Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 30 gru 2010, 15:22 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
Moje rady na OKŁADY Z RĄCZNIKA (oleju rycynowego)

Obrazek

Rycynus, czyli Rącznik pospolity jest krzewem pochodzącym ze wschodniej Afryki, gdzie osiąga 13 m wysokości.
Jego ogromne liście (o średnicy nawet do 1 m) przypominają kształtem liście kasztanowca.
W ogrodach uprawia się kilka odmian, nieco różniących się pokrojem, wielkością i barwą liści.

Wśród wielu leków, jakie stosowałam nie znalazłam niczego, co przewyższałoby olej rycynowy
w jego skuteczności, jego wartości leczniczej i możliwości jego stosowania.
Używam olej rycynowy do okładów, do stosowania miejscowego po ukąszeniach kleszczy itp,
w kroplach i dużych dawkach doustnych wiele razy (nawet na biegunkę).

Biorę np. małą 30 ml buteleczkę po oleju i wlewam tam ok 20 ml olej
a do tego wciskam tyle samo soku z cytryny.
Mocno wstrząsam przez chwilę i wypijam od razu z butelki.


Taką samą kurację stosuję przy przeziębieniu. Kiedy czuję, że nadchodzi,
wówczas sobie szykuję taką miksturę i należy ją wypić nawet 3 x w ciągu dnia.

Wszelkie bakterie grypowe są po prostu usuwane, a olej powoduje również zwiększoną perystaltykę jelit, co pozwala na oczyszczenie ich także z toksyn i bakteryjnych kwasów.
Ba, mało tego, wzmaga po prostu załatwianie się, a szczególnie po stanach gorączki, kiedy wszystko jest zapieczone i zalega w jelitach, to jak się ma organizm bronić i oczyszczać?

Tym właśnie zaczęłam w końcu panować nad chorobami mojej córci...
och...och...było by co opowiadać miesiącami.
Miała na starcie 850 g. :o .
Nie cierpi oleju er... :oops: , ale wie, że jak trzeba, to bierze.

Okłady z oleju rącznikowego łagodnie stymulują narządy wydalnicze i ułatwiają ich normalne funkcjonowanie.
Oczywiście okłady pobudzają także gruczoły limfatyczne, w efekcie czego poprawiają krążenie,
co z kolei pomaga w usunięciu toksyn z organizmu.

Generalnie mechanizm działania okładów polega na stymulacji pracy układu limfatycznego i wzmaganiu samooczyszczania tkanek.
Gdy stosujemy okłady na jakiś obszar, który jest uszkodzony lub tam, gdzie z takiego czy innego
powodu istnieje stan zapalny, tkanka komórkowa, gdy usunięte z niej zostaną toksyny,
może zacząć reagować w tym obszarze bardziej normalnie i dzięki temu zdolna jest zająć się infekcją czy też stanem zapalnym.
Moje osobiste doświadczenia, które zrobiły na mnie największe wrażenie, to
szybkie ustępowanie objawów infekcji wirusowych i bakteryjnych wspomagane właśnie okładami np. na oskrzela, chore gardło itp.

I co najważniejsze to , że jest naturalnym środkiem nieinwazyjnym i nie zatruwającym i tak już chorych tkanek.

Polecałam znajomym i ci, którzy robili okłady skorzystali i przekazywali mi swoje odczucia i doświadczenia,
zadziwieni i zachwyceni ich pomocą, skutecznością i działaniem przeciwbólowym nawet na paskudnego zęba.
Wiem, że ludzie w trudnych przypadkach uciekali się do stosowania oleju rycynowego
przy leczeniu całego szeregu chorób, od zapalenia wyrostka robaczkowego począwszy,
po łuszczycę, stłuczenia, złamania łącznie z likwidowaniem objawów bólu, pomoc przy wypadaniu dysków kręgosłupa, wszelkie wewnętrzne nawet stare stany zapalne jajników, zrosty, torbiele i mięśniaki...Wszędzie skubaniec dotrze i rozmiękcza tak organy, że się regenerują i powracają do pierwotnego wzorca.

Najwięcej jednak korzyści widziałam na chorych, którym stosowałam okłady
przy nowotworach i cukrzycy.

Czyli mojemu mężowi, córci, oczywiście sobie, mojej teściowej w raku kości
i mojej cioci w chłoniaku krwi, który niestety nie został potwierdzony badaniami,
ale podejrzenie rzucił jeden lekarz i tak już zostało na amen.

Otóż działanie bezpośrednio na okolicę zmienioną chorobowo powoduje
dodatkowe wyciąganie na powierzchnię skóry wszelkich toksyn i tym samym oczyszczając komórki uwalnia je od ucisku toksyn i bólu.
Okład z rycyny jest więc skutecznym przeciwbólowym i przeciwzapalnym pomocnikiem leczenia.

Natomiast podstawowe miejsce robienia okładów we wszystkich przypadkach różnych zmian chorobowych
to jest oczywiście miejsce pod prawą piersią na okolicy wątroby.

Dlaczego?
Ponieważ to wątroba właśnie jest magazynem zarządzającym co z tymi toksynami zrobić
i to ona zbiera informacje, gdzie je przekierować.
Jak już zawalone są wszelkie układy wydalnicze, czyli
zagrzybione jelita, które nie są w stanie pozbyć się toksyn, bo obstrukcja nie pozwala
więc następuje z nich reakcja zwrotna czyli apiać do żył i do wątroby.
No to wątroba przerzuca część do skóry, ale że skóra jest już tez zawalona,
to przeciska się toksyny do mięśni, czyli do łydek, ud, tyłka i przedramienia oraz przy kręgosłupie.

Hm…i wówczas zaczyna boleć BIODRO!
Ups! Ono pierwsze mówi, że ma tego dość.
No więc zaczyna się latanie po lekarzach i szukanie przyczyn lędźwiowo – biodrowych,
wszelkie zabiegi, masaże i cuda cudeńka, a dupcia ma te wszystkie zabiegi w dupci.
Bo co prawda jak się potrząśnie nią całą, to nie ma siły, żeby co nieco nie zelżało
i jak dojrzałe jabłka nie spadło.
Ale skoro powraca i to szybko, to znaczy, że nie pozbyliśmy się przyczyn chorobotwórczych,
ale jedynie objawów, które wygonione z dupki znajdą sobie miejsce gdzie indziej.


Gdzie? Ano np. w kolanie.
I wtedy nabiera wody pod kolankiem i puchnie i boli, a doktorki zalecają piroxicamy
i ciort wie co jeszcze.
A kto wpadłby na pomysł, że jeden talerz naszego sławetnego rosołku z kurczaka
Wywołuje atak reumatyzmu, podagry, czy artretyzmu.?


Zaobserwujmy:
Już w niedzielę wieczorkiem nasila się ból w stawach, bioderku, albo w kolanku.
W poniedziałek idziemy do lekarza. Do soboty się jakoś podreperowało, a w niedzielę znów się obudziło. Więc jeśli w niedzielę był rosół, to znowu w poniedziałek pędem do lekarza.
Albo jeśli rosołek był w inny dzień, to na następny dzień boleści gotowe.

Nawet, kiedy to nie jest typowy rosołek, ale inna zupka na naszych fantastycznie napchanych chemią, antybiotykami i wszelkimi „przyspieszaczami wzrostu ” kurczakach,
to po wrzuceniu do garnka wszystko się pięknie rozpuszcza w wodzie i po obiadku już w jelicie czczym całą parą przechodzi do krwiobiegu.


Nachodziłam się po lekarzynach dwa lata, a tu dziecko malutkie, miało zaledwie pięć kilo i pięć miesięcy, taka Calineczka a roboty przy niej co niemiara.
No, ale chciałam to dostałam… :mrgreen:
Więc jak to w moim przypadku bywa mój nieodłączny ANIOŁ PRZYPADEK, wrzucił mi w ręce książkę, gdzie właśnie ktoś mądry zaobserwowawszy takowe zachowania organizmu
wszystko ładnie opisał i mnie uświadomił.
Książka pożyczona, stara i tytułu nawet nie pamiętam. Ale wnioski wystarczą.

Tak więc najpierw zrezygnowaliśmy w domu z wszelakich rosołów, zup i mięsiwa wieprzowego i przede wszystkim kurczaków na pół roku, aż się co nieco organizmy pooczyszczały.
Bioderka, kolanka i stawy bez "leków" przestały dokuczać... :D
A jak powróciliśmy do zup, to już były one przygotowywane wg pewnych wcześniejszych zabiegów.
Otóż wlewamy ciepłą wodę do garnka i wrzucamy kości itp. na zupę a nawet kurczaka na rosół.
Zagotowujemy i po trzech minutach odlewamy wodę płucząc wszelkie toksyny.
Potem do gorącej wody wrzucamy te obgotowane składniki i już na pewno
sporo się uchroniliśmy od wszelkich konserwantów i dopalaczy.


PROSTE! A ile zaoszczędza bólu ! :mrgreen:
No i wątroba odpocznie, wywali z bioderka śmieci i od razu ulga.
W dodatku jak się na bioderku położy okład z rycyny, to w końcu będzie wiadomo,
co naprawdę pomoże w oczyszczaniu.
Bo przecież ból to nadmiar toksyn w stawie, jakby piaskiem sypnął w oczy.
A przy tym w zakwaszonym środowisku znowu rozwijają się różniste mikrobusy i zaczyna się atak z drugiej flanki.


Palma Christi - Dłoń Chrystusa - jest nazwą nadaną w średniowieczu roślinie znanej jako rącznik pospolity (Ricinus communis). Pewien chłopiec Dawid mocno się poturbował i powiedział po nocnym okładzie , gdy tylko się przebudził, że miał sen, w którym Jezus położył rękę na jego plecach, a one przestały go boleć.
Sama tego doświadczałam, chociaż należy tu dodać, że akurat w tym przypadku nie zażegnana była przyczyna takiego stanu. Jednak ulga była natychmiastowa.
Ale o tym przy innym temacie


Po zażywaniu środków „przeciw rakowych i stymulujących pracę naszego organizmu” poruszane są wszelkie komórki zdrowe i chore, wszystkie bakterie i mikroby i pasożyty naszego ciała.
Nagle coś się dzieje i reakcja jest tak spotęgowana, że robi się nagle wszędzie pełno zanieczyszczeń.
To tak jakbyśmy rozsypali mąkę w całym pokoju i potem załączyli wiatrak.
Olej pomaga to wszystko zebrać...działa jak magnes na opiłki i wydala do limfy.
Taki kochany!

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 25 sty 2011, 18:13 przez Jacenna, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 23 sty 2011, 19:45 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
A teraz chciałabym zamieścić pokrótce opis uniwersalny na
okłady z oleju rycynowego.

Potrzebne:
Soda oczyszczona
kawałki folii, woreczki itp.
Gaziki, pieluszka tetrowa, albo flanelka itp... taki gałganek do oleju
Olej rycynowy 100-200 ml.
większa bawełniana szmatka typu pieluchy flanelowej do przykrycia całości
poduszka elektryczna

Najpierw wsypujemy 1 łyżeczkę sody oczyszczonej do malutkiej miseczki i zalewamy dobrze ciepłą wodą, aby
wacikiem lub małą szmatką przetrzeć miejsce przed okładem i po okładzie. :!:
Jest to bardzo ważne, ponieważ sodą oczyszcza się miejsce z toksyn, które skóra wciąż wywala na zewnątrz. Ale nie zmyte dobrze potrafią się wchłonąć spowrotem.
No i najlepiej właśnie soda zmywa tłuszcz.

Okład:
Olej rycynowy 30 lub 100 ml wstawiamy do dobrze ciepłej, a nawet gorącej wody i trochę ogrzewamy.
Można wstawić otwartą butelkę do mikrofali na ok 30 sek. i sprawdzać nagrzanie.
W zależności od wielkości miejsca do okładów, trzeba naszykować taki bawełniany lub dobrze wchłaniający gałganek.
W przypadku małych miejsc np wielkości dłoni, taki gałganek składamy zazwyczaj na 4, tak, aby grubość była ok 0,5 - 0,7 cm po nalaniu oleju.

Najpierw na stole kładziemy woreczek foliowy większy od gałganka o ok 2 cm.z każdej strony. Na woreczku kładziemy gałganek złożony zazwyczaj na 4.
Na ten gałganek nalewamy olej dobrze ciepły i rozprowadzamy po całym gałganku.
Sprawdzamy wierzchem dłoni, czy nie parzy i taki ciepły kładziemy na chore przemyte już wodą sodową miejsce.
Przykrywamy w miarę możliwości ciepłą grubszą szmatką( ja nagrzewam żelazkiem, albo też w falówce :mrgreen: ),
w większych okładach poduszką elektryczną i trzymamy w zależności od możliwości 1,5 do nawet 3 godziny.

Małe okłady na jakiekolwiek
stłuczenia, ukąszenia np. kleszcza :!: , pająka, czyraki, czy wrzody, bolące zęby w stanie zapalnym, chore gardło i krtań,
wiadomo, jeśli szybko przestygną, wiadomo, że trzeba podgrzać i przykładać znowu ciepłe.
Ja ściągam taki okład i wkładam cały do słoiczka i do mikrofali na 15-30 sek (uwaga na folię, można zdjąć) i po sprawdzeniu znowu nakładam i tak kilka razy. Trzyma się w sumie ok 1 godz, ale można sobie co jakiś czas też przykładać.

Co ważne.
Okład stosujemy ten sam, przechowując go np. w słoiczku, który razem ze słoiczkiem nagrzewamy w wodzie lub mikrofali przed położeniem.
Przy wiadomo, że mocno zmienionych miejscach chorobowych albo okładach na chorą wątrobę, okład po 5-7 dniach robimy nowy.
A tak wystarczy dolewać trochę świeżego oleju w razie potrzeby.
Gazik ma być nasączony, ale żeby a z niego nie ciekło :!: .
Dlatego na wierzch można dać dwa woreczki, ten drugi jeszcze większy, który się przyklei do ciała.

Pewnego dnia zaczął budować mi się głęboko w nosie wrzód. Bolała najpierw przegroda i czułam, że będzie to jakiś olbrzym. Szybko zrobiłam spory koreczek z wacika, nasączyłam olejem i do mikrofalówki na 5-10 sek. Cieplutki wsunęłam głęboko do nosa pod ten wrzód i co kilkanaście minut musiałam go przygrzewać.
Dodatkowo na okrągłym płatku kosmetycznym nalałam znowu oleju rycynowego i nakładałam na wierzchu nosa.
Potem znowu kilka razy i po dwóch dniach wrzód zrezygnował.

Ale po kilku miesiącach zaczęło się coś budować na policzku. Znowu siedziałam z okładem i ciepłą szmatką na twarzy.

Potem wrzodzisko znowu próbowało się zagnieździć w nosie w tym samym miejscu. Znowu akcja udaremniła mu rozwój.

Z tego wyciągam wniosek, że jakieś bakterie krążą i jednak próbują się gdzieś ulokować i rozmnożyć.

Kiedyś zaczął boleć mnie ząb. No to wiadomo, przygotowałam ciepły okład, ciepłą szmatkę i położyłam na szczęce. Kilka razy dogrzewałam, a na drugi dzień powtórka. Stan zapalny zniknął. Trzeba jednak pamiętać, żeby za żadne skarby nie naciskać takiego chorego zęba i nie sprawdzać, czy nadal boli. No ewentualnie bardzo delikatnym podejściem sprawdzać.

Warto też wiedzieć, że jeśli mamy w ustach, na dziąsłach lub między zębami jakieś zmiany, krwawienia, należy natychmiast wziąć łyżkę oleju rycynowego do ust i przerzucać go przez zaciśnięte zęby, albo nakładać w miejscu chorobowym i rozmasowywać nawet językiem.

Ponad to niezastąpiony w ostrym stanie zapalnym gardła a raczej krtani, kiedy drapie tam niemiłosiernie. Wówczas biorę olej na język tak, aby go przykleić do krtani.
Kiedyś używałam Balsamu Szostakowskiego, jak nie znałam zasad rycyny. Też pomagało.
Po prostu Olej rycynowy działa równocześnie jak magnez na opiłki i przyciąga toksyny przesączając je na zewnątrz.
A cóż sprawia ból?
Właśnie porozkładowe szczątki chorych komórek zmacerowane przez bakterie, które do tego dokładają swoje kwasy rozpuszczające nasze zaatakowane komórki.
Wówczas taka komórka broniąc się nabiera limfy do przefiltrowania i kwasowa, żrąca opuchlizna gotowa, co odczuwamy bólem. :mrgreen:


Twarz...
mój mąż miał dwa razy i to w tym samym miejscu uraz czaszki-skroniowej.
Raz chuligan przywalił mu butelką z całego rozmachu w głowę i nim do mnie doszedł, miał już tak spuchniętą twarz, że takiej na oczy nie widziałam. Tempo puchnięcia było zdumiewające.
On chciał już tylko do domu.
Oczywiście przemyłam mu twarz i zaraz przygotowałam ciepły okład( nie gorący). Oczy wysmarowałam samym olejem delikatnie jakby rozmasowując opuchliznę, bo na drugi dzień na oko wcale nie widział, tak było spuchnięte.
Na drugi dzień znowu prawie cały dzień z przerwami kładliśmy olej.
Dodatkowo rozmasowywałam delikatnie całe miejsce.
Po tygodniu zostały tylko małe ślady pod oczami.

Druga sytuacja była taka, że mąż zahamował ponoć bez żadnej przyczyny przednim hamulcem w rowerze i wyrżnął w asfalt prawą skronią.
W szpitalu wyglądało to bardzo nieciekawie, bo dołączył się uraz mózgu i pęknięcie czaszki z tyłu. Musiał pozostać kilka dni w szpitalu, ale i tam przyniosłam swoje cudowne doleczanie i chociaż nie były to okłady, to smarowałam samym olejem rycynowym i Atomidyną.
O Atomidynie czyli czynnym jodzie, może później coś powiem,
ale okłady wiadomo po powrocie ze szpitala zaczęliśmy natychmiast.

Można powiedzieć, że po miesiącu smarowania i rozmasowywania oraz okładów, policzek wyglądał całkiem znośnie. Ale na wizycie u chirurga, nie podobało mu się, że tak się jeszcze trzyma długo ta opuchlizna, więc zabrał się pan doktórek do roboty i dawaj przebijać i wysysać z tej opuchlizny ...no właśnie...nic się tam nie zatrzymało wody, ale za to co bólu narobił, to przecież nie sobie...
Jeszcze kilka tygodni powoli rozcierałam policzek i po dwóch miesiącach prawie nie było śladu wkoło, choć widać było w miejscu uderzenia jeszcze guz....
A wcierałam, co się dało:
Maści własne z żyworódki, świeży sok z aloesu, atomidynę, maść z nagietka, no i oczywiście oleje: z dziurawca i kasztana.
Robię je sama w lecie, albo korzystam z babcinych dobrodziejstw. Tzn, Mama robi cudowne maści i naleweczki, a ja olejeczki...i tak się wymieniamy dobrodziejstwami... :mrgreen:
Minęło kilka miesięcy i jeszcze widać lekko ciemniejsze miejsce, ale wszystko wchłonęło się super.
Lekarze zapowiadali, że taka opuchlizna i zgrubienie może zostać.

Na pierwszy raz wystarczy, a przykładów mam sporo.

Pytajcie...jak coś wiem, to podpowiem...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 25 sty 2011, 18:16 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 24 sty 2011, 03:08 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
Rozumiem, że można wpaść pod samochód, pod pociąg, nawet pod tramwaj…
Ale pod konia? :o
To tylko potrafi mój wspaniały mąż.
Ponieważ zaczęła się walka z cukrzycą, mąż zwiększył jazdę na rowerze w celu spalania odkrytej niedawno zwiększonej ilości cukru.
No i pewnego dnia pojechał, o czym akurat nie wiedziałam.
A on jechał sobie wioskowymi uliczkami i z jednej zagrody został spłoszony koń i wbiegł prosto na męża.
Zwalił go z roweru i nawet nie zarżał tylko zwiał. :lol:

A ja słucham sobie Tu es Petrus, a tu ktoś nagle dzwoni i mówi, że mąż w szpitalu. :shock:

Okazało się, że ma wybity łokieć i potrzeba będzie go nastawić pod narkozą.
Ale w zabiegowym taki czarny pan doktórek uwalił się na tym łokciu i dawaj go na żywca nastawiać.
Tzn. udało mu się ciut przestawić działając tak znienacka, bo okazało się, że przytkana była żyła, a do operacji kilo czasu, co mogło się źle dla rączki skończyć.
Co się należy, to się należy doktorkowi Ali jakoś tam, bo to już jego druga interwencja u mojego męża i to mocno pomocna.
Ale wracając do biednego łokcia, został złożony i włożony do szyny, po czym wiadomo, zabandażowany.
Był piątek a mąż coraz to bardziej narzekał na ból głowy. Tabletki już nie pomagały więc pani doktor zaleciła zastrzyki przez kilka dni ale od razu nas uprzedziła, że takie reakcje będą się ciągnąć dwa a nawet trzy miesiące.
Mąż obolały nie mógł kręcić głową (! Haha nareszcie nie mógł mi zaprzeczać :lol: )
Dostał zastrzyk i poszliśmy do domu.

Wieczorkiem już zaczął mi marudzić, żeby zdjąć mu gips. No szok. Ledwo dwa dni minęło, łokieć się jeszcze nie udobruchał, a ten już mnie gnębi.
Obiecałam, że zdejmę mu rano.
Ale ponieważ ból głowy się wzmagał, po zrobieniu odpowiedniego wywiadu, kazałam mu położyć się na brzuchu i delikatnie rozmasowywałam odpowiednio cały kark, szyję i plecy.
Trochę wprawy już mam, więc z pomocą moich cudownych, zrobionych latem nie na próżno
Olejków z kwiatu kasztana i dziurawca, poszło mi gładko. Znowu się przydały.
Oczywiście na drugi dzień już koniem by męża nie zaciągnął na zastrzyk, ale grzecznie leżał na masażyku.
(też bym tak chętnie poleżała…ale bez przygody z koniem…) :mrgreen:
No tak, na drugi dzień już z samego rana mąż drze się na mnie niemiłosiernie, że mu sczerniała ręka i ma sine palce.
Faktycznie, jakoś zrobiły się takie czekoladowe…więc dobrze, że to była tylko szyna, rozwinęłam wszystko i wyjęłam delikatnie łokieć.

Podłożyłam dłoń pod łokieć, a tam ogień. Potrzymałam trochę otrzepując chorą energię i położyłam przygotowany okład z oleju rycynowego. A jakże by inaczej.
W międzyczasie wzięłam się za delikatny masaż od palców w kierunku łokcia i nasmarowałam moimi olejami całą rękę. Po godzince zapakowałam wszystko ładnie spowrotem do szyny i zawinęłam już delikatniej bandażem.
Tak powtarzałam przez 2 tygodnie, aż się rączka na tyle wzmocniła, że tylko podwieszaliśmy ją na temblaku. Po miesiącu było już superancko, choć wiadomo, że trzeba było uważać.
Taki to wywrotowiec z mojego męża a ja cały czas muszę go reperować.

Nie wspomnę już o swoim uciętym paluszku, z którym już po dwóch dniach musiałam pojechać do Nekielki na koncert Małgosi Walewskiej i nakręcałam jej występ z białym kikutem.
Podróż 350 km, lato upał, świeża rana…
Ale od czego są dobre pomysły i zabezpieczenia. Jakbym tak posłuchała lekarza, co mi kazał przyjść na zmianę opatrunku po 5 dniach, to chyba musiałby mi najpierw głowę odciąć,
a potem zdjąć ten kikut, co mi w szpitalu założyli.
W domu zaraz po powrocie ze szpitala ściągałam go z płaczem 3 godziny bo się wszystko poprzyklejało do rany. A po pięciu dniach… :shock:

Ale jak pokazałam znajomemu mój paluszek po 3 tygodniach, to on stwierdził, że jego ucięty podobnie palec nie wyglądał tak po 3 miesiącach jak mój po 3 tyg. :P .

Lekarzyki od siedmiu boleści. Oni bólu nie czują, więc i nie rozumieją.

A powracając jeszcze do cudownych właściwości regenerujących rycyny, to najlepszy przykład miałam jego działania na moich kanarkach.
Kiedyś miałam ich nawet 150. Piękne okazy.
Teraz zostały mi 3.
A pewnego dnia zawisł mój kanarek na klatce, bo się jakoś zahaczył i pękła mu nóżka w stawie.
Dyndała jak na włosku.
Ups. Zrobiłam jednak mały opatrunek nalałam na staw oleju rycynowego i zapakowałam tak, że było na sztywno. Że się kość mogła zrosnąć, to nie dziwota. Ale, że w stawie się wszystko poukładało i staw działał, to do dziś nie wiem, jakim cudem. Ale działał już po 3 dniach. :D
Oj nie raz były z łapkami problemy rozwiązywane tym olejem.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 25 sty 2011, 01:51 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
RAKOWCY, CUKRZYCY, REUMATYCY
I WSZELCY ZADUFANI FACECI !
Czemu zadufani?
Bo na badania ich koniem nie zaciągniesz,
a w objęcia Kostusi lezą jak do własnej żoneczki.

Rozpoczynając dziś jakiekolwiek leczenie,
należy zacząć od sprawdzenia stanu zakwaszenia organizmu, co świadczy przede wszystkim o zasiedleniu naszego układu pokarmowego, oddechowego itd. przez różnego rodzaju mikroby, pasożyty, pierwotniak, grzyby i drożdżaki itd.

Nie mając świadomości, jakie potężne szkody wyczyniają zagnieżdżone w naszym ciele te maleństwa, przystępujemy z pełnym zaufaniem do brania różnych środków, a w rezultacie większość z nich poprzez zawartość różnych wypełniaczy i stymulatorów zawartych w tabletkach, dokładają i tak w większości zrujnowanej naszej wątrobie i innym organom dodatkowych śmieci.
Skąd wiem? To proste! Wystarczy spojrzeć do dzbanka, w którym gotujemy wodę…

A przy okazji…kto przepłukuje go raz dziennie wylewając kamień?,
a kto wygotowuje go chociaż raz w tygodniu z octem?
A przyklej gdzieś karteczkę z przypomnieniem!
Następnie wszelkiego rodzaju chemia wszędzie!
Cząsteczki przechodzą przez wątrobę i utykają ją jeśli są tam jeszcze wolne szparki.
A mikroby?
A mało się zjadło nie zauważywszy nadpsutych owoców,
a mało mamy kontaktu całując swoje kotki, pieski, nawet jeśli nie bezpośrednio,
to piesek wnuczka, wnuczuś babcię, a dziadek mamusię…itd.

Wracając do grzybów, wiadomo też, że ich zarodników nie da się wyeliminować, gdyż są tyci, tyci i w dodatku wszędzie.
Poza tym, kto by się tam za nimi uganiał? No nie?
Przenoszone rękami we wszystkich otwieranych drzwiach.
Kto otwierając drzwi kombinuje, aby nie robić tego gołą ręką?

Ja na pewno!

A więc wszelkie zachorowania wewnętrzne zaczynają się od malutkich mikrobów,
tzw. PRZYWR, które stwierdzono we wszystkich trzustkach cukrzyków.

Nadmiar słodyczy, węglowodanów w postaci sztucznych Marketowych ciasteczek, ciast, mięciusich bułeczek wszelkiego rodzaju są wspaniałą pożywką dla wielu bakterii.

Skończyły się już czasy, kiedy zostawiony kawałek kiełbasy najpierw zzieleniał (bezpleśniowo), a potem narobiła tam mucha jajeczek i było z czym iść na ryby. :lol:
Teraz po dwóch, trzech dniach robi się mazia i smród.
Konserwanty przecież, którymi się faszerujemy.

Aż się rozepcha wątroba do takiego stanu, że już 80 % ludzi to musowo cukrzycy.
W dodatku ponoć nieuleczalnej cukrzycy. :shock:
Bo jakżeby inaczej mogły zarabiać farmakolodzy nie sadząc nam farmazonów.

Czyli chciał, nie chciał i tak będziesz miał. A skąd wiem?
Od mężusia, mojego króliczka doświadczalnego…tylko cicho…sza!

Wracamy do pasożytów żerujących coraz bezczelniej w naszym organizmie.
Problem stwarza nam ich działanie na nasze komórki, które są ich podłożem bytowania i rozwoju.
Mówiąc krótko, to one potrzebując nowych miejsc do kolonizowania się wypuszczają w nas pierwsze partie różnych kwasów enzymatycznych, które rozmiękczają wnętrze naszego ciała.
Jak ono wygląda? Ano jak spojrzeć na rozkrojony kawałek mięsa, to nasze wygląda tak samo.
Pełno tam wody, śluzów i zakamarków, gdzie się coś zawsze przyczepi.

I wiadomo, że im się starzejemy tym więcej nosimy w sobie wszelkich mikrobów,
bo one są po to, by się namnażać.
Już nie wspomnę ile ich otrzymujemy „przez pomyłkę” zaserwowane w różnych artykułach szczególnie gotowych nabiałowych i wyrobów wędliniarskich.
Kiedyś słyszałam aferę francuskiej firmy, która przez pomyłkę do sera pleśniowego dała inne paskudne i w dodatku śmiertelne bakterie.
Ciekawe na co im były takie bakterie, co mogą człowieka zwalić z nóg.
Poszło na eksport do Polski, ale afera wybuchła po kilku tygodniach. :twisted:

Tak właśnie, różne sery zagraniczne, mielonki…ale nie o tym teraz…

Tych gatunków i rodzajów mikrobów jest multum.
Wiele bakterii jest pożytecznych i niezbędnych.
Nawet tych, które mogą się na nas uwziąć i skolonizować w dużych grupach.
Chodzi tu głównie o grzyby Candida Albicans.
Nie będę tu wyszczególniać, bo to nie praca doktorska, ale chcę przybliżać ogólnie temat.

Namnażają się one ponieważ są obecne i współtowarzyszące we wszelkiego rodzaju antybiotykoterapii.
Grzybica to nie tylko naloty i rany między palcami nóg.

(przy okazji podpowiem, że pozbywałam się tego śmiecia przykładając świeże plasterki czosnku. Żarło palec razem z grzybami, ale się potem zagoiło i grzyby przegoniło.
A ciocia moja latami walczyła z grzybami u rąk kupując najprzeróżniejsze maści u nas i w USIA…
a ja ją wyleczyłam po kilku smarowaniach naszym kochanym polskim czosnkiem. :lol:
Oczywiście na dłoniach, bo …nie miałam świadomości, że jest wewnątrz i co może… :cry: ).

Więc objaw na nogach i palcach rąk, to już poważny stan wewnętrznej inwazji grzybiczej.
To właśnie grzybica daje bardzo dobre rozmiękczone podłoże do zagnieżdżania się
gronkowca złocistego(Staphylococcus Aureus, mój stary, dobry znajomy :lol: ),
wszechobecnego we wszystkich starych ranach, stanach zapalnych ZATOK, USZU, OCZU itd.

To właśnie grzybica zakwaszając środowisko swoimi jadami robi podłoże do aktywacji pleśni i początku tzw. Raka.


Jedną z nie tak dawno odkrytych bakterii i to przez naszych badaczy jest
Helikobacter, gnieżdżący się głównie w śluzówce żołądka.
Rozrastając się niebacznie wytwarza tak silne kwasy i enzymy, że nasz biedny żołądek niestety nie wytrzymuje.
Tworzą się wielkie wżery i wrzody.

Jest już o nim coraz głośniej, ale jak wiem, mało który lekarz wysyła pacjenta na badania w kierunku bakteriologii.
No, chyba, ze już pacjent zwija się z bólu, to wówczas gastroskopie itp.,
kiedy pół żołądka przeżarte.

Dość często już spotykane lamblie, które zagnieżdżają się
w różnych częściach ciała, nie tylko w jelitach.
Często też w mięśniach gładkich, sercu, wątrobie…wszędzie.
Podobnie sprawa się ma z krętkami boreliozy.
Inwazja kleszczy potęguje ilość zachorowań po zarażeniu się tym maleńkim dziadem.
Ja sama wyjęłam ich z siebie przynajmniej setkę.
Ogranicza to moje wędrówki po lesie, ale i tak trudno mi się ich wyrzec.
Skutki są niesamowicie groźne. Mogą się ujawnić nawet po kilku latach. Zagnieździć się również w sercu ( jak ostatnio u Małgorzaty Walewskiej), a mogą się przedostać także do układu nerwowego w mózgu, uaktywniając się nawet po latach w dogodnych już warunkach, powodując choroby podobne obrazem klinicznym do
Sclerosis Multipleks, Parkinsona, Porażenia nadjądrowe i cuda na kiju. itp.
A w efekcie to może być neuroborelioza przeżerająca mózgowe ośrodki.
Ciężka sprawa do wykrycia, bo wiele objawów jest podobnych.

Tak to wygląda. Temat rzeka. A informacji w necie mnóstwo.
A tu potrzeba nam esencji wiedzy i REAKCJI naszych mądrych forumowiczów,
by dalej dzielnie działali, byli zdrowi i o Polskę z całych sił walczyli.

Jeszcze krótko o bakteriach i grzybach rozpanoszonych w naszych biednych jelitach.
Najgroźniejsze wspomniane już Candida Albicans i drożdżaki.
One to wrastają w ścianki jelit i korzonkami przedostają się poza jelita wyżerając nasze składniki przygotowane do eksportu przez układ krwionośny.
Zakwaszają więc nasze jelita i tworzą takie kolonie, że już nie mamy ochronnego śluzu z zabezpieczającymi je enzymami, ale stare, wytarte jakoby wypłowiałe worki lniane.
No i oczywiście ogromne problemy z OBSTRUKCJAMI.

No pomyśl logicznie. Jeśli masa kałowa nie ma się jak ślizgać w jelitkach bo ścianki zamiast wysłane śluzem, hamują kolonie wrośniętych grzybów, to jak się masz załatwić i oczyścić?

Wyobraźcie sobie, że wyciągnęliśmy każdego dziada ze ścianek naszych jelit( co nie jest łatwe nawet po ich śmierci) i zostaje nam…SITKO…albo SITO!
Poza tym jelito szczególnie te początkowe czcze, robi się cieniutkie jak pergamin,
a tu następuje przecież pierwsza wymiana pewnych składników do krwi.
Najszybciej więc przedostaje się cukier, bo to pożywka dla każdego mikroba!
Cukier z mleka, z alkoholu, ze słodkiej herbaty…hops i już jest we krwi.

TO PIERWSZE ROZPOZNANIE PRZEWAGI GRZYBÓW W ORGANIZMIE!
OCHOTKA NA SŁODKOŚCI, które zawsze trzeba mieć pod ręką.


Drugie rozpoznanie?
Wystaw rano język do lusterka. Jaki ma kolor?
Powinien mieć naturalny różowo-lekko jasny kolorek.
A jaki może przybrać?

BIAŁY I TO NAWET GRUBY NALOT, CZĘSTO Z BRUZDĄ CZERWONĄ POŚRODKU - no grzybica na całego w całym układzie jelit i stawów.
ZÓŁTY- biedna wątroba i trzustka, woreczek żółciowy
ZIELONY- biedne jelito czcze, cienkie
BRĄZOWY- biedne jelito grube
FIOLETOWY- biedne serce
CZARNY- biedny człowiek

Miałam takie wszystkie barwy jesieni…

A co przy tym charakterystyczne?
GAZY, BĄKI, ZACISZNIKI FOTELOWE, ŚMIERDZIUCHY, PRYKI, BĄCZKI, PIERDZIOSZKI I ŚMIERDZIELE.
Ogromne ilości gazów w brzuchu i to najczęściej pierwsza oznaka w przypadku
HELIKOBACTER !

Poza tym POT. Kwaśny w zapachu, żrący i śmierdzący!
Do tego co bardzo istotne!
Grzybica i zakwaszenie to oczywiście raj dla patologii reumatologicznej.
Wybijcie sobie z głowy walkę z reumatyzmem przy najmniejszym zagrzybieniu i hodowli pasożytów, przywr i wszelkich tych paskudztw :!:

I oczywiście Candida A.

Jeszcze jedno prościutkie badanie!
Jak sprawdzić stan zagrzybienia w organizmie.

Nastaw wieczorkiem szklaneczki z wodą koło łóżeczka.
Dla siebie, żoneczki, dzieciaków i innych domowników. Każdemu 1 szklaneczka.
Rano trzeba zebrać w ustach ślinę i niech każde wypluje ją do swojej szklanki.
Teraz po ok 3-4 minutach należy obserwować, jak zachowuje się ślina(w ciągu ok 15 minut).


Czy sobie pływa po wierzchu w najlepsze,
czy opada tworząc jakby smugi, kłaczki, albo lej w dół.

Odp.
Jeśli ślina jest jak pianka, jakby napowietrzona,
to sobie będzie pływać swobodnie po wierzchu wody.
I to bardzo dobrze świadczy o twoim wnętrzu.

Natomiast jeśli będzie jakby wodnista i szybko zacznie opadać
tworząc kłaczki lejowate w dół, albo spadać jednym wielkim lejem
i ścielić się na dnie…
to jużeś prawie trup! :shock:

Żartowałam… :lol:
pół trupka.
A bez żartów, to jesteś już tak zagrzybiony, że tylko patrzeć,
jak się wszystko zacznie wkrótce ruszać w Tobie i guzami wyłazić.

I to jest bardzo poważny zagrażający stan Twojego organizmu świadczący o zakwaszeniu
go w takim stopniu, że długo tego wątroba nie wytrzyma i już wkrótce usłyszysz na USG,
jak mój bidulek mężulek:
"Wątrobę i trzustkę ma pan jak po wojnie" :shock:
Mnie się nogi ujęły, a co mówić chłopu, co miał raniutko na czczo 450 cukru we krwi.
I wcale nie był taki słodki :evil:
A potem łazi taki skwaszony, zły i pierdzący osobnik i wyżywa się na wszystkich,
bo nie wie co go źre.

Cóż możemy zrobić…?

Odpocząć teraz od pisania i stresu po tych czytaniach i badaniach…

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 25 sty 2011, 18:21 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 25 sty 2011, 14:46 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
Co jeszcze przypomniało mi się ważnego…

Otóż najczęściej i najbardziej zagrożone są osoby
po wypadkach, upadkach i wszelkiego typu niby lekkich pęknięciach żeber,
albo właśnie czaszki po upadku, kości ręki bądź nogi…

Czyli coś tam pękło, ale samo się ładnie musiało zrosnąć, bo wewnątrz nikt gipsu nie założy.

No właśnie.
Po wypadku np. Panie Coltranie, podawane wszelkiego rodzaju leki,
owszem pomocne w sytuacji krytycznej, jednakże wewnętrzne osłabienia,
zerwania wiązadeł, krwiaki mięśni, stłuczenia, złamania itp. Itd.
Pozostają jedynie w rękach własnego systemu obronno-naprawczego.
Widać co się dzieje na zewnątrz po siniakach i opuchliźnie.
Ale co w środku?
Jaka potężna jest praca układu wydalniczego, żeby pozbyć się dodatkowo przemieszczonej
limfy wymieszanej z wszelkimi brudami, jak to zebrać i zanieść naraz do nerek, do jelit,
do skóry, przez którą nie mamy takiej świadomości ile się wydala i oczyszcza.
Wytworzone różnego rodzaju kwasy, enzymy i przeciwciała robią co mogą.
Wywalają to również jako pot, potem jako różne wypryski i krosteczki, syfki itp.,
a na końcu wypadają cebulki włosowe razem z włosem.
To objaw silnego zatoksycznienia i zakwaszenia w organizmie.

Więc leżymy sobie w szpitalu, albo w domu a w środku sprzątanie
jakby zawalił się sufit i część ścian. Wszystko trzeba wynieść, nadbudować ubytki.
W dodatku dolewają wprost do żył jakieś „dopalacze”…

No a jak już posprzątane z grubsza, to niestety w tych czyściutkich zakąteczkach
tylko patrzą jak po takim potężnym osłabieniu organizmu założą sobie
grzybnie GRZYBKI CANDIDA, przywrą PRZYWRY i zewsząd huzia na juzia zlecą się inne komuchy.
Walka trwa i wiadomo, że każdemu coś się uda wygospodarować.
Mijają tygodnie, siniaki poschodziły, opuchlizny a jakże rozeszły się jak to się mówi
…po kościach. I słusznie się mówi.

No a po kliku tygodniach, miesiącach a nawet latach, świeże kolonie pleśni
nagromadzone w osłabionych niegdyś częściach i kościach budują sobie piramidy,
tzw. Narośla miękkotkankowe a po naszemu mówiąc guzełki rakowe
i wypełniają wszystko ropniakami zaprawionymi Staphylococcus Aureus,
całą plejadą grzybków PLEŚNI i różnych pierwotniaków.

Lekarze zapewniają, że już wszystko się ładnie wchłonęło…

Tak wchłonęło…ale co się potem natworzyło!

Okazuje się po jakimś czasie, że wewnętrzne zydokumuny zaczynają już
pokazywać swoje rogi i kłują coraz bardziej.
No i zaczyna się wówczas zdziwienie, szukanie a jak bodnie mocniej,
to już nawet i łażenie po doktorach.

A guzy rosną, rosną, rosną, że świat nie widział i nie słyszał.

No o tym trochę później, a my wracamy do grzybobrania.
Hm, w lasach to się szuka, a jak cieszy, gdy znajdzie…! :mrgreen:

A tu? Chojerna głupota! I pycha! Ja? Mnie? Nie możliwe :!:

A coś Ty gorszy? :shock:

Moja teściowa. Uderzyła się o kant zlewu jak się potknęła i bolało, bolało, bolało…
Ucichło, ale się odzywało raz kiedyś.
No w końcu zrobiono prześwietlenie i okazało się, że pękło żeberko.
Po dwóch latach sytuacja tak się nasiliła, że już nie żarty i zaczęły się silne tabletki Ketonalu.
Wkrótce i one nie uśnieżały bólu. A wiecie dlaczego?

Bo guzy pleśni wytwarzają przecież PENICYLINĘ !
Więc ta substancja rozlewana wokół rosnącego NAROŚLA MIĘKKOTKANKOWEGO
zabezpiecza go przed reakcją naszego żywego fragmentu ciała czyli przed informacją o bólu.
Stąd o raku dowiadujemy się przypadkiem, albo wówczas, gdy guz uciska sąsiednie organy,
które sobie tego nie życzą!


U mojej Teściowej żeberko zaatakowane przez mikroby i pleśnie po prostu
było ROZKWASZANE w drobiazgi. Szczegóły może kiedyś podam w innym temacie.

Najgorsze jest to, że jak się dziś idzie do lekarza, to ON jest zupełnie gorszy
niż w średniowieczu
a ludzi traktują jak tych z epoki kamienia łupanego.
:lol:

Sami mają ściśle wytyczane kierunki leczenia i myślenia i jakby ktoś zbłądził, to klamka na indeksie.

Tak więc po prawie 3 latach chodzenia i upokarzającego upraszania panią doktor o jakieś badania,
dopiero wówczas, jak Teściowa w gabinecie usłyszała zdanie:
„Pani się do niczego nie nadaje! Nie mogę już patrzeć na panią!”,
ale nie były to słowa wypowiedziane ze współczuciem czy litością, tylko z oburzeniem!.

Dopiero wtedy posłuchała mnie teściowa i przeniosła papiery do innego lekarza….
Ja takie miałam o nim dobre zdanie…a on do mnie po kilku wizytach:
„ wystarczy pięć lat studiów i może Pani leczyć”… :shock:
a ja się tylko zapytałam czy przepisał teściowej coś tam na żołądek, bo wiadomo,
że nerwy i stres zaczyna się reakcjami kwasowo-ściskającymi w żołądku.

Tak więc szkołę przy Teściowej dostałam dobrą. Lepszą od 10 lat studiów.
Bo pan doktórek miał lata studiów, 15 lat praktyki i nie potrafił mi powiedzieć,
że są to już zmiany onkologiczne. Był to wówczas mocno zaawansowany rak kości.

Ach…opowiadania o łażeniu po gabinetach całe kilo.

Tak sobie myślę, że człowiek nabiera przez lata wiedzy, doświadczenia
i jak już mógłby z tego odpowiednio korzystać, to wówczas pewnego dnia
Śmierć do drzwi puka…i ścina pięknie rozkwitające kwiaty nie dając im się zawiązać w nasiona…

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 sty 2011, 12:23 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Po moich wyczynach w 6-tkach pilkarskich ,gdzie zaliczyłem upadek ,reka mi spuchła,ale jak to ja nie poszedlem do konowałów.Opuchlizna zeszla,ale pewnie musiało byc pekniecie,bo ręka lekko krzywa i juz nie tak silna.Czy jest sens ją smarować?

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 sty 2011, 13:07 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 15 lip 2009, 22:09
Posty: 385
No ,przecież musisz ją prześwietlić. Przyznaj się nie poszedłeś, bo bałeś się nastawiania. Czasami warto zapłacić konowałowi i wtedy w czarodziejski sposób przemienia się w lekarza. Dałby Ci nawet zastrzyk znieczulający przed nastawianiem. Ty sobie poszukaj mądrej dziewczyny, żeby Ci powiedziała ,co robić ,jak np dostaniesz piłką w ucho. Nie wiem czy smarować, ale ,,do środka" polecam bitą śmietanę z owocami( wiśnie mogą być ze spirytusu). O kontuzjach pisz w wątku o sporcie, żebym była na bieżąco z wiadomościami o Twoim zdrowiu.Cześć.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 sty 2011, 17:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
kev napisał(a):
Po moich wyczynach ...reka mi spuchła ...
Opuchlizna zeszla,ale pewnie musiało byc pekniecie,bo ręka lekko krzywa i juz nie tak silna.
Czy jest sens ją smarować?

Przede wszystkim Beta ma rację, że co jak co, ale współpraca i konsultacja z lekarzami i ośrodkami musi być.
Ot chociażby nawet po to, by zrobić prześwietlenie, w razie potrzeby założyć szynę
i wziąć odszkodowanie. :mrgreen:

Po pierwsze kiedy to się stało i w którym miejscu jest ta zmiana? (Możesz zrobić foto cyfrówką i podrzucić...)
Po drugie samo pęknięcie nie powoduje aż takiego skrzywienia ręki. :o
Mogło to być złamanie bez przemieszczenia. Warto wiedzieć więc jak to wygląda!
Po trzecie należałoby to jednak skonsultować z lekarzem nawet rodzinnym i wziąć skierowanie na prześwietlenie.
Chociaż teraz chyba oni nawet tego nie mogą wypisać :evil: , tylko kierują do specjalistów...a tam kolejki jak po meble w 80r.

Moje porady i podpowiedzi jednak opierają się na konsultacji medycznej, mości panowie i panie.
Są typowymi środkami wspomagającymi, chociaż w większości faktycznie zastępczymi :oops:

Natomiast krzywo zrośnięta kość, albo będzie się kwalifikować do powtórnego łamania :shock: ,
albo jeśli nie będzie to miało sensu, wówczas oczywiście podpowiem jak ją teraz wyprowadzić i wzmocnić.

Na pewno nawet podczas Twoich wędrówek po lekarzach w najbliższym czasie,
pomocne będą wszystkie te zabiegi, o których pisałam powyżej.
A więc okłady z oleju rycynowego, które dla świętego spokoju możesz robić na noc.

Wiesz Kev, dotknij sobie drugą ręką tego chorego miejsca, potrzymaj kilka sekund, a potem dotknij w innym miejscu i zwróć uwagę, czy chore miejsce nie jest cieplejsze od tego obok.

Natomiast przed okładem na pewno możesz poprosić kogoś bliskiego, by zrobił Ci masaż albo wykonasz samemu.
Można kupić w zielarskich sklepach różne oleje zanim się zrobi latem swój na wszelki wypadek,
ale póki co można użyć oleju arachidowego z pierwszego tłoczenia na zimno
(na bazie tego właśnie oleju arachidowego lub z oliwek robię swoje oleje. Przepisy może podam bliżej lata).
Może to być również oliwa z oliwek oczywiście z 1 tłoczenia. Takie oleje są sprzedawane zazwyczaj w ciemnych butelkach szklanych.
Pamiętaj, by olej był ciepły (nie gorący, ale zagrzany w garnku z gorącą wodą),
a na pewno dobrze byłoby się wcześniej rozgrzać gorącą kąpielą (przynajmniej przed pierwszą akcją zabiegów) :!:

Oczywiście nie należy grzać całej dużej butli z olejem, ale przelać sobie do małej ok 100ml, po jakimś syropie itp. I używać już tylko do smarowania.
Więc mając już lekko zagrzany olej do masażu przemyj teraz rękę wodą z sodą.
Masaż zacznij nakładając po trochę olejku, najpierw lekkim okrężnym ruchem poczynając od dłoni i palców rozmasowujesz delikatnie skórę przechodząc po woli w kierunku łokcia(całą rękę wkoło).
Potem od nowa od palców znowu w kierunku łokcia.
Zdrowe miejsca należy za każdym kolejnym razem trzeć coraz mocniej). Takie masaże do łokcia wykonaj przynajmniej 10 razy.
Po takim rozgrzaniu skóry teraz już ruchem prostym w górę znowu jakbyś przesuwał lekko skórę w kierunku łokcia. Wystarczy z pięć razy :D . Piszę ile razy, bo wiem jak to jest, kiedy się nie wie co i jak.
Potem to wszystko powtarzasz od łokcia w górę.
Nie wolno się czepić jedynie chorego miejsca, bo to tak jakbyś chciał rozpuścić kostkę masła i tarł dokładnie w środku. Nic błędniejszego! Musi być rozgrzana większa powierzchnia, żeby odbierać ruszone toksyny i odtransportować śmieci.
Właśnie olej arachidowy zalecany jest do smarowania i masowania wszelkiego rodzaju stawów i kości, gdyż jego mocne właściwości wnikania pod skórę skutecznie regeneruje ubytki mazidałek stawowych i świetnie je nasmarowuje.
Wiem, bo moja ciocia była bardzo skrupulatna i smarowała tak jak jej zalecałam i sama się dziwiła, jak to fajnie działa.
Ale smarować trzeba systematycznie, bądź robić okłady.
Ona robiła!

Po masażu dopiero kładziesz okład tylko na chorym miejscu, ale wkoło ręki.
Już nie zmywaj teraz skóry sodą. Myślę, że do owinięcia chorego miejsca na ręce powinna starczyć cała pieluszka tetrowa nasączona olejem RYCYNOWYM. Owijasz mocno zagrzanym(ale nie parzącym) okładem rękę wkoło, potem woreczkiem foliowym i na to zagrzany gałganek typu jak 1 pielucha flanelowa, bądź mały ręcznik.
Nie za grube, wiadomo. No i potem to wszystko lekko sobie owiń bandażem elastycznym i zapnij jakoś końcówkę i hyc do wyrka.
Tylko z wrażenia nie pozawijaj zbyt mocno tej ręki, by do rana nie uschła z braku krążenia krwi :lol: .
Pamiętaj, że tego samego okładu możesz używać w tym przypadku nawet 10 dni(dolewać olej po troszkę(ok 10 ml powinno wystarczyć do uzupełnienia),
no i zmywać rękę wodą z sodą przed i po okładzie. ! łyżeczka sody, wrzucasz do dobrze ciepłej wody i gałgankiem przemywasz. Możesz tą wodę podgrzać rano w mikrofalówce i kilka razy może być użyta.

Ups. od dwóch dni mąż walczy z uszczelkami i sparciałymi wężykami pod zlewem.
W międzyczasie jednego postu zdążyłam zadziałać przy tych uszczelkach, a odkręcał baterię co najmniej ze 20 razy. :evil: .
Ach, co On by beze mnie zrobił. :mrgreen: ...albo wkłada nie w tę dziurkę, albo nie to co trzeba... :lol:
Z tymi chopami, to tak zawsze...nie słuchają, a potem...
no i teraz już w końcu nie cieknie...ufffff, a ja kończę posta pisanego od rana... :o

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 sty 2011, 18:01 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
No i teraz przypomniały mi się dwie takie sytuacje.
Niedawno przyleciała moja kuzynka z mężem z USIA, by w Katowicach zrobić balonikowanie żył, gdyż mąż jest niby chory na Stwardnienie Rozsiane. Ale nie o tym chciałabym mówić.
Otóż ta kuzynka, Ewa, córka właśnie wspominanej tu mojej Cioci, była w Polsce w 2006 r. podczas choroby mojej cioci, o czym zapewne kiedyś coś wspomnę.
I teraz jak była spotkałyśmy się w Hotelu w Katowicach. Była tam druga kuzynka, która narzekała na ból ręki bodajże w stawie ramienia, który już trwa kilka miesięcy, a zabiegi pomogły ale na krótko.
No to Ewa od razu mówi do niej, żeby się oddała w moje ręce, to ją wyleczę w tri miga. :?
No szok, bo nie pamiętam o co chodzi.
Otóż będąc w 2006r. Ewa faktycznie narzekała na ból w łokciu i to nawet Ciocia mnie prosiła, abym Ewci coś pomogła.
Nosiła taki hamerykanski opasek uciskowy, bo bez tego nie mogła ruszać ręką.
Jak wyszłyśmy ze szpitala od cioci, to szłyśmy do Ewy, albo do nas. I ja wówczas robiłam jej masaż tej ręki a potem okłady.
Bywało, że ciocia spała, a myśmy gadały i nawet w szpitalu robiłam jej masaże tego łokcia. Nawet nie było to tak systematycznie, ale wolną chwilę potrafiłam wykorzystać. Tym bardziej, gdy po masażyku Ewcia mówiła, że już jest ciut lepiej.
No i teraz jak przyjechała, dopiero się dowiedziałam, że od tamtego czasu jeszcze troszkę pobolewało, ale w końcu się ból wyprowadził na dobre. A siedział od kilku miesięcy.
To miłe i cieszy, gdy są efekty.
Natomiast w hotelu nikt nie podtrzymał tematu bólu w ramieniu, bo druga kuzynka, to Sużba Zdrowia… :lol:

A drugi przypadek też ku mojemu nawet niedowierzaniu i satysfakcji, gdy mój przyrodni braciszek Romario,
w rozmowie telefonicznej „co słychać”, zaczął mi opowiadać o kolanku, gdzie mu się rzepka odczepiła od wiązadeł podczas lotu na nartach i trzaby zrobić operację.
Ale w miejscowości gdzie mieszka lekarze chirurdzy mają tak złą opinię, że mając wszelkie badania i skierowanie na operację szukał jakiegoś dobrego fachowca.
Coś tam, ktoś tam u nas we wsi o kolanie mówił i akurat miałam jakieś namiary na jakiegoś niby dobrego chirurga.
Ale Romario był tak wystraszony operacją i potem rekonwalescencją, że aż mi go było szkoda. Ale mówię mu, że jak zacznie sobie masować kolanko i przykładać okłady z oleju, to może się nie bać, bo oczyści się wówczas ze wszelkich złogów i operacja na pewno pójdzie gładko. :D

Po jakimś czasie, ja już zapomniałam o kolanku, a i z Romciem mało mam jednak kontaktu, ale spotkaliśmy się na trasie mojego powrotu z wojaży i nagadać nie mogli. Wiadomo. No i sobie przypomniałam o tym kolanku. Myślałam, że jednak zrobił operację na miejscu, bo jeździć tu do nas to jednak daleko. A On skubaniec śmieje się do rozpuku i mówi, że na żadnej operacji nie był, bo jak zaczął robić okłady i kolanko się nie kolibało już boleśnie na wszystkie strony, to po co miał ciąć.
Nie mogłam uwierzyć, że po jednym telefonie i moim gadaniu facet taki jak On posłuchał i robił okłady. :shock:
Wiem jak to jest i samej nie zawsze mi się chce…a On mówi, że mu żonka pomagała i tak jak kazałam robił.
No dla mnie to był cud, że robił okłady, a nie że kolanko obyło się bez operacji. :)

A powiadomić mnie to już z radości na śmierć zapomniał. Takie to są te nasze chopy.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 sty 2011, 18:14 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
No to teraz pochwalcie się, kto zrobił rano badania grzybicy na szklaneczce wody?
Bo nie wiem, czy to że coś tu piszę ma jakiś oddźwięk.
Może wszyscy są super zdrowi i nie skażeni, to szkoda mojego czasu... :roll:

No i pochwalcie się kto z naszych użytkowników jest cukrzykiem, albo ma Go w domu. :?:
Bo w dalszej kolejności planowałam napisać, jak wyciągnęłam mojego zgorzkniałego mężusia z cukrzycy :mrgreen: .
Ale jak brak zainteresowania, to czas mogę na co inne przeznaczyć... no nie?

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 sty 2011, 21:37 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 05 sie 2010, 17:08
Posty: 604
Dobrze Jacenno, że założyłas ten wątek. Dziękuję. Sama przekonałam się o skuteczności olejku rycynowego w leczeniu złamania ręki(!). Lekarka obejrzała zdjęcie rengenowskie i orzekła, że "brzydko wygląda". Poradziła mi kupno temblaczka i noszenie ręki w temblaczku. Miałam bardzo chorego męża, sprowadziliśmy się do nowego miejsca i nie było komu chodzić koło dwojga starszych ludzi.Nie bardzo mogłam zgodzić się na zagipsowanie ramienia i klatki piersiowej jak mi powiedziano.Nie wiem kto mi powiedział o olejku rycynowym i okładach na chorą rękę (może sama gdzies wyczytałam) ale pomogło mi szybciej wykurowac to ramię. Jest źle zrośnięte, pobolewa, ale w tamtej sytuacji nie mogłam nic innego zrobić.
Sama także wierzę w skuteczność terapii Edgara Cayce, chociaż stosowanie jego receptur jest utrudnione z powodu braku braku pewnych komponentów. A może to kwestia nazewnictwa. Nie wiem. Dzis kupiłam olejek rycynowy i zamierzam zrobić okłady na wątrobę wg Twojej recepty. O ile dobrze pamiętam były jakieś ostrzeżenia w artykule, który wtedy czytałam. Nie pamiętam jakie, ale wrócę do tematu jak znajdę ten artykuł.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 27 sty 2011, 00:49 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
Alka napisał(a):
Jest źle zrośnięte, pobolewa, ale w tamtej sytuacji nie mogłam nic innego zrobić.
Sama także wierzę w skuteczność terapii Edgara Cayce, chociaż stosowanie jego receptur jest utrudnione z powodu braku braku pewnych komponentów. A może to kwestia nazewnictwa. Nie wiem. Dzis kupiłam olejek rycynowy i zamierzam zrobić okłady na wątrobę wg Twojej recepty.

Moja przygoda z Cayce'm zaczęła się dość dawno, może ze 20 lat temu.
Jak zwykle mój ANioł PRZYPADEK wcisnął mi książkę do ręki "Nazwijcie to cudem".
Tamte CUDA trochę odbiegają od naszych codziennych zwykłych a jakże niezwykłych chorób.
Pierwszy okład zrobiłam hehe znowu mężowi, jak zjadł na Pizzy chyba salami i żołądek go bolał kilka dni.
A nie miałam wówczas naleweczki z orzecha włoskiego, ani z piołunu, ani miętowej i przypomniałam sobie o tej różowej książce.
Potem już zdobywałam wszystkie wydane w Polsce książki oparte na jego poradach.

Jeśli chodzi o przeciwwskazania, to widzisz, z rozpędu nie napisałam nic na ten temat.
Ale fakt, że chciałabym napisać jak najwięcej różnych ważnych wiadomości powoduje, że wiele spraw umyka, więc wracam się do poprzednich wątków i dopisuję, żeby było razem w temacie.
A i tak się nie da wszystkiego na raz. Co innego książka.

Przeciwwskazania do okładów, to wiadomo ciąża!,
choć paradoksalnie w czasie zapowiadającego się poronienia Cayce też zalecał okłady.
Po prostu wszystko musi być robione z głową! I wiadomo nie z gorącą poduszką, a tylko ciepłą.
Zresztą, chociaż poduszka jest gorąca, to i tak to ciepło zagrzewa jedynie olej w okładzie i troszkę tylko skórę, więc nie jest to wygrzewanie miejsca, a jedynie podgrzewanie oleju.

Nie należy też robić okładów w czasie miesiączkowania. Wiadomo.

Natomiast największy sprzeciw był w przypadku wewnętrznych stanów zapalnych, bo okład ma być ciepły. Tak właśnie! Ciepły, a nie gorący jak termofor przyłożony wprost do brzucha!

Mogę Ci Alu jedynie doradzić, abyś teraz postarała się o masaże.
One pomogą właśnie wywalić zalegające po kątach toksyny i przefiltrować mięśnie.
Samemu sobie trochę źle masować i robić okłady. Ale jakoś trzeba sobie radzić.

Pamiętam jak moja Ciocia też miała bóle w ramieniu i nachodziła się po zabiegach, oj nachodziła.
Ale jak jej dałam na wiosnę oleju z kwiatów kasztana i naleweczkę z tychże kwiatów, to piła i smarowała ramię i kolanko. Och dużo by opowiadać.
Ale ramię właśnie sobie tymi masażami wzmocniła i już nie bolało.
Inaczej było z moją teściową. Po masażyku było super i ręka poszła w górę...ale w żebrach siedział już rak i tworzyły się nacieki na płuca...dobra..to nie teraz...brrrr

Oczywiście okład też Ci proponuję właśnie najlepiej po gorącej kąpieli. I to na ramię, żeby je po prostu rozgrzać i rozruszać. Można na zmianę trzy dni na wątrobie a dwa na ramieniu.
Można zakładać na noc. Ja uszyłam ze ściągacza takie szerokie zapinacze na brzuch, że jak kładłam mężowi okład ...idąc spać :lol: ...to On akurat po 3-4 godzinach wstawał i zmywał sobie ten olej. Ale to też opiszę po kolei.
Z ramieniem jest trudniej.

A miałam też właśnie napisać, jak goniąc złodzieja mąż wykopyrtnął się i poszło ramię jak Tobie...
tzn. wyskoczyło z barku i już!
W dodatku było gorąco i żaden z badających lekarzy ani pielęgniarka nie przestrzegła męża żeby się wstrzymał do czasu decyzji z przyjmowaniem pokarmów i płynów.
W efekcie próbowali mu nastawiać bark, a to wówczas był chłop 100 kg żywej wagi, więc nawet nie rozumiem zapału tych doktorków do prób nastawienia tak wybitego barku. No i potem jak zdecydowali się na narkozę, to akurat mu kupiłam wodę i opił się bidulek z gorączki.
Mieliśmy siedzieć i czekać 8 godzin! Mimo, że mąż poszedł zwymiotować wodę, to zrobili zabieg dopiero po 6 godzinach. Nacierpiał się chłop, bo ani się położyć, ani siedzieć, ramię ciągnęło i bolało.
No i oczywiście po dwóch, czy trzech dniach uprosił mnie, żeby mu ściągnąć gips.
Myślałam, że się wykąpie, zrobimy okład i znów założymy ten gips.
Ale nie było mowy, by Go namówić spowrotem na gips.
Dlatego też nie chciałam tak szybko odwijać mu tego chorego łokcia (ale właśnie, opuchlizna zablokowała żyły i już na drugi dzień mogło się to źle skończyć).
Natomiast ramię masowałam razem z plecami i oczywiście już szły okłady z oleju rycynowego na całego.
Ramię szybko wróciło do normy, choć niekiedy mąż odczuwa pobolewania. Wiadomo, że trzeba by było robić dłużej zabiegi, a tu przecież jak mówisz, życie ma swoje obowiązki i pracę, wyjazdy.
I tak szybko się uporaliśmy, czemu dziwiła się moja kuzynka ze Sużby Zdrowia.
Jeszcze mnie obtańcowała, że robiłam mu masaże. :shock:
Ale najważniejsze są efekty, a one były skuteczne.
Już nie będę opowiadać o jej pomocy zbyt szybko rosnącemu synowi, którego wsadzili w gips, bo kości szybciej rosły niż ścięgna. A jak mu raz położyła okład na te ścięgna, to mu poparzyła nogi i mu się odechciało.
Szkoda gadać.

Właściwie, to korzystam z Apteki Cayce'go jedynie z Atomidyny czyli czystego i czynnego jodu.
Właśnie zawsze podkreślał, że 80% chorób bierze się z niedoboru jodu w organizmie i nie jest on w stanie prawidłowo funkcjonować, jeśli chodzi o układ odpornościowy.
No i następna przyczyna właśnie potężnych konsekwencji i naleciałości chorobowych, to są urazy kręgosłupa. Szczególnie w dzieciństwie, gdy się nie uniknie, że brzdąc gdzieś wlezie i spadnie.
Jest takie jedno bardzo znamienne opowiadanie Cayce'go o dziecku, które uderzyło plecami o schody i nastąpił uraz kręgów. Ale to opowiem przy okazji właśnie mojego podobnego przypadku.

Aha, jeszcze przecież korzystałam z tabletek z karczocha Jerusalem Artichoke i szafranu, którymi przecież wyciągałam męża z cukrzycy :roll:
Tam w sprzedaży szafran jak na herbatkę, a u nas płaci się krocie.
No i TRIM na żylaki i pęknięcia odbytu po obstrukcjach.
Chociaż można sobie te sprawy innymi sposobami podleczyć.
Ach kopalnie wiedzy i porad zostawił ten człowiek.
A szczególnie zawsze był pozytywnie nastawiony do każdego człowieka i przede wszystkim do Boga i to właśnie nakazywał również innym w filozofii życia.

Jeśli chodzi o specyfiki to można niektóre zamówić w Zakopanem u pana Łataka.
Miałam okazję go poznać. Mogłam się z nim widzieć 2 razy, ale gamoń ze mnie jak byłam 1 raz w Zakopanem, to mi nawet przez myśl nie przeszło. Szkoda, bo to ciekawy człowiek.
Wydał kilka książek, a może jeszcze można gdzieś dostać "Apteka Cayce'go".
Natomiast ja miałam też możliwość właśnie zaopatrzenia się w pewne specyfiki przez kuzynkę, która była właśnie niedawno.

To jest bardzo ważne, żeby zamknąć leczenie do końca i nie zostawiać szparek dla mikrobów.
Tak samo jak robi się remont w jednym pokoju a kurzy się wszędzie. Nawet mimo zabezpieczeń, kurz się wszędzie wciśnie.
Tak samo jest w nas.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 27 sty 2011, 01:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
Teraz za pamięci podpowiem, abyście przy każdej wizycie w aptece kupili sobie buteleczkę nafty oczyszczonej. Wszystko tak windują z cenami, że szok. Dopiero kupowałam po 5,90 a już kosztuje ponad 11 zł. A ponieważ ludzie zaczynają się bronić starymi prostymi sposobami, to wkrótce wszystkiego nas pozbawią co naturalne. Na wiosnę przyda się nawet ze 20 buteleczek, a dostać będzie trudno. Sama muszę pamiętać! No i zrobimy w maju naleweczki z kwiatuszków kasztana, które cudownie oczyszczają żyły ze wszelkich śmieci. I wiele innych cudeniek.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 27 sty 2011, 18:07 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Dzięki za porady Jacenno.Teraz to dopiero mnie wystraszyłaś,a rzecz trwa już przeszło rok.Pogodziłem się..... :?

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 27 sty 2011, 18:59 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
kev napisał(a):
Dzięki za porady Jacenno.Teraz to dopiero mnie wystraszyłaś, a rzecz trwa już przeszło rok. Pogodziłem się..... :?
TY :shock: . :?: Pogodziłeś się? Taki KOSZ? Taka BRAMA? Taka przegrana?
Bzdury! Szable w dłoń...ups, tzn. łap oleje i smaruj co się da i jak się da.
Bo jak nie :!: , to się dopiero zacznie ...mścić coraz bardziej.

Inaczej bym tu czasu nie traciła!

A jak będę przejeżdżać kole Poznania, to wpadnę na kontrolę. A i domasuję jak trzeba będzie. :lol:
Ręki się zbytnio nie wyprostuje, ale jak ją zaczniesz gnębić i poprzeganiasz stare śmieci, to i krzywa się czasem lepiej odwdzięczy niż najprostsza.
Po 2 tygodniach proszę Raporcik na biurko...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Majestic-12 [Bot] i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /