Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Moje porady lecznicze

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 21 lut 2011, 15:29 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 13 lip 2009, 14:47
Posty: 604
Lokalizacja: Poznań
Dzięki Sailor , ten adres jest w Poznaniu więc ja z niego skorzystam jest tam coś dla mnie. Pozdrowienia Jagna

_________________
Polskie-Forum.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 26 mar 2011, 20:52 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Alka napisał(a):
Miło, że pamiętasz o mnie, Jacenko. Moją bolączką jest dyskopatia i ischias obustronny. Operacji się już nie poddam, bo jeśli nie wyjdzie, to pozostanie tylko wózek, jestem już samotna, więc kto go będzie popychał?

Alu, nie tylko pamiętam, ale i myślę. Ostatnio nawet się martwię, że Cię już od kilku dni nie widzę.
Czyżby ten ischias tak Cię unieruchomił, że już do nas nie zaglądasz?

Z tym kręgosłupem to wcale nie musi być tak beznadziejnie.
Moja Mama również walczy, ale się nie poddaje. Ciągle coś tam znajdzie ciekawego i wszystkiego próbuje.
Ona wypróbuje, a ja potem wykorzystuję i tak się fajnie uzupełniamy.

Było to parę lat temu jak jeszcze żyła moja biedna Ciocia, a jej siostra i Mama była w mojej we "wsi" i opiekowała się nią. Ale sama przy tym narzekała na bóle w kręgosłupie.
Wysłałam ją do mojego zapoznanego doktorka, co paluszkami potrafi wybadać krzywe kręgi i je powstawiać na miejsce.

Ale pan doktor nie podjął się tego u Mamy ze względu na zrośnięcie się kilku kręgów.
Za to polecił zrobić RTG i popatrzeć jak to wygląda w rzeczywistości.
Okazało się, że owszem kręgi są już tak zrośnięte, że święty Boże nie pomoże.
Ale Opatrzność wysłuchuje próśb dobrych ludzi i zesłała Mamie jakąś znajomą, która w owym czasie chodziła na zabiegi reklamującego się wówczas Ceragemu z łóżkami i matami do masażu.
Mama początkowo odmówiła, bo uznała to za stratę czasu, ale znowu ją spotkała ta znajoma i namówiła. Przynajmniej raz do dobrego... ;)
Zaczęła Mama chodzić na te spotkania. Oni w ramach reklamowych oferowali wówczas próbne 12 lub 24 zabiegi.
Potem należało albo kupić łóżko, albo kartę stałego klienta za ok 180 zł, ale już niby dożywotnio.

Mama jak zaczęła chodzić, to tak sobie rozmasowała ten kręgosłup, że po pierwsze uregulowało się jej ciśnienie krwi, które już skakało wysoko, trochę się ogólnie wzmocniła i co najważniejsze przestały ją boleć plecy i z dnia na dzień była coraz bardziej zachwycona oddziaływaniem na swoje ciało.
Tam przeprowadzane były pogadanki i tłumaczone różne zasady zmian w organizmie. Można było się nawet indywidualnie popytać o swoje problemy i ogólnie Mama była po prostu wniebowzięta specyfiką i profesjonalnością tych spotkań. Oprócz masażów po brzuchu lub kręgosłupie jest jakby lampa promieniująca i nagrzewająca dane części chorego ciała, jak np. zatoki, stare stłuczenia itd. Itp.

I ja się załapałam na próbne zabiegi i znając co nieco pewne zasady powiem, że jestem również pod wrażeniem. Ponieważ Mama miała kawałek drogi do miejsca zabiegów, a poza tym miała ochotę kupić to łóżko masujące, więc tak zrobiła.
Teraz sobie masuje każdego dnia niezależnie i jest po prostu dużo, dużo sprawniejsza.
A swoje latka już ma…pewnie tak jak Ty Alu.
Ponieważ firma Ceragem rozpowszechniała te łóżka i materace w wielu miejscowościach, wiem, że w każdym większym mieście coś tam organizują i trzeba by było się popytać.
Często jest tak, że łóżka kupuje rodzinka i potem korzystają wspólnie. Koszt jest duży, ale rozłożony na raty i w dodatku można kupić na kogoś, kto ma grupę inwalidzką i odzyskać część pieniążków.
Poza tym na pewno jest możliwość odkupienia łóżka od kogoś, kto już nie korzysta. Na Allegro na pewno znajdzie się dobrą ofertę. Tyle tylko, że zapewne za gotówkę.
Ale gra warta świeczki…
Oczywiście trzeba tylko się rozejrzeć :mrgreen:

Pozdrawiam i czekam na odpowiedź...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 18 kwi 2011, 01:12 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Co prawda, nie skończyłam swoich zamierzonych wypowiedzi, ale sytuacja jest taka, że chciałabym poruszyć dziś kwestię chorób związanych z tak bardzo uciążliwymi rozpowszechnionym reumatyzmem.
Temat na pewno bardzo szeroki i niejednoznaczny, jednakże jeśli przyjrzeć się bliżej pewnym reakcjom organizmu, można wysnuć kilka wniosków, które same się nasuwają.
Co powoduje stany zapalne reumatyczne itp.

Jak wszędzie można odpowiedzieć, że zmiany chemiczne, które pojawiają się w dużej mierze wiadomo, że z obecności niewidzialnych patogenów, czyli grzybów, bakterii, pasożytów itp. itd.
Wiadomo, że te wszelkie drobnoustroje wydzielają różniste substancje, które pomagają im w rozpuszczaniu naszych tkanek i w swobodnym zagnieżdżaniu się we wszelkich zakamarkach.

Te substancje w dużej mierze tworzą zakwaszenie organizmu rozprowadzane przez krew i limfę. Dezorientacja w takim organizmie jest tym większa, im dodatkowo podkradnie się życiowe pierwiastki, ot chociażby krzem, a w zamian wprowadzi się kwasy i substancje dezinformacyjne, takie jak penicylina, którą tworzą właśnie wewnątrz rozsiane zarodniki grzybów, czyli tzw. Pleśni.

Przy tym podstawową rolę odgrywa pożywienie, ale też i środowisko, w którym przebywamy.
Sama pamiętam, jak zbierałam ze słoiczka ciut zapleśniałe części nawet dżemu i resztę uważano za dobrą do spożycia.
Przy tym leczenie antybiotykami wówczas tak często atakujących migdałków było nagminne.
Że można wyleczyć je inaczej, przekonałam się, kiedy wysłałam synka do Sanatorium i potem przez pół roku miałam jego choróbska z głowy.

Obecnie przekonałam się, że trzeba szukać wszelkich sposobów na przetrzymanie ataku choroby i walkę poprzez wzmacnianie organizmu, a nade wszystko osłabianie działalności bakterii itp.

Pierwszym i dość skutecznym sposobem na ulżenie w ataku bólu reumatycznego jest natychmiastowe odkwaszenie organizmu. Są w aptekach takie preparaty jak Alkalan służące temu właśnie , ale jeszcze mają w opakowaniach papierki lakmusowe służące badaniu stopnia tegoż zakwaszenia.
Ja natomiast stosuję sodę, taką spożywczą, chociaż mam dostęp do takiej jeszcze bardziej oczyszczonej.
Sprawa jest prosta o tyle, że kiedy w chorej i bolącej tkance bakteriusy zawyżą swoje wydzielane toksyny, są one od razu po prostu komasowane w tych miejscach i w dotatku są znów zakwaszające.
Stąd działanie zwykłej sody działa alkalizująco, chociaż nie bakteriobójczo. Ale pośrednio, jeśli zrobi im się zasadowo, to i ich działanie będzie natychmiast ograniczone.

A więc pierwsza pomoc przeciwbólowa, to:
Płaska łyżeczka sody oczyszczonej na szklankę wody i popijamy sobie nie koniecznie na raz.


Przy tym napotkane po drodze środowisko kwaśne jelit zostanie dodatkowo zneutralizowane.

Soda, to rozmiękczająca dość silna zasada.
Nie chodzi o to, by się nią posługiwać jako środek leczniczy, ale wspomagający.
Często nie mamy pojęcia, jak ważne są te siły poboczne i wspierające atak, bardziej nawet niż ten główny.
Stąd można wyciągnąć też uniwersalny wniosek, że wszędzie obowiązuje współpraca i szersze działanie w walce.

Sodkę należy przyjmować na czczo np. z rana. Jedna szklaneczka wypita w ciągu nawet kilku godzin, albo dwa razy dziennie po pół dawki, ale też na czczo.

Po pierwsze zneutralizują się wydzielone po nocy kwasy, które żołądek wydzielał, albo pomagały mu w tym Helikobacter;
odkwasi środowisko zagrzybionych jelit, a co nieco dostanie się bezpośrednio do chorych stawów.

Zneutralizowane kwaśne środowisko natychmiast przyniesie ulgę.

Bo to właśnie te cząsteczki różnych kwasów powodują uruchamianie się czujniczków bólu.
Wszelkie dostępne środki przeciwreumatyczne działają objawowo, moczopędnie, ale nie są lecznicze, skoro ból i choroba powraca.
Powstaje więc pytanie: Czy medycyna nie wie jak sobie z tym poradzić, czy może nie chce?
Wiadomo, że nie medycyna, lecz firmy farmaceutyczne.

Mam tak wiele osób wkoło z porażeniem reumatyzmem, że jestem naprawdę mocno zaniepokojona w jaki sposób traktuje się nas, Polaków we własnym zorganizowanym już od lat państwie.
Mam koleżankę, która ma sporo wiedzy na różne tego typu tematy, jest również zaatakowana reumatyzmem, ale jakoś nadal bardziej trzyma się cudownych obiecanek medycznych i wciąż coraz bardziej choruje, mimo, że bierze różne środki dokomórkowego odżywiania i cuda na kiju.

Jednakże jak mi kiedyś pokazała język, to do dziś żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia.
Był pokryty ok 3 mm białym nalotem na całej powierzchni, ale przez środek przechodziła aż bordowa bruzda.
Ja narzekałam na swój, ale jej język nawet po zaleconym jej leczeniu dużo miał i daleko, by się upodobnić.
Koleżanka dała się namówić na kurację przeciwbakteryjną i dość dużo pozbyła się tego grzyba.
Jednakże po jakimś czasie niestety niedoleczona przerwała kurację i widzę, że znów "chodzi po ścianach."
Widzę, że większą wagę przywiązuje do dokarmiania swoich komórek drogimi preparatami, niż pozbywania się patogenów. Bierze sterydy i już się cieszyła, że je odstawi, bo pani doktor taka zadowolona z wyników, ale jak odstawiała, to już się nie dało wytrzymywać bólu. Więc jakież to jest leczenie?

Natomiast ja może nie będę się pysznić, że taka jestem konsekwentna i systematyczna, ale przynajmniej jak tylko pojawiają się pierwsze symptomy i ataki pobolewania, od razu przystępuję do akcji. nie są to bóle reumatyczne, bo te zażegnałam już dawno jak pisałam wyżej poprzez odpowiednią obróbkę pożywienia, ale jednak czasami coś się gdzieś pojawia.

Ponieważ nie mam zbyt dużo czasu na kolejne dłuższe wpisy, które miałam zamiar tu umieścić, dodam

Że podstawowym LEKIEM JAKI ZASTOSOWAŁAM W 2006 ROKU BYŁ PREPARAT KRZEMOWY

A N R Y

prof. Anatola Rybczyńskiego.


Ponieważ w necie jest sporo już informacji na ten temat, na razie nie będę ich tu dublować, a wzmianka jest już w tym temacie
viewtopic.php?p=30477#p30477

Osobiście miałam sporo własnych doświadczeń i obserwacji, by powiedzieć, że wiem jak to działa i najważniejsze, że działa:

PRZECIWZAPALNIE
OCHRONNIE
POMAGA ZDECYDOWANIE USUWAĆ WSZELKIE CYSTY, POLIPY, WRZODY, RÓŻNEGO TYPU
ZGROMADZONE TOKSYNY W POSTACI NAROŚLI.
Działa STABILIZUJĄCO na UKŁAD IMMUNOLOGICZNY
ROZKŁADA KOMÓRKI NOWOTWOROWE czyli jak kto woli, choć ja nie lubię nadużywać tego słowa
Działa PRZECIWRAKOWO


ALE! Niestety chociaż ma wiele wręcz cudownego działania, nie jest sam w sobie patogenobójczy, że tak ogólnie to nazwę.

Nie usuwa bakterii, przywr na trzustce, lamblii, tego co się rusza i wytwarza własne toksyny.

Ten preparat krzemowy pomaga przywrócić równowagę informacyjną w organizmie, ponieważ odzyskuje jony krzemowe, które są gromadzone przez patogeny i przede wszystkim rakotwórcze grzyby pleśni.

Ogólnie ujmując jest jak wspaniały dowódca i siatka informacyjna na polu walki.
Uruchamia całe systemy działania, ale potrzebuje też wsparcia i drugiej linii frontu, by odnieść w pełni zwycięstwo w podstawowym systemie obronnym organizmu


Temat jest do wytłumaczenia naprawdę szeroki, a ja już się tyle o tym indywidualnie napisałam, że resztę trzeba samemu zgłębić, by zrozumieć dzieło, jakie dokonał nasz
śp.polski profesor doktor chirurg onkolog z Poznania Anatol Rybczyński

O tych moich doświadczeniach postaram się opowiedzieć, natomiast teraz chciałabym jeszcze skupić się na
Drugim punkcie walki z patogenami.
Będzie to o szeroko jak widzę rozpowszechnionej w internecie substancji działającej bezpośrednio na wszelkiego rodzaju bakterie i paskudztwa, czyli
o preparacie tzw. MMS, czyli Minerały soli.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 18 kwi 2011, 23:40 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Tak więc od 2006 roku zaczęłam stosować preparat ANRY najpierw na sobie i mojej cioci chorej wówczas na niepotwierdzonego chłoniaka, ale za to stwierdzonego przez poszlaki i na tej podstawie postawiono krzyżyk na jakimkolwiek leczeniu, choć coś tam podawali.

Gdybym wówczas wiedziała coś więcej na temat zasiedlającej grzybicy i bakteriozy, oraz gdyby wówczas były dostępne krople mineralne jako nadtlenek soli, myślę, ze inaczej mogłoby się wszystko potoczyć.

Temat działania Anry rozwinę później, ponieważ jest wiele konkretnych przykładów do omówienia.

Natomiast ktokolwiek zechce na prawdę wziąć się za siebie, powinien zacząć od ANRY i jednocześnie brać sodkę, jak już wyżej wspomniałam i krople MMS niszczące bakterie.

Podam niżej przepis na te krople ze swoich obserwacji i stosowania.

Natomiast należy tu dodać, że ponieważ uwalniający się chlorek niszczy wszelkie bakterie i te złe i te dobre też niestety wytłucze, więc w czasie kuracji należy właśnie uzupełniać te potrzebne bakterie w postaci Lakcidu, czyli pałeczek bakterii kwasu mlekowego
a także w postaci naturalnego najlepiej swojskiego jogurtu.
Są również dostępne tzw. EM1 bakterie dostępne w internecie do wyhodowania w większej ilości, które wystarczają na ok 1 miesiąc.

Żeby przeprowadzić odpowiednio kurację oczyszczającą, należy przygotować się psychicznie do tego procesu.

Oczywiście trzeba sobie zdać sprawę z tego, jakim zagrożeniem jesteśmy naszpikowani poprzez akumulację czynników chemicznych, a co gorsza kancerogenów biologicznych znacznie od nich groźniejszych, ponieważ ich jednorazowe pozbycie się niestety nie gwarantuje nam spokoju.
Z tego względu należy powtarzać systematycznie utrudnianie rozwoju mikrobów w naszym organizmie, a jest ich różnistego rodzaju po prostu mnóstwo.
Zalegają one różne nasze organy uszkadzając ich powłoki poprzez traktowanie ich swoimi enzymami rozpuszczającymi błony komórkowe i toksycznymi odchodami. To właśnie te odchody powodują międzykomórkowe zakwaszanie i zaleganie ich wolnych przestrzeni, co odczuwamy jako coraz silniejsze bóle.
To tak samo, jak wpadnie kamyczek do buta i go nagle czujemy, że ociera.
Organizm robi co do niego należy, jednak osłabiony licznymi atakami chemii, hormonów przemyconych w pożywieniu, chem. środków ochrony i różnego rodzaju nagromadzonych toksyn, odchodów bakteryjnych. Niestety już nie ma jak i gdzie ich poupychać, a nie mogąc się ich normalnie pozbyć, poprzez zawalone grzybicami jelita, które nie przepuszczają ani w te, ani we wte żadnych niekontrolowanych składników, osłabia się coraz bardziej i infekuje kolejne organy wewnętrzne. Grzyby i mikroby pożerają to, co powinniśmy wchłonąć, a to powinniśmy wydalić, jest zablokowane przez ich kolonie. Układ jelitowy reaguje najczęściej chronicznymi zaparciami, albo chcąc się ich pozbyć „leje wodę” płucząc jak gdyby jelita, co określamy jako chroniczną biegunkę.
Kółko się zamyka jak w każdym przypadku działania ZŁA, które pożera swojego darczyńcę,
powodując tym samym samozniszczenie.

Pierwszy tydzień:

1. Więc nastawieni do walki z własnymi trującymi lokatorami, zaczynamy pierwszą akcję.
2. Najlepiej jeszcze byłoby, gdyby ta akcja zaczęła się po pełni księżyca.
Jak księżyca ubywa, to i łatwiej się śmieci pozbywa.
3. Namnażamy mikroorganizmy EM-1.( wg dołączonego opisu).
4. Kąpiel…wspaniale rozmiękczająca i oczyszczająca skórę, mięśnie i kręgosłup to
kąpiel gorąca w solance. Teraz już będzie miała wątroba trochę miejsca do awaryjnego pozbywania się ruszonych w zakamarkach toksyn.
5. Pierwsze co z rana bierzemy, to pół szklanki sodki. Sodą oczyszczoną odkwaszamy jelita, podobnie jak kąpiel rozmiękczając zaległości (wg przepisów towarzyszących opisywanym specyfikom). Ale można przyjąć, że sodka będzie nam towarzyszyć przez pierwsze 2 tygodnie.
6. Jemy 1 małą kromkę chleba. Potem wg przepisu miksturę z kropli MMS. Po kropelkach nie jemy nic ok 20min.
7. Po godzinie bierzemy Carbo Medicinalis 4 tabl., które zabsorbuje wydalane toksyny.
8. Wieczorkiem przed spaniem powtórka Kropelek MMS ale już bez sody.
Można wziąć pół dawki MMS, albo zrezygnować, w zależności jak reaguje organizm.

Drugi tydzień:
9. Z rana jemy 1 kromeczkę i bierzemy 6 kropelek MMS i 30 kropli cytryny.
Reszta jak w opisie do Kropli MMS. Czyli sodka i Carbo.
Kolejne tygodnie: wg kuracji MMS, można już odstawić sodkę a Carbo wg potrzeb
10. Teraz zaczynamy brać mikroorganizmy EM-1 i zażywamy ok. dwie godziny po miksturce z MMS. I dalej ( wg dołączonego opisu).
11. W czasie przerwy MMS bierzemy ZIOŁA oczyszczające z innych pasożytów. ( wg opisu)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 18 kwi 2011, 23:43 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Jak brać Krople MMS Leczniczo:
Przygotować pół szklanki ciepłej wody i rozpuścić płaską łyżeczkę sody oczyszczonej.
Alkalizuje ona kwaśne środowisko zmęczonego i ściśniętego żołądka, ust i przewodu pokarmowego.
Te proporcje będą stałe. Wypić po trochę sodkę lub coś o podobnym alkalizującym działaniu.
Potem po małej kromeczce(albo pół normalnej na śniadanko)
Szykujemy miksturkę:
Przygotować LIMONKĘ (albo cytrynę)+kropelki MMS i wodę.
Najlepiej mineralizowaną Staropolankę lub Marysieńkę. Taką z lekkim naturalnym gazem.
Może być też naturalny sok jabłkowy bez dodatków sztucznych WIT C, czyli kwasu askorbinowego.

Do pustej szklaneczki wpada 5 kropelek MMS. Na to wpada 25 kropelek LIMONKI albo świeżo wyciśniętego soku z cytryny. Przechylamy szklaneczką, by się zmieszało.
Czekamy 3 minuty
Musi nastąpić połączenie kropli soli NaClO2 z kwasem cytrynowym.
Dolewamy wodę o temp. Pokojowej na wys, ok2/3 szklanki. I wypijamy od razu jednym tchem, duszkiem...a nawet jak się da to na tym wydechu dopijamy zwykły sok, aby zmienić smak w ustach i nie poczęstować swoich kubków smakowych danym roztworem.
Po godzinie bierzemy Carbo Medicinalis 4 tabl. !Absorbuje wydalane toksyny.
Wieczorkiem przed spaniem powtórka Kropelek MMS ale już bez sody.
Po MMS nie jemy nic ok 20 minut.
Tak przez pierwszy tydzień.
Zapisuj w kalendarzyku datę i obserwacje stolca oraz reakcję organizmu.

W drugim tygodniu jemy pół kromeczki i bierzemy 6 kropelek MMS i 30 kropli cytryny z rana.
Po godzinie bierzemy Carbo Medicinalis 4 tabl. !
Sodkę pijemy teraz dopiero przed obiadem, koło południa przed kolejnym posiłkiem.
Wieczorkiem sobie możemy odpuścić kropelki, jeśli wystąpi zbyt obfite rozwolnienie stolca.
Te zasady będą już obowiązywały do końca pierwszej kuracji

W trzecim tygodniu bierzemy po 7 kropelek minerałów i 35 kropli cytryny,
Po godzinie bierzemy Carbo Medicinalis 4 tabl. !
Sodkę pijemy teraz dopiero przed obiadem, koło południa przed kolejnym posiłkiem.
Można też ją odstawić, jeśli nie czuć kwasu w stolcach.
W 4 tygodniu bierzemy 8 kropelek minerałów i 40 kropli cytryny,.
Po godzinie Carbo Medicinalis 4-szt ! Sodkę pijemy przed obiadem.
W 5 tygodniu bierzemy 7 kropelek minerałów i 35 kropli cytryny,
Po godzinie Carbo Medicinalis 4-szt ! Sodkę pijemy przed obiadem.
W 6 tygodniu bierzemy 6 kropelek minerałów i 30 kropli cytryny,.
Po godzinie Carbo Medicinalis 4-szt ! Sodkę pijemy przed obiadem.
W 7 tygodniu bierzemy 7 kropelek minerałów i 30 kropli cytryny,
Po godzinie Carbo Medicinalis 4-5szt ! Sodkę pijemy przed obiadem.
W 8 tygodniu bierzemy 8 kropelek minerałów i 35 kropli cytryny,.
Po godzinie Carbo Medicinalis 4-szt ! Sodkę pijemy przed obiadem.
W 9 tygodniu bierzemy 7 kropelek minerałów i 30 kropli cytryny,
Po godzinie Carbo Medicinalis 4-szt ! Sodkę pijemy przed obiadem.

Uff...dwa tygodnie przerwy i od nowa nie dajemy robalom spokoju.
Potem tak samo zapobiegawczo, ale można już odstawić sodkę.
Carbo Medicinalis można brać po 2-4 tableki .
W pierwszym tygodniu bierzemy 5 kropelek, W 2 tygodniu bierzemy 6 kropelek,
W 3 tygodniu bierzemy po 7 kropelek minerałów W 4 tygodniu bierzemy 8 kropelek minerałów+Limonka
Łał...znowu święty spokój na 2 tygodnie. I tak do końca życia, bo wróg i złodziej czuwa.


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 30 kwi 2011, 23:55 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Chciałabym się podzielić jeszcze jednym ciekawym odkryciem

Chodzi mi o sytuację, kiedy w organizmie nagromadzi się mnóstwo toksyn, czego ewidentnym objawem jest ból głowy, taki coraz bardziej uciskowy jak opaska na głowie.

Drugim objawem jest ból stawów nagle zwiększony szczególnie w tych miejscach najwrażliwszych.

Dokonałam na sobie obserwacji, że te nagle pojawiające się bóle głowy, biodra, stawów, są po prostu objawem zwiększonych toksyn, które tam zostały odtransportowane po zażyciu jakiś pryskanych chemicznie owoców, albo służyły do szybkiej niekontrolowanej produkcji pomidorów i nowalijek.

Ja się właśnie dwa razy potężnie zatrułam pomidorami i to w środku lata.
Widać mamy w pobliżu ogrodnictwa, które leją ile się da, aby szybko urosło.

Zapewne zrządził to przypadek, że po tym trwającym kilka tygodni zatruciu, w końcu doszło już do takiego stanu, że się nie mogłam obrócić na łóżku na drugi bok.
Ponieważ jadłam dużo pomidorów, pierwsze podejrzenie padło na pomidory.
Okazało się słuszne, gdyż podobna sytuacja była w ubiegłym roku, co się skończyło wizytą u lekarza i to on właśnie zasugerował, żeby nie jeść świeżych owoców, tylko pić ewentualnie gotowe soki.
Uśmiałam się pod nosem, bo przecież sok pomidorowy nie robi się z pomarańczy.

Ale kiedy mi się to przypomniało, uświadomiłam sobie, że to znowu pomidory.

Oczywiście odstawiłam je natychmiast, ale bóle w biodrze długo mnie molestowały.

Przypadek sprawił, że moja koleżanka, która bardzo źle się czuła, szła na swój ogródek i postanowiłam jej towarzyszyć.
Miała ona piękny krzak dojrzałej czerwonej porzeczki.

Ja lubię porzeczkę i trochę oberwałam sobie owoców, ale ona powiedziała, że mogę je wszystkie oberwać, bo oni ich jeść nie będą.

Tak więc zrobiłam, kiedy koleżanka spała. Oj, źle wyglądała…
Ale pospała i jakoś do wieczorka przegadałyśmy i się troszkę lepiej poczuła.

Zabrałam porzeczkę i narobiłam kompotu. Jadłam i piłam, aż nagle po dwóch dniach ze zdziwieniem zauważyłam, że nagle zniknęły upierdliwe bóle w biodrze.

Owszem, mógłby to być przypadek i tak w pierwszej chwili pomyślałam.

Natomiast bóle już nie wracały.

Mimo wszystko, pomyślałam, że być może czerwona porzeczka ma jakieś składniki, które mogą zmuszać organizm do neutralizacji kwasów w organizmie, które właśnie powodują natychmiastowe odczuwanie bólu.

Oby się przekonać, zawekowałam porzeczkę i zapowiedziałam, by nie zużyć jej z pragnienia, lecz wykorzystamy leczniczo.

I tak było. Biodro nadal się nie odzywało, w krzyżu nie łupało, ucho siedziało cicho i był spokój.

Aż raz kupił mąż kurczaka chyba w innym miejscu i coś mu się znowu szkoda zrobiło, by tą chudzinę jeszcze obgotowywać i ugotował rosół w niedzielę.

Nawet nie śmiałabym pytać, czy obgotowywał, bo już było o tym tyle mowy, że może nawet i głowę bym dała, że gotował wg naszych ustaleń.
A jednak. :evil:
Zjadłam rosołku i już wieczorkiem głowa zaczęła coś sygnalizować.
Rano już trudno mi było się budzić, bo głowa ciążyła.
Ale pomyślałam tradycyjnie, że to po prostu niskie ciśnienie( mam w granicach 90-110/60-70)

No, ale ten ból zaczął mi przypominać tamten po pomidorach, potem dołączył w biodrze, więc niestety musiałam się upewnić, czy mąż obgotował kurczaka.

Oczywiście, że nie.
Cóż było robić. Była okazja do sprawdzenia działania czerwonej porzeczki.
Więc od razu otworzyłam kompocik i wypiłam w ciągu dnia cały słoik.
Ból głowy ustąpił bardzo szybko, a ból biodra, który w międzyczasie zdążył się nasilać, zniknął nie wiem kiedy.

Trochę szperałam po necie w poszukiwaniu składu owoców czerwonej porzeczki, ale jakoś nie natrafiłam na konkrety.
Natomiast zastanowiła mnie wypowiedź mojego męża, który wynalazł jeszcze jakieś stare słoiki z czerwoną porzeczką i pił, bo dużo jeździ rowerem…więc zauważył, że po tej porcji kompotu wygładziła mu się skóra na dłoniach, która trochę się łuszczy, jakby egzema.
Namęczyłam się z tymi jego rękami, ale już dość ładnie się wyleczyły z tamtych ostrych stanów.
Teraz mówi, że mu się całkiem wygładziły i doleczył sobie chyba kompotem z czerwonej porzeczki.
:)
Tak więc chciałam Wam polecić w takich różnych objawach właśnie przetwory, a szczególnie
kompoty z czerwonej porzeczki,
przeciwbólowo i przeciwreumatycznie

gdyż one najszybciej są wchłaniane przez krwiobieg już w jelicie czczym, przez co reakcja jest prawie natychmiastowa.

Jeśli zauważycie podobne wycofywanie się bólów różnego typu, właśnie po porzeczce czerwonej, to dajcie znać. ;)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 02 maja 2011, 23:50 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Żeby zrozumieć działanie teoretycznie prostego preparatu, jakim jest Preparat krzemowy prof. Anatola Rybczyńskiego
należałoby się skupić na działaniu samego krzemu w organizmie człowieka, chociaż nie tylko człowieka.

Może kilka głównych informacji:

Krzem - ważny pierwiastek życia i elektroniki.

Rolę krzemu w żywym organizmie najlepiej rozpoznało dwóch genialnych Polaków.

Jeden, genialny teoretyk, biolog, filozof, ksiądz - prof. Włodzimierz Sedlak.
Drugi zaś to dr Anatol Rybczyński lekarz, onkolog - chirurg, pragmatyk i praktyk.
Obaj Ci uczeni różnymi drogami (nie znając się wzajemnie) doszli do tego samego:
- odkryli i zrozumieli szczególną rolę krzemu w żywym organizmie.

Prof. Sedlak jako biolog i filozof interesował się krzemem od początku swej naukowej drogi -jego pierwsza dysertacja nosi bowiem tytuł: „Rola krzemu w ewolucji człowieka".
„Homo elektronicus" to już późniejsza koncepcja prof. Sedlaka genialnie łącząca, a raczej dokonująca syntezy elektroniki i biologii życia. Profesor rozumiał technologię elektroniki i przez analogie odkrył i zrozumiał „podobną" rolę krzemu w bioelektronice żywego organizmu.

Krzem spełnia wybitną rolę w energo-informacyjnych polach organizmu. To właśnie od metabolizmu krzemu zależy funkcjonowanie tzw. matrycy energetycznej - energetycznego wzorca organizmu.
Każdy bowiem organizm ma wbudowany w siebie swój „organizm krzemowy", swoją matrycę.
Nic zatem dziwnego, że większość kamieni szlachetnych to głownie krzemiany i glinokrzemiany o różnej strukturze przestrzennej i wyjątkowych właściwościach energetycznych.

Doktor Rybczyński - onkolog chirurg, pragmatyk praktyk nie mogąc się pogodzić z nieuleczalnością chorób nowotworowych zaczął badać tkanki nowotworowe w stworzonym przez siebie przydomowym laboratorium. Czynił to konsekwentnie przez około 60 lat swojego długiego życia.

Często doświadczalnymi metodami doszedł do zrozumienia, że nowotwory (niezależnie od rodzaju) mają związek z grzybami zwłaszcza pleśniowymi.

Bowiem mimo wszelkich prób niszczenia i uśmiercania tkanki nowotworowej, zawsze zostawał prawie niezniszczalny grzyb.
Prawie, gdyż żeby go uśmiercić nie wystarczyło poddanie go działaniu 4500 °C , trzeba dołożyć jeszcze ciśnienie.
Pozornie przeczy to prawom życia białek. Ale ponieważ ten fenomen trzeba było w końcu wyjaśnić
dr Rybczyński eksperymentalnie dowiódł, że
o tej wręcz nieograniczonej wytrzymałości grzybów „nowotworowych" stanowi połączenie białka z... krzemem.
Szukając dróg skutecznej eliminacji tej wrogiej struktury, znalazł bardzo inteligentną, „podstępną" metodę - wypracował eksperymentalnie homeopatyczny roztwór jonów krzemu, który uderza w komponentę krzemową grzyba,
komponenta białkowa grzyba jako obca immunologicznie, eliminowana jest przez system odpornościowy zaatakowanego makroorganizmu.

Dziwne, bowiem w każdym podręczniku anatomii patologicznej jest napisane, że
tkanka nowotworowa cechuje się wyjątkową kumulacją krzemu, podczas gdy cały organizm chorego na nowotwór jest w krzem bardzo zubożony.

Mamy tu zatem patologiczne rozmieszczenie krzemu w organizmie - totalny demontaż matrycy informatycznej i energetycznej organizmu.
Skupiska krzemu to „nowotwory" bądź „przygotowanie pod nowotwór" , niedobór krzemu w pozostałej przestrzeni organizmu to jego osłabienie i wyczerpanie.


Homeopatyczny roztwór jonów krzemu, uderzając w te skupiska krzemowe powoduje ich odblokowanie i uzupełnienie niedoborów krzemu w pozbawionych go częściach organizmu.

Następuje jakby ponowne odtworzenie matrycy krzemowej i powrót krzemu do organizmu.
Proszę nie mylić tego z ilościowym niedoborem krzemu, to generalnie rzadkie zjawisko.
Mamy tu raczej do czynienia z zaburzeniami metabolizmu krzemu, z upośledzeniem krzemowo - energetycznej matrycy organizmu.
Wielokrotnie zaś obserwowana skuteczność tego preparatu niewątpliwie dowodzi prawdziwości tego mechanizmu. Ponieważ ten element uszkodzenia krzemowo-energetycznej matrycy organizmu jest wstępem nie tylko do nowotworów, ale i wszystkich innych schorzeń, zastosowanie tego preparatu jest wręcz uniwersalne.

UWAGA: Informacje zawarte w tej publikacji mają charakter wyłącznie informacyjny i stanowią przedruk książki dr Anatola Rybczyńskiego "Nowe poglądy na etiologię choroby raka, choroby AIDS i zasady przyczynowego ich leczenia".

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 03 maja 2011, 00:12 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
KRZEM PIERWIASTEK ZDROWIA I ŻYCIA CZŁOWIEKA

Krzem jest najważniejszym składnikiem mineralnym człowieka.
Ciało ludzkie o wadze 70 kg zawiera 7 gram organicznego i nieorganicznego krzemu.

Występuje przede wszystkim w tkance łącznej, z której zbudowane są ścięgna, błony śluzowe, ściany naczyń krwionośnych, zastawki serca, skóra i układ kostno-stawowy.
Jest podstawą struktury kości, chrząstek, naczyń krwionośnych mięśni, skóry, paznokci, włosów,
a także jest obecny w trzustce, wątrobie, nerkach, sercu, tarczycy, grasicy itd.

Aktualnie ponad 90% społeczeństwa na świecie ma niedobór krzemu, w Polsce prawie 100%, m.in. z następujących powodów:
1.Od kilkudziesięciu lat gleby uprawne alkalizuje się wapnem i jego solami do pH około 6,2
Rosnące na takiej glebie rośliny mają niedobór krzemu, a tym samym odżywiane takimi produktami ubogimi w krzem zwierzęta i ptaki też nie posiadają odpowiedniej dawki krzemu.

2. W wyniku super przetworzonej żywności głównie oczyszczania i rafinacji produktów roślinnych (biała mąka, cukier, sól), człowiek usuwa niezbędne mikroelementy, a zwłaszcza krzem ze swojego pożywienia.

3. Jeżeli już jakieś ilości krzemu dostaną się do naszego organizmu to w pierwszej kolejności konsumują go różnego rodzaju pasożyty.

Szczegółowo opisała to Nadieżda Siemionowa w książce „Szkoła zdrowia”, W-wa 2007. (Znana w Rosji i na świecie specjalistka zajmująca się naturalnymi metodami leczenia i prowadząca w Soczi doskonale prosperującą tzw. „Szkołę życia”) poświęciła szczegółowym opisom sporo miejsca w swoich publikacjach.

Na podstawie badań i doświadczeń N. Siemionowa twierdzi, że
jeżeli poziom krzemu spada poniżej 1,6 g powstaje wirusowe zapalenie wątroby,
poniżej 1,4 g cukrzyca, poniżej 1,3 g rozwija się rak, a poniżej 1,2 g krzemu następują groźne wylewy krwi do mózgu, tętniaki i zawały.

„Gdyby była odpowiednia ilość krzemu nie byłoby tych groźnych chorób!”

„Jeżeli nie ma odpowiedniej ilości krzemu nie ma przyswajalności innych mikroelementów.”
„Większość groźnych chorób człowieka spowodowana jest niedoborem mikroelementów w diecie!”

W. Wiernadski twierdzi - „Żaden żywy organizm nie może istnieć bez krzemu”.

„Przyswajalny krzem chroni przed rozwojem chorób serca i sklerozy” – niem. lekarz Kuhn,
francuscy uczeni M.Lepger i Ż.Lepger, M.G. Voronkov i I.G.Kuznetsov i inni uznają,
że współczesny człowiek ma niedobór krzemu,

a krzem to zdrowie, a głównie łączność pomiędzy mózgiem i komórkami.

Niedobór krzemu w ludzkim organizmie powoduje:
- kruchość aorty i różnorakich naczyń krwionośnych (specjaliści z tej dziedziny twierdzą, że co 10 lat będzie podwajać się liczba zachorowań na tętniaki i wylewy krwi do mózgu, żylaki, hemoroidy itp.)
- bóle kręgosłupa i deformacje stawów m.in. osteoporoza, kruchość kości brak elastyny i kolagenu
- zwapnienie naczyń krwionośnych (miazdżyca, kompleks tłuszczowo-wapniowy)
- ogólne osłabienie organizmu, brak odporności na infekcje (brak informacji międzykomórkowej)
- szybkie starzenie (krzem jest pierwiastkiem życia i młodości m.in. odpowiada za piękną cerę, włosy, oczy, zęby, paznokcie itd.)
- choroby nowotworowe – w guzach nowotworowych skumulowany jest krzem z całego organizmu
Niedobór krzemu powoduje deformację stawów, tkanki łącznej właściwej i zapalenie dziąseł.
Przewlekłe niedobory krzemu powodują także krwawienia z dziąseł i nosa, stany zapalne powiek, naczyniówki i spojówek.

G.Edward Gryffin – autor książki „Świat bez raka” – twierdzi, że
„rak jest chorobą zdominowaną niedoborem krzemu w diecie, a zatem w organizmie”.

Krzem Si
decyduje o :
usuwaniu z komórek substancji toksycznych, korzystnie wpływa na naczynia włosowate, uszczelniając je, zwiększa wytrzymałość tkanki kostnej,
wzmacnia zdolność obronną organizmu przeciw zakażeniom, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się.
Usuwa podrażnienia i stany zapalne skóry, poprawiając jej ogólny wygląd i zapobiegając wiotczeniu, ogranicza wypadanie włosów, przyspiesza ich wzrost, wzmacnia paznokcie.
Krzemionka zwiększa krzepliwość krwi i pobudza wzrost mięśni, gojenie ran, naskórnikowanie oraz nabłonkowanie.
W razie krwawień i stanów zapalnych dziąseł warto jednocześnie zażywać witaminę C.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 03 maja 2011, 00:34 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Profesor Anatol Rybczyński zdołał udokumentować opis dwustu szesnastu przypadków
efektywnego wyleczenia nowotworów za pomocą

A N R Y - homeopatyczny preparat krzemowy Doktora medycyny Anatola Rybczyńskiego.

Publikacja niniejsza jest wynikiem 40-letniej intensywnej pracy badawczej twórcy.

Skrócony opis dwustu szesnastu przypadków
leczonych homeopatycznym roztworem jonów krzemu.

1 Przypadek

Rozpoznanie: guz złośliwy przydatków macicznych wielkości dużego podłużnego bochenka chleba (rozp. hist.-pat. Sarcoma stromale).

Pobyt w szpitalu od 7. II. 1963 r. do 16. III. 1963 r. Chorą operowano. Po otworzeniu jar brzusznej stwierdzono, że guz był nieoperacyjny, wrastał w podłoże i obejmował cały d brzucha. Wypisano do domu jako przypadek beznadziejny. Po podaniu aktywnego krzemu guz wyropiał całkowicie w ciągu 10 miesięcy. W 1976 r. wymieniona była operowana ponownie z powodu schorzenia dróg moczowych. Na miejscu gdzie był guz stwierdzono puste miejsce. Wszczepiono kawałek moczowodu, gdyż był zniszczony. W październiku 1983 stwierdzono w okolicy prawego przymacicza guz wielkości jaja kurzego. Chora otrzymała aktywny krzem. Przy badaniu kontrolnym w czerwcu 1984 r. guza już nie znaleziono. Chora jest świadoma tego, że dzięki zastosowaniu w jej leczeniu jonów krzemu przeżyła 27 lat. Obecnie ma 62 lata. Przez te 27 lat pracowała ciężko fizyczni W październiku 1987 r. powstał po raz trzeci guz w podbrzuszu, urósł do wielkości jabłka Za namową kuzynki chirurga była operowana. Wyjęto guz na wpół zropiały. Rana długi czas ropiała zanim zagoiła się. Histologicznie był to mięsak złośliwy (Sarcoma).

2 Przypadek

Rozpoznanie: Mięsak (sarkoma) czoła i przedniego odcinka czaszki z utratą z tego powodu wzroku po stronie lewej.

Wymieniona leżała w Klinice Otolaryngologicznej w lipcu i sierpniu 1968 roku. Rana na głowie ropiejąca i cuchnąca robiła wrażenie odrażające. Konsultowana w Instytucie Onkologii. Proponowano zabieg operacyjny zniesienia pokrywy czaszki i wyłuszczenie obu oczodołów. Wyleczona aktywnym krzemem. Odzyskała wzrok w lewym oku. Włosy wyrosły jej na uprzednio łysej głowie. Pracuje zarobkowo fizycznie. Dzięki leczeniu jonami krzemu żyje 22 lata. Obecnie ma lat 52. Badana w styczniu 1988 roku - jest całkowicie zdrowa.

6 Przypadek

Rozpoznanie: Dwa guzy przerzutowe czerniaka złośliwego do mózgu. Melanoma malignum metastaticum in cerebro Nr II.

Ognisko pierwotne, narośl na łopatce i węzły chłonne było usunięte półtora roku wcześniej. Po pojawieniu się przerzutów w mózgu operowany. Usunięto jeden guz, drugi guz przerzutowy pozostawiono, ze względu na złe położenie. Rozpoczął leczenie 9.X. 1984 r. Żona pisała w kwietniu 1988 r., że pacjent żyje normalnie, wychodzi do miasta i nie ma żadnych dolegliwości ani żadnych innych przerzutów czerniaka złośliwego.

9 Przypadek

Rozpoznanie: Nawrót guza nowotworowego sutka prawego po naświetlaniu promieniami Rentgena. Przerzuty do żebra VIII strony prawej i do opłucne strony.

Była leczona w 1967 roku. Nastąpiło całkowite ustąpienie nowotworu łącznie z rozpuszczeniem się przerzutu nowotworowego w żebrze i pozostawieniem ubytku kostnego po upływie dwóch lat. Kontrolowana w Przychodni Onkologicznej. W czasie leczenia pracowała fizycznie. Obecnie liczy 76 lat. Badana w lipcu 1989 r. przez autora. Żadnej choroby nowotworowej nie stwierdzono.

17 Przypadek

Guz wielkości pomarańczy pod pachą lewą był przerzutem z brodawki nadgarstka lewego. Chory otrzymał jony krzemu dziesięć dni przed operacją. W szpitalu usunięto mu guz spod pachy lewej oraz wycięto mu szeroko skórę z dwoma brodawkami z nadgarstka lewego W miejscu ubytku skóry w nadgarstku dokonano przeszczepu skórnego. Rany pooperacyjne zagoiły się przez rychłozrost. W czasie leczenia pooperacyjnego jonami krzemu zauważono znaczne powiększenie się czarnej brodawki na policzku lewym, która następnie zropiała, po czym rana zagoiła się bez śladu. Od dziesięciu lat nie zauważono wznowy ani przerzutu. Wymieniony liczy obecnie 78 lat. Pacjent był badany przez autora w lipcu 1989 r. Nie stwierdzono żadnych odchyleń od stanu prawidłowego odpowiadającego temu wiekowi. Przez cały czas pacjent zgłaszał się u autora, co pół roku do kontroli.

20 Przypadek

Rozpoznanie: Guz chromochłonny nadnercza lewego, napadowe nadciśnienie krwi, niewyrównana cukrzyca.

Guz został stwierdzony radiologicznie po wykonaniu odmy pozaotrzewnowej. Wyczuwało się go również przez powłoki brzuszne. Od rozpoczęcia leczenia, czyli od 10 lat nie stwierdzono u chorej ani razu nadciśnienia krwi. Ciśnienie wynosiło przeważnie 140/80. Cukrzyca, której również nie można było opanować unormowała się i w moczu zamiast 5-6% jest przeważnie 1-3% cukru. Badaniem palpacyjnym przez powłoki nie wyczuwa się obecnie guza w okolicy nadnercza lewego. Ostatnio zrobione zdjęcie rentgenowskie uprzednio chorego nadnercza, po wykonaniu odmy pozaotrzewnowej, nie wykazało obecności na nim guza nowotworowego. Chora, co pół roku zgłasza się po lek twierdząc, że wpływa on zdecydowanie na polepszenie stanu zdrowia.

31 Przypadek

Rozpoznanie: Rak migdałka podniebnego prawego z przerzutami do węzłów chłonnych szyi po stronie prawej.

Nie był operowany. Leczył się od 31.1.1981 r. Przez parę lat nie zgłaszał się do kontroli, gdyż czuł się dobrze. Dnia 22.IV. 1988 r. zgłosił się ponownie po lekarstwo, ponieważ rana po ekstrakcji zęba nie goiła się już od kilku miesięcy.

32 Przypadek

Rozpoznanie: Torbielowatość wątroby. Przy rozpoczęciu leczenia wątroba była powiększona na dwa palce, tak płat prawy, jak i lewy. Ponadto wyczuwało się na niej podłużne wygórowania. Chora chudła, nie mogła jeść, miała duże bóle po zjedzeniu tłustych potraw. Rozpoczęła leczenie 29.III. 1982 r. Badana 24.11.1984 r. Wątroba była miernie powiększona, chora przytyła 15 kg, mogła wszystko jeść. Torbielowatość wątroby ustaliła klinika na podstawie badania komputerowego i zdjęć rentgenowskich. Pacjentka zgłosiła się na wezwanie autora dnia 23.IV. 1988 r. Podała, że czuje się bardzo dobrze, może wszystko jeść i pracuje dużo fizycznie, robiąc zakupy i wszystkie prace domowe łącznie z gotowaniem posiłków i sprzątaniem mieszkania. Chora podała, że przejechała paręset kilometrów (z Sandomierza do Poznania) pociągiem, jadąc z przesiadkami kilkanaście godzin bez większego zmęczenia. Przy badaniu autor stwierdził, że pacjentka dobrze wygląda, przytyła. Zauważył jednak znaczne powiększenie się rozmiarów brzucha szczególnie nadbrzusza, tuż pod skórą wyczuwał obecność powiększonej wątroby.

33 Przypadek

Rozpoznanie: Białaczka szpikowa ostra (Myalosis acuta M6).

Pierwsza wizyta 12.VI.1985 r. Badana 14.VI.1989 r. Obraz krwi prawidłowy. W wymazie krwi ciałek patologicznych nie było. Wątroba niepowiększona, śledziona nie wyczuwalna. Przez cały czas leczenia była kompletna remisja.

36Przypadek

Rozpoznanie: Nasieniak jądra lewego po operacji, po napromieniowaniu, z przerzutami (Seminoma testis sin, post operationem cum metastasibus).

Rozpoczął leczenie 27. V. 1979 r. Stwierdzono wówczas powiększenie węzła chłonnego lewego, wznowę wielkości ziarna fasoli wewnątrz worka mosznowego, powiększenie węzłów chłonnych przywnękowych płuca lewego. Leczył się przez dwa lata. Po upływie czasu wszystkie zmiany chorobowe ustąpiły. Wrócił do pracy (jest adwokatem). Nie ma wznowy ani przerzutów do dnia 15 września 1984 r. Uzgodnił, że zgłosi się ponownie w razie dolegliwości.


48 Przypadek

Rozpoznanie: Owrzodzenie rakowe nosa po stronie bocznej prawej. Nadżerka szyjki macicy III stopnia (Carcinoma planoepitheliale keratodes cutis nasi reg. lateralis dex. Erosio colli uteri gradus III).

Owrzodzenie nosa wielkości monety dziesięciogroszowej utrzymywało się przez 12 lat. Chora była leczona od 2. VIII. 1980 r. W maju 1985 r. stwierdzono, że obydwa owrzodzenia zostały zagojone. W grudniu 1989 r. nie stwierdzono nawrotu owrzodzeń.

79 Przypadek

Rozpoznanie: Rak krtani (histologicznie: Ca planoepitheliale keratoblasticum). Guz obejmował prawy fałd kieszonki, przechodził na nagłośnię i fałd nalewkowo-nagłośniowy. Prawa połowa krtani była nieruchoma. W połowie mięśnia mostkowoobojczykowosutkowego prawego był opór. Mówiła szeptem. Poza pobraniem jonów krzemu nie była leczona. Po roku była badana laryngologicznie (czerwiec 1984 rok). Wszystko cofnęło się, mówi normalnie, śpiewa. Badana przez autora w grudniu 1987 r. Nie ma zad dolegliwości ze strony krtani. Wyszła ponownie za mąż w wieku 64 lat. Badana pono' dnia 6.1.1990 r. Nie ma żadnych dolegliwości ze strony krtani i szyi.

186 Przypadek

Rozpoznanie: Przewlekłe zapalenie ucha wewnętrznego prawego.

Wyhodowano gronkowiec złocisty (staphylococus aureus), którego nie można było zniszczyć od dwóch lat. Podano aktywny krzem. Ucho zagoiło się w ciągu dwóch miesięcy. W czasie leczenia występowały liczne czyraki na twarzy i wymieniony przechorował ostre zapalenie gardła. Na zapytanie o zdrowie pacjent odpowiedział, że dzięki kuracji autora poczuł się tak dobrze, że miał odwagę wybrać się na wycieczkę górską w Andy i do krajów Ameryki Południowej (Peru, Boliwia, Chile, Argentyna).

188 Przypadek

Rozpoznanie: Wrzodziejące zapalenie jelita grubego, krwawienia z odbytu. Na przestrzeni ośmiu lat było to już piąte krwawienie i piąta niedokrwistość wtórna. Pobyt w szpitalu i transfuzje krwi nie pomagały. Dopiero po podaniu jonów krzemu krwawienie z jelita grubego ustało. Bierze systematycznie co pół roku aktywny krzem, żeby krwawienia nie powtórzyły się. W lutym 1988 r. mąż chorej relacjonował autorowi, że pacjentka czuje się dobrze i nie miała żadnych krwawień. Dnia 26.1.1990 roku mąż pacjentki doniósł, że żona nie ma nadal żadnych krwawień i czuje się dobrze.

205 Przypadek

Rozpoznanie: Padaczka (Epilepsja).

Po jednorazowym pobraniu homeopatycznego roztworu jonów krzemu w lutym 1978 r. ustąpiła padaczka i nie powtórzyła się do dnia 15.IX.1984 r. W styczniu 1988 r. autor rozmawiał z matką chorego, która powiedziała, że syn jej nadal nie ma padaczki.

216 Przypadek

Rozpoznanie: Choroba AIDS.

Zakażenie nastąpiło trzy lata temu. Współżył z kobietą i mężczyzną w Paryżu (w 1987 r. latem). Od tego czasu badania krwi wykazywały obecność przeciwciał anty HJV. Skarżył się na brak apetytu, duszności, stany podgorączkowe, zdenerwowania i bezsenność. W jamie ustnej miał afty. U autora rozpoczął leczenie 17.VI. 1989 r. Po paru tygodniach od pobrania aktywnego krzemu poszedł do I Szpitala Zakaźnego w Warszawie. W czasie pobytu w szpitalu nastąpiło znaczne polepszenie i wrócił do domu pod koniec roku 1989. Telefonował do autora, że obecnie czuje się dobrze.

Nie będę ich wszystkich przytaczać, ale gdyby ktoś chciał, to nie ma sprawy.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 03 maja 2011, 00:45 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
ANRY - informacje - stosowanie.

Preparat ANRY został opracowany przez Dr med. Anatola Rybczyńskiego, w ciągu 50 lat jego prac badawczych nad nowotworami złośliwymi (od stycznia 1950 r.).
Lek ten jest super homeopatycznym roztworem wodnym aktywnego krzemu.
Rozcieńczenie jego przekracza 0,000000001 i w związku z tym nawet nie jest potrzebne zezwolenie Ministerstwa Zdrowia na jego produkcję.

Lek podaje się doustnie w ilości 1 ml (1 buteleczka) rano na czczo wlewana od razu do ust.
Dzieciom do 15 roku podaje się znacznie mniej, bo 1 kroplę na każdy rok życia.

Działanie lecznicze (w/g dr Rybczyńskiego):
Komórka nowotworowa nie może być zniszczona przez organizm, ponieważ składa się ona z połączenia białka z krzemem, co stanowi bardzo silny związek chemiczny.
Wprowadzony do ustroju, w bardzo małej ilości aktywny krzem, powoduje odruchowe odciąganie z miejsc zmienionych chorobowo zmagazynowanego krzemu, jak też i krzemu znajdującego się w komórce nowotworowej związanego z białkami guza. Guzy ropieją, organizm oczyszczając pozbywa się chorych komórek, guzów, ropniaków i stanów zapalnych. Pozbawione tego pierwiastka komórki nowotworowe są z łatwością niszczone przez siły obronne organizmu.
W miejscu nowotworu powstaje naciek zapalny który najczęściej ropieje i po wyropieniu guz zanika.

Preparat krzemowy zawiera jony krzemu i ma ściśle wiadomą wydozowaną dawkę krzemu podawaną raz na wiele miesięcy.
Wywołuje on chroniczny stan zapalny guzów nowotworowych i powolne niszczenie nowotworu.

Jest uderzające, że pleśń penicillium, mimo występowania pod wieloma postaciami w organizmie ludzkim, nie została zidentyfikowana w żadnej ze swych postaci, ale zawsze - z uwagi na łudzące podobieństwo - była mylnie przyjmowana za inne mikroorganizmy a nawet za komórkę danego organizmu, jedynie zmienioną chorobowo.

Niezwykłą odporność na niesprzyjające warunki do życia grzybek Penicillium zawdzięcza swej budowie chemicznej. Składa się on bowiem, z połączenia białka z większością pierwiastków nieorganicznych, występujących w Ziemi, wśród których dominuje krzem. Połączenie krzemu z białkiem okazało się najtrwalszym związkiem chemicznym, który ulega zniszczeniu dopiero w temperaturze 4000° C, wytworzonej przez luk elektryczny. Ponadto grzybek ten wytrzymuje
bardzo duże dawki promieni x i promieni γ.

Autor zauważył również, że gdy zarodniki były już dojrzałe i przybrały kolor ziemisty to stawały się bardzo lotne, z łatwością oddzielały się od pędzelków, na których były umieszczone i zakażały przy każdym poruszeniu najbliższe otoczenie, a więc liście, na których ich nie było.
A więc nie nikotyna a zarodniki pleśni znajdujące się na liściach tytoniu są przyczyną powstania raka płuc. Niezależnie od tego palacze łykają sok z liści tytoniu, który w papierosach bezustnikowych powstaje, gdy ślina zmiesza się z drobno krajanym tytoniem. Z sokiem tym również do żołądka wprowadza się mnóstwo zarodników pleśni, które są najbardziej inwazyjną postacią grzybka Penicillium i powodują najpierw owrzodzenia, a potem raka żołądka.

Autor podaje, że grzybek Penicillium przy pomocy penicyliny poraża system obronny organizmu chorego i zdradliwie rozwija się, nie dając żadnych dolegliwości.
Jednakże po pewnym czasie, kiedy już nowotwór rozprzestrzeni się po całym ustroju, organizm nagle samorzutnie, bez żadnego leczenia rozpoczyna desperacką walkę z pasożytem.
Reakcja obronna organizmu jest wtedy bardzo burzliwa.

Zjawia się gwałtowny ból, gorączka, niedomoga wątroby i towarzyszące jej wymioty, bardzo wysoka leukocytoza.
Chory wkrótce ginie na skutek zatrucia się toksynami zniszczonego przez siebie w nadmiarze nowotworu.

Podany we właściwym czasie i w odpowiedniej dawce preparat krzemu zmniejsza gwałtowność stanu zapalnego jaki powstał w organizmie, zmniejsza podwyższoną leukocytozę, zmniejsza niewydolność wątroby, zmniejsza bóle i ratuje życie choremu.
W niektórych przypadkach nacieki zapalne cofają się samoistnie bez ropienia.

Przy podawaniu chorym na nowotwory preparatu nie należy równocześnie stosować leczenia cytostatykami ani antybiotykami.
W żadnym wypadku nie wolno „doleczać" chorych takimi środkami nagminnie stosowanymi jak: nafta, kit pszczeli, mikroelementy, torf, huba, aloes, pokrzywa, skrzyp polny, jemioła, zioła tybetańskie, zioła szwedzkie „Carnivora" itd.

Nie należy też podawać szklankami soku z marchwi i buraków oraz soku z kiszonej kapusty i kiszonych ogórków, jak również zdrojowych wód mineralnych.
Środki te, jak wykazały obserwacje chorych nimi leczonych i badania chemiczne, zawierają aktywny krzem. Krzem ten zmieszany jest jednak z innymi składnikami chemicznymi i nie wiadomo ile tego krzemu w nich jest.

Podawanie dużych nafty lub kitu pszczelego czy mikroelementów jest po prostu pożywką do rozwoju komórek nowotworowych i kolejnego wiązania go z e zdrowymi cząsteczkami białka.

W ciężkich przypadkach powoduje kumulowanie się w organizmie zawartego w nich aktywnego krzemu, co po pewnym czasie wywołuje ostry stan zapalny w nowotworach, gwałtownie niszczenie i ropienie guzów, samozatrucie organizmu jadami nowotworowymi i ostry stan zapalny wątroby, oraz niewydolność wątroby i nerek, mocznicę i śmierć.

Jeżeli ludzie ci nie będą pobierać raz na 6-15 miesięcy preparatu krzemu, za parę lat u każdego z nich powstanie wznowa nowotworowa, o czym autor przekonał się już wielokrotnie.

Leczenie należy wspomagać jedynie Deksametazolem po konsultacji z kompetentną osobą, ponieważ coraz więcej lekarzy współpracuje już z dr. Wiesławą Tomczak, jedyną spadkobierczynią preparatu krzemowego i wieloletnią współpracownicą dr. Rybczyńskiego.

Do przeciwwskazań należą jedynie niekontrolowane i podwajane dawki preparatu krzemowego.
Jeśli go zwiększymy u chorych nowotworowo, zwiększy się zatrucie jadami nowotworowymi.
Leczenie powinno przebiegać sukcesywnie i powoli. Narasta latami, a pozbyć się chcemy w godzinę.

Natomiast preparat działa pozytywnie na przywrócenie miarowości krzemu w organizmie, wspomagając tym samym rolę samego krzemu jako przewodnikowi wszystkich niezbędnych informacji, co przyczynia się pośrednio do lepszej obrony przeciwciał, szybszego pozbywania się czynników chorobotwórczych i zatruć.

Najszybciej działa na najświeższe stany zapalne, jednakże działanie wykazuje w ciągu ok pół roku.
Starsze zmiany chorobowe są sukcesywnie rozbrajane, więc niezbędne jest uzupełnianie jonów krzemu.
W przypadku, kiedy ropa z chorego organizmu wylewa się bezpośrednio na zewnątrz, jak w przypadku otwartych ran, zapalenia ucha, zębów itp. preparat należy stosować częściej.

Ja używałam początkowo co 3 miesiące. Takie miałam obserwacje, że organizm jakby już zużył co miał. Po każdym nowym przyjmowaniu jonów krzemu, następowała silniejsza reakcja na stare choroby.
Ropa wycieka z zatok, uszu niewiarygodnie intensywnie. Należy jej to umożliwić.

Tak sobie właśnie wyleczałam po 45 latach stanów zapalnych w uszach i oczyszczałam ogrom ropy w czaszce.
Widziałam reakcję organizmu zmagającego się z chłoniakiem, codziennymi wysokimi gorączkami i ich zanik.
Używamy od 2006r. całą rodziną. Męża wspomógł w pozbyciu się cukrzycy, córci ropy z zatok.
Kuzynkę wyleczyłam po 5 chemiach.
Bratankowi udało się oszczędzić nogę.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 04 maja 2011, 16:51 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
"suplementy" z kwiatów kasztanu.

No tak, mamy już maj a ja z tego wszystkiego na śmierć zapomniałam o naszych
nalewkach z kwiatów kasztanu.

Robiłam je tak:

Każdy kwiatostan należałoby otrzepać lekko z muszek i owadzików.

Zebrane kwiatostany w suchą słoneczną porę obierałam z drobnych kwiatuszków.
Te kwiatuszki wkładam luzem do słoika litrowego po brzegi. Nalewam na to Naftę oczyszczoną taką z apteki i zalewam całość aż ponad kwiaty.
Wychodzi na słoik ok 10 buteleczek. Obecnie tak podrożała nafta, że niestety zrobiła się to bardzo droga nalewka.

Jakby nie patrzeć, ja wolę jednak zapłacić za własne leki niż w aptece.
Kiedy się porówna te wydatki i wydajność, oraz efekty leczenia, dla mnie są oczywiste.

Zalane kwiatuszki można troszkę uzupełnić, ale muszą być zanurzone w nafcie po uszy.

Można naftę zamienić na spirytus. Jeśli ktoś ma tańszy, to wyjdzie to oo wiele taniej.

A można zrobić jeden słoik na spirytusie, drugi na nafcie.

Kolejny słoik zasypujemy kwiatami, ale już nie dosypujemy kwiatów po brzegi i zalewamy...olejem arachidowym lub oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia na zimno.
Jedynie słoik z olejem należy szczególnie pilnować, by nie zaczęło wszystko "pracować"- fermentować, jeśli kwiatów będzie zbyt dużo i zbyt mokre. Aby uniknąć ewentualnej niespodzianki
na wierzch oleju należy nalać kilka łyżek spirytusu, żeby pokrył powierzchnię kilka milimetrów.
Potem wszystko wstrząsamy jak wszystkie słoiczki.

Wszystkie słoiczki zamykamy lekko pokrywkami i wkładamy do papierowych torebek i ustawiamy na miejscu najbardziej nasłonecznionym. Słoiczki muszą mieć ciemno i ciepło.

Teraz każdego dnia dokręcamy słoiczek i trochę nim obracamy dnem do góry i spowrotem.
Pokryweczkę lekko odkręcamy.

Po dwóch tygodniach zlewamy w pozostawione buteleczki po nafcie, przecedzając oczywiście przez gęste sitko, albo jakiś filtr do kawy.

Zlane maceraty są dość mocnymi koncentratami.
Ja do każdej buteleczki z nafty dolewałam potem pół butelki nafty, albo całą i otrzymywałam przed użyciem gotowy lek.

Teraz nalewamy z rana 5 ml nalewki z kwiatuszków kasztana na nafcie do szklaneczki i dolewamy 1/4 przegotowanej chłodnej wody.
I łyk na zdrowie.
Można tak 3x dziennie


Jeśli chodzi o nalewkę na spirytusie, to należy zwrócić uwagę na to, że jest mocniejsza i do niej nalewa się trochę więcej wody.

Poza piciem można stosować właśnie nalewkę na spirytusie do codziennego wcieranie go w chore żylaki, a potem stosuje się właśnie przecedzony olej z kwiatów kasztana do codziennego i kilkukrotnego masażu chorych żył na nogach, pamiętając o zwiększonym nacisku tylko w kierunku ciała, czyli wydalania.
Częste zabiegi na pewno przyniosą dużo lepszy drenaż chorych zastarzałych żył, wypijane składniki pomogą rozpuścić patogeny i na pewno ulga będzie szybko widoczna.

Olej może być stosowany potem do różnego masażu chorych i zdrowych części.
Stare zalegające bóle po wypadkach i po różnych stłuczeniach poprzez smarowanie tymi olejami w dużej mierze przefiltruje wszelki toksyny, wydali i zregeneruje.

Niewiarygodnie ujędrnia cerę, ewidentnie łagodzi zmarszczki.

Ogólnie preparaty z kwiatów kasztanu działają oczyszczająco na żyły i tętnice, a zatem udrożniają je i odtruwają nasz organizm.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 05 maja 2011, 09:04 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Jak to kupić? I dlaczego tak drogo?

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 07 maja 2011, 02:36 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Podobnie robiłam nalewki naftą na kwiatach konwalii.
Ale na nafcie, albo spirytusie.
W chwilach osłabienia serca, jakiś stresów, słabości, dobrze sobie wlać 20-25 kropli na łyżeczkę cukru i popić.



Dziś może zacznę kilka przykładów na temat działalności ANRY w kilku przypadkach w moim stosowaniu lub polecanym znajomym.

Wszystko zaczęło się od choroby mojej ulubionej cioci. W poprzednim roku w wypadku samochodowym zginął potrącony na jezdni mój kuzyn, a jej syn.
Wracaliśmy z zakupów z Łodzi i po drodze również natrafiliśmy na wypadek i leżące na poboczu ciało.
Wówczas był to już wieczór ok 21. Jakoś tak zaczęłam myśleć o tych przypadkach, kiedy
„nie wszyscy wrócą dziś do swoich domów”…i tak się modliłam prawie przez całą drogę za tych ludzi i ich rodziny. A rano obudził mnie druzgocący telefon.

Rok po tych wydarzeniach, ciocia tak się podłamała, że zaczęła słabnąć, aż okazało się, że to nie przelewki. Akurat przyjechała ze Stanów jej córka i mieli urządzić wspólne Święta Bożego Narodzenia wraz z drugą rodziną z Włoch i miało być tak Happy… a tu przyszło zawieźć ciocię do lekarza …i potem wszystko już się rozsypało i potoczyło jak koraliki po dziurawej podłodze.

W naszej Wsi lekarz kazał porobić kilka badań i stwierdziwszy spory zanik płytek krwi, niewyraźny obraz biochemii krwi i innych czynników wydał skierowanie do Kliniki Onkologicznej we Wrocławiu.

Trochę urwał mi się wtedy kontakt z ciocią, przez to, że ją zagitowali do Jehowych, a jeszcze nie tak dawno w rozmowach posługiwała się taką logiką, że nie mogłam zrozumieć, jak można sobie tak dać odkręcić wszystko. Wcześniej była wspaniałą mądrą kobietą…

Pomimo moich próśb, żeby jej nie zawozić do Wrocławia, przed samymi świętami pojechali z tym skierowaniem. Ja byłam za bardzo z daleka, miałam sporo zajęć w firmie, nie widziałam się nawet z kuzynką jak przyjechała. Kiedy wrócili z Wrocławia, pierwszy telefon do mnie był ze słowami, że najgorsze co mogli wtedy zrobić, to właśnie zawieźć ciocię do Wrocławia.

Już na wstępie lekarz opieprzył ich, że ją wieźli 3 godz w takich zimowych warunkach, kiedy ona jest tak osłabiona, że żaden onkolog nie jest w stanie niczego podać, bo by ją zabił chemią.
Potrzebne były środki wzmacniające organizm, dostarczenie płytek i dopiero konsultacja, tak jak mówiłam…
Weźcie papiery i jedźcie na konsultację. Lekarz już nie zezwolił na powrót do domu, tylko natychmiast załatwił inny oddział we Wrocławiu internistyczny. Kolejny koszmar…
Zima , akurat było dość mroźno, a w ogromnych salach kaloryfery o temperaturze mojej dłoni.

Kuzynka kupiła wielką folię malarską i taśmę, i wyobraźcie sobie, że zakleiła wielkie okna tą folią, by zablokować zimno ze szpar.
Obsługa niekompetentna poczynając od ordynatora z szeroką kieszenią, i w ogóle, to po prostu gehenna.
Problem wyszedł też stąd, że ciocia już na początku się zadeklarowała jako św. Jehowy i żadnej krwi.
Podali jej niby same płytki, bo chcieli pobrać wycinek z powiększonych węzłów chłonnych.
Jak już ją podreperowali, to węzły się dziwnie pomniejszyły i nie pobrali węzłów do badań, tylko samą tkankę tłuszczową. Operację przeprowadzili, krwi namarnowali i nic nie zbadali.
Płytki krwi nadal spadały .
No koszmar…Kuzynka co 2 dni jeździła tyle km w dodatku, bo tu zostali teściowie i dzieci…
ale wkrótce musiała wracać do USA.

W tym czasie moja Mama gdzieś się z kimś zmówiła na temat guzów rakowych, że ktoś tam, gdzieś tam, coś tam…i weź papiery od lekarza i pojedź na konsultację do takiej pani Wiesi i ona Ci wszystko powie. :shock:
Pojechałam z synową cioci, a żoną zmarłego kuzyna. Mieliśmy właśnie odebrać wyniki z histopatologii i z tymi wynikami mogłam już rozmawiać dalej i szukać pomocy u innych lekarzy.
Pani doktor rzuciła mi hasło, że są wyniki, to chłoniak niestety złośliwy...
no i rzuciła to cioci prosto w twarz, aż się nogi mojej mamie ugięły, co dopiero mówić chorej.

Ponieważ wcześniej już miałam namiary na tą panią z Wrocławia, więc pojechałyśmy do niej.
Ona spojrzała w papiery (chociaż nawet nie musiała, ale chociaż się trochę pośmiała z wygibusów lekarzy…) w każdym razie coś tam zaczęła o preparacie, ale ciocia musi wyjść ze szpitala.
No i masz babo placek, jak to pogodzić.

Ale wzięłam jakieś ulotki, no i dostałam od pani Wiesi kasetę Vhs z nagraniami wykładów pani Wiesi, która kontynuowała produkcję i sprzedaż oraz porady i musiała wiadomo narobić mnóstwo różnych fakultetów.
Ale robiła to też z własnego zainteresowania i chęcią pomocy ludziom, o czym się przekonałam ewidentnie, że dla niej pacjent był najważniejszy i jeśli przyjechał Bóg wie tam skąd, to ona musi go przyjąć choćby i miała siedzieć do rana.
Nie wspomnę już o non stop dzwoniących telefonach, rozmowach i w sumie, to już się nawet czasami wkurzała, że i w kibelku nie może posiedzieć.
Wiedzę ma ogromną i w dodatku w oparciu o zioła, naturalne środki pomocnicze, suplementy i przede wszystkim lata współpracy właśnie z doktorem Anatolem Rybczyńskim, któremu we Wrocławiu wykonywała badania na próbkach pobranych wycinków onkologicznych.
Ponieważ po kilku dniach tak się rozchorowałam, że unieruchomiłam się w łóżku, więc skorzystałam z czasu by obejrzeć kasetę i wysłuchać wykładu.
„I już byłam w domu…”…wiedziałam co najistotniejsze, cały mechanizm działania i oddziaływania Anry.

Cyrków w tym szpitalu już nie będę opisywać, w każdym razie, uzgodniłam z lekarzami, że ją jeszcze podciągną płytkami, a ja załatwię coś w Lubiniu, bo tam jest dobra jak słyszałam klinika.

Chciałam spotkać się z tym doktorem z Lubina, bo jadąc z Wrocławia do domu, to żadne problem.
Ale on jakoś nie bardzo mógł i po rozmowie ze mną i zapewnieniu o wynikach (potem je jeszcze uzgadniał z dwoma znajomymi lekarzami z Wrocławia), więc zdecydował, że przyjmie Ciocię w takim stanie, w jakim jest.
Wypisali ciocię ze szpitala, zapakowałam ja fajnie w samochód, bo o karetce to nawet nie było szans, więc pojechałyśmy do Lubina do Kliniki Onkologicznej.

Z samymi wynikami i epikryzą spotkałam się z doktorem, który mnie przyjął buchając papierosem w śmierdzącym gabinecie…i powiedział mi po przeglądzie dokumentów, że to nie jest diagnoza, tylko podejrzenie. :o
Że oni go oszukali, a on nie może przyjąć kobiety do chemii w takim stanie i bez rozpoznania.

No kolejny szok. Ciocia w samochodzie (dobrze, że posłuchałam swojej intuicji i jej nie ciągnęłam na to 9 piętro w te smrody). ..a ja musiałam wrócić do samochodu i cóż jej miałam powiedzieć…… :cry:

Z Wrocławia wypisana, w Lubinie odesłana, bo to podejrzenie a nie diagnoza, a Ona tak liczyła na to leczenie…

Ale Pan dał mi wówczas dobrą podpowiedź, bo skoro lekarz powiedział, że jeśli nie mają potwierdzenia raka krwi, to może to być każda inna choroba i przyczyna spadku płytek krwi.
Tak więc ucieszyłam się z wniosków i wsiadam wesoła do samochodu i opowiadam cioci, że wcale nie ma raka, tylko jest to jakaś inna przyczyna i musimy jechać do domu i kontynuować leczenie i szukanie przyczyn choroby.

Przyjechałyśmy do domu. Sobota, 14 stycznia 2006r. godz 15…ledwo wpadłam do domu, okręciłam się i z powrotem w samochód, bo w Bolesławcu wieczorem miałam bilety na koncert Świętokrzyska Golgota.

Wspaniała muzyka, piękna oprawa wielkiej katedry, piękni wykonawcy, wspaniałe zdjęcia, kwiaty i piękny obraz Matki Boskiej Bolesnej…za plecami płynących prosto do duszy słów pieśni, a zarazem głębokiej modlitwy o pomoc dla cioci.
Cały ten koncert był dla mnie modlitwą. Zresztą ta muzyka wówczas towarzyszyła mi w całej tej drodze walki z ignorancją i niekompetencją lekarzy, ludzi i samą chorobą.

Ciocię przyjęli na drugi dzień na oddział, bo jednak synowej udało się ją przekonać, by pozwoliła na wtłoczenie krwi, gdyż inaczej nie mieli możliwości dalszego wzmocnienia organizmu na tyle, by ponownie zrobić jej operację, ale już musieli się dostać do mocno powiększonej śledziony i zrobić wycinek do badania, jaki to w końcu jest ten chłoniak, czy też białaczka.

Teraz trochę statystyk dla uprzytomnienia sobie wyników:
W pierwszych badaniach miała poziom płytek 96tys(norma 200-400) i na tej podstawie została skierowana do Wrocławia na Onkologię.
We Wrocławiu nie wiem jakim już cudem, tych płytek mieli przy przyjęciu zaledwie 12 tys.
Potem spadły do niewiarygodnej liczby 8 tys.
Po podaniu płytek krwi, czekali tylko by chociaż 3 dni utrzymał się poziom 35-40 tys. By mogli zrobić pobranie węzłów chłonnych spod pachy. Udało się pobrać, ale nie udało się im wyszczególnić komórek rakowych, bo pobrali tkankę tłuszczową o czym już wspominałam.

Za to mi się później udało im porządnie przyłożyć. Co prawda słownie, ale myślę, ze chociaż tą młodą lekarkę z Wrocławia trochę uświadomiłam o jej karygodnym podejściu i całym zakłamaniu.

Po przyjęciu u nas do szpitala tych płytek miała zaledwie 54tys (przy wypisie z Wr-wia było ich 88tys.).
Czyli nadal płytki spadały w zastraszającym tempie.
Porobiłam sobie w arkuszu kalkulacyjnym tabelki i wszystko zapisywałam . Mam do dziś.

Po podaniu krwi już w naszym szpitalu znowu płytki wskoczyły na 105 tys. Ale ciocia była tak zgorączkowana, że nie szło jej ruszyć. Ja przychodziłam dopiero wieczorem i ją trochę potrzymałam, otrzepałam i wzięła wieczorny zastrzyk pyralginy i powoli wracała do normy.
Temp od godz 17 nasilała się i mimo wszelkich podawanych antybiotyków i środków utrzymywała się na poziomie 40-41 stopni. Kiedy wychodziłam miała ok 38, pociła się niewiarygodnie.
Oczywiście wszyscy lekarze od razu rzucili hasło, ze Chłoniak to i poty.

Okazało się, że nikt nie badał poziomu wypijanych i wydalanych płynów i nie założyli cewnika.
Tak właśnie było we Wrocławiu, gdzie dopiero moja kuzynka będąc w odwiedzinach zwróciła tam na to uwagę, ponieważ była pielęgniarką. Jak założyli cewnik, poty ustąpiły, nie było takiej gorączki. Temperatury skakały od 35 - 41 stopni.
Tak było i tu. Potem od tego cewnika powstała infekcja i kolejne problemy właśnie z gorączką i potami.

W następnym dniu, po kolejnej gorączce jak już ciocia doszła do siebie, a przyjechała znów opiekować się mamą kuzynka z USA, powoli wytłumaczyłam jej obecną sytuację i poleciłam, że mimo wszystko powinna wziąć nawet tu w szpitalu preparat ANRY, ponieważ z tego, co wszędzie robią i jak ją traktują, można wysnuć łatwo wnioski, że koło się zamyka. Operacji nie zrobią, bo gorączka i płytki lecą w dół i w sumie to większe szanse ma, kiedy weźmie preparat i zobaczymy, jak on będzie działał.

"Dobrze. Powiedziała, zostaw w szufladzie."

Na drugi dzień pojechałam w trasę.
Po powrocie nawet nie śmiałam zapytać kuzynki jaka jest reakcja organizmu, bo nie chciałam już słyszeć tych dramatycznych wyroków.
Ale jednak po głosie jej wywnioskowałam, że jest jakaś poprawa i okazało się, że wzięła preparat rano na czczo, a wieczorem . była zaledwie ok 38, a na drugi dzień, czyli jak dzwoniłam, to już miała temp. Ok 37 stopni do następnego dnia. Gorączki zniknęły. Super!

Pod wieczór poleciałam do szpitala uradowana, a ciocia jak skowronek siedziała na łóżku, po obiedzie miała gości, a teraz już lepiej się czuje. Wiadomo, że sama gorączka zwala z nóg.

Po dwóch dniach już chodziła do toalety, kuzynka była z nią prawie cały czas, blisko mieszkała.

Aha. Zanim wzięła preparat, jak mówiłam płytki po transfuzji krwi wzrosły do 104 tys,
ale zdążyły spaść znowu do 56 tys.

Po podanym ANRY badane płytki wzrosły o dziwo do 88tys. A przy następnym badaniu wzrosły już do 105tys. i można powiedzieć, że potem już do końca utrzymywały taki poziom, a badane były raz w tygodniu.
Po tygodniu, w szpitalu, kiedy lekarze zorientowali się, że temp. się ustabilizowała, płytki wzrosły, to dawaj, że oni ją będą ciąć, tzn. laparoskopem pobierać z węzła chłonnego śledziony próbkę do kolejnego badania.
No i tu już ostro postawiłam sprawę sprzeciwu. W sumie to taka była rozmowa, że będzie przeprowadzona ta diagnoza, ale dalsze rokowania były takie, że jak im coś nie wyjdzie, to będą musieli ciąć i sami nie wiedzieli jak to ma być. A potem próbki do Wrocławia przekażą…
No ja byłam w szoku, jak oni mogą się pchać do operacji.

Z takim osłabianiem dodatkowym organizmu za pomocą cięcia brzucha, albo dziurawienia go.
Jak ten organizm potem się zaleczy, skoro nie ma płytek, a wtedy jeszcze nie byłam pewna czy te płytki się jakoś ustabilizują i utrzymają na takim poziomie.

Kuzynka powiedziała, że nie wyrażają zgody na operację, ponieważ zabierze ją do Stanów do leczenia.
Ten lekarzyna, co ciocię najpierw posłał do Wrocławia od razu powiedział ‘nie Łudźcie się, bo to jest chłoniak”.
No i co najistotniejsze. Otóż w międzyczasie już na dobre zaogniała się infekcja w pęcherzu moczowym na tle cewnikowania. I to była główna sprawa, której nie mogli opanować, ale i też nie przywiązywali do niej takiej wagi.
Ja tym bardziej nie zdawałam sobie z tego sprawy i to była szala, która ciągnęła całą chorobę.
Same antybiotyki nic nie dawały.
Jedynie krzem, który ciocia wzięła uporządkował system informacyjny i odpornościowy, co pozwoliło na szybką reakcję obronną organizmu, jednakże dalsze sprawy, powikłania i lekceważenia, przechylały sprawę.

Ciocia wyszła ze szpitala na własnych nogach.
Pobrano jej jeszcze gastroskopię na Helicobakter, ale wyniki oczywiście gdzież zaginęły w tym olewaniu pacjenta, tym bardziej, że wyszedł, jednakże poszłam go szukać i trafiłam na chirurga, który miał operować ciocię i tak sobie z nim szczerze porozmawiałam i spytałam,
jakie on jako chirurg dawał wówczas szanse na powodzenie tej zaplanowanej operacji (bo już było wszystko przygotowane). I wówczas on mi powiedział,
że w tej sytuacji, on bierze po prostu zlecenie i je wykonuje.
Jego nie dotyczą badania krwi, płytek, czy innych wskaźników. To kwestia przygotowującego lekarza.

Jednakże w takich poziomach, jakie miała ciocia, to taka operacja mogła ją kosztować życie.
W takich warunkach przeprowadza się jedynie zabiegi ratujące życie - powiedział.

Tak więc podziękowałam serdecznie za chwile szczerości, bo nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam odwodząc ją od tego zabiegu.
Powiedział mi, że mogła tego nawet nie przeżyć, a cóż mówić o gojeniu, kiedy płytek brak, bo poziom 88 tys., to skrajność dla normalnego organizmu, a cóż mówić o takim chorym.

Po kilku dniach z wielkimi trudami :evil: umówiłam lekarza na wizytę domową.
Dzień przed tą wizytą naczytałam się Cayce’go na tematy różniste i trafiłam na kąpiel oczyszczającą w solance.
Wsadziłam wieczorem tą moją ciocię do wanny i zrobiłam jej gorącą kąpiel w soli.
Było nas tam 3 kobitki do obsługi więc wszystko się udało wspaniale.


Ja się zgrzałam prawie tak samo, jak ciocia, tym bardziej, że ją nacierałam i potem wyciągałam z wanny.

Kilka dni wcześniej widząc reakcję cioci na Anry wzięłam i ja, bo kupiłam od razu więcej.

Po tej gorącej kąpieli ruszyły się moje uszy. Ale to osobna historia.

Na drugi dzień, gdy przyszedł doktorek, to nie mógł wyjść z podziwu, jak ciocia pięknie wyglądała, jak się fajnie czuła, siedziała, rozmawiała i słoneczko zawitało w tym domu.

Niestety, kolejne infekcje w układzie moczowym spowodowały zamknięcie pęcherza, a lekarz na wizycie domowej rozprawiał o dupie Maryny, zamiast uczulić na pewne obserwacje, zalecić badanie moczu na posiew…(a po co to pani…usłyszałam, kiedy się domagałam badań. :evil: Kiedy dopięłam swego, okazało się, że miała tak nietypowe bakterie, które nawet nie powinny tam być, że może gdyby sprawdzili wcześniej, przynajmniej antybiotyk daliby jakiś celowy.)

Oj oberwało się temu „wspaniałemu” lekarzynie ode mnie. Też go potem rozszyfrowałam, jaki to on był dobry, bo wszędzie kierował. Ale się miotał, ale nie wiedział co odpowiedzieć…tylko powtarzał:
” trzeba było ciąć…” ale jak spytałam, czy dałby gwarancję, że przeżyłaby cięcie, a potem miałaby jeszcze cierpieć po operacji i jak by się wszystko w środku goiło…? To już mu zabrakło pewności).

Potem było tak, że zatkał się całkowicie mocz i jakoś moje ciotki tego nie zauważyły, aż zrobił się stan tak podbramkowy, że wezwałam karetkę i zabrali ją natychmiast do szpitala.
Ha, jeszcze się musiałam cały dzień narzucać, żeby założyli cewnik. Matuś moja…Matuś...

I powoli wszystko jakoś odchodziło. A już patrzyłam na nią, że odchodzi.
Wróciła…nabrała troszkę żywota i kilka dni przeleciało, napompowali znowu antybiotyków, a przeciwgrzybiczo i przeciwbakteryjnie nie było nawet mowy.

W domu wykonywałyśmy wg zaleceń lewatywy i od tej strony wszystko było super oczyszczane.
Ale zapychał się grzybami układ moczowy, z czego wówczas nie zdawałam sobie na tyle co dziś, sprawy.
Potem przeniesiono ciocię do drugiego szpitala dla przewlekle chorych i tam podejrzewam, że pewne pielęgniary dowalały więcej pawulony, morfiny i fundowały eutanazję.
Widać to było gołym okiem, a potem potwierdził to (nieświadomie oczywiście) lekarz, z którym ośmieliłam się o tych spostrzeżeniach powiedzieć. Odpowiedział: „Tak, wiem…” :shock:

Potem się zorientował, co strzelił, ale jedynie on wyciągnął do nas rękę, więc nic nie dodałam.

Na kolejne nieszczęście wpadła moja druga Ciocia, tzn wymyśliła pożywne zupki i miksowała warzywka z mięskiem, …i zapchała jelita wołowinką na amen. :cry:

I znów się o tym przekonałam gdy było już bardzo późno.
Już wszelkie wielogodzinne oczyszczanie niestety nic nie zmieniły, bo na dodatek jakiś palant przepisał leki nasercowe i obniżające ciśnienie, ale za to moczopędne i w rezultacie tak spadło ciśnienie, że w ostatniej chwili wezwali pogotowie i to jeszcze jakieś wonty miał pan doktorek, zamiast się zająć chorą.

Ja w tym czasie byłam w Łodzi po towar. A ciocia sprytnie się mnie pozbyła, bo nie dawałam jej umrzeć. Otóż zapomniałam zabrać pieniędzy na zakupy i musiałam pojechać po wybrany już towar na drugi dzień.
Pierwszy raz mi się takie coś przydarzyło. Tzn. pieniądze zostawiłam u kuzynki pod Łodzią, gdzie nocowałam i pojechałam po towar, a z powrotem miałam ją zabrać do pomocy przy cioci.
Musiałam więc zostać o dzień dłużej.
Kiedy jechałyśmy do domu, już ciocia odeszła. Nie mówili nam nic ze względu na podróż.

Potem się dowiedziałam, że odeszła też wówczas 42 letnia kobitka po przejściach onkologicznych i razem zabrały się na tamten świat.
Jeszcze nie wiedziałam o tym, że tak było, ale mi się przyśniły dwie kobitki. Jedna to ciocia, która wstała raźno z łóżka i podeszła do mnie i mnie ucałowała, uściskała jakby dziękując za wszystko.
Przy łóżku siedziała ta druga kobitka, ale nie wiedziałam, dlaczego i kto to jest. Ciocia mi odpowiedziała, że im razem cieplej.
Potem się dowiedziałam, że to była z tej samej sali, przywieziona z Wrocławia kobieta, której mieli nie robić operacji, ale jednak zrobili, potem jakieś komplikacje….i bardzo szybko odeszła...
straszna rozpacz męża, dzieci…

Chciałam opisać i napisałam…
Może ktoś wyciągnie dla siebie wnioski, że największym zagrożeniem jest jednak pleśń i wszelakie bakterie i patogeny, o których pisałam już wcześniej.

Więc oczyszczać i bronić się trzeba jak w naszym organizmie, tak i w naszym państwie.

Co nie zniszczymy, to nas zeżre..

Aż szkoda, że nie mam czasu na cały opis tego chociażby dla siebie…
Wszelkie szczegóły naprawdę byłyby trzymającą w napięciu akcją.
Tak było…jakoś się to przeżyło...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 09 maja 2011, 23:13 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
No i znalazłam odniesienie do działania czerwonej porzeczki w Fitoterapii dr. H Różańskiego

Pisze tak:
Skład chemiczny. Liście zawierają olejek eteryczny - 0,60-0,80%, fitoncydy, wit. C - 100-150 mg/100 g, karoten, garbniki, flawonoidy, sole magnezowe, kwasy organiczne, fitochinony, wit. z grupy B, wit. P i wiele innych.

Owoce (Fructus Ribis nigrj) zawierają ok. 157 mg wit. C/100 g, 1100 j.m. wit. A, 1000 mg wit. P, 1800 ug wit. K, 60 ug wit.
B1, 70 ug wit. B2, 0,97% pektynianu wapnia, 0,81% soli mineralnych, 2-4% kwasów organicznych, garbniki, flawonoidy (5-metylo-kwercetynę, kwercytrynę), antocyjany (3-glukozyd cyjanidyny, 3-ramnoglukozyd cyjanidyny,
3-ramno-glukozyd delfinidyny, 3-glukozyd delfinidyny), olejek eteryczny - ok. 0,75% i alkaloidy.

Działanie:
Wyciągi z liści działają przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie, grzybobójczo, żółciopędnie, moczopędnie, napotnie, przeciwgorączkowo,
tonizująco ogólnie, przeciwobrzękowo, odtruwająco, wykrztuśnie, przeciwzapalnie, przeciwreumatycznie, rozkurczowo, przeciwgnilnie, odwadniająco, przeciwbiegunkowo; wymagają wydzielanie soku żołądkowego, trzustkowego i jelitowego; regulują przemianę materii; pobudzają apetyt.

Wskazania:
stany zapalne i zakażeniowe układu moczowego i pokarmowego, skąpomocz, kamica moczowa i żółciowa, ropomocz, krwiomocz, nieżyt układu oddechowego, przeziębienie, choroby zakaźne, gorączka, osłabienie, zatrucia, dna, reumatyzm, schorzenia skórne, zaburzenia trawienia, bóle brzucha, zapalenie przydatków (+ inne zioła, np. wiesiołek), biegunka, nudności, choroby alergiczne.

Sok z porzeczek działa wzmacniająco, odtruwające, moczopędnie, napotnie, przeciwgorączkowo i odżywczo.

Wskazany jest bardzo przy kaszlu, rekonwalescencji, przeziębieniu, osłabieniu oraz chorobach zakaźnych i skórnych.
Warto go mieszać z winkiem aloesowym i anyżowym (stosunek 1:1) oraz z sokami ziołowymi (pierwiosnkowym, lepiężnikowym, mniszkowym itp.).


A dziś mnie zwaliło z nóg i łupie w krzyżu, że już dawno mnie tak nie usztywniało.
Oczywiście musiałam znowu przeprowadzać śledztwo i okazało się, że kurczak był nieobgotowany.

Ale co w tym wszystkim jest najtragiczniejsze...?
to, czym karmią kurczaki, że tyle toksyn odkłada się w naszym organizmie.

To już jest jakby celowe zatruwanie ludzi.
Potem nic dziwnego, "że jeszcze się nikt nie wyleczył z reumatyzmu", jak to powiedział pan doktorek od siedmiu boleści.

No a ja znalazłam ostatni kompocik...z czerwonej porzeczki.
Mam soki z czarnej porzeczki, ale chyba działanie musi być bardziej zdecydowane, jeśli jest to kompot.
Sok dolewa się tylko trochę do herbaty, czy wody...
a kompot, to wszystko rozwodnione i działa dość szybko :) !
Wieczorkiem jest już lepiej, ale normalnie jakby mi ktoś piasku w kręgi nasypał i przeginał... :evil:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Moje porady lecznicze
PostNapisane: 08 cze 2011, 19:53 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Aerolit napisał(a):
http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?p=36559#p36559

Marskość wątroby

Co to jest marskość wątroby?
W przebiegu marskości wątroby dochodzi do uszkodzenia miąższu na skutek rozrostu tkanki łącznej. Powoduje to uszkodzenie prawidłowej struktury wątroby i jej naczyń, co doprowadza do zwłóknienia oraz upośledzenia funkcji pełnionych w organizmie.

Co powoduje marskość wątroby?

Marskość wątroby jest chorobą przewlekłą, która może mieć bardzo różnorodne przyczyny. Do najważniejszych czynników wpływających na stan chorobowy wątroby należą:
- wirusowe zapalenie wątroby typu C lub B,
- nadużywanie alkoholu,
- choroby i zaburzenia metaboliczne (np. choroba Wilsona, cukrzyca),
- choroby lub uszkodzenie dróg żółciowych,
- autoimmunologiczne zapalenie wątroby,
- nadmierne i przewlekłe stosowanie leków.
Wypunktowanie tych jakoby przyczyn marskości wątroby niestety nie przybliża ani na jotę faktycznych przyczyn powstawania zmian chorobowych w wątrobie, ani nawet nie naprowadza na jakiekolwiek wnioski.
Bo kiedy czytamy o czynnikach powodujących cukrzycę, oczywiście natrafiamy na choroby wątroby i układu żółciowego, alkohol itd.
Ot cała kwadratura koła medycznych wywodów. Żadnych konkretów.
Podobnie jak w leczeniu, gdzie oddziałuje się na objawy likwidując je czasowo, natomiast nie ingeruje się w przyczyny.
A wszystko jest proste i łatwe zarówno do zaobserwowania jak i do zareagowania.

Ot chociażby wchodzimy do lasu i przyglądamy się drzewom, z których sypie się próchno.
Podglądamy i obserwujemy bandę korników, szukamy jak i czym się ich pozbyć. I to nie zawsze do końca, ponieważ część tych tzw. szkodników spełnia pożyteczną rolę w całym ekosystemie.
Problem jest na poziomie nadmiaru populacji i zachwiania równowagi bytowania.

Wątroba jako organ nieodczuwalny jest jednym z najważniejszych w naszym organizmie.
Tak! Najważniejszym.
Jak wiemy pełni funkcję magazynu, ale przede wszystkim to właśnie tam następuje wymiana wszelkich składników jakie roznosi krew. To właśnie wątroba jest organem zarządzającym i decydującym o tym, gdzie, w jakiej kolejności i co należy w organizmie uzupełnić, a czego się pozbyć.
Jedynie przez wątrobę krew przepływa dwukrotnie.
Pierwszy raz kiedy przynosi informację o stanie komórek oraz nanosi substancje przemiany w komórkach a potem otrzymuje zlecenie gdzie się ich pozbyć.
Drugi raz kiedy zabiera zamówione odżywcze składniki i znowu rozprowadza je w określone miejsca.
Te informacje o zużytych i zbędnych składnikach pożywienia a także odpadach przemiany materii w komórkach decydują o dalszym losie tychże elementów.
To właśnie wątroba decyduje na podstawie naniesionych informacji, gdzie i w jaki sposób można pozbyć się zużytych części komórek i składników.
O ile nie ma problemu w normalnym trybie rozprowadzania i pozbywania się tych nazwijmy to "zbędników", o tyle problem zaczyna się wówczas, kiedy organizm jest przepełniony dodatkowymi odpadami dostarczanymi poprzez chemiczne związki zawarte w pożywieniu.

Do tego kolejną upiorną eliminację stanowią żywe mikroorganizmy tzw. patogeny.
One poprzez wydzielanie rozmiękczających enzymów i soków, wytwarzają toksyny i ekskrementy własnej przemiany fizjologicznej.
Wątroba, która jest zmuszona do ciągłego przeprowadzania detoksykacji tychże zanieczyszczeń, pozbywa się ich przekazując do jelit oraz do układu moczowego.

Dopóki jest w granicach normy, dopóty sobie spokojnie rozporządza tymi odpadami.

Natomiast jeśli każdy dzień zaczyna przynosić więcej toksyn i więcej zanieczyszczeń, wówczas wątroba zaczyna rozpychać swoje komórki a nawet namnażać.

Wszelkie odpady i toksyny, których wątroba nie nadąża pozbywać się do jelit i układu moczowego, zostają następnie przekazywane do gruczołów potowych, by tamtędy wyrzucić je przez skórę.
Kolejny zapchany organ filtrujący nasz organizm to właśnie skóra.
Kiedy pojawia się wypadanie włosów, najczęściej świadczy to o dość poważnym stanie zanieczyszczenia organizmu, bowiem skóra odprowadza większość toksyn do mieszków włosowych i tamtędy pozbywa się toksyn.
Stąd w młodzieńczym wieku często występuje pojawianie się wyprysków.

Wiadomo, że dochodzą tu procesy okresu dojrzewania i burzy hormonalnej, a także zmienionej wówczas przemiany materii.

Jednakże najistotniejszą sprawą w uszkodzeniach wątroby stanowią patogeny.
Są to różnego rodzaju mikroby, przywry i grzyby, które zasiedlają się w zakwaszonym i zanieczyszczonym organizmie oraz rozwijają w zastraszającym tempie.


To one są przede wszystkim odpowiedzialne za przetwarzanie miąższu wątrobowego i przesycanie go swoimi enzymami w celu bytowania.
Wiele takich przywr rozwija się w środowisku zakrapianym alkoholem
bo to właśnie alkohol etylowy jest im głównie potrzebny do przetwarzania go na enzymy i kwasy, które są w stanie rozpuszczać ścianki komórki w celu ich konsumpcji.

Podobnie sprawa wygląda w trzustce, gdzie właśnie te przywry potrafią nawet same wytwarzać alkohol i przerabiać go do rozmiękczania środowiska w którym żerują.

Dlatego właśnie najszybciej i najczęściej spotykaną u alkoholików patologią jest marskość wątroby i uszkodzenia trzustki a także patologia pęcherza moczowego.

Bakterie przetwarzające żywe nasze komórki powodują obronę organizmu, który broni się poprzez tworzenie blokady tym bakteriom i powoduje właśnie zmiany w strukturze swoich tkanek.
Wytwarzane są zwiększone ilości kolagenu określonego typu, który wchodzi w skład tkanki bliznowatej lub łącznej i powoduje zmniejszoną elastyczność ścianek komórek oraz tworzy własne obronne tkanki o zmniejszonej porowatości, co w przypadku wątroby czyni ją po prostu niewydolną, spuchniętą i wręcz bolesną.

Nie trudno się domyśleć, że w takim organizmie nie można rozdzielać choroby trzustki od zmasakrowanej wątroby, czy niewydolności jelit.

Cały organizm to jest zespół naczyń połączonych.

Nie możemy więc oczekiwać, że jeśli w jednym naczyniu będzie słodki płyn, to w drugim będzie kwaśny a w trzecim może go nie będzie.

Podobnie jest z nowotworami.
To bzdura kiedy ktoś nam poleca zrobienie testów na ilość markerów mogących zapowiedzieć chorobę nowotworową.

Kiedy zaczęło mi się wiele spraw w moim organizmie nie podobać, poszłam do laboratorium, by zrobić badania w kierunku nowotworów.
I ups, okazało się, że muszę go umiejscowić. Mogą mi zrobić ale będzie to dotyczyło tylko konkretnego organu. :shock:

Kiedy poczytałam książkę o tych badaniach, okazało się, ze podwyższona ilość markerów wcale nie świadczy o zagnieżdżeniu się komórek rakowych, bo może to być spowodowane silnymi i częstymi stanami zapalnymi.
I wszystko na ten temat, kiedy ktoś mi sugeruje, że jeśli są komórki rakowe w wątrobie to już ich nigdzie więcej nie ma.
I stąd pytanie, gdzie jest ten rak?

Owszem kiedy jest już wielki guzior na wątrobie i liczne zmiany zwyrodnieniowe, to się określa, że pacjent zmarł na raka wątroby.
Co wcale nie znaczy, że nie miał zmian patologicznych w jelitach, pęcherzu itp.

Ciało stanowi jedno…wielkie naczynie połączonych organów, więc patologia jeśli zaatakuje jakiś organ, to znaczy, że było on najsłabszym albo najbardziej dostępnym.


Podsumowując

ja nadal będę wskazywać przede wszystkim na zmiany pasożytnicze, grzybicze i bakteriologiczne, które zwiększając swoje kolonie bytowania powodują normalnie wżery w naszych tkankach uszkadzając je fizycznie i zmieniając środowisko sprzymierzające ich rozwojowi.
Za tym idzie silne coraz bardziej zwiększające się zakwaszenie naszego organizmu, zwiększona potliwość i wypadanie włosów,
czemu nie zapobiegnie ani dezodorant, ani cudowne żele odżywcze, a jeszcze bardziej zatkają i tak zawalone ujścia w skórze.

„Śmierć rodzi się w jelitach”- jak powiedział Hipokrates.
Czyli to co wnosimy do naszego układu pokarmowego jest podstawą naszej zdrowotności.

Należy więc najpierw zadbać o oczyszczenie skóry chociażby przez polecane i stosowane przeze mnie kąpiele w soli,
następnie oczyszczenie organizmu z bakterii, pasożytów i grzybów,
a dopiero potem dostarczenie odżywek wzmacniających oczyszczony już organizm,

Nie wolno wcześniej podawać witamin, odżywek, czyli pożywki dla bakterii i łudzić nadzieję, że organizm z tego skorzysta.

Dopóki nie oczyści się własnych pożeraczy, dopóty nie wolno paść ani „raka” ani patogenów.
Taka jest zasada.

Dodam na koniec, że oczyszczona wątroba w uwolnionym od patogenów, pleśni itp. a także natłoku toksyn w organizmie, kiedy dostarczy mu się jeszcze trochę niezbędnych składników i wspomagających pierwiastków, potrafi się pięknie i szybko zregenerować.
Podobnie trzustka jak i inne narządy. Na pewno nie całkowicie, ale na tyle, by podjąć swoją rolę w organizmie i nadal współpracować.
Oczywiście wiele zależy od stopnia zniszczenia organu, ale na pewno warto zacząć leczenie od tej świadomości.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /