Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 21 gru 2010, 10:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
kev napisał(a):
Waluta powinna byc narodowa i to wszystko.

W sumie racja - przy wspólnej walucie nawet przyjaciele mogą się pokłócić, bo gdy jeden zyska, drugi straci. Wtedy zamiast jednoczyć, będzie dzielić. Chyba że będzie to waluta dodatkowa - obok walut narodowych. Tak jak dawniej były talary i dukaty walutami ogólnoeuropejskimi, a obok nich każde państwo miało własną walutę (Polska złotówkę). I tak w każdym państwie płacono bądź walutą narodową, bądź dukatami albo talarami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 11 sty 2011, 13:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2832/potrzeb ... cia-europa

Kolejna głos za tworzeniem Międzymorza - to powinna być podstawowa polska idea w polityce zagranicznej.

Kopia artykułu:

Potrzebna jest "Trzecia Europa"
wbimab, 9 stycznia, 2011 - 21:01

W związku z tym że III Rzeczpospolita od początku swego istnienia aż do dnia dzisiejszego nie wypracowała i nie próbowała wprowadzić w życie żadnej koncepcji geopolitycznej mogącej realnie wzmocnić bezpieczeństwo państwa i jego obywateli, pozwolę sobie przypomnieć nieco zapomnianą ideę międzymorza oraz wskazać na jej aktualność. Wydaje mi się to potrzebne tym bardziej, że nasi współcześni politycy kochają "wybierać przyszłość" w większości nie znają przeszłości, a więc nie są zdolni do wyciągania z niej wniosków. Gdy już jednak coś sensownego raz na dwie dekady w przeszłości odkryją, to odmieniają to przez wszystkie przypadki. Można wówczas odnieść wrażenie, że właśnie wykuwa się wizja wspaniałej, świetlanej przyszłości. Tak było z tzw. doktryną Giedroycia w polityce wschodniej. Piszę było, ponieważ powszechną zgodność elit III RP podważył obecny rząd, demonstracyjnie rezygnując z tej skądinąd korzystnej dla Polski idei, która mówiąc najprościej polega na dbaniu o to, by Polska była oddzielona od Rosji pasem suwerennych, przyjaznych (albo przynajmniej neutralnych) nam państw. O licznych posunięciach rządu Donalda Tuska, które wskazują na rezygnację z tego typu polityki wielokrotnie w swej publicystyce pisał prof. Andrzej Nowak, do którego tekstów odsyłam. Wspomnę tutaj tylko o tym, że MSZ Radosław Sikorski w swoim tekście w GW przed kilkunastu miesiącami oznajmił, iż Polska powinna zrezygnować z prowadzenia jagiellońskiej polityki na wschodzie (obecnie zamiennie stosuje się w dyskusjach polityczno-publicystycznych terminy idea/doktryna Giedroycia oraz idea jagiellońska. Będąc jednak precyzyjnym zamiast tego pierwszego terminu powinno się używać raczej określenie doktryna Piłsudskiego, dlatego że gdy jeszcze Jerzy Giedroyc był kilkunastoletnim chłopcem nie zdolnym do geopolitycznych rozważań, do polityki jagiellońskiej w praktyce w roku 1920 próbowali nawiązać Józef Piłsudski i jego współpracownicy. Nie wiem na pewno skąd wynika pomijanie Piłsudskiego, ale przypuszczam, że z jednej strony z tego, że elity III RP patrzą w przyszłość i zwyczajnie nie znają w swej masie przeszłości, w której nie przyszło im żyć, a jak już znają to wielu z nich nie po drodze z Marszałkiem, który bił komunistów. Jak wiadomo Giedroyc z wieloma czerwonymi się przyjaźnił, wiele im wybaczał).

Mówiąc najprościej jako międzymorze określano w dwudziestoleciu międzywojennym projektowany blok państw między Bałtykiem a Morzem Czarnym (czasami podawano również wariant z trzecim morzem, czyli Adriatyckim), którym zagrażały Niemcy lub ZSRS (albo oba jak np. w przypadku Polski). Blok miał się opierać przede wszystkim na współpracy wojskowej i gospodarczej aby zapewnić państwom przetrwanie między dwoma totalitaryzmami. Koncepcja międzymorza była w okresie II RP lansowana przede wszystkim przez piłsudczyków. Nie oznacza to jednak, że przedstawiciele innych obozów politycznych podobnego projektu geopolitycznego nie forsowali. Wręcz przeciwnie, część narodowców, czy konserwatystów również w międzymorzu widziało drogę dla zabezpieczenia niepodległości Polski oraz wzmocnienia jej pozycji na arenie międzynarodowej. Znaczna część spośród nich w pewnym momencie swej aktywności publicystycznej czy politycznej mniej lub bardziej zbliżyła się do piłsudczyków, co było ze wszech miar pożądane, skoro cel i droga ku jego osiągnięciu były podobnie definiowane. Oczywiście poszczególni „ideolodzy” międzymorza w pewnych szczegółach się różnili, niemniej jednak generalna linia była jedna, więc nie widzę sensu na wykazywanie tutaj tych rozbieżności. W drugiej połowie lat 30, gdy MSZ Józef Beck oficjalnie zabiegał w kilku państwach o powstanie bloku, koncepcję międzymorza zaczęto często określać jako "Trzecią Europę". Niestety przez całe dwudziestolecie nie udało się takiej konstrukcji zbudować, choć istniały ku temu sensowne podstawy i na pewno powstanie bloku leżało w interesie wszystkich potencjalnych członków. Ci jednak woleli na własną rękę paktować z III Rzeszą lub ZSRS albo byli zbyt skłóceni z mniejszymi sąsiadami, by razem z nimi tworzyć środkowoeuropejski blok. O to, by różnice między ewentualnymi kontrahentami były jak najgłębsze zabiegali oczywiście w wieloraki sposób zarówno Niemcy jak i Sowieci. Z perspektywy czasu wiemy, że błędem okazało się bilateralne układanie się z totalitarnymi sąsiadami lub też zaognianie relacji z potencjalnymi sojusznikami np. Litwy z Polską czy Węgier z Rumunią. Wraz z upadkiem Polski, gdzie powstała idea bloku, upadły państwa, które mogły tworzyć jego konstrukcję. Żadne z tych państw, podobnie jak Polska, po drugiej wojnie światowej nie ostało się jako niepodległe. Można tylko domniemywać, jak potoczyłyby się losy Europy Środkowo-Wschodniej gdyby blok istniał, gdyby jego członkowie solidarnie bronili niepodległości jednego z napadniętych kontrahentów. Ba, można się zastanawiać, czy w ogóle ktoś odważyłby się taki blok napaść. Nic pewnego nie możemy powiedzieć poza tym, że gorzej wojna zakończyć się nie mogła.

I teraz proszę drogich Czytelników pojawia się retoryczne pytanie, czy z takim bagażem doświadczeń państwa Europy Środkowo-Wschodniej, z Polską na czele, nie powinny były po roku 1989 zabiegać, by wreszcie taki blok powstał? Oczywiście powinny były o czym zaświadczyła przeszłość i co dobitnie udowadnia teraźniejszość, czyli neoimperialna polityka Rosji i odzyskiwanie wpływów w jej "bliskiej zagranicy", zacieśnianie współpracy rosyjsko-niemieckiej (Nord Stream), fakt że Niemcy są najsilniejszym gospodarczo państwem w Europie - co wykorzystują do uzależniania od siebie słabszych państw na wschodzie i południu (ich zapędy najlepiej pokazuje półgębkiem artykułowana chęć zakupu kilku wysp greckich w zamian za pomoc gospodarczą, czy działania Związku Wypędzonych i Powiernictwa Pruskiego). W przeszłości przekonano się również o ułudzie obietnic ze strony dalekich sojuszników, którzy nie czuli się tak samo zagrożeni ewentualnością niemieckiego najazdu, a tym bardziej napaści sowieckiej jak np. Polska. Obecnie znów, jakby tej lekcji w przeszłości nie było, tak Polska jak i inne państwa regionu naiwnie pokładają nadzieje w NATO czy Amerykanach, o czym szerzej pisałem w jednym z poprzednich postów.

Powstanie Grupy Wyszehradzkiej było dobrym prognostykiem i właściwym kierunkiem działania. Niestety aktywność na tym polu okazała się minimalna i można czasami odnieść wrażenie, że na południe od Polski istnieje jakaś pustka, że tam nic ważnego się wydarzyć nie może, że Polska nie ma tam żadnych interesów. Tymczasem jest zupełnie inaczej, co rozumiał Lech Kaczyński, co rozumie prezydent Czech, czy premier Węgier. Fakt, że w tych dwóch państwach silne pozycje mają politycy, którym zależy na zacieśnianiu relacji w regionie jest niezwykle cenny i warto byłoby to wykorzystać. Centroprawicowy rząd na Słowacji to kolejny potencjalny sojusznik, którego pewnie nie trzeba byłoby długo przekonywać do celowości zacieśniania regionalnych więzi. Jeśli chodzi o Rumunię, to wydaje się ona być dla Polaków jakimś egzotycznym państwem, próżno szukać informacji o jakichś istotnych wspólnych projektach, czy spotkaniach ważnych polityków. A szkoda, ponieważ Rumunia leży nad Morzem Czarnym, co jest jej ważnym atutem. Ma przy tym za sąsiada dziwny twór zwany Mołdawią, w którym silne są wpływy rosyjskie oraz Ukrainę, która wyraźnie wpada znów w rosyjskie objęcia. Warto przy tej okazji wspomnieć, że w okresie międzywojnia Polska i Rumunia były w sojuszu obronnym przeciw ZSRS. Jako że był to sojusz bilateralny nie okazał się skutecznym, gdy Polskę najechały dwie potężne armie.

Na północy mamy Litwę, Łotwę i Estonię, którym nie trzeba tłumaczyć istoty zagrożenia ze wschodu, zwłaszcza gdy wspomni się cybernetyczny atak i spore zamieszki z powodu chęci przeniesienia na cmentarz sowieckiego pomnika w Tallinie, czy wielkie manewry wojskowe o nazwie Ładoga. Jedyną przeszkodą na drodze do bliskiego związania się tych państw z Polską i generalnie ich włączenia w projekt bloku środkowoeuropejskiego może być kwestia sytuacji Polaków na Litwie, których prawa jako mniejszości są tam nagminnie łamane. Wydaje się jednak, że paradoksalnie zacieśnienie stosunków z Litwą, bliska współpraca wojskowa i gospodarcza mogłoby ułatwić dążenia do poprawy ich sytuacji. Wiadomo, że skoro Polska byłaby stroną mogącą więcej zaoferować na polu zwiększenia bezpieczeństwa, w zamian mogłaby oczekiwać przynajmniej przestrzegania praw naszych rodaków. Bliska współpraca militarno-gospodarcza Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Litwy Łotwy i Estonii stanowiłaby dobry początek i podstawę budowy bloku, który w dłuższej perspektywie gwarantowałby bezpieczeństwo i spokojny rozwój regionowi. W następnej kolejności można pomyśleć o włączeniu doń Rumunii.

Idea międzymorza nie jest sprzeczna z ideą jagiellońską i najlepiej byłoby, gdyby Polska dyplomacja potrafiła połączyć jedno i drugie. Piłsudczycy, którzy próbowali stworzyć przed wojną taki blok, prowadzili jednocześnie rozwiniętą na szeroką skalę akcję skierowaną przeciwko Związkowi Sowieckiemu, polegającą na wielopłaszczyznowym wspieraniu przedstawicieli licznych narodów ujarzmionych przez Sowietów oraz działalności wywiadowczej. Polityka ta, zwana prometeizmem, miała doprowadzić w korzystnych warunkach do wybicia się na niepodległość różnych narodów i zastąpienia sowieckiego kolosa konglomeratem niepodległych państw narodowych, które oddzielałyby Polskę od Rosji. Wtedy zabiegi te niestety zakończyły się fiaskiem, ale pozostała koncepcja, którą podtrzymywał Giedroyć i która stała się faktem po rozpadzie ZSRS. Niestety do międzymorza nikt w praktyce nie wrócił, a jak wskazałem, byłoby to ze wszech miar pożądane oraz zupełnie realne do wprowadzenia w życie (choć przeszkody wystąpiłyby podobne jak przed wojną). Nie żywię nadziei, że działania na tym polu zapoczątkuje Platforma Obywatelska, która dopiero co zrezygnowała z sensownej polityki wschodniej, w zamian nie proponując żadnej koncepcji, w której Polska byłaby podmiotem a nie przedmiotem w relacjach z zagranicą. Już prędzej inicjatorem mógłby być charyzmatyczny i nieprzeciętny premier Węgier, który dobrze rozumie sytuację w naszym regionie i na jego granicach. Mógłby również być nim Jarosław Kaczyński, gdyby udało mu się wrócić do władzy. Innych kandydatów myślących perspektywicznie (a nie „tu i teraz”) i wyciągających konstruktywne wnioski z przeszłości na horyzoncie nie widać.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 16 lut 2011, 14:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/44736

Grupa wyszehradzka - stulecia tradycji.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 27 lut 2011, 15:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2011/02/26/ ... -paradoks/

Polska ma dwa wyjścia - albo Międzymorze, albo upokarzająca niewola prowadząca do powolnego wymierania narodu. Dlatego każde działanie wpychające Białoruś w łapy Rosji lub UE jest zdradą Polski. Dziś tylko Białoruś pod Łukaszenką oraz Węgry Orbana nadają się na sojuszników wolnej Polski. Możliwe jest też dogadanie się z Czechami i Słowacją. Dziś Ukraina, mająca promoskiewskiego prezydenta, a jednocześnie kultywująca banderowców, jest wrogiem Polski i wrogiem Międzymorza. Jest sama sobie wrogiem, tak jak Polska pod rządami PO lub SLD też jest także sama sobie wrogiem.

Kopia artykułu:

Andrzej Kumor: Smutny paradoks
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2011-02-26

Przy okazji ruchawek i gwałtów w świecie arabskim wiele osób zadaje sobie pytania:
a. – na ile są to wypadki spontaniczne, a na ile „podszturchiwane”; i
b. – czy tego rodzaju bunt przeciwko mniej lub bardziej legalnej władzy jest możliwy w krajach, jak Polska.
Na pytanie drugie można odpowiedzieć łatwo i precyzyjnie. Otóż, nie jest.
Podstawowym elementem składowym arabskich rewolucji jest umownie mówiąc demografia – społeczeństwa arabskie są „rewolucyjne”, ponieważ są „młode”. Łatwo wykazać na podstawie doświadczeń historycznych, że wszędzie tam, gdzie młodzieży jest w bród – czyli był/jest wysoki przyrost naturalny – łatwo wzruszyć materię ot choćby przy pomocy dobrze przemyślanej prowokacji. Gdy dodamy do tego poprawiającą się sytuację ekonomiczną – zamieszki murowane. Poprawiającą, ponieważ to właśnie taka poprawa rozbudza aspiracje i potęguje dysproporcje społeczne
U nas, w Polsce, młodzieży czyli ludzi najbardziej ideowych, a do tego nie posiadających jeszcze własnych rodzin, nie jest w stosunku do reszty tak dużo. W Polsce istnieje też wentyl bezpieczeństwa w postaci powszechnych wyjazdów zarobkowych młodych ludzi. Jeśli dodamy do tego brak samoorganizacji i medialne ogłupianie, uznać wypada, że plastyka polskiego społeczeństwa jest bardzo wysoka, a tzw. władza może Polaków dowolnie urabiać, zanim dojdzie do jakichkolwiek realnych zagrożeń ze strony niezadowolonej „ulicy”
Nie znaczy to, oczywiście, że ulica nigdy się nie ruszy. Na razie jesteśmy świadkami cyklu narastania poziomu bezczelności rządzących. Ta faza trwa od długiego czasu. Pomału, niewielkimi krokami, Polacy dali sobie odebrać prawie wszystko, do czego wcześniej jako naród aspirowali.
Zaczęło się jeszcze na samym początku przemian, kiedy władza bała się wybuchu, rozliczeń i sądu za zbrodnie komunizmu, ale szybko wyszło na jaw, że nie trzeba jakichś specjalnych działań poskramiających – w Polsce niewiele osób jest zainteresowanych rzeczywistą niepodległością państwa, jeszcze mniej rozumie, na czym ona polega, a całkowity margines zdaje sobie sprawę jak to się robi – jak chroni się suwerenność i nie dopuszcza do pozbawienia państwa zasadniczych prerogatyw umożliwiających skuteczną obronę interesu narodowego.
Nie ma więc zbyt dużych nadziei, by Polacy nagle zaprotestowali dzisiaj, domagając się odbudowy państwa czy w obronie jakichś ideałów. Zbyt mało jest młodych, świadomych Polaków, zbyt wielu osobom skutecznie wyjałowiono mózgi.
Internetowe debaty i fora nie zastąpią politycznej samoorganizacji i raczej mają charakter wentyla bezpieczeństwa, pozwalając dodatkowo obozowi rządzącemu na rozpoznanie ewentualnego przeciwnika walką. Jak pokazują wypadki arabskie, jak przyjdzie co do czego, to Internet można wyłączyć, przez co bardziej radykalni blogerzy będą mogli co najwyżej wyżalić się żonie w kuchni.
Na polską „ulicę” nie ma co liczyć, bo jej po prostu nie ma, zaś polska klasa polityczna chodzi na pasku: 1. dużych pieniędzy krajowych (komunistycznych) i zagranicznych (korporacyjnych), 2. skrótowo rzecz ujmując „obcych ambasad”.
Gdzie leży szansa Polski? W pracy u podstaw – w przechowaniu idei narodowej do czasu, aż lokalne społeczności: ludzie z gminy, miasta, powiatu, zrozumieją, że samoorganizacja pozwala lepiej zabezpieczyć ich interes i interes ich dzieci. Aby to dostrzegli, muszą być na tyle rozgarnięci, żeby odróżnić informację od manipulacji, aby oglądając telewizor czy czytając wiadomości internetowe, potrafili odczytać prawdziwy przekaz – dlaczego, w jakim celu ktoś mówi, co mówi, i robi, co robi?
Muszą zostać uratowani sprzed walca zabobonów politycznej poprawności i multi-kulti tolerancji; muszą pielęgnować w sobie dumę narodową i radość z przynależności do polskiej rodziny.
Z narodowego punktu widzenia lepszy jest szowinizm niż obojętność; z narodowego punktu widzenia najważniejszy jest dobrze ukształtowany zmysł obserwacji, który pozwala prawdziwie oceniać rzeczywistość, i ustrzec się przed pogonią za jakimiś wrzutkami.
Na czym polega zdolność normalnego myślenia? Oto przykład pierwszy z brzegu.
Stany Zjednoczone – teoretycznie najbardziej demokratyczny kraj na ziemi – są dzisiaj symbiotycznie sczepione z komunistyczną dyktaturą chińską do tego stopnia, że bez Pekinu amerykańska gospodarka stanie w miejscu.
Tymczasem, słaba militarnie Polska wciela się w rolę pieska obszczekującego dyktaturę pegeerowca Łukaszenki w Mińsku. Wystarczy chwilę się zastanowić, by dojść do wniosku, że współpraca z izolowanym dyktatorem mogłaby się nam strategicznie opłacać. Mówiąc „nam”, mam na myśli Polaków, nie zaś chłopaczków biegających po korytarzach budynków na Wiejskiej, Szucha czy w Al. Ujazdowskich.
Skoro pokój miłującym, dojrzałym demokratycznie Stanom Zjednoczonym w ogóle nie wadzi chińskie samodzierżawie przy robieniu interesów, to dlaczego naszej kuśtykającej polskiej gospodarce nie miałaby wyjść na dobre współpraca z cieszącym się poparciem swej ulicy Łukaszenką i wspólne konstruowanie środkowoeuropejskiego bloku zdolnego przeciwstawić się wpływom Moskwy i Berlina oraz zapewnić sobie bezpieczeństwo nie tylko energetyczne w oparciu o wenezuelską ropę, kazachski gaz i białoruskie fabryki rakiet balistycznych, oczywiście przy wsparciu chińskich inwestycji kapitałowych?
Byłoby to całkiem realne, gdyby w Warszawie rządził rząd poważnego, niepodległego państwa polskiego.
Z porównania do Białorusi wychodzi na to, że o wiele bardziej niepodległe są dzisiaj rządy mińskiego satrapy, a ogłupiałym Polakom tłumaczy się, że „w imię demokracji” muszą knuć, jak tu go z tego Mińska wygonić. To tylko jeden smutny paradoks, wynikający z nieumiejętności politycznego rachowania i medialnego zaczadzenia.
Andrzej Kumor, Mississauga
http://www.goniec.net


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 06 cze 2011, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Idea jagiellońska wiecznie żywa! List do organizacji społecznych

Przedstawiamy Państwu dwa dokumenty, które stworzyli przyjaciele Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej, inicjatorzy polsko-ukraińsko-tatarskiego okrągłego stołu, który odbył się w maju tego roku w Dniepropietrowsku. Wszystkich zainteresowanych współpracą prosimy o kontakt z redakcją. Zachęcamy do informowania o inicjatywie wszystkich te osoby i instytucje, które mogłyby wnieść coś od siebie w więzi Polaków z innymi narodami naszej części Europy. Dołączcie do nas!

List do polskich, ukraińskich i krymotatarskich organizacji społecznych

Historia narodów polskiego, ukraińskiego i krymskotatarskiego posiada wiele wspólnych wątków. Są to kulturalne, społeczne i polityczne wpływy, które nasze narody wywierały na siebie na przestrzeni wielu set lat. Warto zwrócić uwagę również na wspólne losy historyczne Polaków, Ukraińców i Tatarów Krymskich, którzy utracili swoją państwowość w drugiej połowie XVIII wieku, a następnie byli ciemiężeni przez carską Rosję, zbrodniczy reżim stalinowski, padli ofiarą nihilizmu prawnego w okresie postsowieckim. Katyń, sztuczny głód i deportacja Tatarów Krymskich stały się smutnymi kartami naszej wspólnej historii.


Myśląc o współczesnej sytuacji narodu krymskotatarskiego, którego prawa 20 lat po rozpadzie ZSRR wciąż nie są przywrócone, oraz o położeniu Ukrainy, mimowolnie zaczynamy szukać odpowiedzi na mnóstwo pytań dotyczących nie tylko najbliższej, ale i dalszej przeszłości. Odpowiedź nasuwa się w miarę poznawania wspólnych kart historii narodów polskiego, ukraińskiego i krymskotatarskiego, których losy były podobne w czasie powstań narodowych, jak i okresach tragicznych.

Historia wieku XX obfituje w potworne zbrodnie przeciwko ludzkości, które doprowadziły do olbrzymich ludzkich strat, które to straty nie ominęły naszych narodów. Polski naród przeżył kolejne rozbiory państwa i jarzmo totalitarnych reżimów nazistowskich Niemiec i bolszewickiego ZSRR. Dążenia narodów ukraińskiego i krymskotatarskiego do samostanowienia po rozpadzie imperium rosyjskiego w 1917 roku zostały bezlitośnie stłumione.

W latach 1921, 1931-32, 1947 w trakcie sztucznego głodu i aktu ludobójstwa, zaaranżowanego przez reżim komunistyczny, naród ukraiński stracił około dziesięciu milionów ludzi. Tatarzy Krymscy w roku 1944 zostali masowo deportowani z Krymu m.in. do Azji Środkowej i na Ural, gdzie z powodu nieludzkich warunków materialnych, panującego głodu i wycieńczenia stracili przeszło połowę ogólnej populacji narodu.

Jesteśmy przekonani, że jednym z powodów tych tragedii stał się brak jedności pomiędzy naszymi narodami. W rezultacie konfrontacji i krwawych wojen, które miały miejsce w XVII-XVIII w. pomiędzy Krymem, Ukrainą i Polską, bez względu na zwierane sojusze i odniesione zwycięstwa lub porażki, wszyscy ostatecznie ucierpieliśmy.

Dzisiaj to wszystko jest już historią, ale problemy natury politycznej i prawnej pozostały bez zmian. Po rozpadzie imperium sowieckiego, upadku komunistycznych reżimów w Europie Wschodniej narody polski i ukraiński rozpoczęły pracę nad wzmacnianiem suwerenności swoich państw. Tatarzy Krymscy wracają na Krym z miejsc deportacji stalinowskiej, urządzają się i odradzają swą kulturę w historycznej ojczyźnie.

Szczerze się radujemy, że współczesna Polska jest pełnoprawnym członkiem Wspólnoty Europejskiej. Z satysfakcją konstatujemy, że Ukraina przechodzi aktualnie długą, lecz własną drogę samostanowienia i dąży do zbudowania państwa prawa i zajęcia godnego miejsca w strukturach unijnych. Niestety nie ma dziś pewności, że proces ten stanie się dla ukraińskiego narodu nieodwracalny i Ukrainy w przyszłości dołączy do Unii Europejskiej.

Jesteśmy przekonani, że w nadzwyczaj ważnym procesie integracji europejskiej Ukrainy, poprzez realizację własnych założeń programowych, znaczącą rolę mogą odegrać polskie, ukraińskie i krymskotatarskie organizacje pozarządowe. We współczesnym globalizującym się świecie nie ma alternatywy dla państwa prawa i ustroju opartego o poszanowanie praw człowieka.

Mając na uwadze powyższe, zapraszamy polskie, ukraińskie i krymskotarskie organizacje społeczne do koordynacji wspólnych starań na rzecz pojednania, które będzie sprzyjać przyjaźni naszych narodów.

Trudne pytania dotyczące wspólnej historii mogą być omówione w oparciu o wzajemne poważanie. Od tego zależą przyszłe dobre relacje i przyjaźń sąsiadujących ze sobą narodów.

Zwracając się z tym zaproszeniem do polskich, ukraińskich i krymskotatarskich organizacji społecznych, proponujemy spotkać się i omówić poruszone kwestie przy okrągłym stole w Warszawie, Kijowe, Bakczysaraju lub w dowolnym innym mieście w naszych krajach.



Dr Władysław Gribowskij, dyrektor Instytutu Badań Społecznych, m. Dniepropietrowsk.


Władysław Ładygin, przewodniczący charytatywnej Fundacji im. Iwana Sirko.


Ali Hamzin, naczelnik wydziału kontaktów zagranicznych Medżlisu Narodu Krymskotatarskiego.


Ibraim Wojennyj, krymska republikańska organizacja społeczna „Kojdeszler”, delegat do Światowego Kongresu Tatarów Krymskich.

Jeśli idea podnoszona przez przedstawicieli narodów Europy Wschodniej wydaje się Państwu ciekawa, to zapraszamy do lektury także drugiego dokumentu.

http://www.portal.arcana.pl/Idea-jagiel ... ,1268.html

http://portal.arcana.salon24.pl/312357, ... polecznych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 10 wrz 2011, 10:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2011/09/08/ja ... itycznych/

Ponieważ idei międzymorza w okresie międzywojennym nie zrealizowano, Europa Środkowa zapłaciła za to straszliwą cenę. Teraz cena za zaniechanie tego projektu może być jeszcze większa.

Kopia artykułu:

Jarosław Kozakowski: Józef Piłsudski i Karl Haushofer – prekursorzy nieprzemijających koncepcji geopolitycznych
WALDEMAR GLODEK, 8 WRZ 2011 O 21:30

Międzymorze – federacja państw usytuowanych między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym – miała, według koncepcji Piłsudskiego, nawiązywać do jagiellońskich tradycji wielokulturowej Rzeczpospolitej i stanowić zabezpieczenie przed ekspansją Niemiec i Rosji.
W planach naszej ówczesnej dyplomacji można znaleźć stwierdzenie, że najbardziej korzystnym „układem jest istnienie poza naszą południową granicą szeregu organizmów lub zespołów pionowych (z Północy na Południe) opartych o wspólną z nami granicę, potrzebujących stale naszego poparcia, a więc umożliwiających nam dogodną grę polityczną między nimi i stąd stały wpływ na bieg ich polityki”.
W przeszłości podobny do Międzymorza układ okazał się skuteczny – dzięki unii polsko-litewskiej możliwe było zlikwidowanie zagrożenia ze strony Zakonu Krzyżackiego.
Jednak starania Marszałka mające na celu utworzenie takiej przestrzeni współpracy politycznej, gospodarczej i kulturalnej w Europie Środkowo-Wschodniej natrafiały na gwałtowny opór, począwszy od kraju, w którego interesy realizacja tej koncepcji godziłaby najbardziej (ZSRR), a skończywszy na wrażliwych na punkcie swoich niepodległościowych dążeń Litwinach i Ukraińcach.
Brak zrozumienia tej koncepcji przez wielu polityków (także polskich) doprowadził do porażki idei Międzymorza, ironią losu wszystkie państwa mogące zostać członkami federacji znalazły się w chwili rozpętania II Wojny Światowej w strefie wpływów ZSRR lub III Rzeszy.
Czasowym sukcesem została zaś zwieńczona koncepcja, której prekursorem był Karl Haushofer – niemiecki generał i geopolityk. Hasła Haushofera miały ogromny wpływ na ekspansjonistyczne strategie nazistowskich przywódców (jego asystentem był przez pewien czas Rudolf Hess). W 1940 r. wysunął on koncepcję bloku kontynentalnego (oś Berlin – Moskwa – Tokio), wstępem do którego realizacji był pakt Ribbentrop – Mołotow, stwarzający linię bezpośredniego styku między III Rzeszą a Związkiem Sowieckim. Gdyby Hitler i Stalin doszli do porozumienia, że dalsza ich ekspansja powinna skierować się na południe to układ ten byłby zabójczy dla Polaków. Dlatego szczęściem w nieszczęściu była agresja hitlerowskich Niemiec na bolszewicką Rosję.
Historia lubi się powtarzać. Powstanie po upadku komunizmu Grupy Wyszehradzkiej wiele osób przywitało z nadzieją na zacieśnienie współpracy między Polską, Czechami, Słowacją i Węgrami. Jednak aktywność tych państw skupiała się na czymś innym: na wpieraniu się tylko w drodze do Unii Europejskiej.
Trudności w nawiązaniu dobrej współpracy z Litwą i Ukrainą jak żywo przypominają te z czasów II RP.
Program Partnerstwa Wschodniego zakładający zacieśnienie współpracy z Białorusią, Ukrainą, Mołdawią, Gruzją, Azerbejdżanem i Armenią spotkał się z chłodnym przyjęciem Moskwy.
Tymczasem niektórzy analitycy, jak np. John C. Hulsman, zaczęli przestrzegać przed odradzaniem się bloku kontynentalnego: „wzięta razem francusko- -niemiecko-rosyjska kombinacja posiada atrybuty supermocarstwa zdolnego przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym w skali globalnej: z Francją sprawującą polityczne i ideologiczne przywództwo, z Niemcami wnoszącymi potencjał gospodarczy i z Rosją wnoszącą swój potencjał militarny”.
Ideę „imperium franko-germańskiego” popularyzują szczególnie rosyjscy geopolitycy. Na przeszkodzie do takiego stanu rzeczy stoją nieodmiennie Polska, kraje bałtyckie, Czechy i Słowacja, Węgry, Rumunia, Ukraina i Białoruś.
Jarosław Kozakowski

Zrodlo: Dobry Znak, Wydanie 7 (65) / 2011
http://gazeta-dobryznak.pl/index.php?art=970


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 31 sty 2012, 18:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/polsko-litewsko-uk ... 012/01/31/

Przypadkowy zalążek Międzymorza? Czasem i z takich ziarenek rodzą się wcale niezamierzone owoce.

Kopia artykułu:

Polsko-Litewsko-Ukraińska brygada wojskowa
EUROPA I RESZTA ŚWIATA | STYCZEŃ 31, 2012 O GODZINIE 12:33

Z wizytą do Polski przyjechał Arvydas Pocius, dowódca Litewskiego Wojska. Celem wizyty Pociusa było m.in. zapoznanie się z lubelską bazą wojskową, w której mieści się sztab dowodzenia powstającej, wielonarodowej brygady wojskowej.
Główne siły brygady będą stacjonować na terytorium poszczególnych krajów – żołnierze litewscy na Litwie, a ukraińscy na Ukrainie. W lubelskiej centrali pojawią się za to przedstawiciele armii obu krajów – po kilku żołnierzy z każdego z nich. Brygada ma osiągnąć wstępną gotowość do działań na koniec 2012 r., a pełną do końca 2013 r.

Więcej: http://www.kresy.pl/wydarzenia,wojskowo ... e-wojskowa

AA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 26 lut 2012, 18:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wiernipolsce.wordpress.com/2012/ ... ard-opara/

A może Polska, Ukraina i Białoruś wraz z sąsiadami tak zostaną zaszczute przez Niemcy i Rosję, że wbrew niemiecko-moskiewsko-żydowskim planom same z siebie zmuszone zostaną do utworzenia międzymorza?

Kopia artykułu:

Federacja Słowiańska-Ryszard Opara
Posted on 26 Luty 2012 by Adm

Federacja Słowiańska – WSTĘP – do Federacji Europy ŚRODKOWEJ
Obrazek

Przyszłość Unii Europejskiej, tego sztucznego (kulturowo i pod wieloma innymi względami) tworu polityczno-gospodarczego powstałego na zlecenie, w interesie „UE Wielkich Niemiec ” jest przesądzona.
Ostry kryzys finansowy, zwiastujący w najbliższym czasie bankructwo wielu krajów członkowskich, będzie prowokował konflikty społeczne (i narodowe) – co w rezultacie doprowadzi do rozpadu UE. To wyłącznie kwestia czasu. Powstaje jednak logiczne pytanie – co dalej, jakie będą następstwa dezintegracji? W jakiej formie będzie funkcjonować Europa? Jakie są alternatywy i jakie możliwe rozwiązania geopolityczne? Wariantów jest kilka:
1. Integracja Europy od Lizbony po Władywostok jest oczywistym absurdem.
2. Europa Zachodnia (Niemcy, Austria, Francja, Szwajcaria, Kraje Beneluxu) –jako dawna wspólnota Węgla i Stali – pozostanie UE – unią gospodarczo-polityczną.
Kraje Europy Południowej – Hiszpania, Portugalia, Włochy nie mając alternatywy pozostaną w UE.
Wielka Brytania pozostanie na uboczu – stowarzyszona z UE
3. Federacja krajów Europy Środkowej – łącząca wszystkie kraje regionu od Skandynawii do Turcji – jest raczej mało realna na chwilę obecną.
Skandynawia prezentująca pewną wspólnotę (geograficznie, kulturowo i socjalnie) to istotna część Europy. Mając problemy demograficzne i niewielką populacje – nie będzie w stanie funkcjonować w izolacji. Najbliższe lata pozostanie jednak częścią UE.
Chyba, że wielkim sukcesem i alternatywą będzie…
4. Federacja krajów Słowiańskich, które w przeszłości funkcjonowały w strukturze jednego państwa (Królestwa) – jest trudna ale możliwa. Być może pragmatyzm dziejowy, obrona własnych interesów (poszczególnych państw), okaże się siłą zmuszającą niejako do stworzenia takiej federacji. Nie ulega bowiem wątpliwości, że kraje Europy Środkowej pod wieloma względami (przede wszystkim poziomem i potencjałem zamożności) nie mają żadnych szans w strukturach UE Niemiec.

Jaka jest bowiem przyszłość Białorusi, Litwy, Łotwy, Słowacji, Węgier, Bałkanów, Grecji a nawet Polski czy Ukrainy. Wszystkie te kraje będą zwyczajnie przedmiotem zaborczych „rozgrywek” pomiędzy globalnymi interesami UE (i USA) oraz imperializmem Rosyjskim.
Kraje te musi połączyć wspólnota obrony własnych interesów narodowych na najbliższą przyszłość. W przeciwnym razie – kraje te w najbliższych 25 latach zwyczajnie przestaną istnieć jako niezależne państwa.
Skoro możliwa była Federacja tych krajów w przeszłości – funkcjonując przez kilkaset lat…to. Co miałoby/mogłoby jednak cementować taką unię, jaki by miał być cel przewodni i jaka rola w nim poszczególnych narodów i elit?
Federacja Słowiańska może być WSTĘPEM do Federacji Europy Środkowej (Centralnej).
Przeanalizujmy w wielkim skrócie obecną sytuację Naszego Kraju.
Polska jest członkiem NATO – pakcie z założenia obronnym – ale a rzeczywistości agresywnym i wciągającym RP w kosztowne i haniebne wojny kolonialne. Głównie na Bliskim Wschodzie i Afryce Płn. – gdzie globalne interesy UE i USA – próbujące przejąć kontrolę nad światowymi zasobami energetycznymi – za pomocą własnej propagandy, technologii i wojsk UE.

Polska jest w UE zdominowanej całkowicie przez interesy i kapitał Niemiec i Francji. Odbywa się wojna o dominację europejską – za pomocą narzędzi finansowych. (Wielka Brytania jako członek UE pilnuje wyłącznie własnych interesów). W ramach UE, powiązano Nasz Kraj wieloma niekorzystnymi dla Polski traktatami, komisarycznie zarządza się naszym krajem – już wkrótce UE Niemiec, może zażądać od nas byśmy nie tylko spłacali jej długi ale wręcz oddali w jej zarząd całe nasze sprawy finansowe.
Wstępowaliśmy do UE jako do klubu państw zamożnych i dobrze rozwiniętych – dziś jest to unią bankrutów i niepokojów społecznych. Z takiego towarzystwa, towarzystwa bankrutów trzeba jak najszybciej się wycofać. Z walącego się domu trzeba uciekać, jak z tonącego statku. Jak jednak opuścić walącą się w gruzy Unię Europejską (a także NATO) nie doznając strat i nie popadając samemu w ruinę. Zabezpieczając się jednocześnie przed odwetowymi sankcjami i atakami z jej strony w momencie jej opuszczenia. Jest to dla nas i dla polskiej racji stanu niesłychanie ważne zagadnienie. Faktem jednak jest niezaprzeczalnym:
UE Niemiec powoli ale systematycznie obraca nasze państwo w region, w prowincję.Podobna sytuacja, przyszłość dotyczy innych członków UE: Litwy, Łotwy, Słowacji, Węgier.
Na wschodzie mamy za sąsiadów dwa państwa, które mają innego typu zagrożenia.
Białoruś – państwo w budowie, z silnym przywódcą, próbujące utrzymać swoją suwerenność – poddawane bezustannym próbom destabilizacji ze strony zachodu (głównie USA), które wykorzystując naciski gospodarcze, wszechobecną biedę, prowokując niepokoje społeczne – podbudowane manipulacjami propagandowymi – dążą do upadku obecnych struktur władzy. Następnie zainstalują marionetkowy Rząd aby Białoruś zniewolić i zwyczajnie rozszabrować. Z drugiej strony wpływy, kapitał Rosyjski (nie ma innego wyjścia) – coraz bardziej przejmuje kontrolę nad gospodarka i finansami Białorusi. Suwerenność kraju jest bardzo zagrożona.

Ukraina, wielki i dobrze zaludniony kraj – tradycyjnie podzielony na część pro-rosyjską i pro-europejską. Obecny Prezydent zdobył władzę z pomocą Rosji, która wyraźnie zmierza do całkowitej dominacji polityczno-gospodarczej Ukrainy (a nawet wprost aneksji terytorialnej całej lub większości kraju). Wschodnią część kraju uważana jest za rdzennie rosyjską i w tę stronę zmierza. Ukraina Zachodnia jest przeciwna dominacji Rosyjskiej, dążąc do związków z UE – jednak liderzy Ukrainy obawiają całkowitej zależności gospodarczo-finansowej kraju od UE zdominowanej przez Niemcy. Chcieliby widzieć swój kraj niezależny ale w UE na zasadach partnerskich. Widzą coraz bardziej, że to raczej niemożliwe, że będą tak samo jak m.in. Polska zwyczajnie wykorzystane na wszelkie możliwe sposoby.
Ukraina znajduje się (tak samo jak Polska i reszta) między młotem rosyjskim a kowadłem UE Niemiec.Jej przyszłość i suwerenność jest również zagrożona.
Wszystkie państwa: Polska, Białoruś i Ukraina (także Litwa, Łotwa) stanowiące przez kilka kolejnych wieków europejskie mocarstwo pod nazwą Rzeczypospolita, (Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie) – dziś są w stanie zwiększającego się zagrożenia.

Zagrożenia te – siłą rzeczy powinno te kraje zbliżyć do siebie ponownie.
Proponuje utworzenie Federacji Słowiańskiej w formie jednego silnego organizmu państwowego, bazującego na historycznej wspólnocie słowiańskiej i wielowiekowym historycznym współistnieniu w obrębie państwa Jagiellonów i Wazów – który jest pragmatyczną koniecznością dziejową, powstałą w wyniku realnego zagrożenia przyszłości i suwerenności poszczególnych krajów – funkcjonujących dziś jako odrębne państwa.
Połączenie Polski, Białorusi, Ukrainy (a także Litwy, Łotwy, Słowacji, Węgier i innych krajów Europy Centralnej), w jeden wielki organizm państwowy zlikwidowałoby w dużej mierze wspomniane wyżej zagrożenia dla tych państw. Nowo powstałe państwo byłoby zbyt silne by można było je poddawać jakimkolwiek naciskom, czy szantażowi polityczno-gospodarczemu.
Zacznijmy od Federacji Słowiańskiej: Polski, Białorusi i Ukrainy Obszarowo byłoby to państwo o powierzchni równej 1.123. 979 km kw² – Zamieszkałe zaś przez 93.374.063 mieszkańców:
Polska 312 679 km² mieszkańców 38 200 037
Białoruś 207 600 km² mieszkańców 9 467 900
Ukraina 603 700 km² mieszkańców 45 706 126
—————————————————
Razem 1.123. 979 km kw². 93.374.063 mieszkańców

http://m.nowyekran.pl/cdc2b7ec04649f5e9 ... 1c,0,0.jpg
Rysunek 1 FEDERACJA SŁOWIAŃSKA[/center]

Warto nadmienić że:
Rosja 17 075 400 km² 142 914 136 mieszkańców
Niemcy 357 114 km² 81 724.000 mieszkańców
Francja 675 417 km² 66 000 000 mieszkańców

Federacja Słowiańska (F-S), po Federacji Rosyjskiej byłaby największym i najludniejszym państwem w Europie. Byłby to państwo obfite w bogactwa naturalne i żyzne ziemie. Państwo z dostępem do dwóch mórz, z umiarkowanym i zdrowym klimatem i ze szlakami komunikacyjnymi z północy na południe i z zachodu na wschód. F-S byłaby atrakcyjna dla też innych: (Litwy, Łotwy, Słowacji, Węgier) – Mogłaby z czasem stać się potęgą Europejską a mądrze zarządzane w jedną dekadę stałoby się mocarstwem regionalnym gwarantującym bezpieczeństwo swoich granic i spokojny żywot swoim mieszkańcom. A to jest dobrem najwyższym dla każdego państwa i każdego narodu.

Federacja Słowiańska nie jest pomysłem nowym, trudnym do realizacji. Istniejące historycznych antagonizmów narodowych, (niejednokrotnie prowokowanych i podsycanych przez ościenne interesy) które będą stanowić przeszkodę trudną do pokonania. Diabeł też (jak wiadomo) tkwi w rozmaitych szczegółach. A tych będzie mnóstwo do negocjacji – od zasadniczych jak chociażby: Konstytucja Federacji Słowiańskiej, Ordynacja Wyborcza, zasady funkcjonowania, sprawowania władzy FS; jak również wspólny hymn, flaga, waluta. Mnóstwo innych, które pokaże życie. Nie można też liczyć na życzliwość ze strony Rosji, USA czy UE Niemiec. Ale – może to być w interesie… Chin…?
Konieczność dziejowa i historyczna dyktuje NAM stworzenie Federacji Słowiańskiej w I etapie – jako podstawę do realizacji planu geopolitycznego – Federacja Europy Środkowej.
Należy też znaleźć wspólny język, wspólną wolę działania – bo:
„if there is the will – there is the way” – “jeżeli jest wola – jest droga”.
Ryszard Opara

Obrazek

Ps. Na samej górze stracone szanse federacyjne wg planów Piłsudskiego, poniżej inna propozycja Georga Friedmana:

za: http://ryszard.opara.nowyekran.pl/post/ ... -srodkowej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 28 mar 2013, 12:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=8266

Czy z takiego mizerniutkiego ziarenka ma szansę wyrosnąć coś w rodzaju chroniącego Europę Środkową Międzymorza?

Kopia artykułu:

Polska: Powstaje trójnarodowa brygada

26 marca minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, występując w Senacie przed zgromadzonymi w Warszawie parlamentarzystami Polski, Litwy i Ukrainy, przedstawił bliższe informacji na temat zapowiedzianego sformowania trójnarodowej brygady wojskowej, która ma się składać z żołnierzy polskich, litewskich i ukraińskich.
– Liczymy na to, że znajdziemy w parlamentach poparcie dla idei współpracy regionalnej. To przedsięwzięcie to wyraz takiej współpracy – naszym zdaniem jest to bardzo perspektywiczne. (…).Chcielibyśmy, aby ta jednostka przedstawiała realną wartość bojową, dlatego natychmiast po podpisaniu umowy przystąpimy do prac nad porozumieniem technicznym oraz do szkolenia pododdziałów. (…). Do tej pory uzgodniliśmy z Litwą i Ukrainą koncepcję funkcjonowania brygady, zapisy wykazu wymaganych sił, w tym dowództwa i sztabu oraz koncepcje zabezpieczenia logistycznego, systemu rozpoznania, systemów łączności i dowodzenia, ćwiczeń i szkoleń, użycia wielonarodowej policji wojskowej i ochrony przeciwpożarowej. (…).W najbliższym czasie zostanie ostatecznie uzgodniona i podpisana „Umowa między Rządem Republiki Litewskiej, Rządem Rzeczypospolitej Polskiej i Gabinetem Ministrów Ukrainy dotycząca utworzenia wspólnej jednostki wojskowej”. (…) stanowiska dowódcy brygady, jego zastępcy i szefa sztabu rotowane będą co dwa lata, a podział stanowisk w sztabie brygady odpowiadać będzie wkładowi państw w strukturę sił brygady. (…). Szczegóły etatu ustalone zostaną w drodze negocjacji. – mówił minister.
Zgodnie z założeniami projektu, jesienią bieżącego roku powinny rozpocząć się szkolenia i ćwiczenia brygady, w tym ćwiczenie certyfikujące. Narodowe komponenty brygady mają stacjonować na terytoriach własnych państw. Nadzór nad brygadą sprawować będzie Grupa Koordynacyjna, utworzona z ekspertów ministerstw obrony trzech państw. Za szkolenie i przygotowanie narodowych komponentów do operacji odpowiadać mają władze poszczególnych państw, natomiast koordynacja szkolenia i przygotowań do operacji będzie należała do strony polskiej. Komponenty brygady będą podlegały narodowej certyfikacji. Wysokość wkładu finansowego każdej ze stron uzależniona została od procentowego udziału stanu osobowego poszczególnych państw w całości obsady etatowej dowództwa brygady.
Według informacji polskiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego organizacja trójnarodowej brygady przebiega następująco:
POLSKA: 1 lipca 2011 r. na bazie 3 Brygady Zmechanizowanej w Lublinie zostało utworzone dowództwo części polskiej LITPOLUKRBRIG wraz z batalionem dowodzenia. Od drugiego kwartału 2012 r. brygada jest gotowa do przyjęcia w swoje struktury żołnierzy ukraińskich i litewskich.
LITWA: Planowane jest wydzielenie do dowództwa brygady 3-5 oficerów w zależności od tego, kto przejmuje dowodzenie brygadą w ramach rotacji, a także batalionu zmechanizowanego, w tym plutonu rozpoznawczego – łącznie ok. 600 żołnierzy. Ponadto plutonu przeciwlotniczego do składu dywizjonu przeciwlotniczego, w liczbie 30 żołnierzy. Strona litewska deklaruje również gotowość wydzielenia 9 żołnierzy do grupy współpracy cywilno-wojskowej (CIMIC).
UKRAINA: Strona ukraińska oddeleguje 18 oficerów do dowództwa brygady. Ponadto batalion aeromobilny z możliwościami (zdolnościami) zbliżonymi do batalionu zmotoryzowanego wyposażonego w transportery BTR, w tym pluton rozpoznania (14 żołnierzy) – łącznie 298 żołnierzy; kompanię saperów do składu batalionu inżynieryjnego (33 żołnierzy); element rozpoznania do plutonu chemicznego (9 żołnierzy); kompanię zaopatrzenia (45 żołnierzy) oraz kompanię remontową (55 żołnierzy) do batalionu logistycznego. Władze Ukrainy zadeklarowały również gotowość wydzielenia 16 żołnierzy do grupy działań psychologicznych (PSYOPS); wielonarodowej policji wojskowej (MP) – 32 żołnierzy; dywizjonu artylerii baterii 122 mm haubic artylerii ciągnionej – 45 żołnierzy.
Źródło: bbn.gov.pl

Komentarz Redakcji: Wreszcie choć skromna inicjatywa militarna państw naszego regionu podjęta nie na polecenie USA. Orzeł, Pogoń i Archanioł znowu razem! (A.D.)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 08 sie 2013, 23:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://polityka-narodowa.pl/intermarium ... pospolita/

Intermarium: Nowa Rzeczpospolita?
Adam Andruszkiewicz

Do niedawna stwierdzenie, iż Unia Europejska może się rozpaść, zaś miejsce USA i Rosji jako dwóch głównych rozgrywających w teatrze międzynarodowej polityki zajmą Chiny, Brazylia czy Indie, były komentowane najwyżej w tonie kabaretowo-rozrywkowym. Dziś, są to scenariusze, które na co dzień kreślą eksperci niezależnie od własnego profilu ideowego. W tej sytuacji nie tylko warto, lecz należy przedstawiać alternatywne możliwości gwarantujące stabilność Polski i regionu. Jedną z nich, jest niewątpliwie pomysł współpracy państw niegdyś wchodzących w skład I Rzeczypospolitej.

Projekt

„Nowa Rzeczpospolita” to projekt zainicjowany przez pewne środowisko z… Białorusi. Niewiele o tym środowisku wiadomo poza tym, że propaguje restaurację monarchii i ścisły związek m.in. z Polską. Abstrahując od proponowanej formy rządów, warto się takiej propozycji przyjrzeć bliżej.

Nowe państwo, federacja, konfederacja bądź związek zupełnie niezależnych państw obejmować miałby Polskę, Białoruś, Ukrainę, Litwę i Łotwę. Autorzy projektu nie dopisali zupełnie naturalnego uczestnika takiego porozumienia – Estonii, która w razie realizacji takiego scenariusza oraz w obliczu rosyjskiego sąsiada raczej nie mogłaby pozwolić sobie na neutralność – co niniejszym czynię i jednocześnie przechodzę do własnej analizy możliwości odnowienia Rzeczypospolitej.

Związek wymienionych państw skutkowałby powstaniem nowego tworu na arenie międzynarodowej, którego potencjał osiągnąłby automatycznie poziom głównych rozgrywających w Europie, a także ważnego podmiotu na świecie. „Nowa Rzeczpospolita” miałaby łącznie ponad 100 milionów mieszkańców, zaś powierzchnię ok. 1 300 000 km2.

Gospodarka

Połączenie bądź przynajmniej silne powiązanie naszych gospodarek utworzyłoby wielki potencjał na przyszłość, jednak stwierdzić należy uczciwie, iż w dniu dzisiejszym odnowiona Rzeczpospolita musiałaby borykać się z wieloma trudnościami.

Pisząc o potencjale, należy wymienić tu bogactwo surowców naturalnych, którymi dysponuje przede wszystkim Polska i Ukraina. Węgiel, miedź, rozwinięty przemysł metalurgiczny, żelazo, złoża siarkowodoru, żyzne gleby. Z pewnością mądre reformy i unowocześnienie niektórych gałęzi przemysłu, zwłaszcza u naszych wschodnich sąsiadów, przyczyniłyby się do wzrostu PKB i siły integrujących państw w ogóle. Ponadto w obliczu kryzysów energetycznych pamiętać należy o działających na zachodniej Ukrainie elektrowniach atomowych, których prąd z pewnością mógłby zasilać również polskie gospodarstwa domowe.

Niewątpliwym problemem jest jednak zacofanie gospodarcze w byłych republikach sowieckich, spowodowane wyniszczającą polityką Moskwy wobec nich. Większość technologii i przemysłu Ukrainy czy Białorusi nie jest w stanie konkurować na świecie, nie mówiąc już o eksporcie na Zachód. Gospodarka tych państw wciąż w wielkiej mierze nastawiona jest na eksport w kierunku wschodnim, do Rosji i innych byłych republik ZSRR, zaś w przypadku problemów wewnętrznych Rosji czy celowego embarga politycznego spowodowanego zmianą wektora polityki zagranicznych swoich byłych satelitów, może stanowić to duży problem. Analogiczna sytuacja w dziedzinie wytwórstwa i sprzedaży na rynku zewnętrznym dotyczy Polski – tu jednak przeważa kierunek niemiecki. Niewątpliwym problemem byłyby również skupione w rękach rosyjskich silne koncerny wschodnie. W ostatnim czasie na Białorusi gwałtownie przyspieszyła prywatyzacja w ręce rosyjskie wielu znaczących zakładów, a ich odzyskanie i nacjonalizacja byłyby niemal konieczne, ażeby móc je przystosować do nowo zaistniałych warunków gospodarczych i politycznych.

Reasumując, w przypadku gospodarki niewątpliwie konieczna byłaby głęboka analiza ekspercka oraz lata pracy, które umożliwiałyby sprawny przepływ towarów, kapitału, usług i zasobów ludzkich pomiędzy omawianymi krajami. Niewątpliwym wysiłkiem, które już na początkowym etapie realizacji projektu należałoby podjąć, byłaby budowa infrastruktury drogowej i kolejowej umożliwiającej rozpoczęcie procesów integracyjnych. Jednakże w przypadku powodzenia opisywanego projektu „Nowa Rzeczpospolita” stałaby się państwem o jednej z najsilniejszych gospodarek w Europie i na świecie.

Warunki realizacji

Realizacja związku państw byłej I RP wymaga jednoczesnego zaistnienia sprzyjających warunków zewnętrznych na arenie międzynarodowej jak i woli współpracy wewnątrz omawianego terytorium.

Zaistnienie silnego podmiotu w środkowej Europie nigdy nie leżało w interesie dwóch potężnych państw sąsiadujących z tym rejonem: Niemiec i Rosji. W przypadku rozpoczęcia jakichkolwiek negocjacji w tej materii należy spodziewać się silnego sprzeciwu wyżej wymienionych, nie wykluczając gróźb interwencji militarnej ze strony Moskwy. Dlatego naturalne wydaje się, iż nawet rozpoczęcie realnej budowy omawianego projektu będzie możliwe jedynie w czasie, gdy zarówno Niemcy jak i Rosja stracą swoją obecną pozycję i zostaną dotknięte poważnymi trudnościami wewnętrznymi. Czy jest to możliwe? Owszem.

Szansa taka rysuje się coraz poważniej na horyzoncie przyszłości naszego regionu. Siła Niemiec oparta jest przede wszystkim na pozycji tego kraju w Unii Europejskiej, w której de facto, po osłabieniu Francji i alienacji Wielkiej Brytanii, stały się liderem. Jednym z realnych scenariuszy omawianych dziś w kuluarach przez przywódców państw Europy jest upadek tych struktur, których jedynym spoiwem jest kapitał – trudno bowiem o stwierdzenie, iż Unia Europejska stoi fundamentem wspólnych wartości Cywilizacji Łacińskiej. Coraz większe problemy finansowe członków UE oraz pogarszające się prognozy gospodarcze na przyszłość wskazują, iż możliwy jest w niedalekiej przyszłości ich demontaż oraz nawrót państw narodowych do polityki protekcjonizmu – w takiej zaś chwili Berlin raczej skupi swą uwagę na zapewnieniu stabilności wewnętrznej własnego kraju niż finansowaniu ingerencji na obcych terenach. Ponadto pamiętać należy o dramatycznych prognozach demograficznych dla ludności autochtonicznej Niemiec – już dziś znaczną część dzieci i młodzieży stanowi ludność obca cywilizacyjnie, głównie muzułmańska, która w sytuacji kryzysowej może stanowić poważny czynnik destabilizacyjny.

Rosja natomiast, pomimo prób prowadzenia w dalszym ciągu polityki mocarstwowej, z roku na rok słabnie. W związku z rosnącą potęgą państw Azji, przede wszystkim Chin i Indii, raczej nieodwracalne wydaje się tracenie przez Moskwę swoich wpływów na tym kontynencie. Ponadto Rosja, podobnie jak Niemcy, boryka się z coraz gorszymi prognozami demograficznymi (od 20 lat liczba etnicznych Rosjan maleje), przybywa ludności muzułmańskiej (dziś to już nawet 15% w skali kraju), a problemy te wzmaga występowanie szerokiej patologii społecznej, z masowym alkoholizmem na czele. Należy też pamiętać o wzrastającym natężeniu lokalnych dążeń separatystycznych, gdzie obok Czeczenii coraz częściej słyszymy o zamachach w Dagestanie czy Tatarstanie.

Życie, geopolityczne zwłaszcza, nie znosi próżni. W czasie demontażu struktur unijnych, a także osłabieniu aktywności międzynarodowej Rosji ogarniętej problemami wewnętrznymi, kraje pomiędzy Zachodem a Wschodem Europy aby móc się nadal stabilnie rozwijać będą zmuszone do poszukiwania trzeciej drogi. To zależy jednak również, a może przede wszystkim, od woli samych zainteresowanych. Może być tak, iż władze w Polsce będą forsować ideę ślepego podążania za Niemcami, które zapewne będą, przynajmniej z początku, podejmować próby utrzymania części struktur unijnych. Z kolei na Białorusi może nadal funkcjonować reżim Łukaszenki, który ostatecznie wyprzeda cały majątek swego państwa Moskwie i będzie przezeń de facto kierowany. Ukraina może zaś pogrążyć się w chaosie wewnętrznych starć, co obserwując dzisiejszą sytuację polityczną naszego sąsiada, wcale nie jest niemożliwe. Natomiast może być też tak, iż „okrągłostołowe” elity w Polsce zostaną wyparte, na Białorusi pod naporem kryzysu społecznego obecny prezydent będzie musiał ustąpić, zaś sceptyczna wobec serwilizmu w kierunku Kremla część społeczeństwa Ukrainy zdobędzie zdecydowaną przewagę.

Realizacja

Warto jednak zastanowić się, jak można się do wyżej opisanej idei przybliżyć. Uważam, iż w obecnym czasie i warunkach jej osiągnięcie w wymiarze politycznym nie jest możliwe. Jednakże intensywny rozwój komunikacyjny i technologiczny otwiera pole do współpracy międzynarodowej na płaszczyźnie społecznej, pomiędzy środowiskami dostrzegającymi zalety takiego porozumienia.

W ostatnim czasie byłem uczestnikiem kilku debat polsko-ukraińskich, których grupy uczestniczące stanowiła w większości aktywna społecznie młodzież akademicka z obu krajów, a więc potencjalnie ludzie, którzy w przyszłości powinni osiągnąć mniejszy bądź większy wpływ na ster rządów w swoim państwie. Ciekawostką był fakt, iż Ukraińcy poproszeni o wskazanie zagrożeń międzynarodowych dla swojej ojczyzny, na pierwszym miejscu wymieniali Rosję, na ostatnim zaś – Polskę. Nie była to jednak spowodowana obecnością Polaków kurtuazja, a zwykła, sucha kalkulacja polityczna. Znamiennym jest również fakt, iż większość z nich opowiadała się za zacieśnieniem relacji z Polską. Temat, który tradycyjnie najbardziej poróżnia Polaków z Ukraińcami – działalność UPA i pomniejszych organizacji nacjonalistycznych na terenie byłych polskich Kresów południowo-wschodnich – wykazał również pewien potencjał płaszczyzny do porozumienia. Okazało się również, iż sprawa masowych mordów na Polakach z Wołynia jest nie tyle świadomie lekceważona przez ukraińską młodzież, co po prostu mało znana, bowiem podręczniki szkolne zazwyczaj o tych tragicznych wydarzeniach milczą.

Wspominam o tym dlatego, ponieważ właśnie oddolne kontakty na płaszczyźnie społecznej uważam za jedyną możliwą dziś drogę do budowania fundamentu porozumienia na przyszłość. W rządzie, a nawet w sejmie nie ma dziś bowiem siły, która by aktywnie zaangażowała się w budowę alternatywy czy to wobec Niemiec (UE) czy USA. Ponadto warto, a nawet trzeba, wybrać się za granicę wschodnią RP. Poza niezapomnianą możliwością poznania duchowego dziedzictwa naszych przodków, które wciąż jest tam obecne, można nawiązać cenne kontakty na przyszłość. Na temat narzędzi politycznych nie będę się rozpisywał, ponieważ w chwili obecnej uważam to za bezcelowe. Pomijając fakt, iż jest to zagadnienie szerokie i wymagające oddzielnej rozprawy.

Jednakże nawet przy odwróceniu sytuacji, tzn. zaistnieniu dogodnych warunków międzynarodowych i wewnątrzpolitycznych, jeżeli projekt nie będzie posiadał poparcia społecznego w krajach zainteresowanych, szanse na realizację będą niewielkie i może zostać pogrzebany poprzez naciski oddolne. Dlatego tak ważne jest budowanie sieci relacji i kontaktów, wyjaśnianie wzajemnych pretensji i obaw, a w końcu ustalenie i uwypuklenie wspólnych wartości, które posłużą za solidny fundament pod porozumienie na szczeblu międzyrządowym.

Międzymorze a Endecja

Z pewnością idea Jagiellońska, w sensie geopolitycznym w czasach współczesnych częściej określaną mianem Międzymorza, jest o wiele bardziej kojarzona z obozem piłsudczykowskim niż myślą polskiego ruchu narodowego. Skąd więc przychylne analizy dla tej koncepcji na łamach stricte narodowego pisma?

Tematykę państw opisywanego regionu podjął jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości Roman Dmowski. Pisał o Międzymorzu w kontekście niemieckich prób dominacji w Europie, zwłaszcza Środkowo-Wschodniej. Lider polskich narodowców upatrywał w silnych państwach Europy Środkowej jedyną szansę na zatrzymanie wschodniej ekspansji politycznej Berlina, przypominał również jednak o dwóch przeszkodach: dobrych stosunkach łączących elity Węgier i Ukrainy z władzami niemieckimi.

Opinia, iż idea Międzymorza należy wyłącznie do myśli geopolitycznej sanacji, jest nieporozumieniem. Wynika ono głównie z faktu, iż praktycznie w okresie kiedy II RP uporządkowała sprawy wewnętrzne i zaktywizowała się na arenie międzynarodowej, endecja była w opozycji spowodowanej autorytarnymi rządami obozu sanacyjnego i nie miała wpływu na kierunek działalności Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Nawet jeśli przyjmiemy tezę, iż propagowanie związku państw między Bałtykiem a Morzem Czarnym należało w XX wieku głównie do polityków sanacyjnych, nic nie stoi na przeszkodzie, by dziś tę koncepcję promowali działacze ruchu narodowego. Dlaczego? Obóz Narodowy zawsze kreował na pierwszy plan dany interes Polski, nie zaś sentymenty. „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów, wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”. Uważam, iż ta XIX-wieczna dewiza brytyjska najlepiej oddaje sens myśli geopolitycznej, jaką kierował się i powinien kierować w przyszłości polski obóz narodowy.

Stawianie przez niektóre środowiska neoendeckie dogmatu orientacji prorosyjskiej, a więc przeciwnej wobec opisywanej idei, jest nie tylko niezrozumiałe, ale i szkodliwe. Fakt, iż Roman Dmowski głównie w oparciu o Rosję starał się odbudować niepodległą Polskę wynikał z ówczesnej sytuacji w Europie; z przekonania, jak się później okazało zresztą słusznego, że obóz państw centralnych będzie przegranym w czasie Wielkiej Wojny. Ponadto budowanie związku państw Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Polski, Białorusi, Ukrainy i Litwy, było po prostu w owym czasie niemożliwe. Był to jak wiadomo okres silnych nacjonalizmów w tych krajach, zwłaszcza Litwini i Ukraińcy nie wyobrażali sobie funkcjonowania w ścisłym związku z Polakami. Z tego właśnie faktu wynikała lansowana przez Dmowskiego koncepcja inkorporacyjna, nie zaś z powodu jakiejś urojonej prorosyjskości i nieprzychylności wobec narodów byłej I Rzeczypospolitej.

Każda osoba poczytująca siebie jako politycznego pragmatyka podziela chyba opinię, iż koncepcje polityki zagranicznej nie powinny być motywowane uczuciami, ale suchą analizą ewentualnych strat i korzyści. Skoro w okresie międzywojennym niemożliwe było restaurowanie wielonarodowej Rzeczypospolitej (co zresztą szybko zrozumieli sami Piłsudczycy), to po prostu Narodowcy opowiadali się za innymi rozwiązaniami. Dziś jednak raczej niemożliwe jest anektowanie przez Polskę ziem będących w jej granicach przed 1939 rokiem, zaś jedyną możliwością zdobywania wpływów na tych terenach oraz ratowania będącej tam polskiej ludności autochtonicznej jest nawiązanie ścisłych relacji z tymi państwami. Jeżeli więc taka szansa w przyszłości zaistnieje, dlaczego z niej nie skorzystać? Pomijając względy sentymentalne logicznym jest, iż Polska będąca w przyjacielskich relacjach z krajami regionu, ma szanse w sposób naturalny stać się ich liderem i przez to rozbudować również własny potencjał. Historia pokazuje, że życie nie znosi próżni, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. Podobna sytuacja kreśliła się przed Polską na początku lat 90. po upadku ZSRR. Wówczas to jednak Warszawa była zbyt słaba, aby przeciągnąć kraje „postjagiellońskie” na swoją stronę, co wkrótce wykorzystała Moskwa. Jak wiemy, silna Rosja nie traktuje Polski w sposób partnerski i wykorzystuje naszą słabszą pozycję do narzucania własnych warunków gry politycznej czy gospodarczej. Dziś Polska jest mimo wszystko silniejsza i być może za kilka, kilkanaście lat warto spróbować zbudować własny, niezależny od Niemiec czy Rosji obóz państw Międzymorza i w ten sposób przyczynić się do budowy realnie silnego państwa polskiego.

Wnioski na przyszłość

Gdybym miał osobiście odpowiedzieć, czy wierzę w realizację takiego scenariusza, odparłbym, że tak… ale raczej dłuższą drogą. Uważam, iż budowa związku państw na obszarze pomiędzy Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym jest całkiem realna w obliczu rozpadu obecnych struktur w dłuższej bądź krótszej perspektywie czasowej. Jednakże jednoczesne zaistnienie dogodnych warunków do budowy tegoż projektu w ściśle określonym czasie i przestrzeni będzie niezwykle trudno. Osobiście jestem zwolennikiem przesunięcia wektora realizacji tej koncepcji na południe – na teren Grupy Wyszehradzkiej. Z powodu wielu czynników, których wymieniać tu nie trzeba, wydaje się, iż postawienie pierwszego kroku w drodze do osiągnięcia szerszej współpracy tych terenów najłatwiejsze będzie właśnie na południu. Już dziś z Węgier płyną w kierunku Polski liczne sygnały o chęci bliższej współpracy. Oczywistym wydaje się fakt, iż w przypadku zbudowania zaczątku, przyjmijmy – „Unii Międzymorza”, będzie o wiele łatwiej pozyskać do współpracy kraje dawnej I Rzeczypospolitej. Tak więc powstanie „Nowej Rzeczypospolitej” widzę raczej w ramach szerszego ciała i według mnie, byłby to ostatni etap konstruowania Międzymorza, a nie zaś jak widzą to niektórzy – pierwszy.

Nieporozumienia na linii Bratysława-Budapeszt, antypolska polityka litewskiego rządu wobec Wileńszczyzny, coraz silniejsze wpływy Moskwy na terenie Białorusi czy Ukrainy – są to poważne problemy, których jednoczesne pogodzenie bądź wygaśnięcie może wydawać się dla czytelnika niemożliwe, co jest równoznaczne z zakwalifikowaniem projektu budowy Międzymorza jako utopii. Cóż, historia zna wiele gwałtownych i nieprzewidywalnych zwrotów – pamiętajmy chociażby o wielości skomplikowanych czynników, które zaistnieć musiały aby odbudować niepodległą Polskę w 1918 roku czy o całkowitym upadku systemu komunistycznego na początku lat 90. w Europie, będącym zaledwie kilkanaście lat wcześniej uważanym za trwałą przeciwwagę wobec USA i struktur Zachodnich. Historia zna również przypadki niespodziewanej współpracy w rejonie naszych zainteresowań – przypomnijmy chociażby swoisty sojusz polityczno-gospodarczy, który zaistniał w relacjach bilateralnych pomiędzy Polską a… Białorusią w latach 1992-1993.

Dziś powiązania gospodarcze, komunikacyjne, technologiczne i społeczne są już tak zaawansowane, iż raczej żadne państwo wielkości Polski nie jest w stanie funkcjonować w sposób autarkiczny, dlatego poszukiwać należy pewnej alternatywy na niepewną przyszłość. Czy stanie się nią Międzymorze? Na tę odpowiedź przyjdzie nam zapewne jeszcze poczekać, a jej kształt będzie zależeć również od naszej pracy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 01 paź 2013, 20:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=10061

Gabor Vona: O sojuszu z Polską i Chorwacją
on 29 sierpnia 2013 21:04 / 4 komentarze

Lider Ruchu na Rzecz Lepszych Węgier (Jobbik Magyarorszagert Mozgalom) Gabor Vona w wypowiedzi dla francuskiej telewizji internetowej Pro Russia TV opowiedział się za utworzeniem bloku politycznego złożonego z Polski, Węgier i Chorwacji. Węgierski polityk wskazał zarówno na podobną historię trzech narodów, jak i na wspólne strategiczne interesy. Według przewodniczącego Jobbiku taki blok mający dostęp do morza zarówno na północy jak i na południu miałby silną pozycję ekonomiczną i przebiegałyby przezeń ważne szlaki komunikacyjne na linii wschód-zachód. Model ten miałby być alternatywą dla procesu integracji europejskiej proponowanej przez Unię Europejską, którą Vona uznał za nieudany projekt skazany na porażkę. Lider Jobbiku skrytykował też kraje zachodniej Europy na czele z Francją i Niemcami, stwierdzając, iż traktują one wschodnią część kontynentu jedynie jako źródło taniej siły roboczej i rynek zbytu dla swoich produktów. Blok polityczny proponowany przez Gabora Vonę miałby być zwrócony w kierunku współpracy z Rosją jako alternatywy dla neoliberalnego i przeżartego multikulturalizmem zachodu.
Oprócz tego węgierski polityk poruszył także inne kwestie, np. konieczność odejścia od polityki euroatlantyckiej na rzecz euroazjatyckiej (Jobbik od maja jest częścią Międzynarodowego Ruchu Eurazjatyckiego), krytykę amerykańskiej hegemonii, konieczność przeciwstawienia się zgubnym zmianom kulturowym w Europie itd.
Cały wywiad można przeczytać tu.

(na podst. dnevno.hr oprac. M.G.)

Komentarz Redakcji: Propozycja przewodniczącego węgierskiego Jobbiku musi naturalnie budzić skojarzenia z ideą Międzymorza. Interesujące jest, iż reinterpretacja tej idei dokonana przez Gabora Vonę jest zbieżna z wizją Międzymorza prezentowaną przez Przywódcę Falangi, gdzie Intermarium nie jest po prostu klinem wbitym między Niemcy a Rosję, a samodzielnym ośrodkiem siły stanowiącym ważne ogniwo w alternatywnym modelu współpracy pomiędzy państwami Europejskimi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 22 lut 2014, 12:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.narodowcy.net/blogi/intermar ... zpospolita

Intermarium: Nowa Rzeczpospolita?
Napisał Polityka Narodowa piątek, 17, styczeń 2014 02:09

Obrazek

Do niedawna stwierdzenie, iż Unia Europejska może się rozpaść, zaś miejsce USA i Rosji jako dwóch głównych rozgrywających w teatrze międzynarodowej polityki zajmą Chiny, Brazylia czy Indie, były komentowane najwyżej w tonie kabaretowo-rozrywkowym. Dziś, są to scenariusze, które na co dzień kreślą eksperci niezależnie od własnego profilu ideowego. W tej sytuacji nie tylko warto, lecz należy przedstawiać alternatywne możliwości gwarantujące stabilność Polski i regionu. Jedną z nich, jest niewątpliwie pomysł współpracy państw niegdyś wchodzących w skład I Rzeczypospolitej.

Projekt

„Nowa Rzeczpospolita” to projekt zainicjowany przez pewne środowisko z… Białorusi. Niewiele o tym środowisku wiadomo poza tym, że propaguje restaurację monarchii i ścisły związek m.in. z Polską. Abstrahując od proponowanej formy rządów, warto się takiej propozycji przyjrzeć bliżej.

Nowe państwo, federacja, konfederacja bądź związek zupełnie niezależnych państw obejmować miałby Polskę, Białoruś, Ukrainę, Litwę i Łotwę. Autorzy projektu nie dopisali zupełnie naturalnego uczestnika takiego porozumienia – Estonii, która w razie realizacji takiego scenariusza oraz w obliczu rosyjskiego sąsiada raczej nie mogłaby pozwolić sobie na neutralność – co niniejszym czynię i jednocześnie przechodzę do własnej analizy możliwości odnowienia Rzeczypospolitej.

Związek wymienionych państw skutkowałby powstaniem nowego tworu na arenie międzynarodowej, którego potencjał osiągnąłby automatycznie poziom głównych rozgrywających w Europie, a także ważnego podmiotu na świecie. „Nowa Rzeczpospolita” miałaby łącznie ponad 100 milionów mieszkańców, zaś powierzchnię ok. 1 300 000 km2.

Gospodarka

Połączenie bądź przynajmniej silne powiązanie naszych gospodarek utworzyłoby wielki potencjał na przyszłość, jednak stwierdzić należy uczciwie, iż w dniu dzisiejszym odnowiona Rzeczpospolita musiałaby borykać się z wieloma trudnościami.

Pisząc o potencjale, należy wymienić tu bogactwo surowców naturalnych, którymi dysponuje przede wszystkim Polska i Ukraina. Węgiel, miedź, rozwinięty przemysł metalurgiczny, żelazo, złoża siarkowodoru, żyzne gleby. Z pewnością mądre reformy i unowocześnienie niektórych gałęzi przemysłu, zwłaszcza u naszych wschodnich sąsiadów, przyczyniłyby się do wzrostu PKB i siły integrujących państw w ogóle. Ponadto w obliczu kryzysów energetycznych pamiętać należy o działających na zachodniej Ukrainie elektrowniach atomowych, których prąd z pewnością mógłby zasilać również polskie gospodarstwa domowe.

Niewątpliwym problemem jest jednak zacofanie gospodarcze w byłych republikach sowieckich, spowodowane wyniszczającą polityką Moskwy wobec nich. Większość technologii i przemysłu Ukrainy czy Białorusi nie jest w stanie konkurować na świecie, nie mówiąc już o eksporcie na Zachód. Gospodarka tych państw wciąż w wielkiej mierze nastawiona jest na eksport w kierunku wschodnim, do Rosji i innych byłych republik ZSRR, zaś w przypadku problemów wewnętrznych Rosji czy celowego embarga politycznego spowodowanego zmianą wektora polityki zagranicznych swoich byłych satelitów, może stanowić to duży problem. Analogiczna sytuacja w dziedzinie wytwórstwa i sprzedaży na rynku zewnętrznym dotyczy Polski – tu jednak przeważa kierunek niemiecki. Niewątpliwym problemem byłyby również skupione w rękach rosyjskich silne koncerny wschodnie. W ostatnim czasie na Białorusi gwałtownie przyspieszyła prywatyzacja w ręce rosyjskie wielu znaczących zakładów, a ich odzyskanie i nacjonalizacja byłyby niemal konieczne, ażeby móc je przystosować do nowo zaistniałych warunków gospodarczych i politycznych.

Reasumując, w przypadku gospodarki niewątpliwie konieczna byłaby głęboka analiza ekspercka oraz lata pracy, które umożliwiałyby sprawny przepływ towarów, kapitału, usług i zasobów ludzkich pomiędzy omawianymi krajami. Niewątpliwym wysiłkiem, które już na początkowym etapie realizacji projektu należałoby podjąć, byłaby budowa infrastruktury drogowej i kolejowej umożliwiającej rozpoczęcie procesów integracyjnych. Jednakże w przypadku powodzenia opisywanego projektu „Nowa Rzeczpospolita” stałaby się państwem o jednej z najsilniejszych gospodarek w Europie i na świecie.

Warunki realizacji

Realizacja związku państw byłej I RP wymaga jednoczesnego zaistnienia sprzyjających warunków zewnętrznych na arenie międzynarodowej jak i woli współpracy wewnątrz omawianego terytorium.

Zaistnienie silnego podmiotu w środkowej Europie nigdy nie leżało w interesie dwóch potężnych państw sąsiadujących z tym rejonem: Niemiec i Rosji. W przypadku rozpoczęcia jakichkolwiek negocjacji w tej materii należy spodziewać się silnego sprzeciwu wyżej wymienionych, nie wykluczając gróźb interwencji militarnej ze strony Moskwy. Dlatego naturalne wydaje się, iż nawet rozpoczęcie realnej budowy omawianego projektu będzie możliwe jedynie w czasie, gdy zarówno Niemcy jak i Rosja stracą swoją obecną pozycję i zostaną dotknięte poważnymi trudnościami wewnętrznymi. Czy jest to możliwe? Owszem.

Szansa taka rysuje się coraz poważniej na horyzoncie przyszłości naszego regionu. Siła Niemiec oparta jest przede wszystkim na pozycji tego kraju w Unii Europejskiej, w której de facto, po osłabieniu Francji i alienacji Wielkiej Brytanii, stały się liderem. Jednym z realnych scenariuszy omawianych dziś w kuluarach przez przywódców państw Europy jest upadek tych struktur, których jedynym spoiwem jest kapitał – trudno bowiem o stwierdzenie, iż Unia Europejska stoi fundamentem wspólnych wartości Cywilizacji Łacińskiej. Coraz większe problemy finansowe członków UE oraz pogarszające się prognozy gospodarcze na przyszłość wskazują, iż możliwy jest w niedalekiej przyszłości ich demontaż oraz nawrót państw narodowych do polityki protekcjonizmu – w takiej zaś chwili Berlin raczej skupi swą uwagę na zapewnieniu stabilności wewnętrznej własnego kraju niż finansowaniu ingerencji na obcych terenach. Ponadto pamiętać należy o dramatycznych prognozach demograficznych dla ludności autochtonicznej Niemiec – już dziś znaczną część dzieci i młodzieży stanowi ludność obca cywilizacyjnie, głównie muzułmańska, która w sytuacji kryzysowej może stanowić poważny czynnik destabilizacyjny.

Rosja natomiast, pomimo prób prowadzenia w dalszym ciągu polityki mocarstwowej, z roku na rok słabnie. W związku z rosnącą potęgą państw Azji, przede wszystkim Chin i Indii, raczej nieodwracalne wydaje się tracenie przez Moskwę swoich wpływów na tym kontynencie. Ponadto Rosja, podobnie jak Niemcy, boryka się z coraz gorszymi prognozami demograficznymi (od 20 lat liczba etnicznych Rosjan maleje), przybywa ludności muzułmańskiej (dziś to już nawet 15% w skali kraju), a problemy te wzmaga występowanie szerokiej patologii społecznej, z masowym alkoholizmem na czele. Należy też pamiętać o wzrastającym natężeniu lokalnych dążeń separatystycznych, gdzie obok Czeczenii coraz częściej słyszymy o zamachach w Dagestanie czy Tatarstanie.

Życie, geopolityczne zwłaszcza, nie znosi próżni. W czasie demontażu struktur unijnych, a także osłabieniu aktywności międzynarodowej Rosji ogarniętej problemami wewnętrznymi, kraje pomiędzy Zachodem a Wschodem Europy aby móc się nadal stabilnie rozwijać będą zmuszone do poszukiwania trzeciej drogi. To zależy jednak również, a może przede wszystkim, od woli samych zainteresowanych. Może być tak, iż władze w Polsce będą forsować ideę ślepego podążania za Niemcami, które zapewne będą, przynajmniej z początku, podejmować próby utrzymania części struktur unijnych. Z kolei na Białorusi może nadal funkcjonować reżim Łukaszenki, który ostatecznie wyprzeda cały majątek swego państwa Moskwie i będzie przezeń de facto kierowany. Ukraina może zaś pogrążyć się w chaosie wewnętrznych starć, co obserwując dzisiejszą sytuację polityczną naszego sąsiada, wcale nie jest niemożliwe. Natomiast może być też tak, iż „okrągłostołowe” elity w Polsce zostaną wyparte, na Białorusi pod naporem kryzysu społecznego obecny prezydent będzie musiał ustąpić, zaś sceptyczna wobec serwilizmu w kierunku Kremla część społeczeństwa Ukrainy zdobędzie zdecydowaną przewagę.

Realizacja

Warto jednak zastanowić się, jak można się do wyżej opisanej idei przybliżyć. Uważam, iż w obecnym czasie i warunkach jej osiągnięcie w wymiarze politycznym nie jest możliwe. Jednakże intensywny rozwój komunikacyjny i technologiczny otwiera pole do współpracy międzynarodowej na płaszczyźnie społecznej, pomiędzy środowiskami dostrzegającymi zalety takiego porozumienia.

W ostatnim czasie byłem uczestnikiem kilku debat polsko-ukraińskich, których grupy uczestniczące stanowiła w większości aktywna społecznie młodzież akademicka z obu krajów, a więc potencjalnie ludzie, którzy w przyszłości powinni osiągnąć mniejszy bądź większy wpływ na ster rządów w swoim państwie. Ciekawostką był fakt, iż Ukraińcy poproszeni o wskazanie zagrożeń międzynarodowych dla swojej ojczyzny, na pierwszym miejscu wymieniali Rosję, na ostatnim zaś – Polskę. Nie była to jednak spowodowana obecnością Polaków kurtuazja, a zwykła, sucha kalkulacja polityczna. Znamiennym jest również fakt, iż większość z nich opowiadała się za zacieśnieniem relacji z Polską. Temat, który tradycyjnie najbardziej poróżnia Polaków z Ukraińcami – działalność UPA i pomniejszych organizacji nacjonalistycznych na terenie byłych polskich Kresów południowo-wschodnich – wykazał również pewien potencjał płaszczyzny do porozumienia. Okazało się również, iż sprawa masowych mordów na Polakach z Wołynia jest nie tyle świadomie lekceważona przez ukraińską młodzież, co po prostu mało znana, bowiem podręczniki szkolne zazwyczaj o tych tragicznych wydarzeniach milczą.

Wspominam o tym dlatego, ponieważ właśnie oddolne kontakty na płaszczyźnie społecznej uważam za jedyną możliwą dziś drogę do budowania fundamentu porozumienia na przyszłość. W rządzie, a nawet w sejmie nie ma dziś bowiem siły, która by aktywnie zaangażowała się w budowę alternatywy czy to wobec Niemiec (UE) czy USA. Ponadto warto, a nawet trzeba, wybrać się za granicę wschodnią RP. Poza niezapomnianą możliwością poznania duchowego dziedzictwa naszych przodków, które wciąż jest tam obecne, można nawiązać cenne kontakty na przyszłość. Na temat narzędzi politycznych nie będę się rozpisywał, ponieważ w chwili obecnej uważam to za bezcelowe. Pomijając fakt, iż jest to zagadnienie szerokie i wymagające oddzielnej rozprawy.

Jednakże nawet przy odwróceniu sytuacji, tzn. zaistnieniu dogodnych warunków międzynarodowych i wewnątrzpolitycznych, jeżeli projekt nie będzie posiadał poparcia społecznego w krajach zainteresowanych, szanse na realizację będą niewielkie i może zostać pogrzebany poprzez naciski oddolne. Dlatego tak ważne jest budowanie sieci relacji i kontaktów, wyjaśnianie wzajemnych pretensji i obaw, a w końcu ustalenie i uwypuklenie wspólnych wartości, które posłużą za solidny fundament pod porozumienie na szczeblu międzyrządowym.

Międzymorze a Endecja

Z pewnością idea Jagiellońska, w sensie geopolitycznym w czasach współczesnych częściej określaną mianem Międzymorza, jest o wiele bardziej kojarzona z obozem piłsudczykowskim niż myślą polskiego ruchu narodowego. Skąd więc przychylne analizy dla tej koncepcji na łamach stricte narodowego pisma?

Tematykę państw opisywanego regionu podjął jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości Roman Dmowski. Pisał o Międzymorzu w kontekście niemieckich prób dominacji w Europie, zwłaszcza Środkowo-Wschodniej. Lider polskich narodowców upatrywał w silnych państwach Europy Środkowej jedyną szansę na zatrzymanie wschodniej ekspansji politycznej Berlina, przypominał również jednak o dwóch przeszkodach: dobrych stosunkach łączących elity Węgier i Ukrainy z władzami niemieckimi.

Opinia, iż idea Międzymorza należy wyłącznie do myśli geopolitycznej sanacji, jest nieporozumieniem. Wynika ono głównie z faktu, iż praktycznie w okresie kiedy II RP uporządkowała sprawy wewnętrzne i zaktywizowała się na arenie międzynarodowej, endecja była w opozycji spowodowanej autorytarnymi rządami obozu sanacyjnego i nie miała wpływu na kierunek działalności Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Nawet jeśli przyjmiemy tezę, iż propagowanie związku państw między Bałtykiem a Morzem Czarnym należało w XX wieku głównie do polityków sanacyjnych, nic nie stoi na przeszkodzie, by dziś tę koncepcję promowali działacze ruchu narodowego. Dlaczego? Obóz Narodowy zawsze kreował na pierwszy plan dany interes Polski, nie zaś sentymenty. „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów, wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”. Uważam, iż ta XIX-wieczna dewiza brytyjska najlepiej oddaje sens myśli geopolitycznej, jaką kierował się i powinien kierować w przyszłości polski obóz narodowy.

Stawianie przez niektóre środowiska neoendeckie dogmatu orientacji prorosyjskiej, a więc przeciwnej wobec opisywanej idei, jest nie tylko niezrozumiałe, ale i szkodliwe. Fakt, iż Roman Dmowski głównie w oparciu o Rosję starał się odbudować niepodległą Polskę wynikał z ówczesnej sytuacji w Europie; z przekonania, jak się później okazało zresztą słusznego, że obóz państw centralnych będzie przegranym w czasie Wielkiej Wojny. Ponadto budowanie związku państw Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Polski, Białorusi, Ukrainy i Litwy, było po prostu w owym czasie niemożliwe. Był to jak wiadomo okres silnych nacjonalizmów w tych krajach, zwłaszcza Litwini i Ukraińcy nie wyobrażali sobie funkcjonowania w ścisłym związku z Polakami. Z tego właśnie faktu wynikała lansowana przez Dmowskiego koncepcja inkorporacyjna, nie zaś z powodu jakiejś urojonej prorosyjskości i nieprzychylności wobec narodów byłej I Rzeczypospolitej.

Każda osoba poczytująca siebie jako politycznego pragmatyka podziela chyba opinię, iż koncepcje polityki zagranicznej nie powinny być motywowane uczuciami, ale suchą analizą ewentualnych strat i korzyści. Skoro w okresie międzywojennym niemożliwe było restaurowanie wielonarodowej Rzeczypospolitej (co zresztą szybko zrozumieli sami Piłsudczycy), to po prostu Narodowcy opowiadali się za innymi rozwiązaniami. Dziś jednak raczej niemożliwe jest anektowanie przez Polskę ziem będących w jej granicach przed 1939 rokiem, zaś jedyną możliwością zdobywania wpływów na tych terenach oraz ratowania będącej tam polskiej ludności autochtonicznej jest nawiązanie ścisłych relacji z tymi państwami. Jeżeli więc taka szansa w przyszłości zaistnieje, dlaczego z niej nie skorzystać? Pomijając względy sentymentalne logicznym jest, iż Polska będąca w przyjacielskich relacjach z krajami regionu, ma szanse w sposób naturalny stać się ich liderem i przez to rozbudować również własny potencjał. Historia pokazuje, że życie nie znosi próżni, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. Podobna sytuacja kreśliła się przed Polską na początku lat 90. po upadku ZSRR. Wówczas to jednak Warszawa była zbyt słaba, aby przeciągnąć kraje „postjagiellońskie” na swoją stronę, co wkrótce wykorzystała Moskwa. Jak wiemy, silna Rosja nie traktuje Polski w sposób partnerski i wykorzystuje naszą słabszą pozycję do narzucania własnych warunków gry politycznej czy gospodarczej. Dziś Polska jest mimo wszystko silniejsza i być może za kilka, kilkanaście lat warto spróbować zbudować własny, niezależny od Niemiec czy Rosji obóz państw Międzymorza i w ten sposób przyczynić się do budowy realnie silnego państwa polskiego.

Wnioski na przyszłość

Gdybym miał osobiście odpowiedzieć, czy wierzę w realizację takiego scenariusza, odparłbym, że tak… ale raczej dłuższą drogą. Uważam, iż budowa związku państw na obszarze pomiędzy Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym jest całkiem realna w obliczu rozpadu obecnych struktur w dłuższej bądź krótszej perspektywie czasowej. Jednakże jednoczesne zaistnienie dogodnych warunków do budowy tegoż projektu w ściśle określonym czasie i przestrzeni będzie niezwykle trudno. Osobiście jestem zwolennikiem przesunięcia wektora realizacji tej koncepcji na południe – na teren Grupy Wyszehradzkiej. Z powodu wielu czynników, których wymieniać tu nie trzeba, wydaje się, iż postawienie pierwszego kroku w drodze do osiągnięcia szerszej współpracy tych terenów najłatwiejsze będzie właśnie na południu. Już dziś z Węgier płyną w kierunku Polski liczne sygnały o chęci bliższej współpracy. Oczywistym wydaje się fakt, iż w przypadku zbudowania zaczątku, przyjmijmy – „Unii Międzymorza”, będzie o wiele łatwiej pozyskać do współpracy kraje dawnej I Rzeczypospolitej. Tak więc powstanie „Nowej Rzeczypospolitej” widzę raczej w ramach szerszego ciała i według mnie, byłby to ostatni etap konstruowania Międzymorza, a nie zaś jak widzą to niektórzy – pierwszy.

Nieporozumienia na linii Bratysława-Budapeszt, antypolska polityka litewskiego rządu wobec Wileńszczyzny, coraz silniejsze wpływy Moskwy na terenie Białorusi czy Ukrainy – są to poważne problemy, których jednoczesne pogodzenie bądź wygaśnięcie może wydawać się dla czytelnika niemożliwe, co jest równoznaczne z zakwalifikowaniem projektu budowy Międzymorza jako utopii. Cóż, historia zna wiele gwałtownych i nieprzewidywalnych zwrotów – pamiętajmy chociażby o wielości skomplikowanych czynników, które zaistnieć musiały aby odbudować niepodległą Polskę w 1918 roku czy o całkowitym upadku systemu komunistycznego na początku lat 90. w Europie, będącym zaledwie kilkanaście lat wcześniej uważanym za trwałą przeciwwagę wobec USA i struktur Zachodnich. Historia zna również przypadki niespodziewanej współpracy w rejonie naszych zainteresowań – przypomnijmy chociażby swoisty sojusz polityczno-gospodarczy, który zaistniał w relacjach bilateralnych pomiędzy Polską a… Białorusią w latach 1992-1993.

Dziś powiązania gospodarcze, komunikacyjne, technologiczne i społeczne są już tak zaawansowane, iż raczej żadne państwo wielkości Polski nie jest w stanie funkcjonować w sposób autarkiczny, dlatego poszukiwać należy pewnej alternatywy na niepewną przyszłość. Czy stanie się nią Międzymorze? Na tę odpowiedź przyjdzie nam zapewne jeszcze poczekać, a jej kształt będzie zależeć również od naszej pracy.

Adam Andruszkiewicz


Artykuł ukazał się w 11 numerze kwartalnika „Polityka Narodowa”

Ostatnio zmieniany piątek, 17 styczeń 2014 02:36


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 07 kwi 2014, 13:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/4956-europa ... ellonskiej

Europa Środkowo-Wschodnia potrzebuje realizowania Idei Jagiellońskiej
Agnieszka Piwar sobota, 08, luty 2014 13:43

Na potrzebę realizowania Idei Jagiellońskiej w Europie Środkowo-Wschodniej zwrócił uwagę ks. prof. Stanisław Koczwara, podczas uroczystego otwarcia wystawy „Unia Horodelska 1413-2013” w Bibliotece Uniwersyteckiej KUL w Lublinie.

Ten jeden z najwybitniejszych na świecie teologów dziejów, z wykształcenia archeolog chrześcijański zauważył, że to Kościół – wychowawca narodów – powinien realizować tę ideę, ponieważ politycy nie są do tego zdolni, gdyż nie wychowali się na klasycznych wartościach.

Ks. Stanisław Koczwara, związany z Instytutem Teologicznym w Wilnie jest fundatorem tablicy upamiętniającej historyczne przymierze Polski i Litwy. Jej uroczyste odsłonięcie i poświęcenie odbyło się 6 października 2013 r. w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wilnie. Tablica znajduje się przy Ołtarzu Świętej Jadwigi Andegaweńskiej. Umieszczono na niej motto będące fragmentem z aktu Unii Horodelskiej, które brzmi: „Nie dozna łaski zbawienia, kto się na Miłości nie oprze”. To właśnie w Horodle oba kraje zobowiązały się do tworzenia wspólnoty zbudowanej na miłości – zwraca uwagę ks. Koczwara. Przymierze zawarte przed sześcioma wiekami dało fundament Idei Jagiellońskiej.

Podczas prelekcji w Lublinie historyk przypomniał, że Idea Jagiellońska dała naszej części Europy pokój. Podkreślił, że było to odzwierciedlenie – w życiu publicznym i prywatnym ludzi tu mieszkających – Chrystusa społecznego. „To jest idea nieśmiertelna. Jeśli nie Idea Jagiellońska, to co, tutaj w Europie Środkowo-Wschodniej?” – pytał ks. Koczwara. I przypomniał, że idea ta ze swoim oddziaływaniem oparta była o trzy Morza: Bałtyckie, Czarne i Adriatyckie. To była prawdziwa potęga!

Unia Horodelska została zawarta 2 października 1413 r. Potwierdzała wspólną politykę obu państw, wprowadziła instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie wybieranego przez króla Królestwa Polskiego za radą i wiedzą bojarów litewskich oraz panów polskich, wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie, urzędy województw i kasztelanów na Litwie, a litewską szlachtę katolicką, zrównała z polskimi rodami.

Podczas wykładu z Bibliotece KUL pt. „Unia Horodelska: polsko-litewska pieśń nad pieśniami” ks. prof. Stanisław Koczwara w kilku zdaniach nawiązał do głównej myśli unii. Przypomniał, że dzieło zjednoczenia dwu narodów oparte na chrześcijańskiej wierze zaledwie było poczęte. Oba kraje potrzeba było połączyć węzłem nierozerwalnym, na którym należało położyć węgły wspólnego życia. A tym węzłem była katolicka wiara – wyjaśnił Prelegent. „W tym celu przypuściła Polska Litwę do praw swych i swobód, do braterstwa serdecznego – podając jej rękę podnosząc do stanowiska wyższego naród litewski. I sam rozum polityczny wołał o przyjęcie tego co lepsze i wyższe. Uczyniono to rzeczywiście w oparciu o szlachtę. A jeśli idzie o nią, to mimo że od roku 1387 ochrzczeni Litwini zostali zrównani w prawach z Polakami, jednak ze względu na dominującą władzę wielkiego księcia bojarzy litewscy tylko z imienia byli szlachtą – byli rabami wielkiego księcia. I by to zmienić, obmyślono genialnie nadanie herbów polskich bojarom litewskim, aby ich uczynić równymi polskiej szlachcie, i by w ten sposób przemienić powoli stan narodu. I dla tego celu m. in. został naznaczony zjazd w Horodle nad Bugiem”.

Ks. prof. Koczwara wyjaśnił dalej, że to co się tam dokonało to był – zwłaszcza ze strony polskiej – wielki krok i pierwsza w dziejach adopcja herbowa pozwalająca dwa odrębne narody o różnej kulturze, o różnym stopniu rozwoju połączyć braterstwem praw i swobód. „I nie zachowując nic z drogich sobie przywilejów szlachta polska przelewała je na nowych braci. Historia nie zna łagodniej a szybciej dopełnionego dzieła zjednoczenia dwóch narodów, nie tylko węzłami politycznymi, ale duchowym pobratymstwem, jednością obyczajów, myśli, całego wspólnego życia” - podkreślił teolog dziejów. Dlaczego tak łatwo przyszło do skutku do zjednoczenie? Odpowiedź jest bardzo prosta – wyjaśnił ks. Koczwara. „Polska stała wówczas na drodze postępu. Nikt w świecie nie oprze się wiodącemu go tą drogą”.

Ks. Stanisław opowiedział także o planach związanych z wdrażaniem Idei Jagiellońskiej, których część jest już realizowania przez ludzi Kościoła w Wilnie oraz o marzeniach. Jednym z nich jest, aby król Polski Jadwiga Andegaweńska została Patronką Europy. Kolejnym, to wielkie zjednoczenie Słowian. „Ja przeżyłem uroczystości w Rzymie, w Bazylice św. Klemensa, gdzie Patroni Europy Święci Cyryl i Metody są pochowani. Tam zbiera się wtedy świat słowiański. Widać jaka to jest potęga; (...) wszyscy Słowianie. Tylko zagospodarować tych Słowian. Mój Boże, to może pójść... Myślę, że ona [Idea Jagiellońska] ma przyszłość, tylko trzeba ludzi Kościoła, a potem państwa, żeby ona była realizowana w praktyce. To takie marzenie, ale od marzeń się zaczyna...”.

Wystawa „Unia Horodelska 1413-2013” otwarta została 6 lutego br. w Bibliotece Uniwersyteckiej KUL w Lublinie. Ekspozycję można zwiedzać do 15 kwietnia. Ks. prof. Stanisław Koczwara podkreślił, że wystawa została zrealizowana dzięki oddolnym funduszom. „(...) Nie ma grosza na to. Gdyby to było o szlachcie jerozolimskiej, to podejrzewam, że wszystkie ministerstwa nieboszczki Unii Europejskiej by Wam dały gorsz – ale, że to o szlachcie polskiej i litewskiej, to po co?” - zauważył historyk. Po czym zwrócił się do darczyńców: „Może patetycznie to zabrzmi, ale powiedzcie sobie w sercu, że: Tobie Ojczyzno! A Ojczyźnie rachunku się nie wystawia. Pan Bóg, który to widzi w skrytości odda Wam to stokrotnie”.

Wykłady towarzyszące otwarciu wystawy mieli także: ks. Henryk Krukowski proboszcz z Horodła, który zrelacjonował obchody 600-lecia Unii Horodelskiej w swoim mieście; Dariusz Tuz z Towarzystwa Miłośników Ziemi Horodelskiej, który opowiedział o przygotowaniach do tych uroczystości oraz Dariusz Nadzieja z prelekcją pt.: „Kościół Ojców Franciszkanów w Wilnie jako sanktuarium św. Jadwigi królowej”.

tekst i foto: Agnieszka Piwar


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 03 gru 2014, 14:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/12/03/ ... -z-polska/

Gdyby Polską rządzili Polacy, już dziś Polska i Białoruś mogłyby zawrzeć unię. Ukraina już niestety nie istnieje, skutecznie zniszczona przez żydów i banderowców. Krym i Donbas są już praktycznie rosyjskie, reszta to banderland, ociekający nienawiścią do wszystkiego, co polskie. Tak więc idea Międzymorza jest w tej chwili niewykonalna, bo nawet dołączenie Węgier, Czech i Słowacji do Polski i Białorusi nie zrekompensuje utraty Ukrainy.

Kopia artykułu:

Część Białorusinów chce konfederacji z Polską?
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-12-03

Obrazek

W białoruskim internecie rozpoczęła się dyskusja o tym czy nie warto aby Białoruś weszła w konfederację z Polską. Niektórzy autorzy proponują nawet przeprowadzenie w tej sprawie referendum. Teksty poświęcone tej kwestii znajdują się na następujących stronach:
.
http://arche.by/by/page/ideas/9744




http://europejczycy.info/47093/wiadomos ... schodniej/

Przeznaczeniem Polski jest przewodzić Europie Środkowo-Wschodniej
03.12.2014

Obrazek
nowakonfederacja.pl


Przeznaczeniem Polski jest przewodzić Europie Środkowo-Wschodniej. Być zwornikiem wymiany gospodarczej północ–południe i wschód–zachód. Bo Polska to największy kraj regionu i przez jej terytorium wiodą najkrótsze szlaki handlowe – pisze Jacek Bartosiak w najnowszym wydaniu „Nowej Konfederacji”.

Jak zauważa autor „nadchodzą wielkie geopolityczne zmiany”. Wymienia tu przede wszystkim „wzrost potęgi chińskiej”, który „osiągnął tak wielkie rozmiary, że rozsadza obecny porządek świata”.
Zatem w najbliższych latach nic nie jest pewne i wszystko jest możliwe. Łącznie z III wojną światową, wieloma konfliktami regionalnymi, odwróceniem wielu sojuszy, gwałtownym awansem jednych i rozpaczliwą degradacją drugich
- pisze Bartosiak.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Międzymorze - czyli wizje amatora i zawodowca całkiem blisko
PostNapisane: 15 kwi 2015, 11:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/20950

Plan Międzymorza został zburzony przez tych, co przez ostatnie ćwierć wieku wspierali banderowców na Ukrainie.

Kopia artykułu:

EFTA – alternatywa dla Polski?
Gadający Grzyb, wt., 14/04/2015 - 20:05

Obrazek

Realizacja planu Międzymorza jest niemożliwa w warunkach naszego członkostwa w zdominowanej przez Niemcy Unii Europejskiej.

I. Mitteleuropa wciąż aktualna
Jeżeli aspirujemy do budowania pozycji Polski na arenie międzynarodowej, jako państwa silnego, podmiotowego, zdolnego do prowadzenia samodzielnej polityki, a z czasem, może nawet regionalnego mocarstwa, musimy uzmysłowić sobie jedno – taka wizja stoi w fundamentalnej sprzeczności z interesami Niemiec, które realizują obecnie zmodyfikowaną wersję projektu Mitteleuropy. Projekt ów zakłada niemiecką dominację w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – głównie gospodarczą i polityczną, ale też i militarną. Marionetkowe państwa regionu, wszechstronnie uzależnione od Niemiec, nie byłyby w stanie prowadzić jakiejkolwiek niezależnej egzystencji, stanowiąc zaplecze ekonomiczne dla niemieckiego mocarstwa. Krótko mówiąc, mielibyśmy do czynienia z koloniami, tyle że położonymi wygodnie, tuż pod bokiem.
Oczywiście, koncepcja ta realizowana jest dziś nieco innymi środkami, niż sto lat temu – wówczas usiłowano ją przeforsować za pomocą wojny, teraz stosuje się metody bardziej miękkie, jednak i od tej pokojowej ścieżki ku Mitteleuropie stosuje się wyjątki. Takim wyjątkiem jest wojna na Ukrainie, coraz bardziej bowiem skłaniam się ku przekonaniu, że jest to toczony rękoma Ukraińców i „zielonych ludzików” wydelegowanych z rosyjskiej armii konflikt na linii Berlin – Moskwa o zasięg stref wpływów. Innymi słowy, Niemcy walczą o wschodnią granicę Mitteleuropy, co ma zresztą swoje historyczne korzenie, jeśli przypomnimy sobie końcówkę I Wojny Światowej i traktat w Brześciu z 9 lutego 1918 roku zawarty m.in. pomiędzy Cesarstwem Niemieckim a Ukraińską Republiką Ludową, ustanawiający pierwsze państwo ukraińskie. Z tej perspektywy nie dziwi bezceremonialne odstawienie na bok przez cesarzową Angelę unijnych instytucji i w praktyce samodzielne układanie się z Putinem co do przyszłości Kijowa.
II. Pod skrzydłami hegemona
Obecna sytuacja jest poniekąd paradoksalna. Europejska integracja, która w założeniu miała powstrzymywać Niemcy przed powrotem na wielkomocarstwową drogę, stała się w miarę upływu lat i kolejnych form przybieranych przez Unię Europejską, doskonałym narzędziem niemieckiej hegemonizacji kontynentu. Początkowa dominacja gospodarcza została uzupełniona kierownictwem politycznym Niemiec, które najwyraźniej zaznacza się od czasu kryzysu strefy euro, kiedy to Niemcy ustami Sikorskiego zostały wezwane, by wzięły odpowiedzialność za Europę, czyli mówiąc wprost – przestały się samoograniczać. I Niemcy skwapliwie ów nieformalny mandat wykorzystały, oglądając się na unijne struktury tylko o tyle, o ile służą one ich interesom i oskarżając wszystkich kontestatorów takowego stanu rzeczy o brak europejskiej solidarności. Warto nadmienić, że wprowadzenie euro dało kosmiczny impuls rozwojowy niemieckiej gospodarce, napędzając produkcję i eksport, głównie kosztem słabszych gospodarek europejskich dla których wspólna waluta stała się w znaczniej mierze przyczyną stagnacji. To samo, co dla Niemiec działa prorozwojowo i stymuluje eksport, dla wielu innych krajów staje się hamulcem ręcznym, ograniczającym wzrost i poniekąd zmuszającym je do importu niemieckich towarów – jeśli trzeba, to na kredyt udzielony przez niemieckie instytucje finansowe. Czym to się kończy, widzieliśmy na przykładzie Grecji. Niegdyś opisując ekonomiczne realia kontynentu mówiło się, że Europa jest „strefą Deutsche Mark”, dziś powiedzieć można, że jest „strefą Deutsche Euro”. Tak oto wspólna waluta staje się instrumentem mocarstwowej supremacji.
Gospodarcze i polityczne kierownictwo może zostać wkrótce wzmocnione o trzeci filar, czyli europejskie siły zbrojne, który to postulat odgrzał niedawno na niemieckie zamówienie przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Entuzjazm z jakim propozycja została podchwycona w niemieckich kręgach politycznych mówi sam za siebie. Posypały się głosy, że armia jako atrybut państwa narodowego jest przeżytkiem (Norbert Roettgen, szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu); że nie należy czekać na zgodę wszystkich 28 państw UE, lecz rozpocząć militarną integrację między poszczególnymi krajami (Hans-Peter Bartels z SPD, ekspert natowskiego zespołu opracowującego strategię „More Union in European Defence"); zaś inspektor wojsk lądowych Bundeswehry, generał Bruno Kasdorf uznał, że wymiana batalionów między Polską a Niemcami może stanowić zalążek europejskich sił zbrojnych. Toteż, może się wkrótce okazać, że do „ strefy Deutsche Euro” dołączy również obszar kontrolowany przez „euro-bundeswehrę”, co nawiasem mówiąc, również jest zgodne z założeniami Mitteleuropy, przewidującymi w państwach satelickich istnienie sił zbrojnych dopełniających potencjał niemieckiej metropolii.
III. Mitteleuropa czy Międzymorze?
Jak wynika z powyższego, Mitteleuropa jest częścią szerszej polityki niemieckiej dominacji. A gdzie jest w tym wszystkim Polska? Cóż, bilans naszej obecności w UE pod coraz bardziej ścisłym niemieckim protektoratem staje się powoli dość dyskusyjny. Według MSZ łączne korzyści z naszej przynależności do Unii zwiększają PKB o 0,7% rocznie. Z kolei, jak wyliczył Bartłomiej Radziejowski na łamach internetowego pisma „Nowa Konfederacja”, z Polski wyprowadza się rocznie od kilku do kilkunastu miliardów dolarów, zaś w samym 2013 roku wytransferowano z Polski dochody z inwestycji na sumę 82 mld zł, czyli 5% PKB. Do tego dodajmy systematyczne „wygaszanie” konkurencyjnych wobec Niemiec gałęzi przemysłu, traktowanie Polski jako rynku zbytu (25-30% naszych obrotów to wymiana towarowa z Niemcami) oraz rezerwuaru taniej siły roboczej – i otrzymamy obraz kraju kolonialnego. Wymienione tu uwarunkowania dopełnia rezygnacja z prowadzenia samodzielnej polityki pod wyraźnym naciskiem berlińskiej „centrali”.
Elity patriotyczne postulują powrót Polski do roli regionalnego zawodnika wagi ciężkiej i w tym kontekście wysuwane są propozycje powrotu do programu Międzymorza, łączącego nasz region, obecnie rozczłonkowany na słabe i podatne na obce wpływy kraje, w silny organizm zdolny przeciwstawić się zakusom zarówno Berlina jak i Moskwy. Owszem, jest to kierunek „słuszny i na czasie”, połączenie potencjałów państw od Bałtyku po Morze Czarne, a być może i Adriatyk, niewątpliwie dałoby efekt synergii. Należy sobie jednak jasno powiedzieć, że nie da się zbudować żadnego Międzymorza pod czyjąkolwiek zewnętrzną kuratelą – nikomu z „wielkich” nie jest ono na rękę. Rosja i Niemcy utraciłyby w ogromnym stopniu zdolność manewru polegającą na handlowaniu między sobą zakresem stref wpływów, wątpię również, czy Waszyngton byłby zadowolony mając w regionie taki twór zamiast luźnej grupy sojuszników, których atlantyckie awanse może rozgrywać wedle aktualnego zapotrzebowania. A już z całą pewnością realizacja koncepcji Międzymorza nie jest możliwa w warunkach urzeczywistniającej się Mitteleuropy i hegemonii Berlina. Te dwa kierunki znajdują się z oczywistych względów w fundamentalnym konflikcie.
Wniosek nasuwa się jeden – realizacja planu Międzymorza jest niemożliwa w warunkach naszego członkostwa w zdominowanej przez Niemcy Unii Europejskiej. Należy więc opracować strategię stopniowego „wygaszania” naszej obecności w UE. Musi być to scenariusz wyważony, bez czczej demagogii, rozpatrujący na każdym etapie wszystkie „za” i „przeciw”, bo gra idzie tu o przetrwanie. Wszak członkostwo, poza wszystkim innym, miało dla nas stanowić polisę ubezpieczeniową.
I tu pojawia się wspomniana w tytule EFTA, czyli Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu. W tej chwili należą do niego cztery kraje – Norwegia, Szwajcaria, Liechtenstein oraz Islandia. EFTA od 1977 współtworzy wspólnie z EWG, protoplastą UE, Europejski Obszar Gospodarczy. A zatem, zmieniając Unię na EFTA, zachowalibyśmy korzyści płynące z wymiany handlowej, pozbywając się za to całej brukselskiej, sterowanej z Berlina polityczno-urzędniczo-ideologicznej „czapy” wraz z dyrektywami, nakazami, zakazami, polityką klimatyczną itd. Od strony militarnej, pozostalibyśmy członkiem NATO, co jest warunkiem koniecznym w obliczu rosyjskiego imperializmu, nie możemy zapominać w którym miejscu mapy się znajdujemy. Oczywiście, utracilibyśmy euro-fundusze, jednak najtłustsze lata i tak za chwilę miną, poza tym warto pokusić się o kompleksową analizę ich rzeczywistego wpływu na naszą gospodarkę. Zyskalibyśmy za to większą swobodę kreowania własnej polityki i z pewnością bylibyśmy obserwowani przez inne kraje regionu, dla których powodzenie tego eksperymentu mogłoby stanowić wzór do naśladowania. Idealnym wyjściem byłoby opuszczenie UE w większej grupie – choćby z krajami nadbałtyckimi, które już oglądają się na Skandynawię, a Litwa kupuje norweski gaz. Ryzykowne? Bardzo, lecz jeśli chcemy pozycji lidera, jeśli Międzymorze ma oblec się w ciało, a nie pozostać czczą gadaniną dla poprawienia sobie samopoczucia, na coś trzeba się zdecydować. Albo Międzymorze, albo kolonizacja, innej drogi nie ma.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/euro-bundesweh ... S1SC_BvAmw
Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 12-13 (30.03-12.04.2015)
http://polskaniepodlegla.pl/



Gadający Grzyb's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /