Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 20 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Duchowość człowieka
PostNapisane: 29 cze 2017, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Człowiek - obraz Boży - istotą duchowo-cielesną

Człowiek stworzony na obraz Boży jest istotą złożoną z duszy i ciała, istotą, która z jednej strony należy do świata zewnętrznego, z drugiej zaś jest w stosunku do niego transcendentna. Jako istota złożona zarówno z ciała, jak i z duszy — jest on osobą. Ta prawda o człowieku jest przedmiotem naszej wiary, podobnie jak prawda biblijna o tym, że jest on stworzony na „obraz i podobieństwo” Boga; tę prawdę podaje stale na przestrzeni dziejów Magisterium Kościoła. Prawda o człowieku nie przestaje być na przestrzeni dziejów przedmiotem poznania rozumowego, zarówno na gruncie filozofii, jak też w orbicie wielu nauk szczegółowych: jednym słowem — jest ona przedmiotem antropologii.

O tym, że człowiek jest duszą ucieleśnioną, albo — mówiąc inaczej — ciałem obdarzonym nieśmiertelną duszą, dowiadujemy się już poniekąd z opisu stworzenia w Księdze Rodzaju, a zwłaszcza z opisu „jahwistycznego”, który jest w pewnym sensie „inscenizacją” i posługuje się wyobrażeniami antropomorficznymi. Tak więc czytamy, że „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2,7). Dalszy ciąg tekstu biblijnego pozwala nam wyraźnie zrozumieć, że stworzony w taki sposób człowiek różni się od całego świata widzialnego, a w szczególności od istot zwierzęcych. „Tchnienie życia” sprawiło, że człowiek poznaje te istoty, nadaje im nazwy, a równocześnie rozpoznaje, że jest od nich różny (por. Rdz 2,18-20). Chociaż więc w opisie „jahwistycznym” nie ma mowy o „duszy”, to jednakże łatwo z tego opisu wywnioskować, iż życie, jakim człowiek został obdarzony w akcie stworzenia, posiada naturę, która przerasta zwykły wymiar cielesny (właściwy zwierzętom). Jest obdarzone ponadmaterialnym wymiarem duchowym, w którym zawiera się istotna podstawa „obrazu Bożego”, którym — według opisu z Księgi Rodzaju 1,27 — jest człowiek.

Człowiek jest jednością: kimś jednym, a równocześnie w tej jedności zawiera się dwoistość. Pismo Święte daje świadectwo zarówno owej jedności (osoba), jak też dwoistości (dusza – ciało). Można tu przytoczyć np. Księgę Syracha: „Pan stworzył człowieka z ziemi i znów go jej zwróci”; a równocześnie: „Dał im [ludziom] wolną wolę, język i oczy, uszy i serce zdolne do myślenia. Napełnił ich wiedzą i rozumem, o złu i dobru ich pouczył” (17,1.6-7). Szczególnie znany jest pod tym względem Psalm 8, który sławi dzieło stworzenia człowieka, zwracając się do Boga w następujących słowach: „czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym — syn człowieczy, że się nim zajmujesz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich, chwałą i czcią go uwieńczyłeś. Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich, złożyłeś wszystko pod jego stopy” (ww. 5-7).

Podkreśla się często, że tradycja biblijna uwydatnia przede wszystkim osobową jedność człowieka, nie wahając się tej jedności nazywać również „ciałem” dla określenia całego człowieka (por. np. Ps 145 [144],21; Jl 3,1; Iz 66,23; J 1,14). Jest to słuszne spostrzeżenie. Niemniej przekonanie o dwoistości człowieka daje o sobie również znać w tradycji biblijnej — i to czasem w sposób bardzo wyrazisty. Ta tradycja odzwierciedla się w słowach Chrystusa: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28).

Źródła biblijne uprawniają do tego, ażeby ukazywać człowieka jako osobową jedność i równocześnie jako dwoistość duszy i ciała, co znajduje swój wyraz w całej Tradycji i nauczaniu Kościoła. W nauczaniu tym doszły później do głosu nie tylko źródła biblijne, ale także ich teologiczne interpretacje, które pogłębiły analizy niektórych szkół (Arystoteles) filozofii greckiej. Te żmudne i pracochłonne refleksje zostały uwieńczone — głównie pod wpływem św. Tomasza z Akwinu — dokumentami Soboru w Vienne (1312 r.), gdzie dusza jest nazwana „formą” ciała: forma corporis humani per se et essentialiter. Ta właśnie duchowa „forma”, dusza, jest nieśmiertelna, jak to z kolei przypomniał w swoim nauczaniu Sobór Laterański V (1513 r.): dusza jest nieśmiertelna w odróżnieniu od ciała, które podlega śmierci. Równocześnie jednak szkoła teologiczna św. Tomasza podkreśla, iż mocą substancjalnego zjednoczenia ciała z duszą — ciało również po śmierci nie przestaje „dążyć” do połączenia się z duszą, co znajduje także swe potwierdzenie w objawionej prawdzie o zmartwychwstaniu ciał.

Chociaż filozoficzna terminologia, użyta dla wyrażenia jedności i złożoności (dwoistości) człowieka, bywa nieraz przedmiotem krytyki, to jednakże nie ulega wątpliwości, że sama nauka o jedności ludzkiej osoby i równocześnie dwoistości duchowo-cielesnej człowieka jest w pełni zakorzeniona zarówno w Piśmie Świętym, jak i w Tradycji. A chociaż często wyraża się przeświadczenie, że człowiek jest „obrazem Boga” tylko dzięki swej duszy, to w parze z tym idzie przekonanie, że również i ciało na swój sposób uczestniczy w godności „obrazu Bożego”, tak jak uczestniczy w godności osoby.

W czasach nowożytnych szczególnym zagadnieniem dla objawionej nauki o stworzeniu człowieka jako istoty złożonej z duszy i ciała stała się teoria ewolucji. Wielu specjalistów w zakresie nauk przyrodniczych, którzy przy pomocy metod sobie właściwych badają sprawę początków człowieka na ziemi, daje wyraz — w przeciwieństwie do wielu innych swoich kolegów — nie tylko przeświadczeniu o jego związku z całokształtem przyrody, ale także o pochodzeniu człowieka od najwyższych gatunków zwierzęcych. Jest to problem, który od ubiegłego stulecia nie przestaje zajmować uczonych, a także szerokiej opinii. Odpowiedź ze strony Magisterium przyniosła w tej dziedzinie encyklika Humani generis Piusa XII z 1950 r. Czytamy tam: „Z tych względów [encyklika mówiła przedtem o pewnych hipotezach] Magisterium Kościoła nie zabrania badań nad teorią ewolucji, mającą za przedmiot pochodzenie ciała ludzkiego, co do dusz bowiem, katolicka wiara każe nam przyjąć, że są one bezpośrednio przez Boga stwarzane”. Tak więc, z punktu widzenia nauki wiary, nie widać trudności, gdy chodzi o uzgodnienie problemu pochodzenia człowieka co do ciała z hipotezą ewolucjonizmu, chociaż trzeba dodać, że hipoteza wskazuje tylko na prawdopodobieństwo, a nie mówi o naukowej pewności. Natomiast ta sama nauka wiary niezmiennie utrzymuje, że duchowa dusza ludzka została stworzona bezpośrednio przez Boga. Tak więc zgodnie z wyżej wspomnianą hipotezą, ciało ludzkie, pozostające w ustalonym przez Stwórcę porządku sił witalnych, mogło się stopniowo ukształtować z istniejącej uprzednio materii ożywionej. Natomiast materia nie jest sama z siebie zdolna wyłonić duchowej duszy, która stanowi ostatecznie o „uczłowieczeniu”.

Omawiany przez nas problem stworzenia został doskonale ujęty przez Sobór Watykański II: „Człowiek, stanowiący jedność ciała i duszy — czytamy — skupia w sobie dzięki swej cielesnej naturze elementy świata materialnego, tak że przez niego dosięgają one swojego szczytu”. I dalej: „Nie myli się człowiek, gdy uważa się za wyższego od rzeczy cielesnych, a nie tylko za cząstkę przyrody… Albowiem tym, co zawiera jego wnętrze, przerasta człowiek cały świat rzeczy”. Oto ta sama prawda o jedności i dwoistości (złożoności) zarazem ludzkiej natury, wyrażona językiem możliwie bliskim wobec współczesnej umysłowości.

Jan Paweł II
16.4.1986

KATECHEZY JANA PAWŁA II - BÓG OJCIEC
BÓG OJCIEC - WIARA W BOGA, STWORZYCIELA NIEBA I ZIEM

http://www.apostol.pl/janpawelii/katech ... -ojciec/człowiek-obraz-boży-istotą-duchowocielesną


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 29 cze 2017, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Ks. Marek Dziewiecki

ROLA DUCHOWOŚCI W ŻYCIU CZŁOWIEKA

1. Jaki dobrobyt?

Gdy chcemy zrozumieć jakiegoś człowieka, jego stopień dojrzałości i jego sytuację egzystencjalną, to warto przyjrzeć się głównym celom i aspiracjom, do jakich zmierza. W społeczeństwie polskim końca XX-tego wieku dominuje człowiek, który tęskni za dobrobytem. Słowo "dobrobyt" stało się obecnie bardzo popularne. Niemal każdy polityk obiecuje wyborcom głównie dobrobyt: pracę, mieszkania, pieniądze. O tęsknotach za dobrobytem mówią często dorośli, młodzież a nawet dzieci. Państwa, które doszły już do dobrobytu, stają się dla wielu ludzi w Polsce wzorcem i ideałem, przedmiotem porównań oraz tęsknot.

W rozmowach i marzeniach o dobrobycie mało jednak kto precyzuje O JAKI DOBROBYT CHODZI. Gdy już takie pytanie padnie to okazuje się, że CHODZI GŁÓWNIE A CZASEM JEDYNIE O DOBROBYT MATERIALNY: o to, by mieć więcej pieniędzy, by mieszkać w lepszym domu, by jeździć lepszym samochodem, by nosić lepszą odzież. JEDNOCZEŚNIE ZANIKA TĘSKNOTA ZA DOBROBYTEM DUCHOWYM: by być lepszym i głębszym człowiekiem, by bardziej kochać i być kochanym, by lepiej żyć a nie tylko by więcej mieć. W ten sposób zmierzamy do sytuacji, w której także w Polsce człowiek będzie CORAZ BARDZIEJ BOGATY MATERIALNIE I CORAZ BARDZIEJ BIEDNY DUCHOWO. Jest to niezwykle groźna sytuacja, gdyż IM BARDZIEJ CZŁOWIEK JEST BIEDNY DUCHOWO, TYM BARDZIEJ NIE UMIE POSŁUGIWAĆ SIĘ DOBROBYTEM MATERIALNYM. Innymi słowy posiadanie pieniędzy przez ludzi ubogich duchowo jest bardzo groźne dla nich samych. Doświadczenie pokazuje, iż nie potrafią oni korzystać z posiadanych środków materialnych tak, aby się rozwijać, aby bardziej kochać i odważniej szukać prawdy. Przeciwnie, im są bogatsi materialnie, tym bardziej stają się egoistyczni i powierzchowni, tym bardziej ubożeją duchowo. Okazuje się, że dla ludzi biednych duchowo dobrobyt materialny nie jest szansą rozwoju lecz raczej drogą do niszczenia siebie.

Tak wyraźnie można zaobserwować to zjawisko na Zachodzie Europy, gdzie już od kilkudziesięciu lat większość ludzi żyje w dobrobycie materialnym, któremu towarzyszy coraz większe ubóstwo psychiczne i duchowe. Konsekwencją jest coraz więcej samobójców, osób chorych psychicznie, narkomanów, brutalnych przestępców, rozbitych rodzin, nieszczęśliwych dzieci. Po raz kolejny potwierdza się prawidłowość obserwowana od tysiącleci: poszczególne osoby i całe cywilizacje rozpadają się i niszczą, jeśli ubożeją duchowo. Gdy ubóstwu duchowemu towarzyszy bogactwo materialne, to rozpad dokonuje się jeszcze szybciej i okazuje się jeszcze bardziej nieuchronny. Człowiek żyjący w dobrobycie materialnym łatwiej bowiem może się łudzić, że samo posiadanie pieniędzy wystarczy mu, by być szczęśliwym. NIE MA DLA CZŁOWIEKA GROŹNIEJSZEJ SYTUACJI JAK TĘSKNOTA ZA DOBROBYTEM MATERIALNYM NIE POŁĄCZONA Z JEDNOCZESNĄ TĘSKNOTĄ ZA BOGACTWEM DUCHOWYM. Aby zrozumieć dlaczego tak się dzieje, trzeba określić czym jest duchowość i jaką rolę pełni ona w życiu człowieka i społeczeństwa.

2. Dlaczego duchowość jest tak ważna?

Często uczestniczę w różnych spotkaniach, zjazdach i dyskusjach poświęconych duchowości. Nigdy dotąd nie miałem jednak szczęścia usłyszeć precyzyjnej definicji duchowości. Spróbujmy więc ustalić, czym jest duchowość a co jest jedynie jej namiastką czy iluzją duchowości.

Duchowość to ta sfera, w której człowiek stawia sobie pytanie o to, kim jest i po co żyje. Duchowość jest zatem zdolnością do odkrycia i zrozumienia tajemnicy człowieka i sensu jego życia. Dzięki temu duchowość może stać się CENTRALNYM SYSTEMEM ZARZĄDZANIA ŻYCIEM. Dopóki dana osoba nie rozwinie sfery duchowej, dopóty nie może zająć dojrzałej postawy wobec siebie, wobec świata i życia. Nie można przecież zająć dojrzałej postawy wobec rzeczywistości, nad którą dany człowiek nie zastanawia się i której się nie rozumie. Ponadto duchowość okazuje się czymś NIEZASTĄPIONYM, gdyż człowiek nie może zrozumieć samego siebie z jakiejkolwiek innej perspektywy niż perspektywa duchowa.

Jeśli np. ktoś kontaktuje się z samym sobą jedynie poprzez ciało, to ono nie może mu wyjaśnić tajemnicy człowieka, gdyż ciało nie wie, kim jest człowiek i po co on żyje. Ciało odczuwa jedynie własne potrzeby i popędy. Pozostawione samemu sobie ciało staje się rodzajem nowotworu, który podporządkowuje sobie całego człowieka i żyje jego kosztem. Człowiek jedynie cielesny nie może więc zrozumieć samego siebie i nie może odpowiedzialnie kierować swoim życie. U człowieka cielesnego zarządzanie życiem dokonuje się w oparciu o jedną tylko cząstkę jego rzeczywistości. Człowiek cielesny to człowiek podlegający dyktaturze ciała.

Podobnie człowiek nie może zrozumieć samego siebie jeśli kontaktuje się jedynie z własną psychiką, a więc z własnymi strategiami myślenia czy własnymi sposobami przeżywania emocjonalnego. Umysł ludzki posiada zdolność myślenia ale nie jest źródłem wiedzy o tajemnicy człowieka. Umysł może tę tajemnicę odkryć ale nie może jej własną mocą ustalić czy wymyślić. Pozostawiony własnej spontaniczności umysł ludzki nie szuka prawdy lecz wygodnych dla danego człowieka półprawd a nawet iluzji. Człowiek, dla którego jego własne myślenie jest najwyższym i jedynym autorytetem, kieruje się tzw. logiką prywatną po to, by nie odkryć całej o prawdy o swoim życiu, zwłaszcza tej trudnej i stawiającej jasne wymagania. Ale kierując się jedynie subiektywnym myśleniem człowiek wyrządza sobie zwykle wielką krzywdę, oszukuje samego siebie i pozbawia się szansy na rozwój. System subiektywnych iluzji i zaprzeczeń u alkoholika czy narkomana jest tu przykładem bardzo czytelnym ale wcale nie jedynym czy najbardziej dramatycznym.

Także z perspektywy emocji człowiek nie może odkryć kim jest i po co żyje. Człowiek jedynie emocjonalny nie wie, jaką postawę powinien on zająć wobec własnej rzeczywistości a nawet wobec samych emocji. Emocje pozostawione własnej spontaniczności kierują się własną logiką: szukają jedynie dobrego samopoczucia. Natychmiast i za wszelką cenę. Nawet za cenę niszczenia człowieka, którego są częścią. Wszelkie uzależnienia od osób, rzeczy czy substancji chemicznych są bezpośrednią konsekwencją dyktatury emocji, na którą skazuje się człowiek jedynie emocjonalny.

Niezwykłością sfery duchowej jest fakt, że w tej sferze i tylko w tej sferze człowiek może ZAPYTAĆ SIĘ o własną tajemnicę nie z perspektywy cząstkowej (cielesnej czy psychicznej) lecz Z PERSPEKTYWY CAŁEGO CZŁOWIEKA. I tylko w tej sferze może ZNALEŹĆ OSTATECZNĄ ODPOWIEDŹ, która stanie się podstawą zajęcia dojrzałej postawy wobec życia. DUCHOWOŚĆ ZACZYNA SIĘ ZATEM DOPIERO WTEDY, GDY CZŁOWIEK WZNOSI SIĘ PONAD SWOJE CIAŁO I PONAD SWOJĄ PSYCHIKĘ, ABY POSTAWIĆ SOBIE PYTANIE O CAŁĄ SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ: O TO, KIM JEST I PO CO ŻYJE, O TO, JAKI SENS MA JEGO CIAŁO, JEGO MYŚLENIE I JEGO EMOCJE I ON SAM.

Na szczęście nawet w naszych czasach większość ludzi stawia sobie przynajmniej czasami tego typu pytania. Nie gwarantują one jednak automatycznie odnajdywania prawdziwych odpowiedzi i rozwoju sfery duchowej. Jest możliwe, że ktoś nazywa duchowością coś, co w rzeczywistości duchowością nie jest. Dla przykładu różnego rodzaju wzruszenia artystyczne, odczucia estetyczne, zachwyt nad przyrodą, ogólne medytacje i ćwiczenia na skupienie (np. yoga) - to wszystko stanowi jedynie różne sposoby rozwijania wrażliwości psychicznej i ćwiczenia koncentracji. Nie musi to być jednak powiązane z rozwoje duchowym. Istnieje zatem GROŹBA ZASTĄPIENIA DUCHOWOŚCI JEJ NAMIASTKĄ CZY ILUZJĄ. Zagrożeniu temu ulega obecnie zwłaszcza wielu młodych ludzi. Tęsknią oni za światem duchowym ale z różnych względów zatrzymują się w połowie drogi i rozwijają jedynie to, co stanowi namiastkę duchowości a czasem jedynie jej karykaturę. Przykładem niebezpiecznej namiastki duchowości czy jej karykatury są pewne sekty i subkultury młodzieżowe. W jakimś stopniu takiemu ryzyku podlegają nawet pewne grupy i ruchy w Kościele, o ile dominują w nich aspekty emocjonalne i zjawiska drugorzędne dla dojrzałej duchowości i religijności.

Ostatnio miałem kilka spotkań z ludźmi, którzy opowiadali mi, że zachwycili się buddyzmem i z tego względu odeszli od Kościoła. Zadałem im podstawowe pytanie: co was tak zachwyciło w buddyzmie? Wszyscy odpowiadali podobnie: zachwyciła nas duchowość buddyjska, która kieruje się zasadą: nie zadawaj nikomu cierpienia: ani ludziom, ani zwierzętom, ani przyrodzie. Jakże zaszokowani byli ci ludzie, gdy pomogłem im odkryć naiwność tego systemu. Po pierwsze, jest utopią dążenie, by nie zadawać nikomu i niczemu cierpienia, bo na tej ziemi jest to niemożliwe. A każda utopia jest bardzo niebezpieczna. Wyjątkowo niebezpieczne są zwłaszcza piękne utopie: społeczne i moralne. Po drugie, buddyzm zakłada, że cierpienie jest największym nieszczęściem. Tymczasem cierpienie jest ogromnie cenną informacją, która pomaga człowiekowi odróżniać dobro od zła, prawdę od iluzji. Człowiek zwykle najbardziej dojrzewa duchowo i rozwija się właśnie przez cierpienie.

Po trzecie wreszcie, chrześcijaństwo proponuje znacznie większy ideał, niż nie zadawanie cierpienia. Uczy nas, by kochać, by przyjąć z miłością i przyjaźnią samych siebie i innych ludzi. A kochać to znacznie więcej niż powstrzymywać się od zadawania cierpienia. Ponadto buddyzm jest systemem bardzo subiektywnym, gdyż nie uznaje istnienia osobowego Boga. Bóstwem nazywa cząstkę dobra, którą odkrywa w sobie dany człowiek. Ale każdy robi to według swoich subiektywnych odczuć i kryteriów. W praktyce okazuje się, że w tej sytuacji ideałem staje się nirwana: zobojętnienie na siebie i na świat, rozpłynięcie się w kosmicznej nieokreśloności, by przestać być wrażliwym na cierpienie, którego nie sposób uniknąć na tej ziemi.

Buddyści z zasady unikają tego, co stanowi samą istotę duchowości, gdyż unikają pytań o tajemnicę człowieka, o obiektywne prawdy i zasady moralne. Uważają je nawet za niebezpieczne filozofowanie. W tym sensie system ten pośrednio zabrania szukania prawdy i odkrywania własnej tajemnicy. Duchowość jest więc tutaj zastąpiona utopijną zasadą unikania cierpienia a także emocjonalnym wzruszeniem.

Gdy brak jest duchowości lub gdy dany człowiek rozwija jedynie jej namiastkę, to z definicji nie może on zająć dojrzałej postawy wobec własnego życia. A postawa błędna będzie prowadzić do bolesnych emocji, do kryzysu życia, do różnego rodzaju zniewoleń i uzależnień. NIE MA WIĘC WOLNOŚCI BEZ DUCHOWOŚCI, gdyż człowiek nie może odpowiedzialnie kierować sobą i swoim życiem dopóki nie wie, kim jest i po co żyje. Człowiek bez duchowości to człowiek z definicji uzależniony od jednej ze swoich sfer cząstkowych albo od nacisków płynących ze środowiska zewnętrznego. To człowiek, który żyje jak małe dziecko, czyli nieświadomie i jedynie w oparciu o bodźce, które oddziałują na niego w danym momencie.

W praktyce oznacza to, że człowiek, który nie rozwinął sfery duchowej, uzależnia się od swego ciała (np. obżarstwo, lenistwo, uzależnienie od popędu), od subiektywnego myślenia (różne postaci iluzji i zaprzeczania prawdy o własnym życiu), od emocji (ucieczka od emocji za wszelką cenę lub bierne uleganie emocjom, kierowanie się tym, co przyjemne emocjonalnie a nie tym, co wartościowe), od nacisków środowiska (robię to, co większość, bo sam nie wiem, kim jestem i po co żyję), od określonych osób (uleganie innymi lub posługiwanie się nimi w zależności od potrzeb i stanów emocjonalnych) czy od określonych rzeczy (pieniądze, władza). Człowiek pozbawiony sfery duchowej jest w jakimś stopniu uzależniony od wszystkich tych czynników jednocześnie, chociaż zwykle jakaś forma uzależnienia okazuje się dominująca i łatwo zauważalna z zewnątrz.

Wszystkie te formy uzależnienia to ostatecznie wynik dramatycznego ZAWĘŻENIA PRAGNIEŃ, typowego dla człowieka pozbawionego duchowości. Są ludzie, dla których jedynym pragnieniem jest już tylko np. posiadanie pieniędzy, alkohol, seks, narkotyk. W takiej sytuacji człowiek staje się niewolnikiem tych nielicznych pragnień, które mu jeszcze pozostały. Dzieje się tak dlatego, że te zawężone pragnienia okazują się niezwykle silne, niemal obsesyjne, gdyż pochłaniają całą energię życiową człowieka i nie mają konkurencji. Wydają się jedyną drogą do szczęścia.

W naszym społeczeństwie nastąpiło niemal programowe zawężenie ludzkich pragnień i aspiracji do koncentracji na ciele i na dobrym samopoczuciu emocjonalnym za każdą cenę. Środki przekazu, czasopisma dla dzieci i młodzieży, reklamy, dominująca mentalność i moda promują styl życia, który wyłącza duchowość a przez to zawęża ludzkie pragnienia do sfery cielesnej i emocjonalnej, co prowadzi do różnego rodzaju uzależnień. Dominuje obecnie człowiek ciała i emocji kosztem człowieka ducha.

Tymczasem tylko w sferze duchowej człowiek może zająć świadomą i dojrzałą postawę wobec całej swojej rzeczywistości, gdyż tylko w tej sferze może odkryć i zrozumieć własną tajemnicę. Tylko człowiek duchowy ma więc szansę, by dojrzale pokierować swoim życiem. Przyjrzyjmy się po krótce na czym polega tego typu dojrzała postawa wobec siebie i życia.

Postawa ta wymaga, po pierwsze, dojrzałego odniesienia się do własnej rzeczywistości cielesnej. Oznacza to, że człowiek nie utożsamia się jedynie z własnym ciałem i nie ulega dyktaturze ciała, a więc dyktaturze instynktów, popędów czy cielesnych jedynie potrzeb. Przeciwnie, człowiek duchowy jest zdolny do dyscypliny wewnętrznej oraz uczy się takiego kierowania swym ciałem, by wyrażało ono miłość, odpowiedzialność, pracowitość, wytrwałość, służbę na rzecz bliźniego, zaangażowanie się na rzecz dobra i prawdy.

Po drugie, rozwój duchowy umożliwia zajęcie dojrzałej postawy wobec własnych emocji. W tej dziedzinie grożą dwie skrajności. Z jednej strony grozi unikanie kontaktu z emocjami a z drugiej uleganie dyktaturze emocji. Dojrzałość w tej dziedzinie polega na tym, że emocje informują daną osobę o jej sytuacji wewnętrznej czy zewnętrznej ale nią nie rządzą. Decyzje należy podejmować w oparciu o miłość, prawdę i odpowiedzialność a nie w oparciu o stany emocjonalne. Ponadto dojrzałość polega na uświadomieniu sobie, że celem życia jest postępowanie zgodne z wymaganiami prawdy i miłości a nie szukanie dobrego samopoczucia emocjonalnego za wszelką cenę. Złe samopoczucie nie jest nieszczęściem lecz cenną, chociaż bolesną informacją. A dobre samopoczucie nie jest osiągalne wprost, gdyż jest ono KONSEKWENCJĄ SZLACHETNEGO ŻYCIA.

Rozwój duchowy umożliwia także odpowiedzialne posługiwanie się własnym myśleniem. Istnieje bowiem ścisły związek między jakością myślenia a jakością postępowania i życia. Zagrożenie w tej dziedzinie płynie z faktu, że człowiek jest w stanie manipulować myśleniem. Potrafi tak dobierać argumenty i tak selekcjonować informacje, by przekonać innych a nawet samego siebie o tym, o czym chce być przekonany. Także wtedy, gdy przeczą temu oczywiste fakty. Przykładem błędnego myślenia może być przekonanie ludzi młodych, że sięgają oni po alkohol nie ze słabości lecz dla potwierdzenia własnej dojrzałości czy niezależności. Odpowiedzialność w dziedzinie myślenia polega na odwadze i wolności szukania i uznawania prawdy obiektywnej. Także wtedy, gdy okazuje się ona dla kogoś bolesna, wymagająca, trudna. Chodzi więc o to, by mieć rację w życiu a nie tylko w myśleniu. Dojrzałość w tej dziedzinie oznacza ostatecznie wolność od dyktatury subiektywnego myślenia oraz zdolność szukania prawdy, która wyzwala.

Zajęcie tego typu postawy wobec całej swej rzeczywistości jest OWOCEM DOJRZAŁOŚCI DUCHOWEJ. Duchowość zaczyna się od postawienia sobie pytania o własną tajemnicę. Rozwija się zaś i staje się coraz bardziej dojrzałą duchowością na tyle, na ile dany człowiek dociera do POGŁĘBIONEJ I PRAWDZIWEJ ODPOWIEDZI na pytanie o tajemnicę swego istnienia i o sens życia. Nie wystarczą tu odpowiedzi pogłębione. Muszą to być także odpowiedzi prawdziwe. Duchowość jest możliwa nie tylko dzięki temu, że człowiek potrafi być świadomy samego siebie ale także dzięki temu, że prawda o człowieku i o sensie jego życia jest obiektywnym faktem, który człowiek jest w stanie odkryć. Dojrzała duchowość oznacza, że człowiek nie wymyśla jakiejś "wizji" samego siebie lecz odkrywa obiektywną prawdę o sobie: o tym, co go rozwija i o tym, co mu zagraża i uniemożliwia rozwój.

Dzięki temu dojrzała sfera duchowa - i tylko ona - może stać się CENTRALNYM I PRAWOMOCNYM SYSTEMEM KIEROWANIA ŻYCIEM.

Jednak SAMA DUCHOWOŚĆ NIE WYSTARCZY! Dany człowiek może mieć przecież precyzyjną świadomość tego, kim jest i po co żyje a mimo to może nie mieć siły i motywacji, by żyć w zgodzie z samym sobą i z własnymi aspiracjami czy ideałami. DUCHOWOŚĆ JEST ODKRYCIEM TEORII ODPOWIEDZIALNEGO ŻYCIA. Ale nawet najprawdziwsza teoria życia nie wystarczy, jeśli dany człowiek nie posiada SIŁY, która umożliwia mu wierną realizację przyjętych zasad czy odkrytego powołania.

3. Religijność jako ostateczne wypełnienie duchowości

Zajęcie dojrzałej postawy wobec samego siebie i całej rzeczywistości w oparciu o rozwój duchowy jest warunkiem koniecznym ale nie wystarczającym, by odpowiedzialnie pokierować własnym życiem pośród różnych trudności wewnętrznych i zewnętrznych. Jakże symptomatyczne jest w tym względzie pytanie, które postawił mi 16-letni uczeń szkoły średniej: "Proszę księdza, dlaczego mam nie pić alkoholu? Ja chcę być szczęśliwy i wiem, że pijąc w moim wieku, już za rok mogę być alkoholikiem. Ale dlaczego miałbym sobie nie szkodzić, skoro rodzice się mną nie interesują i skoro mnie samemu nie zależy już na moim zdrowiu i życiu?" Temu chłopcu i ludziom w podobnej sytuacji można skutecznie pomóc w zajęciu dojrzałej postawy wobec życia jedynie poprzez wprowadzenie ich w sferę religijności, a więc w świat nieodwołalnej miłości i całej prawdy. Boże objawienie pozwala człowiekowi upewnić się co do swej natury i co do ostatecznego powołania a więź z Bogiem daje siłę, aby nie ustać w drodze.

I tu wkraczamy w tajemnicę istoty religijności. Duchowość umożliwia ODKRYCIE odpowiedzialnego stylu życia zgodnie z naturą człowieka i jego najgłębszymi aspiracjami. Religijność umożliwia ZREALIZOWANIE takiego stylu życia w praktyce. Pod warunkiem jednak, że jest to religijność dojrzała. Religijność niedojrzała zastępuje życie, stanowi jakąś formę ucieczki od życia, podczas gdy religijność dojrzała uczy życia, gdyż umożliwia odkrycie prawdy i dorastanie do miłości.

Nie jest jednak możliwe zbudowanie dojrzałej religijności bez pogłębionego życia duchowego. Człowiek jedynie cielesny czy emocjonalny, człowiek prymitywny duchowo, nie jest bowiem zdolny, by zbudować osobistą więź przyjaźni z Bogiem. Świadome i odpowiedzialne pokierowanie własnym życiem wymaga zatroszczenia się o pogłębiony rozwój duchowy. Rozwój ten nie jest bowiem procesem spontanicznym. Potrzeby duchowe nie są tak krzykliwe i tak wyraźnie odczuwane przez człowieka jak potrzeby cielesne czy emocjonalne. Dziecko zwykle łatwiej poprosi rodziców o coś do zjedzenia niż o coś do przemyślenia. W naszych czasach tak wiele ludzi wręcz boi się stawiania sobie pytania o to, kim są i po co żyją.

Troska o dobrobyt duchowy i o rozwój duchowości powinna zatem stanowić podstawowe zadanie poszczególnych osób, rodzin, instytucji wychowawczych i całych społeczeństw. NIE MA PRZECIEŻ PRZYSZŁOŚCI BEZ DUCHOWOŚCI. Formy pomocy w rozwoju duchowym mogą być bardzo różne, gdyż na wiele sposobów można pomagać człowiekowi, by odkrywał on kim jest i po co żyje a także by poszerzał swoje horyzonty ideałów i aspiracji. Dobrą pomocą będzie np. uczenie dojrzałego i uczciwego myślenia o własnym życiu, pomaganie w osiągnięciu wewnętrznej ciszy, ukazywanie podstawowych pytań o sens życia, o hierarchię wartości, o zasady postępowania, uczenie odróżniania dobra od zła, prawdy od kłamstwa, demaskowanie wypaczonych wizji człowieka a także takich stylów życia, które okazują się drogą do cierpienia i krzywdy, do niszczenia siebie i innych. Szczęśliwi są ci ludzie oraz te rodziny i społeczeństwa, które najpierw szukają dobrobytu duchowego, gdyż wszystko inne będzie im dodane.

BIBLIOGRAFIA

Dziewiecki M., Rozwój duchowy jako warunek trwałej trzeźwości w sytuacji choroby alkoholowej, w: Postępy Psychiatrii i Neurologii, 3 (1992), s. 177-190

Dziewiecki M., Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi, w: Rekolekcje Adwentowe, Radom 1995, s. 55-60

Gevaert J., Il problema dell'uomo, Leumann, Torino 1984

Pezzoli C., Nuova ipotesi educativa, Milano 1997

Źródło: Ks. M. Dziewiecki, W poszukiwaniu dojrzałości duchowej, w: W. Przyczyna (red.), Trzymajcie się mocno słowa życia. Rekolekcje dla młodzieży, Wydawnictwo 'Poligrafia Salezjańska', Kraków 1999, s. 145-153

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS ... zyciu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 01 lip 2017, 08:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Być pełniej

Być człowiekiem pełniej w myśli Edyty Stein

Wstęp

Teologia stanowi obecnie jedną z najbardziej dynamicznych dziedzin nauki. Jawi się przy tym jako dziedzina ciekawa, chociażby ze względu na to, że jej pierwszorzędnym obiektem, a jednocześnie polem działania, jest człowiek. Największy rozwój nauka ta przeżywała w XX stuleciu, obecnie jest on stymulowany rozwojem innych nauk: socjologii, psychologii, techniki inżynieryjnej, genetyki i farmakologii.

Człowiek nadal cieszy się dużym zainteresowaniem powyższych nauk. Prowadzi się badania nad funkcjonowaniem, życiem, działaniem, sposobem podejmowania decyzji i środowiskiem, w którym osoba ludzka się realizuje. Wszystkie te nauki, chociaż człowiek stanowi podmiot ich badań, często traktują go przedmiotowo, zapominając o jego ludzkiej godności i człowieczeństwie. Inaczej jest z teologią, gdzie osoba ludzka jest rozpatrywana całościowo. W teologii (szczególnie moralnej) brane są pod uwagę wszystkie wymiary życia ludzkiego, zwłaszcza działanie człowieka na płaszczyźnie duchowej, moralnej i fizycznej. Teologia zawsze rozpatruje czyn ludzki w kontekście całego człowieka, nie zaś – jak często podchodzą do tego problemu inne współczesne nauki – wyobcowując i oddzielając poszczególne sfery człowieka od jego osoby.

W dzisiejszym świecie człowiek został poddany instrumentalizacji, degeneracji, wewnętrznemu rozdarciu, deprawacji i uprzedmiotowieniu. Na straży godności i wartości osoby ludzkiej trwa Kościół, ale także każdy, kto „pełniej” chce być człowiekiem – bardziej lub mniej wykształcony, bogaty lub biedny, młody lub w podeszłym wieku. W obecnym świecie potrzebne są prawdziwe autorytety, szczególnie moralne, osobowości silne i odważne, które jednoznacznie będą dbać o godność osoby ludzkiej, przekazując społeczeństwu prawą i zdrową naukę, popartą przykładem własnego życia.

Taką osobą była żyjącą w XX wieku Edyta Stein. Ze spuścizny tej kobiety – późniejszej siostry Teresy Benedykty od Krzyża – wyłania się koncepcja osoby ludzkiej, która jest dla świętej podmiotem działania człowieka rozpatrywanym całościowo pod kątem filozoficznym i teologicznym. Edyta Stein była postacią posiadającą znamiona uniwersalnej symboliczności. Jest ona w swojej jednostkowej głębi symbolem autentycznej sytuacji „intelektualnego dnia dzisiejszego”. Ufamy, że jej postawa pozostanie w przyszłości świadectwem i swoistą syntezą XX wieku. Wyjątkowość tego świadectwa, to łączenie wielu tradycji filozoficznych, narodowościowych, historycznych i religijnych: neotomizmu, fenomenologii, egzystencjalizmu; niemieckości, żydostwa, polskości; judaizmu, ateizmu i katolicyzmu.

Filozofię i egzystencję Edyty Stein można określić jako dynamiczną, rosnącą, żywą. Jej życie nie jest określane przez bezosobową filozofię bytu, siły historii czy przyrody, lecz przez dialog z drugim człowiekiem, honorujący jego „inność” i konkretne działanie niosące mu pomoc. Niezwykłe spojenie refleksji i aktywności Edyty Stein buduje jej tożsamość na kształt „twierdzy duchowej”. Trud w jej wznoszeniu wieńczy postawa, dla której heroizm jest niejako naturalną konsekwencją, ale zarazem darem. Edyta Stein płaci najwyższą cenę: oddaje samą siebie, ale jest to zapłata wypracowana na drodze syntezy rozumu, wiary i łaski2. Tylko człowiek wewnętrznie zintegrowany i dojrzały jest zdolny do tak głębokich refleksji, czego następstwem są konkretne czyny, jasne i świadome działanie, wrażliwość na drugiego człowieka i niesienie mu konkretnej pomocy. Takie cechy charakteryzują Edytę Stein – człowieka, kobietę, filozofa i zakonnicę. Świadectwo jej życia stanowi wzorzec dla niejednego człowieka poszukującego sensu życia, prawdziwych wartości, mocnych i autentycznych autorytetów moralnych i etycznych.

Współczesny kontekst problemów związanych z człowieczeństwem i wątpliwości, które się rodzą – czy działania człowieka są działaniami zawsze poprawnymi moralnie; jak chrześcijanin ma się stosować do wynikających stąd problemów; jakie szanse a jakie „zagrożenia” niesie ze sobą dla człowieka kolejny dzień – przynagla nas do podjęcia tematu o człowieku jako podmiocie działania w kontekście teologii dogmatycznej i moralnej, opierając swoje rozważania na wypowiedziach Edyty Stein.

Istotnym tematem teologii moralnej (ten aspekt bowiem będzie się pojawiał najczęściej), tym, co ją tworzy i czym się ona zajmuje, jest człowiek. Dlatego w pierwszym rozdziale tej książki zastanowimy się nad wymiarem naturalnym człowieka, tzn. nad jego pochodzeniem, przeznaczeniem oraz jego „konstrukcją” psychofizyczną.

W drugim rozdziale przejdziemy do omówienia zagadnień związanych ściślej z wymiarem nadprzyrodzonym człowieka. Dokonamy też analizy zagadnienia łaski oraz współpracy człowieka z łaską. Następnie ukażemy konieczność łaski wiary do zbawienia, a także cnoty pomocne, takie jak nadzieja i miłość.

W trzecim rozdziale zajmiemy się ściśle zagadnieniem realizacji człowieczeństwa przez realizację powołania.

Korzystając z bagażu wiadomości, jaki zdobędziemy, opierając się na wypowiedziach Edyty Stein, postaramy się przedstawić człowieka jako podmiot działania, który ma nie tylko „żyć” i „być”, ale powołany jest do tego, by „być człowiekiem pełniej...”.

Człowiek – wymiar naturalny

Rozważania na temat człowieka jako podmiotu działania rozpoczynamy od zastanowienia się nad nim samym, nad jego pochodzeniem i przeznaczeniem, a także nad tym, co konstytuuje człowieka – a więc jego ciałem i duszą.

Ciało człowieka wyrazem wnętrza

Człowiek objęty Bożym dziełem stworzenia i Chrystusowym dziełem zbawczym jest istotą cielesno-duchową zdolną dać Bogu odpowiedź na Jego zbawcze wezwanie. U podstaw wielu zawodnych i wątpliwych odpowiedzi na pytanie: kim jest człowiek?, leży niezrozumienie lub niedocenianie faktu, że w swych najgłębszych, istotnych wymiarach i odniesieniach człowiek stanowi tajemnicę, której nie da się zgłębić samym rozumem ludzkim – mimo że może on w tym zakresie wiele wyjaśnić. Stein mówi, że istnienie ludzkie jest istnieniem cielesno-psychicznoduchowym. Człowiek, będąc ze swej istoty duchem, dzięki swemu życiu duchowemu wychodzi z siebie i wkracza w otwierający się przed nim świat, choć siebie jednocześnie nie opuszcza3. Pomocy w wyjaśnieniu tajemnicy natury człowieka szukać możemy w Piśmie Świętym. Jest ono bowiem objawieniem człowiekowi Boga i Jego dzieł, a także objawieniem samego człowieka, zwłaszcza w Chrystusie – Człowieku najdoskonalszym.

Dwa teksty z Księgi Rodzaju uważane są powszechnie za bardzo wyraźnie mówiące o cielesnym stworzeniu człowieka i jego miejscu w stworzonym przez Boga świecie. Mowa o 1. i 2. rozdziale Genesis:

A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną, abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi» (Rdz 1,26-28).

Człowiek w porządku stworzenia był ostatnim dziełem stwórczym Boga. Stał się ukoronowaniem całego stworzenia. „Człowiek – pisze Jan Paweł II – zostaje obdarzony najwyższą godnością, która jest zakorzeniona w wewnętrznej więzi łączącej go ze Stwórcą. Jaśnieje w nim odblask rzeczywistości samego Boga”5. Drugi ze wspomnianych fragmentów jest opisem stworzenia człowieka według tradycji jahwistycznej:

Wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz». Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc». Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką da im nazwę. Każde jednak zwierze, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę «istota żywa». I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, ten powiedział: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo z mężczyzny została wzięta». Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu (Rdz 2,7-25).

Jak twierdzi Jan Paweł II, cały ten tekst zdumiewa i zaskakuje inną głębią ujęcia prawdy o człowieku. Opis ten, połączony z przedstawieniem pierwotnej niewinności i szczęśliwości, a następnie pierwszego upadku posiada z gruntu inny charakter7. Człowiek w tym tekście ukazany jest od strony swojej podmiotowości. Uwidacznia się ona między innymi w rozkazie, jaki Bóg kieruje do człowieka: „z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16-17). Podmiotowość została ukazana również w tym, że człowiek nadaje nazwy wszelkiemu stworzeniu: „I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu” (Rdz 2,20). Oba przytoczone fragmenty ujawniają zasadnicze przejawy człowieczeństwa.

Pierwszy z nich odnosi się do dwojakiego uzdolnienia człowieka – to znaczy do zdolności poznania prawdy oraz do decydowania o własnym losie. Jak wyjaśnia papież – słuchając słów Jahwe, człowiek musiał zrozumieć, że drzewo poznania nie tyle zapuściło swe korzenie w ogrodzie Eden, ile w jego własnym człowieczeństwie.

Następuje tu pierwszy, świadomy akt poznania wyrażony przez autora słowami: „nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny”, a tym samym zostaje wyrażona istotowa nieutożsamialność z widzialnym światem stworzonych istot żyjących. Człowiek zaczyna uświadamiać sobie swoją odrębność, swoją inność od stworzonego świata.

Zdolność człowieka do samoświadomości oraz samostanowienia świadczy o tym, iż posiada on atrybut duchowości. Obok życia duchowego, człowiek posiada również życie wegetatywne i życie zmysłowe, powiązane z faktem posiadania ciała. Właśnie poprzez ciało człowiek uczestniczy w widzialności świata stworzonego. Bóg więc, stwarzając człowieka jako istotę żywą, stwarza go jako nowy cielesny byt, nową dziedzinę bytu materialnego – pisze Edyta Stein – tworzy to, co nazywamy istotami żywymi10. Dodaje następnie, że bytem cielesnym w swej istocie jest to, w czym jakieś jestestwo posiada siebie samo w postaci jakby „wykończonej”, to znaczy faktycznie rozwiniętej i samodzielnie zamkniętej oraz odgraniczonej w postaci, w której spoczywając definitywnie przedstawia i objawia, czym jest11. Królestwo cielesności to królestwo „natury”, albo królestwo ziemskie w ścisłym sensie.

Jeżeli na szczeblu rzeczy martwych – mówi Edyta Stein – nie można jeszcze mówić o prawdziwej cielesności, to dzieje się tak z dwóch powodów:

(1) ponieważ postać tych rzeczy nie jest czystym skutkiem ich własnej formy istotowej, lecz w znacznej mierze jest wewnętrznie uwarunkowana i w tym sensie „przypadkowa”;

(2) ponieważ w naturze „upadłej” pełnia materialna nie pozostaje w żywotnej jedności z formą istotową, lecz poddana jest panowaniu formy tylko zewnętrznie – dlatego można mówić o naturze martwej. Co jednak upoważnia nas, aby mówić o ciele w odniesieniu do tak zwanych istot żywych, które przecież wraz z materią, z jakiej się tworzą, przyjmują w siebie jej martwą naturę? Edyta Stein dodaje, że o ciele można mówić, ponieważ zamknięty w sobie twór ukształtowany jest przez formę istotową jako wyraz jego własnego „ja”, choćby z materii, która może opierać się kształtowaniu, mącić „czystość wyrazu” i prowadzić do rozpadu tego tworu.

Chcąc powyższe treści wyjaśnić, święta uzupełnia je następującą wypowiedzią:

Całe ciało jest rzeczą materialną, którą mogę spostrzec przy pomocy zmysłów zewnętrznych. Dostrzeganie własnego ciała podlega jednak szczególnym ograniczeniom – jak wobec żadnego innego ciała – ponieważ nie posiadam w stosunku do niego żadnej pełnej swobody poruszania się ani nie mogę go ze wszystkich stron obserwować, gdyż nie mogę się «od niego odłączyć». Natomiast w stosunku do mego ciała nie jestem zdana tylko na spostrzeżenie zewnętrzne. Spostrzegam je również od wewnątrz. Dlatego jest ono żywym ciałem [Leib], a nie tylko ciałem materialnym [Köper]; jest «moim» ciałem, tak jak nic zewnętrznego nie jest «moim», bo ja w nim mieszkam jak w «rodzonym» domu, odczuwając, co się w nim i z nim dzieje, a czując, jednocześnie je spostrzegam. Odczuwanie procesów cielesnych jest równie dobrze «moim życiem», jak moje myślenie i radości, choć są to zjawiska życiowe zupełnie innego rodzaju. [...] Co zdarza się mojemu ciału, to zdarza się również i mnie; i właśnie tam, gdzie mu się to przytrafia; jestem bowiem obecna we wszystkich częściach mego ciała, gdzie czuję coś, jako obecne.

Procesy cielesne mogą włączać w życie osobowe każdy krok, każdy ruch ręki, podjęte dobrowolnie i posiadające sens są czynem osobowym, w którego jedności ciało (Leib) uczestniczy i jest odczute i rozumiane jako współdziałające. Będąc narzędziem moich czynów, ciało należy do jedności mojej osoby. Ludzkie „ja” jest nie tylko czystym „ja” i nie tylko „ja” duchowym, lecz także cielesnym. Ale to, co cielesne (leiblich), nie jest nigdy wyłącznie cielesne. Różnica między żywym ciałem (Leib) a ciałem materialnym (Köper) polega na tym, że jest ono ożywionym ciałem materialnym (beseelter Köper). Gdzie jest ciało żywe, tam też jest dusza. I odwrotnie: gdzie jest dusza, tam jest i żywe ciało15. Przedmiot materialny bez duszy jest tylko ciałem fizycznym, nie zaś ciałem żywym. Istota duchowa, która nie ma ciała materialnego, jest tylko czystym duchem, a nie duszą.

Jan Paweł II, chcąc dopełnić myśl Edyty Stein dotyczącą człowieka i jego osoby, dodaje:

Człowiek jest osobą. Stanowi on nie tylko jednostkę w obrębie swego gatunku, ale każda ta jednostka, każde ludzkie indywiduum posiada ten szczególny rys i znamię osobowości. W czym się ten rys wyraża? Aby na to odpowiedzieć, należy podkreślić, że definicję osoby ze szczególną pieczołowitością wypracowała myśl chrześcijańska w toku trudnych dociekań teologicznych na temat Trójcy Osób Bożych, czy też na temat osobowej jedności dwojga natur – Boskiej i ludzkiej w Jezusie Chrystusie. Stara definicja Boecjusza określa osobę jako substancjalny byt jednostkowy natury rozumnej (rationalis nature individua substantia).

Kontynuując tę myśl, papież powie dalej, że filozofia nowoczesna, która ujmuje rzeczy bardziej od strony ich przejawów niż od ich istoty, stanowi źródło owych przejawów, podkreśla jako znamię osoby bądź świadomość (Kartezjusz), bądź odpowiedzialność (Kant). Jakkolwiek będziemy podchodzić do tego, zawsze okaże się w końcu, że życie osobowe i sam fakt osoby są bezpośrednio związane z pierwiastkiem duchowym i z duchowością. Osobą może być tylko byt duchowy, bo tylko na kanwie duchowości daje się pojąć świadomość, zwłaszcza zaś świadomość i wolność. Wszystkie zaś owe rysy stanowią przejawy życia i bytu osobowego. Dzięki nim człowiek to nie tylko indywiduum ludzkiego gatunku, ale przede wszystkim pewna ściśle niepowtarzalna i właściwa tylko tej jednostce „wewnętrzna duchowa treść”, której nie da się przypisać innemu „ja”, treść, którą tylko w tym jednym, konkretnym „ja” można sobie uświadomić i uznać za własną, treść, za którą wreszcie, jako za własną, należy wziąć odpowiedzialność18. Chcąc podkreślić także omawiany w tym rozdziale wymiar cielesny człowieka, warto zaznaczyć, że w skład ludzkiej osoby wchodzi cały psychofizyczny i jednostkowy ustrój, a więc indywidualny organizm. Ten jednostkowy organizm o tyle tylko uczestniczy w osobowości, w życiu i fakcie osoby, o ile jest wewnętrznie ożywiony i przeniknięty ową niepowtarzalną treścią ludzkiego ducha, który w nim i z nim razem stanowi całą ludzką osobę. Ów rys osobowy – właściwy wyłącznie ludzkiej istocie pośród wszystkich bytów otaczającego nas widzialnego świata – powoduje, że każdy człowiek, aczkolwiek mieści się w granicach ludzkiego gatunku, to jednak równocześnie „występuje” poniekąd z tych granic, aby stanowić – każdy dla siebie – odrębny świat przeżyć, twórczości i celów. Ciało człowieka uczestniczy w godności „obrazu Bożego”; jest ono ciałem ludzkim właśnie dlatego, że jest ożywiane przez duszę duchową, i cała osoba ludzka jest przeznaczona, by stać się w Ciele Chrystusa świątynią Ducha. W zamyśle Bożym mężczyzna i kobieta są powołani do czynienia sobie ziemi „poddaną” (por. Rdz 1,28) jako „zarządcy” Boży. To władanie nie może być samowolnym i niszczącym panowaniem.

Mężczyzna i kobieta, stworzeni na obraz Stwórcy, który miłuje „wszystkie stworzenia” (por. Mdr 11,24), są powołani, by uczestniczyć w Opatrzności Bożej w stosunku do innych stworzeń. Z tego wynika ich odpowiedzialność za świat powierzony im przez Boga. Tu daje się także zauważyć podmiotowość człowieka, który rządząc, wykonuje polecenia Boga, jest koroną stworzenia, ale też narzędziem w ręku Stwórcy.

Przytoczone powyżej teksty podkreślają osobowy wymiar człowieka, szczególnie zaś jego cielesność. To właśnie poprzez wolną decyzję Boga człowiek jest osobą, czyli bytem podmiotowym, uzdolnionym do planowego i celowego działania, zdolnym do samostanowienia o sobie i zmierzającym do spełniania siebie.

Duże znaczenie cielesności człowieka znajduje swoją podstawę w niepowtarzalnym fakcie stworzenia człowieka na obraz Boga. Stanowi to istotną i zasadniczą treść objawienia starotestamentalnego. Nowy Testament dodaje ciału człowieka szczególnej wagi poprzez Jezusa Chrystusa – On jest doskonałym obrazem Boga Ojca (por. Kol 1,15), a człowiek jest obrazem Jego (por. Kol 3,9-10). Człowiek jako obraz Chrystusa, a przez to także obraz samego Boga, ma wielką i niezaprzeczalną godność, której nie posiada żadne inne stworzenie. Przez to człowiek

zajmuje szczególne miejsce w porządku dzieła stwórczego, którego staje się uwieńczeniem, a którego Bóg dokonał poprzez Jezusa Chrystusa – swoje Słowo.

Dusza człowieka

Innym, niemniej ważnym „składnikiem”, pierwiastkiem konstytutywnym człowieka jest jego dusza. Bóg w momencie stwarzania człowieka tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Mówi nam o tym Księga Rodzaju:

„Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2,7).

W Katechizmie Kościoła Katolickiego odnajdujemy następujący fragment mówiący o boskim pochodzeniu duszy: „Człowiek zadaje sobie pytanie o istnienie Boga, swoją otwartością na prawdę i piękno, swoim zmysłem moralnym, swoją wolnością i głosem sumienia, swoim dążeniem do nieskończoności i szczęścia. W tej wielorakiej otwartości dostrzega znaki swojej duchowej duszy. Zaród wieczności, który w sobie nosi, jest niesprowadzalny do samej tylko materii, ale jego dusza może mieć początek tylko w Bogu”. W innym miejscu Katechizm dodaje, że jedność ciała i duszy jest tak głęboka, iż można uważać duszę za „formę” ciała. Oznacza

to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim. Duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę.

Prowadząc rozważania nad człowiekiem, podmiotem działania, należy zastanowić się, skąd człowiek czerpie impulsy i co jest siłą napędową jego działań. „Poszczególne czyny i akty – jak mówi Jan Paweł II – oraz przeżycia ludzkie stanowią zespół skutków wypływających z jednego głównego i pierwszego źródła, jakim jest dusza ludzka. Świadczą one z całą mocą nie tylko o samym fakcie jej istnienia, ale swoim charakterem mówią również o jej naturze”. Kontynuując tę myśl, papież dodaje, że wyodrębnienie badawcze i wnikliwa analiza różnorodnych przejawów ludzkiego życia wskazuje nam, że owego pierwiastka zasadniczego, ożywiającego człowieka, stanowiącego pierwsze źródło i pierwszą zasadę wszystkich jego aktów, nie da się bez reszty sprowadzić do energii życiowych i sił złożonych w samej materii ludzkiego organizmu; nie da się z nimi bez reszty utożsamić. Jakkolwiek ciągle doświadczamy, że poszczególne przejawy ludzkiego życia wynikają z działania organizmu człowieka, to jednak, gdy zwrócimy się do dokładnej analizy treści ludzkich przeżyć, ponad wszelką wątpliwość stwierdzamy obecność jakiegoś pierwiastka pozamaterialnego. To ten pierwiastek leży u źródła tych przeżyć. Jan Paweł II na podstawie analizy ludzkich przeżyć podaje nam swoistą definicję duszy. Mówi, że definicja bytu duchowego, duszy duchowej, to ustrój od materii wewnętrznie niezależny, zdolny do poznania i celowego dążenia. Mówiąc o duchowości duszy ludzkiej, stwierdzamy, że taki ustrój tkwi u samych źródeł ludzkiego życia. Taka jest droga dojścia do stwierdzenia i określenia duchowości duszy ludzkiej jako odrębnego pierwiastka współistniejącego i współdziałającego z materialnym ustrojem organizmu, w kształtowaniu całości ludzkich przeżyć i aktów.

Nietrudno zauważyć odrębność pierwiastka duchowego w człowieku od jego cielesności. Dzięki powyższym rozważaniom możemy stwierdzić, że pierwiastek duchowy w człowieku odgrywa szczególnie ważną rolę w ludzkim poznawaniu i rozumowaniu, a także działaniu. Stanowi istotę człowieka. Edyta Stein, wypowiadając się o duszy, mówi między innymi, że człowiek, będąc ze swej istoty duchem, dzięki swemu „życiu duchowemu” wychodzi z siebie i wkracza w otwierający się przed nim świat, choć siebie jednocześnie nie opuszcza. Dusza ludzka jako duch wznosi się w swym życiu duchowym ponad siebie samą. Duch ludzki uwarunkowany jest zarówno tym, co w górze, jak i tym, co w dole. Tkwi w strukturze materialnej, którą ożywia i formuje w swą postać cielesną. Osoba ludzka nosi i obejmuje „swoje” ciało i „swoją” duszę, lecz jednocześnie jest przez nie „noszona i objęta”. Jej życie duchowe wyłania się z ciemnej głębi, wznosi się na kształt płomienia świecy, który świeci, podsycany przez materiał nieświecący. Duch ludzki jest dla siebie widoczny, ale nie jest bez reszty przejrzysty. Może on rozjaśnić coś innego, lecz w pełni go nie przeniknie. Początek i cel człowieka pozostają dla ducha ludzkiego zupełnie niedostępne.

Dalej stwierdzamy, że dusza posiada swoje właściwości. Właściwością duszy – mówi Edyta Stein – jest to, że stanowi ona własny ośrodek istnienia (Seinsmitte) istoty żywej, ukryte źródło, z którego czerpie ona swój byt i dochodzi do widocznej postaci. Słowo „dusza” znajduje jeszcze właściwsze zastosowanie tam, gdzie „wnętrze” jest nie tylko ośrodkiem i punktem wyjścia dla zewnętrznego kształtowania, lecz gdzie byt otwiera się ku wnętrzu; gdzie życie jest już nie tylko kształtowaniem materii, ale istnieniem w sobie samym; gdzie każda dusza stanowi „świat wewnętrzny”, w sobie zamknięty, choć nie wolny od powiązań z ciałem i z całym światem rzeczywistym. Jest to już czysta dusza zmysłowa, nieposiadająca jednakże jeszcze takiego życia duchowego, które byłoby podobne do życia czystych duchów. Jej życie duchowe jest związane wyłącznie z ciałem i nie wykracza poza życie cielesne, jako dająca się oddzielić dziedzina o samoistnym znaczeniu30. Dusza jest zatem „przestrzenią” umieszczoną w środku całości złożonej z ciała, duszy i ducha. Jako dusza zmysłowa mieszka ona w ciele, we wszystkich jego członkach i częściach; czerpie z niego i działa na nie kształtująco oraz zachowawczo. Jako dusza duchowa wznosi się ona ponad siebie, patrzy w świat leżący poza jej własnym jestestwem – w świat rzeczy, osób, zdarzeń – nawiązuje z nim rozumny kontakt i z niego czerpie. Jednak jako dusza, w jej najwłaściwszym znaczeniu, mieszka w samej sobie i to w niej właśnie znajduje się osobowe „ja”. Tu zbiera się wszystko, co przenika ze świata zmysłowego oraz duchowego i tu następuje wewnętrzna z tym rozprawa. Tutaj też krystalizuje się postawa wobec niego i tu zostaje z niego wydobyte to, co staje się najbardziej osobistą własnością, częścią niej samej, co – mówiąc obrazowo – przechodzi w „ciało i krew”. Edyta Stein następnie przytacza świętą Teresę z Ávili, nazywając za nią duszę „twierdzą wewnętrzną” w człowieku.

Dusza oznacza więc duchową zasadę w człowieku. Ukazuje to, co w człowieku jest najbardziej wewnętrzne. „Smutna jest dusza moja aż do śmierci. Zostańcie tu i czuwajcie ze Mną”; „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę” (por. Mt 26,38; J 12,27). I bodaj najwartościowsze stwierdzenie dla tych rozważań: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28).

To, co sprawia, że człowiek jest w sposób szczególny obrazem Boga, to właśnie jego dusza.

Dusza a duch

Dusza w większości nurtów i tradycji uważana jest za „formę” człowieka. Oznacza to „istotę” (essentia), formę substancjalną, zasadę tożsamości ontycznej, pierwiastek konstytuujący człowieczeństwo na płaszczyźnie świata teologicznego, metafizycznego, psychicznego, biologicznego i fizycznego. Dusza „upodmiotowuje” na sposób subsystentny sferę życia jaźni, świadomość, poznanie, myślenie, wolę, dążenia, wyższe uczucia, procesy duchowe. Czym zatem jest duch? Czesław Bartnik wyjaśnia, że duch jest jakby jeszcze bardziej wewnętrznym wymiarem duszy, jej osobowym upostaciowieniem i otwarciem na dar łaski. Jest sposobem ukierunkowania na Trójcę Świętą. „Duch” oznacza, że człowiek, począwszy od chwili swego stworze nia, jest skierowany ku swojemu celowi nadprzyrodzonemu, a jego dusza jest uzdolniona do tego, by była w darmowy sposób podniesiona do komunii z Bogiem.

Podobnie Stein, w sposób jasny i zrozumiały określa zaistniały podział między duszą a duchem. Zaznacza jednak, że podział ten nie dotyczy samej duszy – bo dusza jest duchowa – ale procesu, który w niej zachodzi.

Stein mówi, że dusza jako forma ciała zajmuje pośrednie stanowisko pomiędzy duchem i materią, właściwe dla formy rzeczy materialnych. Jako duch, dusza ma swój byt „w sobie” i w osobistej wolności jest zdolna wznieść się ponad siebie i przyjąć w siebie życie wyższe. Nie chcę przez to powiedzieć, jakoby w człowieku istniał duch obok duszy. To jedna dusza duchowa rozwija w wieloraki sposób swe istnienie. Podziału na ciało – duszę – ducha nie należy też brać w sensie podziału na ducha (mens) i zmysłowość, czyli na wyższą i niższą „część” duszy, ani na – biorąc pod uwagę samą „część” wyższą – na ducha w znaczeniu władzy poznawczej (rozum, łac.

intellectus) i na wolę. Dusza jest duchem (łac. spiritus) według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą wszystkich jej sił.

Rozróżnienie duszy i ducha występuje już w listach świętego Pawła:

Lecz powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. Bóg zaś takie daje mu ciało, jakie zechciał; każdemu z nasion właściwe. Nie wszystkie ciała są takie same: inne są ciała ludzi, inne zwierząt, inne wreszcie ptaków i ryb. Są ciała niebieskie i ziemskie, lecz inne jest piękno ciał niebieskich, inne – ziemskich. Inny jest blask słońca, a inny – księżyca i gwiazd. Jedna gwiazda różni się jasnością od drugiej. Podobnie rzecz ma się ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało zmysłowe, powstaje też ciało duchowe.

Tak też jest napisane: «Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą», a ostatni Adam duchem ożywiającym. Nie było wpierw tego, co duchowe, ale to co ziemskie; duchowe było potem (1 Kor 15,35-46).

Komentując te słowa świętego Pawła, Edyta Stein mówi, że jeżeli ciało jest obdarzone duszą (niem. Beseeltes Leib), to istnieje też ciało duchowe (niem. Geisteleib). Pierwszy człowiek, Adam, stał się duszą żyjącą, a ostatni Adam – duchem ożywiającym (łac. anima vivens – spiritus vivificans). Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co „duszne” (niem. seelische); duchowe było potem. Nie chodzi tu o różnice między ciałem ożywionym a ciałem duchowym, lecz o podstawę, na której się ona opiera, a mianowicie, o rozróżnienie między „duszą żyjącą” a „duchem ożywiającym”. Edyta Stein dokonuje następnie uzasadnienia i wyjaśnienia, mówiąc, że dusza jest „żyjąca”, bo ma w sobie swoje własne życie (naturalne) i ożywia ciało. Lecz dusza nie jest źródłem tryskającym, które rodzi z siebie życie jak „ożywiający duch” nowego Adama. Źródłem ożywiającym lub budzącym życie jest dusza Chrystusa, ponieważ nosi w sobie pełnię Ducha Bożego i, co więcej, ponieważ w nieograniczonej wolności osoby Chrystusa Jego dusza dysponuje swoją pełnią życia. Nie tylko w naturalny sposób zamieszkuje ona ciało37, ale „posiada moc” zaczęcia swego życia w ciele i skończenia go, a następnie podjęcia go znowu38. Łączy się tu i przenika – mówi Stein – naturalny związek duszy z ciałem, przez co dusza jest właśnie duszą, oraz władztwo Boskiej osoby przewyższające osobistą wolność duchów stworzonych. Nie byłoby to możliwe, gdyby dusza ludzka była tylko „żyjącą” jak „dusza” zwierzęca. Dusza ludzka jest ze swej natury duchem uformowanym osobowo, zdolnym przyjąć życie Boże. Dlatego może panować nad swoim ciałem i nad swą naturą39. Dostrzec tu można własne działanie (moralne lub niemoralne) człowieka jako podmiotu – i przejąć coś z mocy Chrystusa nad pełnią ducha (jako dar łaski, charyzmat już w tym życiu, albo jako jej wieczna nagroda w życiu chwały). Granica między jej istnieniem jako duszy (związanym z ciałem) a istnieniem duchowym (zwróconym ku Bogu) przebiega przez samą jej istotę. Dlatego słowo Boże jest bardziej przenikające niż „miecz obosieczny”, bo przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha (por. Hbr 4,12).

Chcąc zatem wyjaśnić naturalną działalność ducha w człowieku, należy zaznaczyć, że wynika ona z całościowej struktury bytu duchowo-rozumowego. Święty Jan od Krzyża, którego przytacza Edyta Stein, mówi, że dusza jest rzeczywistością wyposażoną w różne władze: niższe i wyższe, albo zmysłowe i duchowe.

W części niższej – jak i wyższej – władze owe dzielą się na poznawcze i pożądawcze (nie jest to bezpośrednia wypowiedź Jana, wynika jednak ona z jego nauki). Zmysły są wprawdzie organami ciała, lecz jednocześnie „oknami” duszy, przez które poznaje ona świat zewnętrzny. Zmysłowość jest wspólna ciału i duszy. Jan mało zajmuje się jednak stroną cielesną. Zmysłowe poznanie nie jest możliwe bez czynności duchowej. Tym można tłumaczyć ścisłe powiązanie „wyższego” i „niższego” bytu duchowego. Nie są to piętra zbudowane jedno na drugim. Określenie „wyższa” i „niższa” część jest tylko przestrzennym obrazem dla czegoś, co posiada byt całkowicie nieprzestrzenny. Jan wyraźnie mówi, że dusza jako duch nie ma ani wysokości, ani głębokości, jak ciało. Akt duchowy i zmysłowy są w dziedzinie naturalnej ściśle ze sobą złączone, choć „okna zmysłów” nie doprowadzają do poznania świata zmysłom podpadającym, jeśli duch nie zechce przez nie patrzeć. Duch jednak potrzebuje tych właśnie okien, aby spojrzeć na świat. Inaczej mówiąc, zmysły dostarczają mu materii, którą on się zajmuje.

Święty Augustyn zadecydował o podziale duszy na trzy władze, ze względu na trynitarną strukturę ducha. Święty Jan od Krzyża rozwinął tę myśl i wziął wzajemny stosunek trzech sił duchowych i trzy cnoty teologalne.

Tu właśnie dotykamy decydującego punktu w jego nauce o duchu. Jan mówi między innymi, że w swojej naturalnej działalności duch związany jest ze zmysłami. Przyjmuje, co mu podają, przechowuje, co dostrzegają; przy sposobności przypomina to sobie i łączy z innymi skojarzeniami. Przez porównanie, uogólnienie, wnioskowanie, dochodzi do poznania pojęciowego, do wydawania sądów i wyciągania wniosków, co jest sprawnością właściwą rozumowi. Podobnie wola zajmuje się w naturalny sposób tym, co jej przekazują zmysły, znajduje w tym radość, szuka, jak to posiąść, czuje ból z powodu straty, nadzieję posiadania i obawę utraty.

Duch nie jest do tego przeznaczony – pisze święty Jan – aby poznawać rzeczy stworzone i nimi się radować; one go krępują i odwracają od jego właściwego i pierwotnego bytu. Duch musi się uwolnić od tych pęt i wznieść do bytu prawdziwego, do którego został stworzony. Jego spojrzenie winno być skierowane na Stwórcę. Bóg tu pobudza i Bóg tu dokonuje wiele, ale wymaga współpracy człowieka, jego właściwego czynu duchowego.

Osiąga się to dzięki temu, że naturalnym władzom zostaje udzielone „coś”, co je mocniej przyciąga i cieszy niż poznanie i użycie osiągane w sposób naturalny. Co zatem oznacza duch? Edyta Stein przytacza dalej świętego Jana, który mówi, że duch oznacza w szerokim ujęciu nie tylko rozum, lecz i serce, które dochodzi przez nieustanne obcowanie z Bogiem do zażyłości z Nim, poznaje Go i miłuje.

Święty Jan następnie rozwija tę myśl, dodając stwierdzenie, że Bóg jest czystym duchem, prawzorem wszelkiego bytu duchowego. Dlatego ducha rozumie w pełni tylko Bóg; jest On tajemnicą, która jednak nie daje nam spokoju, gdyż kryje w sobie tajemnicę naszego własnego bytu. Mamy do niej dostęp w takiej mierze, w jakiej nasz własny byt jest duchowy. Duch stworzony jest ograniczonym „obrazem” Boga,– choć podobnym Jemu jako odbicie, to ograniczonym jako Boże przeciwieństwo. Jest jednak zdolny przyjąć Boga i w swej formie

najdoskonalszej może się z Bogiem zjednoczyć we wzajemnym, wolnym, osobowym oddaniu. Duch stworzony o tyle jest zdolny wznieść się aż do Niego, o ile wznosi się ponad samego siebie. Bóg jest Stwórcą i podtrzymuje w bycie każde istnienie. Jest przyczyną istotną, wszystko podtrzymującą.

Widzimy więc jasno, jak szczególnie rozdwojony jest ten byt duchowy. Edyta Stein mówi, że jeśli chcemy podzielić wszystko, co rzeczywiste, na ducha i materię, to nie ma innej możliwości określenia jej, gdyż nie jest ona ani przestrzenna, ani wyczuwalna zmysłami, jak wszystko, co przestrzenno-materialne. Jednakże dusza z natury jest związana z materią i to ją w sposób istotny odróżnia od czystych duchów, a znajduje swój wyraz w twierdzeniu, że dusza jest formą ciała. Duch jako dusza buduje człowieka w materii i przestrzeni, z momentu na moment, jako ciągle poruszaną i zmieniającą się istotę w ten sposób, że to, co zewnętrzne, jest rzeczywiście

nieustannie wyznaczane i formowane przez wnętrze i przez to, co najbardziej wewnętrzne – najbardziej duchowe i najodleglejsze od materialności, co porusza duszę w jej głębi. To duch tworzy wszelką materialność.

Rozpatrując byt duchowy jako uświadomione w sposób wolny życie osobowe, musimy powiedzieć, że jest ono „najpierwotniejszą formą” istnienia duchowego. Często mówimy o duchu również w przypadku tworów nieosobowych. Edyta Stein podaje tu prosty, ale ciekawy przykład. Wyrażamy się o książce, że jest „pełna ducha”, zwykliśmy też nauki dzielić na przyrodnicze i o duchu – czyli humanistyczne. Za przedmiot nauk „duchowych” uważa się przy tym nie tylko osoby i życie osobowe, lecz wszystko, co stworzył duch ludzki.

Trzeba pamiętać, że to, co duchowe, oddzieliliśmy w pewnym sensie – jako określoną dziedzinę rzeczywistości – od tego, co materialne, lecz z drugiej strony uznaliśmy to za powracającą w różnych dziedzinach rzeczywistości podstawową formę istnienia. Melodia nie jest dla nas jedynie prostym następstwem tonów dostrzeganych zmysłami. Śpiewa przez nią dusza ludzka – radośnie albo żałośnie, przyjemnie lub groźnie. Rozumiemy jej „mowę”. Działa ona na duszę i porusza ją. Jest to spotkanie z pokrewnym nam życiem. Nie twierdzimy, że śpiewak lub skrzypek przeżywają właśnie to, co wyrażają swym śpiewem czy grą. Często zdarza się, iż twórca wyraża w swym utworze własne przeżycia. Może on jednak również tylko „wczuć” się w coś, co domaga się artystycznego wyrazu, i dopomóc mu do wyrażenia się.

Rozumiemy wówczas to „coś”, nie myśląc przy tym o artyście, który nam je udostępnił. Podobnie pojmujemy sens utworu poetyckiego. To, co stanowi następstwo wyrazów w wierszu lub tonów w melodii, stanowi „twór sensu” szczególnego rodzaju: domaga się on tego, aby uzyskać życie w pewnej duszy.

Do „urzeczywistnienia” tego dopomaga mu zarówno dusza artysty, jak i dusza słuchacza. Powyższy przykład może stanowić potwierdzenie podmiotowości działania moralnego, którym jest człowiek. Także tu, w sferze duchowej, musi występować działanie, które może być świadome lub nieświadome, ale którego podmiotem w tym przypadku jest zawsze człowiek. Reasumując, możemy powiedzieć, że życie duszy i jej działanie jest tym właśnie „urzeczywistnianiem”, o którym mówi Stein. Materiałem i treścią tego działania jest sama dusza, jej życie duchowe. Duch jest sensem i życiem – w pewnym urzeczywistnieniu: życiem wypełnionym sensem. Stein dodaje, że jedno i drugie stanowi całkowitą jedność tylko w Bogu. U stworzeń trzeba odróżnić pełnię życia kształtowaną przez sens, i sens urzeczywistniający się w pełni życia. Sens bez pełni życia jest ideą urzeczywistniającą się dopiero w istocie żyjącej. Ani sens, ani należąca do ducha pełnia życia, nie mają nic wspólnego z materialnością przestrzenną.

ks. Tomasz Trębacz

http://www.communiocrucis.pl/index.php/peniej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 02 lip 2017, 16:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Duchowość

to sfera człowieka:
- która uzdalnia człowieka do zrozumienia samego siebie
- która jest centralnym systemem zarządzania życiem
- w której ukryte są odpowiedzi na pytania KIM JESTEM? oraz PO CO ŻYJĘ?
- która prawidłowo rozwinięta pozwala osiągnąć prawdziwą wolność


ks. Marek Dziewiecki

Kryteria dojrzałości duchowej


1. Znaczenie sfery duchowej

Kształtowanie dojrzałości w sferze duchowej jest obecnie zwykle zaniedbywane lub traktowane marginalnie. Tymczasem dojrzałość duchowa jest nieodzownym elementem rozwoju człowieka, chociaż potrzeby duchowe nie są tak „krzykliwe”, jak potrzeby cielesne czy emocjonalne. Dziecko łatwiej poprosi rodziców o coś do zjedzenia niż o coś do przemyślenia. W społeczeństwach dążących do dobrobytu materialnego, ale ubogich duchowo, pojawia się coraz większa liczba samobójców, osób chorych psychicznie, narkomanów, przestępców. Cywilizacje rozpadają się i niszczą, jeśli ubożeją duchowo.

Duchowość to zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie. To ta sfera, w której człowiek stawia sobie pytanie o to, kim jest, po co żyje oraz w oparciu o jakie więzi i wartości może osiągnąć sens swego istnienia. Duchowość to także centralny system zarządzania życiem. Dopóki ktoś nie rozwinie sfery duchowej, dopóty nie może zająć świadomej i dojrzałej postawy wobec siebie, świata i życia. Człowiek nie może zrozumieć samego siebie z innej perspektywy niż duchowa. Np. ciało nie może wyjaśnić tajemnicy człowieka, gdyż ono nie wie, kim jest człowiek i po co żyje. Duchowość zaczyna się wtedy, gdy człowiek wznosi się ponad swoje ciało, aby postawić sobie pytanie o całą swoją rzeczywistość: o to, jaki sens ma jego ciało oraz pozostałe wymiary jego człowieczeństwa.

2. Zagrożenia w formacji sfery duchowej

Stawianie pytania o sens życia nie daje gwarancji, że znajdziemy prawdziwe odpowiedzi. Coraz częściej nazywamy duchowością coś, co nią nie jest. Dla przykładu, odczucia estetyczne czy zachwyt nad pięknem przyrody nie wystarczy, by człowiek zrozumiał samego siebie. Istnieje zatem groźba zastąpienia duchowości jej namiastką, a nawet karykaturą.

Gdy człowiek jest pusty duchowo lub gdy rozwija w sobie jedynie namiastkę duchowości, wtedy nie może w sposób świadomy i wolny kierować swoim istnieniem. Nie ma wolności bez duchowości. Człowiek niedojrzały duchowo zwykle uzależnia się od swego ciała (np. od jedzenia, lenistwa, popędów), od subiektywnego myślenia (różne postaci iluzji i zaprzeczania prawdy o samym sobie), od emocji (kierowanie się tym, co przyjemne emocjonalnie, a nie tym, co wartościowe), od nacisków środowiska (robię to, co większość, bo sam nie wiem, kim jestem i po co żyję), od osób czy rzeczy.

3. Formowanie dojrzałej duchowości

Zadaniem wychowawców jest promowanie dojrzałości duchowej wychowanka, czyli pomaganie, by odkrywał on prawdę o tym, kim jest i po co żyje, a także by poszerzał swoje horyzonty ideałów i aspiracji. W tym celu trzeba uczyć wychowanka realistycznego myślenia o ludzkim życiu, stawiać pytania o sens życia, o hierarchię wartości i normy postępowania, demaskować wypaczone wizje człowieka oraz te sposoby postępowania, które okazują się drogą do krzywdy i cierpienia.

Dojrzałość duchowa wychowanka może być weryfikowana na podstawie jego sposobu rozumienia własnej rzeczywistości cielesnej, psychicznej, moralnej i społecznej, a także na podstawie jego sposobu odnoszenia się do rzeczywistości we wszystkich tych sferach. Dojrzały duchowo wychowanek nie redukuje siebie do sfery cielesnej, lecz uczy się takiego kierowania ciałem, by wyrażało ono miłość poprzez obecność, pracowitość i czułość. Podejmuje decyzje w oparciu o prawdę i odpowiedzialność, a nie w oparciu o doraźne stany emocjonalne czy subiektywne poglądy. Dąży do tego, by mieć rację w działaniu, a nie tylko w myśleniu. Dojrzałość duchowa uwalnia od dyktatury subiektywnego myślenia i umożliwia szukanie prawdy, która wyzwala: prawdy w sferze moralnej, społecznej i religijnej, a także w sferze wartości i wolności.

Dojrzała duchowość oznacza, że człowiek nie wymyśla jakiejś „wizji” siebie, lecz odkrywa obiektywną prawdę o sobie: o tym, co go rozwija i prowadzi do radości oraz o tym, co mu zagraża i prowadzi do kryzysu. Taki człowiek ma świadomość, że nie istnieje „łatwe szczęście” (czyli osiągnięte bez wysiłku, dyscypliny i norm moralnych) i że nie można rozwijać jednej sfery człowieczeństwa kosztem innych sfer.

Troska o rozwój duchowy młodego pokolenia powinna stanowić podstawowe zadanie rodziców, szkoły oraz innych instytucji wychowawczych, gdyż nie ma przyszłości bez duchowości. Odpowiedzialne wychowanie to promowanie u wychowanka najpierw dobrobytu duchowego, gdyż wtedy wszystko inne będzie mu dodane.

http://cuder.pl/duchowosc/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 10 lip 2017, 09:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Człowiek – między duchowością a psychologią

Pomiędzy duchowością chrześcijańską a psychologią w ujęciu freudowskim wywiązał się otwarty spór. Wzajemna niechęć prowadziła do nieufności. Cierpiał na tym przede wszystkim konkretny człowiek potrzebujący zarówno wsparcia duchowego, jak i psychologicznego.

Możemy zrozumieć człowieka tylko wówczas, kiedy uwzględnimy jego fundamentalną jedność psychiczną i duchową. Niektóre jednak współczesne „psychologie”, pomijając duchową i religijną sferę ludzkiej istoty, sprowadzają ją jedynie do wymiaru psychicznego. W ten sposób głęboko ją okaleczają. Viktor E. Frankl nazywa ten proces „redukcjonizmem psychologicznym” i utożsamia go z nihilizmem. Ale okaleczają człowieka także te formy duchowości, które lekceważą sferę fizyczną i psychiczną w człowieku, czyniąc z niego jakąś nieziemską istotę. Angelizm nie ma wiele wspólnego z duchowością (szczególnie w wydaniu chrześcijańskim, która w centrum stawia tajemnicę Wcielenia), ale jest raczej pewną formą ideologii. Nieuprawnione jest zarówno zawłaszczanie religii i duchowości przez psychologię, jak też pomijanie przez duchowość fizyczności i psychiczności człowieka.

Spór pomiędzy duchowością a psychologią

W dwudziestym wieku pomiędzy duchowością chrześcijańską a psychologią w ujęciu freudowskim wywiązał się otwarty spór. Wzajemna niechęć prowadziła do nieufności. Cierpiał na tym przede wszystkim konkretny człowiek potrzebujący zarówno wsparcia duchowego, jak i psychologicznego. Autonomia duchowości i psychologii winna mieć miejsce jedynie w obrębie „uprawianej nauki”, ale nie w bezpośredniej pomocy udzielanej człowiekowi. Tu konieczne jest wzajemne poszanowanie, akceptacja i bezpośrednia współpraca dla dobra pacjentów i penitentów.

Niechęć Kościoła wobec nowoczesnej psychologii została zdecydowanie pokonana na Soborze Watykańskim II. Jego dokumenty wielokrotnie nawiązują do psychologii jako nauki, która pomaga człowiekowi w lepszym poznaniu siebie oraz wspiera go w jego misji i posłudze na rzecz bliźnich (KDK 4). Stąd też – podkreśla Sobór – „w pracy duszpasterskiej należy stosować nie tylko zasady teologiczne, lecz także zdobycze nauk świeckich, zwłaszcza psychologii”, by wiernych prowadzić do dojrzalszego życia wiary (KDK 62). Vaticanum II podkreśla także potrzebę zastosowania osiągnięć „zdrowiej psychologii” w osobistej oraz duszpasterskiej formacji księży. Winno się ich pouczać, w jaki sposób mogą w pracy pasterskiej korzystać z pomocy psychologii (DFK 3. 20). Jak więc widzimy, współczesne nauczanie Kościoła nie jest wrogo nastawione ani do psychologii, ani też do jej osiągnięć; wręcz odwrotnie szczerze poleca wiernym korzystanie z niej.

Zdrowa psychologia

Sobór, mówiąc o psychologii, dodaje jednak kilkakrotnie przymiotnik „zdrowa”, to znaczy taka, która nie chce utożsamiać się z religią, moralnością czy też duchowością. Człowiek wierzący nie może korzystać z takiej psychologii, która, przekraczając granice swoich kompetencji, sprowadza doświadczenie religijne i duchowe jedynie do pewnych procesów psychicznych. Takie ujęcie przez psychologię religii i duchowości nie wynika z naukowej refleksji, ale z przyjętych założeń ideologicznych. Viktor E. Frankl nawołuje więc do „deideologizacji” oraz „rehumanizacji” psychologii i psychoterapii. „Jestem przeświadczony – pisze – że deneurotyzacja człowieka wymaga ponownego uczłowieczenia psychoterapii. […] Jeżeli mamy rozumieć frustracje człowieka, musimy rozumieć jego motywacje, poczynając w szczególności od najbardziej ludzkiej z ludzkich motywacji, jaką jest poszukiwanie sensu przez człowieka. Jest to jednak niemożliwe, dopóki psychoterapia nie oderwie się od własnego redukcjonizmu. Wszystko, co nie jest ponownie uczłowieczoną psychoterapią, wzmacnia jedynie masową triadę neurotyczną”: depresję, agresję i nałogi.

Znakiem wciąż istniejących nadużyć pewnego rodzaju psychologii są zbeletryzowane publikacje, które chcą być nie tylko psychologicznymi poradnikami, ale także katechizmami czy nawet podręcznikami moralności. Ich autorzy, pomijając pytanie, jaką duchowość i religię wyznaje ich czytelnik, narzucają mu swoje własne rozwiązania moralne i duchowe, choć jako profesjonaliści z samego założenia nie powinni zajmować się tymi zagadnieniami wprost. Mieszanie psychologii, religii, moralności i duchowości to podstawowy grzech wielu autorów „psychologicznych”. Lekceważenie doświadczenia religijnego i duchowego czytelnika, pacjenta czy klienta jest lekceważeniem go jako istoty wolnej. Autorzy ci traktują czytelników jak małe dzieci, które nie potrafią stawiać sobie pytań egzystencjalnych, szukać na nie odpowiedzi i dokonywać samodzielnych wyborów zgodnie ze swoim własnym światopoglądem.

Zdrowa duchowość

Wymaganie zdrowej psychologii łączy się ściśle z wymaganiem zdrowej duchowości i religii. Wobec narastania fanatyzmu religijnego (nie tylko muzułmańskiego) postulat zdrowej duchowości jest dzisiaj koniecznością. Współczesny fanatyzm odsłania swoje niehumanitarne i bezbożne oblicze. Czyni on bowiem z wyznawców religii wrogów człowieka. Fanatycy potępiają wszystkich, którzy myślą, mówią i robią inaczej niż oni. I choć osądzają i potępiają innych, sami nie podlegają niczyjej ocenie. „Biada państwu, w którym tacy ludzie mają władzę” – stwierdza Mikołaj Gogol. Sztywne myślenie i fanatyczny ogląd świata nie pozwala im zakwestionować własnych postaw i zachowań i przyjrzeć się im krytycznie. Dla tego typu osób analiza psychologiczna stanowi śmiertelne zagrożenie. Mogłaby ona bowiem zdemaskować całą neurotyczność ich doświadczenia, które określają religijnym i duchowym. Oczywista więc wydaje się ich wrogość wobec psychologicznego wglądu w człowieka.

Pokojowe współistnienie i współpraca ludzi różnych duchowości i wyznań możliwe są tylko dzięki osobistej wolności, poszanowaniu innych oraz wzajemnemu psychologicznemu rozumieniu się. Stąd też Dekret o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II postuluje zdobywanie lepszej znajomości nie tylko doktryny religijnej, ale także psychologii religijnej (nr 9). Badania psychologiczne i psychiatryczne stanowią jedno z ważnych narzędzi (choć nie jedyne) rozeznania autentyczności doświadczenia religijnego i duchowego. Ma ono za zadanie odróżnienie autentycznych doświadczeń duchowych i mistycznych od zjawisk chorobowych. Żaden fanatyk nie podda się takim badaniom. Jednak autentyczny mistyk nie będzie się ich obawiał, jak nie obawiała się ich św. Faustyna Kowalska, św. Ojciec Pio.

Profesjonalizm i moralność

Poważne nadużycia terapeutów czy duchownych, o których ostatnio bardzo głośno, każą stawiać pytanie, na jakich założeniach etycznych i duchowych (nie ideologicznych) oparta jest ich praca. Pacjent, klient i penitent, który zgłasza się po pomoc do terapeuty czy duchownego ma prawo wiedzieć nie tylko, jakie środki i metody zastosuje lub do jakich treści będzie się odwoływał, ale także jakimi zasadami moralnymi i duchowym kieruje się w swoim życiu i pracy. Profesjonalizm terapeuty wymaga od niego kierowania się kodeksem etyki zawodowej oraz poszanowania religii i duchowości osób, którym pomaga. Do autentyzmu posługi duchownego zaś należy między innymi dobra znajomość procesów emocjonalnych i psychicznych, jakim podlegają jego penitenci. Kiedy duchowny pomyli chorobę psychiczną z opętaniem szatana, a terapeuta superego ze zdrowym sumieniem, cierpi na tym zawsze pacjent i penitent. Sobór postuluje, aby chrześcijańskie zasady formacji, wychowania i duszpasterstwa były „uzupełniane nowymi osiągnięciami zdrowej psychologii i pedagogiki” (DFK 11).

O ile w duszpasterstwie podkreśla się potrzebę osobistego świadectwa dawanego wiernym, o tyle w psychoterapii mówi się raczej o potrzebie obiektywizmu i dystansu wobec pacjenta. Ale jak świadectwo dawane penitentowi posiada swoje granice, tak również dystans i obiektywizm w stosunku do klienta również ma swoje ograniczenia. Obaj: duchowny i terapeuta, przy całej różnicy ich pracy oraz zadań, jakie sobie stawiają, posługują się w swojej pracy jednym narzędziem: osobistym życiem. Ani terapeuta, ani też duchowny nie przekaże drugiemu człowiekowi, któremu pomaga, tego, czego sam nie rozumie i nie posiada. Nie tylko więc duchowny wobec wiernych, ale i terapeuta w stosunku do swoich klientów pełni rolę świadka.

Bardzo wysokie wymagania

Praca duchownego, psychologa czy terapeuty stawia dzisiaj bardzo wysokie wymagania. Winni oni budzić zaufanie wszystkich niezależnie od wyznawanego światopoglądu, religii i duchowości. Ksiądz nie jest posłany jedynie do swoich wyznawców, a terapeuta do osób postrzegających świat tak samo jak on. To brak profesjonalizmu, wiedzy oraz prostej mądrości życiowej sprawia, że świat terapeutyczny dzieli się dzisiaj według wyznawanych przez terapeutów religii i ideologii. Ponieważ nie umieją zachować autonomii własnej profesji, nie mają podstawowego doświadczenia i stosownej wiedzy (także religijnej) swoich klientów i nie są w stanie odnieść się z wolnością i kompetencją do ich duchowości, stąd bezwiednie (czasami nie zdając sobie nawet z tego sprawy) proponują rozwiązanie moralne i religijne, jakie sami wyznają. Dają więc rozwiązanie buddyjskie, kiedy uważają się za buddystów, rozwiązania katolickie, kiedy wyznają katolicyzm, czy też liberalne, kiedy uważają się za gnostyków lub ateistów. Nie ma co ukrywać, że w cywilizacji, która układa ludziom życie tak „jakby Boga nie było” (Jan Paweł II), to trzecie rozwiązanie jest modne.

Papież podkreśla z naciskiem, że terapeuta nie powinien utożsamiać analizy psychologicznej czy terapeutycznej ze spowiedzią i towarzyszeniem duchowym, ani też kapłan nie powinien przekształcać swojej pracy duszpasterskiej z wiernymi w praktykę psychoanalityczną i psychoterapeutyczną. Oba sposoby pomagania człowiekowi, choć zachodzą na siebie nawzajem i wzajemnie się dopełniają, muszą jednak zachować odrębność i autonomię. Należy natomiast postulować ścisłą współpracę świata psychologów i terapeutów z duchownymi, ponieważ dla wielu ludzi zranionych psychicznie i moralnie obie formy pomocy są niezbędne.

Współczesny terapeuta musi wykazać się niezwykłą kulturą osobistą i duchową, życiową mądrością oraz wiedzą psychologiczną i religijną, by mógł pomagać pacjentom niezależnie od ich filozofii, religii, moralności czy duchowości. Musi być też na tyle uczciwy i pokorny, aby odesłać swojego klienta do osoby duchownej, jeżeli tego wyraźnie potrzebuje. Terapeuta nie powinien metodami psychologicznymi rozwiązać zasadniczych problemów duchowych i moralnych, podobnie jak duchowny nie powinien leczyć chorób psychicznych jedynie za pomocą praktyk religijnych.

W opowiadaniu Mikołaja Gogola Portret ukazana jest postać ojca rodziny, artysty prowadzącego ascetyczny żywot. Swojemu synowi rozpoczynającemu również karierę artystyczną daje on takie pouczenie: „Stwórca obroni cię przed […] namiętnościami. […] Ratuj czystość swej duszy. Kto posiada talent [a my w kontekście naszych rozważań dodajmy: zadanie, misję i powołanie], winien mieć duszę czystszą od innych. Innym wiele będzie wybaczone – jemu nigdy. Wystarczy, by na człowieka, który opuścił dom w jasnym, odświętnym stroju, padła chociażby jedna kropla błota spod kół, a już wszyscy go obstąpią i będą nań wskazywać palcami, mówiąc o jego niechlujstwie, podczas gdy ci sami ludzie nie spostrzegą mnóstwa plam na innych przechodniach odzianych w strój powszedni. Albowiem na stroju powszednim nie znać plam”.

Psychiatrzy, psychologowie, terapeuci, wychowawcy, duchowni to artyści dusz. Ludzie korzystający z ich posługi, doświadczenia, wiedzy i mądrości pragną, aby mieli oni czystsze dusze od innych i zawsze chodzili w jasnych odświętnych strojach. Kiedy widzą choćby kroplę moralnego błota na ich ubraniach, wskazują ich palcami.

https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i ... logia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 13 lip 2017, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
O modlitwie

Temat, który nurtuje mnie od wielu lat. Tu spróbuję przekazać stan przemyśleń na dzień dzisiejszy.

Czym jest modlitwa? Jaką pełni rolę i czy łączyć ją należy z ofiarą? Jakie jest (może być) działanie modlitwy – czy ma (może mieć) moc sprawczą, a jeśli tak, to w jakich uwarunkowaniach? Czy istnieje podobieństwo miedzy modlitwą, a czarami?

To kilka pytań (zainteresowanym sugeruję poszerzenie tej listy), jakie nasuwają się w odniesieniu do modlitwy. A swego czasu szukałem opracowań tematycznych zwłaszcza w opracowaniach religijnych. Niestety, są bardzo ograniczone i „wąskie” w ujęciu. Także w odniesieniu do formy. Bo przecież modlitwa może mieć różną postać. Może być śpiewaniem hymnu i milczącym uwielbieniem, powtarzaniem słów i gestów, i wewnętrznym skupieniem, prośbą i dziękczynieniem.
Jeśli się głębiej zastanowić – jest to odwzorowanie naszego stosunku do otaczającej rzeczywistości. Takie określenie może wydać się herezją dla ludzi kręgu filozofii personalistycznej, gdzie Bóg jest osobowy i to w wyobrażeniu ludzkiego podobieństwa. Czy jednak uwielbienie Boga jest związane z osobą, czy stosunkiem do całej sfery mistycznej? Warto sobie to uświadomić a przynajmniej nad tym się zastanowić.
Gdzie szukać pierwowzoru modlitwy? W stanie mojej wiedzy – upatruję tego w religii BONE (boene), pierwotnej religii Środkowego Wschodu, obejmującego tereny od Kazachstanu po Tybet. Ta religia wypracowała mantrę jako wyraz stosunku do otoczenia.
(Najbardziej znaną jest słowo OM, a jest też wielce znana mantra OM MANI PADME HUM).
Sama idea mantry to powtarzanie słów , także ciągu sylab, co ma zmienić stosunek powtarzającego słowa do otoczenia nadając mu określony koloryt. Samo powtarzanie może przybierać różne formy: słowa zapisane na nośniku, a umieszczone w bębnie modlitewnym, który wystarczy obracać, czy zapisane na materiale i zawieszone w postaci chorągwi, którą łopocze wiatr, mają to samo znaczenie, co wypowiadane przez człowieka.
Warto z tego wyłowić, że mantra ma moc oddziaływania zarówno na otoczenie jak i tego, który ją wypowiada. Może więc mieć moc sprawczą, o ile jest zgodna z , nazwijmy to, wibracjami rzeczywistości.

Czy jest związek z tybetańskim mantrowaniem, a naszym, europejskim, czy szerzej, chrześcijańskim postrzeganiem świata?
Chyba oczywiste; najbardziej znaną mantrą chrześcijańską są słowa Modlitwy Pańskiej „Ojcze nasz…”. To bardzo rozbudowana mantra i gdybyśmy wszyscy powtarzali ją z uczuciem i zrozumieniem – świat na pewno stałby się lepszy.

Co jeszcze można dodać na ten temat? Na pewno trzeba zaznaczyć, że niektóre formy chrześcijańskiej modlitwy mają swe źródło w mantrowaniu. Mantry powtarzano w pewnym rytmie – stąd MALA, łańcuch modlitewny używany w buddyzmie i lamaizmie, a zawierający 108 paciorków. (Dlaczego tyle? Nie ma pewności, ale jedna z wersji mówi, że Śiwa, kiedy Brahma i Wisznu nie chcieli go przyjąć do swego grona bóstw najwyższych, zaprezentował taniec w którym pokazał 108 układów tanecznych. Po tym „wykazaniu się” został włączony do trójcy najwyższych bóstw hinduizmu).
Chrześcijański różaniec jest ewidentnym zapożyczeniem mali tybetańskiej, a jego odmawianie ma cechy mantrowania.

Tyle pokrótce o modlitwie. To zarys tematu. Może w komentarzach pojawią się uwagi, które warto będzie rozszerzyć, bo pozostaje tu wiele niedopowiedzeń. Choćby sprawa wzmocnienia „sprawczości” modlitwy, co jest zaznaczone w Ewangelii słowami Chrystusa, że „tylko post i modlitwa”. Czyli dla osiągnięcia efektu potrzeba nie tylko „mantrowania”, ale i większego zaangażowania. Więc zamiast tylko o polityce i innych pier…ch, warto też czasami spojrzeć w głąb siebie. Nie tylko walką człowiek żyje.

A jako dwie uwagi do przemyśleń:
1. Jaki jest związek piosenki z mantrą? Także w oddziaływaniu.
2. OM - najbardziej znana mantra, niektórzy wiążą to słowo z dźwiękiem istnienia. A jakie jest powiązanie z używanym i w chrześcijaństwie, i w nieco innej postaci w islamie, a także w zaratusztrianizmie, słowem AMEN? Kiedyś porównałem sobie dźwięk słowa AMEN wypowiadanego podczas nabożeństwa w kościele z dźwiękiem tego słowa w wykonaniu mnichów tybetańskich. W zasadzie - identyczny.

http://brakszysz.salon24.pl/793092,o-modlitwie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 27 lip 2017, 14:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Bóg jest największym lekarzem

Nie ma chorób nieuleczalnych

Ufność i wiera – warunkiem uzdrowienia

Naprawdę uzdrawiać może tylko Bóg, nigdy człowiek. Bóg jest największym lekarzem. Dla niego nie ma chorób nieuleczalnych, nie ma rzeczy niemożliwych. Bruno Gröning zawsze powtarzał: „Ufaj i wierz, to Boża siła pomaga i uzdrawia!”

Tym, czego jedynie oczekuje on od człowieka szukającego pomocy, jest jego gotowość do zaufania mu, przyjęcie wiary w Boga, w Jego uzdrawiającą siłę, jak i w wyzdrowienie. Gdy człowiek spełni te warunki, Bruno Gröning może mu pomóc. Swoją pomoc proponuje on nawet wtedy, gdy wiara człowieka jest zbyt słaba: „Jeżeli Państwo dzisiaj jeszcze nie możecie wierzyć, ja chcę to czynić za Was dopóty, dopóki sami będziecie już rzeczywiście wierzyć. I jeżeli Państwo dzisiaj jeszcze nie możecie prosić, jeszcze nie możecie modlić się, to chcę również jeszcze to za Was czynić.”

Bóg nie jest karzącym siędzia

Tak więc poprzez Bruno Gröninga ludzie, którzy przyjmą wiarę w zdrowie, mogą uzyskać pomoc Boga. Wszystkim należy pomóc. Ludzie powinni przekonać się, że Bóg nie jest karzącym sędzią, lecz kochającym Ojcem. Wszyscy ludzie są Jego dziećmi, a On jest dla nich Przyjacielem i Zbawcą.

Poprzez Bruno Gröninga człowiek może znowu doświadczyć cudów Bożych. Bóg jest dla wszystkich ludzi największym lekarzem i pomocnikiem. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Bruno Gröning powiedział: „Jest wiele rzeczy, których nie można wytłumaczyć, ale nie ma niczego, co nie mogłoby się wydarzyć.”

Człowiek jest duchem

Ciało jest jedynie ziemską powłoką dla ducha i duszy

Bruno Gröning lachtBruno Gröning tak objaśniał swoim słuchaczom prawdziwą istotę człowieka: „Kim Państwo jesteście?”- pytał. Nikt ze słuchaczy nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie inaczej, jak podając swoje nazwisko. Odpowiedź taka nie liczyła się jednak u Bruno Gröninga. „Czy jesteście Państwo ciałem?” dopytywał dalej. Gdy odpowiedzieliśmy milczeniem, wyjaśnił, że już od samego początku, zawsze byliśmy nie ciałem, lecz duchem. Nasze ciało zostało nam wypożyczone przez Boga jedynie na czas obecnego życia na ziemi. Otrzymaliśmy je, gdy się urodziliśmy i oddamy je z powrotem ziemi, gdy wrócimy znów do Boga. Nasza dusza łączy ducha z ciałem i zabiera ze sobą w zaświaty zarówno dobre, jak i złe doświadczenia z obecnego, ziemskiego życia. Dusza jest nośnikiem tej Bożej iskry, która umożliwia człowiekowi kontakt z Bogiem, z chwilą gdy otworzy się on w swej wierze. Gdy jednak dusza zamknie się w sobie z braku wiary, połączenie z Bogiem pozostaje przerwane.

Ciało nie stanowi więc prawdziwej istoty człowieka, lecz jest wyłącznie ziemską powłoką dla ducha i duszy. Tak więc śmierć ciała nie oznacza końca życia, jak wierzy w to obecnie wielu ludzi, gdyż życie toczy się dalej. Ono nie jest uzależnione wyłącznie od życia ciała.

Człowiek nie jest zły – tylko jeśli sam siebie zaniedba, ulegnie złu

Człowiek jest duchem, a jego ciało to podarunek, który Bóg dał mu do używania jako narzędzia w ziemskim życiu. Właściwym przeznaczeniem człowieka jest: dysponować ciałem dla celów dobra i z jego pomocą wcielać w czyn dobre myśli. Mając wolną wolę, człowiek może jednak wykorzystać swoje ciało także w złych celach: aby kraść, zabijać, niszczyć. Po jego czynach można rozpoznać, z kim jest związany i komu służy: czy jest na służbie u Boga, czy w służbie szatana. Nie oznacza to, że człowiek sam z siebie jest dobry, czy też zły, gdyż:

„Człowiek jest i pozostanie stworzeniem Bożym, nigdy diabelskim, nigdy szatańskim, nigdy nie jest człowiek zły, tylko może, jeżeli opuści Boga, jeżeli zaniedba sam siebie, być przez zło zawładnięty. Zło ogarnia go i potem musi on służyć złu. To nie człowiek jest tym, który czyni źle, tylko zło. Od zła nie możemy oczekiwać niczego dobrego! Ale tak samo od Boga nic złego!”

„Jeżeli jest on [człowiek] za słaby, poddaje się złu, upada coraz niżej, wówczas nie może iść drogą, która prowadzi do góry, nie może iść, ponieważ brak mu siły, on spada i wpada w ramiona szatanowi i jest potem wydany na pastwę zła. Jeżeli wtedy nie pojawi się jakaś ratująca, pomocna ręka i nie wyrwie go z tego, jest zgubiony na ładny okres czasu. Wtedy będzie musiał służyć złu.”

Każda myśl oddziaływuje

Obowiązkiem każdego człowieka jest utrzymywać swe ciało w porządku. Jednak każda negatywna myśl, każde złe słowo i każdy zły czyn szkodzi ciału, tzn.: kiedy duch nie jest połączony z Bogiem i podda się negatywnej sile, może to spowodować chorobę ciała.

Kiedy jednak dusza znowu otworzy się na przyjęcie Bożej siły i połączy się z duchem, rezultatem tego będzie uzdrowienie ciała. Dlatego też tak ważne jest tu utrzymanie ducha w odpowiednim stanie. Uzdrowienia nigdy nie można obiecać. Zawsze zależy ono od samego człowieka, od tego jak otworzy się on na dobro i jak przyjmie do serca naukę Bruno Gröninga. Leczenie ciała może tylko zwalczyć skutki, lecz nie może usunąć przyczyny. Zrobić to może jedynie sam człowiek, dokonując „wielkiego nawrócenia”.

Myśli są siłami

Pozytywna myśl buduje, negatywna myśl rujnuje

Bruno Gröning liest BittschriftenBruno Gröning często wzywał swych słuchaczy, aby sprawdzali swoje własne myśli i przyjmowali tylko te dobre. Bóg i szatan są nie tylko źródłami siły, lecz również źródłami myśli. Myśli wysyłane są nieustannie - dobre od Boga, złe - od szatana. Według Bruno Gröninga człowiek sam nie jest w stanie tworzyć myśli, lecz posiada jedynie zdolność ich przyjmowania.

„Bardzo ważne jest, jakie myśli człowiek przyjmuje, bo myśli są siłami. Jeżeli człowiek chce dobrego, to pomaga mu Bóg; chce złego, to pomaga mu szatan!”

Człowiek nie jest tu bezsilny, nie jest wystawiony na działanie wszystkiego, co wpadnie mu do głowy. On decyduje sam, które myśli do siebie dopuści, a których nie przyjmie. Jednak decyzja powinna tu być podjęta rozważnie, a nie pochopnie. Za każdą myślą stoi siła: każda myśl pozytywna wzmacnia, a negatywna osłabia;; każda radosna wieść uskrzydla, a smutna deprymuje, zniechęca. Myśli są duchowymi siłami. Zawierają w sobie moc, o której dzisiejsza ludzkość nie ma prawie pojęcia. Myśl wywołana miłością może pobudzić człowieka do oddania życia za kogoś innego. Myśl wywołana nienawiścią może doprowadzić go do zabicia kogoś. „Strzeżcie się Państwo każdej złej myśli!”

„Wszystko, co przyjmiecie Państwo w siebie, musicie znowu z siebie wydać“

„Powinniście sobie Państwo to już uświadamić, że jeżeli przyjęliście tylko jedną jedyną złą myśl, to zapewne sami ciągle na nowo stwierdzaliście, że wtargnęły w Was dalsze złe myśli i potem wypowiadaliście również złe słowa. Czyli wszystko, co przyjmiecie Państwo w siebie, musicie znowu z siebie wydać.”

„Jeżeli przyjmiecie Państwo w siebie tylko jedną złą myśl, to stajecie się sługą zła, stajecie się Państwo rzeczywiście sługami szatana! Pozwólcie sobie to powiedzieć!”

Człowiek działa zgodnie ze swoją wolą

Jak może jednak człowiek przeciwstawić się narzucającym mu się myślom, wywołującym depresję, zwątpienie, strach? Jak człowiek może się przed nimi obronić? Wyłaniają się one nagle, jakby znikąd i atakują go, starając się zawładnąć jego uczuciami. Co człowiek powinien wtedy zrobić?

Szatan chce zdezorientować człowieka przy pomocy negatywnych myśli - i to bez względu na ich odcień. Chce zwieść go z Bożej drogi. Chce, aby człowiek się bał, złościł, wątpił w dobro i łamał prawa Boga. Aby to osiągnąć, zwodzi człowieka iluzją tak, że poddany jest on grze niedobrych myśli i uczuć, wydany na ich pastwę bez możliwości obrony. Jest to jednak kłamstwo i oszustwo.

Bóg stworzył człowieka tak, żeby on sam mógł decydować o swoich myślach, mowie i czynach. Kiedy człowiek swoim wewnętrznym spojrzeniem dostrzeże jakąś niedobrą myśl, może ją spokojnie, lecz zdecydowanie odrzucić. Jeżeli będzie i pozostanie stanowczy, zło musi ustąpić i nie może zdobyć nad nim władzy. Człowiek sam, poprzez własną wolę decyduje o swym przeznaczeniu. „Człowiek działa zgodnie ze swą wolą. Jaka wola, taka myśl. Myśl pobudza człowieka do czynu.”

Najpierw musi być wola wyzdrowienia

Jak wielkie znaczenie mają myśli, pokazuje Bruno Gröning na bardzo prostym przykładzie. Przy budowie domu pierwszym impulsem jest wola, czy też życzenie, aby zbudować dom. Ostatecznie myśl ta konkretyzuje się coraz bardziej, aż do powstania dokładnego planu. Jak dotąd cała budowla istnieje wyłącznie w wyobraźni przyszłego właściciela. Właściwa budowa domu jest dopiero ostatnim krokiem na tej długiej drodze. Poprzedziły go liczne rozważania i przygotowania.

Tak samo jest z uzdrowieniem. Najpierw musi być wola wyzdrowienia, potem zerwanie w myślach z chorobą i przyjęcie wiary w wyzdrowienie. Dopiero ten ostatni krok jest uzdrowieniem, które zachodzi w ciele. Uzdrowienie nie jest jednak dziełem człowieka, lecz aktem łaski Boga. Człowiek nie może sobie na nią zapracować, może ją jedynie uzyskać.

Przeciwieństwa „dobro” i „zło”

Człowiek żyje pomiędzy i ma zawsze wybór

bild23Jeśli człowiek, dzięki wolnej woli, ma możliwość podejmowania decyzji, nasuwa się tu pytanie: jakie ma tu możliwości wyboru? Bruno Gröning mówi o tym tak: „Nie przestańcie uważać i nie zapominajcie o tym, Przyjaciele, że człowiek żyje między dobrem i złem. Człowiek żyje pomiędzy: tu jest dobro, a tam zło, pomiędzy nimi jest człowiek, on decyduje.”

Człowiek ma wybór. Może czynić dobro lub zło. Kiedy jego bliźni znajduje się w potrzebie, może mu pomóc, może przejść obok niego obojętnie, albo może też wykorzystać to trudne położenie innego człowieka dla własnych korzyści. Może zrobić, jak zechce. Człowiek stoi w życiu zawsze - świadomie lub nieświadomie - na rozstaju dróg, na którym musi zdecydować się na wybór dobrej lub też złej drogi. NajJak dochodzi do tego, że np. w porywie gniewu zrywamy z dobrym przyjacielem, że ze złości na szefa rezygnujemy z pracy, albo - urażeni w swej dumie - odrzucamy jakąś wyjątkową propozycję? Jakże często są to spontanicznie podjęte decyzje, których potem żałujemy, lecz których odwołać już się nie da - jedna chwila, która w okamgnieniu decyduje o przebiegu całego późniejszego życia - na dobre, lub na złe.

Budujące i rujnujące siły

Jak jednak do tego dochodzi? Co kryje się za pojęciami „dobro” i „zło”? Czy całe życie nie jest wynikiem ślepego losu, na którego pastwę nieuchronnie wydany jest bezbronny człowiek?

Dobro - jak wyjaśniał Bruno Gröning - pochodzi od Boga, zaś zło od strony przeciwnej: od szatana! A ten istnieje naprawdę i postawił sobie za cel zniszczyć wszystko, co dobre, wszystko, co pochodzi od Boga. Bruno Gröning: „Kto to jest - kto chwyta się każdej okazji, aby zniszczyć dobro, to, co Boże? Skąd bierze się choroba, i to choroba we wszystkim, co rośnie na tej ziemi? Weźcie, co chcecie - jakikolwiek owoc, czy stworzenie. Szatan zawsze i nieustannie usiłuje zniszczyć wszystko. Udało mu się także podejść człowieka.”

„Szatan, który egzystuje na tej ziemi, chwyta się każdej okazji, aby zniszczyć dobro i wszystko, co Boże.”

„Gdzie Bóg, tam miłość, gdzie szatan, tam wojny.”

W sferze duchowej oba bieguny znajdują się naprzeciw siebie: Bóg jako samo życie i szatan, który chce to życie zniszczyć. Obaj wspierani są przez zastępy istot duchowych, a walka prowadzona jest z całą bezwzględnością. Obie strony są w posiadaniu olbrzymich energii, których istotę Bruno Gröning opisał w prostych słowach: „Boża siła jest budująca, a zła, diabelska, szatańska jest rujnująca.”

Człowiek może przyjąć obie i pozwolić działać każdej z nich - zarówno w swym ciele, jak i w duszy. Jednak gdy pierwsza wzmacnia i pokrzepia, ta druga pozbawia sił i osłabia. Pozytywna siła zawsze zawiera w sobie zdrowie, negatywna - chorobę.

Choroba nie jest żadną karą Bożą, lecz następstwem nieprawidłowych myśli i czynów

Bruno Gröning mówił, że choroba pochodzi od zła i nie jest - jak się to często uważa - karą Bożą. Myśli tego typu określał jako kłamstwo i kategorycznie je odrzucał. Bóg nie karze! Choroba jest wynikiem błędnych myśli i czynów. Gdy zostanie usunięta przyczyna, zniknie też i skutek - i to jest wolą Boga.

„To nie jest tak, jak ludzie wierzą, że choroba jest karą od Boga. Można to porównać z sytuacją, kiedy dziecko opuści rodzinny dom. Wówczas rodzice nie mogą otaczać go swoją opieką, nie mogą tego dziecka już chronić. Tak samo my opuściliśmy naszego Ojca. Nie możemy zapomnieć, że jesteśmy tylko i wyłącznie dziećmi Boga. Tylko On może nam pomóc! I On nam pomoże, jeżeli znajdziemy znowu do Niego drogę.”

Wolna wola

Człowiek sam decyduje, czy wierzy w chorobę czy w zdrowie

Bruno Gröning mit Papageien

Wewnętrzna konfrontacja

Kiedy pojawiają się bóle, nie zawsze jest łatwo pomyśleć, że są to Regelungen. Wielu ogarnia niepewność: „Czy są to bóle związane z Regelungen czy też symptomy choroby?” Rozpoczyna się wewnętrzna konfrontacja wiary. Tu się rozstrzyga, czy człowiek otrzyma zdrowie, względnie jak długo będzie trwał proces uzdrawiania. Zależy to od tego, czemu człowiek bardziej uwierzy, myślom o chorobie, czy myślom o uzdrowieniu. Jeżeli nadal wierzy w chorobę, wówczas ją zatrzyma, ale gdy pokona wszystkie przeszkody stojące na drodze do wiary w zdrowie, proces uzdrawiania w końcu się dokona. Człowiek sam decyduje.

Nikogo nie można zmuszać do uzdrowienia, każda osoba musi się na to dobrowolnie zdecydować

To jest ważny punkt w nauce Bruno Gröninga. Wciąż podkreślał on, że człowiek posiada nietykalną wolną wolę i że jest to największy dar od Boga, jaki żyjąca istota może otrzymać. Dar ten przenosi człowieka z poziomu stworzenia o przesądzonym bycie na poziom wolnego dziecka, które żyje według przykazań Ojca nie pod przymusem, lecz dobrowolnie. Jednakże wolna wola daje także możliwość łamania praw Bożych.

Gröning respektował wolną wolę człowieka w najwyższym stopniu. Dlatego też może on pomóc tylko temu, kto pozwoli sobie pomóc, kto jest gotowy oddzielić się od choroby. On może człowiekowi zabrać tylko to, co człowiek mu odda z własnej woli. Ten, kto zajmuje się ciągle swoją chorobą, ciągle o niej myśli i mówi o niej, będzie nadaremnie czekał na swoje uzdrowienie. Bruno Gröning powiedział tak: „Ja mogę człowiekowi pomóc w odnalezieniu drogi do dobra, ale nie mam prawa podjąć za niego tej decyzji, ani go do tego zmusić. Każdy musi sam odnaleźć swoją drogę.”

„Regelungen”

Oczyszczania ciała może najpierw wywołać bóle

„Regelungen“ są częścią oczyszczającego procesu

Niektórzy ludzie dostają bólów podczas podczas przyjmowania Heilstrom`u. Ten fenomen został nazwany przez Bruno Gröninga „Regelung”. Jest on oznaką przestawiania się organizmu, zmian, jakie zaczynają w nim zachodzić. Bólów regulacyjnych nie można porównywać z bólami chorobowymi. Są one spowodowane przez Heilstrom i są oznaką oczyszczania chorych narządów. Kurt Trampler (Uzdrowiony, przez pewien czas współpracownik Bruno Gröninga, dziennikarz i autor książek) napisał: „Ból związany z Regelungen często zbija z tropu szukających pomocy. Ból regulacyjny musi po prostu być. Podczas występowania bólów regulacyjnych niektórzy obawiali się, że choroba znowu powróciła i w strachu mówili: Teraz jest jeszcze gorzej, chodźmy do lekarza. Gröning: ‚Dlatego wyczulam Państwa na to, że kiedy pojawią się Regelungen, to trzeba je znieść, wycierpieć, przetrwać. Nie wydarzy się nic złego, tylko to, że człowiek będzie zdrowy.‘”

Regelungen mogą wystąpić w bardzo różnych formach. Bóle mogą być podobne do bólów chorobowych, a czasami nawet silniejsze. Mogą być też zupełnie inne. Jest to bardzo zróżnicowane, gdyż ludzki organizm reaguje indywidualnie na siłę uzdrawiającą.

Nie można oszczędzić ludziom bólu regulacyjnego, ponieważ jest on częścią procesu oczyszczającego, podczas którego brud choroby jest usuwany z ciała na duchowej drodze.

Przebieg Regelungen

Bruno Gröning wyjaśnił fenom Regelungen na przykładzie zabrudzonej kanki na mleko. Zapytał, co należy zrobić, gdy trzeba stare, skwaśniałe mleko wymienić na świeże. Odpowiedź jest jasna: najpierw trzeba stare mleko wylać, a następnie umyć kankę. Zupełnie podobnie - metaforycznie - jest w przypadku człowieka. Kiedy porównać człowieka do kanki, chorobę do zepsutego, a zdrowie do świeżego mleka, to człowiek musi najpierw uwolnić się w myślach od choroby - wylać zepsute mleko. Następnie ciało zostaje oczyszczone z „brudu” choroby - to są Regelungen. Dopiero do oczyszczonego pojemnika można wlać świeże mleko - zdrowie wypełnia człowieka.

Innym razem Bruno Gröning porównuje człowieka do pojemnika na owoce: „Weźcie Państwo jakąś miskę, która wypełniona jest obojętnie czym, powiedzmy owocami, które stoją już wiele dni, tzn. stały i nikt się nimi nie zajmował, i nikt nie wiedział jak się z nimi obchodzić, i zepsuły się. Już nie możecie Państwo tych owoców spożywać. I teraz ktoś przyjdzie i chce Wam dać nowe, zdrowe owoce, to wtedy byłoby wielką głupotą, gdyby ktoś położył te nowe, zdrowe owoce na te zepsute, bo te nowe znalazłyby się również w takim samym stanie, jak już te zepsute. Jeżeli chcecie Państwo mieć zdrowe owoce, to musicie Państwo najpierw wyrzucić to, co zepsute, niezdrowe, nie nadające się do jedzenia; ale nie tylko to, także tę miskę do owoców trzeba umyć, aby przyjąć to, co zdrowe. Porównajcie Państwo to, tę miskę, z waszym ciałem, a owoce z waszym chorym organem, a zdrowe jest to, co macie nadzieję uzyskać, ale jest to niemożliwe, jeżeli nie możecie Państwo wyrzucić tego, co zepsute, tzn. w tym przypadku, jeżeli zajmujecie się Państwo swoją chorobą.”

„Einstellen“

Prawidłowa postawa ciała i właściwe duchowe natawienie dla przyjęcia Bożego Heilstromu

Bruno Gröning mit HundHeilstromem nazywał Bruno Gröning duchową siłę, która uzdrawia. Używał także synonimowo pojęć uzdrawiająca fala i Boża siła. W jaki sposób człowiek może przyjąć Heilstrom jak się otworzyć na Bożą siłę? Bruno Gröning polecał poszukującym pomocy następującą pozycję siedzącą: nie krzyżować rąk ani nóg, a otwarte dłonie położyć grzbietem na udach. Poza tym istotne jest, aby wyłączyć wszystkie przeszkadzające myśli i skoncentrować się całkowicie na tym, co się dzieje w ciele. Warunkiem podstawowym jest otwarte i pełne wiary duchowe nastawienie. W ten oto sposób człowiek może się otworzyć na napływ uzdrawiającej siły. Bruno Gröning powiedział: „Bóg daje nam całe dobro, my tylko musimy to wszystko, co On nam przesyła, w nas przyjąć. Więc czyńcie to!”

Dlaczego pozycja ciała jest taka istotna, wyjaśnił on następująco: „Ci, którzy mają ciało mogące się jeszcze swobodnie poruszać, ci krępują je chętnie i często; to jest również moc, moc przyzwyczajenia: skrzyżowane nogi, założone jedna na drugą. Pewnie, że człowiek może się niekiedy wyciągnąć, i poskręcać swoje ciało, ale na pewno nie wtedy, kiedy chce odbierać to, co dobre, co Boże. Wtedy musi być wolny, z otwartymi rękami, z pustymi rękami musi siedzieć, albo stać!” 

Kurt Trampler (Uzdrowiony, przez pewien czas współpracownik Bruno Gröninga, dziennikarz i autor książek) pisał w swej książce Wielkie nawrócenie: „Ważny [...] jest, oprócz wewnętrznego przygotowania pozornie drobny, lecz istotny szczegół, zewnętrzna postawa. Powinno się siedzieć nie opierając pleców i nie krzyżując rąk ani nóg. Według Gröninga krzyżowanie lub stykanie się rąk powoduje zwarcie życiowego prądu w górnej części ciała. Do takiej samej reakcji dochodzi w dolnej części ciała, gdy nogi są skrzyżowane lub tylko złączone ze sobą. Kto robi coś takiego z przyzwyczajenia, ten może nawet ściągnąć na siebie w dalszej przyszłości całkiem nieprzyjemne choroby.”

Obserwować, co odczuwa się we własnym ciele

Świadome przyjmowanie siły Bruno Gröning nazywał „Einstellen”. Człowiek „nastawia się” na przyjęcie Heilstromu. Gdzie i kiedy to robi, nie jest istotne. Ważne jest tylko, aby człowiek wewnętrznie się wyciszył, wyłączył wszystkie przeszkadzające myśli i obserwował, co dzieje się w jego ciele. Bruno Gröning pytał ciągle swych słuchaczy, co odczuwają.

„Powinniście nastawić się tu tylko na to, aby otrzymać, dokładniej mówiąc, dążyć do otrzymania tej prawdziwej Bożej przesyłki. Jak należy tego dokonać, sami stwierdzicie. Jednak muszę ciągle powtarzać, dopiero wtedy, gdy rzeczywiście poświęcicie swemu ciału uwagę, obserwując, co się w nim dzieje, nie wokół niego, lecz tylko w nim, w waszym własnym ciele.”

Każdy człowiek jest w stanie odczuć oddziaływanie Heilstromu na własnym ciele. Jeden odczuwa mrowienie, inny przypływ zimna lub ciepła. Ktoś jeszcze odczuwa potrzebę poruszania rękami lub nogami, jeszcze inny dostaje drgawek. Heilstrom wywołuje najróżniejsze reakcje u różnych ludzi.

„Heilstrom”

Życiowy prąd z Bożego źródła siły

Obrazek
Bruno Gröning spricht zu den Menschen am Traberhof.


Gröning jako „transformator“ pomiędzy „elektrownią“ Bogiem i „żarówką” człowiekiem

Bruno Gröning określał siebie samego mianem pośrednika w przekazywaniu duchowej siły, która pochodzi bezpośrednio od Boga i dokonuje uzdrowienia. Tę bożą siłę nazwał on „Heilstromem”.

Aby wyjaśnić istotę uzdrawiającego prądu, posłużył się on pewnym przykładem, porównując Boga do elektrowni, a człowieka do żarówki. Tak jak żarówka może spełnić swoje przeznaczenie dopiero wtedy, gdy dopłynie do niej prąd z elektrowni, tak samo człowiek może żyć w Bożym porządku dopiero wtedy, gdy jest napełniany Bożą siłą. Sobie samemu Bruno Gröning przypisywał zadanie „transformatora”. On przetwarza nieskończenie wielkie Boże energie tak, aby każdy człowiek otrzymał tylko tyle, ile jest w stanie przyjąć. Jego zdolność do przyjmowania siły była nieograniczona. Toteż było możliwe, że np. w Traberhof koło Rosenheim tysiące ludzi odczuwało jednocześnie Bożą siłę i dochodziło tam do masowych uzdrowień.

Gdy połączenie między Bogiem i człowiekiem zostało zerwane

Bruno Gröning wyjaśnił, iż w stanie pierwotnym istniało bezpośrednie połączenie pomiędzy „elektrownią”- Bogiem a „odbiornikiem”- człowiekiem. Ludzie żyli na ziemi jako Boże dzieci w najwyższej jedności ze swoim Ojcem. Jednak odwracając się od Boga, wypadli z Bożego porządku i wystawili się na nędzę i biedę. Połączenie między Bogiem i ludźmi zostało zerwane. Z upływem czasu powstawała coraz to głębsza przepaść, której ludzie nie byli w stanie sami pokonać.

Most nad przepaścią między Bogiem i człowiekiem prowadzący do nowego odczucia życia

Bruno Gröning zwracał uwagę: „I ponieważ człowiek nie był w stanie powrócić na tę właściwą Bożą drogę, gdyż most prowadzący do niej został zburzony, a on przytłumiony tylko błądził - ten most do tej prawdziwej, Bożej drogi ja zbudowałem, ponownie odbudowałem, i jeżeli będziecie z niego korzystać, jeśli będziecie po nim kroczyć, dojdziecie do tej drogi, do Bożej drogi, gdzie sami będziecie mieli połączenie z tym wielkim, jedynym, Bożym dziełem, gdzie otrzymacie tę prawdziwą, rzeczywistą, właściwą, Bożą siłę życia, aby potem żyć dobrze, a przede wszystkim w zdrowiu.”

„A kto po tym moście kroczy i idzie dalej prawdziwą Bożą drogą, otrzyma zupełnie inne odczucie i jest zdziwiony wszystkim tym, co tu się znajduje, czego tu do tej pory nie był w stanie jeszcze rozpoznać. Dopiero wtedy połączycie się z wielkim, Bożego dziełem.”

Kto żyje według nauki Bruno Gröninga i otworzy się na Bożą siłę, będzie odczuwał uzdrawiający prąd we własnym ciele. Zupełnie nowe odczucie życia zagości w nim: ból, kłopoty i zmartwienia znikną, zdrowie, harmonia i radość znajdą w nim miejsce. Człowiek zaczyna doświadczać, że Bóg nie siedzi wysoko ponad gwiazdami jako bezlitosny sędzia, lecz jako pełen miłości Ojciec jest z ludźmi i chce im pomóc. Przepaść jest pokonana. Człowiek doświadcza znowu pierwotnego stanu.

Wielkie nawrócenie

Oddzielić się od choroby i wierzyć w zdrowie

Zajmowanie się w myślach chorobą oznacza trzymanie jej mocno

Bruno Gröning wciąż nawoływał ludzi do „wielkiego nawrócenia”. Upominał ich, żeby wiarę w dobro wprowadzali w czyn i porzucili złe nawyki.

W pierwszym rzędzie wzywał ludzi, aby nie myśleli o chorobach. Stale podkreślał, że choroba pochodzi od zła i jest złem. Zajmowanie się nią oznacza zadawanie się ze złem. To utrudnia proces zdrowienia, a nawet może go uniemożliwić. „Kto zajmuje się chorobą, trzyma ją mocno i blokuje drogę Bożej sile. ”

Człowiek powinien się rozstać z chorobą i nie traktować jej jak własności, lecz widzieć w niej zło. „Choroba nie należy do człowieka!”

Chorobę oddać Bruno Gröningowi

Bruno Gröning zaproponował ludziom odebranie ich chorób: „Oddajcie Państwo mnie Wasze choroby i Wasze kłopoty! Nie poradzicie sobie z tym sami. Ja będę je niósł za Was. Lecz dajcie mi je dobrowolnie, gdyż ja nie kradnę!”

„Jeżeli dobrowolnie oddacie Państwo chorobę, żebym mógł ją od Was zabrać, to dobrze. Jeżeli trzymacie ją mocno, to wtedy nie wolno mi nic uczynić. Zabrania tego siódme przykazanie: „Nie kradnij.” Gdybym siłą zabrał człowiekowi chorobę, wtedy zgrzeszyłbym. Nie wolno mi kraść! Kto swoją chorobę kocha, ten trzyma ją mocno, kto może o niej zapomnieć, od tego zabiorę ją, żeby ją dobrowolnie oddał, nie tylko w myślach, również w czynach. Musicie Państwo słuchać mojego słowa! Ja nie chcę na Was wpływać. Jeżeli oddacie chorobę dobrowolnie, wtedy zabiorę od Was wszystkie cierpienia!”

Najpierw człowiek musi doprowadzić do wewnętrznego nawrócenia się

Jak poważnie Bruno Gröning traktował wewnętrzne nawrócenie każdej osoby, ukazuje następujący fragment z książki Kurta Tramplera (Uzdrowiony, przez pewien czas współpracownik Bruno Gröninga, dziennikarz i autor książek) Wielkie nawrócenie: „Również podczas prywatnych rozmów słyszałem często od Gröninga zdecydowane twierdzenie, iż ponosi on przed Bogiem odpowiedzialność za dokonywanie ‚uzdrowienia przez czysto Bożą siłę‘ tylko u tych cierpiących, którzy posiadają przynajmniej dobrą wolę do życia według Bożego prawa i odmawianie uzdrowienia tym osobom, które nie są gotowe odstąpić od zła. „Mógłbym”, tak powiedział, „doprowadzić do masowego uzdrowienia, mówiąc: Wszyscy chorzy danego miasta lub danego państwa będą zdrowi! Ale czy nie straciłoby się przez to więcej aniżeli zyskało? Czy ci źli wśród tych chorych byliby gotowi na nawrócenie się? Nie nadużywaliby oni tylko odzyskanego zdrowia? Nie! Najpierw człowiek musi doprowadzić do wewnętrznego nawrócenia się, najpierw musi on być gotów na wyrwanie z siebie tego, co jest diabelskie i odnalezienie drogi do Boga. Dopiero wtedy jest on wart tego, aby zostać uzdrowionym.”

Pierwotny człowiek nie był chory

Następujące słowa Bruno Gröninga wyjaśniają tę wypowiedź i tłumaczą przyczynę powstawania chorób:

„Jak doszło w ogóle do tego, że człowiek stał się chory? Pierwotny człowiek nie był chory. Ludzie stawali się źli, coraz gorsi z pokolenia na pokolenie. Zło tak się rozprzestrzeniło, że wkrótce nie będzie już można żyć. Kłótnie i spory, nawet w rodzinach, więcej wojny niż pokoju między narodami! Troski przyniosły ludzkości duchowe cierpienia i zakorzeniły się tak głęboko, że ludzie musieli zachorować. Jeden obciąża duchowo drugiego. Ludzie stali się zarozumiali, oddalili się od tego, co naturalne, wielu utraciło wiarę w Boga. Ale kto schodzi z Bożej drogi, ten odchodzi od swojego zdrowia.”

Jeżeli człowiek pragnie odzyskać zdrowie za pośrednictwem Bruno Gröninga, to musi być gotów na odrzucenie zła. Musi odwrócić się plecami do zła i choroby, musi z nią zerwać i nie myśleć „moja astma, mój reumatyzm itd.” To nie zawsze jest łatwe i wymaga wewnętrznej przemiany. Człowiek musi zasadniczo zmienić myślenie. Nie może z przyzwyczajenia wierzyć w chorobę, lecz musi wierzyć w zdrowie. Powinien wierzyć, że nawet choroby nieuleczalne dają się uzdrowić.

„Rozumem nie można mnie zrozumieć“

Tego właśnie oczekiwał Bruno Gröning od poszukujących pomocy! Czyż każdy logicznie myślący nie stawia oporu przed przyjęciem takiego wyzwania? W jaki sposób mają powrócić do normalnego stanu zdeformowane przez reumatyzm stawy, jak sparaliżowane kończyny odzyskują sprawność? Jakby miałoby być możliwe oddanie Bruno Gröningowi chorób, bez przeprowadzenia przez niego najmniejszego leczenia, a nawet bez opisania mu choroby? Czyż to nie obraza dla każdego trzeźwo myślącego człowieka?

Jest to faktycznie wielkie nawrócenie, którego Bruno Gröning oczekuje od ludzi. To oznacza przecież odsunięcie na bok każdej naukowej, intelektualnej myśli i przyjęcie wiary w coś wyższego. Jego nauka opiera się na zupełnie innych zasadach, różniących się od współczesnego, utartego rozumowania powstałego pod wpływem materialistycznego ducha czasu. Dlatego też mówił on często: „Rozumem nie mogę być zrozumiany.”

Przyczyna chorób

Jeśli brakuje połączenia z Bożym źródłem siły

Obrazek
Bruno Gröning spricht zu Kranken.


Choroba to nie przypadek

Wielu ludzi żyje dzisiaj w przekonaniu, iż choroba jest czymś przypadkowym, czymś, co pojawia się nagle i ni stąd, ni zowąd atakuje człowieka. Bruno Gröning powiedział natomiast: „Im bardziej człowiek oddalał się od Boga, świadomie czy też nieświadomie, tym mniej życia było w jego ciele, tak że było w nim zaledwie tyle życia, żeby organy reagowały na niego tak, jak on postanowił. Już nie mógł iść przez życie w pełni sił. Tu odłączył się od tego źródła siły. W końcu stracił połączenie z dużym, Bożym źródłem siły. Nie mógł już przyjmować w siebie Bożej siły. I tak stał się on, jego ciało, wrakiem.”

Między Bogiem i ludźmi powstała wielka przepaść

To, w jaki sposób człowiek może powrócić do zdrowia, Bruno Gröning opisał w następujący sposób: „Bóg stworzył człowieka pięknym, dobrym i zdrowym. I takim też chce go mieć. Pierwotnie ludzie byli całkowicie związani z Bogiem;; panowała tylko miłość, harmonia i zdrowie, wszystko było jednością. Ale kiedy pierwotny człowiek posłuchał głosu, złego głosu, który przemówił do niego spoza tej jedności i uczynił to, wówczas zostało zerwane to połączenie i od tego czasu Bóg jest tutaj, a człowiek tam. Między Bogiem i ludźmi powstała wielka przepaść. Nie ma tu żadnego połączenia. Człowiek, zdany sam na siebie, mimo że może być bardzo wierzący i modlić się, to i tak na swojej drodze życiowej zostanie zaatakowany przez zło i wciągnięty do przepaści. Właśnie tam zaszliście Państwo na swojej drodze życiowej, tam na dół. Przeżywacie nieszczęścia, bóle, nieuleczalne choroby. Ja mówię Państwu: Nie schodźcie Państwo jeszcze niżej, wzywam Was do wielkiego nawrócenia się! Idźcie Państwo w górę, a ponad przepaścią buduję dla Was most! Zejdźcie Państwo z drogi cierpień na Bożą drogę! Na niej nie ma nieszczęścia, nie ma bólów, nie ma chorób nieuleczalnych; tu jest tylko dobro. Ta droga prowadzi z powrotem do Boga!”

Nauka Bruno Gröninga

Pomoc i uzdrowienie na drodze duchowej

Bruno Gröning in einer Gemeinschaftsstunde.Nauka Bruno Gröninga opiera się na wpływie duchowych sił na człowieka. Wpływ tych sił jest o wiele większy, niż uświadamia to sobie większość ludzi.

Człowiek jako „bateria“ – aby wykonać swoje zadania, musi on stale przyjmować w siebie nowe życiowe energie

Bruno Gröning porównuje człowieka z baterią. W życiu codziennym każdy traci siłę. Jednakże człowiek często nie przyjmuje wystarczającej ilości koniecznej, nowej energii życiowej. Podobnie jak pusta bateria nie działa, tak samo ciało pozbawione siły nie może wykonywać swoich zadań. Następstwem tego jest wyczerpanie, zdenerwowanie, strach przed życiem i w końcu choroba.

Bruno Gröning wyjaśnia, w jaki sposób każdy człowiek może znowu dotrzeć do nowych energii. Zarówno wiara w dobro jest tu warunkiem jak też wola zdrowia. Człowiek jest wszędzie otoczony uzdrawiającymi falami, które musi tylko w siebie przyjąć. Według Bruno Gröninga, nie ma chorób nieuleczalnych, co potwierdzają sprawdzone medycznie relacje o uzdrowieniach. Uzdrowienia następują tutaj wyłącznie na drodze duchowej i dlatego nie są one powiązane z materialnym ciałem Bruno Gröninga.

Jak człowiek najlepiej przyjmuje w siebie Heilstrom

Aby przyjąć w siebie ten Heilstrom, człowiek szukający pomocy siedzi z dłońmi otwartymi do góry. Ręce i nogi nie są skrzyżowane, aby nie przerywać przepływu Heilstromu. Myśli o chorobie i kłopotach blokują, natomiast pomagają myśli o czymś pięknym.

Kiedy Heilstrom przepływa przez ciało, trafia na organy, które są obciążone chorobą i zaczyna tam swoje oczyszczające działanie. Przy tym mogą pojawić się bóle, które wskazują na oczyszczanie ciała. Ponieważ choroba w swej istocie nie jest zgodna z wolą Boga, jest ona stopniowo usuwana. W niektórych przypadkach może się to wydarzyć spontanicznie. Konieczne jest, aby człowiek nie zajmował się już w myślach chorobą, lecz wierzył w to, że dla Boga nie ma chorób nieuleczalnych.

Aby nadal pozostać zdrowym człowiekiem, przyjaciele z Koła Przyjaciół Bruno Gröninga przeprowadzają codziennie Einstellen po to, aby przyjąć Heilstrom. Zdrowe ciało tworzy podstawy do życia w harmonii z samym sobą, z innymi ludźmi i naturą.

Bruno Gröning daje ludziom naukę

Celem nauki Bruno Gröninga jest to, aby każdego uczynić człowiekiem cieszącym się życiem, który jest wolny od cielesnych i duchowych obciążeń.

O tym Bruno Gröning mówi dosłownie: „Ta moja nauka jest oczywistą życiową mądrością, według której żyje już wielu moich przyjaciół, odnosząc sukces. Dzięki przyjęciu tej nauki nastąpiła w nich całkowita przemiana, która w wielu przypadkach doprowadziła nawet do uzdrowienia.”

Staraniom Bruno Gröninga przyświecał tylko jeden cel: pomagać cierpiącym. Dał im na drogę życia swoją naukę, nie opierającą się na intelektualnych przemyśleniach, lecz wywodzącą się z intuicyjnej zdolności do wyczuwania praw duchowych. Kto bliżej ją pozna, odnajdzie i rozpozna w niej niespodziewaną złożoność, która wykracza daleko poza aspekt uzdrowienia, przez co człowiek staje się zdrowy nie tylko na ciele, ale także na duszy. Bruno Gröning nawoływał ludzi do wiary w dobro i do wprowadzania jej w czyn.

https://www.bruno-groening.org/pl/bruno ... ning-lehre


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 02 sie 2017, 11:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Jak się stać człowiekiem duchowym?

„MYŚLENIE ciała oznacza śmierć, lecz myślenie ducha oznacza życie i pokój” — napisał apostoł Paweł (Rzymian 8:6). Wskazał w ten sposób, że dbanie o duchowość to coś więcej niż kwestia osobistych upodobań czy preferencji. Jest to sprawa życia i śmierci. Ale jak rozumieć wzmiankę, że osoba usposobiona duchowo zyska „życie i pokój”? Otóż według Biblii człowiek taki już teraz cieszy się pokojem — z samym sobą i z Bogiem — a w przyszłości otrzyma życie wieczne (Rzymian 6:23; Filipian 4:7). Nic dziwnego, że Jezus powiedział: „Szczęśliwi, którzy są świadomi swej potrzeby duchowej” (Mateusza 5:3).

Skoro czytasz to czasopismo, zapewne jesteś zainteresowany swym rozwojem duchowym — i bardzo słusznie. Ponieważ jednak spotyka się najrozmaitsze opinie na ten temat, możesz się zastanawiać: Co to znaczy być człowiekiem duchowym? Jak się nim stać?

„Umysł Chrystusowy”

Apostoł Paweł nie tylko wskazał, dlaczego tak ważne jest duchowe podejście do życia, ale też naświetlił, na czym ono polega. Chrześcijanom mieszkającym w starożytnym Koryncie przedstawił różnicę między człowiekiem fizycznym — podążającym za pragnieniami ciała — a człowiekiem, który ceni wartości duchowe. Napisał: „Człowiek fizyczny nie przyjmuje spraw ducha Bożego, bo są dla niego głupstwem”. Następnie wyjaśnił, że człowieka duchowego cechuje „umysł Chrystusowy” (1 Koryntian 2:14-16).

Kto posiada „umysł Chrystusowy”, ten przejawia „takie samo nastawienie umysłu, jakie miał Chrystus Jezus” (Rzymian 15:5; Filipian 2:5). Innymi słowy, człowiek prawdziwie duchowy myśli tak jak Jezus i podąża jego śladami (1 Piotra 2:21; 4:1). Im bardziej w swym sposobie rozumowania upodabnia się do Chrystusa, tym bardziej pogłębia swą duchowość i tym bliżej jest osiągnięcia „życia i pokoju” (Rzymian 13:14).

Jak poznać „umysł Chrystusowy”

Żeby posiąść umysł Chrystusowy, najpierw trzeba go poznać. A zatem pierwszy krok na drodze do prawdziwej duchowości polega na poznaniu sposobu myślenia Jezusa. Ale jak wniknąć w umysłowość kogoś, kto żył na ziemi 2000 lat temu? A jak poznajesz różne postacie historyczne? Zazwyczaj czytając o nich. Podobnie jest w tym wypadku — aby poznać umysł Chrystusa, trzeba analizować przekazy historyczne opisujące jego życie (Jana 17:3).

Do dyspozycji mamy cztery barwne sprawozdania ewangeliczne, spisane przez Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Kiedy będziesz je wnikliwie czytać, poznasz sposób myślenia Jezusa, głębię jego uczuć oraz pobudki kryjące się za czynami. Rozmyślając o tym, stworzysz sobie w umyśle wyraźny obraz jego osobowości. Nawet jeśli już uważasz się za naśladowcę Chrystusa, taka lektura i rozmyślanie pomoże ci ‛wzrastać w życzliwości niezasłużonej oraz poznaniu naszego Pana i Wybawcy, Jezusa Chrystusa’ (2 Piotra 3:18).

Mając to w pamięci, przeanalizujmy niektóre fragmenty Ewangelii, by zobaczyć, czym wyróżniał się Jezus jako człowiek duchowy. Następnie zastanowimy się, jak każdy z nas może naśladować pozostawiony przez niego wzór (Jana 13:15).

Duchowość a „owoc ducha”

Ewangelista Łukasz zanotował, że na Jezusa podczas chrztu został wylany duch święty i że Jezus był „pełen ducha świętego” (Łukasza 3:21, 22; 4:1). Sam Jezus uświadamiał swym naśladowcom potrzebę poddawania się kierownictwu ducha świętego, czyli „czynnej siły Bożej” (Rodzaju 1:2; Łukasza 11:9-13). Dlaczego jest to niezmiernie ważne? Ponieważ duch Boży ma moc przeobrazić umysł człowieka, tak by przypominał umysł Chrystusa (Rzymian 12:1, 2). Dzięki oddziaływaniu ducha świętego dana osoba może wypracować takie przymioty, jak „miłość, radość, pokój, wielkoduszna cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara, łagodność, panowanie nad sobą”. Przymioty te — nazwane w Biblii „owocem ducha” — charakteryzują prawdziwie duchowego człowieka (Galatów 5:22, 23). A zatem człowiek duchowy poddaje się pod wpływ ducha Bożego.

Jezus przejawiał owoce ducha w każdej dziedzinie swej służby. Jego miłość, życzliwość, dobroć i inne przymioty uwidaczniały się zwłaszcza w kontaktach z przedstawicielami niższych warstw społecznych (Mateusza 9:36). Zwróćmy chociażby uwagę na pewne wydarzenie opisane przez apostoła Jana. W jego relacji czytamy: „Przechodząc, [Jezus] ujrzał człowieka ślepego od urodzenia”. Uczniowie również go zobaczyli, ale uznali go za grzesznika. „Kto zgrzeszył”, zapytali, „ten człowiek czy jego rodzice”? Z kolei sąsiedzi niewidomego zapamiętali go jako żebraka. „Czyż to nie ten człowiek, który siadał i żebrał?” — mówili. Tymczasem Jezus dostrzegł w nim kogoś, kto potrzebował pomocy. Odezwał się do niego i przywrócił mu wzrok (Jana 9:1-8).

Co to zdarzenie mówi nam o umyśle Chrystusowym? Po pierwsze, Jezus nie pomijał maluczkich, lecz okazywał im współczucie. Po drugie, z własnej inicjatywy im pomagał. Czy naśladujesz go pod tym względem? Czy zauważasz innych i udzielasz im pomocy, by mogli prowadzić lepsze życie i uchwycić się nadziei na przyszłość? A może raczej masz skłonność do faworyzowania ludzi wpływowych i pomijania mniej znaczących? Jeżeli bliższa jest ci pierwsza postawa, to faktycznie naśladujesz przykład Jezusa (Psalm 72:12-14).

Duchowość a modlitwa

Ze sprawozdań ewangelicznych wynika, że w okresie swej ziemskiej służby Jezus często zwracał się do Boga w modlitwie (Marka 1:35; Łukasza 5:16; 22:41). Świadomie rezerwował na to czas. Mateusz donosi: „Odprawiwszy tłumy, [Jezus] wstąpił sam jeden na górę, aby się modlić” (Mateusza 14:23). Takie chwile spędzone na osobistej rozmowie z niebiańskim Ojcem dodawały Jezusowi sił (Mateusza 26:36-44). Obecnie ludzie usposobieni duchowo także starają się często rozmawiać ze Stwórcą, wiedząc, że dzięki temu umocnią z Nim więź i dostroją swój sposób myślenia do Chrystusowego.

Jezus nie ograniczał się do krótkich modlitw (Jana 17:1-26). Na przykład przed wyborem 12 apostołów „odszedł na górę, by się modlić, i spędził całą noc na modlitwie do Boga” (Łukasza 6:12). Kto dba o swój stan duchowy, czyni podobnie. Nie oznacza to, że musi spędzać na modlitwie całe noce. Jednakże przed podjęciem ważnych decyzji życiowych modli się dostatecznie długo i zabiega o kierownictwo ducha świętego, by dokonany wybór przyczynił się do jego rozwoju duchowego.

Chrystus dał nam też przykład angażowania w modlitwy całego serca. Jak się dowiadujemy z relacji Łukasza, rozmawiał z Bogiem w noc przed swą śmiercią. „Cierpiąc mękę, modlił się tym żarliwiej; i jego pot stał się jak krople krwi spadające na ziemię” (Łukasza 22:44). Jezus modlił się żarliwie już wcześniej, ale tym razem — przed najtrudniejszą próbą czekającą go na ziemi — czynił to „tym żarliwiej”, i został wysłuchany (Hebrajczyków 5:7). Właśnie tak postępuje człowiek duchowy. W szczególnie ciężkich chwilach „tym żarliwiej” prosi Boga o świętego ducha, o kierownictwo i wsparcie.

Skoro Jezus tak dużo się modlił, nic dziwnego, że uczniowie chcieli go w tym naśladować. Poprosili: „Panie, naucz nas się modlić” (Łukasza 11:1). Podobnie dzisiaj każdy, kto ceni sobie wartości duchowe i chce się poddawać kierownictwu świętego ducha Bożego, bierze pod tym względem przykład z Jezusa. Prawdziwa duchowość i modlitwa są ze sobą nierozerwalnie związane.

Duchowość a głoszenie dobrej nowiny

W Ewangelii według Marka znajdujemy opis, jak Jezus do późnej nocy uzdrawiał chorych. Gdy następnego dnia rano modlił się na osobności, przyszli do niego apostołowie i powiedzieli, że szuka go wielu ludzi, którzy prawdopodobnie też chcieli zostać uzdrowieni. Ale Jezus powiedział: „Chodźmy gdzie indziej, do pobliskich osad wiejskich, żebym i tam mógł głosić”. Następnie wyjaśnił: „Bo w tym celu wyszedłem” (Marka 1:32-38; Łukasza 4:43). Chociaż przywracanie ludziom zdrowia było dla Jezusa ważne, jego główne zadanie polegało na głoszeniu dobrej nowiny o Królestwie Bożym (Marka 1:14, 15).

Również w naszych czasach osoby mające umysł Chrystusowy można rozpoznać po tym, że głoszą o Królestwie. Swym naśladowcom Jezus polecił: „Idźcie więc i czyńcie uczniów z ludzi ze wszystkich narodów, (...) ucząc ich przestrzegać wszystkiego, co wam nakazałem” (Mateusza 28:19, 20). Poza tym zapowiedział: „Ta dobra nowina o królestwie będzie głoszona po całej zamieszkanej ziemi na świadectwo wszystkim narodom; a potem nadejdzie koniec” (Mateusza 24:14). Słowo Boże wskazuje, że to dzieło świadczenia jest wykonywane dzięki wsparciu ducha świętego, więc gorliwe uczestniczenie w nim stanowi cechę charakterystyczną człowieka duchowego (Dzieje 1:8).

Zanoszenie orędzia o Królestwie mieszkańcom całej ziemi wymaga zjednoczonych starań milionów głosicieli (Jana 17:20, 21). Osoby zaangażowane w tę działalność muszą nie tylko być usposobione duchowo, ale też tworzyć dobrze zorganizowaną społeczność. Czy umiałbyś wskazać ludzi, którzy kroczą śladami Chrystusa i na całym świecie głoszą dobrą nowinę o Królestwie?

Jak oceniasz siebie?

Oczywiście to tylko niektóre cechy charakterystyczne człowieka duchowego, ale już na ich podstawie możesz sprawdzić samego siebie. Zadaj więc sobie pytania: Czy regularnie czytam Słowo Boże, Biblię, i rozmyślam nad jego treścią? Czy wydaję owoce ducha świętego? Czy często się modlę? Czy pragnę współpracować z ludźmi, którzy rozgłaszają po całej ziemi dobrą nowinę o Królestwie Bożym?

Szczera samoanaliza pomoże ci ocenić głębię twej duchowości. Zachęcamy cię, byś nie zwlekał z podjęciem koniecznych starań, a twym udziałem stanie się „życie i pokój” (Rzymian 8:6; Mateusza 7:13, 14; 2 Piotra 1:5-11).

https://wol.jw.org/pl/wol/d/r12/lp-p/2007561


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 27 sie 2017, 20:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Człowiek zmysłowy, cielesny i duchowy

(W nawiązaniu do Homilii z 19.02.2012r.)

Poniższy schemat znajdujemy w Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian 2:9-3:9

1. Człowiek zmysłowy

Człowiek zmysłowy nie przyjął Chrystusa jako Pana życia, żyje zmysłami, nie odnosi się do Prawa Bożego, nie kieruje się Duchem Bożym. Żyje tak, jakby Boga nie było.

Obrazek

2. Człowiek cielesny

Człowiek cielesny uznał Jezusa i Duch Święty jest w nim obecny, jednak bardziej jeszcze stawia siebie i swoje sprawy, także rany, w centrum, co nie pozwala mu doświadczać Bożej radości, wolności i pokoju.
"Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie?" (I Kor 3:3-4)

Obrazek

3. Człowiek duchowy

Człowiek duchowy natomiast ustępuje miejsca z tronu dla Chrystusa, Jemu wkłada koronę na głowę i postępuje tak jak On tego chce, jest "pobożny" - Boży. Jest wolny od siebie samego, "zapomina o sobie", a Bóg troszczy się o niego. Kieruje się Duchem Bożym.
"Jak więc przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności. Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata*, a nie na Chrystusie. " (Kol 2:6-8).

Obrazek

http://www.jakubek.diecezja.gda.pl/inde ... &Itemid=58

ZOSTAŃ CZŁOWIEKIEM DUCHOWYM I DOŚWIADCZAJ BOŻEJ RADOŚCI, OBFITOŚCI I POKOJU W TWOIM ŻYCIU.

Apostoł Paweł pisze o trzech rodzajach ludzi (I Koryntian 2:9-3:9)

człowieku zmysłowym,
człowieku cielesnym,
człowieku duchowym.
Człowiek zmysłowy to osoba, ktora nigdy nie podjęła decyzji o przyjęciu Chrystusa i życiu z Bogiem; taki człowiek nie ma Ducha Świętego i nie jest z Boga (Rzymian 8:9)

Czlowiek cielesny przyjął wprawdzie Jezusa, ma więc Ducha Świętego, ale wzbrania sie życ z Nim aktywnie; jego sposób życia to życie według ciała, a nie Ducha, które nie pozwala mu doświadczac Bożej radości, obfitości i pokoju w życiu. Taki człowiek nie wydaje więc owoców Ducha, lecz owoce ciała (Galacjan 5:16-26). Tak pisze apostol Pawel o czlowieku cielesnym:

"Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie? Albowiem jeśli jeden mówi: Ja jestem Pawłowy, a drugi: Ja Apollosowy, to czyz cieleśni nie jesteście?" (I Koryntian 3:3-4)

Człowiek duchowy natomiast słucha Ducha Swiętego i postępuje tak jak On tego chce. Życie takiego człowieka to życie aktywne z Duchem Swiętym, postępowanie na sposób Boży. Tylko człowiek duchowy moze więc doswiadczać pełni życia w radości, obfitości i pokoju.

Jak zostać człowiekiem duchowym? Odpowiedź na to pytanie daje Biblia:

"Jak więc przyjęliscie Chrystusa Jezusa, Pana, tak w nim chodźcie, wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, skladając nieustanne dziękczynienie." (Kolosan 2:6-7)

"Wy tedy, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez blędy ludzi nieprawych, nie dali się wyprzeć z mocnego swego stanowiska. Wzrastajcie raczej w łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa." (II Piotra 3:17-18)

"Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świetą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa slużba wasza. A nie upodabniajcie się do tego swiata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe." (Rzymian 12:1-2)

W praktyce oznacza to:

Codzienne przychodzenie do Boga w modlitwie - pamiętaj, ze rozmowa jest kluczem do budowania wszelkich więzi; Twoja więź z Bogiem będzie mogła rozwijać się tylko wtedy, kiedy będziesz rozmawiał z Nim w modlitwie.
Codzienne czytanie Słowa Bożego - wchłaniaj w siebie slowa Biblii. Twoj umysł dozna przemiany, twój sposob myślenia i uczucia zaczną sie zmieniać - wszystko to nastąpi w miarę czytania Słowa Bożego.
Regularne spotkania z innymi chrześcijanami - znajdź taką chrześcijanską spoleczność, gdzie czytają Biblię, zwiastują ewangelie, gdzie duchowny wierzy, ze Biblia jest Słowem Bożym, gdzie bedziesz mogł realizować się jako chrześcijanin, wzrastać duchowo, uslugiwać darami duchowymi, jakimi Cie Bóg już obdarzył i obdarzy. Pewnym pomysłem może być tu na początku Chrześcijanska Spoleczność Internetu, która jednak - pamietaj - nie zastąpi żywej relacji z innymi wierzącymi. To jest naprawdę ważne. W liscie do Hebrajczykow 10:25 jestesmy napominani, abyśmy "nie opuszczali wspólnych zebrań chrześcijanskich". Kilka razem płonących żagwi tworzy duże, jasno płonące ognisko, natomiast jedna żagiew, wyjęta z tego ogniska i położona na wilgotnej ziemi, szybko gaśnie. Podobnie ma się sprawa, jeśli chodzi o nasz związek z innymi chrześcijanami. Nie odkładaj tej sprawy; poszukaj społeczności.
Posłuszenstwo Bogu w każdej chwili życia - stosuj Słowo Boże we własnym życiu; rozsądzaj wszystko duchowo na podstawie Twojego autorytetu - Pisma Świętego (I Koryntian 2:15; I Tesaloniczan 5:21)
Dawanie świadectwa o Chrystusie życiem i słowem - pamiętaj, że chrześcijanin nie tylko głosi Chrystusa słowem (II Koryntian 5:18-20; Mateusz 4:19), ale i swoim życiem: postawą, pracowitoscią, etc. (Mateusz 5:14-16).
Ufanie Bogu w każdej sprawie życia - pamiętaj, ze ufność wyraża Twoją wiarę. Nie nasze uczucia, lecz obietnice Boże zawarte w Piśmie Swiętym, są naszym autorytetem i podstawą. Chrześcijanin żyje wiara (=ufnością) w niezmienność Boga i Jego Słowa. Poniższy rysunek pociągu ilustruje stosunek miedzy faktem (=Bogiem i Jego Słowem), wiarą (=nasza ufnoscią do Boga i Jego Słowa), a uczuciami (=różnymi reakcjami emocjonalnymi).

Obrazek

Parowóz może jechać bez wagonu. Jednkaże bezcelowe byłoby usiłowanie ciągniecia pociągu przez wagon. W podobny sposob my, jako chrześcijanie, nie polegamy na uczuciach czy doznaniach, lecz pokładamy naszą ufność w wierności Boga i obietnicach Jego Słowa - Pisma Świętego. Nie polegaj na subiektywnych uczuciach, lecz podążaj z wiarą za obiektywnym faktem (II Koryntian 5:7, I Piotra 5:7).

Polegaj na Duchu Świętym - pozwól mu kontrolować swoje codzienne życie i świadectwo (Galacjan 5:16-17; Dzieje 1:8)

http://www.gacki.com-media.pl/wazne/wzrost.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 06 lis 2017, 18:53 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
Zmień swoje słownictwo, zmienisz swoje życie


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 07 lis 2017, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Dostrój się do ŹRÓDŁA. Rola duchowej sfery w zdrowiu - Antoni Przechrzta



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 05 gru 2017, 12:35 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
:shock:
Dlaczego naukowcy nie interesują się zjawiskami niewyjaśnionymi, gdzie się podziała dociekliwość przypisana każdemu ciekawemu życia człowiekowi. Czyż nauka nie powinna się właśnie zajmować wyjaśnianiem niewyjaśnionego, badaniem kontrowersyjnych i niepoznanych zjawisk? W rozmowie z Dr Danutą Adamską-Rutkowską współautorką książki „Kwantowa Rzeczywistość”.

Rzeczywistość nieoczywista cz 1



Rzeczywistość nieoczywista cz 2


Rzeczywistość nieoczywista cz 3

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 05 gru 2017, 13:34 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
Szokujące Świadectwo Polki mieszkającej w Szwecji !!!


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 11 gru 2017, 13:00 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
Nancy Danison i jej podróże po zaświatach - Łukasz Bartoszewicz - 5.07.2013



Kupisz, nie kupisz, pomyśleć warto i skonfrontować z logiką :).

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Duchowość człowieka
PostNapisane: 11 gru 2017, 22:27 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
Świadectwo kardiochirurga


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 20 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /