Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 10 wrz 2013, 11:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Dereń podbija rynek

. Mało dotąd znane owoce derenia biją rekordy popularności wśród miłośników zdrowej i tradycyjnej kuchni. Chętni do przetwarzania tych owoców, by je kupić, zapisują się w kolejki. W Olsztynie kilogram kosztuje 20 zł.

W miniony weekend na targowiskach w Olsztynie owoce derenia jadalnego chciało kupić tak wielu klientów, że ich zabrakło. Hodowcy tej rośliny przyjmowali więc na nie zapisy. Kilogram drobnych czerwonych jagód derenia kosztował 20 zł. O 10 zł więcej trzeba było zapłacić za mały krzew derenia - chętnych też nie brakowało.

"Owoców derenia nie można łatwo dostać, bo roślina ta wymaga cierpliwości w uprawie, owocuje po kilku latach. Nie każdy może sobie na to pozwolić" – powiedziała jedna z właścicielek poletka derenia.

Dereń nie jest w naszym kraju rośliną nową. Jak powiedziała dr Anna Bieniek z katedry ogrodnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, krzewy te znane były już w średniowieczu, a z powodu twardego drewna z derenia robiono m.in. łuki.

"Ale teraz dereń bije rekordy popularności ze względu na swoje owoce, z których wytwarza się znakomite nalewki, a z niektórych odmian także dżemy. Owoce te są bardzo wartościowe, ponieważ zawierają substancje, które są barierą przed rozwojem komórek nowotworowych" - przyznała Bieniek.

Poza tym owoce derenia zawierają szereg mikroelementów m.in. sód, potas oraz witaminę C. Z informacji przekazanych przez Bieniek wynika, że owoce te wspomagają m.in. leczenie chorób nerek czy zaburzenia jelitowe.

"Poza tym wszystkim dereń jest wyjątkowy w smaku, bo kwaskowaty. Nalewka dereniówka jest naprawdę wyborna" - powiedziała Bieniek.

Miłośnicy derenia jesienią szukają tych owoców także za pośrednictwem internetu. Jak powiedział sprzedający te owoce mieszkaniec okolic Kalisza, zamówienia napływają do niego z całego kraju.

Zainteresował Cię artykuł? Dołącz do nas na Facebooku!

PAP, lz

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/gos ... 8497045596


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 02 paź 2013, 19:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://nauka.wiara.pl/doc/1684368.Ziemn ... -i-talerzy

Czyży żydomasoneria chciała pozbawić nas ziemniaków?

Kopia artykułu:

Ziemniaki znikają z obór i talerzy
DODANE 2013-08-30 11:15

Ziemniaki zaczynają być traktowane w Polsce jako warzywo, a nie masowy produkt. Coraz częściej nie chcą ich rolnicy ani konsumenci, chociaż pod względem spożycia i tak bijemy Europę - czytamy w "Pulsie Biznesu".
Jeszcze na początku lat 90. ziemniaki rosły na 1,8 mln hektarów, a dzisiaj zajmują niewiele ponad 350 tys. ha. W 2000 r. zbierano ich 24 mln ton, a teraz - 9 mln ton. Perspektywy na rok bieżący są jeszcze gorsze - 8 mln ton. Ujednolicenie wzorców żywnościowych wpływa na ograniczenie ich spożycia. Nie mniej, gdy na zachodzie Europy spożywa się średnio 50 - 60 kg ziemniaków na osobę, to w Polsce 109 kg.
Jednak ich spożycie cały czas maleje. Spada również wykorzystanie ziemniaków w hodowli trzody chlewnej, jak i w przemyśle spirytusowym. Maleje także eksport.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 24 paź 2013, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Wielka kariera żurawiny

Zbigniew T. Nowak

W ostatnim czasie żurawina wzbudziła ogromne zainteresowanie wśród uczonych w dziedzinie medycyny. Po latach żmudnych badań opublikowali oni setki raportów, z których wynika, że to owoc niezwykle przyjazny zdrowiu człowieka.

Wyprawa po owoce żurawiny
Wyróżniamy dwa gatunki żurawiny, których owoce wykorzystujemy w leczeniu i w kuchni. To żurawina błotna (łac. Vaccinium oxyccocus albo Oxycoccus palustris) oraz amerykańska, zwana także wielkoowocową (łac. V. macrocarpon).

Pierwsza występuje u nas dziko, ale tylko w niektórych rejonach (np. na Lubelszczyźnie, w Borach Tucholskich). Zawsze rośnie na leśnych torfowiskach. Jest wiecznie zieloną krzewinką, o delikatnych łodygach – płożących się po ziemi. Owoce żurawiny zaczynają dojrzewać wczesną jesienią – mniej więcej na początku września. Zbiera się je dopiero późną jesienią (np. w październiku i listopadzie), a nawet wczesną wiosną lub w czasie łagodnej i bezśnieżnej zimy. Owoce tego gatunku są drobne, ciemnoczerwone, o kwaśno-cierpkawym smaku. Ich cierpkość nieco maleje, kiedy się je zrywa po jesiennych przymrozkach.

Żurawina amerykańska lub wielkoowocowa jest rośliną uprawną i nie rośnie u nas dziko. Sadzi się ją coraz chętniej w ogródkach i na działkach. Owoce tej żurawiny są bardziej dorodne i słodkie niż żurawiny błotnej. Rekordzistą w świecie w uprawie tego gatunku są oczywiście Stany Zjednoczone.

Pomaga wyleczyć zakażenia
Z badań klinicznych wynika, że co trzecia kobieta w ciągu swojego życia miewa mniejsze lub większe problemy z zakażeniem dróg moczowych. Wiele z nich na tę przypadłość narzeka co najmniej raz w roku. Okazuje się, że mężczyźni aż 8-krotnie rzadziej cierpią z powodu tego schorzenia.

W Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie od dawna w wielu szpitalach i klinikach praktykuje się z wielkim powodzeniem podawanie pacjentom 1 szklanki soku z owoców żurawiny w ciągu dnia. Zaobserwowano bowiem, że zdecydowanie obniża to koszty leczenia, a przede wszystkim zużycie w leczeniu antybiotyków, które według najnowszych zaleceń powinno się aplikować tylko w ostateczności. Jest to sprawdzony sposób zwłaszcza w przypadku chorych z urazami kręgosłupa i długo leżących, gdyż właśnie u nich najczęściej dochodzi do infekcji dróg moczowych i pęcherza.

Na temat mechanizmu dobroczynnego działania owoców żurawiny w leczeniu zakażeń dróg moczowych i pęcherza moczowego istnieją w zasadzie dwie teorie. Jedna z nich głosi, że dzieje się to za sprawą licznych kwasów zawartych w owocach żurawiny (np. kwas chinowy, benzoesowy), które obniżają pH moczu. W środowisku kwaśnym bakterie chorobotwórcze penetrujące drogi moczowe i pęcherz tracą zdolność przylegania (adhezji) do ich ścian i są łatwiej wydalane wraz z moczem. Inna, częściej cytowana teoria głosi z kolei, że zasługę w leczeniu należy przypisać zawartym w tych owocach związkom o nazwie proantocyjanidyny (w skrócie PAC). Również one uniemożliwiają bakteriom przyleganie do powierzchni ścian dróg moczowych i pęcherza oraz prowadzą do zmiany kształtu komórek tych bakterii. Stają się one bardziej kuliste niż pałeczkowate, wskutek czego dochodzi do uniemożliwienia ich rozwoju.



Dobra na wszystko
Warto dodać, że owoce żurawiny hamują także rozwój w organizmie grzybów chorobotwórczych. Stanowią poza tym źródło niezwykle aktywnych antyoksydantów, które neutralizują wolne rodniki – głównego sprawcę nowotworów, przedwczesnego starzenia się itd. Zapobiegają nowotworom, co potwierdziły badania kliniczne. Poprawiają sprawność intelektualną, chronią przed zwyrodnieniem plamki żółtej (AMD), obniżają znacząco poziom cholesterolu we krwi. Działają ochronnie na naczynia krwionośne i serce. Na regularne kuracje nimi powinny decydować się osoby z nadciśnieniem tętniczym krwi. Według najnowszych doniesień przetwory z żurawiny zapobiegają próchnicy zębów i wspomagają leczenie choroby wrzodowej żołądka (pomagają usunąć sprzyjającą tej chorobie bakterię Helicobacter pylori). Są zalecane dla złagodzenia depresji i dla pań w okresie klimakterium oraz w przeziębieniu. Jesień to idealny czas, aby zaopatrzyć domową apteczkę i spiżarnię w leki i przetwory z owoców żurawiny. Liczne przepisy na nie, a także wskazówki, jak się nimi kurować w oparciu o najnowsze zdobycze nauki, można znaleźć w mojej nowej książce „Żurawina przywraca zdrowie”.


--------------------------------------------------------------------------------

Autor od ponad 25 lat popularyzuje wiedzę z zakresu ziołolecznictwa, zdrowej diety i zdrowego stylu życia. Najnowsza publikacja – „Żurawina przywraca zdrowie” – do nabycia w księgarniach „Naszego Dziennika”.

– w Warszawie, al. Solidarności 83/89, tel. (22) 850 60 20,

e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl

– w Krakowie, ul. Starowiślna 49, tel. (12) 431 02 45,

e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl

Księgarnia w Krakowie prowadzi także sprzedaż wysyłkową.

http://www.naszdziennik.pl/wp/57684,wie ... awiny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 30 paź 2013, 10:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Wracamy do zdrowej żywności

Z Grażyną Kaperczak, właścicielką firmy GAMA w Będzinie, rozmawia Krzysztof Losz

W Polsce rozszerza się moda na zdrową żywność. Wykorzystują to producenci, wypuszczając na rynek kolejne prozdrowotne produkty. Przynajmniej tak są one reklamowane, bo wielu konsumentów skarży się, że to, co miało być zdrowe, takie nie jest. Jak więc odróżnić te dobre, korzystne dla naszego zdrowia produkty od żywności kiepskiej jakości?
– Podstawowa sprawa to czytanie etykiet. Dziwi mnie, że ludzie mimo szerokiej kampanii społecznej mówiącej o tym, że trzeba czytać etykiety, że należy wiedzieć, co się kupuje, tego nie robią. Mamy oczywiście prawo wyboru, możemy kupować, co chcemy, ale powinniśmy to robić świadomie, z przekonaniem, że wiemy, za co płacimy. Opiszę to na przykładzie naszego „Viruminu”. Jeżeli piszemy, że jest w nim 40 proc. łuski gryczanej, to jej tyle tam musi być. Jeśli susz owocowy – to owoce, a nie wytłoki. Tymczasem na rynku mogą być produkty zawierające zarówno spore ilości gryki, jak i jej śladowe ilości, np. zaledwie 0,01 procent. Ale też będą miały w nazwie odniesienie do gryki. Konsument może więc ocenić ich jakość, tylko czytając etykietę. Bo ten produkt, którego jest najwięcej, powinien być na pierwszym miejscu na liście składników. I po nim producent umieszcza kolejne według procentowej zawartości. To samo zresztą dotyczy każdego innego wyrobu spożywczego, o którego jakości świadczy skład: czy ma tylko naturalne składniki, czy też jest w nim dużo chemii np. w postaci utwardzaczy, wypełniaczy, konserwantów, barwników.

Kiedyś tych problemów nie było, bo jedliśmy tylko zdrową żywność, innej nikt nie znał.
– Tak, to prawda. Ale ponieważ teraz zmieniliśmy tryb życia, odżywiania się, co przyniosło bardzo negatywne skutki dla naszego ciała, to ludzie szukają sposobów, jak pomagać organizmowi. Nie tylko szukają dobrej jakości wędlin, pieczywa, nabiału, ale sięgają też po żywność funkcjonalną, której zadaniem jest oczyszczenie organizmu z toksyn i innych niebezpiecznych związków oraz wspieranie pracy naszych narządów wewnętrznych, naczyń krwionośnych.

O takim wielotorowym działaniu mówią coraz częściej lekarze. Wśród nich i wśród ekspertów od żywienia jest wielu zwolenników sięgania po produkty zawierające grykę. Dlaczego akurat wskazują na tę roślinę?
– Wyjątkowość gryki wynika z „mocnego charakteru” tej rośliny. Z informacji, jakie przekazała mi pani prof. Łucja Fornal z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, wynika, że gryka przez tysiące lat nie podlegała mutacjom genetycznym dokonywanym przez człowieka. Dzięki temu jest to roślina łatwo przyswajalna przez nasz organizm, co w dobie żywności modyfikowanej genetycznie ma ogromne znaczenie. Gryka zawiera duże ilości witamin z grupy B, E, K, PP, aminokwasów, flawonoidów, błonnika, antyoksydantów, rutyny. Ta ostatnia jest restauratorem naszych naczyń krwionośnych. To, co chemia zawarta w żywności niszczy w strukturze naczyń, to rutyna odbudowuje, jest takim cementem zakrywającym uszkodzone fragmenty.

Problemy z naczyniami krwionośnymi, sercem to niestety jedno z powszechnych schorzeń naszej cywilizacji.
– Niestety. Problemy z nadciśnieniem mają już często młodzi ludzie. Lekarze, idąc po linii najmniejszego oporu, często wszystko zrzucają na stres, a i sami chorzy też w tym upatrują swoich problemów. Tymczasem stres może być tylko dodatkowym czynnikiem, bo tym głównym są problemy z naczyniami. Dlatego potrzebne jest dostarczenie organizmowi substancji zawierających flawonoidy, antyoksydanty, które najpierw oczyszczają naczynia, a potem idzie rutyna, która „zakleja” uszkodzenia. Pomóc może w tym wypadku gryka.

Ale podobne problemy dotyczą wszystkich naszych narządów wewnętrznych: wątroby, trzustki, nerek. Naukowcy podają, że człowiek potrafi rocznie w jedzeniu dostarczyć do organizmu 2,5 kg różnych toksyn i dlatego mamy m.in. problemy z kiepskim samopoczuciem, tyciem. I tego wszystkiego powinniśmy się z naszego ciała pozbyć.

Jednym z błędów diety współczesnego człowieka jest także ograniczenie produktów zawierających błonnik. Dlaczego jest on tak ważny?
– Wspomaga trawienie, przyswajanie substancji odżywczych. Błonnik ma dwie frakcje: rozpuszczalną i nierozpuszczalną. Ta pierwsza występuje w łusce gryczanej będącej składnikiem naszych naparów. Ale błonnik nierozpuszczalny jest też ważny, bo pomaga przy detoksykacji jelita cienkiego. Oczyszcza on kosmki jelitowe, które często są zapychane przez toksyny, działa jak miotła oczyszczająca jelita. Dlatego opracowaliśmy metodę mielenia łuski gryczanej. W takiej postaci można ją w niewielkich ilościach dodawać do wielu potraw i dostarczać organizmowi nierozpuszczalny błonnik.

Wspomniała Pani, że mieszanki gryki i owoców, z których potem przyrządza się napary, zawierają określone proporcje składników. Z czego one wynikają?
– Na pewno nie jest to skutek kopiowania zagranicznych rozwiązań, bo to Zachód mógłby się od nas uczyć, jak wykorzystywać grykę w zdrowym żywieniu. Nasze receptury to skutek długiej współpracy z prof. Łucją Fornal, która oparła swoje badania na wielu doświadczeniach. I to ona nas zainteresowała gryką. Najpierw jako produktem do wytwarzania materacy. Potem zaczęła nam wkładać do głów, że gryka to także znakomity składnik żywności funkcjonalnej, czyli żywności, która nie tylko dostarcza organizmowi kalorie, ale pełni też w organizmie określoną funkcję. Pani profesor wskazała, że aby napary z gryki miały wartość, musi jej być w jednej porcji przynajmniej 8-10 procent. Życzyła nam sukcesu, aby udało nam się zwiększyć zawartość gryki. Niestety, nie da się pić naparu z samej gryki, bo ma ona odpychający smak. Dlatego trzeba do niej dodać suszone owoce. Udało się, dzięki wielu doświadczeniom i testom, tak skomponować recepturę, że gryka stanowi aż 40 proc. składu naparu, a dzięki owocom zneutralizowaliśmy jej smak.

Jakie owoce najlepiej się komponują z gryką?
– Używamy tylko naszych rodzimych owoców, uprawianych w takich samych warunkach klimatycznych i glebowych. Nie dodajemy do gryki ziół ani owoców egzotycznych, cytrusowych. Badania wykazały bowiem, że gryka znakomicie łączy się np. z dziką różą, czarną malwą, jabłkami. Ponadto, w przeciwieństwie do gryki, czarne i czerwone owoce zawierają duże ilości witaminy C. Owoce więc nie tylko poprawiają smak naparu, ale i jego wartość odżywczą.

Gryka niegdyś była chętnie uprawiana przez rolników, teraz jej areał w stosunku do powierzchni innych zbóż jest niewielki. Czy to nie stanowi dla Państwa bariery w dostępie do surowca?
– Nie. Na szczęście coraz więcej rolników decyduje się na uprawę gryki. Nasze potrzeby są zabezpieczone, nawet z naddatkiem. Dlatego już teraz myślimy, jak zagospodarować dodatkowe ilości gryki. Co bardzo ważne, naszymi dostawcami są tylko gospodarstwa ekologiczne. Dotyczy to zarówno gryki, jak i owoców. Nie mogą one zawierać nawozów sztucznych, chemicznych środków ochrony roślin. Zresztą gryka jest rośliną wyczuloną na nawożenie, bo jeśli rolnik spróbuje za pomocą chemii „poprawić” plonowanie, to gryka się kładzie i nie dochodzi do owocowania. Natura jest niepowtarzalna, nie da się jej udoskonalić za pomocą chemii. Gryki mamy pod dostatkiem, choć może jej niedługo zabraknąć.

Dlaczego?
– Bo na pewno będzie rosła konsumpcja gryki z powodu coraz większego zapotrzebowania na zdrową żywność. Ale temu problemowi można by szybko zaradzić, przecież mamy w Polsce sporo ziemi leżącej odłogiem i te grunty można zagospodarować. Gryka wraca do łask ze względu na swoje walory żywieniowe i zdrowotne. Mogłaby zastąpić na polskich stołach ryż, bo i cenowo jest konkurencyjna. Zarobiliby na tym polscy rolnicy, przetwórcy, a nie importerzy. Jednocześnie zyskalibyśmy wszyscy jako konsumenci, bo jedlibyśmy zdrowszą żywność. Moim zdaniem, państwu powinno zależeć na tym, aby żywność, jaka gości na naszych stołach, była jak najlepszej jakości, żeby była zdrowa. Tu jest potrzebna edukacja, kampanie społeczne, które powinno dofinansować państwo. To będzie się wszystkim opłacało, gdyż jedzenie zdrowej żywności oznacza mniejsze problemy ze zdrowiem, a więc i ograniczenie wydatków na leczenie ze środków publicznych i z prywatnych kieszeni. Dzięki temu poprawi się także jakość naszego życia. Korzyści są więc bezdyskusyjne.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58204,wra ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 02 gru 2013, 17:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
profesor Grażyna Cichosz o roli tłuszczów rośœlinnych i zwierzęcych w zagrożeniu miażdżycą i nowotworami.

Obalamy mity!

"Cztery lata pracy, przestudiowałam ponad 600 publikacji z różnych ośœrodków naukowych z całego śœwiata. I aktualnie nie mam cienia wątpliwośœci, że hipercholesterolową teorię miażdżycy wymyœślono w celu zdyskredytowania tłuszczów zwierzęcych i wprowadzenia do diety ludzi znacznie tańszych olejów rośœlinnych oraz margaryn."

Rakotwórcze właściwości oleju słonecznikowego znane są od 1983 roku, czyli prawie od 30 lat. W badaniach na zwierzętach udowodniono, że głównym "winowajcą" rosnącej zachorowalności na nowotwory jest spożywany w nadmiarze kwas linolowy omega-6, główny składnik olejów roślinnych. Potwierdzają to wyniki licznych badań epidemiologicznych z różnych regionów świata.

- Masło jest do jedzenia, a margaryna na sprzedaż.

To margaryna nie nadaje się do jedzenia?

- Nie ma w niej nic zdrowego.

A codziennie w reklamach słyszę, że margaryna jest zdrowa.

- Mówi się, że margaryna jest źródłem niezbędnych dla organizmu człowieka nienasyconych kwasów tłuszczowych. Owszem, ale nie mówi się, że w procesach technologicznych, jakim jest poddawana, zanim trafi na nasze stoły, te nienasycone kwasy są przekształcane w nasycone. W dodatku powstają sztuczne izomery trans, które są obce dla organizmu człowieka. Nie tylko więc nie ma z nich żadnego pożytku, lecz wręcz przeciwnie - szkodzą.

Nie ma zalet?

- Nasze zmysły smaku i zapachu nie wyczuwają procesów starzenia się margaryny i to jest jej największą "zaletą". W przeciwieństwie do masła, które dość szybko jełczeje, margarynę można znacznie dłużej przechowywać. Swoją popularność margaryna zawdzięcza niesłychanie zyskownej produkcji: tańszej 5-7-krotnie od masła, podczas gdy cena w sklepie jest tylko 2-3 razy niższa. Dla producentów jest to więc niesamowity biznes.

Czym więc jest margaryna?

- Margaryna to utwardzony olej roślinny. Podczas uwodornienia lub estryfikacji zamienia się konsystencję oleju z płynnej na stałą. Nienasycone kwasy zawarte w olejach, które teoretycznie mają służyć naszemu zdrowiu, w procesie utwardzania przekształcają się w coś, co nam szkodzi.

Izomery trans, o których pani wspomniała.

- Tak, kwasy nienasycone o izomerii trans. W sytuacji kiedy mamy niedobór w organizmie kwasów omega-3, izomery trans wbudowują się w błony naszych komórek. A błona komórkowa jest jak balonik. Żeby ten balonik mógł dobrze pracować, czyli przyjmować do wnętrza potrzebne substancje i wydzielać na zewnątrz zbędne, musi być jakby podziurawiony. Jeżeli w te miejsca wbudowane są kwasy omega-6 i omega-3, komórka może normalnie funkcjonować. Przy ich braku wbudowują się tu izomery trans i usztywniają tę błonę komórkową. Zaczynają się dysfunkcje - najpierw na poziomie komórki, potem tkanki, organu i w końcu w całym organizmie.

Te procesy są szczegółowo zbadane, głównie przez Skandynawów. Od 30 lat wiadomo, że im większe spożycie margaryn zawierających sztuczne izomery trans, tym większe zagrożenie otyłością, cukrzycą typu 2, miażdżycą, udarami mózgu i nowotworami. Jeszcze dziesięć lat temu naukowcy twierdzili, że izomery trans nie powodują raka, teraz już wiadomo, że jest przeciwnie.



Duńczycy już w 1994 roku - jako pierwszy kraj na świecie - wprowadzili ograniczenia w spożyciu izomerów trans do 2 proc. w dziennej dawce energii. I te przepisy są przestrzegane. Z materiałów prezentowanych na Europejskim Kongresie Otyłości w Budapeszcie w 2007 roku wynika, że w fast foodach z sieci KFC sprzedawanych w Danii zawartość izomerów trans nie przekracza 2 proc. Tymczasem w próbkach żywności tej samej sieci sprzedawanych w Polsce, na Węgrzech, w Bułgarii, Czechach, Ukrainie i Białorusi było od 29 do 34 proc. izomerów trans.



Czy to znaczy, że oleje roślinne są zdrowe, a stają się niezdrowe po przekształceniu w margarynę?



- Po pierwsze, wszystkie stają się niezdrowe, kiedy spożywamy je w nadmiarze. Całodobowe zapotrzebowanie człowieka na nienasycone kwasy z tłuszczów roślinnych pokrywa zaledwie 5,5 grama oleju, czyli jedna łyżeczka od herbaty. Wszystko, co w nadmiarze, jest szkodliwe. Podobnie jak z lekarstwem - dawka zapisana przez lekarza nam pomoże, ale jej kilkakrotne przekroczenie to zagrożenie dla zdrowia.



A po drugie, oleje zawsze szkodzą po poddaniu ich jakiejkolwiek obróbce termicznej. Smażenie na olejach jest bardzo szkodliwe, to duże zagrożenie dla zdrowia.



Zaraz, nie należy smażyć na oleju!?



- Oleje, podobnie jak margaryna, traktowane są jako źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, ale liczba mnoga jest tu nieuprawniona. Owszem, zawierają kwas omega-6, ale zaledwie śladowe ilości kwasu omega-3. Optymalne dla zdrowia proporcje kwasów omega-6 do omega-3 wynoszą 4 do 1. Tymczasem w olejach roślinnych proporcje te są wyjątkowo niekorzystne, zawartość kwasu omega-6 w oleju słonecznikowym, kukurydzianym, z pestek winogron jest odpowiednio: 335, 140 i 173 razy większa niż zawartość kwasu omega-3.



Optymalne proporcje tych kwasów występują w oleju rzepakowym oraz lnianym i te oleje w niewielkich ilościach powinny znajdować się w naszej diecie. Pod warunkiem że będą świeże i stosowane wyłącznie na zimno, bez jakiejkolwiek obróbki termicznej.



Co się dzieje, gdy podgrzejemy olej?



- Obecne w olejach nienasycone kwasy tłuszczowe są bardzo podatne na utlenianie, zwłaszcza w wysokich temperaturach. Powstające wówczas związki są bardzo szkodliwe dla zdrowia. Organizm człowieka potrafi neutralizować ich działanie, ale nie zawsze. Długotrwałe spożywanie utlenionych tłuszczów roślinnych obecnych w żywności tzw. wygodnej...



...w batonikach?



- ...tak, w słodyczach, wyrobach garmażeryjnych czy odżywkach dla niemowląt grozi nowotworami. Istnieje wyraźna zależność zachorowalności na nowotwory od spożycia olejów roślinnych. Potwierdzona w badaniach epidemiologicznych.



Ale ponieważ oleje są źródłem kwasów omega-6 i omega-3 uważanych za budulec mózgu, to spożywane na zimno, w sałatkach, są dla nas korzystne?



- Oleje nie są źródłem biologicznie aktywnych kwasów tłuszczowych. ródłem długołańcuchowych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych EPA i DHA o wysokiej aktywności biologicznej są tłuszcze ryb i ssaków morskich. Właś-nie te kwasy tłuszczowe są naturalnym budulcem mózgu, stymulują pamięć, koncentrację, chęć do nauki, koordynację ruchową oraz układ odpornościowy. Ich niedobór powoduje nadpobudliwość psychoruchową dzieci, czyli ADHD, depresję, demencję starczą, a prawdopodobnie także inne choroby neurologiczne.



Kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-3 obecne w olejach mogą być biologicznie aktywne dopiero po przekształceniu w organizmie człowieka. Jednak te przekształcenia najczęściej nie są możliwe.



Z jakich względów?



- Istnieją różne uwarunkowania. Wszechobecne w naszej diecie sztuczne izomery trans pochodzące z margaryn hamują przemiany zarówno kwasów omega-6, jak też omega-3. Niezależnie od tego nadmiar kwasów omega-6 hamuje przemiany kwasów omega-3. Dlatego tak ważne są ich wzajemne proporcje w naszej diecie.



Nadmiar kwasów omega-6 prowadzi do miażdżycy, zakrzepów, alergii, nowotworów sutka, prostaty, jelita grubego. Jeśli ta proporcja będzie większa niż cztero-, pięciokrotna, a tak jest w większości olejów, to najcenniejsze kwasy omega-3 nie będą przekształcane do biologicznie aktywnych.



Ponadto powszechne w naszej diecie niedobory magnezu, cynku, witamin, a także przyjmowanie leków na nadciśnienie albo przeciwzakrzepowych jest przyczyną tego, że enzymy odpowiedzialne za przemiany kwasów omega-6 i omega-3 są mało lub wcale nieaktywne.



Wywraca pani wszystko do góry nogami. Ciągle słyszę, że najzdrowsza dla człowieka jest dieta śródziemnomorska, a Grecy czy Włosi nie chorują na miażdżycę i nowotwory, bo jedzą dużo tłustych ryb i oleju.



- Tajemnicą diety śródziemnomorskiej są optymalne dla zdrowia proporcje kwasów tłuszczowych omega-6 do omega-3. Oliwa z oliwek zawiera tylko ok. 10 proc. kwasu omega-6, a głównym jej składnikiem (ponad 70 proc.) jest kwas oleinowy. Jest on 10-krotnie bardziej podatny na utlenianie niż tłuszcze zwierzęce, ale też 10-krotnie mniej podatny niż kwas linolowy omega-6, który jest głównym składnikiem olejów roślinnych.



Oliwa z oliwek - tak. Oleje roślinne - nie!?



- Smażenie dań z oliwą z oliwek stanowi zdecydowanie mniejsze zagrożenie zdrowotne niż obróbka termiczna na oleju słonecznikowym lub rzepakowym.



Charakterystyczne dla diety śródziemnomorskiej jest także wysokie spożycie ryb i tzw. owoców morza, które są najlepszym źródłem biologicznie aktywnych wielonienasyconych kwasów omega-3. Poza tym prawie trzykrotnie większe niż w Polsce spożycie warzyw i owoców zawierających mnóstwo różnorodnych przeciwutleniaczy gwarantuje zachowanie równowagi pro- i antyoksydacyjnej organizmu. Zastąpienie oliwy olejem słonecznikowym eliminuje wszystkie pozytywy diety śródziemnomorskiej.



Czyli butelkę z olejem muszę wybierać świadomie.



- Jak najbardziej. Oliwy z oliwek nie można utożsamiać z jakimkolwiek innym olejem roślinnym. Dowodem tego jest tzw. paradoks izraelski. Izraelczycy eksportują drogą oliwę z oliwek, natomiast w swojej diecie stosują znacznie tańszy olej słonecznikowy. Dzięki temu przy niskim poziomie cholesterolu mieszkańcy Izraela mają najwyższy wskaźnik nowotworów.



Rakotwórcze właściwości oleju słonecznikowego znane są od 1983 roku, czyli prawie od 30 lat. W badaniach na zwierzętach udowodniono, że głównym "winowajcą" rosnącej zachorowalności na nowotwory jest spożywany w nadmiarze kwas linolowy omega-6, główny składnik olejów roślinnych. Potwierdzają to wyniki licznych badań epidemiologicznych z różnych regionów świata.



Głównym argumentem przeciwników masła i smalcu, czyli tłuszczów zwierzęcych, jest zawarty w nich cholesterol. Jedzenie masła podwyższa nam cholesterol w organizmie, a to oznacza gorszą pamięć, miażdżycę itd.



- To nieprawda.



Po pierwsze, cholesterol jest niezbędny do funkcjonowania organizmu. Prawdą jest, że spożycie tłuszczów zwierzęcych może powodować wzrost cholesterolu. Jeżeli jednak w diecie obecne są biologicznie aktywne kwasy omega-3 obecne w tłuszczu rybim, to nawet przy wysokim spożyciu tłuszczów zwierzęcych nie istnieje żadne zagrożenie miażdżycą - to tzw. paradoks grenlandzki. Jest zatem sprawą oczywistą, że nie tłuszcze zwierzęce, lecz niedobory w diecie kwasów omega-3 są przyczyną - bynajmniej nie jedyną - miażdżycy.



Przeciwnicy spożywania tłuszczów zwierzęcych pomijają fakt, że przy spożyciu masła czy smalcu wzrasta poziom zarówno złego LDL, jak też dobrego HDL cholesterolu. Podczas gdy przy spożyciu sztucznych izomerów trans, czyli margaryn, wzrasta poziom złego LDL i maleje poziom dobrego HDL cholesterolu.



Spożycie margaryny aż 10-krotnie zwiększa prawdopodobieństwo miażdżycy w porównaniu ze spożyciem tej samej ilości masła lub smalcu. Dodatkowo margaryna stanowi zagrożenie otyłością, cukrzycą typu 2 i nowotworami.



To skąd ta popularność margaryny, także wśród lekarzy?



- Pieniądze, pieniądze, pieniądze.



Œrodowisko lekarskie jest podzielone na dwa fankluby: masła i margaryny. Z tą różnicą, że fanklub margaryny dostaje ogromne środki na propagowanie swoich idei, natomiast fanklub masła nie ma tych środków i nie ma siły przebicia.



Producentów margaryn stać na marketing. Stać ich na to, by urządzać "pranie mózgu" lekarzom. W wielu szpitalach organizowane są comiesięczne sympozja poświęcone przekonywaniu do prozdrowotnych właściwości olejów i margaryn.



Gdyby rzeczywiście oleje roślinne i margaryny wykazywały reklamowane prozdrowotne właściwości, to przy 6-, a nawet 10-krotnym wzroście ich spożycia w różnych krajach problem miażdżycy dawno już i definitywnie byłby rozwiązany. Tymczasem zachorowalność na miażdżycę nie maleje, ale za to ponad 4-krotnie w ciągu ostatnich 40 lat wzrosła zachorowalność na nowotwory. Poza tym lawinowo wzrasta zachorowalność na schorzenia neurologiczne. Wyniki badań epidemiologicznych są nie do podważenia. Wszystkie wymienione schorzenia to cena za ogromne zyski firm produkujących oleje i margaryny.



Dziwi mnie, że środowiska medyczne całkowicie ignorują te zagrożenia. Większość lekarzy jest święcie przekonana o prozdrowotnych właściwościach tłuszczów roślinnych.



Co potwierdza pani teorię?



- Badania epidemiologiczne realizowane w kilku bardzo obszernych międzynarodowych projektach badawczych: Euranic, Transfair, Nurses Health Study i inne. Poza tym mnóstwo badań na zwierzętach. I tak się dziwnie składa, że lekarze nie oponują przeciwko wynikom badań na zwierzętach, ale nie chcą uznać, że na ludziach wynik może być taki sam.



Pracuję nad tym problemem od 2003 roku. Badania różnych ośrodków naukowych, krajowych i zagranicznych, nie pozostawiają wątpliwości, że nowotwory są generowane przez wtórne produkty oksydacji olejów roślinnych oraz przez margaryny. Oczywiście to niejedyna przyczyna nowotworów, ale moim zdaniem podstawowa.



Jakie są dowody?



- Kiedy postanowiłam w 2003 roku zająć się tym problemem, to na dzień dobry zebrałam ponad 300 publikacji na ten temat. Po trzech tygodniach postanowiłam odrzucić pisma branżowe z dziedziny technologii żywienia i żywności, ponieważ uznałam, że za tymi publikacjami stoją producenci. I zajęłam się tylko publikacjami medycznymi. Wynika z nich, że zachwiane proporcje nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 i omega-3 są przyczyną większości schorzeń metabolicznych, m.in. miażdżycy.



Z nowszych opracowań naukowych wynika, że zaburzenia gospodarki lipidowej w organizmie człowieka są również przyczyną schorzeń neurologicznych. W badaniach francuskich (trwały 17 lat i dotyczyły 6000 osób) oraz holenderskich (trwały 25 lat i dotyczyły 30 tysięcy pacjentów) udowodniono, że podwyższona skłonność do depresji, lęków, agresji, a także wyższy wskaźnik samobójstw ma związek z niskim poziomem cholesterolu. Ludzie w sile wieku, u których poziom cholesterolu był niski - poniżej 200 mg na litr krwi - kilkakrotnie częściej korzystali z poradni i szpitali psychiatrycznych.



Po opublikowaniu wyników tych badań Francuzi wyszukali grupę ludzi długowiecznych - od 85 do 107 lat. Okazało się, że średni poziom cholesterolu u sędziwych Francuzów wynosił 360 mg na litr krwi! I to jest logiczne, bo z wiekiem, kiedy przestajemy wytwarzać hormony płciowe, to poziom cholesterolu wzrasta. Cholesterol jest niezbędny dla każdej komórki naszego organizmu, zwłaszcza dla mózgu i układu nerwowego. Jeśli go za wszelką cenę obniżamy, to niestety ryzykujemy zdrowie psychiczne.



Uważa pani za bzdurę obniżanie cholesterolu?



- Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest spora grupa osób - średnio 1 osoba na 500 - z genetycznie uwarunkowanym defektem receptora LDL cholesterolu. Oczywiście te osoby bezwzględnie muszą kontrolować poziom cholesterolu, bo w sposób szczególny są narażone na miażdżycę. Podobnie jak osoby otyłe oraz chore na cukrzycę typu 2.



Natomiast znakomita większość - zwłaszcza szczupli, nienarażeni na cukrzycę - nie musi obawiać się cholesterolu. Tym bardziej że istnieją inne czynniki ryzyka, jak wysoki poziom homocysteiny, trójglicerydów, niedobory przeciwutleniaczy i nie tylko. Czynników ryzyka miażdżycy jest kilkanaście, a podwyższony cholesterol jest jednym z wielu i wcale nie najważniejszym. Od 30 lat wiadomo, że 70 proc. osób po udarach mózgu oraz co drugi pacjent po zawale miał normalny, a nawet niski poziom cholesterolu. Wiadomo także, że przyczyną miażdżycy są stany zapalne naczyń krwionośnych będące skutkiem różnorodnych zaburzeń metabolizmu.



Na wyjaśnienie roli tłuszczów roślinnych i zwierzęcych w zagrożeniu miażdżycą poświęciłam cztery lata pracy, przestudiowałam ponad 600 publikacji z różnych ośrodków naukowych z całego świata. I aktualnie nie mam cienia wątpliwości, że hipercholesterolową teorię miażdżycy wymyślono w celu zdyskredytowania tłuszczów zwierzęcych i wprowadzenia do diety ludzi znacznie tańszych olejów roślinnych oraz margaryn.



Nie boi się pani wygłaszać tak jednoznacznie ostrych teorii? W końcu nie zna się pani na medycynie.



- Nie jestem lekarzem, ale potrafię analizować szczegółowe dane, kojarzyć fakty, poza tym znam się na biochemii i to wystarczy. Stosuję dietę wysokobiałkową, co sprzyja aktywności mózgu. A czy lekarze na pewno znają się na diecie, na wartości biologicznej żywności przechowywanej tygodniami i miesiącami? Nie sądzę.



Podważa pani ich kompetencje?



- Zapewne kompetencje lekarzy co do żywności i żywienia są podobne do moich kompetencji w zakresie leczenia. Zwłaszcza że w programie studiów medycznych przewidziano zaledwie kilka, może kilkanaście godzin dydaktycznych poświęconych diecie i dietozależnym schorzeniom metabolicznym. Powstaje co prawda kierunek dietetyka na różnych uczelniach, przewidziany dla dietetyków i pielęgniarek. Obawiam się, że wykłady prowadzone będą według stereotypów. W końcu przez pół wieku producenci olejów i margaryn poprzez swoich ekspertów wyrobili u konsumentów "właściwe" zachowania. Komu będzie się chciało studiować zalecenia Duńskiej Rady Żywieniowej, a tym bardziej kilkaset anglojęzycznych publikacji?



Mam wrażenie, a bardzo chciałabym się mylić, że lekarze mają za zadanie generowanie zysków dla farmacji, a nie leczenie pacjentów.



Gdyby było inaczej, to na szeroką skalę realizowane byłyby różne programy profilaktyczne. Przecież profilaktyka to najtańszy, najbezpieczniejszy i najskuteczniejszy sposób leczenia. Tylko czy ktokolwiek w tym kraju, a także na świecie, ma w tym interes?! Ponieważ lekarze niewiele wiedzą o żywności, tak bardzo podatni są na sugestie tzw. ekspertów, którzy za pieniądze reklamują szkodliwe dla zdrowia oleje i margaryny.



Co lekarze na pani poglądy?



- Coraz częściej spotykam się nie tylko z dużym zainteresowaniem, ale też aprobatą moich poglądów. Mój wykład dla kardiologów, prezentowany w październiku 2007 roku w Tarnowie, przyjęto z aplauzem. Został opublikowany w "Przeglądzie Lekarskim". Również Uniwersytet Stanforda umieścił skrót tego wykładu na swojej stronie internetowej adresowanej do lekarzy i dietetyków. Podobne wykłady były prezentowane na tzw. Uniwersytecie Otwartym przy AGH w Krakowie, a ostatnio na sesji naukowej Polskiego Towarzystwa Technologów Żywności, również w Krakowie, oraz na kilkunastu innych spotkaniach. To chyba najlepszy dowód na to, że nie jestem jakimś oszołomem. Tym bardziej że inni profesorowie z różnych ośrodków naukowych w kraju podzielają te opinie.



Kto na przykład?



- Całkiem spore grono. Z ośrodka olsztyńskiego profesorowie: Zofia Żegarska, Daniela Rotkiewicz, Roman Cichon, Bogusław Staniewski oraz nieżyjący Witold Kozikowski. Poza tym panowie Henryk Gertig i Juliusz Przysławski z Poznania oraz Henryk Rafalski z Łodzi. Najciekawsze prace naukowe dotyczące szkodliwych dla zdrowia produktów utlenienia nienasyconych kwasów tłuszczowych w odżywkach dla niemowląt realizował prof. Andrzej Stołyhwo z SGGW w Warszawie.



W dyskusji po jednym z wykładów zarzucono mi, że przecież umieralność z powodu miażdżycy maleje. Owszem, warto jednak zapytać o cenę tego sukcesu. Ceną są gigantyczne nakłady na całodobowe dyżury kardiologiczne, na by--passy, udrażnianie tętnic, transplantacje. Dyrektor szpitala w Tarnowie przyznał, że tylko na koronarografię, a jest to najmniej inwazyjny zabieg, który nie zawsze wymaga hospitalizacji, jego szpital wydaje rocznie 10-12 mln zł. To oznacza, że w skali kraju na walkę z miażdżycą przeznacza się miliardy złotych. Czyli ani oleje, ani margaryny nie zapobiegają miażdżycy. Œmiertelność spadła, bo są lepsze możliwości diagnostyczne, bo skuteczniej walczymy z konsekwencjami miażdżycy, wydając przy okazji gigantyczne pieniądze. Pieniądze, których brakuje na edukację, na naukę, czyli na inwestycje w przyszłość.



To jak się zdrowo odżywiać?



- Zachowywać zdrowy rozsądek, a przede wszystkim nie wierzyć reklamom. Niestety, aż 85 proc. Polaków wierzy reklamom. Ja również wierzyłam w prozdrowotne właściwości olejów roślinnych i margaryn - ciasta pieczone były oczywiście na margarynie, smażyło się na oleju słonecznikowym. Nie mając czterdziestki, musiałam walczyć z nadciśnieniem. Póki nie nabawiłam się zakrzepicy, co groziło mi amputacją nogi. I póki nie zmarło sześcioro moich przyjaciół i współpracowników, którzy też wierzyli, że margaryna jest zdrowsza od masła. Ludzie w pełni sił, wysportowani, szczupli zmarli na nowotwory w ciągu kilku miesięcy od zdiagnozowania.



W tej chwili nie mam cienia wątpliwości, że główną przyczyną tego były oleje roślinne i margaryny.



Ale masło też bywa udawane.



- Niestety, trzeba uważnie studiować etykiety produktów, które kupujemy. Od niedawna również producenci jogurtów, masła, nawet serów żółtych w pogoni za obniżeniem kosztów coraz chętniej dodają oleje roślinne do swoich produktów. Mamy np. śmietanę, na której jest napisane, że zawiera 36 proc. tłuszczu. Ale trzeba jeszcze przeczytać, jakiego tłuszczu, bo się może okazać, że połowa to tłuszcz roślinny. W ofercie handlowej są tzw. sery twarde, zawierające głównie olej palmowy. Tymczasem w tłuszczu mlekowym obecnych jest kilkanaście związków o właściwościach antynowotworowych. Jednym z wielu jest witamina E. Masło zawiera mniej witaminy E niż oleje czy margaryny. Tylko że obecne w tłuszczach roślinnych formy witaminy E nie są aktywne w temperaturze ciała człowieka. Natomiast witamina E obecna w produktach zwierzęcych jest biologicznie aktywna. Czy lekarze na pewno o tym wiedzą?



Tyje się od zwierzęcych tłuszczów. To chyba prawda?



- Totalna bzdura.



Wartość energetyczna 1 g tłuszczu: masła, smalcu, oliwy z oliwek, każdego oleju czy margaryny, jest zawsze taka sama i wynosi 9 kcal.



W odróżnieniu od cukrów tłuszcze zmniejszają apetyt, bo sycą. Kiedy jemy tłusto, to jemy mało. Tłuszcze są trawione w jelicie cienkim, powstają z nich wolne kwasy tłuszczowe, potem ciała ketonowe, które przechodzą do układu krwionośnego. Ich poziom we krwi odczytywany jest przez receptory w mózgu jako jeden z sygnałów sytości.



Przyczyną otyłości i cukrzycy typu 2 jest obecność sztucznych izomerów trans oraz nadmiar cukrów w diecie, a nie tłuszcze zwierzęce. Zaletą cukrów jest to, że łagodzą stres, ale też blokują wchłanianie aminokwasów do mózgu.



To, że dzieci w szkołach kiepsko kojarzą, mają kłopoty z koncentracją, to w mojej opinii efekt objadania się chrupkami, batonami popijanymi coca-colą. Podstawą sprawności intelektualnej jest dieta bogata w białko: mleko, jogurty, sery twarogowe i dojrzewające, jajka, mięso, ryby. Krótko mówiąc, bez właściwej podaży pełnowartościowego białka oraz biologicznie aktywnych kwasów omega-3 (z ryb albo tranu) centralny układ nerwowy nie funkcjonuje prawidłowo.



Obserwuję to od dawna wśród moich studentów, zresztą technologii żywności. Gdy zaczynają realizację prac magisterskich, to pracujemy razem w laboratorium od rana do wieczora i widzę, co jedzą. Przed południem: drożdżówka. Po godzinie czy dwóch: następna drożdżówka, chrupki, baton. A po południu zupa - gorący kubek, potem drugi i trzeci. Po dwóch tygodniach stwierdzam, że niewiele rozumieją, wykonują bezmyślnie analizy, popełniają błędy, których sami nie są w stanie znaleźć. Kończy się krótkim wykładem, zakazem kupowania żywności wygodnej i zmianą diety: serki twarogowe - najczęściej ziarniste, bo niesłodzone, jogurty zagęszczane białkami mleka, sery dojrzewające, owoce. Efekt jest niemal natychmiastowy, zresztą magistranci sami dochodzą do wniosku, że zaczęli kumać. To jest moment, kiedy role się odwracają, nie ja ich, ale oni mnie mobilizują do pracy.



A co z teorią, że mleko u dorosłych ludzi wypłukuje wapń z kości? Z tego powodu lekarz zakazał picia mleka mojej 80-letniej matce.



- Kolejna absolutna bzdura. Jest dokładnie odwrotnie.



Jest jedna, dosłownie jedna publikacja na świecie, z której wynika, że siarczanowa woda mineralna powoduje zwiększony poziom wapnia w moczu. Autorzy tej pracy wyciągają wniosek, że identycznie działają aminokwasy siarkowe obecne w białkach mleka i mięsa.



Prac zaprzeczających tej kłamliwej teorii znalazłam ponad 30, może być ich więcej.



Nie sposób uwierzyć, że lekarze nie znają tych prac, że nie wiedzą, iż najlepszym źródłem biodostępnego wapnia jest mleko i produkty mleczarskie. Regularna konsumpcja dwóch-trzech porcji nabiału dziennie zapobiega otyłości, cukrzycy typu 2, osteoporozie, nadciśnieniu tętniczemu, nowotworom - niezależnie od wieku, płci, aktywności fizycznej. Żaden suplement wapnia nie wykazuje tak wszechstronnego działania. Albowiem w mleku oprócz wapnia obecne są inne składniki o działaniu prozdrowotnym.



To dlaczego lekarze nie zalecają picia mleka?



- Lekarze odbywają cykliczne szkolenia organizowane przez tych, którzy mają gigantyczne pieniądze: przemysł farmaceutyczny, który produkuje różnorodne suplementy diety, m.in. preparaty wapnia. I lekarze te suplementy zapisują pacjentom. Tak to się kręci. Nieważne, że suplementy wapnia są mniej biodostępne niż wapń z mleka, zwłaszcza przy niedoborach witaminy D. Nieważne, że w mleku obecne są komponenty zwiększające absorpcję wapnia w kościach. Nie chodzi przecież o zdrowie, lecz wyłącznie o biznes.



Pani teorie to rewolucja dla przemysłu i dla naszego myślenia o zdrowiu.








- Dla przemysłu nie. Nie ma co liczyć na zmiany, bo w przemyśle liczy się tylko zysk. Zresztą nie tylko u nas, tak jest na całym świecie.



Ale warto zadbać o edukację społeczeństwa. Ogłupiające reklamy margaryn powinny raz na zawsze zniknąć z czasopism, a zwłaszcza z telewizji publicznej.



Dorota Zawadzka "Super Niania": By Twoje dziecko rosło zdrowo:

http://img683.imageshack.us/img683/6217/965.mp4 http://wpolityce.pl/artykuly/59591-doro ... -wiedziala



Powinno się przeprowadzić szeroką edukację w szkołach. W większości państw europejskich w przedszkolach i szkołach przekazywana jest dzieciom wiedza na temat zdrowej żywności i właściwej diety. Skandynawowie żartują, że mleka nie trzeba reklamować, bo każdy głupi wie, że jest zdrowe.



Spożycie mleka oraz produktów mleczarskich w Polsce jest trzykrotnie mniejsze niż w Skandynawii i ponaddwukrotnie mniejsze niż w Niemczech czy Francji. I to jest moim zdaniem główną, zapewne niejedyną, przyczyną otyłości, cukrzycy typu 2, osteoporozy, epidemii nadciśnienia, schorzeń neurologicznych, a nawet nowotworów - zwłaszcza przewodu pokarmowego.



To - oprócz smacznego jajka - smacznego mleka!



Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA








Z radością powiadamiamy naszych czytelników, że serwis Nowa Debata wprowadza nową kategorię materiałów: „Wywiady Nowej Debaty.” Jako pierwszy prezentujemy wywiad, którego naszemu serwisowi udzieliła w kwietniu 2011 roku prof. dr hab. Grażyna Cichosz z Wydziału Nauki o Żywności Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. W kwietniu 2010 roku na łamach „Gazety Wyborczej” ukazała się głośna rozmowa z prof. Cichosz pt. „My chcemy masła a nie margaryny,” która cieszyła się wielkim zainteresowaniem czytelników w całej Polsce. W naszej rozmowie pytamy Panią Profesor m.in. o genezę i konsekwencje dla zdrowia antytłuszczowych mitów dietetycznych, o zasadność hipercholesterolowej teorii miażdżycy, o tzw. dietę Kwaśniewskiego oraz o fundamentalne zasady zdrowego odżywiania. Zapraszamy do lektury!




W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedziała Pani, że hipercholesterolową hipotezę miażdżycy wymyślono i upowszechniono, żeby zdemonizować tłuszcze zwierzęce i wprowadzić do diety tanie oleje roślinne oraz margaryny. Stanowisko takie podziela na świecie coraz więcej badaczy i publicystów zajmujących się na poważnie tą problematyką. Jak doszła Pani do takiego przekonania?



Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że aktualnie nie mam wątpliwości co do przyczyn wylansowania tzw. hipercholesterolowej teorii miażdżycy. Całą tę teorię sformułował w latach 50-tych i wylansował (ciekawe na czyje zamówienie?) Ancel Keys, dobierając wyniki badań epidemiologicznych z 7 krajów, mimo, iż dysponował wynikami z 22 krajów. Dobrze genezę obowiązujących antytłuszczowych poglądów dietetycznych prezentuje film Toma Naughtona pt. Fat Head (pl.Grubi, nie głupsi)



W latach 2001-2004 przestudiowałam dostępną wówczas literaturę, głównie medyczną, z której wynika, że istnieje dodatnia korelacja pomiędzy spożyciem tłuszczów zwierzęcych, a ogólnym wzrostem zawartości cholesterolu i cholesterolu LDL w osoczu krwi. Dokładna analiza wyników badan epidemiologicznych dowodzi, że tłuszcze zwierzęce powodują również wzrost cholesterolu HDL (o czym autorzy większości publikacji z reguły nie informują), dzięki czemu proporcje cholesterolu LDL do cholesterolu HDL pozostają niezmienione.



Z licznych badań klinicznych wynika, że zależność między poziomem cholesterolu ogółem i frakcją cholesterolu LDL, a zachorowalnością na miażdżycę nie jest oczywista. W niektórych publikacjach korelacja była istotna, w innych nieistotna. Odniesienie tych zależności do przemian biochemicznych cholesterolu w organizmie człowieka prowadzi do wniosku, że przyczyną hipercholesterolemii nie są tłuszcze zwierzęce bogate w nasycone kwasy tłuszczowe i cholesterol, ale niedobory, zwłaszcza długotrwałe wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3. Pierwsza przemiana biochemiczna cholesterolu to estryfikacja wielonienasyconych kwasów tłuszczowych o konfiguracji cis. Przy braku odpowiednich kwasów tłuszczowych metabolizm cholesterolu jest zablokowany. Nie bez powodu wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-3 traktowane są jako niezbędne. Ponieważ nie mogą być syntetyzowane w organizmie człowieka, musimy regularnie dostarczać je w diecie. Z samej definicji wynika, że ich niedobory w diecie są dla zdrowia człowieka szkodliwe.



Warto też wiedzieć, że enzymy odpowiedzialne za metabolizm cholesterolu są całkowicie blokowane przez wszechobecne w naszej diecie sztuczne izomery trans, które powstają podczas produkcji margaryn, zwłaszcza twardych, kostkowych. Krótko mówiąc, margaryny, nie tylko nie zmniejszają zagrożenia miażdżycą, ale stanowią ogromne zagrożenie zdrowotne.



Z różnych badań epidemiologicznych wynika, iż 75% pacjentów po udarze mózgu i ponad 50% zawałowców ma normalny albo niski poziom cholesterolu. To najlepszy dowód na to, że hipercholesterolemia nie jest jedyną przyczyną miażdżycy. A zatem, nie ma i nigdy nie było żadnych wiarygodnych dowodów naukowych świadczących o szkodliwym działaniu tłuszczów zwierzęcych. Rzeczywistą przyczyną hipercholesterolemii są niedobory w diecie niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (obecnych w rybich tłuszczach), które intensyfikują metabolizm cholesterolu, a także obecność sztucznych izomerów trans, blokujących enzymy odpowiedzialne za przemiany cholesterolu.



Skąd więc ten powszechny strach przed cholesterolem?



W dużej mierze odpowiedzialna jest za to agresywna reklama. Zafundowano nam, konsumentom skuteczne „pranie mózgu” i aktualnie każdy bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, miejsce zamieszkania po prostu boi się cholesterolu. Wiem to, ponieważ recenzowałam ostatnio pracę dyplomową z wynikami badań konsumenckich na ten temat.



Od ok. 30 lat wiadomo, że przyczyną miażdżycy są stany zapalne naczyń krwionośnych, jednak dziwnym trafem nikt teorii hipercholesterolowej nie dementuje, bo nikt nie ma w tym interesu. Straszenie cholesterolem jest na rękę producentom olejów i margaryn, a także branży farmaceutycznej, który zarabia krocie na sprzedaży statyn, czyli leków obniżających poziom cholesterolu. Każdy lekarz twierdzi, że cholesterol należy obniżać poniżej 200 (w USA bardziej „postępowi” lekarze zalecają nawet obniżanie poziomu cholesterolu poniżej 100). Tymczasem w pewnym wieku, kiedy przestajemy wytwarzać hormony płciowe, poziom cholesterolu w sposób naturalny rośnie. U francuskich staruszków (90-104 lata) stwierdzono średni poziom cholesterolu 360 i to właśnie dzięki temu dożyli oni sędziwego wieku, zachowując wysoką sprawność intelektualną. Oczywiście o skutkach ubocznych statyn (np. zanik mięśni, upośledzenie funkcjonowania mózgu) nawet się nie wspomina. Najważniejszy jest biznes, wszystko inne się nie liczy.



Czy można według Pani Profesor zidentyfikować ośrodki naukowe w Polsce, które jako pierwsze zaczęły propagować teorię hipercholesterolową?



W Polsce propagowaniem spożycia olejów roślinnych i margaryn zajmowali się głównie, choć nie tylko, autorzy Polskiego Konsensusu Tłuszczowego (1996) oraz tzw. Nowego Polskiego Konsensusu Tłuszczowego (1999). W pierwszej wersji Konsensusu dotyczącej małych dzieci, kobiet w ciąży i karmiących zalecano jeszcze spożywanie masła, ale w drugiej, bardziej „postępowej” wersji i z tego się wycofano, prawdopodobnie dlatego, żeby co bardziej domyślni konsumenci nie skojarzyli masła ze zdrowiem.



Nie wydaje się prawdopodobnym, aby autorzy obu tych dokumentów nie znali Raportu Duńskiej Rady Żywieniowej opublikowanego w 1994 roku. W raporcie tym przedstawiono wyniki badań pokazujące wszystkie możliwe zagrożenia zdrowotne (otyłość, cukrzyca, miażdżyca, nowotwory) w związku z konsumpcją kwasów tłuszczowych o izomerii trans obecnych w margarynach. Konsekwencją tego dokumentu było ograniczenie zawartości izomerów trans w żywności oferowanej Duńczykom. Podjęta kilkakrotnie przez Danię na forum UE inicjatywa opracowania regulacji prawnych zmierzająca do ograniczenia spożycia szkodliwych dla zdrowia izomerów trans, nie uzyskała aprobaty. Zdrowy rozsądek i uczciwość przegrywają z lobbingiem, a bezpieczeństwo zdrowotne żywności pozostaje iluzją.



Czy od lat 90. sytuacja uległa poprawie?



Nie, antytłuszczowe zalecenia nadal obowiązują. We wszystkich sanatoriach, szpitalach, przychodniach lekarskich dostępne są plakaty oraz ulotki, z których wynika, że należy ograniczać spożycie tłuszczów. Oczywiście nie ma informacji jakich, bo przecież nie można pisać o rakotwórczych właściwościach olejów roślinnych, zwłaszcza tych poddanych obróbce termicznej, a także o szkodliwym działaniu wszechobecnych w naszej diecie sztucznych izomerach trans.



Ponieważ tłuszcze działają sycąco, ograniczają apetyt, to i branża spożywcza ma interes w ograniczaniu ich spożycia. Najtańszym składnikiem żywności jest woda, wystarczy związać ją poprzez zastosowanie odpowiednich hydrokoloidów. Najcenniejszym, ale też najdroższym składnikiem jest białko, którego zawartość w żywności (nie tylko w Polsce) stale maleje. W konsekwencji w diecie statystycznego Polaka białko stanowi zaledwie 12% wartości energetycznej. Niedobór białka w diecie powoduje niedożywienie mózgu, zwłaszcza przy nadmiarze cukrów. Zachowania chuliganów stadionowych czy osiedlowych to niekoniecznie charakteropatia, lecz najprawdopodobniej wygłodzone mózgownice. Oczywiście takie poglądy jak moje są źle widziane nie tylko w środowisku uniwersyteckim, chociaż muszę przyznać, że do lekarzy –być może dzięki większej wiedzy z biochemii czy fizjologii – tego typu zastrzeżenia o tzw. żywności masowego rażenia docierają. Co gorsza, rzekomo w trosce o konsumenta w zaleceniach dietetycznych zmniejszono ostatnio rekomendacje co do potrzebnej ilości białka w diecie z 1,0-1,5g/kg masy ciała do zaledwie 0,8g/kg masy ciała. No cóż, przygłupkiem zawsze łatwiej manipulować.



Mówi się, że dieta wysokobiałkowa stanowi zagrożenie dla wątroby i nerek. Jednak czytając opinie dietetyków nt. modnej ostatnio „ diety Dukana” odnoszę wrażenie, że tzw. specjaliści od żywienia 1kg mięsa, sera, ryb czy twarogu utożsamiają z 1 kg białka. Tymczasem zawartość białka w wysokobiałkowych produktach wynosi średnio ok. 20%. Krótko mówiąc, 1kg białka znajduje się w ok. 5 kg wymienionych produktów. Dieta wysokobiałkowa to powyżej 2,5g białka na kg masy ciała. Człowiek o wadze 70kg powinien (przy diecie wysokobiałkowej) zjadać codziennie 175 g czystego białka czyli 875g wysokobiałkowych produktów, co rzeczywiście obciążałoby nerki i wątrobę. Tylko czy takie ilości białka są rzeczywiście konsumowane?



Czyli lepiej jeść więcej białka czy węglowodanów?



Oczywiście białko w diecie jest bardziej istotne niż węglowodany. Pełnowartościowe białka, bogate w aminokwasy siarkowe, obecne są w produktach pochodzenia zwierzęcego. Ich odpowiednia podaż warunkuje nasze zdrowie, a także sprawność intelektualną. Nie bez powodu w diecie sportowców stosowane są najcenniejsze białka. A przecież w diecie każdego z nas, a zwłaszcza w diecie dzieci i młodzieży powinno być obecne wszystko to co wspomaga zdrowie, czyli odpowiednia ilość białka, tłuszczu, witamin i związków mineralnych.



Od dawna wiadomo, że zastąpienie tłuszczu w diecie węglowodanami powoduje pogorszenie profilu lipidowego poprzez: duży wzrost poziomu trójglicerydów, cholesterolu ogółem i frakcji LDL cholesterolu przy znacznym spadku HDL cholesterolu. Mimo to, lansowana jest wysokowęglowodanowa, niskotłuszczowa dieta light, która jest główną przyczyną otyłości i cukrzycy typu 2. Większość produktów dla najmłodszych, reklamowanych w czasopismach i telewizji (również publicznej), słodzona jest syropem glukozowo-fruktozowym. Fruktoza w organizmie człowieka hamuje wytwarzanie energii i w całości przetwarzana jest na tkankę tłuszczową. Jest główną przyczyną tzw. jelita nadwrażliwego oraz zaćmy. Przemysł spożywczy stosuje syrop glukozowo-fruktozowy wszędzie tam, gdzie to możliwe (napoje chłodzące, soki, desery, produkty dla dzieci, pieczywo cukiernicze) ze względu na niższą cenę (uprawa kukurydzy w USA jest dotowana) oraz większą słodkość. Konsekwencją nadmiaru cukrów diecie jest tzw. reaktywna hipoglikemia, która prowadzi do insulinooporności, tzw. zespołu metabolicznego oraz cukrzycy typu 2. Poziom insuliny we krwi wzrasta proporcjonalnie do ilości spożywanych cukrów. Cukry trawione są bardzo szybko (w ciągu 1 godz.), natomiast wysoki poziom insuliny utrzymuje się przez 3-4 godz. i skutkuje wzmożonym łaknieniem. Przy diecie wysokowęglowodanowej jesteśmy bez przerwy głodni i może właśnie o to chodzi. Faktyczne zapotrzebowanie na cukry w przypadku osoby dorosłej wynosi ok. 40g dziennie (ok. 10 łyżeczek). Taka ilość cukru może znajdować się w 1 puszce napoju soft drink.



Paradoksalnie dieta niskotłuszczowa wysokowęglowodanowa, która powinna działać odchudzająco, jest główną przyczyną problemu otyłości i cukrzycy typu 2.



Wielu ludzi zadaje sobie pytanie, które tłuszcze są zdrowsze: roślinne czy zwierzęce. Jaka jest Pani opinia na ten temat?



Tłuszcze zwierzęce, w odróżnieniu od olejów roślinnych, nie są podatne na utlenianie dzięki wysokiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych a także obecności bardzo aktywnych antyoksydantów. Smalec wieprzowy, przechowywany w warunkach chłodniczych jest oksydacyjnie stabilny przez 12 miesięcy. Jeszcze bardziej stabilny jest łój wołowy. Masło natomiast podatne jest na hydrolizę, a uwalniany wówczas kwas masłowy (nieszkodliwy dla zdrowia, za to o odrażającym zapachu) informuje nasze zmysły, że produkt jest nieświeży. Zepsutego mięsa, ryby, smalcu nikt nie zje, bo nasze zmysły węchu i smaku dzięki ewolucji potrafią zidentyfikować zagrożenie. Odwrotnie jest z olejami roślinnymi, produkty utlenienia nienasyconych kwasów tłuszczowych nie są przez nasze zmysły identyfikowane, albowiem oleje obecne są w diecie człowieka tylko od ok. 100 lat . Dzięki temu produkty spożywcze wyprodukowane z zastosowaniem tłuszczów roślinnych (np. odżywki dla niemowląt) mogą być magazynowane nawet 2 lata.



Liczne antyoksydanty (m.in. witaminy A,D,E,K) obecne w tłuszczach zwierzęcych, aktywne są zarówno w żywności jak też w organizmie człowieka .W odróżnieniu od antyoksydantów obecnych w warzywach i owocach są one aktywne w fazie tłuszczowej organizmu, działają ochronnie na mózg, błony komórkowe, wspomagają układ immunologiczny. Niestety tłuszcze zwierzęce zawierają zbyt mało wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Dlatego konieczna jest regularna konsumpcja tłustych ryb morskich, które są najlepszym źródłem biologicznie aktywnych kwasów omega-3.




Czy w Polsce środowisko krytyczne wobec panujących poglądów dietetycznych umacnia się i kto jest największym przeciwnikiem rewizji?



Na pewno problematyką tą zajmują się lekarze diabetolodzy i dietetycy. Oczywiście przeciwnikiem rewizji obowiązujących poglądów jest przemysł spożywczy oraz farmaceutyczny. Podstawowym zagrożeniem dla zdrowia jest jednak tzw. prawo żywnościowe, które podobnie jak zalecenia dietetyczne sporządzane jest dla biznesu, przez „niezależnych ekspertów” – w mojej opinii niezależnych od rozumu, przyzwoitości i skrupułów. Bezpieczeństwo zdrowotne żywności to iluzja dla naiwnych, nie znających problemu.



Na świecie rośnie oddolne poparcie na rzecz niepasteryzowanego mleka i produktów mlecznych. Szczególnie aktywna w tym zakresie jest np. Fundacja Westona A. Price’a, która prowadzi intensywną działalność edukacyjną i lobbingową w USA i Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony pojawiają się informacje, że np. władze USA próbują prawnie zakazać produkcji i dystrybucji tych pokarmów. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?



Nie do końca rozumiem krytykowanie procesu pasteryzacji mleka. Przecież w warzywach, rzadziej owocach, poddanych obróbce termicznej straty witamin są niemal 100% i nikt się tym nie przejmuje. Ponadto gotowanie mleka w warunkach domowych (przy dostępie tlenu i światła) skutkuje znacznie większymi (80-90%) stratami witamin. Mleko zawiera kilkanaście biologicznie aktywnych termostabilnych tzn. niewrażliwych na obróbkę termiczną składników o działaniu antymiażdżycowym i antynowotworowym,. Witaminy rozpuszczalne w wodzie, które częściowo traci się w procesie pasteryzacji, wcale nie są najcenniejszymi składnikami mleka.



Mleko niepasteryzowane nie jest najlepszą ofertą dla konsumenta, nie tylko ze względu na ograniczoną trwałość. Nigdy bowiem nie można wykluczyć obecności w mleku mikroflory chorobotwórczej nawet przy rzeczywistym, rzetelnym nadzorowaniu stanu zdrowia bydła mlecznego przez lekarza weterynarii.



Proces pasteryzacji a nawet sterylizacji UHT powoduje straty 30-35% witamin, ale wyłącznie tych rozpuszczalnych w wodzie. Tak niskie straty witamin możliwe są dzięki odpowiedniej aparaturze, umożliwiającej obróbkę termiczną bez dostępu światła i tlenu dodatkowo w bardzo krótkim czasie. Witaminy rozpuszczalne w tłuszczu – znacznie cenniejsze dla naszego zdrowia – są termostabilne i zachowują wysoką aktywność niezależnie od obróbki termicznej. Niestety, wszystkie witaminy i inne związki biologicznie aktywne ulegają biodegradacji podczas długotrwałego magazynowania mleka UHT, nawet w temperaturach chłodniczych. Praktycznie po 2 miesiącach magazynowania w temp 4º C w mleku UHT nie stwierdza się obecności związków biologicznie aktywnych. Ustaliłam to w badaniach, które przeprowadziłam wspólnie z prof. Hanną Czeczot z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w 2003 roku. W większości krajów UE z tego właśnie powodu przydatność do spożycia mleka UHT jest znacznie krótsza niż w Polsce i wynosi 2 miesiące.



Najlepszym rozwiązaniem jest konsumpcja mleka poddanego mikrofiltracji obejmującej proces filtracji przez odpowiednie membrany, który powoduje usunięcie baterii z mleka. Mimo usunięcia bakterii mleko to poddawane jest niskiej pasteryzacji a jego trwałość wynosi 3 tygodnie. Taki produkt zachowuje wszystkie walory prozdrowotne – nawet immunoglobuliny zachowują swoją aktywność.



Środowisko lekarskie i naukowe jest według Pani podzielone na dwa obozy – zwolenników i przeciwników pokarmów zwierzęcych. Jednak ten drugi obóz, tzw. zwolenników margaryny, otrzymuje znaczące finansowania od przemysłu. Czy w związku z taką sytuacją możliwa jest w ogóle czysto naukowa dyskusja na ten temat?



Naukową dyskusję nt. tłuszczów roślinnych i zwierzęcych z różnymi ośrodkami naukowymi zainicjowałam w 2004 roku. Jednak w czasopismach, w których redakcja zdominowana jest przez autorów Polskiego Konsensusu Tłuszczowego, moje publikacje oczywiście odrzucano, a jedynym zarzutem była za każdym razem sprzeczność z Polskim Konsensusem Tłuszczowym. Dyskusji merytorycznej nigdy nie podejmowano. Najczęściej moje prace odrzucano na trzecim, czwartym posiedzeniu kolegium redakcyjnego, choć zdarzało się – co pocieszające – że tylko 1 głosem.



Do środowisk medycznych (Tarnów, Kraków, Łódź) moje argumenty trafiały od razu. Referat z Tarnowa (2007) opublikowano w Przeglądzie Lekarskim. Na prośbę Uniwersytetu Stanforda skrót tej publikacji umieszczono na portalu internetowym dla dietetyków i lekarzy.



Dwie prace , w opinii amatorów olejów i margaryn kontrowersyjne, których współautorką jest prof. H. Czeczot z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, są aktualnie drukowane w czasopiśmie „Bromatologia i Chemia Toksykologiczna”. Dwie o podobnej tematyce wkrótce zostaną przesłane do redakcji. Po kilku latach zmagań z oporem materii mogę ze smutkiem stwierdzić, że kwestie merytoryczne są najmniej istotne, liczy się niemal wyłącznie biznes. Dlatego tak ważne jest to, aby popularyzować prawdziwą wiedzę wśród konsumentów.




W Polsce od ponad 40 lat dominującym poglądom dietetycznym przeciwstawia się Jan Kwaśniewski. Jak ocenia Pani jego poglądy i działalność?



W opinii dietetyków i lekarzy tzw. dieta optymalna dr Jana Kwaśniewskiego nie zapewnia odpowiedniej ilości związków mineralnych i witamin. Oczywiście nie jest to prawdą, bowiem w wysokobiałkowych produktach spożywczych oprócz białka i tłuszczu obecne są wszystkie witaminy i minerały, w dodatku w formie biodostępnej. W mięsie (świeżym, nieprzetworzonym) a także w twarogach , serach dojrzewających, jajach obecne są wszystkie witaminy rozpuszczalne w wodzie oraz bezcenne dla zdrowia, biologicznie aktywne witaminy rozpuszczalne w tłuszczu (A, D, E, K).



Dieta Kwaśniewskiego zapewnia wszystkie składniki niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jej zaletą jest to, że ogranicza apetyt, jest bardzo sycąca dzięki tłuszczom. Tłuszcz po strawieniu w jelicie cienkim, przetwarzany jest w wątrobie na tzw. ciała ketonowe, których poziom we krwi odczytywany jest przez mózg jako jeden z kilku sygnałów sytości. Właśnie dlatego, stosując tę dietę, je się bardzo mało. W USA w jednej z klinik neurologicznych dzieci ze schizofrenią, padaczką, depresją leczy się dietą wysokotłuszczową tzw. ketogenną/ketogeniczną.



Prawdą jest, że dieta Kwaśniewskiego na dłuższą metę obciąża wątrobę, ale też prawdą jest, że doskonale reguluje metabolizm. Proporcje kwasów tłuszczowych nasyconych, jedno- i wielonienasyconych w tkance tłuszczowej człowieka i w smalcu wieprzowym są niemal identyczne a skład aminokwasowy mięsa wieprzowego i białka z mięśni człowieka też jest taki sam. Nie bez powodu prof. Religa sztuczną zastawkę otrzymywał z tkanek świnki.



Trzeba pamiętać, że zarówno białka, jak i tłuszcze ograniczają apetyt. I właśnie dlatego zaleca się ograniczanie spożycia białka (bo syci) i tłuszczu ( jest jeszcze bardziej sycący). Przecież przemysł spożywczy ma interes w tym, żebyśmy jedli jak najwięcej. Dieta wysokowęglowodanowa to biznes dla branży spożywczej, a przy okazji farmaceutycznej. Stosując w diecie tzw. żywność masowego rażenia nie obejdziemy się bez suplementów. Skutki diety wysokowęglowodanowej to nie tylko otyłość i cukrzyca typu 2. To także zagrożenie dla funkcjonowania centralnego układu nerwowego (rosnąca zachorowalność na schorzenia neurologiczne i neurodegeneracyjne).



Często słyszy się, że człowiek nie może funkcjonować bez cukrów, ponieważ są niezbędnym i zdrowym źródłem energii. Czy to prawda?



Cukry są dobre na stres, ograniczają wnikanie aminokwasów do mózgu, zmniejszają aktywność hormonów stresu (adrenalina, noradrenalina). W sytuacjach ekstremalnych automatycznie sięgamy po słodycze. Niestety, cukry nie sprzyjają aktywności mózgu i sprawności intelektualnej. Być może problemy młodzieży szkolnej (kiepskie kojarzenie, zapamiętywanie, dysleksja, dysgrafia itp.) są konsekwencją nadmiaru węglowodanów i niedoborów białka w diecie.



Praktycznie, bez żadnej szkody dla zdrowia cukry z diety można całkowicie wyeliminować. Moi adwersarze podnoszą argument, że dla mózgu jedynym źródłem energii jest glukoza. Oczywiście mają rację, ale organizm człowieka na drodze przemian metabolicznych wytwarza glukozę i z tłuszczów i białek, zatem dostarczanie w diecie glukozy pochodzącej z jakichkolwiek węglowodanów wcale nie jest konieczne.



Na przełomie XIX i XX wieku spożycie cukrów przez statystycznego mieszkańca globu ziemskiego było 10-krotnie mniejsze niż na przełomie wieku XX i XXI. Poza tym dawniej ludzie byli bardziej aktywni fizycznie, zjadali więcej błonnika, mniej tłuszczów dzieki czemu cukrzyca i otyłość były rzadkością.



Pamiętajmy, że wszystkie diety odchudzające, dieta Dukana, kopenhaska, optymalna, Atkinsa i inne, bazują na białku, albo na białku i tłuszczu. Wszystkie są skuteczne, bo są niskowęglowodanowe.



Pani Profesor, na koniec pytanie w imieniu czytelników Nowej Debaty: co jeść, a czego nie jeść, żeby być zdrowym?



Szczegółowa odpowiedź na to pytanie zabrałaby 15 godz. wykładów. Warto stosować kilka fundamentalnych zasad:



Zasada 1: nie bać się cholesterolu (!); nie ufać reklamom, ponieważ najczęściej reklamowane są produkty, które zapewniają ogromne zyski, a to z reguły nie idzie w parze z ich wartością biologiczną (np. odżywki dla niemowląt, tzw. mleko o unikalnej formule, które zawiera mniej niż 2,5% składników mleka);



Zasada 2: pamiętać, że żywność tradycyjna, o niskim stopniu przetworzenia i krótkim okresie przydatności do spożycia, jest źródłem biologicznie aktywnych składników, które dzięki ewolucji aktywne są także w organizmie człowieka;



Zasada 3: nie tylko owoce i warzywa są źródłem witamin i związków mineralnych.



Najcenniejsze składniki diety człowieka to mięso, jaja, mleko i produkty mleczarskie, ryby (najlepiej tłuste zimnowodne), owoce i warzywa. One wszystkie wspomagają nasze zdrowie a także intelekt. Należy regularnie spożywać owoce i warzywa (codziennie w ilości ok. 500g). Na przykład jeżyny, borówki, aronia, czarna porzeczka, czerwone buraki, ciemne winogrona, pomarańcze, jabłka i inne owoce zawierają witaminę C i bardzo skuteczne antyoksydanty (bioflawonoidy) o działaniu ochronnym na naczynia krwionośne i układ nerwowy. Cenne antyoksydanty rozpuszczalne w tłuszczu (chroniące mózg i błony komórkowe) znajdują się także w tłuszczu mlekowym.



Unikajmy produktów zawierających margarynę oraz utwardzone/ uwodornione oleje roślinne, takich jak: wafle, batony, niektóre czekolady, ciasta, fast foody, a nawet wyroby garmażeryjne.



Dziękujemy za rozmowę



Rozmawiał: Mateusz Rolik, współpraca: Tomasz Gabiś




Fakt, że niektóre tłuszcze powodują i stymulują powstawanie najgroźniejszych odmian raka jest zwykle nieznany. Jest to jednak fakt naukowy. Cytat za wikipedią (http://pl.wikipedia.org/wiki/T%C5%82uszcze) :



"Tłuszcze wielonienasycone omega 6 (oleje roślinne z soi, kukurydzy, słonecznika i innych olejach z nasion, w margarynie), sprzyjają rozwojowi raka piersi. W 2001 stwierdzono, że obecność tłuszczów jednonienasyconych typu omega 9 (oliwa) oraz niektórych wielonienasyconych typu omega 6 w erytrocytach sprzyjają rozwojowi raka piersi u kobiet po menopauzie, a obecność tłuszczów wielonienasyconych typu omega 3 (oleju rybny, lniany) - przeciwdziała.

Tłuszcze wielonienasycone omega 6 przy niedostatku tłuszczów wielonienasyconych omega 3 stymulują wzrost nowotworów prostaty, przyśpieszają postęp histopatologiczny i zmniejszają przeżywalność pacjentów z rakiem prostaty, podczas gdy tłuszcze wielonienasycone omega 3 (w oleju rzepakowym) mają odwrotne, pozytywne działanie."



http://pokazywarka.pl/soja/

Jak przygotować potrawy nie smażąc na niezdrowych olejach?



1) pieczenie w piekarniku bez tłuszczów

2) grillowanie bez tłuszczów

3) smażenie na wodzie bez tłuszczów

4) masło klarowane / smalec

5) stosować polecane drogie oleje lub małe ilości olejów nie wsiąkających o wysokiej temp dymienia jak ryżowy - nie jest taki drogi

6) a jak już musisz frytki z oleju to od biedy lepszy rzepakowy niż słonecznikowy czy roślina frytura... ale nie warto oszczędzać na zdrowiu... Chociaż oliwa z oliwek nie jest najlepsze do smażenia



Natomiast chleb zamiast masła lepiej smarować avokado http://dieta-surowa.blogspot.com/2011/0 ... okado.html




Źródła i interesujące linki do informacji o których mowa jest w artykule:

http://www.youtube.com/watch?v=WVXi6f7X00A

http://www.slideworld.org/slideshow.asp ... -ppt-60095

http://www.halat.pl/tluszcze.html

http://nowadebata.pl/2011/04/23/nie-boj ... lesterolu/

http://wyborcza.pl/1,76842,7717475,My_c ... aryny.html

http://tajakw.webpark.pl/wybieranie%20ryb.html

http://wyborcza.pl/1,75248,7717475,My_c ... &width=120

http://www.igya.pl/przeglad-diet/makrob ... aryny.html

http://www.uwm.edu.pl/wnz/v3/?page=76 (badania naukowe )

http://www.polskatimes.pl/rozmaitosci/n ... ,id,t.html

http://www.dailymotion.pl/video/x8hcxk_ ... klama_auto

więcej o jedzeniu:

http://pokazywarka.pl/jedzenie

http://pokazywarka.pl/margaryna/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 14 gru 2013, 09:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Ile mąki jest jeszcze w chlebie?

Adam Kruczek

Dane GUS są nieubłagane. Równo 20 lat temu statystyczny Polak zjadał w ciągu roku blisko 100 kg pieczywa. Dziś spożycie to spadło prawie o połowę. Systematycznie maleje też liczba piekarń, tylko w ciągu ostatniego roku zlikwidowano 2 tys. zakładów. Obecnie jest ich niespełna 10 tysięcy. Rentowości piekarń oprócz kurczącego się rynku zbytu nie poprawia też systematycznie drożejąca mąka.

– Chleb kiedyś był produktem spożywczym o znaczeniu podstawowym czy nawet w pewnym sensie strategicznym, gdyż bez chleba człowiek nie wyobrażał sobie przeżycia dnia, a w tej chwili spożycie pieczywa dramatycznie spada – wskazuje Karol Szlenkier, do niedawna prowadzący sieć znanych piekarń w Warszawie. – Jest taki ogólnoświatowy trend, że wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa zmienia się struktura spożycia produktów, w tym m.in. tych bazowych, jakimi były chleb i ziemniaki.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Jedną z nich jest rozpowszechniony przed laty i pokutujący do dziś pogląd, że chleb jest kaloryczny i ciężkostrawny, co może być prawdą w niektórych przypadkach, gdy zakwas czy drożdże zastępuje się sztucznymi konserwantami i polepszaczami, ale mija się z nią w odniesieniu do pieczywa tradycyjnego. Innym powodem tego, że ludzie coraz częściej wybierają dania z makaronów, kasz czy różne dania barowe niż zwyczajowe kanapki, jest systematycznie pogarszająca się jakość pieczywa zalewającego nasz rynek. Chrupiące bułeczki i pachnące bochenki ciepłego chleba kupowane w supermarketach po kilku godzinach czerstwieją lub zmieniają się w niezjadliwe gnioty, co może odstręczać od kupowania pieczywa. To jedna z przyczyn niepokojącego, nagminnego dziś zjawiska wyrzucania pieczywa, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było nie do pomyślenia.

Chleb na zakładkę
– Tradycyjny bochen chleba opisywany w naszej literaturze odchodzi niestety już trochę do lamusa, gdyż takich wypieków, gdzie raz w tygodniu piekło się chleb i wytrzymywał on swoją świeżością do następnego wypieku, a nawet piekło się na zakładkę, a więc w czwartki, a do soboty jadło się jeszcze chleb ze starego wypieku, już się w zasadzie nie stosuje – uważa Karol Szlenkier.

W starych piekarniach wypiek chleba trwał ok. 5 godzin w temperaturze od 120 do 160 st. C, a obecnie cały proces przyspiesza się temperaturą i przykładowo wypiek kęsów kilogramowych, który powinien trwać minimum 3 godz., skraca się do 45 minut. W związku z tym pieczywo dziś tak szybko czerstwieje, odchodzi od skórki, jest niesmaczne, gdyż najbardziej korzystne właściwości chleb uzyskuje w czasie długotrwałego wypieku.

Jeszcze gorszej jakości pieczywo powstaje, gdy wypieka się je z ciasta mrożonego. Wymaga ono zwiększonej do co najmniej 32 proc. zawartości glutenu, a ponadto dodatkowych surowców, m.in. tłuszczu, cukru, produktów mlecznych i tzw. polepszaczy, czyli substancji dodawanych do ciasta w celu podniesienia jego walorów technologicznych, organoleptycznych i żywieniowych. Dopiero za rok obowiązywać będzie wymóg umieszczania na produktach piekarniczych informacji, że powstały z ciasta mrożonego.

Ponieważ pieczywa zjadamy coraz mniej, piekarze wymyślają najrozmaitsze ich odmiany i gatunki, żeby zainteresować potencjalnych klientów. Mnogość rodzajów chleba na rynku to swoisty znak czasów. Chleb, który się zawsze kojarzył z dwoma lub trzema postaciami – był chleb jasny, biały pszenny i chleb żytni ciemny, tzw. razowy – sprzedawany jest dziś w tak wielu mutacjach, że trudno dokonać racjonalnego wyboru.

Zdaniem Karola Szlenkiera, piekarnictwo nadmiernie poszło w tzw. galanterię i rozdrobnienie rodzajów pieczywa. Nie tylko sięga się po mąki najróżniejszych zbóż, ale również mieszanki ziaren, o których wcześniej nikomu się nie śniło. Do składu pieczywa obok najczęściej używanych zbóż, tj. pszenicy i żyta, wchodzi jęczmień, czarnuszka, orkisz, proso, różne ziarna kiedyś stosowane, a później zapomniane.

– Dzisiejsza technologia pozwala zrobić pieczywo nieomal ze wszystkiego – uważa Karol Szlenkier. – Paleta produktów piekarniczych poszerzyła się do grubo ponad setki pozycji, a piekarnia, która nie robi 70 rodzajów pieczywa, nie może utrzymać się na rynku.

Co w chlebie piszczy
Podstawowy podział pieczywa wyróżnia trzy jego główne postacie: pieczywo wypiekane z mąki pszennej, takie jak chleb, bułki, kajzerki; z mąki żytniej jasnej lub ciemnej na zakwasie, w tym m.in. chleb razowy; oraz mieszane – wypiekane z mąki pszennej i żytniej z dodatkiem drożdży lub zakwasu.

Najpopularniejszy jest chleb mieszany, tzw. baltonowski, sprzedawany pod różnymi nazwami w różnych regionach Polski. Stosunek użytej do jego wypieku mąki pszennej do żytniej wynosi mniej więcej jak 70 do 30. Obok niego zalega półki cała gama zwykle droższego pieczywa na drożdżach lub na zakwasie, pszennego, żytniego, razowego, sitkowego, typu graham, z dodatkiem ziół, przypraw, ziaren, suszonych owoców, a nawet warzyw.

Konkurencja na rynku piekarniczym sprawia, że przy oferowaniu szerokiego asortymentu produktów piekarnie szukają oszczędności w procesie technologicznym. To w tym kierunku ewoluowały już od lat 60. na Zachodzie, a od 20 lat w Polsce zmiany w piekarnictwie. Ofertą młynarzy mającą potanieć koszty surowca jest mieszanie z mąką już we młynie dodatków potrzebnych do wypieku pieczywa.

– Kiedyś piekarz dostawał mąkę, robił zakwas, na nim czy na drożdżach wypiekał, a teraz często dostaje to już gotowe z młyna – wskazuje prof. Jerzy Szymona z Katedry Ekologii Rolnictwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. – Ze względu na dużą ilość dodatków, mąki w czystym składniku w chlebie jest niekiedy zaledwie 60 procent. Pozostałe 40 proc. to są dodatki, głównie syntetyczne. Całość określana jest jako mąka folderowana. Piekarz otrzymuje gotowy skład, wrzuca do mieszalnika, dolewa wody i z tego robi pieczywo.

W ostatnich latach nastąpiły duże zmiany w jakości ziarna na mąkę. Ponieważ większym popytem cieszy się pieczywo pszenne, piekarze żądają mąki z pszenicy odmian wysokoglutenowych, gdyż gluten zwiększa tzw. wypiekowość, co przekłada się na zyski piekarzy. Bułeczka z takiej mąki jest jakby napompowana, pulchna jak gąbka, duża, apetyczna, choć jej wartość zdrowotna jest znikoma.

Zdaniem prof. Szymony, gluten w procesie piekarniczym jest składnikiem technicznym, który służy w zasadzie tylko temu, żeby pieczywo rosło jak na drożdżach, które często stają się już zresztą niepotrzebne.

– Nie można powiedzieć, że duża zawartość glutenu jakoś zwiększa wartość odżywczą czy zdrowotność pieczywa – wskazuje prof. Szymona.

Tymczasem presja na stosowanie pszenicy wysokoglutenowej w Polsce rodzi poważne problemy ekologiczne. Polska, poza niektórymi regionami: Wielkopolską, Żuławami i Zamojszczyzną, nie posiada gleb wysokopszenicznych. Większość nadaje się do upraw żyta, jęczmienia i owsa. Uprawianie pszenicy wysokoglutenowej wymaga intensywnego nawożenia, a wówczas faktycznie zjadamy w pieczywie znaczne ilości azotanów i innych trujących substancji.

Jeszcze bardziej problematycznie wygląda sprawa dodatków, które w pieczywie – obok mąki – mogą stanowić nawet do 40 proc. jego składu. Zwiększenie zawartości glutenu powoduje, że mąka przestaje być śnieżnobiała, a ponieważ pieczywo w sklepie ma być bielusieńkie, stosowane są substancje, które wybielają mąkę i pieczywo, m.in. gaz – dwutlenek chloru, a także gips i wapno. Innymi dodatkami do pieczywa są m.in. tłuszcze, kwas L-askorbinowy (E300), L-cysteina (E920), mąka sojowa – importujemy głównie soję modyfikowaną genetycznie, emulgatory i konserwanty. Choć są to substancje dopuszczone do spożycia, jednak wielu naukowców zaleca ich unikanie.

Uwaga na zboża
Na jakość pieczywa niebagatelny wpływ ma również kultura zbioru zbóż. Prawdziwą rewolucję w rolnictwie powodującą, że żniwa przestały kojarzyć się ze znojem i harówką, spowodował jednoetapowy zbiór ziarna za pomocą kombajnu. Kiedyś żniwa te odbywały się dwuetapowo. Najpierw po skoszeniu ziarno stało w snopach ok. 2 tygodni na polu, zasychało, twardniało i dopiero wtedy było wożone do stodół, a następnie młócone. Dziś kombajn sypie świeże ziarno wprost na przyczepy i jeżeli lato jest wilgotne, a rolnik nie posiada suszarni, to wystarczy, by kilka godzin leżało wilgotne z chwastami i nieoczyszczone na przyczepie, żeby „zagrzało się” i nastąpiła inwazja grzybów. Ta infekcja może nastąpić również w magazynach, jeśli złoży się do nich zboże niedoczyszczone i niedosuszone. Tymczasem z wytworzonych w tym procesie szkodliwych mykotoksyn nie wyczyści ziarna żaden naturalny czy syntetyczny środek.

Inne zagrożenie stanowi zwalczanie zachwaszczenia wtórnego przed żniwami. Gdy chwasty są zielone i utrudniają zbiór, to aby je wyeliminować, stosuje się albo dozwolone desykanty, albo niekiedy chwastobójczy Roundup.

– Z dużą ostrożnością trzeba podchodzić do stosowania środków nawet dozwolonych – ostrzega prof. Szymona. – Jeśli na kilka dni przed zbiorem zbóż opryskuje się je środkiem chemicznym, to nie ma siły, żeby ten środek nie znalazł się w ziarnie, nawet jeśli ulega w jakimś okresie degradacji.

Jedzmy chleb z głową
Świadomość istniejących zagrożeń nie zmienia faktu, że wykonane zgodnie z zasadą dobrych praktyk pieczywo to podstawowy składnik naszego pożywienia. Dietetycy wskazują, że ze względu na swoje walory żywieniowe i zdrowotne chleb jest jednym z podstawowych produktów w piramidzie zdrowego żywienia. Polecane jest przede wszystkim pieczywo z pełnego przemiału, na zakwasie, pochodzące ze sprawdzonego źródła. O ile to możliwe, warto jeść chleb ekologiczny, gdyż obowiązujący przy tych produktach system kontroli wyklucza stosowanie jakiejkolwiek chemii.

Jak zapewnia Instytut Żywności i Żywienia, produkty zbożowe powinny stanowić podstawowe źródło energii w diecie człowieka. Produkty te dostarczają węglowodanów złożonych, błonnika pokarmowego oraz białka roślinnego. Zawierają też przede wszystkim witaminy z grupy B oraz witaminę E. Dostarczają również składników mineralnych takich jak: żelazo, miedź, magnez, cynk oraz potas i fosfor.

Znana dietetyk i promotor zdrowia Bożena Kropka w zalecanej diecie naturalnej mówi o spożywaniu od 150 do 200 gramów pieczywa każdego dnia. Karol Szlenkier proponuje bardzo prosty test na sprawdzenie jakości naszego chleba.

Wystarczy zostawić w temperaturze pokojowej kromkę pieczywa zapakowanego szczelnie w folię przez 3-4 dni. Powinno przez ten czas pokryć się lekko podbarwioną na zielono normalną pleśnią penicylinową. Jeśli pojawią się czarne plamy – to znak, że na chlebie musiały być zarodniki szkodliwej pleśni i trzeba zmienić rodzaj pieczywa. A jeśli chleb zupełnie nie spleśniał, to znaczy, że zawiera sporo chemii.

http://www.naszdziennik.pl/wp/62469,ile ... lebie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 14 sty 2014, 16:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

Korzystne działanie kawy!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 29 sty 2014, 22:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/12/05 ... ej-chleba/

Uważam, że rozmyślnie, z żelazną konsekwencją próbuje się zlikwidować chleb z polskiej tradycji żywieniowej - chleb, który towarzyszył naszym przodkom jeszcze tysiące lat przed przyjęciem Chrześcijaństwa. Z rozmysłem produkuje się coraz gorszy i coraz mniej smaczny chleb, by budzić do niego niechęć, by później móc rzec, że chleba w Polsce produkować się nie opłaca, bo nikt go już nie chce. A każdego, kto próbowałby produkować i sprzedawać w większych ilościach dobry i smaczny chleb, wykończy się z pomocą Sanepidu.

Kopia artykułu:

Jemy coraz mniej chleba
Posted by Marucha w dniu 2013-12-05 (czwartek)

Polacy jedzą coraz mniej chleba i w dodatku często wybierają pieczywo słabej jakości. Tymczasem nasz kraj jest znaczącym w UE producentem zbóż i kasz.
Kto chce z wyboru jeść chleb o konsystencji i smaku waty?
W ostatnich latach spada spożycie pieczywa i produktów zbożowych. W 2000 roku w gospodarstwach domowych na osobę miesięcznie przypadało 6,6 kg pieczywa, w 2012 r. było to ok. 4,35 kg. Zmniejszyła się także konsumpcja kasz, ryżu i płatków, a makaronów zjadamy tyle co przed 10 laty. W ocenie Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w 2013 r. spadek spożycia pieczywa został zahamowany i utrzyma się ono na poziomie ubiegłego roku, tj. ok. 52 kg rocznie na osobę.
Branża zbożowa jest zaniepokojona taką tendencją, chce więc zachęcać do sięgania po chleb, i to głównie pełnoziarnisty. Jedzenie takich produktów zalecają też dietetycy, wskazując, że spożywanie pełnych ziaren chroni przed chorobami krążenia, cukrzycą czy tyciem. Produkty pełnoziarniste zawierają błonnik, składniki mineralne, witaminy z grupy B, kwas foliowy.
Związek chce promować spożycie zbóż, gdyż istotna dla branży jest stabilizacja rynku i zbyt ziarna – zaznaczył prezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych Stanisław Kacperczyk . Podkreślił, że w tym roku ceny zbóż znacznie spadły w stosunku do poprzedniego, natomiast cena mąki w sklepach wzrosła.
– Chcemy kształtować konsumpcję pieczywa i produktów z całego ziarna – stwierdził Kacperczyk. Dodał, że jest to szczególnie ważne, gdyż wiele pieczywa importuje się do naszego kraju w formie mrożonej, m.in. z Chin [sic! - admin]
Jak zauważył, wiele osób narzeka na złą jakość pieczywa, niektórzy skarżą się na wysokie ceny. Jednocześnie coraz więcej konsumentów zwraca uwagę na rodzaj spożywanego pieczywa i poszukuje produktów zdrowych, robionych z pełnego ziarna, na zakwasie, bez sztucznych dodatków, konserwantów i barwników.
Poinformował, że związek promuje spożywanie takiego ziarna. Jest to możliwe dzięki funduszom promocji ziarna zbóż i przetworów zbożowych, który powstaje ze składek pobieranych od producentów ze sprzedaży zbóż. Fundusz ten gromadzi ok. 4 mln zł rocznie.
– W Polsce nie zabraknie rodzimego, dobrej jakości ziarna na chleb – zapewnił Kacperczyk.

IK, PAP

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-pol ... hleba.html

Polacy nie wybierają pieczywa słabej jakości, tylko to co tanie, a to w związku ze wzrostem ich zamożności.
Poza tym trudno w Polsce kupić dobry chleb. Przeważają jakieś produkty chlebopodobne oparte o zagraniczne recepty, nadające się być może do karmienia kaczek i łabędzi w parku, a i to niepewne.
Admin



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 30 sty 2014, 17:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://glosulicy.pl/czytelnia/lektury/z ... ce-e-book/

Tak wygląda pełzające ludobójstwo - ludzie w sposób ledwie zauważalny mordowani są na miliony sposobów.

Kopia artykułu:

O napojach energetycznych. Jak może powstać nowotwór.
grudzień 5th, 2013Po polsku

Obrazek

Spożywanie napojów energetycznych może negatywnie wpływać na pracę serca – wynika z najnowszych badań niemieckich naukowców.
Naukowcy z Uniwersytetu w Bonn monitorowali serca 17 ochotników, którym godzinę wcześniej zaserwowano napój energetyczny, zawierający taurynę (400 mg/100 ml) i kofeinę (32 mg/100 ml). I co ciekawego zauważyli?
Dokładne analizy pokazały, że lewa komora serca, która pompuje krew do ciała, godzinę po spożyciu drinka, kurczyła się mocniej, niż na początku badania.
„Do tej pory nie było rzetelnych badań, mówiących o wpływie napoi energetycznych. Nasze badania dowodzą, że spożycie napojów energetycznych już godzinę po wypiciu wpływa na kurczliwość mięśnia sercowego” – mówi główny autor badań dr Jonas Dorner. „Wiadomo także, że przedawkowanie kofeiny, której w energetykach jest 3 razy więcej niż w kawie, wywołuje wiele niepożądanych działań, takich jak kołatanie czy szybkie bicie serca, wzrost ciśnienia krwi, a w najcięższych przypadkach, drgawki lub nagła śmierć” – wyjaśniał dr Dorner.
To nie pierwsze badanie, z którego wynika, że nadużywanie popularnych energetyków szkodzi zdrowiu. W 2011 roku czasopismo, „Pediatrics” opublikowało pracę naukową, która dowodziła, że u dzieci, które regularnie sięgają po energetyczne drinki, wzrasta ryzyko wystąpienia wad rozwojowych serca. Z kolei w tym roku badacze dowiedli, że ten problem występuje również u osób dorosłych.
Dlatego zdaniem lekarzy, dzieci oraz osoby z niektórymi schorzeniami serca (np. arytmią) powinny mieć zakaz spożywania takich napojów.
Na podstawie: BBC News
Źródło: Ekologia.pl
—–
Ciekawy komentarz:
goldencja 04.12.2013 12:48
Odkryli to w najnowszych badaniach? Niesamowite. W takim razie mój umysł podróżuje w czasie. Napoje energetyczne nie tylko uszkadzają serce, żyły, ale także nerki i mózg, wątrobę, trzustkę i jelita. Nie chodzi tu o małą czarną ale o napoje energetyczne wysoko słodzone, w których skład wchodzi nie tylko kofeina ale i tauryna. Zwiększone zacukrzenie organizmu w krótkim czasie prowadzi do stanów zapalnych naczyń krwionośnych, co szybko przenosi się na serce i inne organy. Naczynia włosowate zaczną pękać i tworzyć mikrowylewy w różnych częściach ciała. Przeciążone nerki i wątroba oraz trzustka będą osiągały chwilową niewydolność. Tym samym oberwie za to mózg, który po euforii z powodu ilości dostępnego paliwa, będzie odczuwał większy głód po opadnięciu tak wysokich dawek, co w dłuższym czasie spowoduje zaburzenia produkcji insuliny przez organizm. Gaz z napojów energetycznych jak też kofeina i tauryna spowodują pobudzenie jelit. Treść będzie przesuwała się szybciej będąc o wiele bardziej odseparowana gazem od ścian jelita, osłabiona wątroba nie wyprodukuje w krótkim czasie wystarczającej dawki enzymów trawiennych, co z kolei spowoduje nie tylko zmniejszenie wchłaniania trawionych pokarmów ale także zaburzenie flory bakteryjnej produkującej witaminy. Regularne picie takich napojów doprowadzi do stopniowego wyniszczenia organizmu, odwapnienia kości, wypłukania magnezu i potasu, co jeszcze bardziej uszkodzi układ krwionośny, a co za tym idzie, wszystkie inne układy. Gdy w końcu układ immunologiczny zacznie szwankować, to zaraz obok chorób serca i zaburzeń układu nerwowego, wystąpią ogniska chorób nowotworowych.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 31 sty 2014, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Trucizna na talerzu

Nie ulega wątpliwości, że im mniej przetworzony jest dany produkt, tym korzystniej dla nas. Bo procesy technicznej obróbki wiążą się ze stratami wartości odżywczej i pogarszają walory smakowe żywności, które producenci nadrabiają chemicznymi dodatkami. Często trującymi przez lata nasz organizm.

Zmęczenie, senność, złe samopoczucie, brak koncentracji, alergia – to tylko niektóre skutki uboczne przetworzonej żywności. Chemia dodawana do żywności określana jest mianem dodatków spożywczych. Wiąże się z nią ryzyko wielu chorób, często zwanych cywilizacyjnymi, które rozwijają się na tle wyhodowanej przez nią otyłości czy niskiej odporności. Chociaż dysydenci krajowi i zagraniczni chcą nas przekonać, że dodatki spożywcze, które uzyskały pozytywne atesty, nie szkodzą, o ile przestrzega się dopuszczalnych norm, to jak obliczyć normy sumy wszystkich syntetycznych dodatków spożywanych w ciągu dnia, miesiąca, lat?

Po co komu aromaty?


Niespójność i niekompletność systemu prawnego umożliwia producentom stosowanie terminologii, która usypia czujność konsumentów. Tak dzieje się przy okazji nazewnictwa np. aromatów. Widząc zapis na opakowaniu jogurtu truskawkowego, który w składzie zawiera aromat naturalny truskawkowy – możemy zastanawiać się, czy ów aromat pochodzi właśnie z truskawek. Większe jednak kontrowersje budzi aromat naturalny, jego „naturalność” wcale nie oznacza, że pochodzi on od składnika, którym pachnie czy smakuje. A tak się niekiedy dzieje. Aromat truskawkowy może pochodzić np. z wiórów drewnianych lub grzybów pleśniowych, które choć nie są truskawką, nadal są nośnikiem naturalnym, bo przecież nie są wytwarzane sztucznie. Czyż nie? A my to jemy, ciesząc się z „naturalności” produktu, ponieważ zgodnie z prawem aromaty naturalne nie muszą być produkowane z surowca, którym smakują. Substancje, które w większych ilościach są truciznami, w odpowiednich normach są dopuszczone przez prawo i trafiają na nasze talerze, a kumulując się przez lata w organizmie, czynią w nim spustoszenie.
Dodatki do żywności poza rolą technologiczną pełnią także funkcje ekonomiczne. Ich stosowanie pozwala zaoszczędzić na surowcach i składnikach, przez co obniżają się koszty produkcji. Już kilkoma kroplami aromatu można zastąpić kilogramy świeżych owoców. Dlatego niektórzy producenci tak chętnie korzystają z dodatków do żywności.
W domowej kuchni nie używa się dodatków do żywności, gdyż bez nich można przygotować równie smaczny posiłek. Jest to możliwe, gdy zamiast dodatków do żywności używa się naturalnych, świeżych składników, które nie tylko smakują, ale i służą naszemu zdrowiu.

Anna Zalech

http://www.naszdziennik.pl/mysl/66879,t ... lerzu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 22 mar 2014, 18:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

Pomelo - cytrus doskonały‏

Przypomina trochę cytrynę, trochę grejpfruta, od którego jest znacznie słodsze. Ten największy z rodziny cytrusów owoc cieszy się dużym zainteresowaniem nie tylko w kuchni, ale też w medycynie.
Pochodzący z Malezji olbrzymi cytrus nazywany jest popularnie pomelo, choć można spotkać się też z nazwami pomarańcza olbrzymia, pamelo, szadok lub pompela. Dziś do naszych sklepów trafia głównie z Indii, Chin, Tajlandii, Malezji oraz Izraela.

- Pomarańcza olbrzymia to owoc cytrusowy od pewnego czasu obecny na rodzimych sklepowych półkach. Owoce są pokaźnych rozmiarów, ważą nawet do 2 kg, a ich skóra jest gruba - do 5 cm. Są bardzo soczyste i słodkie. Zawierają duże ilości błonnika oraz bioflawonoidów o działaniu przeciwutleniającym, czyli korzystnym w profilaktyce chorób układu krążenia oraz nowotworów. Bioflawonoidy są obecne głównie w białych błonkach, dlatego szczególnie korzystne działanie prozdrowotne mają soki świeżo wyciskane z tego owocu - tłumaczy lek. med. Katarzyna Bukol-Krawczyk, specjalistka medycyny rodzinnej, dietetyk kliniczny i sportowy Centrum Medycznego ENEL-MED, członek Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością i Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Praktycznej Terapii Otyłości.

Owoc pomelo to coś między pomarańczą a grejpfrutem, ale nie jest tak słodki jak pomarańcza i nie tak gorzki jak grejpfrut. Co ciekawe wcale nie jest krzyżówką - kiedy dziką pomarańczę olbrzymią zaczęto hodować, nazwano ją pompelą. Pomelo to po prostu odmiana pompeli uprawnej.

Owoc może być żółty, żółtozielony lub różowy. W każdej postaci jest doskonałym naturalnym środkiem na refluks oraz zgagę, obniżoną odporność czy depresję - działa kojąco na system nerwowy. Jest też niskokaloryczny. 100 g owocu zawiera zaledwie 44 kcal. W kosmetyce często używany jest do maseczek czyszczących i innych kosmetyków do twarzy. Ostatnio stał się składnikiem kosmetyków wykorzystujących aromaterapię, np. mydeł.

Grubość jego gąbczastej skórki może dochodzić nawet do 5 cm. Mając to na uwadze, podczas zakupów wybierajmy jak najcięższe owoce, ponieważ im lżejszy owoc, tym mniej zawiera soku, a im cięższy, tym świeższy. Pomelo doskonale nadaje się do jedzenia na surowo w połączeniu z innymi owocami, choć sprawdza się też w wielu innych potrawach. W sklepach możemy spotkać soki z soczystego owocu oraz jego skórkę w postaci kandyzowanej, która jest znakomitym dodatkiem do ciast i deserów.

- Zawartością witaminy C przewyższają inne owoce cytrusowe, bogate są również w potas. Zawierają także witaminy z grupy B, wapń, magnez, żelazo, cynk. Pomelo spożywa się głównie na surowo, samodzielnie lub w owocowych sałatkach. Można jednak przyrządzać z niego także marmolady i dżemy. Ze skrzyżowania pomelo z chińską pomarańczą powstał grejpfrut - owoc najzdrowszy ze wszystkich cytrusów - mówi lek. med. Katarzyna Bukol-Krawczyk.

Sok grejpfrutowy spowalnia metabolizm wielu farmaceutyków, co może doprowadzić do groźnego wzrostu ich poziom w organizmie chorego. Skutkiem tego rodzaju niekorzystnych interakcji mogą być krwawienia z żołądka, zaburzenia rytmu serca, zakłócenia oddechowe, uszkodzenie nerek, a nawet nagły zgon.

- W przypadku pomelo nie zachodzi interakcja z lekami, a więc jest to owoc dla każdego. Niski indeks glikemiczny pozwala na wykorzystywanie go w diecie osób odchudzających się oraz diabetyków. Słodki smak i duża soczystość są atrakcyjne dla dzieci. Alkalizujące właściwości soku z pomelo pozwalają na jedzenie go przez osoby z refluksem przełykowym, chorobą wrzodową i nadkwasotą - tłumaczy dietetyk.

Owoc można dość długo przechowywać - w warunkach domowych wytrzymuje nawet do czterech miesięcy. Warto mieć go pod ręką, bo regularne jedzenie gigantycznego cytrusa dodaje energii i wigoru, a cerze gładkości i blasku.

ml/mmch/kuchnia.wp.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 25 mar 2014, 18:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Sercowa sprawa

Piotr Kościelniak 25-03-2014, ostatnia aktualizacja 25-03-2014 17:53

Nowe badania Brytyjczyków stawiają pod znakiem zapytania dotychczasową wiedzę o wpływie tłuszczu na choroby serca.

Dotąd wszystko było proste. Tłusty boczek zły, tłuste ryby i oliwa — dobre. Ograniczenie spożycia tzw. nasyconych kwasów tłuszczowych, głównie w czerwonym mięsie i produktach mlecznych miało zmniejszać poziom „złego cholesterolu" i ryzyko miażdżycy, a co za tym idzie udarów i zawałów serca. Przyjmowanie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, zwłaszcza omega 3 i omega 6, miało zaś redukować zagrożenia chorobami układu krążenia. W efekcie urósł rynek suplementów diety — kwasy omega o korzystnym działaniu można dziś kupować w pigułkach.

Choć co pewien czas pojawiały się sygnały, że spożywanie różnych produktów tych dwóch kategorii nie ma zasadniczego wpływu na ryzyko zachorowania na serce, kardiolodzy przekonywali, że zmiana nawyków żywieniowych jest niezbędna aby zminimalizować ryzyko. Wyniki analiz specjalistów z Uniwersytetu Cambridge sugerują, że w tych twierdzeniach jest — delikatnie rzecz ujmując — sporo przesady.

Opublikowany w „Annals of Internal Medicine" raport opiera się na wynikach 72 badań, w których wzięło łącznie udział 600 tys. osób z 18 krajów. To tak zwana metaanaliza, czyli badanie podsumowujące rezultaty innych badań. Naukowcy z Uniwersytetu Cambridge oceniali na ich podstawie wpływ spożywania różnych kwasów tłuszczowych na ogólne ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia. I okazało się, że dostępne obecnie naukowe dane nie wskazują wcale, że ograniczenie spożycia nasyconych kwasów tłuszczowych zapobiega chorobom serca. Co więcej — nie ma dowodów na to, że spożycie kwasów wielonienasyconych to ryzyko zmniejsza.

- Dokładna analiza dostępnych danych pokazuje, że wcale nie ma dowodów, iż dieta bogata w kwasy tłuszczowe wielonienasycone, a uboga w nasycone redukuje ryzyko choroby wieńcowej — mówi prof. Jeremy Pearson z British Heart Foundation, która pomagała w finansowaniu badań. — Ale zanim dojdziemy do jakichkolwiek wiążących konkluzji musimy zrobić jeszcze kolejne badania.

O konieczności przyjrzenia się rezultatom badań nad wpływem diety na choroby krążenia mówi również główny autor analiz — dr Rajiv Chowdhury z Uniwersytetu Cambridge: — To interesujące wyniki, które powinny nas skłonić do ponownej oceny wytycznych dotyczących diety. Choroby układu krążenia pozostają jednym z największych zabójców. W 2008 roku na świecie zmarło z ich powodu 17 mln osób. To niezwykle ważne, aby wszelkie rekomendacje opierały się na solidnych podstawach naukowych.

Naukowcy, nawet krytyczni wobec wszelkiego rodzaju suplementów diety, przyznają jednak, że dieta jest bardzo istotna w prewencji chorób układu krążenia. — Obok przyjmowania przepisanych leków najlepszych sposobem na zdrowie jest rzucenie palenia, aktywność fizyczna i zdrowa dieta. Ale cała dieta: nie tylko tłuszcze, lecz również ograniczenia spożycie cukru i soli, a także zwiększenie udziału owoców i warzyw — przekonuje prof. Pearson.

Przeczytaj więcej o: choroby układu krążenia , kardiologia , kwasy tłuczowe wielonienasycone , kwasy tłuszczowe nasycone , Omega-3 , omega-6 , serce , suplementy diety , Uniwersytet Cambridge
rp.pl

http://www.rp.pl/artykul/9138,1096795-S ... prawa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 03 kwi 2014, 06:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Sól – po co ta batalia?

Jean-Marc Dupuis

Jeśli jeszcze nie prenumerujesz Poczty Zdrowia, a chcesz dostawać ten newsletter bezpłatnie, kliknij tutaj.

Całkiem możliwe, że kampanie społeczne namawiające, by jeść mniej soli, w niczym nie służą zdrowiu publicznemu. A to z powodu nadmiernego uproszczenia. Twierdzenie, że sól jest zła sama w sobie i powoduje choroby układu krążenia wciąż nie zostało potwierdzone przez naukę. Pytanie zatem: po co ta cała batalia o sól?

Kruche podstawy

Sól niebezpieczna dla zdrowia – to jeden z najbardziej sztywnych dogmatów zachodniej medycyny. Tymczasem bazuje on na zaskakująco słabych dowodach.

W 1904 r. francuscy lekarze stwierdzili, że 6 osób spośród wszystkich ich pacjentów chorujących na nadciśnienie spożywało bardzo dużo soli. Niepokój zapanował w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy amerykański naukowiec, Lewis Dahl z Brookhaven National Laboratory, oświadczył, iż zyskał jednoznaczny dowód na istnienie związku pomiędzy solą a nadciśnieniem. Faktycznie, wywołał nadciśnienie u szczurów poprzez karmienie ich solą w ilości odpowiadającej u człowieka pół kilograma sodu dziennie (średnie spożycie sodu przez Polaków wynosi dziennie 5 g, czyli 13 g soli).

Ale niedawno przeprowadzone badania, których wyniki opublikowano w „Cochrane Collaboration” obejmujące w sumie 6250 osób, nie wykazało żadnego solidnego dowodu, który by potwierdzał, iż zmniejszenie spożycia soli obniża ryzyko zawału, udaru mózgu czy śmierci1.

Z kolei badanie opublikowane w „Journal of the American Medical Association” w 2011 r. wykazało, że niskie spożycie soli może wręcz zwiększyć ryzyko śmierci w wyniku chorób sercowo-naczyniowych2.

Taka teza wcale nie jest nowa. Już w 1988 r. ogromne badanie nazwane Intersalt, dokonało porównania ciśnienia krwi oraz spożycia soli u osób z 52 ośrodków badań medycznych z całego świata. Mimo ogromnej ilości zebranych danych, wnioski naukowców nie były jasne i wywołały kontrowersje na ponad 10 następnych lat3. Osoby spożywające najwięcej soli, tj. około 14 g dziennie, miały przeciętnie niższe ciśnienie krwi niż osoby spożywające najmniej soli, tj. około 7,2 g dziennie.

Badania, które miały na celu ustalić bezpośredni związek między solą a chorobami serca również nie uzyskały bardziej przekonujących dowodów. Za każdym razem, gdy jedno badanie wydaje się wskazywać, że sól szkodzi zdrowiu, pojawia się inne z tezą przeciwną.

Na przykład badanie opublikowane w „American Journal of Medicine” z 2006 r. porównywało deklarowane codzienne spożycie sodu przez 78 milionów Amerykanów oraz ich ryzyko zgonu z powodu chorób serca. Okazało się, że wśród osób z chorobami sercowo-naczyniowymi, które stosowały dietę ubogą w sód, odnotowano wyższą śmiertelność niż w przypadku osób jedzących sól umiarkowanie4!

Skąd tyle nienawiści?

Sól jest niezbędna do życia – bez niej nie możesz żyć. Sól zawsze była istotna w życiu człowieka. Nawet francuskie słowo „wynagrodzenie” (salaire) pochodzi z łacińskiego „sal” oznaczającego sól, ponieważ Rzymianie byli czasem opłacani właśnie solą. W Polsce do dziś wita się nowożeńców chlebem i solą, które są symbolem podstawy pożywienia, mają zapewniać życie i chronić je.

I faktycznie, naturalna nieprzetworzona sól jest istotna dla wielu procesów biologicznych, w tym:

wchodzi w skład osocza krwi (płyn, w którym pływają krwinki), limfy i płynu owodniowego;

utrzymuje i reguluje ciśnienie krwi;

wpływa na wzrost liczby komórek glejowych w mózgu, które umożliwiają myślenie kreatywne i planowanie długoterminowe;

wspomaga mózg w komunikacji z mięśniami, po to, abyś mógł poruszać się wedle Twojej woli, dzięki wymianie jonów sodu i potasu.

Tak jak żadnym jedzeniem, solą także nie należy się przejadać. Osoby już cierpiące na nadciśnienie, które stosują dietę o niskim indeksie glikemicznym celem obniżania ciśnienia, jeśli dodatkowo zmniejszą spożycie soli, efekt ich diety będzie lepszy, co zostało udowodnione w badaniach5. Ale dla ludzi zdrowych, problemem jest nie tyle poziom soli (chlorek sodu), co poziom potasu, którego spożywamy za mało.

Czy możesz mieć niedobór sodu?

Oczywiście, że tak. Tylko nieliczni zdają sobie z tego sprawę. Ryzyko problemów zdrowotnych wzrasta w znaczący sposób, jeśli brakuje Ci sodu, czyli w przypadku choroby zwanej hiponatremią (niedobór sodu we krwi). Choroba ta nie jest wywoływana przez brak sodu w spożywanej żywności, poza ekstremalnymi przypadkami (jak w obozach koncentracyjnych), ale jako skutek przyjmowania leków, nadmiernego spożycia wody, odwodnienia, intensywnej aktywności fizycznej oraz niektórych chorób (między innymi wątroby, nerek i tarczycy).

Sód jest elektrolitem odpowiedzialnym za liczne kluczowe dla życia procesy fizjologiczne, takie jak regulacja ilości wody wewnątrzkomórkowej i zewnątrzkomórkowej. Jeśli w Twojej krwi będzie za mało sodu, poziom płynów w organizmie wzrośnie i Twoje komórki zaczną puchnąć. To puchnięcie może spowodować wiele problemów zdrowotnych, czasem poważnych.

W najgorszym przypadku, hiponatremia może być śmiertelna wywołując obrzmienie mózgu, śpiączkę i śmierć. Kobiety w okresie przedmenopauzalnym zdają się być bardziej narażone na ryzyko uszkodzeń mózgu w związku z hiponatremią, z uwagi na sposób, w jaki kobiece hormony wpływają na regulację sodu. Ale hiponatremia o nasileniu umiarkowanym lub słabym może wywoływać bardziej ukryte symptomy, których Twój lekarz może nie wiązać z problemem elektrolitów.

Hiponatremia może wywoływać następujące objawy:

nudności, wymioty i zmiany apetytu,

spadek energii,

osłabienie mięśni, ich drżenie lub skurcze,

ból głowy,

zmęczenie,

dezorientację,

nietrzymanie moczu,

halucynacje,

nerwowość, irytację i zmiany nastroju,

omdlenia, śpiączkę.

Zmiany nastroju i apetytu to jedne z pierwszych objawów braku sodu, jednak ta przyczyna jest często pomijana. A w zamian, aby nie dopuścić do chorób krążenia, otrzymasz zalecenie, które będzie prawdopodobnie następujące: „proszę pić dużo wody, ruszać się oraz ograniczyć spożycie soli”. To recepta na doprowadzenie poziomu Twoich elektrolitów do katastrofy.

Istnieją również dowody, że niski poziom sodu może szkodzić Twojemu zdrowiu jeszcze w inny sposób. W 2009 r. badania nad poważnymi złamaniami u osób starszych wykazały, że częstość występowania hiponatremii u pacjentów ze złamaniami był 2 razy wyższy niż u pacjentów bez złamań. Wniosek z tego taki, że przy niedoborach sodu zwiększa się ryzyko złamań kości w podeszłym wieku. Naukowcy uznali, że przyczyna niedoboru sodu była powiązana z przyjmowaniem selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) z grupy leków antydepresyjnych6.

Z kolei badanie z 1995 r. przeprowadzone przez American Medical Association, opublikowane w czasopiśmie naukowym „Hypertension” wykazało, że niski poziom sodu w moczu był powiązany ze zwiększonym ryzykiem zawału7.

Jak ważna jest równowaga sodowo-potasowa

Mimo, że naturalna nierafinowana sól jest niezbędna do życia, to wcale nie znaczy, że należy ją bezkarnie spożywać. Istotnym czynnikiem, który należy kontrolować jest stosunek sodu do potasu w Twojej diecie. Zachwianie równowagi tego współczynnika może nie tylko wywołać nadciśnienie (zbyt wysokie ciśnienie krwi), lecz także przyczynić się do wielu innych chorób, w tym:

zawału serca i udaru mózgu,

problemów z pamięcią,

osteoporozy,

zaćmy,

kolki nerkowej (kamienie w nerkach),

wrzodów i raka żołądka,

reumatoidalnego zapalenia stawów,

impotencji.

Najprostszym sposobem, aby powstała nierównowaga sodowo-potasowa, jest notoryczne spożywanie pokarmów ubogich w potas i bogatych w sód. Cytując artykuł „Paleolithic Nutrition” opublikowany w 1985 r. w czasopiśmie naukowym „The New England Journal of Medicine”, nasi przodkowie z okresu zbieracko-łowieckiego spożywali dziennie 11 g potasu i 0,7 g sodu. Proporcja ta jest dziś odwrotna: obecnie dieta dostarcza dziennie raczej 2,5 g potasu i 4 g sodu. Jeśli jesz dużo dań gotowych, które prawie zawsze zawierają dużo sodu, ale rzadko potas, masz praktycznie gwarancję na odwrócony współczynnik sodowo-potasowy.

To może również tłumaczyć, dlaczego wysokie spożycie soli kuchennej wydaje się na jednych mieć wpływ, a na innych nie. Według niedawno przeprowadzonych badań spożycia sodu i potasu, u osób spożywających jednocześnie dużo sodu i mało potasu, ryzyko zgonu na atak serca jest dwukrotnie wyższe niż u pozostałych osób. Badania te, opublikowane w „Archives of Internal Medicine” w lipcu 2011 r., były jednymi z największych zrealizowanych na ten temat8. W takim razie, jak zapewnić najlepszą proporcję tych składników?

Po pierwsze porzuć dania gotowe oraz żywność przetworzoną przemysłowo na rzecz produktów świeżych, całych oraz, jeśli to możliwe, uprawianych ekologicznie, aby zapewnić właściwe nasycenie składnikami mineralnymi. Taka dieta w sposób naturalny dostarczy Ci największych dawek potasu i sodu.

Około 80% spożywanej soli (sodu) przez Polaków pochodzi obecnie z dań gotowych oraz żywności przemysłowej: mrożona pizza, zapiekanki, hamburgery, konserwy, wędliny, sery, ale także herbatniki i płatki śniadaniowe. Co więcej, Polacy dosalają aż 70% już przyrządzonych potraw!

Po drugie zrezygnuj z restauracji typu fast-food. Wiemy już dziś, że obroty fast-foodów przekroczyły obroty tradycyjnych restauracji. Polacy przeznaczają mniej czasu niż kiedykolwiek na gotowanie. Stąd wzrasta liczba barów szybkiej obsługi (bary z przekąskami, z kanapkami, pizzerie, kebaby, amerykańskie fast-foody). Mimo jakości używanych składników (fatalnej w większości przypadków), mimo zupełnego braku kontroli nad tym, co tak naprawdę wkładasz do ust, coraz więcej Polaków wybiera się na obiad do takich miejsc.

Któż może wiedzieć, z czego dokładnie zrobione jest „mięso” w kebabie czy sos „biały” lub „pikantny”, którym jest polane? Jak jest produkowane mięso w restauracjach azjatyckich, skąd dokładnie pochodzi? Skąd pochodzi lepki płyn, w którym to mięso zwykle pływa? Kto pracuje w kuchni baru i skąd są pojemniki oraz naczynia, których się używa do przygotowania jedzenia? Odpowiedz sobie sam na te pytania...

Racjonalne odżywianie oparte na produktach, o których wiadomo, skąd pochodzą, świeżych i w miarę możliwości ekologicznych, to najskuteczniejszy sposób na powrót do zdrowia i na spożywanie mniej sodu, a więcej potasu.

Dlaczego potrzebujesz potasu?

Twój organizm potrzebuje potasu do regulowania ciśnienia krwi. Potas wpływa na Twoją masę kostną, system nerwowy, mięśnie, nadnercza (produkujące hormony), serce i nerki. Zwykle jest przyłączony do anionu zasadowego i w ten sposób umożliwia utrzymanie dobrego pH (dobrej kwasowości) płynów w ciele: krwi, limfy, płynu owodniowego.

Niedobór potasu może prowadzić do zaburzenia równowagi elektrolitów i wywoływać chorobę zwaną hipokaliemią, która charakteryzuje się:

zatrzymywaniem wody,

zbyt wysokim ciśnieniem krwi (nadciśnienie),

arytmią serca (serce bije nieregularnie),

osłabieniem mięśni i skurczami,

nieustannym pragnieniem,

zaparciami.

Produkty bogate w potas

Mimo wskazań lekarzy, ja nie zalecam suplementacji potasu, aby poprawić równowagę elektrolitów. Potasu używa się czasem do wykonania kary śmierci w USA, ponieważ jego szybkie dożylne podanie może wywołać natychmiastową śmierć przez zatrzymanie akcji serca. Zalecane jest więc raczej zmienić dietę i włączyć do niej więcej produktów bogatych w potas.

Wszystkie owoce i warzywa są dobrym źródłem potasu, ale niektóre źródła są zdecydowanie lepsze od innych. Złotą palmę otrzymują suche drożdże, które w 100 g zawierają 2000 mg potasu.

W następnej kolejności są:

ziemniaki pieczone lub gotowane w mundurkach (należy je spożywać z umiarem z uwagi na wysoką zawartość skrobi, która zwiększa odporność na insulinę i na leptynę),

biała fasola,

pomidory,

warzywa dyniowate,

gotowany szpinak,

suszone owoce takie jak figi, morele, rodzynki.

Znajdziesz go również w następujących owocach i warzywach:

owoce: papaja, śliwki, melon kantalupa, banany (uwaga na banany, ponieważ zawierają bardzo dużo cukru i mają o połowę mniej potasu niż zielone warzywa; mitem jest, że banan jest szczególnie bogaty w potas);

warzywa: brokuły, brukselka, słodkie ziemniaki, awokado, szparagi i dynia.

Który rodzaj soli wybrać?

Możesz zaopatrzyć się w sól stołową na bazie chlorku potasu (zamiast chlorku sodu) i używać jej do solenia potraw. Jedynym minusem tej soli jest to, że posiada lekko gorzkawy posmak, ale większość ludzi go nie zauważa… do momentu, gdy się ich o tym uprzedzi.

Jednakże uwaga: mogą być przeciwwskazania do spożywania potasu. Tak jest wtedy, jeśli masz problem z usuwaniem nadmiaru składników mineralnych lub jeśli bierzesz leki podnoszące poziom potasu we krwi. Dotyczy to osób chorych na cukrzycę, choroby nerek, niedrożność dróg moczowych oraz osób przyjmujących inhibitory konwertazy angiotensyny (inhibitory ACE).

Ale jeśli nie należysz do żadnej z powyższych grup, Twój lekarz nie będzie miał z pewnością zastrzeżeń, abyś spożywał sól na bazie chlorku potasu zamiast chlorku sodu.

Mój dzisiejszy newsletter tu się kończy, ale poniżej przedstawiam kontynuację dla Czytelników, którzy byliby szczególnie zainteresowani dyskusją na temat soli i którzy mają wątpliwości, co do moich twierdzeń.

Badania wykazują związek między solą a nadciśnieniem

Aby być uczciwym, muszę wspomnieć o dużym badaniu DASH nad sodem, przeprowadzonym w 1997 r. po to, aby określić, czy dieta uboga w sól zmniejsza nadciśnienie czy nie.

Badani pacjenci mieli stosować dietę DASH, która polegała na spożywaniu dużej ilości świeżych warzyw i owoców, chudego białka, całych zbóż, chudych produktów mlecznych i bardzo małej ilości soli.

Osobom na diecie DASH rzeczywiście obniżyło się ciśnienie krwi. Wyniki były lepsze w przypadku diety DASH ubogiej w sód niż przy tej samej diecie bogatej w sól9. Ale główny efekt diety wydaje się raczej wynikać z niskiego indeksu glikemicznego. Poza tym, jak widać, ta dieta równocześnie zawiera bardzo mało cukru i fruktozy.

Jeśli chodzi o większość ludzi, którzy nie mają problemów z nadciśnieniem, wydaje się zbyt pochopne, aby narzucać znaczne obniżenie spożycia soli. Gary Taubes, dziennikarz naukowy, mówi:

„Podczas gdy rząd od kilkudziesięciu lat ogłasza zagrożenie, jakie niesie sól, żadne naukowe badanie nie rozwiało wątpliwości, czy takie zagrożenie w ogóle istnieje. A kontrowersje dotyczące korzyści, o ile istnieją, ze zmniejszenia spożycia soli stanowią jedną z najstarszych dyskusji, najbardziej agresywnych i najbardziej absurdalnych w całej medycynie.

Dane przemawiające na korzyść powszechnego ograniczenia spożycia soli nigdy nie były wiążące i nigdy nie udowodniono, że taki program nie będzie miał nieprzewidzianych skutków negatywnych. Po kilkudziesięciu latach intensywnych badań, liczba pozornych korzyści wynikających z unikania soli zmniejszyła się. Co sugeruje, że albo prawdziwe korzyści były ograniczone albo, że nie istnieją, a naukowcy, którzy wierzyli w ich odkrycie, zostali zmyleni przez wpływ innych zmiennych”10.

W 2011 r. jedno z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych na świecie: „Journal of the American Medical Association” (JAMA) opublikował wyniki kompletnie zdumiewające. Przez 8 lat obserwowano 381 Europejczyków w średnim wieku i o dobrym stanie zdrowia. Uczestnicy byli podzieleni na 3 grupy: dieta uboga, umiarkowana i bogata w sól.

Naukowcy obserwowali współczynnik zgonów w tych trzech grupach i opublikowali następujące wyniki:

grupa na diecie ubogiej w sól: 50 zgonów,

grupa na diecie o umiarkowanej ilości soli: 24 zgonów,

grupa na diecie bogatej w sól: 10 zgonów.

Ryzyko chorób serca u osób spożywających mało soli okazało się o 56% wyższe niż u osób spożywających dużo soli. W ten sposób, jedyny racjonalny wniosek, jaki naukowcy mogli wyciągnąć to: „im mniej solisz, tym większe jest ryzyko, że umrzesz na chorobę serca”11.

Na zdrowie,

Jean-Marc Dupuis

PS: Jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich cierpi na nadciśnienie, mam ważną informację. Właśnie przygotowałem do wysłania Prenumeratorom Dossier Naturalnych Terapii najnowszy raport poświęcony naturalnym sposobom na nadciśnienie, a w nim m.in.:

sól w diecie – dozwolona czy zabroniona;

jakie leki najczęściej są stosowane w leczeniu nadciśnienia;

czy nadwaga może być czynnikiem ryzyka nadciśnienia;

na czym polega rekomendowana dieta według schematu DASH;

o wpływie alkoholu i witamin na nadciśnieniowców.

Aby dołączyć do grona Prenumeratorów Dossier Naturalnych Terapii i otrzymać ten raport (plus dodatkowo dwa raporty w prezencie: poświęcone cukrzycy i cholesterolowi), a także kolejnych 11 raportów o dowiedzionych naukowo naturalnych sposobach na wiele chorób i dolegliwości, kliknij tutaj: https://form.pocztazdrowia.pl/form/DN01JHPZ00

Źródła:

Reduced Dietary Salt for the Prevention of Cardiovascular Disease: A Meta-Analysis of Randomized Controlled Trials (Cochrane Review), American Journal of Hypertension, August 2011: 24(8); 843-53, R. S. Taylor, et al.

Fatal and Nonfatal Outcomes, Incidence of Hypertension, and Blood Pressure Changes in Relation to Urinary Sodium Excretion, Journal of the American Medical Association, 2011: 305(17); 1777-1785, K. Stolarz-Skrzypek, MD, et al.

The INTERSALT Study: Background, Methods, Findings, and Implications, American Journal of Clinical Nutrition, February 1997: 65(2); 6265-6425, J. Stamler.

Sodium Intake and Mortality in the NHANES II Follow-Up Study, American Journal of Medicine, March 2006: 119(3); 275.e7-14, H.W. Cohen, et al.

Nutr Rev. 2001 Sep;59(9):291-3.

International Urology and Nephrology, September 2009, Volume 41, Issue 3, pp 733-737

Hypertension 1995 Jun;25(6):1144-52.

Sodium and Potassium Intake and Mortality Among US Adults, Archives of Internal Medicine, July 2011: 171(13); 1183-1191, Quanhe Yang, PhD, et al.

9. Circulation. 2012 Dec 11;126(24):2880-9. doi: 10.1161/CIR.0b013e318279acbf. Epub 2012 Nov 2.

The (Political) Science of Salt, Gary Taubes : http://www.stat.berkeley.edu/users/rice/Stat2/salt.html

JAMA. 2011;305(17):1777-1785. doi:10.1001/jama.2011.574 http://jama.jamanetwork.com/article.asp ... eid=899663

Pozostałe źródła:

It’s time to end the War Salt, par Melinda Wenner Moyer, Scientific American, http://www.scientificamerican.com/artic ... ar-on-salt The Guilty Pleasure that Could Save You From Heart Disease, Dr Joseph Mercola ,

http://articles.mercola.com/sites/artic ... aspx#_edn3

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=53


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 04 kwi 2014, 11:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://info-horyzont.pl/woda-cytryna-do ... ystko.html

CYTRYNA DOBRA NA WSZYSTKO
LUTY 4, 2014 DODAJ KOMENTARZ

Obrazek

Podobno wypicie codziennie – z samego rana – szklanki wody z sokiem z cytryny zminimalizuje działanie toksyn, którymi jesteśmy bombardowani na każdym kroku.
Jeśli tuż po przebudzeniu wypijesz 1 szklankę ciepłej wody ze świeżo wyciśniętym sokiem z połowy cytryny, po kliku tygodniach odczujesz poprawę samopoczucie i przypływ energii – zapewnia Katarzyna Gurbacka-dyplomowany, dietetyk i promotor zdrowego odżywiania.
Tak przygotowany napój cytrynowy należy wypić 15-30 minut przez śniadaniem, każdego dnia.
Cytryny mają silne działanie antybakteryjne, działają przeciwwirusowo i wspomagają układ odpornościowy, „myją od wewnątrz” cały układ pokarmowy i wątrobę.
Cytryny są także kopalnią składników odżywczych. Znajdziesz w nich witaminę C, B-kompleks, wapń, żelazo, magnez, pektyny, bioflawonoidy, potas, a nawet błonnik. Są uważane za jeden z najbardziej alkalizujących produktów żywnościowych jaki istnieje. Choć cytryny są kwaśne, to sok nie zakwasza organizmu, gdyż jest zasadotwórczy i odkwasza organizm.
Większość z nas, na skutej nieodpowiedniej diety, ma zakwaszony organizm. Ciepła woda z cytryną odkwasza krew i pomaga przywrócić równowagę kwasowo-zasadową. Picie wody z sokiem z cytryny pomaga usunąć kwas moczowy ze stawów co zmniejsza ból i stan zapalny.
Sok z cytryny poprawia trawienie, pomaga na zgagę, niestrawność, wzdęcia i przy nadmiernym odbijaniu się. Jest doskonałym źródłem potasu, który dba o zdrowe serce, układ nerwowy i dobrą pracę mózgu. Zawarte w cytrynie olejki eteryczne pomagają łagodzić bóle zębów i stany zapalne dziąseł. Antyoksydanty zawarte w soku z cytryny pomagają zmniejszać wypryski, sok rozjaśnia skórkę i sprawia, że jest promienna i jasna.
Ale to nie wszystko. Cytryna jest cudownym produktem zwalczającym komórki rakowe. Aby zwalczyć komórki rakowe musimy spożywać cytryny w całości. Skórka cytryny zawiera bowiem według specjalistów 5 do 10 razy więcej witamin niż sok z cytryny. Dlatego ścieramy cytrynę razem ze skórką przyprawiając ryby i mięsa zupy czy surówki. Potrawa będzie miała wtedy ostrzejszy, goryczkowaty smak.
Możemy też umyte cytryny włożyć do zamrażalnika, a gdy są zamrożone, łatwo je utrzeć na tarce razem ze skórką. Taką „posypą” możemy przyprawiać lody, zupy, sosy, a nawet wino.
Cytryna spożywana w całości jest także skutecznym środkiem przeciwko ludzkim pasożytom i robakom. Reguluje ciśnienie krwi oraz działa jako środek przeciw depresjom, stresom czy zaburzeniom nerwowym.

Cytrynę w całości możesz spożywać w pysznym dżemie, który zrobisz w ciągu godziny:
Potrzebna jest jedna cytryna, dwa jabłka i trzy łyżeczki cukru trzcinowego.
Do garnuszka wlewamy szklankę wody i wrzucamy cieniutko pokrojone cytryny razem ze skórką. Gotujemy na średnim ogniu pod przykrywką 45 minut, uważając, żeby nie wyparowała woda i nie przypaliły się.
Teraz wrzucamy do garnuszka obrane, pokrojowe w kostkę jabłka i dusimy, mieszając – 15 minut.
Na koniec dosypujemy cukier i dżem gotowy. Pyszny, tani i zdrowy! Ma jeszcze tę zaletę, że możesz go przygotowywać przez całą zimę./hm/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żywność
PostNapisane: 27 cze 2014, 06:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Lewackie patologie związane z zyskiem uzyskiwanym najniższym kosztem, ale i też z chęcią "wyprodukowania" jak największej liczby osób chorych, aby przemysł farmaceutyczny miał jeszcze większe zyski, a ZUS jak najmniejsze straty z tytułu wypłacanych emerytur i rent, prowadzą ludzi wprost do chorób i do grobów.

Trucizna na talerzu

Niestety dodawanie do pieczywa konserwantów, polepszaczy i sztucznych zakwaszaczy stało się obecnie normą. Trzeba się nieraz naprawdę naszukać na sklepowych półkach, aby dostać chleb, który nie będzie ich zawierał.

Jeszcze do niedawna chleb składał się z mąki, wody, zakwasu czy drożdży. Dlaczego zatem teraz znaczna część pieczywa zawiera barwniki, wzmacniacze smaku i konserwanty? Przecież chemiczne dodatki mogą odkładać się w organizmie, a to może doprowadzić do katastrofalnych konsekwencji zdrowotnych. Niestety podobnie jak w przypadku niektórych innych produktów żywnościowych, także i chleb wpasował się w tendencję, która rządzi obecnie światowym przemysłem żywieniowym – niekoniecznie zdrowo, ale szybko, dużo, tanio. Zamiast prawdziwego zakwasu dostajemy np. E330 (kwas cytrynowy), zamiast razowego chleba – syntetycznie barwione pieczywo, pod chleb pszenny z pełnego przemiału podszywa się bielusieńkie pieczywo wybielane m.in. gazem – dwutlenkiem chloru. Do tego dochodzi niekiedy wypiekanie chleba z… ciasta mrożonego. Wymaga ono zwiększonej do co najmniej 32 proc. zawartości glutenu, a ponadto dodatkowych surowców, m.in. tłuszczu, cukru, produktów mlecznych i tzw. polepszaczy, czyli substancji dodawanych do ciasta w celu podniesienia jego walorów technologicznych, organoleptycznych i żywieniowych.

Życie świadomego konsumenta w dzisiejszych czasach staje się coraz trudniejsze. Również w kwestii wyboru chleba powszedniego.

Anna Zalech

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lerzu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Jacenna i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /