Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 24 sie 2011, 20:38 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Szałwia ma bardzo specyficzny zapach, zresztą, jak wiele ziół. Ten jednak jest taki jakby lekko goryczkowy i dość ostry. Ja go uwielbiam, jak prawie wszystkie zapachy ziół, nawet piołun.
A piołunówka już u mnie nabiera mocy urzędowej...
o innych nie wspomnę... :P

A dla Wędrowca na zamówienie piękna szałwia:

Obrazek

A tu się suszy z rumiankiem i wrotyczem:
Obrazek

Zapachem upajałam się potem kilka dni.

Teraz dobrałam się do korzeni żywokostu. są wspaniałe i przypadły mi do gustu.
Jak skończę, to zdam relację co i jak ... :mrgreen:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 25 sie 2011, 09:18 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
Jacento
tego mi brakowało :)
Dziękuję
moja jest odrobinkę skromniejsza :) ale tak pięknie panoszy się na parapecie okiennym,codziennie
gdy ją podlewam,mówię do niej, jesteś śliczna,taka zielono/puszysta
a ona odwdzięcza się nowymi listkami,
dobrze jej w starym glinianym garnku :)
dzieki RAZ jeszcze
Twoje są przepiękne,moja przesyła im słoneczne pozdrowienia :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 27 sie 2011, 15:57 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
wędrowiec napisał(a):
Twoje są przepiękne,moja przesyła im słoneczne pozdrowienia :)


A ja się właśnie zakochałam w ...... :roll:
żywokoście...
On już od dawna puszczał do mnie oczka, ale nie bardzo wiedziałam, o co mu chodzi...
teraz wiem...piję i okładam mężusiowi spalone słońcem plecki...
Ummmmmmmmmmm, jaki ten żywokościk balsamiczny...

Wkopałam kilka korzonków w ogródku, a on już puścił listki pięknie zielone i się przygląda dereniowi, pod którym na razie przyszło mu siedzieć.
Ten jest niezwykle rzadki, bo ma białe kwiatuszki...
ale ukopałam teraz fioletowe, obkroiłam korzonki, a bulwy zostawiłam do wsadzenia z powrotem do ziemi.
Na razie nie mam na to czasu, a on już się dowiedział, że wróci do ziemi i już wypuścił w miseczce sporo listków i czeka, aż mu znajdę jakieś dobre miejsce do rozrostu.
Lubi dość mokre podłoże, a ja mieszkam nad rzeczką, więc może mu znajdę jakiś zaciszny kącik.
Idę leczyć mężusia....
potem pokaże kilka fotek...
Pozdrawiam serdecznie wędrujących miłośników piękna i zieloności. :)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 27 sie 2011, 23:01 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
czekam na fotki,pozdrowienia dla męża :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 31 sie 2011, 12:18 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Jesień zielarza

Po obfitującym w wiele prac lecie przychodzi jesień, dla zielarza pora spokojniejsza. Jest to okres zbioru wielu surowców - przede wszystkim korzeni i kłączy.
Z upraw zbiera się kłącza i korzenie kozłka lekarskiego (znanego pod popularną nazwą waleriana), arcydzięgla, lubczyku, rzewienia dłoniastego, rdestu wężownika, glistnika jaskółcze ziele, prawoślazu lekarskiego, omanu, pokrzywy.

Ze stanowiska naturalnego pozyskujemy kłącza perzu, cykorii podróżnika, pięciornika kurze ziele, łopianu, mniszka lekarskiego, wilżyny ciernistej, mydlnicy lekarskiej.
Jesienią w kłączach i korzeniach nagromadzone są cenne składniki, które pozwalają roślinom przetrwać okres zimowy. Zbierając je w tym właśnie czasie, uzyskuje się najbardziej wartościowy surowiec zielarski.
Po ścięciu części nadziemnej wykopuje się korzenie i kłącza łopatą lub widłami szerokozębnymi. Na plantacjach można je wyorać pługiem lub przy pomocy kopaczki do ziemniaków. Po wydobyciu i oczyszczeniu surowca z resztek gleby, innych części rośliny i po usunięciu fragmentów nadpsutych, należy go niezwłocznie i intensywnie opłukać. Nie należy jednak pozostawiać surowca zbyt długo w wodzie, gdyż wpływa to na obniżenie jego wartości (poprzez przenikanie do wody niektórych związków biologicznie czynnych).

Cenny surowiec

Suszenie kłączy i korzeni, tak jak w przypadku innych rodzajów surowca, musi się odbywać w suszarni, przy określonej dla każdego gatunku temperaturze. Korzenie rzewienia, omanu, żywokostu, łopianu, kłącze tataraku przed suszeniem trzeba ponacinać wzdłuż. Korzeń cykorii należy pokroić w plastry o grubości 1 centymetra. Korzenie prawoślazu i kłącze tataraku obiera się z zewnętrznych warstw korka.
Temperatura suszenia uzależniona jest od związków czynnych zawartych w surowcu. Korzeń glistnika, zawierający alkaloidy, należy suszyć w wysokiej temperaturze 60-80 st. C; korzeń mydlnicy lekarskiej, zawierającej saponiny oraz mniszka lekarskiego, bogatego w trójterpeny, suszymy w temperaturze 40-50 st. C. Korzenie wilżyny ciernistej (flawonoidy), prawoślazu (śluzy), łopianu (glikozydy fenolowe), rzewienia dłoniastego (antrachinony), pięciornika (garbniki) suszy się w temperaturze 40-60 st. C; kłącze perzu i korzenie pokrzywy wymagają temperatury suszenia 50-70 st. C. Najniższą temperaturę, w granicach 35-50 st. C, ustawiamy w czasie suszenia surowców zawierających olejki eteryczne, na przykład korzeń kozłka lekarskiego, kłącze i korzenie arcydzięgla i lubczyku.
Wyższa temperatura początkowa w trakcie suszenia zapobiega stratom związków biologicznie czynnych zawartych w surowcu.
W trzecim lub czwartym roku uprawy, podczas likwidacji plantacji, pozyskuje się również korzenie jeżówki purpurowej Echinacea purpurea L. Jest to drugi (oprócz ziela) surowiec leczniczy z tej cennej rośliny. Jeżówka purpurowa jest jednym z ważniejszych środków pobudzających system odpornościowy. Używana jest przy leczeniu infekcji wirusowych i zmęczeniu organizmu. Można ją stosować również na odmrożenia, przy przeziębieniach, grypie, problemach skórnych, z oddychaniem, stanach zapalnych gardła.
Innym cennym surowcem zbieranym ze stanowiska naturalnego w okresie jesieni jest liść mącznicy lekarskiej - krzewinki z rodziny wrzosowatych, rosnącej w lasach sosnowych. Jest to jednak gatunek będący pod częściową ochroną i surowiec można zbierać w ściśle ustalonych ilościach, po uzyskaniu zgody wojewódzkiego konserwatora przyrody. Liście mącznicy, dzięki zawartym w nich glikozydom fenolowym, hamują rozwój drobnoustrojów w drogach moczowych. Znajdują zastosowanie przede wszystkim w leczeniu zakażeń bakteryjnych układu moczowego. Przetwory z liści mącznicy stosowane są pomocniczo jako lek moczopędny w kamicy moczanowej.
Jesień dostarcza bogatych w witaminy i składniki mineralne owoców rokitnika, dzikiej róży i jarzębiny. Owoce rokitnika HippophaĎ rhamnoides L. są cennym źródłem witamin z grupy B, witaminy E (do 150 mg%), prowitaminy A (do 250 mg%) oraz kwasu askorbinowego (do 250 mg%). Dodatkową zaletą jest fakt, że kwas askorbinowy (witamina C), zawarty w rokitniku, jest bardzo trwały, ponieważ w owocach nie występuje niszczący go enzym. Jedynie mróz zmniejsza jego zawartość, ale zwiększa przy tym ilość karotenu. Ponadto owoce rokitnika są bogatym źródłem składników mineralnych, zwłaszcza boru, żelaza i manganu, oraz pektyn, umożliwiających szybkie galaretowacenie soku z nich sporządzonego.
Po zbiorze owoców warto przygotować sok lub syrop z rokitnika i dodawać go w zimie do herbaty jako lek wzmacniający organizm i zapobiegający przeziębieniom.
Od najdawniejszych czasów rokitnik był też stosowany w leczeniu dolegliwości żołądkowych i chorób skórnych.

Dobre na przeziębienie

Owoce dzikiej róży Rosa canina L. są cenione przede wszystkim jako środek witaminowy. 1-3 owoce wystarczają na pokrycie dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Ponadto zawierają witaminę B1, B2, A, K, P i PP oraz składniki mineralne, szczególnie żelazo, wapń i magnez, także kwasy organiczne (jabłkowy, cytrynowy, bursztynowy, waniliowy), pektyny, cukry, antocyjany, karotenoidy.
Owoce dzikiej róży są doskonałym środkiem wzmacniającym organizm i zapobiegającym jesienno-zimowym przeziębieniom.
Stosowane są przy anemii, awitaminozie, niedokrwistości, bezsenności i w nerwicach. Owoce zbiera się, gdy dojrzeją, lecz są jeszcze twarde. Trzeba je szybko ususzyć. W ciągu pierwszych 10 minut suszenia należy utrzymywać temperaturę 100 st. C, aby zniszczyć enzymy rozkładające witaminę C. Później temperaturę suszenia utrzymuje się na poziomie 50-60 st. C. Owoce można suszyć w całości, wówczas otrzymuje się owoc róży z nasionami Fructus Rosae cum semine lub po przekrojeniu owocni i usunięciu białawych orzeszków - owoc róży bez nasion Fructus Rosae sine semine.
Nalewka z owoców róży: 500 g owoców róży i 250 g cukru zalać litrem mocnego wina lub wódki. Pozostawić na tydzień w ciepłym miejscu, przesączyć przez gęstą gazę i zlać do butelek. Zażywać 2 razy dziennie po kieliszku.
Owoce jarzębiny Sorbus aucuparia L. w celach leczniczych zbiera się w okresie pełnej ich dojrzałości, przed przymrozkami. Zebrane owoce suszy się w temperaturze 45 st. C. Jeśli owoce mają służyć do sporządzania przetworów kulinarnych, zbiera się je po przymrozkach, gdyż są wówczas mniej gorzkie. Zawierają kwasy organiczne (jabłkowy, parasorbowy), gorycze, garbniki, składniki mineralne (potas, sód, magnez, miedź), cukry i znaczne ilości witamin: prowitamina A, witaminy z grupy B, witaminy C, E, PP i K. Leczniczo owoce jarzębiny stosuje się przy biegunkach oraz nieżytach przewodu pokarmowego. Działają osłaniająco na wątrobę, mają zastosowanie w leczeniu pomocniczym kamicy moczanowej. Dzięki dużej zawartości witaminy C, jarzębina może być stosowana przy awitaminozie, a z racji zawartości witaminy PP przy arteriosklerozie.
W kuchni z owoców jarzębiny, zebranych po przymrozkach, przyrządza się dżemy, marmolady oraz soki i syropy.
Powidła jarzębinowe: Do 1 kg owoców jarzębiny dodać 500 g cukru i 1 szklankę wody. Przebrane i umyte owoce zalać wodą i dusić do miękkości. Przetrzeć przez sitko, zagęścić, dodając cukier.
Owoce jarzębiny dodaje się do ciężkostrawnych potraw (ułatwiają trawienie), są też wspaniałym dodatkiem do sosów, potraw z dzikiego ptactwa, tłustej pieczeni. Z suszonych owoców można przygotować witaminową herbatkę. Dawniej prażone owoce stanowiły namiastkę kawy.
Na koniec dodajmy, że w naszym ogrodzie ziołowym podstawową czynnością jesienną jest zabezpieczenie na zimę niektórych roślin wieloletnich, szałwii lekarskiej, melisy, tymianku, lawendy, poprzez okrycie ich słomiastym obornikiem, słomą lub innym materiałem zabezpieczającym przed bardzo niskimi temperaturami. Czynność tę należy wykonać przed nadejściem silnych mrozów. l

dr inż. Dorota Jadczak
dr inż. Monika Grzeszczuk

posting.php?mode=reply&f=7&t=1690


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 31 sie 2011, 21:12 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Aerolit napisał(a):
Jesień zielarza
Masz ode mnie wielkiego i słodkiego buziaka, Aerolicie... :oops:
Akurat zbieram ziółka i te informacje, które tu wkleiłeś są dla mnie cennym skupiskiem takiej wiedzy, która mi była potrzebna, a jakoś nie wszyscy o tych szczegółach piszą.
Ot chociażby, żeby przekroić korzonki żywokostu przed suszeniem...
Co prawda, ja je lekko najpierw podsuszyłam na słoneczku( ale pod gazetką Nasz Dziennik :lol: ), a potem, kiedy były jeszcze dość elastyczne, skręciłam je w maszynce do mięsa i rozdrabniając jeszcze rozłożyłam do wysuszenia.
Po ususzeniu są twarde jak kamień i nie mam pojęcia czym je potem jeszcze rozdrobnię na mączkę do okładów, zranień, stłuczeń, złamań kości itp....
Korzenia żywokostu nakopałam pierwszy raz i nie mam doświadczeń w suszeniu korzonków... :roll: ..
A tu tyla podpowiedzi skoncentrowanych w świetnym artykule... :D ...
No buziak jak stąd do Suwałk...
Tylko jak go przekazać... :oops: :lol:

Może wyślę paczuszką ze wspaniałą naleweczką z mojego kochanego derenia ;)
Właśnie przycięłam mu dziś sporo gałązek...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 03 wrz 2011, 13:47 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
O miksturce z żywokostu pisałam już tutaj
viewtopic.php?p=37976#p37976

A tu mój biały żywokościk :)

Obrazek

Obrazek


I korzonki żywokostu,

Obrazek

które posortowałam wg grubości tak

Obrazek

Cienkie podsuszyłam i zmieliłam na grubych oczkach w maszynce do mięska, potem rozłożyłam do dalszego dosuszenia.
Potem zobaczymy jak je rozdrobnić, ale zawsze można je zalać wodą, by puściły cudownie leczniczy kleik, można zalać alkoholem 60-70 % na nalewkę, można zrobić maść żywokostową jako podkład do innych maści, albo jako maść leczącą stłuczenia, złamania, oparzenia itd.

Można zrobić odwar z korzeni do trucia grzybów i patogenów, ale zawsze jako dodatek do kompozycji ziołowej.

Najgrubsze korzenie włożyłam do zamrażarki, kilka zostawiłam w lodówce do dodatkowania na bieżąco.

Sam korzeń żywokostu zawiera trochę trujących alkaloidów, więc nie należy używać go ani samego, ani zbyt dużo, ani zbyt długo.

Za to jego alantoina pięknie goi, uszczelnia schorowane komórki, tępi patogeny i działa regenerująco.

W dodatku dopiero po używaniu tej miksturki żywokostowej zaczęłam w końcu gubić gdzieś kilogramy :lol:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 10 lis 2011, 14:07 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
http://www.igya.pl/schorzenia-choroby/3 ... -raka.htmlKorzeń mniszka lekarskiego lekiem na raka


Obrazek


Schorzenia - Rak

Przekaz mentalny zalecający zastosowanie korzenia mniszka lekarskiego — starożytnego ziołowego leku na wiele schorzeń — umożliwił wyleczenie osoby, która go otrzymała, z raka prostaty, w sytuacji gdy żadna inna terapia nie była już w stanie nic pomóc.
Korzeń dmuchawca jest często stosowany przez zielarzy w leczeniu wątroby, nerek i problemów z pęcherzem. W Chinach jest od stuleci stosowany w leczeniu pewnych postaci raka. Oprócz wielu innych związków zawiera między innymi bardzo dużo potasu i witaminy A.
Mężczyzna, który rozpropagował tę kurację, podkreślił w rozmowie telefonicznej, jaką z nim przeprowadziłem, że leczenie wątroby daje doskonałe wyniki. Przesłał mi ponadto normalną pocztą najnowszą metodę sporządzania proszku.
Jeśli stosujemy zioła i rośliny, to najlepiej świeże, przy czym produkt należy przygotować osobiście, jak to opisano na przykład w poniższym artykule. Kiedy kupujemy zioła lub rośliny w sklepie ze zdrową żywnością, to powinniśmy wiedzieć, że mogą one nie być tak skuteczne, jak wtedy gdy przygotowujemy je sami, zwłaszcza gdy były one liofilizowane lub magazynowane przez długi czas przed dotarciem do sklepu. Prawdę powiedziawszy, wyhodowanie samemu rośliny i przygotowanie z niej produktu może zająć wiele tygodni. W tym czasie rak może się dalej rozprzestrzenić! Na szczęście, wskazano mi sprzedawcę, który posiada wysokiej jakości produkt z korzenia mniszka lekarskiego (http://www.catefarm.com).
Cancer Tutor, http://www.cancertutor.com/Cancer02/DandelionRoot.html

MOC KORZENIA MNISZKA LEKARSKIEGO

Każdego tygodnia około 10000 ludzi umiera na raka. Oficjalne dane rządu Stanów Zjednoczonych mówią, że w ostatnim dziesięcioleciu śmiertelność z powodu raka nie uległa zmianie. Chemioterapia i napromieniowywanie ocalają jedynie około 10 procent pacjentów. Dowodzi to, że nasi lekarze dysponują niewieloma środkami. W artykule tym postaram się wyjaśnić, jak przygotowywać tę roślinę i ile jej przyjmować. Nic nie trzeba kupować. Z jakichś powodów Stwórca wybrał mnie do przekazania tych informacji. Jestem tylko posłańcem i nic z tego, co przekazuję, nie jest moim pomysłem. Wierzę w każde słowo, jakie tu piszę, i sam jestem żywym dowodem, że to działa. Koszta poniesione na druk tej informacji składam Stwórcy w podzięce za przywrócenie mi zdrowia.
Ponad trzy lata temu byłem prawie wykończony przez raka. Pewnego ranka, kiedy obudziłem się z nadzieją, że koniec jest już blisko, odezwał się we mnie głos: „Musisz coś zrobić ze swoim rakiem prostaty. Weź korzeń dmuchawca. Nie spodziewaj się cudu. Wiele czasu zajęło ci doprowadzenie się do tego stanu". Głos ucichł. Myślałem, że żartuje sobie ze mnie zalecając mi użycie dmuchawca. Kiedy jednak taki głos poleca nam coś zrobić, to należy go posłuchać. Należy zrobić, co mówi. Przejawem tego jest ten artykuł. To ostatnia rzecz, jakiej zrobienia spodziewałbym się po sobie. Potem dotarło do mnie, że ten głos nie powiedział mi, ile mam wziąć tego środka i jak go przygotować. Kiedy tylko o tym pomyślałem, w czasie nie dłuższym niż mrugnięcie okiem dotarło do mnie, ile go przyjąć i jak przygotować i że minie od czterech do sześciu miesięcy, zanim zostanę wyleczony. Wiedziałem również, że nie wydam na to ani grosza.
Kiedy tylko pozbierałem się tamtego ranka, wykopałem kilka korzeni dmuchawca i zacząłem je przygotowywać. Tydzień później zacząłem przyjmować sporządzony przez siebie preparat. Trzy tygodnie później zniknął ból w plecach i boku, ponadto zelżały dolegliwości jelitowe. Pięć i pół miesiąca później lekarze nie znaleźli u mnie ani śladu raka.

Wtedy zapragnąłem, aby ktoś jeszcze spróbował tej kuracji, i okazało się, że jest z tym problem. Nikt nie chciał mi pomóc. Kiedy mówiłem o tym lekarzom, uśmiechali się znacząco, jakbym miał bzika. W końcu opowiedziałem o tym przyjacielowi, który poinformował mnie, że ma kolegę umierającego na raka płuc. Miał go w obu płucach i był przykuty do łóżka. Nakłuwano mu płuca. Dawano mu od czterech do sześciu tygodni życia. Po przyjmowaniu tego proszku przez około sześć tygodni wstał i zaczął wykonywać prace domowe oraz jeździć samochodem. Pojechał do swojego lekarza, który nie mógł uwierzyć własnym oczom. Zabrali go do szpitala i poddali skanowaniu na urządzeniu CAT (Computed Arial Tomography - metoda generowania trójwymiarowego obrazu w oparciu o dwuwymiarowe zdjęcia rentgenowskie - przyp. tłum.). W jego płucach nie znaleziono żadnych zmian rakowych i stwierdzono, że to cud.
Wtedy umieściłem w Northwest Herald ogłoszenie oferując bezpłatnie przepis. Odpowiedziało czterech ludzi, którzy wyrazili chęć zastosowania go. Zaraz potem przepis na tę terapię zaczął powoli upowszechniać się pocztą pantoflową.

Wielu ludzi zaczęło przyjmować ten preparat przeciwko różnym rodzajom raka oraz innym schorzeniom. Pewien mężczyzna cierpiał na głęboką zapaść systemu immunologicznego i powiedziano mu, że nie będzie mógł pracować przez trzy lata. Po sześciu miesiącach przyjmowania preparatu poczuł się na tyle dobrze, że mógł wrócić do pracy.
Wiem, że nie jest to lekarstwo na wszystko i nie pomoże wszystkim na wszelkie rodzaje raka. Wiem, że nie jest to lek na raka skóry i nie daje też wyników w przypadkach guzów mózgu.
Jest w Bostonie w stanie Massachusetts lekarz, który opracował szczepionkę, która ma ogromne możliwości. Jest skuteczna w przypadku prostaty, okrężnicy, piersi, wątroby i, co najważniejsze, raka płuc. Pięciu ludzi z rakiem płuc przyjęło ją i wszyscy oni zostali wyleczeni.
Układ immunologiczny kontroluje komórki rakowe znajdujące się w organizmie. Dopóki układ odpornościowy funkcjonuje prawidłowo, nie chorujemy na raka. Kiedy układ odpornościowy zaczyna szwankować, traci kontrolę nad komórkami rakowymi, które zaczynają pożerać żywe komórki i właśnie to nosi nazwę raka.

Proszek wykonany z korzenia dmuchawca zawiera w sobie coś, co regeneruje krew i układ odpornościowy. Kiedy układ odpornościowy zostaje zregenerowany, odzyskuje kontrolę nad komórkami rakowymi, które dokonują zwrotu i zaczynają sprzątać bałagan, jakiego narobiły. Z tego właśnie powodu rodzi się spory apetyt, ponieważ organizm musi się odbudować i wyzdrowieć, jeśli nasz układ odpornościowy ma być silny. Tak jest u tych, którzy stracili apetyt lub są na chemii. Standardowo lekarze starają się usunąć raka z organizmu przy pomocy chemioterapii lub napromieniowywania. Te dwa procesy niszczą jednak nasz układ odpornościowy i apetyt.

To są najważniejsze elementy, jakich organizm potrzebuje do zwalczenia raka. Funkcjonowanie układu immunologicznego poważnie zakłócają również operacje. Z tego właśnie powodu u tak wielu ludzi, którzy się im poddali, dochodzi do przerzutów.
Wiele najgorszych chorób, które kiedyś dręczyły świat, teraz daje się łatwo wyleczyć. Kiedy byłem małym chłopcem, kobiety bardziej obawiały się wola niż raka. Niewielki dodatek jodu w diecie uleczył tę dolegliwość. Przez setki lat najstraszniejszymi zarazami były trąd i szczękościsk. Pewien lekarz (Alexander Fleming - przyp. tłum.) odkrył, że można produkować penicylinę ze spleśniałego chleba i leczyć nią bardzo wiele chorób. Od jak dawna mamy do czynienia ze spleśniałym chlebem?
Jestem pewien, że naukowcy znajdą wiele zastosowań oprócz raka dla proszku sporządzonego z korzeni dmuchawca. Ja już znalazłem. Przykładem może być przyspieszająca powrót do zdrowia regeneracja krwi.

JAK PRZETWORZYĆ KORZEŃ DMUCHAWCA

Aby z korzenia dmuchawca zrobić proszek, należy postępować dokładnie tak, jak to podaję. Jakiekolwiek zmiany mogą sprawić, że preparat stanie się bezużyteczny.
1. W dowolnej porze roku należy wykopać garść korzeni mniszka lekarskiego i odciąć liście tuż poniżej korony. Nie myć. Suszyć w temperaturze około stu stopni Fahrenheita (około 38 stopni Celsjusza). Ja robię to w inkubatorze bez wody. Można je również suszyć pod żarówką, pod warunkiem że umieści się je w odległości umożliwiającej osiągnięcie temperatury stu stopni Fahrenheita. Można też wykorzystać promienie słoneczne lub strych, jeśli nie jest tam zbyt gorąco. Suszenie w inkubatorze trwa od pięciu do sześciu dni. Osobiście nie testowałem tego wykorzystując ciepło żarówki. Kiedy przełamie się korzeń i słychać trzask, to znaczy, że jest on gotowy do zmielenia.

2. Gdy już mamy tak przygotowane korzenie, należy wziąć starą żelazną patelnię i czysty młotek i rozkruszać je pojedynczo. Nie należy uderzać zbyt mocno, bo wtedy korzenie będą latały po całym pomieszczeniu. Ja przykrywam korzeń ręką, aby utrzymać go w patelni. Jeśli korzeń lepi się do młotka i patelni i nie kruszy się w palcach, to znaczy, że nie jest wystarczająco suchy. Przygotowanie porcji wystarczającej na tydzień zajmuje od 20 minut do pół godziny. Kiedy nabierze się wprawy, można to robić znacznie szybciej.
Ja mam stare naczynie, którego aptekarze używali do ucierania pigułek. Używanie go znacznie przyspiesza proces. Nie należy używać elektrycznego młynka, zrobiony tak proszek nie będzie działać. W powstającym pyle traci się zbyt dużo wartościowych części. Należy robić tak, jak to zalecam, albo w ogóle. Ja też próbowałem iść na skróty, ale chyba ktoś zaglądał mi przez ramię i wiem, kiedy robiłem błędy. Jestem starym rolnikiem a nie naukowcem, więc nie wiedziałbym sam z siebie, ile powinienem przyjmować.

3. Tak przygotowany proszek można przyjmować o dowolnej porze, biorąc ponad połowę łyżeczki do herbaty i mieszając go z wodą, sokiem pomarańczowym etc. Nie należy stosować żadnych napojów gazowanych, trunków ani niczego gorącego. Kiedy już zmiesza się go z cieczą, należy całość spożyć - nie wolno pozostawiać tej mieszaniny przez dłuższy czas. Proszek należy trzymać w suchym miejscu. Po trzech lub czterech dniach od rozpoczęcia przyjmowania go przyjmujący zacznie odczuwać poprawę samopoczucia, przy czym nie wystąpią żadne inne objawy. Dzieje się tak za sprawą regeneracji krwi. Kiedy naszej krwi jest dobrze, to nam również. W większości przypadków odbudowa układu immunologicznego do stanu, w którym kontroluje on komórki rakowe, a więc powoduje zatrzymanie rozwoju raka, trwa od trzech dni do trzech tygodni. Ta kuracja pomaga w większości przypadków. W czasie jej trwania nie odczuwa się niczego niezwykłego. Człowiek po prostu czuje się z tygodnia na tydzień coraz lepiej. Po trzech tygodniach znika ból w plecach i już w tym momencie wiadomo, że to działa, jeśli, oczywiście, miało się te bóle, tak jak to było w moim przypadku. Jeśli ktoś ma raka kości w kręgosłupie, to na ten efekt trzeba czekać do trzech miesięcy.

Nie jest to szybko działająca kuracja. Ponieważ doprowadzenie swojego ciała do tego stanu trwało długo, przeto zdrowienie też zajmuje dużo czasu. Im wcześniej zaczniemy, tym szybciej pozbędziemy się raka. Młodzi ludzie zdrowieją szybciej od starych, niemniej kuracja ta jest pomocna w każdym wieku. Wiem to, ponieważ sam mam osiemdziesiąt lat i przyjmuję ten środek od ponad trzech lat.
Nie ma nawrotów raka i żadnych niekorzystnych skutków ubocznych, z wyjątkiem tego, że kiedy mój organizm ma dosyć, powiadamia mnie o tym zgagą. Wtedy na pewien czas przerywam kurację. Niektórzy ludzie czują ból brzucha, kiedy potrzebują mniej tego preparatu. Oznacza to również, że rak jest już pod kontrolą, ponieważ nasz organizm nie potrzebuje już go tak dużo. W czasie przyjmowania tego preparatu z reguły nie dochodzi również do przeziębień.

Największym wrogiem tego leczenia jest chemioterapia. Im silniejsza jest chemioterapia, tym mniejsza jest szansa, że ten proszek nam pomoże, ponieważ chemioterapia osłabia nasz układ immunologiczny i pozbawia apetytu - dwóch najważniejszych rzeczy, jakich potrzebujemy do zwalczenia raka. Chemioterapia daje jedynie 10 procent szans na pozbycie się raka. Bez chemioterapii szanse na wyleczenie wynoszą od 75 do 80 procent, przy czym proszek należy przyjmować każdego dnia. Nie możecie pozwolić, aby lekarz zastraszył was typowym w takich sytuacjach powiedzeniem: „Jeśli chce pani/pan zrezygnować z życia, to nie mogę tego pani/panu zabronić". Proszę pamiętać, że 90 procent ludzi, którzy ulegli tej presji i zgodzili się na chemioterapię, jest już na cmentarzu. Proszę nie winić lekarza - mając do dyspozycji to, co ma, robi, co może.

Mogę mówić tylko o tych rakach, o których wiem, że ludzie je mieli, i do leczenia których stosowali korzeń. Preparat ten powinien pomagać również w przypadku raka trzustki, jeśli zacznie się go przyjmować przed utratą apetytu, oraz większości innych odmian raka. To jest pokarm a nie lek. Nie powinien więc zakłócać działania leków, jakie przepisuje nam lekarz. Tylko dwóch lekarzy powiedziało swoim pacjentom po ich cudownym wyzdrowieniu, aby nadal przyjmowali ten proszek. Reszta lekarzy odrzuciła go i ganiła ludzi, nawet gdy rak zniknął. Świat medyczny nie zaakceptuje tego łatwo.

Wracając do zakazu mycia korzeni i pozostawienia na nich odrobiny ziemi, należy stwierdzić, że to jest dla naszego dobra. Znaczna część odporności bierze się z ziemi i zaczyna natychmiast po urodzeniu. Będąc dziećmi dotykamy rękami różnych rzeczy, a potem wkładamy je do ust. Początkowo jest to tylko trochę brudu, ale gdy zaczynamy raczkować, przybywa go. Wszystko, co wpadnie nam w ręce, pchamy do ust. Kiedy dzieci wychodzą bawić się na podwórzu, po ich powrocie do domu okazuje się, że najbardziej ubrudzonymi częściami ich ciała są ich ręce i okolice ust. Ręce są wkładane do ust, bez względu na to, jak są brudne. W gruncie bytuje wiele chorobotwórczych drobnoustrojów i nie wygląda na to, aby sprawiały jakieś kłopoty. Takie postępowanie wzmacnia układ odpornościowy. Niektóre zwierzęta nie mogą żyć bez zjedzenia pewnej ilości ziemi.


NOWE INSTRUKCJE OD GE0RGE'A CAIRNSA

Po ukazaniu się tego artykułu odbyłem telefoniczną rozmowę z George'em Cairnsem, w czasie której oświadczył mi, że ma nowsze i lepsze instrukcje, które przedstawiam poniżej. W tej nowej instrukcji nacisk położono na zbiory i przetwarzanie korzeni mniszka lekarskiego w nadziei, że wyrosną wtedy, gdy będziemy ich potrzebowali. Jednak pacjenci cierpiący na raka nie mogą czekać kilka miesięcy na właściwy okres zbioru korzeni, a potem kilka dalszych na mrożenie, sadzenie i zbieranie nowego plonu.

Prześledźmy proces uzyskiwania proszku z korzeni mniszka lekarskiego od samego początku, to znaczy od zebrania nasion. Nasiona znajdują się u podstawy białych puszystych koron, które pojawiają się po dojrzeniu żółtego kwiatu. Kiedy się na nie dmuchnie, odlatują (stąd potoczna nazwa dmuchawiec). Te małe nasionka nie kiełkują aż do następnej wiosny. Zbieram nasiona w maju i czerwcu i wkładam je do zamrażalnika. Tak oszukuję Matkę Naturę - nasiona muszą przejść przez fazę zamarzania, zanim zaczną kiełkować. W ten sposób można zmusić nasiona do rozwoju w tym samym roku, w którym się je zebrało. Ziemię, na której chce się je zasiać, należy przygotować, po czym wysypać nasiona na jej powierzchnię i delikatnie zagrabić do ziemi, a następnie podlać. Zwykle sieję nasiona w sierpniu.
Sadzonki wykopuję w następnym roku w kwietniu. Flan-cowanie staram się wykonać w kwietniu, jako że pod koniec kwietnia rośliny zaczynają kwitnąć, co sprawia, że na ukorzenienie idzie mniej energii. Dobrze jest przez kilka pierwszych miesięcy obrywać pączki kwiatów. Po wykopaniu sadzonek w kwietniu sadzę je w rzędach w odległości od 45 do 50 cm. Motykuję je i pielę, kiedy zachodzi taka potrzeba, starając się nie dopuścić do nich chwastów i trawy. Po około dwóch miesiącach nie będzie już możliwości motykowania, ponieważ dmuchawce pokryją całą powierzchnię ziemi, Wtedy już tylko wyrywam chwasty i trawę i podlewam, kiedy jest tego potrzeba.

Ich wykopywanie zaczynam zwykle w październiku. Do tego czasu niektóre z korzeni mają 2,5 cm średnicy. Strząsam z nich większość piasku (ale nie cały) i kroję je wzdłuż na paski grubości około pół centymetra, tak by schły równomiernie.
Do suszenia wykorzystuję inkubator z wymuszonym obiegiem powietrza bez wody w środku. Ustawiam inkubator na temperaturę 38 ° C lub trochę niższą. Zwykle musi upłynąć około pięciu dni, zanim są gotowe do zmielenia. Można też używać zestawu do liofilizowania (odwadniania) ustawionego na temperaturę 38 ° C. Jeśli zestaw nie ma możliwości ustawienia temperatury, nie należy go używać. Korzenie można suszyć także na słońcu, jeśli włoży się je do czegoś przewiewnego. Należy wieszać je na słońcu i zdejmować późnym popołudniem, po czym wkładać do szczelnego plastykowego worka. Jeśli się tego nie zrobi, będą wchłaniać wilgoć i ich suszenie trzeba będzie zaczynać od początku. Następnego dnia ponownie należy wystawić je na słońce. Jeśli mieszkanie jest już ogrzewane, nie ma żadnego kłopotu, ponieważ wysuszą się wszędzie, gdzie jest ogrzewanie - w pobliżu piecyka lub nadmuchu ciepłego powietrza. Nadmiar piasku odpadnie w procesie suszenia. Matka Natura wie, ile należy go zostawić. Jeśli korzenie są bardzo czyste należy dodać trochę piasku, ponieważ proszek nie będzie bez niego działał.
W czasie sporządzania proszku trzeba starać się nie stracić niczego. Rozbić korzenie na płasko, a następnie mleć w elektrycznym młynku do kawy przez 25 sekund i w ten sposób uzyskać proszek. Można też ubijać je i kruszyć, dopóki nie uzyska się właściwego rozdrobnienia. Ja przez długi okres czasu używałem tłuczka z lanego żelaza i moździerza, które dostałem od przyjaciela. Przy pomocy tego urządzenia można uzyskać proszek o żądanej wielkości ziaren. Proszek należy przechowywać w szczelnym słoju, który najlepiej napełnić po samą pokrywkę. Trzymałem w ten sposób proszek przez dziesięć miesięcy. Słoik należy przechowywać w suchym miejscu.
George Cairns, Woodstock, Illinois, USA

Od redakcji:
Z autorem George'em Cairnsem można skontaktować się za pośrednictwem tradycyjnej poczty, pisząc na adres: George Cairns, 708 Hughes Road, Woodstock, Illinois 80096, USA. Według niego proszek z korzeni dmuchawca, który można kupić w sklepach ze zdrową żywnością, nie jest przygotowywany w wyżej opisany sposób i brak doniesień mówiących o tym, że pomaga na raka. Przed oddaniem numeru do druku próbowaliśmy skontaktować się z nim telefonicznie, ale okazało się, że jego telefon jest wyłączony. W rezultacie nie mogliśmy uściślić pewnych problemów wynikłych z jego obu tekstów - na przykład sprawy użycia elektrycznego młynka do kawy, którego stosowania nie zaleca w swoim pierwszym artykule, podczas gdy w drugim dopuszcza już jego użycie.
Tekst tego artykułu został nieznacznie zredagowany na potrzeby publikacji w Nexusie.
Artykuł umieszczony za zgodą redakcji Nexusa.


Jacenna:
A to mój mniszek bezwstydny...


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

:oops:

:lol: :lol:

ale spróbować warto... :mrgreen:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 12 sty 2012, 08:23 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Stefania Korżawska radzi

Kurdybanek wzmacnia system odpornościowy

Od dziś w dodatku "Szlachetne zdrowie" Stefania Korżawska będzie radzić, jak dbać o zdrowie. W cyklicznych artykułach przybliży m.in. dobroczynne właściwości ziół oraz zasady ich stosowania.

Kurdybanek to nasza polska roślinka - nie było jeszcze majeranku, nie było kminku ani kopru włoskiego, a płożył się po ziemi polskiej kurdybanek. Ludzie znali tę roślinę, stosowali w kuchni jako przyprawę, popijali również herbatki z kurdybanka czy lecznicze nalewki, gdyż wzmacniały system odpornościowy, chroniły przed przeziębieniami, ale także przed innymi ciężkimi chorobami, oczyszczały wątrobę i dodawały siły nerkom.

Sławę kurdybankowi jednak przyniósł nie prosty lud, ale sam król Jan III Sobieski. Wracając nad ranem z polowania, ujrzał wieśniaczkę, która niosła śliczne zielsko w dłoni. Wziął szczepkę tej rośliny, posadził w królewskim ogrodzie, a gdy jechał na odsiecz Wiedniowi, miał już cały transport kurdybanka. Popijali rycerze herbatkę z kurdybanka, by nie chorować, by móc bezpiecznie dotrzeć pod Wiedeń. Nie tylko dotarli, ale z jaką siłą i energią walczyli, by pokonać niezwyciężonych.
I teraz trzeba nam nieźle powalczyć o swoje zdrowie, choroby atakują, a systemy odpornościowe słabe. Kurdybanek jest więc najodpowiedniejszą bronią do walki, a jest go w Polsce pod dostatkiem. Można go spotkać wszędzie tam, gdzie rosną inne rośliny, wszak to towarzyska i przyjazna dusza.
W promieniach słońca podskakuje, zakręca i znów sunie po przodu, w melodyjnym rytmie zdaje się, że tańczy krakowiaczka - żywo, energicznie, a niekiedy nawet z zawadiackim uśmiechem. Zawsze wesoły, czeka na choć jedno spojrzenie człowieka, na jego przyjazny gest.
Pewnego dnia mama ze swoją małą córeczką przechodziła obok ogródka, w którym rósł kurdybanek. Dziewczynka schyliła się, zaczęła klaskać i wesoło wykrzykiwać - krakowiaczek tańczy w trawie.
Niech tańczy nasz krakowiaczek, niech roztańczonym krokiem wędruje po organizmie i czyni cuda, niech wzmacnia systemy odpornościowe, niech zadba o słabe, schorowane ciała, wszak to nasza, patriotyczna, polska dusza.
Warto popijać herbatkę z kurdybanka, by skutecznie chronić się przed przeziębieniami, a nawet przed grypą.
1 łyżkę kurdybanka zalać 1 szklanką wrzącej wody, zaparzyć 15 minut, przecedzić. Pić herbatkę ciepłą, można nawet 2-3 szklanki dziennie między posiłkami.
Zamiast herbatki z kurdybanka można zastosować nalewkę z tego niezwykle wartościowego zioła - wzmocni system odpornościowy, z dobrym skutkiem podziała przy reumatyzmie, zregeneruje nadwerężone nerwy, poprawi koncentrację.
2 garście świeżego, drobno pokrojonego kurdybanka lub 10 łyżek ususzonego wsypać do słoika, wlać 1/2 litra wódki, postawić w kuchni na 10 dni. Codziennie wstrząsnąć. Stosować 3 razy dziennie po 1 łyżeczce, a nawet po 1 łyżce w kieliszku ciepłej wody, jeśli organizm potrzebuje szybkiej pomocy.

6 garści świeżego, wiosennego kurdybanka, razem z kwiatkami, 4 garście kwiatów mniszka wraz z łodygami, 4 garście kwiatów bzu czarnego umyć i wsypać do garnka, wlać tyle wody, by przykrywała zioła, zagotować, a następnie na małym ogniu ogrzewać około 10 minut. Zdjąć z ognia i zaparzać pod przykryciem pół godziny. Przecedzić, do wywaru dodać tyle miodu, żeby był bardzo słodki, np. na 2 litry wywaru dodać 1 litr miodu. Zagotować, na małym ogniu ogrzewać około 5 minut. Gorący syrop przelać do słoików. Wstawić pod koc, by zawekować. Stosować kilka razy dziennie po łyżce, najlepiej dzieciom dodawać do herbatki mistrzowskiej, która doskonale rozgrzewa organizm.

Stefania Korżawska - autorka licznych książek ziołoleczniczych, w których podaje wskazówki, jak mądrze budować zdrowie. Cenne opowieści o ziołach przedstawia również w audycjach radiowych i telewizyjnych.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=sz21.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 13 sty 2012, 20:09 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Mały, znany błękitnooki chwaścioszek
Bluszczyk kurdybanek
:mrgreen:

Obrazek

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 09 lut 2012, 10:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Panicz Ziemi Polskiej, co ciało odnawia

Dawniej Paniczem Ziemi Polskiej nazywano żywokost. Rzeczywiście wystarczy na niego popatrzeć, by zrozumieć, że jest to śliczny panicz o fiołkowych oczach. A do tego panicz o duszy słowiańskiej, usposobienie ma bowiem pogodne. Lecz gdy przyjdzie mu zmierzyć się z chorobą, wstępuje w niego duch walki - jest nieugięty i zwycięża nawet tam, gdzie inni już opuścili ręce. Taki polski rycerz jak Zawisza Czarny. Zawsze można na nim polegać.

Posiada wiele substancji leczniczych, ale najważniejsza to alantoina, która odżywia i naprawia kościec. Nic więc dziwnego, że Paniczowi Ziemi Polskiej nadano imię żywokost. Od wieków i profesorowie, i specjaliści, i prości ludzie stosowali różne przetwory z żywokostu na choroby kręgosłupa, stawu biodrowego czy kolan. Żywokost przynosił również ulgę przy bólach reumatycznych, mięśniowych, pomagał w bólu ucha, zaś maść żywokostowa potrafiła skutecznie powalczyć z chorymi zatokami. Profesor Aleksander Ożarowski napisał, że żywokost jest dlatego tak cenny, gdyż odnawia stare komórki i buduje nowe, nic więc dziwnego, że regeneruje nie tylko kręgosłup, stawy biodrowe czy kolana, ale potrafi zagoić zastarzałą ranę, radzi sobie z oparzeniami, rozprawia się z zakażeniami skóry, a olej z jego liści jest doskonałym kosmetykiem do zniszczonej cery.
Przy chorobie Parkinsona polecam przetwory z żywokostu, wszak buduje on zdrowie, a przy każdej chorobie budowanie zdrowia to nasz obowiązek.
Do budowy zaś zdrowia potrzebne są i zdrowe odżywianie, i życiodajne herbatki ziołowe, i kąpiele chociażby z siły słońca słynącej pięknej macierzanki, a dodatkowo warto wzmacniać ciało żywokostem. Niech czyni swoje, niech buduje zdrowie. On najlepiej wie, w jaki sposób pomóc choremu, wszak jak wszystkie inne zioła od Boga pochodzi, więc moc Boża w nim zawarta potrafi niejednokrotnie cuda czynić.
Cudownie wręcz odbudował kość młodzieńcowi, który miał przestrzeloną nogę w czasie II wojny światowej. Dziura w kości piszczelowej była tak duża, że lekarz po wojnie radził amputację nogi, wszak w każdej chwili mogła się złamać. Babcia jednak znalazła inne rozwiązanie - ukopała korzenia żywokostu, utarła na tarce, miazgę połączyła ze świeżym olejem lnianym i codziennie takim ziołowym opatrunkiem okładała chorą nogę. Rezultatów od razu widać nie było, ale po jakimś czasie dziura w nodze zaczęła się zmniejszać.
Ten cud widziałam na własne oczy. Bohatera opowieści, starszego pana, spotkałam w sanatorium. Podszedł do mnie po wykładzie, płakał, gdy opowiadał mi swoją historię z żywokostem. Na skórze lewej nogi pozostał tylko ślad po ranie postrzałowej, ale dziury w kości nie było.
Przy tak ciężkim schorzeniu, jakim jest choroba Parkinsona, polecam przede wszystkim mój program zdrowotny, który opisałam w książce "Prosta droga do zdrowia".
A dodatkowo należy budować zdrowie wzmacniającymi, ziołowymi kąpielami z macierzanki i olejem żywokostowym.
Na 1 kąpiel należy wziąć 150 g suszonej lub 1/2 wiaderka świeżej macierzanki, wsypać do garnka, zalać wodą, zagotować, a następnie na małym ogniu podgotować około 20 minut. Przecedzić do wanny, dolać ciepłej wody. Kąpiel powinna trwać 20 minut, nerki zawsze muszą być pod wodą, a serce nad wodą.
Wykonujemy 10 kąpieli codziennie, następnie robimy przerwę 2-3 tygodnie. I znów korzystamy z nich od początku, aż stan zdrowia się poprawi. Gdyby po kolejnych kąpielach w organizmie pojawiły się jakieś bóle, nawet silne, wtedy kąpiele trzeba robić co 2-3 dni, czyli kurację należy przeprowadzać wolniej, ponieważ organizm zaczął się oczyszczać, ale nie radzi sobie jeszcze z wydalaniem na zewnątrz toksyn.
Po osuszeniu ciała dokładnie smarujemy kręgosłup olejem żywokostowym, zawsze od dołu do góry.
Do litrowego słoika wsypujemy 50 g żywokostu, wlewamy 3 szklanki oleju lnianego. Słoik zakręcamy i wstawiamy do garnka z wodą. Zagotowujemy wodę, a następnie na najmniejszym ogniu ogrzewamy 1 godzinę. Zdejmujemy z ognia i pozostawiamy do naciągnięcia na kilka godzin. Następnie wodę podgrzewamy, by olej żywokostowy był ciepły, przecedzamy go i przelewamy do butelki.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=sz19.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 09 lut 2012, 16:37 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Drodzy urzędnicy – Ręce precz od ziół

Gdy tak przeglądam dawną literaturę na temat leków, budzi się we mnie żal, jak dużo substancji leczniczych pochodzenia mineralnego, zwierzęcego i roślinnego wykreślano w latach następnych, doprowadzając do dominacji w lekospisach skomplikowanych związków chemicznych, pochodzenia syntetycznego. Nie mam nic przeciwko lekom syntetycznym, wiele z nich jest cennych i skutecznych, ale…,
ale ręce precz od preparatów galenowych pochodzenia naturalnego!.
Do władz wciąż włażą z buciorami ludzie niekompetentni, zadufani w sobie, którym władza uderza mocno do głowy, a po zdobyciu stopni naukowych w ekspresowym tempie, zdaje się im, że na wszystkim się znają i wszystko mogą.
Skutkiem bycia niektórych osób w rozmaitych lekarskich i farmaceutycznych instytucjach decyzyjnych są fatalne posunięcia, zmierzające do wyeliminowania i kontrolowania wszystkiego, co wiąże się z medycyną naturalną. Denerwują ich publikacje uczące społeczeństwo poznawania naturalnych środków leczniczych i praktyk samoleczenia. Jak już autor podaje dawki tychże preparatów znienawidzonych przez pewne osoby zaczynają się nagonki na niego ze wszystkich stron, w postaci nieobiektywnych pogrążających recenzji, dyskryminacji, wyklęcia ze „świata naukowego”.
Wielokrotnie mam możliwość przebywania w środowisku ludzi z wielkich koncernów farmaceutycznych i przedziwnych komisji unijnych, mających na celu wszystko uregulować, a przeszkadzające i obce kwestie usunąć zewsząd. Ludzi w marketingu molochów farmaceutycznych wkurzają rozmaite alternatywy dla produktów syntetycznych i naturalnych przez nich produkowanych i zmodyfikowanych.

Jeśli np. koncern postanowi wprowadzić konwalię w postaci ekstraktu kapsułkowanego, albo alternatywy syntetycznej nasercowej robi wszystko, żeby doprowadzić do usunięcia z rynku surowca w postaci suszonych liści konwalii.
Jest to ich naturalny odruch. Zainteresowany pacjent stosowaniem rozmaitych przetworów z konwalii w postaci np. naparu nie może nabyć w sklepie zielarskim liści konwalii. Zatem pomimo, że znajdzie w mądrych książkach dokładny przepis jak sporządzić i dawkować taki napar, i tak nie będzie mógł go zastosować. Oczywiście jest możliwość uprawy konwalii dla własnych potrzeb. Weźmy mniej kontrowersyjny przykład,
np. kudzu, johimba, gotu kola, eleutherococcus, miłorząb, przęśl, orzeszki cola, guaranę.
Surowce są w suplementach diety i w lekach produkowanych najczęściej przez wielkie firmy, za grube pieniądze. Na próżno szukać w sklepach zielarskich tych substancji w formie surowca (cena znacznie niższa, bez porównania), z którego każdy chcący mógłby zrobić ciekawe preparaty na podstawie licznych przepisów. Dlaczego np. jeśli chcemy pić napar z guarany i eleuterokokusa nie możemy ich kupić w naszym kraju, czy większości krajów Europy.
Gdy pojedziemy do krajów azjatyckich, południowoamerykańskich i afrykańskich na targu miejskim dostaniemy te surowce i dodatkowo znacznie ciekawsze, których w Polsce nigdy nie dopuszczą do wolnego handlu. Wielu moich znajomych jest rozgoryczonych, że czytają o tylu cennych roślinach, niekoniecznie używkach, ale też na rozmaite przypadłości, i nie mogą ich sobie kupić. Zwyczajne zakłamanie w Unii Europejskiej.

Zabierają się do regulowania naszego życia, a nie potrafią ograniczyć importu nielegalnych narkotyków i wyłapać sprzedawców ciężkich narkotyków.
Pseudofachowcy unijni weryfikują publikacje zielarskie niczym cenzorzy w poszukiwaniu roślin, które w dany roku należałoby uwalić i zdyskontować w oczach społeczeństwa. Siedzą na koszt podatników i kombinują. Nie będę tutaj mówił o korupcji i braku podstawowej wiedzy wśród tych niby ekspertów, a przede wszystkim o braku racjonalnego podejmowania decyzji.

Nie sposób wyliczyć tutaj ziół, których dzieje i zastosowanie w medycynie zostało zniszczone jednym podpisem urzędasa, nie potrafiącego znaleźć drogi do hotelu w Brukseli. Bezkrytyczne uznawanie wyników badań z Australii lub Południowej Ameryki i przenoszenie ich na ten sam gatunek rosnący w Europie Środkowej świadczy o głupocie tych ludzi. Nie wiedzą, że składy tego samego gatunku, rosnącego w różnych strefach klimatycznych różnią się diametralnie.

Nie można np. porównywać zawartości alkaloidów w żywokoście rosnącego w Polsce i w krajach Europy Południowej, czy Ameryki Północnej.
Ale jest decyzja, żywokostu nie wolno stosować doustnie, bo zawiera hepatotoksyczne alkaloidy pirolizydynowe.
Nie ważne, że takie alkaloidy pirolizydynowe są w innych surowcach, w większych ilościach, „dozwolonych” przez EMEA i słynną Komisję E. Wycofano syrop żywokostowy (jakże wartościowy), a na torebce z korzeniem żywokostu widnieje informacja o zastosowaniu zewnętrznym zioła.


Teraz jest nagonka na glistnik jaskółcze ziele Chelidonium majus.

Czytamy:
„Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczychinformuje, że wobec odnotowania w Niemczech kilkudziesięciu przypadków hepatotoksyczności po stosowaniu produktów leczniczych, zawierających przetwory z Chelidonium maius, ryzyko stosowania tego surowca do celów leczniczych przeważa nad znikomą korzyścią terapeutyczną. W EMEA podjęto także kroki do wpisania Chelidonium maius na europejską listę ziół, których ryzyko stosowania przekracza akceptowane korzyści lecznicze.
Wobec tego, że istnieje szereg skuteczniejszych i bezpieczniejszych produktów leczniczych roślinnych, o działaniu pobudzającym wydzielanie żółci, Urząd Rejestracji nie poleca stosowania produktów leczniczych zawierających ten surowiec roślinny.”
Brak słów, zwłaszcza, że badałem dość długo tę roślinę.


Badania prowadziłem na drobiu, trzodzie. Nie będę tutaj wspominał o długości lat stosowania glistnika w medycynie , począwszy od starożytności. W badaniach in vivo, w sumie na kilkuset tysiącach osobników świń i brojlerów (z 6-12 powtórzeniami) zauważyłem tylko uszkodzenia wątroby w określonej grupie zwierząt, mającej defekty genetyczne związane z enzymami wątrobowymi. Wtedy pojawiły się zmiany patologiczne. Oczywiście nikt z nas bez szczegółowych badań nie jest w stanie wiedzieć, jaki ma mutacje genetyczne i związane z tym nieprawidłowości biochemiczne w ustroju. Zresztą takich przykładów jest cała masa, a odnieść to można praktycznie do wszystkich leków metabolizowanych. Zacytuje tutaj fragment jednej z moich publikacji:
„W 1886 roku dokonano syntezy acetanilidu C6H5NHCOCH3, produktu, z którego łatwo otrzymać paracetamol. Sama jednak reakcja uzyskiwania paracetamolu z p-nitrofenolu znana już była w 1878 roku i przeprowadzona po raz pierwszy przez chemika Harmon’a Northrop’a Morse.
W latach 1893-1895 wprowadzono do lecznictwa paracetamol C8H9NO2, – hydroksyacetanilid (acet-aminophen, acetylo-aminofenol, N-acetylo-p-aminofenol) znany pod różnorodnymi nazwami handlowymi. Obecnie przechodzi swój renesans.

Paracetamol jest metabolitem fenacetyny i działa przeciwbólowo oraz przeciwgorączkowo przez hamowanie cyklooksygenazy prostaglandynowej 10 razy silniej w ośrodkowym układzie nerwowym niż w obwodowym układzie nerwowym. Nie działa, więc przeciwzapalnie i nie działa przeciwreumatycznie. Wywiera wpływ przeciwbólowy przez 4-5 godzin. Okres półtrwania 1-3 godziny. Dodatek kodeiny i kofeiny do leku wzmaga jego działanie przeciwbólowe i poprawia samopoczucie pacjentów w chorobach zakaźnych.
Lek ulega wchłonięciu z jelit do krwi w ciągu 45-60 minut. Wydalany jest wraz z moczem w powiązaniu z cysteiną, siarczanami i kwasem glukuronowym.
Przy niewydolności nerek paracetamol zalega we krwi łącząc się z białkami.
Jednym z metabolitów N-acetylo-p-aminofenolu jest toksyczny N-acetylo-p-benzochinon, który działa przede wszystkim nefro- i hepatotoksycznie (uszkadza nerki i wątrobę). Deacetylacja i hydroksylacja leku zachodzi w wątrobie.
Lek może wywoływać leukopenię, nudności, pokrzywkę i rumień na skórze. Działanie toksyczne leku ulega nasileniu pod wpływem alkoholu. Nie wolno go podawać w przypadku chorób wątroby, pęcherzyka żółciowego, nerek i krwi. Lek może powodować methemoglobinemię (u dzieci objawia się to sinicą).
Hepatotoksyczny i nefrotoksyczny metabolit paracetamolu (N-acetylo-p-benzochinon) jest neutralizowany po związaniu z glutationem. W ten sposób glutation zapobiega martwicy narządów miąższowych. Podczas częstego i długotrwałego stosowania paracetamolu, a także w razie jego przedawkowania – zapasy glutationu ulegają zużyciu. Regeneracja jest możliwa w razie dostatecznej podaży metioniny w diecie. Lekarz nie kontroluje jednak diety swoich pacjentów. W związku z tym warto zapisywać wraz z paracetamolem preparaty metioninowe (Methiovit), które profilaktycznie ochronią organizm przed szkodliwym wpływem metabolitów paracetamolu. W razie przedawkowania ułatwi to również detoksykację. Metionina nie zmniejsza skuteczności leczniczej paracetamolu.”

Jaki z tego wniosek? Taki, że jeśli ktoś ma upośledzony metabolizm w wątrobie zaszkodzi mu mocno jeden z najpopularniejszych leków przeciwbólowych, dostępny bez recepty nawet w sklepie spożywczym.

Dlaczego owe instytucje nie wydadzą podobnego ostrzeżenia, jak dla glistnika?
Wiadomo, koncerny już o to zadbały.
Co ciekawe, paracetamol jest bardzo polecany w leczeniu dzieci.
Najbardziej smutne jest to, że gdy czytam monografie ziół wydane przez Komisję E lub EMEA, znajduje tam tzw. odpisy kuchenne (wiadomości z innych publikacji, z tymi samymi błędami), a podawany skład chemiczny, często nie różni się od tego, publikowanego w XIX i na początku XX wieku.

Dla mnie jest to dowód, że komisje te nie weryfikują należycie dotychczasowej wiedzy na temat roślin, nie prowadzą nowych badań nad ich chemizmem, a przy podejmowaniu decyzji sugerują się nielicznymi publikacjami i badaniami często prowadzonymi in vitro, np. słynne testy nad genotoksycznością substancji roślinnych u bakterii.
Chciałem przypomnieć, że człowiek należy do królestwa organizmów jądrowych Eucaryota, a bakterie do innego królestwa – bezjądrowych – Procaryota. Jest między nami spora różnica, nie tylko na poziomie najwyższych jednostek systematycznych.

http://rozanski.li/?p=24

Cytuj:
Wobec tego, że istnieje szereg skuteczniejszych i bezpieczniejszych produktów leczniczych roślinnych, o działaniu pobudzającym wydzielanie żółci, Urząd Rejestracji nie poleca stosowania produktów leczniczych zawierających ten surowiec roślinny.”


Jacenna:
Należy tu dodać, że UE oficjalnie jedynie nie poleca stosowania danych ziół,
lecz ich nie ZAKAZUJE.
Zakazy oczywiście zjawiają się drogą pantoflową i dlatego nie uświadczy się tych ziół ani w aptekach ani w zielarskich sklepach.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 09 lut 2012, 17:08 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Aerolit napisał(a):
Babcia jednak znalazła inne rozwiązanie - ukopała korzenia żywokostu, utarła na tarce, miazgę połączyła ze świeżym olejem lnianym i codziennie takim ziołowym opatrunkiem okładała chorą nogę.

Aerolit napisał(a):
Do litrowego słoika wsypujemy 50 g żywokostu, wlewamy 3 szklanki oleju lnianego. Słoik zakręcamy i wstawiamy do garnka z wodą. Zagotowujemy wodę, a następnie na najmniejszym ogniu ogrzewamy 1 godzinę. Zdejmujemy z ognia i pozostawiamy do naciągnięcia na kilka godzin. Następnie wodę podgrzewamy, by olej żywokostowy był ciepły, przecedzamy go i przelewamy do butelki.
Jeśli chodzi o regeneracyjne działanie ALANTOINY zawartej w roślinach, to należy wziąć pod uwagę, że jest ona rozpuszczalna jedynie w wodzie.
Aby więc uzyskać wartościowy olej zawierający wiele cennych składników żywokostu, należy zrobić najpierw macerat żywokostowy, a więc korzeń (bo tam jest najwięcej drogocennych związków) zmielić np. w maszynce do mięsa, zalać letnią wodą i odstawić na klika godzin a nawet dni.( w zależności od potrzeby użycia).
Następnie dolać łyżkę mocnego alkoholu i przecedzić, zostawiając co nieco płynu.

Ja dopiero na tym pozostałym materiale robię olej żywokostowy zalewając korzenie najlepiej olejem arachidowym lub oliwą z oliwek( jeśli olej ma potem posłużyć dłużej).
Olej lniany ma bardzo krótki okres przydatności do zużycie, ponieważ szybko jełczeje psując niezbędne składniki. Nadaje się więc do szybkiego zużycia.
Natomiast jeśli połączy się właściwości regeneracyjne oleju arachidowego z żywokostem, efekt będzie natychmiastowy.

Macerat - płyn zlany z żywokostu może posłużyć jako dodatek do robienia własnoręcznie maści żywokostowej,
a także do wykorzystania na okłady, smarowania itp.
Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że taki macerat jest bardzo mocno żelujący.
Po odstawieniu bez rozrzedzenia zrobi się bardzo sztywna galareta.
Można więc wykorzystać tą właściwość do wyrobu galaretek itp.
Otrzymamy przyjemne, korzystne z pożytecznym.

Na zimowe herbatki, najlepiej zamrozić listki żywokostu.
Właśnie, córcię coś bierze....a mój żywokościk marznie w lodówce :mrgreen: .

Jak podaje pan Henryk Różański, taką herbatką z dużym dodatkiem naturalnej wit. C wzmacniał i leczył swoją rodzinkę już mając 11 lat. :)

Poza tym, jeśli chodzi o wyciągi olejowe, nie ma większego skarbu, jak wygrzewanie takiego nastawu olejowego na słońcu. Oczywiście zalać należy dobrym trwałym olejem najlepiej arachidowym, a słoiczek osłonić papierową torebką.
Jedynie kwiat dziurawca wymaga dosłownie bezpośredniej pieszczoty promykami słońca.
Wytrawia wówczas zawartą w nim hiperycynę, skuteczny rozweselacz depresyjnych naleciałości ;)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 27 mar 2012, 20:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/ziolowe-przepisy-na ... 932,i.html

Ziołowe przepisy na przedwiośnie

Trwa trudny dla zdrowia okres przedwiosenny, w którym łatwo o infekcje i ostre stany zapalne dróg oddechowych. W tym czasie uaktywniają się również nasze przewlekłe choroby. Na szczęście, istnieją różnorodne skuteczne sposoby wykorzystania leków roślinnych w walce z chorobami układu oddechowego. Warto poznać je i stosować jako bezpieczną i praktyczną formę walki z katarem, grypą czy zapaleniem oskrzeli.

Pragnę polecić Państwu prostą mieszankę ziołową, z której napar może być przyjmowany przez całą rodzinę – począwszy od jej najmłodszych członków, aż po seniorów rodu.

Rp.: kwiatu bzu czarnego 40g, owocu bzu czarnego 15g, kwiatostanu lipy 25g, kwiatu głogu 50g, owocu maliny 25g, liścia babki lancetowatej 25g, liścia podbiału 50g, owocu dzikiej róży 50g.
Podane składniki należy połączyć (owoce pokruszyć) i dobrze wymieszać zachowując podane ilościowe proporcje, a całość przechowywać w płóciennym lub papierowym opakowaniu. Zaparzamy 1 łyżkę stołową zmieszanych ziół 200 ml wrzącej wody; napar trzymamy 10 min pod przykryciem, następnie cedzimy i ciepły spożywamy. W zależności od wieku pacjenta i natężenia choroby - przyjmujemy od kilku łyżek (dla maluchów) do 3 szklanek dziennie przepisanego naparu. Przyrządzony napój będzie przyjemny w smaku. Z uwagi na jego łagodne właściwości napotne, powinien być przyjmowany na noc lub w czasie, gdy możemy pozostać w domu.
Wskazana mieszanka wykazuje właściwości przeciwzapalne, napotne, pobudzające odporność ustroju, powlekające drogi oddechowe, tj. ochronne wobec śluzówek, łagodnie uspokajające oraz wzmacniające mięsień sercowy. Wymienione surowce lecznicze obfitują bowiem w rozliczne zespoły związków farmakologicznie czynnych. Do głównych należą: śluzy (o bogatym składzie zwłaszcza w liściach podbiału, babki), olejek lotny (zawierający np. geraniol, farnezol w kwiatostanach lipy), flawonoidy (np. rutozyd kwiatów bzu, witeksyna kwiatów głogu), procyjanidyny, kwasy organiczne (np. fenolokwasy – kawowy, chlorogenowy kwiatu bzu czarnego), wielofenole, garbniki (owoce maliny, liście podbiału), witaminy (głównie C, gr. B – owoców bzu, dzikiej róży).

Ponadto, w czasie, gdy powszechnie jesteśmy straszeni niebezpieczeństwem zakażenia wirusem grypy, pragnę przypomnieć Czytelnikom o doskonałych własnościach antyseptycznych przypraw dietetycznych takich jak: czosnek, cebula, tymianek, majeranek, pieprz, goździki, kminek, anyż, jałowiec. Surowce te działają nie tylko skutecznie antyseptycznie wobec wirusów, bakterii, tudzież grzybów, ale pobudzają do walki nasz układ odpornościowy, którego prawidłowa funkcja jest gwarantem naszego zdrowia. Surowce te w okresie zimowo-przedwiosennym powinniśmy szczodrze dodawać do wszystkich możliwych potraw lub zaparzać mlekiem, sokiem z kiszonej kapusty (czosnek lub tymianek z kminkiem) lub przyrządzać grzankę z alkoholem (goździki gotowane z winem lub piwem) zmieszanym z łyżeczką miodu.

Zachęcam do korzystania z podanych przepisów, aby być zdrowym i silnym.

Izabella Stępkowska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZIOŁA
PostNapisane: 29 maja 2012, 13:14 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Syrop z kwiatów czarnego bzu

Składniki
100 ml alkoholu 40-50%
18 dag (15-20 sztuk średniej wielkości lekko rozkwitniętych kwiatostanów czarnego bzu oczywiście z terenu ekologicznie czystego, z dala od szos i pól uprawnych !)
1 l wody
1 kg cukru
1 cytryna - wyszorowana i sparzona - pokrojona razem ze skórką
1 łyżeczka kwasku cytrynowego (niekoniecznie)
5 goździków

1. Zagotować wodę z cukrem, kwaskiem cytr. i cytryną i goździkami. Przestudzić do temp. ok 40 *C

2. Kwiaty wraz z krótkimi łodyżkami, zerwane w suchy słoneczny dzień przełożyć do słoja.
NIE PŁUKAĆ gdyż najwięcej cennych składników znajduje się w pyłku.
Skropić mocno ciepłym alkoholem (ok 60*C).
Po 15 minutach zalać przygotowanym syropem odcedzonym z cytryny. Goździki zostawić.
Przykryć zakrętką i zostawić na 48 godz.

3. Zawartość słoja przelać do garnka , postawić na gaz i ogrzewać do temp. ok 85 *C przez ok 5 minut.
Po tym czasie sok zlać przecedzając przez gęste sitko i przelać do słoików, zamknąć i poodwracać do góry dnem.
Wówczas nie trzeba gotować w słoikach.

Pachnie i smakuje wybornie.

Dodajemy 3-łyżeczki do herbatki ziołowej np. z lipy, babki lub liści malin itp. działające.

4. Pozostałe kwiatostany po przecedzeniu
można zalać alkoholem 40% tak, aby było go połowę więcej niż masy kwiatów i zamknąć ponownie w słoiku na 2 tygodnie.
Potem można doprawić do smaku cukrem lub miodem o odstawić na kilka dni.
Pić po kieliszeczku zapobiegawczo i rozgrzewająco w chłodne wieczory.

5. Można też pozostałe kwiaty zalać 2 litrami wrzącej wody i ogrzewać ok 10 minut (aby się nie gotowało, ale pyrkało.)
Odcedzić przez sitko i nadal ogrzewać.
Dolać 8 łyżek dobrego lipowego lub innego ulubionego miodu, pokrojoną w plastry cytrynę
i ogrzewać jeszcze 5 minut odciskając cytrynę.
Dodać jeszcze 50 ml wódki.
Potem przecedzając przez gęste sitko przelać od razu do butelek (mogą być po sokach,
a ja używam ciemne 0,7 – 1l butelki po oleju z dobrą zakrętką.

Stawiam na chwilę do góry dnem(na zakrętce) i mam świetną herbatkę na kilka dni.
Wlewam ok 1/3 szklanki tej herbaty do szklanki i uzupełniam gorącą wodą.
W zimie tą herbatkę podgrzewam w mikrofalówce by była cała gorąca.

Takim sposobem robię obecnie wszystkie herbaty na zimę. Przechowują się długo bez lodówki pod warunkiem, że nie są odkręcane.
Używaną butelkę trzymam w lodówce.

Każdy bierze w dowolnej chwili bez ciągłego parzenia i czekania aż się zaparzy herbatę wg swoich potrzeb wzmocnienia bądź leczenia.

Przygotowuję tak wszystkie zioła co rusz zmieniając zestaw ziół w zależności co komu dolega :) .


Bez czarny osiąga wysokość do 5 metrów. Kwitnie biało, kwiaty są zebrane w kwiatostany od połowy maja do czerwca.. Po wysuszeniu kwiatostanów, ociera się je przez sita i odrzuca szypułki. W ten sposób otrzymujemy suszone kwiaty bzu.
Suszymy także owoce.

Kwiaty bzu czarnego działają napotnie ( stosowane w odwarze) w chorobach z podwyższona temperaturą. Zewnętrznie służą do płukania w anginie oraz zapaleniu gardła. Można je stosować też przy zapaleniu spojówek.
Odwary z owoców bzu podajemy jako środek odtruwający i ułatwiający usuwanie z organizmu szkodliwych produktów przemiany materii, w chorobach zakaźnych i skórnych oraz jako środek przeciwbólowy przy rwie kulszowej i bólach newralgicznych. Tyle Aleksander Ożarowski o bzie czarnym.

Dr Henryk Różański poleca odwar z kwiatów bzu na kaszel, nieżyt oskrzeli, katar, przeziębienie, choroby zakaźne, kruchość naczyń krwionośnych i zapalenie gruczołu krokowego.
Ponadto do kuracji odtruwających i przeciwzapalnych przy zatruciach i przewlekłych chorobach skóry.
Wodne wyciągi z kwiatów rozszerzają naczynia wieńcowe, poprawiając krążenie krwi w obrębie serca.
Napar z kwiatów ma moc niwelowania cieni i worków pod oczami.
Napar na mleku pomaga w pielęgnacji skóry podrażnionej , zniszczonej i suchej. Działa przeciwtrądzikowo.


Syrop z kwiatów bzu czarnego (dr Różański):

Zebrać dwa 8 l. wiaderka kwiatów bzu czarnego, przemielić przez maszynkę do mięsa,
zalać 10-12 l wody i zasypać 4-5 paczkami kwasku cytrynowego, zagotować i odstawić na noc. Następnie przecedzić.
Podgrzać, dodać 5-6 kg cukru, wymieszać.
Wlewać do butelek lub słoików umytych i wypłukanych w gorącej wodzie, zakręcać na gorąco pokrywkami z uszczelką. Odczekać aż pokrywki zaciągnie. przechowywać w ciemnym i chłodnym miejscu. Syrop ten jest doskonały do picia i jako dodatek do herbaty, rozcieńczania wodą zdrojową. Środek wzmacniający, bogaty we flawonoidy, witaminy, potas i fitosterole, znakomity na kaszel, osłabienie i jako środek regulujący przemianę materii.


Sok z owoców bzu czarnego ( A. Ożarowski)

Owoce bzu umyć i włożyć do naczynia, cały czas mieszając ogrzewać. Gdy sok zacznie puszczać, zestawiamy z ognia i wyciskamy sok przez gazę. Uzyskany sok pozostawić do odstania, przecedzić, dodać cukru 1:1 , gotować kilka minut i rozlać do słoików.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /