Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 13 wrz 2017, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
Dla Niemców skarb, a dla nas horror. Za okupacji też Niemcy mogli mówić, że stosunki z Polską to skarb.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 15 wrz 2017, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://wprawo.pl/2017/09/14/niemcy-na-k ... reparacji/

Niemcy na kolanach przed Polską! Polityk od Merkel błaga Polaków, by nie nagłaśniać tematu reparacji
Przez Last updated Wrz 14, 2017

Niemieccy politycy zrozumieli, że ich wieloletnia polityka historyczna może wkrótce legnąć w gruzach. Cały świat dowie się bowiem o tym, kto jest prawdziwym sprawcą zbrodni z II wojny światowej, oraz że Niemcy nie wypłaciły Polsce – jako jedynej – reparacji za zniszczenia i masowe mordy.
Nasi zachodni sąsiedzi przez lata konsekwentnie i skutecznie wybielali się z odpowiedzialności za drugą wojnę światową. Doszło nawet do tego, że w wielu miejscach na zachodzie ludzie są przekonani, że holokaustu dokonali Polacy. Jednak wraz z tematem reparacji, których chce od Niemiec domagać się Polska, wracają do Berlina koszmary przeszłości.
Poseł CDU Karl-Georg Wellmann błagalnym tonem w wywiadzie dla „Deutsche Welle” zaapelował do Polaków, by nie nagłaśniać tematu reparacji. Niemcy stanęli zatem w rozkroku – nie chcą płacić, ale i nie chcą, by o sprawie rozpisały się media na całym świecie.
– Nagłaśnianie tego tematu (reparacji – red.) w tej chwili jest politycznie bardzo niezręczne. Polska jest w dużym stopniu zdana na integrację z Unią Europejską – politycznie jak i gospodarczo. Polska bardzo na tym korzysta – przekonuje w wywiadzie dla „Deutsche Welle” Wellmann. Ma nadzieję, że to przekona rząd w Warszawie do „opamiętania się”.
Niemiecki polityk stara się też na nowo przekonać Polaków, że dostają pieniądze od Unii. – Mam obawy, że temat reparacji zaszkodzi relacjom polsko-niemieckim. Głównie dlatego, że dużo pieniędzy popłynęło już z Niemiec do Polski. Polska co roku dostaje około 14 miliardów euro z Brukseli, co umożliwia krajowi szybki rozwój gospodarczy – stwierdził. Dane EUROSTATU mówią jednak co innego (ZOBACZ TEŻ: Unia dotuje Polskę? Jest na odwrót!).
Faktem jest jednak, że Polska jest niezwykle zdeterminowana. Zwłaszcza prezes partii rządzącej Jarosław Kaczyński. Nasz rząd zauważa i zaznacza, że Niemcy przez lata wypłacali pokaźne odszkodowania m.in. Francji, Wielkiej Brytanii, Stanom Zjednoczonym, środowiskom żydowskim i Izraelowi. Polskę natomiast pominięto, choć to nasz kraj poniósł największe straty zarówno w ludności, jak i infrastrukturze. Rząd Beaty Szydło dowiódł już, że nasz kraj nigdy nie zrzekł się prawa do roszczeń, a ponowne podniesienie tematu jest zasadne.

Źródło: newsweb.pl – wejdź na portal


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 18 wrz 2017, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30128
Jarosław Kaczyński o słowach szefa MSZ Niemiec dot. reparacji: to próba uniknięcia sprawiedliwości

Obrazek
kaczynski fot. PAP/Marcin Kmieciński


To są słowa, które są próbą wykręcania się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości - tak prezes PiS Jarosław Kaczyński skomentował wypowiedź szefa MSZ Niemiec Sigmara Gabriela dot. polskich roszczeń reparacyjnych. Przed nami pewnie długa walka, mam nadzieję, że zwycięska - podkreślił.

W sobotę niemiecki tygodnik "Der Spiegel" poinformował, że minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel odrzucił polskie roszczenia reparacyjne za zniszczenia dokonane przez Niemcy w Polsce w czasie drugiej wojny światowej.
"Roszczenia reparacyjne byłyby próbą pogorszenia bliskich i dobrych relacji, jakie przez lata rozwinęły się między Niemcami a Polską" - powiedział Gabriel cytowany przez "Spiegla".
Kaczyńskiego ocenił w poniedziałek w rozmowie z dziennikarzami, że słowa Gabriela "są próbą wykręcania się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości".
"Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości" - dodał prezes PiS. Według Kaczyńskiego "Niemcy nie chcą płacić". "Przed nami pewnie długa walka, mam nadzieję, że zwycięska" - podkreślił prezes PiS.
Według Gabriela niemiecki rząd powinien obecnie, jego zdaniem, "zachować spokój". Polityk SPD zaznaczył, że relacje między Polską a Republiką Federalną nigdy nie były lepsze, a ludzie sobie bliżsi, niż teraz. "Chcemy, aby tak było nadal" - powiedział Gabriel.
Podczas lipcowej konwencji Zjednoczonej Prawicy szef PiS Jarosław Kaczyński wyraził opinię, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania za gigantyczne straty wojenne, których "tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś".

Zgodnie z ekspertyzą Biura Analiz Sejmowych w sprawie reparacji wojennych, zasadne jest twierdzenie, że Polsce przysługują od Niemiec roszczenia odszkodowawcze.
Natomiast z opublikowanej wcześniej opinii zespołu naukowców Bundestagu wynika, że polskie roszczenia reparacyjne są bezzasadne.
Szef MSZ Witold Waszczykowski odnosząc się w rozmowie z PAP do reparacji od Niemiec, ocenił, że "kiedy będziemy mieli jasność, co do kwestii prawnej, strat ludzkich, gospodarczych, to trzeba będzie te elementy osadzić w pewnym kontekście bieżącej polityki międzynarodowej, bilateralnej polityki polsko-niemieckiej i to wymaga decyzji daleko wykraczającej poza MSZ".
Jak podkreślił, "potrzeba więcej analiz, ponieważ różne decyzje były podejmowane w różnych sytuacjach, np. te z 1953 r. Mieliśmy wtedy do czynienia z zupełnie inną Polską, pytanie, czy suwerenną, czy decyzje były też suwerennie podejmowane w NRD, czy też w obu przypadkach nie podjęto ich pod wpływem dominacji w tej części Europy Związku Sowieckiego".
Według ministra spraw zagranicznych "to są liczne wątpliwości, które mogą prowadzić do pytania, czy taka decyzja w ogóle została podjęta, czy ma jakąś wartość w prawie międzynarodowym".

PAP

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 1190704267

To że obecnie Polska wystąpiła do Niemiec o odszkodowanie za ich zbrodnie, na pewno ma również związek z nachalną nagonką niemiecką realizowaną przez unijnych biseksów, ale wydaje mi się, że Polska dostała mocną zachętę od Trumpa, aby poprzez ten manewr osłabić Niemcy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 21 wrz 2017, 20:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30128
Kochajmy się jak bracia a liczmy się jak Żydzi

W toczącej się dyskusji na temat reparacji wojennych nie brak zdań w których nie stawia się kropki nad i. Nie brak też paradoksów, choć trochę brak tych, którzy je artykułują.

Jest mocny paradoks strachu. Jeżeli my będziemy zajmować twarde stanowisko w sprawie reparacji od Niemiec to Niemcy w końcu zażądają od nas zwrotu Ziem Odzyskanych. Lepiej jest zatem siedzieć cicho. Ale w tej postawie siedzenia cicho pod miedzą jest właśnie ten brak kropki na i. Albowiem skoro oni mogą od nas zażądać i to jeszcze zażądać skutecznie Ziem Odzyskanych to znaczy, że widzimy naszych dobroczyńców nadal w strojach Wermachtu z epoki A. Hitlera: gotowych do wywołania wojny, wkroczenia militarnie na terytorium obcego państwa. Wprawdzie Naziści wyemigrowali z Niemiec, ale jakiś spadek duchowy pozostał.

Mocny jest też paradoks konsekwencji: jeżeli my będziemy żądać reparacji to oni będą żądać Ziem Odzyskanych. Brak w tym kolejnej kropki nad i, która mogła by brzmieć tak: nie byłoby tego problemu, gdyby Wasi Naziści, których przyjęliście gościnnie do swojego kraju nie doprowadzili do koszmaru II wojny światowej. Nie bylibyśmy państwem niesuwerennym i zniszczonym, gdyby nie niemieckie szaleństwo. To, co my straciliśmy i to, co Wy straciliście to są konsekwencje. Ale nie można w skutkach konsekwencji równo obciążać i kata i ofiary. My oczywiście rozumiemy, że Naziści wyemigrowali, ale trochę zrabowanych dzieł sztuki zostawili jednak w Niemczech. Trochę a nawet więcej niż trochę tego szabrowanego dziedzictwa pozostało w rodzinnych stronach Helmuta i Helgi.

Jeżeli jest inaczej to wskażcie nam drogę do Nazilandu.

Bardziej już poważnie: tak jak w Polsce nie było dekomunizacji tak i w Niemczech nigdy nie było denazyfikacji. Był proces w Norymberdze i to w zasadzie jest koniec denazyfikacji. Reszta to mit.

Może najlepiej ten mit opisał dziennikarz GW Wojciech Orliński i jemu oddaję głos: "Polska prawica od kilkunastu lat karmi się mitem denazyfikacji – tezą, że gdyby w Niemczech nie przeprowadzono w 1945 roku denazyfikacji, władzę w polityce i gospodarce przejęliby spadkobiercy nazistów. Teza ta jest o tyle niemądra, że wkrótce po wojnie eks-naziści faktycznie objęli władzę w polityce i gospodarce a sama denazyfikacja była kompletną fikcją. (…) Mój ulubiony przykład tego mitu to prezydent RFN Heinrich Lubke, który zaprojektował standardowy barak obozów koncentracyjnych oraz oczywiście Hans Martin Schleyer – członek Hitlerjugend od 1931 i SS od 1933 roku, po wojnie zaś członka zarządu Daimler-Benz i szefa niemieckiego związku pracodawców".

A Hans Globke? Robił karierę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych III Rzeszy i jako prawnik był autorem komentarza do Norymberskich Ustaw Rasowych. Pomimo tak ewidentnej działalności, nic nie stało na przeszkodzie, by – w swoim czasie - został on zaufanym człowiekiem kanclerza Konrada Adenauera.

Ów mit denazyfikacji potwierdza to w jednym ze swoich wywiadów niemiecka historyk Kathrin Kompisch burząc przy okazji inny mit: mit niewinnych niemieckich kobiet: "Po wojnie w Niemczech z kobiet zrobiono święte. Niemcy bardzo chcieli mieć chociaż jedną część społeczeństwa, która zachowałaby czystość i niewinność. Padło na kobiety, które zgodnie z wszechobecnym stereotypem zajmowały się domem i nie uczestniczyły w życiu publicznym. Historie kilku wyjątkowo bezwzględnych sadystek stały się wyjątkami potwierdzającymi regułę. Nikt nie chciał przyznać, że była to tylko część szerszego problemu współodpowiedzialności kobiet za nazizm" Prawda jest zaś taka, że w organizacjach takich jak Narodowosocjalistyczny Związek Kobiet, Służba Pracy Kobiet, Niemiecki Czyn Kobiet, działający na wsi Stan Żywicieli Rzeszy, sportowa organizacja Siła przez Radość, przeznaczony dla nastolatek Związek Niemieckich Dziewcząt i wiele innych podobnych było zrzeszone "kilkanaście milionów Niemek".

Aby uzmysłowić sobie skalę powszechności w zafascynowaniu ideami Hitlera do tych Niemek należy dodać ponad 7 milionów chłopców i dziewcząt w Hitlerjugend i 7,5 milionów członków w NSDAP.

Wchodząc głębiej w meandry mitu denazyfikacji należy powiedzieć, że to poczucie winy politycznej i moralnej narodu niemieckiego, które było autentyczne i bliskie takim intelektualistom jak Karl Jaspers nie było powszechne. Natomiast powszechnie – po zakończeniu II wojny światowej - zostało odrzucone. Niemcy, przede wszystkim i wbrew wszystkiemu, czuli się ofiarą - mieli gorzkie poczucie upokorzenia bezwarunkową kapitulacją, przymusowymi wysiedleniami z obszarów wschodnich, okupowaniem kraju przez cztery zwycięskie mocarstwa. Ale nie tylko o to chodzi: jak mówi prof. Anna Wolff-Powęska: "Rozmiary uczestnictwa w nazistowskim państwie były tak duże, że ukaranie winnych doprowadziłoby do paraliżu państwa". Do paraliżu w dosłownym tego słowa znaczeniu - bo odsunięcie Niemców zaangażowanych w nazizm od jakiegokolwiek uczestnictwa w życiu politycznym, naukowym, publicznym spowodowałoby pogrążenie się na lata w gospodarczym chaosie. Tony Judt w swojej książce „Powojnie” („Powojnie. Historia Europy od roku 1945”, Poznań 2008, s. 74) napisał: „8 maja 1945 r., gdy zakończyła się wojna w Europie, w Niemczech było 8 milionów nazistów. W Bonn 102 na 112 lekarzy było wówczas lub wcześniej członkami NSDAP. W zniszczonej Kolonii z 21 specjalistów od miejskich wodociągów i kanalizacji – których umiejętności miały fundamentalne znaczenie dla ich odbudowy oraz zapobiegania szerzeniu się chorób – 18 było nazistami. (...) Nie było mowy, żeby ich po prostu usunąć z życia publicznego”.

Co jest dla mnie w Niemcach jako narodzie przerażające: niemiecka praworządność. W procesach norymberskich zasadniczą linią obrony oskarżonych było twierdzenie, że winni są inni a oni tylko byli posłuszni rozkazom. To się nie zmieniło. Mogą się zmienić rozkazy, ale duch bezmyślnego i bezdusznego posłuszeństwa dla rozkazów pozostał (vide: sprawa nielegalnych imigrantów).

Nie ma co się oszukiwać: bycie nazistą w Niemczech nie przeszkadzało w zrobieniu jakiejkolwiek kariery po upadku III Rzeszy. Podróżowali Państwo kiedykolwiek z agencją turystyczną Neckermann? A zatem kilka słów o karierze Josefa Neckermanna. W początkach lat 30. był urzędnikiem bankowym. Po uchwaleniu ustaw rasowych młody Neckermann zaczął skupować żydowskie przedsiębiorstwa za bezcen. Korzystając na aryzacji gospodarki, przejął on kilka firm z branży tekstylnej, budując tym samym podwaliny swej późniejszej potęgi. W czasie wojny zajmował się produkcją odzieży dla robotników przymusowych i pracowników zbrojeniówki. Poza tym, jako dyrektor Centralnej Wspólnoty Pracy dla Odzieży, pilnował dostaw mundurów dla Wehrmachtu. Po wojnie próbował wskrzesić swoją firmę, ale został aresztowany. W 1948 r. został zakwalifikowany jako "sympatyk" NSDAP i nałożono na niego grzywnę. Jeszcze w tym samym roku założył firmę włókienniczą, która już kilka lat później rozrosła się do sieci domów towarowych sprzedających już nie tylko odzież, ale i cały szereg innych towarów. W latach 60. doszło do tego biuro podróży. Dzięki swoim sukcesom Neckermann stał się jednym z symboli cudu gospodarczego RFN. Neckermann startował również w zawodach jeździeckich. Kilka razy został mistrzem świata w ujeżdżeniu, a w latach 1964 i 1968 zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w konkursie drużynowym.

Harald Quandt Holding GmbH, której majątek jest wyceniany na 6 mld USD (obecnie rodzina Quandtów kontroluje 47% akcji BMW)? Historyk Joachim Scholtyseck opublikował w 2011 roku badania, z których wynika, że przemysłowe imperium Quandtów powstało dzięki pracy przymusowej dziesiątek tysięcy jeńców i przejęciu fabryk wcześniej należących do Żydów.

Ile można by takich historii opowiedzieć?

Więc w gruncie rzeczy: z czego i przed kim oraz kiedy tak naprawdę Niemcy się rozliczyli?

Warto sprawę postawić na ostrzu noża: tu nie chodzi tylko o wgląd w historię, ale poprzez historię w teraźniejszość. Historycy niemieccy (Frank Boesch i jego zespół naukowców z Centrum Badań Historii Najnowszej w Poczdamie ) odkrywali z przerażeniem, że ponad 50% kadry niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w roku 1970 należało do NSDAP (w roku 1961 - 66%). W 2005 roku ówczesny szef resortu spraw wewnętrznych, Otto Schily (SPD), twierdził bezczelnie, że w jego ministerstwie nie ma żadnej narodowo-socjalistycznej przeszłości, która wymagałaby zbadania. Przed takimi badaniami wzbraniał się także Thomas de Maizière a przecież był on szefem MSW całkiem niedawno, bo w latach 2009 - 2011.

To jest niemieckie dziedzictwo – rzeczywista niechęć do spojrzenia prawdzie w oczy i piękne słowa pod publiczkę: poczuwamy się do odpowiedzialności, ale tak jakoś bezobjawowo. I to wychodzi najtaniej.

Kto zna choć trochę historię, ten doskonale wie, że Niemcy nie tylko nie zrealizowały nałożonego nań obowiązku reparacyjnego w kwocie 26 mld USD (konferencje w Jałcie i Poczdamie), ale dostały bonus w kwocie 1,5 mld USD w ramach Planu Marshalla. Z badań niemieckiego historyka prof. Götza Aly’ego przedstawionych w książce „Państwo Hitlera" wynika, że w latach 1939-1945 Rzesza uzyskała minimum 2 biliony euro z grabieży krajów okupowanych. Minimum. 2 biliony euro. Wyżej wspomniany historyk mówi jasno: „Wszyscy Niemcy wzbogacili się na Holokauście. To samo dotyczy również majątku ludzi innych narodowości uznanych za wrogów politycznych albo Polaków wysiedlonych z terenów przyłączonych do Rzeszy” po czym dodaje: „Niemcy gospodarki okupowanych krajów doprowadzali do ruiny. W 1942 r. w Generalnym Gubernatorstwie oszacowali liczebność swoich oddziałów na 400 tys., choć w rzeczywistości stacjonowało tam 80 tys. żołnierzy. Pięciokrotne zawyżenie tej liczby pozwoliło narzucać pięciokrotnie wyższe świadczenia”. Wszystko było przemyślane przez niemieckich ekonomistów– nie wiem czy zauważyli Państwo, że w krajach podbitych przez Niemców utrzymywano walutę krajową? Bo jak mówi prof. Götz Aly: „to umożliwiało prowadzenie rabunkowej polityki. Niemcy utrzymywali w okupowanych krajach banki centralne i emisyjne, do których wprowadzali swoich urzędników. Pozwalało im to na różne manipulacje. Na przykład sztucznie zaniżali kursy obcych walut. Rzesza sprowadzała z podbitych państw bardzo dużo towarów, żywności i surowców, więc dzięki sztucznie obniżonym kursom franka, złotówki czy rubla import był tańszy”.

Bądźmy poważni i niesentymentalni: II wojnę światową przegrało niemieckie państwo, ale nie niemiecka gospodarka. Rzesza toczyła bowiem wojnę na koszt podbitych krajów, a jej prawny sukcesor nie rozliczył się z tego rzetelnie do dziś.

W tej sprawie nie może być żadnych ustępstw ze strony polskiego rządu – mówiąc inaczej: kochajmy się jak bracia a liczmy się jak Żydzi. Gdy już się rozliczymy wówczas się może będziemy pojednani a może i nie, ale nigdy wcześniej. To nie jest tylko rachunek za Warszawę. To rachunek za wszystkie zniszczenia – krok po kroku: od Warszawy aż do portu w Gdyni, który został przez Polaków wybudowany za ok. 5 mld zł (aktualnych) a wskutek wojny wywołanej przez Niemcy stał się pobojowiskiem.

Tak zbrodniczego narodu bowiem jak Niemcy nie ma w historii świata: ten naród nie tylko zabijał ludzi na masowa skalę, niszczył i wyzyskiwał, rabował dobra kultury – to także naród rabusi ludzi.

Kończąc: ze zdziwieniem, przy okazji wizyty w Zwierzyńcu, który bardzo lubię, przeczytałem, że Niemcy ukradli nawet stado 40 sztuk koników polskich z Puszczy Białowieskiej.

https://www.salon24.pl/u/zamkinapiasku/ ... -jak-zydzi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 02 paź 2017, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://wmeritum.pl/polska-wcale-zrzekla ... wie/202669

Polska wcale nie zrzekła się reparacji od Niemiec? Udało się dotrzeć do dokumentu, który rzuca nowe światło w tej sprawie!
Opublikowano: 29 Wrz 2017

Spór polityczny o zasadność reparacji wojennych rozgorzał w ostatnim czasie w Polsce. Wiele osób uważa, że takie odszkodowania należą się Polsce, jednak zdaniem części obywateli, jest już za późno by ich się domagać.
Kwestia należnych Polsce od Niemiec reparacji wojennych powróciła od czasu wypowiedzi czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. O zasadności takich roszczeń mówił między innymi prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Pojawiły się nawet głosy, że Polska powinna domagać się reparacji od obu agresorów.
Jednym z koronnych argumentów przeciwników domagania się reparacji wojennych od Niemiec było zrzeczenie się ich przez rząd PRL w 1953 roku. Wówczas rząd Bolesława Bieruta miał oświadczyć, że Polska zrzeka się odszkodowań. Tymczasem odnaleziono dokument, który na całą sprawę rzuca nowe światło.
Jak informuje TVP Info, do dokumentu dotarli Arkadiusz Mularczyk i Józef Menes. Jest to dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych z 1969 roku. Zawarte zostały w nim zapytania dotyczące zasad odpowiedzialności za zbrodnie wojennej, w tym kryteria odszkodowań wojennych. I to właśnie Polska była jednym z państw, które pojawiają się w tym dokumencie.
Jak wyjaśniają Mularczyk i Menes, dokument świadczy o tym, że Polska nigdy nie zrzekła się praw do reparacji wojennych od Niemiec. – Rząd PRL w swojej odpowiedzi postulował, aby kwestia odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości nie ograniczały się do odpowiedzialności karnej wobec sprawców takiej zbrodni, ale aby w dokumencie ONZ ująć również zasady odpowiedzialności materialnej agresora za szkody wojenne – informują Mularczyk i Menes.
Wiele wskazuje na to, że taki dokument może rzucić nowe światło na kwestię domagania się od Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych.

Źr.: TVP Info


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 26 paź 2017, 14:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30128
Nie dajmy się dłużej rolować - przypominajmy zabory, wojny i reparacje

Drodzy Państwo, bądźmy realistami, a nie biernymi obiektami rozmaitych form propagandy. Bierzmy więc pod uwagę wszystkie realia, bez wyjątku.

Tak więc jeżeli mowa o reparacjach, to stanowią one zaledwie czubek góry lodowej. To był okres zaledwie 5 lat, a więc okres, choć niezwykle krwawy, to jednak stosunkowo niedługi. Oprócz tego okresu, mamy przecież ponad 120letni okres zaborów. I Żeby ograniczyć się tu, w tym tekście, tylko do zaborcy pruskiego, to jest o czym mówić, to jest szmat czasu, specjalnej, wieloletniej polityki Niemiec skierowanej na wynaradawianie ludnosci polskiej i likwidowanie materialnych podstaw jej bytu. Najbardziej znany z tego okresu jest okres kulturkampfu prowadzonego przez kanclerza Bismarcka i kontynuowanego przez jego następców aż po I WŚ. No i potem okres I WŚ i osobowe straty poniesione w tej wojnie przez Polaków wcielonych do zaborczych armii po wszystkich stronach frontów.

Zaborów, grabieży, mordów i represji nie dokonywały krasnoludki, robili to konkretni ludzie, którzy mają równie konkretnych następców. I nie może być wobec nich żadnej taryfu ulgowej. Nie należy im w żadnym wypadku wypowiadać wojny, ale należy im opowiadać nasze historie o wyczynach ich ojców, dziadków i prapradziadków. Należy przypominać o prawdziwych przyczynach I i II WŚ tkwiących w ciągle odżywających ciągotach imperialnych niektórych europejskich stolic.

Idiotą będzie ten, kto o tym zapomni i nie włączy do rachunku, pełnego rachunku. Ani ewolucja ani historia nie znają terminu “przedawnienie”. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, w konsekwencji zdarzeń minionych, więc bądźmy pełnymi realistami, a nie zalęknionymi tubylcami.

Jest w Europie instytucja, w której mamy przestawicieli i w której te tematy należałoby systematycznie i w ciekawy, spektakularny sposób przedstawiać. Jest to Parlament Europejski, który doskonale nadaje się do tego rodzaju działań.
I to ten PE wymyślił sobie kuriozalne Muzeum Historii Eurpejskiej i stworzył w ten sposób doskonałą okazję do permanentnej kontestacji swoich idiotyzmów i wykreowania bicza na lewactwo. Nie zrobią tego tacy zbyt racjonalni, wyrafinowani intelektualiści, jak prof.Legutko czy prof. Krasnodębski, tu potrzebny jest ktoś w rodzaju Nigela Farage, tyle że ze znacznie większą erudycją i wyobraźnią artystyczną. Korwin-Mikke próbował, ale niezręcznie, bo jest po prostu za głupi i za sztywny.
O przedstawicielach innych polskich(?) opcji w PE nie wspomnę, bo to prostackie żłoby.

Jednak z pamięcią nie tylko w Europie, ale i w samej Polsce jest spory problem, bo jest tu wielu ludzi, którzy wolą nie pamiętać. Wolą nie pamiętać świństw, które były ich udziałem i liczą, daremnie, że przyszłość będzie lepsza. Świństwa jednak się skumulowały w postaci stajni Augiasza, którą ktoś musi uprzątnąć. Trzeba jednak mieć oczy cały czas dookoła głowy i grać na wielu instrumentach.

Mam więc propozycję dla lekarzy rezydentów – żeby wilk był syty i owca cała niech przeniosą głodówkę do Parlamentu Europejskiego, bo niektórzy europejczycy wiszą nam gigantyczną kasę.

Opublikowano: 26.10.2017 13:27

https://www.salon24.pl/u/zetjot/817914, ... -reparacje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 29 paź 2017, 16:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30128
Mamy prawo do reparacji

Z ks. prof. Tadeuszem Guzem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II rozmawia Piotr Falkowski

W debacie o reparacjach wojennych względem Polski zderzamy się z prawną kazuistyką niemieckich adwersarzy. Ponad nią stoi przecież jednak spór moralny, spór o wartości.
– W kwestii tak poważnej, jaką jest druga wojna światowa i jej skutki, należy powiedzieć, że relacja Niemcy – Polska jest bardzo jasno określona, mianowicie to Niemcy są agresorem, Niemcy podbijają Polskę i okupują całe państwo (poza częścią przejętą przez ZSRS). Obecne państwo niemieckie, czyli zjednoczone Niemcy, są dziedzicem III Rzeszy Niemieckiej, jej prawną kontynuacją. Jeszcze żyją, choć nieliczni, obywatele III Rzeszy Niemieckiej, którzy mogli ponosić osobistą odpowiedzialność za agresję Niemiec na Polskę, czyli obciąża ich osobista wina. Wśród współczesnych Niemców panuje prawie powszechne przekonanie, że obecne pokolenia obywateli niemieckich nie mają nic wspólnego z rządami III Rzeszy, agresją i rozpętaniem drugiej wojny światowej. Trzeba powiedzieć jasno, że jeśli ktoś jest obywatelem zjednoczonych Niemiec, to z tego tytułu nie dziedziczy grzechu agresji III Rzeszy na Polskę, ale dziedziczy skutki tego grzechu. Czyli tak jak zbrodnie wojenne się nie przedawniają, tak też skutki grzechów się nie przedawniają. A skutkiem tego grzechu jest m.in. zaciągnięcie gigantycznego, dosłownie niespłacalnego długu względem państwa polskiego i Narodu Polskiego, i wszystkich obywateli II Rzeczypospolitej napadniętej przez niemieckich nazistów 1 września 1939 roku, z których gros zostało unicestwionych, nie licząc cierpień i niesamowitych prześladowań, tego niesamowitego bólu okupacji. To oznacza, że Niemcy, aktualne państwo i obywatele, są Polsce, państwu i Narodowi gigantycznie dłużni.

Czyżby sam niemiecki myśliciel Immanuel Kant, który pomimo jego subiektywizmu mówi o nietykalnej godności człowieka, nie był w tym przypadku sprzymierzeńcem polskiej sprawy?
– Wyśmienicie! Ma pan redaktor rację, ponieważ Immanuel Kant, jeden z ideologicznych liderów pokoleń Niemców, sformułował tezę, że skoro człowiek posiada niezbywalną godność, to pozbawienie człowieka istnienia skutkuje niemożliwym do spłacenia długiem. Zatem Niemcy są wiecznymi dłużnikami Polski i nawet nie będą w stanie spłacić utraty jednego życia polskiego, jednego obywatela II Rzeczypospolitej, których przecież zginęło ponad 6 milionów, kilkanaście milionów zostało rozproszonych po całym globie, nie mówiąc już o gigantycznych stratach materialnych naszego Narodu i państwa.

W kwestii reparacji i innego rodzaju odszkodowań wojennych rzuca się w oczy nierówne traktowanie przez Niemcy Polaków i niemal wszystkich innych narodów poszkodowanych w drugiej wojnie światowej. Skąd taka postawa akceptacji nierówności?
– Ona wynika częściowo z naszego położenia. Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, że są nam winni najwięcej w sensie politycznym i państwowym. Polakom, którzy znajdują się w nietypowej sytuacji geopolitycznej, jako państwu i jako narodowi zależało na tym, by powoli odbudowywać relacje między Polską a Niemcami mimo tych tragedii drugiej wojny światowej. Ponieważ przez całe dziesiątki lat, począwszy od narzuconego nam przez Związek Sowiecki komunistycznego prezydenta Bolesława Bieruta, zostaliśmy jako społeczność polska pozbawieni naszej podmiotowości narodowej, społecznej, prawnej, politycznej, państwowej. Dlatego też powoływanie się Niemców na to, że Bolesław Bierut w 1953 roku jako premier dał im słowo rezygnacji z zadośćuczynienia względem państwa polskiego, jest w świetle prawa międzynarodowego niedopuszczalne. To przecież Stalin decydował wtedy głównie o kształcie ówczesnego państwa polskiego, czyli PRL. Nawet jeśli jakiś reprezentant Polski, gdy była ona zniewolona komunizmem sowieckim, dał słowo Niemcom, że Polska rezygnuje z tego zadośćuczynienia, to jest zrozumiałe, że to zostało dokonane pod przymusem, więc w sensie prawnym ta rzekoma rezygnacja nie ma mocy wiążącej. W świetle prawa podmiot, który daje słowo, musi być wolny zarówno w sensie wyrażenia swojego stanowiska, jak i w sensie zrealizowania go. A tu my, Polacy, świadomi, jakich gigantycznych cierpień doznaliśmy ze strony Niemców, nie mogliśmy ich ze względu na zbytnie uzależnienie od Związku Sowieckiego nawet wypowiedzieć.

Niemcy mają na uwadze przede wszystkim własny interes, ale brak rozliczeń między Polską i Niemcami sprawia, że druga wojna światowa wciąż nie została całkowicie w sensie prawnym zakończona. Czy stronie niemieckiej nie powinno zależeć na zamknięciu tego rozdziału swoich dziejów?
– Wydaje mi się, że jeśli Niemcy rozumieją siebie jako podmiot cywilizowany, tzn. praworządny i sprawiedliwy, to im szybciej państwo niemieckie zdecyduje się na spłatę długów względem naszego państwa, będzie to korzystniejsze nawet dla własnej samoświadomości Niemców. Powiem tu rzecz może zaskakującą, ale to, że Niemcy w ramach UE przyczyniają się do takich bezpardonowych i bezzasadnych ataków na państwo polskie dzisiaj, to wynika z tych potężnych wyrzutów sumienia, które wielu Niemców ma do chwili obecnej względem Polaków. Te ataki aktualnych pokoleń polityków niemieckich mają ostateczne źródło w nierozwiązanym problemie zadośćuczynienia Polsce i Polakom.

Problemy tu poruszone zapewne mają swoje źródło w niemieckiej mentalności. Na czym ona w istocie polega?
– Niemcy są od przynajmniej pięciu wieków poddawane nieprawdopodobnym wyzwaniom, właściwie wyzwaniom największym, na jakie duch ludzki może być wystawiony, rozum, wolność czy w ogóle byt osobowy. Najważniejsze ideologie od XVI wieku po czasy współczesne mają swoją ojczyznę w Niemczech. Najtragiczniejsze systemy nieprawości zrodziły się w Niemczech. Z całą pewnością to najpierw ruchy religijne XVI wieku, później niemiecki idealizm przełomu XVIII i XIX wieku. Apogeum idealizmu niemieckiego jest myśl Georga W.F. Hegla, który twierdzi, że „myślenie człowieka o Bogu jest myśleniem Boga Samego o Nim Samym”. Gdy Hegel pyta się, który człowiek nadaje Absolutowi, czyli Samemu Bogu, tę najwyższą jakość Jego Boskiego bytu, to nie ma on wątpliwości, iż jest to państwo pruskie. A więc odtąd my, Niemcy, jesteśmy „über alles”. Dlaczego heglizm jest jednym z najtragiczniejszych systemów ideologicznych w dziejach świata? Dlatego, że Hegel jest pierwszym filozofem, który de facto jako ideolog ośmielił się powiedzieć w sensie pojęć filozoficznych, że pierwszym synem Boga jest diabeł. I że on jest tym, który nadaje rozwojowi Absolutu najwyższy poziom. I oczywiście, jeśli w tym ciągu myślowym pojmiemy, a tak myśli Hegel, że najważniejszą nacją jest państwo pruskie, czyli niemieckie, to jest to taka apoteoza zła, satanizmu, że rzeczywiście Niemcy stanęły przez wykluczającą się alternatywą duchową opowiedzenia się albo za Bogiem objawionym w Jezusie z Nazaretu, albo przeciwko Niemu, czyli za heglizmem – albo stawiać na Boga, albo stawiać na szatana.

Niemcy wybrały drugą opcję?
– Pierwszym, który w sposób systemowy, filozoficzny, wprowadził Niemcy na drogę systemowej satanizacji, był właśnie Hegel. Dalej następuje cały ciąg przyczynowy dalszego usprzeczniania Niemiec jako Niemiec. Karol Marks i Fryderyk Engels nadali materialistyczną interpretację dialektyce heglowskiej, co oznacza, że priorytet bytowy przed innymi obszarami ludzkiej działalności zyskała ekonomia. Fryderyk Nietzsche, kolejny tragiczny myśliciel niemiecki, byłby nie do pomyślenia, gdyby przed nim nie działał Hegel. Także inni myśliciele, jak Martin Heidegger, nie mieliby racji bytu, gdyby nie istniał Hegel. Heidegger upatrywał w Adolfie Hitlerze ucieleśnionego prawa w sensie absolutnym. Taka niedorzeczność nigdy nie miałaby miejsca, gdyby Heidegger nie miał Hegla za swojego poprzednika i ojca. Również Zygmunt Freud należy do tej linii ideologicznej, chociaż nieco zmodyfikowanej. Wreszcie ideolodzy III Rzeszy – to wszystko partycypuje w jednym szeroko pojętym nurcie niemieckiego myślenia, który ma najistotniejsze znaczenie dla tak tragicznych dziejów „duszy niemieckiej”, czego do dzisiaj niektórzy prawi Niemcy nie potrafią zrozumieć i pytają wciąż zszokowani: „Jak to było możliwe, żeby Hitler dokonał takiego poniżenia Niemiec jako narodu filozofów, poetów i kompozytorów?”

Czy może Ksiądz Profesor wskazać jakieś pozytywne przykłady niemieckich myślicieli?
– Dziś w Niemczech ktoś, kto krytykuje Hegla, jest, można powiedzieć, wyjątkowym Niemcem, który złamał paradygmat wewnętrznej duchowości i samoświadomości własnego narodu, czyli dokonał zdrady narodowej. Są też, owszem, tacy Niemcy, którzy są niesamowicie szlachetni i bardzo przyjaźni Polsce, czego dali wiele dowodów. Ale niestety to „ukąszenie” heglowskie praktycznie dosięga zdecydowanej większości Niemców. Byli myśliciele, którzy opowiedzieli się przeciw negatywnemu paradygmatowi ideologicznemu Niemiec, czyli przeciw ruchom religijnym XVI stulecia, przeciw heglizmowi i jego odpryskom czy też przeciw nazizmowi, opłacając taką postawę śmiercią czy prześladowaniami. Klasycznym przykładem sprzeciwu wobec Hegla wewnątrz Niemiec jest filozof Gustav Siewerth. Był uczniem Heideggera. Najpierw jak każdy przeciętny Niemiec był zagorzałym zwolennikiem idealizmu heglowskiego, a później zorientował się, że niestety myśli św. Tomasza z Akwinu nie da się pogodzić z Heglem, co było jego pierwotnym pragnieniem, ponieważ wyrósł w rodzinie katolickiej we Frankfurcie nad Menem. Odrzucił więc Hegla, postawił na Heideggera, ale pod koniec życia załamała mu się próba syntezy myśli katolickiej i z Heideggerem, który nigdy nie zerwał swojej przyjaźni ze zbrodniami ideologów niemieckich, co skutkowało m.in. wydaleniem z uniwersytetu. Wybitny filozof Siewerth dostrzegł, że takie powiązanie jest niedorzecznością, odrzucił więc też myśl Martina Heideggera. Alianci, wiedząc o jego zasługach, wiedząc, że myśli inaczej, powołali go na rektora założyciela dwóch wyższych szkół pedagogicznych: w Akwizgranie i Fryburgu Bryzgowijskim, gdzie spełnił świetną rolę, wychował wielu dobrych pedagogów niemieckich. Trzeba wymienić też bohaterskie postacie św. Edyty Stein i Dietricha von Hildebranda, które miały cywilną i intelektualną odwagę myślenia do złamania niemieckiego paradygmatu określonego przez Hegla – głównie dlatego, że zwróciły się ku katolicyzmowi.

Czy ta podbudowana heglizmem absolutyzacja państwa ciągle kształtuje świadomość obywatelską Niemców, nawet po wszystkich społecznych rewolucjach i wejściu w wielokulturowość?
– Tak. Nie ma w całej historii Niemiec innego myśliciela, który by doprowadziłby do tak absolutnej tożsamości między państwem a obywatelem niemieckim jak Hegel. Pisze on w „Zasadach filozofii prawa”, że państwo jest uzewnętrznioną wolą samego Boga. Więc jeżeli Hegel przypisuje państwu atrybuty boskie, wywyższa państwo pruskie, żeby było Absolutem, to wprowadzenie tego typu ideologii w mentalność niemiecką prowadzi do takich dewiacji, że przeciętny Niemiec nie dostrzega zasadniczej różnicy między sobą a państwem. Mówi: moje państwo jest mną, a ja jestem państwem.



Szczególną rolę w niemieckiej mentalności pełni też prawo. Ale jak to się dzieje, że tak łatwo przychodzi Niemcom manipulowanie prawem?
– Hegel uczył ich, że do istoty prawdy przynależy kłamstwo, a kłamstwo w swojej naturze jest prawdą. Jeżeli przeniesiemy ten sposób argumentacji na płaszczyznę rozumienia prawa, to dla przeciętnego Niemca ukształtowanego na bazie heglizmu prawo jest bezprawiem, a bezprawie jest prawem. Teraz wszystko zależy od tego, czy to jest korzystne dla Niemców, czy nie. Jeśli coś jest korzystne dla Niemców, to musi mieć kształt prawa, jeżeli coś jest niekorzystne dla Niemców, na przykład domaganie się przez państwo polskie słusznych, prawych, sprawiedliwych reparacji, to próbuje się przekonywać, iż jest to bezprawie. Nie ma cienia wątpliwości, że jak nie przedawniają się zbrodnie przeciw ludzkości, tak nie przedawniają się skutki zbrodni przeciw ludzkości. Stąd jako Polacy powinniśmy na gruncie prawa naturalnego i prawa międzynarodowego wystosować obiektywne żądania względem państwa niemieckiego nie tylko moralne, ale i materialne w celu uzyskania sprawiedliwego zadośćuczynienia za poniesione straty, bo, jak powiedzieliśmy, Niemcy pozostaną wobec Polski wiecznymi dłużnikami i nigdy nie spłacą nam sprawiedliwych sum w odniesieniu do strat osobowych i materialnych.

Co by Ksiądz Profesor doradził polskim politykom i dyplomatom, którzy o te sprawiedliwe zadośćuczynienie będą zabiegać?
– Z całą pewnością państwo polskie powinno dokonać realistycznej oceny strat w latach 1939-1945 i powinno je po prostu obecnemu rządowi zjednoczonych Niemiec przedłożyć bardzo rzeczowo, uprzejmie, bez wdawania się w większe dysputy. Państwo polskie powinno zachować zimną krew, nie poddać się żadnym prowokacjom, których Niemcy – świetnie wykształceni na heglizmie – są w stanie dokonywać, także na arenie UE. Wierzę, że mają tyle honoru, by ten dług spłacić, w przeciwnym razie muszą się liczyć z obiektywnym zarzutem ze strony polskiej, iż kontynuują na swój sposób zbrodniczą historię swoich praojców, o czym świadczą np. fakty braku zgody obecnych Niemiec na uregulowanie kwestii polskiej jako mniejszości narodowej w swoim państwie, skasowanej i okradzionej całkowicie z majątku przez III Rzeszę Niemiecką, oraz rozpowszechnianie kłamstwa o „polskich obozach koncentracyjnych”. A jeżeli byłyby z reparacjami jakieś poważniejsze problemy, to po to są trybunały międzynarodowe, by sprawiedliwie rozsądzać tego typu sprawy, jak uczynił to Trybunał w Norymberdze w odniesieniu do najważniejszych sprawców zbrodni niemieckich nazistów.

Od lat mówi się o pojednaniu polsko-niemieckim, choć bywa ono fasadowe i instrumentalizowane politycznie. Jakie warunki muszą być spełnione, żeby nastąpiło prawdziwe zrozumienie i zgoda między naszymi narodami?
– Nad tym trzeba będzie pracować w wielu pokoleniach i Polaków, i Niemców. Po pierwsze, według mnie, krokiem milowym było wyciągnięcie ręki przez Episkopat Polski w kontekście Tysiąclecia Chrztu Polski, kiedy to Prymas Tysiąclecia wypowiedział te słynne słowa: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Tę linię powinniśmy i w naszych pokoleniach kontynuować, ale wielopłaszczyznowo, i w sensie moralnym, i w sensie religijnym, i w sensie finansowym, gospodarczym. Na pewno Niemcom powinno zależeć na bardzo bliskiej współpracy, ale na zasadzie prawdziwego partnerstwa. Żeby Niemcy wreszcie uznały państwo polskie za partnera, bo ja osobiście mam wątpliwości, czy państwo niemieckie dotychczas kiedykolwiek uznało Polskę za partnera. Wydaje mi się, że Polska uczyniła bardzo dużo w kierunku Niemiec. Większość Polaków jako katolików przebaczyła te zbrodnie przeciw ludzkości, których wielu Niemców dopuściło się na obywatelach polskich, to jest Narodzie Polskim i mniejszościach narodowych w Polsce. Uważam jednak, że większość odpowiedzialności i olbrzymią pracę mają przed sobą Niemcy i jako państwo, i jako społeczeństwo, i jako naród niemiecki. Muszą włożyć olbrzymią inwestycję w sensie moralnym, duchowym i religijnym, i także politycznym, państwowym, finansowym, by dawać nie tylko sygnały zbliżenia się do Polski jako partnera, lecz także dostarczenia przekonujących dowodów, że traktują Polskę poważnie. Jednym z najbardziej konkretnych dowodów tego będzie jasno określona wola państwa niemieckiego, żeby bezwarunkowo zaproponować Polsce spłatę tych należności, które jakoś po ludzku można oszacować. To uznałbym za koronny dowód na to, że Niemcy zmieniają swoją mentalność w stosunku do Polski. A ona jest bardzo trudna, bardzo bolesna. Rana polska w niemieckiej duszy jest nieprawdopodobnie głęboka. Jest tylko być może jedna rana głębsza: ta w stosunku do Pana Boga.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/190813, ... racji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 17 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /