Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Płyta Spodchmurykapelusza
PostNapisane: 14 lut 2012, 20:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30969
Czesław Niemen - Spodchmurykapelusza (2001)

Spokorniałem i nie męczy mnie głód awangardowego zawracania głowy... Pozostaje pielęgnowanie własnego stylu – napisał w okładkowym komentarzu Spodchmurykapelusza. Płyty, na którą trzeba było czekać jeszcze dłużej niż na Terrę defloratę... To ta sama estetyka brzmieniowa i znów dawka „publicystycznych poezji” Niemena, jego gorzki rozrachunek z otaczającą rzeczywistością. Mówi o iluzoryczności sukcesów życiowych, karier (Doloniedola), wkracza na grunt polityki, przestrzegając przed zgubnymi ideami, naiwnymi utopiami. A w finale, w tytułowym utworze, stwierdza ze smutkiem: czy chcę czy nie chcę/ późno już/ wyznaczać górnolotne cele i przypomina, że miłość najtrwalszy pozostawia ślad.

Niemen-kompozytor i instrumentalista podsuwa nam to, co dla niego najbardziej charakterystyczne. Choć czasami – wyraźnie ważniejszy jest tekst, melodia jakby nie ma znaczenia (Manhattan ‘93)... Pojawia się Niemen-melodyk, jakiego najlepiej pamiętamy, ciążący ku melizmatyce (Spokojnym krokiem). Jeśli w muzyce zaskakuje większym patosem, to wokalnie jest jak kiedyś (Co po nas). Przypomina, że potrafi wprowadzić do swej twórczości sporo z atmosfery muzyki klasycznej. W poważnej Sonancji, śpiewanej spokojnie, mamy melodię wokalną z kontrapunktem instrumentalnym i nawiązanie do improwizacji organowych w stylu Bacha... A gdy tekst tego wymaga, potrafi też z powodzeniem zaproponować kompozycję w żartobliwym klimacie, wpadającą w ucho i... z odniesieniem do pieśni masowej (Jagody szaleju). Mogą też wyszukać coś dla siebie ci, którzy lubili Niemena soulującego (Doloniedola) czy bardziej elektroniczno-rockowego (Śmiech Megalozaura).

Wiesław Królikowski

Wydawca: Pomaton EMI

1. Spokojnym krokiem
2. Trąbodzwonnik
3. Nie wyszeptuj
4. Śmiech Megalozaura
5. Jagody szaleju
6. Pojutrze szary pył
7. Sonancja
8. Manhattan ’93
9. Co po nas
10. Doloniedola
11. Antropocosmicus
12. Spodchmurykapelusza

Niemen – voc, wszystkie instrumenty

http://zbroiowisko.pl/viewtopic.php?f=55&t=5572


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Płyta Spodchmurykapelusza
PostNapisane: 16 lut 2012, 20:54 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Obrazek

Obrazek


Artysta z czterdziestoletnim dorobkiem, poeta, malarz, kompozytor, wyjątkowy głos, legenda estrady, wielka osobowość.

Sztuka zaangażowana

Artysta z czterdziestoletnim dorobkiem, poeta, malarz, kompozytor, wyjątkowy głos, legenda estrady, wielka osobowość.

Czesław Niemen

Po dwunastu latach od wydania płyty "Terra Deflorata", oczekując na zmniejszenie plagi piractwa fonograficznego, wydał autorski album o słowotwórczym, żeby nie powiedzieć modernistycznym tytule "Spodchmurykapelusza". W międzyczasie ukazywały się kolejne reedycje z dawniejszych nagrań Niemena w Polskich Nagraniach i nie tak dawno w serii Pomatonu "Złota kolekcja" - "Czas jak rzeka". Zrealizował muzykę do spektaklu plenerowego "Księga Krzysztofa Kolumba" (Gdynia 1992), nagrywał z grupami artystów (Moja i twoja nadzieja, Osiem błogosławieństw), występował w kraju i za granicą (USA, Australia).
W 180. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida, 20 października 2001 r., wystąpił w Kościele Polskim w centrum Paryża (w tym samym, do którego poeta uczęszczał w XIX wieku, żyjąc na emigracji). Od ponad dziesięciu lat publikuje felietony, dzienniki i wiersze w miesięczniku Tylko Rock.

Płyta "Spodchmurykapelusza" prezentuje twórczość poetycką Niemena w bogatej, nowoczesnej oprawie muzycznej. Wokalna interpretacja poetyckiego tekstu mająca rytmikę i rockowe frazowanie, daleko wyprzedza obiegowo rozumiany kanon poezji śpiewanej.
W lutowym numerze pisma "Estrada i Studio" czytamy w recenzji autorstwa Krzysztofa Zielińskiego:
Po raz któryś okazuje się, że tak zaśpiewać może tylko Czesław Niemen, dla którego nie ma trudnych fraz, melodii, interwałów. Niesamowita skala i jakość głosu sprawiają, że możemy usłyszeć jak pięknie i przekonująco może zabrzmieć linia wokalna.

W załączonej do płyty książeczce Niemen umieścił teksty i reprodukcje własnych komputerowych prac graficznych. Aukcja tych prac odbyła się podczas wernisażu w galerii Katarzyny Napiórkowskiej, połączonego z promocją płyty. Całkowity dochód z aukcji został przeznaczony na zakup sprzętu edukacyjnego dla polskich szkół na Litwie.
Zaangażowanie w sprawy społeczne oraz klarowny światopogląd to cecha osobowości i twórczości poetyckiej Niemena, którą rozpoczął w roku 1967 autorską piosenką Dziwny jest ten świat.

Twórczość Niemena tak jak kiedyś, również obecnie jest przedmiotem wielu komentarzy, a niektóre odzwierciedlają - bardziej lub mniej usprawiedliwiony - niedostatek wiedzy.
Poprosiliśmy artystę o wypowiedź na temat motywów towarzyszących powstawaniu utworów nagranych na tej płycie, ich genezy, źródeł inspiracji i sposobów realizacji. Pasjonujące zwierzenia zza kulis warsztatu twórczego Niemena wysłuchał i zanotował Janusz Popławski, dzielący się na koniec refleksjami o muzyce na płycie.

Spokojnym krokiem

Kiedy zaczynaliśmy tworzyć muzykę rockową, panowało przekonanie, że język polski nie nadaje się do śpiewania jazzu czy rocka.
Pamiętam jak powszechne było "lengwidżowanie", nawet jeśli wykonawca nie znał języka angielskiego. Często były to niby słowa - tak zwane "rybki" udające oryginał.
Nie podobało się to, rzecz jasna, ówczesnym "czynnikom", mimo że takie niuanse dla nich nie zawsze były rozróżnialne.
Chodziło bardziej o kopiowanie zachodnich wzorów.
Franciszek Walicki, założyciel zespołu Niebiesko-Czarni, w 1962 roku zainicjował nowy trend pod hasłem: "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki".
Ale pierwsze piosenki były banalne w treści, między innymi dlatego, że szukaliśmy męskich rymów z akcentem na ostatnią sylabę. Co oznaczało tylko jedno: fraza musiała się kończyć jednosylabówką. Ale ile mamy takich SŁÓW, jak to ostatnie? Głów, snów, ów, bzów, dziur, bzdur etc., i tak dalej, i temu podobne. Olśnienia doznałem dopiero, kiedy po raz pierwszy usłyszałem Karuzelę z madonnami w ekspresyjnym wykonaniu Ewy Demarczyk. I choć nijak to się miało do wymogów rocka, myśl zaczęła kiełkować. Po latach nauczyłem się posługiwać akcentem na przedostatnią sylabę, nie tracąc nic z muzycznego groov'u. Dzisiaj już nie ma problemu - prawie każde polskie słowo można interpretować rytmicznie tak, aby nadać mu dynamikę i ekspresję o dużej sile wyrazu, jak w oryginalnej muzyce rockowej czy rhytm & bluesowej.

"Spokojnym krokiem" napisałem pod koniec ostatniej dekady minionego wieku. W pewnym stopniu jest to projekcja koszmarnego snu z przeszłości. Tekst jest alegorycznym obrazem ucieczki przed (ex)wiedźmą, nieprzychylną prasą cmokierskiej branży lat 70. próbującej dezawuować mnie jako muzyka i kompozytora.
Ci, którzy dziś nie nadążają za moim tekstem, niech rzeczywiście biją się w czoło sami, skoro opamiętanie nie jest w stanie ich wyręczyć. Konkluzja - czytelna.
Cierpliwie przetrwałem, gdy oni pozostali, drepcząc dalej w oddalającym się i coraz bardziej słabnącym zgiełku...

Trąbodzwonnik

Ta płyta od początku miała być rozliczeniem z niesprawiedliwym traktowaniem mnie jako niepokornego nonkonformisty. Ponieważ nikt ze mnie nie ulepił maszynki do zarabiania pieniędzy, Departamenty Tchórzliwych Podejrzeń do tej pory coś mi imputują.

W Trąbodzwonniku mówię o dyktaturze - skrytej, jawnej, zabawnej...O niepełnosprawnych intelektualnie, którzy uzurpują sobie prawo do posiadania dóbr nie przez siebie wypracowanych. A także o niepełnosprawnych seksualnie - w domyśle - Man's, Man's World (męski świat pełen poronionych wynalazków ostatnio -viagra).
l nie chodzi tu o jakikolwiek przytyk pod adresem nadpobudliwych seksistów, ci są zawsze supersprawni. Irytują mnie nieudolne próby amerykanizacji wszystkich aspektów życia, szczególnie rozrywki. Czyż to nie śmieszne, że chcemy zadziwiać prekursorską w tym względzie Amerykę, nie zawsze mając w sobie dość finezji twórczej i wykonawczej?

Nie wyszeptuj

Ten tekst napisałem kilka lat temu. To jasne, że nie należy się cieszyć czyimś upadkiem ani śmiercią. Życie jest mgnieniem, jak lot meteorytu. Więc ciszej... Nie tak błyszcząco i nie po trupach szukajmy drogi do szczęścia...
Muzyka powstała w studiu latem 2001 r. Fletowe i gitarowe brzmienia pochodzą z najnowszego instrumentu Yamaha Motif, który obok VL-1 stanowi szczytowe osiągnięcie w technologii rejestracji i tworzenia próbek brzmień. Ale korzystam tu z arsenału także zabytkowych już modułów Yamahy TX 816 (basy), Synthi (loopy) i innych, że wspomnę o własnych próbkach brzmień. Smyczki (jak żywe) uszlachetniają tematy (intermezza).

Śmiech Magalozaura

Śmiech...
jest rockowo-elektronicznym odkryciem na długo przed dzisiejszym nudnym techno. I słowa, i muzyka powstały jednocześnie w połowie lat osiemdziesiątych.
Nawiązuję tu do problematyki grzechu pierworodnego i jego konsekwencji poruszanej już w tekście Począwszy od Kaina na płycie "Terra Deflorata".
Homo sapiens zaczyna proces samounicestwienia. Spadkobiercy agresywnych cech antropoidów dają co chwila "popalić" w sześciomiliardowym natłoku...

Jagody szaleju

To oczywiście groteska najczystszej wody. Ostatnio miliony ludzi szaleją w rytm muzyki pseudofolkowej tak, jak przed laty w rytm pneumatycznej młócki disco polo. Zawsze miałem awersje do owczego pędu - "Teraz się tego słucha, śpiewa i tańczy...". Folgowanie na folku przynosi, moim zdaniem, więcej szkody oryginalnej muzyce folklorystycznej, niż pożytku. Bylejakość i siermiężność konkuruje, dzięki mediom, z dobrym smakiem. Wszelako prawda jest taka, że ...nie wszyscy rodacy są byle jacy... Humor w tej kompozycji jest adekwatny do skojarzeń (w refrenie) z poprzednim marszopędnym systemem (miliony rąk / milionów nóg...). Masowego wodzirejstwa do tej pory nie udaje się zdymisjonować. Jednak kontrapunkty fagotowe pochrząkują w tym fokstrocie pobłażliwymi tonami, łagodząc nachalną inwazję kiczu.
Pochodzę z ongiś wesołej, kresowej wioski - znam się na rzeczy. Niech więc nikt mnie nie uczy, co to jest folklor.

Pojutrze szary pył

To osobista, autobiograficzna refleksja. Bardzo szanowałem mojego Ojca, ale po wielu latach uświadomiłem sobie, że nie byłem wystarczająco wrażliwym na jego zmartwienia. A przecież doświadczenie wieku dojrzałego dopada każdego z nas, niezależnie od tego, jak będziemy napinać muskularne ramiona w beztroskim, nicpońskim życiu. Jakże często młodość musi przeminąć, by ...pojąć / że młody grzbiet i pięści - siła dziś / pojutrze szary pył...

Instrumentarium jest dopowiedzeniem tekstu, jako dialog dwóch światów - dwóch pokoleń. Fletowe dźwięki (rozsądek, dojrzałość) wciąż są tłamszone przez wojującą, nie znoszącą sprzeciwu gitarę rockową. Syn marnotrawny czasem wraca, lecz ciągle zbyt wielu młodych ludzi, ufnych w siłę swoich mięśni, idzie w niewiadomym kierunku, czasem bez szans powrotu.

Sonancja

Szczególnie drażni mnie manierystyczne nadużywanie wulgaryzmów, jako "odkrycia" w nowomodnej poezji "toaletowej". Tak zwani postmodernistyczni artyści twardziele są dziś postrzegani jako przewodnia siła "twórcza" nowej Ery. Niezły bełkocik... Są również znawcy - publicyści, którzy ustalają, kogo przyjmą do grona pomazańców, a kogo obsmolą furią pogardy.
Żadne przesłanie poetyckie, a szczególnie to Norwidowe o - poezji i dobroci, jako uwieńczeniu pracy autorskiej, na końcu dziejów zdaje się już nie obowiązywać...
W Sonancji próbuję przeciwstawić się jarmarcznym stosom w przenośni i dosłownie.
Odkrywam wyjątek - perełkę. Symbol prostoty, lecz także zachwycający przez swoją unikalność. A wkoło chaos gęstnieje i basują mroczne gromy.
Stąd ta dżungla w aranżacji, na przemian z praorientalnymi motywami, jakby to były echa rodem ze starożytnej Mezopotamii, gdzieś z płododajnych dolin Eufratu...

Manhattan '93

Kosmicznym widokiem Manhattanu zachwyciłem się po raz pierwszy w 1973 roku, kiedy nagrywałem album "Mourner's Rhapsody" dla ówczesnej CBS International.
Ale dopiero dwadzieścia lat później dane mi było wystąpić na deskach broadwayowskiego Town Hall. Okazją było 30-lecie mojej pracy twórczej.
Pierwszą piosenkę "Wiem, że nie wrócisz "napisałem w maju 1963 roku w Krakowie. I oto emigrant (krakowianin), Józef Ruszar, podjął się zorganizowania mojego recitalu na Bradwayu (8 maja 1993).
Uwieczniłem ten fakt refleksyjnym tekstem, a po zakupieniu pierwszego, najszybszego wtedy, komputera (Macintosch Quadra 950), namalowałem myszką pierwszy obrazek Cosmocity.
Dziewięć lat później, w 2001 roku (znowu maj) odkryłem w swoich zapiskach owe szkice i wpadłem na pomysł bluesowej formy muzycznej. l tak powstała piosenka pt. Manhattan '93.

Po 11 września trochę niesamowicie brzmi fraza końcowa ...dobrze, że moi rodacy / emigranci znad Wisły / nie zawiedli / w przeprawie / przez Hudson River / by odkryć /, że drapacze białych obłoków / nie są tu aż tak niebotyczne...
A przecież, pisząc ten tekst, miałem na myśli włączenie się Polaków do ogólnoamerykańskiego życia kulturalnego, a nie zamykania się w podnowojorskich klubach polonijnych.

Co po nas

Na początku lat 90. było kilka bezsensownych śmierci i ta - szczególnie niepotrzebna.
W wypadku samochodowym zginęła wokalistka Niebiesko-Czarnych, Ada Rusowicz.
Napisałem wówczas tekst O przemijaniu pt. "Co po nas" i odtąd, niemal zawsze tym utworem zaczynałem swoje recitale, aż przyszedł czas na umieszczenie go na kolejnej płycie. Jedna z najsmutniejszych piosenek, jakie napisałem. Idźmy więc naprzód / świadomi / pozostawiania za sobą śladów / których potomni / nie tylko z lenistwa / nie odczytają...
Po niedawnych pożegnaniach Stanisława Zybowskiego, Grzegorza Ciechowskiego i Heleny Majdaniec, świadome podążanie naprzód tylko mnoży pytania, na które nie ma odpowiedzi.


Doloniedola

Ta kompozycja to swoista kontestacja nowofalowego rocka, obecnego (ni stąd, ni zowąd?) w TVP w pierwszych latach stanu wojennego. Z chwilą podjęcia wyzwania i powrotu na scenę w 1984 roku, wykonywałem ją na każdym koncercie, między innymi na Festiwalu w Jarocinie ('87). Pytano mnie wówczas, czy nie obawiam się występu przed gniewną punkrockową publicznością. W trakcie występu odniosłem wrażenie, że młodzi dobrze się bawią. Jedynie pod koniec koncertu zaczęły do mnie docierać skandowane okrzyki (wydawało mi się, że krzyczą jakieś brzydkie słowo), ale tym słowem okazał się... zespół Turbo. Dopaliłem wtedy z mojej Robotestry Doloniedolę i pogo zafalowało na widowni ze zdwojoną siłą.

Antropocosmicus

Fagot to instrument mojej młodości. Zanosiło się na to, ze zostanę fagocistą i osiądę w filharmonii. I pomimo zauroczenia gitarą, dalej uwielbiam to aksamitne i dowcipne zarazem brzmienie. Mój profesor, Maksymilian Piłat, bardzo żałował, że nie wyterminowałem w Średniej Szkole Muzycznej w Gdańsku. C'est la vie...
Po latach wracam do brzmień fagotowych i ze zdumieniem odkrywam jego wyróżniającą się, na tle nawet najgęstszej faktury instrumentalnej, barwę. Można nią ilustrować wszystko, od smutku, po groteskową pyszałkowatość. Solowa rola, jaką spełnia w tej kompozycji, jest nie do przecenienia.
Antropocosmicus - zawzięty darwinizator...
W kontekście "literoizmów" z odnośnikiem do obrazka na przykład socjalizm, należałoby dodać: "anachroniczny socagitator" i dalej pomrukiwać na fagocie.

Spodchmurykapelusza

To podsumowanie. l tekst, i muzyka powstały jednocześnie, w 1995 roku. Zadedykowałem ją Czesławie i Franciszkowi Walickim, którym zawdzięczam wszystkie moje początki związane z piosenkarską przygodą.
Miłość i szacunek - to są najtrwalsze ślady w przyjaźni między ludźmi. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak los bywa łaskawy dzięki czyjejś pomocy. Często jedno życzliwe słowo uskrzydla nas i zachęca do pokonywania swoich kompleksów. Ta piosenka jest pewną zapowiedzią, między innymi, kierunku mojej dalszej twórczości - refleksji nad magią wzruszenia.



Powyższe wypowiedzi Czesława Niemena ukazujące genezę utworów nagranych na płycie "Spodchmurykapelusza", pozwalają spojrzeć na jego muzykę w znacznie szerszym spektrum.
Jej programowość staje się klarowna. To muzyka nowa a jednocześnie odwołująca się do bogatych doświadczeń twórcy, idealnie zintegrowana z treścią tekstu poetyckiego.

Forma utworów jest przejrzysta, czas trwania większości niewiele ponad trzy minuty. Budowa uwarunkowana konstrukcją frazy poetyckiej. Każda kompozycja ma nieco inną budowę. Instrumentalne introdukcje pojawiają się sporadycznie (Nie wyszeptuj).
Brawurowa solówka (Doloniedola) na keyboardzie i koda z efektowną kadencją aż się proszą o przedłużenie numeru.

Repetycja frazy muzycznej występuje jedynie, gdy następuje powtórzenie myśli w wierszu. Nie ma tu typowego popowego schematu (wstęp/zwrotka/refren/sólówka/refren/zakończenie).

Gdyby zastosować najprostszy zabieg aranżacyjny - powtórzyć osiem czy dwanaście razy przewodni motyw (co jest typowe we wszystkich obecnie produkowanych przebojach), można by niektóre utwory skierować na antenę do lansowania na przebój.
Jednak Niemen nie w tym celu tworzy.
Również i z tych względów twórczość Niemena, nie może być klasyfikowana w uproszczonych kategoriach muzyki rozrywkowej, gdzie najważniejszym kryterium wartości jest stopień przebojowości utworu i jego miejsce na listach rankingowych.

Bardzo rozpoznawalna i charakterystyczna jest melodyka Niemenowska, wynikająca z bogatej i zróżnicowanej brzmieniowo skali głosu i perfekcyjnej techniki wokalnej. Niepowtarzalny jest timbre głosu o krystalicznie czystej intonacji i szlachetnej barwie. Każdy motyw, fraza, zachwyca nieskazitelną intonacją, ciekawym, zróżnicowanym frazowaniem i artykulacją. Jest tu dynamiczny rhythm and bluesowy śpiew, precyzyjny rytmicznie, swingujący, oparty na triolowym podziale. Wejście wokalu z przedtaktem "Dobrze że kiedyś..." (Trąbodzwonnik) to mistrzowska perełka rhythm and bluesowej wokalistyki.

Inny rodzaj ekspresji wokalnej prezentuje w funkowym Doloniedola, jeszcze inny, zbliżony rodzajem ekspresji do hiszpańskich gitaanos (Co po nas). Są tu również efektowne acz oszczędnie dozowane przykłady Niemenowskich wielogłosowych harmonii wokalnych (Sonancja), dwugłosów (Co po nas), kontapunktowanych zwartymi biegnikami instrumentalnymi.
Wreszcie chóralny zaśpiew "Ameryka odkryta..." (Trąbodzwonnik) stanowią wzór mistrzowskiej aranżacji.

Harmonia w większości utworów jest oszczędna i przejrzysta, dyskretnie ilustrująca treści przekazu poetyckiego. Jedynie wprowadzający utwór (Spokojnym krokiem) przypomina wcześniej stosowane złożone struktury harmoniczne. W innych utworach występują sekwencje bluesowe, np. tylko dwa akordy H9 / E9 (Manhattan '93), ale znacznie rozszerzone (bas z prymy schodzi na sekstę). Inny przykład (Doloniedola) to ciąg bluesowych akordów, alterowanych: E13 / A9 / C9 / D9. W kilku utworach jest harmonia diatoniczna, np. czterotaktowa sekwencja Em / D / C / H, jednostajnie powtarzana, odmierzająca biegnący czas (Co po nas). Z kolei nastrój nostalgii budowany jest przez struktury akordowe z przewagą mollowych, w momentach kulminacji dramaturgicznych harmonia przebiega żywymi pasażami po skalach zmniejszonych (Spodchmurykapelusza).

Rytmika w większości utworów jest ważnym elementem budowania napięć dramaturgicznych. To właśnie niespokojna pulsacja, nie tyle instrumentów sekcji rytmicznej, co instrumentów harmonicznych grających dźwiękiem punktowanym, utrzymuje słuchacza w napięciu, a nawet niepokoju. Przykładem polirytmia instrumentów harmonicznych (keyboard i organy Hammonda) oparte na ciężkim ostinato basowym (Manhattan '93), czy basowych - punktowanego basu (slap bass) z mocnym rytmem basu "fagotowego" w opozycji do gęstej rytmiki latynoskiej (Magalozaur). Podobnie niespokojna i dynamiczna jest funkowa rytmika wspierana latynoską, żywo pulsującą sekcją instrumentów perkusyjnych (Doloniedola).
Kończąca płytę pieśń (Spodchmurykapelusza) ma lekkość staropolskiego tańca (polonez), nadaną przez komunikatywną linię melodii w trójdzielnym (12/8) rytmie. Melodia nakłada się na nawarstwiającą się strukturę, gdzie polirytmia, a nawet polimetria, tworzą gęsto utkaną fakturę z pojawiającym się rytmem poloneza granym na fortepianie.

Instrumentarium.

Wrażliwość na barwę, dźwięk i umiejętność łączenia nowości elektroniki z dźwiękami instrumentów klasycznych znalazły swoje odbicie w niemal wszystkich kompozycjach na tej płycie. Korzystając z "narzędzi" najnowszej generacji, dających możliwość sięgnięcia do klasyki (w postaci próbek najszlachetniejszych brzmień instrumentów klasycznych), kompozytor nadał swojej muzyce nowe oblicze brzmieniowe. Już ten jeden element muzyki Niemena wart jest bardziej szczegółowej analizy.
Już w pierwszym utworze (Spokojnym krokiem) odpowiada na pytanie "Czy zatoczyłem pełne koło?" sięgając po dźwięki młodości. Każdy następny utwór dostarcza tego typu przykładów. Przysłowiowy fagot (Antropocosmicus), smyczki, flety to muzyczne symbole retrospekcji, powrotu do źródeł. Barwy użytych instrumentów klasycznych, idealnie harmonizują w pełnym spektrum, bądź co bądź, realizacji elektronicznej. Niekiedy pojawia się programowe traktowanie barwy, np. przesterowanej gitary elektrycznej (młodość) dialogującej z fletem (starość) zastosowanej dla zilustrowania odwiecznej walki pokoleń (Pojutrze szary pyl).

Brzmienie muzyki, stężona barwa instrumentów, niespokojna rytmika z jednej strony oraz klarowna i pełna żaru narracja poetycka z drugiej, tworzą jedyną w swoim rodzaju sztukę poetycko-muzyczną.
W fachowym piśmie dla muzyków i realizatorów "Estrada i Studio" cytowany już Krzysztof Zieliński stwierdza: Tutaj linia basowa nie służy wyłącznie za podstawę rytmiczno-harmoniczną, jest ciekawa sama w sobie.
To samo tyczy się wszystkich innych instrumentów; których brzmienie świadczy o umiejętności wykorzystania potencjału barwowego, jego edycji we współczesnych instrumentach elektronicznych. Dzięki temu muzyka Niemena jest tak charakterystyczna, kolorowa i rozpoznawalna.

Czesław Niemen wywodzi się z kręgu muzyki rockowej. Tam osiągał sukcesy przebojowymi piosenkami. I mimo, że w kolejnych etapach twórczości wykraczał daleko poza idiom rocka i muzyki pop, w dalszym ciągu jest postrzegany jako twórca z kręgu muzyki pop i w masowych mediach oceniany w takich kategoriach.
Przełamujący niejednokrotnie bariery pomiędzy światem muzyki pop a muzyką klasyczną, ewoluując od piosenki do poezji śpiewanej pozostaje twórczy, wyjątkowy i niepowtarzalny w całej polskiej panoramie rockowo - rozrywkowo - estradowej.

Janusz Popławski
Gazeta Muzyczna, marzec 2002 - 3(116)

http://www.emimusic.pl/artysci,,niemen__czeslaw

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Płyta Spodchmurykapelusza
PostNapisane: 16 lut 2012, 22:00 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Wywiad z Czesławem Niemenem,
który przeprowadzony został z okazji premiery jego ostatniego, studyjnego albumu "Spodchmurykapelusza".

Rozmowa z Czesławem Niemenem przeprowadzona 31.10.2001 r. z okazji premiery nowego albumu zatytułowanego „Spodchmurykapelusza”.

„Dziwny jest ten świat” - tak brzmi tytuł piosenki, która uczyniła z Pana trybuna pokolenia drugiej połowy minionego stulecia. Jaka jest pańska opinia o świecie dzisiaj, u zarania nowego milenium?

Czesław Niemen: Opinia jest jednoznaczna i to wynika z wydanej płyty. Na niej umieściłem dalsze refleksje na temat dziwności świata. One dotyczą oczywiście świata antropocentrycznego, bo ten jest dla mnie dziwny. Cała reszta należy do sfery piękna, świat jest piękny jednoznacznie.

Smutna jest ta pańska historia rozwoju rodzaju ludzkiego, jaką zawarł Pan chociażby w "Śmiechu megalozaura" i równie smutne są perspektywy, jakie Pan przedstawia.

Tak, ale jest niestety prawdziwa. Stwierdzam, że jest prawdziwa i obym był prorokiem, którego wizje się nie sprawdzają. Ale jak na razie takie widzę zakończenie tej całej epopei ludzkości - cywilizacyjnej oczywiście.

I nie jest Pan w tym odosobniony. Niedawno czytałem co powiedział uważany za największy umysł naszej epoki - Stephen Hawking, który stwierdził, że
"ludzkość jest już w okresie schyłkowym i niewiele czasu jej zostało. Ludzkość potrafi sama zgotować sobie los, jakiego nie życzyłaby najgorszemu wrogowi."


Jest i nie jest... rodzą się absurdalne pomysły na humanizm. Przede wszystkim zaczęło się moim zdaniem od źle zrozumianego pojęcia antropocentryzmu, jako po prostu czegoś coś co wykracza poza religijne rozumowanie "człowiek na obraz i podobieństwo Boga".
Ja myślę, że Bóg stworzył nie tylko człowieka i to że człowiek uzurpuje sobie prawo do wyjątkowej roli w jego twórczym akcie jest przesadą. A obserwujemy to coraz bardziej dosadnie, daleko posunięta tolerancja zmieniła się w daleko posuniętą obojętność.
Tolerancja w rozumowaniu konstruktywnym pojawia się wtedy, kiedy nie przeszkadzamy inności. Kiedy zaś nie przeszkadzamy złu jest to przesada.
To zło niestety wychodzi na jaw w sposób coraz bardziej bezwzględny, ordynarny i tutaj upatruję rzeczywiście, że się tak wyrażę, "bezwyjściowy".

Zagrożenia przynajmniej....

No tak, przecież to co obserwujemy jest najlepszym dowodem.
Do czego to podobne, żeby XXI wiek, który jeszcze niedawno jawił się nam jako ostateczne rozwiązanie problemów ludzkości i braterstwa, a przede wszystkim poszanowania i tolerancji, wręcz miłości do bliźniego, żeby ten wiek zaczynał się nową, i to religijną wojną.
Oczywiście myślę, że to jest nadużycie, ale ci którzy chcą ją prowadzić tak to nazywają - "wojna". Uświęcanie wojny jest nonsensem.

Zwłaszcza po doświadczeniach, które już ludzkość ma...

O to chodzi. My właściwie cały czas tworzymy historię zbrodni nie dostrzegając historii natury, w ogóle jej nie dostrzegamy. W mediach liczy się coraz dobitniej historia zbrodni. My tworzymy historię zbrodni.

A nie sądzi Pan, że może wynikać to z opacznego odczytania biblijnego zapisu, że człowiek jest „panem stworzenia”?

Pewnie tak. Widzi pan... z jednej strony głośno mówimy o prawach człowieka, ale nie dajemy żadnych praw innym istotom. Unicestwiamy je dla własnej przyjemności, chociażby dla jedzenia, w piosence zatytułowanej „Antropocosmicus” mówię o tym "codziennym mięs pożeraniu"..
Muszę dodać, że jestem wegetarianinem. Przypisujemy sobie prawo chronienia tylko siebie. Nie chronimy, nie chronimy życia innych istot, które są równoprawne w obliczu boskiego dzieła stworzenia.

Niewiele lepszą diagnozę stawia pan dla rodzaju, nazwijmy go „Homo-polonicus”. A szczególnie dla tworzących w tym języku. W jednej z piosenek z nowej płyty dosyć zgryźliwie odnosi się pan do tego co dzieje się w muzyce.

No tak. My w bardzo epigoński sposób próbujemy naśladować Amerykę, która nie zachwyci się tym, bo nie może... najczęściej zaś, jak sarkastycznie napisałem:
"raczej ze śmiechu niźli z zachwytu kona".
Uważam, że lepiej być sobą. Doświadczenie pokazuje, że to co oryginalne, nawet jeśli nie jest dalece zaawansowane pod względem wykwintu artystycznego, ale integralnie związane z pomysłem twórczym i tak się obroni.
Nie trzeba koniecznie się ścigać. Jeżeli tam wymyślono rap, to my zaraz też musimy mleć jęzorami, jeżeli tam wymyślono rythm'n'blues to my będziemy to robić samo, jeżeli tam jest techno, to my też będziemy technikami – tak nie musi być!
Trzeba mieć jakieś pojęcie odrębności i pracować nad indywidualnym rozumowaniem w tej materii, w akcie twórczym, bo inaczej to jest tylko prymitywne naśladownictwo - dopasowanie się do obowiązujących mód.
Ja przeżywałem różne okresy w swoim życiu i na początku pewnie też tak było, ale bardzo szybko, niemal na początku kariery, zrozumiałem że nie tędy droga. Byłem chyba pierwszym wykonawcą, który sam napisał sobie piosenkę. To było wtedy ewenementem niemile widzianym przez zawodowych kompozytorów muzyki rozrywkowej, a szczególnie przez tekściarzy. Chociaż nie twierdzę, że jestem bardzo samodzielny jeśli chodzi o odrębność stylu, bo przecież wychowałem się na różnych wzorach. To zrozumiałe - byłem młody i nie mogłem nagle „odkryć Ameryki” bez jej zasmakowania. Ale starałem się to zrobić „po swojemu”. I to „po swojemu”, jak się okazało dało podstawę do indywidualnego stylu. Oczywiście przetrwał jakiś ogólny zarys nowoczesnego języka muzycznego i tak go rozumiem do dziś, natomiast od blisko 30. lat naprawdę nie posiłkuję się żadnym novum płynącym z Ameryki, czy ze świata.
Potrafię się zachwycać nie tyle formą ile kunsztem, ale zawsze szukam odrębnej, własnej interpretacji, a nie naśladownictwa.

No właśnie. Przez wiele lat eksperymentował pan z muzyczną formą swoich dzieł tworząc muzykę, która daleko wykraczała poza utarte ścieżki i to zarówno te, które były kopiowaniem wzorców zachodnich, jak i tych dyżurnych u nas w ogólnie pojętej muzyce rozrywkowej. Natomiast dzisiaj odnoszę wrażenie, że na płycie "Spodchmurykapelusza" już nie ma tych eksperymentów, tylko taka pańska zabawa konwencją muzyczną.

O tak, zamierzona szczerze mówiąc.

Właśnie tak to odebrałem - jakieś splatanie form monumentalnych z kameralnymi, raz podkreślanie rytmu, czasami chowanie go gdzieś w tle, włączanie prostej melodii w rozbudowane elektroniczne instrumentarium. Czy jest to wynikiem pańskiego nasycenia eksperymentami i teraz chciałby Pan się swoją muzyką pobawić?

Wie pan... Ja w tej chwili wyżej cenię warstwę słowną swoich utworów, bo słowo jest moim zdaniem najważniejszym nośnikiem myśli.
Mimo że ubrałem to w piosenki, to w sumie jest to taki krótki tomik poetycki. Trochę górnolotnie to mówię, bo właściwie nie obrażę się na nikogo, kto mnie nazwie grafomanem, ale ta moja „grafomania” trwa już na tyle długo, że poznałem tajniki syntezy myśli. Złapałem się niedawno na tym, że łatwiej mi wypełnić rubrykę pisma, z którym współpracuję, w formie poetyckiej lub quasi-poetyckiej, niż opisać prozą jakąś aktualną treść. No więc zasmakowałem w tym, pasjonuje mnie synteza pewnych niedomówień i daje mi wielką satysfakcję zostawianie wielokropków dla czytelnika. A nuż domyśli się o co mi chodzi?

I stąd chyba również te neologizmy, które się pojawiają w tekstach piosenek na nowej płycie, jako rebus, kalambur dla słuchacza...

To jest takie, posłużę się cytatem : "chowanie nie tylko kości, ale i psa".

Chciałbym zapytać o jeszcze jeden utwór, który mnie szczególnie zaintrygował, mianowicie "Manhattan '93" i nie chodzi tu tylko o fakt, że słowo Manhattan jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki w związku z wydarzeniami 11 września, ale o pojawiającą się w tym utworze postać Ricka Wakemana, o którym dzisiaj mało kto pamięta. Nawet ostatnia wizyta zespołu YES, z którym był długo związany, nie stanowiła dla dziennikarzy okazji do przypomnienia jego osoby. Odniosłem wrażenie, że z tym człowiekiem łączy Pana jakaś więź, odbieram go jako takiego jak Pan muzycznego wędrowca. Czy oprócz niego są jeszcze jakieś postacie z którymi odczuwa Pan muzyczne pokrewieństwo?

Na pewno z Jonem Andersonem i w ogóle z zespołem YES. Pamiętam jak oni wystartowali ze swoją bardzo na tamte czasy oryginalną muzyką. Miałem wtedy dość ambitny zespół muzyków, którzy celowali wysoko i daleko. Penetrowaliśmy wówczas podobne rejony, chociaż nie próbowaliśmy ich naśladować, ale gdzieś tam podświadomie to nam odpowiadało. Do dziś dnia bardzo cenię Wakemana, chociaż szkoda, że on już z zespołem YES nie współpracuje.

Ten epizod... Manhattan '93. Będąc w Nowym Yorku w maju tamtego roku miałem na Broadway'u koncert dla Polonii, dla ludzi, którzy do tej pory przychodzili na koncerty do jakichś nieciekawych klubów podmiejskich. A tu nagle musieli „odstawić się” elegancko i przyjść na Broadway i znaleźć się w sali Town Hall nieco mniejszej niż Carnegie Hall, w której wystąpiła Budka Suflera. Zabawne, że 35-lecie mojej pracy scenicznej zostało uczczone właśnie na Manhattanie, w Polsce jakoś nikt go nie zauważył. Napisałem wówczas wiersz i kiedy teraz go przeczytałem, to pomyślałem: "fajna rzecz" i tak spontanicznie wyszedł mi z tego taki jakby blues.
Kiedy już byłem w trakcie zgrania płyty przyszedł ten straszny moment z World Trade Center. Muszę dodać, że Manhattan jest dla mnie miejscem magicznym. Pierwszy raz pojechałem do Ameryki w 1973 roku, żeby nagrać po angielsku „Mourner’s Rhapsody” według Cypriana Norwida. Przeżyłem tam naprawdę piękne 3 miesiące. Do dziś dnia mam ogromny sentyment do tego miasta. Wszystko przez jego niebywałą energię i kosmopolityzm, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Tam właściwie zebrali się w jednym miejscu wszyscy niebanalni ludzie, oczywiście tak samo wielu nieudaczników, o których wspominam w tym utworze. Napisałem w tym tekście, że Polacy też odkryli, że drapacze chmur nie są aż tak niebotyczne, co w kontekście zdarzeń brzmi dość dramatycznie. Po tym co się zdarzyło 11 września poczułem się nieswojo. Zaraz też napisałem "Manhattan '01", opublikowany w gazecie "Tylko Rock" i porządnie obsobaczyłem tych co uświęcają wojny. Ciężko mi o tym mówić, bo nie chcę się rozwodzić na temat tak daleko posuniętego zła, już właściwie powiedziałem wszystko na ten temat.

To może teraz troszkę powspominajmy i jeśli Pan pozwoli to w takiej konwencji: ja rzucę kilka słów-haseł, a Pan opowie z czym one się Panu kojarzą. Na początek – BLOOD SWEAT AND TEARS i David Clayton-Thomas.

Miałem wtedy kontrakt z CBS International czyli z tą samą wytwórnią, w której BS&T wydawali swoje płyty i w 1972 roku wystąpiliśmy razem na jednej scenie w Malmö w Szwecji – na jakimś festiwalu rockowym. Widocznie ktoś mnie tam dostrzegł i kiedy Clayton-Thomas odszedł, poprzez firmę CBS we Frankfurcie dotarła do mnie wiadomość, że zespół mnie zapamiętał i rozważał możliwość zaproponowania mi współpracy jako wokalisty. Ale ja miałem wtedy swój zespół. Po rozmowie z dyrektorem generalnym CBS International, który miał jakieś plany wobec mojego zespołu i nie był specjalnym entuzjastą tego pomysłu, nie skorzystałem z tej propozycji.
Później zastawiałem się czy dobrze zrobiłem czy źle, bo mój zespół po kilku latach rozpadł się, a moi współpracownicy stwierdzili, że są zdolniejsi ode mnie i założyli SBB. No i... nikt na tym specjalnie nie skorzystał - oni poszli swoją drogą, ja swoją, sprawa upadła i tyle... Właściwie niczego nie żałuję, bo nie wiem czy potrafiłbym w tamtym okresie znaleźć się w takiej grupie, chociaż pewnie wokalne predyspozycje do tego miałem.

Inne hasło: Farida

Farida. Przyjaźń po festiwalu Canta Giro w 1970 roku. Miałem wówczas kontrakt z firmą CGD z Mediolanu i pojechałem tam po wydaniu singla. Usłyszałem jak niesamowicie śpiewa Farida i zaprzyjaźniłem się z nią. Później przyczyniłem się do jej przyjazdu do Sopotu, udało mi się namówić niektórych organizatorów, żeby jej posłuchali jej płyty i udało się. Przyjaźniłem się z nią przez jakiś czas. Pod koniec lat 80. powstał pomysł żebym pomógł jej nagrać solową płytę, ona zresztą przywiozła mi trochę tekstów, ale niestety firma ją reprezentująca przestraszyła się takiej współpracy. Włosi, muszę to powiedzieć, bardzo dziwnie podchodzili do spraw autorskich i widocznie coś im się nie spodobało, w każdym razie nie doszło do dalszej współpracy.

I o dzisiejszy losach Faridy nic Pan nie wie?

No nie bardzo... chyba w 90. latach, pojawiła na którymś festiwalu w Sopocie, bez echa zresztą. Szkoda, bo tył talent samorodny. Moim zdaniem absolutnie niedoceniony we Włoszech.

"Sen o Warszawie"...

To jest sen quasi emigranta, ale nie emigranta do końca, bo ja pojechałem do Paryża tylko na jakiś czas. W roku 1965 podpisałem kontrakt z francuską firmą fonograficzną, na nagranie płyty. Najpierw przygotowałem się do nagrania tzw. czwórki, bo wtedy były modne nie single, a właśnie "czwórki", takie mini albumiki. Trafił się poeta francuski Pierre Delanoë, który pisywał teksty dla Sachy Distela i innych znanych gwiazd francuskich i jedną z piosenek, którą zaprezentowałem przy gitarze w biurze dyrektora firmy wybrał jako rzecz mającą stanowić trzon tego albumiku. Była to piosenka "Chciałbym cofnąć czas", rzecz bardzo osobista. Po kilku dniach przyniósł mi tekst "A Varsovie". Przeczytałem - kompletnie nie pasująca sprawa, więc bardzo szybko w porozumieniu z dyrygentem i aranżerem wymieniliśmy muzykę, napisałem nową melodię do tego tekstu i tak powstał "Sen o Warszawie”, polska wersja „A Varsovie” w opracowaniu moim i Marka Gaszyńskiego. Nagrałem ją też w Paryżu, i tak powstał szlagier, który przetrwał tyle lat - od 1966 roku.

A teraz kolejne hasło: rok 1962.

To był Pierwszy Festiwal Młodych Talentów w Szczecinie. Dla mnie to była fascynująca przygoda, ponieważ wcześniej pojawiałem się w różnych amatorskich zespołach studenckich lub przypadkowych podśpiewujących zespolikach. Solo także, czasami. A tutaj nagle przez eliminacje doszedłem do konkursu głównego. Wspominam to ciepło - to właściwie był początek, a zawdzięczam wszystko Franciszkowi Walickiemu, który działał na Wybrzeżu i był już po doświadczeniach z „Rythm'n'bluesem” i w ogóle rodzeniem się rocka w Polsce. Początkowo niespecjalnie mnie tolerował, ponieważ nie śpiewałem rock'n'rolli, ale dość szybko potrafiłem się przekwalifikować. W każdym razie właśnie Festiwal Młodych Talentów w Szczecinie dał początek, jak to dziś określam moim "manowcom estradowym".

I jeszcze jedno, ostanie hasło: Norwid

Norwid to jest właściwie źródło. Źródło i początek moich poważniejszych prób poetyckich. Choć jak powiedziałem wcześniej, nie obrażę się jak ktoś mnie nazwie grafomanem. Od dzieciństwa fascynowałem się poezją. A Norwid nauczył mnie rozróżniania formy i syntetycznego rozumowania w budowaniu treści. Norwid napisał wprawdzie dużo rozbudowanych poematów, ja jednak zawsze sięgałem do tych strof, które były krótkie i zwięzłe. To one z uwagi na formę i treść nadawały się najbardziej do śpiewania. Tu znalazłem mądrość i naukę bez kończenia filologii. Dalej studiuję tę poezję. Norwid jest poetą zajmującym w moim życiu miejsce szczególne i nawet uzurpuję sobie prawo do uważania siebie za „późnego wnuka”, który „odczyta pismo”, jak to napisał poeta. A wielu wnuków pominęło to pismo. Szkoda, bo to jest wysoce humanistyczna część naszej literatury i mam tę satysfakcję, że udało mi się w jakimś sensie zaszczepić zainteresowanie tą poezją jeszcze w czasach głębokiego PRL-u.

Właśnie wtedy Norwid wrócił do szkół...

To jest bardzo pozytywne. Muszę powiedzieć, że mam jeszcze sporo wierszy Norwida do zaśpiewania, które czekają na swoją kolej. Myślę, że jestem jeszcze winien poecie płytę pod tytułem "Pieśń od ziemi naszej" - bardzo aktualną, jak się dziś okazuje.

Jeszcze jedno pytanie dotyczące korzeni pańskiej twórczości. Pochodzi Pan z kresów wschodnich. Jaki wpływ ma ten fakt na pańską wrażliwość muzyczną. Bo jest coś w ludziach, tych których korzenie znajdują się na terenie dzisiejszej Ukrainy, Białorusi, czy Litwy co ich zdecydowanie odróżnia od tych z centralnej Polski.

Melodyka, z pewnością melodyka. Taka trochę zaduma, trochę harmonia - wpływy cerkiewne. Jest coś rzeczywiście takiego... Ja na przykład mam smykałkę do aranżacyjnych pomysłów chóralnych, jeszcze gdzieś we mnie drzemią reminiscencje z dzieciństwa, kiedy nawet nieprzyjemne dla dziecka procesje pogrzebowe zapadły mi w pamięć jako coś pięknego - właśnie poprzez śpiewy prostych ludzi, którzy bez żadnych nauk i teoretycznych wiadomości potrafili tak harmonicznie to wykonywać. Nie mówiąc o kościele, który grzmiał niebywałą ekspresją, nie monofonicznie - jak to się zdarza w centralnej Polsce, ale harmonicznie, aż ciarki przechodziły po plecach.

I tak chyba zostało do dzisiaj - sam byłem nie tak dawno świadkiem jakiegoś spotkania, na którym grupa studentów bodajże z Ukrainy, bądź Białorusi przy ognisku fantastycznie zaśpiewała wielogłosem a capella jakąś pieśń ludową.

Tak. To jest właśnie to. Podobnie jest z regionem góralskim, przecież górale mają swoją muzykę po prostu we krwi - tam nikt się tego nie uczy. Tak i ja mam swoje korzenie, gdzieś kiedyś to wrosło w moją psychikę i w słyszenie dźwięków.

Chciałbym zadać teraz Panu pytanie trochę prowokacyjne. Pisze Pan i wykonuje piosenki od lat wielu, pisze Pan poezję, która może funkcjonować bez muzyki. Przyznaje się Pan w wywiadach, że jest malarzem, murarzem i stolarzem. To kim Pan jest tak naprawdę i do końca?

Zosią-samosią i w przenośni i dosłownie. Wie pan, ja nie cierpię kołchozu.
Nie cierpię, dlatego że pamiętam jak stalinowskie zapędy zniszczyły w moich rodzinnych stronach indywidualne rolnictwo.
Ja się urodziłem na wsi, byłem małorolnym po ojcu - ojciec był bardziej rzemieślnikiem niż rolnikiem - ale mieliśmy wystarczająco ziemi, żeby być samowystarczalni. Mieliśmy wszystko, co było nam potrzebne i tak naprawdę nie musieliśmy nic kupować.
Dziś nie mogę się nadziwić, że chłopstwo polskie narzeka na biedę, że nie ma co jeść.
To dlatego, że młodzież ucieka ze wsi zostawiając starych, często niedołężnych rodziców. Oczywiście świadomie przerysowuję.

Przypomniała mi się taka historia - było to mniej więcej w 52., może w 53. roku, jeszcze żył generalissimus. Przyszli bolszewicy z propozycją utworzenia kołchozów i doskonale pamiętam co się stało. Właściwie w jeden sezon zniszczono wszystko i od tamtej pory znienawidziłem pracę kolektywną, bo widziałem, że jej po prostu nie było, było obijactwo i marnotrawienie ludzkich sił i chęci. I to niestety utrwaliło się na lata.
Przekonałem się o tym podczas remontu starego domu, kiedy ekipy, które wynajmowałem ordynarnie mówiąc „dawały ciała” i musiałem sam po nich poprawiać. W rezultacie wiele rzeczy zrobiłem sam, z mozołem i kosztem innych zajęć, ale zrobiłem to porządnie.

Jestem pedantyczny, jeśli coś mam zrobić to musi być to zrobione do końca. Często ubolewam, że coś mi się nie udaje, bo człowiek jest niestety niedoskonały. Żeby podsumować sprawę - rzeczywiście jestem indywidualistą.
Powiem tak: śpiewam nie apoteozę siebie, tylko apoteozę człowieka indywidualnego, niezależnego, bo to daje podstawę wolności. Natomiast mam taki troszkę podejrzliwy stosunek do wspólnot - i tyle.

Pozwolę sobie zadać Panu jeszcze jedno - już ostatnie pytanko. Dosyć długo, kilkanaście lat, pańscy fani czekali na nową, autorską płytę, która się ukazuje dopiero teraz. Czy mógłbym tutaj uzyskać od Pana zapewnienie, że na następną nie będziemy czekać tak długo?

Wie pan to będzie zależeć od wielu rzeczy... Ja może nie przypisywałbym aż takiej wagi do wydania tej płyty, ani do tego, że fani czekali. Nie wiem na ile czekali na coś nowego...
Jakieś sześć lat temu zacząłem porządkować swój dorobek i szczerze powiedziawszy bardzo się zdziwiłem, że fani dali się skusić na pirackie wydania tej mojej pracy.
Dlatego w pewnym momencie znalazłem się na skraju załamania psychicznego, że właściwie po co to wszystko...

Ale kiedy trochę ochłonąłem, kiedy poprawione zostało prawo autorskie - coś tam próbuje się ochraniać, przypomniało mi się, że bardzo dużo rzeczy mam w szufladach. Odkładałem je na przyszłość i
nagle uświadomiłem sobie, że ta przyszłość jest właśnie teraz i jeżeli dalej będę odkładać, to nigdy tego nie zrobię i stąd desperacki pomysł wydania płyty. Początkowo miały się na niej znaleźć także autocovery niektórych moich szlagierów, ale doszedłem do wniosku, że to byłby błąd. Płyta którą teraz wydaję nie jest komercyjna, jest raczej trochę prześmiewcza, jak na przykład w piosence „Jagody szaleju”.

Mogę powiedzieć, że mam jeszcze w zanadrzu kilka ciekawych pomysłów, chociażby na płytę z okazji 500-lecia odkrycia Ameryki przez Kolumba, na którą materiał praktycznie jest gotowy. Ma to mieć tytuł "Świat nie odkryty" - przez człowieka w ogóle i przez Kolumba w szczególności. Kolumb odkrył jedynie terytoria, a do dziś nie zostało odkryte ich piękno.
Odkrycie piękna zostało zaprzepaszczone i ta idea wciąż za mną chodzi i taka płyta powinna powstać. Więcej, powinna być to płyta audiowizualna, ponieważ taka technika mnie fascynuje. Wciąż mam zobowiązanie do zakończenia cyklu "Niemen od początku", czyli tych wszystkich rzeczy, które kiedyś wydawałem, z epizodami zagranicznymi, Pertraktuję teraz jak to zrobić.
I to jest powód, dla którego przestałem koncertować, nie mam po prostu czasu na koncerty. Koncerty są ulotne, jeżeli jeszcze będę miał jakąś siłę, to może czasem coś zagram, ale generalnie chcę się poświęcić przede wszystkim twórczości wydawniczej.

To jest bardzo optymistyczny akcent dla miłośników pańskiej twórczości. Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę, aby wszystkie te zamierzenia udało się zrealizować.

Rozmawiał: Waldemar Drelich

Art. z dnia 2004-01-21 10:06:20
http://www.emimusic.pl/news,wywiad_z_czeslawem_niemenem

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Płyta Spodchmurykapelusza
PostNapisane: 17 lut 2012, 15:45 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Cytuj:
Teksty. No cóż, są takie, jak wiersze autorstwa Niemena. Nadumane, ohydnie kaleczące język, kiczowate, bezsensowne. Czy może być gorzej?
...Każda z tych dwunastu piosenek to cios nie tylko w słuchacza, ale i w Niemena. Jak on mógł podpisać się pod takim czymś???

–Redakcja Porcys, kwiecień 2002

Śmiało można by rzec,
że spośród koczujących
na polskiej ziemi mów,
zachodnio i wschodnio brzmiących

słowa najprostsze,
prawdziwe...
boleśnie,
jak okruchy chleba,
podnosi Niemen
przez uszanowanie
dla kraju swego
i łaski nieba...

Lecz kto nie łaknie
chleba własnego,
zdaje się na okruchy
jak psom łaskawie rzucane,
ze stołu wielkopańskiego,

kto nie zaznał głodu
i batogi wschodu
a nie chce się schylić,
by przystawić ucha,
w myśl i sens słów
uważnie się wsłuchać,

nie rozezna istotności
wyobraźnią swoją,
lekcją historii nie zbada
podstępnego pustobrzmienia,
uzależnienia i upokorzenia,
gada... i sąsiada.

Kto nie czuwa,
głowę wysoko nosi
jakoby sam gorąco
swój los
o doświadczenie
i lekcję pokory prosi.

Niemen widział, czuł, dotykał,
obserwował i analizował
to, czym może być
człowiek dla człowieka,

więc szedł

Spokojnym krokiem,
na
Manhattan...
Sonancją Doloniedoli
,
słysząc
Śmiech Megalozaura,
który jak
Antropocosmicus
najadł się
Jagód szaleju,

I jak
Trąbodzwonnik
Spodchmurykapelusza
Nie wyszeptuj
ąc nawet
Co po nas...
wiedząc, że
Pojutrze...
szary pył

zostanie...

szedł...
Spokojnym krokiem
niosąc
rzucaną mu na plecy zewsząd
obłudę, małość, drwinę,
zawiść, zakłamanie...

szedł...
Spokojnym krokiem
wiedząc,
że i z nich
tylko
szary pył
się stanie...


17 lutego 2012r. Jacenna


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 10 lis 2014, 22:51 przez Jacenna, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Płyta Spodchmurykapelusza
PostNapisane: 02 lis 2014, 14:01 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /