Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 13 cze 2017, 13:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Fircyk, dorobkiewicz, cwaniaczek. O co walczy? O dalsze gangsterskie nierządy kolesiów Donków, Bronków, Mirów, Radków i innych niedojdów?
Na kogo się powołuje? Na Jaruzela, na Gomułkę, na Dzierżyńskiego, na Bieruta?
Nie. On chce, żeby jego aspiracje do dalszego okradania Polski i Polaków legitymizowali Powstańcy Styczniowi, Powstańcy Listopadowi, Powstańcy Warszawscy.
Nie zgłupiał.
To przemówiła perfidia.
Może powołasz się marna istoto jeszcze na Sobieskiego, na Piłsudskiego, na Jana Pawła II?
Ani wstydu, ani godności, .... ani rozumu ... to coś nie ma.


Frasyniuk odczep sie od mojej Rodziny

Jestem człowiekiem, który reprezentuje wszystkich tych, którzy pooddawali życie w powstaniu styczniowym, powstaniu listopadowym czy powstaniu warszawskim. Wszyscy marzyli o bezpiecznym, stabilnym, przewidywalnym państwie i o tym, żeby mogli być współgospodarzami, wolnymi ludźmi we własnym kraju. I z całą pewnością jestem agentem Unii Europejskiej, czyli tej liberalnej demokracji

Wyleciales Wladziu za bande.Ja i wiele osob, nie zyczy sobie zebys reprezentowal, ani zywych ani umarlych tym bardziej.

Zachowales sie jak zwykly menel, teraz na trumnach bohatterow, chcesz sie dostac do koryta.

Dokonczyles samozaorania .

Opublikowano: 13.06.2017 13:01.

http://czarownica.salon24.pl/785714,fra ... ej-rodziny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 10 lip 2017, 16:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Czy w Warszawie możliwy jest drugi Hamburg?

Chwilowo na szczęście nie, choć niewątpliwie mamy wielu chętnych do urządzenia brutalnej jatki nad Wisłą. Pamiętamy wszyscy doroczne prowokacje i zadymy w Dzień Niepodległości w czasach rządów PO-PSL, pamiętamy grudniowe próby obalenia legalnie wybranych władz. Od kilku miesięcy tzw.”obywatele RP” starają się wywołać burdy w trakcie miesięcznic smoleńskich. Celem tych działań jest - oprócz obalenia obecnej władzy (przedtem chodziło o możliwość delegalizacji partii opozycyjnych) - spowodowanie rozruchów na większą skalę oraz zasilenie mediów w historyjkę, jak to wściekły faszyzm w Polsce zwalcza tzw.demokrację (czyli żulię, złodziei i dawnych esbeków). Wiadomo, w warunkach zamętu wszelkim agenturom pracuje się lepiej a i pokraść na boku zawsze łatwiej niż pod rządami PiSu.

Mimo wielkich starań w tym kierunku (ach, iluż to się marzy, żeby sceny jak w Hamburgu pojawiły się w Warszawie) niewiele z tego wychodzi. Ot czasami padnie sobie i zaraz potem zmartwychwstanie jakiś fałszywy nieboszczyk pod Sejmem (trup wielokrotnego użytku, jak ktoś owo ciało trafnie nazwał) a leciwe panie z białymi różami na Krakowskim nie robią na nikim żadnego wrażenia. Największym medialnym łupem był jak dotychczas Frasyniuk zalegający na bruku Krakowskiego Przedmieścia a następnie ostrożnie i z pietyzmem stamtąd wynoszony. Wyniki jednym słowem raczej kiepskie.

I pragnę przekazać dziś wiadomość ostrożnie optymistyczną (o ile oczywiście nie zajdą jakieś nadzwyczajne okoliczności) – otóż żadnego Hamburga w Warszawie póki co nie będzie, mimo usilnych starań. Ostatecznym potwierdzeniem jest zachorowanie Wałęsy punktualnie przed zadymą oraz ogrom zajęć Wałęsy juniora w PE uniemożliwiający mu udział w protestach. No cóż, z Wałęsy tym razem wyszedł nie histeryk a rasowy polityk – w końcu kto jako tako sprytny i przytomny z tej branży lubi się pokazywać na tle przegranych, fałszywych nieboszczyków czy innych ciał bezwładnych? Fachowa wiedza najwyraźniej została tu w zgodzie z dobrą, starą tradycją przekazana dalej z ojca na syna. Dobrze dla wszystkich zainteresowanych.

Dlaczego Hamburg w Warszawie jest póki co nierealny? Zacznijmy na wesoło – po prostu świadomość rewolucyjna mas społecznych w Polsce jest bardzo niska. Każdy, kto pamięta komunę, przypomni sobie nierozgarniętych politruków, którzy bez przerwy bredzili coś o przechodzeniu od socjalizmu do komunizmu i o wznoszeniu się na wyższy etap świadomości (na szczęście sama załapałam się na dogorywającą końcówkę tego upiorstwa). I Polacy jakoś zaparli się i za nic nie chcą sobie przejść na ów wyższy etap – nie chcą migrantów niewiadomego pochodzenia, nie chcą gender, nie chcą w ogóle żadnej światowej rewolucji i zamieszek na ulicach miast. Zamiast tego wolą tkwić w „burżuazyjnych” i „pańskich” przyzwyczajeniach, tzn.dostać dobrą pracę, wybudować dom czy kupić mieszkanie a na urlop podróżować po jakichś miłych miejscach. To prawie tak, jak w wyrzekaniach Lenina o Krakowie. W jego wrażeniach było to straszne miasto, gdyż jego mieszkańcy zamiast dać się ponieść płomieniom rewolucji czy czemuś tam podobnemu (dokładnie nie pamiętam cytatu ale o podobny bełkot chodziło), po prostu siedzieli po kawiarniach i popijali sobie kawę. Po prostu straszne. Ale to nie koniec fatalnych wieści dla komuny i lewactwa wszelkiego sortu – póki co jedyny „rewolucyjny potencjał” w Polsce można dostrzec raczej w młodzieży narodowej, na pewno nie ma go w lewakach podrygujących na platformach równości czy w weterankach KODu.

A teraz bardziej na poważnie. Polska jest społeczeństwem „na dorobku” (to chyba będzie najbardziej trafne określenie – nie jesteśmy już biedni ale od statusu bogatych państw wiele nas jeszcze dzieli) a okres komuny i biedy komunistycznej jest jeszcze zbyt dobrze zakodowany w głowach ludzi, którzy są obecnie czynni zawodowo czy zajmują odpowiedzialne stanowiska. Z moich obserwacji wynika, że nawet młodszych ludzi, trzydziesto czy dwudziestolatków, też byłoby raczej trudno masowo pozyskać do światowej rewolucji – większość z nich chce mieć porządną pracę czy robić kariery, podróżować i w spokoju korzystać z możliwości, jakie im stwarza dzisiejszy świat. To powoduje pewien pragmatyzm i nikt (mówię tu o większości, bo oczywiście nienormalni znajdują się w każdej społeczności), i to niezależnie od poglądów politycznych, nie będzie się chciał spokojnie przyglądać, jak bandy lewackiej hołoty plądrują dobytek (w większej części powstały niedawno i z dużym trudem) i zagrażają życiu i zdrowiu. Nie będzie też żadnego przyzwolenia ani tolerancji dla tego rodzaju wyskoków. Tego rodzaju tolerancja części „elit” dla lewackich burd daje się, niestety, zauważyć w wielu państwach zachodnich.

Trudno ocenić natomiast, na ile nasze społeczeństwo okazałoby się równie bezbronne jak mieszkańcy Hamburga a na ile byłoby w stanie szybko się zorganizować i dać odpór lewackiej dziczy. Wydaje mi się, że na wieść o takich zamieszkach mieszkańcy poszczególnych dzielnic próbowaliby się jakoś skrzyknąć i bronić swojego terenu i dobytku, może próbowaliby od samego początku nie wpuścić agresorów na swe ulice – te zajścia trwały w końcu kilka dni. To są oczywiście tylko domysły, poza tym należy mieć nadzieję, że nie zostaniemy wystawieni na taką próbę.

I ostatnia sprawa – sprawa władzy. W Niemczech podnoszą się nieśmiało głosy, że przemoc lewacka była zbyt długo tolerowana. Widać to było też przy okazji komentarzy do ostatnich zajść, dobry artykuł napisała o tym Aleksandra Rybińska, kto jeszcze nie czytał, to polecam. Obecnie u nas trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy dzikie lewackie hordy przy okazji dużego spotkania na szczycie plądrują miasto, policja jest bezradna a politycy całkowicie zaskoczeni. Minister Błaszczak, wobec którego nominacji początkowo była sceptyczna nawet część wyborców PiSu, pokazał już kilkukrotnie, że jako szef resortu SW jest w stanie zapanować nad dużymi imprezami. I gdyby w związku z jakimś wydarzeniem wiadomo było, że skrzykują się na nie bojówki z kraju i z zagranicy, to nie wyobrażam sobie, żeby obecny rząd nie podjął odpowiednich działań prewencyjnych.

Dzisiejsza zadyma zapowiadana przez tzw.”obywateli RP” oczywiście może być gorąca, jednak na większą rewolucję czy zgoła obalenie porządku społecznego nie ma co liczyć. Tak więc targowica, obrońcy kleptokratycznego systemu, bolszewicy oraz wszelkie osoby niezrównoważone (tak, tak, reprezentacja dokładnie każdej z tych grup zapowiedziała się na dzisiaj) – jednym słowem antypolscy szkodnicy – nie mają raczej co liczyć na większe sukcesy. A wiatry międzynarodowe najwyraźniej też im nie sprzyjają.

I oby jak najdłużej spokoju.

http://leonarda.salon24.pl/792438,czy-w ... gi-hamburg

Wałęsa dokładnie wiedział kiedy poczuć się gorzej. Trochę sobie zaoszczędził wstydu i upokorzenia, którego los mu ostatnio nie szczędzi i na który to wstyd (o ile go ma) i upokorzenie sam sobie zapracował krętacząc wszystko co się da. A można było uderzyć się w piersi i zachować choć trochę godności. Niestety Wałęsa w rozwoju jest jeszcze na poziomie kombinowania dla siebie i pod siebie, i nie rozumie że nie wszystkich da się oszukać. No ale do tego trzeba jeszcze rozwoju, rozwoju, rozwoju..... i rozwoju.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 13 lip 2017, 09:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Pookrągłostołowe plugastwo, które odebrało nam Ojczyznę na ponad 25 lat, a wcześniej ponad czterdzieści jat trzymało nas w swoim prostackim chlewie, strasząc represjami i śmiercią, teraz wreszcie odesłane do lamusa, wciąż niczym hydra próbuje kąsać.
Tym razem padło na Bartosza Kownackiego.


Zemsta za patrioty?

Wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki zdecydowanie zaprzecza informacjom, jakoby nawiązał kontakty z prorosyjskimi organizacjami, w tym z partią Zmiana.

Oskarżenia wobec wiceministra wysunął niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który twierdził, że Kownacki w 2012 r. nawiązał kontakty z partią Zmiana, której szefował Mateusz Piskorski. Miało się to stać podczas rosyjskich wyborów, gdy byli w gronie ich obserwatorów. Współpracę obu polityków potwierdził Konrad Rękas, współpracownik Piskorskiego i jeden z szefów Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych, które rzekomo zaprosiło Kownackiego do Rosji.

Oskarżenia te powtórzyły media w Polsce, a ich siła rażenia miała być duża z tego powodu, że przed rokiem Mateusz Piskorski został zatrzymany przez ABW i aresztowany tymczasowo przez sąd pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Dlatego Bartosz Kownacki wydał oświadczenie, w którym zaprzeczył kłamstwom niemieckiej gazety.

„Nie utrzymywałem, nie utrzymuję i utrzymywać nie zamierzam kontaktów z organizacjami prorosyjskimi oraz partią Zmiana lub panem Mateuszem Piskorskim” – stwierdził wiceminister. Jak dodał, nie wyjeżdżał do Rosji na zaproszenie ECAG i nie zna Rękasa.

Bartosz Kownacki poinformował jednocześnie, że był na wyborach w Rosji jako przedstawiciel Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych, organizacji afiliowanej i finansowanej przez Parlament Europejski. Pojechał tam w zastępstwie prof. Ryszarda Bendera i za zgodą marszałka Sejmu. I wtedy raz spotkał się z Mateuszem Piskorskim, ale ani wcześniej, ani później nie utrzymywał kontaktów z liderem Zmiany.

„Tym samym nie mógł on w żaden sposób pośredniczyć przy nawiązywaniu przeze mnie jakichkolwiek znajomości” – stwierdził Kownacki.

Wiceminister obrony nie ma wątpliwości, że tekst w „FAZ” powstał pod z góry przyjętą nieprawdziwą tezę, gdyż jego autor przysłał co prawda do MON pytania dotyczące powyższych kwestii, ale opublikował artykuł bez czekania na odpowiedź ze strony Bartosza Kownackiego.

Kownacki uważa też, że ataki niemieckiej prasy mają związek z ostatnimi wydarzeniami związanymi z zakupem przez Polskę amerykańskiego systemu Patriot. Wiceminister odpowiada w MON za zakupy uzbrojenia, a umowa z Amerykanami może naruszać interesy niemieckich firm zbrojeniowych.

„Fakt podpisania memorandum został też zauważony w mediach rosyjskich jako istotny dla zwiększenia potencjału obronnego Rzeczypospolitej Polskiej i zagrożenie interesom Federacji Rosyjskiej” – zwraca uwagę Bartosz Kownacki. Co pokazuje też, że oskarżanie go o „prorosyjskie sympatie” jest kompletnie chybione.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rioty.html

Kto będzie następny, bo na pewno będzie?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 27 wrz 2017, 10:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Można by metaforycznie rzec, że władcy III RP jeździli sobie po niej dotąd mercedesami, a tu nagle rząd PiS-u każe im przesiąść się na Polonezy. A tak dobrze im wszystkim żarło. Jak bardzo może boleć wymuszona sprawiedliwość tych, którzy dotąd bezkarnie nadużywali niesprawiedliwości. Nic ino współczuć. Oczywiście nie aż tak jak oni nam współczuli, gdy nami rządzili.

Kania i Konopka wygrały z Piotrem Bachurskim

W ubiegły czwartek media Tomasza Sakieiwcza przekazały radosną wieść, że oto przed Sądem Okręgowym w Warszawie, „Dorota Kania wygrała proces z Bachurskim”. Te same media skupione wokół „partyzanta wolnego słowa” milczały, kiedy Sąd Rejonowy w Warszawie w dniu 30 listopada 2016 uznał Dorotę Kanię winną zniesławienia polegającego na zamieszczeniu w książce „Resortowe dzieci” kłamliwych i zniesławiających informacji na temat redaktora naczelnego „Warszawskiej Gazety”, Piotra Bachurskiego i nakazał skazanej opublikowanie przeprosin oraz podanie wyroku do publicznej wiadomości. Ta sądowa viktoria nagłośniona w zaszłym tygodniu przez media Sakiewicza to wynik odwołania się Kani od tamtego niekorzystnego dla niej listopadowego wyroku. Czy zatem Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Kania napisała prawdę? Nie, sąd uznał tylko, że w kłamstwie Kani nie było zamiaru poniżenia. Czy to jest powód do ogłaszanie wszem i wobec wielkiego zwycięstwa?

Ktoś może się zastanawiać, dlaczego dzisiejszy felieton poświęcam akurat tej sprawie, więc już wyjaśniam. Otóż pisze o tym dlatego, że na miejscu Doroty Kani spłonąłbym ze wstydu i zakopał się pod ziemię. Otóż sędzią, która zapewniła Kani to zwycięstwo okazała się słynna Iwona Konopka, której w „Warszawskie Gazecie” poświęciliśmy swego czasu sporo miejsca. Czy pamiętacie Państwo Marsz Niepodległości z 2011 roku, kiedy w Internecie ujawniono filmik, na którym ubrany po cywilnemu policjant kopie po głowie przypadkowego i Bogu ducha winnego uczestnika patriotycznej manifestacji? Otóż ten policjant w 2013 roku skazany został na półtora roku więzienia w zawieszeniu i ośmioletni zakaz pracy w zawodzie policjanta. Z tymże tego wyroku nie wydała sędzia Iwona Konopka. Ona rozpatrując sprawę w pierwszej instancji skazała pobitego Daniela Kloca na trzy miesiące więzienia i zasądziła od niego odszkodowanie w wysokości 300 zł dla policjanta, który skopał go po głowie oraz nie dopuściła filmiku jako dowodu w sprawie. Jednym słowem wynagrodziła kata, a niewinną ofiarę posłała za kratki, co wzburzyło opinie publiczną, a sprawę opisywała szeroko „Warszawska Gazeta”, a także wszystkie nie tylko prawicowe media.

Kiedy w marcu 2015 roku dotarła do opinii publicznej wiadomość, że sędzia Iwona Konopka awansuje i przechodzi do Sadu Okręgowego w Warszawie w środowiskach prawicowych i patriotycznych wybuchło oburzenie, a do Krajowej Rady Sądownictwa słano protesty przeciwko tej skandalicznej nominacji urągającej poczuciu sprawiedliwości Polaków. Przy tej okazji przypomniano niektóre wyroki wydawane przez „sędzię układu” jak nazywano Iwonę Konopkę. Przypomnę w skrócie ten dorobek.

Zmarły niedawni prof. Bogusław Wolniewicz, znany z bezpardonowej krytyki salonów III RP został wezwany przed oblicze sędzi Konopki w charakterze świadka w sprawie przeciwko złodziejom, którzy okradli go w pociągu. Ponad osiemdziesięcioletni profesor domagał się umorzenia sprawy gdyż stawiennictwo na rozprawach było dla niego niezwykle uciążliwe. Niestety poinformowano go, że nie ma takich uprawnień gdyż niewiadomo dlaczego nie uzyskał statusu pokrzywdzonego. I tak profesor poddawany był drakońskim grzywnom za to, że odzywał się bez zezwolenia lub nie stawiał na kolejnych rozprawach. W sumie okradzionemu przez złodziei prof. Wolniewiczowi sędzia Konopka wymierzyła grzywny w wysokości 6 tys. złotych, czyli więcej niż wynosiły jego straty w wyniku kradzieży.

W 2012 roku doszło do kolejnego skandalu. Sędzia Iwona Konopka wypuściła z aresztu słynnego podpalacza samochodów w Warszawie i jednocześnie syna znanego adwokata. Ale to nie wszystko, ponieważ pani sędzia ujawniła także dane personalne kobiety, która rozpoznała przestępcę przez lustro weneckie i była świadkiem w sprawie.

To sędzia Iwona Konopka skazał kandydata na prezydenta, Grzegorza Baruna na grzywnę w wysokości 1000 zł za jego całkowicie słuszny protest w Państwowej Komisji Wyborczej po wielkim skandalu podczas wyborów samorządowych w 2014, kiedy istniały uzasadnione podejrzenia o dokonanie wyborczego fałszerstwa.

Jak to się stało, że w sprawie Bachurski vs Kania orzekała akurat negatywnie i wielokrotnie opisywana przez „Warszawską Gazetę” sędzia Iwona Konopka? Przypadek? Nie sądzę, bo kiedy wyznaczano ją do składu nie obowiązywał jeszcze zapisany w nowej ustawie system losowego przydzielania spraw. Także pani redaktor Kania chwaląc się sądowym zwycięstwem wolała nie wspominać, komu konkretnie z imienia i nazwiska je zawdzięcza. Także przypominamy redaktor Kani stare mądre powiedzenie o tym, że lepiej jest z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.

Tekst ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”

Opublikowano: 19.09.2017 09:45.

https://www.salon24.pl/u/kokos/809843,k ... bachurskim


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 02 paź 2017, 17:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Kasta niezwykła – kolejny problem

Jacek Bezeg

Ta kasta rzeczywiście jest niezwykła. Nie ma ich w końcu tak wielu, a ileż potrafili narozrabiać. Czego się nie dotknąć, nad jakim ludzkim nieszczęściem się nie pochylić to w końcu dochodzi się do jakiegoś nieuczciwego sędziego.

Sporo słyszymy o pracach komisji usiłującej wyprostować dziwaczne sposoby gospodarowania budynkami mieszkalnymi w stolicy. Co krok spotyka się w tych sprawach co najmniej podejrzane wyroki sądowe.

Wzbudziła emocje w całym kraju obława policyjna za rodzicami nie dowierzającymi panu doktorowi pragnącemu zaszczepić ich dopiero co narodzone dziecko. No i kto był winien? Znowu sędzia, tym razem odmiennie od większości kolegów działający z nadmierną szybkością.

W telewizyjnej audycji pokazano osoby pokrzywdzone przez komorników. I tym razem aktorami drugiego planu okazali się sędziowie, którzy w żaden sposób nie potrafili uwierzyć, że działania komorników mogły być nieuczciwe.

O rozmaitych przestępstwach pospolitych, popełnianych przez sędziów dla spożytkowania posiadanego immunitetu, napisano i powiedziano sporo więc ja już nie muszę. Także przytaczanie dalszych przykładów sędziowskiego „włażenia w szkodę” – jak by to określił rolnik – może być nudne więc zakończę je.

Podsumowując można stwierdzić, że mamy z grubsza zidentyfikowaną grupę ludzi wybitnie szkodliwych dla kraju. Ta ich właściwość wynika z dwóch powodów.

Pierwszym jest niewątpliwie ich rodowód. Analizując zasady funkcjonowania środowiska sędziowskiego – nie będące przecież tajemnicą, a raczej tradycją rodzinną – można mieć pewność, iż w zdecydowanej większości wywodzą się oni w pokoleniu drugim, trzecim lub dalszym od osób niegdyś przybyłych do Polski na sowieckich czołgach. Tamci nie chcieli dla nas niczego dobrego, a więc i po tych trudno się tego spodziewać.

Drugą okolicznością powodującą ich nadzwyczajną w dziele szkodzenia skuteczność jest pozycja w społeczeństwie.

Łopatologicznie: szkodzą bo taka ich natura i dlatego, że mogą.

Natury ich zmienić nie możemy, a więc pozostaje nam tylko jedna rzecz do zrobienia: Odsunięcie ich od możliwości psucia państwa.

Powyższy wywód może kogoś razić prostotą, żeby nie powiedzieć prymitywizmem. Przepraszam. Chciałem tylko pokazać, że bardzo trudno uwierzyć w dobrą wolę osób sprzeciwiających się gruntownej reformie sądownictwa.

Oczywiście, ktoś może twierdzić, że ludzie stojący dziś znowu pod sądami i trzymający w rękach zakupione przez Sorosa świeczki i ulotki to zwykli kretyni. Można tak twierdzić, aby obronić ich przed gniewem reszty społeczeństwa. Lecz czy można aż tak znieważać człowieka?

Może jednak lepiej nazwać ich sabotażystami i dywersantami?

Nie umiem rozstrzygnąć tego dylematu.

http://jacekbezeg.pl/2017/10/02/kasta-n ... y-problem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 26 paź 2017, 13:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Czas skończyć z układami

Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Z wyrokami sądu się nie dyskutuje, ale po wczorajszym wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku Pan jednak taką dyskusję, co więcej – krytykę podejmuje. Dlaczego?
– Wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku nie jest prawomocny, co więcej – nie mam jeszcze jego uzasadnienia. Oczywiście złożyłem wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku i z pewnością złożę także apelację. Dlatego w tej fazie jako strona mam prawo wyrażania swoich opinii na temat tego wyroku, który uważam za niesłuszny.

Na czym opiera Pan to przekonanie?
– Przede wszystkim dlatego, że ten wyrok pomija zupełnie istotę rzeczy. Mianowicie sędzia świadomie odrzuciła zapoznanie się z agenturalnością Lecha Wałęsy, a przecież o to w tej całej sprawie tak naprawdę chodzi. Przedstawiłem sądowi kopię obu teczek Wałęsy, czyli teczkę personalną i teczkę pracy z lat 1970-1976 agenta TW „Bolek”, gdzie znajduje się odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa „Bolek”, ponadto doniesienia „Bolka”, a także notatki funkcjonariuszy SB sporządzone ze spotkań z TW. Tymczasem sąd odrzucił mój wniosek o zapoznanie się z tą dokumentacją. Co więcej, powtórzył stwierdzenie, że nie było dowodów dotyczących agenturalności Lecha Wałęsy i jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.

Z czego Pana zdaniem wynika takie podejście?
– Sąd oczywiście sądzi na podstawie przepisów prawa, ale również na podstawie wiedzy i doświadczenia życiowego. Tymczasem w tej konkretnej sprawie sąd odrzuca wiedzę, która jest obligatoryjna. Przecież sąd wie, co się dzieje w Polsce, ale w mojej ocenie świadomie odrzuca tę wiedzę, zamyka oczy na fakty, jakie mają miejsce. I to jest rażący, wręcz niedopuszczalny błąd.

Będzie apelacja?
– Oczywiście. W związku z tym, że w Sądzie Najwyższym zalega – przyjęty do rozpoznania – wniosek o wznowienie procesu w tej sprawie, a w Trybunale Sprawiedliwości w Strasburgu jest także złożona moja skarga na wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z marca 2011 r., nakazującego mi przeproszenie Lecha Wałęsy za nazwanie go tajnym współpracownikiem SB; to ten wczorajszy wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku jest niejako zawieszony w próżni. To wyrok jawnie polityczny, jawnie osłaniający „układ gdański”. Jak słyszymy, podczas obrad sejmowej komisji śledczej ds. wyjaśnienia kulis afery Amber Gold Trójmiasto to „mała Sycylia”, gdzie wszyscy są ze sobą powiązani: mafia, bandyci, prokuratura i sądy również.

Odważna teza…
– Powiedziałem to na podstawie mojej wiedzy i doświadczenia, ale dzisiejsze zeznania Sylwestra Latkowskiego przed komisją śledczą w precyzyjny sposób obnażają to środowisko.

Czuje się Pan nękany?
– Zdecydowanie tak. Co więcej, zastanawiam się, jak zażądać dochodzenia w sprawie tego nękania. Sądy gdańskie w wielu sprawach przeciwko mnie działały w sposób skandaliczny. Były przypadki, gdzie skazywano mnie nawet bez procesu, kiedy protestowałem, krzyczano na mnie, odbierano mi głos. Jedna z sędziów nie zgodziła się w mojej sprawie na udział adwokata. To są sytuacje, które z formalnoprawnego punktu widzenia wydają się wręcz nierealne, ale okazuje się, że jednak możliwe. Sąd Apelacyjny w Gdańsku na pierwszej rozprawie, kiedy Lech Wałęsa złożył oświadczenie sprzeczne z powództwem, które sam wytoczył przeciwko mnie. Wówczas sąd odrzucił to oświadczenie, niejako dopasowując wszystkie dowody pod z góry postawioną tezę. Również kiedy zeznawał świadek Bronisław Geremek, który pytany przez sąd odpowiedział, że nie pamięta wydarzeń, o których była mowa, sędzia sama dopowiedziała, że Geremek ma dobrą pamięć, a skoro on nie pamięta, to znaczy, że takiego wydarzenia w ogóle nie było, a co za tym idzie, że ja jestem winny. To są rzeczy nieprawdopodobne.

Te wszystkie wydarzenia dotyczące Pana osoby mają miejsce w momencie, kiedy decyduje się przyszły kształt sądownictwa w Polsce. Czy nie jest to zatem argument, że w wymiarze sprawiedliwości są potrzebne głębokie zmiany?
– Kiedy 24 lipca tego roku prezydent Andrzej Duda ogłosił, że zawetuje ustawy: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, już wtedy napisałem, że jest to błąd. I nadal podtrzymuję swoją ocenę. Niestety, ale te prezydenckie weta, od których minęły trzy miesiące, to był ważny sygnał dla całego postkomunistycznego układu wciąż – niestety – panującego w sądownictwie, że ma ono wsparcie ze strony najwyższego urzędu w państwie. Dlatego nie dziwmy się, że to zdegenerowane w dużej mierze środowisko prokuratorsko-sędziowskie, które miało świadomość rychłego upadku, nagle odżyło, wychodząc z założenia, że nadal będzie tak, jak było, bo w osobie prezydenta mają gwaranta przetrwania.

I to dlatego komentując orzeczenie Sądu Okręgowego w Gdańsku, zadedykował Pan prezydentowi Andrzejowi Dudzie jako materiał do przemyśleń?
– Tak. Dlatego że uważam, iż prezydent Duda jest w dużym stopniu odpowiedzialny za to, w jakim kierunku pójdzie wymiar sprawiedliwości w Polsce. Chodzi o to, czy skończą się macki sięgające PRL, czy może sędziowskie kasty nadal będą miały się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Awanse ludzi ze środowiska prokuratorsko-sędziowskiego były, są i będą tak długo, jak ten cały układ nie zostanie rozbity. Kiedyś jedna z prokuratorów, która w sprawie Lecha Wałęsy skierowała przeciwko mnie oskarżenie do sądu, natychmiast po tym fakcie awansowała do Prokuratury Apelacyjnej, po czym umorzyła śledztwo w sprawie tzw. moskiewskiej pożyczki w części dotyczącej Leszka Millera. Można zatem odnieść wrażenie, że do represjonowania mnie używane są osoby „specjalnego zaufania”, które następnie robią karierę.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... adami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 23 lis 2017, 13:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Polskie Państwo istnieje tylko teoretycznie

Swoje słowa „o państwie istniejącym jedynie teoretycznie „, wypowiedzenie w restauracji Sowa i Przyjaciele, minister Bartłomiej Sienkiewicz tłumaczył później przykładem braku współpracy pomiędzy agencjami służb specjalnych USA przed atakiem na World Trade Center.

Po kilku latach okazuje się, że konstatacja pana ministra była niestety słuszna. Tyle, że nie wynikała jedynie z braku współpracy pomiędzy różnymi instytucjami państwa. To prawda, że każdy sobie „rzepkę skrobał”. Ale nie tylko. Z zeznań świadków, zeznających przed Komisja do spraw Amber Gold oraz Komisji Reprywatyzacyjnej, wyłania się obraz porażający. Zaniechań, braku kompetencji i manipulacji zmierzających do zaspokojenia partykularnych interesów różnych przekręcaczy.

Zawsze może się zdarzyć jakiś nieudacznik, który z braku kompetencji czegoś może zaniechać. Nie mniej jednak od tego są struktury nadzoru, aby zapobiec złym konsekwencjom niewiedzy czy nieumiejętności działania. Tymczasem przez wiele lat owego nadzoru można ze świecą było szukać. Co gorsza, pociągniecie do odpowiedzialności tych, którzy brakiem nadzoru dopuścili do krzywdy wielu ludzi i strat w majątku państwa będzie bardzo trudne bądź niemożliwe. Wiele wskazuje na to, że odpowiedzialnością zostaną obarczone jakieś „koziołki ofiarne”.
Zarówno szef Komisji mister Patryk Jaki jak i przewodnicząca Komisji ds. Amber Gold obnażyli mechanizmy hamulcowe w nadzorze nad instytucjami państwa i- niezwykle wygodnej dla manipulantów i złodziei – niedomogi nadzoru.
Adwokaci działający na rzecz złodziei kamienic, sądy zatwierdzające kuratorów dla zmarłych, urzędy miast wstrzymujące się od sprawdzenia właściwości wniosków rzekomych właścicieli, nieudolność działań policji i prokuratur (także bez działającego nadzoru), prezydenci miast podpisujący bez sprawdzenia wnioski reprywatyzacyjne, urzędy skarbowe (ścigające przeciętnego Kowalskiego za 50 groszy zaległości i brak najmniejszego świstka deklaracji podatkowej na 10 zł) głuche i ślepe na brak zeznań podatkowych przedsiębiorcy operującego milionami złotych.
KRS dopuszczający do objęcia funkcji zarządu spółki przez prezesa, wielokrotnie karanego. Takich zbiegów zaniechań działań, umożliwiających przekręty, ujawniono tak wiele, ze tylko naiwny może uwierzyć w zbieg przypadków.
Bardzo wiele wskazuje na to, że działano w wielu przypadkach w zmowie, porozumieniu, a łaskawość okazana w ślepocie nadzoru też nie mogła być przypadkowa.
Obnażona przez Komisję Reprywatyzacyjną metoda okradania majątku państwa z kamienic „na bezczela” była stosowana także w innych miastach Polski. Nagle okazało się, że magistraty w Łodzi i Krakowie budzą się letargu i zaczynają same kwestionować swoje wcześniejsze, pozytywne decyzje. Zapewne ze strachu, żeby nie zrobił tego ktoś inny, tak jak uczynił to minister Jaki w Warszawie.
Dla mnie to jest właśnie taka „dobra zmiana”.
Dokładam ją do „500 +” Mieszkanie +” i planowane 500 + dla najniżej uposażonych emerytów. Bo skutki tych działań przywracających komunalne kamienice czynszowe polskiemu państwu to zysk dla każdego Polaka. A także powrót wiary w sprawiedliwość państwa wobec swoich obywateli, którzy w obrzydliwy sposób byli traktowani przez cynicznych czyścicieli kamienic.
W ostatnich tygodniach mieliśmy także pokaz rzekomego braku upolitycznienia palestry prawniczej. KRS odrzucił nominacje na asesorów sądowych wszystkich absolwentów Szkoły Sądownictwa. Powodem był brak ważnych zaświadczeń lekarskich. Demonstracja przez KRS rzekomych niedomóg obowiązujących przepisów nagle została wstrzymana- okazało się, że można się indywidualnie odwołać i..nominacje zostały uznane.
Ujawniony kilka dni temu fakt niszczenia dokumentów w TK w końcowej fazie prezesostwa prof. Rzeplińskiego jeży włos na głowie. Podobnie jak walka o odpolitycznienie sądownictwa przez udział w demonstracji politycznej prof. Stępnia „Media podawały, że Stępień brał udział w jednym z marszów organizowanym przez Platformę Obywatelską. - W Polsce w tej chwili toczy się wojna nie tylko o kształt praworządności, nie tylko o pozycję Trybunału Konstytucyjnego czy służby cywilnej, a także samorządu terytorialnego. W Polsce toczy się w tej chwili wojna o wszystko - mówił wówczas były prezes Trybunału, jak podawała "Gazeta Wyborcza". (http://www.tvn24.pl)” Czy też udział rzecznika KRS sędziego Żurka w demonstracji KOD.
Zramolały i osadzony w kamaryli system, stworzonej przez nawyki działania kasty, będące kontynuacją peerelowskich korzeni – jest sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Wszyscy marzymy o niezawisłości sądów. Ale ona ma polegać na niezawisłości w orzekaniu, nie zależeć od sposobu wyboru czy braku nadzoru ! Tego nie uzyska się, jeśli ustrój sądowniczy nie zostanie zmieniony, , a na czele sądów nie staną ludzie, których jedyna zasługą jest wierność prawu, a nie własnej koterii.
Cyniczne wykorzystywanie próby zmian ustroju sądownictwa przez totalna opozycję jest szkodliwe. Podwójnie. Z jednej strony próbuje utrwalić złą konstrukcję sądownictwa w Polsce (co jest niezgodne z wolą większości Polaków), z drugiej strony – prowadząc kampanię szkalowania rządu przed gremiami UE – demoluje wizerunek Polaków na świecie. Znowu dla zaspokojenia własnych ambicji politycznych. I z woli powrotu do żłobu. Który- jak widać ze skutków przesłuchań świadków przez obiema Komisjami sejmowymi – hojnie karmił i „gospodarzy i złodziei”. A z w którym nie było karmy na 500+, emerytury od 65 roku życia, nie opłacało się podkarmiać LOTU, a do którego cienko dokładały się spółki Skarbu Państwa. I szerokim strumieniem płynęła karma dla mafii vatowskiej.
Czy rząd PiS jest idealny? Na pewno nie. Ale dzięki niemu wreszcie powraca wiara ,ze jak się naprawdę chce, to można.
Można próbować wyrównywać szanse i walczyć z ubóstwem, można chcieć przywrócić wiarę i wiarygodność sądom, można zadbać o interes państwa i Polaków, a nie ulegać wiecznie w imię dobrych stosunków (często oznaczających synekury dla kilku polityków) z sąsiadami pomnażaniu cudzych interesów.
I to było na tyle. Aż tyle. .

https://www.wprost.pl/457717/Sienkiewic ... oretycznie

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju ... 90330.html

Opublikowano: 23.11.2017 09:05.

https://www.salon24.pl/u/1maud/824431,p ... oretycznie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 28 lis 2017, 06:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Reformy na raty to też patologia. Upór prezydenta w sprawie naprawy sądownictwa i innych sprawach to też patologia. Zło trzeba usuwać stanowczo i konsekwentnie, napiętnując i tłumacząc tym mniej kumatym dlaczego to jest takie ważne. Służby porządkowe nie opróżniają śmietnika na raty, ale jednorazowo i do końca.

Reformy na raty

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak ocenia Pan Profesor uchwaloną przez Sejm ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele?
– Ustawa przyjęta w takiej, a nie innej formie – z poprawkami wprowadzonymi niejako na ostatniej prostej – ma być możliwie jak najmniej dotkliwa dla konsumentów, a zarazem – przynajmniej w jakimś zakresie – zaspokoić oczekiwania NSZZ „Solidarność”, a przede wszystkim pracowników handlu. To pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość nauczyło się wprowadzać zmiany w taki sposób, aby były one bardziej społecznie aprobowane, nie tylko przez elektorat prawicowy, katolicki, ale także przez osoby o innych przekonaniach czy innym światopoglądzie. Oczywiście nie ma się co łudzić, że ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele uchwalona nawet w takim kształcie spodoba się liberałom z dużych miast. Na to nie liczyłbym, natomiast ludziom o bardziej centrowych, umiarkowanych poglądach to, że wprowadzenie całkowitego zakazu handlu w niedziele zostanie rozłożone w czasie na kilka lat, może przypaść do gustu. W tej sytuacji społeczeństwo będzie miało czas, żeby się przyzwyczaić do nowych rozwiązań i zaakceptować zmiany. Wówczas zakaz handlu w niedziele ostatecznie nie będzie negatywnie oddziaływał na postawy społeczne Polaków.

A zatem to stopniowe wprowadzanie ograniczeń handlu w niedziele to taki wymyk PiS?
– PiS uczy się wprowadzać reformy nie na siłę, dopychając je kolanem, co może i w niektórych środowiskach budzi kontrreakcję, ale robi to w sposób mądry, przemyślany. Polityka – wbrew temu, co obserwujemy obecnie na naszej krajowej scenie politycznej – to nie jest jedynie sztuka prowadzenia sporów, ale jest to umiejętność wprowadzania salomonowych rozwiązań. Stąd wprowadzając takie czy inne zmiany w funkcjonowaniu państwa, trzeba rozważać głosy nie tylko zwolenników takich rozwiązań, ale także głosy osób, które mają inne zapatrywania. Tymczasem – jak wynika z ostatnich sondaży – 58 proc. respondentów jest za zakazem handlu w każdą niedzielę, oczywiście z wyłączeniem określonego typu sklepów i dni poprzedzających święta. Natomiast zakaz handlu w co drugą niedzielę popiera 51 proc. ankietowanych. A zatem ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele nie może być przeciw komuś, ale ważniejszy jest tu aspekt pozytywny. W tej sytuacji stopniowe wprowadzanie zakazu handlu w niedzielę jest bezpieczniejsze dla władzy, a jednocześnie bardziej aprobowane społecznie.

Jednak „Solidarność”, widząc wyrachowanie PiS, wycofała swoje poparcie dla projektu…
– Proszę zwrócić uwagę, że NSZZ „Solidarność” oraz główni beneficjenci tej ustawy, a więc pracownicy super- czy hipermarketów jeśli w dotychczasowych wyborach głosowali na PiS, to po uchwaleniu nawet kroczącej ustawy o zakazie handlu w niedziele nadal będą się opowiadać po stronie ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście woleliby, żeby od razu, za jednym zamachem został wprowadzony całkowity zakaz handlu w niedziele, ale w związku z tym, że ich postulat, choć tylko po części, ale jednak został spełniony, to ci wyborcy nadal będą głosować na PiS. Czyli w tym wypadku PiS osiąga swój cel. Natomiast problemem dla partii rządzącej jest, jak w tej sytuacji zachowa się elektorat liberalny i umiarkowany. Wyborcy Platformy to jest elektorat akcyjny, czyli taki, który głosuje wówczas, kiedy coś wzbudza u niego silne emocje. Natomiast kiedy tego napięcia nie ma, to ta grupa wyborców zamiast iść do urn, woli pozostać w domu, rozglądając się za innymi ugrupowaniami, które w większym stopniu spełniałyby ich oczekiwania. Biorąc to pod uwagę, partia rządząca – PiS musi uważać, aby swoimi decyzjami, działaniami nie budować mobilizacji elektoratu negatywnego. Żeby nie stało się tak jak w 2007 r., a więc żeby wyborcy nie poszli zagłosować – nieważne, na kogo, byleby przeciwko PiS. I ten proces najlepiej widać przy takiej ustawie jak ta o ograniczeniu handlu w niedziele. Jeśli będzie ona wprowadzana sukcesywnie, na raty, to wówczas nie będzie budzić tak silnych, negatywnych emocji. Ale jeśli będzie forsowana na siłę, jeśli będzie dążenie, aby wprowadzić ją w życie w całości, od razu, to wówczas zwłaszcza osoby z dużych miast o bardziej liberalnych poglądach będą miały poczucie, że coś im odebrano. A to siłą rzeczy będzie budzić negatywne emocje, sprzeciw i ostatecznie opowiedzenie się przeciwko tym, którzy takie reformy wprowadzają.

Prezydent Andrzej Duda uważa, że uchwalona przez Sejm wersja ustawy zakazującej handlu w niedziele jest ciekawa. Można zatem wnioskować, że jeśli trafi na biurko prezydenta, to zostanie podpisana…
– Prezydent Andrzej Duda też wie, o co chodzi w tej grze i – jak można sądzić – też nie będzie podejmował decyzji budzących niepotrzebnie wzrost napięcia. Natomiast jeśli chodzi o partię rządzącą i pracowników handlu, to owszem, niektórzy mówią, że nie są to salomonowe rozwiązania, tylko kompromisy, gdzie każda ze stron osiąga swoje cele, choć nie do końca jest zadowolona. Jednak jeśli się wgłębić w tę ustawę, to wydaje się, że jest to lepsze rozwiązanie niż takie, z którego byłaby zadowolona tylko jakaś mniejszość, a u większości rodziłoby to negatywne emocje. I w sytuacji, kiedy nastąpiłaby zmiana władzy, to mniejszość może się liczyć z tym, że uchwalone dzisiaj prawo zostanie zmienione i de facto cel nie zostałby osiągnięty. Załóżmy, że zmieniłaby się władza w Polsce, a kwestie takie jak wolne wszystkie niedziele budziłyby silne emocje elektoratu liberalnego. Wówczas przyszła władza odwróciłaby uchwalone dzisiaj prawo, a grupa silnie postulująca ograniczenie handlu w niedziele nie osiągnęłaby – nawet w ograniczonym zakresie – swojego celu i wszystko mogłoby wrócić do stanu sprzed uchwalenia ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Innymi słowy – wprowadzając stopniowo nowe prawo ograniczające handel w niedziele, lepiej nie forsować od razu radykalnych rozwiązań i zostawić przestrzeń do kompromisu niż w przyszłości narażać ten projekt na niepowodzenie.

A zatem może to i dobrze, że ten proces zostanie rozciągnięty w czasie i będzie można w praktyce sprawdzić, jak ograniczenie handlu wpływa na gospodarkę, konsumentów itd.
– Jest to kwestia dotycząca nie tylko wprowadzenia reform, w tym wypadku związanych z tzw. ograniczeniem handlu w niedziele, ale z reaktancją elektoratu, która polega na tym, że jeśli wywiera się presję w kierunku pewnego zachowania i czyni się to w zbyt nachalny sposób, może to zostać odebrane jako zbyt drastyczne ograniczenie swobody wyboru. I takie stawianie sprawy bardzo często się ludziom nie podoba, bo jest odbierane jako ograniczenie wyboru, co dla wielu jest wartością szczególnie ważną. Ponadto – jak pan redaktor zauważył – w grę wchodzą tu również kwestie gospodarcze i ekonomiczne, co oznacza, że lepiej jest pewne zmiany wprowadzać stopniowo, ostrożnie monitorując, jak się to przekłada na gospodarkę i finanse państwa. Pamiętajmy, że obecny rząd Zjednoczonej Prawicy wprowadza cały szereg zmian, reform społecznych, jak chociażby program „Rodzina 500+”, które niewątpliwie są bardzo kosztowne. I co tu dużo mówić: żeby to rozpoczęte dzieło było kontynuowane, a być może rozszerzane także na inne obszary, to potrzebne są dodatkowe środki. W tej sytuacji każdy grosz się liczy.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -raty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 14 gru 2017, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Z bandytów i zdrajców – bohaterowie

Wielomiesięczny spór o nazwy ulic w Warszawie (ale nie tylko) pokazuje, jaki jest nadal zakres niewiedzy historycznej w Polsce.

W dalszym ciągu mamy do czynienia z liczną grupą zwolenników nazwy „Armii Ludowej”, którzy argumentują, że „oni przecież też walczyli z Niemcami”. Ale gdzie i jak walczyli? Dawna wiedza pochodzi z propagandowych opracowań komunistycznych. Po 1989 r. powstało sporo wartościowych publikacji i zbiorów dokumentów, które nie mogą być ignorowane podczas dyskusji o tej organizacji.

Sami o sobie w raportach
Pierwsza była Gwardia Ludowa (GL), organizowana od maja 1942 r. jako zbrojna przybudówka tzw. Polskiej Partii Robotniczej (PPR). W jej skład weszły istniejące wcześniej, niewielkie komunistyczne zbrojne organizacje konspiracyjne. Podstawowym trzonem kadr byli przedwojenni członkowie KPP, ponadto członkowie kolejnych tzw. Grup Inicjatywnych (przysyłanych z Moskwy) oraz uczestnicy wojny domowej w Hiszpanii, przerzucani sowieckimi kanałami wywiadowczymi głównie z obozów internowania we Francji na tereny okupowanej Polski. Wielu z nich już wcześniej związanych było z NKWD i sowieckim wywiadem wojskowym. Ponadto w skład GL włączano sowieckich zbiegów z obozów jenieckich i ukrywających się Żydów.

Celem GL-AL było natychmiastowe wywołanie powstania powszechnego i radykalizacja społeczeństwa w celu uzyskania większych wpływów przez podziemie komunistyczne. Jej akcje nie przynosiły większych szkód okupantowi, były natomiast dotkliwe dla cywilnej ludności, która reagowała radykalnie: „część chłopów niektórych wsi tej okolicy [Chotcza], uzbrojona w siekiery, widły itp. chwytała ukrywających się członków PPR i GL i oddawała ich w ręce żandarmerii zwoleńskiej”. Podobnie było w całym kraju: „pacyfikacje zmuszają chłopów do brania siekier i razem z policją uderzać na [nasze] oddziały partyzanckie”.

Od złodzieja do gieroja
Do GL od początku włączano drobne grupy bandyckie i złodziejskie, które były ogromną plagą na prowincji. Było to zgodne z tezą Lenina, że lumpenproletariat jest elementem „socjalnie bliskim”. Nadawano im szlachetne nazwy: im. „Jana Kilińskiego”, „Juliusza Słowackiego”, „Tadeusza Kościuszki”, „hetmana Stanisława Żółkiewskiego”.

Brak szkolenia wojskowego i uzbrojenia powodował, że grupy partyzanckie GL nie przedstawiały żadnej wartości bojowej. Według ich własnych raportów: „z każdej obławy […] oddział idzie w rozsypkę. Okres powtórnych formowań trwa przeciętnie 10 do 14 dni”. […]. D-two operatywne słabe, nie mogące sprostać zadaniom, idące raczej po linii anarchistyczno-chłopskiego bandziorstwa niż walki narodowo-wyzwoleńczej„.

Gwardziści nawet broni nie chcieli posiadać, co było wprost absurdalne: ”Do jakiejś roboty trudno nam się było zabrać. Przerzucaliśmy się z miejsca na miejsce bez żadnej akcji. W jednej wsi towarzysze dawali nam karabiny, ale myśmy ich nie wzięli, bo były trudne do ukrycia„.

Raporty własne potwierdzają, że prowadzili na ogół działalność bandycką. Oto typowa zdobycz: ”1-en zegarek damski złoty. 1-den zegarek damski zwykły. 2-wie obrączki złote. 1-den pierścionek z łoczkiem złoty, 2-wa kolczyki złote oraz pieniędzy w sumie 4000 złotych„. Natomiast już podczas okupacji, a na szerszą skalę w historiografii powojennej przypisywali sobie nawet głośne akcje AK i NSZ, nie mając własnych.

Zwalczanie polskich niepodległościowców
Oddziały GL-AL prowadziły bezwzględną walkę z podziemiem niepodległościowym, wykorzystując zaskoczenie i organizując zasadzki: ”oddział przeprowadził 5 walk z oddziałami endecji i sikorszczyzny„; w majątku Ciecierzyn (Częstochowskie) ”wymordowali całą rodzinę owego właściciela (5 zabitych, 6-ta ciężko ranna dogorywa w szpitalu) i ciała ułożyli w kształcie gwiazdy„; ”Batalion Nr 4 rozgromił całą swołocz w liczbie 28 ludzi reakcji, 3 zostało zlikwidowanych, w tym jeden sołtys„.

Z licznych zachowanych dokumentów komunistycznych wynika, że lansowano teorię ”dwóch wrogów„: Niemców i ”sił reakcji„, przez które rozumiano głównie AK i NSZ: ”nasze oddziały lawirują między dwoma wrogami jednakowo groźnymi: między żandarmerią niemiecką i AK„.

Komuniści indoktrynowali swych podwładnych, że mają dwóch prawdziwych, równorzędnych wrogów, nawet w Powstaniu Warszawskim: ”faszystę niemieckiego i polskiego„, w związku z tym zalecano, że ”w gorączce walk pierwszych godzin można będzie bezkarnie ’trzepnąć’ ten czy inny oddział reakcyjny włażący nam w parafię„. Celem strategicznym było zaś ”sterroryzowanie reakcji„ i opanowanie Warszawy (bez wikłania się w walki z Niemcami!), a po realizacji tego planu – ”aresztowanie przywódców wrogich organizacji„.

Dokumenty własne – rozkazy, odezwy i ulotki podziemia komunistycznego cechuje plugawy język i wściekła nienawiść wobec podziemia niepodległościowego. Ich propaganda skierowana była przeciwko Polskiemu Państwu Podziemnemu, deprecjonowała jego osiągnięcia, zakres działania i wpływy, wyolbrzymiała natomiast działalność własną. Wobec organizacji niepodległościowych stosowała niezwykle pejoratywne określenia: ”zbiry z AK„, ”sikorszczackie gnojki„, ”zaprzaństwo polskie„, ”najemnicy Gestapo„, ”gady reakcyjne„, ”reakcyjni łajdacy„, ”łobuzy„, ”ścierwo„, ”bandy reakcyjne„.

Nie była to tylko sfera propagandy. Przeprowadzano ataki na niektóre oddziały AK (w Denkówku 14 IV 1944 r. zamordowano 4 żołnierzy AK; pod Owczarnią 4 V 1944 r. zabito 18 żołnierzy AK; pod Stefanówką 2 VII 1944 r. zginęło – wg dokumentów AL – 47 żołnierzy AK, wg dokumentów AK – 14 żołnierzy).

Oddziały AL dokonały licznych zbrodni na Żydach (po wojnie skazani za to zostali m.in. dowódcy poszczególnych oddziałów i brygad partyzanckich: Grzegorz Korczyński vel Stefan Kilanowicz ps. ”Grzegorz„, Bolesław Kowalski vel Bolesław Kazimierak ps. ”Cień„, Tadeusz Szymański ps. ”Lis„, Edward Gronczewski ps. ”Przepiórka„, Andrzej Flis ps. ”Maksym„ i Tadeusz Maj ps. ”Łokietek„). Mimo to te zbrodnie przypisywano w historiografii komunistycznej oddziałom AK i NSZ.

AL dokonała licznych likwidacji członków podziemia niepodległościowego (AK, NSZ i BCh), brała ”zakładników„ spośród sfer ziemiańskich (głównie dla wymuszenia okupu finansowego), niekiedy mordując ich w bestialski sposób; przeprowadziła wiele akcji czysto rabunkowych, werbowała siatki agenturalne dla potrzeb NKWD.

Z szeregów GL-AL wywodzili się późniejsi władcy i prominenci Polski Ludowej: Marian Spychalski został marszałkiem ludowego WP; Franciszek Jóźwiak był komendantem głównym MO, Ignacy Robb-Narbutt został komendantem głównym Straży Ochrony Kolei; Jan Ptasiński, Grzegorz Korczyński i Mieczysław Moczar byli wiceministrami bezpieczeństwa publicznego; inni porobili kariery partyjne oraz państwowe w strukturach Urzędów Bezpieczeństwa, sądownictwa, prokuratury i dyplomacji Polski Ludowej, a nawet w… nauce.

Stworzyli na swój temat olbrzymią propagandę i gloryfikowali swe fikcyjne czyny w literaturze i filmie, wiedząc, jak silne oddziaływanie mają te dziedziny sztuki. Proceder ten uprawiali bezkarnie przez prawie pół wieku, nikt bowiem nie miał prawa tego weryfikować.

Leszek Żebrowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/192509, ... rowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 29 kwi 2018, 17:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
A to było tak...

Dziennikarze śledczy a sianie dezinformacji.

Izabela Brodacka

Nigdy dotąd w swoich tekstach nie odnosiłam się do sprawy afery FOZZ i udziału mego nieżyjącego męża w jej wykryciu z prostej przyczyny, że staram się w miarę możliwości unikać łączenia życia prywatnego z zawodowym. Niestety zmuszona jestem odstąpić od tej zasady.

Otóż w świeżo wydanej książce Wojciecha Sumlińskiego pod tytułem „ To tylko mafia”, będącej rezultatem jego współpracy z Tomaszem Budzyńskim z ABW a przede wszystkim ze skruszonym gangsterem Jarosławem Sokołowskim o pseudonimie Masa, który sypiąc kolegów usiłuje zadośćuczynić społeczeństwu za swoje przestępstwa, znalazłam bezczelne kłamstwa na temat mego męża Michała Falzmanna. Opisując mechanizm FOZZ i ludzi którzy stworzyli ten specyficzny system pierwotnej akumulacji kapitału (termin Staniszkis) czyli rabunku finansów państwa polskiego Sumliński pisze: „W tym właśnie momencie w jego (Michała Falzmanna) otoczeniu pojawia się Wiktor Kubiak. Oferuje pomoc i przyjaźń. Jest przekonywujący, a osamotniony Falzmann potrzebuje wsparcia”. I dalej w tym samym tonie.
Otóż Kubiak nie mógł ofiarowywać swej pomocy i przyjaźni memu mężowi gdyż go po prostu nie znał. Jedyne spotkanie Michała Falzmanna z Wiktorem Kubiakiem zaaranżowane przez chłopców wydających „ Głos Wolnego Robotnika” to znaczy przez Marka Koźbiała, Edwarda Mizikowskiego i Krzysztofa Wolfa w ogóle się nie odbyło, bo mąż przyprowadzony przez nich do apartamentów Kubiaka w hotelu Mariott odwrócił się na pięcie i wyszedł odmawiając nawet podania Kubiakowi ręki. „ Po co przyprowadziliście mnie do tego esbeka?” zapytał bezceremonialnie w obecności Kubiaka i te historyczne niejako słowa wielokrotnie cytowali publicyści ( między innymi Krzysztof Wyszkowski) ubolewający, że Tusk nie rozpoznał w Kubiaku esbeka podczas gdy Falzmann natychmiast bezbłędnie go rozpoznał.

Edward Mizikowski już nie żyje, ale pozostali chętnie potwierdzą to co piszę. Potwierdzą również, że niektórzy wydawcy podziemnych pism i pisemek brali pieniądze od Kubiaka zgodnie z zasadą Andrzeja Zamoyskiego „ brać, ale nie kwitować”, a jeden z tych opozycjonistów był nawet łaskaw wydać otrzymane od Kubiaka pieniądze na panienki w Zakopanem. „ Jakie pieniądze taki i cel”- powiedziałam gdy mi to z oburzeniem relacjonowali. (Sformułowałam to oczywiście trochę dosadniej, to znaczy w zrozumiałym dla wszystkich języku.) Nie mam zamiaru ujawniać kto hulał w Zakopanem, bo to nic nie wnosi do naszej wiedzy o tamtych ciekawych czasach, a poza tym nie interesuje mnie historia oglądana z perspektywy dziurki od klucza.

Nie podejrzewam Wojciecha Sumlińskiego o złą wolę czy chęć uchybienia mojemu mężowi.

Wiem, że był kiedyś w wielkiej opresji i przeżył próbę samobójczą. Sadzę, że być może nieświadomie uczestniczy on w wojnie hybrydowej, której jednych z ważniejszych frontów jest sianie dezinformacji. Otóż aby być prawdziwym dziennikarzem śledczym trzeba osobiście prowadzić badania ważnych lecz zaniedbanych przez media głównego nurtu spraw. Natomiast nasi dziennikarze śledczy ograniczają się na ogół do kontaktów z jakimś wybranym esbekiem czy gangsterem, który urasta w ich oczach nie tylko do roli najważniejszego źródła informacji lecz staje się opiniotwórczym autorytetem moralnym.

Przykro mi, lecz skruszony mafioso Masa jest dla mnie ostatnią osobą, która ma prawo ferować wyroki i osądzać ludzi i wydarzenia. Wiadomo, że walczy o przetrwanie i uzyskał nietykalność donosząc na dawnych wspólników. Wiarygodność jego opinii i informacji jest zatem bardziej niż wątpliwa, a podatność na manipulację prawie pewna.

Tymczasem Sumliński wydaje się sądzić, że „Masa locuta causa finita”. ( Masa przemówił sprawa jest zakończona). Ze zwykłego przestępcy Masa pomału staje się „celebrytą”, jest zapraszany do telewizyjnych programów gdzie pojawia się w worku na głowie, a za jego plecami widać cień antyterrorysty z bronią. Rozumiem, że to część scenografii, ale taka scenografia musi mieć jakiś cel, a cel jest bardzo prosty. Masa jest „zadaniowany” na przemycanie do społecznej świadomości pewnych tez. To że Masa zrobi wszystko co każą mu jego mocodawcy jest zrozumiałe. Taki już jego nieszczęsny los świadka koronnego.

Natomiast fakt, że inteligentni skądinąd i przenikliwi dziennikarze spijają każde słowo z ust tego ABS ( termin określający podobnych osiłków, a oznaczający absolutny brak szyi) i traktują jak wiedzę objawioną, należy traktować jako specyficzny fenomen psychologiczno- społeczny. Widzę tu pewne analogie. Za czasów komuny partyjniacy nie cieszyli się społeczną sympatią, ale prawie każdy przeciwnik ustroju miał swego partyjniaka ,którego uważał za wyjątkowego, pokrzywdzonego przez los, oszukanego przez towarzyszy i właściwie po naszej stronie. Informacje uzyskane od takiego partyjniaka ludzie traktowali ze specyficznym nabożeństwem. „ Jeżeli nawet ONI tak mówią to musi być prawda”- twierdzono.

Za czasów stanu wojennego legendarny Teoś Klincewicz dzielił się z nami informacjami uzyskanymi od zaprzyjaźnionego ubeka twierdząc, że „ lepszy jest ubek znany niż nieznany, a najlepszy ubek oswojony”. Podobnie chłopcy ze spółdzielni robót wysokościowych „Świetlik”, która przemianowana na „Gdańsk” stała się kuźnią gdańskich liberałów i wychowała elitę późniejszego PO mieli swego zaprzyjaźnionego ubeka, który pomagał im w załatwianiu paszportów, uprzedzał o zagrożeniach i którego- jak twierdzą- „prowadzili”.

Nie wiem jak to naprawdę było i kto kogo prowadził, byli to jednak wówczas ludzie młodzi, bardziej naiwni niż cyniczni , pracujący fizycznie i trudno od nich wymagać wyjątkowej przenikliwości. Jednak rasowy dziennikarz śledczy, który łyka jak gęś kluski rewelacje podsuwane mu przez gangsterów, a co gorsza informatorów ze służb, daje świadectwo swojej wyjątkowej głupoty albo złej woli. Tertium non datur. Dziennikarzowi śledczemu powinno przyjść do głowy, że to on właśnie jest prowadzony i to na krótkiej smyczy i że działa nie w służbie Prawdy pisanej z dużej litery lecz- jak mawiał ksiądz Tiszner -Gówno Prawdy.

[Warszawska Gazeta]

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 18 lip 2018, 19:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Demonstracja w sprawie

Z Tadeuszem Majchrowiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Strona społeczna domaga się podwyżek płac w sferze budżetowej. Jakie są te oczekiwania?
– My mówimy jasno, że nie pozwolimy, żeby rząd realizował tylko pomysły własnego autorstwa, ale domagamy się realizacji tych propozycji, o których obecnie rządzący mówili, będąc jeszcze w opozycji. Oczekujemy odmrożenia płac w sferze budżetowej, które od blisko dziewięciu lat są zamrożone. Nie może być tak, że urzędnik np. urzędu wojewódzkiego czy innej instytucji o randze wojewódzkiej, żeby utrzymać rodzinę, musi – jak to się dzieje obecnie – dorabiać dodatkowymi szkoleniami, godzinami na uczelni czy w jakiś inny sposób. Płace w sferze budżetowej nie mogą być na tak żenująco niskim poziomie. Są także problemy z doborem kadr, o których opozycja mówi, że są dobierane z klucza partyjnego. Niestety, ale może z tym być jeszcze gorzej, skoro młodemu, wykształconemu człowiekowi ktoś będzie miał do zaoferowania sto złotych więcej, niż wynosi płaca minimalna. Jak w tej sytuacji oczekiwać, że jakość usług i ranga takich instytucji będzie wzrastała? My jednak nie oczekujemy cudów. Na podstawie wyliczeń, w opinii do budżetu na 2019 rok przedstawiliśmy, jakie powinny być wskaźniki i czekamy, aż rząd się nad tym pochyli. Liczymy też na spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim.

Jakie są inne propozycje strony społecznej?
– Zamiast np. wymyślać program „Wyprawka 300+” zwana też jako tornister plus, chociaż ta koncepcja akuratnie jest świetną sprawą, co pochwalamy, jednak czy nie lepiej byłoby odmrozić wskaźnik Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych? Przecież z tego funduszu, w firmach korzystają pracownicy, którzy są w trudnej sytuacji, pracownicy niżej uposażeni itd. Kolejnym obszarem jest kwota wolna od podatku – sprawa podstawowa. Owszem coś drgnęło w tej kwestii, po czym stanęło w miejscu. I to są nasze prospołeczne postulaty, na realizację których oczekujemy. Dążymy do tego, aby pracownik godnie zarabiał w tzw. czarne dni tygodnia i żeby nie musiał pracować w niedziele. Tutaj dzięki Bogu udało się wprowadzić ograniczenie handlu w niedziele, ale jest cały szereg branż, dziedzin życia, firm, gdzie ludzie biorą pracę w niedziele po to, żeby utrzymać rodzinę. I to jest niedopuszczalne. Nie może być tak, że minimalne wynagrodzenie będzie ciągle doganiało pracowników w sferze budżetowej. Niedługo dojdzie do tego, że każdy wzrost płacy minimalnej to jest podwyżka w sferze budżetowej. To jest niedopuszczalne i z tym NSZZ „Solidarność” nie będzie się godziła, dlatego związek zapowiedział, że jeśli nie dojdzie do porozumienia, jeżeli nie dojdzie do spotkania z premierem Morawieckim, to jesienią będziemy zmuszeni wyjść na ulice.

Jak to się wszystko zmienia, jeszcze nie tak dawno – przed wyborami – „Solidarność” ręka w rękę protestowała z PiS-em przeciwko ówczesnej władzy, dziś szykuje protest przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy?
– Ewentualne wyjście na ulice to nie będzie demonstracja antyrządowa – tak jak wielu przedstawicieli opozycji tzw. totalnej pewnie życzyłoby sobie, tylko będzie to demonstracja w sprawie, a na transparentach zostaną wypisane wszystkie wspomniane wcześniej postulaty. To jest oczywiście scenariusz ewentualny, ale mam nadzieję na spotkanie z premierem Morawieckim, o co zabiega przewodniczący NSZZ „S” Piotr Duda i proponuje, aby do rozmów doszło w pierwszej połowie sierpnia. Zwołalibyśmy nadzwyczajne posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ „S” i za zamkniętymi drzwiami w obecności Komisji Krajowej i premiera szczerze moglibyśmy porozmawiać. Zdajemy sobie sprawę, że rząd ma swój rytm pracy, że wiele rzeczy czasami jest robionych w pośpiechu itd., z czego wychodzą różne rzeczy, a później premier się w terenie dziwi, że coś takiego mogło wyjść, jak choćby słynna już znowelizowana ustawa o ubezpieczeniu społecznym rolników tzw. ustawa parobkowa. Protestowaliśmy przeciwko tej ustawie umożliwiającej zatrudnienie pomocnika rolnika, który będzie pracował przy zbiorach bez gwarancji minimalnej pensji i ochrony wynikającej z przepisów BHP. Mimo podpisu prezydenta pod tą ustawą i pomimo, iż weszła ona w życie, nie odpuścimy i o tym też chcemy porozmawiać z premierem Morawieckim. Jeżeli rząd się nie zreflektuje, to będziemy się zwracać do Międzynarodowej Organizacji Pracy czy innych instytucji europejskich, bo niedopuszczalne jest, żeby w XXI wieku była grupa pracowników, którzy są zatrudniani poniżej minimalnej stawki godzinowej, bez szkoleń, bez podstawowych warunków BHP itd. Jeśli teraz się tego nie zastopuje, to ktoś za chwilę wymyśli pomocnika np. murarza i będziemy mieli kolejne tysiące ludzi wyjętych spod działania płacy minimalnej, minimalnej stawki godzinowej czy różnych innych praw. Jak widać, tych problematycznych spraw trochę już narosło, być może drobnych, które łatwo będzie można usunąć, ale o tym wszystkim musimy rozmawiać z premierem i mam nadzieję, że do takiego spotkania dojdzie.

Mimo działań rządu jednak nie wszystkie regiony rozwijają jednakowo…
– W niedzielę uczestniczyłem w obchodach 38. rocznicy Lubelskiego Lipca, gdzie w pierwszej części zostało przyjęte stanowisko Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „S”, które wojewoda lubelski przekazał premierowi Morawieckiemu, i w tym stanowisku – w pierwszej części jest nawiązanie do historii, ale w drugiej jest mowa o tym, że trzeba przygotować program dla Lubelszczyzny. W dalszym ciągu wyprzedzamy nieznacznie województwo lubelskie, podkarpackie świętokrzyskie, kujawsko-pomorskie i podlaskie – inaczej mówiąc województwa Polski Wschodniej i owszem jest wiele pozytywnych przejawów rozwoju, czego przejawem są kilometry dróg ekspresowych czy innych, ale nic nie robi się w kierunku, aby poszczególni pracownicy – w sposób namacalny odczuli dobrą zmianę. Tego w dalszym ciągu niestety nie ma. Bezrobocie jest owszem bardzo niskie i dobrze, ale niestety w wymienionych wcześniej województwach ciągle są powiaty, gdzie bezrobocie jest dwucyfrowe, a ofert pracy jest jak na lekarstwo. Z drugiej strony firmy narzekają, że nie mają pracowników, ale jak może być inaczej, skoro ludzie wyjeżdżają za pracą w inne regiony kraju, gdzie w przemyśle otrzymują wyższe wynagrodzenia. Mówimy o zrównoważonym rozwoju, ale póki co tego nie ma, bo zwłaszcza młodzi ludzie, których niewiele wiąże np. z Podkarpaciem czy z Lubelszczyzną, szukają pracy w centralnej czy zachodniej Polsce. I to się im opłaca nawet po odliczeniu kosztów zakwaterowania itd. Ale czy o to w tym wszystkim chodzi? Chodzi o to, żeby w miejscu, gdzie każdy ma rodzinę, sąsiadów, przyjaciół, móc godziwie zarabiać i godnie żyć. I tego będziemy się domagali, takich rozwiązań będziemy oczekiwali od premiera Morawieckiego.

Trudno będzie jednak naprawić to, co zostało zniszczone przez osiem lat rządów poprzedniej ekipy…
– Za rządów koalicji PO – PSL zniszczono, zrujnowano wiele nie tylko firm czy zakładów, ale całe sektory bądź znaczną ich część jak chociażby przetwórstwo. Za obecnej władzy rozpoczęła się naprawa państwa, ale nie zmienia to faktu, że na wsi ludziom żyje się nie najlepiej, podobnie jak mieszkańcom małych miast i miasteczek. Dlatego, gdziekolwiek się pojawimy, czy to są uroczystości, czy negocjacje, nasi pracownicy mówią, że owszem Centralny Port Lotniczy czy inne wielkie inwestycje to superrzecz, ale tu, gdzie żyjemy i pracujemy, ciągle jest manufaktura, firmy się nie rozwijają, a co za tym idzie – nie mamy możliwości zarobkowania. I nie są to głosy odosobnione, trudno więc ludziom nie przyznać racji.

Czy chce Pan powiedzieć, że rząd działa centralnie, ale lokalnie zaniedbuje regiony czy grupy społeczne?
– Podczas wspomnianych już uroczystości w Lublinie przewodniczący Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „S” nazwał rzeczy po imieniu, mianowicie, że Lubelszczyzna nie ma szczęścia do parlamentarzystów, którzy wywalczyliby dla regionu różne dobre, konkretne rzeczy. To był zarzut, który padł oficjalnie i to nie oznacza, że Marian Król chciał się nagle komuś przypodobać, bo jest już po wygranych wyborach, ale był to głos w imieniu społeczeństwa, w imieniu tych związkowców, których reprezentuje. I to nie jest głos odosobniony, bo ludzie coraz częściej narzekają. Owszem to prawda, że w dwa lata nie da się naprawić tego, co zniszczono przez osiem, bo żeby odbudować dajmy na to przemysł stoczniowy to nie wystarczy wbić jedną czy dwie stępki pod budowę statku czy promu. To nie wystarczy, bo to wymaga lat, ale są dziedziny, które wymagają interwencji już, tu i teraz, od zaraz. Takich firm, którym potrzebna jest pomoc od zaraz, które wegetują są dziesiątki, a może setki i to jest właśnie nasz trochę głos rozpaczy. My musimy i jesteśmy po to żeby mówić głosem i w imieniu ludzi, którzy nas do tego upoważniają. Pomoc wsparcie jest potrzebne niemal wszędzie i dotyczy to nie tylko sfery budżetowej, bo w spotkaniach, w których uczestniczyłem, w Walnych Zebraniach Delegatów – od Rzeszowa po Białystok pojawiały się także stanowiska w sprawie oświaty, służby zdrowia, w sprawie wzmocnienia finansowego i merytorycznego Państwowej Inspekcji Pracy, której się dokłada zadania, a budżet został zmniejszony głosem niestety posłów PiS. I to są głosy, które słychać z całej Polski.

Dobra zmiana zawodzi?
– Tu z pewnością nie chodzi o to, żeby zmieniać rząd. Nie ma więc mowy o szantażu, choć z drugiej strony słychać głos, że wróci Platforma. Ale nam nie o to chodzi. Dobra zmiana niech jeszcze rządzi tyle, ile pozwolą Polacy – 10 nawet 15 lat, ale sprawy, które są do rozwiązania na dole, muszą zostać rozwiązane. Wiemy np., że jest zmowa między pracodawcami, żeby z zarobkami nie wychylać się ponad najniższe wynagrodzenie, bo i takie regiony kraju są, gdzie z jednej strony pracodawcy narzekają, że brakuje fachowców, a z drugiej nie chcą tym fachowcom płacić godziwych pensji. Tak się nie da.

Przez jakiś czas ze strony „S” była cisza, a rząd miał kredyt zaufania. Teraz to się kończy?
– To nieprawda, że była cisza, bo zarówno w służbie zdrowia, jak i w oświacie były niepokoje. Jako Komisja Krajowa NSZZ „S” istotnie nie podejmowaliśmy akcji protestacyjnych, a wszystkie sporne kwestie kierowaliśmy na Radę Dialogu Społecznego. Teraz jednak – po raz pierwszy od blisko trzech lat jest zdecydowane stanowisko Komisji Krajowej, które upoważnia Prezydium Komisji Krajowej do przygotowywania akcji protestacyjnej. Istotnie od prawie trzech lat jest to pierwsze takie duże ogólnopolskie działanie. Niebawem będzie protest leśników. Interweniujemy, wiele spraw chcemy rozwiązywać, wiele już rozwiązujemy. Ponadto trzeba powiedzieć, że szereg inicjatyw rządu to nie są jedynie pomysły danego ministra, tylko to są rzeczy, które my jako strona społeczna jako związek kierujemy w formie różnego rodzaju listów, petycji, stanowisk, podpowiadając rządzącym. Weźmy np. kwestię wyłączenia niektórych składników z płacy minimalnej, to też nie jest pomysł tylko minister Elżbiety Rafalskiej, ale o tych rzeczach mówimy jako strona związkowa. Oczekiwania społeczeństwa są takie żeby płaca minimalna to była płaca netto, co jest oczywiście niemożliwe, ale za to jest mowa o wyłączaniu niektórych składników. Również jeśli chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa pracowników chronionych, którzy są osobami funkcyjnymi w związku czy społecznymi inspektorami pracy to też nie jest pomysł stricte ministra Zbigniewa Ziobry, tylko to jest efekt konferencji, podczas której minister to zapowiedział, powołał zespół ekspertów, gdzie są także nasi przedstawiciele. I to są pierwsze projekty zapowiadane przez ministra Ziobrę, które trafiają pod obrady rządu i mam nadzieję, zostaną przegłosowane. To pokazuje, że na bieżąco współpracujemy, rozwiązujemy problemy. Jeśli zaś chodzi o podwyżki płac w sferze budżetowej, wzrost minimalnego wynagrodzenia, to nie możemy dłużej czekać, stąd takie, a nie inne nasze stanowisko.

Póki co grup, które wykazują postawę roszczeniową, przybywa i trudno będzie – chyba – spełnić oczekiwania wszystkich, pojawia się też pytanie, czy budżet to wytrzyma?
– Jeżeli z jednej strony słyszymy, że w wyniku uszczelnienia VAT pojawiają się kolejne miliardy oszczędności, to nie dziwmy się ludziom, którzy mają oczekiwania i chcą z tego skorzystać. Rząd musi się liczyć z tym, że jeśli sytuacja się poprawia, jeśli w rankingach idziemy w górę, jeżeli pięknie rozwija się gospodarka, to nie ma co się dziwić, że ludzie pytają, kiedy będą mogli skorzystać i czerpać z tych owoców. Natomiast NSZZ „S” jest związkiem zawodowym i w swoich działaniach nie możemy się kierować sentymentem czy niechęcią, ale my musimy reprezentować pracowników, czy to się komuś podoba czy nie. Mówiliśmy o tym w niedzielę w Lublinie podczas uroczystości 38. rocznicy Lubelskiego Lipca i prawda jest taka, że z jednej strony kibicujemy obecnemu rządowi, ale to nie może być w oderwaniu od spraw, za które my odpowiadamy jako związek zawodowy. Nie jest to jednak zachowanie przeciwko komukolwiek, ale w sprawie.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/ekonomia-gospod ... rawie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 23 lip 2018, 16:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Nawet krytyka władzy ma swoje granice

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po ostatnich brutalnych zachowaniach Obywateli RP i KOD przed Sejmem i próbie sforsowania barierek dwóch policjantów zostało rannych. Kto ponosi winę za to, czego, coraz częściej – znów jesteśmy świadkami?
– Bezpośrednio winę za agresję, której ostatnio jesteśmy świadkami, ponoszą uczestnicy, sprawcy tych zajść, i to jest oczywiste. Nie bez winy są także ci, którzy podgrzewają i tak gorącą już atmosferę. Protesty tych sfrustrowanych środowisk – jak widzimy, jeśli chodzi o liczbę uczestników – słabną coraz bardziej, ale im są słabsze, tym stają się bardziej brutalne i to jest bardzo niepokojące.

Czy wwiezienie dwóch zadymiarzy – bo tak to chyba należy nazwać – w bagażniku na teren parlamentu przez posła na Sejm to jest – jak uważa szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer – tylko happening, wybryk?
– Jeśli w taki sposób pani poseł Lubnauer tłumaczy to, co się stało, to inni też mogą chcieć organizować tego typu „happeningi”. Pytanie tylko, kto jako następny po tzw. Obywatelach RP może zostać przemycony na teren parlamentu RP i z jakim zamiarem. Jeśli takie zdanie wyrażają politycy, do tego parlamentarzyści, to oznaczałoby, że każdy z nich może sobie pozwolić na taki wygłup. Tymczasem powaga parlamentu, pozycja posła czy senatora wyznacza pewne standardy, pewne granice, których nie godzi się przekraczać. Poza tym Sejm nie jest miejscem do robienia happeningów, natomiast jest miejscem debaty, dyskusji i decydowania o najważniejszych rozwiązaniach prawnych dla Polski.

Czy możemy powiedzieć, że w tym momencie zostały już przekroczone wszelkie granice absurdu, czy może nas czekać jeszcze więcej tego typu „niespodzianek”?
–Te granice zostały przekroczone już dawno. Pamiętamy chociażby, co działo się podczas słynnej już okupacji Sejmu w grudniu 2016 roku przez Platformę i Nowoczesną, kiedy jeden z demonstrantów – uczestników nocnych wydarzeń przed parlamentem – położył się na ulicy, udając nieboszczyka, ofiarę działań służb porządkowych i policji. Do tego dochodzą jeszcze słynne podróże ówczesnych liderów Nowoczesnej Anny Schmidt i Ryszarda Petru na Maderę podczas gdy trwała okupacja Sejmu przez Platformę i Nowoczesną, kiedy w obronie rzekomo łamanej demokracji zwoływano przed Sejm zwolenników tych ugrupowań. Te przykłady chyba najlepiej ilustrują skalę dziwactw, do jakich zdolni są przeciwnicy rządu Zjednoczonej Prawicy i przeciwnicy reform, jakie obecnie dokonują się w Polsce. To wszystko jest tragifarsą, ale jeśli dopiero dzisiaj próbuje się ostatecznie wyjść z dawnego systemu, to takie rzeczy się zdarzają, ale zdarzają się też gorsze.

Czy Sejm RP, czy bezpieczeństwo parlamentarzystów jest dostatecznie chronione, skoro na teren parlamentu w bagażniku wwozi się osoby postronne? Może coś należy zmienić, poprawić?
– W mojej ocenie, fakt wwiezienia przez posłów na teren Sejmu RP osób nieuprawnionych nadaje się do zbadania przez prokuraturę. Nie powinno też być żadnych wątpliwości co do uchylenia osobom, które się dopuściły tego czynu – posłom Schmidt, Shoering-Wielgus i Petru – immunitetów. To jest poza dyskusją. Nie można też dopuszczać do sytuacji, kiedy ktoś złamanie prawa nazywa żartem. Jeśli nie będzie stanowczej reakcji, jeśli nie będzie odpowiednich kar, to w przyszłości możemy mieć eskalację tego typu czynów, zachowań. Trudno nawet sobie wyobrazić, czym taki brak odpowiedzialności może się skończyć.

Opozycja totalna twierdzi, że Sejm za rządów PiS wygląda jak twierdza, ale patrząc na ostatnie wydarzenia, czy postawa władzy – mimo wszystko – nie jest zbyt łagodna wobec tych, którzy w jawny sposób łamią prawo?
– Ta łagodność wynika ze względów wizerunkowych. Pamiętajmy o tym, że kiedy w ubiegłym roku w Barcelonie – podczas referendum niepodległościowego w Katalonii – działy się sprawy nieporównywalnie gorsze i bardziej niebezpieczne – mam tu na myśli starcia i zachowanie hiszpańskiej policji, która miała użyć wobec protestujących pałek i broni gładkolufowej, gdzie w wyniku starć obrażenia odniosło kilkaset osób, to zagranica, w tym Komisja Europejska, jakoś dziwnie milczała.

Natomiast kiedy w Polsce policja zachowuje się w sposób bardzo wyważony, spokojny, kiedy jest – powiedziałbym – może nawet zbyt delikatna wobec uczestników protestów, wobec prowokacyjnych zachowań, to i tak padają oskarżenia o użycie przemocy czy przekraczanie uprawnień i obowiązujących przepisów prawa i wolności obywatelskich. Tak czy inaczej rządzący w Polsce starają się zachować umiar, ale mam nadzieję, że w tym konkretnym wypadku system, który działa wolno, ostatecznie jednak zadziała skutecznie i winni naruszenia powagi i bezpieczeństwa najwyższego organu władzy ustawodawczej – Sejmu i parlamentarzystów zostaną ukarani. Takich rzeczy nie wolno zostawiać bez reakcji, bo tak jak wspomniałem wcześniej, może to zachęcać do eskalacji przemocy.

Czy immunitet poselski powinien obejmować posła, który w sposób jawny łamie prawo, naruszając bezpieczeństwo Sejmu?
– Immunitet dotyczy każdego posła czy senatora i chroni przed odpowiedzialnością. Natomiast taki immunitet zawsze można uchylić większością głosów. Nie można się chować za immunitetem. Moim zdaniem, należy bezzwłocznie tych posłów pozbawić immunitetu i przeprowadzić normalne, przewidziane prawem postępowanie. Nie mówimy tu o żadnych prześladowaniach opozycji, ale o ściganiu konkretnych naruszeń prawa, konkretnych wykroczeń, których dopuścili się parlamentarzyści.

W Golubiu-Dobrzyniu oraz w Wąbrzeźnie z piątku na sobotę zdewastowano biura parlamentarzystów PiS. Przed wejściem do biura pojawił się napis: „Czas na sąd ostateczny”. Do czego może doprowadzić narastająca antyrządowa agresja?
– To, z czym mieliśmy do czynienia w Golubiu-Dobrzyniu oraz w Wąbrzeźnie – w odniesieniu do filii biur senatora Andrzeja Mioduszewskiego oraz posła Krzysztofa Czabańskiego, to już są groźby karalne. Od oceny tego, co się stało i ostatecznych werdyktów jest oczywiście sąd, ale wszyscy wiemy, czym taka niezdrowa atmosfera czy wręcz wrogość wobec przeciwników politycznych może się skończyć. Mamy już w Polsce jedno zabójstwo na tle politycznym, bardzo głośne, kiedy w 2011 roku w Biurze Poselskim Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi Ryszard Cyba zastrzelił Marka Rosiaka, asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego.

I nie daj Boże, żeby się to powtórzyło. Sytuacja jest tym bardziej niebezpieczna, że mamy do czynienia z frustracją środowisk, które w demokratycznych wyborach utraciły władzę i mimo różnych prób powrotu na szczyty – także takich, które nie mają nic wspólnego z zasadami demokracji – ta wizja się coraz bardziej oddala. Co więcej, poprzednia ekipa rządząca traci kolejne przyczółki władzy, którą posiadała od wielu, wielu lat. Stąd trwa nakręcanie ludzkich emocji i nic dziwnego, że później są takie reakcje, jakie znamy chociażby z ostatniego tygodnia przed Sejmem.

Kto Pana zdaniem powinien zatrzymać tę falę agresji, żeby się nie przelała?
– Tutaj jest rola przywódców opozycji totalnej, która w dużym stopniu jest odpowiedzialna za krytykę rządu. I choć trudno się dziwić, że ta krytyka jest obecna, bo jest to normalny przejaw demokracji, ale każda – nawet najostrzejsza – krytyka władzy powinna mieć swoje granice. Rządzącym – obojętnie, kto by to nie był – nie można odbierać dobrego imienia. Tymczasem każda reforma państwa wprowadzana przez obóz Zjednoczonej Prawicy spotyka się z furią i zarzutami o łamanie demokracji w Polsce. Jeśli ten stan agresji, krytyka w takim stylu będzie trwała nadal, to niektórzy są gotowi rzeczywiście uwierzyć, że żyją w stanie dyktatury tak jak za PZPR, i że można robić rewolucję.

Tej agresji towarzyszy niespotykana dotąd fala hejtu, o czym przekonał się poseł Stanisław Piotrowicz. Pisarka Maria Nurowska na Facebooku chwali się, że zrobiła laleczkę voo-doo przedstawiającą posła, w którą wbija szpilki…
– Niestety, ale stan niektórych umysłów, stan ducha niektórych ludzi jest naprawdę zatrważający. Opisywana przez pana redaktora sytuacja jest tego najlepszym przykładem. To musi martwić i niepokoić, bo z jednej strony tacy ludzie tracą kontrolę nad sobą, a z drugiej może to się stać bardzo niebezpieczne dla całego otoczenia. Oby nie…

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... anice.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 09 sie 2018, 15:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Wiedza zakazana

W jednym ze swoich felietonów prof. Zybertowicz opisuje swj udział w konferencji na temat demokracji liberalnej i nawiązuje do obyczaju, który mnie także irytuje niepomiernie. Pełno było na konferencji odwołań do historii myśli politycznej, do Platona, Arystoltelesa, ale brak było refleksji na temat kształtu demokracji liberalnej w Polsce dnia dzisiejszego. Temat tabu.

Tymczasem podstawą dyskusji powinny być realia, a kazde wydarzenie społeczno-polityczne powinno być rozpatrywane w ujęciu synchronicznym i diachronicznym. Do opisu społeczeństwa trzeba zastosować dwie uzupełniające się perspektywy - opisujące synchronię - systemową i socjologiczną. System możemy rozpatrywać jako zbiór elementów powiazanych relacjami albo, jeszcze bardziej abstrakcyjnie, jako zbiór reguł gry. Do tego możemy przeanalizować strukturę społeczną i role jaki odgrywają poszczególne grupy składające się na daną społeczność. Następnie możemy przejść do diachronii by ustalić jak doszło do ukształtowania się takiego systemu czy takiej struktury społecznej.

Jeżeli mowa o polityce, to oczywiście w grę wchodzą także formalno-prawne i teoretyczne kwestie ustrojowe.
System polityczno-społeczny tzw. III RP charakteryzowała dominacja establishmentu, która miała dwa źródła prawomocności: uznanie dla przejętej z Zachodu formalnej demokracji liberalnej, z jednej strony, i umowy Okrągłego Stołu z drugiej. Establishment składał się z grup, które swój status materialny i społeczny zawdzięczały, patrząc z perspektywy diachronicznej, umowie magdalenkowej i prywatyzacji gospodarki przeprowadzonej przez Balcerowicza. Tu trzeba zaliczyć środowiska biznesu, medialne i ośrodku władzy, ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Środowiska te naginały system ustrojowy do swoich potrzeb, a wskutek takiej działalności uformował się nieformalny układ postkomunistyczny, który podporządkował sobie formalne instytucje państwa i wprowadził do nich nieformalne reguły gry, bo charakteryzowała je taka a nie inna etyka, którą wspierała propaganda zakładająca dominującą rolę gospodarki rynkowej i skrajnego indywidualizmu.. Za rządów PO układ przekształcił się w system postkomunistyczny obejmujący cały kraj.
Rola elektoratu, sterowanego przez propagandę medów opanowanych przez układ postkomunistyczny, ograniczała się do głosowania raz na cztery lata na zasugerowaną przez propagandę lub marketing partię. Większość partii nie miała charakteru reprezentacji stricte politycznej, lecz była wydmuszkami układu reprezentującymi, w sposób ukryty, jego interesy. Niezwykła toksyczność tego ukladu/systemu wynika z faktu, że jest on chimerą ustrojową łączącą elementy demoliberalizmu z postkomunizmem.

Jednakże żadna analiza społeczno-polityczna nie może się ograniczać do takich czynników formalnych. Punktem wyjścia analizy powinna być prawidłowa, naukowo zweryfikowana koncepcja antropologiczna, zawierajaca założenia co do natury ludzkiej, a celem analizy powinno być określenie, w jakim stopniu dany ustrój polityczny odpowiada tym podstawowym założeniom. W ostatnich latach dokonała się rewolucja neurobiologiczna, wsparta badaniami kognitywistów i psycholgów ewolucyjnych, która jednoznacznie wskazuje, że ludzki mózg jest mózgiem społecznym, a ludzka ewolucja kształtowana była przez relacje społeczne, w jakie ludzie wchodzą żyjąc w dużych grupach. Każda jednostka żyje w sieci relacji, które ją kształtują i na którą następnie wywiera zwrotny wpływ. Przestrzeń społeczna ma trzy podstawowe wymiary, stanowiące pakiet trzech relacji, które najprościej jest określić jako prawdę, miłość i wolność.Ta rewolucja znacznie ułatwia analizę bo dostarcza wiarygodnych narzędzi intelektualnych do badania jednostek jak i grup.

Niestety, polscy intelektualiści objawiają poważne problemy ze znajomością najnowszych wyników badań naukowych. Jakiś czas temu analizowałem koncepcje społeczno-polityczne przedstawione przez Stefana Sękowskiego w książce "Żadna zmiana" czy przez Rafała Matyję w książce "Wyjście awaryjne".

https://www.salon24.pl/u/zetjot/868502, ... a-zmiana,2

https://www.salon24.pl/u/zetjot/870202, ... zej-zmiany

W gruncie rzeczy najbardziej wiarygodne analizy społecznej rzeczywistośći tzw. III RP są dziełem doskonałych publicystów takich jak Rafał Ziemkiewicz czy Bronisław Wildstein.

A wracając do wspomnianego na początku prof. Andrzeja Zybertowicza, to przecież parę dobrych lat temu opublikował on książkę "III RP.Kulisy Systemu" I jaki był odzew ? Temat tabu.

https://www.salon24.pl/u/zetjot/887241,wiedza-zakazana


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /