Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Niemen - wypowiedzi, rozmowy, wywiady
PostNapisane: 21 lut 2012, 19:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30683
Przeboje są głupie

Czesław Niemen (ur. 1939), wokalista, kompozytor, poeta. Solista Niebiesko-Czarnych, od 1966 r. lider własnych zespołów (m.in. Niemen i Akwarele, Niemen Enigmatic, Niemen Aerolit). Autor płyt m.in. "Dziwny jest ten świat", "Sukces", "Czy mnie jeszcze pamiętasz?", "Niemen Enigmatic", "Terra deflorata". Jest twórcą muzyki do wielu spektakli teatralnych oraz filmowych. Laureat licznych nagród, m.in. w Opolu, Sopocie, Rennes, Cannes.

Czesław Niemen i The Beatles wygrali w plebiscycie "Polityki". A pan na początku kariery śpiewał piosenkę "Nie bądź taki bitels".

Przystrzyżone głowy "na agrest" kończyły swój modny żywot z nastaniem beatlemanii. I nawet zmiana fryzury była przez władze odbierana jako wybryk. Żeby nie narazić się na radykalny zakaz występów, jak to miało miejsce z zespołem Rhytm and Blues, musieliśmy stosować taktykę swoistego kamuflażu. O kompozycji, aranżacji i wykonaniu najchętniej bym zapomniał.

Ale nie wypiera się pan tego utworu?

Przede wszystkim nie chcę nobilitować tej piosenki i nazywać jej utworem. To, że uznałem za konieczne umieszczenie jej na płycie CD "Sen o Warszawie", dowodzi najlepiej, że się nie wypieram niczego. W realizowanym projekcie "Niemen od początku" zamierzam pomieścić wszystkie moje piosenki nagrane i opublikowane w Polsce w latach 1962-80. Traktuję to również jako terapię otrzeźwiającą. Nigdy za dużo autoironii.

Śpiewał pan tam: "zetnij bracie kudły i nie rób na złość mamie". A cztery lata później w 1967 r. - "Dziwny jest ten świat". Te piosenki to przecież dwa różne światy.

Wszyscy dorastaliśmy. Zresztą fakt ten także dowodzi, że przeszedłem przyspieszoną ewolucję od słodkiego belcanta do rocka i rhytm and bluesa. A świat wydał mi się dziwny, dlatego że zaczął niszczyć moją wiarę w ludzką życzliwość. Ci od nagonki nie ograniczali się tylko do krytykowania mojego sposobu śpiewania. Nie kończyli także na wyszydzaniu fryzury i stroju.

Był pan hipisem?

W sensie ideologicznym - nie. Natomiast kolorowe stroje były prowokacją z mojej strony. W ten sposób kontestowałem siermiężny i zaściankowy mieszczański sockonformizm oraz "elegancję" białych koszul i krawatów na gumkę. Zapowiadaną w tamtych latach piosenkę "Białe koszule, czarne dusze" dokończyłem dopiero w połowie lat 80. W założonym przeze mnie zespole Akwarele każdy muzyk ubierał się inaczej. Czasem urządzaliśmy niezłą hecę na ulicy. Szliśmy, na przykład, gęsiego w odstępach dziesięciometrowych. Nie było gapia, żeby się nie obejrzał, a gdy szedł dalej z odwróconą głową nadziewał się na następnego "cudaka". Reakcja była daleka od przyjaznej. Wtedy to poznawaliśmy grozę nietolerancji tłumu.

"Dziwny jest ten świat" to była pierwsza Złota Płyta w historii polskiej fonografii, ale nie ułatwiła panu życia.

Ideolodzy do spraw kultury i socjalistycznego wychowania młodzieży mieli twardy orzech do zgryzienia. Linia podziału pokoleniowego była wyraźna. To, co dla młodych w mojej postawie było fascynujące, dla ich rodziców, a wśród tych ostatnich byli przecież i notable partyjni, symbolizowało wzorce zachodnie. Do dziś pamiętam dyrektywy nieomylnych wychowawców młodzieży, żeby nie lansować "niemenków". Sprawa zaszła za daleko. Świat mógł być dziwny, ale nigdy w socjalizmie.

Często można spotkać się z opinią, że big-beat był taką namiastką rocka akceptowaną i sterowaną przez władze.

To prawda, że władze bez przerwy chciały nas kontrolować, ale też prawda, żeśmy się spod tej kontroli często wymykali. Big-beat był muzyką, z której wyłoniło się sporo interesujących, już typowo rockowych zespołów, by wspomnieć Polan, Breakout, Romualda i Romana. To nie były zespoły posłuszne ideologicznie. Przecież "Dziwny jest ten świat" wywołał w Opolu skandal zanim wydziały i "departamenty tchórzliwych podejrzeń" w swojej bezsilności wylansowały infantylny termin "muzyka młodzieżowa". Byłem pierwszym, który skutecznie temu się sprzeciwił. Niech więc ci, którzy wygłaszają takie opinie, sami się zweryfikują. Że niby co? Że późniejszy Jarocin i telewizyjna scena rockowa w stanie wojennym funkcjonowały poza kontrolą? To bajki dla naiwnych!

Czuł się pan idolem?

To określenie zawsze mnie irytowało. Być może dlatego, że posługiwano się nim, pisząc o mnie na ogół z przekąsem. W takich wypadkach ogarniał mnie tylko pusty śmiech. Byłem wystarczająco niewdzięczny naturze za niedoskonałość, żeby jeszcze napawać się sobą. "Sukces", "Człowiek jam niewdzięczny" to były piosenki zaprzeczające powszechnemu wyobrażeniu o mnie jako idolu. W latach 80. zawarłem wszystko, co czułem i czuję na ten temat w "Zezowatej biedzie".

Jako pretensjonalnego bufona pokazał pana Marek Piwowski w filmie "Sukces".

Wystarczy sfotografować kogoś z dołu, żeby delikwent wyszedł na pyszałka z powiększonym podbródkiem i zadartym nosem. A jeszcze odpowiednio zmontować wypowiedzi... Żadna to sztuka. Takie było zapotrzebowanie czynników i reżyser pochopnie, żeby nie powiedzieć nadgorliwie je wykonał.

Zamiast zostać buntownikiem, zwrócił się pan w stronę Norwida i poezji.

Norwid to nie tylko wielki poeta. To przede wszystkim filozof. A tragiczny los życia, jaki stał się jego udziałem, jeszcze bardziej utrwalił moje postrzeganie dobra jako wartości nadrzędnej. Poezja stała się inspiracją dla moich późniejszych prób precyzowania myśli i ich wyrażania. Drugim twórcą, którego od razu zaakceptowałem w każdym słowie, był Zbigniew Herbert.

Tak trafił pan do szkół.

Zdaniem wielu nadętych znawców ilustrując rockową muzyką tak doskonałe dzieło jak "Bema pamięci żałobny rapsod" popełniłem świętokradztwo. A jednak płyta z tym nagraniem znalazła się w programach szkolnych. Nawet moje córki pożyczały ode mnie płytę na lekcje języka polskiego. Być może zabrzmi to górnolotnie, ale pochlebiam sobie, że stałem się tym późnym wnukiem, o którym poeta wspominał...

Jak pan z perspektywy czasu ocenia, nieudane w końcu, próby zaistnienia na Zachodzie?

Może pan nie uwierzy, ale z ulgą. Gdy patrzę na swój styl życia i pracy, najczęściej bezinteresownej, widzę, że nie pasowałbym do blichtru, jaki otacza światowe gwiazdy. Te wszystkie fanaberie, posiadłości, pałace, prywatne samoloty, cieśle do budowania garderób, nadmierny zgiełk mediów, chełpienie się posiadanym bogactwem przyprawiają mnie raczej o niesmak. Zawsze wracałem do swoich fanów z czystej tęsknoty. Być może to sprawiło, że przetrwałem w ich pamięci.

A nawet w pamięci ludzi bardzo młodych, którzy w naszej ankiecie głosowali masowo na lata 60. Dlaczego?

Jak widać nie cała młodzież jest zbuntowana i nie wszystkim odpowiada uczestnictwo w najnowszych trendach stadnych subkultur. Są młodzi ludzie, którzy dostrzegają ponadczasową wartość formy, a więc i jej ciężar gatunkowy. Trzeba być naprawdę bardzo cynicznym i głupim, a dodatkowo głuchym, by nie docenić piosenek Marka Grechuty, mimo że są one dalekie od rewolucyjnej formuły rocka. Podobnie z Ewą Demarczyk. To właśnie ona przekonała mnie, że można łączyć muzykę z poezją. Słowa Agnieszki Osieckiej w piosenkach Maryli Rodowicz są czystą poezją. O sobie zbyt już dużo powiedziałem, żeby jeszcze uzasadniać owe "dziwne", dla wielu ortodoksów, miejsce na czele polskich wykonawców piosenek w dziwacznym XX wieku. Zresztą jestem pewien, że oni ogłoszą jeszcze wiele plebiscytów, w których nie będzie ani śladu po nas. Mają czas. Faktyczne zakończenie wieku nastąpi 31 grudnia 2000 r.

Czy to znaczy, że pańska ocena obecnej muzyki rockowej jest negatywna?

Wprost przeciwnie. Niemniej po Hendriksie, Led Zeppelin czy Nirvanie trudno będzie stworzyć coś zupełnie nowego. W Polsce na czoło wysunął się zespół O.N.A. z Agnieszką Chylińską. O innych nie chciałbym się wypowiadać ze względu na mało odkrywcze popisy wokalne frontmanów. Razi mnie często wyspekulowana ideologia i wulgarna ekspresja słów, wydobywanych bezdźwięcznym, zziajanym gardłem. Nie lubię też rocka jarmarczno-kabaretowego i rapu. Mieszkam zresztą w dzielnicy, gdzie jeszcze nie tak dawno pół kwartału recydywistów rapowało swoje rynsztokowe "poezje" od rana do wieczora.

Dlaczego Czesław Niemen od trzydziestu lat nie pisze przebojów?

Nie jestem w stanie sprostać oczekiwaniom mediów, że przebój musi być albo śmieszny, albo głupi. Zresztą po co miałbym się umizgiwać do wszystkich. Dla pieniędzy? Dla utrwalenia powierzchownej popularności? Nie chciałbym mieć pomnika, znając choć i niewinne intencje gołębi...

Część publiczności w latach 70. odwróciła się od pana. To musiało boleć.

Sam wymyśliłem to sito i ono przesiewało skutecznie coraz drobniejsze odpadki. Niemniej główną rolę odegrały media, pomijając moje rzekomo "trudne" piosenki. W bliższych nam już czasach płyta "Terra deflorata" została wręcz zbojkotowana przez radio, mimo że sprzedano ponad sto tysięcy egzemplarzy.

No właśnie. Nieobecność w mediach, paradoksalnie, zadziałała na pana korzyść.

Słuchacza i widza nie da się łatwo wyprowadzić w pole, gdyż ten natychmiast zauważy, że ktoś jest przereklamowany, a inny tendencyjnie pomijany. W moim wypadku wyjątkowo zadziałał przekorny paradoks. "Cisza jest głosów zbieraniem...", jak pisał Cyprian Norwid.

Ostatnią płytę wydał pan 10 lat temu...

Przez ten czas napisałem sporo piosenek. Mam pomysł co najmniej na cztery płyty. Prawdę mówiąc przez te lata wstrzymywała mnie uwłaczająca zdrowemu rozsądkowi ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Z niecierpliwością czekam, kiedy złodzieje moich nagrań będą ścigani z urzędu. Tymczasem utrwalam różne pomysły i chowam je do tak zwanej szuflady. I chociaż wierzę w zbawcze przesłanie ciszy, chciałbym jednak zacząć wydawać nowe autorskie projekty, nie tylko na płytach CD, ale i na dyskach wizyjnych DVD.

A czy świat dalej pana dziwi?

I dziwi, i zachwyca na przemian. Piosenka "Piękny jest ten świat" znajdzie się na nowej płycie pt. "Świat nieodkryty", poświęconej 500-leciu odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba.

Rozmawiał Mariusz Czubaj

http://archiwum.polityka.pl/art/przeboj ... 91661.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemen - wypowiedzi, rozmowy, wywiady
PostNapisane: 27 lut 2012, 12:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30683
Czesław Niemen

Niezmienna inspiracja

Rz: Wystąpi pan dziś w Teatrze Polskim w Warszawie z koncertem norwidowskim "Pieśń od ziemi naszej". Nie ma błędu w tytule, kojarzącym mi się raczej z "Pieśnią o ziemi naszej" Wincentego Pola?

CZESłAW NIEMEN: Nie, jest to tytuł wiersza Cypriana Norwida.

Czy usłyszymy na koncercie najsłynniejszy ze śpiewanych przez pana jego wierszy - "Bema pamięci żałobny rapsod"?

Raczej nie. Może szkoda, że miałem za mało czasu, by przygotować koncert monograficzny, bo "Bema pamięci..." wymagałby chóru i orkiestry, a to, co przedstawię w Teatrze Polskim, będzie skromne, ascetyczne. Nazwałbym ten koncert spotkaniem z poezją Norwida, przybliżeniem jego utworów, z których część będę śpiewał, a część czytał.

Czy "Rapsod" był pierwszym wierszem Norwida zaśpiewanym przez pana?

Tak, później, w Ameryce, nagrałem jeszcze jego wersję anglojęzyczną. W tłumaczeniu Normana Simona znalazła się ona na płycie "Mourner's Rhapsody". Po "Rapsodzie" były "Italiam, Italiam", "Marionetki", później "Sariusz", "Pielgrzym". Ile, w sumie, wierszy Norwida pan śpiewał? Nigdy ich nie liczyłem, ale praktycznie po "Niemen Aerolit" na każdym albumie nagrywałem Norwida, a "Id?e fixe" była całą płytą norwidowską. Dodać trzeba jeszcze te jego utwory, które wykonywałem, a nie nagrałem.Niektóre z nich zaprezentuję dziś w Teatrze Polskim, także "Pielgrzyma", "Pieśń od ziemi naszej" i "Moją ojczyznę", która będzie podstawowym, najważniejszym wierszem tego wieczoru.

Powiedział pan kiedyś, że w poezji Norwida znajduje wszystko to, co ważne...

I dalej to potwierdzam. Jest to wielka literatura, w której powiedziane zostało wszystko, co wciąż jest dla nas najistotniejsze. To, co Norwid mówił na każdy temat w XIX wieku, pozostaje aktualne w wieku XXI, także po tym, co ostatnio stało się w Ameryce.

Czy Norwid wciąż inspiruje pana?

Niezmiennie. Pozwolę sobie nawet przedstawić kilka swoich własnych utworów, które mają źródła również w Norwidzie, w sprawach, które były ważne dla niego, jak choćby wtedy, gdy w Paryżu namawiano go, by wracał do kraju, a Polski nie było. I to o tym jest "Moja ojczyzna", bardzo piękny, bardzo ważny wiersz. Mam nadzieję, że moje grafomańskie zacięcie nie wpłynie na odbiór poezji Norwida. Bardzo mi zależy na tym, by czytano go w Polsce, bo pomaga zrozumieć i to, co się u nas dzieje. Niestety, Polacy teraz nic nie czytają.

Czy miłośnicy pańskiej twórczości doczekają się wreszcie nowej pana płyty, wielokrotnie już zapowiadanej?

Ukaże się równo za miesiąc, 29 października, a zatytułowana będzie "Spodchmurykapelusza" - to jedno słowo. W książeczce towarzyszącej płycie przy każdym tekście znajdzie się również mój obraz - taka miniatura. Od pewnego czasu zajmuję się malarstwem, natomiast koncertuję coraz rzadziej.

W poezji Norwida tak wiele jest goryczy, żalu, skargi. Trudno doszukać się w niej optymistycznego przesłania dla współczesnego człowieka.

Norwid powiedział: "Braterstwo ludom dam, gdy łzy osuszę".

Rozmawiał Krzysztof Masłoń
Rzeczpospolita 29 września 2001


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemen - wypowiedzi, rozmowy, wywiady
PostNapisane: 01 mar 2012, 19:34 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
"WCALE NIE CHCIAŁBYM ŻYĆ AŻ 100 LAT,
A PONOĆ CZŁOWIEK MÓGŁBY ŻYĆ DŁUŻEJ I WIĘCEJ,
TYLKO ROZPUSTA NIE POZWALA..."

Czesław Niemen Opole 1989r.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemen - wypowiedzi, rozmowy, wywiady
PostNapisane: 05 maja 2012, 19:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30683
Zło na mnie krzyczy. Piąta rocznica śmierci Czesława Niemena

17 stycznia br. przypadła piąta rocznica śmierci Czesława Niemena, jednego z najwybitniejszych polskich artystów, nazywanego "królem polskiej muzyki" - piosenkarza, kompozytora, instrumentalisty, a także - plastyka.

Z Czesławem Niemenem spotkałem się kilkakrotnie. Gościłem w Jego domu na Żoliborzu przy ulicy Wieniawskiego 6. Przeprowadzałem z Nim wywiady, rozmawialiśmy przy bardzo cienkiej herbacie słodzonej miodem, bo kawy nie uznawał. Pamiętam, zawsze ubrany był w ostry, gryzący sweter z owczej wełny, który zakładał na gołą skórę. Brrr… Nigdy nie pozwolił mi zapalić papierosa… Zaś bardzo często jadł czarny chleb ze słoniną. Był wielkim orędownikiem prostoty, ekologii, ale również emanował ciepłem, empatią, oraz wielką charyzmą.
Przedstawiam Państwu fragmenty, jakże znamiennych wypowiedzi autora i wykonawcy kultowego utworu wielu już pokoleń rodaków: „Dziwny jest ten świat”. To zbierane przez lata, od 1990 roku, zapiski ze spotkań, nagrań i stenogramów, poprzez kompilację dały efekt w postaci poniższego "wywiadu". Warto w tym miejscu przypomnieć, że zdaniem czytelników "Polityki" najwybitniejszym wokalistą minionego stulecia został wybrany Czesław Niemen.
-----------------------------------------------------------
- Marlena Dietrich nazwała Pana rewelacyjnym artystą i nawet nagrała przebój: „Czy mnie jeszcze pamiętasz?” Już na początku swojej kariery zdumiewał Pan swoją wszechstronnością: pisał Pan teksty, komponował piosenki, aranżował je, śpiewał, grał na wielu instrumentach. Zdolny, pracowity i ambitny. Ale jednocześnie „Sukces” Marka Piwowskiego wyszydził Pana sztukę i filozofię. Co mógłby pan powiedzieć o prawdziwej cenie sukcesu?

- „Wyszydził” – to zbyt mocno powiedziane przez ciebie., choć niewątpliwie Marek Piwowski sprytnie, bardzo sprytnie a nawet inteligentnie zniekształcił piosenkę „Sukces”, w której śpiewałem, że nie sława, nie fortuna, lecz Miłość jest prawdziwym sukcesem. „Miłość” – pisz zawsze z wielkiej litery… W dalszym ciągu tak samo rozumuję. A na temat tych miraż i pogoni za nimi przytoczę fragment piosenki:
„Lepiej spojrzeć w jutra nic / znieść niemiłe / krytyk kretesy / poskręcanie w wątłą / nić / Bardziej strawne będą /sukcesy…”

- Co Pana – jako człowieka, wrażliwego twórcę – szczególnie ogranicza i uzależnia: wierzenia, przesądy, zasady, postępowania, doświadczenia, konwencje, normy? Z czym pan walczy?

- Tak wiele rzeczy mnie ogranicza, że nawet nie pokusiłbym się ich tu wyliczyć!... Natomiast jako człowiek przekorny, w przeciwieństwie do obsesji powszechnej walki – nie walczę. Jak wiemy, obsesja ta dochodzi do rozmiarów totalnego absurdu, kiedy człowiek – tak zwany bojownik – obrał sobie walkę za cel. Należy wreszcie postawić pytanie: czy i o pokój trzeba walczyć?! A może go czynić…

- …Tak, gdy pieniądz stał się Cesarzem, wszyscy możemy zginąć – nawet bez wojny – w obronie pokoju…

- …Piętno, jakie ciąży na mnie, to jest chyba rok urodzenia. Początek wojny i jej przebieg – choć przecież tego nie pamiętam. W trakcie dorastania wysłuchiwałem mrożących krew w żyłach opowieści jej uczestników. Byli to sąsiedzi, znajomi. Myślę, że ewolucja umysłu ludzkiego powinna w końcu doprowadzić do pojmowania wojny – a więc i walki – jako czystego anachronizmu. Będąc obciążony wszystkimi jej konsekwencjami jestem jednak zdolny popatrzeć w przyszłość i pójść w kierunku nieograniczonym.

- Czy można poznać i przedstawić w twórczości wewnętrzny, psychiczny świat człowieka – te ogromne opory, lęki, sprzeciwy, troski i zahamowania; głębokie, ukryte pokłady wrażliwości – tak często wyśmiewane przez „impregnowanych” i gruboskórnych?...

- …Do końca się nie da, ale każda twórczość artystyczna prawie wyłącznie żeruje na wewnętrznych stanach emocjonalnych. Często dość „kosztownie” balansujemy na tych różnych diapazonach stanów takiej wzmożonej „pobudliwości intelektualnej”. Innymi słowy: cała ta szumna „twórczość” – jest to umiejętne egzekwowanie własnych, często bardzo głębokich stresów. Każdy zaś artysta, w mniejszych lub większym stopniu cierpi na chorobę zwaną schizofrenią. To właściwie wyjaśnia wszystkie motywy i postępowania artystów, o których można by pisać tomy rozmaitych prac naukowych i dysertacji psychologów a nawet – psychiatrów.

- Jesteśmy świadkami niezwykłego postępu nauki, a jednocześnie regresu w dziedzinie moralności, obyczajowości, kultury. Jaka jest – zdaniem Pana – rola artysty z „wysokiej półki”, że się tak wyrażę, we współczesnym świecie?

- No cóż, historia sztuki jest naszpikowana przykładami nieustannych pouczeń i rozpraw moralnych, co jest tylko dowodem na to, że świat pozostaje głuchy i niemy na wszystkie te zagadnienia. Dlatego, jak powiedziałem, artyści z racji swojej podwyższonej wrażliwości, nadwrażliwości – wchodzą wciąż na tę samą trybunę. Głoszenie jednak tych prawd ex cathedra – choć często w wyrafinowanej formie artystycznej – staje się w końcu nawet banalne.

- Jednak nadal korzysta Pan z tej trybuny…

- Tak. Wygłaszam i ja moralitety. Wydaje mi się, że każdy nowy tekst – to jakbym wyjął kolejną drzazgę z licznych zadraśnięć, którymi mnie częstowano. Smutne to, bo czasem zbyt ciężkich zranień doznawałem – prawie wyłącznie ze strony świata artystycznego. Twórcy są specjalną kastą w natłoku ludzkim i w swej zachłanności na pochwalne dyplomy są zdolni do najbardziej prymitywnych intryg, pomniejszeń i pomówień wszystkich konkurentów. Trzeba nieraz mozolnego wysiłku, żeby zmyć z twarzy ów domalowany makijaż przez osoby trzecie. Konkluzja jest taka: być artystą – znaczy bronić swojego imienia.

- Jak dzisiaj interpretuje Pan i pojmuje słowa przeboju „Dziwny jest ten świat”, w którym wyśpiewał Pan główną nagrodę na Festiwalu Piosenki w Opolu, w 1967 roku. A pytam o to po blisko trzydziestu latach od tego pamiętnego wydarzenia…

- O ile dziwiłem się mając wówczas dwadzieścia kilka lat – jednocześnie wyrażałem nadzieję i wiarę w tak zwana dobrą wolę człowieka – to dziś jeszcze bardziej się dziwię, ale już z bardzo nikłą, „śladową” nadzieją. Choć wciąż wierzę w mądrość – czy jednak człowieka?...

- Nadal wierzy Pan w słowo?

- Słowo jest jedynym moim sposobem manifestowania tych samych utrapień. W ostatnich latach sam napisałem bardzo wiele tekstów, w których omawiam detale dziwnego świata. Tęsknię jednak do momentu, w którym zajmę się już tylko formami czystymi – abstrakcyjnymi, gdyż ta nieustanna wiwisekcja postaw ludzkich staje się męcząca.

- Swój pierwszy wielki przebój – argentyńską malaguenę – zaśpiewał Pan w finale I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie, w 1962 roku. Jak z perspektywy tych wielu, wielu lat ocenia Pan rozdzieranie szat i te wrzące, gorące dyskusje – jakże często pozamerytoryczne – na Pański temat, jakie przetoczyły się z niebywałym hukiem i jazgotem… przez naszą prasę?

- No cóż, w którymś ze swoich tekstów użyłem sformułowania: „Gdy odlecę z kluczem żurawi, wtedy dopiero własnym śmiechem się udławi – ironia”….

- Świat Pana muzyki wydawał się dziwny dla tak zwanej przeciętnej opinii publicznej. Dziwiono się, że Niemen śpiewa niezgodnie z nadwiślańska tradycją wokalistyki, że ubiera się też jakoś tak dziwnie, że krzyczy – przeciwko komu i dlaczego?...

- Jak to się mówi: wet za wet. Zło krzyczy na mnie, a ja na zło…

- Większość z nas nie posiada w ogóle żadnej pewności, przeto staramy się ją wyrabiać – tworzyć sztucznie, a tym samym zmienia się ona w egocentryczną pewność swego „ja” i zamyka nas w jego kręgu. Jak jest w Pana przypadku?

- Jestem coraz surowszym krytykiem samego siebie. Jeżeli jakiś tekst czy kompozycję akceptuję, to już przeważnie ze znużenia – w przeświadczeniu, że nic lepszego już się nie da z tym zrobić. Chyba, że coś odstaje od moich wyobrażeń – wówczas wyrzucam efekt mozolnej pracy do kosza… Podziwiam tych wszystkich, którzy są tak pewni swojej wyjątkowości i nieomylności. Oni – przeważnie chwaląc samych siebie – powiadają, że odrzucają tylko fałszywą skromność… Rzeczywiście, fałsz należy odrzucać. Czy jednak prawdziwie skromny człowiek może popaść w prawdziwą pychę?... To dopiero byłby fałsz…

- Skoro o skromności mowa – czy ludzie o szczególnych uzdolnieniach, artyści, mają prawo być „nieznośni” dla otoczenia, wymuszając na nim niejako specjalne przywileje?

- Wielu artystów uzurpuje sobie takie prawo. Jestem przeciwnikiem chełpienia się, nie tylko, żeby nie poniżać lub nie pomniejszać innych, ale żeby być w zgodzie z pięknym pojęciem: „…cisi i pokornego serca…” Tylko oni przejdą przez Ucho Igielne…

- Nie zawsze był Pan wierny własnym deklaracjom artystycznym. Samba, bossa nova, piosenki ludowe, przeboje angloamerykańskie, songi rockowe, poezja śpiewana, rosyjskie pieśni, ballady i „dumki”, muzyka elektroniczna… Skąd brały się te nagłe zmiany stylów i upodobań?

- Z wielkiej niepewności – o czym już mówiliśmy wielokrotnie i za każdym razem. Zapomniałeś, jak poprzednio rozmawialiśmy o pokorze, poszukiwaniach siebie i tej wielkiej niepewności… Szczycę się jedynie z tego, że jestem człowiekiem i nie przeminęło mi to z wiekiem… Akurat tobie nie muszę tego doprecyzowywać i objaśniać…

- Akurat podczas tego naszego spotkania zapytam: jakie względy zadecydowały o ostatecznej przemianie Niemena „zbuntowanego” – w Niemena „poszukującego”? W końcu odszedł Pan od żywiołowej ekspresji rockowej w kierunku zapewniającym Panu swoistą nobilitację artystyczną i stwarzającym barierę ochronną przed atakami ideowymi i obyczajowymi: współpraca z wybitnymi i uznanymi muzykami jazzowymi, śpiewana poezja Norwida i Mickiewicza, komponowanie muzyki dla teatru, filmu, baletu…

- …Ta dość skrupulatnie wyliczona przez ciebie różnorodność przemian – jest już także poza mną. Właściwie idąc dalej – cofnąłem się. Moje piosenki w tej chwili są przypuszczalnie bardziej rockowe niż kiedykolwiek.

- Hmm… Rock w Pana latach?...

- Czy doprawdy myślisz, że dzisiejsi rockmani – kiedy osiągną wiek bardziej sędziwy – będą sobie podśpiewywać „Kukułeczkę”? Przecież ja w ich wieku rock`n`rollowałem i to ostro, i wcale nie chcę się tego wyzbyć! A przynajmniej niech mi nikt nie wmawia, że jest to domeną li tylko nastolatków!

- Dzisiaj spotykamy się znowu, tak więc zapytam: co Pana postawę, wrażliwość, zdolności, charakter, kształtowało w młodości: atmosfera i klimat domu rodzinnego, stosunek do tradycji, wpływ autorytetów najbliższych? Co Pana szczególnie uwrażliwia?

- Wyniosłem z domu bardzo wiele, ale nie sprzęty i pieniądze, jak to dziś robią młodzi… (śmiech – przyp. red.). Szczególnie za sprawą ojca – wyniosłem z domu właściwe pojmowanie sprawiedliwości, jak to z „Mojej piosnki” Norwida: „ Tak za tak, nie za nie”. Stąd moje pewne ciągoty moralizatorskie. Jeśli chodzi o muzykę – brzdąkałem na fortepianie, gdy miałem już kilka lat. Ojciec opowiadał mi o Paderewskim, Kiepurze…. A ja jako dziewięcioletni chłopiec śpiewałem w chórze kościelnym. W domu oczywiście wszyscy muzykowali, śpiewali pieśni patriotyczne, ludowe, ballady. Naturalnie, musiałem mieć już od urodzenia zakodowaną wrażliwość na dźwięk, skoro aż do tej pory w tym się grzebię.

- Od chwili, gdy czujemy się zaspokojeni, przestajemy być twórczy. Na pewno Pan zastanawiał się nad tym problemem, tą kwestią, jak pozbyć się tej żądzy samozadowolenia? Nic nie zdobywać, nie gromadzić, nigdzie nie zarzucać kotwicy, nie szukać bezpiecznego schronienia – aby ciągle być w stanie twórczego napięcia, niepokoju oraz swoistej „nerwicy myśli”?

- Czasem nie da się łączyć filozofii: nie zdobywać nic, nie gromadzić, nie pożądać, jako wyższe stadium szczęścia – z bytem twórczym. W tym przypadku nawet odrobina narcyzmu jest konieczna. Jakkolwiek bardzo często leżę na kowadle, a młot stara mi się wybić z głowy dalsze działanie….

- Czym jest dla Pana doświadczenie?

- Prawdziwe doświadczenie dopiero uwalnia człowieka, a nawet pomaga odrzucić źródłowe dogmaty.

- Zajmuje się Pan teraz samotnym komponowaniem w studiu, które zorganizował, wyposażył i pokazywał mi Pan w piwnicach swego domu. Pracuje Pan nad formami szerzej pojętymi – tworząc muzykę elektroniczną. Funkcjonuje opinia, że syntezatory to instrumenty ahumanistyczne. Gdzie tu miejsce na natchnienie?

- Nie uprawiam muzyki elektronicznej z tej stereotypowo pojętej „szufladki”. Korzystam natomiast z instrumentów najnowszych czasów. Syntezatory – jak sama nazwa wskazuje – są dopiero syntezą wszystkiego, co w dziedzinie dźwięku istnieje naprawdę. Humanizm przez stulecia zamknął nas w sferze upodobań i przyzwyczajeń do dźwięku naturalnego. Tylko, że jego natura jest znacznie szersza. Nieprzypadkowo odkrywano po kolei w muzyce współczesnej nie stosowane wcześniej sposoby wydobywania dźwięku – nawet z instrumentów akustycznych. Wreszcie arsenał możliwości tak się rozszerzył, że w tej chwili próbuje się jednak wracać – przynajmniej częściowo – do starej estetyki w nowym wydaniu. Ja także to robię. Na przykład tak zwane semplery są niewyczerpywanym źródłem
odtwarzania – w sposób sztuczny oczywiście – wszelkich możliwych brzmień akustycznych, tych swojskich naszym upodobaniom; a nawet mogą umuzycznić wszystkie codziennie towarzyszące nam hałasy i zgiełki. Pozostaje tylko kwestia ludzkiej wrażliwości. Jeżeli ją się posiada, to żaden pozorny chłód sztuczności muzyki nie zabije.

- Twórczość jest środkiem porozumiewania się: to wyrażanie myśli słowami, muzyką, obrazem.. Co przede wszystkim pragnie Pan przekazać ludziom – także piórkiem i pędzlem?

- Wzruszenie.

- Nie stosować się w życiu do żadnego wzoru postępowania – to uniezależnia myśl i daje swobodę. Czy dopiero, gdy umysł nie powiela żadnych obrazów i pojęć – jawi się w nim możliwość przyjęcia tego, co jest twórcze?

- Jest to pewna zasada: często, niestety, pobożne życzenie. Tym bardziej, że jeden człowiek jest mniej lub więcej udaną kopią drugiego. Stąd nakładają się na siebie mimowolne zapożyczenia. Największym problemem w twórczości jest upór w nadawaniu jej cech – w miarę możliwości – indywidualnych.

- Co uważa Pan za najważniejsze w swoim życiu?

- Nie dać się zwariować!!!

- Niechętnie mówi Pan zawsze o swojej prywatności, o swoim życiu rodzinnym i to też określa klasę człowieka, artysty, że nie epatuje publiczności wszystkim co ma lub sobie wymyśli, by tylko być wciąż „na ustach” rozplotkowanych obecnie mediów oraz różnorakich tabloidów, brukowców, bulwarówek. Pana żona jest znaną modelką nie tylko przecież Mody Polskiej – Małgorzata Niemen….

- Tak i mamy dwie córki… Mimo, iż uważam, że artysta powinien być wolnym człowiekiem, to jednak rodzina jest najtrafniejszym miejscem na ziemi. Dla wolnego artysty…

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zlo_ ... --5-a.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemen - wypowiedzi, rozmowy, wywiady
PostNapisane: 23 lis 2014, 19:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30683
NADAL DZIWNY JEST TEN ŚWIAT (rozmowa z Czesławem Niemenem)

Sierpień 28, 2014 — Stanisław Błaszczyna

Jeden z najwybitniejszych muzyków polskich ostatniego półwiecza. Kompozytor – także muzyki filmowej i teatralnej – multiinstrumentalista i wokalista; autor tekstów i poeta. Sam wyznaczał trendy w polskiej muzyce rozrywkowej… Tę listę można by ciągnąć długą, tak jak i przypomnienie wszystkich nagranych przez niego płyt i wylansowanych przebojów. Artysta niezapomniany.
.

- STANISŁAW BŁASZCZYNA: Zacznijmy naszą rozmowę od powrotu do tamtych „dziwnych” lat 60-tych, kiedy pojawił się pan w przestrzeni publicznej. Czy ten raczej negatywny stosunek starszego pokolenia do pańskiej muzyki w początkach kariery, ta anatema rzucona na pana przez rodziców fanów Niemena była czymś dokuczliwym? Jak pan sobie dawał z tym radę?

Obrazek
Czesław Niemen na koncercie... (zdjęcie własne)


- CZESŁAW NIEMEN: Tak, było coś takiego. Stary jak świat konflikt pokoleń. Ale z reguły dzieci jest więcej, a poza tym rodzice – tak na poważnie zajmując się innymi sprawami – nie zdołali mi w niczym przeszkodzić. Oczywiście, było wiele antagonizmów, ale to normalne – taka socjologiczna prawidłowość. Wtedy też miał miejsce ruch hippisowski, w którym nigdy nie uczestniczyłem, choć w ruch kontestacyjny byłem zamieszany. Moje teksty miały nośność kontestacji, co było bardzo niestrawne dla naszego systemu, w którym funkcjonowałem. Ale ponieważ miałem kontakty zagraniczne, to byłem w pewnym sensie nienaruszalny. Wiem, ze istniały jakieś „macki” stamtąd, żeby nie dopuścić do mojej większej kariery.

- Pamiętne są losy pańskiego utworu „Dziwny jest ten świat” i jego bojkotu przez polskie media. Jakie były przesłanki tego zakazu? Czy nie utwierdziło to pana w przekonaniu, że ludzie zazwyczaj nie chcą znać prawdy – zwłaszcza ci wpasowani w jakiś ideologiczny system?

- Nieopatrznie w 1967 roku prezes Sikorski, szef Radiokomitetu, przyznał mi jedną z głównych nagród w Opolu za tę piosenkę. To był taki moment nieuwagi ze strony decydentów. Ale później dotarło do nich, że jednak był to wyłom totalny i zaczęto – pod pretekstem szukania zarzutu, jak na tamte czasy bardzo istotnego – uważać ją za piosenkę antysocjalistyczną. No bo jak „dziwny” może być świat w tak pięknym ustroju. Zaczęły obowiązywać niepisane dyrektywy – to tu mnie wyrzucono, to tam. Wystarczył telefon, sugestia… Później śpiewałem na koncertach teksty Zbigniewa Herberta, też bardzo adekwatne do „ery sukcesu”, ale już na płytę nie pozwolono mi ich nagrać.

- A po latach? Jak teraz widzi pan ten świat?

- Mnie świat interesuje jako cud niepodważalny. Zdziwienie, a właściwie zachwyt światem. Na „Terra Deflorata”, mojej ostatniej płycie, jest taki tekst: „Dałeś nam Panie Cud Wszechświata, Ziemię”. Bo z Ziemi czerpiemy wszystko. Dlatego martwi mnie bezmyślność człowieka, który jej nie szanuje. Chociaż podnoszą się głosy ostrzegawcze, rozsądku. Jest poważnie przeludnienie, co może grozić zatruciem totalnym, jeśli będziemy postępować w takim tempie. Ale tu chodzi nie tylko o sprawy fizyczne, materialne – również o ludzką mentalność. Taka np. ideologia komunistyczna mentalnie oszpeciła człowieka w wielu krajach. Na szczęście upadła i tylko gdzieniegdzie podnosi jeszcze ten swój łeb hydry, zatruwa utopijną mrzonką. Lecz tu nie tylko o nią chodzi, bo w politycznych głowach nadal roją się różne niebezpieczne dla nas wszystkich – i dla świata – idee.

- W tym miejscu jest okazja na pytanie właśnie o pańskie preferencje polityczne. Jeżeli miałby się pan określić politycznie, to z jakim obozem identyfikowałby się pan najbardziej – czy też raczej: ku jakim poglądom skłaniał?

- Nie mam preferencji politycznych. Na „Terra Deflorata” jest również taki tekst: „Nikt mnie nie nakarmił ideami świata…”, albo: „… pomińmy brednie ideologów”.

- Może to zabrzmi jak wywoływanie upiorów przeszłości (nie tak znów odległej), ale co sądzi pan dzisiaj o bojkocie artystów po wprowadzeniu stanu wojennego?

- Stan wojenny był w Polsce okresem bardzo ciężkim, dlatego choćby, że zastopował piękny ruch „Solidarności”. I akurat wtedy zamieszano mnie w rzekome poparcie reżimowej junty, generalskiej 13-ki. Na domiar złego przypisywano mi, jakobym należał do szeregów PZPR – co w ogóle było totalnym nieporozumienie i bzdurą. Otóż, ja nigdy do żadnej partii się nie zapisywałem, ojciec wpoił we mnie taką zasadę. Choćby dlatego, by nie szukać przeciwników. Muszę tutaj przytoczyć bardzo piękną fraszkę Cypriana Norwida na temat partii, którą tak przewrotnie zatytułował „Miłość”:

Obrazek
… i prywatnie (zdjęcie własne)


Jeżeli szukasz nieprzyjaciół
swoich nieprzyjaciół
To jakbyś szukał ostrza,
żebyś w ranę zaciął
I nie jesteś z miłości
ogólnego ducha
Lecz z ducha partii,
który co pochlebne słucha…

Przynależność do jakiejkolwiek partii to bielmo na oku. Wszystkie racje rozczłonkowane, to półprawdy. Nigdy więc w żadnej partii nie byłem, ale popierałem np. ruch „Solidarności”, bo widziałem w nim solidarność narodu, który chce i musi odrzucić to, co mu było nienawistne, co doprowadziło do ruiny.

- Jednak po 13 grudnia 1981 roku wystąpił pan w telewizji…

- Znów przytoczę cytat: „Kto ma lepszą sztukę, ten ma lepszy rząd” – to z Herberta. Więc decydenci, już od połowy lat 70-tych, umizgiwali się i do mnie. Próbowali mnie wmieszać w swoją strukturę rządzenia kulturą, przypasowywać do obrazka. Ja jednak uparcie robiłem swoje. Np. prezentując Norwida, czy własne teksty – mówiłem wprost, co było niemiłe dla systemu. Oni przymykali na to oczy i mówili: „Dobra, niech sobie mówi, ale żeby nam tutaj coś zagrał”. Tak było zresztą po stanie wojennym z całym ruchem młodzieżowych orkiestr rockowych. Taki Jarocin (Festiwal Muzyki Rockowej – przyp. StB) na przykład. Kto tym kierował? Przecież ZMS (Związek Młodzieży Socjalistycznej będący „satelitą” Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – przyp. StB). I nie zważali na to, że młodzież takie ewidentne wrzuty im tam słała, co dziś robi pod adresem innej władzy. Jak to młodzież!
Tak, że i mnie gdzieś ta machina zagarnęła, gdzieś w te swoje tryby wciągnęła. No i w tym nieszczęsnym stanie wojennym podrzucono fragment mojego wywiadu do Dziennika TV, który zapowiadał jakiś facet w zielonym mundurze. I to wystarczyło.

- Ale skąd oni to wzięli, gdzie i kiedy było to nagrane?

- Szczegóły będą w książce, nad którą teraz pracuję. W 1981 roku robiłem program świąteczny, który właściwie firmowany był przez „Solidarność”. Zresztą, pod tym szyldem robiłem wówczas wiele innych rzeczy… Do czego zmierzam? Wiem dzisiaj, że nagonka na mnie w tym okresie była przeprowadzona specjalnie, żeby mi zrobić… „opinię”. To była jedyna broń. Mogli mnie zamknąć, ale wtedy byłbym ewidentnym bohaterem. Podobnie postąpiono np. z Danielem Olbrychskim, którego wypuszczono natychmiast za granicę. Nie chcieli bohaterów.

- Ponoć bojkotowała pana tutejsza chicagowska Polonia, jako że przyjechał pan „stamtąd”, komuniści dali panu paszport – to było podejrzane.

- Śmieszny zarzut, wtedy wydawał mi się nawet groźny. Dobrze to pamiętam, mam materiały, ulotki z tamtych groteskowych wieczorów przed klubem „Cardinal”. Później dowiedziałem się jeszcze innych rzeczy. Te wszystkie bojkoty były po prostu robione przez ambasady, konsulaty, według dyrektyw czynników bardzo mocno postawionych na Wschodzie, m.in. przez ambasady sowieckie. Chciano po prostu zniszczyć nazwisko „Niemen”, które od samego początku było solą w oku różnym czynnikom krzywo patrzących na moje poglądy, niby to rewizjonistyczne. Po wojnie, jak wiadomo, rzeka Niemen znalazła się w innym państwie.
A wracając jeszcze do Grudnia ’81 i owego świątecznego programu… Powstał on oczywiście dużo wcześniej, a w grudniu – mając cały czas kontakt z „Solidarnością” – dowiedziałem się, że szuka mnie jakiś pułkownik. Trochę się ukrywałem, żonę nachodził, w końcu dorwał mnie którejś nocy i mówi: „Proszę się nie obawiać – mówi – pan taki program nagrał, my chcemy go wyemitować, ale chcielibyśmy zapytać dlaczego to on jest taki religijny”. Na co ja mu wtedy powiedziałem, że z wszystkich ideologii, jakimi mnie do tej pory karmiono, została mi jedna: „Nie czyń bliźniemu swemu, co tobie niemiłe”. Jednak pułkownicy pokazali moją twarz w Dzienniku. Niestety, nie widziałem. Z przyzwyczajenia bojkotowałem godzinę „dobrobytu”. Wtedy zaczął się też kształtować bojkot całej umundurowanej telewizji.

- Na gwałt szukali wówczas ludzi, żeby tylko zapełnić te okienka w telewizji i pokazać, że nic się nie dzieje.

- Było to perfidne. Olbrychskiemu dali paszport, Wajda wyjechał, mnóstwo ludzi wtedy puścili. Mówili: „Jedźcie, nie bruździe nam tutaj”. Poza tym, mnie paszportu dawać nie musieli, bo go po prostu cały czas miałem.

- Jak pan to wszystko odbiera dzisiaj, kiedy sprawy te trochę okrzepły, emocje się wyciszyły?

- Mam tylko żal do niektórych ludzi z opozycji, którzy okazali się tak naiwni i wykazali się tak małą wyobraźnią, że mogli dopuścić do powstania opinii, iż ja miałem być prokomunistą, czy komunistą czy wręcz kolaborantem – co już w ogóle zakrawało na kpinę. Ale, widzi pan, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ten cały bojkot miał oczywiście swoje złe, ale też i dobre strony. Złe, gdyż mnie wtedy sporo nadenerwowali, byłem w kiepskim stanie, na ogół depresyjnym i w ogóle z trudem to znosiłem. Zamiast czterech tygodni tutaj, byłem osiem. Później pojechałem jeszcze do Nowego Jorku i Kanady, a po powrocie zacząłem cały cykl koncertów w Polsce.

Obrazek
Niemen enigmatic (zdjęcie własne)


- Pamiętam dobrze. Odbierałem to nawet jako swoisty pański come-back – nowa płyta, nowe wersje starych nagrań, entuzjastycznie przyjęty koncert w Sopocie i nagroda tamże…

- A tu były takie sugestie, że ja już w Polsce nie występuję, bo mnie naród tak znienawidził, że nikt nie przychodzi na moje koncerty.

- Podobno ostatnio w kraju nawet (czy też przede wszystkim) artyści wołają „komuno wróć!” Nikt chyba nie traktuje tego poważnie – gdyż biegu historii nie da się odwrócić, pewne epoki odchodzą w przeszłość bezpowrotnie – ale ma to wydźwięk raczej gorzki i smutnawy. Czy nie jest jednak prawdą, że ówczesne warunki (mam tu na myśli lata 60-te i 70-te) stwarzały twórcom polskim pewnego rodzaju komfort materialny pozwalający na znaczną swobodę twórczą – zwłaszcza wtedy, gdy była ona indyferentna politycznie (chociaż nie było to regułą), a przynajmniej sprawiała takie wrażenie? Ten państwowy mecenat, niekiedy wręcz opiekuńczość, zapewne wielu wspomina dziś z tęsknotą i rozrzewnieniem.

- Każdy sądzi według własnego statusu. Ja komfortu nie miałem. To, co zarobiłem, to dzięki moim wyjazdom za granicę. Krajowe stawki dla artystów estrady były wówczas śmieszne. Podczas, gdy rzeczywiście jest wielu artystów, którzy muszą dzisiaj zabiegać o wszystko, a wtedy mieli komfort. Ci mogą wołać „komuno wróć!” Smutne jest to, że wśród tych, co nie mają co robić, jest też wielu artystów znakomitych. Jeżeli chodzi np. o świat filmu i teatru, to jest to naprawdę smutna sprawa. W latach 70-tych mieli dotacje państwowe, bo „Belzebub kocha sztukę, zapewnia swoim artystom dobre wyżywienie i kompletną izolację od piekielnego życia.” Znowu Herbert.

- Moim zdaniem musi istnieć coś w rodzaju protekcji (państwowej czy prywatnej) nad artystami, bowiem często rzeczy bardzo dobre i wartościowe są po prostu niekomercyjne. Niekomercyjne, bo elitarne – to chyba wynika jedno z drugiego. W krajach wysoko rozwiniętych, bogatych, są też fundusze państwowe, chroniące jakąś tam część kultury, pewne działania artystyczne, które nie przynoszą materialnych dochodów.

- W Polsce też powstają fundacje, ale na razie wszystko to jest w powijakach i nie wystarcza. Przetrwają pewnie tylko ci, którzy byli i są naprawdę wybitni. Mam nadzieję, że się to wszystko jakoś unormuje. Takie przemiany ewolucyjne mogą potrwać kilka lat, lecz sądzę, że obecna trudna sytuacja jest przejściowa.

- Życzę zatem panu dalszych artystycznych sukcesów w kraju, no i przyjemnego pobytu w Ameryce. Dziękuję także za rozmowę, jak również za muzykę której słuchaliśmy przez ostatnie trzy dekady w Polsce, a teraz tutaj, w Chicago.

greydot

Wywiad z Czesławem Niemenem opublikowany został w tygodniku „Relax” (Nr 34/1991)

http://wizjalokalna.wordpress.com/page/2/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemen - wypowiedzi, rozmowy, wywiady
PostNapisane: 14 sty 2015, 13:26 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 22 gru 2014, 12:49
Posty: 3
Lokalizacja: Bielsko-Biała
:) Witam serdecznie. Bardzo lubie sluchaćjego piosenki. :?:
Jednego serca..............................takmało... lub Dziwny jest ten świat.... :?: Ile w piosenkach jego jest prawdy :!:


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /