po imieniu. Mord jest mordem, bestialstwo jest bestialstwem, a ludobójstwo - ludobójstwem! Wiemy też kto był temu winny! Jak wykazano wyżej, dalsze głaskanie Ukraińców nie ma żadnego uzasadnienia! Nic nam nie daje!

Każdy polityk, który twierdzi, że łagodzenie tego problemu podyktowane jest polską racją stanu - opowiada bzdury!

Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że przyjmowanie do Polski imigrantów zarobkowych z Ukrainy również jest działaniem na dłuższą metę szkodliwym. Wpuszczamy tu ludzi, którzy powinni raczej budować swój własny kraj, co - jako się rzekło - leży w naszym interesie; ludzi, którzy powinni raczej bronić swego kraju, bo jego obrona również jest w naszym interesie! Nie ma żadnej gwarancji, że oni wtopią się w nasze społeczeństwo i nasz naród, a wobec podsycanych przez władze Ukrainy instynktów i nastrojów antypolskich, ich obecność w Polsce może sie w pewnych warunkach stać niebezpieczna. Zamiast zatrudniać Ukraińców, należy zrobić wszystko, by poprzez zmniejszenie kosztów pracy umożliwić polskim pracodawcom takie podniesienie wynagrodzeń za pracę, by można było ściągnąć z powrotem do Polski rodaków z Europy Zachodniej!

Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem jest cyniczne. Ale i tak jest niczym w stosunku do tego, co zrobiono moim rodakom w 1943 roku... Mogę napisać te słowa tylko dlatego, że mojej babci, wraz z dwoma synami, w tym z moim śp. tatą, udało się na początku wojny przedostać z położonego w Województwie Stanisławowskim Stryja, na tereny Generalnej Guberni (w tym czasie dziadek, który był zawodowym żołnierzem, służył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich w Afryce Północnej, walcząc między innymi, w obronie Tobruku). Tylko dzięki temu przyszedłem na świat...

Lech Mucha

Tekst ukazał się drukiem w tygodniku Polska Niepodległa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 17 maja 2017, 14:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pudzianowski: Polska nie przyjmie żadnych imigrantów! Brawo!

Obrazek

"Nie można pozwolić na to, by morderczy islam rozprzestrzeniał się na świecie".
„Premier Beata Szydło: Polska nie przyjmie żadnych imigrantów! Nie ma takiej możliwości...!!!!! BRAWOOOOO” - pisze Mariusz Pudzianowski na swoim fanpage'u na Facebooku.

Pudzianowski od wielu miesięcy krytykuje politykę państw zachodnich w kwestii przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu. Zawodnik MMA jest właścicielem firmy transportowej, która ucierpiała z powodu ataków imigrantów koczujących w dżungli w Calais.

Sportowiec chwali zdecydowane stanowisko premier Szydło ws. przyjmowania uchodźców.

„Premier Beata Szydło wyraziła się wprost i jednoznacznie odnośnie przyjmowania islamskich imigrantów, bo takie jest podłe stanowisko Unii Europejskiej. Nie można pozwolić na to, by islam zniszczył i zapanował na całym świecie” - napisał.

„Islam to potworne zagrożenie dla całego świata...” - dodał Pudzianowski.

Pięciokrotny zdobywca tytułu najsilniejszego człowieka świata widzie w islamie problem dla całego świata.

„Stanowisko rządu w tej kwestii jest jasne. Nie można pozwolić na to, by morderczy islam rozprzestrzeniał się na świecie”.

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 0118699952


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 19 maja 2017, 18:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Winnicki: "Niech Polska pozostanie polska"

Ruch Narodowy mówi zdecydowane "nie" multikulturalizmowi - mówił na piątkowej konferencji prasowej prezes RN poseł Robert Winnicki (nierz.). Zapowiedział jednocześnie, że organizacje narodowe będą protestowały przeciwko dyktatowi Brukseli ws. uchodźców.
Komisja Europejska zagroziła we wtorek rozpoczęciem procedury o naruszenie prawa UE, jeśli Polska, Węgry i Austria do czerwca nie przystąpią do relokacji uchodźców; te trzy kraje nie relokowały dotychczas ani jednej osoby. KE wezwała trzy państwa członkowskie do niezwłocznego rozpoczęcia relokacji.

Na piątkowej konferencji prasowej Winnicki przedstawił stanowisko organizacji narodowych w sprawie ultimatum stawianego Polsce przez KE. Zdaniem posła, Bruksela "ingeruje w sposób nieuprawniony w polską rzeczywistość wewnętrzną i naszą politykę imigracyjną". "Bruksela przekracza kolejne granice wtrącając się w wewnętrzną politykę państw członkowskich" - ocenił.
Według posła, polski rząd prowadzi "dobrą i mądrą politykę migracyjną". Winnicki wyraził też poparcie dla stanowiska rządu w tej sprawie. Sprzeciwianie się przyjmowaniu imigrantów spoza Europy jest, jego zdaniem, uzasadnione "przykładem Europy Zachodniej".
"Mówimy zdecydowane +nie+ multikulturalizmowi i zaznaczamy, że organizacje narodowe będą protestowały przeciwko dyktatowi Brukseli" - oświadczył prezes Ruchu Narodowego. Zaapelował do polskiego rządu, by nie ulegał presji i kontynuował "twardą politykę" w sprawie pozaeuropejskich imigrantów.

"Ruch Narodowy stoi na stanowisku, że nawet jeśli Europa nie może w całości być europejska, to niech Polska pozostanie polska" - podkreślił.
Członek zarządu Ruchu Narodowego Witold Tumanowicz poinformował, że najbliższy z protestów organizacji narodowych odbędzie się w Warszawie we wtorek 23 maja przed siedzibą Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Protest ma przebiegać pod hasłem: "Nie dla imigrantów, nie dla UE".
We wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Grecji; termin na zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas tylko nieco ponad 18 tys., czyli około 11 proc. ustalonej liczby osób, zostało faktycznie przeniesionych.

Premier Beata Szydło we wtorek oświadczyła, że nie ma w tej chwili możliwości, by do Polski byli przyjmowani uchodźcy. "Na pewno nie zgodzimy się na narzucanie Polsce, ani innym krajom członkowskim jakichkolwiek przymusowych kwot" - podkreśliła. (PAP)

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 0135836476


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 26 maja 2017, 01:28 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235
Opublikowany 24 maj 2017
„Europo, powstań z kolan, bo będziesz codziennie opłakiwała swoje dzieci”
Podważanie po raz kolejny pozycji polskiego ministra obrony w przededniu ważnego sojuszniczego spotkania (szczytu NATO) nie jest mądre, nie jest odpowiedzialne, jest szkodliwe, jest nie tylko nieroztropnością, jest kardynalnym błędem – powiedziała Beata Szydło w środę w sejmowej debacie nad odwołaniem szefa MON Antoniego Macierewicza. Premier odniosła się również do zagrożenia terroryzmem. Wezwała Europę do „obudzenia się z letargu”.


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 23 gru 2017, 17:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Ministerstwo musi istnieć

Z prof. Janem Szyszko, ministrem środowiska, rozmawia Krzysztof Losz

Panie Ministrze, pojawiły się informacje, że PiS rozważa likwidację Mini-sterstwa Środowiska. Czy rzeczywiście?
– Takie informacje widzę tylko w mediach, oficjalnie nic mi na ten temat nie wiadomo. Kwestia ewentualnej likwidacji Mini-sterstwa Środowiska nie była podnoszona na żadnym posiedzeniu władz partii lub naszego klubu parlamentarnego, nie słyszałem jej także podczas moich rozmów z koleżankami i kolegami z rządu. Niemniej rzeczywiście niepokojące jest to, że jest coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że jest koncepcja przyłączenia resortu środowiska do Ministerstwa Energii, z tym że Lasy Państwowe byłyby przeniesione pod kuratelę ministra rolnictwa. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Na czym Pan Minister opiera swój optymizm?
– Nie widzę takiego zagrożenia, jeśli spojrzymy na program Prawa i Sprawiedliwości. Nasz program bowiem podkreśla od początku konieczność ochrony rodzimego środowiska, polskich lasów, naszych zasobów przyrodniczych. A do realizacji tych celów niezbędne jest istnienie ministerstwa, którym kieruję.

Zakładając negatywny scenariusz, czym groziłaby taka zmiana w strukturze rządu?
– Byłby to bardzo zły pomysł, choć on się co jakiś czas pojawiał w przeszłości od ponad 20 lat w głowach polityków Unii Wolności, ludzi z kręgów liberalno-lewackich. Myślę, że to oni są źródłem tych informacji, mogą nawet robić jakąś medialną kampanię przeciwko mnie i Ministerstwu Środowiska. Robią to z premedytacją, gdyż chodzi im o przejęcie kontroli nad ogromnymi pieniędzmi, czego dowód mieliśmy w czasach rządów PO – PSL, gdy Lasy Państwowe próbowano przekształcić w spółkę Skarbu Państwa, aby potem łatwiej było sprzedać ich majątek. Dlatego uruchomiliśmy wtedy akcję obrony lasów, zbierając pod wnioskiem referendalnym 3,5 mln podpisów. I na pewno nasze działania spowodowały, że plany prywatyzacji lasów zarzucono. Dziękuję przy tej okazji Czytelnikom „Naszego Dziennika”, Słuchaczom Radia Maryja i Widzom Telewizji Trwam, że mocno mnie wspierali w tych zabiegach.

Doniesienia o rekonstrukcji strukturalnej rządu mówią też o tym, iż większość zadań Ministerstwa Środowiska przejęłoby Ministerstwo Energii. Jakie by to miało skutki?
– Taka decyzja byłaby bardzo złym wyjściem, gdyż resorty energii i środowiska mają zupełnie odmienne cele i zadania, których nie da się zrealizować pod jednym szyldem. Likwidacja mojego resortu byłaby przede wszystkim niewskazana z punktu widzenia ochrony środowiska. My przecież mamy bardzo wiele do zrobienia w tej dziedzinie. I to jest też nasza wielka szansa, gdyż my mamy być liderem w Europie w zakresie wdrażania rozwiązań prośrodowiskowych. Przykładem są skuteczne zabiegi Polski, aby do bilansu emisji dwutlenku węgla zaliczać także jego pochłanianie przez lasy. Ministerstwo Środowiska to także zasoby geologiczne Polski, którymi trzeba tak gospodarować, żeby służyły rozwojowi gospodarczemu. Nie tylko przemysłu, ale również obszarów niezurbanizowanych. Mam świadomość, że istnieją w Polsce wpływowe grupy, osadzone w mediach i dużym biznesie, które by chciały zamknąć Ministerstwo Środowiska, po to żeby przejąć kontrolę nad tymi bogactwami. Nie tylko nad węglem, gazem, ale również nad innymi surowcami i zasobami wód geotermalnych. Rząd PiS docenił znaczenie naszych bogactw naturalnych, gdyż dopiero my daliśmy narzędzia Głównemu Geologowi Kraju, którym jest mój zastępca prof. Mariusz-Orion Jędrysek, aby mógł sprawować skuteczny nadzór nad naszym majątkiem ukrytym w ziemi.

Z tego wynika, że resort środowiska musi dalej istnieć.
– Nikt nie może mieć co do tego żadnych wątpliwości. Mam nadzieję, że doniesienia, o których mówimy, okażą się zwykłymi plotkami.

Dziękuję za rozmowę.
Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tniec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 29 sty 2018, 11:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Oświadczenie IPN

Oświadczenie IPN w związku z wypowiedzią ambasador Izraela w Polsce

Warszawa, 28 stycznia 2018

Podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz Ambasador Izraela Anna Azari zaapelowała o zmianę w przyjętej przez Sejm nowelizacji wprowadzającej m.in. kary za sformułowanie „polskie obozy śmierci”.

Instytut Pamięci Narodowej uważa za niestosowną ingerencję ambasady innego państwa w nowelizację ustawy, która jeszcze nie została uchwalona. Słowa dyplomaty są tym bardziej zastanawiające, że zostały wypowiedziane w Polsce, która jako pierwsza padła ofiarą niemieckiego okupanta. W obozie Auschwitz początkowo osadzano Polaków, ostatecznie stał się miejscem zagłady przede wszystkim Żydów. Podczas II Wojny Światowej zginęło blisko 6 mln obywateli polskich, z których połowa była polskimi Żydami, a połowa etnicznymi Polakami.

Przez kilkadziesiąt ostatnich lat Polska była wielokrotnie szkalowana i ukazywana jako wspólnik Hitlera, dlatego obrona dobrego imienia naszego narodu przed stwierdzeniami, które nie mają nic wspólnego z prawdą historyczną, wydaje się sprawą oczywistą i konieczną. Wcześniej ta obrona była nieskuteczna, a stanowisko polskich władz nie zawsze było dostrzegane w przestrzeni społecznej i medialnej.

Instytut Pamięci Narodowej pragnie podkreślić, że nowelizacja ustawy o IPN nie ogranicza badań naukowych i wolności słowa, walczy jedynie z celowym zakłamywaniem historii, bezczeszczeniem pamięci o ofiarach i hańbieniem żyjących więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

Przepisy dotyczące kar za kłamstwa historyczne obowiązują również w innych krajach, polska reakcja w tej kwestii nie jest niczym wyjątkowym.

Zarzuty wobec Polaków dotyczące okresu II Wojny Światowej, jeśli będą dobrze udokumentowane, nie spotkają się z sankcjami prawnymi. Ustawodawca, Ministerstwo Sprawiedliwości, chce jedynie zapobiec wypowiedziom osób, które umyślnie, publicznie i wbrew faktom przypisują narodowi polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne.

Dla Instytutu Pamięci Narodowej walka z kłamstwami o „polskich obozach śmierci” jest szczególnie ważną misją. W zeszłym roku IPN upublicznił listę nazwisk załogi niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau i należy podkreślić, że żadna z tych osób nie była Polakiem. To Niemcy jako państwo ponoszą odpowiedzialność za zbrodnie popełniane w obozach koncentracyjnych.

Lista nazwisk załogi niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau:

http://pamiec.pl/pa/form/60,Zaloga-SS-KL-Auschwitz.html

W reakcji na szkalowanie narodu polskiego i publikowanie kłamstw historycznych IPN stworzył anglojęzyczny portal „Prawda o niemieckich obozach śmierci” („Truth about german camps”). Przedstawianie Polaków jako wspólników Hitlera jest przestępstwem i trzeba to zdecydowanie piętnować, przedstawiając fakty.

Anglojęzyczny portal: „Prawda o niemieckich obozach śmierci” („Truth about german camps”): http://www.en.truthaboutcamps.eu/

W tym celu IPN wydał również nowy numer Biuletynu „Niemcy ludziom zgotowali ten los”, poświęcony niemieckim zbrodniom w obozach koncentracyjnych. Autorzy artykułów opisują m.in., jak w niektórych krajach pamięć o tej mrocznej karcie historii zaciera się, szczególnie wśród młodego pokolenia.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... e-ipn.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 03 lut 2018, 20:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Kaczyński: jestem przekonany, że prezydent powinien podpisać nowelę ustawy o IPN

Przepis noweli ustawy o IPN jest całkowicie błędnie interpretowany; odmówiono nam prawa do obrony własnej godności; ci, którzy nas atakują, po prostu fałszują historię; prezydent powinien podpisać nowelizację - powiedział w sobotę w radiowej Jedynce prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Prezes PiS został zapytany w radiowej Jedynce, jak ocenia sytuację powstałą w związku z nowelizacją ustawy o IPN, gdy mówi się teraz o "wybitnie pogmatwanych stosunkach z Izraelem, a i ze Stanami Zjednoczonymi".
Nowela wprowadza kary grzywny lub więzienia do lat trzech za przypisywanie, publicznie i wbrew faktom, polskiemu narodowi lub państwu odpowiedzialności m.in. za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne. Uchwalona w ubiegły piątek przez Sejm i zaakceptowana w czwartek przez Senat nowelizacja ustawy o IPN trafiła już do prezydenta Andrzeja Dudy.
Kaczyński powiedział, że jest przekonany, iż prezydent powinien podpisać nowelizację. Jak dodał, jeśli chodzi "o jakieś rozmowy, łagodzenie sytuacji, może być możliwe tylko wtedy, jeżeli my uznamy, że jesteśmy państwem suwerennym".
Według szefa PiS powstała sytuacja "z całą pewnością wymaga bardzo głębokiej analizy". "Trzeba przede wszystkie zrozumieć, co tutaj się stało. Nam odmówiono prawa do obrony własnej godności; godności narodu, któremu w sposób niebywale wręcz skandaliczny przypisuje się winy innego narodu, to znaczy narodu niemieckiego" - powiedział Kaczyński.
Zaznaczył, że "nastąpiła zamiana ról" i to w sytuacji, kiedy "Polacy - obywatele polscy, a więc także obywatele narodowości żydowskiej" - byli przecież pierwszą ofiarą najazdu. "Byli pierwszą ofiarą nie dlatego, że musieli być, tylko dlatego że pierwsi postanowili się przeciwstawić zbrojnie niemieckiemu hitleryzmowi" - podkreślił prezes PiS.
Jak mówił, były ogromne straty - wymordowano "obywateli polskich narodowości żydowskiej, czy pochodzenia żydowskiego", ale "to są także co najmniej trzy miliony Polaków, ludzi polskiego pochodzenia, etnicznych Polaków".
"Mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której można by tu użyć takiego porównania: bandyci napadli na dom, w którym są dwie rodziny, jedną wymordowali prawie w całości, a drugą tylko w części, resztę pobili, obrabowali i upokorzyli, a później się okazuje, że to ta druga rodzina, ta nie do końca wymordowana była winna, a nie bandyci" - mówił lider PiS.
"To, co widać już w tej chwili tak z całą pewnością, to te dwadzieścia parę lat polityki wstydu, pedagogiki wstydu, z którą łączył się zupełny brak tworzenia mechanizmów obronnych, jeśli chodzi o naszą godność, o to wszystko, co w świecie mówi się o Polakach, przynosi dzisiaj fatalne efekty.
Podkreślił, że "tutaj musi nastąpić zmiana". "My tę zmianę, można powiedzieć, konstruujemy, chociaż to bardzo trudno idzie z powodu różnych oporów. Nie będę ich w tej chwili opisywał, ale te opory są naprawdę bardzo, bardzo poważne" - powiedział Kaczyński. Jak mówił, "wielu ludzi, skądinąd z całą pewnością mających dobra wolę, nie rozumie tego, o co tutaj w gruncie rzeczy chodzi".
Kaczyński podkreślił, że "z drugiej strony trzeba też rozmawiać z naszymi sojusznikami w ten sposób, żeby oni rozumieli, że my jednak nie mamy zamiaru wyrzekać się naszej godności".
"Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że za tą zgodą na to wyrzeczenie się, idą być może, tutaj nie mam pewności, ale być może idą kolejne żądania już zupełnie innej natury i że my na to po prostu, na to wszystko, zgodzić się żadnym wypadku nie możemy" - podkreślił Kaczyński.
Według niego, mamy do czynienia z sytuacją, w której przepis noweli ustawy o IPN, który - jak mówił - "stał się przedmiotem sporu, ataku, jest całkowicie błędnie interpretowany". Jak mówił jest pytanie, czy gdyby przepis noweli rozbudować, to czy "ten atak by nie nastąpił".
"Gdyby ten przepis bardzo rozbudować ponad normalne praktyki legislacyjne i doprecyzować rzecz oczywistą, że my w żadnym wypadku przecież nie twierdzimy, że nie było Polaków, którzy mordowali Żydów - bo byli tacy Polacy, i że ta ochrona narodu dotyczy ochrony narodu jako całości, narodu rozumianego nawet nie jako jedno pokolenie, tylko jako pewna ciągłość historyczna, to czy wobec tego ten atak by nie nastąpił".
Zaznaczył, że mówi o takim rozbudowaniu przepisu, że "dotyczy tylko i wyłącznie sprawy oskarżenia Polaków jako narodu, jako całości, a nie oznacza, że my mamy zamiar ścigać kogoś kto powie, że gdzieś tam w jakieś wsi, w jakimś miejscu wymordowano rodzinę żydowską czy jednego Żyda". "Oczywiście mówię z bólem, z przykrością, z poczuciem wstydu, ale takie rzeczy się zdarzały i nigdy żeśmy im nie przeczyli" - dodał Kaczyński.
Tylko że - podkreślił szef PiS - "co innego przyznawanie tego rodzaju spraw, a co innego twierdzenie, że naród polski za to odpowiada, bo gdyby istniało państwo polskie to do takich rzeczy z całą pewności by nie dochodziło".
Kaczyński powiedział, że "to zniszczenie przez dwa totalitaryzmy niemiecki i sowiecki, rosyjski w istocie, polskiego państwa doprowadziło do tego, że na jego terytorium - tym terytorium z '39 roku, na tych prawie czterystu tysiącach kilometrów kwadratowych doszło później do ludobójstwa".
"I to ludobójstwa, którego dopuszczali się Niemcy, i do ludobójstwa którego dopuszczali się - to też trzeba jasno powiedzieć - Ukraińcy, a dokładnie Ukraińcy z UPA I OUN i o tym jest w tej ustawie. Ci, którzy nas w tej chwili atakują - bo trudno tu już mówić o krytyce, to jest atak - jakby tego nie chcą przyjąć do wiadomości no i po prostu fałszują historię w sposób niebywale wręcz drastyczny" - powiedział szef PiS.
Jak podkreślił, "jeżeli mowa o odpowiedzialności jakiegoś narodu, to to jest naród niemiecki, który entuzjastycznie popierał Hitlera i popierał go do końca także kiedy było to już całkowicie nieracjonalne nawet z punktu widzenia niemieckiego imperialisty".
W ludobójstwie - zaznaczył Kaczyński - "brali udział nie tylko naziści, ale także zwykli ludzie zwerbowani czy zmobilizowani - bo to jest lepsze słowo - do żandarmerii, bo przecież żandarmeria tutaj odgrywała bardzo dużą rolę".
"Na przykład ten wielki ludobójczy mord na Woli. Zabicie pięćdziesięciu kilku tysięcy cywilnych obywateli, dzieci, kobiet - to dzieło oddziałów żandarmerii. To często jest przypisywane oddziałom SS (...) które też mordowały, ale to można powiedzieć była ich działalność poboczna, bo one przede wszystkim walczyły. Natomiast mordowali ludzie, którzy byli po prostu zwykłymi Niemcami - o tym trzeba wiedzieć, o tym trzeba mówić" - podkreślił szef PiS.
Niestety - dodał - "dzisiaj jest tak, że o Polakach mówi się bardzo często w Izraelu w kontekście Holokaustu, natomiast w ogóle nie wymienia się nazwy Niemcy".
"Kiedy premier Mateusz Morawiecki rozmawiał z premierem (Izraela Benjaminem) Netanjahu, to premier Netanjahu ani razu nie powiedział o Niemcach tylko o nazistach, beznarodowych nazistach. Nie, to Niemcy, a nie Polacy - i to trzeba bardzo mocno mówić, bardzo mocno głosić, trzeba się tutaj po prostu bronić, bronić i jeszcze raz bronić" - podkreślił prezes PiS.
Według Kaczyńskiego, jedyną "podstawą i zapleczem tej obrony" jest nasz naród, polskie społeczeństwo, a dokładnie - jak mówił - "ta jego część, która ma poczucie patriotyczne i ma też dobre rozeznanie polskich interesów". "My nie mamy żadnej przyszłości, jeżeli będziemy narodem oskarżanym o Holokaust" - oświadczył Kaczyński.
Szef PiS odpowiedział też na uwagę, że walka o dobre imię Polski to jedno, a narażanie na szwank relacji polsko-izraelskich, to drugie i że jego brat, prezydent Lech Kaczyński nigdy by do tego nie dopuścił, bo jego wrażliwość w tej mierze była o wiele większa niż ludzi odpowiedzialnych dziś za polską dyplomację.
Podkreślił, że Lech Kaczyński - tak samo jak rząd premiera Mateusza Morawieckiego oraz b. premier Beaty Szydło - prowadził taką samą, "bardzo życzliwą" politykę wobec Izraela.
"To co się stało jest dla nas ogromnym i bardzo nieprzyjemnym zaskoczeniem. Kompletnie się nie zgadzam z tym, że mój brat zajmowałby - gdyby żył dzisiaj - jakieś inne stanowisko. Zajmowałby takie stanowisko, jakie my zajmujemy. Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości" - oświadczył Kaczyński.
Podkreślił, że prezydent Kaczyński "był za tym, aby unormować stosunki polsko-żydowskie". "Starał się o to, ale oczywiście nie kosztem polskiej godności, nie kosztem przyjmowania, że my jesteśmy odpowiedzialni - bo i do tego często dochodzi - albo przynajmniej współodpowiedzialni za Holokaust, że nie byliśmy tymi, którzy walczyli z Niemcami, tylko ich pomocnikami" - mówił Kaczyński.
"To są sformułowania haniebne i zapewniam, że on by tego nie popierał" - podkreślił szef PiS.
Kaczyński zapytany, czy nie ma sprzeczności w tym, że bronimy się przed recenzowaniem przez UE polskich ustaw dot. reformy wymiaru sprawiedliwości, a z drugiej mówimy o konsultacjach w Izraelu zmian w ustawie o IPN, odpowiedział, że "to jest przyjęcie do wiadomości, że istnieje ta żydowska, czy izraelska wrażliwość, czy zrozumiała nadwrażliwość, bo Holokaust był rzeczywiście potworną zbrodnią".
"My to bierzemy pod uwagę, ale w żadnym razie nie może wyniknąć z tego, że to nie Niemcy tylko Polacy wymordowali Żydów" - stwierdził Kaczyński. Powtórzył, że "państwo polskie - ze wszystkimi jego wadami, także wadami jeżeli chodzi o politykę narodowościową, bo one rzeczywiście były - było gwarancją, że nic takiego się nie zdarzy na terytorium tego państwa".
Szef PiS zapytany został, co ws. noweli ustawy o IPN zrobi prezydent Duda, i że "niektórzy mówią, że jest w potrzasku", bo albo narazi się jemu, albo prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. "Jeżeli chodzi o mnie i prezydenta Trumpa, to jest między nami pewna zasadnicza różnica. To jest prezydent potężnego, ale przecież innego państwa nie Polski, a ja jestem szefem partii rządzącej, partii, która promowała i wypromowała Andrzeja Dudę na prezydenta" - powiedział Kaczyński.
"Jestem głęboko przekonany, że prezydent Duda powinien iść tą drogą, którą zapowiadał tzn. podpisać tę ustawę, a jeżeli chodzi o jakieś rozmowy, łagodzenie sytuacji, to może być możliwe tylko wtedy jeżeli my uznamy, że jesteśmy państwem suwerennym" - powiedział Kaczyński.
Jak mówił "wykazywaliśmy wobec Izraela bardzo dobrą wolę także za cenę naszych interesów w Europie". Ocenił, że "dzisiejsza Europa zachodnia, można powiedzieć, entuzjastycznie do Izraela nie jest nastawiona i myśmy tutaj się z tego frontu wyłamywali po to, żeby mieć właśnie te dobre stosunki, a także z takiego powodu, że kiedyś ojczyzną bardzo wielu Żydów, tym miejscem gdzie mieszkali przez wieki, była właśnie Polska".
Jak podkreślił Polska odrzuca bardzo radykalnie antysemityzm, ale jest państwem suwerennym i mamy obowiązek rozpocząć walkę z tym, co trwa od dziesięcioleci, czyli "z tą wielką akcją dyfamacyjną wobec Polski, czyli obrażania Polski, przypisywania nam win innych".
Kaczyński został zapytany też, co może grozić Polsce ze strony USA w związku z komentarzami Departamentu Stanu dotyczącymi noweli ustawy o IPN. "Nie jestem w tej chwili w stanie odpowiedzieć jak poważnie Stany Zjednoczone traktują swoje stosunki z Polską. Wydawało się do tej pory, że poważnie. Pytanie rzeczywiście w tej chwili stoi, ale nie będę jeszcze na to pytanie odpowiadał" - odparł lider PiS. (PAP)

autor: Karol Kostrzewa, Rafał Białkowski, Anna Tustanowska

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 2381147799


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 15 maja 2018, 08:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Tylko w jedności siła

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Działania Polonii odniosły skutek – Pomnik Katyński w Jersey City pozostanie na nabrzeżu rzeki Hudson. Mimo wysiłków nie udało się uciszyć prawdy o Katyniu?
– Jest to niewątpliwie sukces Polonii. Można powiedzieć, że z każdego zła rodzi się określone dobro i tak jest również w tym wypadku. Sprawa pomnika wywołała wielkie poruszenie wśród Polonii. Myślę, że uaktywniła naszą Polonię. Co więcej, była elementem sprzyjającym porozumieniu w tym środowisku. I to jest to dobro, które się wydarzyło przy okazji skutecznej – w co wierzymy – obrony Pomnika Katyńskiego na Exchange Place w Jersey City. Jak słyszymy, pomnik pozostanie na nabrzeżu rzeki Hudson, tylko przesunięty o kilkadziesiąt metrów. Należy się z tego wyłącznie cieszyć.

Początkowo były zastrzeżenia co do braku aktywności polskiej dyplomacji. Tymczasem – jak się okazuje – niesłuszne…
– Z pewnością były podejmowane z polskiej strony działania o charakterze dyplomatycznym. Niekoniecznie, ze zrozumiałych względów były one nagłaśniane w trakcie rozmów. W tym kontekście bardzo spodobała mi się niedawna wypowiedź doradcy prezydenta Ronalda Reagana, który stwierdził, że polscy politycy za dużo mówią. W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. W szczególności wtedy, kiedy są jakieś konkretne zamierzenia, kiedy rozmowy na ważne tematy są w toku, kiedy prowadzone są negocjacje, ważne jest, żeby w tym momencie, dla dobra sprawy wykazać pewną powściągliwość w wypowiedziach, które mogą jedynie utrudniać doprowadzenie do konsensusu.

Polonia w USA chyba po raz pierwszy od lat wzniosła się ponad podziały i mówiła jednym głosem. Czy może to być początek ponownego zjednoczenia Polonii?
– Chciałbym wierzyć, że tak będzie. Natomiast myślę, że jest charakterystyczne dla nas, Polaków, że jeżeli jesteśmy w jakikolwiek sposób poróżnieni różnymi bieżącymi sprawami, to w chwilach ważnych wydarzeń, w chwilach zagrożeń potrafimy jednoczyć siły, a wewnętrzne spory i waśnie schodzą gdzieś na dalszy plan. To na pewno jest piękne, że w chwilach trudnych potrafimy być jednością. Niech to trwa. Należałoby sobie życzyć, ażeby tych sporów i waśni, tych rozdźwięków między nami, Polakami było jak najmniej. Mówiąc to, mam na myśli nie tylko wydarzenia wokół Pomnika Katyńskiego w Stanach Zjednoczonych, ale również mówię to w odniesieniu do naszego, codziennego życia społeczno-politycznego w Polsce. Nie powinniśmy pozwolić na rozgrywanie naszej jedności, na manipulowanie nami, ale nade wszystko powinniśmy zrozumieć to, że rozbite społeczeństwo absolutnie nie jest w interesie polskiej racji stanu. Musimy podejmować wysiłki, ażeby się jednoczyć, żeby zlikwidować wszelkiego rodzaju podziały, jeżeli chcemy być szanowani na arenie międzynarodowej, jeżeli chcemy, aby państwo polskie rosło w siłę, a Polakom żyło się dostatniej.

To polskie zjednoczenie jest chyba tym bardziej ważne w obliczu fali antypolonizmu, która jest obecna w świecie?
– W mojej ocenie, jest to jeden z czynników, który powinien wymóc na nas zjednoczenie i likwidowanie wewnętrznych podziałów. Nie możemy pozwolić, żeby imię Polski było rozmieniane na drobne i obrażane. Musimy się zjednoczyć dla dobra Polski. Tylko w jedności siła i nie są to puste słowa.

Jak jednak powstrzymać wewnętrzne podziały, skoro trwają ataki na polski, demokratycznie wybrany rząd, co więcej – mamy do czynienia z nawoływaniem do jego obalenia, co się przebija właściwie w każdej wypowiedzi totalnej opozycji?
– To brzmi jak paradoks, ale tak rzeczywiście jest, kiedy opozycja totalna przy użyciu niedemokratycznych metod chce obalić rząd i zmienić werdykt wyborczy sprzed ponad dwóch lat. To są działania uderzające w istotę demokracji. Skoro bowiem podejmuje się niedemokratyczne metody w walce z rządem, co więcej – jeśli mówi się, że walka z tym rządem służy Polsce, to musi paść pytanie, czy ten rząd nie jest immanentną częścią Polski. Opozycja często mówi, że atakując obecny polski rząd poza granicami kraju wcale nie szkodzi Polsce i Polakom, a wręcz przeciwnie. Zapomina się przy tym – celowo – że przecież nie mamy w Polsce do czynienia z samozwańczym rządem, ale to jest rząd, który został wyłoniony przez Polaków w demokratycznych wyborach w 2015 roku. Czy się to komuś podoba, czy nie, ale taka jest rzeczywistość. Mało tego to jest rząd, który realizuje program akceptowany przez społeczeństwo, o czym świadczą chociażby notowania poparcia wyrażane w różnych sondażach. A zatem społeczeństwo zdecydowało, że to ta, a nie inna opcja ma rządzić Polską i ciągle udziela poparcia podejmowanym przez nas decyzjom. W tej sytuacji uderzanie w polski rząd na arenie międzynarodowej jest godzeniem we własne państwo i własny naród. I to jest chyba poza wszelkim sporem.

Alternatywą dla obecnej władzy ma być rząd Platformy. Jak to możliwe, że kandydat na prezydenta Warszawy, a zarazem minister sprawiedliwości w gabinecie cieni Platformy Rafał Trzaskowski nie znał sprawy pomnika w Jersey City?
– Jeśli rzeczywiście nie znał tematu, którym żyła cała Polska, to tylko źle świadczy o nim i o jego zaangażowaniu politycznym. A ja myślę, że Rafał Trzaskowski doskonale znał temat, ale wolał powiedzieć nieprawdę. Myślę, że mamy tu do czynienia z ewidentnym mówieniem nieprawdy, względnie z tym, że człowieka, w którego rękach po ewentualnym dojściu Platformy do władzy miałyby spoczywać stery polskiej dyplomacji, po prostu nie interesuje to, co względem Polski dzieje się na arenie międzynarodowej. I jedno, i drugie jest kompromitujące. Niewykluczone też, że prawda jest jeszcze inna, że Trzaskowski słyszał o próbach usunięcia tak ważnego symbolu polskości, jakim jest Pomnik Katyński w Jersey City, ale nie wiedział, jakie zająć stanowisko, żeby się na wszelki wypadek nikomu nie narazić. Ale i taka zachowawcza postawa jest również kompromitująca, bo gdyby się rzeczywiście zdarzyło, że ktoś taki zostałby ministrem spraw zagranicznych, to czego jako Polacy możemy się po nim spodziewać? Czy taki polityk byłby w stanie zadbać o interesy państwa polskiego na arenie międzynarodowej? Jestem przekonany, że nie, bo to nie jest ani osobowość, nie jest to też to zaangażowanie w polskie sprawy, jakiego należałoby oczekiwać od szefa polskiej dyplomacji.

Wracając jednak do sprawy pomnika w Jersey City, czy niezależnie od intencji decyzja burmistrz Fulopa nie przyczyniła się do rozpowszechnienia wiedzy o zbrodni katyńskiej i polskich ofiarach sowieckiego terroru?
– To jest potwierdzenie tego, o czym wspomniałem na wstępie naszej rozmowy, że z każdego, nawet największego zła rodzi się jakieś dobro. Oczywiście przy tej okazji światowa opinia publiczna mogła się dowiedzieć, komu ten pomnik jest poświęcony i jak wielką ofiarę poniósł polski Naród w walce z sowieckim najeźdźcą. Dla nas, Polaków, znających historię zbrodni katyńskiej, sprawa jest oczywista, ale za granicą, także w Stanach Zjednoczonych, tak nie jest. Amerykanie nie znają historii Polski i w tym względzie burmistrz Jersey City zrobił bardzo dużo, żeby fakty o mordzie katyńskim stały się znane także za oceanem. Również media zagraniczne, które podjęły temat, zrobiły sporo w tej materii.

Mamy zwycięski kompromis?
– Należy się cieszyć, że Pomnik Katyński w Jersey City pozostanie nad rzeką Hudson naprzeciw Manhattanu – wprawdzie przesunięty o ok. 60 metrów, ale – jak słyszymy – w równie godne miejsce. Burmistrz Fulop, tłumacząc się emocjami, twierdzi, że ponownie nie użyłby tak mocnych słów wobec trzeciej osoby w państwie, marszałka Senatu RP Stanisława Karczewskiego, którego – jak pamiętamy – nazywał antysemitą, białym nacjonalistą, zarzucając mu też, że zaprzecza holokaustowi. Te niepotrzebne słowa burmistrza Jersey City – nie wiem, czy wypowiedziane w emocjach, czy z namysłem – były po to, żeby pomóc mu osiągnąć zamierzony cel polityczny. Dzisiaj pod obstrzałem opinii publicznej, środowisk polonijnych, widząc, że nie uda mu się zrealizować planów swoich czy planów mocodawców, wycofuje się. Myślę jednak, że nawet tym gestem się nie zrehabilituje, a błąd, jaki popełnił, może zaważyć na jego politycznej karierze.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-polonia/ ... -sila.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 04 cze 2018, 15:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nie dajmy się podzielić

Film „Zaćmienie – czy Polska zda egzamin z człowieczeństwa?”, czterdziestominutowy materiał emitowany od kilkunastu dni na antenie Telewizji Trwam, a poświęcony m.in. zakusom na likwidację polskich hodowli zwierząt futerkowych, wywołał kolejną falę wzmożonej dyskusji w tej sprawie. Media głównego nurtu prowokacyjnie przedstawiają go nawet jako dowód rzekomo głębokich podziałów między sympatykami rządu.

Miałem zaszczyt wziąć udział w tym projekcie wespół z ks. prof. Tadeuszem Guzem, prof. Marianem Brzozowskim z SGGW czy red. Witoldem Gadowskim. Nie jest on wymierzony przeciw komukolwiek, a już na pewno nie przeciw Prawu i Sprawiedliwości. Inne postawienie sprawy jest czystej wody manipulacją.

To część ideologicznego lewactwa cynicznie próbuje dokleić się do obozu dobrej zmiany, de facto wespół z liberalnymi mediami, prowadząc do jego rozbicia przez wywołanie wewnętrznego sporu o pryncypia, groźnego, bo aksjologicznego.

„Zaćmienie” – tylko i aż – pokazuje logiczne następstwa ewentualnego zakazu hodowli z przeznaczeniem na futra – atak na polskie fermy drobiu, którego jesteśmy największym producentem w Unii Europejskiej, postępującą znieczulicę na los człowieka, agresywną promocję wegetarianizmu i weganizmu, absolutyzowanie przyrody, promocji aborcji etc.

Obrona polskiego przemysłu futrzarskiego, jednego z naszych narodowych czempionów na globalnym rynku, to rozpaczliwa próba postawienia tamy z jednej strony napływowi obcej Polakom ideologii, a z drugiej – uleganiu presji zewnętrznych grup interesów. Działalność Telewizji Trwam czy fundacji „Polska Ziemia” w tym zakresie nie nosi też – wbrew zarzutom – jakichkolwiek znamion lobbingu. Rolnicy i stający coraz liczniej w ich obronie naukowcy, publicyści czy duchowni nie domagają się przecież żadnych przywilejów, nie proszą o subwencje czy dotacje, nie zabiegają o pozytywne dla siebie zmiany w prawie. Chcą po prostu utrzymania naturalnego porządku rzeczy, który pozwala człowiekowi godnie żyć i zarabiać dzięki uczciwej, ciężkiej pracy swoich rąk.

Pseudoekolodzy i samozwańczy rzecznicy praw zwierząt nie byli, nie są i nigdy nie będą częścią prawicy czy środowiska konserwatywnego. A z pozoru trywialny spór o norki to kolejna odsłona odwiecznej wojny obronnej Polski z zagranicą, cywilizacji życia z cywilizacją śmierci, dobra ze złem.

Dr Marian Szołucha

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... ielic.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 02 lip 2018, 09:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nade wszystko polska racja stanu

Z Andrzejem Maciejewskim (Kukiz’15), przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mocne stwierdzenie pada ze strony posłów Kukiz’15 w związku z nowelizacją ustawy o IPN i wyjątkowo szybką ścieżką zmian, które brzmi, że nie może być tak, że polskie prawo pisze się poza granicami Polski?
– W pełni się zgadzam ze słowami moich klubowych kolegów, mimo iż nie byłem w tym czasie w Parlamencie, nie miałem więc okazji wziąć udziału w tych głosowaniach. Tak czy inaczej uważam, że jedynym miejscem do tworzenia polskiego prawa jest polski Parlament, i powinno się to odbywać z zachowaniem wszelkich procedur legislacyjnych i trybów – łącznie z kalendarzem, który jest obowiązujący i aktualny dla wszystkich ustaw. To, z czym mieliśmy do czynienia w tym wypadku, jest upokorzeniem polskiego Parlamentu i państwa polskiego.

Czy zmieniając ustawę o IPN, można zmienić postrzeganie Polski w świecie?
– Przede wszystkim jest to zła zmiana, która pokazała, że jeżeli ktoś potrafi skutecznie nacisnąć nerw polskiej klasy politycznej, a dokładnie polskiego rządu, to nawet w 10 godzin ustawa przejdzie całą procedurę w Sejmie łącznie z Senatem i podpisem prezydenta. Czyli ktoś bardzo mocno naciskał, ktoś bardzo skutecznie zadziałał. I na dzisiaj mnie – jako polskiego posła na Sejm RP – bardzo interesuje, co takiego się stało i kto to zrobił, że polski rząd i większość parlamentarna dali się ponieść temu szantażowi, bo chyba tak to należy określić.

Ostre stwierdzenie…
– Ostre, bo tak to wygląda. Jeszcze raz powtarzam, normalne procedowanie ustaw w Parlamencie nie trwa 10 godzin, i to z całą ścieżką legislacyjną trzech czytań, z Senatem i podpisem prezydenta. Musiało się wydarzyć coś bardzo ważnego, musiał być tak mocny nacisk, który przełożył się na taki pośpiech. Myślę, że Polacy powinni oczekiwać i doczekać się od rządzących wyjaśnień.

Jeszcze w styczniu elektorat PiS był przygotowywany i zapewniany, że władza nie ustąpi o krok z zapisów ustawy o IPN, a teraz jest radykalny zwrot i wmawianie ludziom, że wszystko jest w porządku. Czy jest w porządku?
– Nic nie jest w porządku. Pytanie, co takiego się wydarzyło między styczniem a końcem czerwca tego roku? I to pytanie trzeba zadać wszystkim tym, którzy w styczniu mówili, że są dumni z polskości, z naszej historii, i że nie pozwolimy się szkalować. Tymczasem minęło pół roku i mamy zupełnie inną retorykę, kompletnie inną rzeczywistość. Osobiście nie czułem i nie czuję potrzeb takiej zmiany w polskim prawie. Dzisiaj do pytających większość parlamentarną o to, kiedy Polakom mówili prawdę w styczniu czy teraz, w czerwcu, dołączyły zarówno Platforma, Nowoczesna i PSL. Jak w tej sytuacji mają się czuć nasi rodacy i co mają myśleć o polskim rządzie, jeżeli przypomną sobie cały ten medialny przekaz ze stycznia, kiedy wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek na Twitterze pisała: „Nie będziemy zmieniać żadnych przepisów w ustawie o IPN. Mamy dosyć oskarżania Polski i Polaków o niemieckie zbrodnie”? Słyszeliśmy, że rząd broni honoru i godności Polski i że nie pozwoli na rozpowszechnianie kłamstw historycznych i by bezkarnie wpakować nas w buty zbrodniarzy, sprawców holokaustu itd., i że będziemy z tym wszystkim walczyć. Tymczasem mija pół roku i nagle jest inna rzeczywistość, okazuje się, że te wszystkie zapowiedzi to była jedna „wielka lipa”, że tak naprawdę nikomu nie zależy na obronie dobrego imienia Polski. Wystarczy, że większość parlamentarna postanowi o zmianie kursu i wszystko się zmienia o 180 stopni. Co więcej, słyszymy, że wprowadzone zmiany mają uspokoić atmosferę wokół Polski.

W czym ma to uspokoić atmosferę?
– Nie wiem. To pytanie bardziej do rządzących. Przecież ta ustawa o IPN ze stycznia tego roku nie była nakierowana przeciwko komukolwiek, za wyjątkiem osób, które łamią prawo. Logiczny wniosek, jaki się nasuwa, wskazuje, że musiały być ogromne naciski, najbardziej ze strony tych, którzy w oczywisty sposób w tym kontekście łamią polskie prawo. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Każdy, kto zna historię II wojny światowej, kto bazuje na faktach, nie będzie mówił o „polskich obozach śmierci” czy o udziale Polaków w holokauście – oczywiście pomijając przypadki incydentalne, które zdarzały się na całym świecie, we wszystkich państwach, gdzie toczyła się wojna. Ale nie pozwólmy na to, żeby ktoś obcy pisał za nas historię Polski, z czym, niestety, mamy dziś do czynienia.

A zatem w nowelizacji ustawy o IPN nie chodzi bynajmniej o żadną refleksję z naszej strony, ale o presję z zewnątrz?
– Niestety, ale ta presja jest znaczna, co widać po tempie dokonywanych zmian. Mówi się, że światem rządzą Stany Zjednoczone, ale wszystko wskazuje, że Stanami Zjednoczonymi rządzi Izrael.

Ile warte jest porozumienie z Izraelem oparte na ustępstwach, i to tylko z naszej strony?
– Pytanie brzmi, czy coś takiego jak honor, wolność, niepodległość da się wycenić, czy da się wycenić śmierć i ofiarę osób, które oddały życie, ratując swoich sąsiadów Żydów? Czy da się wycenić dziesiątki, czy może nawet setki tysięcy anonimowych bohaterów, którzy nigdy nie będą przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata? To są liczby nie do oszacowania. Proszę też pamiętać o jednej bardzo ważnej kwestii, o której się bardzo mało mówi, a wręcz się milczy, mianowicie, że w II wojnie światowej ginęli Polacy. Natomiast Żydzi, którzy ginęli w trakcie holokaustu, to byli polscy Żydzi, bo w tamtym czasie – na świecie – nie było państwa Izrael i to Polska była ich ojczyzną. To nad Wisłą znaleźli schronienie Żydzi w trakcie wojen religijnych i prześladowań w Europie Zachodniej i Polska – w tamtym okresie – była ich ojczyzną i ci ludzie, nasi obywatele mieli wówczas polskie paszporty. To byli polscy Żydzi. Jak zatem możemy dzisiaj pozwolić, aby ktoś przedstawiał inną, nieprawdziwą, bo niezgodną z faktami historię, że byli Polacy i byli Żydzi. To jest kłamstwo, bo wszyscy oni byli Polakami o żydowskim pochodzeniu, wyznania mojżeszowego. I to jest właściwa retoryka, która niestety w ogóle nie istnieje w międzynarodowej przestrzeni publicznej. Niestety, ale sami daliśmy sobie narzucić taką nieprawdziwą retorykę, co pokutuje do dzisiaj.

Wracając do zmian w ustawie o IPN, ile – Pana zdaniem – warte jest prawo, które jest efektem nacisków zewnętrznych?
– Przede wszystkim jako Polacy, jako Naród, także my, politycy, powinniśmy mieć świadomość, że niepodległość jest czymś, czego się nie da wycenić, nie da się skalkulować. To po pierwsze. Po drugie, takie państwa, jak Stany Zjednoczone czy Izrael, nigdy nie pozwolą, żeby decyzje dotyczące ich państw były podejmowane poza granicami, natomiast my zrobiliśmy rzecz straszną, dokonując zmian w naszym prawie w wyniku bardzo silnego nacisku, który – jak już wspomniałem – powoduje sprinterski wręcz tryb ustawodawczy. Coś takiego miało miejsce pierwszy raz w obecnej kadencji Sejmu, kiedy tak nagły, szybki i skuteczny tryb legislacyjny został zastosowany. Jednocześnie takie tempo powoduje, że nie jeden polski polityk, parlamentarzysta, który głosował za tą ustawą, ma dzisiaj politycznego kaca moralnego. Dzisiaj żyjemy w czasach, w przestrzeni internetu, gdzie słowa i czyny polityków nie giną i zawsze są do zacytowania czy odtworzenia. Dlatego ci, którzy przepchnęli nowelizację tej ustawy, muszą stanąć w prawdzie przed samymi sobą i przed wyborcami, przed którym będą musieli się wytłumaczyć. Tego wymaga zwykła ludzka przyzwoitość. Refleksja jest tu potrzebna i wskazana, bo albo się ma polityczny kręgosłup, albo się go nie ma i pełza się jak żmija.

Jakie mogą być konsekwencje zmiany ustawy o IPN, czy biorąc pod uwagę napiętą sytuację polityczną w Izraelu?
– W Izraelu odbiór nowelizacji ustawy o IPN też nie jest jednoznaczny, są przecież głosy, że to też jest złe, że to za mało. Ale mnie, jako Polaka, nic nie obchodzą wewnętrzne spory w innym państwie i to, co sądzi ono o polskim prawie, czy krytykuje je, czy też chwali. Jako polski parlamentarzysta, jako poseł na Sejm RP, mam walczyć o interes państwa polskiego i nic mnie nie obchodzi samopoczucie izraelskich dyplomatów i polityków, mnie to nie interesuje. Mnie nie płaci izraelski, ale polski podatnik, abym skutecznie bronił polskich interesów. Polska racja stanu nade wszystko, i koniec kropka. Tymczasem rzeczywiście odnotowujemy przypadki – nie tylko w kwestii IPN-owskiej, gdzie wykazujemy dobrą wolę, co i tak powoduje negatywny odbiór z zewnątrz. Dlatego przestańmy wreszcie szukać i budować na siłę przekaz o uszczęśliwianiu wszystkich, bo nie o to chodzi w polityce, zwłaszcza w polityce zagranicznej. Rzecz w tym, aby podejmowane działania były racjonalne i słuszne dla państwa polskiego.

Czy ustępstwo w tej dziedzinie nie jest też otwarciem furtki dla kolejnych roszczeń i nacisków na Polskę, także w innych sprawach?
– Na pewno ustępstwa w polityce międzynarodowej mogą być uważane jako przejaw słabości. Ale pytanie, które stawiam kolejny raz i na które chciałbym usłyszeć odpowiedź, brzmi: Co takiego się stało, że tak pilną, szybką ścieżkę legislacyjną uruchomiono? Jak wiadomo, tempo prac przyjęte przez kierownictwo Sejmu tej kadencji nie należy do szybkich, posiedzenia nie są aż tak częste, jak to bywało wcześniej, natomiast w lipcu mamy zaplanowane aż trzy posiedzenia Sejmu, a zatem nowelizacje ustawy o IPN – wszystkie trzy czytania można było przeprowadzić do końca lipca. Cóż się zatem wydarzyło, że było to potrzebne na tu i teraz? Ostatnie, dodatkowe posiedzenie Sejmu było zwołane w związku z pilnymi – jak słyszeliśmy – ustawami o odpadach i inspekcji ochrony środowiska, ale, jak wiemy, zostało to zmienione na rzecz nowelizacji ustawy o IPN. Mam wątpliwości, czy kiedykolwiek poznamy kulisy tej sprawy, obawiam się, że wszystko pozostanie tylko w sferze domysłów.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/198 ... stanu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 31 lip 2018, 20:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Mówić jednym głosem

Z posłem Andrzejem Maciejewskim, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

We wrześniu ma dojść do spotkania w Białym Domu prezydentów Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy. A jeszcze niedawno opozycja totalna grzmiała, że PiS stawia Polskę na peryferiach polityki zagranicznej…
– Według mnie, nie ma znaczenia, czy to jest Biały Dom, Pałac Namiestnikowski czy Belweder, ale ważne jest, żeby dwie strony chciały się spotkać. W mojej ocenie, coraz częściej – niesłusznie – zwracamy uwagę na symbole, na gesty, które zwłaszcza w dyplomacji są ważne, z których jednak nie wynika całokształt, całość relacji międzypaństwowych. Pytanie brzmi: Czy obie strony chcą się spotkać i co chcemy w ramach takiego spotkania załatwić i ugrać? Nie ma też co brać pod uwagę retoryki totalnych, która jest obłudna. Kiedy bowiem dochodzi do spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem to słyszymy, że spotyka się z przywódcą, który ma dobre relacje z Putinem, natomiast jeśli się nie spotyka, to pojawia się krytyka, że PiS psuje relacje z największym światowym mocarstwem i tak w kółko. To pokazuje, że cokolwiek nie zrobimy, to na polskiej scenie politycznej zawsze będą grupy, które we wszystkim zwietrzą spisek i skrytykują każde – choćby najlepsze – działanie.

Prezydentowi Donaldowi Trumpowi chyba nikt nie narzuca spotkania z polskim prezydentem...
– Zgadza się, prezydent Trump to polityk wywodzący się z biznesu, nieskory do ustępstw, to człowiek, który wie, czego chce, i z pewnością nie jest łatwym partnerem. Skoro chce się spotkać z polskim prezydentem, to znaczy, że taka jest jego wola. Pytanie tylko, czy my jesteśmy dostatecznie przygotowani do takiego spotkania, czy mamy jasno zdefiniowane oczekiwania, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani i czy będziemy wystarczająco przekonujący, aby osiągnąć swoje cele? Ponadto cały czas mówimy o oczekiwaniach prezydenta, strony rządowej, ale mnie – osobiście – brakuje jasnego i spójnego stanowiska obu stron, także opozycyjnej. Chodzi o to, żeby cała polska klasa polityczna, polski parlament, żeby wszyscy w sprawach polskiej racji stanu, polskich interesów zaczęli mówić jednym głosem. Nie może być tak, że jedna strona mówi o drugiej – wasz prezydent, wasz premier, wasze interesy. Tak to niestety dzisiaj wygląda, ale prawda jest taka, że interes jest jeden, nasz, wspólny – polski. Podejście, z jakim dzisiaj mamy do czynienia, niestety bardzo źle świadczy o naszej klasie politycznej, ale to pokazuje, że poprzez brak jasnego, spójnego przekazu tak naprawdę sami niszczymy naszą politykę zagraniczną. I tu nie trzeba nam żadnych wrogów, bo sami skutecznie potrafimy wszystko zniszczyć.

Czy w tej sytuacji prezydent Duda może liczyć na tak ciepłe przyjęcie w Białym Domu, chociażby takie jak Emmanuel Macron czy ostatnio Jean Claude-Juncker?
– Sądzę, że tak będzie, że polski prezydent zostanie godnie i ciepło przyjęty w Białym Domu. Zakładam też, że prezydentowi Andrzejowi Dudzie będzie towarzyszyła pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda, co jest bardzo ważne. Kobiety w polityce, żony głów państw, pełnią istotną rolę, bo jeśli pierwsze damy się dogadują, to tworzy to odpowiedni grunt do dalszych kontaktów prezydentów. Dlatego jest tu – jak sądzę – bardzo ważna rola pani prezydentowej. Nie umniejszając roli głów państw, ale fakt faktem, kobiety łagodzą obyczaje i niejeden już konflikt zażegnały. Warto o tym pamiętać.

Czy do tej wizyty mogłoby dojść, gdyby nie ustępstwa Polski w sprawie ustawy o IPN i deklaracja polsko-izraelska?
– To jest pytanie do polskiego MSZ, do tych, którzy przygotowywali wizytę polskiego prezydenta w Białym Domu. Nie ulega wątpliwości fakt, iż Stany Zjednoczone są potężnym państwem, potęgą militarną i gospodarczą. Za tą pozycją stoi i decydujący głos ma lobby żydowskie, które ma przełożenie na Senat czy Kongres Amerykański. Jest to oczywiście temat otwarty, ale dyskusję zostawiam środowiskom amerykańskim, bo to one mają z tym problem, nie my. Pytanie, tylko czy my powinniśmy tak łatwo ustępować…? Jeżeli Izrael w swoim prawie ma zapisaną walkę z osobami, które popierają czy propagują holokaust, i według prawa żydowskiego jest to przestępstwo ścigane z urzędu, to niby dlaczego Polska nie ma mieć prawa do ustawowego ścigania antypolonizmu? Jak nie mam żadnych wątpliwości co do tego, ale niestety – jak widzimy – wielu polskich polityków ciągle ma tu wątpliwości. A szkoda…

Jakie, Pana zdaniem, tematy powinny zostać poruszone podczas spotkania prezydentów Stanów Zjednoczonych i Polski?
– Sądzę, że rutynowo wśród tematów powinna się znaleźć sytuacja bieżąca na świecie. Ponadto niezwykle ważny dla nas jest temat stałych baz wojsk amerykańskich w Polsce. Jeśli weźmiemy pod uwagę wnioski po ostatnim szczycie NATO w Brukseli, to widać, że między Waszyngtonem a Berlinem nie ma najlepszej atmosfery, nie ma czegoś, co potocznie nazywa się chemią. Natomiast coraz głośniej mówi się o przesunięciu amerykańskich baz w Niemczech w kierunku wschodnim, czyli do Polski, a więc wzmocnienie wschodniej flanki NATO. Inna kwestia do bezpieczeństwo energetyczne. Ale o tym, co znajdzie się na agendzie rozmów, dowiemy się dopiero z najbliższej po spotkaniu obu prezydentów konferencji prasowej.

Jak ewentualne zacieśnienie współpracy między Polską a Stanami Zjednoczonymi może zostać odebrane przez naszych zachodnich sąsiadów, Niemcy, a także przez Francję?
– Jesteśmy pełnoprawnym członkiem NATO i wszystkie państwa Europy Zachodniej także są w tym gronie, więc nie sądzę, żeby był to jakiś problem, a jeśli już, to na pewno nie nasz. Ponadto każde państwo ma prawo występować w swoich sprawach, prowadzić swoje własne interesy i starać się – jak w tym wypadku – o stałe bazy wojskowe. Nie jest to zatem temat zamknięty, co więcej, w tym konkretnym wypadku mówimy nie o bazach NATO, ale bazach wojsk amerykańskich, a to są jakby dwie różne kwestie. Myślę, że to, iż flanka wschodnia Sojuszu Północnoatlantyckiego wymaga wzmocnienia, jest poza dyskusją i wszyscy się z tym zgadzają. Sądzę też, że nie ma przypadku w geście przekazania piłki futbolowej, w której mógł być mikrochip, którą podczas spotkania w Helsinkach – jako prezent – prezydentowi Trampowi ofiarował Putin. Pytanie, czy to był przypadek, złośliwość, czy też świadoma prowokacja pokazująca, że nawet podczas oficjalnego spotkania prezydent Rosji potwierdza, że był pracownikiem sowieckiego wywiadu, co więcej, stwierdza, że Rosja nie szpieguje Stanów Zjednoczonych i przekazuje piłkę.

Czy tym samym Putin nie pokazał, jaka jest polityka Rosji wobec Stanów Zjednoczonych?
– Myślę, że była to doskonała lekcja polityki zagranicznej Moskwy udzielona Waszyngtonowi. Putin, w świetle kamer, wykonał strzał z piłeczką i pytanie brzmi, czy mechanizm, który firma Adidas umieszcza w tego typu futbolówkach, który daje właścicielowi piłki dostęp do różnych informacji dotyczących oferty, mógł zostać odpowiednio zmodyfikowany przez rosyjskie służby w wiadomym celu.

Trump wyciągnął wnioski z tej lekcji, jakiej publicznie udzielił mu wyrafinowany Putin?
– To się dopiero okaże. Jak mówi Biblia, „po owocach ich poznacie”. Myślę, że to była bolesna lekcja, jakiej Putin udzielił Trumpowi.

Trump wyśle sygnał do Rosji, ale też do naszych zachodnich partnerów, że sojusz amerykańsko-polski jest mocny?
– Trudno w tej chwili powiedzieć. Natomiast jako polski polityk chciałbym, żeby ze spotkania polskiego prezydenta z prezydentem Stanów Zjednoczonych w świat poszedł jasny komunikat o tym, że kwestia stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce będzie się rozwijała. I to byłby ważny sygnał.

Prezydent Trump sprzeciwi się projektowi Nord Stream 2? Czy możemy liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych w tej sprawie?
– Prezydent Donald Trump już wypowiedział swoje bardzo stanowcze zdanie w tej sprawie, wielokrotnie powtarzane. Musimy pamiętać, że w pierwszej kolejności sami powinniśmy zadbać o swoje bezpieczeństwo. Dlatego przestańmy wreszcie oczekiwać, że ktoś za nas wszystko załatwi, bo tak nie będzie. Tak jak nie wolno było dopuścić do uzależnienia Polski od dostaw gazu z Rosji, tak też nie można postawić się na drugim, skrajnym biegunie. Musimy zadbać o dywersyfikację dostaw, musimy mieć swój własny, polski miks energetyczny i dopiero wtedy będziemy bezpieczni. Nie wolno pod żadnym pozorem dopuszczać do uzależnienia się od dostaw z jednej strony. Nigdy nie możemy być zakładnikiem tylko jednego dostawcy.

Jak dzisiaj wyglądają relacje polsko-amerykańskie, co je warunkuje, czy tylko biznesowe podejście Trumpa do dostawy gazu LNG i systemu Patriot?
– Uważam, że nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi są obecnie bardzo dobre, ku rozpaczy wielu w Polsce i za granicą. Mogę to powiedzieć także z perspektywy mojego okręgu wyborczego, gdzie na terenie Warmii i Mazur są bazy, w których stacjonują żołnierze amerykańscy. Nasi sojusznicy są tutaj bardzo dobrze przyjmowani i działania z jednej, jak i z drugiej strony są – można powiedzieć – profesjonalne. Myślę, że jest to dobry prognostyk na przyszłość gwarantujący nam bezpieczeństwo.

Skoro te relacje polsko-amerykańskie są tak dobre jak nigdy, to kiedy doczekamy się zniesienia wiz?
– To nie jest sprawa priorytetowa. Ponadto im więcej o tym mówimy, tym mniej się dzieje. Póki co dajmy sobie z tym spokój. Polacy mają dzisiaj możliwość swobodnego podróżowania po Europie i de facto całym świecie, a to, że wciąż obowiązują wizy do Stanów Zjednoczonych, myślę, że jest bardziej problemem urzędniczym niż problemem kolejnych prezydentów, którzy przez wiele lat nie potrafili sobie z tym poradzić.

A może nie chcieli...?
– Być może. Tak czy inaczej wychodzi na to, że prezydenci amerykańscy przemijają, a stanowisko urzędnicze pozostaje w tej kwestii niezmienne. Ponadto każdy, kto tak naprawdę chce wyjechać do Ameryki, to i tak otrzyma wizę i wyjedzie, a same wizy to bardziej element polityczny niż społeczny, który każdy rząd chce załatwić, przypisując sobie sukces. Tyle że ze społecznego punktu widzenia zniesienie wiz amerykańskich nie ma większego znaczenia.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... losem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 18 wrz 2018, 14:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pamiętajmy tylko, że polityka, która odbywa się na powierzchni stołu to jedynie gra pod publikę i mydlenie oczu.
Prawdziwa polityka odbywa się pod powierzchnią stołu i jest dla nas niedostępna.
Odczytują ją jedynie jednostki wnikliwe, bardziej świadome, kierujące się nie klangiem medialnym, ale zdrowym rozsądkiem.


W polskim interesie

Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15) rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jutro prezydent Andrzej Duda będzie gościem w Białym Domu. W jakim momencie relacji polsko-amerykańskich odbywać się będzie ta wizyta?
– Z całą pewnością trudne momenty we wzajemnych polsko-amerykańskich relacjach są za nami. Myślę tu przede wszystkim o awanturze wokół nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Widać dziś zacieśnienie współpracy. Nie dalej jak dwa tygodnie temu rozmawiałem z członkami Kongresu Stanów Zjednoczonych na temat informacji prasowych, które elektryzują amerykańską opinię publiczną – mianowicie o rzekomym łamaniu demokracji, o niszczeniu wymiaru sprawiedliwości czy o szalejącej w Polsce cenzurze, wręcz dyktaturze. Podczas tych naszych rozmów mogliśmy rozwiać wszelkie wątpliwości w tym zakresie. Należy się cieszyć, że głowa państwa polskiego spotka się z głową najpotężniejszego państwa na świecie, tym bardziej że Stany Zjednoczone są dla Polski naturalnym sojusznikiem i gwarantem naszego bezpieczeństwa – największym, jeśli chodzi o partnerów zagranicznych. Oczywiście poza gwarancjami, jakie sami sobie stwarzamy, budując siłę Wojska Polskiego czy dbając o naszą gospodarkę.

Czego spodziewa się Pan po rozmowach prezydentów?
– Liczę na to, że podczas rozmowy Duda – Trump oprócz kwestii bezpieczeństwa, które z pewnością będą dominowały, czy też kwestii zmian, jakie zachodzą na arenie międzynarodowej, czyli widocznej zmiany wektorów polityki amerykańskiej za czasów prezydentury Donalda Trumpa, będą również poruszone kwestie dotyczące Polaków bardzo licznie zamieszkujących Stany Zjednoczone. Ten temat powinien być w agendzie każdego prezydenta Rzeczypospolitej i przedstawiciela polskiego rządu podczas wizyty w Waszyngtonie. A ponieważ każdy amerykański prezydent musi się liczyć z głosami polskiej opinii publicznej, z głosami blisko dziesięciu milionów obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy są z pochodzenia Polakami, spodziewam się, że tematy związane z Polonią amerykańską, m.in. kwestia emerytur, a także wiz dla Polaków, znajdą się również w agendzie spotkania polskiego prezydenta z gospodarzem Białego Domu.

Prezydent Duda poleci do USA bezpośrednio ze szczytu Międzymorza w Bukareszcie z udziałem Niemiec. Jakie ma to znaczenie?
– Moim zdaniem, jest to związane z ciągle narastającym napięciem na linii świat Zachodu – Federacja Rosyjska. Niemcy są tutaj z pewnością ważnym czynnikiem chociażby z uwagi na walor ekonomiczno-gospodarczy naszego zachodniego sąsiada. Podejrzewam, że to właśnie jest ważną przesłanką, bo Polska i Niemcy są sąsiadami, stanowią wschodnią flankę NATO, co się wiąże również z przeniesieniem części jednostek i wojsk stacjonujących w Niemczech na teren Polski.

W wywiadzie dla Magazynu Militarnego MILMAG prezydent Duda powiedział, że Amerykanom zależy na zintegrowanej Unii Europejskiej.
– Bardzo możliwe, że chodzi tu o jakiś zabieg dyplomatyczny ze strony prezydenta Dudy, aby pomóc w rzeczywiście nie najlepszych relacjach niemiecko-amerykańskich. Niewykluczone, że prezydent Duda chce się tutaj podjąć roli mediatora czy też wystąpić w roli męża zaufania między kanclerz Angelą Merkel a prezydentem Donaldem Trumpem, a tym samym pozyskać dobre relacje z Republiką Federalną Niemiec w kontekście konfliktu Polski z Komisją Europejską.

Co nam się bardziej opłaca: sojusz z Niemcami czy ze Stanami Zjednoczonymi?
– Polsce opłacają się przede wszystkim takie sojusze, które gwarantują nam korzyści. Osobiście jestem przeciwnikiem sojuszy, które wywołują tylko dobre samopoczucie. Zasada jest jedna: trzeba ufać i sprawdzać, jak powiedział Ronald Reagan. Jeśli zatem mamy realne wsparcie ze strony Niemiec i ten partner ma nam coś konkretnego do zaoferowania, to powinniśmy to rozważyć. Podobnie jeśli Stany Zjednoczone mają nam coś do zaoferowania w zamian za nasze nieustające wsparcie i trwanie przy naszym amerykańskim sojuszniku w wielu sytuacjach międzynarodowych, to również powinniśmy tego oczekiwać. Jedno jest pewne: trzeba dbać o swoje interesy i wyciągać wnioski ze słów premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla, który powiedział, że sojusze są zmienne, a interes stały.

Mogliśmy się o tym przekonać chociażby w obliczu napaści Niemiec na Polskę, gdzie mimo sojuszy, m.in. z Wielką Brytanią, zostaliśmy sami…
– Dokładnie tak, ale na tym właśnie polega realna polityka. Wielka Brytania ma stałe interesy, a zmienne sojusze. Polska również ma stałe interesy, jeśli chodzi o nasz interes narodowy i kreowanie polityki międzynarodowej w imię tegoż interesu, który powinien być w sposób właściwy zdefiniowany. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że polska polityka zagraniczna od lat kieruje się odwrotnym wektorem, to znaczy, że to sojusze międzynarodowe kreują polski interes narodowy, co pokazuje, że sprawę stawiamy na głowie, zamiast postawić ją na nogach.

W rozmowach w Białym Domu nie może chyba zabraknąć kwestii ukraińskiej. Mówi się, że sponsorem oderwania Kijowa z orbity Moskwy mają być Stany Zjednoczone, a ambasadorem Polska.
– Na pewno w interesie całego świata Zachodu leży westernizacja Ukrainy, czyli przejmowanie przez to państwo wzorców kulturowych, ekonomicznych i politycznych z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Pytanie tylko, czy świat zachodni jest tak zdeterminowany, aby tyle wysiłków, a przede wszystkim środków finansowych włożyć w ten proces. A także, czy sami Ukraińcy są zainteresowani tym, aby po latach opuścić strefę wpływów Moskwy. Jeśli chodzi o ilość reform, jakie się realnie dokonują na Ukrainie, to jest ona niezadowalająca. Jest to obecnie państwo ogarnięte niestety przez oligarchie, przesiąknięte korupcją. W przyszłym roku Kijów czekają potężne zmiany polityczne, bo odbędą się tam wybory prezydenckie i parlamentarne.

Tym bardziej powinniśmy się angażować, aby znaleźć się przy stole rozmów dotyczących wsparcia dla Ukrainy. Nie kto inny jak właśnie my, Polacy, powinniśmy podnosić też kwestię szerzącego się ultranacjonalizmu ukraińskiego i wskazywać, że jest to element absolutnie nie do zaakceptowania. Nie można budować przyszłości Ukrainy na fałszywych podstawach, na micie założycielskim opartym o kłamstwa i zbrodnie. Wszystkim naszym działaniom, działaniom naszych władz powinna przyświecać polska racja stanu.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/201 ... resie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 20 wrz 2018, 20:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Normalne relacje

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dotychczas ze strony opozycji słyszeliśmy, że prezydent Andrzej Duda jest izolowany na zagranicznej scenie politycznej, że nigdy nie wejdzie do Białego Domu. Stało się jednak inaczej, a prezydent Trump podkreślił nawet, że relacje polsko-amerykańskie nigdy nie były tak dobre jak dzisiaj. Jak ocenia Pan tę wizytę?
– Rzeczywiście cała ta międzynarodowa gra jest dla opozycji totalnej okazją do tego, żeby rząd dyskredytować czy atakować jego działania. I w tym kontekście pojawia się hasło izolacji i twierdzenie, że Polska jest izolowana na arenie międzynarodowej, w Unii Europejskiej. Widzimy chociażby, jak Europejska Sieć Rad Sądownictwa potraktowała naszą Krajową Radę Sądownictwa itd., itd. Natomiast spotkanie polskiego prezydenta z prezydentem największego światowego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone, i wizyta w Białym Domu jest bez wątpienia wydarzeniem doniosłym, bo łamie wszystkie te stereotypy. Oczywiście starano się te stereotypy podkreślać przy okazji nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, kiedy mówiono, że rząd Prawa i Sprawiedliwości jest skłócony niemalże z całym światem. Natomiast wydarzenia ostatnich dni dotyczą dwóch przestrzeni: jedna to środkowo-europejska, bo prezydent Duda uczestniczył w szczycie Trójmorza w Bukareszcie, a druga amerykańska, które pokazują, że tej izolacji Polski wcale nie ma, natomiast są realne interesy i realne spory, a zarazem są realne sojusze. O ile, patrząc racjonalnie, nie należy popadać w huraoptymizm związany z wizytą prezydenta Dudy w Białym Domu, o tyle należy podkreślić, że mamy do czynienia z normalnymi relacjami polsko-amerykańskimi i próbą ułożenia wzajemnych interesów, ponieważ jest przestrzeń i cała gama tematów, które możemy wspólnie zrealizować, zwłaszcza związanych z szeroko rozumianym bezpieczeństwem.

W Waszyngtonie obaj prezydenci podpisali wspólną deklarację o polsko-amerykańskim partnerstwie strategicznym w zakresie obronności, energetyki oraz wymiany handlowej, inwestycji, badań i innowacji. Jakie znaczenie ma ten dokument?
– Nawet jeśli są to deklaracje, ale czynione w dobrej wierze, bo tak to definiujemy, to wyznaczają one pewne kierunki na przyszłość. Oczywiście praktyka będzie decydować, a nie sam dokument, który jest tylko wskazaniem, jakie są wspólne przestrzenie do zagospodarowania, bo o to chodzi. Zresztą zawsze w ten sposób definiowaliśmy nasze interesy, czyli bezpieczeństwo, energetyka połączona z bezpieczeństwem, ale też z biznesem, oraz szeroko rozumiane kwestie dotyczące wymiany handlowej, inwestycji itp., a więc tematy, które podejmuje się z każdym znaczącym się krajem. Można powiedzieć, że są to sprawy ważne, spotkanie istotne, ale czy wspólna deklaracja zostanie wypełniona w praktyce, to się dopiero okaże. Dlatego należy patrzeć w przyszłość z optymizmem, ale racjonalnie.

Czy biorąc pod uwagę przebieg tej wizyty oraz wspólne deklaracje, możemy powiedzieć, że Stany Zjednoczone to dzisiaj nasz realny partner?
– Jesteśmy w dobrych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie jest tak, że wszystko nas łączy, że są między nami tylko wspólne przestrzenie, bo tak nie jest. Wspomniana wcześniej nowelizacja ustawy o IPN czy ustawa Just Act 447 w sprawie restytucji mienia ofiar holocaustu pokazały, że między nami są kwestie rozbieżne. Tak czy inaczej w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi trzeba zdefiniować, w czym z Amerykanami jest nam po drodze. Zresztą prezydent Donald Trump doskonale to zilustrował, kiedy mówiąc o bazach, podkreślał, że mówimy tu o finansach. Zresztą jest to charakterystyczne dla obecnego amerykańskiego prezydenta, który do polityki podchodzi w sposób biznesowy, w sposób bardzo praktyczny. I z naszej strony też powinno być bardzo podobne podejście, mianowicie jeśli Amerykanie coś od nas chcą, to pytanie jest, ile to kosztuje i jaki będziemy mieć z tego zysk. I tak jeśli, dajmy na to, będziemy kupować od Amerykanów gaz LNG, to nie jest to tylko kwestia dywersyfikacji, bo równie dobrze możemy sobie zapewnić dostawy gazu LNG, dajmy na to, z Kataru, tylko ile nas to będzie kosztować. Wszystko zatem musi być dobrze przeanalizowane, policzone i bardzo realne. Wcześniej patrzyliśmy na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi bardzo idealistycznie, żeby nie powiedzieć zbyt naiwnie. I tak, godząc się na udział naszych wojsk i zaangażowanie w misjach w Iraku, nie stawialiśmy warunków, wychodząc z założenia, że co będzie, to będzie. I to był błąd, bo powinniśmy jasno, konkretnie artykułować nasze oczekiwania. Takie spojrzenie jest jedynie słuszne, jeśli chodzi o nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

Czy stałe bazy amerykańskie w Polsce to realny projekt?
– Pewnie jest to możliwe, tylko proszę pamiętać, że prezydent Trump na wszystko patrzy przez pryzmat pieniądza, w kategoriach biznesowych. Można to sprowadzić do stwierdzenia, ile to będzie kosztowało i kto za to zapłaci. Donald Trump, chcą podnieść gospodarkę amerykańską, stara się ciąć koszty, ciąć, likwidować też deficyty handlowe, stąd mamy różne wojny handlowe. Również kwestia stałych baz amerykańskich w Polsce jest też na etapie negocjacji i diagnozowania, co, na ile i komu może się opłacić.

Usłyszeliśmy, że koszt powstania takiej bazy to rząd około dwóch miliardów dolarów i że Polska będzie w tym przedsięwzięciu partycypować…
– Dokładnie w ten sposób Amerykanie patrzą dzisiaj na swój udział także w zapewnieniu bezpieczeństwa swoim sojusznikom. To nie jest patrzenie globalistyczne, ale bardzo twarde stanowisko Waszyngtonu, że o ile – dajmy na to – Polska zabiega o zwiększenie własnego bezpieczeństwa, które mają nam zapewnić Amerykanie, to będzie to kosztowało. Trzeba sobie przeliczyć, czy stałe bazy amerykańskie w Polsce są dla nas opłacalne, czy lepiej miliardy dolarów, które trzeba będzie wydać każdego roku, nie lepiej przeznaczyć na dozbrajanie własnej armii zarówno pod względem liczebnym, jak i sprzętowym. Te dylematy zawsze będą, ale tym bardziej trzeba oceniać, co się nam bardziej opłaca.

Jakie znaczenie ma zrozumienie Amerykanów dla polskiej polityki, zważywszy, że w Unii Europejskiej mamy właściwie tylko krytykę Polski?
– Jeśli mówimy o zrozumieniu polityki prowadzonej przez polski rząd, to nasza sytuacja jest bardzo podobna do sytuacji Donalda Trumpa, który ma problem z amerykańskim establishmentem czy z mediami podobny do tego, który my mamy u siebie z tzw. totalną opozycją czy na zewnątrz z Komisją Europejską. Dlatego prezydent Trump doskonale rozumie cały ten świat, cały ten zgiełk, wszystkie kłamstwa czy manipulacje. Natomiast cała reszta to nie jest kwestia zrozumienia, tylko kwestia interesu. Nie tyle się one pojawiają jako wspólne, ale mamy tu do czynienia z coraz bardziej kształtującym się układem niemiecko-rosyjskim w sferze biznesowej, energetycznej, co oczywiście budzi niepokój Ameryki, natomiast my jesteśmy między tymi dwoma bytami.

W czym możemy, w czym jesteśmy atrakcyjni dla Stanów Zjednoczonych, poza tym, że kupujemy od nich broń i gaz?
– Jesteśmy ważni dla Waszyngtonu przede wszystkim pod względem położenia geopolitycznego. Musimy mieć świadomość, że ten amerykański projekt dotyczy nie tylko Polski, ale sieci krajów w Europie Środkowej. Nasze położenie jest zatem wielorako strategiczne dla Amerykanów. Jeśli ktoś mówi o pomysłach, jak Jedwabny Szlak, trudnych czy niewygodnych dla Stanów Zjednoczonych, to musi wiedzieć, że ma on przebiegać właśnie przez Europę Środkową, jeśli mówimy o kwestiach dotyczących gazu, to też jest przestrzeń środkowoeuropejska. A więc jest cała seria różnych spraw dotyczących Europy Środkowej, które z perspektywy amerykańskiej należy zagospodarować politycznie – zwłaszcza że Niemcy w stosunku do Stanów Zjednoczonych ustawiają się okoniem, a już na pewno są bardzo negatywnie nastawieni do administracji Donalda Trumpa.

Czy możemy wykorzystać sytuację i wypełnić lukę po Niemcach, a przynajmniej być ważnym partnerem dla Waszyngtonu w Europie obok Berlina?
– Nie da się tej luki wypełnić, jeśli się nie ma potencjału gospodarczego niemieckiego, a więc jest to dla nas pieśń przyszłości. Oczywiście możemy sobie postawić taki cel do zrealizowania za kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat, ale do tego droga jeszcze daleka. Natomiast możemy wykorzystać tę sytuację do tego, żeby wybić się na suwerenność, bo jak wspomniałem na początku naszej rozmowy – cała ta skomasowana akcja unijna przeciwko Polsce jest nakierowana na to, żeby Polska nie była podmiotem w przestrzeni Europy. Napięta atmosfera między Amerykanami a Niemcami daje nam możliwość zagrania na tym konflikcie i wytworzenia takiej siły.

Jak w kontekście wizyty prezydenta Dudy w Białym Domu ocenia Pan skuteczność polityki zagranicznej obecnej władzy w porównaniu z poprzednikami?
– Przede wszystkim mówimy tu nie o tym, czy będziemy poklepywani przez Trumpa czy przez Junckera, ale o tym, czy stawiamy sobie suwerenne cele w przestrzeni międzynarodowej i czy jesteśmy w stanie konsekwentnie te cele realizować. I to jest według mnie zasadnicza sprawa. Im bardziej jesteśmy zewnętrznie atakowani – szczególnie ze strony Unii Europejskiej, tym bardziej widać, że te cele są realnie nasze, natomiast jeśli mówimy o relacjach z Ameryką, to jest to zdecydowanie bardziej skomplikowana sprawa. Proszę pamiętać, że naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi nie da się widzieć tylko pozytywnie, że – jak wspomniałem – nie ma między nami żadnych problemów, natomiast jest bardzo dynamiczna próba wyrwania się z uścisku niemieckiego czy też – jeśli mówimy o energetyce – z uścisku niemiecko-rosyjskiego. I tu w Amerykanach – jak sądzę – możemy widzieć sprzymierzeńca. Jeśli zaś chodzi o poprzednią ekipę, to w naszej polityce zagranicznej była to funkcja Berlina. Przypomnę tylko słowa szefa dyplomacji w rządzie PO – PSL Radosława Sikorskiego, który mówił, że nie boi się niemieckich czołgów, tylko niemieckiej bierności. To jest dokładna ilustracja tego, jak za Platformy w przestrzeni geopolitycznej funkcjonowało państwo polskie.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/201 ... lacje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska racja stanu
PostNapisane: 29 wrz 2018, 12:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nasza siła jest inna

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W ocenie Pana Profesora, co było najważniejszym punktem przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy podczas 73. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ?
– W wystąpieniu czy w ogóle w wypowiedziach prezydenta Dudy podczas Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ jest jeden wątek powtarzający się w różnych aspektach, a dotyczący suwerenności państw narodowych i poszanowania tej suwerenności przez większych graczy na geopolitycznej scenie. Ponieważ znajduje on wzmocnienie w przekazie Stanów Zjednoczonych, dlatego jest słyszany. Proszę zwrócić uwagę, że wszystko to jest wypowiadane w kontekście naszego geopolitycznego położenia oraz w kontekście działań Unii Europejskiej choćby wobec Polski czy Rosji i w ogóle w odniesieniu do Europy centralnej. Zresztą prezydent Andrzej Duda podkreślił, że zasada suwerennej równości państw będzie priorytetem w drugim roku członkostwa Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Co sprawia, że suwerenna równość państw, współdziałanie na rzecz solidarności międzynarodowej jest dzisiaj tak trudne do osiągnięcia?
– Odwiecznie wśród imperiów jest chęć władzy. Starają się one dominować nad słabszymi. My mamy tę tradycję sięgającą jeszcze Pawła Włodkowica i jego myśli o prawach narodów, prawach ludów do samostanowienia, gdzie wnioskował on o konieczności układania wzajemnych stosunków na drodze umów i traktatów między panującymi. Jako Polska mamy też tradycję walk o niepodległość i obronę tej niepodległości, w związku z tym – w sposób oczywisty – mówimy głosem państw, w których niepodległość była bądź jest zagrożona. Natomiast wielkie potęgi, zawsze posługując się jakąś ideologią, propagandą, starają się – kosztem mniejszych – wzmacniać bądź tworzyć przewagę lub dominację. I to jest cała filozofia. Oczywiście te ideologie się zmieniają, mają bardzo często internacjonalistyczny charakter, jak chociażby ideologia sowiecka, komunistyczna, która zakładała budowę jednego państwa o podstawach komunistycznych, ale w istocie chodziło o podbój i dominację Moskwy. Kiedyś Hitler mówił o panowaniu jednej wielojęzycznej rasy w Europie czy w świecie, ale w istocie chodziło o dominację Berlina. Również Napoleon mówił o cesarstwie ogólnoeuropejskim, ale ostatecznie to Paryż miał dominować. W związku z tym ktoś musi mówić głosem tych, którzy chcą zachować suwerenność, i Polska stara się wychodzić temu wyzwaniu naprzeciw.

Ważnym aspektem przemówienia były też słowa prezydenta Dudy, który podkreślił, że politykę należy budować na wartościach. Czy takie podejście Polski ma szansę zyskać aprobatę w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie?
– Rzeczywiście prezydent Duda stwierdził, że takie wartości jak życie ludzkie nie podlegają definicji politycznej, ale są fundamentem ładu na świecie. Trudno będzie zyskać taką akceptację w sytuacji, gdy dojdziemy do momentu, kiedy jest człowiek, kiedy powstaje życie ludzkie. W tym zliberalizowanym świecie te definicje będą bardzo zróżnicowane, zwłaszcza jeśli chodzi o początek i koniec życia ludzkiego. Współczesny świat jest tak zwariowany, że sama norma – życie ludzkie – może nie podlegać dyskusji, a zaczniemy dyskutować, kiedy jest człowiek itd. I to jest problem tego świata liberalnego, który zasadniczo nie uznaje prawdy, stąd takie konsekwencje.

Ale to nie oznacza, że nie należy mówić o prawdzie i dążyć do prawdy…
– Trzeba nie tylko mówić, ale i robić wszystko, żeby były kraje – w świecie Zachodu niestety trudno takie znaleźć – gdzie będzie pełna ochrona życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. I to jest najważniejszy manifest tego, co jest sednem naszej cywilizacji. Świat Zachodu przeżywa poważny kryzys, który toczy go coraz bardziej.

Jak ocenia Pan zapowiedź prezydenta Dudy dotyczącą powrotu Polski do udziału w misjach pokojowych pod auspicjami ONZ, z czego wycofała na koalicja PO – PSL?
– Wiemy, że Polska podpisała nową Deklarację Wspólnych Zobowiązań ws. Operacji Pokojowych i jak podkreślał szef gabinetu prezydenta min. Krzysztof Szczerski, aktywnie zabiega o powrót do zwiększonego udziału w tych działaniach. To jest też wpisywanie się – po części – w politykę amerykańską. Proszę wziąć pod uwagę, że przy tych wszystkich zmaganiach, jakie są w świecie, Polska obrała kurs amerykański i w dużym stopniu będzie się chciała tego trzymać. I sądzę, że tak trzeba też rozumieć zapowiedź prezydenta Dudy co do powrotu Polski do udziału w misjach pokojowych ONZ.

Prezydent Duda podkreśla też konieczność reform Unii Europejskiej oraz gotowość poparcia reform Rady Bezpieczeństwa ONZ, co z kolei forsują Stany Zjednoczone.
– Jak słyszymy, motywem przewodnim reform Rady Bezpieczeństwa ONZ ma być, czy też powinno być, m.in. zwiększenie obszaru równych praw i kompetencji wszystkich członków Rady, co wydaje się oczywiste. Obecna sytuacja to jest pewien anachronizm powojenny, gdzie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ mamy prawo weta stałych członków, ponadto proporcja sił w świecie nie jest dziś taka jak dawniej – po II wojnie światowej. Minęło dużo czasu i jeśli mówimy o ONZ jako organizacji, która powinna być bardziej sprawna, która oddziaływałaby na arenę międzynarodową, a nie tylko pełniła rolę forum wymiany myśli, to rzeczywiście taka reforma byłaby jak najbardziej wskazana. Pytanie tylko, na ile państwa członkowskie, głównie stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ, są zdecydowane iść w tym kierunku?

Podczas 73. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ występował też prezydent Trump, który kolejny raz w pozytywnym świetle mówił o Polsce. Co sprawia, że jesteśmy w tej chwili w centrum zainteresowania amerykańskich władz?
– To jest wynik czystej kalkulacji interesów amerykańskich w świecie. Przypomnę tylko, że w tym samym przemówieniu prezydent Donald Trump wymienił obok Polski także kilka innych państw, jak chociażby Indie, Izrael czy Arabia Saudyjska, które uosabiają punkty zapalne czy raczej interesy amerykańskie w świecie. Skonfliktowany świat arabski i Arabia Saudyjska, która zakupuje broń od Amerykanów i stara się być w relacjach sojuszniczych z Waszyngtonem, mamy też Indie, mówimy także o napiętych relacjach Stanów Zjednoczonych z Chinami. Natomiast jeśli chodzi o nas, to tu jest napięty układ niemiecko-rosyjski i Polska stara się wybijać z tego niekorzystnego układu. To wszystko są rzeczy, które pokazują priorytety polityki amerykańskiej w różnych częściach globu i stąd jesteśmy wymieniani przez prezydenta Trumpa jako naród, który nie chce się podporządkować ani dyktatowi Moskwy, ani też dyktatowi Niemiec.

Czy nie jest jednak tak, że Trump próbuje wbić Polskę jako klin między Rosję i Niemcy?
– To jest wspólny interes, bo współczesna Polska nie chce być przedmiotem rozgrywki niemiecko-rosyjskiej, tak jak to było za rządów Platformy i PSL, Stanom Zjednoczonym takie nasze podejście się opłaca. Amerykanie nie chcą na kontynencie euroazjatyckim związku Berlina i Moskwy, bo jest to groźne dla interesów Waszyngtonu. Stąd taka wspólnota interesów w tym zakresie.

Ale czy w tej sytuacji nie stajemy się przedmiotem w rękach Stanów Zjednoczonych?
– Polska niestety nie jest supermocarstwem, które mogłoby określać warunki gry w świecie. Natomiast jesteśmy państwem średniej wielkości, które chce się wybić na podmiotowość, stąd tkwimy w o wiele większym systemie uzależnień – szczególnie od Unii Europejskiej, czyli de facto od Niemiec, co dotyczy wielu sfer, m.in. prawnej, gospodarczej, politycznej itd., a nie od Stanów Zjednoczonych. W tym względzie Waszyngton ma o wiele mniejszy – w sensie negatywnym – wpływ na naszą suwerenność. W związku z czym musimy z kimś toczyć tę grę. Przy tak wielkich potęgach nie da się prowadzić własnej polityki i mówić, że nie gramy z nikim, bo może się okazać, że wszyscy zagrają przeciwko nam. I to jest sprawa oczywista. Wybór jest prosty: albo wejść w układ niemiecko-rosyjski, który w sensie gospodarczym kształtuje się poprzez projekt Nord Stream, albo też szukać kogoś silnego, kto temu chce przeciwdziałać. Jedynym czynnikiem siły w tej chwili jest Donald Trump i stąd wspólnota interesów, która za tym idzie. Oczywiście byłoby mylne stwierdzenie, że zawsze i wszędzie będzie nam po drodze, natomiast musi być jakiś wybór strategiczny kogoś. Nie mamy bowiem możliwości sami być mocarstwem, na co jest za wcześnie, zresztą nie mamy tego potencjału, co Niemcy i nie możemy sterować Unią Europejską, tak jak robi to Berlin, bo nasza siła jest inna.

Musimy się też liczyć z tym, że nie zawsze prezydentem Stanów Zjednoczonych będzie Trump…
– Oczywiście to jest racja, dlatego – jak wspomniałem – nie zawsze z Amerykanami musi być nam po drodze. Natomiast kiedy jest nam po drodze, to trzeba to wykorzystać, a kiedy nie, to trzeba szukać innych układów. Polityka światowa jest zmienna, nie wiadomo też, co będzie w Unii Europejskiej po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Widzimy, że w wielu krajach Unii do głosu dochodzą siły narodowe, co świadczy o pewnej dynamice zachodzącej na geopolitycznej scenie europejskiej, ale też światowej. Zobaczymy też, co dalej, w przyszłości będzie w Niemczech. I te wszystkie przemiany zachodzące w świecie trzeba czytać na bieżąco i odpowiednio się zachowywać. Tak czy inaczej dopóki prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Donald Trump, to mamy interes do zrobienia i powinniśmy działać w tym kierunku.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/201 ... -inna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 12 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /